Wstęp
Człowiek rodzi się z nieznanym, nieprzewidywalnym potencjałem. Kiedy
przychodzi na świat, jego prawdziwa twarz nie jest jeszcze znana. Musi
ją odszukać. Na tym polega różnica między istotą ludzką a rzeczą.
Rzecz nie ma potencjału - jest tym, czym jest. Stół jest stołem, krzesło
jest krzesłem. Krzesło nie zamieni się w coś innego - nie ma takich
możliwości. Nie jest nasieniem ani niczym mu podobnym.
Człowiek nie jest rzeczą. To powoduje wszystkie problemy, wszystkie
radości, odkrycia, zawirowania. Dziecko przychodzi na świat czyste,
niezapisane, bez wskazówek dotyczących tego, kim się stanie; wszystkie
możliwości stoją przed nim otworem. Nie da się przewidzieć, dokąd
dojdzie, jaki będzie ostateczny rezultat jego doświadczeń życiowych,
cierpień, lęków, ekstaz; nie wiadomo, jakie na koniec będą ich
proporcje. Podsumowanie życia nie jest możliwe w chwili urodzin.
Noworodek nie przynosi ze sobą gotowego scenariusza. Astrolodzy was
oszukują, jasnowidze was oszukują - pozwalacie im na to. Rodzice chcą
wiedzieć, jakie będzie ich dziecko. Ich ciekawość wypływa z miłości i dlatego dają się oszukiwać przeróżnym kanciarzom.
Ci kanciarze nie mogą przewidzieć, że dziecko będzie takie albo inne.
Nie czynią jednak wielkiej szkody; po prostu nieco was wykorzystują. Ich
przepowiednie nigdy się nie sprawdzają. Wielkie szkody czynią wam
kapłani, politycy, pedagodzy. Polityka nie interesuje prawdziwy
potencjał dziecka. Zależy mu tylko na tym, żeby dziecko przyczyniło się
do jego sukcesu. Inwestuje w każde dziecko, bo może się ono stać wrogiem
albo sprzymierzeńcem. Dobrze jest przygotować sobie grunt jak
najwcześniej. Zanim dziecko stanie na własnych nogach, zostaje
przygotowane do pójścia drogą wskazaną mu przez polityka; będzie
realizowało cele polityka i zniszczy siebie w zalążku. Ksiądz robi to
samo, bo ma w tym swój interes. Papież jest tym ważniejszy, im więcej
ludzi wyznaje wiarę katolicką. Gdyby zabrakło katolików, jakie znaczenie
miałby papież? Kto by się nim przejmował? Każde dziecko rodzi się z mocą, którą chcą wykorzystać politycy, kapłani...
Wkrótce dziecko stanie się pełnoprawnym obywatelem świata - trzeba je
więc jak najszybciej pozyskać. Jeśli urodziło się w rodzinie
katolickiej, powinno zostać katolikiem. A jeśli szczęśliwym trafem jest
sierotą, może się nim zająć Matka Teresa i nawrócić je na katolicyzm.
Biednych ludzi łatwo nawrócić na chrześcijaństwo.
Jezus mawiał, że nie samym chlebem człowiek żyje. To stwierdzenie nie
dotyczy mas. Masy - wierz mi - żyją samym chlebem i wodą. Wokół istnieją
tylko masy. Politycy, księża, wychowawcy nie dopuszczają do tego, by
człowiek stał się prawdziwym sobą, zobaczył swoją prawdziwą twarz,
odnalazł siebie samego. Oni potrzebują mas.
Mnóstwo ludzi chce realizować swoje cele, wykorzystując dzieci. Dziecko
jest tabula rasa; każdego kusi, by coś na tej tablicy zapisać. Rodzice
chcą zapisać swoją religię, kastę, filozofię, poglądy polityczne, bo
dziecko ma ich reprezentować. Dziecko ma przejąć po nich spuściznę.
Jeśli byli hinduistami, dziecko też ma być hinduistą, by przekazać
dziedzictwo hinduizmu przyszłym pokoleniom. Nie są zainteresowani
potencjałem dziecka. Ważna jest ich inwestycja. Rodzice tak wiele
inwestują, wychowując dziecko, kształcąc je. Wszystko to robią pod
pewnymi warunkami - nieważne, czy o tym mówią czy też nie. Pewnego dnia
i tak stwierdzą: "Tak wiele poświęciliśmy dla ciebie. Nadeszła pora,
żebyś się nam odwdzięczył i zrobił to, o co cię prosimy". Mogą to zrobić
automatycznie, bez refleksji, bo tak zostali wychowani przez swoich
rodziców. Ten sam proces powtarza się z pokolenia na pokolenie.
Nauczyciel jest zainteresowany tym, żeby uczeń godnie go reprezentował.
Katecheta chce, by dziecko postępowało zgodnie z przekazanymi mu
naukami.
Chcę, żebyście zapamiętali, że wszyscy interesują się dziećmi z powodów,
którymi dzieci nie są wcale zainteresowane. Dziecko jest bezbronne - nie
jest w stanie walczyć z rodzicami. Oni mają władzę, ono jest od nich
zależne. Musi się dostosować do ich wymagań. Jeśli tego nie zrobi, jeśli
sprzeciwi się rodzicom, będzie to oznaczało, że jest nieposłuszne, że
ich zawiodło. Wymagania stawiają mu najpierw rodzice, potem księża,
nauczyciele. Każdy przejaw bycia sobą traktowany jest jak przewinienie.
Natomiast dostosowanie się do wymagań rodziców, kapłanów, nauczycieli,
polityków bardzo się opłaca. Od początku dziecko uczy się hipokryzji,
podłości. Jeśli będzie autentyczne, zostanie ukarane.
W lepszym społeczeństwie każdy będzie postrzegał drugiego człowieka jako
odrębną całość, nawet małemu dziecku nie będzie niczego narzucał.
Powstanie takiego społeczeństwa to sprawa niezwykle odległej
przyszłości. Na razie jest tak, że każdy ma jakieś swoje interesiki i nie potrafi się powstrzymać od wykorzystywania innych.
Ktoś zostaje prezydentem. Nie myślisz, że odbyło się to twoim kosztem,
że coś w tobie zabito, żeby tamten człowiek mógł zostać prezydentem.
Gdyby każdy pozostał jedyny w swoim rodzaju, oryginalny, to rządzący
światem i od tysięcy lat niszczący go prezydenci i inni politycy nie
byliby w stanie kontynuować tego procederu.
Społeczeństwa składające się z osób niezindoktrynowanych wyglądałyby
zupełnie inaczej - właściwie byłyby nie społeczeństwami, lecz
wspólnotami. Nie istniałyby też narody, nie byłoby takiej potrzeby.
Komu potrzebne są narody? Cała Ziemia to jedność. Granice rysuje się
jedynie na mapach, potem z ich powodu wybuchają wojny, ludzie się
zabijają. Jest to takie głupie... Aż trudno uwierzyć, że nie zrezygnowano
z granic. Komu potrzebne są narody? Komu potrzebne są paszporty, wizy i granice? Cała Ziemia należy do nas. Powinieneś móc być tam, gdzie chcesz
być. Słońce, Ziemia, Księżyc nie są niczyją własnością. Podobnie wiatr,
chmury, deszcz. Po co rysujesz te linie?
Narody są potrzebne jedynie politykom; gdyby nie było narodów, nie
byłoby polityki. Gdyby nie było narodów, nie byliby potrzebni
generałowie, bo nie wybuchałyby wojny. Gdyby nie było narodów, nie
byłaby potrzebna broń. Co stałoby się z jej producentami i środkami
zaangażowanymi w tę produkcję?
Najprostszy sposób na uratowanie ludzkości polega na usunięciu z map
wszystkich tych narysowanych linii; wystarczy usunąć je z map, bo w rzeczywistości one nie istnieją. Zróbcie to, a nie będzie trzeciej wojny
światowej, nie będziecie potrzebowali tylu żołnierzy. Miliony ludzi nie
robią nic innego, tylko "w lewo zwrot, w prawo zwrot...". Gdyby obserwował
to ktoś z góry, nie mógłby się nadziwić. Po co miliony ludzi codziennie
robią zwrot w prawo, w lewo i w tył, maszerują w te i we wte, a na
koniec się rozchodzą? Taki obserwator pomyślałby, że to wariaci i trzeba
ich leczyć.
Narody istnieją jedynie wtedy, kiedy macie fałszywe osobowości. Kościoły
i religie mogą istnieć jedynie dzięki temu, że nosicie maski. Osoba
prawdziwa nie miałaby żadnego powodu, żeby jeździć na wizyty do papieża.
Po co? Nie ma żadnego powodu, dla którego należałoby chodzić do
nauczycieli religijnych, do meczetu, kościoła albo synagogi. I dlaczego
ktoś miałby stać się muzułmaninem, chrześcijaninem, żydem? Dlaczego?
Mając swoją prawdziwą twarz, byłbyś taki zadowolony, tak całkowicie
spełniony i spokojny, że nie miałbyś potrzeby szukać niczego więcej.
Politycy, duchowni nie dopuszczą do tego, żebyś odnalazł swoją prawdziwą
twarz. Będą ci w tym przeszkadzać. Powód jest prosty - oni mają swoje
cele do zrealizowania, a ty musisz im w tym pomóc. Nikogo nie interesuje
dziecko samo w sobie, ono musi zostać dopasowane do wzorców istniejących
w społeczeństwie, narodzie, polityce, religii. Wszystkich poświęca się w imię głupiej ideologii, teologii, polityki, religii.
Dziecko pozwala na to z prostej przyczyny - ono jeszcze nie wie, kim
zostanie. Jest to naturalne, że polega na rodzicach, dorosłych, którzy
wiedzą lepiej. Nie rozumie, że oni wcale nie wiedzą lepiej. Są tak samo
nieświadomi jak dzieci. Różnica polega na tym, że dzieci są niewinne.
Dorośli są głupi, ale przebiegli i dlatego ukrywają swoją głupotę pod
płaszczykiem zapożyczonej wiedzy. Nikt nikogo nie pyta: "Skąd wywodzi
się twoja wiedza?". Nikt nie mówi: "Jeśli to nie twoja wiedza - zostaw
ją, bo jest bezwartościowa. Czy to, co robisz, wypływa z twoich
aspiracji? Czy czujesz, że serce bije ci jak dzwon? Jeśli nie - nie
marnuj już ani minuty dłużej".
Ludzie robią rzeczy, do których zmuszają ich inni ludzie. Tak było, jest
i będzie. Trudno mi uwierzyć, że rodzice przestaną zmuszać dzieci do
tego, by szły w ich ślady, że nauczyciele przestaną uczyć tego, co
"wiedzą". Przecież tylko udają, że wiedzą.
Chcę, żebyście zwrócili na to uwagę. Do tej pory akceptowaliście
wszystko, co wam mówiono. Pora zacząć to kwestionować, podawać w wątpliwość. Nie bójcie się autorytetów, nie ma autorytetów. Kryszna,
Chrystus, Mahomet czy Mahawira - żaden z nich nie jest autorytetem. A jeśli autorytet istnieje, to jest autorytetem sam dla siebie, nie dla
was.
Jeśli któregoś dnia dotrzesz do prawdy, dowiesz się, kim jesteś, wtedy
staniesz się autorytetem sam dla siebie. Nikt nie może być autorytetem
dla drugiego człowieka. Zabawa w autorytety powinna zniknąć z tego
świata.
Ludzie mogą dzielić się swoimi doświadczeniami, lecz to nie czyni z nich
autorytetów. Do niczego was nie zmuszam, nie narzucam wam żadnych
koncepcji. Dokładam starań, aby w jakiś sposób uwrażliwić was na sprawę
autorytetów. Kiedy tylko dotrze do was, że zaczęliście kogoś uważać za
autorytet, natychmiast przestańcie to robić. Skończcie z tym, co wam
wciśnięto - zaczniecie dostrzegać swoją prawdziwą twarz.
Nie wiesz, nie spodziewasz się nawet, jaka będzie twoja prawdziwa twarz,
twoja prawdziwa istota. Dowiesz się wtedy, kiedy... się dowiesz, kiedy się
zmierzysz sam ze sobą, kiedy pokonasz przeszkody i sam dotrzesz do tego
miejsca.
Wszystkie istoty, które rozkwitły, rozkwitły dzięki samotności.
Nie rozkwitło ich zbyt wiele. Raz na jakiś czas jedna jedyna... To prawie
jak tragedia - rodzi się tyle milionów ludzi, a rozkwita tylko jeden
człowiek - rzadko. To dlatego uważam, że nie ma ogrodnika, nie ma boga,
który by się temu wszystkiemu przyglądał, dbał o to. Miliony drzew, a kwitnie tylko jedno? Wiosna przychodzi i odchodzi, a kwitnie tylko jedno
drzewko? Pozostałe pozostają jałowe, bezproduktywne. Co to za ogrodnik?
Na pewno go nie ma; nie ma żadnego boga, co nie oznacza, że masz stać
się pesymistą. Otwierają się nowe możliwości - musisz stać się swoim
własnym ogrodnikiem. To dobrze, że nie ma boga, bo możesz zostać
ogrodnikiem w swoim ogrodzie. Wtedy cała odpowiedzialność spoczywa na
tobie; nie możesz winić nikogo innego.
Odbieram ci boga, żebyś tego starego biedaka nie mógł o nic winić.
Obwiniają go o wszystko: stworzył świat, stworzył to i tamto... Usuwam
wszystkie jego winy - on nie istnieje. Stworzyłeś go, żeby na niego
zrzucać odpowiedzialność. Z powrotem przyjmij tę odpowiedzialność.
Zaakceptuj swoją samotność. Zaakceptuj swoją niewiedzę. Zaakceptuj swoją
odpowiedzialność i patrz na cuda, które zaczną się zdarzać. Pewnego dnia
nagle ujrzysz siebie w całkowicie innym świetle. To będą twoje
narodziny. Wcześniej znajdowałeś się w stanie prenatalnym.
1. Bycie człowiekiem to podróż
Człowiek jest jedyną istotą świadomą na Ziemi. Z tego wynika albo jego
chwała, albo jego potępienie. Od ciebie zależy, co wybierzesz.
Świadomość to miecz o dwóch ostrzach. Otrzymałeś coś tak cennego, lecz
nie wiesz, co z tym uczynić. Używany właściwie może cię obronić; używany
niewłaściwie może cię zranić. Wszystko, co może się stać
błogosławieństwem, może się także stać przekleństwem; zależy, jak tego
używasz.
Mówiłeś, że życie jest źródłem satysfakcji, fascynacji, błogości. W takim razie dlaczego ludzie są nieszczęśliwi?
Życie jest właśnie takie, ale człowiek stracił z nim kontakt. Stał się
zbyt wyczulony na swoim punkcie. Ta nadwrażliwość tworzy barierę i powoduje, że człowiek jest niby to żywy, ale nie do końca. Uważam to za
coś w rodzaju choroby.
Ptaki są szczęśliwe, drzewa są szczęśliwe, chmury i rzeki są szczęśliwe,
ale nie są wyczulone na swoim punkcie. Nie wiedzą, że są szczęśliwe - po
prostu takie są.
Jest wiele podobieństw między istotą nieświadomą a nadświadomą. Ani
jedna, ani druga nie ma jaźni. Człowiek znajduje się pomiędzy nimi - nie
jest już zwierzęciem, drzewem, skałą, ale jeszcze nie został buddą.
Nieszczęścia są skutkiem tego stanu zawieszenia.
Niedawno dostałem list od jakiegoś poszukującego. Napisał on: "Osho, nie
chcę zostać sannjasinem, nie chcę być nadczłowiekiem jak Budda lub
Chrystus. Chcę być po prostu człowiekiem. Pomóż mi stać się
człowiekiem".
No cóż, jest to cel nazbyt ambitny, a poza tym - nieosiągalny. Nie jest
możliwe bycie "po prostu" człowiekiem. Spróbujcie to zrozumieć. To jest
jak prośba: "Pozwól mi się zatrzymać w połowie procesu". Bycie
człowiekiem jest nie stanem, lecz procesem. Jeśli dziecko prosi: "Nie
chcę być nastolatkiem, nie chcę być dorosłym. Chcę pozostać dzieckiem" -
czy to możliwe?
Dziecko już staje się nastolatkiem, przemieszcza się w tym kierunku.
Bycie dzieckiem również nie jest stanem - nie możesz w nim pozostać,
przylgnąć do niego. Dzieciństwo to proces, po nim nadchodzi młodość. To
samo dzieje się z młodością - choć starasz się pozostać młodym, twoje
starania spełzną na niczym, bo młodość już zaczęła zmieniać się w starość.
Chcesz być po prostu człowiekiem? Prosisz o coś niemożliwego. Jesteś
zbyt ambitny. Możesz się stać buddą - to byłoby łatwiejsze. Możesz się
stać bogiem - to byłoby łatwiejsze. Pragnienie bycia po prostu
człowiekiem jest niemożliwe do spełnienia, bo człowieczeństwo jest
podróżowaniem, pielgrzymką. Jest procesem, nie zaś - stanem. Nie możesz
pozostać człowiekiem. Usiłując tego dokonać, stajesz się nieludzki.
Zaczynasz upadać. Nie posuwasz się do przodu, więc się cofasz... Bo musisz
się przemieszczać. Nie możesz pozostać w bezruchu.
Bycie człowiekiem oznacza pielgrzymowanie w kierunku bycia bogiem. Celem
jest bóg. Bycie człowiekiem to pokonywanie pewnej drogi. Droga zawsze
się gdzieś kończy, nie jest nieskończona, bo za bardzo by nas zmęczyła.
Nigdy nie dotarłbyś do celu, tylko szedłbyś i szedł...
Mamy nadzieję stać się ludźmi, ale tak naprawdę mamy nadzieję na więcej,
na przemianę. Ciągłe parcie do przodu leży w ludzkiej naturze... Cel jest
gdzieś indziej.
Ten, kto zadał to pytanie, musi być wspaniałym człowiekiem, gotowym na
przyjęcie sannjasu. Jednak nie rozumie, o co pyta.
Człowiek jest nieszczęśliwy, bo musi być nieszczęśliwy. Nie ma w tym
jego winy, on nie popełnił żadnego błędu. Być człowiekiem oznacza być
nieszczęśliwym, bo człowiek jest zawieszony w próżni: ani tu, ani tam.
Odczuwa napięcie, które staje się udręką.
Jeden dom stracił - ten, w którym wciąż śpiewają ptaki, chodzą
zwierzęta, kwitną kwiaty; ogrody Edenu. Kiedy Adam mieszkał w ogrodach
Edenu, był zwierzęciem, nie człowiekiem. Bóg wygnał go z Edenu i to
sprawiło, że Adam stał się człowiekiem.
Został wypędzony z jednego domu, aby poszukiwać innego - większego,
wyższego, głębszego, wspanialszego. Tęsknota za utraconym domem sprawia,
że człowiek chciałby znowu być zwierzęciem. Trudno zapomnieć ogrody
Edenu. Są tak piękne. I przychodzą chwile, kiedy stajemy się podobni
zwierzętom - chwile wielkiej złości, używania przemocy.
Czemu złość daje ci taką satysfakcję? Czemu zniszczenie czegoś dostarcza
ci tyle energii? Dlaczego w czasie wojny ludzie wyglądają bardziej
promiennie, zdrowo, inteligentnie - jakby życie przestało być nudne? Co
się wtedy dzieje? Człowiek się cofa. Choćby na kilka dni, na kilka
miesięcy znów staje się zwierzęciem. Nie przestrzega prawa, nie dba o losy ludzkości, nie przejmuje się żadnym bogiem. Przestaje być
przewrażliwiony na swoim punkcie, staje się nieświadomy i morduje,
zabija, gwałci - w czasie wojny wszystko wolno. Dlatego ludzie
potrzebują wojny. Wielka wojna jest potrzebna co dziesięć lat, małe
wojny powinny być prowadzone nieprzerwanie. W przeciwnym razie
człowiekowi będzie bardzo trudno żyć.
Człowiek staje się pijakiem, narkomanem. W ten sposób chce odzyskać
utracony dom, utracony raj. Pod wpływem LSD jesteś znowu w ogrodach
Edenu. Wszedłeś tylnymi drzwiami. LSD otwiera tylne drzwi do raju. Życie
znów jest kolorowe, drzewa są tak świetliste, jak były za czasów Adama i Ewy; zapewne ptaki, tygrysy, małpy wciąż je takimi widzą. Zieleń jest
jaskrawa, wszystko wygląda pięknie. Nie jesteś już człowiekiem -
cofnąłeś się. Zmusiłeś swoją istotę do osunięcia się w tył. Z tego
właśnie powodu narkotyki i alkohol są tak popularne. Od początku
istnienia człowiek zawsze szukał narkotyków. W Wedach opisano napój
soma, teraz używa się LSD. Gandzia, zioło, marihuana... Wszystko to ta
sama stara zabawa.
Z pomocą chemii możesz się na trochę osunąć w tył, ale prawdziwe pójście
do tyłu jest niemożliwe. Nie można się trwale cofnąć. Można się tylko
posuwać do przodu.
Nie cofniesz się w czasie. Nie ma biegu wstecznego. Pierwszy samochód
Forda nie miał biegu wstecznego i ludzie dość szybko zdali sobie sprawę,
jak trudno przez to wrócić do domu. Trzeba było nadkładać drogi,
przejeżdżać niepotrzebnie wiele kilometrów, żeby móc zawrócić. Bieg
wsteczny został wymyślony później. Jednak czas go nie ma - nie cofa się.
Człowiek marzył o tym, fantazjował, pisał opowieści science fiction, w których można podróżować w czasie. Herbert G. Wells wymyślił wehikuł
czasu: wrzucasz bieg wsteczny i trafiasz do przeszłości. Jesteś młody,
jesteś dzieckiem, niemowlęciem, embrionem... Wehikuł czasu istnieje
jedynie w umysłach pisarzy i poetów, w fantazjach.
Nie da się cofnąć w czasie. Jest tylko jedna możliwość - iść do przodu.
Człowiek jest skazany na udrękę. Ma tylko dwie drogi - albo się cofnąć
do stanu zwierzęcego, albo wyjść ponad bycie człowiekiem.
Człowieczeństwo jest mostem. Nie zbudujesz na nim domu. Tylko przez ten
most przechodzisz.
Kiedy Akbar, cesarz z dynastii Wielkich Mogołów, budował swoją stolicę,
Fatehpur Sikri, kazał mędrcom umieścić na moście łączącym ją z resztą
świata jakieś wyjątkowe zdanie. Szukali, aż znaleźli zdanie
wypowiedziane przez Jezusa. Nie pochodzi ono z Biblii, lecz
najprawdopodobniej od sufich. Na dworze Akbara było wielu sufich. To
zdanie brzmi: "Świat jest jak most - nie buduj na nim swego domu". Te
piękne słowa wciąż tam są.
Nie próbuj być człowiekiem, bo staniesz się nieludzki. Próbuj być
bogiem, to jedyny sposób, by stać się człowiekiem. Nie ma innej drogi.
Niech twój cel wybiega ku gwiazdom, bo jedynie wtedy wzrastasz.
Człowiek podlega procesowi ciągłych zmian. Jeśli nie ma celu, zatrzymuje
się jego rozwój, pojawia się stagnacja. To właśnie dzieje się z milionami ludzi na całym świecie. Popatrz im w twarz - wyglądają jak
zombi, jakby byli uśpieni, naćpani, nieprzytomni.
Co się dzieje w ich sercach? Nie ma w nich ożywienia, świeżości, iskry,
płomyka... są martwe. Co się z nimi dzieje? Czegoś im brakuje. Nie robią
tego, do czego zostali stworzeni, nie wypełniają swojego przeznaczenia.
Człowiek rodzi się po to, by w trakcie swojego życia przemienić się w nadczłowieka. Niech to będzie twoim celem. Dzięki temu w naturalny
sposób staniesz się człowiekiem.
Im głębiej sięgnie twoja przemiana, tym mniej będzie w tobie niepokoju i udręki. Pąki wkrótce się pojawią i nadejdzie wielka radość. Rozkwitną
kwiaty. Możesz czekać, możesz mieć nadzieję i marzyć.
Jeżeli donikąd nie zmierzasz i próbujesz być po prostu człowiekiem,
rzeka w tobie przestaje płynąć, nie zmierza ku oceanowi. Płyniesz do
oceanu tylko wtedy, kiedy masz pragnienie stania się oceanem. Oto powód:
zmierzasz do oceanu, bo chcesz się nim stać.
Celem jest osiągnięcie boskości. Możesz być człowiekiem, jeśli dokładasz
wszelkich starań, aby dotrzeć do boskości. Dzięki temu wysiłkowi twoje
człowieczeństwo promienieje, a ty żyjesz pełnią życia.
Według Jeana-Paula Sartre'a człowiek niepotrzebnie robi tyle zamieszania
wokół swojego życia, w którym nic nie ma... Wokół życia pozbawionego
znaczenia. Im szczelniej zamykasz się w sobie, tym mniejsze znaczenie ma
twoje życie. I wtedy stajesz się nieszczęśliwy. Ale ten stan przynosi
pewne korzyści.
Kiedy jesteś szczęśliwy, jesteś kimś zwykłym, bo bycie szczęśliwym jest
zgodne z naturą. Stanie się kimś nieszczęśliwym wyróżnia cię. W byciu
szczęśliwym nie ma nic nadzwyczajnego - drzewa są szczęśliwe, ptaki są
szczęśliwe, zwierzęta są szczęśliwe, dzieci są szczęśliwe. W całej
egzystencji ten stan jest czymś zwyczajnym. Budulcem egzystencji jest
szczęście. Tylko popatrz! Widzisz te drzewa? Są takie szczęśliwe.
Widzisz śpiewające ptaki?
Ego nie pozwala ci na to, byś był zwyczajny. Dlatego ludzie tak wiele
opowiadają o swoich nieszczęściach. Dzięki temu czują się wyjątkowi.
Mówią o swoich chorobach, bólach głowy, brzucha i wielu innych
dolegliwościach. Wszyscy są w pewnym stopniu hipochondrykami. Ty
postępujesz podobnie. Jeśli ktoś bagatelizuje twoje opowieści, czujesz
się urażony. A jeśli ktoś ci współczuje i wierzy w twoje nieszczęście,
czujesz się... szczęśliwy. To idiotyczne, ale postaraj się to zrozumieć.
Człowiek nieszczęśliwy ma ego silniejsze niż człowiek szczęśliwy.
Człowiek szczęśliwy nie ma ego. Im mniejsze ma ego, tym jest
szczęśliwszy. On stapia się ze szczęściem, bo nie da się istnieć obok
szczęścia.
Osiągając stan szczęścia - znikasz w nim. Kiedy kochasz - znikasz w miłości. Jeżeli miłość kiedykolwiek mieszkała w twoim sercu, choćby
przez krótki czas, ciebie nie było. Kiedy widzisz piękny wschód słońca
albo księżyc w pełni, albo kwiat lotosu, albo doświadczasz
wszechogarniającej ciszy nad jeziorem - nagle w nich znikasz. Kiedy jest
miłość, ty znikasz.
Słuchasz czyichś słów. Jeśli są prawdziwe, znikasz - nie ma ciebie, jest
prawda. Jesteś oddzielony tylko wtedy, gdy jesteś nieszczęśliwy, gdy
masz do czynienia z kłamstwem, gdy dzieje się coś złego.
Czujesz, że istniejesz, kiedy masz za ciasne buty. Gdy buty są dobrze
dopasowane, nie czujesz ich na stopach. Zapominasz i o butach, i o stopach. Kiedy nie boli cię głowa, zapominasz, że ją masz. Do tego, by
poczuć, że masz głowę, potrzebny jest ból.
Być znaczy cierpieć. Kiedy jesteś szczęśliwy, masz poczucie, jakby cię
nie było. Dlatego Budda mówi, że jaźń nie istnieje. Otwiera w ten sposób
przed tobą ścieżkę do pełni szczęścia. Mówi, że jaźń nie istnieje, więc
łatwo ją odrzucić. Wystarczy zrozumieć, że jej nie ma, że ją sobie tylko
wyobraziłeś.
Hodża Nasreddin powiedział któregoś dnia swoim kolegom: "Mam dziewięciu
synów. Wszyscy to dobre chłopaki. Tylko Abdul jest wyjątkiem. On nauczył
się czytać".
Kiedy człowiek nauczy się czytać, pojawiają się problemy - tworzy się
jaźń. Ludzie na wsi żyją blisko natury, są szczęśliwsi niż mieszkańcy
Londynu, Tokio, Bombaju, Nowego Jorku.
Gdyby nagle kosmita wylądował w którymś z wielkich miast, nie znalazłby
tam żadnych dowodów na istnienie Boga. Patrząc na Tokio czy Bombaj,
można pomyśleć, że to człowiek stworzył świat. Te betonowe budowle,
autostrady, samochody - wszystko zrobione przez człowieka. Im bardziej
oddalasz się od natury, tym dalej jesteś od szczęścia. Im lepiej umiesz
czytać...
Adam zjadł owoc z drzewa wiadomości dobrego i złego - zaczął uczyć się
czytać. Zdobył wiedzę i został przez Boga wygnany z Edenu. Wiedza czyni
człowieka nieszczęśliwym. Im więcej wiedzy ma człowiek, tym bardziej
jest nieszczęśliwy.
Zdobywanie wiedzy łączy się z przebiegłością. Osobie wykształconej z trudem przychodzi powstrzymanie się od bycia przebiegłą. Jest to niemal
niemożliwe, bo cały proces edukacji opiera się na logice, nie na
miłości. Na wątpieniu i podejrzliwości, nie na ufności. Uczą was, że
każdy chce was oszukać; oszukujcie więc, bo to jedyny sposób, by się
obronić.
Ktoś, może Machiavelli, powiedział: "Najlepszą obroną jest atak".
Wszystkie rządy nazywają swoje organizacje militarne "obronnymi". Nawet
Hitler nazywał swoją armię "obronną". Jak świat światem nikt nie mówi,
że atakuje. Zawsze wszyscy się bronią. Słuchają Machiavellego. Szanują
Mahawirę, Mahometa, Mojżesza, ale słuchają Machiavellego. Szukasz
autorytetu? Idź do świątyni, czytaj Biblię. W codziennym życiu przyda ci
się lektura Księcia Machiavellego albo traktatu Ćanakji.
Delhi - stolicę Indii, w której mieszkają politycy - nazywa się
makiawelicznym miastem. Ćanakja to hinduski odpowiednik Machiavellego;
jest nawet jeszcze bardziej niebezpieczny niż ten Włoch. Im więcej
człowiek zdobywa wiedzy, tym bardziej przebiegły, makiaweliczny się
staje.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki