p

Zrozumieć siebie. Jak odkrywamy i wymyślamy naszą tożsamość - Gregory Berns

Kup ebooka

59.90 zł
43.13 zł (43,13 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wpro­wa­dze­nie

Uro­je­nie jaźni

Kim je­steś?

Gdy­byś usły­szał to py­ta­nie, praw­do­po­dob­nie od­po­wie­dział­byś, po­da­jąc swoje imię i na­zwi­sko. Jed­nak to tylko ety­kieta - tak na­zy­wają Cię inni. W sa­mym sercu tego po­zor­nie pro­stego py­ta­nia kryje się bar­dziej zło­żona kwe­stia: co spra­wia, że je­steś sobą? Po­dob­nie jak w przy­padku kom­pu­tera po­pro­szo­nego, by po­my­ślał sam o so­bie, wy­maga to ob­li­cze­nio­wej gim­na­styki. Tylko że w tym przy­padku kom­pu­te­rem jest Twój mózg. I tak jak w przy­padku kota Schrödin­gera, już sama ob­ser­wa­cja wła­snych my­śli wpływa na to, co my­ślisz.

Więk­szość lu­dzi od­biera py­ta­nie "kim je­steś?" jako do­ty­czące ko­goś po­je­dyn­czego, pod­czas gdy fak­tycz­nie każdy ma co naj­mniej trzy wer­sje sie­bie. Pierw­sza z nich, osa­dzona w te­raź­niej­szo­ści, to ta, którą za­zwy­czaj utoż­sa­miasz ze sobą. To wła­śnie ta wer­sja czyta ni­niej­sze zda­nie. Ta wer­sja Cie­bie jest świa­doma Two­ich wra­żeń. Ta wer­sja po­strzega krze­sło, na któ­rym sie­dzisz, jak rów­nież to, w jaki spo­sób po­duszki wspie­rają twoje ciało, kur­cząc się i roz­prę­ża­jąc wraz z każdą zmianą siły Two­jego na­ci­sku. Ta wer­sja Cie­bie jest świa­doma ha­ła­sów roz­le­ga­ją­cych się w po­koju lub, je­śli słu­chasz au­dio­bo­oka, tem­bru głosu nar­ra­tora.

Ale obecny Ty to ilu­zja. Te­raź­niej­sze Ty jest krót­ko­trwałe. Jak mo­głoby być ina­czej? Czas pę­dzi nie­ubła­ga­nie, a w trak­cie mi­li­se­kund, które po­trzebne były na prze­two­rze­nie do­zna­nia, na przy­kład to­wa­rzy­szą­cego sie­dze­niu na krze­śle, tamto Ty prze­szło już do prze­szło­ści. Gdy ude­rzysz się w pa­lec, mi­nie kilka se­kund, za­nim Twój mózg za­re­je­struje ból. Na­wet gdy zdaje się nam, że ży­jemy w te­raź­niej­szo­ści - jak głosi wielu guru sa­mo­roz­woju - tak na­prawdę tkwimy w prze­szło­ści. Oto druga wer­sja Cie­bie. W isto­cie, kiedy ktoś pyta, kim je­steś, prze­szłe Ja jest tym, które przy­wo­łu­jemy au­to­ma­tycz­nie. To ta wer­sja Cie­bie, która roz­ciąga się w cza­sie ni­czym ko­rze­nie drzewa, sta­no­wiąc fun­da­ment Two­jej toż­sa­mo­ści. I choć mo­żesz ulec po­ku­sie, by okre­ślić to, kim je­steś, za po­mocą kon­wen­cjo­nal­nych ety­kiet, ta­kich jak Twoja praca czy rola w ro­dzi­nie, py­ta­nie o toż­sa­mość sięga głę­biej niż ja­kie­kol­wiek słowa, któ­rych mo­żesz użyć, by opi­sać sie­bie.

Cho­ciaż prze­szłe Ty sięga aż do naj­wcze­śniej­szych wspo­mnień, nie przy­po­mina ono na­gra­nia fil­mo­wego. Po pierw­sze, wspo­mnień nie można od­two­rzyć wspak. Mo­żemy wpraw­dzie prze­ska­ki­wać mię­dzy ko­lej­nymi ka­wał­kami, ale są to tylko wzloty i upadki. Dla więk­szo­ści z nas cała na­sza prze­szłość - za­wiła, zło­żona, sprzeczna - re­du­kuje się do klu­czo­wych mo­men­tów. Na­da­jemy tym frag­men­tom sens, do­da­jemy do nich struk­turę nar­ra­cyjną, która wy­daje się pro­wa­dzić bez żad­nych przerw aż do bie­żą­cej chwili.

To pro­wa­dzi nas do trze­ciego, przy­szłego Ja. Cho­ciaż przy­szłe Ja jest ze swej na­tury roz­myte, ma ono funk­cję za­równo prag­ma­tyczną, jak i aspi­ra­cyjną. Kiedy my­ślimy, że znaj­du­jemy się w te­raź­niej­szo­ści, na­sze mó­zgi nie tylko prze­twa­rzają wy­da­rze­nia, które miały już miej­sce, ale także two­rzą prze­wi­dy­wa­nia do­ty­czące naj­bliż­szej przy­szło­ści. Za każ­dym ra­zem, gdy się po­ru­szasz, nie­za­leż­nie od tego, czy wsta­jesz z ka­napy, by wziąć coś z lo­dówki, czy prze­cho­dzisz przez ru­chliwą ulicę, Twoje ru­chy są już w du­żej mie­rze za­pla­no­wane. Mózg jest w isto­cie ma­szyną prze­wi­du­jącą, która po­maga nam wy­prze­dzać o krok nie­ustan­nie zmie­nia­jący się świat. To je­den z po­wo­dów, dla któ­rych tak trudno jest żyć w te­raź­niej­szo­ści. Na­sze mó­zgi ewo­lu­owały do tego, aby­śmy mo­gli prze­wi­dy­wać przy­szłość.

Prze­szłe, te­raź­niej­sze i przy­szłe Ty za­zwy­czaj łą­czą się płyn­nie w po­je­dyn­czą eg­zy­sten­cję. Także to jest ilu­zją, ale ogól­nie przy­datną, po­nie­waż więk­szość z nas nie zmie­nia się zbyt­nio z dnia na dzień. Wczo­raj­sza Ty jest praw­do­po­dob­nie bar­dzo po­dobna do tego, kim je­steś dziś i kim sta­niesz się ju­tro. Do­piero w dłuż­szym cza­sie za­czy­nasz do­strze­gać róż­nice mię­dzy nimi. Kiedy pa­trzymy na swoje zdję­cia, zwłasz­cza te sprzed wielu lat, efekt może być po­ra­ża­jący. Czę­sto mamy wra­że­nie, że pa­trzymy na inne osoby. I tak wła­śnie jest. Zmiany, które za­cho­dzą od dzie­ciń­stwa do do­ro­sło­ści, są tak głę­bo­kie, że na po­zio­mie fi­zycz­nym, a na­wet ko­mór­ko­wym Twoje prze­szłe i te­raź­niej­sze Ty to zu­peł­nie inne istoty.

Kim więc je­steś?

Od­po­wiedź brzmi: kim­kol­wiek my­ślisz, że je­steś.

Jak się prze­ko­namy, py­ta­nie o toż­sa­mość spro­wa­dza się do kwe­stii po­strze­ga­nia sie­bie, czyli tego, w jaki spo­sób dana osoba my­śli o so­bie. Weźmy na przy­kład płeć [gen­der], którą jesz­cze nie­dawno uwa­żano za stałą, obiek­tywną ce­chę czy­jejś toż­sa­mo­ści. Ar­gu­ment był na­stę­pu­jący: mo­żemy spoj­rzeć w lu­stro i zo­ba­czyć kształt wła­snego ciała, ge­ni­ta­lia, z któ­rymi się uro­dzi­li­śmy (lub nie). Obec­nie ro­zu­miemy jed­nak, że to, co ro­bimy z tą in­for­ma­cją, na­sze wła­sne po­czu­cie toż­sa­mo­ści płcio­wej [gen­der iden­tity], zgodne lub nie z fi­zyczną eks­pre­sją płci, jest kwe­stią po­strze­ga­nia - jest to pro­ces, który za­cho­dzi w Twoim mó­zgu.

Neu­ro­nauka per­cep­cji w ostat­nich la­tach eks­plo­do­wała. Po­stępy w ob­ra­zo­wa­niu mó­zgu ujaw­niły, że per­cep­cja sta­nowi amal­ga­mat rze­czy­wi­sto­ści fi­zycz­nej prze­fil­tro­wa­nej przez so­czewkę prze­szłych do­świad­czeń. Per­cep­cja jest pro­ce­sem nie­do­sko­na­łym, po­nie­waż na­sze zmy­sły do­star­czają nam ogra­ni­czo­nego ob­razu świata. W każ­dej chwili mózg musi jak naj­le­piej od­ga­dy­wać źró­dło wej­ścio­wych da­nych sen­so­rycz­nych. Ja­kie przed­mioty emi­tują fo­tony, które bom­bar­dują Twoją siat­kówkę? Ja­kie zwie­rzę lub ma­szyna wy­twa­rza fale dźwię­kowe wi­bru­jące w two­ich bę­ben­kach? Czę­sto od­po­wiedź jest nie­okre­ślona, a Twój mózg musi po­le­gać na wcze­śniej­szych do­świad­cze­niach, aby zin­ter­pre­to­wać to, co wi­dzi lub sły­szy.

Mózg jest jed­nak kom­pu­te­rem o ogra­ni­czo­nej po­jem­no­ści. Kom­pre­suje na­sze wspo­mnie­nia w coś, co przy­po­mina na­gra­nie wi­deo o ni­skiej roz­dziel­czo­ści, któ­rego re­kon­struk­cja jest po­datna na błędy i re­in­ter­pre­ta­cje. To, kim my­ślisz, że je­steś, jest więc w du­żej mie­rze kształ­to­wane przez Twoje wspo­mnie­nia prze­szłych do­świad­czeń, które mogą być błędne.

Pro­wa­dzi nas to z po­wro­tem do kom­pu­tera my­ślą­cego o so­bie sa­mym: za­gadka, jak kon­stru­ujemy na­szą toż­sa­mość, spro­wa­dza się do tego, w jaki spo­sób mózg my­śli o so­bie.

Mo­żesz się te­raz za­sta­na­wiać, kim wła­ści­wie je­stem - albo ra­czej kim my­ślę, że je­stem - aby się upie­rać, że Twoje po­czu­cie by­cia sobą jest amal­ga­ma­tem moż­li­wie błęd­nych wspo­mnień. Cho­ciaż z wy­kształ­ce­nia je­stem le­ka­rzem i psy­chia­trą, pra­cuję w dzie­dzi­nie neu­ro­nauki ob­li­cze­nio­wej, co jest po pro­stu wy­szu­ka­nym spo­so­bem na to, by po­wie­dzieć, że ba­dam, jak mózg ob­li­cza różne rze­czy. Cho­ciaż mózg nie działa jak kom­pu­tery stwo­rzone przez lu­dzi, to jed­nak jest kom­pu­te­rem. Obecne sza­cunki mó­wią o około osiem­dzie­się­ciu mi­liar­dach neu­ro­nów w ludz­kim mó­zgu, a każda z tych ko­mó­rek jest w sta­nie od­bie­rać dane wej­ściowe od ty­sięcy in­nych neu­ro­nów, wy­ko­ny­wać pewne funk­cje na tych in­for­ma­cjach i wy­sy­łać wy­niki do ty­sięcy in­nych neu­ro­nów. Wszystko, czego do­świad­czamy, po­lega na ob­li­cze­niach. Prze­kształ­ce­nie fo­to­nów do­cie­ra­ją­cych do siat­kówki w do­świad­cze­nie pa­trze­nia w oczy uko­cha­nej osoby po­lega na ob­li­cze­niach. Sym­fo­nia ko­or­dy­na­cji mię­dzy neu­ro­nami ru­cho­wymi i mię­śniami, która umoż­li­wia za­wo­do­wemu gol­fi­ście ude­rze­nie piłki z od­le­gło­ści trzy­stu me­trów w sam śro­dek fa­ir­waya, to ob­li­cze­nia skut­ku­jące pre­cy­zyj­nym prze­ka­za­niem ener­gii z ciała do kija i piłki. Na­wet uczu­cia, które na­zy­wamy emo­cjami - ta­kie jak mi­łość, nie­na­wiść, wstyd i ra­dość - są ob­li­cze­niami za­cho­dzą­cymi w mó­zgu.

Cho­ciaż nie­któ­rzy na­ukowcy twier­dzą, że na­tura tych ob­li­czeń nie może wy­ja­śnić zwią­za­nych z nimi su­biek­tyw­nych do­świad­czeń, nie mó­wiąc już o tym, w jaki spo­sób łą­czą się one, by stwo­rzyć toż­sa­mość oso­bową, moje na­sta­wie­nie jest bar­dziej opty­mi­styczne. Na­sza wie­dza o tym, jak działa mózg, przy­spie­sza w nie­zwy­kłym tem­pie. Wie­rzę, że wkrótce zro­zu­miemy, w jaki spo­sób sym­fo­nia ak­tyw­no­ści neu­ro­nal­nej daje po­czą­tek nie tylko od­czu­wa­nym przez nas emo­cjom, ale rów­nież na­szej toż­sa­mo­ści.

Tę re­wo­lu­cję na­pę­dzają dwa sil­niki. Po pierw­sze, nowe tech­no­lo­gie, ta­kie jak ob­ra­zo­wa­nie mó­zgu, dały nam bez­pre­ce­den­sową moż­li­wość ob­ser­wo­wa­nia ob­li­czeń wy­ko­ny­wa­nych przez mózg. Na­ukowcy za­częli do­strze­gać, w jaki spo­sób ob­li­cze­nia te od­no­szą się do ob­ser­wo­wal­nych za­cho­wań, a w przy­padku lu­dzi także do we­wnętrz­nych do­świad­czeń. Po dru­gie, nie­wia­ry­godne po­stępy w dzie­dzi­nie sztucz­nej in­te­li­gen­cji - AI [ar­ti­fi­cial in­tel­li­gence] - są łap­czy­wie sto­so­wane w neu­ro­nauce. Neu­ro­nauka prze­isto­czyła się z dzie­dziny, któ­rej ce­lem było zlo­ka­li­zo­wa­nie okre­ślo­nych funk­cji w mó­zgu, w dzie­dzinę, któ­rej ser­cem jest ucze­nie ma­szy­nowe [ma­chine le­ar­ning]. Ze względu na zło­żo­ność mó­zgu eks­pe­ry­menty neu­ro­nau­kowe ge­ne­rują po­tężne ilo­ści da­nych - zbyt po­tężne, by ja­ka­kol­wiek osoba mo­gła je zro­zu­mieć. Moż­liwe jest jed­nak "kar­mie­nie" al­go­ryt­mów sztucz­nej in­te­li­gen­cji ogrom­nymi zbio­rami da­nych neu­ro­nau­ko­wych i - przy uży­ciu tech­nik ucze­nia ma­szy­no­wego - od­naj­dy­wa­nie wzor­ców, które w in­nym przy­padku po­zo­sta­wa­łyby nie­wi­doczne.

W tym du­chu toż­sa­mość jaźni - to, kim my­ślimy, że je­ste­śmy - jest ze­sta­wem ob­li­czeń wy­ko­ny­wa­nych przez mózg, z tą ce­chą szcze­gólną, że ob­li­cze­nia te są na­kie­ro­wane na sam mózg. (Na ra­zie po­mi­jam kwe­stię tego, czy "Ty" znaj­duje się w mó­zgu, czy w in­nej czę­ści ciała. Osta­tecz­nie nie ma to zna­cze­nia, po­nie­waż wszyst­kie do­zna­nia tra­fiają do mó­zgu). De­ko­do­wa­nie tego typu ob­li­czeń sta­nowi wy­zwa­nie. Przy­po­mina to to, co fi­lo­zof Da­vid Chal­mers okre­ślił jako trudny pro­blem świa­do­mo­ści[1].

Wy­daje się oczy­wi­ste, że toż­sa­mość jaźni wy­nika z by­cia świa­domą istotą. Kiedy je­steś nie­świa­domy, nie mo­żesz my­śleć o ni­czym, nie mó­wiąc już o so­bie sa­mym. Ale kiedy je­steś świa­domy, zda­jesz so­bie sprawę, że je­steś jed­nostką z wła­snymi do­zna­niami. Ta forma świa­do­mo­ści od­po­wiada te­raź­niej­szemu To­bie. Po­łą­cze­nie tej chwi­lo­wej formy świa­do­mo­ści z jej prze­szło­ścią i przy­szło­ścią jest tym, co na­daje Ci uni­kalną toż­sa­mość. Aby opra­co­wać teo­rię toż­sa­mo­ści jaźni, nie mu­simy wcale roz­wią­zy­wać trud­nego pro­blemu świa­do­mo­ści. Mu­simy na­to­miast zro­zu­mieć, w jaki spo­sób mózg łą­czy te­raź­niej­sze Ty z prze­szłym i przy­szłym Ty.

Lu­dzie roz­wi­nęli w tym celu uni­kalną zdol­ność po­znaw­czą: opo­wia­damy hi­sto­rie. Opo­wia­da­nie hi­sto­rii jest wbu­do­wane w ludzką psy­chikę, co za­wdzię­czamy mi­lio­nom lat ewo­lu­cji. Na­sze wiel­kie mó­zgi mogą ro­bić wiele rze­czy, ta­kie jak od­kry­wa­nie DNA, wy­sy­ła­nie lu­dzi w ko­smos czy two­rze­nie trans­cen­dent­nych dzieł sztuki. Nasz ga­tu­nek jest zdolny do ta­kich wy­czy­nów dzięki tej naj­waż­niej­szej umie­jęt­no­ści - umie­jęt­no­ści opo­wia­da­nia hi­sto­rii. Nie po­trafi tego żadne inne zwie­rzę.

Opo­wieść to bar­dzo sku­teczny spo­sób na przed­sta­wie­nie se­kwen­cji zda­rzeń, spro­wa­dza­jący wy­da­rze­nie, które miało miej­sce w świe­cie rze­czy­wi­stym, do skom­pre­so­wa­nej re­pre­zen­ta­cji. Można po­wie­dzieć, że opo­wieść to skom­po­no­wana wer­sja rze­czy­wi­sto­ści. W naj­lep­szych hi­sto­riach nie­istotne in­for­ma­cje zo­stają od­rzu­cane, a po­zo­stają tylko naj­istot­niej­sze frag­menty. Pa­ra­fra­zu­jąc Ste­phena Kinga, w do­brej hi­sto­rii "nie ma wy­kry­wal­nego beł­kotu"[2]. Do­bre hi­sto­rie można opo­wie­dzieć za po­mocą kilku słów. Cho­ciaż Er­nest He­min­gway praw­do­po­dob­nie tego nie na­pi­sał, mówi się, że jest on au­to­rem hi­sto­rii skła­da­ją­cej się z pię­ciu słów: "Sprze­dam bu­ciki dzie­cięce, ni­gdy nie­uży­wane". Ory­gi­nalna wer­sja, przy­pi­sy­wana Wil­lia­mowi R. Kane'owi, była jesz­cze krót­sza i brzmiała: "Bu­ciki, ni­gdy nie­no­szone"[3]. Ilość in­for­ma­cji za­warta w za­le­d­wie trzech sło­wach jest zdu­mie­wa­jąca.

Do­bre hi­sto­rie po­le­gają jed­nak na czymś wię­cej niż wy­li­cza­niu se­kwen­cji wy­da­rzeń. Po­przez nar­ra­cję mó­wią nam, co wy­da­rze­nia te ozna­czają i dla­czego miały miej­sce. Ko­rzy­stamy z hi­sto­rii, aby zro­zu­mieć ota­cza­jący nas świat i to, co dzieje się w na­szym ży­ciu. Pełne zna­cze­nia hi­sto­rie po­zwa­lają nam prze­cho­wy­wać zło­żone wy­da­rze­nia ma­jące miej­sce w świe­cie w na­szych mó­zgach. Mo­żemy wy­ko­rzy­stać te hi­sto­rie, by przy­po­mnieć so­bie in­for­ma­cje prze­cho­wy­wane przez całe ży­cie. Mo­żemy sko­rzy­stać z tych sa­mych hi­sto­rii, by prze­ka­zy­wać so­bie na­wza­jem wie­dzę i zro­zu­mieć na­sze wła­sne miej­sca we wszech­świe­cie, a przy­naj­mniej zbu­do­wać ta­kie, które spra­wia, że warto żyć. Al­ter­na­tywa - zgod­nie z którą ży­cie jest se­rią przy­pad­ko­wych, nie­kon­tro­lo­wal­nych zda­rzeń - jest zbyt prze­ra­ża­jąca, by się w ogóle nad nią za­sta­na­wiać. H. Por­ter Ab­bott, pro­fe­sor an­gli­styki na Uni­wer­sy­te­cie Ka­li­for­nij­skim w Santa Bar­bara, na­pi­sał, że hi­sto­rie "są głów­nym spo­so­bem, w jaki nasz ga­tu­nek or­ga­ni­zuje swoje ro­zu­mie­nie czasu"[4].

To samo do­ty­czy toż­sa­mo­ści jaźni. Twoja toż­sa­mość to hi­sto­ria, która łą­czy ze sobą prze­szłe, te­raź­niej­sze i przy­szłe Ty. Hi­sto­ria ta jest kon­struk­cją po­znaw­czą, po­zwa­la­jącą Ci za­cho­wać nie­zbędną ilu­zję, że je­steś i za­wsze by­łeś tą samą osobą. To, jak opo­wia­dasz tę hi­sto­rię, czy to so­bie sa­memu, czy in­nym lu­dziom, jest nar­ra­cją, która na­daje sens Two­jemu ży­ciu.

Z per­spek­tywy neu­ro­nau­kowca, któ­rym je­stem, nar­ra­cje to ob­li­cze­nia wy­ko­ny­wane przez na­sze mó­zgi. W prze­ci­wień­stwie do al­go­ryt­mów roz­po­zna­wa­nia twa­rzy, które wy­ma­gają je­dy­nie do­pa­so­wy­wa­nia ob­ra­zów, nar­ra­cje za­leżą od upo­rząd­ko­wa­nia wy­da­rzeń w te­maty ma­jące dla nas sens. Bio­rąc pod uwagę nie­skoń­czoną liczbę wy­da­rzeń, które mogą mieć miej­sce w świe­cie, można by po­my­śleć, że ist­nieje nie­skoń­czona ilość nar­ra­cji, ale wcale tak nie jest. Za­miast tego, jak może po­twier­dzić każdy, kto ogląda filmy lub czyta po­wie­ści, na­sze mó­zgi ewo­lu­owały do tego, aby do­pa­so­wy­wać te se­kwen­cje do sto­sun­kowo nie­wiel­kiej liczby wa­rian­tów nar­ra­cyj­nych. Ła­two jest utknąć w zna­nym sche­ma­cie.

Kiedy by­łem prak­ty­ku­ją­cym psy­chia­trą, każdy z mo­ich pa­cjen­tów od­na­lazł ja­kiś aspekt swo­jej oso­bi­stej nar­ra­cji, nie­po­ko­jący go na tyle, że szu­kał po­mocy. Pa­trząc wstecz, zdaję so­bie sprawę, że bra­ko­wało mi od­po­wied­nich na­rzę­dzi, aby po­móc wielu spo­śród z tych pa­cjen­tów. Leki mo­gły zła­go­dzić ob­jawy lęku i de­pre­sji, ale bra­ko­wało leku, który mógłby sko­ry­go­wać oso­bi­ste nar­ra­cje. Za­czyna się to zmie­niać wraz z bar­dziej po­wszech­nym sto­so­wa­niem psy­cho­de­li­ków, ale zmiana nar­ra­cji nie jest wcale taka pro­sta, na­wet pod ich wpły­wem. Oso­bi­sta nar­ra­cja jest ni­czym su­per­tan­ko­wiec, po­tężna i po­ru­sza­jąca się z od­po­wied­nim im­pe­tem. Po­prawki kursu wy­ma­gają wcze­śniej­szego pla­no­wa­nia i du­żej ilo­ści ener­gii. Wy­obraźmy so­bie za­ła­do­wany po brzegi tan­ko­wiec pły­nący po oce­anie. Ka­pi­tan otrzy­muje wia­do­mość, że na jego tra­sie two­rzy się hu­ra­gan. Dys­po­nu­jąc od­po­wied­nim ostrze­że­niem, może ma­new­ro­wać, by wy­mi­nąć sztorm. Nie ma­jąc wy­star­cza­jąco dużo czasu lub pa­liwa, może nie mieć in­nego wy­boru, jak tylko przejść przez sztorm, ma­jąc na­dzieję, że wszystko skoń­czy się do­brze.

Tak samo jest z nar­ra­cjami. Bio­rąc pod uwagę wy­star­cza­jącą ilość czasu i ener­gii, nie mu­szą one to­czyć się w z góry okre­ślony spo­sób. Na­sze moż­li­wo­ści ich zmiany są jed­nak ogra­ni­czone. Jak można się spo­dzie­wać, wie­lo­let­nie nar­ra­cje są trud­niej­sze do zmiany niż te wy­my­ślone nie­dawno. Osoby bar­dziej do­gma­tyczne i trzy­ma­jące się za­sad są mniej skłonne do zmiany swo­ich nar­ra­cji niż te bar­dziej ela­styczne po­znaw­czo i otwarte na nowe do­świad­cze­nia. W rze­czy­wi­sto­ści część na­szej nie­ela­stycz­no­ści po­znaw­czej może wy­ni­kać z pierw­szych hi­sto­rii, które sły­szymy jako dzieci. Je­śli te wcze­sne hi­sto­rie trzy­mają się mo­ra­li­stycz­nej fa­buły, gdzie bo­ha­ter za­wsze po­stę­puje wła­ści­wie, sza­blon ten może być trudny do prze­ła­ma­nia w póź­niej­szym ży­ciu. Po­nadto osoby, które uni­kają ry­zyka, są lę­kowe lub cier­pią na de­pre­sję, są rów­nież mniej skłonne do do­ko­ny­wa­nia ko­rekt kursu swo­ich oso­bi­stych nar­ra­cji. Dys­po­nu­jemy po­nadto do­wo­dami do­ty­czą­cymi zmian bio­lo­gicz­nych, które mogą wy­ja­śnić, dla­czego na­sze mó­zgi stają się mniej pla­styczne wraz z wie­kiem. Ist­nieje wiele po­wo­dów, dla któ­rych trudno jest na­pi­sać na nowo hi­sto­rię wła­snej toż­sa­mo­ści, ale pierw­szym kro­kiem ku zmia­nie jest zro­zu­mie­nie, w jaki spo­sób te nar­ra­cje po­wstają.

Ni­niej­sza książka ujaw­nia, w jaki spo­sób na­sze mó­zgi kon­stru­ują nar­ra­cje dla na­szego ży­cia i jak pro­ces ten two­rzy na­szą toż­sa­mość. Jest to skom­pli­ko­wana po­dróż, po­nie­waż ży­cie czło­wieka obej­muje nie tylko wszystko, co mu się przy­da­rzyło, ale także wszystko, co usły­szał lub czego na­uczył się od in­nych lu­dzi. Je­śli coś znaj­duje się w Twoim mó­zgu, to jest czę­ścią Cie­bie, bez względu na to, jak się tam zna­la­zło. Je­śli do­damy do tego nie­ustan­nie zmie­nia­jące się fi­zyczne pod­łoże dla tych in­for­ma­cji, które na­zy­wamy cia­łem, to nasz pro­blem staje się rze­czy­wi­ście trudny.

Ma­jąc to na uwa­dze, zde­cy­do­wa­łem się sku­pić w książce na pię­ciu te­ma­tach. Choć nie wy­czer­pują one pro­blemu, na­kre­ślą kształt od­po­wie­dzi. Każdy z nich po­ja­wia się wie­lo­krot­nie w róż­nych kon­tek­stach.

EPI­STE­MO­LO­GIA. Epi­ste­mo­lo­gia to dzie­dzina fi­lo­zo­fii zaj­mu­jąca się wie­dzą oraz tym, skąd wiemy to, co wiemy. Choć dla osób nie­zaj­mu­ją­cych się epi­ste­mo­lo­gią może brzmieć to dość abs­trak­cyj­nie, kwe­stia wie­dzy ma klu­czowe zna­cze­nie dla tego, kim my­ślimy, że je­ste­śmy. Przy­kła­dowo, po­wie­dzia­łem już, że je­stem le­ka­rzem i neu­ro­nau­kow­cem. To roz­sądny skrót tego, kim my­ślę, że je­stem. Ale skąd Ty wiesz, że tym wła­śnie je­stem? Po­nie­waż tak Ci po­wie­dzia­łem? Jest to py­ta­nie, do któ­rego będę po­wra­cał w tej książce.

KOM­PRE­SJA. Drugi te­mat wy­nika z pierw­szego i do­ty­czy spo­sobu, w jaki mózg prze­cho­wuje in­for­ma­cje. Jak wspo­mnia­łem wcze­śniej, mózg nie jest ide­alną ma­szyną re­je­stru­jącą. Za­miast tego kom­pre­suje wspo­mnie­nia za po­mocą al­go­ryt­mów po­dob­nych do tych, które służą do stru­mie­nio­wego prze­sy­ła­nia dźwięku i ob­razu. Mózg wy­ko­rzy­stuje do­świad­cze­nia z dzie­ciń­stwa i okresu doj­rze­wa­nia jako sza­blony dla przy­szłych do­świad­czeń. W ten spo­sób więk­szość wspo­mnień tego, co się nam przy­da­rzyło, jest prze­cho­wy­wana jako od­chy­le­nia od pierw­szych do­świad­czeń. Po­nie­waż wspo­mnie­nia mają fun­da­men­talne zna­cze­nie dla tego, kim my­ślisz, że je­steś, zro­zu­mie­nie pro­cesu kom­pre­sji/re­kon­struk­cji po­zwala do­ce­nić, jak pla­styczna jest toż­sa­mość.

PRZE­WI­DY­WA­NIE. O ile kom­pre­sja do­ty­czy re­pre­zen­ta­cji prze­szło­ści, prze­wi­dy­wa­nie do­ty­czy spo­sobu, w jaki mózg my­śli o przy­szło­ści. Eks­plo­zja ba­dań neu­ro­nau­ko­wych po­ka­zała nam nie­zli­czone spo­soby dzia­ła­nia mó­zgu jako ma­szyny prze­wi­du­ją­cej. Prze­wi­dy­wa­nie jest głę­boko za­pi­sane w mó­zgach wszyst­kich zwie­rząt, po­zwa­la­jąc dra­pież­ni­kom ła­pać ofiary, a ofia­rom uni­kać by­cia zje­dzo­nymi. W przy­padku lu­dzi prze­wi­dy­wa­nie służy nie tylko pod­sta­wo­wym funk­cjom prze­trwa­nia, ale ma miej­sce także wtedy, gdy pró­bu­jemy prze­chy­trzyć i od­gad­nąć za­miary in­nych lu­dzi. Prze­wi­dy­wa­nie to na­kie­ro­wany na przy­szłość aspekt tego, kim je­ste­śmy. Zmu­sza nas do my­śle­nia o na­szych przy­szłych jaź­niach i ich in­te­rak­cjach z in­nymi ludźmi. Prze­wi­dy­wa­nie może być źró­dłem za­równo na­dziei, jak i lęku.

DY­SO­CJA­CJA. Dy­so­cja­cja nie­sie ze sobą ne­ga­tywne sko­ja­rze­nia z kwe­stiami psy­chia­trycz­nymi, ale w rze­czy­wi­sto­ści każdy ulega jej od czasu do czasu. Dy­so­cja­cja nie jest ob­ja­wem psy­cho­pa­to­lo­gii, lecz nor­mal­nym pro­ce­sem po­znaw­czym. My­śląc o prze­szłych i przy­szłych wer­sjach sie­bie, mu­simy od­ciąć się od te­raź­niej­szo­ści i po­sta­wić się w sy­tu­acji in­nych osób, o któ­rych my­ślimy, że nimi by­li­śmy lub mo­gli­by­śmy być. Ten sam pro­ces spra­wia, że czu­jemy się ni­czym główny bo­ha­ter po­wie­ści czy filmu. Choć może się to wy­da­wać prze­ra­ża­jące, dy­so­cja­cję można wy­ko­rzy­stać do zmiany po­strze­ga­nia prze­szło­ści, a także do po­now­nego wy­obra­że­nia so­bie przy­szło­ści.

NAR­RA­CJA. Oto klej, który spaja wszystko ra­zem. Opo­wia­damy so­bie i in­nym hi­sto­rie o tym, kim my­ślimy, że je­ste­śmy, i słu­chamy hi­sto­rii in­nych lu­dzi w na­dziei, że rzucą one nowe świa­tło na sens ży­cia. W ca­łej książce będę po­wra­cał do py­ta­nia, w jaki spo­sób wy­ko­rzy­stu­jemy nar­ra­cje, by or­ga­ni­zo­wać in­for­ma­cje na­pły­wa­jące do na­szych mó­zgów. Nar­ra­cje zmie­niają mózg, nie­za­leż­nie od tego, czy opo­wia­damy je sa­mo­dziel­nie, czy też na­tra­fiamy na nie, czy­ta­jąc po­wie­ści i oglą­da­jąc filmy. Warto po­wtó­rzyć, że je­śli coś znaj­duje się w Twoim mó­zgu, to jest to czę­ścią Cie­bie. Od­kry­jemy, jak nar­ra­cje spły­wa­jące do na­szych głów mie­szają się i jak ta zupa opo­wie­ści kształ­tuje na­sze po­czu­cie sie­bie. Mam na­dzieję, że prze­ko­nam Cię, że na­wet je­śli my­ślisz, że wiesz, kim je­steś, Twoja nar­ra­cja jest wciąż da­leka od by­cia utrwa­loną. Mo­żesz ją zmie­nić, je­śli tego wła­śnie chcesz. Hi­sto­rie, które sły­szysz, kształ­tują Twoją nar­ra­cję, a zmie­nia­jąc hi­sto­rie, które po­chła­niasz, nie­uchron­nie zmie­niasz także swoją wła­sną. Zo­ba­czymy, jak mo­żemy uczyć się na błę­dach z prze­szło­ści, aby w przy­szło­ści nie ża­ło­wać tego, co ro­bimy dzi­siaj.

Pod ko­niec na­szej po­dróży zo­ba­czysz, jak te te­maty pro­wa­dzą do wielu cech, które uwa­żamy za po­żą­dane. Na­leżą do nich: po­dą­ża­nie za kom­pa­sem mo­ral­nym, do­bre ży­cie bez no­sze­nia w so­bie żalu i uni­ka­nie ota­cza­ją­cych nas fał­szy­wych nar­ra­cji. Mam na­dzieję, że bę­dziesz miał nie tylko lep­sze wy­obra­że­nie o tym, kim my­ślisz, że je­steś, ale także po­czu­cie, że mo­żesz prze­jąć kon­trolę nad tym pro­ce­sem i stwo­rzyć nar­ra­cję dla przy­szłego Ty.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki