Krytykują Cię? Nie łam się! To oni mają problem

Spec metody na radzenie sobie z krytyką innych - była agentka CBŚ, trenerka, autorka „Specbabki” ujawnia, jak nie poddać się krytyce innych i zacząć ją traktować jako źródło motywacji.

Klaudia Pingot – była oficer CBŚ, podinspektor polskiej Policji, obecnie trenerka, coach, mówczyni motywacyjna, wykładowczyni, twórczyni projektów szkoleniowych i autorka książki „SpecBabka” –poradnika zbierającego rewelacyjne recenzje i opinie.

Zacznę od pewnego cytatu. To początek wielkiej tyrady z maila adresowanego do mnie, a dotyczącego mojej nieudolności ze strony znanego biznesmena, którego nazwiska postanowiłam nie ujawniać, choć zemsta na zimno podobno smakuje najlepiej. Niemniej w cichości wyśmiałam jegomościa i zemsta już mi nie potrzebna.

„Wpisalem Twoje nazwisko w google. Wychodzi mi ze mocno przewartosciowujesz swoja osobe i zyjesz w jakies uludzie zajebistosci podsycanej lykaniem prozac-u.”– to był mail skierowany do mnie, pisownię postanowiłam pozostawić w oryginale.

Odpisałam: „Hm, ja nie oceniam człowieka po tym, co w necie, Panie …(nie ujawnię tu nawet imienia) właśnie tym się przede wszystkim różnimy. Dziwi mnie, że pisaliśmy o biznesie, a tak łatwo zszedł Pan do oceny człowieka”

Czyż nie tak kończy się wiele negocjacji, sporów, prób wywierania wpływu? Z krytyką łatwo sobie poradzić, jeśli zna się pewne mechanizmy rządzące relacjami międzyludzkimi. Moim zdaniem są dwa główne rodzaje krytyki – krytyka w celu zmotywowania Cię do jakiegoś działania (nieudolna manipulacja stosowana nierzadko przez rodziców, partnera etc. aby spełnić ich oczekiwania) oraz krytyka stosowana po to, aby jej nadawca poczuł się lepszym, ważniejszym, mądrzejszym dzięki dewaluacji ciebie.

krytykujemy te cechy u innych, które wyparliśmy u siebie lub których staramy się nie zauważać, których nie akceptujemy.

Pewna dziewczyna zapytała mnie ostatnio na szkoleniu ze łzami w oczach: „A co może znaczyć, jak mój partner stwierdził , że nienawidzi mnie za mój egoizm? Bardzo mnie to zabolało. Boję się teraz robić cokolwiek dla siebie”. Odparłam: „a czy on przypadkiem nie poświęca sporo czasu na swoje przyjemności a później ma wyrzuty sumienia, że coś zaniedbał w domu?”. Odpowiedź brzmiała „tak”.

Lustro relacji zawsze obnaża ego i nieświadome przekonania na własny temat. Gdy słyszysz więc krytykę, nie bierz jej do siebie – zobacz raczej, co ona ujawnia o jej nadawcy.

To oczywiste, że każda krytyka skierowana pod naszym adresem krzywdzi nas i odbierając poczucie wartości, obniża naszą pewność siebie, więc czas zacząć patrzeć na krytykę zupełnie inaczej!

Monika ma 34 lata, dyplom cenionego uniwersytetu, znajomość dwóch języków obcych, dobrą pracę i w miarę poukładane życie. Patrząc na jej życie z boku, niejeden mógłby powiedzieć „ta, to ma szczęście”. Monika jednak nie podziela tego zdania. Ma poczucie, że codzienność wymyka się spod jej kontroli. Żyje życiem kogoś innego a świadomość życia jej życiem, napawa lękiem. Czemu tak jest, co powoduje, że ta młoda, inteligentna, osoba z potencjałem, tak bardzo boi się go wykorzystać? Przyjrzyjmy się jej otoczeniu: Mama, apodyktyczna, nieznosząca sprzeciwu kobieta, o niezrealizowanych ambicjach naukowych. Każdy krok Moniki poddawany jest surowej ocenie matki, której wyniki nie napawają optymizmem. „Dziecko, jak Ty wyglądasz, co za bluzkę masz na sobie, ostatniego mężczyznę na planecie tym ubiorem byś przestraszyła”. „Dlaczego Ty wybrałaś taki kierunek studiów, ja Cię na lekarza szykowałam, co z Twoimi planami pozostania na uczelni”, „ Nie takie życie sobie dla mojego dziecka uwidziałam”. Takie zdania słyszy Monika przy każdej wizycie w domu rodzinnym. Matka jest pierwszym krytykiem, z jakim Monika miała do czynienia. Matka nie robi tego by sprawić ból naszej bohaterce, nic podobnego, ona stosuje jedyny znany jej mechanizm manipulacji, którego celem ma być refleksja córki, w wyniku której podąży za zdaniem matki. Tylko matka nie przewidziała, że jej zabieg może mieć inny efekt. Każde słowo matczynej krytyki burzy poczucie pewności siebie córki, poddając w wątpliwość słuszność i skuteczność swoich działań. Monika ma tak słabo wykształconą wiarę w siebie, że mimo obiektywnie potwierdzonych kwalifikacji, nie jest w stanie wykorzystać swojej wiedzy gdyż nie wierzy, że ją ma. Wybiera zatem pacę odtwórczą, w której liczy się sumienność i rzetelność, mniej kreatywność i samodzielność. Monika boi się przejąć odpowiedzialność za swoje decyzje bo żyje w ciągłym przekonaniu, że podjęłaby je błędnie.

A jakiego ma szefa? Srogi jegomość z granitowym przekonaniem o swojej omnipotencji i jednoczesnej indolencji otoczenia. Stara się jednak sprawować swoje rządy sprawiedliwie. Gani ale i nagradza. Ostatnio nawet Monika usłyszała komplement „No, przynajmniej jedno potrafisz zrobić porządnie. Pyszna ta kawa”. Monika się uśmiecha, ale uważne oko dojrzy łzę perlącą się w kąciku oka. Szybko ją ociera i wraca do swoich obowiązków, musi przejrzeć jeszcze całą dokumentację bo jest pewna, że gdzieś popełniła błąd. Szef docenił jej umiejętności baristyczne, ale jednocześnie skrytykował całą resztę pracy, która stanowi cel jej zatrudnienia. Znów czuje, że nawala, że brak jej kompetencji, umiejętności.

Jest jeszcze grupa koleżanek z pracy, które swoją krytykę nie opakowują w kolorowy papierek i nie wręczają jak cukierka. Nie nadają jej właściwości motywujących, nie krytykują by zmusić do weryfikacji swoich błędów. One swoją krytykę traktują jako broń skierowaną przeciwko rywalom. Rywalem jest natomiast każdy, kto ma większy potencjał, możliwości, wiedzę, urodę, powodzenie. Jednym słowem koleżanki krytykują, by zmniejszyć dystans dzielący je od Moniki, by podnieść swoje ego kosztem jej. Słyszy więc nasza bohaterka nie raz, „Pani Moniko, jak można tak kardynalne błędy popełniać pisząc ważne pisma, kto Panią uczył takich formuł”. Czasem siedząc za biurkiem Monika słyszy komentarze pod jej adresem, „Widziałaś dziś Monikę? Jezu, kto pozwolił jej założyć tak szpetną bluzkę, za brak gustu powinno się karać grzywną”. Monika milczy, nie wie jak ma się zachować. Nie przyjdzie jej do głowy, że komentarze koleżanek są wyrazem zazdrości o to, co ma ona, a im tego brak. Monika autentycznie wierzy w swoje niedouczenie i zły gust.

Jak zatem patrzeć na krytykę, aby raczej nas wzmacniała niż powodowała dewaluację i wyzwalała niepotrzebne emocje?

  1. Nie reaguj natychmiast po usłyszeniu, odczytaniu krytycznej oceny. Zachowanie na bazie emocji często jest nierozsądne. Nie jesteś przecież swoją emocją. Emocja jest tylko informacją o tym jak się z czymś czujesz. Prawdziwi liderzy i ludzie cieszący się szacunkiem potrafią przyjąć emocje, ale powstrzymać zachowania i decyzje oparte na jej bazie. Zanim zareagujesz na ocenę, pomyśl o tym, jaką intencję miał jej nadawca. Relacjonuj się z intencją i człowiekiem, nie z samą krytyką. Czasem nie warto wcale odpowiadać i nie reagować. Obojętność jest największą karą dla drugiej strony.
  2. Wykorzystaj emocje jako motywacje. Emocja – niezależnie od swojego charakteru i zabarwienia zawsze jest największym źródłem energii i motywacji. Mamy wybór – albo pozwalamy, by emocje nas spalały od środka, albo wykorzystujemy energię, która się w nas wyzwala dzięki emocjom do produktywnych i korzystnych przedsięwzięć. Ja, gdy czuję się zła, zawstydzona, skrzywdzona – najchętniej idę biegać, ćwiczę lub uczę się nowych rzeczy. Mój umysł wówczas koncentruje się na innych rzeczach, a motywacja jest znacznie większa.
  3. Bądź wdzięczna za krytykę a jednocześnie idź swoją, wytyczoną drogą! Brzmi absurdalnie? Może i tak, ale jest zbawienne. Indyjski duchowny Mooji mówi, że dla każdego, w każdym zakątku świata najlepszą mantrą jest słowo „dziękuję”. Dziękujemy niewłaściwym ludziom w swoim życiu. Dziękujemy tym, którzy są dla nas wsparciem, a tymczasem to dzięki tym, którzy nas krytykują i powstrzymują, stajemy się jak oszlifowany diament, jeśli tylko nie rezygnujemy z bycia sobą.
  4. Znajdź pozytywne strony krytyki. Oto sugerowane przeze mnie ćwiczenie, które pozwoli Ci to osiągnąć

Ćwiczenie – strategia Disneya w radzeniu sobie z krytyką

Z reguły mamy w swojej głowie monolog krytyka, a do tego niezbyt konstruktywny. Rodzaj myśli, jakie mamy bezpośrednio wpływa na samopoczucie, emocje, decyzje. Warto więc popracować nieco z własnymi dialogami wewnętrznymi. Wyjątkowo efektywną metodą takiej pracy jest Strategia Disneya. Z reguły strategia ta jest wykorzystywana do planowania celów, jednak ja osobiście, po małej modyfikacji lubię ją stosować do treści krytyki, którą słyszę pod swoim adresem.

Świat Disneya powstał dzięki temu, że bazował na opiniach krytyków, marzycieli i realistów.

Jeśli stykasz się z krytyką, uruchom nie tylko wewnętrznego krytyka, ale i wspierającego marzyciela oraz rozsądnego realistę.

Pytania które możesz sobie zadać to:

Z poziomu konstruktywnego krytyka:

  • co możesz następnym razem zrobić lepiej?
  • czego uczy Cię ta sytuacja?
  • z jakiego powodu oni Cię krytykują? Jaki problem sami mają, jaką mają intencję?

Z poziomu marzyciela:

  • z jakich powodów w ogóle nie powinnaś się tym przejmować?
  • jak udowodnisz swoją wyjątkowość?
  • za co możesz być im wdzięczna?
  • co sprawi, że nie zaniechasz swojego przedsięwzięcia?

Z poziomu realisty:

  • kto Cię może wesprzeć?
  • jaki jest następny krok?
  • dlaczego to normalne, że tak jest?