Recenzje
Ariana Grande. Głos, który podbił świat. Supergwiazdy
Czy zastanawialiście się kiedyś jaką drogę musieli przejść w swoim życiu piosenkarki i piosenkarze, którzy obecnie są rozpoznawani na całym świecie, a ich muzykę zna dosłownie każdy? 🎶 Sława nie bierze się znikąd, a za karierą zawsze stoi historia pełna wyrzeczeń, ciężkiej pracy i determinacji. ✨️ „Supergwiazdy” to inspirujące biografie muzyczne, w których poznajemy życie największych ikon POPu. To opowieści o dzieciństwie, pierwszych marzeniach i trudnych wyborach, które ukształtowały ich drogę na szczyt. Bo - jak się okazuje - sam talent często nie wystarcza, by przebić się w świecie pełnym konkurencji. W serii znajdziecie już trzy pierwsze tomy: ⭐ "Taylor Swift. Od marzeń do gwiazd" ⭐ "Harry Styles. Opowieść o talencie, wolności i muzyce" ⭐ "Ariana Grande. Głos, który podbił świat". Dzięki tym książkom dowiecie się m.in. kiedy u Taylor Swift pojawiła się myśl, by zostać piosenkarką (a nie maklerką giełdową jak jej rodzice!), jak nazywał się pierwszy szkolny zespół Harry’ego Stylesa czy jak wyglądały początki kariery Ariany Grande. To książki pełne ciekawostek idealne zarówno dla fanów, jak i dla tych, którzy lubią historie o spełnianiu marzeń 🎤🎶 A Wy lub Wasze dzieci, po którą książkę sięgnelibyście jako pierwszą? 💬
Do wesela się zagoi
Już dawno nie miałam okazji czytać nic od Ludki, a szkoda, bo uwielbiam jej styl. „Do wesela się zagoi" to historia, która na pierwszy rzut oka może wydawać się lekką książką, ale szybko okazuje się czymś znacznie bardziej gorzkim i prawdziwym. To opowieść o relacjach, emocjach i o tym, jak różnie ludzie radzą sobie z presją życia. Jednym z motywów tej książki jest odpowiedzialność, przyjmowana nie z wyboru, ale z poczucia obowiązku. Najlepiej widać to na przykładzie naszej głównej bohaterki, Sutton. To osoba, która właściwie z dnia na dzień przejęła rolę matki dla swojej siostrzenicy, odkładając własne życie na bok. Pracuje, gdzie tylko może, żeby wszystko spiąć, ciągle jest w biegu i praktycznie nie ma czasu dla siebie. I w tym wszystkim najbardziej boli to, że w oczach własnych rodziców wciąż jest „tą gorszą siostrą”, niewystarczającą, robiącą za mało i źle. Niezależnie od tego, ile poświęca, nie dostaje uznania. To bardzo mocno pokazuje, jak łatwo można zatracić siebie, próbując sprostać cudzym oczekiwaniom, które i tak ciągle się przesuwają. Z drugiej strony pojawia się Hugh, który jest zupełnie inny. Wycofany, cichy, raczej trzymający się z boku. Nie jest typem człowieka, który zagaduje innych czy odnajduje się w towarzystwie. Small talk to dla niego raczej męczarnia niż coś naturalnego, a nowe znajomości go krępują. Na początku w ogóle nie szuka związku ani bliskości, wydaje się zamknięty, żyjący w swoim świecie. Dopiero poznanie Sutton i małej Susie zaczyna powoli coś w nim zmieniać. Nie dzieje się to nagle ani sspektakularni, tylko raczej po cichu, krok po kroku. Zaczyna inaczej patrzeć na relacje, na rodzinę, na to, co w życiu naprawdę ma znaczenie. Jego przemiana jest subtelna, ale przez to bardzo wiarygodna. Książka dobrze pokazuje kontrast między takimi osobami. Są bohaterowie, którzy biorą na siebie wszystko i próbują unieść ciężar całego świata, i tacy, którzy działają inaczej, bardziej elastycznie, czasem odpuszczają, czasem się wycofują. I nie ma tu prostego podziału na „lepsze” i „gorsze” podejście. To, co u jednych wygląda jak słabość, u innych okazuje się sposobem na przetrwanie. Jeśli chodzi o bohaterów, są oni napisani bardzo naturalnie. Nie są idealni, popełniają błędy, działają pod wpływem emocji. Sutton bywa zmęczona, sfrustrowana, czasem na granicy wytrzymałości, ale jednocześnie trudno nie rozumieć jej wyborów. Hugh z kolei nie staje się nagle kimś zupełnie innym, nadal jest cichy i zdystansowany, tylko zaczyna się powoli otwierać. Dzięki temu ich historia nie wydaje się przesadzona ani sztuczna. Tytuł „Do wesela się zagoi” jest zresztą przewrotny. Sugeruje coś lekkiego, jakby wszystko dało się zamieść pod dywan i przeczekać. A tymczasem książka pokazuje, że niektóre rzeczy zostają w człowieku na długo. Można nauczyć się z nimi żyć, ale to nie znaczy, że znikają. To dobra lektura dla kogoś, kto lubi historie o relacjach i emocjach bez upiększania. Nie daje prostych odpowiedzi, raczej zostawia z pytaniem, ile jesteśmy w stanie zrobić dla innych i gdzie w tym wszystkim kończy się odpowiedzialność, a zaczyna rezygnacja z samego siebie
Redemption of Sins
Książka z uniwersum „Cup of Coffee” - choć mam okazję czytać jako pierwszy dopiero trzeci tom - pozytywnie mnie zaskoczyła, ale też momentami przytłoczyła ilością powtarzających się emocji, odczuć bohaterów i samą akcją. Motywy tej historii są naprawdę emocjonujące, a wątek pracy socjalnej był dla mnie ogromnie wzruszający. Ukazał wrażliwość bohaterów, ale też pracowitość Kiary - mimo nasilających się trudnych emocji i problemów. (Historia małej Skye złapała mnie za serce.🥹) Druga szansa na odbudowanie miłości Kiary i Killiana od początku wydaje się skazana na powodzenie - po siedmiu latach od razu do siebie wracają, a ich relacja bardzo szybko się rozwija. Ich uczucie, mimo upływu lat i złamanych serc, nigdy nie zgasło, a bratnie dusze w końcu się odnalazły. Demony przeszłości i traumy bohaterów powracają każdego dnia, ale razem, rozmowami i obecnością, próbują z nimi walczyć. Mam jednak wrażenie, że zbyt szybko zostałam wprowadzona w ich świat, by w pełni się z nimi zżyć, a jednocześnie akcja momentami rozwijała się zbyt wolno, by historia mogła mnie całkowicie porwać. Sporo wątków zostało jedynie zarysowanych, a zbyt mało - satysfakcjonująco dla mnie - rozwiniętych. Retrospekcje przyjemnie pozwalały mi odetchnąć, a to zdecydowanie duży plus. Czuję się też nieco zagubiona jeśli chodzi o bohaterów pobocznych, najpewniej przez nieznajomość poprzednich tomów. Pomimo moich mieszanych odczuć muszę przyznać, że ta historia to prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Wyraźnie czuć ból bohaterów oraz niewypowiedziane słowa, a autorka świetnie i z dużą delikatnością przedstawia trudne wydarzenia i emocje. Killian, mimo twardej postawy i wojennej przeszłości - rozbroił mnie swoją wrażliwością, a Kiara, mimo ogromnej siły, urzekła mnie swoją delikatnością. Jeśli szukacie historii, która jednocześnie boli i koi, wzrusza oraz porusza trudne tematy, a przy tym otula ciepłem bohaterów, warto sięgnąć po „Redemption of Sins”. 🧡
Śmiertelna królowa
ৎ🜲୭ Śmiertelna Królowa D. A. Bereta Gatunek wampirów zupełnie odbiega od dotychczasowej, znanej nam wszystkim wizji rasy żyjącej nocą i pożywiającej się krwią. Autorka proponuje świeże spojrzenie i niejako „odbiera” ikoniczne symbole popkulturowego wampiryzmu. Mają kły, ale nie piją krwi. Są długowieczne, ale da się je zabić. W ich żyłach płynie srebrna krew. A ich główną cechą jest bladość oraz nieco zwiększona szybkość i siła. Myślę, że taka interpretacja może znaleźć swoich zwolenników, choć fani klasycznych wampirów raczej nie będą w pełni zadowoleni. Moim zdaniem rasa wampirza została tutaj dość mocno “odarta” z charakterystycznych cech i zabrakło mi czegoś - poza wyjątkową okrutnością -co wyraźnie odróżniałoby ją od ludzi. Fabuła rozwija się bardzo powoli. Nie ma tu zbyt wiele akcji, plot twistów czy naprawdę porywających momentów, przez co trudno było mi w pełni wczuć się w klimat. Całość momentami wydawała się nieco jałowa - zabrakło mi chemii między bohaterami, głębszych relacji i bardziej angażujących dialogów. Slow burn został tu potraktowany bardzo dosłownie - główni bohaterowie przez długi czas pozostają wobec siebie obojętni, a dopiero pod koniec zaczynają stopniowo się do siebie zbliżać. Ich relacja jest nieśmiała ale na swój sposób całkiem urocza. Jeśli chodzi o bohaterów, mam raczej mieszane odczucia. Ciągłe zmiany decyzji Calvi bywały męczące. Natan sprawiał wrażenie zbyt spokojnego, a nawet nieco nieśmiałego, co nie do końca pasuje mi do roli władcy. Z kolei Dymitr wydał mi się postacią dość jednowymiarową, której główną cechą był głupkowaty charakterek. Na plus zdecydowanie wyróżnia się motyw matriarchatu w królestwie. Królowa ma zawsze ostatnie słowo, stoi wyżej niż jej małżonek i to ona odgrywa kluczową rolę co jest ciekawą odmianą. Autorka wykreowała naprawdę przyjemny świat i dobrze uzasadniła, dlaczego niektóre rzeczy działają w ten, a nie inny sposób, choć zabrakło mi tu rozwinięcia reszty świata, jakichś wzmianek, jakichś smaczków. Pozytywnie zaskoczyły mnie także rymowanki i krótkie wierszyki wplecione w tekst z pewnością jest to ciekawy, budujący klimat dodatek. Ostatni rozdział i zakończenie pozostawiają ciekawość i nutkę niedosytu, więc jeśli nadarzy się okazja, z ciekawości sięgnę po kontynuację.
Śmiertelna królowa
Śmiertelna królowa D.A. Berta 10/10 ★ “ - Nie wiem, kim jestem, tato, ale na pewno nie jestem potworem - odparła, odkładając jego dłoń na pościel. - Mam kły, ale nie piję krwi. Mam bladą cerę, ale wciąż chłonę słońce. Zmieniło się moje ciało, ale nie serce. [...]” Czy kiedykolwiek czuliście, że coś nie jest dla was, a gdy w końcu tego spróbowaliście, okazało się, że to najlepsza rzecz, jaką poznaliście? Tak właśnie było w moim przypadku. Odkąd pamiętam, kochałam wszystko, co miało w sobie magię i odrobinę fantastyki. Była jednak jedna rzecz, do której od zawsze żywiłam nieuzasadnioną niechęć — wampiry. Nieważne, ile razy próbowałam, po prostu nie mogłam się do nich przekonać. Zmieniło się to jednak, gdy po raz pierwszy przeczytałam „Śmiertelną królową”. Historia zwykłej dziewczyny zmuszonej do poślubienia wampirzego księcia zawładnęła moim sercem już od pierwszych stron. Każdą kolejną przewracałam z rosnącą ciekawością i ekscytacją, chcąc dowiedzieć się, jak potoczą się losy bohaterów. Relacja Calvii i Natana to prawdziwa definicja slow burn. Ukradkowe spojrzenia, chwile intymności i skrajne uczucia to, coś czego ich związkowi zdecydowanie nie brakuje. Choć w tym tomie nie rozwija się ona gwałtownie, chemia między bohaterami jest wyczuwalna od pierwszego spotkania i stopniowo się pogłębia. Wszyscy bohaterowie - także ci drugoplanowi - sprawiali, że nie nudziłam się ani przez chwilę. Czułam, że postacie, takie jak Melisa lub Veriel nie są tam tylko po to, aby stworzyć tło historii, ale mieli oni rzeczywisty wpływ na wydarzenia. Nie mogę również zapomnieć o moim ukochanym Dymitrze, który dbał o mój dobry humor już od pierwszego rozdziału. Jego żarty i (niekoniecznie mądre) przytyki w kierunku Imdis sprawiały, że na mojej twarzy bez przerwy gościł szeroki uśmiech. Jestem także ogromną fanką języka, jakim pisze Dagmara. Mimo że to książka młodzieżowa, to chwilami miałam wrażenie, że czytam poezję, którą uwielbiam, co nadawało unikalny i magiczny klimat całej historii. Z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę wszystkim fanom romantasy oraz osobom, które chcą zacząć z tym gatunkiem. Na pewno nie będziecie się nudzić i nie raz będziecie śmiać się do łez. Zdecydowanie wrócę ponownie do tej książki za jakiś czas, a teraz z niecierpliwością czekam na drugi tom.