p

Zrozumieć siebie samego - Michał de Pourbaix

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (8,38 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

***

Książka ta powstała dzięki pomocy mojej bliskiej rodziny:

mojej żony Ewy de Pourbaix, córki Iwony, Anny i Romy

de Pourbaix, sióstr Marii i Moniki de Pourbaix, moich

braci Tomasza i Miłosza de Pourbaix, mojej kuzynki

Hanny Rabakozi, Tomasza Zieliński

oraz grona moich przyjaciół: Macieja i Barbary

Komosińskich, Teresy i Andrzeja Florczyków,

Marysi i Krzysztofa Wilczyńskich, Barbary Borodziuk,

Marty Tychowieckiej.

Bez Waszej pomocy, wsparcia, zrozumienia, opisów Waszych autopsyjnych odczuć doświadczanych podczas sesji energetycznych zasilań, mądrych uwag i cennych dla mnie wskazówek książka ta by nie została napisana i opublikowana.

Dziękuję Wam, że byliście i jesteście zawsze przy mnie.

Kocham Was!

Dziękuję przedstawicielom Wydawnictwa "Ridero" Pani Joannie, Asystentowi oraz wszystkim pracownikom za wspaniałą profesjonalną pracę, uprzejmość, cierpliwość i cenne rady pomocne mi wydaniu oraz publikacji mojej książki. Serdecznie dziękuję w imieniu moim oraz wszystkich bliskich mi osób.

Michał Franciszek de Pourbaix

Drodzy Czytelnicy!

Po długich namysłach oraz nieprzespanej nocy, podczas której od godziny dwudziestej czwartej do piątej rano bez przerwy w moim myślach przesuwały się wspomnienia i obrazy z moich snów sięgających okresu najmłodszych lat oraz mojego wieku obecnego, postanowiłem opublikować zapisywane co ranka w zeszytach opisy moich snów, Dyktowań otrzymywanych pismem automatycznym, opisy mojej pracy z energiami, autopsyjne odczucia, refleksje i rady związane z odnalezieniem w naszych wnętrzach zawartych w nas własnych mądrości i wrodzonych talentów.

Michał Franciszek de Pourbaix

Na wstępie opiszę Wam mój często tematycznie powtarzający i dręczący mnie się sen z lat mojego wczesnego dzieciństwa oraz moje obecne na jego temat refleksje.

Opis pierwszego snu, który dokładnie pamiętam do dzisiaj:

Będąc dziewięcioletnim chłopcem, bardzo chętnie czytałem książki o tematyce baśniowej, przygodowej i podróżniczej.

Wieczorami, aby nie budzić śpiącego ze mną we wspólnym pokoiku starszego braciszka Lesia, leżąc w swoim łóżku, zapalałem świeczkę i otwierałem książkę.

Czytając opisane w niej przygody głównych bohaterów, bardzo szybko myślami wnikałem w jej wartką akcję, aby wspólnie z bohaterami przeżywać ich fantastyczne przygody.

Cieszyłem się, że dobro i szlachetność zawsze zwyciężały, pokonując w walce wszelkie zagrażające im smoki, złych czarowników, piratów oraz bandytów.

Indianie z plemienia Apaczów prowadzeni przez odważnego i honorowego wodza Winnetou oraz jego przyjaciół Olda Shatterhanda oraz Sokole Oko zawsze wygrywali.

Pierwsze moje zapamiętane sny związane były ze złymi czarownicami, które zawsze budziły we mnie dużo strachu, ukazując mi moją bezsilność.

W końcu byłem tylko małym przerażonym chłopcem, a one, przylatując na swoich miotłach, zawsze chciały mnie złapać, a ja na moich jeszcze krótkich nogach z przerażaniem przed nimi uciekałem, biegnąc coraz wolniej i wolniej. Prawie zawsze łapały mnie już za koszulę.

Te senne gonitwy często się powtarzały. Przełomem była gonitwa, podczas której uciekając przed prześladującymi mnie czarownicami, byłem już tak wyczerpany ucieczką, że z przerażenia i bezsilności zrobiłem siusiu do łóżka, po czym obudziłem się przestraszony i zawstydzony.

Nastąpiła zmiana w moich nocnych zmaganiach, gdyż przegrana z mokrym efektem rozbudziła we mnie wolę walki i pewność, że w następnym śnie podczas spotkania z moimi miotełkowymi prześladowczyniami pokażę im, że się ich już nie boję i już nigdy mnie nie złapią.

Nadszedł oczekiwany dzień mojej próby - biegnę w moim śnie pomału, lecz przygotowany i pewien, że potrafię biegać prędzej od goniących mnie czarownic. Nie czuję ani strachu, ani zmęczenia, widzę nadlatującą na miotle czarownicę, która szybko zbliża się do mnie. Czuję ją, jest tuż za moimi plecami, wyciąga chudą rękę, aby złapać mnie za piżamę.

Ku zdziwieniu czarownicy mocno przyspieszam, moje nogi są dłuższe i silniejsze niż zazwyczaj, w momencie odbiegam od swojej prześladowczyni, która zostaje daleko za moimi plecami. Dostrzegam na jej szczupłej, pomarszczonej twarzy wściekłość i bezsilność. Po chwili czarownica znika!!!

Okazuje się, że WYGRAŁEM ze swoim własnym strachem i od tego snu już nigdy nie spotkałem podobnych prześladowców... Hura, hura! Zwyciężyłem!

Odnalazłem swoje własne JA oraz wiarę, że strach można samemu pokonać, trzeba tylko tego chcieć i wierzyć w swoje własne siły, które posiada każdy z nas. To kwestia uwierzenia, że jesteśmy silni i sami możemy w nas wiele zmienić, w myśl, że Wiara w siebie samego czyni przysłowiowe CUDA, a każda decyzja, którą chcemy podjąć, zależy tylko od nas samych, gdyż zostaliśmy obdarzeni swoją własną WOLNĄ WOLĄ.

Przez okres ostatnich trzech lat co noc miewałem ciekawe sny. Aby je zapamiętać i świadomie w nich uczestniczyć, zawsze przed zaśnięciem recytowałem swoją regułkę o treści: W MOIM ŚNIE CHCĘ ZACHOWAĆ PEŁNĄ ŚWIADOMOŚĆ, TAKĄ SAMĄ, JAKĄ ZACHOWUJĘ W ŚWIECIE FIZYCZNYM, po czym powtarzałem ją przez pewien czas kilkakrotnie tuż przed zaśnięciem.

Po kilku nocach w moich snach i nocnych wędrówkach zacząłem w nich odczuwać smak, zapach, zimno, ciepło, ból, szczęście, oddech, wodę, powiew wiatru, a moje oczy reagowały na blask słońca. Wszystko było dokładnie takimi samymi odczuciami, jakie miewamy, funkcjonując w życiu realnym.

Po analizie setek moich snów, doszedłem do wniosku, że sny zmieniają się wraz z naszym wiekiem, doświadczeniami życiowymi, temperamentem, cechami charakteru, spojrzeniem na Świat, czystością naszych sumień oraz osobistym zrozumieniem siebie samego i wszystkich Istot, które towarzyszą nam w naszym fizycznym Świecie, które trzeba starać się zrozumieć, pokochać, respektować, tłumaczyć, nauczać, lecz nigdy nikogo do niczego nie zmuszać, gdyż każdy z nas ma swoją własną lekcję do nauczenia i zrozumienia.

Powtarzanie i kopiowanie banalnych haseł w większości i często w całości jest cechą Stada, którego przywódca, kierując się tylko własnymi interesami, otumania i zniewala ludzi, którzy jeszcze sami siebie nie potrafili odnaleźć i nie odkryli swoich własnych darów.

Wszystko to ma w wielu przypadkach decydujący wpływ na treść naszych nocnych snów i wędrówek. Starajmy się naszym uczciwym i szczerym z serca płynącym postępowaniem pomóc ludziom jeszcze słabym i błądzącym odkryć ich własne JA, TU i TERAZ ...

Wszytko to, co przytoczyłem powyżej, ma swoje odbicie w naszych snach. Kiedy nie

rozumiemy samych siebie, nasze sny są przepełnione naszym własnym strachem, niepewnością podjęcia dobrej dla nas decyzji. Podświadomie boimy się tych snów i każdej nowej nocy, z góry zakładamy, że kolejny nasz sen nie przyniesie nam wybawienia i odpoczynku tylko kolejny koszmar pogrążający nas w poczuciu naszej bezsilności.

Senne koszmary sami przenosimy na plany swojego realnego życia, wplatając nocny koszmar w nasze dzienne życiowe decyzje, tak jak i we śnie boimy się podejmowania decyzji, odgradzamy się od kreowania swojej własnej osobowości, gdyż boimy się samych siebie...

Sny mogą nas wiele nauczyć, poddając nam często w formie symboli nowe pomysły, pomóc nam obejrzeć siebie z drugiej strony, zajrzeć w nasze własne wnętrza.

Aby nasze sny były nam pomocne, pouczające, ostrzegawcze, MUSIMY być UCZCIWI i szczerzy wobec siebie i innych, TO PODSTAWA, aby śnić z radością, zasypiać w spokoju, pozwalając naszemu organizmowi automatycznie podczas snu aktywować w pełni proces regenerowania i uzdrawiania każdej z naszych komórek.

Spokojny sen jest naszym własnym lekarzem, energoterapeutą, psychologiem, filozofem. Spokojny sen to zdrowie, radość i siły na nasz bezstresowy NOWY PIĘKNY DZIEŃ.

Kochajmy i szanujmy w równym stopniu siebie, Naturę oraz ziemskich naszych braci i siostry, odkrywajmy nasze własne skarby, czerpiąc z nich wiedzę, doświadczenia oraz wrodzone często jeszcze ukryte w naszych wnętrzach własne mądrości.

Jeżeli zastosujemy się do moich powyższych rad, będziemy bezstresowo zasypiać, w snach odwiedzać tych Tutaj i spotykać tych Tam, rankiem obudzimy się pełni sił i wiary, że przez wszystkie nasze codzienne mniejsze i większe potyczki wyjdziemy bez szwanku, zawsze z uśmiechem na twarzy.

Podstawą, aby to osiągnąć, według mojego osądu, jest odkrycie i poznanie SAMEGO SIEBIE oraz umocnienie WŁASNEGO JA - dzięki takiej przemianie pozbędziemy się wszelkich stresów i obaw, nasze decyzje będą zawsze naszymi decyzjami, o wszystkim będziemy decydować sami; nasze drogi będą drogami naszego własnego wyboru, podczas których kroczyć będziemy z podniesionym czołem, radością w sercu i szczerym uśmiechem na naszych twarzach.

WSZYSTKO, CO ZWIĄZANE JEST Z NASZYM OBECNYM ŻYCIEM, JEST W NASZYCH RĘKACH I ZALEŻNE OD NASZYCH WŁASNYCH DECYZJI.

Michał Franciszek

Opis mojej regresji - 7.04.2016 r.

Część pierwsza

REGRESJA - przeprowadzona z Michałem Franciszkiem de Pourbaix przez Panią Iwonę Kupisz-Ropcke

Wszystko zaczyna się od wstępnej rozmowy, przygotowania i omówienia zasad przebiegu regresji. Po ich zakończeniu w pozycji leżącej wygodnie układam się na wersalce. Pani Iwona przygotowuje mikrofon, umieszczając go blisko mojej głowy, następnie przykrywa mnie kocem i przypomina o konieczności relaksu umysłowego, jak też cielesnego.

Moje oczy zakryte są delikatnym materiałem oraz specjalną opaską na oczy, przez którą nie przedostaje się światło dzienne. Po chwili czuję się fizycznie odprężony, oddalam od siebie wszelkie niepotrzebne myśli i jestem gotowy do DUCHOWEJ PODRÓŻY.

Pani Iwonka spokojnym, cichym głosem dodatkowo mnie relaksuje. Moje powieki są już zamknięte, następuje odliczanie od jeden do dziesięciu.

W trakcie odliczania pomału zaczynam odczuwać, że moje niefizyczne ciało, które odbieram jako jasną wiązkę czystej białej mgielnej ENERGII z niesamowitą prędkością mknie w stronę ciemnoniebieskiej przestrzeni, usianej malutkimi, jasnymi punkcikami, oczami mojej Duszy zaczynam widzieć i kojarzyć, że te mikroskopijne świetlne punkty są milionami rozsianych tam gwiazd.

Czuję ogarniającą mnie Duchową euforię, pędzę swoją energetyczną poświatą naprzód i naprzód, nie czuję żadnego strachu, obaw czy też zwątpień, jestem niezniszczalną cząstką mojej własnej niezniszczalnej energii.

Mijam Galaktyki, mgławice, przemykam się przed i pod pojawiającymi się na mojej drodze przeszkodami, wślizguję się w małe, pojawiające się na mojej drodze niesymetryczne dziury. Cały czas szukam małego światełka, kierując się w jego stronę, odnajduję wolne przestrzenie do mojej dalszej eskapady, napotykam CZARNE AKSAMITNE DZIURY, zbliżam się do nich, rozglądam się wokoło! Nigdzie nie widzę prowadzącego mnie światełka...

Moim fizycznym głosem informuję Panią Iwonkę, że nie mogą odnaleźć prowadzącego mnie świetlnego punkciku. Cały czas jestem z nią w kontakcie, mogę słownie prosić o każdą potrzebną mi radę lub wskazówkę, jestem połową mojej osobowości w świecie fizycznym, a połową w DRODZE.

Od Pani Iwonki otrzymuję cichą radę: "Szukaj dokładnie, rozglądaj się we wszystkich kierunkach, poproś swoich OPIEKUNÓW o ochronę i pomoc w odnalezieniu twojej dalszej drogi".

Odnajduję moje światełko i pędzę w jego kierunku, odczuwając wielką ulgę. Moim energetycznym ciałem wzbijam się wyżej i wyżej, dolatuję do szarej ŚCIANY... Szukam sposobu jej ominięcia, widzę mikroskopijny błysk na samym dole mojej przeszkody, nurkuję w dół, wlatuję w małe, świetlne okienko i jestem już za tą ścianą.

Dymensja, w którą wleciałem, jest ŚWIATEM WODNYM. Mam odczucie, że moja energetyczna wiązka przybrała formę wrzecionowatą, czuję się DELFINEM, pędząc przed siebie przez wodny świat. Moim delfinim, energetycznym pyskiem rozpycham wodę, widzę małą falkę, która tworzy się podczas mojego naporu na wodę, moje energetyczne ciało odczuwa szybkość oraz opływającą mnie wodną masę - jest w tym wszystkim radość bezkresnej podróży, wolności szczęścia i symbiozy...

Wylatuję z wodnego świata, ponownie staję się czystą wiązką pędzącej energii, już z daleka widzę materializujący się niesymetryczny otwór, bardzo mocny błysk światła... Bez wahania kieruję się w stronę tego otworu, po czym wylatuję z niego i zatrzymuję się, widząc przed sobą MUR, a w nim WIELKĄ, KAMIENNĄ BRAMĘ zbudowaną z jasnego piaskowca.

Brama w całości pokryta jest rzeźbami, ze zdumieniem zauważam, że na murze jest mnóstwo rzeźb przedstawiających w większości głowy zwierząt, krokodyla, lwa, bawołu. Dostrzegam, że po prawej stronie w murze, tuż przy potężnych drzwiach bramy, pomału otwierają się oczy LWA ...

Czuję, jak to spojrzenie przenika mnie na wskroś!!! Oczy lwa powolutku się zamykają, a po chwili otwiera się ciężka, dwuskrzydłowa brama. Widzę przed sobą długi, szeroki plac w kolorze jasnego piasku, a w tle zauważam piękną, jasną budowlę w kolorze bramy i dziedzińca.

Budowla ma niezmierną ilość okiennych wnęk, w żadnej z nich nie widzę szyb. Styl budowli, jak też okien przypomina mi ziemskie budowle mauretańskie - wszystko to emanuje energią wieczności, mądrości, miłości, całkowitego bezpieczeństwa. Czuję szczęście powrotu do mojego własnego domu, z którego wyszedłem tylko na chwileczkę i do którego zawsze wracam.

"W DOMU OJCA JEST WIELE POKOI", z moich fizycznych oczu tak w czasie podróży, jak i w tym szczególnym miejscu płyną łzy szczęścia, JESTEM W DOMU...

Część druga regresji

"W ŁONIE MATKI"

Jestem w prawie przezroczystym woreczku, dokładnie nie mogę skojarzyć, czym on jest i jak nazwać miejsce, w którym przebywam. Pływam sobie w czymś gęstym, jest mi w tym ciepło i wygodnie, czuję się bezpiecznie.

W pewnym momencie woreczek pęka, a ja wpadam w coś także ciepłego, w nowym miejscu czuję się komfortowo, jest mi tam nawet lepiej niż w moim wcześniejszym baseniku. Płyny, w których się znajduję, są raczej bezbarwne, lecz troszeczkę gęstawe, nie przeszkadza mi to w pływaniu, podczas którego wykonuję przeróżne akrobacje, pływam w kółeczko, robię fikołki, jestem bardzo szczęśliwy.

Nagle widzę podpływające do mnie smugi gęściejszej energii, nie wiem jeszcze, czym one są. Przybliżyły się do mnie i, połączywszy się z moją energią, zaczęły wspólnie wirować, splatając się z sobą, co odczułem jako przesłanie mi niezmierzonej ilości miłości, szczęścia, ciepła. Energie w dalszym ciągu, przeplatając się z sobą, napełniają mnie sobą, a ja wchłaniam je każdym swoim atomem. Wreszcie doznaję olśnienia, rozumiem, że energię, którą otrzymywałem, jest ENERGIĄ szczęścia i miłości płynącą od mojej fizycznej matki.

Czuję, że coś się zbliża, odbieram to jako coś długiego, w kolorze mieszanki kości słoniowej z bielą, podobnego do długiego, giętkiego przewodu, do którego przyczepionych jest tysiące małych, bezbarwnych nieforemnych postaci. Najbliższe z nich chcą się dostać do miejsca, w którym ja przebywam. Widzę, jak obok mnie formuje się otwór podobny do otwartych ust, przewód wślizguje się w ten otwór, wystrzela z niego biała smużka energii, już wiem: TO JEST MOJA DUSZA.

Pani Iwonka, prowadząc mnie, podpowiada, abym zapytał mojego Opiekuna, w którym miesiącu Dusza weszła w moje ciało. Pokazała się cyfra 2, a po chwili jakby z wahaniem wyświetliła się cyfra 3... Można to odebrać jako dwa i pół miesiąca.

Część trzecia

"ZAGŁADA MOJEJ PLANETY"

Ponownie przemieszczam się w kosmicznej przestrzeni, z szaloną prędkością mijam nowe Galaktyki, bezkresne przestworza, czarne dziury, mgławice, nowe sklepienia usiane milionami gwiazd. Rozglądam się we wszystkich kierunkach, szukając Planety, z której pochodzę.

Z daleka widzę ogromną okrągłą Planetę, której powierzchnia rozświetlana jest częstymi rozpryskami światła. Moją energetyczną smugą zbliżam się do miejsca, z którego widać, że światła, które widziałem wcześniej, są efektem nieustających eksplozji.

Już wiem, że to ginie moja Planeta, mój Świat, z którego pochodzę. Czuję, jak z moich fizycznych oczu wypływają łzy, które spływając po policzkach, łaskoczą moją skórę. Czuję niewyobrażalną żałość.

Z każdym wybuchem część mojej Planety odpada, szybując w ciemną otchłań i jakby nabierając prędkości niknie w bezkresach galaktycznej otchłani. Odczuwam, że powodem katastrofy było zachwianie jej grawitacji.

Odwracam się i odlatuję, nic już nie jest w stanie powstrzymać tej tragedii.

Część czwarta

"MÓJ ANIOŁ STRÓŻ I RADA STARSZYCH"

Jestem w nieznanym mi miejscu, oczyma Duszy obserwuję stojącą na wprost mnie potężną postać mężczyzny, odzianego w długą szatę przypominającą habit, który zakrywa ogromną postać od głowy do samych stóp. Jego górna część uformowana na głowie mężczyzny przypomina trójkątne nakrycie, zakrywające tylną część głowy. Widzę zarys twarzy oraz lekko falowane, ciemne blond włosy sięgające mężczyźnie do ramion.

Postać mężczyzny emanuje niewyobrażalną mocą, mądrością, dostojeństwem, powagą i wiecznością. Z całkowitą ufnością, stojąc przed nią, patrzę w górę, nie czuję żadnych obaw, przymusu, presji czy też dominacji, odbieram tylko przekaz pełen miłości, łagodności, spokoju i jakby bliskość STWÓRCY. Podświadomie wiem, że czekam na coś, co dotyczy analizy mojej Duszy.

Nagle dostrzegam przestrzeń, w której materializuje się głowa kobiety o pięknym, szczupłym obliczu i bardzo długich, falujących, kasztanowozłotych włosach.

Pani Iwonka podpowiada mi cichym głosem: "Spytaj, kim jest ta kobieta?", a kiedy zadaję takie pytanie, otrzymuję odpowiedź wyrażoną mocnym, krótkim i bardzo stanowczym głosem: "Jestem MATKA".

Widzę, że MATKA, zbliżając się do mnie, zamienia się w energię białego promienia, a ja automatycznie zmieniam się w taki sam biały pionowy promień. Nasze promienie splatają się z sobą, tworząc spleciony energetyczny sznur, który w szalonym pędzie pnie się w górę i w górę. Odczuwam ogarniającą mnie ekstazę miłości, szczęścia, radości połączenia, je byliśmy i jesteśmy jednością teraz i zawsze... Telepatycznie odbieram przekaz MATKI: "Kocham, jestem zawsze z tobą i przy tobie, chronię cię, jesteś bezpieczny".

Po odebraniu tego przekazu ponownie staję przed mężczyzną w habicie, a Pani Iwonka, jak zawsze cichym głosem, podpowiada mi treść nowego pytania: "Spytaj się kim byłeś i skąd pochodzisz?".

Po zadaniu pytania: "Kim byłem?" słyszę głośną, dobitną odpowiedź: "ARCHONT". Nie tracąc czasu, pytam: "Skąd pochodzę?". Odpowiedź jest szybka i głośna: "NEMEZIS".

Czekając na osąd mojej Duszy i rozglądając się dookoła, widzę długi, mgielny przezroczysty stół, za którym na mgielnych siedzeniach dostrzegam trzech mężczyzn. Ubrani w długie, luźne szaty koloru jasnopopielatego, na głowach mają nałożone małe czapki w kształcie kwadratu, jasnobrązowego koloru. Postacie mężczyzn nie różnią się wiekiem, co odbieram jako informację, że czas tu nie istnieje. Trzech mężczyzn to Rada Starszych, są oni jednakowego wzrostu, a w stosunku do stojącego przy mnie potężnego mężczyzny wydają się mikrusami...

W pierwszej kolejności słyszę głos potężnego mężczyzny, który krótkimi, mocno akcentowanymi słowami obdarza mnie pochwałami oraz wskazówką, abym w dalszym ciągu mojej ziemskiej ścieżki kroczył przez życie, niosąc światło, ucząc ludzi prawdy, miłości, szacunku do wszystkiego, co ich otacza. Słyszę, że moja Duchowa grupa jest dumna ze mnie oraz z mojego sposobu wykonywania ziemskiej misji. Słysząc słowa pochwały, cieszę się, że moja praca jest doceniana.

Nadchodzi kolej na osąd ze strony Rady Starszych. Spoglądam na siedzącą na wprost mnie postać z jasną, kędzierzawą brodą. Nagle słyszę szepty, którym towarzyszą ciche śmiechy. Mężczyźni odwracają się, po czym patrząc na mnie, mówią, że moja obecna ziemska misja przebiega dokładnie według mojego własnego planu Duchowego.

Pani Iwonka delikatnie uwalnia mnie z hipnotycznego transu, przez krótki czas odczuwam lekkie zawroty głowy oraz małe oszołomienie.

Żałuję, że sześć godzin mojej hipnotycznej regresji minęło tak, jakby trwała ona tylko sześć sekund.

Energie

W moim własnym autopsyjnym odczuciu podstawą pracy z energiami jest odczuwanie zasobów naszej energii w sobie oraz wnętrzach naszych dłoni. Jest to mocno związane z odnalezieniem w sobie naszego własnego nieskażonego JA, TU i TERAZ, otwarciem naszej czakry serca, dzięki czemu odnajdziemy w sobie naszą prawdziwą Istotę, pełną miłości, szacunku, respektu do wszystkich i wszystkiego, co nas otacza w formach duchowych, jak i fizycznych. Wraz z otwarciem czakry serca ujrzymy świat w prawdziwej formie, bez agresji, bez ludzkiej nienawiści, Świat, w którym nasze JA jest prawdziwe, nie zniewolone przez część tzw. Elity, która w większości jest rzeszą głupców, oszustów, manipulantów i zbrodniarzy, którzy część ludzi już zapędziła w kontrolowane przez nich stada, zmieniając ich w swoje potulne kukiełki z wymazanym poczuciem człowieczeństwa i swojej ludzkiej wartości.

Na skutek manipulacji prawnych, zakazów, nakazów, przeróżnych grożących nam kar, obiecanek, w które mamy wierzyć, a na ich spełnienie musimy czekać w ciszy, spokoju i pokorze, od czasu do czasu rzuca się ludzkim stadom obgryziony ochłap, który już wcześniej został nadgryziony przez Elitę! Zaczynamy żyć szablonowo: praca, zakupy, obiad, domowe obowiązki, dzieci, którym, jeśli znajdziemy wolną chwilę, powinniśmy pomóc w odrabianiu szkolnych zadań, wieczorem zaś obowiązkowe odsłuchanie telewizyjnego prania mózgu. Jesteśmy zmęczeni tym codziennie powtarzającym się scenariuszem, zasypiamy z telefonem komórkowym - leżącym obowiązkowo tuż przy naszej głowie, który zamiast być nam przyjacielem, staje się naszym cichym zabójcą. Rankiem pobudka, mimo snu czujemy się jeszcze trochę zmęczeni, ale nie ma na to rady, gdyż po zjedzeniu reklamowego śniadanka, pędzimy do pracy i tak co dzień - POWTÓRKA Z ROZRYWKI...

Powyższy tekst po przeczytaniu, jego analizie i zrozumieniu, powinien obudzić nas z obecnego życiowego letargu, dzięki czemu zrozumiemy bezsens manipulacji, której poddaliśmy się na własne życzenie i z naszą własną wolą.

Obudziwszy się, zobaczymy siebie i całkiem inny Świat, świat naszych prawdziwych pragnień, naszych własnych wyborów, bezpieczny, bez wojen, oszustw, korupcji i ludzkich manipulacji. Zrozumiawszy powyższe opisy, czakra naszego serca, jak i sześć pozostałych, będzie wirować tak jak w naszej pierwotnej matrycy, czyli w szczęściu, spokoju, radości bycia i życia. A wszystko to jest podstawą, aby wszystkie nasze organy, narządy, połączenia energetyczne funkcjonowały bez zarzutu, utrzymując całe ciało w doskonałym zdrowiu. Dzięki takiej transformacji potrafimy pracować z energiami, czuć ich wpływy i wypływy, widzieć je w różnych formach, kierować ich przesyłaniem oraz leczyć siebie i ludzi.

Wszystko jest energią, która nigdy nie zanika, może zmieniać formy, a my sami mamy na to wielki wpływ. Osobiście, chcąc coś dokładnie poznać, zrozumieć, rozwinąć, ulepszyć, szukając pomocy, wymawiam w myślach mądre słowa zawarte w Biblii: "PROŚ, A DOSTANIESZ", dzięki czemu zawsze otrzymuję nową pomocną myśl.

Drugi przypadek samouzdrawiania

Kilka lat wcześniej, stojąc w naszych ogrodzie na drabinie, zrywałem z drzewa duże, soczyste czereśnie. W pewnym momencie niespodziewanie jedna z nóg rozkładanej aluminiowej drabiny samoczynnie się złamała, a ja całym swoim ciężarem runąłem na ziemię. Na szczęście wiklinowy koszyk częściowo napełniony czereśniami wisiał zaczepiony haczykiem bezpiecznie na gałęzi. Nieszczęściem jednak było bardzo mocne stłuczenie mojego prawego ramienia.

Jako osobnik raczej uparty i omijający ośrodki medyczne doszedłem do wniosku, że ból samoistnie przejdzie... Niestety minęły lata, a podnoszenie ręki ciągle sprawiało mi trudności. (Ten wypadek zaistniał kilka lat przed moim otwarciem na samoleczenie, więc aby podnosić prawą rękę do góry, musiałem sobie pomagać lewą).

Pewnego wieczoru, leżąc w łóżku tuż przed zaśnięciem, otrzymałem od MATKI i INNYCH telepatyczny przekaz - były to słowa: "Mój maleńki syneczku, dzisiaj w nocy podczas twojego snu będziemy cię leczyć. Nie przestrasz się, gdy zaczniesz odczuwać lekkie ukłucia czy lekkie bóle głowy. Nastąpią one w momencie twojego uzdrawiania".

Informację ostrzegawczą przyjąłem spokojnie i z ufnością w jej pozytywne skutki. Ułożywszy się wygodnie w łóżku, zgasiłem nocną lampkę i zagłębiłem się w swoje własne myśli. W pewnej chwili zacząłem odczuwać przemieszczające się w moim ciele lekkie prądy, najpierw w lewym barku, prawym płucu, sercu, następnie w brzuchu, prawym i lewym boku, dłoniach, ramionach, stawach... Po chwili wszystko się uspokoiło, a ja spokojnie zasnąłem.

Wstając rankiem następnego dnia, na próbę podniosłem nad głowę prawą rękę i nie odczułem żadnego bólu. Wszystko, co utrudniało mi podnoszenie ręki do góry, zaniknęło, do dzisiaj moja prawa ręka funkcjonuje sprawnie i bez bólu.

Kiedy podczas spacerów przemierzałem leśne drogi, kilkakrotnie energie manifestowały swoją obecność, pojawiając się w postaci powoli obracającego się przezroczystego koła, w którego środku wirowało tak samo przezroczyste mniejsze koło. Kontury kół były mocniej zarysowane, mimo przezroczystości każde z obracających się kół dostrzegało się jako dwa koła oddzielone, a także jako zespół. Obraz tych wirujących okręgów postrzegałem zawsze końcem lewego oka. Przezroczystość kół, zmieniając częstotliwość, wprowadzała w lukę między nimi delikatne drgania, tworząc coś, co kojarzyłem z tworzeniem elementów zdobniczych, które pulsując swoją odrębną wibracją tworzyły piękne, delikatne, zmieniające się koronkowe wzorki. Te wspaniałe energie każdorazowo towarzyszyły mi w drodze na odległościach od trzydziestu metrów do dwustu metrów, a potem samoczynnie znikały.

Widzenie energii

Podobnego kontaktu z energiami doświadczyłem w swoim domu, siedząc wraz z małżonką w salonie w fotelach podczas odpoczynku. Ewa zajęta była czytaniem, a ja, trzymając przed sobą lekko wyciągnięte ręce, bawiłem się kumulowaniem w swoich dłoniach energii. Formowałem z niej kule, przerzucając ją z dłoni do dłoni, rozciągałem ją między dłońmi czy wyprostowanym palcem prawej dłoni prowadziłem energię po mojej otwartej lewej dłoni, przemieszczając ją od palca do palca. Czułem to, jakbym trzymanym w prawej ręce niewidzialnym ołówkiem pisał coś na wnętrzu swojej otwartej lewej dłoni. Następnie siłą woli kierowałem promień energii, rysując na dłoni przeróżne wzorki, cyfry, litery alfabetu...

Fizycznie ten niewidzialny promyk odczuwałem, jakbym trzymał w prawej dłoni cienki, prosty drucik i przesuwał go po swojej skórze. Nagle tuż przy nogach ujrzałem materializujące się przezroczyste koło o średnicy około dwóch metrów. Było ono podobne do koła w młynie wodnym. Po chwili energia w środku obracającego się koła utworzyła prostokątne korytka, które cały czas drgając i lekko błyszcząc, formowały piękne jednakowe oblamówki o wzorach nie do opisania. Wzory te, pulsując własnym życiem, cały czas się upiększały...

Przyszło mi na myśl, że koło jest portalem do przejścia w inny wymiar. Spojrzałem na małżonkę, myśląc, że ona także widzi to koło. Jednak zajęta czytaniem Ewa nie zwracała na mnie uwagi. Nachyliłem się, wyciągnąłem przed siebie prawą rękę i pomału włożyłem ją do obracającego się przezroczystego koła. Zauważyłem wówczas, że we wnętrzu koła dłoń po prostu jakby fizycznie zniknęła, mimo tego nie odczuwałem żadnego strachu. Pomału zacząłem cofać rękę, ponownie pojawiła się moja zewnętrzna część dłoni, która podczas wyciągania miała od góry piękny złoty kolor. Kiedy wyciągnąłem całą dłoń, jej złoty kolor zaniknął, wracając do normalnej barwy. Ponowiłem więc próbę, tym razem wkładając w koło dłoń, obróciłem ją wnętrzem do góry. Dłoń ponownie stała się niewidoczna. Pomału wyciągając z powrotem dłoń, zobaczyłem, że jej kolor to czysta biel. Po całkowitym wyciągnięciu jej z koła przyjmowała znowu swój naturalny kolor. Ponowiłem próby, wkładając najpierw dłoń wierzchem do góry, a następnie wierzchem do dołu... Efekt był zawsze taki sam: góra dłoni przy wyciąganiu zawsze była w kolorze złotym, wnętrze dłoni zawsze w kolorze bieli...

Po ostatniej próbie ponownie popatrzyłem na Ewę, która w tym momencie także spojrzała w moim kierunku. Zapytałem: "Kochanie, czy widzisz to obracające się przede mną koło?", a ona zdziwiona odrzekła: "Nie, a co miałam zobaczyć?". W momencie zadania tego pytania koło samoczynnie zniknęło...

W ciepłe, bezchmurne dni, siedząc w ogrodzie w moim wygodnym fotelu, czytałem ulubione książki oraz fascynujące mnie treścią i bogactwem przekazu artykuły publikowane w miesięczniku "Nieznany Świat". Robiąc sobie przerwy i myśląc o przeczytanych tekstach, wpatrywałem się w przestrzeń nieba. Fascynowało mnie obserwowanie białych kuleczek orgonitu przemieszczającego się w powietrzu. Każda wędrowała w innym kierunku - na wprost, w lewo, w prawo, zygzakami, a mimo szalonej szybkości żadna z nich nigdy nie wypadała ze swojego toru. Nie zaobserwowałem żadnej kolizji, zderzenia, wstrzymania ruchu... Wszystko przebiegało bezkolizyjnie.

W lekko pochmurne dni widywałem z kolei większe kuleczki orgonitu, były one przezroczyste, z ciemnym jądrem w środku. Tylko raz miałem fizyczny kontakt z orgonitem widocznym w postaci małych spadających łezek. Widząc je tuż przy sobie, wyciągnąłem rękę z dłonią odwróconą wierzchem do góry, podstawiając ją pod opadające łezki, po czym fizycznie odczułem, jak po zetknięciu się z dłonią delikatnie ją zmoczyły.

Podczas kontaktu z deszczem opadających orgonitowych łezek odczuwałem dziwny smutek... Po chwili łezki zniknęły, a gdy sprawdziłem swoją dłoń, była sucha.

Fantazja i jej analiza

Wczorajszego dnia podczas rozmowy z moją kuzynką Hanią poruszyliśmy temat związany z zasobem fantazji. To słowo podziałało na mój mózg jak iskra przebudzenia, włączył się program FANTAZJA otwierający moje myśli na analizę tego słowa, jego znaczenia, pochodzenia, z czym jest związane, dlaczego w życiu jest nam tak pomocne i dlaczego powinniśmy je dogłębnie przeanalizować i zrozumieć.

Większość ludzi znaczenie słowa FANTAZJA kojarzy z ludzką nadpobudliwością, ułudą oraz nierealnością, a często ze szkodliwością w połączeniu z fizycznością.

W moim odczuciu, jak i w odczuciu kilku bliskich mi osób, FANTAZJA i jej poziom jest przewodnią myślą prowadzącą nas w kierunku rozbudzenia i rozwoju naszych własnych myśli dążących do osiągnięcia doskonałości.

MYŚL zainicjowała początek naszego istnienia - pierwsza myśl jako BAZA GŁÓWNA, chcąc się powiększać, musiała stworzyć w sobie dział myśli pomocnych, czyli myśli zwiadowczych, do których należą badanie nowego terenu, przystosowanie, bezpieczeństwo, przetrwanie oraz możliwości dalszego rozwoju myśli. Aby myśli zwiadowcze mogły przetrwać, musiały z kolei stworzyć pomocną im myśl, czyli Fantazję, która przejąwszy od nich wszystkie ich pamięci, segregowałaby wszystkie ich doznania. Fantazja ma za zadanie szukanie nowych trendów, z których myśl twórcza, wybierając kilka opcji zbadanych przez Fantazję, mogłaby wybrać kierunek umożliwiający myśli twórczej tworzenie nowych i szerzej rozwiniętych myśli.

Poziom Fantazji w każdym z nas jest zależny od ilości naszych inkarnacji, podczas których każde autopsyjnie przeżyte zdarzenie owocowało doświadczeniem, a dzięki temu rozszerzeniem naszej Fantazji. Z kolei ona jako twór naszych myśli kodowała każdą przeżytą przez nas sytuację, dokładnie pamiętała ich wypadkowe. Dzięki nim podczas podejmowania decyzji w wyborze kierunków życiowych, poddawała szereg myśli, z których my sami zgodnie z naszą Wolną Wolą, musimy wybrać tę, która pomoże nam w podjęciu właściwej decyzji.

Im więcej w nas FANTAZJI, tym bogatszy nasz umysł, dzięki czemu unikamy niebezpieczeństw, bardzo rzadko poddajemy się dominacji materialnej. Możemy tworzyć, nauczać i żyć własnym stylem, kochać siebie, ludzi, Świat, Naturę. Często potrzebujemy też chwili wyciszenia i samotności, aby w spokoju przeanalizować siebie, uzdrowić i oczyścić swoje wnętrze z błądzących myśli innych ludzi. Wystarcza nam chwila samotności, abyśmy - odsapnąwszy z trochę męczącej, ogólnej życiowej codzienności - mogli powrócić do szarej rzeczywistości w celu rozświetlenia i oczyszczenia jej z wszelkich negatywnych wibracji, blokad, zakazów, manipulacji, stworzonych przez człowieka dla człowieka.

Często ludzie z dużym zasobem fantazji są odbierani przez społeczeństwo jako nieprzystosowane do samodzielnego życia osoby, na które trzeba uważać i je omijać, gdyż postrzega się tych ludzi jako lekko zwariowanych, upośledzonych lub niebezpiecznych. Fantasta zrozumie fantastę, a prawdziwy wariat wariata nie zrozumie, a niestety dość dużo ludzi, nie wiedząc, kim są, szuka wszędzie upośledzeń, zapominając o sobie... Przykre to, lecz prawdziwe i często spotykane.

Analizując sztukę, muzykę, technikę oraz inne dziedziny nauki, dojdziemy do wniosku, że bez zwiększonej FANTAZJI nie byłoby tak wspaniałych rzeźbiarzy, malarzy, muzyków, rzemieślników, których prace stanowią pomniki światowej kultury. To właśnie Oni na zawsze zapisali się w naszych myślach i pamięci jako wzorce doskonałości w tworzeniu swoich dzieł. Ich twórczość jest przez nas rozumiana i podziwiana, ich piękno budzi w nas nasze własne piękno, to dzięki ich twórczości stajemy się wrażliwi na piękno muzyki, sztuki i wielu podobnych im arcydzieł.

Poziom zawartej w nas fantazji jest wykładnikiem naszej twórczości, im więcej mamy fantazji, tym nasz twórczy przekaz staje się głębszy, piękniejszy i zrozumialszy. Często uczeń marzy o prześcignięciu swojego mistrza, aby jednak tego dokonać, musi swojemu mistrzowi dorównać fantazją w twórczości lub go prześcignąć. Część uczniów, nie mogąc dorównać swoim mistrzom, tworzy dzieła na ich podobieństwo, ale efekt końcowy jest taki, że mistrz zawsze pozostanie mistrzem, gdyż Jego dzieła są odzwierciedleniem naszych pragnień, myśli, marzeń. Podziwiamy je, zdajemy sobie sprawę, że Oni swoim mistrzostwem dzielą się z nami.

Każdy z nas, znając swoje własne JA, TU i TERAZ, jest twórcą swoich myśli, realizatorem swoich marzeń i sztuki, którą także sam może tworzyć.

Kopista pozostanie kopistą, który powielając myśl Mistrza, sam nie potrafi Jej rozszerzyć.

Szanując FANTAZJĘ innych ludzi, odnajdujemy w sobie naszą własną fantazję, zrozumienie innych budzi nasze wartości, talenty, możliwości, dlatego szanując siebie, szanujmy innych.

Powyższe słowa zapisałem dzięki dyskusjom i wnioskom dotyczącym głębszego zrozumienia znaczenia słowa "fantazja".

Dziękuję mojej małżonce Ewie, naszej córce Iwonce i kuzynce Hani R. za mądre analizy, zrozumienie oraz ich własne interpretacje tego magicznego słowa, jakim jest FANTAZJA.

List do mojej Mamy śp. Irenki

Nigdy nie jest za późno na przesłanie naszych odczuć tym, którzy już odeszli ze Świata fizycznego, gdyż energia nigdy nie zanika, emitowana przez adresata zawsze odnajdzie swojego właściwego odbiorcę.

Moja kochano Mamo!

Ja jestem jeszcze tutaj, a TY w DOMU DUCHOWYM, z którego zawsze wychodzimy i do którego zawsze wracamy. Otula Ciebie, Mamo, światło Boskiej miłości, towarzyszą Ci Dusze Tych, których za swojego żywota znałaś, kochałaś, szanowałaś, dzieliłaś z nimi swoje życie, radości, wzloty i upadki.

Tyle chciałbym Ci powiedzieć, o wszystkim tym, czego nie zdążyłem wcześniej przekazać, tego, czego nie byłem świadomy, tego, czego wcześniej jeszcze nie rozumiałem i nie znałem. Chciałbym Ciebie, kochana Matulu, przeprosić za wszystkie ewentualne przykrości, których Ci przysporzyłem, a które w większości nie były czynione świadomie. Przepraszam Mamo...

Wiem, że zawsze Duszą jesteś i będziesz przy nas, że dociera do Ciebie każdy strzęp moich myśli, których podstawą jest MIŁOŚĆ do Ciebie. Mamo, całe swoje szlachetne życie poświęciłaś dla nas. Mimo życiowych przeszkód i trudności byłaś dla nas czułą i kochającą Matką, co dnia dawałaś nam swoją miłość. Wraz z naszym Tatą śp. Stanisławem dawaliście opiekę nam: Marysi, Lesiowi, Tomaszowi i mnie, Michałowi. Rankiem dostawaliśmy buziaka na powitanie, a wieczorem przed snem drugiego buziaka z życzeniami spokojnych snów, dzięki czemu czuliśmy się bezpieczni, szczęśliwi i dostrzegani.

Pamiętam z moimi braćmi wiele wypowiedzianych przez Ciebie, Mamo, mądrych słów, które do nas kierowałaś, każdy Twój pocałunek, którym nas obdarzałaś, każdy Twój gest rąk, którymi nas głaskałaś i przytulałaś. Nie musiałaś nam nic wtedy mówić, czuliśmy, jak energia Twojej matczynej miłości wpływa w nasze serca, myśli i ciała...

Mamo, swoją wczesną młodość przeżywałaś podczas tragedii II wojny światowej, byłaś wtedy jak zawsze odważna, jako żołnierz Armii Krajowej przeżyłaś Powstanie Warszawskie i jego tragiczny upadek, gehennę pobytu w trzech obozach koncentracyjnych. Wiele widziałaś, wiele poznałaś, wiele doświadczyłaś, nie obarczałaś nikogo swoimi krzywdami. Mimo nieszczęść, które widziałaś, a w większości sama ich doświadczyłaś, nigdy się nie poddałaś, nie skarżyłaś. Dawałaś nam swoją czystą miłość, a w trakcie naszego wychowywania byłaś zawsze wymagająca, lecz i sprawiedliwa, dzięki czemu byliśmy i jesteśmy Twoją Dumą.

Każdy z nas pozostający na swoich ziemskich ścieżkach w każdym nowym dniu, godzinie, minucie, jak też sekundzie odkrywa swoje myśli, które podczas naszego zmysłowego otwarcia stają się dla nas bardziej zrozumiałe. Stajemy się dojrzalsi, gotowi do ich analizy, samokrytyki oraz własnego osądu. Niestety życie przepływa bardzo szybko, choć często sami tego nie odczuwamy. Cześć naszych myśli z racji jeszcze młodego wieku, nieznajomości życia, braku mądrych rad od ludzi o czystych sercach, myślach, czynach i sumieniach, powoduje, że często popełniamy błędy. Większość z nich to błędy popełniane przez brak odpowiedniej wiedzy, doświadczenia, uporu oraz nieświadomości. Często czynimy i szybko wypowiadamy słowa bez wcześniejszej analizy, wiele musimy przemierzyć ziemskich ścieżek, zaznać bólu, tragedii, a wszystko to prawie zawsze z naszej winy, gdyż często nie wiemy, kim sami jesteśmy...

Mamo, dzięki Tobie jesteśmy tacy, jacy jesteśmy - idziemy przez życie zawsze z podniesionym czołem, dumni i pewni wyboru swoich obecnych ścieżek, którymi podążając, pomagamy wszystkim, sami o nic nie prosząc, dajemy - sami nie wyciągając ręki, kochamy i szanujemy...

Wiemy, kim jesteśmy i to dzięki TOBIE, KOCHANA IRENKO.

Michał

Kronika Akaszy

Piątek, 8 IV 2016 roku, godzina 7-8 rano

Bremen - hotel Falk

Leżę w hotelowym łóżku, częściowo jestem już rozbudzony. Nagle niespodziewanie przenoszę się w inną sferę, moim astralnym ciałem przemieszczam się w kosmicznych przestrzeniach, tak jak podczas hipnozy regresyjnej mijam gwiazdy, czarne otchłanie, lekkie mgławice.

Z daleka widzę podobny do skrzywionej okiennej ramy mały otwór, w którym pojawia się krótki oślepiający błysk światła. Kieruję się tak, abym mógł bez przeszkód wślizgnąć się w to małe krzywe okienko. Czuję, że po pierwszym błysku zabolały mnie moje fizyczne oczy, podnoszę więc moje fizyczne ręce do moich fizycznych oczu i palcami delikatnie masuję moje gałki oczne, aż uczucie bólu mija.

Szybko zbliżam się do okienka, przez które wślizguję się do środka. Ponownie oślepia mnie niesamowity blask, ponownie, czując ból, masuję palcami moje gałki oczne, ból zmniejsza się, a po chwili całkowicie zanika, a ja odzyskuję postrzeganie.

Stoję na dużym dziedzińcu, na którym unosi się jasna, złotawa mgła. Następuje ponowny rozbłysk światła, podczas którego tuż przede mną materializują się dwie wyraźne złote litery "e" i chyba "w". Litery na zewnątrz są czarnego koloru z otoczką w kolorze złota, są przepiękne, dryfują przed moimi oczami, a po chwili, lekko się obracając, znikają w złotej mgle.

Ponowny oślepiający błysk nie powoduje już bólu moich oczu, we mgle materializuje się coś mi bardzo znajomego. Czuję ogarniającą mnie euforię radości, już wiem, co to jest! Duża Księga oprawiona w złotą, wypukłą okładkę, na której widzę wytłoczone wzory. Jest ich tak wiele, że trudno się na nich skupić ani też zapamiętać.

Jestem pewien, że mam szczęście zobaczyć Księgę Akaszy, a miejsce, w którym się znalazłem, jest bibliotecznym podworcem.

Księga Akaszy zawisa w powietrzu tuż przede mną, następuje następny rozbłysk, po którym księga samoczynnie się otwiera. Złota jasność oświetla miejsce, w którym jestem. Spoglądam na pierwszą stronę Księgi, widzę na niej płynące pomału złote literki.

Czułem, że chciały mi coś opowiedzieć, wystarczyło tylko na nie patrzeć, aby Dusza samoistnie wchłaniała tekst przekazu złotych literek...

Dyktowania otrzymywane z konsorcjum oraz od Karisty z cywilizacji Kasjopean

15 X 2014 roku, godzina 9:45

Populację Ziemian czeka dużo zmian, w większości będą one dla Was bardzo znaczące i pomocne w Waszym kroku w przód.

Będziecie się coraz bardziej łączyć w grupy światłego rozumowania i wzajemnego postrzegania drogi ku prawdzie i rozsądnemu rozwiązaniu Waszych ziemskich problemów typu: wojny, finanse, wzajemne wykorzystywanie się.

Krok po kroku będziecie się uwalniać od swoich wiekowych przekonań i tezowych zakłamań.

Religijnie będziecie się rozwijać w kierunku wzajemnego zrozumienia, że Stwórca, który był i jest jedynym czynnikiem we Wszechświecie, zainicjował go i rozbudował.

Będziecie się coraz bardziej rozumieć we wszystkich religijnych odłamach, co pozwoli Wam wszystkim połączyć się myślą, czynem i efektywnymi działaniami, dzięki którym będziecie mogli usunąć wszelkie blokady Waszego codziennego dnia.

To już się rozpoczęło, będzie wśród Was coraz więcej ludzi odbierających nasze przekazy, niech każdy z Was próbuje już dzisiaj szukać z nami kontaktu - tak myślowego, jak i przekaźnikowego.

Zwracajcie się do nas z każdym dręczącym Was problemem, my jesteśmy zawsze przy Was, więc liczcie na naszą szczerą i z miłości do Was płynącą chęć pomocy.

To już czas Waszych wielkich przemian, bądźcie spokojni, rozważni i uczciwi wobec siebie i nadchodzących nowych zmian oraz rozwiązań na planie Ziemi i Waszego życia.

To My z Konsorcjum Planetarnych będziemy pilnować i korygować Wasze ziemskie plany czekających Was zmian, szukajcie sami - przy pomocy Waszych myśli i serc - kontaktów z nami z Konsorcjum.

Cywilizacja Kasjopean - Rean i Kreon

Moje pytania i odpowiedzi.

Odpowiada REAN

- Dlaczego ludzie nie mogą całkowicie pozbyć się dominacji cywilizacji Jaszczurów?

Odpowiedź:

Nie możecie tego zrobić sami, gdyż nie jesteście do tego jeszcze gotowi ze względu na Waszą przynależność do trzeciej gęstości.

- W jakim stopniu zagraża nam populacja Szaraków?

Odpowiedź:

Oni są raczej pasywni, wykorzystują Was okazyjnie do swoich celów i badań

- Które Pozaziemskie Cywilizacje są nam najbardziej przychylne?

Odpowiedź:

Na pewno my, Kasjopeanie, ponadto Plejanie, Syrianie są Wam raczej sprzyjający, gdyż cześć waszej kultury przed tysiącami lat wyszła właśnie od nich do Waszej Planety. Xyolici także są Wam sprzyjający, a duża cześć obcych Wam Cywilizacji jest wobec Was, Ziemian nastawiona obojętnie ze względu na odmienne formy istnienia.

- Czy macie możliwość zaglądania w przeszłość i przyszłość każdego człowieka?

Odpowiedź:

Tak, możemy. Zawsze to robiliśmy, gdyż wiąże się to z wybraniem spośród Was Istot, które mogą w wieku dojrzalszym komunikować się z nami. Są wśród tych wybranych także dzieci, lecz to przypadki sporadyczne. Będzie wśród Was w niedługim czasie więcej wybrańców, gdyż na planie Ziemi już rozpoczął się proces wzrostu i odnowy Waszych zdolności rozumowania i postrzegania pozazmysłowego, będzie się on nasilał ze skutkami pozytywnymi.

- Czy ja, Michał Franciszek, posiadam dar leczenia ludzi?

Odpowiedź:

Tak, oczywiście, zawsze go miałeś i masz. Przypomnij sobie swoje kontakty z ludźmi i ich zachodzące w nich zmiany, gdy byli przy Tobie. Sam nie zdawałeś sobie sprawy, jak silną pozytywną energią na nich wpływałeś, wysyłasz energie lecznicze i mobilizujesz ich do odnalezienia w sobie ich własnego JA.

Pytanie REAN:

Dlaczego używasz dwóch imion?

- Moja odpowiedź:

Noszenie dwóch imion jest na Ziemi normalnym zjawiskiem, gdyż są to imiona osób bliskich nam w czasie początku naszego życia, imiona naszych ziemskich rodziców, dziadków.

- Rean, czy mieszacie się z innymi rasami?

Odpowiedź:

Nie, nigdy tego nie robiliśmy, jesteśmy rasą z jednego cyklu.

- Czy możesz mi ujawnić, co pozytywnego czeka mnie w moim obecnych życiu?

Odpowiedź:

Tak, częściowo mogę. Większość Twoich planów i zamiarów z dzieciństwa będzie realnie spełnionych. Nie musisz niczego się obawiać, gdyż masz bardzo mocną ochronę ze względu na to, że jesteś i byłeś czystą Istotą, a to pomoże Ci wznieść się na szczyty.

- Czy pojęcie "szczyty" to określenie, które wiąże się z większymi możliwościami pomocy ludziom i wszelkim stworzeniom - tak mentalnie, jak i materialnie?

Odpowiedź:

Dokładnie tak, jak to zrozumiałeś i zapisałeś.

- Czy są typy pytań, których nie mogę Wam zadawać?

Odpowiedź:

Tak, oczywiście, są to wiadomości o terminach Waszego ziemskiego odejścia oraz sprawy związane ze złem.

Cywilizacja Kasjopean - Rean i Kreon

Moje pytania i odpowiedzi.

Odpowiada KREON

- Co jest głównym produktem spożywanym przez Kasjopean?

Odpowiedź:

My odżywiamy się podobnie jak i Wy, tylko w naszej cywilizacji nie spożywamy żadnych produktów mięsnych, gdyż nie ma u nas zwierząt, które ktoś z naszej populacji chciałby uśmiercić dla pokarmu. Wszystkie zwierzęta są u nas traktowane jako Istoty żyjące, tak jak my, One mają swoje prawa, których zawsze przestrzegaliśmy i przestrzegamy. Jesteśmy populacją żywiącą się produktami uzyskiwanymi z NATURY. Jest jeszcze coś, co trudno byłoby Wam wytłumaczyć, gdyż jest to forma odżywcza półpłynna zawierająca wszystkie elementy, które są konieczne do utrzymywania naszych organizmów w bardzo dobrej kondycji. My inaczej podchodzimy do spraw wyżywienia i produktów konsumpcyjnych niż wy, Ziemianie, mamy ich mniej, lecz wystarczająco pokrywają nasze zapotrzebowania.

- Drogi Kreonie, czy łączycie się w pary w sposób podobny do ziemskich związków: kobieta i mężczyzna i czy zakładacie rodziny?

Odpowiedź:

Tak, oczywiście, łączymy się w pary i zakładamy związki rodowe, lecz jest to inaczej przez nas wybierane, gdyż nie mamy sposobu rozrodu tak jak Wy przez stosunek seksualny mężczyzny z kobietą. Mamy inne systemy współżycia i rozrodu.

- Czy możesz mi coś więcej powiedzieć na ten temat?

Odpowiedź:

Tak, mogę. W populacjach Cywilizacji Pozaziemskich sprawy rozmnażania są całkiem inne niż u Was, Ziemian. Nigdzie, jak sądzę, we Wszechświecie nie ma systemu początkującego Narodziny, tak jak u Was, Ziemian. Najczęściej w Wszechświecie spotykana jest forma jajka, z którego uzyskuje się Nową Populację. My mamy zasadę planowania i nasz nowy potomek jest zawsze planowany dużo wcześniej, nie ma u nas stosunków seksualnych, są inne formy przeżywania ekstazy, polega ona na dotyku i mentalnych przekazach w parach, które sami tworzymy. Nowy potomek jest wytwarzany z naszych nasion, lecz wszystko to jest dokonywane w naszych BAZACH RODNYCH. Dajemy nasze nasiona do baz, w których laboratoryjnie łączy się nasiona naszych par, dzięki czemu unikamy wszystkich szkodliwych dla naszej populacji bakterii, nasz nowy członek rodowy jest czystym osobnikiem bez skaz genetycznych czy też infekcyjnych.

- Dziękuję, KREONIE, za wszystkie odpowiedzi - Michał Franciszek.

33 Prawa Uniwersalne - Rada Starszych

(Podyktowane przez Karistę)

- Bądźcie ufni w DZIEŁO STWÓRCY, który sam jest Jego Porządkiem.

- Wiedzcie, że Wasze Wolne Wole są tylko w Waszym własnym władaniu.

- WY jesteście dziećmi Boga, to tak jakbyście sami byli Bogami.

- Szerzcie wśród siebie wiarę w miłość, szczęście, wzajemne zrozumienie, przybliżcie się swoimi poglądami, które rozwiną Was ku głębszemu postrzeganiu Światłości Boskiej.

- Miłość daje odwagę i otwiera Was samych na uczucia Twojego najbliższego towarzysza.

- Twoja szczera wiara jest wiarą Twojej bliskiej i oddanej Ci uczuciowo osoby.

- Bądź zawsze ufny w moc i mądrość płynącą od Boskiej Światłości.

- Nigdy nie wątp w siebie, gdyż jesteś Boskim dzieckiem.

- Każdy Twój oddech przybliża Cię do Domu Stwórcy.

- Wola Boga jest też częścią Twojej Woli.

- Czyń to, co serce z głębi Twojej czystej wiary Ci dyktuje.

- Nie porzucaj braci swoich i sióstr w rozpaczy czy innych ich troskach.

- Bądź zawsze tak samo szczery i pomocny wobec swoich sióstr i braci, jakby to dotyczyło Ciebie samego.

- Głoś dobroć Stwórcy, nauczaj innych wiary w Jego dobroć.

- Ty sam jesteś Jego przykładem, więc nie zapominaj kierunku swojej Świetlnej Drogi.

- Nigdy nie porzucaj myśli szczerych i szlachetnych, które mogą być pomocne ku wzniesieniu Twoich sióstr i braci w promień Postrzegania.

- Jeżeli zwątpisz, proś swoich Opiekunów Duchowych o pomoc w zrozumieniu swoich wątpliwości.

- Każdego dnia dziennego niech nie opuszcza Cię Wiara w Moc Stwórcy.

- Twoja przyszła reinkarnacja zależy tylko od Ciebie w Duchu i od Twojej w Duchu wiary w siebie.

- Czyń dobro dla Wszechświata.

- To, co dobrego uczynisz, oddadzą Ci z miłością i radością.

- Każdy Twój dzień niech będzie szczęściem dla otaczającej Ciebie Matki Natury i Twoich sióstr i braci.

- Nie zabieraj życia, gdyż to, co Stwórca dał, tylko On może odebrać.

- Licz zawsze dobre i szczęśliwe chwile, zapominając o momentach zwątpień i innych myślowych rozterkach.

- To, co Ty stworzysz, będzie chwałą dla Ciebie i stopniem Twojego wzrostu.

- Daj zawsze jak najwięcej uczucia Tym, którzy wątpią i błądzą, gdyż Twoja własna Wola będzie dla nich częścią drogowskazu do ich wzrostu i zrozumienia ich Własnych Woli.

- Dzieło Stwórcy jest Prawem Postępu i tylko On sam może coś zmienić.

- Kosmiczni Wasi bracia i siostry są Wam w waszych już postępujących zmianach przejściowych zawsze bliscy i skorzy do pomocy.

- ONI WSZYSCY TEŻ WZRASTALI I ROZUMIEJĄ WASZE NIERAZ NIEPOKOJE.

- To, co się Wam zaczęło odsłaniać, napełni Was blaskiem Mądrości Kosmicznej.

- Wiara i ufność są Waszymi głównymi przewodnikami ku Drodze do czwartej gęstości.

- Bądźcie ufni i mądrzy w Waszych poczynaniach.

- Stwórca jest zawsze z Wami, Boże Dzieci.

Treść powyższego przesłania była dla mnie dużym zaskoczeniem, spodziewałem się raczej technicznych opisów związanych z Kosmosem. Mimo tego po zapisie treści powyższych Praw i ich przeczytaniu jestem pod wrażeniem zawartych w nich mądrości oraz wskazówek, które w moim odczuciu dotyczą wszystkich Istot myślących zamieszkujących Wszechświat. Przekaz jest uniwersalny, gdyż dotyczy nas wszystkich.

Michał Franciszek

12 XII 2014 roku, godzina 9:03

Dodatkowy przekaz otrzymany od Karisty

Będę Ci dyktowała dalszy ciąg naszych przestróg i rad pomocnych Wam, Ziemianom podczas Waszego przechodzenia w czwartą gęstość.

Bądźcie ufni w Waszą nową przyszłość, która wiele Wam pożytecznego przyniesie, tak w Waszym życiu, jak i postępowaniu Waszym, międzyludzkim.

To czas Waszej odnowy, nie obawiajcie się przestróg osób, które chcą Was tylko przerazić czekającymi Was niby-tragediami.

Każda zmiana, jak wszystkie planetarne zmiany, wiąże się z pewnymi nieprzychylnymi dla Was zdarzeniami, lecz jest to zjawiskiem normalnym w każdej formie i jej dziedzinach.

Aby wejść w Nowe, trzeba Stare pozostawić.

Nie wszystkim Istotom, które egzystują na Waszej Planecie razem z Wami, ludźmi, jest to miłe i zgodne z ICH dalekosiężnymi planami.

Będzie trochę na Waszej Ziemskiej Planecie mniejszych i większych dla Was zdarzeń, lecz większość z Was nie będzie objęta tym zagrożeniem.

Każda duża zmiana przeraza większość wszelakich Istot, lecz potrafią one bardzo szybko do tych przeobrażeń się przystosować.

Bądźcie ufni, gdyż MY wszyscy przychylni Wam z wielu innych przyjaznych Wam Planet jesteśmy przy Was myślą i każdy krok Waszych zmian jest przez nas uważnie obserwowany i analizowany.

2010

Sen z nocy 15/16 IV 2010 roku

Byłem na wakacjach, wraz z moim przewodnikiem szliśmy po krętych schodach, w ręce niosłem nowe plastikowe wiaderko. Zeszliśmy na najniższą kondygnację, po chwili wyszliśmy wprost na piękną plażę. Biało-żółtawy piasek, otulając moje stopy do samych kostek, dawał im przyjemne odczucie ciepła i miękkości.

Przewodnik przedstawił mi swoją córkę, z którą miałem łapać raki morskie, wcześniej pokazali mi, jaki ich rodzaj będziemy łapać.

Weszliśmy do krystalicznie ciepłej wody, w pewnym momencie skierowałem swe spojrzenie na wystające z piasku fragmenty starej budowli przypominającej części murów obronnych z małymi wnękami o łukowatych kształtach.

Coś podpowiadało mi, abym spenetrował piasek pod murami. Przez mały otwór, tuż pod małym łukowym otworem z trudem wcisnąłem się do pomieszczenia przypominającego piwnicę, pieczarę lub jaskinię. Czułem się w jej środku wspaniale, było w niej dość jasno, towarzyszyły mi nawiew świeżego morskiego powietrza oraz czysta uspokajająca mnie energia.

Pod stopami miałem suchy, czysty piasek, schyliłem się, zauważywszy wyłaniające się z piasku fragmenty różnokolorowych minerałów. Był to kalejdoskop barw, formacji i mnogość ich gatunków. Widok i ich piękno zapierał mi dech w piersiach. Stojąc tam, obserwowałem barwną grę ich kolorów. Moc, która od nich emanowała, kojąco oddziaływała na moją psychikę.

Oglądając się na boki, stwierdziłem, że z mojej lewej i prawej strony częściowo zagrzebane w piasku leżą różnorodne kamienie szlachetne. Były one połączone z sobą złotymi łańcuszkami, zacząłem je wyciągać z piasku i wkładać do swoich kieszeni.

W dalszej odległości, jakby czekając, aż go zauważę, leżał mały, zakrzywiony kindżał, jego pochwa była wysadzana mieniącymi się w świetle szlachetnymi kamieniami.

W jego pobliżu zauważyłem z kolei dwa bagnety z trochę zardzewiałymi pochwami. Częściowo wysunięte z pochew ostrza bagnetów były w dobrym stanie.

2011

Sen z lipca roku 2011

Od czasu śmierci mojego Taty śp. Stanisława często miewałem chwile zadumy, którym towarzyszyła chęć spotkania go w moim śnie. Mógłbym mu wtedy powiedzieć to, czego ze względu na jego szybką i niespodziewaną śmierć nie zdążyłem przekazać wcześniej...

W śnie przytuliłem się do mojego Taty śp. Stanisława, płacząc, dziękowałem mu za to wszystko, co nam dał, zrobił i nauczył podczas swojego doczesnego życia.

Tatko czule mnie przytulił i ucałował w głowę...

Ten sen na JAWIE bardzo mi pomógł psychicznie odczuć nasze duchowe zbliżenie, ponadto dał mi wiele spokoju, szczęścia i ulgi.

Sen z nocy 16 X 2012 roku

Jestem w środku wielkiej sali o ścianach z pięknego, jasnobrązowego marmuru z beżowo-białymi plamkami. Przez ogromne łukowate okna wpadają do sali promienie słoneczne, oświetlając ją i napełniając ciepłem... W pobliżu przewija się wiele osób, wiem, że załatwiają między sobą różne swoje sprawy.

Nagle ogarnia mnie uczucie pewności, że wygrałem w Lotka dużą sumę pieniędzy, w ręku trzymam kupony Toto-Lotka, jeden jest trochę naddarty, drugi kupon, ten na wierzchu, jest cały.

Wiem, że przed samym zaśnięciem pomyślałem o wygraniu większej sumy pieniędzy, dzięki której mógłbym pomóc wielu ludziom. Zdaję sobie sprawę, że muszę udać się do punktu Toto-Lotka z kuponem z wygranymi numerami. Wiem, że spotkam tam dwie osoby, które dobrze znam, a których bliscy są zaangażowani w politykę.

Naglę zostaję przeniesiony do punktu, w którym muszę komuś pokazać moje kupony.

Za dużą szybą widzę stojące tam dwie osoby, starszą Panią i starszego Pana, patrzą na mnie i życzliwie się uśmiechają. Podaję im kupony, jestem pewien, że wygrałem dużą sumę pieniędzy.

Pani za szybą, aby sprawdzić wysokość wygranej, wkłada moje kupony do maszyny. Po chwili wyciąga z niej wydrukowaną kartkę, mówiąc: "Proszę pana, wygrał pan najwyższą sumę, to wygrana pierwszej rangi!!!"

Jestem tą wiadomością bardzo uszczęśliwiony, nie pytając o wysokość wygranej, wiem, że muszę zadzwonić do mojej córki Iwonki, aby powiadomić Ją, że dostanie pieniądze na spłatę swojego domu.

Pytam więc Panią za szybą, ile wygrałem, a ona odpowiada, że około miliona euro, lecz ta suma może być jeszcze wyższa. Dostaję wydruk z maszyny. Pan będący za szybą przysłuchiwał się dotąd naszej rozmowie, teraz tłumaczy mi, gdzie mam z tym wydrukiem iść. Bardzo niewyraźnie słyszę głos tego Pana. Proszę go, aby mówił głośniej. On podchodzi bliżej do szyby i mówi do mnie głośniej, w momencie rozumiem, gdzie się mam udać.

Jestem w ogromnej sali, w której byłem już wcześniej. Są w niej duże drzwi, a za nimi korytarz skręcający najpierw w lewą, a później w prawą stronę. Muszę iść w kierunku prawego korytarza. Po chwili już wiem, do którego pokoju muszę wejść.

2013

Sen z dnia 9 X 2013 roku - sen pierwszy

Pracuję z moim przyjacielem Yvanem oraz moją córką Romą, jesteśmy zajęci budową obiektu, który miał być wielką szkołą.

Na pace wielkiego samochodu w jajowatej kabinie, całej wykonanej z przejrzystych tafli szklanych i białych metalowych połączeń siedziała Roma, miała ustawiać tę dziwną konstrukcję podobną do budowli z nieznanych nam planet.

Nie widzę córki, pytam Yvana, czy Jej nie widział. Odpowiada, że nie miała już czasu na nas czekać, sama ustawiła kopułę, zeszła na dół i pojechała do domu.

Sen z dnia 9 X 2013 roku - sen drugi

W starym, podniszczonym ubraniu roboczym podążałem w stronę dużego budynku szkolnego. W końcu doszedłem do wniosku, że nie wypada mi się w niej pokazywać w tak zniszczonym ubraniu.

Zacząłem zdejmować stare ciuchy, zostałem tylko w niebieskich bokserkach i, o dziwo, byłem z tego bardzo zadowolony, czułem się lekko i świeżo. Po chwili ze zdziwieniem zauważyłem, że mam na sobie ubranko fantastycznego kroju, świetnie dopasowane, przypominało jakby zastępczą skórę albo lekkie ubranie z filmów fantastycznych.

Wszedłem do środka wielkiej sali przypominającej arenę, gdzie w dwóch odrębnych jej częściach siedziało kilkaset młodych uczennic ubranych w jednakowe uniformy w kolorze bieli i brązu.

Moim zadaniem było ostateczne przygotowanie sali do odbywającego się w niej spotkania.

Sen z dnia 9 X 2013 - sen trzeci

Wiedziałem, że za chwilę muszę pojechać do miasta, więc wcześniej wyszedłem z moim pieskiem Juniorkiem na spacer. Junior przypięty był do długiej smyczy i dość mocno ciągnął, w pewnej chwili wybiegł na ulicę, na której było zaparkowanych wiele aut.

Byłem zły na Juniorka, bo bałem się, że jadące samochody mogą go potrącić. Kiedy przeszliśmy na drugą stronę ulicy, zatrzymałem się i dałem mu klapsa w pyszczek, a Junior zawarczał. Klęknąłem przed nim, tłumacząc mu, że nie może wybiegać sam na ulicę, gdyż my go bardzo kochamy i nie chcemy go stracić w wypadku!!!

O dziwo, po raz pierwszy w moich snach nasz kochany Juniorek, patrząc na mnie swoimi mądrymi, brązowymi oczętami, w których zawsze gościło tyle ciepła i wierności, cicho POWIEDZIAŁ: "PRZEPRASZAM".

Sen z dnia 9 X 2013 - sen czwarty

Wraz z Ewunią, moją kochaną żonką oraz moim bratem Lesiem mieliśmy się spotkać z naszą z babcią śp. Zosią. Znaleźliśmy dom i mieszkanie, w którym zamierzaliśmy odbyć to spotkanie.

Weszliśmy do mieszkania, było ono bardzo zakurzone i zaniedbane, na obrazach wisiały pajęczyny, leżące na szafce przybory do pielęgnacji włosów pokryte były warstwą kurzu, a w mieszkaniu nikogo nie było... Nagle coś spowodowało, że obejrzałem się w stronę okna przysłoniętego pożółkłą, rozpadającą się ze starości firanką. Ze zdumieniem zauważyłem stojącą tam postać starszej kobiety - niskiej, szczupłej, o krótko przystrzyżonych, lecz ładnie wymodelowanych, siwych włosach.

Byłem pewien, że jest to moja ciocia Lila, jak zawsze elegancko ubrana. Odczułem emanującą od niej energię troski i lekkiego smutku.

Ciocia cały czas ustawiała się w sposób niepozwalający mi na spojrzenie w Jej oczy.

W pewnej chwili zbliżyła się do okna i patrząc przez firankę, powiedziała: "IDZIE BABCIA ZOSIA". Wiedziałem, że babcia Zosia od kilku lat już nie żyje.

Po chwili w dużym pokoju obok nas dostrzegliśmy elegancko ubraną babcię Zosię, miała około 65 lat, ładną cerą, a w Jej oczach było dużo spokoju. Uśmiechnęła się delikatnie, jednak mimo to odczuwałem w niej trochę smutku. Obok babci Zosi dostrzegłem Jej nieżyjące dzieci: córkę Marylę i syna Jurka. Ciocia Maryla ubrana w ładną sukienkę w delikatnych, pastelowych kolorach stała w milczeniu obok swojej nieżyjącej Matki. Trzecią stojącą w ich pobliżu postacią był mój wuj Jerzy (syn mojej babci Zosi), który przez chwilę swoim mądrym wzrokiem spojrzał prosto w moje oczy.

Było mi bardzo przyjemnie spotkać bliskie mi osoby będące już w DUCHU. Wujka Jurka (brata mojej Mamy, śp. Ireny) lubiliśmy, szanowaliśmy za Jego wrodzoną inteligencję, kulturę oraz czyste i przyjazne dla wszystkich uczucia. Powiedziałem mu, że Darek, Jego syn (a mój kuzyn) jest teraz do Niego wizualnie bardzo podobny. Wuj smutno się uśmiechnął. Wiedziałem, że przed swoim odejściem nie miał możliwości spotkania się ze swoim synem Darkiem, aby wyjaśnić mu ich nagłą rozłąkę oraz ich wszelkie przeciwności losowe.

Najbardziej zaintrygowała mnie postać bardzo wysokiej kobiety ubranej w biel, trzymającej w ręku pudełko, z którego ktoś wyciągał i rozdawał piękne flakony z perfumami o cudownym zapachu wyczuwanym przeze mnie podświadomie.

Zdawałem sobie sprawę, że ta ładna, wysoka kobieta w bieli ochrania w czasie spotkania babcię Zosię, Marylę, Jurka, a także i nas. Pani w bieli miała cały czas zakryte oczy, na Jej zamkniętych powiekach widoczne były błękitne, pionowe kreski. Uważałem, że jest to normalne, emanowała od Niej atmosfera powagi, dostojeństwa, dobroci, spokoju i zrozumienia. Wiedziałem, że ta Pani jest im przydzielonym Aniołem.

W pewnym momencie babcia Zosia podeszła do mnie, stanęła na wprost mojej twarzy, a ja odczułem emanującą od Niej prośbę o WYBACZENIE. Przez chwilę oczekiwania z nadzieją patrzyła w moje oczy, a ja automatycznie przytuliłem ją do swojej piersi, mówiąc: "PRZEBACZAM CI, BABCIU". Twarz Jej bardzo się wtedy rozradowała, ponownie popatrzyła mi w oczy, w których było teraz dużo ulgi i radości.

Wraz z moją siostrą Marysią, żoną Ewunią, wnuczkami Khanem i Kenanem dojechaliśmy do miejscowości Jastarnia. Wjechaliśmy autem na podjazd willi Horodecka. Byliśmy zajęci wyciąganiem z bagażnika soków do picia.

Nagle przez pobliską drogę przeleciał silny wiatr, poderwał z drogi tuman kurzu i, przybierając na sile, pognał z nim w kierunku pobliskiego portu rybackiego.

Willa Horodecka należąca do naszych dziadków, śp. Marii i Kamila była pięknym domem, w którym szczęśliwie spędziliśmy nasze najmłodsze lata.

Mój wewnętrzny głos cały czas mnie przestrzegał, abym podczas wycieczki do tamtejszego portu rybackiego nie przeoczył domu numer 17. Wiedziałem, że to miało być dla mnie niezmiernie ważne.

W pewnym momencie znalazłem się w samochodzie jadącym nocą po szerokiej, słabo oświetlonej drodze. Obok auta, którym sam kierowałem, z tą samą prędkością jechało drugie auto, jego kierowca miał mi towarzyszyć do końca podróży. Nie wiedziałem, kto jest kierowcą tego auta, wiedziałem tylko, że tak musi być...

Jechaliśmy szybko, lecz mimo śliskiej nawierzchni drogi prowadzenie auta nie sprawiało mi trudności. Dojechaliśmy do zakrętu prowadzącego w lewo, zwolniliśmy, aby po chwili podjechać do rzędu mieszkań usytuowanych przy dobrze oświetlonej drodze.

Kierowca, który przez cały czas, jadąc drugim autem, towarzyszył mi w podróży, telepatycznie poinformował mnie, że muszę odnaleźć i zapukać do mieszkania numer 17.

Odnalazłszy to mieszkanie, zaparkowałem auto, wysiadłem i po chwili podszedłem pod drzwi numer 17. Ku mojemu zdziwieniu, drzwi otworzyły się samoczynnie, bez mojego pukania. Stała w nich niska kobieta, drobnej budowy, o krótko obciętych, siwych włosach. Widząc mnie, radośnie się uśmiechnęła, po czym powiedziała, że oczekiwała na moje przybycie.

Automatycznie zdałem sobie sprawę, że ta pełna uroku kobieta jest jasnowidząca. Wszedłem do małego, skromnie umeblowanego pokoju z meblami i wystrojem dopasowanymi wielkością do wzrostu właścicielki mieszkania. Jasnowidząca kobieta poprosiła mnie, abym usiadł. Byłem bardzo zawstydzony, musząc jej odmówić, obawiałem się bowiem, że pod moim ciężarem stojący tam mały fotel się załamie.

Cały czas ta drobna kobieta, mająca piękne, duże, niebieskie oczy, bardzo uważnie patrząc prosto w moje oczy, ujęła moją dłoń w swoją rękę i delikatnie ją trzymając, badała moją energię i chyba czystość mojej Duszy... Niczego się nie obawiałem, niczego w sobie nie ukrywałem, więc to sprawdzanie uważałem za coś normalnego.

Po chwili Pani powiedziała, że jestem dobrym człowiekiem i mam czystą Duszę, a jej opinia ucieszyła mnie niezmiernie.

W pewnej chwili stojąca przede mną Jasnowidząca zaczęła się gwałtownie zmniejszać, aby po chwili przybrać formę lalki, jednak mimo tej transformacji nie przestawaliśmy z sobą rozmawiać. Nieco później poczułem na rękach spory ciężar, okazało się, że trzymam na rękach dużego, pięknego, białego królika, który bardzo mocno całym ciałem tulił się do mnie...

Byliśmy jak w ekstazie, przesyłając sobie nawzajem energię szczęścia i miłości,

moje ciało i Dusza drżały z poczuciem niezmierzonej radości. Było to odczucie fantastyczne, mistyczne. Po chwili wszystko się zmieniło i wróciło do chwili, gdy ta starsza Pani stała się znów małą, miłą kobietą.

Staliśmy w ogrodzie, był lekki półmrok... Jasnowidząca powiedziała mi, że moja fortuna jest zawsze w poduszce pod moją głową. Potem poprosiła mnie, abym zajrzał w oczko trzymanej przez nią lupy i powiedział, co tam zauważyłem. Za pierwszym razem niczego tam nie dostrzegłem, dopiero gdy po raz drugi bacznie skupiłem wzrok na szkle powiększającym, dostrzegłem tam zarysy domu i drzwi, które zrobione były z niebieskiego kamienia z pięknymi wyrzeźbionymi na nim ornamentami...

Po chwili Jasnowidząca odwróciła się i szybko coś z tyłu podniosła. Była to granitowa płytka mająca formę kwadratu, któremu brakowało jednego rogu. Na płytce zostały wyryte trzy nazwiska, wszystkie typowo flamandzkie, lecz należące do osób z tutejszej sfery szlacheckiej, pierwsze z nich to Viktor lub Hugo... Jasnowidząca, wpatrując się we mnie swoim dobrym wzrokiem, powiedziała: "JEŻELI ODNAJDZIESZ BRAKUJĄCĄ CZĘŚĆ PŁYTKI, POZNASZ SWOJE PRZEZNACZENIE" ...