Recenzje
Do wesela się zagoi
Mój zachwyt nad książkami Pani Skrzydlewskiej już w ogóle mnie nie dziwi. Porozmawiajmy. Oficjalnie mogę powiedzieć, że Ludka Skrzydlewska tworzy romanse, które nie zawodzą. Umieszcza w nich lekkość, cudowne więzi i nieoczywiste połączenia charakterów, a co najważniejsze naturalnie wplata w historię trudny społecznie temat, empatycznie go opowiadając. Sutton poznaje Hugh w noc sylwestrową dość niefortunnie i w stroju dinozaura. Nie przypadają sobie do gustu, ale to nie stanowi problemu dla towarzyskiej Susie - adopcyjnej córki Sutton. Szybko okazuje się, że pierwsze spotkanie to dopiero początek, ponieważ ta dwójka ma zorganizować wesele swoich przyjaciół. Sutton i Hugh to ogień i woda, zorganizowanie i chaos, a przy tym ogromne uczucia i piękne emocje. Cała trójka, bo Susie jest równie ważna, buduje wspaniałą historię, rodzinę i obraz niezachwianego wsparcia. Znajdziesz tutaj wszystko to, co możesz sobie wymarzyć w słodkim, uroczym romansie. Przepiękne chwile przeplecione z przeciwnościami losu, walkę o bliskich, wspierających przyjaciół i sporo dinozaurów. Ode mnie bezapelacyjne 5 gwiazdek w pięciostopniowej skali. Mam nadzieję, że Ty też poznasz Susie, Sutton i Hugh i zachwycisz się ich historią tak mocno, jak ja.
Lamine Yamal. Sportowi giganci
Książka przedstawia historię niezwykle młodego piłkarza, który bardzo szybko osiągnął sukcesy na europejskiej scenie i stał się jedną z najjaśniejszych postaci FC Barcelony. Opowieść koncentruje się na jego drodze z trudnego środowiska na piłkarski szczyt oraz na wyjątkowym talencie, który budzi podziw starszych kolegów z drużyny. To inspirująca historia o błyskawicznym rozwoju i spełnianiu marzeń, skierowana zwłaszcza do młodych fanów futbolu.
Muza rockmana
Lubicie książki o muzykach? Trochę takich czytałam i przyznaję, że różnie to bywa z tym zdobywaniem mojego serca. W jednych ta muzyka jest gdzieś tam w tle tylko, w innych wręcz realia życia na szczycie, kulisy tego sukcesu, gdzieś przyćmiewają inne wątki. W przypadku tej książki byłam dziwnie spokojna, że to będzie petarda! Okładka boska, książki tej autorki kocham od lat i miałam rację, że tą książkę pokocham. Jest boska!! Emily dostaje pracę przy rockowym zespole, w trakcie ich trasy koncertowej. Nie spodziewała się, że tą pracę dostanie, ale informacja, że nie zna w sumie zespołu, nie umie wymienić żadnej ich piosenki właśnie zadziałała na jej korzyść. W końcu psychofanka za blisko zespołu nie byłaby gwarancją odpowiedzialnego podejścia do obowiązków w pracy. Emily poznaje gwiazdę zespołu, sporo od niej starszego wokalistę Tristana. Od początku nawiązuje się między nimi więź, ale oboje wiedzą, że między nimi nic nie może się wydarzyć. On ma swoje problemy, ona ma wyjątkowo trudną przeszłość. Tak naprawdę dzieli ich wszystko... Ta książka jest tak bogata w różne wątki, że naprawdę zadowoli Was czytelników na wielu płaszczyznach. To nie jest tylko fajna historia o losach zespołu rockowego, nie tylko niegrzeczny też romans z dużą różnica wieku. Tutaj tych wątków pobocznych, trudnej przeszłości, tematów bardzo bolesnych i delikatnych jest więcej i powiem szczerze, że ja jestem ogromnie zadowolona z lektury. Ciężko się od niej oderwać! Autorka jest znana z takich niegrzecznych romansów, ale bardzo uroczych, oraz z tego, że potrafi do tego romansu dobrać tak idealne, bardzo głębokie tło, że gardło nieraz będzie czytelnik miał ściśnięte. Wspaniała! Oczywiście zakochana jestem po uszy! Uroczy, gorący romans, z ciekawym tłem. Polecam gorąco. Będę za nimi tęsknić, a po cichu mam nadzieję, że jeszcze się z tymi bohaterami spotkamy.
Piekielne miejsce
Są takie książki, które zaczynają się jak obietnica terapii: cisza, natura, nowe życie, oddech. I są takie, które już na pierwszych stronach powinny mieć dopisek: „jeśli wierzysz w spokój, to lepiej usiądź”. „Piekielne miejsce” Anny Wolf należy do tej drugiej kategorii - i robi to z uśmiechem kogoś, kto doskonale wie, że zaraz rozwali ci emocje jak domek z kart. Bo tak, Samantha Baker robi to, co każda rozsądna kobieta po serii życiowych katastrof: pakuje walizki, odcina się od FBI, przeszłości, błędów i emocjonalnego bagna, które ciągnie się za nią jak cień po nieudanej relacji. Montana ma być jej resetem. Nowym początkiem. Tlenem. Tylko że w świecie Anny Wolf „nowy początek” to bardzo eleganckie określenie na „zaraz zacznie się coś jeszcze gorszego”. Na początku jest prawie sielankowo. Cisza, przestrzeń, konie, małe miasteczko, które wygląda jak miejsce, gdzie największym problemem powinno być to, że ktoś źle zaparkował pick-upa. I właśnie wtedy włącza mi się lampka ostrzegawcza: skoro jest tak spokojnie, to znaczy, że zaraz ktoś tu odpali emocjonalną bombę. I nie myliłam się ani trochę. Bo „Piekielne miejsce” to nie jest historia o ucieczce. To historia o tym, że przeszłość ma wyjątkowy talent do znajdowania ludzi, którzy bardzo chcą się zgubić. Samantha może zmienić adres, stan i całe otoczenie, ale nie zmieni faktu, że w środku nadal nosi wszystko to, przed czym próbuje uciec. A to „wszystko” ma imię, twarz i - niestety - bardzo dobry timing. Patrick. Ten człowiek to osobna kategoria problemów. To nie jest bohater, którego się „lubi”. To jest bohater, którego się analizuje, przeklina, a potem i tak czyta dalej, bo coś w nim działa jak emocjonalny narkotyk. Ich relacja z Sam to nie jest romans - to pole minowe, na którym każde słowo może być detonatorem. Przyciąganie i odpychanie? To brzmi zbyt delikatnie. Oni się orbitują, zderzają i rozwalają sobie nawzajem spokój z chirurgiczną precyzją. I najlepsze jest to, że to działa. Bo Wolf ma tę bezczelną umiejętność pisania relacji, które są jednocześnie toksyczne i magnetyczne. Takie, na które patrzysz i myślisz: „nie, absolutnie nie”, a po trzech stronach: „okej, ale jeszcze chwilę”. I zanim się zorientujesz, jesteś po uszy w tej historii, kibicując ludziom, którzy powinni najpierw iść na terapię, a dopiero potem do siebie. Ale żeby nie było - to nie jest tylko romans z problemami. To jest historia, która ma w sobie coś znacznie cięższego. Duszny klimat, napięcie, które wisi w powietrzu jak burza przed uderzeniem, i to nieustanne poczucie, że coś jest nie tak. Że to miasteczko nie jest tak niewinne, jak wygląda. Że ludzie wiedzą więcej, niż mówią. A przeszłość Sam nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa - ona dopiero się rozkręca. Wątek kryminalny wchodzi tu cicho, ale robi dokładnie to, co powinien: rozwala poczucie bezpieczeństwa. I nagle okazuje się, że to, co miało być ucieczką, jest tylko kolejnym etapem gry, w której stawką jest coś znacznie większego niż spokój ducha. Styl Anny Wolf? Dalej ten sam, który uzależnia. Lekki, dynamiczny, z dialogami, które mają więcej napięcia niż niejedna scena akcji. To ten typ pisania, przez który mówisz „jeszcze jeden rozdział”, a potem orientujesz się, że właśnie zaczynasz kolejny. I kolejny. I jeszcze jeden, bo przecież teraz to już nie możesz przerwać. I humor - czarny, złośliwy, momentami wręcz bezczelny. Taki, który pojawia się dokładnie wtedy, kiedy sytuacja powinna być śmiertelnie poważna. I właśnie dlatego działa. Bo życie też tak wygląda - najpierw dramat, potem śmiech, a na końcu zdanie: „serio, to się właśnie wydarzyło?”. Samantha to bohaterka, która nie jest idealna - i dzięki temu jest świetna. Popełnia błędy, podejmuje decyzje, które potrafią doprowadzić do szału, ale jednocześnie ma w sobie coś, co sprawia, że chcesz dla niej dobrze. Nawet jeśli ona sama robi wszystko, żeby to „dobrze” skutecznie sabotować. A zakończenie? Powiedzmy sobie szczerze - Anna Wolf nie jest typem autorki, która daje czytelnikowi spokojnie zamknąć książkę i iść spać. Ona raczej rzuca cię w ścianę emocji i mówi: „radź sobie”. I ty siedzisz, patrzysz w sufit i zastanawiasz się, czy możesz się jeszcze na nią obrazić, skoro i tak wiesz, że przeczytasz wszystko, co napisze. „Piekielne miejsce” to książka, która udaje, że daje oddech, a tak naprawdę tylko sprawdza, jak długo wytrzymasz bez powietrza. To historia o ucieczce, która nigdy nie jest ucieczką, o uczuciach, które nie znają granic i o tym, że czasem największym zagrożeniem nie są ludzie z przeszłości… tylko ci, których nie potrafisz z niej wyrzucić. Jeśli więc liczysz na spokój - nie tutaj. Ale jeśli masz ochotę na emocjonalny chaos, napięcie, które wchodzi pod skórę, i historię, która zostawia cię z myślą „co ja właśnie przeczytałam i czemu było to takie dobre?” - to witaj. W piekielnym miejscu. Zaskakująco ciężko się z niego wychodzi.
Pocałunki zamiast słów. Vancouver Agitators: miłość na lodzie #1
Jakie to było dobre. Przeczytałam tę książkę za jednym zamachem. Jest to pierwszy tom serii Vancouver Agigators : miłość na lodzie. Jestem nią oczarowana. Kocham hokejówki, więc nie było innej możliwości jak po nią tylko sięgnąć. Już na samym wstępie autorka rzuca nas w paszczę dobrego humoru. Historia skupia się na Winnie Berlin, która po wypadku samochodowym podczas burzy trafia do domu Poxleya "Poxa" Vane'a - gburowatego hokeisty, który nie jest zachwycony jej obecnością. No co tu dużo mówić nie darzą się oni sympatią, ale kochanie nie musicie się martwić bo to niedługo się zmieni. Pierwszy raz mam styczność z piórem autorki i mogę was zapewnić, że nie ostatni. Meghan ma rewelacyjne pióro. Delikatne, lekkie i hipnotyzujące. Dzięki temu książkę czyta się w szybkim tempie. Bardzo polubiłam bohaterów drugoplanowych. Oni nadają tej historii takiej wyrazistości. Nie zabraknie pikantnych scen pełnych ognia, tajemnic i dobrego humoru, a dialogi pomiędzy bohaterami to majstersztyk. Jeśli lubicie komedie romantyczne i serię Off-Campus Elle Kennedy to ta książka jest dla was idealna.