Recenzje:
Kochane moje słoneczka mam do was pytanie powiedzcie mi czy żyjecie w rytmie slow. Czy żyjecie w swoim tempie czy dostajecie zadyszki i ciagle szukacie tej waszej równowagi. Właśnie przeczytałam "Trening w rytmie slow" Katarzyny Grządki @wydawnictwo_sensus i chciałabym ją wam szczerze polecić. Bo przecież my nic nie musimy, możemy wszystko, ale tylko wtedy kiedy naprawdę tego chcemy. W swoim tempie i zgodnie z naszymi wartościami. Jak często wypalamy się, jesteśmy pochłonięte sprawami, które nas wciągają i powodują, że nie jesteśmy szczęśliwe. Często brakuje nam energii i motywacji, często stawiane są nam wymagania, jesteśmy oceniane i spełniamy oczekiwania innych. A gdzieś tym wszystkim jesteś TY i twoje cele, marzenia, pragnienia i chęci. Jesteś wspaniałą, dobrą, piękną i kochaną kobietą i tylko od ciebie zależy jak bardzo dzisiaj będziesz uśmiechnięta. Zadbaj o sobie i o własne szczęście, zdrowie i życie. Koniecznie przeczytajcie tą książkę, to mega motywacja i trening codzienności, który pomoże ci zrozumieć, jak ważna jesteś ty. Dobranoc moja kochana

www.instagram.com/kulinarna_maniusia/ Marzena Szkodzińska


Książka z ciekawą okładką i napisana w przystępny sposób do danego tematu. Choć nazwa slow może sugerować żółwie tempo wcale tak nie jest. Ta książka pokazuje że możemy zadbać o siebie poprzez małe kroczki i tempo odpowiednie dla nas. Niestety chcemy mieć idealne ciała a co za tym idzie patrzymy na innych choć wcale dla nas niekoniecznie tego typu ćwiczenia pomogą, a wręcz mogą nas zniechęcić dlatego autorka sugeruje abyśmy wybrali odpowiednie tempo dla nas indywidualnie. Autorka pokazuje nam jak być indywidualnie piękną, silną kobietą, która uwielbia swoje ciało. Pisarka Katarzyna Grządka, na Instagramie znana jako @trening_na_bosaka. Ma wiele ciekawych porad, chociaż ta książka nie jest typowym nudnym zbiorem porad. Jest oryginalna i ma takie podejście do każdej z nas. Książka niesamowicie mi się spodobało i podejście samej Pani Katarzyny, która nie szufladkuje wszystkich kobiet, a pokazuje jak wydobyć niespotykane piękno. Ja z pewnością co jakiś czas będę sięgała po książkę aby nadal być nastawiona pozytywnie do siebie i świata. Polecam ją bo to jedna z nielicznych książek wydanych w tej formie. Nic nie musisz, jednak możesz zmienić wiele, jeśli tylko chcesz, w sposób zgodny z Twoimi wartościami i z tym, kim jesteś, w Twoim własnym tempie, w rytmie slow.

http://rodzinkatestujeirecenzuje.bloog.pl Mariola Skałbania


Slow niekoniecznie oznacza powolne tempo. To może być także Twój indywidualny rytm. Wiele z nas żyje poza swoim tempem, dlatego często dostajemy zadyszki, wypalamy się, robimy to, czego wcale nie chcemy, i chorujemy zarówno fizycznie, jak i psychicznie. To, co miało nam służyć, być dla nas dobre i zdrowe, działa jak miecz obosieczny, który nas rani. Nie każda z nas musi trenować tak, jak namawiają do tego media społecznościowe i billboardy. Każda z nas jest inna, ma inne ciało i to jest naszą siłą. Ta książka nie jest skierowana do osób o wysokiej motywacji, które nie mają problemu z wstawaniem co rano na trening, przebiegnięciem maratonu, regularnością ćwiczeń i odnajdywaniem w tym radości. To książka dla osób czujących, że są w pozycji, z której trudno im zacząć, albo uznających, że sprawy wymknęły się im spod kontroli, i niepotrafiących znaleźć równowagi w obszarze aktywności. To również książka dla tych z Was, które czują się przytłoczone wszechobecnym przymusem bycia fit. Nie daj sobie wmówić, że powinnaś zrobić to czy tamto, aby być szczęśliwą, spełnioną i przede wszystkim zdrową kobietą! Celem książki jest, abyś dzięki niej lepiej poznała swoje potrzeby i wprowadziła w swoje życie zdrowe zmiany i aby pozostały one trwałe. Abyś to Ty była dla siebie samej priorytetem i byś potrafiła zadbać o siebie w odpowiedni sposób. Nic nie musisz, jednak możesz zmienić wiele, jeśli tylko chcesz, w sposób zgodny z Twoimi wartościami i z tym, kim jesteś, w Twoim własnym tempie, w rytmie slow. .

www.instagram.com/readingmylove/


Bardzo się cieszę, że książka Kasi Grządki "Trening w rytmie slow. Dbaj o siebie, ćwicz i żyj w zgodzie z naturą" trafiła w moje ręce właśnie w tym momencie mojego życia. Kolejny raz przekonałam się, że przypadki nie istnieją. W momencie, kiedy na małą chwilkę zapomniałam, jak ważne jest indywidualne podejście do tematu aktywności fizycznej, kiedy zaczęłam wyrzucać sobie, że za mało ćwiczę (czytaj- nie pocę się jak świnka), przyszła do mnie paczka od Wydawnictwa Helion, w której między innymi znalazłam tę książkę. Najpierw tylko ją przekartkowałam. Pierwsze wrażenie? Piękne wydana pozycja, z dbałością o każdy szczegół, przyjemne dla oka zdjęcia, ładny papier. Kolorystyka utrzymana w łagodnych tonach, więc ja, jako estetka, byłam więcej niż zadowolona. Później zaczęłam czytać. I bach! Po kilku pierwszych stronach już wiedziałam, że to jest właśnie to, czego w tej chwili potrzebuję! Na początku byłam pewna, że "połknę" tę książkę w dwa wieczory i zapewne tak by się właśnie stało, bo czyta się ją jednym tchem, ale świadomie rozłożyłam sobie czytanie na kilka dni. Są czasami takie książki, których nie da się przeczytać od razu. No nie da się i już! To jest właśnie jedna z nich. Codziennie dawkowałam sobie jeden rozdział, skrupulatnie wykonywałam ćwiczenia oraz zadania, które umieszczone zostały na końcu każdego z nich i obserwowałam do czego mnie to zaprowadzi. Ale od początku.... Odkąd pamiętam, jestem aktywna fizycznie. Oczywiście miałam jakieś dłuższe przestoje w życiu, kiedy odkładałam ruch na bok, ale zawsze to było chwilowe. Prędzej czy później wracałam do ćwiczeń. Lubię ten wyrzut endorfin, poczucie kontroli nad ciałem, relaks, który przychodzi wtedy, kiedy się zmęczę. Niestety żyjemy w świecie, w którym panuje kult idealnej sylwetki, wiecznie młodej twarzy i doskonałego życia. Kobieta musi. Musi, bo inaczej jest niewystarczająco- dobra, sprawna, ogarnięta, mądra. Trenerki fitness zarabiają krocie, obiecując kobietom zmianę całego życia wraz z utratą kilogramów. A my? My przekazujemy sobie z rąk do rąk diety- cud oraz rozpiski treningowe, biegamy mimo że nienawidzimy biegać, podnosimy ciężary, bo chodzenie na siłownię jest teraz modne. Jeśli opuszczamy trening, jesteśmy na siebie złe. Obserwuję to wśród znanych mi kobiet, nie u wszystkich oczywiście, ale przyznaj, że mamy tendencję do wymagania od siebie zbyt wiele. Ja również taka byłam. Wydawało mi się, że jeśli nie lubię biegać, to nie ćwiczę dość intensywnie. Efekt? Frustracja i poczucie winy. Ola, Iza, Hania ćwiczą, a ja co?? Dopiero kilka lat temu pozwoliłam sobie na odpoczynek. Olałam wszelkie dietowe i treningowe mody i zaczęłam wsłuchiwać się w siebie. Trochę to trwało, ale już wiem, co lubię, a czego nie. Wiem, jakie ćwiczenia sprawiają mi radość, a jakich nie znoszę. Dzisiaj regularnie ćwiczę power jogę, callanetics i pilates, przeplatają to nordic walkingiem i jazdą na rowerze. Myślę o zapisaniu się na pole dance? Że niby za stara jestem? C'mon! ;) Mimo wszystko na fali noworocznych postanowień, pojawiających się zewsząd jak grzyby po deszczu, zaczęły dopadać mnie wątpliwości.. a co jeśli to co robię to za mało? I wtedy przyszła do mnie Kasia Grządka, Jej blog i ta cudowna książka. Raz, dwa postawiła mnie do pionu i przypomniałam o tym, że każda z nas jest inna. Mamy różne historie, zupełnie inne temperamenty i potrzeby. Bez sensu jest więc wciskać się na siłę w rany, które zostały stworzone dla ogółu. Jeśli coś jest dla wszystkich, to tak naprawdę jest dla nikogo. Trening w rytmie slow to wbrew tytułowi nie są ćwiczenia, które wykonujemy powoli, w ślimaczym tempie, ale w swoim własnym indywidualnym rytmie. Wiele z nas żyje wbrew swoim naturalnym predyspozycjom. Próbujemy doścignąć jakiś wyimaginowany ideał, biegniemy przed siebie na oślep, ignorując sygnały wysyłane przez ciało. Chorujemy i fizycznie, i emocjonalnie. Trening, który miał służyć zdrowiu, staje się mieczem obosiecznym, który nas rani. Jak wiele z nas pozwoliło sobie wmówić, że będziemy zdrowe, szczęśliwe i spełnione, kiedy pobiegniemy w maratonie/ będziemy codziennie chodzić na siłownię/przepłyniemy 10 długości basenu lub cokolwiek innego, na co nie masz ochoty, ale przecież trzeba.... Książka "Trening w rytmie slow" pięknie ustawia w głowie priorytety. Tłumaczy to, co przecież powinno być oczywiste, a tak często staje się zapomniane w tej chorej pogodni za ideałem- że każda z nas jest indywidualnością i każdej z nas należy się dużo uwagi, ciepła i zwyczajnej kobiecej troski. Od siebie dla siebie samej. Każda z nas może, a wręcz powinna ćwiczyć- dla zdrowia, rozładowania stresu, dla ładnej sylwetki również. Jednak każda z nas powinna znaleźć taką aktywności, która będzie dawała przede wszystkim radość! Co z tego, że zmusisz się do pójścia na siłownię, jeśli szczerze tego nie znosisz? Trening będzie ci się kojarzył z przymusem, a nie z radością... W dobie wszechobecnego fit, pozycja slow była bardzo potrzebna na rynku. W książce znajdziesz sporą dawkę motywacji do dbania o siebie nie tylko fizycznie, ale również emocjonalnie. Wszystko bez presji, spokojnie i z szacunkiem do samego siebie. Bardzo spodobały mi się ćwiczenia oraz zadania, które są umieszczone na końcu każdego rozdziału- polecam wykonać je wszystkie, bez omijania tej części- zastanowić się nad sobą i szczerze wypełnić puste pola. Fajnie, że z tyłu książki Autorka przewidziała sporo miejsca na notatki. Moje strony są już całe zabazgrolone przemyśleniami, jakie nasunęły mi się w trakcie lektury. Z całą pewnością jest to książka, do której będę wracać zawsze wtedy, kiedy poczuję, że jestem niewystarczająco fit :)

http://www.zyjuwaznie.pl/ Anna Lewandowska; 2019-01-25


„Świeża” publikacja z 2019 roku. Ale nie tylko ze względu na czas jej wydania można ją za taką uznać. Przyjrzyjmy się więc jej bliżej. Copyright pochodzi z 2019 roku – świeża ze względu na to, że nadal można ją uznać za nowość na rynku. Jej autorka Katarzyna Grządka prowadzi zajęcia grupowe oraz personalne, prowadzi też bloga. Zdaje się, że jest to jej pierwsza książka (kolejna świeżość). Nie namawia się tu do jakieś konkretnej formy ruchu, nie najważniejsze jest też tu działanie powoli lecz działanie zgodne z sobą samym (namawia się do wsłuchania w siebie i swoje potrzeby – co też można uznać za pewną nowość). Zaciekawieni? Pozycja ma około 150 stron, sporo tu zdjęć, tym samym też koloru (głównym jest zieleń, uznawana za kolor relaksujący – w te zimowe miesiące może przypomnieć nam o trochę cieplejszych porach roku, gdy za oknami tego koloru jest więcej). Promuje się tu kontakt z naturą (jakże ten kolor zielony do tego pasuje, prawda?) – jedną z propozycji związanych właśnie z byciem bliżej natury, byciem bliżej siebie jest przytulenie się do drzewa 😊. Na początkach rozdziałów znajdują się cytaty, dla każdego rozdziału jeden cytat (książka składa się z 8 rozdziałów oraz wstępu). Pewien tekst przygotowała Sylwia Snopek (tekst pod tytułem „Misja: Doładuj baterie”). Podeszłam do pozycji z wielkim dystansem. Tytuł mnie jakoś specjalnie nie „porywał”, nie chciałam też się na coś nastawić czego później nie odnajdę tutaj. Cieszę się, że tak do tego podeszłam. Przejrzałam proponowany fragment książki i zdecydowałam, że mogę do niej zajrzeć. Cieszę się, że to zrobiłam. Już podczas lektury Wstępu poczułam, że mam do czynienia z kimś posługującym się językiem mi odpowiadającym i do tego „mówiącego” rzeczy ze mną wewnętrznie zgodne. Ania z Zielonego Wzgórza nazwałaby to „spotkaniem pokrewnych dusz” 😉. Pojawiła się ekscytacja oraz obawa czy czasami później się nie zawiodę… nie zawiodłam. Nie jest to genialna i odkrywcza pozycja, czasami jednak warto przypomnieć i te jakby się wydawało proste prawdy, które w życiu nieraz okazują się najtrudniejsze do wprowadzenia. Kluczem tego co można się tu spodziewać i o czym się mówi, mogą być słowa: „każdy z nas jest inny” i to tu jest ważne (wraz z tym co nas łączy). Osoby, które miały do czynienia z jogą znajdą tu rzeczy, które już znają, bądź gdzieś już „spotkały”. Nie obyło się bez niedociągnięć, np. mały błąd z „się” (podwójnie użyte). Przedstawione ćwiczenia mogłyby być lepiej opisane. Pewne zdanie może powodować różne wątpliwości… jego skonstruowanie powoduje, że wygląda na to, że autorka uznaje nabiał za produkt roślinny (są odpowiedniki roślinne dla nabiału, jednak uznanie nabiału za produkt roślinny można by uznać za znaczną nadinterpretację). Pozycja bardziej dla kobiet niż dla mężczyzn, ze względu chociażby na sposób narracji („przyzwyczaiłam”, „mogłabyś”), odnaleźć tu można rozdziały związane z ciążą i połogiem czy macierzyństwem. Nie oznacza to, że mężczyźni kompletnie nic tu dla siebie nie odnajdą, ale bardziej nastawiona jest na damskich odbiorców. Znaleźć tu można informacje o podejściu do zmian w ogóle (nie tylko w zakresie ruchu i zdrowia) – zmiana nawyków. Wspomina o jodze i pilatesie. To nie jest publikacja jedynie o ćwiczeniach i zdrowiu (choć o tym też oczywiście). Same ćwiczenia zobrazowane są zdjęciami oraz krótko opisane. Można by pokusić się o stwierdzenie, że to książka o wieloaspektowej zmianie (w tym naszego podejścia do samych siebie wraz z wplecionymi wątkami dotyczącymi ruchu i ćwiczeń). Polecam tym, którzy nie ćwiczą a o tym myślą i nie wiedzą jak do tematu podejść, a także tym co działają za pomocą tak zwanych „zrywów”, raz chcą robić wszystko i w sumie za dużo na siebie biorą by po chwili nie robić zupełnie nic (np. po jakieś kontuzji wywołanej nagłym ruchem, przeciążeniem). Także tym, którzy szukają własnego podejścia do zdrowia (ukazuje się tu np. ważność właściwego nawodnienia organizmu). + zdjęcia, sposób narracji (nie narzucanie jednego właściwego sposobu na życie i ruch, „ciepły” ton), proponuje się tu różne ćwiczenia i zadania do wykonania - nie ma tu podanych rozwiązań, jedynie droga i możliwości (piszę to jako minus bo wiele osób szuka różnych rzeczy podanych na tacy i jednego rozwiązania dla wszystkich na wszystko, jeżeli będą szukać tego w tej publikacji to tego nie znajdą), małe niedociągnięcia (nie rzutują mocno na ogólny odbiór pozycji choć mogą zastanawiać), ćwiczenia mogłyby być bardziej opisane – czasami można się pogubić o co właściwie chodzi w danym ćwiczeniu, co właściwie należy zrobić Ogólnie mam pozytywne odczucia co do „Treningu w rytmie slow”, tytuł nie oddaje tu wszystkiego. Myślę, że zaprezentowane tu podejście może być pomocne wielu kobietom – np. nie porównujmy się z innymi by się później tym zadręczać.

swiatairi.blogspot.com Airi; 2019-01-14


Moja relacja z ruchem zawsze była burzliwa. Gdy byłam mała tańczyłam w zespole tanecznym. Całkowitą normą były dla mnie treningi dwa razy w tygodniu, w trakcie których pot mieszał się z zaciętością i frajdą. A potem odkryłam książki. Jedyną formą ruchu, która sprawiała mi wtedy przyjemność, był szybki marsz do biblioteki lub księgarni, gdy zabrakło mi w domu kolejnych liter. I tak było przez dłuższy czas. Potem nagle moje ciało zaczęło się zmieniać. Siedzący tryb życia urządził sobie z niego półkę z pamiątkami. Mniejsza elastyczność, kilka centymetrów więcej to tu, to tam…. Patrzyłam na moje koleżanki, które nie wyobrażały sobie życia bez regularnych treningów siatkówki, koszykówki czy joggingu i myślałam sobie Że też im się chce… Bo mi się nie chciało. A im mniej się ruszałam, tym mniej było chcenia. Ciało mi się zmienia Aż przyszedł taki moment, że mi się zachciało. Ciało wystawiło mi rachunek za objadanie się słodyczami, niezdrowe przekąski i niechęć do sportu. Zachciało mi się mieć inne ciało. I zaczęły się zrywy. Tydzień regularnych ćwiczeń, czasem miesiąc, góra dwa. Wyciskanie siódmych potów, walka z zakwasami, rzucanie się na każdy nowy rodzaj treningu, który pojawiał się na rynku i obiecywał cuda w krótkim czasie (trening z Chodakowską, interwałowy, tabata). Interesowały mnie efekty. Ubywające kilogramy i coraz szerszy uśmiech w lustrze. Najlepiej w jak najkrótszym czasie i przy jak najmniejszym wysiłku. Na myśl przyszło mi Żałuję, że wtedy Kasia Grządka nie wydała tej książki. Ale powiem Ci szczerze, że nie wiem czy wtedy bym po nią sięgnęła. Dlaczego? Bo to książka, która wymaga otwartości na zmianę perspektywy. W tamtym okresie życia zafiksowałam się na spełnianiu własnych i cudzych standardów, a moje ciało stało się w tej bezwzględnej grze jedyną kartą przetargową. Moja głowa myślała tylko o tym „co”, a nie o tym „jak”. Prędzej wybrałabym wtedy książkę „Jak szybko zgubić 5 kilo i nigdy więcej nie przytyć?”. A jednak da się inaczej Dziś, sięgając po „Trening w rytmie slow”, chłonęłam każde jej słowo. Czułam, że Kasia pisze o tym, co odkrywam od kilku lat. O zupełnie innym podejściu. Do ruchu, które jest elementem holistycznego dbania o siebie. Do ciała, bycia dla siebie dobrym i życia w zgodzie z Naturą. Do wplatania aktywności fizycznej w całokształt myślenia o sobie i świecie. Do holistycznego ujęcia tematu, zamiast skupiania się jedynie na jego niewielkiej części. Już w pierwszym rozdziale przeczytałam coś, co utkwiło mi na dłużej w myślach: Bądź lepszą wersją siebie… i niczego nie zmieniaj. Gdyby ktoś zapytałby mnie o to, które zdanie z tej książki mogłoby być jej lakonicznym podsumowaniem wskazałabym właśnie na nie. Popatrz jak bardzo przewrotnie te słowa brzmią w stosunku do tego, jak większość z nas podchodzi do ćwiczeń. Stawiamy poprzeczkę coraz wyżej i wyżej. Jeśli aerobik – to ten, na którym spalę najwięcej kalorii. Jeśli siłownia – to dwie godziny i ćwiczenia z największym możliwym obciążeniem, jakie zniesie moje ciało. Jeśli bieganie to minimum pięć kilometrów i czas krótszy od tego, który ostatnio widziałam u sąsiadki na Endomondo. Dajemy sobie wycisk, marząc o pięknych ciałach, które wypatrzyłyśmy na Facebooku lub Instagramie. O Photoshopie w prawdziwym życiu i wyglądzie, który obiecuje spełnienie. Traktujemy nasze ciało jak nieposłuszne dziecko, które zasługuje na karę, jeśli nie spełnia naszych wygórowanych oczekiwań. Zamiast miłości i akceptacji nieustannie dostaje komunikaty o tym, że jest do dupy. Wybierasz miłość czy lęk? Mówiąc jeszcze prościej, mam wrażenie, że to kwestia wyboru pomiędzy podejściem pełnym lęku, a podejściem pełnym miłości. Jeśli wybierasz podejście pełne lęku przed tym, że nieidealne ciało sprawi, że będziesz się czuła nieakceptowana przez innych i przez samą siebie, przestajesz zwracać uwagę na to, co naprawdę mu służy. Ważniejsze staje się pytanie „co?”. Co chcesz osiągnąć, żeby zasłużyć na akceptację? Co musisz poświęcić? Co sprawi, że jak najszybciej znajdziesz się tam, gdzie chcesz się znaleźć? Zaczynasz wybierać „muszę” zamiast „chcę”. Muszę iść na trening. Muszę schudnąć. Muszę dotrwać do końca zajęć, mimo, że ciało daje mi wyraźny sygnał To za dużo. Jeśli, z kolei, postawisz na podejście pełne miłości do siebie i swojego ciała, na pierwszy plan wysuwa się pytanie „jak?”. Jak osiągnąć to, na czym mi zależy w zgodzie ze sobą? Jak mogę włączyć aktywność fizyczną do mojego dnia tak, żeby czuć się z tym dobrze? Jak wybrać to, co mi służy i jednocześnie sprawia frajdę? Punkt ciężkości przesuwa się z „muszę” na „chcę”. Poszerza się Twoja wolność wyboru. Nie determinują Cię dwa centymetry w jedną czy w drugą stronę. Idealne ciało przestaje być najważniejsze. Na szczycie hierarchii pojawia się coś innego: dobre samopoczucie. Zdrowie, lepsza jakość życia, większa ilość energii. Historia z życia wzięta Kasia Grządka opowiada o swojej historii pisząc w „Treningu w rytmie slow”: Wiedziałam, że chcę mieć więcej energii, lepiej wyglądać i zadbać o siebie, ale nie miałam pojęcia jak to zrobić, aby pasowało to do tego, kim jestem, i do moich wartości. (…) Bez owijania w bawełnę mówi o tym, że tak naprawdę nikt nie nauczył jej tego, że da się do sprawy podejść inaczej. To coś, co musiała odkryć na własną rękę, po dłuższym czasie zmagania się z tym, co zakorzeniły w jej głowie mass media: z przekonaniem, że nie jest wystarczająco dobra. To stało się dla niej punktem wyjścia do uświadomienia sobie tego, co jest moją potrzebą, a co jest marzeniem mojej mamy, koleżanek czy męża. Tego, co rzeczywiście może stać się upragnionym celem, który dopełni życie zamiast sprawić, że będzie żyła w poczuciu ciągłej pogoni za ideałem. To, w jakich kategoriach o sobie myślimy, bezpośrednio przekłada się nie tylko na nasze podejście do ćwiczeń, ale też na naszą codzienną postawę ciała. To podstawa, która często bywa pomijana. Większość współczesnych zawodów jest związanych z tym, że spędzamy wiele godzin siedząc, wbrew naszej naturze. Wbrew temu, do czego nasze ciała zostały stworzone – do ruchu. To prowadzi często do niewłaściwej postawy ciała, a bez niej żadne ćwiczenia nie będą wykonane w korzystny dla nas sposób. Badania pokazują, że to, jak wygląda Twoja postawa ma bezpośredni wpływ na to, jak się czujesz. Gdy jest właściwa i wyprostowana – jesteś w stanie zapamiętać więcej pozytywnych odczuć i słów, a co za tym idzie, szklanka staje się do połowy pełna. Dzięki przybraniu odpowiedniej postawy jesteśmy w stanie zmienić nawet biochemię naszego mózgu i obniżyć poziom kortyzolu we krwi. To hormon, który jest ściśle powiązany z odczuwaniem stresu, więc mniejsza jego ilość sprawi, że od razu poczujesz się bardziej zrelaksowana. „Trening w rytmie slow” to tylko pozornie książka o tym, jak trenować. Dzięki holistycznemu podejściu do tematu znajdziesz w niej o wiele więcej. Dowiesz się jak nawiązać na nowo relację ze swoim ciałem, co sprawi, że będziesz czuła się lepiej i jak metodą małych kroków dojść do dużych zmian, zarówno na poziomie ciała, jak i umysłu. Polecam Ci ją z całego serducha, jeśli szukasz drogi do tego, żeby zadbać o siebie w zgodzie ze sobą.

http://www.samorozwijalnia.pl Nicole Radomska


Jestem beznadziejna / gruba / brzydka. mam za długi nos / za krótkie nogi / nic mi się nie udaje (niepotrzebne skreślić) – ile razy tak do siebie mówiłyśmy? Ile razy przekonywałyśmy się stojąc przed lustrem, że skoro daleko nam do modelki z pierwszych stron gazet, a nawet do tej Zośki z drugiego piętra to znaczy, że do niczego się nie nadajemy? Jak często przekonujemy siebie, że inne są piękniejsze, mądrzejsze? Że wszyscy inni są ważniejsi? Że my się nie liczymy, że rozpoznanie i zaspokojenie potrzeb innych jest ważniejsze, niż zadbanie o siebie? Przykładów na podłe traktowanie siebie, swojego ciała, na negatywne komentarze na temat siebie można mnożyć. Prawda jest taka, że my, kobiety, jesteśmy w umniejszaniu własnej wartości specjalistkami, że nasz wewnętrzny krytyk, nigdy nie jest i nie będzie z nas zadowolony. Tymczasem „(…) jesteś wystarczająco dobra, piękna i kochana, nawet jeśli tego nie widzisz (…). Aby prawdziwie zadbać o siebie, o swoje ciało, ale i umysł, musisz to sobie uświadomić” – przekonuje nas Katarzyna Grządka, kobieta, matka, która od kilku lat zawodowo zajmuje się ruchem, a także prowadzi bloga i autorski projekt „Wirtualne Studio”. W książce „Trening w rytmie slow”, opublikowanej nakładem Wydawnictwa Helion przekonuje nas, że jesteśmy w stanie osiągnąć wszystko, jeśli rzeczywiście tego chcemy. Dotyczy to nie tylko zdrowego ciała i sylwetki, ale i spełnienia wszystkich pragnień, dzięki wypracowaniu odpowiednich nawyków. Jak podkreśla Grządka, nie jest to książka dla tych, którzy motywację już posiadają – oni mogą co najwyżej przekartkować pozycję, wybierając dla siebie to, co w danej chwili ich interesuje. To raczej poradnik dla tych kobiet, które zbyt długo żyły w cieniu innych, zbyt długo dawały sobą rządzić i mówić sobie, co jest najlepsze. Dzięki zebranej przez autorkę wiedzy merytorycznej, w połączeniu z jej praktycznym wykorzystaniem, a także zaangażowaniem czytelniczek do aktywności, lektura książki może zmienić życie. Pod warunkiem jednak, że skłoni nas do wglądu w siebie, że oddamy się refleksji i wykonywać będziemy ćwiczenia, do których zachęca nas autorka. Poradnik składa się z ośmiu rozdziałów, które – jeśli rzeczywiście tego chcemy – pomogą nam spełnić marzenia i stać się kobietą o pięknym ciele i duszy. Autorka już w pierwszym rozdziale, prowokacyjnie nieco, zachęca nas do zmian, a właściwie do tego, żeby … nic w sobie nie zmieniać. Przekonuje nas bowiem, że już teraz jesteśmy wystarczająco dobre, co oczywiście nie oznacza rezygnacji z ambicji i celów. Chodzi raczej o zastanowienie się, który z tych celów jest rzeczywiście nasz, a który został narzucony pod wpływem otoczenia. Autorka zwraca uwagę również, czym jest właściwa postawa w stosunku do siebie, warunkując ją właściwą postawą ciała. Zachęca nas także do samoobserwacji i do tego, by być świadomym, w jaki sposób stoimy. Rozdział drugi zachęca nas do działania, a dokładnie do wykonania pierwszego kroku, dostarczając argumentów na tyle silnych, że pomogą nam pokonać barierę wejścia. Dowiemy się również, jak ważnym punktem naszego ciała jest miednica, a dzięki ćwiczeniom będziemy mogły zająć się odpowiednim jej ustawieniem. Rozdział trzeci skłania do zastanowienia się nas źródłami naszej motywacji i nad tym, czy czujemy presję i przymus w obszarze aktywności (i nie tylko), popracujemy również z oddechem, zaś kolejny omawia czynniki wpływające na nasze zdrowie oraz porusza temat zdrowego kręgosłupa proponując korzystne dla niego ćwiczenia. W kolejnych dwóch rozdziałach znajdziemy omówienie tematów związanych z nawykami i ich wprowadzaniem w życie, poznamy metodę małych kroków, sprawdzającą się również w ćwiczeniach, stworzymy także własne standardy piękna, pracując nad równowagą w życiu i w ciele. Rozdział siódmy i summy zostały poświęcone ciąży i macierzyństwu – autorka zwraca uwagę na to, jak ważna jest odpowiednio dobrana aktywność w czasie ciąży, a także jak ważne jest znalezienie chwili dla siebie i rozluźnienie, proponując przy tym ćwiczenia pomagające zachować sprawność i gibkość. Lektura książki „Trening w rytmie slow” uświadamia nam, jak bardzo jesteśmy uzależnione od społecznej akceptacji i jak bardzo jej potrzebujemy. Skłania nas do tego, by – pomimo oczekiwań otoczenia – zwrócić się raczej ku sobie i swoim pragnieniom, których wyrazem, jeśli rzeczywiście tego chcemy, ma być dbanie o sylwetkę. Liczne ćwiczenia, zarówno te związane z naszym rozwojem duchowym, jak i fizycznym, pozwalają wspomóc ten proces zmiany, zaś załączone zdjęcia wyjaśniają wątpliwości co do prawidłowej pozycji ciała. Wszystko to sprawia, że książka może zdecydowanie podnieść jakość naszego życia … jeśli tego pragniemy.

QulturaSlowa Justyna Gul


UWAGA, UWAGA! Polecam z całego @trening_na_bosaka Wydała piękną, ważną i potrzebną książkę : "TRENING w rytmie slow"! Książka o byciu dobrym, łagodnym dla siebie. Książka wspierającą. Książka, w której pada wiele moich ulubionych ostatnio słów takich jak neuroplastyczność, zgoda, teraz, czy slow. Wreszcie, co ważne, jest napisana dobrym głosem. Czytając, słyszę przyjazny, spokojny ton. I osobisty. W tym świecie, który tak chętnie ciśnie, namawia do traktowania siebie, ciała przedmiotowo, ta książka jest jak łyk czystego powietrza. Cieszę się, że powstała, tak ładnie wydana, z osobistymi, nie stokowymi zdjeciami @kasiawojniak i super dobranymi "złotymi myślami" od różnych osób, a w tym @agnieszkastein :)

www.instagram.com/wrownowadze


Ocena: 8/10 Znajdź równowagę w podejściu do ruchu i lepiej dbaj o swoje ciało... i ducha! Slow niekoniecznie oznacza powolne tempo. To może być także Twój indywidualny rytm. Wiele z nas żyje poza swoim tempem, dlatego często dostajemy zadyszki, wypalamy się, robimy to, czego wcale nie chcemy, i chorujemy zarówno fizycznie, jak i psychicznie. To, co miało nam służyć, być dla nas dobre i zdrowe, działa jak miecz obosieczny, który nas rani. Nie każda z nas musi trenować tak, jak namawiają do tego media społecznościowe i billboardy. Każda z nas jest inna, ma inne ciało i to jest naszą siłą. Ta książka nie jest skierowana do osób o wysokiej motywacji, które nie mają problemu z wstawaniem co rano na trening, przebiegnięciem maratonu, regularnością ćwiczeń i odnajdywaniem w tym radości. To książka dla osób czujących, że są w pozycji, z której trudno im zacząć, albo uznających, że sprawy wymknęły się im spod kontroli, i niepotrafiących znaleźć równowagi w obszarze aktywności. To również książka dla tych z Was, które czują się przytłoczone wszechobecnym przymusem bycia fit. Nie daj sobie wmówić, że powinnaś zrobić to czy tamto, aby być szczęśliwą, spełnioną i przede wszystkim zdrową kobietą! Celem książki jest, abyś dzięki niej lepiej poznała swoje potrzeby i wprowadziła w swoje życie zdrowe zmiany i aby pozostały one trwałe. Abyś to Ty była dla siebie samej priorytetem i byś potrafiła zadbać o siebie w odpowiedni sposób. Nic nie musisz, jednak możesz zmienić wiele, jeśli tylko chcesz, w sposób zgodny z Twoimi wartościami i z tym, kim jesteś, w Twoim własnym tempie, w rytmie slow. Instagram. Większość z nas wie, jakie tam panują trendy, doskonałe ciała, w pełni wyposażone, cudowne mieszkania, dobrze ubrani ludzie, którzy posiłki zjadają w plastikowych pojemnikach lub drogich restauracjach. Siłownia to drugi dom, nawet dla matek, które dopiero urodziły swoje pociechy. Przejaskrawiona rzeczywistość, w której zatracają się coraz to większe liczby ludzi. A gdzie jest czas dla siebie? Dla swojej duszy i zdrowia? To właśnie w książce "Trening w rytmie slow" chce przekazać nam Katarzyna Grządka, na Instagramie znana jako @trening_na_bosaka. Książka ta ma wszystko to, czego szukałam w ostatnim czasie. Nie chciałam zbędnego poradnika, który wmawiałby mi, że mogę wszystko czego tylko zapragnę, a aby to osiągnąć wystarczy zagryźć zęby i przeć do przodu, do swojego celu. Tutaj mamy całkowicie coś innego. Katarzyna Grządka uświadamia nam, że wcale nie musimy być doskonali dla świata, tak jak to teraz robi się w internecie. Każdy z nas powinien czuć się dobrze we własnym ciele i to jest nasz największy sukces. Wszyscy powinniśmy znaleźć dla siebie pewną niszę, w której będziemy się spełniać zgodnie z własnym ciałem i duszą. Bo sport, bieganie, joga czy zwykły spacer lub każda inna aktywność fizyczna powinna łączyć się z naszą głową, naszymi myślami i dotyczy to nie tylko ruchu w życiu codziennym, ale również spożywania posiłków, podczas których większość z nas myśli o wszystkim tylko nie o zjadanym obiedzie, stąd też nasz organizm wie, że został odżywiony, ale nasza głowa to pominęła, bo akurat leciał nasz ulubiony serial. Oprócz takich małych form namawiających nas do zmiany nawyków, mamy w niej również propozycje na zmiany, które dotyczą naszego nastawienia do świata, ludzi ale i w głównej mierze siebie samych. Dotyka ona każdego aspektu naszego życia, od żywienia, sposobu myślenia, treningów, po czas ciąży i połogu. Co ważne, pamiętajmy, że w czas ciąży to nie choroba, i jeśli nie ma przeciwwskazań, ruch dla maleństwa jest równie ważny co dla przyszłej mamy. Dodatkowo pozycja ta wzbogacona jest w łatwe i przyjemne ćwiczenia, które mają za zadanie poprawę naszej postawy oraz zwiększenie mobilności i koordynacji (są również specjalne zestawy ćwiczeń dla kobiet w ciąży). Nie są to męczące treningi, dlatego możemy wykonać je przed snem lub z samego rana, na lepszy początek dnia. Największym plusem tej książki jest jej prostota i naturalność oraz to, że autorka w nienachalny sposób stara się przekonać nas do tego, że aby coś osiągnąć wcale nie musimy, a powinniśmy chcieć dotrzeć do upragnionego celu, tylko wtedy cała wędrówka ma sens. Świetna książka, która przedstawia sport jako pasję i motor napędowy do działania, a nie jako przykry przymus aby zrzucić wagę, bo nie tylko o to w tym chodzi. Z całą pewnością będę wracała do tej książki, aby ponownie naładować się pozytywną energią i przypomnieć sobie, że czasem to co widzimy w sieci nie jest takie, jak się nam wydaje. A największym prezentem, jaki mogę zrobić dla siebie to akceptacja. Nic nas bardziej nie uszczęśliwi niż to, że będziemy zadowoleni sami z siebie.

subiektywne-recenzje.blogspot.com/ Katarzyna Próchno


Zabrali... prawie cały śnieg zabrali Zima w mieście jest bezlitosna. Ale skoro tak... to niedziela pod pierzynką Trzy dni w górach zaowocowały pracującym weekendem, ale jakoś nic mnie nie martwi i nie przeszkadza... Dodatkowo w przerwie mam czas na testowanie coraz to nowych wege przepisów oraz na książkę. Ostatnio miałam przyjemność przeczytać fajną pozycję "Trening w rytmie slow" Kasi Grządki, znanej z @trening_na_bosaka. Dla mnie - instruktora - nie było tu aż tak wiele nowości, ale Kasia jasno określiła target dla tej książki - dedykowana jest dla tych, którzy nie mogą się rozpędzić, szukają wymówek, albo co gorsze - katują się treningami, bo sami siebie nie lubią. Po lekturze można poczuć super luz do siebie i świata :) Kasia - brawo Więcej takich ludzi, a przestaniemy być wiecznie czymś spięci Korzystajcie dobrze z niedzieli. Pogoda jest totalnie slow

www.instagram.com/gadajzdrow/


Niemyślenie „W ciągu każdej minuty przez naszą głowę przepływają ogromne ilości myśli, które jak przesuwające się obrazy walczą o naszą uwagę” – usłyszałam kiedyś na jednej z lekcji jogi od mojego nauczyciela. Tak się po prostu dzieje. Nie mamy nad tym żadnej kontroli. I tu nasuwa się pytanie: „Czy coś takiego jak <> w ogóle istnieje?”. Kto tu dowodzi? Przecież już sama próba niemyślenia np. o czymś, co jest dla nas trudne, powoduje, że generujemy tych myśli jeszcze więcej i więcej… No i przepadamy zupełnie. Dotyka nas, jak to ładnie ujęła Katarzyna Grządka w książce Trening w rytmie slow, „obecna nieobecność”. Stajemy się „nieobecni” w pracy, w domu, a nawet podczas treningu. Nieobecni również dla naszych bliskich, czy też dla siebie. Stajemy się naszymi myślami. To one teraz dowodzą, pożerając naszą energię. To one pchają nas w ramiona marazmu albo sprawiają, że rzucamy się w wir ćwiczeń, które wyniszczają nasz organizm. A wszystko np. przez to, że nie jesteśmy „fit”. Dla kogo ta książka? Chociaż w tej publikacji znajdują się rozdziały czy wątki szczególnie bliskie kobietom, w mojej ocenie Trening w rytmie slow jest książką dla każdego. Dlaczego? Bo niemal każdy z nas ma tendencję do porównywania się, robienia czegoś ponad własne siły/możliwości, uciekania w świat myśli, czy świat social mediów. W swojej książce autorka przede wszystkim zaprasza nas do pracy nad akceptacją siebie oraz do wsłuchania się we własne potrzeby. Znajdujemy tutaj także zbiór propozycji zmian jakie każdy może/powinien wprowadzić w swoje życie, by przeżyć je z uważnością oraz w dobrej kondycji zarówno fizycznej jak i psychicznej. I co jest szczególnie nam bliskie, autorka odwołuje się do filozofii małych kroków (filozofii kaizen). Odpoczynek Książkę czyta się jednym tchem. Układ rozdziałów i podrozdziałów, ich długość, oraz stonowane kolory powodują, że podczas czytania odpoczywamy. Natomiast opisy ćwiczeń oraz ich prezentacja na zdjęciach przez samą autorkę książki, sprawiają, że aż się chce wyciągnąć matę, by zacząć zmieniać swoje nawyki już od teraz. Kilka kroków Cieszę się, że książka autorki bloga treningnabosaka.pl trafiła w moje ręce. Filozofia życia Kasi Grządki jest mi bardzo bliska. Już kilka kroków za mną i jeszcze dużo kroków przede mną. Kaizen 🙂 A jak jest z waszą obecnością „tu i teraz”? I jak często uśmiechacie się do siebie? Miłej lektury

BIEGOWE KAIZEN Diwal