ROZDZIAŁ 2. Dlaczego nie wolno odbierać sobie życia?
Rocznie na całym świecie około 800 000 ludzi popełnia samobójstwo, co sprawia, że takich osób jest więcej niż ofiar wojen i morderstw razem wziętych. Dwie z trzech osób odbierających sobie życie to mężczyźni, a próby samobójcze podejmowane przez mężczyzn częściej kończą się śmiercią5. Nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie doszło do eskalacji przemocy z użyciem broni palnej i gdzie strzelaniny w szkołach stały się narodową plagą, większość osób z blisko 50 000, które zginęły w wyniku postrzelenia w 2021 roku, to samobójcy. A mimo to milczy się na ten temat. Dlaczego?
Samobójstwo nie jest pierwszym lepszym działaniem - tym, co obarcza je specjalnym ciężarem, jest samoudręczenie. Filozof Ludwig Wittgenstein, którego trzej bracia popełnili samobójstwo, pisał: "Jeżeli samobójstwo jest dozwolone, to wszystko jest dozwolone. Jeżeli coś nie jest dozwolone, to samobójstwo nie jest dozwolone"6.
W perspektywie historycznej postrzeganie tego, że ktoś odbiera sobie życie, przestało być problemem moralnym, polegającym na tym, że człowiek - w zależności od zaistniałych okoliczności - uznawał akt samobójczy albo za godny pochwały, albo za coś nagannego. Zaczęto podchodzić do niego w bardziej naukowy sposób: obecnie samobójstwo postrzega się jako coś, co dotyka człowieka w związku z nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności lub ze względu na chorobę psychiczną i dlatego nie można go pociągnąć za to do odpowiedzialności.
Absurdem może wydawać się rozważanie argumentów za i przeciw temu, żeby jakaś osoba mogła odebrać sobie życie. Większość, niemal wszyscy, uważa samobójstwo za złą decyzję, zły wybór. Ale jeśli postrzegane jest ono jako błąd, a czasem się go nawet zabrania, to jakie argumenty przemawiają za samobójstwem jako możliwym wyborem?
Ten najklarowniejszy jest taki, że każdy ma prawo do podejmowania decyzji o sobie. Skoro chodzi tu o moje życie, to powinienem mieć prawo decydować o swojej śmierci. Inny argument za tym, żeby nie zabraniać samobójstwa, jest taki, że daje ono szansę na uniknięcie cierpienia. Współczucie jest więc w oczach niektórych czymś, co sprawia, że samobójstwo i pomoc w zakańczaniu życia powinny być legalne.
Przeciwne argumenty głoszą, że samobójstwo jest rezultatem swoistego stanu wyjątkowego, a jednostka nie potrafi, będąc w takim stanie, rozważyć prawidłowo wszystkich za i przeciw, bo jej ocena jest wypaczona, na przykład przez choroby psychiczne. Ponieważ samobójstwo jest czymś nieodwracalnym, nieprzemyślane popełnienie go byłoby czymś szczególnie katastrofalnym, zwłaszcza w przypadku młodych osób, takich jak na przykład Johan, który odebrał sobie życie pod wpływem impulsu. Niewiele osób chce uszanować w pełni prawo człowieka do decydowania o sobie, ponieważ pragnienie śmierci nie jest postrzegane jako przejaw tego, czego człowiek naprawdę chce. Stąd też ludzie wolą ratować taką osobę i upewnić się, czy będzie z nią lepiej. Samobójstwo ma także negatywny i niekiedy bardzo poważny wpływ na otoczenie.
*
Chociaż jest zabronione na całym świecie, występuje we wszystkich nowoczesnych kulturach ludzkich. Przy tym niektóre samobójstwa uchodzą za akceptowalne: jeśli poszukamy w historii, da się znaleźć wiele przykładów motywacji, które uchodziły za uzasadnione.
W starożytnej Grecji samobójstwo było zakazane, a samobójców chowano na uboczu, nie oddając im honorów. Platon należał do osób kategorycznie potępiających samobójstwo, choć wyjątek stanowili dla niego ci, którzy doświadczyli bolesnej próby lub wstydu nie do zniesienia. Arystoteles, uczeń Platona, do uzasadnionych motywacji zaliczał silne bóle i choroby.
Czy Lukrecja musiała umrzeć?
O samobójstwie, które stało się preludium do powstania Republiki Rzymskiej, pisze się już od ponad 2000 lat. Nie jest wcale pewne, że Lukrecja naprawdę żyła, ale jej historia daje nam pewien wgląd w to, jak postrzeganie samobójstwa ewoluowało z upływem czasu7.
Był rok 510 p.n.e. i władzę wciąż sprawował ostatni król rzymski Tarkwiniusz Pyszny. Jego syn Sekstus i kilkoro innych patrycjuszy przechwalało się przymiotami swoich żon. Jednym z tych mężczyzn był mąż Lukrecji - Lucjusz. Mężczyźni obstawiali, który z nich ma najbardziej cnotliwą żonę, i Lucjusz nawet nie przypuszczał, jaki brzemienny w skutki błąd popełnia, twierdząc, że to właśnie jego żona jest najdoskonalsza.
Następnie mężczyźni pojechali do Rzymu, żeby sprawdzić, który z nich ma rację.
Przywitał ich widok żon pijących i plotkujących, Lukrecji to jednak nie dotyczyło. Zajmowała się przędzeniem wełny, otoczona przez pracujące służki. Bardzo cnotliwie.
Lucjusz miał rację, co znaczyło tyle, że syn królewski Sekstus przegrał zakład. A że nie umiał przegrywać, więc wpadł we wściekłość i zapragnął zbrukać cnotę Lukrecji. Dlatego powrócił tam kilka dni później, kiedy ojciec i mąż Lukrecji wyjechali, i został przez nią przyjęty w gościnę. W nocy zakradł się do kobiety i ją zgwałcił.
"Milcz, Lukrecjo! Jestem Sekstus Tarkwiniusz, mam w ręku miecz, zginiesz, jeżeli słowem się odezwiesz".
Lukrecja jednak pozostała nieugięta, nawet w obliczu groźby śmierci. Wtedy Sekstus sięgnął po inną broń: groźbę hańby, i oświadczył, że położy zamordowanego niewolnika przy jej zwłokach, żeby wyglądało to tak, jakby doszło do "nieczystej zdrady małżeńskiej". Po gwałcie Sekstus odjechał.
Krótko po tym Lukrecja wysłała posłańca do męża i ojca, prosząc ich, żeby wrócili do domu. Opowiedziała im, co się stało, i kazała przysiąc, że ją pomszczą. "A miała nóż schowany pod suknią. Ten wbiła sobie w serce i kładąc się na bok zraniony padła nieżywa"8, pisze historyk Liwiusz.
Ciało Lukrecji przewieziono do Rzymu, na Forum Romanum, a ten niecny czyn wzbudził takie oburzenie, że zapoczątkował rewolucję. Rodzina królewska została obalona. Powstała Republika Rzymska, a król i jego syn - gwałciciel Sekstus - zostali zabici. Męża Lukrecji i jej kuzyna wybrano na pierwszych konsulów mających pokierować republiką, która istniała do czasu, aż August ogłosił się cesarzem Imperium blisko pięćset lat później.
Tak więc samobójstwo Lukrecji miało ogromne znaczenie dla mitu założycielskiego Republiki Rzymskiej i przez kolejne dwa tysiące lat przedstawiano je w sztuce - od obrazów Botticellego do Rembrandta i po wiersze Szekspira.
W starożytnym Rzymie, za życia Lukrecji, samobójstwo było zakazane, ale mimo wszystko nie uważano go jeszcze za grzech. Takie myślenie pojawiło się dopiero później, wraz z szerzeniem się chrześcijaństwa. Państwo traciło na tym, że na przykład jakiś żołnierz odebrał sobie życie, niezależnie od tego, czy był to grzech, czy też nie.
W rzymskim prawodawstwie istniał pewien wyjątek potwierdzający tę regułę. Na ogół państwo konfiskowało cały majątek samobójcy, odbierając wszystko jego spadkobiercom. Wyjątkami były taedium vitae, zmęczenie życiem, nażycie się już w bród, dolor, rozpacz i ból, inpatientia, gdy cierpienie stawało się nieznośne, również w wyniku choroby. Mogło chodzić o kamienie nerkowe, ból głowy i inne dolegliwości, na które w tamtym czasie nie znano skutecznej terapii9. Samobójstwo w następstwie furor (nagłego szaleństwa) także nie było karalne.
Ale właściwie dlaczego Lukrecja musiała umrzeć? Nie mogła przyłączyć się do obalania króla? W tamtych czasach w Rzymie najwyższą wagę przykładano do honoru i szacunku oraz do prezentowania godności innym. Być może najczęstszą akceptowaną przyczyną samobójstwa był pudor, wstyd. Żołnierz wolał upaść na własny miecz, niż zostać pojmany, ktoś inny zabijał się, bo popadł w długi lub jego dziecko swoim zachowaniem przynosiło hańbę całej rodzinie. Szokującą kategorią były zgwałcone kobiety, bo wstyd okrywał w takich przypadkach ofiary, a nie sprawców. I to właśnie one mogły poprzez samobójstwo odzyskać swój honor, tak jak zrobiła to Lukrecja10.
Samobójstwo staje się grzechem
Augustyn, ojciec Kościoła i jeden z najważniejszych myślicieli chrześcijańskich, napisał w 410 roku książkę Państwo Boże, w której dowodził, że chrześcijaninowi nie wolno odebrać sobie życia w żadnych okolicznościach11. Na tym kończy się starożytne postrzeganie samobójstwa jako czegoś honorowego i heroicznego, zaczyna się je widzieć w sposób bardziej zbliżony do tego, jak postrzegamy je dzisiaj, a więc zdecydowanie negatywnie, chociaż z innych powodów. Przykazanie "Nie zabijaj" odnosi się także do nas samych, twierdzi Augustyn. A ponieważ to Bóg nas stworzył, zniewagą wobec boskiego stworzenia (takiego jak my) jest odebranie sobie życia.
Słowo "samobójstwo" (i oznaczające to samo łacińskie suicid) jest pozostałością tego, jak poważnie traktowano kiedyś takie działanie. Stopniowo zaczęto je oceniać jako gorsze niż morderstwo. Brytyjski pisarz z XVI wieku Robert Burton pisał: "ten, kto dźga drugiego, może zabić jego ciało, ale ten, kto dźga siebie, zabija swoją duszę"12. Ten, kto odebrał sobie życie, nie ma szans na żal za grzechy, pokutę i łaskę.
Augustyn obszernie pisze o Lukrecji. Jego zdaniem jej czystość pozostała bez skazy - zbrukano ciało, lecz dusza pozostała nietknięta. Dlatego popełnienie przez nią samobójstwa było w jego opinii błędem, absolutnie nie musiała odzyskiwać honoru, odbierając sobie życie, bo to ona była ofiarą, a nie sprawcą.
Urodzony w Italii w 1225 roku Tomasz z Akwinu, którego teksty są kluczowe dla całego chrześcijaństwa, ugruntował postrzeganie samobójstwa jako bezwarunkowego błędu. Miał przeciwko niemu trzy argumenty. Po pierwsze - pisał - "każdy kocha siebie samego i dlatego z natury dąży do zachowania swojego istnienia"13. Zabicie się jest przeciwko naturalnemu pragnieniu życia. Ten argument, że samobójstwo stoi w sprzeczności z jakimś upragnionym porządkiem natury, da się również zauważyć w wywodach osób świeckich. Jego drugi argument przeciwko samobójstwu głosił, że wszyscy jesteśmy częścią pewnej całości i ten, kto zabija sam siebie, szkodzi tym samym wspólnocie. Życie opiera się na założeniu, że warto jest żyć, albo przynajmniej że powinno się żyć, i kiedy ktoś zadaje sobie śmierć, to założenie zostaje zakwestionowane. A po trzecie, życie jest darem i wyłącznie Bóg może je dawać lub odbierać, jak dowiódł tego już Augustyn. Wniosek był więc taki, że samobójstwo jest grzechem śmiertelnym i nie wolno dopuszczać żadnych wyjątków.
W napisanej na początku XIV wieku Boskiej komedii Dante Alighieri umieścił tych, którzy popełnili samobójstwo, razem z mordercami w piekle - na siódmym z dziewięciu kręgów. Tam po kres wieczności miały ich dręczyć harpie, potworne pół ptaki, pół ludzie. Lukrecja - mimo samobójstwa - uniknęła tych wiekuistych piekielnych męczarni i trafiła do limbo razem z Juliuszem Cezarem, Platonem i Sokratesem. Limbo jest w świecie Dantego czymś w rodzaju ułomnego raju, gdzie karą jest to, że trzeba po wsze czasy wieść swoje ziemskie życie i traci się przy tym wszelkie rajskie bonusy.
Kara śmierci
Chrześcijański pogląd na samobójstwo jako grzech kształtował sposób myślenia i prawodawstwo na Zachodzie. Może wydawać się czymś absurdalnym, żeby karać tego, kto odebrał sobie życie, bo ta osoba jest już przecież martwa. Społeczeństwo jednak często karało rodzinę zmarłego lub tych, którzy przeżyli próbę targnięcia się na swoje życie, starając się w ten sposób desperacko nie dopuścić do tego, żeby więcej osób poszło w ich ślady. Państwo zajmowało dobytek zmarłego. Kościół karał go, nakazując katowi pochować zwłoki w lesie w niepoświęconej ziemi (nie na cmentarzu), a więc pozbawiał go szansy na zaznanie łaski bożej. W Szwecji dopiero w 1908 roku zaczęto chować samobójców na cmentarzach publicznych.
Ten, kto przeżył próbę samobójczą, mógł zgodnie ze szwedzkim prawem z 1734 roku zostać skazany na "karę więzienia o wodzie i chlebie, ziarnie lub ryżu, w zależności od okoliczności". Do istotnego zdarzenia, które wpłynęło na sposób postrzegania samobójstwa, doszło w Prusach w 1751 roku, kiedy król Fryderyk II nakazał znieść karę, jaka za nie groziła. W 1823 roku Wielka Brytania uchyliła wymóg, żeby chować samobójców na rozstaju dróg i z kołkiem wbitym w ciało. W Indiach, gdzie liczba samobójstw wykracza ponad średnią, dopiero w 2017 roku zniesiono karę - nawet rok więzienia - za próbę samobójczą, wciąż jednak istnieją kraje, gdzie próby samobójcze są penalizowane.
W latach 60. XVII wieku szwedzki proboszcz Ma?ster Samuel Hammarinus znalazł służącą, która się powiesiła, zdjął ją ze sznura i pochował na cmentarzu14. Wieśniacy z parafii narzekali, że "sprofanował ich cmentarz". Gdy w niedzielę wygłaszał kazanie, kościół świecił pustkami, wierni nie zjawili się na mszy w ramach protestu. Dobroduszny pastor został usunięty z parafii, kiedy sprawa przeszła przez sąd i rozpatrzył ją konsystorz. Wprawdzie z czasem pozwolono mu powrócić do duszpasterstwa, jednak nigdy już nie został proboszczem. W dzisiejszych czasach słynie przede wszystkim z tego, że jego imieniem nazwano ulicę w centrum Sztokholmu - Ma?ster Samuelsgatan.
Sądy jednak nie zawsze były równie surowe. Wydaje się, że podchodziły do prawa ze zrozumieniem: że to, co dziś nazwalibyśmy problemami psychicznymi, jest przyczyną, za którą nie należy karać. Przykładem takiego rozumowania sądu jest proces z Lycksele z 1823 roku, w którym oskarżonym był nieszczęsny Jakob Andersson z Ruskselse:
...w wyniku doznanych obrażeń, a później słabości spowodowanej wzbudzonym stanem ducha był w dwóch różnych sytuacjach, do których doszło w minionym listopadzie, o krok od odebrania sobie życia, za pierwszym razem próbował się utopić, za drugim usiłował podciąć sobie gardło, ale niczego nie udało mu się skutecznie przeprowadzić i jedynie w tym drugim przypadku ranił siebie, rana jednak już się zagoiła.
Jakob Andersson skarżył się na "bolesny niepokój, który doprowadził go aż do znużenia życiem". Świadkowie zeznawali przed sądem:
Kaznodzieja Jon Anders Nenze?n zaświadczył, że w podanym terminie odwiedzał chorego Jakoba Anderssona i widział, że znajduje się w stanie poważnej melancholii.
Sąd zdecydował, że nie pociągnie oskarżonego do odpowiedzialności za próby popełnienia samobójstwa, bo
[...] wprawdzie w stanie szaleństwa próbował skrócić sobie życie; ale solennie zapewnił, że w przyszłości, jeśli melancholijne myśli wciąż miałyby do niego powracać, szukać będzie ucieczki, kierując prośby i modlitwy do Boga.
Gdyby miało go "szaleństwo na nowo dopaść", miał zostać przywieziony do szpitala w Umea?. Sąd wziął więc pod uwagę chorobę jako wyjaśnienie próby samobójczej.
Nie, to przecież zabronione, jestem muzułmaninem
Islam podziela podstawowe zasady religijne chrześcijaństwa i judaizmu: jest tylko jeden bóg, prorocy pomagają ludziom odnaleźć właściwą drogę do boga i czeka nas dzień sądu, a wtedy to, co robiliśmy za życia, pośle nas do nieba albo do piekła.
"Nie, to przecież zabronione, jestem muzułmaninem", słyszę czasem od pacjentów w odpowiedzi na rutynowe pytanie, czy myślą o tym, żeby odebrać sobie życie. To haram, obszar, na który muzułmaninowi nie wolno wkraczać. Rzadko się zdarza, żebym otrzymywał tak kategoryczną odpowiedź od pacjentów innych wyznań.
Islamski zakaz ma podobne przyczyny jak ten chrześcijański. Allah jest stwórcą życia i tylko on może zdecydować, kiedy je komuś odbierze. Samobójstwo jest więc aktem nieposłuszeństwa wobec Allaha15. Zabronione jest także dlatego, że można je popełnić w stanie braku równowagi psychicznej. Po przybyciu do nieba, albo raczej do dżahannam - płonącego ogniem islamskiego piekła - nie ma miejsca na zmianę decyzji.
Ten pogląd - że samobójstwom trzeba zapobiegać, bo ludzie w chwili ich popełniania nie są w pełni przy zdrowych zmysłach - jest w gruncie rzeczy identyczny z tym, jaki prezentuje współczesna psychiatria. Oczywiście również wśród wyznawców islamu dochodzi do samobójstw i są kraje muzułmańskie, które wykazują tak niską liczbę samobójstw, że mamy powody sądzić, iż pewna ich część pozostaje mroczną rodzinną tajemnicą.
Podejście judaizmu do tej kwestii nie różni się zbytnio od tego prezentowanego przez islam i chrześcijaństwo: życie jest święte i trzeba je chronić. Samobójstwo z zasady jest błędem, ale w nowoczesnym judaizmie - tak samo jak w innych religiach - rozumie się, że nierzadko jest ono częścią procesu chorobowego. Tutaj także można znaleźć przypadki, których nie potępiano. W Starym Testamencie pierwszy król Izraela, Saul, woli się zabić, niż trafić w ręce wroga.
I Saul powiedział do swego giermka: Dobądź swojego miecza i mnie nim przebij, by nie przyszli ci nieobrzezańcy i oni mnie przebili, po czym mną poswawolili! Jednak jego giermek wzbraniał się, bo bardzo się obawiał. Wtedy Saul chwycił miecz i rzucił się na niego. A jego giermek widząc, że Saul zginął, także się rzucił na swój miecz i zginął przy nim16.
*
A więc także i tutaj zdarzały się akceptowalne samobójstwa.
W hinduizmie i w buddyzmie wiara w reinkarnację wpływa na sposób postrzegania samobójstwa. Na ogół ten, kto odbierze sobie życie, ryzykuje, że odrodzi się jako gorsza istota albo nawet nie odrodzi się wcale17, 18.
Akceptowalną formą samobójstwa jest w hinduizmie samospalenie. Aż do 1987 roku, kiedy zakazano tego procederu, zdarzało się, że w Indiach wdowy rzucały się na płonące stosy, na których leżeli ich mężowie, tradycja ta była znana jako sati19. Tym sposobem można było uniknąć losu biednej wdowy i zapewnić powodzenie swojej duszy.
Podobnie jak inne religie również buddyzm i hinduizm negatywnie odnoszą się do samobójstwa, ale ze względu na miejsce i kulturę bywa to interpretowane nieco inaczej.
Odwaga, honor, dyscyplina
W Japonii seppuku (znane też jako harakiri) jest tysiącletnią tradycją mającą swoje źródła w kulturach samurajskich i militarnych. Seppuku oznacza, że dana osoba wbija sobie nóż w lewą stronę brzucha, po czym wykonuje poziome cięcie tak, że wypływają wnętrzności. Do śmierci nie dochodzi na ogół natychmiast i trudno jest też zrobić takie cięcie, bo przeszkadzają w tym silne mięśnie brzucha. Opisuje się to jako najbardziej bolesny sposób odbierania sobie życia, a jako że może rozciągnąć się w czasie, tym samym przyczynia się do utrwalenia przeświadczenia, że potrzebna jest "nadludzka odwaga i wytrzymałość", żeby temu podołać.
Seppuku zawsze fascynowało ludzi poza Japonią. W książce z 1968 roku pewien amerykański autor pisze:
Kiedy przeciętny mieszkaniec Zachodu słyszy słowo harakiri, przed oczami staje mu obraz niedającego się znieść bólu, który ktoś sam sobie zadał; głębokie, zabójcze cięcie. Dla Japończyków ten typ samobójstwa ucieleśnia odwagę, honor i dyscyplinę najwyższej klasy20.
Pozycja, jaką zajmuje seppuku w kulturze japońskiej - jako coś wzniosłego i honorowego - różni się diametralnie od naszego postrzegania samobójstwa jako czegoś katastrofalnego, godnego pogardy i będącego wynikiem choroby. Wywodzi się ono z japońskiej kultury, w której tradycyjna religijność shinto została zabarwiona tradycją buddyjską i rozwiniętym przez samurajów kodeksem etycznym bushido (drogą wojowników). Do najważniejszych zadań w życiu należało znalezienie właściwego miejsca lub czasu, żeby umrzeć. Zamiast po prostu się starzeć i tracić sprawność fizyczną, samuraje woleli przejąć kontrolę nad własną śmiercią, umrzeć w sposób ceremonialny i estetyczny. Samuraj miał wolną rękę zarówno w kwestii życia, jak i śmierci. Dyscyplina, godność i lojalność były najwyższymi ideałami, a dało się je zademonstrować, popełniając seppuku. Trafienie do niewoli uchodziło za upokarzające, więc także w tej sytuacji seppuku było sposobem na zademonstrowanie swojej godności.
Kiedy cesarz Meiji, o którym często mówi się, że zmodernizował i otworzył Japonię na świat, zmarł w 1912 roku, a kondukt pogrzebowy opuścił teren pałacu cesarskiego w Tokio, generał Maresuke Nogi i jego żona popełnili seppuku. Takie podążanie na śmierć za przywódcą stanowiło dowód ich wiecznej lojalności.
Odebranie sobie życia przez Nogiego wzbudziło pewną sensację, ale nie w taki sposób, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni dzisiaj, kiedy dociera do nas wiadomość, że jakaś znana osoba popełniła samobójstwo. Dopatrywano się w tym jego dobrego charakteru, ofiarności i lojalności, uderzyło to w nostalgiczną strunę, przypominając ludności dawne ideały samurajskie. Zgodnie z tradycją japońskiej religii shinto zaczęto go dzięki temu postrzegać jako kogoś na wzór świętego, a w domu w eleganckiej tokijskiej dzielnicy, gdzie on i jego żona przecięli sobie brzuchy, stworzono na ich cześć piękną świątynię, która wciąż jest użytkowana.
Obecnie seppuku jest zromantyzowanym i zmitologizowanym aktem, do którego już praktycznie nie dochodzi. Długo jednak Japonia miała wyższy niż w innych krajach odsetek śmierci samobójczych, a tę większą akceptację można połączyć z tym, jak ikoniczne i kulturowo usankcjonowane było seppuku21.
5 S. Fazel, B. Runeson, Suicide, "The New England Journal of Medicine" 2020, 382(3), s. 266-274, doi:10.1056/NEJMra1902944.
6 L. Wittgenstein, Dzienniki 1914-1916, tłum. M. Poręba, Wydawnictwo Spacja, 1999.
7 I. Donaldson, The rapes of Lucretia: a myth and its transformations, Clarendon Press, 1982.
8 Tytus Liwiusz, Dzieje Rzymu od założenia miasta, tłum. A. Kościółek, Księgi I-V, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk, 1968, s. 72-73.
9 A.J.L. van Hooff, From autothanasia to suicide: self-killing in classical antiquity, Routledge, 2011.
10 R. Langlands, Sexual morality in ancient Rome, Cambridge University Press, 2006.
11 Święty Augustyn, Państwo Boże, tłum. ks. W. Kubicki, Wydawnictwo Antyk, 1998.
12 R. Burton, The anatomy of melancholy, New York Review of Books, 2001. (Po polsku ukazał się wybór w tłum. Michała Tabaczyńskiego: Anatomia melancholii, Wydawnictwo Ha!art, 2020, ale nie ma w nim cytowanego tu fragmentu).
13 Święty Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna w skrócie, oprac. F.W. Bednarski OP, Wydawnictwo Antyk, 2000.
14 A.S. Ohlander, Ka?rlek, do?d och frihet: historiska uppsatser om ma?nniskova?rde och livsvillkor i Sverige, Norstedt 1986.
15 M. Madadin, H.S. Al Sahwan, K.K. Altarouti, S.A. Altarouti, Z.S. Al Eswaikt, R.G. Menezes, The Islamic perspective on physician-assisted suicide and euthanasia, "Medical, Science and the Law" 2020, 60(4), s. 278-286, doi:10.1177/0025802420934241.
16 Nowa Biblia Gdańska, 1 Księga Samuela, 31:4-5.
17 L. Vijayakumar, Hindu religion and suicide in India, [w:] D. Wasserman, C. Wasserman (red.), Oxford textbook of suicidology and suicide prevention, Oxford University Press, 2021, s. 23-30, doi:10.1093/med/9780198834441.003.0004.
18 S. Promta, P. Thomyangkoon, A Buddhist perspective on suicide, [w:] Oxford textbook of suicidology..., s. 31-40, doi:10.1093/med/978 0198834441.003.0005.
19 M. Prazak, R. Bacigalupi, K. Adams, Reincarnation beliefs and suicidality: social, individual and theological factors, "Journal of Religion and Health", opublikowany online 10 października 2023, doi:10.1007/ s10943-023-01926-0.
20 J. Seward, Hara-kiri: Japanese ritual suicide, Tuttle Publishing, 2012.
21 J.M. Pierre, Culturally sanctioned suicide: euthanasia, seppuku, 170 and terrorist martyrdom, "World Journal of Psychiatry" 2015, 5(1), s. 4-14, doi:10.5498/wjp.v5.i1.4.