Super książka, porządne wydanie - aż miło czytać.
Ocena : 6
M.S.
Po prostu - POLECAM. Książka dla każdego, kto chce nauczyć się
prawidłowo postępować w swoim życiu. Wystarczy tylko trochę wyobraźni i
każdą wojenną taktykę można przypisać do jednej ze ścieżek życia.
Ocena : 6
Jarek Kaźmierczak
Pięknie wydana i dobrze przetłumaczona klasyka. Do tego za niewielkie pieniądze. Perełka.
Ocena : 6
Michał
Naprawdę warto choć ma już te "dwa tysiące" lat na karku.
Ocena : 6
bez podpisu
Naprawdę niezła książka, klasyka warta przeczytania nawet kilkanaście razy.
Ocena : 6
bez podpisu
Jest super! Polecam
Ocena : 6
bez podpisu
Bardzo dobra książka... Doskonała na prezent. Warto ją mieć.
Ocena : 6
Ewa
Książka bardzo dobra. Przyda się szczególnie tym, którzy grają w
gry strategiczne, bardzo pomaga. Jest dużo opisów jak zrealizować
konkretne ataki, jak kierować armią i jak się bronić. POLECAM
Ocena : 5
Mariusz Sosnowski
Bardzo ciekawa książka. Polecam!
Ocena : 5
Kamil Blank
Niezłe, trochę odjechane.
Ocena : 4
Beata
Książka uczy alternatywnego myślenia. I uwidacznia, że człowiek
zawsze ma jakieś wyjście z sytuacji , oraz umiejętność wykorzystania
doszczętnie wszystkich atutów w celu ustawienia wroga na niekorzystnym
gruncie.
Jednym słowem książka pokazuje psychologie walki i tłumu.
A tytuł książce nadał bym sztuka uniknięcia wojny.
Ocena : 4
DD
Książka nie ma nic wspólnego z biznesem i interesami ani
reklamą czy negocjacjami. Jest to po prostu traktat filozoficzny o wojnie.
Zdecydowanie ta pozycja nie powinna znaleźć się w dziale Biznes IT; raczej
dla filozofów a nie praktyków.
Ocena : 1
Piotr Fraszczyk
Książkę szybko się czyta, lecz pod koniec zacząłem się powoli nudzić. Niemniej książka, którą mogę z czystym sumieniem polecić. Przy odrobinie interpretacji do własnego środowiska; pracy, domu, życia towarzyskiego książka ta nabiera zupełnie innej barwy.
Gorąco polecam.
Ocena : 5
Tomasz Plata
Witam.
No cóż, książka jest bardzo dobra (w końcu oryginał pisał chińskim mistrz), więc nie neguję jej wartości merytorycznej, ale postaram się udowodnić dlaczego jest "tylko" dobra i to w kontekście polskiego czytelnika. Zdaję sobie także sprawę, że była ona najpierw wydana w USA (w Polsce prawie żadna książka nie jest tłumaczona z oryginału chińskiego tylko najpierw przechodzi przez filtr naszego zachodniego "brata", gdyż u nas mało kto potrafiłby tłumaczyć z chińskiego, ale z angielskiego i owszem, niestety... nie ma u nas autorów, którzy potrafiliby podjąć inicjatywę tłumaczenia - najpierw trzeba spojrzeć co już się pojawiło na amerykańskim rynku wydawniczym, co nie?), nie dziwi zatem fakt, że w USA jest stosowana transkrypcja j. chińskiego Wade-Gilesa, która została stworzona, aby ludziom posługującym się angielskim jako ojczystym było ją łatwiej stosować. Obecnie w międzynarodowym użyciu jest jednak system pinyin wprowadzony w latach 50 i opracowany przez samych Chińczyków, który nie dość, że obecnie jest standardem to jeszcze jest znaczne prostszy w zrozumieniu i wymowie dla Polaka (a wydanie to jest chyba przeznaczone na rynek polski, czyż nie?). Zatem dziwię się bardzo, że autor tego przekładu nie postarał się o zaznajomienie z pinyinem i wprowadzenie go do tego drugiego już wydania. Trochę własnej inicjatywy proszę, a nie ślepe tłumaczenie co jak popadnie. Na przykład taka sytuacja: "państwo Chin"... hm, zaraz zaraz, przecież wtedy (ok 200 r. p.n.e.) nazwa Chiny jako tako jeszcze nie była w użytku. Więc co jest? Aha! Tu chodzi o QIN ... (wym. ćśin), ah więc tu chodzi o dobrze znane państwo, które wyszło zwycięsko z epoki Wlaczących Królestw i założyło pierwszą dynastię cesarską Qin. Jak taki detal potrafi zmienić perspektywę. Takich pomyłek rodzących się w umyśle czytelnika jest więcej (vide: Yüeh... że co? Aha - Yue (wym. jłue) - ewidentnie lepiej dla Amerykanów, nie dla Polaków). Sun Tzu... Sun Zi! To samo do Sun Bina (a nie Sun Pina... przesada). Tak jak mówiłem pinyin to standard, który jest nauczany obecnie wszędzie, gdzie wykłada się chiński dla Polaków (np. w Poznaniu) czy dla szeroko pojętych obcokrajowców (np. na kursie w Pekinie).
Zatem, moja ocena to 4.
PS. Wierzę, że w następnym wydaniu 3 (poprawionym bądź zmienionym) zostanie zaimplementowany system transkrypcji pinyin ;).
PSS. Jestem ciekaw jak według Amerykanów brzmi "Sztuka Wojny" ;), naprawdę...
Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt
Ocena : 4
Jakub Głowacki
Polecam sprzedawcom, i życie traktującym jak niekończącą się wojnę. Mnie ta "Sztuka Wojny" znudziła, choć kilka maksym i metod "walki" jest naprawdę ciekawych i trafiających w dzisiejsze realia prozy życia.
Miłego czytania.
Ocena : 3
Przemek