Recenzje:
„Człowiek jest z natury istotą społeczną; jednostka, która z natury a nie przez przypadek żyje poza społecznością, jest albo kimś niegodnym naszej uwagi, albo istotą nadludzką. Społeczność jest w naturze czymś, co ma pierwszeństwo przed jednostką. Każdy kto nie potrafi żyć we wspólnocie, albo jest tak samowystarczalny, że jej nie potrzebuje, i dlatego nie uczestniczy w życiu społeczności, jest albo zwierzęciem, albo bogiem". -Arystoteles Człowiek od początku swojego istnienia porozumiewa się ze środowiskiem, z innymi ludźmi. I choć pierwotnie nie używał słów, to mniej lub bardziej świadomie funkcjonował w różnych grupach społecznych. Również dziś, potrzeba komunikacji interpersonalnej towarzyszy, bez wyjątku, każdemu z nas. Stale uczestniczymy w relacjach międzyludzkich – możemy być dzieckiem, rodzicem, żoną/mężem, ale również pracownikiem czy szefem. Człowiek nie jest samotną wyspą, a usilna potrzeba obcowania z drugim człowiekiem popycha nas w związki, które często działają na nas destrukcyjnie. Dlaczego bliskość jest dla nas tak ważna i co zrobić gdy jej nie ma albo jest zbyt wiele? Takie pytania postawiła Renat Mazurowska, dziennikarka i redaktorka zajmująca się edukacją, psychologią oraz zdrowiem. Jej rozmówcą jest Paweł Droździak, warszawski psycholog i psychoterapeuta. To relacje z rodzicami, dziećmi oraz życiowymi partnerami są dla nas najważniejsze i najsilniej wpływają na nasze życie oraz samoocenę. A to właśnie z nimi, budowanie związku jest najtrudniejsze, bo tutaj pierwsze skrzypce grają emocje. Paweł Droździak pomaga nam zrozumieć, jak świadomie zbudować taki związek, co jest przyczyną najczęstszych problemów. W pierwszych rozdziałach rozmowa zostaje skierowana na relację rodzic – dziecko, bo to właśnie ona jest naszym pierwszym kontaktem interpersonalnym i w dużej mierze wpływa na dorosłe życie. Jak radzić sobie z wychowaniem w pojedynkę, jak utworzyć zdrową relację z ojcem? Te i wiele innych pytań stawia Renata Mazurowska swojemu rozmówcy, jednak należy wspomnieć, że nie uzyskamy jasnych odpowiedzi, a jedynie zostaniemy na nie nakierowani. Poznamy źródło problemu, ale to my będziemy musieli wyciągnąć wnioski i zdecydować jak je rozwiązać. Spora część książki „Blisko, nie za blisko" została poświęcona relacji między partnerami. Bo stworzyć zdrowy związek, bez zatracenia własnej osobowości, własnego „ja" to wbrew pozorom niełatwe zadanie. No i czy można być z jednym partnerem całe życie? Wszyscy chcemy wierzyć w prawdziwą miłość, „dopóki śmierć nas nie rozłączy", jednak w rzeczywistości jest to znacznie bardziej skomplikowane. Z rozmowy autorów dowiemy się, co jest wynikiem nieporozumień partnerów, dlaczego z czasem stajemy się dla siebie mniej atrakcyjni, dlaczego zdradzamy lub z jakich powodów często tkwimy w toksycznym związku, gdzie jeden z partnerów postępuje w sposób niesprawiedliwy, zły, a nawet okrutny. Renata Mazurowska i Paweł Droździak posługują się przystępnym językiem, znajdziemy tu zarówno naukowe terminy jak i proste, wydawałoby się oczywiste wyjaśnienia. Zrozumienie treści na pewno nie sprawi problemów laikowi w sprawach psychologicznych, a pytania, które stawia dziennikarka, w mniejszym lub większym stopniu, zaprzątają głowę każdemu z nas. „Blisko nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach" to książka wyjątkowo trudna i bardzo osobista nie tyle dla autorów, co dla czytelnika. Każdy w jakiś sposób utożsami się z opisywanymi przypadkami, znajdzie swoje miejsce w tej publikacji i będzie mógł na nowo, z dystansem przyjrzeć się swoim relacjom z drugim człowiekiem. Autorzy bez wątpienia otwierają nam oczy, ale decyzję co z tą wiedzą zrobić, pozostawiają nam. I to jest największym atutem książki – Paweł Droździak nie mówi „zrób to i to, a tamtego nie rób". On tylko pokazuje do czego mogą prowadzić takie, a nie inne decyzje, jakie są przyczyny dokonywanych przez nas wyborów oraz jakie będą ich prawdopodobne konsekwencje. Bo to od nas samych zależy, jak pokierujemy naszym życiem i czy uda nam się stworzyć trwałe, zdrowe relacje, do czego przecież wszyscy dążymy. Mimo że książka ma formę dialogu między autorami, to jest tu miejsce również dla czytelnika. Może snuć własne refleksje, przemyślenia, wyciągać własne wnioski oraz interpretować treść na swój sposób. „Blisko, nie za blisko" to pozycja warta uwagi, ze względu na to, że dotyczy każdego z nas, bez wyjątku. Wszyscy tworzymy relacje interpersonalne, budujemy związki. Nawet jeśli zamykamy się w czterech ścianach, unikamy kontaktu z drugim człowiekiem, to często podświadomie wołamy przy tym o odrobinę bliskości. Bo Jak mawiał Remarque: „Samotność, prawdziwa samotność bez złudzeń, to stan poprzedzający obłęd lub samobójstwo."

Sztukater.pl MAŁA MI


„... bez bliskości nie można żyć, a nawet nie można przeżyć" Potrzeba bycia w bliskiej relacji z drugą osobą jest silną potrzebą pierwotną. Każdy pragnie bliskości, bo inaczej jest samotny w wielkim Wszechświecie. Mimo, że to pragnienie jest tak duże, boimy się odrzucić własną maskę, odkryć się przed obcym człowiekiem. Stąd tworząc różne relacje między ludźmi nie jesteśmy w stanie uniknąć błędów. Aby poznać istotę relacji międzyludzkich, dowiedzieć się dlaczego bliskość jest taka ważna, co się stanie gdy jest jej za mało, a jakie skutki ma jej nadmiar, warto sięgnąć po książkę „Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach". Bardzo ciekawie napisany poradnik w formie rozmowy dwóch osób. Renata Mazurowska - dziennikarka, redaktorka zajmująca się edukacją, psychologią i zdrowiem, zadaje trudne pytania panu Pawłowi Droździakowi - psychologowi, psychoterapeucie i mediatorowi rodzinnemu. Pracuje on z osobami mającymi trudności w kontrolowaniu zachowań impulsywnych. Prowadzi psychoterapię osób uwikłanych w związki, w których występuje element uzależnienia emocjonalnego. Jest współautorem książki „Zawsze bezpieczna - psychologiczne aspekty samoobrony kobiet", wielu artykułów o tematyce psychologicznej. Jest również ekspertem w programach radiowych i telewizyjnych. Coraz więcej ludzi jest samotnych. Mają oni znakomitą pracę, robią karierę, mają znajomych czasami nawet rodzinę, ale nie potrafią nawiązać odpowiednich relacji. Nie potrafią zobowiązać się do czegoś lub wobec kogoś. Gdy partner nie spełnia ich oczekiwań – chcą go zmienić, dzieci to dla nich tylko kłopot. Osoby takie odczuwają lęk przed bliskością. Obawiają się, że bliska relacja ich ogranicza, coś zabiera. Są również osoby absolutnie zależne od relacji. Całkowicie uzależnieni emocjonalnie od swoich partnerów. Ich wybuchy agresji wobec bliskich, a nawet przemocy to forma obrony przed wyimaginowanym porzuceniem. Te problemy w życiu dorosłym mają swoje źródło jeszcze w dzieciństwie. Mamy coraz więcej problemów z regulowaniem bliskości. Zbyt szybko dzieci odsuwane są od matek. Oddając je pod opiekę nianiek czy żłobka, zaburzamy ich naturalną relację matka-dziecko. Potrzebę bliskości. Potem dochodzi pogoń za karierą, późne powroty do domu i brak kontaktu z dzieckiem. Nieumiejętność rozmowy z nim, ograniczającym się do pytania „Co tam w szkole?". Coraz częściej dzieci wychowują się w rozbitych rodzinach, nie mają wzorca prawidłowych więzi rodzinnych. To wszystko powoduje, że w życiu dorosłym podejmujemy wiele impulsywnych działań, by obronić się przed wyimaginowanym opuszczeniem. „Człowiek z zaburzonymi wzorcami więzi ma permanentne poczucie bycia opuszczonym, a jednocześnie, kiedy jest w bliskiej relacji, uważa, że jest zalewany, zdominowany, zawłaszczony. A nawet, że ta druga osoba jest sprawcą przemocy wobec niego." s.11 Bliskość z drugim człowiekiem jest często zastępowana zakupoholizmem, alkoholem czy perwersyjnymi zachowaniami. „Rekompensujemy sobie pustkę lanserstwem, gadżetami, oryginalnym hobby lub w pracy – na przykład bliskością z korporacją." s.12 Ludzie z potrzeby bliskości garną się więc do różnych organizacji, korporacji a nawet sekt. „Relacja jest potrzebna, żeby człowiek się nie rozpadł." s.12 Najbardziej dotkliwą karą dla człowieka jest obojętność, ignorowanie go, pomijanie, traktowanie jak powietrze. Dlatego ignorowane dzieci często psocą. Z takich dzieci, na które nie zwracano uwagi wyrastają często nękacze. Ostatnio nasila się zjawisko stalkingu czyli długotrwałe narzucanie komuś swojej obecności. Nieprzyjmowanie zerwania do wiadomości i zatruwanie komuś życia, choć ten ktoś nie chce mieć nic wspólnego z nękaczem. Nękacz nachodzi wciąż swoją ofiarę, bo wywołuje w niej potrzebne mu emocje. Bliskość realizuje się na różnych poziomach u różnych osób, czasami w sposób daleki od powszechnie rozumianej bliskości. Potrzeba bliskości jest silniejsza od potrzeby fizycznego bezpieczeństwa. Bliskość jest nam niezbędna. W swojej książce „Blisko, nie za blisko." w kilkunastu rozdziałach autorzy poruszają wiele tematów związanych z relacjami między ludźmi. Nie skupiają się tylko na relacjach między kobietą i mężczyzną jakby mógł sugerować tytuł. Omawiają relacje występujące m.in. między matką i córką; ojcem i córką. W relacjach damsko męskich autorzy omawiają wiele relacji, które są relacjami toksycznymi. Omawiają życie kobiet z tyranami, którzy niszczą je psychicznie i fizycznie, a one to tolerują, nie potrafią ich opuścić; żyją w związkach, gdyż w ich rodzinach nie toleruje się rozwodów; pozwalają sobie na to by ich mężczyźni spotykali się z innymi kobietami, a nawet same biorą udział w takich trójkątach. Możemy przeczytać również o tym dlaczego mężczyźni w średnim wieku wiążą się z dużo młodszymi partnerkami, oraz przeciwnie dlaczego kobiety wiążą się z duża starszymi mężczyznami. Bardzo ciekawy jest rozdział o negocjacjach w związku. Dowiemy się z niego o czym mówimy w czasie kłótni i co naprawdę kryje się za słowami jakie wypowiadamy. Konflikty między partnerami są nieuniknione, problem jest w tym jak je wyrażać. Gdy się o coś spieramy, to komunikujemy, że coś jest nie tak, że z czegoś jesteśmy niezadowoleni. Jeśli partner zechce nas wysłuchać, to dojdziemy do porozumienia i nasz związek ma szansę się dalej rozwijać. Często jednak partner nas nie słyszy, bo my chcemy by on się domyślił o co nam chodzi. „... rzucając talerzami, też dajemy sygnał, że coś jest nie tak. Partner ma odgadnąć, o co chodzi. To bardzo pierwotna potrzeba" s. 71 Niektórym osobą po prostu przedstawienie konkretu sprawia trudność. Nie mówią w czym rzecz, ponieważ mogą odczuwać to jako upokorzenie. „Złoszczenie się jest bezpieczniejsze. Bo wprost komunikować, czego chciałbym, to jak otwarcie przyznać się do potrzeb. A więc do zależności. Tego nikt nie chce. Dlatego lepiej złościć się o cokolwiek i przez to dawać sygnał, w który ktoś ma się wczytać. Wtedy zawsze wygrywam." s.72 Gdy partner się domyśli o co chodzi jesteśmy górą, bo dostaliśmy to co chcieliśmy, choć nie musieliśmy o to prosić. Jeżeli zaś partner się nie domyśli, wówczas przyjmujemy postawę osoby, której nikt nie rozumie. Czujemy się skrzywdzeni. Zyskujemy w ten sposób przewagę moralną i dzięki temu również wygrywamy. Dlatego tak ważne jest jak ze sobą rozmawiamy, jakiego używamy języka, jakim tonem głosu się odzywamy, czy do tego jeszcze używamy gestów lub innych objawów agresji. Warto przyjrzeć się temu, jak formułujemy prośby, jakimi słowami wyrażamy krytyczne uwagi. Niektórzy ludzie nie rozumieją formy w jakiej się do nich zwracamy, coś co dla nas może być normą dla partnerów, może być nie do przyjęcia. Widzą tylko treść naszych komunikatów. Książka zawiera wiele ciekawych rad. Napisana prostym, zrozumiałym językiem, sprawia, że autorzy są w stanie dotrzeć do każdego czytelnika. Również forma jej napisania – rozmowa z drugim człowiekiem, sprzyja łatwości odbioru tej pozycji. Każdy z nas lubi przysłuchiwać się rozmową innych ludzi, łatwo wówczas znaleźć mu odpowiedź na własne problemy. Jeśli nawet są one tak poważne, że nie znajdziemy w tej książce odpowiedzi na nie, może zachęci nas ona do kontaktu z poradnią lub choćby z autorami książki. Myślę, że każdy czytelnik znajdzie w tej książce coś ciekawego. Nie trzeba mieć problemów z komunikowaniem się z drugą osobą by przeczytać „Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach." Lektura tej pozycji pozwoli nam inaczej spojrzeć na problemy otaczającego nas świata. Inaczej spojrzeć na innych ludzi. Znajdziemy w niej z pewnością jakieś odniesienia do własnego życia. Przecież wszyscy nie jesteśmy idealni, czasami warto przemyśleć swoje zachowania, coś zmienić, by nasze relacje z innymi ludźmi się poprawiły. Warto nauczyć się samego siebie i kształtować swoje poczucie tożsamości. Zachęcam do lektury, to bardzo wartościowa książka.

Sztukater.pl MADMAD35


Wnikliwe rozmowy o tym, jak stworzyć trwale, bliskie relacje. Te najważniejsze dotyczą zaledwie kilku osób: partnerów życiowych, rodziców, dzieci. I to właśnie one potrafią nas uszczęśliwić bądź nie. Książka pomaga spojrzeć na życie.rodzinne z dystansem i świadomie.

Elle 04/2015 Maja Lenartowicz


Sposoby wyrażania uczuć i postaw koncentrują się na wzajemnych stosunkach między partnerami oraz na ich pozytywnych lub negatywnych powiązaniach. Relacje interpersonalne – bo o nich tu mowa – stanowiąc jedno z najtrudniejszych wyzwań dla człowieka, stały się punktem wyjścia oddanego do rąk czytelnika poradnika, którego podstawę stanowią Terapeutyczne rozmowy o związkach. Dający wiele do myślenia tytuł: Blisko, nie za blisko jest próbą wyjaśnienia przyczyn różnorodnych zachowań poprzez uświadomienie, że najlepszym rozwiązaniem jest zrozumienie problemu. I tego właśnie zadania podjęli się autorzy.

Konstrukcja publikacji jest prosta i jednorodna. W każdym z czternastu rozdziałów znalazły się pytania postawione przez Renatę Mazurowską oraz jasne odpowiedzi doświadczonego psychologa i psychoterapeuty Pawła Droździaka. Wszystkie rozważania zostały oparte na wieloletniej praktyce, dzięki czemu wiedza zdobyta podczas licznych sesji terapeutycznych bez wątpienia spotka się ze zrozumieniem czytelnika. Stanie się również podstawą odpowiedzialnego spojrzenia na dotychczasowe zachowania, jakie występują między partnerami.

Pytania postawione przez Renatę Mazurowską dotyczą sytuacji dostrzeganych w codziennym życiu. Koncentrują się wokół takich zagadnień jak potrzeba bliskości, więź prowadząca do nadmiernej symbiozy, przyjaźni lub rywalizacji, wpływ ojca na późniejsze relacje dziecka z życiowymi partnerami, mit jednego związku na całe życie, komunikaty ukryte za słowami, kobiety będące wiecznymi kochankami, a także lęk przed przemijaniem, związany z kryzysem wieku średniego. Wśród ważnych problemów współczesności znalazło się również zastępowanie relacji z partnerem relacją z dzieckiem, problem straty, winy i kary w przypadku rozwodu oraz poszukiwanie ukojenia w kolejnym związku, potrzeba akceptacji i związane z nią związki uzależniające. Omówiona została także sprawa seksualności, spotkań z terapeutą i – przede wszystkim – z samym sobą.

Publikację wydawnictwa Helion z powodzeniem można nazwać poradnikiem. Jasne, zwięzłe i wyczerpujące odpowiedzi umożliwiają właściwe spojrzenie na omawiane kwestie. Język przekazu jest prosty i całkowicie zrozumiały, dzięki czemu czytelnikowi łatwiej jest utożsamiać sytuacje z własnego życia z tymi, które znalazły się w centrum rozważanych zagadnień. Publikacja przeznaczona jest nie tylko dla tych, którym zależy na usprawnieniu już zawiązanych relacji, ale interesujące porady odnajdą również ci, przed którymi stoją nowe powiązania. Bez względu na to, czy ulepszeniu powinien ulec związek pomiędzy małżonkami, rodzicami i dziećmi czy przyjaciółmi, poradnik Blisko, nie za blisko wart jest skrupulatnej analizy.

granice.pl Danuta Szelejewska


Książka została napisana w formie wywiadu- co jest z jednej strony świetnym rozwiązaniem, ale mi jakoś nie przypadło do gustu. Okładka książki jest prosta i "lekka"- ale nie zachwyca.

W dzisiejszych czasach, gdzie ludzie kierują się zasadą: W życiu można liczyć tylko na siebie taka książka to skarb. Nasze relacje z ludźmi stają się coraz bardziej nieufne i chłodne. Oddalamy się od najbliższych nam osób. Ten poradnik pozwala nam przejrzeć się w swoim własnym "lustrze" relacji. Codzienność stawia nam nie lada wyzwania- relacje z ludźmi. Czytając książkę uświadamiamy sobie czym jest dla nas kontakt z innymi ludźmi- obcymi, bliskimi, przyjaciółmi, rodzicami, partnerem... Poradnik uczy nas, że każdą relację można ulepszyć.

Czytając tą książkę, uświadomiłam sobie, że tak naprawdę boimy się bliskości, ponieważ ogarnia nas strach przed odrzuceniem, zdradzeniem, ale z drugiej strony bardzo jej potrzebujemy. Po jej przeczytaniu, stałam się w pewien sposób mądrzejsza, zrozumiałam czemu jestem w taki relacjach, w jakich jestem, że moja podświadomość wybiera ludzi, z którymi chcę nawiązać głębszą i bliższa relację, a z którymi wręcz przeciwnie.

O autorach książki:

Renata Mazurowska- redaktorka zajmująca się m.in. psychologią, zdrowiem; dziennikarka. Jest założycielką i autorką strony kobiet pięknych, mądrych i dojrzałych- www.wpelnidnia.pl.

Paweł Droździak- mediator rodzinny, psycholog i psychoterapeuta. Pomaga osobą uwikłanym w związki, w których występuje element uzależnienia emocjonalnego. Jest ekspertem w programach radiowych i telewizyjnych.

Przytoczę Wam mały fragment książki, który bardzo mi się spodobał:

"W badaniach Harlowa i Lorenza na zwierzętach obserwowano małe małpy. Mając do wyboru drucianą "matką" dającą mleko i "matkę" futrzaną, która mleka nie dawała, małpki wybierały futrzaną. Nie pokarm był najważniejszy, a więź. Małpki wolały być przytulane, a nie karmione. Wolały przebywać w zimnie i hałasie, ale być dotykane, niż w dobrych warunkach, ale same."

insuperable-blog.blogspot.com thebestgirl


Moja pierwsza myśl po przeczytaniu tej książki była taka, że powinna ją przeczytać każda kobieta. Wiem, że w tym momencie narażę się niejednej pani, ale tak właśnie myślę. Ta książka, a właściwie myśli w niej zawarte, pozwoliłaby na przyjemniejsze i łatwiejsze życie. Dlaczego? O tym w dalszej części. Zacznę od krótkiego opisu. Paweł Droździak, doświadczony psycholog i psychoterapeuta, rozmawia z Renatą Mazurowską, która jest dziennikarką specjalizującą się w tematyce psychologicznej. Książka to zapis ich ciekawej i pouczającej rozmowy. Składa się z 14 rozdziałów, a w każdym z nich poruszony jest inny temat. Pozycja ta jest świetna dla osób, które chcą przyjrzeć się własnym relacjom rodzinnym oraz chcą je ulepszyć. Autorzy poruszają trudne tematy, więc większość osób odnajdzie tam swoje problemy – od trudnych relacji z rodzicami, poprzez zdradę i samotne macierzyństwo, po bycie tą drugą. Na nasze życie największy wpływ mają relacje z bliskimi nam osobami – rodzicami, małżonkiem czy partnerem, rodzeństwem i dziećmi. I właśnie te poszczególne relacje zostały tu opisane. Najbardziej zainteresował mnie rozdział dotyczący bycia tą drugą. Osobiście problem ten mnie nie dotyka, ale patrzę na to z innej strony. Otóż bardzo mnie ciekawi i intryguje to, jak bardzo kobiety są w stanie dostosować się do innych, a także to, jak bardzo ludzie potrafią odsunąć od siebie odpowiedzialność. W przedstawianej tam historii miłosnego trójkąta (mąż, żona i kochanka) nie było osób odpowiedzialnych. Każda osoba z tej trójki bała się wziąć na siebie ten ciężar i każda z nich potrafiła się z tego wytłumaczyć. Ludzie ci byli przekonani, że znaleźli się w sytuacji, na którą nie mają żadnego wpływu. Rozdział ten przeczytałam kilka razy, aby móc dobrze zrozumieć tę sytuację. Zastanawiałam się, jak to możliwe, aby trójka dorosłych ludzi pozwalała na brak szacunku wobec siebie, poddała się losowi i czekała na to, co życie przyniesie. Pan Droździak nakreślił to jednak w taki sposób, że choć my nie jesteśmy w takiej sytuacji, to potrafimy podczas czytania wejść w umysły i dusze tych osób, co pozwala nam na spojrzenie na to z ich punktu widzenia. I wtedy doznajemy „olśnienia” i już nie tylko nic nas nie dziwi, lecz także niczego nie oceniamy. Blisko, nie za blisko jest ciekawą książką, którą polecam szczególnie paniom, ale panowie także powinni sięgnąć po tę pozycję. Dlaczego paniom? Ponieważ pozwoli im zrozumieć zachowanie ich samych, a także członków rodziny. Skłoni do przemyślenia nad swoim zachowaniem i zawalczenia o siebie. Daleka jestem od tego, aby po przeczytaniu jakiejś książki czy wysłuchaniu nocnej audycji, pakować się i wyprowadzać z domu, a kobiety mają tendencje do takich spektakularnych i widowiskowych zakończeń. Jestem raczej za tym, by rozwiązywać problemy na bieżąco, aby nie doszło do takiej sytuacji. A przeczytanie tej rozmowy otworzy nam oczy na wiele spraw. I pozwoli zrozumieć, że można być szczęśliwą bez randek w Paryżu i codziennego otrzymywania bukietów czerwonych róż. Być szczęśliwą, żyjąc swoim zwyczajnym życiem. Jestem troszkę rozczarowana jedynie tym, że te problemy, opisy i podane rozwiązania nie są zbyt rozwinięte. Mam jednak świadomość tego, że w jednej książce nie jest to możliwe. Z takimi problemami należy udać się do terapeuty i praca z nim będzie trwała wiele godzin. Reasumując, świat nie jest dobry ani zły, także i my nie jesteśmy ani dobrzy, ani źli. Nad swoim zachowaniem możemy i powinniśmy pracować, a książka w pewnym stopniu nam w tym pomoże. Szczerze polecam!

Debiutext.eu Sabina


Ta wyjątkowa książka wydana "przed chwilą" przez wydawnictwo Sensus.pl, jest wprost nie do przecenienia. Jest brutalnie prawdziwa. Chodzi o związki w każdej jej postaci, ze wszystkimi jej odcieniami.
Zwłaszcza tymi problematycznymi odcieniami, które przerabiacie w swoich związkach. Każdy z Was czytając ją otworzy szeroko oczy. Ze zdziwienia, z przerażenia. Ale i zrozumienia. A jest się czemu dziwić. Autorzy "przejadą się" po wszystkich naszych najczęstszych problemach w związku. I nie tylko w związku. Prawda może zaboleć. Ale przyniesie wiele odpowiedzi i zrozumienia, tak bardzo nam potrzebnych. Tu i teraz.

Kolejna jej zaleta to taka, że autorzy nie leją wody, pisząc krótko zwięźle i na temat, używając przy tym prostego języka, na przykładach wprost "z życia wziętych". I to jest właśnie w tym najlepsze...

biznesnafali.pl Jaroslav Waśkiewicz


Dwie książki. Dwa poradniki. Zestawienie nie przypadkowe! Pierwsza różowa książka to porządne kompendium wiedzy biegowej. Nie ma w niej może wielkich nowości (z wyjątkiem mleka czekoladowego po treningu), bo w przygotowaniach do maratonu potrzebna jest systematyka, a właśnie tego uczą autorzy Women’s Marathon. Na końcu jest kilka fajnych przepisów, które zamierzam wypróbować. To dobra książka zarówno dla tych, które zamierzają pobiec maraton jak i tych, którym zależy na poprawieniu czasu. Wniosek z lektury jest taki – przygotowania do maratonu są cięższe niż sam bieg. Bardzo czasochłonne, wymagające dużo samozaparcia. Jednocześnie poradnik nie pomija cudownych aspektów związanych z przebiegnięciem ponad 42 kilometrów, jest o radości, spełnieniu i poczuciu dumy.

Ten biegowy poradnik chciałam zestawić z psychologicznym. Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach – to napisana przez polskich autorów książka, która ma być przewodnikiem po trudnym świecie związków. Nie chodzi tutaj tylko o związki partnerskie, poruszane są wszystkie konfiguracje układów rodzinno-przyjacielskich. Blisko, nie za blisko zestawiłam z instrukcją jak przebiec maraton, dlatego, że owszem biegniemy same jednak potrzebujemy w przygotowaniach wsparcia bliskich nam osób. Niezależnie od tego czy jesteśmy w związku, budujemy go czy dopiero szukamy KOGOŚ bieganie wpływa na nasz świat. Nie żyjemy w próżni, a biegacze żyją od treningu do treningu, miewają kontuzje, nerwy przed zawodami. To wszystko nie ułatwia tylko utrudnia relacje z innymi. Po co być samotna biegaczką? Lepiej być szczęśliwą, spełnioną w związku lub relacji z innymi. Terapeutyczne rozmowy szybko się czyta, z pewnością któryś temat będzie nas bezpośrednio dotyczył.

oneginetatopa.blogspot.com Dota, 2012-12-13


Już dawno nie miałam w rękach tak dobrej książki!

Wydawało mi się, że to jeszcze jeden z tych poradników, gdzie “pan mądra głowa” tłumaczy z wyższością, dlaczego w związku się nie układa. Tymczasem tutaj pan Paweł Droździak nie wykłada. On przede wszystkim rozmawia, wyjaśniając, tłumacząc, zastanawiając się. Odpowiada na bystre pytania pani Renaty Mazurowskiej, która dociekliwie stara się uzyskać odpowiedzi na odwieczne pytanie – czemu nam nie wyszło?

Psycholog-psychoterapeuta nikogo nie ocenia, ani mężczyzn, ani kobiet. Widzi różnice i podobieństwa w naszym funkcjonowaniu i pokazuje, że często błędnie interpretujemy sytuację, gdyż nie potrafimy myśleć tak, jak płeć przeciwna. Mówi, że klucz do zrozumienia płci przeciwnej tkwi w zrozumieniu siebie, swoich pragnień, myśli, emocji. Jeśli nie rozumiemy, o co nam chodzi, jak możemy przekazać to drugiej osobie?

Ojcowie, matki, dzieci, partnerzy… wszyscy poruszamy się w bardzo skomplikowanym tańcu. Dobrze jest czasem wyjść z kręgu i popatrzeć na innych tańczących, by zrozumieć lepiej siebie i swoje miejsce w korowodzie. Ta książka to doskonała okazja do tego, by porozmawiać z kimś mądrzejszym, spokojniejszym. Mnie, jako kobiecie, bardzo podobało się to, że pani Renata często zadawała te same pytania, które miałam ochotę zadać panu Pawłowi!

Zachwycające jest to, że książka jest tak bardzo… polska. Nie jest amerykańskim poradnikiem, nie powstała w oparciu o zagraniczne metody terapii. Wyrosła na gruncie zrozumienia, otwartości jednego człowieka na drugiego, akceptacji jego płci i emocji.

Polecam ją bardzo, bardzo serdecznie. Jest ciepła, mądra i przyjazna. Pozwoliła mi wiele rzeczy zrozumieć – a przecież tyle już na temat związków wiedziałam! Myślę, że każda z kobiet odnajdzie tam coś dla siebie. A i panowie będą mogli lepiej Was zrozumieć.

Menopauza.pl Joanna Pastuszka-Roczek


Spotykamy obcych ludzi na ulicy, w domu spotykamy najbliższych: męża, córkę, syna. Będąc w pracy mamy do czynienia z kolegami, szefem. Spotkania są nieuniknione.

Nawet największy samotnik musi się z nimi zmierzyć. Mówi się, że to jedna z najtrudniejszych ról, jakie odgrywamy w naszym życiu- rola siebie i tylko siebie.

Książka „Blisko, nie za blisko” to rozmowa między dziennikarką Renatą Mazurowską, która zadaje bardzo wnikliwe pytania, a Pawłem Droździakiem- psychoterapeutą, który na nie odpowiada. Jako psycholog i osoba specjalizująca się w terapii osób uzależnionych emocjonalnie od innych, tłumaczy zawiłe relacje oraz nasze impulsywne zachowania. W książce pojawiają się pytania, które sama chciałabym zadać stronę wcześniej. Jest niezwykle dosadna i mądra. Jeszcze nigdy, przeczytawszy wcześniej wiele artykułów psychologicznych poświęconych związkom, nie dowiedziałam się, o co TAK NAPRAWDĘ w tym wszystkim chodzi. Dlaczego zachowujemy się tak, a nie inaczej choć nierzadko sami zdajemy sobie sprawę, że robimy źle.

Wszystko zaczyna się od pierwszych kontaktów. Jeśli mamy szczęście, są nimi rodzice. Pierwsze uczucia, zachowania, sposoby okazywania emocji dziedziczymy właśnie od nich. To „dziedziczenie” jest zupełnie nieświadome i niekontrolowane. Chcąc, nie chcąc stajemy się wiernymi kopiami zachowań naszych opiekunów lub przekładamy nasz odbiór ich emocji na kogoś zależnego teraz od nas np. naszych partnerów, dzieci. Inaczej układają się relacje między matką, a synem i matką, a córką. Nie bez powodu powstały przysłowia „córeczka tatusia” i „mamisynek”. Wszystko polega na psychologicznym podłożu tych powiązań. Czytając objaśnienia tego, jak naprawdę wygląda psychologia rodziny, byłam zszokowana. Okazuje się, że ojciec-córka to jak najbardziej relacja o podłożu seksualnym i wpływa całkowicie na dalsze życie seksualne już nie dziewczynki, a dorosłej kobiety. I wcale nie chodzi tu o molestowanie seksualne dzieci. Chodzi o normalne zachowania rodzica wobec dziecka. Matka i córka to rywalki? Oczywiście, że może tak być. Dlaczego synowie tak bardzo związani są z matkami?

Wyrzucanie śmieci to klasyczny przykład konfliktu w związku. Z pewnością nieobcy problem wielu par. A nawet większości. Czy któraś z was kiedykolwiek pomyślała, jak to właściwie jest z tymi śmieciami? Dlaczego, my kobiety, tak się złościmy? Ja nie miałam pojęcia, a czytając każdą kolejną stronę otwierały mi się oczy: „Woow, to faktycznie o to chodzi”. Toksyczne związki, mężowie, którzy ciągle zdradzają, kobiety wiecznie oszukiwane… Są pewne role jakie odgrywamy w wielu środowiskach i to właśnie przez nie wciąż potarzamy te same błędy, pakujemy się w podobne związki, które ostatecznie się i tak rozpadają, mimo że staraliśmy się jak tylko możemy.

Po przeczytaniu książki „Blisko, nie za blisko” wiele można sobie uświadomić. Już samo to jest pewnego rodzaju terapią. Niektóre zdania trafiają prosto w serce, zupełnie jakby były skierowane akurat do nas. Jeśli jednak to nie wystarczy, ostatni rozdział dotyczy sytuacji, kiedy powinniśmy wybrać się na terapię. Choć w Polsce wciąż dla niektórych jest to temat wstydliwy, krępujący to biorąc pod uwagę to jak krótkie jest nasze życie, jak bardzo możemy je wykorzystać i o ile mniej cierpieć, naprawdę nie warto się wahać. Polecam przeczytać ją w spokoju, odosobnieniu. Wymaga ona bowiem skupienia i chwili na przemyślenie.

dlaLejdis.pl Katarzyna Picz, 2012-12-06


W zalewie poradników o tym jak „być sobą”, „znaleźć szczęście” i „zrobić jemu/jej dobrze, tak że oszaleje” nie jest łatwo odnaleźć książki, które z jednej strony są strawne dla nie-specjalistów, a z drugiej zawierają wartościowe treści. Myślę, że rozmowa dziennikarki Renaty Mazurowskiej z terapeutą Pawłem Droździakiem jest warta zauważenia.

Nie jest to książka do poduszki, którą czyta się szybko i bezboleśnie. Mimo ogromnej chęci przeczytania i napisania tej recenzji, zajęło mi to o wiele więcej czasu niż zakładałam. Może dlatego, że to książka ciekawa, ale niekoniecznie optymistyczna. Do tego nie sposób w trakcie lektury uniknąć zastanawiania się nad własnym życiem, związkami i wzorcami psychologicznymi – a to, choć pożyteczne, nie jest czystą rozrywką i wymaga energii. Jednak dzięki temu, nie jest to książka, którą się łyka i zapomina, pozostając z odhaczoną pozycją na półce. Chętnie będę w przyszłości wracać do niektórych rozdziałów.

Książka podzielona jest tematycznie na kilka rozdziałów, które poruszają przeróżne zagadnienia związane z relacjami. Są tu zarówno relacje rodzice-dzieci jak i związki partnerskie z wszelkimi trudnościami, które się w nich pojawiają – m.in. zdrady, rozstania, uzależnienia emocjonalne. Formułą jest dialog, w którym pani Renata zadaje pytania, czasem podając na przykład wyniki badań, a pan Paweł odpowiada i opowiada czerpiąc ze swoich doświadczeń. Momentami drażniące są fragmenty, w których pani Renata próbuje (możliwe, że była to prowokacja w celu podkręcenia dyskusji) wygłaszać różne przekonania na temat mężczyzn z pozycji „biednej, zdradzonej i źle potraktowanej przez faceta-świnię” kobiety. Nie wiem, może i faktycznie miało to zachęcać do wyjścia poza stereotypy – pan Paweł ani na moment nie traci zimnej krwi i potrafi rzeczowo obronić swoje stanowisko. Nie daje gotowych recept, ale naświetla różne mechanizmy, dla mnie szczególnie interesujące były te dotyczące uzależnienia emocjonalnego i tzw. „toksycznych związków”. Nie dawanie recept wiąże się też z tym, że czytelnik/czytelniczka zostaje z różnymi niezbyt wygodnymi myślami. A to może być bardzo irytujące (co można było zauważyć w komentarzach pod opublikowanym przeze mnie fragmentem książki) lub wręcz wywołujące lęk.

Nie spodobało mi się to, że nigdzie nie znalazłam informacji o podejściu teoretycznym wypowiadającego się terapeuty. Tworzy to złudne wrażenie, że „tak jest”, że są to jakieś prawdy i ostateczny opis rzeczywistości. Warto pamiętać, że perspektywa ta – psychodynamiczna – jest jedną z możliwych, to tylko swego rodzaju mapa. Mapa przydatna do zorientowania się w rzeczywistości, bardzo interesująca, często umożliwiająca zrozumieć wiele rzeczy, ale nadal – to tylko mapa. Warto poinformować o tym czytelników. Szczególnie, że ekspert zanurzony w swojej perspektywie miewa (rzadko na szczęście) tendencje do przedstawiania sprawy na zasadzie „jest tak i tak” lub „jeśli A, to z przyczyny B”.

Dostałam ostatnio od jednego z wydawnictw propozycję recenzji książki, której podtytuł brzmi „Jak zapomnieć o smutku i cieszyć się życiem”. „Blisko…” na szczęście promuje postawę, w której wszystkie ludzkie emocje i zachowania są ludzkie właśnie, a zamiast ich potępiania czy wycinania proponuje zrozumienie. Jednocześnie w czasach, gdy coraz częściej alarmuje się o „rozpadzie więzi”, może być pomocna w ich budowaniu i utrzymywaniu.

Jednym słowem: warto.

pozaschematy.pl Joanna


Rozmowa lekiem na całe zło?

Żoną miałam być, miał być ślub / I wesele też – śpiewa Monika Brodka. Wypada dodać, że zapewne, jak po każdym ślubie, miała być rocznica: papierowa, bawełniana, skórzana, poprzez złotą czyli pięćdziesiątą, aż – jeśli Bóg da – do dębowej, czyli osiemdziesiątej. Kto wie, może związek miał trwać jeszcze dłużej? Właśnie w tym jednym słowie - „miał” - tkwi sedno sprawy i cały problem, jaki pojawia się w kontekście małżeństwa, czy - ogólnie – związków pomiędzy ludźmi. Rzadko kiedy bowiem są one takie, jakie powinny być. Najgorzej jest wówczas, kiedy ich zła jakość odbija się negatywnie na pozostałych sferach naszego życia, a nawet determinuje naszą przyszłość.

Właśnie o relacjach z matką, córką, ojcem, przyjacielem mężem czy kochankiem rozmawia z Pawłem Droździakiem, psychologiem i terapeutą, pracującym z osobami uwikłanymi w związki, w których występuje uzależnienie emocjonalne, dziennikarka Renata Mazurowska. Książka, opublikowana nakładem wydawnictwa Sensus, o wymownym tytule Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach to prawdziwa podróż w głąb siebie, to próba zrozumienia, dlaczego - właśnie - niekiedy zrozumieć nie potrafimy. To próba wyjaśnienia pewnych kwestii związanych z relacjami, komunikacją, potrzebą bliskości czy toksyczną miłością. To próba spojrzenia na nasze dotychczasowe życie i odnalezienia w nim wzorów, schematów zachowań w które doskonale się wpasujemy i sposób, by dzięki tej wiedzy zmienić coś w sobie. Zmienić po to, by - ucząc się na błędach swoich i cudzych - już ich więcej nie popełniać.

Rozmowy zebrane w książce są o tyle cenne, że nie stanowią gotowego zestawu mądrości, jakie zwykliśmy spotykać w poradnikach z cyklu „change your life”. Paweł Droździak nie mówi nam, jak mamy żyć i w jakie relacje wchodzić, nie stara się przeżyć za nas wszystkiego, unika też moralizatorskiego tonu. Raczej (niekiedy nawet z pewną dozą humoru) pokazuje, jak pewne kwestie interpretować i gdzie może tkwić sedno problemów, gdzie szukać rozwiązania. Czytając te rozmowy, czujemy się częścią dialogu, rozmowy o (mimo wszystko) terapeutycznym i oczyszczającym wydźwięku. Pozycja jest tą, która powinna znaleźć się na nocnym stoliku każdego z nas, powinna zamieszkać w gabinetach psychologów i psychoterapeutów oraz lekarzy i pedagogów. Właściwie wszystkich, bowiem nie ma osoby, która nie nawiązuje z innymi relacji.

Czternaście rozdziałów to czternaście rozmów, z których każda porusza inny problem, Autorzy prowadzą rozmowy o najważniejszej potrzebie w naszym życiu – potrzebie bliskości, o skomplikowanej więzi łączącej matkę i córkę oraz córkę i ojca, o tym, skąd bierze się mit jednego związku na całe życie. Droździak odkrywa przed nami sekrety negocjacji, czyli mówi o tym, o czym mówimy, gdy się kłócimy, opowiada o wiecznych kochankach, lęku przed przemijaniem i o samotnym rodzicielstwie. Dla wielu bolesnym przeżyciem będzie zapewnie „rozmowa” z terapeutą na temat zdrady, czyli straty, winy i kary bądź uzależniających związków. Zastanowimy się wspólnie również nad tym, czym tak naprawdę jest terapia i czym różni się psycholog od psychiatry i psychoterapeuty.

Wszystkie poruszone tematy, kwestie składające się na książkę Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach zamykają się w bardzo szerokim rozumieniu definicji relacji, ale dzięki temu możemy tu znaleźć wiele odpowiedzi na nurtujące nas niekiedy od lat pytania czy wątpliwości. Renata Mazurowska określiła pozycję napisaną wspólnie z Pawłem Droździakiem jako „rodzaj podróży”. W istocie lektura jest podróżą – może nie do gwiazd, ale w głąb własnego umysłu, serca i duszy - po to, by na nowo odkryć siebie i, być może, wyzwolić się z tkwiących w nas ograniczeń i schematów myślowych. By nauczyć się siebie…

granice.pl Justyna Gul


Przeczytaj, zrozum, przemyśl - i stwórz dobry związek.
Rodzice i dzieci, czyli jak ułożyć relacje między pokoleniami
Związek partnerski, czyli na czym polega budowanie prawdziwej więzi
Niszczące uzależnienia, czyli jak ustrzec się pułapek emocjonalnych
Układanie relacji z ludźmi to jedno z największych wyzwań, jakie stawia przed nami codzienność. Subtelna sieć wzajemnych zobowiązań, emocji, naturalnych sympatii lub antypatii wpływa na nasze funkcjonowanie, odbija się na nastroju i w dużym stopniu decyduje o jakości życia. Jednak najważniejsze z naszych relacji dotyczą zaledwie kilku osób: partnerów życiowych, rodziców, dzieci. To one potrafią nas uszczęśliwić bądź unieszczęśliwić - i vice versa. Aby świadomie zbudować z nimi trwałe związki, satysfakcjonujące obie strony, czasem trzeba spojrzeć z dystansu i spróbować zdiagnozować przyczyny pojawiających się problemów.

Jak stworzyć dobrą i trwałą relację? Jak uniknąć wciąż powtarzanych błędów? Jak zmieniać - albo wręcz zrywać - niszczącą relację i nie narazić się przy tym na niepotrzebne huśtawki emocjonalne? Kiedy potrzebna jest terapia? Na te wszystkie pytania odpowiada Paweł Droździak, doświadczony psycholog i psychoterapeuta w rozmowie z Renatą Mazurowską, dziennikarką specjalizującą się w tematyce psychologicznej. Jeśli chcesz przyjrzeć się swoim własnym relacjom i spróbować je ulepszyć, musisz przeczytać tę książkę!

Blisko, nie za blisko?
Matka i córka - przyjaciółki czy rywalki?
Ojciec i córka
Mój pierwszy, moja jedyna
Negocjacje w związku
Zawsze ta druga
Zamienię cię na lepszy model
Samotne rodzicielstwo
Zdrada musi mieć twarz
Drugie związki plastrem na poprzednie?
Zły chłopiec ("Nie potrafię się z nim rozstać, a powinnam")
Bez ciebie umrę
Żeby się chciało chcieć
Kiedy na terapię?
Każdą relację można ulepszyć!

Dziś porozmawiamy o związkach. Relacjach między dwojgiem ludzi, niekoniecznie w sferze damsko-męskiej. Pomoże nam w tym książka wydawnictwa Helion „Blisko, nie za blisko”. Zawarte w niej spostrzeżenia czytamy w formie wywiadu dziennikarki z psychologiem a zarazem mediatorem rodzinnym.
Często zastanawiamy się jak dojść do porozumienia, jak znaleźć złoty środek w relacjach z nastoletnim dzieckiem. Ska biorą się zażenowanie, bunt i wiele innych emocji trudnych do zrozumienia drugiej osobie? Jak możemy zauważyć wiele późniejszych zachowań kształtują czynniki z jakimi mamy do czynienia już w młodości. Powinniśmy zatem kształtować silną wolę już od najmłodszych lat. W końcu od dawna wiadomo, że „Czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci”.

Ale co się dzieje w dorosłym związku? Okazuje się nagle, że popadamy w rutynę, frustrację, jesteśmy niedostrzegani przez druga osobę a wtedy wystarczy jeden malutki kroczek do wybuchu. Kobieta wyrzuca mężczyźnie brak utrzymywania względnej czystości, chociaż tak naprawdę zależy jej na zainteresowaniu swoja osobą. Mężczyzna z kolei nie rozumie jej zachowania i od drobnostki do drobnostki mamy przykład problemu drzazgi, która im bardziej poruszana wpija się w skórę wywołując ból... W jaki sposób układać relacje z ludźmi,jak dążyć do doskonałości, jakie problemy męczą nasze dzieci?

Książka „Blisko, nie za blisko” wbrew pozorom obszerny zbiór wiedzy na temat zachowania człowieka w ujęciu kobiety, mężczyzny a nawet dziecka. Złość, nienawiść, zdrady, bierność, zniechęcenie, agresja, lęki - o tym rozmawia P. Droździak z dziennikarką.

Książka nie jest wścibska w swym przekazie, stanowi doskonałą lekturę w postaci lekkiej rozmowy. Nie zawiera żadnych restrykcyjnych nakazów. Czytając mamy sposobność zgłębić się w arkana naszej duszy, czy nawet bliskiej nam osoby. Adekwatnie do problemu możemy uzyskać w słowach psychologa odbicie nas samych. Spoglądając dalej w danym temacie dostrzeżone uwagi z pewnością niejednego zaskoczą.

Są osoby na świecie, które starannie pielęgnują swoją prywatną strefę.. bo to lubią, kochają swoje spojrzenie na świat. W całych naszych związkach musi znaleźć się sposób na pobycie sam ze sobą. Jednak życie partnerskie stawia przed nami niespodziewane wyzwania i kiedy do głosu zaczynają dochodzić emocje koniecznie należy zastanowić się nad wizerunkiem związku.

O tym jest książka „Blisko, nie za blisko” .. to wizerunek człowieka, który wplątany w emocjonalną sieć nie pozwala się ugłaskać. To próba bezspornego zrozumienia dla szkodliwych występków. To w końcu życie a w nim my sami niczym kołysząca się łódeczka na morzu wzburzonych emocji... Terapeutyczne rozmowy o związkach dają moc świadomości w lepsze jutro.

echoistnienia.blogspot.com 2012-11-20


Książka „Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach.” jest odpowiedzią na pytania które zapewne wszyscy sobie zadajemy. Można znaleźć w niej informacje o relacjach z ludźmi i wyjaśnieniu ludzkich zachowań.

Książka w bardzo klarowny sposób przedstawia, jak tworzyć dobre i trwałe relacje oraz unikać powtarzanych błędów. Możemy znaleźć w niej wskazówki dotyczące budowania długoletnich związków i odnoszenia z nich satysfakcji.

W poszczególnych rozdziałach jesteśmy w stanie odkryć porady dotyczące rodzinnych relacji, przykładowo, matki i córki. Niektórzy z nas mogą widzieć tu rywalizację, inni przyjaźń. Rozdział poświęcony temu związkowi rozwiewa wszelkie wątpliwości. Dzięki zmianie swojego myślenia i zastosowaniu się do kilku wskazówek możemy uczynić tę relację przyjaźnią i nie dopuścić do niezdrowej symbiozy. Książka zawiera także rozdziały dotyczące relacji ojców z córkami i wpływie tej szczególnej więzi na dalsze życie kobiety, na jej wybór życiowego partnera.
Możemy także znaleźć porady dotyczące samotnego rodzicielstwa, tego jak pokonać trudności z nim związane.

Poza blokiem dotyczących kontaktów rodzinnych znajdziemy również rozdziały dotyczące związków kobiety z mężczyzną, związków erotycznych, partnerskich. Oczywistością są kłopoty i kłótnie w relacjach, jednak są istnieją pewne granice. Autorzy ukazują toksyczne więzi, niszczące jedną ze stron. Zapewne wszyscy stawiamy sobie jedno pytanie „Dlaczego on nadal z nią jest?”, „Dlaczego ona nadal jest z nim?”. Ta książka z pewnością dostarczy nam wyczerpujących odpowiedzi na te pytania. Kolejnym istotnym aspektem są zdrady, to dlaczego zdradzamy, czy zdradę można wybaczyć, a także czy mamy wpływa na to, ze ktoś nas zdradzi. W podanym egzemplarzu możemy odnaleźć także informacje o tym, jak ulepszać już zbudowaną relację, jak najlepiej się do siebie zwracać. Ciekawym pytaniem, które z pewnością sobie zadajemy „Czy wieczna randka jest możliwa?” kończymy rozważania na ten temat.

Istotnym punktem zawartym w książce są porady mające na celu uświadomić ludziom, kiedy powinni iść na terapię i zwrócić się o pomoc do specjalisty. Niewielu z nas zdaje sobie z tego sprawę, że nie wszystkie kłopoty można rozwiązać samemu.

czytelnik-ksiazki.blogspot.com 2012-11-18


Nasza codzienna pogoń za dobrobytem nie skłania do refleksji nad sobą. Chociaż zawsze musimy być perfekcyjni, atrakcyjni i poukładani, rzadko mamy czas i ochotę na podróż do wnętrza siebie, na zastanowienie się nad swoim życiem i relacjami z najbliższymi. A przecież bycie z innymi ludźmi to sprawa fundamentalna dla naszego zdrowia fizycznego i psychicznego. Zwracają na to uwagę autorzy książki Blisko, nie za blisko. Paweł Droździak to psycholog, psychoterapeuta i mediator rodzinny, prowadzący forum eksperckie poświęcone przemocy w rodzinie. Renata Mazurowska natomiast to dziennikarka, redaktorka zajmująca się edukacją, psychologią i zdrowiem. Efektem ich współpracy są terapeutyczne rozmowy o związkach – zbiór refleksji o tym, w jaki sposób człowiek nawiązuje dziś relacje z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi z pracy. Już na początku książki padają najważniejsze słowa. Paweł Droździak mówi: Zgodnie z teorią przywiązania Johna Bowlby'ego potrzeba bycia w bliskiej relacji jest silną pierwotną potrzebą, a nie pochodną na przykład potrzeby karmienia. […] Bowlby obserwował […] dzieci. Okazało się, że mogą one wytrzymać skrajnie trudne warunki fizyczne, jeśli są w bliskiej relacji z kimś dorosłym. Jeśli nie ma takiej relacji, nawet najlepsze warunki nic nie pomogą.

To sprawa oczywista, lecz jakże ważna – uświadomienie sobie, że nasze dorosłe życie to efekt relacji, jakie nawiązaliśmy z naszymi rodzicami w dzieciństwie. Droździak i Mazurowska piszą o toksycznych matkach, które tak bardzo kochają swoje dzieci, że uzależniają je od siebie. Istnieje wtedy duże prawdopodobieństwo, że dorosły człowiek wciąż będzie dzieckiem, które za wszelką cenę będzie dążyć do nawiązania bliskiej relacji z kimś, kto wypełni mu brakującą relację z matką. Taki głód zaspokaja np. niezobowiązujący seks lub kilkutygodniowy romans, lecz – prędzej czy później – człowiek znów odczuje potrzebę bliskości. Czasami szansę na zaspokojenie dają korporacje. Pracownicy wyjeżdżają na imprezy integracyjne, angażują cały swój dzień w wykonywanie obowiązków, a później, po kilku latach łapią się za głowę i stwierdzają, że albo zgubili sens życia albo całkowicie zniszczyli swoje małżeństwo. Paweł Droździak mówi o tym w krótkich przekonujących słowach: Instynkt został oszukany pseudoideą, pseudobliskością […].

Ale książka Blisko, nie za blisko to nie tylko krytycznie opinie o związkach. To także mnóstwo kapitalnych rad, podanych w przystępny, zrozumiały sposób. Czasami pomagają nam one radzić sobie z mniej skomplikowanymi problemami, a czasami zachęcą do podjęcia terapii. Autorzy książki piszą więc o kwestiach związanych z samotnym rodzicielstwem, o relacjach między rodzicami i dziećmi. Sugerują również, jak samodzielnie prowadzić negocjacje w związku oraz uporać się z kwestią zdrady. Ta ostatnia kwestia jest szczególnie interesująca, bo Droździak nie owija słów w bawełnę, twierdząc, że nie istnieje związek, w którym nie pojawiłaby się nawet na moment chęć zdrady (co nie znaczy, że na każdym kroku powinniśmy kontrolować naszych partnerów). Autorzy książki wspominają więc o kobietach zaniepokojonych tym, że ich mężczyźni oglądają filmy pornograficzne lub na ulicy śledzą wzrokiem atrakcyjne kobiety. Ludzie nie dlatego są ze sobą, że nie mają żadnych chęci spotkania się czy uprawiania seksu z kimś innym – mówi Paweł Droździak. - Nie dlatego pozostają w stałych związkach, że nie pojawiają się w nich marzenia o seksie z innymi osobami. Nie dlatego, że fantazjują tylko o tej jednej osobie, z którą akurat są. Ludzie są ze sobą w stałych i trwałych związkach pomimo – pomimo że mają takie chęci, marzenia, fantazje, ale powstrzymują je. Co więc należy zrobić? Traktować związek jako pracę, którą trzeba dobrze wykonać; pracę związaną z tłumieniem w sobie pokus i namiętności wobec innych kobiet/mężczyzn. To także konieczność bycia ze swoim partnerem na dobre i na złe.

W naszych relacjach z ludźmi nigdy nie unikniemy błędów. Możemy jednak przekuć je na wiedzę, która wzbogaci nas i pozwoli dobrze planować przyszłość. Taka książka jak ta, napisana przez psychologa i dziennikarkę, to dowód na to, że człowiek potrafi jeszcze rozmawiać z człowiekiem i mówić szczerze o tym, co jest dla niego ważne.

Kafeteria; Parenting Dominik Sołowiej, 2012-11-22


Kobieta zdradzona czasami daje partnerowi czas, by wybrał, pozwalając mu na kursowanie między dwoma kobietami. Łudzi się, że jest szansa na to, że on „zrozumie“ i wróci właśnie do niej? (...) Ona raczej sobie daje ten czas na decyzję, a nie jemu. Bo przecież to iluzja, że decyzja jest po jego stronie. Decyzja jest po jej stronie, tylko ona nie chce jej podjąć. Nie chce go zostawić. Nie chce sobie odmówić tego, co od niego ma. Sama nacisnąć ten guzik. Wolałaby, żeby to on to zrobił.
Renata Mazurowska, Paweł Droździak

- Wiesz, ostatnio za związki wzięli się nawet matematycy, którzy opracowali algorytm, wrzucili nasze ludzkie dane do komputera, który się zawieszał, psuł, plamkał i złorzeczył, ale ostatecznie wypluł z siebie dane, z których wynika, że każdy z nas na świecie ma możliwość wyboru spośród blisko 6 milionów partnerów, którzy idealnie do nas pasują.
- Że ile?! – zakrztusiłem się herbatą i o mały włos nie wypuściłem filiżanki z rąk.
- 6, słownie „sześć“ milionów – odpowiedziała Nat z wrodzonym spokojem, grzecznie starając się nie zauważać mojego zaflukania.
- Zatem do końca życia codziennie mogę wchodzić w związek z kimś nowym, a i tak, nawet jeśli będę żył 80 lat nie wyrobię normy! Genialne!

Związek z drugą osobą to chyba najtrudniejsze, co nam się przydarza w życiu. Nie mówię tu o przygodnym związku z mleczarzem czy sekretarką, ale o uczciwej, solidnej realcji z osobą, którą kochamy, z którą i przy której czujemy się dobrze. Mój stryjeczny dziadek mawiał, że dobry związek to taki, że jak się budzisz rano koło kobiety to nie mówisz sobie: „O Chryste!“ i nie odwracasz na drugi bok, tylko nic sobie nie mówisz i przytulasz się do tej kobiety, po omacku, z ulgą znajdując znane Ci bardziej i mniej wypukłe kształty. Pewnie miał rację, bo przez 60 lat spał z żoną w jednym łóżku, pod jedną kołdrą i uwielbiał się do Niej przytulać w każdych okolicznościach.

- Nie wiem czy to dobre rozwiązanie Tom, żeby tak skakać z kwiatka na kwiatek – zaoponowała Nat. – Ale to Twój wybór. Każdy ma prawo zmarnować sobie życie.

Kiedy otwieram tę książkę to nie znajduję recepty „Jak żyć?“, bo nawet jej tam nie szukam. Natomiast na każdej stronie odkrywam coś ciekawego, jak to zawsze się dzieje w przypadku rozmowy dwóch mądrych osób.

meskieczytanki.blogspot.com Tomasz Sobierajski, 2012-11-19


O czym każdy pacjent wiedzieć powinien

"Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach" Pawła Droździaka i Renaty Mazurowskiej to pozycja bardzo oczekiwana przez psychoterapeutów. To stwierdzenie może budzić zdziwienie, ale zaraz wyjaśnię - dlaczego tak uważam.

Wielokrotnie w trakcie pracy terapeutycznej myślałem: "Jak fajnie by było, gdyby pacjent zaznajomił się z jakąś literaturą, która w sposób przystępny i prosty wyjaśni podstawowe zagadnienia związane z procesem terapii". Ale jedne pozycje były wartościowe merytorycznie, za to napisane trudnym językiem, inne napisane prosto, ale realia opisywane w książce odbiegały od polskich norm kulturowych, jeszcze inne zawierały zbyt wąski fragment problemów w stosunku do zgłaszanych przez pacjentów itd. W efekcie - na polskim rynku wydawniczym może było zaledwie kilka pozycji, do czytania których zachęcałem pacjentów. Teraz się to zmieniło, bo miło mi napisać, że doszła do tej grupy kolejna lektura.

Książka jest napisana prostym językiem, w zasadzie nie ma w niej naukowego słownictwa. Jest skonstruowana w formie wywiadu dziennikarki z psychoterapeutą. Zadawane są proste pytania dotyczące problemów w związkach, natomiast psychoterapeuta podaje wskazówki, gdzie szukać rozwiązań, starając się nie udzielać rad (unika dzięki temu pułapki poradników, które zamiast zachęcać do poszukiwania rozwiązań, przejmują odpowiedzialność za decyzje czytających). Ot, zwykły psychoterapeuta, do jakich zalicza się większość z nas, napisał w końcu to, co każdemu zwykłemu psychoterapeucie chodzi po głowie, a o czym każdy pacjent wiedzieć powinien. Jednak albo brak czasu, albo talentu pisarskiego, albo jeszcze czegoś uniemożliwiał spisanie tego. W książce nie ma niczego, o czym zwykły psychoterapeuta by nie wiedział. Jednak gdy czytałem książkę, co chwilę pojawiała mi się myśl: "w końcu nie będę musiał tego tłumaczyć, wystarczy, że pacjent to przeczyta..."

Autor prosto i zwięźle opisuje znaczenie relacji z rodzicami dla funkcjonowania w związkach w dorosłym życiu, rodzaje mechanizmów obronnych stosowanych w bliskich relacjach, zjawisko koluzji itd. Robi to jednak w sposób dostępny zwykłym ludziom, udzielając odpowiedzi na pytania typu: "dlaczego niektóre kobiety zostają wiecznymi kochankami?", "czy warto być "misiem" oraz "skarbem", "czy drugie związki są plastrem na poprzednie" itd. Gdy czytamy wyjaśnienia autora, doskonale wiemy, jako psychoterapeuci, jaka koncepcja, teoria za tym stoi. Jednak w tekście brak jest naukowych odniesień, co uważam za bardzo trafne rozwiązanie. Przeciętnemu Kowalskiemu nie jest potrzebne do szczęścia wiedzieć, kto to jest np. O. Kernberg, D. Winnicot czy M. Klein. Potrzebuje jednak zrozumieć, w jaki obszar musi się zagłębić, aby znaleźć rozwiązanie dla swoich problemów. Wyobrażam sobie czytającego książkę pacjenta: "Acha, to żeby poprawić swoje relacje z partnerką, muszę przyjrzeć się swoim relacjom z ojcem? Ciekawe...". "Acha, to dlatego nie mogę opuścić swojego agresywnego partnera, bo sama nie akceptuję w sobie własnej agresywności? Ciekawe..." .

Osobiście polecam książkę jako pomysł na zadanie domowe dla pacjentów. Zwalnia to z konieczności robienia wykładów o podstawach terapii.

Na koniec jeszcze parę uwag: oczywiście nie jest to pozycja idealna. Czasem niektóre wypowiedzi autora są może zbyt subiektywne, czasem odnoszą się do obszarów, zarezerwowanych dla trenerów zachowań, nie dla psychoterapeutów (co widać w jakości wypowiedzi autora, który jest chyba bardziej psychoterapeutą niż trenerem). Z kolei p. Mazurowska dużo lepiej wypada, gdy prowadzi równoprawny dialog z psychoterapeutą, niż gdy tylko zadaje pytania typu: "100 pytań do...". Jej trafne uwagi czasem wyprowadzały sytuację z wydawałoby się - "ślepej uliczki" i wprowadzały rozmowę na nowe tory.

Podsumowując - na sześć gwiazdek daję pięć. Jedną ujmuję za to, że można było treść oczyścić z pewnych zawirowań i niejasności. Pięć daję za to, że jest to bardzo potrzebna pozycja na rynku adresowana do pacjentów psychoterapeutów (*), napisana prostym językiem (*), zachęcająca do własnych poszukiwań (*), przenosząca teorię psychoterapii na codzienne problemy (*) i promująca psychoterapię w naszym kraju (*), w którym wciąż nie odróżnia się psychoterapeuty od psychologa...

Psychologia.net.pl Damian Zdrada


Bo bycie razem to jednak praca? Książka o tym, co dla nas ważne - warto przeczytać
Gdy sięgniemy do pierwszych stron Biblii natrafiamy na dramat człowieka - Adama, który nie czuł się szczęśliwy w samotności, a nieco później na dramat poważnego kryzysu w związku Adama i Ewy, w którym doszło do wzajemnych oskarżeń, wyrzutów, przerzucania winy, poczucia osamotnienia? W innej wielkiej księdze, w "Odysei" przypisywanej Homerowi, śledzimy samotność Odyseusza, który przez 10 lat szuka drogi do ojczyzny, do rodzinnej Itaki, gdzie czekają na niego bliscy, a zwłaszcza żona Penelopa i syn Telemach. Czy jednak naprawdę czekają? Tęsknota za domem oraz wątpliwości serca i rozumu stają się pytaniami głównego bohatera. Te dwa dzieła, a po nich niezliczone setki innych wskazują na podstawowy problem człowieka, z którym przychodzi mu się w swoim życiu zmierzyć: samotność i próba jej przełamania mocą wiary w miłość, którą chciałoby się urzeczywistnić.

Książka Pawła Droździaka i Renaty Mazurowskiej pt. "Blisko, nie z blisko. Rozmowy terapeutyczne o związkach", podejmuje ten ważny dla każdego człowieka temat w kontekście świata, w którym żyjemy obecnie. Jest ona rozmową psychologa, psychoterapeuty z dziennikarką i redaktorką zajmującą się psychologią i zdrowiem. Trzeba już w tym miejscu dodać, że jest to przede wszystkim dialog między mężczyzną i kobietą, w którym ukazane zostają różne punkty widzenia, z wyraźnymi nieraz różnicami i zbieżnościami; co więcej, do tego dialogu zostaje zaproszony Czytelnik, któremu nic się nie narzuca i którego traktuje się z szacunkiem i z prawem do poszukiwania i posiadania własnej opinii i własnego zdania. Głównym sposobem uzasadniania prezentowanych poglądów jest odwoływanie się do doświadczenia, ale oprócz niego nie brakuje także ciekawych odwołań do sztuki filmowej, czy innych publikacji. Wyraźnym celem Autorów nie jest przekonywanie do czegokolwiek, ale próba wyjaśnienia, zobrazowania, dania do myślenia. Znalezienie odpowiedzi jest zadaniem Czytelnika, Autorzy wskazują natomiast na świat ważnych problemów, związanych z tematem bliskości, oraz ukazują perspektywy, otwierają nowe horyzonty, dzięki którym można uświadomić sobie coś, czego do tej pory być może w ogóle nie brano pod uwagę. Zdecydowany wartością tej książki jest jej inspirujący charakter oraz to, że dotyka tematów ważnych dla każdego.

Bliskość oznacza pragnienie przełamania osamotnienia. "Na pierwszym miejscu jest zawsze potrzeba bycia z kimś. Bycia w relacji" (s. 221). Człowiek potrzebuje chwil samotności, ale nie jest w stanie pozytywnie się rozwijać w całkowitej izolacji. A jednak umiejętność zbudowania bliskości jest problemem, co więcej jest szczególną trudnością w naszych czasach. Rollo May określił nasz świat jako schizoidalny, w którym głównym problemem jest powierzchowność więzi interpersonalnych i paraliż uczuć ("Miłość i wola", Poznań 2011, s. 10). Myśl Autorów jest podobna. Wiele osób nie potrafi nawiązać autentycznych relacji. Ludzie czują lęk przed bliskością, który ich z jednej strony ich paraliżuje, z drugiej unieszczęśliwia, tworząc barierę przed ryzykiem i zaangażowaniem w budowanie związku.

Tożsamość bezpośrednio wiąże się z bliskością. Jak nawiązać relację, skoro nie wiem, kim jestem? Sposobem życia społecznego stały się pseudorelacje, charakteryzujące się umiejętnością dopasowywania się i dostosowywania do oczekiwań innych nawet za cenę utraty siebie. Konsekwencją są: poczucie braku autointegracji, pozorne relacje ze wszystkimi, a tak naprawdę z nikim, nieustanna zmienność bez poczucia jakiejkolwiek stałości, dom, w którym nie ma prawdziwych ludzi, zwłaszcza matki i ojca dla własnych dzieci.

Obojętność, ignorancja, przechodzenie obok tak, jakby drugiego nie było, uprzedmiotowienie, całkowite unieważnienie przejawiające się w codziennych relacjach z bliskimi-"nikimi", destrukcja związku. Zagubienie, porzucenie, poświęcenie dla innych celów realnych osób. Autorzy unikają wkroczenia w przestrzeń ocen, opisują zjawiska i pokazują konsekwencje w życiu pozbawionych bliskości dzieci, żon, mężów, matek, ojców, ludzi niepotrafiących lub niechcących zbudować relacji z innym.

Dom prowadzi do pytań o miłość. Czym naprawdę jest miłość? Czy lepiej jest mieć przy sobie raniącego partnera, czy też może lepiej jest mieć pustkę? Jak rozwiązywać trudne problemy? Dlaczego boimy się złościć? Odpowiedź jest tak zaskakująca, jak i prosta. Autorzy odpowiadają: "Bo się nie nauczyliśmy" (s. 67). I myliłby się ten, kto oczekiwałby od psychoterapeuty czy psychologa zewnętrznych technik opanowania problemu. Techniki są pomocne i ważne, ale autentyczna bliskość to coś innego, głębszego. Świetnie obrazuje to rozmowa o asertywności. Z wielu stron dochodzi dziś przekonanie, że asertywność jest sposobem na dobre relacje. Paweł Droździak stawia jednak pytanie: "Można asertywnie domagać się wyrzucenia śmieci, ale czy można asertywnie domagać się kwiatów?" (s. 72).

Język można określić jako dialogiczny, podmiotowy, akceptujący osobę, autentyczny, wzmacniający, a nie niszczący relację bliskości, ale można go określić także jako destrukcyjny, przedmiotowy, pełen agresji i przemocy, aż po język pogardy i nienawiści, który pragnie zniszczyć ja drugiego człowieka. "Ludzie - pisze Autor - mogą porozumiewać się czasem bez słów" (104). Nie wszystko koniecznie musi być wypowiedziane. Trzeba pamiętać o obszarach tajemnicy.

Tajemnicą jest człowiek. To zdanie nie jest jedynie ujęciem poetyckim, lecz zawiera swój głęboki sens. Destrukcyjnymi są wszelkie uproszczenia i łatwe schematy, w które z łatwością ubiera się bliskich, gdy mija okres fascynacji i zauroczenia. W obrazie nauki, który dziś króluje, tajemnicę zamieniono na problem, dając tym samym do zrozumienia, że czas przyniesie wszystkie odpowiedzi. Czy konsekwencją tego obrazu nie jest zbyt uproszczona wizja świata, a ceną powierzchowność relacji i zagubienie intymności? Stąd krok już tylko do sposobu życia, określonego przez filozofa S?rena Kierkegaarda jako stadium estetyczne, w którym goni się tylko za tym, co nowe, co nie obciąża odpowiedzialnością, co zamienia życie jedynie w zabawę. Przez pewien czas udaje zagłuszyć się w świadomości krzywdę innych, ich odtrącenia, porzucenia, zadane rany, lecz w końcu może odezwać się brak sensu, egzystencjalna pustka, bezsens istnienia, który staje się kolejnym problemem: jak sobie z tym wszystkim poradzić? Nietrudno by pojawiła się rozpacz. A co w przypadku, gdy współczesny esteta mimo wszystko ma rodzinę, żonę, dzieci?

Idealizm, oprócz pozytywnej roli, mobilizującej do działania, ma także swoją drugą stronę - może okazać się czymś niebezpiecznym, jako tzw. szkodliwy mit. Przede wszystkim może stać się rodzajem ucieczki od świata realnego i od realnej osoby, którą ma się przed sobą. Karen Horney doskonale opisywała, jak w imię dążenia do idealnego ja, człowiek potrafi niszczyć siebie samego, dokonywać autodestrukcji własnego realnego ja. To samo może dotyczyć drugiej osoby. Zamiast spełniania się wówczas mitu o idealnym, pełnym szczęściu życiu, następuje tragedia smutku, rozpaczy, zdrad, wiecznych poszukiwań idyllicznego spełnienia.

W rozmowie o dobru, Autorzy wskazując na jego fundamentalne znaczenie, ukazują zarazem niewystarczalność zasady, według której "dobro pokona wszelkie przeciwności" lub "dobro, którym obdarzymy złego tatusia lub mamusię z pewnością przemieni go w dobrego człowieka". Świadomość realnego stanu rzeczy, bez wypierania lub przenoszenia, stanowi właściwy punkt wyjścia w próbie przezwyciężenia różnych trudności. Dobro nie czyni cudu za każdym razem i w każdym przypadku.

Dzielę się z Czytelnikiem moim własnym odbiorem tej książki, nie streszczając dokładnie jej treści, ani nie wyliczając wszystkich poruszanych w niej problemów. Są także miejsca, gdzie argumentacja stanowiska przywołana przez Autorów jest zbyt powierzchowna, np. przytoczone badania amerykańskich naukowców, wg których unikanie rozmów o problemach i strach przed okazywaniem niezadowolenia wpływa na większe ryzyko wcześniejszej śmierci (s. 90). Oczywiście ocenę książki każdy z Czytelników musi wyrobić sobie sam, nie chcę bowiem pozbawić Czytelnika osobistego odbioru tekstu, który - jak wcześniej wspomniałem - jest zaproszeniem do rozmowy, która nie tylko że nie jest nudna, ale jest istotna i ważna, poruszając zagadnienia, pytania, problemy, które odkrywamy także w swoim życiu.

Bliskie jest mi podejście Autorów do rozumienia terapii. Przypomina ono spojrzenie Viktora Emila Frankla, który pisał, że człowiek nie tylko chce żyć, ale przede wszystkim chce żyć z sensem. W książce prezentowanych Autorów czytamy: "Człowiek jest istotą, której o coś chodzi. A psychoterapeuta nie jest kimś, kto leczy, jak lekarz jakąś chorobę, tylko próbuje razem z klientem dociec, co się w nim dzieje i dlaczego" (239). Nie ukrywam radości z powodu spotkania się dwóch dopełniających się tu dziedzin: psychologii i psychoterapii oraz filozofii. Zdanie: "wszystko zależy od tego, co mamy w głowie" (243), jest potwierdzeniem ważności słów V. E. Frankla: "Pierwszym rozwiązaniem, jakie się nasuwa, jest przyjęcie zdrowej filozofii życiowej, dzięki której zdołamy wykazać, że życie każdego człowieka naprawdę ma sens" ("Wola sensu", s. 112).

Wydaje mi się, że celem rozmowy Pawła Droździaka i Renaty Mazurowskiej było otwarcie oczu czytelnikom na ważne dla każdego z nas zagadnienia. Od tego otwarcia oczu zaczyna się wszystko. Gratuluję Autorom publikacji, a Czytelnikom gorąco polecam "Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach". Treść z pewnością warta przemyślenia.

Psychologia.net.pl Stefan Szary


Bliskość, która wiąże się z poczuciem miłości i bezpieczeństwa, jest warunkiem prawidłowego rozwoju człowieka, począwszy od okresu niemowlęcego, poprzez wszystkie kolejne etapy życia. W dzisiejszym świecie coraz częściej zdarza się, że ludzie jej unikają, uciekając w samotność. Nie jest to samotność całkowita, polegająca na odizolowaniu się od społeczeństwa, bo niejednokrotnie osoby takie prowadzą zupełnie normalne życie towarzyskie. Jednak bronią się przed zawieraniem bliższych znajomości, być może z obawy przed zobowiązaniami i ograniczeniami, które przecież występują w każdej tego typu relacji. Bo związek kobiety z mężczyzną nie jest niestety wieczną idyllą, prędzej czy później emocje związane z namiętnością opadają i o ile na początku jedna osoba skłonna była ustąpić drugiej bez chwili zastanowienia, to po kilku latach wspólnego pożycia, chęć pójścia na kompromis kosztem rezygnacji z własnych potrzeb nie zawsze jest już tak oczywista. Aby zbudowana przez lata więź nie uległa nadmiernemu rozluźnieniu, trzeba nad nią nieustannie pracować. Z drugiej strony nie można też doprowadzić do sytuacji, że partner stanie się dla kogoś całym światem, że wyobrażenie sobie życia bez niego będzie w gruncie rzeczy niemożliwe. Między innymi o tym traktuje publikacja zatytułowana "Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach", w której dziennikarka Renata Mazurowska prowadzi interesującą konwersację z Pawłem Droździakiem, psychologiem i psychoterapeutą.

W kilkunastu rozdziałach autorzy poruszają szeroki zakres tematyczny związany z zagadnieniem bliskości w relacjach, nie tylko stricte damsko-męskich. Opisują problematykę pierwszej, młodzieńczej miłości, niekiedy nadmiernie idealizowanej; charakteryzują stosunki między matką i córką, które - jak się okazuje - niekoniecznie muszą być przyjaciółkami, zdarzają się bowiem przypadki, że rywalizują ze sobą. Jeden z rozdziałów został poświęcony na przedstawienie więzi ojców z córkami i wpływie tychże kontaktów na późniejsze relacje kobiet ze swoimi życiowymi partnerami. Czytelnik pozna mechanizm funkcjonowania toksycznych związków, z których kobiety nie potrafią zrezygnować, znajdzie też garść ciekawych informacji związanych z powszechnym problemem zmiany partnerek na dużo młodsze przez mężczyzn w średnim wieku. Jeśli mowa o związkach, nie mogło zabraknąć tematyki zdrady, miłosnych trójkątów, a w ostatnim rozdziale ważnych słów dotyczących psychoterapii. Autorzy doradzają, kiedy należałoby się na nią udać. Warto pamiętać, że terapeuta też jest tylko człowiekiem - nie zawsze przeszedł podobne doświadczenia jak pacjent i nie zawsze będzie skuteczny. Żeby mogła zajść zmiana na jakiejś płaszczyźnie, trzeba być po prostu szczerym przed samym sobą. To pierwszy i najistotniejszy krok do naprawienia czegokolwiek w naszym życiu. Terapeuta może, ale nie musi w tym pomóc.

Już sama forma książki jest godna uwagi. Renata Mazurowska umiejętnie kieruje rozmową poprzez zadawanie różnorodnych pytań, ale jednocześnie w wielu momentach wyraża własne zdanie na określony temat. Paweł Droździak jest bez wątpienia posiadającym bogatą wiedzę psychologiem - to można stwierdzić po lekturze publikacji. Przedstawia swoje poglądy w sposób przystępny, obrazowy, wykorzystuje do tego liczne przykłady z życia wzięte, kreśli także hipotetyczne sytuacje. Mam tutaj jednak pewne zastrzeżenia. Wydaje się, że autor wykazuje tendencję sprowadzania patologicznych przypadków - które są mimo wszystko zjawiskiem marginalnym - do częstych zachowań. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że ojcowie zwracając podniesionym głosem uwagę na 'odważny' strój nastoletniej córce, podświadomie fantazjują o niej i to jest główny powód ich reakcji. Nie zgodzę się z tym, że ojcowie czerpią przyjemność z dogryzania córkom, które mają jakieś braki. Umówmy się - to jest chore. Żaden zdrowy mężczyzna nie będzie miał żadnej satysfakcji z obrażania, stosowania złośliwości, szukania rywalizacji z kimś od siebie ewidentnie słabszym, a już na pewno nie ze swoimi dziećmi. Jeśli będzie chciał się konfrontować, to z kimś na zbliżonym poziomie. Takie jest moje zdanie. Interpretacja i analiza niektórych zagadnień budziła we mnie również spore wątpliwości. Jakby momentami oderwane od rzeczywistości poglądy, koncentrujące się na podświadomości człowieka. Na tej podstawie praktycznie każde zachowanie w dorosłym życiu można by wytłumaczyć takim, a nie innym dzieciństwem, dosłownie wszystko można by też w jakimś sensie odnieść do seksualności. Wszystko pięknie, tylko na ile takie teorie są wiarygodne?

Psychologia to dość 'śliska' dziedzina, nic w niej nie jest pewne w stu procentach, nie da się stwierdzić z całą stanowczością, że jednostka w określonej sytuacji zachowa się tak, a nie inaczej. Można co najwyżej przypuszczać - z większym lub mniejszym stopniem prawdopodobieństwa. Nie tak znowu znowu rzadko psychologowie mają odmienne teorie na dane zjawisko, niekiedy znacznie się od siebie różniące. Mnogość wariantów sprawia, że jedną sytuację można interpretować na wiele różnych sposobów. To, że dziesięciu albo nawet stu mężczyzn powiedziało co sądzi na dany temat (podczas ankiety, eksperymentu, w czasie wizyty w gabinecie) i ich poglądy są ze sobą w pewnej mierze zbieżne, nie znaczy to wcale, że dwustu innych nie myśli zupełnie inaczej. Paweł Droździak parokrotnie zaznacza, że jego wypowiedzi to tylko przykłady, ale w morzu tychże trudno potem odnaleźć najbardziej prawdopodobny powód określonego zachowania. Publikacja w wielu momentach staje się więc dość chaotyczna, gdyż autor w równym stopniu koncentruje się na skrajnościach, jak normach. Dlatego w moim odczuciu ta rozmowa dwojga inteligentnych ludzi jest tylko niezłą lekturą do przeczytania, i choć można jak najbardziej wynieść z niej coś wartościowego, to byłbym ostrożny w przesadnym braniu sobie do serca poszczególnych teorii i odnoszenia ich do własnych relacji. Doszukiwanie się problemów tam, gdzie ich nie ma i zbyt głębokie analizy z tym związane, zamiast pomóc, czasem mogą również zaszkodzić.

nowaczytelnia.pl Ludwik Mańczak, 2012-11-15


Warto przeczytać, przede wszystkim dlatego, że nikt jeszcze do tej pory nie rozmawia! w ten sposób o miłości i związkach. Na łamach SHAPE mieliśmy okazję gościć autorów tej książki, wobec tego tym bardziej ją rekomendujemy. To książka o relacjach partnerskich, małżeńskich, rodzicielskich. A także o związkach, które cię niszczą. Do refleksji, zastanowienia się, zmiany...

SHAPE 2012-11-01


Współczesny świat nie pomaga w tworzeniu udanych związków. Coraz więcej ludzi miast szukać drugiej połówki zastanawia się, czy będzie miała pracę, spłaci kredyt. A jak już to zrobi i kogoś znajdzie – nie może dostosować się do sytuacji, że jest ta/ten ktoś obok. Druga połówka, z którą trzeba rozmawiać, rozumieć,wspierać. Paweł Droździak stara się odpowiedzieć na pytania, na które odpowiedzi nie znajdziemy w google.

Słusznie zauważa Renata Mazurowska, że nie jest to lektura do pociągu. Szczególnie w Polsce – za krótka jak na parę godzin w trasie, bez akcji i zaskakującego finału pozwalającego śledzić ją z zapartym tchem. Książkę tą należy czytać według potrzeb karmiąc się jej mądrym słowem w każdej potrzebie. A związków znamy przecież wiele.

Mamy więc odwieczny i dość toksyczny związek matka – córka. Czy w świecie istnieje tylko pojęcie maminsynka? A mamusie puszczają swoje córeczki na wolność? Czy nadal wpływają na nie poprzez długotrwałe narzucanie im swojej obecności? Jak wychowywane są Polki – na żonę swojego męża czy opiekunkę swoich rodziców w starości? Odpowiedź znajdziecie w rozmowie toczonej na kartach “Blisko, nie za blisko”.

Mądrze mówi Paweł Droździak o tym, żeby na małe dziecko nie dawać monopolu tylko rodzicom. Trzeba pozwolić mu także przebywać z innymi – od dziadków począwszy. Wychowanie aspołecznego dziecka jest zadaniem łatwym – uspołecznienie zaś to droga przez mękę.

Renata Mazurowska zadaje trudne pytania. Paweł Droździak odpowiada prosto i przystępnie. Związki bez tajemnic tylko z tą książką.

ksiazka-online.pl 2012-11-01


Zajmująca lektura o związkach

Książka ma formę wywiadu, prowadzonego przez dziennikarkę specjalizującą się w tematyce psychologicznej, z psychologiem i psychoterapeutą. Napisana jest zrozumiałym językiem i dotyczy spraw ważnych dla większości ludzi: relacji z rodzicami i ich wpływu na dorosłe życie, miłości, związków, zdrady, wychowania dzieci, itd. Czyta się to lekko, łatwo i przyjemnie.

Dzięki temu, że obie osoby mają wiedzę z zakresu psychologii, mniej w książce banałów, oczywistości i wyważania otwartych drzwi, lecz chwilami mamy do czynienia z ciekawą dyskusją, w której obie strony mają rzeczowe argumenty na uzasadnienie swojego stanowiska. Śledzimy rozmowę dwojga inteligentnych ludzi, z których każde ma swoje zdanie, swoje przemyślenia na omawiane tematy, przeczytane lektury i własne doświadczenia. Nie starają się robić dobrego wrażenia na Czytelniku, mówiąc niekontrowersyjne banały i ogólniki, lecz mówią to, co myślą.

Mimo to książka nie będzie za trudna dla nieprofesjonalnego Czytelnika. Każda osoba, nawet powierzchownie zainteresowana psychologią, może przeczytać ją z zainteresowaniem. Książka bowiem poświęcona jest tematom, które są ważne dla większości ludzi i każdy może znaleźć w niej odniesienia do własnego życia.

Psycholog, Paweł Droździak, potrafi uzasadnić swoje twierdzenia, odwołując się do badań naukowych i ustaleń współczesnej psychologii. Niektóre jego twierdzenia są jednak tylko spekulacjami, hipotezami, mającymi wyjaśniać zjawiska z jego praktyki, ale niekoniecznie powszechnie przyjętymi przez psychologów. Taka jest już jednak uroda psychologii - jest to nauka młoda i spekulatywna, w której wiele twierdzeń wyprowadzono z praktyki klinicznej, zaś udowodnienie ich na drodze badań jest na ogół niemożliwe. Ze względów etycznych nie można bowiem zaprojektować eksperymentu, w którym 100 dzieci wychowywanoby w określony, toksyczny sposób, po to tylko, by potem ustalić odsetek osób mających 30 lat później określone zaburzenia. Dlatego, jeśli wchodzimy głębiej w jakiś ważny temat w psychologii, często skazani jesteśmy na spekulacje. Niekiedy błądzimy, nieraz jednak zdarza się, że spostrzeżenia psychoterapeutów, wywiedzione z ich praktyki, są więcej warte niż obszerne badania i wyniki, uzyskane za pomocą wyrafinowanych metod statystycznych badaczy.

Bardzo ciekawe jest to, co mówi Droździak na temat znaczenia bliskości dla dzieci i osób dorosłych, odwołując się do eksperymentu Harlowa. Małe małpki, pozbawione matki, miały w klatce dwie atrapy matki: jedną drucianą, wyposażoną w butelkę z mlekiem w miejscu piersi, drugą - futrzastą. Małe małpki wypijały mleko od matki drucianej, ale przytulały się i przesiadywały na kolanach matki "ciepłej i puchatej". Z tego miejsca Autor wychodzi w swoich rozważaniach o bliskości. Interesujące są jego przemyślenia na temat relacji matka - córka, czy ojciec - córka.

Bliskie są mi poglądy Autora na temat przyczyn ADHD. Autor przypuszcza, że do powstania ADHD przyczynia się brak dyscypliny w wychowaniu, wynikający z braku ojca lub jego "unieważnienia" w rodzinie. Podoba mi się też, że Autor całkiem jednoznacznie nazywa sytuację, w której matka samotnie wychowuje dziecko jako patologiczną (choć powody, dla których tak się stało, mogą być obiektywnie uzasadnione). Autor stwierdza też, wbrew modnej ideologii "partnerskiego wychowania" i politycznej poprawności, że dziecko nie jest i nigdy nie będzie dla rodzica "partnerem".

W rozdziale poświęconym związkom damsko-męskim Autor, odwołując się do psychologii ewolucyjnej, przekonująco uzasadnia, dlaczego brak związku wydaje się często gorszy niż toksyczna relacja:

"Zwierzęta żyjące w stadzie nie odchodzą z niego, z tego powodu, że zajmują w nim niską pozycję. Podążają za stadem, gdziekolwiek ono się uda. Nawet, jeśli nie mają w nim łatwego życia. Wszystko jest dla nich lepsze, niż samotność."

Z tych powodów, zdaniem Autora, wiele osób tkwi w toksycznych związkach, zamiast opuścić osobę, która je krzywdzi.

Bardzo ciekawe i odkrywcze jest spostrzeżenie Droździaka, że w przypadku niektórych osób nieuzasadnione krytykowanie ich i dewaluowanie ich poczucia własnej wartości prowadzi do większego przywiązania tych osób do ich krytyka, zamiast - co wydawałoby się rozsądniejszym rozwiązaniem - do zerwania relacji z krytykiem. Autor odpowiada też na ciekawe pytanie, dlaczego w niektórych związkach nie może być "za dobrze".

Autor wskazuje, że powinniśmy brać odpowiedzialność za sposób wyrażania swoich emocji i za sposób traktowania najbliższej osoby. Zwykło się sądzić, że jeśli ktoś miał ciężki dzień w pracy, lub zespół napięcia przedmiesiączkowego, to fakty te wyjaśniają, dlaczego wyładowuje złość na współmałżonku. Autor jednak słusznie zauważa, że fakty te nie wyjaśniają jednak, dlaczego taka osoba traktuje współmałżonka jak worek treningowy, a nie - jak powiernika. A przecież ten drugi sposób także pozwoliłby rozładować trudne emocje.

Przy zrywaniu toksycznego związku, mówi Droździak, nie należy kierować się uczuciami, lecz rozsądkiem:

"Niektóre osoby wierzą, że za podpowiedziami tej emocjonalnej części może się kryć jakaś mądrość. Coś, czego rozum nie pojmuje, ale za czym stoi wyższa, kosmiczna konieczność, której należy się podporządkować. Takie osoby wierzą, że instynktowna reakcja ciała nie może ich przecież oszukiwać. Chcą się rozstać, ale czekają na pewien moment, który nigdy nie nadejdzie. Na moment wewnętrznej zgodności. Taką chwilę, kiedy nie będzie wątpliwości. Nie będą czuć pragnienia spotkania się z tym kimś "mimo wszystko". Takiej chwili nie będzie."

Autor odrzuca "mądrość", każącą w takiej sytuacji kierować się uczuciami. Porównuje tego rodzaju emocje do głodu nikotyny u palacza. W tym miejscu chciałbym, jako psychoterapeuta, potwierdzić spostrzeżenia Droździaka - rzeczywiście spotykamy w terapii osoby, które tkwią w nieudanych związkach, gdyż wierzą, że w takich sprawach trzeba kierować się uczuciami i "iść za głosem serca". I wiele lat bezskutecznie czekają na moment, kiedy serce im podpowie rozstanie. Jednakże taka postawa tylko przedłuża ich cierpienie, gdyż na ogół łatwiej jest odkochać się po rozstaniu, niż przed. A więc, by się odkochać, nieraz trzeba najpierw się rozstać.

Ciekawe spostrzeżenia ma Droździak, porównując psychiatrię do innych działów medycyny. Stwierdza, że w psychiatrii "nie ma chorób, lecz reakcje na problemy". Autor chce przez to powiedzieć, że o ile rak czy grypa przejawia się tak samo pod każdą szerokością geograficzną, to sposób manifestowania się problemów psychicznych jednostki zależy od kultury, w jakiej żyje. Podaje przykład anoreksji, nieznanej w wielu kulturach. W innych kulturach bowiem reakcje na takie same problemy mogą przejawiać się w zupełnie inny sposób.

Ponieważ Autor mówi nie tylko o ustaleniach nauki, co do których nie ma wśród psychologów większych kontrowersji, ale także dzieli się swoimi przemyśleniami i refleksjami, do jakich doszedł na podstawie swojej praktyki, to zapewne w niektórych sprawach Czytelnicy mogą mieć odmienną opinię. I ja także w niektórych miejscach myślę inaczej, niż Autor. Poniżej pozwoliłem sobie zwrócić uwagę na niektóre poglądy Autora, które mnie nie przekonują.

Moje wątpliwości budzi twierdzenie Autora, że "przyjmowanie przez kobietę nazwiska męża jest w jakiś sposób pozbawianiem się tożsamości". Częścią tożsamości mogą być role społeczne, także rola żony. Zatem przyjęcie nazwiska męża może być tylko zewnętrznym przejawem przyjęcia nowego elementu własnej tożsamości. Kobiety mają w tej sprawie wybór: mogą pozostać przy swoim nazwisku, mogą przyjąć nazwisko dwuczłonowe, mogą przyjąć nazwisko męża. Jeśli większość kobiet decyduje się na przyjęcie nazwiska męża - nawet, jeśli wiąże się to z licznymi niedogodnościami - to raczej dlatego, że nowa tożsamość jest dla nich bardziej atrakcyjna, a nie po to, by się samej czegoś ważnego pozbawić.

Np. młode psycholożki publikujące w internecie po wyjściu za mąż proszą redakcje portali o zmianę nazwiska, pod którym opublikowały wcześniejsze artykuły, na nazwisko męża. Jest to uciążliwe dla wszystkich - dla samych Autorek i redakcji. Czy robią to po to, by nawet wstecznie "pozbawić się tożsamości"? Czy raczej dlatego, że częścią ich tożsamości stała się rola żony i ta nowa, szersza tożsamość jest dla nich ważniejsza, niż poprzednia?

W innym miejscu, snując rozważania na temat panowania nad emocjami, Autor podaje przykład żolnierzy na polu bitwy. Stwierdza, że "nikt przy zdrowych zmysłach nie wyjdzie z okopu bez przynajmniej setki wódki". Myślę, że jest to całkowicie bezpodstawne twierdzenie. Picie alkoholu przed atakiem nie należało do polskiej, lecz do sowieckiej tradycji. Mimo to nie przeszkadzało to polskim żołnierzom w opuszczaniu okopów, by atakować pozycje wroga. Najbardziej bohaterskie w Powstaniu Warszawskim, słynne bataliony AK "Zośka" i "Parasol" złożone były z harcerzy "Szarych Szeregów", którzy w ogóle nie pili alkoholu, gdyż zakazywało im tego prawo harcerskie. Nie mamy żadnych podstaw, by odmawiać tym ludziom zdrowia psychicznego. Przeciwnie - może to raczej my powinniśmy zastanowić się nad sobą i naszym zdrowiem psychicznym...?

Dr Wanda Półtawska, psychiatra, przyjaciółka Jana Pawła II, w czasie wojny była harcerką Szarych Szeregów, za co została aresztowana przez gestapo i wraz z innymi harcerkami, z karą śmierci trafiła do obozu koncentracyjnego w Ravensbrueck.

Pisze Ona, co było największym zmartwieniem harcerek w obozie w Ravensbrueck, gdzie czekały na wykonanie kary śmierci (i większość z nich rzeczywiście została zamordowana):

"Pamiętam, w Ravensbrueck, my, młode harcerki, bałyśmy się właściwie tylko jednej rzeczy: żebyśmy się nie stały "kadłubami". "Kadłuby" to byli więźniowie głodem i strachem doprowadzeni do tego, że już im na niczym, dosłownie na niczym nie zależało. Wegetowali, nie reagowali na to, czy ktoś obok cierpi, czy umiera, czy się śmieje - wszystko jedno.

I teraz obserwuję nasz naród... Myślę, nieraz na ulicach Krakowa, że ci przechodnie kolorowo ubrani i raczej syci - głodem przecież nikt nie przymiera - są bardziej zniszczeni tymi latami komunizmu, niż wtedy my, wychudzone jak szkielety kobiety w Ravensbrueck. Pomimo wszystko my tam zachowałyśmy przecież poczucie właściwych wartości, pomimo wszystko wiarę - a to spustoszenie, jakie spowodowały lata ideowego nacisku, zniszczyły nie ciała, ale dusze ludzkie, duszę narodu. I oni sobie z tego nawet nie zdają sprawy i narzekają, że teraz chleb więcej kosztuje."
"Z prądem i pod prąd" str. 107-108.

Czy wszyscy już jesteśmy "kadłubami", niezdolnymi do żadnej ofiary w imię wyznawanych wartości? Czy zachowanie np. ks. Maksymiliana Kolbego, który zdecydował się na śmierć głodową za współwięźnia, potrafimy sobie wyjaśnić tylko jakimś szaleństwem, albo nadużyciem alkoholu?

Być może Autor miał coś innego na myśli niż napisał, a to niefortunne zdanie było po prostu nieprzemyślane i znalazło się w książce przez nieuwagę.

W innym miejscu nieprawdopodobne wydają mi się badania, na które powołuje się Autor, dowodzące jakoby genetycznego pochodzenia naszego systemu wartości. Prawicowość, lewicowość, religijność lub ateizm - zdaniem Autora miałyby być zdeterminowane genetycznie. Tymczasem nawet potoczne doświadczenie pokazuje, że to po prostu nie może być prawda. Osoby niewierzące niekiedy nawracają się i stają się bardzo religijne. Bywa też odwrotnie - osoby zaangażowane religijnie w młodości, w wieku średnim tracą wiarę. Niektórzy z nich, na starość, znów się nawracają. Czy w tym czasie dwukrotnie zmieniły się ich geny?

Znane powiedzenie konserwatywnego, pruskiego kanclerza Bismarcka - "kto za młodu nie był socjalistą, ten na starość jest łajdakiem" zapewne nie jest prawdziwe, jeśli brać je dosłownie, ale obrazuje pewną prawidłowość - młodzi ludzie, którzy buntują się przeciwko zastanemu porządkowi, zwracając się ku lewicy, po latach, na starość, niejednokrotnie stają się konserwatywni. Czy to znaczy, że w ciągu życia zmienił się ich genotyp?

W Polsce możemy obserwować zarówno polityków, zmieniających poglądy i partie, jak i całe, wielkie grupy wyborców, zmieniające swoje sympatie polityczne na przestrzeni lat. Czy to znaczy, że wraz z każdą zmianą sympatii politycznych zmienia się genotyp wielu Polaków?

Zdaniem Autora, geny determinują osobowość, ta zaś determinuje system wartości. Myślę, że system wartości nie zależy od genów, lecz od środowiska, w jakim dorasta jednostka, a potem - od jej własnych wyborów, które jednak mogą się zmieniać w ciągu życia. Przyjęty system wartości staje się z kolei częścią osobowości.

Nie lekceważę roli genów, ale, gdy np. czytam w gazecie, że amerykańcy naukowcy odkryli gen, determinujący koalkoholizm (tj. gen determinujący zostanie żoną alkoholika), to nie traktuję takiej informacji poważnie.

Pewnym zawodem było dla mnie to, że Autor, który w jednym miejscu przekonywująco odwołuje się do psychologii ewolucyjnej, uzasadniając potrzebę bycia w związku, w innym miejscu odrzuca wyjaśnienia psychologii ewolucyjnej co do przyczyn zdrad. Psychologia ewolucyjna twierdzi, że ewolucyjnym uzasadnieniem zdrad mężczyzny jest podświadome pragnienie jak najliczniejszego zreprodukowania swoich genów. Autor odrzuca to wyjaśnienie, wykazując, że niekiedy mężczyźni spotykają się z prostytutkami tylko po to, by porozmawiać (gdy takiej możliwości rozmowy nie mają w swoich małżeństwach). Zapewne tak się zdarza, lecz raczej wyjątkowo. Obawiam się, że zdecydowana większość mężczyzn - klientów prostytutek - jednak nie odwiedza prostytutek tylko po to, by sobie z nimi pogawędzić.

Nawet, jeśli nie dochodzi do zapłodnienia, to popęd seksualny, który skłania mężczyzn do zdrady, istnieje dlatego, że w historii naszego gatunku na ogół przyczyniał się do sukcesu reprodukcyjnego.

Odrzucenie ewolucyjnego wyjaśnienia zdrady doprowadziło Autora do stwierdzenia, że ostatecznie zdrady się nie da do końca wyjaśnić ani zrozumieć. Myślę, że Autor znalazł się w takim położeniu właśnie dlatego, że odrzucił najbardziej racjonalne i przekonywujące wyjaśnienie, jakim obecnie dysponujemy - tj. wyjaśnienie oferowane przez psychologię ewolucyjną [1].

W pewnym miejscu Autor zdaje się przestrzegać Czytelnika przed terapeutami, uznającymi swój światopogląd za absolutny. Otóż, po wielu dyskusjach z moimi kolegami po fachu obawiam się, że chyba nie ma innych terapeutów... Mam wrażenie, że każdy terapeuta uznaje swój światopogląd za absolutny, nawet, jeśli oficjalnie deklaruje inaczej. Przekonałem się, że nawet terapeuci powątpiewający w to, czy ten świat istnieje, czy nie istnieje, powątpiewający w istnienie krzesła, na którym siedzą, powątpiewający w istnienie obiektywnej prawdy - w niektóre zdania wierzą z absolutną pewnością, np. że "klaps jest bezwzględnie zły", bądź "zmiana orientacji seksualnej jest całkowicie niemożliwa" - pomimo, że wiara ta nie ma żadnego uzasadnienia w wynikach badań naukowych. Obawiam się też, że nikt nie jest w stanie ciągle powątpiewać we własny światopogląd, gdyż prowadziłoby to do paraliżu wszelkiej możliwości działania.

Przypuszczam także, że neutralna światopoglądowo psychoterapia jest po prostu niemożliwa. Np. uznawanie zdrowia psychicznego za wartość, o którą warto zabiegać, nie jest ustaleniem naukowym, lecz wyrazem światopoglądu. Mimo to wszyscy terapeuci jakich znam, opowiadają się jednoznacznie za zdrowiem psychicznym, a przeciw chorobie. Nie znam psychoterapeuty, który zgodziłby się pomóc anorektyczce jeszcze trochę schudnąć... (a takie prośby się zdarzają). Analogicznie, nauka nie wypowiada się także w kwestii, czy należy płacić za sesję terapeutyczną. Pogląd, że za wykonaną usługę należy się zapłata, wynika z wyznawanego światopoglądu, a nie z ustaleń nauki. W systemie wartości klienta wywiązywanie się z przyjętych zobowiązań (np. płacenie za sesję, punktualność, dotrzymywanie słowa, prawdomówność, itp.) może być uznawane za "frajerstwo". Mimo to narzucamy w tej sprawie nasz system wartości. Nie jesteśmy zatem i nie możemy być "światopoglądowo neutralni".

Wątpliwe wydaje mi się twierdzenie Autora, że "im bardziej tradycyjne środowisko, tym stereotypy silniejsze". Autor nie przytacza żadnych dowodów na to twierdzenie i obawiam się, że ich nie ma... Myślę, że środowiska postępowe tworzą własne, nie mniej silne stereotypy. Wystarczy przypomnieć stereotyp otyłego kapitalisty-krwiopijcy w komunizmie, stereotyp moherowego słuchacza radia "Maryja" w lewicowych mediach, stereotyp leniwego mężczyzny, siedzącego przed telewizorem z piwem i pilotem - w pismach feministycznych, stereotyp sprawiedliwego sędziego Murzyna - w filmach z Hollywood, czy stereotyp średniowiecza, jako okresu ciemnoty - wśród ludzi współczesnych [2]. Nb. ci, którzy walczą z jednymi stereotypami, bardzo często bezwiednie upowszechniają inne stereotypy...

Podsumowując, z tezami Autora można się zatem zgadzać lub nie zgadzać, ale zawsze lektura jest zajmująca. W moim prywatnym rankingu książka zasługuje na ocenę 5 w skali (0-6). Polecam każdemu, kto chciałby poczytać coś łatwego i ciekawego o związkach, bądź szuka czegoś na prezent dla pary.

Psychologia.net.pl Bogusław Włodawiec