Wstęp
Osiemnaście lat temu siedziałam w gabinecie terapeutki i płakałam. W krótkim czasie doświadczyłam bowiem serii strat. Miałam za sobą burzliwy
rozwód, który spowodował trudności z utrzymaniem dwojga małych dzieci, a także nieudaną operację, podczas której doszło do licznych komplikacji i konieczne były kolejne zabiegi chirurgiczne. Do tego mężczyzna, z którym
się spotykałam, nagle zmarł - jak się okazało, z powodu przedawkowania.
Dla każdego byłby to piekielnie trudny czas. Ale dla mnie sytuacja stała
się wprost nie do zniesienia, ponieważ radziłam sobie z nią całkowicie
sama.
Nie chodzi tylko o to, że byłam singielką. Nie mogłam liczyć na żadną
pomoc - nie miałam rodziców, którzy pozwoliliby mi na chwilę wrócić "do
domu"; krewnych, którzy towarzyszyliby mi w trudnych momentach;
przyjaciółki, do której mogłabym zadzwonić; sąsiadów, którzy pomogliby w przygotowywaniu posiłków; ani partnera, który zapłaciłby rachunki albo
zapewniłby mnie w środku nocy, że wszystko się ułoży.
Miałam wokół siebie takich ludzi, kiedyś, w różnych okresach życia, ale
to już minęło. Teraz budziłam się co dzień o 3.00, sparaliżowana lękiem.
Moje więzi z innymi rozpadały się powoli: w wyniku drobnych spięć,
odkładanych i odwoływanych spotkań. Ledwo to zauważałam. Aż w końcu z przerażeniem uświadomiłam sobie, że nie mam nikogo.
Strata niektórych relacji miała sens - na przykład moje małżeństwo było
nieudane. Zanim się rozwiodłam, przez kilka lat próbowałam udawać, że
nie jest aż tak źle, dlatego unikałam znajomych. Bałam się, że będą mnie
oceniać. Brakowało mi odwagi, by się z nimi spotykać i na pewno nie było
mnie przy nich, gdy tego potrzebowali. Mam rodzeństwo, ale wtedy
mieszkało daleko i było zajęte własnymi sprawami. Rodzice dawno zmarli,
a bliscy przyjaciele się ode mnie oddalili. Zdarzały mi się pojedyncze
konflikty, ale to nie wyjaśniało utraty tak wielu znajomych. Czasami to
ja się wycofywałam, ponieważ czułam się osądzana albo wydawało mi się,
że nie mam już nic wspólnego z daną osobą. Innym razem przyjaciele
znikali z niewyjaśnionych powodów.
Wiedziałam, że coś musi za tym stać, ale nie
wiedziałam co. Może chodziło o to, że ja miałam dzieci, a znajomi - nie,
a może o to, że znów zostałam singielką, a oni byli w związkach. A może
powiedziałam coś, co ich uraziło albo moje życiowe problemy zaczęły ich
przytłaczać. Może nigdy nie byliśmy sobie bliscy, a może kiedyś byliśmy i po prostu oddaliliśmy się od siebie,
mimo że nie zrobiłam nic złego.
Szczerze sądziłam (choć trudno było to przyznać przed terapeutką), że
coś jest ze mną nie tak i nie ma dla mnie nadziei - jakby ciążyła na
mnie klątwa, która odstrasza dobrych ludzi i sprawia, że otaczają mnie
tylko tacy, którzy nigdy nie nawiązują prawdziwych relacji.
Terapeutka nie owijała w bawełnę. "To żadna klątwa. Po prostu nie ma
pani męża, rodziców ani brata czy siostry, do których mogłaby się pani
zwrócić" - powiedziała. Przypomniała mi, że właśnie te osoby zwykle
pomagają nam w kryzysowych sytuacjach. "Potrzebuje pani przyjaciół - ciągnęła. - Ale tym razem muszą to być
osoby, które będą umiały panią wesprzeć".
Powiedziała, że muszę się nauczyć rozpoznawać takich ludzi i stać się
osobą, która potrafi tworzyć silne więzi z innymi.
Rozsądna rada. Ale każdy, kto ma trudności z nawiązywaniem relacji, wie,
że łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.
Brakujący element
Przez całe życie próbowałam nawiązywać bliskie relacje. Kiedy byłam
dzieckiem, przychodziło mi to naturalnie. Gdy jednak podrosłam, zupełnie
mi się nie udawało, mimo że pragnęłam mieć przyjaciół. Zanim znalazłam
się w gabinecie terapeutki, nabrałam przekonania, że niezależnie od
tego, jak bardzo się staram, nigdy nie pasuję do żadnej grupy. Nie
wiedziałam też, jak to jest czuć się bezpiecznie z drugą osobą. Nie
czułam się akceptowana. Czułam się wykluczona, odcięta od ludzi,
zraniona - i nie wiedziałam, dlaczego tak się dzieje. Wydawało mi się,
że brakuje mi jakiegoś ważnego elementu - czegoś, co nazywam
kompatybilnością społeczną. Mam na myśli "aurę", która otacza niektóre
osoby - rodzaj charyzmy, pewności siebie i otwartości, które sprawiają,
że inni chcą przebywać w ich towarzystwie i się z nimi przyjaźnić.
Pragnęłam mieć to coś.
W tej książce opisuję, jak nauczyłam się być kompatybilna emocjonalnie z innymi. Pokażę ci, że ty też możesz zdobyć tę umiejętność - mam
nadzieję, że szybciej niż ja. Kiedy zaczynałam, nie byłam świadoma tak
wielu spraw!
Nie wiedziałam na przykład, że poczucie wyobcowania, które mnie gnębiło
(i które, szczerze mówiąc, towarzyszyło mi z przerwami od czwartej
klasy), to klasyczny symptom złożonego zespołu stresu pourazowego
(complex PTSD lub C-PTSD). C-PTSD to zespół objawów, które pojawiają
się na skutek przewlekłego, nasilonego i ciągłego stresu. Może być
spowodowany traumą przeżytą na dowolnym etapie życia, najczęściej jednak
wynika z nadużyć i zaniedbań w okresie dzieciństwa.
C-PTSD może negatywnie wpływać na wszystkie obszary życia, od zdolności
uczenia się i koncentracji, przez funkcjonowanie układu odpornościowego,
po umiejętność regulacji własnych emocji. Prowadzi do zmian w mózgu,
które osłabiają wewnętrzne poczucie bliskości z innymi ludźmi. Powodują
wrażenie wyobcowania i niedopasowania, z którego trudno się otrząsnąć.
Wiele osób, które nie doświadczyły poważnych traum w dzieciństwie,
również odczuwa takie wyobcowanie. Przez większość czasu czują się
osamotnione, pragną lepszych relacji, ale podczas interakcji społecznych
odczuwają lęk i zachowują się niezręcznie. Im także brakuje
kompatybilności społecznej.
To, co dla niektórych jest proste - nawiązywanie przyjaźni, przebywanie
w grupie lub dochodzenie do siebie po kłótni ze współpracownikiem - w innych może wywoływać wstyd i lęk. Osoby mniej kompatybilne emocjonalnie
pragną bliskich więzi, ale czują, że brak im wiedzy, jak je tworzyć
w praktyce.
Może się wydawać, że przyczynami wyobcowania są krzywdy wyrządzone nam
przez innych - doświadczenie społecznego odrzucenia, nadużyć lub
przemocy. Często jednak sami na różne sposoby odsuwamy się od ludzi -
wówczas poczucie wyobcowania może prowadzić do zachowania zwanego unikaniem.
Niektórzy z nas celowo unikają ludzi. Wielu pozoruje bliskość, choć w rzeczywistości trzyma innych na dystans. Przyjmujemy zaproszenia, a później w ostatniej chwili odwołujemy spotkania. Spotykamy się z kimś
przez wiele lat, ale się nie angażujemy (albo chodzimy na randki z osobami, które się nie angażują). Przestajemy rozmawiać z długoletnimi
przyjaciółmi, ponieważ ranią nasze uczucia, i ignorujemy ich prośby o wyjaśnienie problemu. Tkwimy w znienawidzonej pracy, wmawiając sobie, że
nie mamy wyboru albo że wkrótce zaczniemy szukać nowej, a po kilku
latach orientujemy się, że nadal jesteśmy zbyt sparaliżowani, by zebrać
siły i dokonać zmiany.
Podczas kolacji wpatrujemy się w ekran telefonu i twierdzimy, że
jesteśmy zbyt zajęci lub zmęczeni, by po prostu być z osobami, które
siedzą obok. Wszystkie te sytuacje skutkują tym samym: czujemy się
osamotnieni i nie potrafimy ruszyć z miejsca.
Takie zachowania nazywam "ukrytym unikaniem". Stworzyłam to pojęcie, aby
opisać powszechny schemat, który zauważam u wielu moich studentów, a czasami także u siebie. Prawie każdy czasem tak postępuje - sprawia
wrażenie osoby uważnej i w pełni zaangażowanej w życie, ale ciągle
znajduje powody, by trzymać się na uboczu. Wszystkie formy unikania
służą radzeniu sobie z lękiem i poczuciem przytłoczenia, ale w przeciwieństwie do "jawnego" unikania, unikanie ukryte najczęściej
pozostaje niezauważone przez otaczających nas ludzi, a czasami nawet
przez nas samych.
Dlaczego jednak ktokolwiek z nas miałby sabotować w ten sposób własne
potrzeby? Dlaczego ty to robisz?
Może przebywając wśród ludzi, odczuwasz niepokój lub lęk. Może zranienia
z przeszłości sprawiły, że trudno ci komukolwiek zaufać. Może od
dzieciństwa nosisz w sobie wstyd i poczucie niewystarczalności, więc nie
potrafisz się przy innych otworzyć. Wciąż się boisz, że powiesz coś nie
tak, nikt cię nie polubi albo że nie pasujesz do grupy. Może nawet
myślisz, że wszyscy inni gdzieś pasują, a ty nie.
Instynktownie chronisz swoje rany, których nawet nie widzisz. Chcesz spotkać się ze znajomymi na kawie, ale wydaje
ci się, że "to zbyt męczące", więc odrzucasz zaproszenie. Być może
myślisz, że to jednorazowa sytuacja - tym razem
nie masz ochoty na spotkanie, ale lada dzień znów będziesz w towarzyskim
nastroju i pójdziesz na kawę. Ale następnym razem... też rezygnujesz.
Możliwe, że po przeczytaniu tego opisu coś do ciebie dotarło. Większość
z nas doznaje olśnienia, gdy uświadamia sobie, że poczucie wyobcowania
ma konkretną przyczynę. Jest nią trauma, której nie mogliśmy zapobiec,
która zaszła nie z naszej winy i która (to bardzo ważne!) może
powodować, że sytuacje społeczne są dla nas stresujące i przytłaczające.
W takich chwilach unikanie wydaje się kuszące, ponieważ zdejmuje z nas
presję i przypomina dbanie o siebie. W dłuższej
perspektywie jednak prowadzi do niszczenia relacji; odbiera innym miłość
i bliskość, których od nas potrzebują, i blokuje nas samych przed
doświadczaniem pełni życia.
W tej książce piszę o tym, jak wyleczyć się z unikania i rozwijać
otwartość na innych ludzi, którą nazywam kompatybilnością społeczną.
Poczucie wyobcowania to objaw traumy
Przez ostatnie 30 lat w swojej pracy pomagałam dorosłym ludziom w leczeniu objawów traum z dzieciństwa. Szybko zauważyłam, że poczucie
wyobcowania to symptom, który występuje u niemal każdej z tych osób.
Trauma, w szczególności u dzieci, może powodować zmiany neurologiczne,
które upośledzają działanie mózgu, uniemożliwiają odczuwanie więzi i tworzenie bliskich relacji z innymi ludźmi. Doświadczenie traumy wiąże
się z niezaspokojeniem jednej z podstawowych potrzeb życiowych -
potrzeby, by ktoś dawał nam wystarczająco dużo miłości i pokazał nam
istniejącą wokół nas sieć kontaktów międzyludzkich. Tymczasem właśnie od
tego zależą nasze przetrwanie i jakość życia.
Być może skrzywdzono cię w dzieciństwie albo masz doświadczenie
odrzucenia lub niedopasowania społecznego w dorosłym życiu. Może
poczucie wyobcowania jest "wdrukowane" w twoją osobowość w formie
introwersji, niezręczności społecznej bądź z powodu spektrum autyzmu.
Tak czy inaczej, twoja izolacja społeczna sama może stać się traumą.
Przewlekła izolacja stanowi źródło stresu, które może powodować traumę
emocjonalną i psychologiczną, a także przyczyniać się do poważniejszych
problemów życiowych. Wyobcowanie zmienia działanie mózgu podobnie do
traumy: nasila objawy C-PTSD, a nawet je wywołuje.
To dlatego, że izolacja wpływa na obszary mózgu zaangażowane w reakcje
na stres oraz regulację emocji i zachowań społecznych, co z kolei może
ograniczać zdolność do poszukiwania odpowiednich osób i nawiązywania z nimi dobrych, bliskich relacji. Może także zaburzać twoją intuicyjną
wiedzę na temat skutecznego wchodzenia w interakcje z ludźmi i odczytywania negatywnych sygnałów świadczących o tym, że dana osoba nie
powinna być częścią twojego życia. W ten sposób izolacja społeczna sama
się napędza. Powoduje nasilenie objawów traumy, które z kolei zwiększają
pragnienie izolowania się.
Kompatybilność społeczna jest naturalną zdolnością - nieodłączną częścią
naszej istoty, ale mimo to może zostać uszkodzona. Kiedy tak się dzieje,
ponosimy ogromną stratę. Pragnienie miłości i przyjaźni połączone z brakiem umiejętności nawiązywania i utrzymywania bliskich relacji to
straszliwa cena, jaką płacimy za rany zadane nam w przeszłości, którym
nie mogliśmy zapobiec.
Na szczęście można uleczyć te rany, wystarczy zdobyć się na odwagę. Zbyt
wielu ludzi pozostawia tę sprawę losowi, licząc na to, że czas lub
spotkanie "odpowiednich osób" ułatwi im tworzenie więzi. Oczywiście może
się tak zdarzyć, ale bez świadomego wysiłku trudności relacyjne mogą się
z czasem nasilać, zamiast słabnąć.
Oto nasz paradoks: aby leczyć rany relacyjne, potrzebujemy wokół siebie
troskliwych ludzi. Nasze rany sprawiają jednak, że znajdowanie takich
osób sprawia nam ogromne trudności. Dlatego musimy równocześnie leczyć
rany i tworzyć więzi, najlepiej, jak potrafimy.
Kiedy sobie to uświadomiłam, zrozumiałam, dlaczego konwencjonalna rada,
by "po prostu nawiązywać nowe znajomości", nigdy mi nie pomagała.
To nie tylko twój problem
Jak wiele osób żyjących w izolacji sądziłam, że jestem jedyna - że tylko
ja udaję, że wszystko jest w porządku, ale z niewyjaśnionych powodów nie
potrafię się dostosować ani czuć swobodnie wśród większości ludzi.
Czytałam książki, rozwijałam zainteresowania, przyłączałam się do grup,
korzystałam z terapii i robiłam wszystko, co należało. Uznałam, że
problem musi tkwić we mnie i mam jakiś defekt osobowości.
Nie zawsze się tak czułam. Jako dziewczynka uwielbiałam przebywać z ludźmi, lubiłam kontakt z przyjaciółmi, nauczycielami, dziadkami i kuzynami. Rodzice mnie kochali i byli dobrze wykształceni, ale ich
alkoholizm doprowadził do ubóstwa i przemocy, które zniszczyły naszą
rodzinę. Przemoc w końcu ustała, ale i tak byłam zaniedbywana.
Dorastałam z pogłębiającym się poczuciem samotności, wstydu i izolacji.
W domu ciągle dochodziło do kłótni i panowało napięcie. Brakowało nam
odpowiedniego jedzenia. Przez większość mojego dzieciństwa nie mieliśmy
pralki ani suszarki, a przez kilka lat - także ciepłej wody. Gdy
chodziłam do gimnazjum, musiałam sama zdobywać pieniądze na obiad,
wycieczkę czy pralnię. Wkładałam dużo wysiłku w ukrywanie naszej
sytuacji rodzinnej przed innymi i odstraszanie podejrzanych typów,
którzy mają w zwyczaju zaczepiać dzieci pozostające bez opieki.
Pamiętam, że jako dziecko myślałam, iż nasz problem tkwi w biedzie albo
w zagraconym i brudnym domu. To zdecydowanie nas stygmatyzowało, więc
bałam się przyprowadzać do siebie koleżanki.
Gdy osiągnęłam wiek nastoletni, problemy rodzinne zaczęłam postrzegać
jako mój własny wstyd. Wydawało mi się, że
gdybym tylko była bardziej jak inni - ładniejsza, fajniejsza i towarzyska - stałabym się popularniejsza (i rzadziej pomijana).
Prawdziwym problemem były jednak wstyd i stres, które odczuwałam, będąc
wśród ludzi. Nienawidziłam swojego ciała, swoich ciuchów z lumpeksu,
osobowości, a nawet brzmienia własnego głosu. Czułam, że muszę wciągać
brzuch, ukrywać entuzjazm i unikać podnoszenia ręki w klasie.
Po 20. roku życia wyszłam ze swojej skorupy, przeprowadziłam się do
dużego miasta, studiowałam, miałam chłopaka, a wieczorami występowałam
na amatorskich scenach w trzyosobowej grupie kabaretowej. Świat stanął
przede mną otworem, ale rany relacyjne i trauma z dzieciństwa (oraz brak
wspierającej rodziny) sprawiały, że wciąż byłam krucha i niepewna
siebie. Wszystko wydawało mi się tymczasowe i nie do końca takie, jak
chciałam - tak jakbym wciąż czekała, aż wydarzy się moje prawdziwe
życie.
Od moich widzów z YouTube'a dowiedziałam się, że takie podejście również
jest typowe dla ludzi z traumą. Gdy mamy wrażenie, że nic nie jest nam
dane na stałe, odczuwamy dojmujący głód silnych więzi. Niestety takie
postrzeganie rzeczywistości ogranicza naszą zdolność do tworzenia
trwałych relacji.
Zanim skończyłam 30 lat, zrezygnowałam z pracy i rzuciłam chłopaka - nie
dlatego, że dążyłam do czegoś lepszego, lecz dlatego, że byłam w rozsypce. Coraz silniej odczuwałam swoje osamotnienie. Stałam się
samolubna, otwarcie niemiła, działałam chaotycznie. Byłam przekonana, że
odczuwam wewnętrzną pustkę, ponieważ zawodzą mnie przyjaciele i znajomi
- więc o wszystko ich obwiniałam! Oczywiście nie chcieli mieć do
czynienia z moją nieuzasadnioną złością, więc mnie opuścili.
Próbowałam się zmienić. Przez wiele lat uczestniczyłam w terapii. Ale
nawet kiedy spotykałam się z terapeutką trzy razy w tygodniu, po każdej
sesji czułam się gorzej niż przed. Im więcej opowiadałam o żalu i samotności, tym stawałam się bardziej nieszczęśliwa. Wówczas nie było
jeszcze wiadomo, że neurologiczne skutki traumy dziecięcej mogą zaburzać
terapeutyczną wartość mówienia o bolesnych doświadczeniach. Opowiadanie
o moim życiu tylko mi szkodziło, więc uznałam, że mam jakiś nieusuwalny
defekt. Uwierzyłam, że nie da się mnie naprawić.
A później odkryłam coś, co jednak mi pomogło.
Z mojej pierwszej książki Pokonaj traumy z dzieciństwa lub mojego
kanału na YouTubie możesz znać historię o tym, jak w wieku 30 lat
natknęłam się na niezwykły zestaw technik, który nazywam "codzienną
praktyką", oraz że strategie te pomogły mi wyregulować układ nerwowy,
uspokoić umysł i uporządkować życie. Codzienna praktyka składa się z bardzo konkretnego ćwiczenia pisemnego i spokojnej medytacji, które mogą
ci pomóc w pozbyciu się niechcianych, niespokojnych myśli i uczuć
charakterystycznych dla umysłu osoby z traumą. (Nauczę cię tych technik
w rozdziale 3).
Gdy zyskałam prosty, bezpieczny i zawsze dostępny sposób na
rozplątywanie gąszczu negatywnych myśli i uczuć, które blokowały mój
umysł, nastąpił przełom. Obudziłam w sobie subtelną uważność potrzebną,
by "czuć" inne osoby - naprawdę je widzieć i słyszeć. Trauma może tłumić
inteligencję emocjonalną, ale w miarę zdrowienia inteligencja powraca.
Kiedy korzystamy ze skutecznej metody, nasze mocne strony, o których
istnieniu nie mieliśmy pojęcia, zaczynają wyrastać jak grzyby po
deszczu.
Codzienna praktyka uratowała mi życie, zaczęłam więc poświęcać dużą
część swojego wolnego czasu na jej promowanie. Pokazywałam ją każdemu,
kto chciał się jej nauczyć, głównie osoby realizujące program 12 Kroków
dla rodzin alkoholików. Ogółem wsparłam około 300 kobiet, ucząc je tego
niezwykłego sposobu pracy nad sobą. Długo nie miałam pojęcia, dlaczego
codzienna praktyka działa tak dobrze. Dopiero po 20 latach jej
stosowania przeczytałam dwie nowe wówczas książki, które wszystko mi
wyjaśniły: Strach ucieleśniony Bessela van der Kolka i Złożone PTSD.
Od przetrwania do pełni życia Pete'a Walkera. W opisie objawów C-PTSD
od razu rozpoznałam siebie. Później byłam na kilku konsultacjach z terapeutą, który potwierdził tę diagnozę. Wiedza o tym, że mój stan ma
konkretną nazwę i definicję, umożliwiła mi poszukiwanie informacji na
jego temat oraz zrozumienie, dlaczego tak wiele spraw, które innym
przychodzą łatwo (takich jak rozmowy z terapeutą), sprawia mi ogromną
trudność.
W 2017 roku, gdy zaczęłam pisać blog Crappy Childhood Fairy (który
później stał się kanałem na YouTubie), pragnęłam uczyć innych codziennej
praktyki i popularyzować wyniki najnowszych badań na temat złożonego
PTSD. Moje pierwsze nagrania dotyczyły zagadnień, które są trudne dla
wielu osób z traumą (w tym dla mnie) - takich jak pozbywanie się
schematów myślenia wynikających z ubóstwa, leczenie depresji lub szczere
przeprosiny.
Moi widzowie najmocniej zareagowali jednak na film o objawie traumy
kryjącym się we wszystkich innych symptomach i każdej historii, którą
się dzieliłam - nawet jeśli sama nie od razu byłam tego świadoma.
Było to oczywiście poczucie wyobcowania.
Moi widzowie tak jak ja z niewyjaśnionych przyczyn czuli się odizolowani
od innych ludzi, chociaż nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiali.
Wszyscy pragnęliśmy bliskich więzi, ale nie potrafiliśmy ich tworzyć.
Nawiązywanie relacji było dla nas bardzo stresujące. Dlaczego?
Ponieważ inni ludzie byli naszymi triggerami.
Słowa "trigger" używam w znaczeniu bodźca (takiego jak krytyczny
komentarz albo nagłe zaskoczenie), który uruchamia w naszym układzie
nerwowym reakcję zwaną "dysregulacją neurologiczną". Jest to silna
reakcja na stres występująca szczególnie często u osób z traumą, która
może utrudniać niemal każdy aspekt naszego życia (w tym interakcje
społeczne).
Izolowanie się to instynktowny sposób, w jaki wielu z nas próbuje unikać
triggerów i radzić sobie z nieadekwatnymi reakcjami na stres. W pewnym
stopniu bywa pomocne. Z czasem jednak izolacja sama staje się traumą i jeszcze bardziej wszystko utrudnia.
Omówiłam to zjawisko w swoich nagraniach na YouTubie, a widzowie
odpowiedzieli lawiną komentarzy. "Mam tak samo" - pisali. "Nigdy
wcześniej nikt tak trafnie nie opisał, jak to jest być mną...", "Płaczę,
gdy tego słucham..." i "Zawsze myślałam, że tylko ja tak czuję...". Tysiące
ludzi napisało, że mój opis wrażenia odcięcia od bliskich relacji z innymi dał im poczucie zrozumienia. Osoby te przestały się czuć samotne
i po raz pierwszy od dawna pozwoliły sobie na nadzieję.
Ze mną było tak samo. Też przestałam być "jedyną" osobą w takiej
sytuacji. Wkładałam dużo serca w tworzenie nagrań, artykułów, kursów,
warsztatów i książek. Wciąż to robię. Moi obserwujący bardzo wspierają
mnie i naszą społeczność internetową, w ramach której pomagają sobie
nawzajem miłymi komentarzami i ciepłymi słowami otuchy. Wielu z nich się
zaprzyjaźniło i stworzyło grupy, które spotykają się na żywo w różnych
miastach. Czuję wielką ulgę na myśl o tym, że wreszcie znalazłam swoją
społeczność. Teraz i ty do niej dołączasz.
Kiedy odkrywamy, że nasz największy problem jest skutkiem ubocznym
okoliczności, w jakich dorastaliśmy, spada nam z barków ogromny ciężar.
Tajemnicza przyczyna wstydu, który w sobie nosimy, wreszcie staje się
widoczna - okazuje się, że to nie nasza wina;
nie zrobiliśmy nic złego. Nasze objawy są normalne, możemy podnieść
głowę. Ty też możesz wyzdrowieć i rozwijać swoją kompatybilność
społeczną.
Co obiecuje ta książka
Ta książka jest dla ludzi, którzy mają problem z ludźmi. Pomoże ci
wykształcić umiejętność tworzenia bliskich więzi, jeśli tylko (a)
szczerze pragniesz mieć lepsze relacje z innymi oraz (b) masz gotowość
do pracy i zmierzenia się z tym, co cię blokuje.
Czasami przeszkody mają charakter zewnętrzny - mogą to być źli ludzie w twoim życiu, okoliczności, a nawet społeczeństwo jako takie.
Najważniejsze w procesie zdrowienia są jednak ograniczenia tkwiące w tobie - to na nie naprawdę masz wpływ. Są to nawyki myślowe i zachowania, które odcinają cię od bliskości; pojawiają się (często
nieświadomie) jako sposoby radzenia sobie ze stresem odczuwanym podczas
kontaktów z ludźmi. Być może najbardziej na świecie chcesz poczuć się
swobodnie i pewnie w towarzystwie innych. Być może sposób, w jaki
próbujesz to robić, działa na twoją niekorzyść, odcinając cię od
miłości, przyjaźni i szansy na spełnione, szczęśliwe życie.
Jeśli czujesz, że twoje wyobcowanie nie wynika z unikania, lecz z odrzucenia przez innych - ostracyzmu lub przymusowego odejścia z danej
społeczności - ta książka również może ci pomóc.
Jeżeli czytasz ją nie przez swoje poczucie
odcięcia od innych, a dlatego, że chcesz zrozumieć bliską osobę w takiej
sytuacji i jej pomóc, zarówno ty, jak i ona znajdziecie tu przydatne
porady.
Możliwe, że przebywając z ludźmi, odczuwasz lęk. Może rany z przeszłości
sprawiły, że trudno ci komuś zaufać. Może wstyd i brak poczucia własnej
wartości, które towarzyszą ci od dzieciństwa, powodują, że nie potrafisz
być sobą w sytuacjach społecznych i wciąż się boisz, że powiesz coś nie
tak, doświadczysz wykluczenia, a twoja największa obawa pod tytułem
"Wszyscy tu pasują, tylko ja nie" stanie się rzeczywistością.
W ten sposób przemawia przez ciebie twoja rana relacyjna. Jej leczenie
to coś więcej niż poznawanie nowych ludzi i dopasowywanie się do grup,
więcej niż kochanie innych i bycie kochanym. Musisz zająć się wszystkim
tym, co przeszkadza ci w zajęciu właściwego miejsca w wielkiej ludzkiej
rodzinie, w której masz swój cel i do której od zawsze należysz.
W części I książki piszę więcej o ranie relacyjnej - co ją powoduje, jak
ją odczuwamy i jak może ona wpływać na ciebie i twoje obecne życie.
Pomogę ci odkryć i nazwać twoje sposoby na izolowanie się, w tym
subtelne i nieuświadomione nawyki, które cię blokują i trzymają z dala
od innych ludzi, uniemożliwiając ci życie w pełni. Pomogę ci ocenić twój
aktualny wyjściowy poziom kompatybilności społecznej, co umożliwi ci
zmierzenie postępów po przeczytaniu tej książki.
Nauczę cię, czym jest dysregulacja neurologiczna, objaw traumy, który
pogarsza wszystkie inne jej symptomy, w tym poczucie wyobcowania. Pomogę
ci zidentyfikować triggery, które rozregulowują twój układ nerwowy i pokażę ci, jak je neutralizować w kilku prostych krokach. Na koniec
części I nauczę cię, jak stosować moją technikę codziennej praktyki, aby
oczyścić umysł i emocje oraz wrócić do stanu równowagi.
W części II omawiam osiem głównych przekonań i zachowań, które
początkowo służą ochronie nas samych, ale z czasem stają się szkodliwe
dla naszych relacji, powodują izolowanie się i odpychają od nas nowe
osoby. Otrzymasz praktyczne wskazówki dotyczące tego, jak reagować
uprzejmie (a nie agresją lub ucieczką), gdy twoje emocje pozostają w stanie dysregulacji; jak zadbać o siebie, gdy chcesz z siebie
zrezygnować; oraz jak odważnie mierzyć się z konfliktami, aby twoje
relacje nie kończyły się tylko dlatego, że odczuwasz złość.
Dowiesz się, jak uleczyć swoje "wykrywacze czerwonych flag"; rozpoznawać
ludzi, których nie chcesz już w swoim życiu; kończyć niechciane relacje
i stawiać granice w tych, które pragniesz kontynuować. Czytając kolejne
rozdziały części II, zyskasz możliwość wyboru "gestów łączności" -
drobnych działań, które możesz wykonywać, aby wyjść (chociaż na chwilę)
ze swojego pancerza i nawiązać kontakt z otaczającymi cię ludźmi.
Z części III nauczysz się, jak stać się osobą kompatybilną społecznie:
wykorzystywać rozmowy, aby zbliżać się do innych, rozwiązywać konflikty,
być lepszym przyjacielem lub przyjaciółką i wreszcie "znaleźć swoje
stado".
Każdy rozdział zawiera listy zadań do wykonania, ćwiczenia
autorefleksyjne i wskazówki do prowadzenia dziennika, które pomogą ci
rozpoznać własne ograniczenia i uświadomić sobie, co robisz dobrze, a także nowe strategie, które możesz stosować w życiu, aby rozwijać swoją
kompatybilność społeczną.
Nie martw się, nie musisz uleczyć wszystkich swoich ran, zanim opanujesz
zasady kompatybilności społecznej. Musisz jednak wyjść ze stanu izolacji
i nawiązywać kontakt z innymi ludźmi - nawet jeśli idzie ci to
nieporadnie i bardzo powoli albo czujesz się przy tym głupio. Kiedy
poczujesz się swobodnie ze sobą i uwierzysz, że cokolwiek się stanie,
dasz sobie radę, życie stanie przed tobą otworem. Zdrowienie polega na
systematycznym podejmowaniu drobnych działań.
Każdy z nas rodzi się po to, żeby być w relacjach. Trauma może blokować
zdolność ich tworzenia i doświadczania bliskości z ludźmi, którzy nas
otaczają. Na szczęście niezależnie od tego, co ci się przytrafiło w przeszłości, możesz uleczyć swoje rany. Możesz się nauczyć
kompatybilności społecznej.
Czytając kolejne rozdziały, prowadź dziennik zgodnie ze wskazówkami,
dokonuj samooceny, sporządzaj notatki na temat zmian, które w sobie
zauważysz, i planuj kolejne kroki. Wkrótce możesz doświadczyć większej
łatwości w kontaktach z innymi, pewności siebie w sytuacjach społecznych
oraz prawdziwej radości, ponieważ zmiany w tobie zaczną przyciągać do
ciebie ciekawych, zabawnych i troskliwych ludzi. Dzięki tej książce
zyskasz wiedzę i umiejętności, które ci to umożliwią.
Kiedy opanujesz opisane tu proste, codzienne strategie wspierające
rozwój kompatybilności społecznej, odkryjesz pełnię możliwości, jakie
oferuje ci życie.
Co ci się przyda
Dziennik. Powinien to być zeszyt, który będziesz trzymać razem z tą książką, aby zapisywać w nim na bieżąco odkrycia na swój temat
oraz strategie warte zastosowania w praktyce w celu zdrowienia. W każdym rozdziale znajdziesz podpowiedzi, które pomogą ci w prowadzeniu dziennika. Zadbaj, by nikt poza tobą nie miał dostępu do
twoich notatek - dzięki temu będzie ci łatwiej pisać w pełni
szczerze.
Notatnik z kartkami do wyrywania. Będziesz go potrzebować do
codziennej praktyki - sporządzania notatek dwa razy dziennie
(technikę tę opisuję w rozdziale 3). Po każdej sesji pisania
będziesz wyrzucać zapisane kartki. Papier nie musi być doskonałej
jakości, nie będziesz ponownie czytać swoich notatek.
Długopis lub ołówek.Jeśli interesują cię dodatkowe materiały wspierające pracę nad sobą,
możesz je pobrać ze strony connectabilitybook.com.
Ćwiczenie. Twoja wizja
Na pierwszej stronie dziennika zapisz dzisiejszą datę (na pewno zechcesz
ją sobie przypomnieć, gdy zrobisz postępy!).
Następnie odpowiedz na poniższe pytania.
Wyobraź sobie, że masz magiczną różdżkę i możesz znaleźć się w takiej
wersji swojego życia, w której:
masz liczne, udane relacje różnego typu (np. z przyjaciółmi,
partnerem/partnerką, rodziną i współpracownikami),
nie tkwisz w relacjach, które cię unieszczęśliwiają,
masz wystarczająco dużo czasu na samotność i ładowanie baterii, gdy
tego potrzebujesz,
a twoje relacje pomagają ci stawać się prawdziwą, najlepszą wersją
siebie.
Jaką jesteś osobą? Napisz, jak takie okoliczności cię zmieniły. Czy
łatwiej ci nawiązywać przyjaźnie, przebywać w grupach, uczyć się,
rozwijać zawodowo albo funkcjonować w relacjach romantycznych? Jak
zarabiasz na życie? Jak spędzasz czas wolny od pracy? Czy masz czas na
kreatywne zajęcia albo przygody, które wcześniej pozostawały tylko w sferze marzeń? Jak się czujesz, mając to wszystko?
To twoja wizja przyszłości. Zachowaj swój opis, aby móc do niego wracać,
a w razie potrzeby uzupełnić już po lekturze tej książki.
Jestem dumna, że podejmujesz tę szlachetną i ważną pracę nad sobą, by
uleczyć swoje rany relacyjne. Zasługujesz na wyjście z pułapki izolacji
i unikania oraz nawiązanie dobrego kontaktu ze światem. Masz wszystko,
czego potrzebujesz, by zacząć. Wiem, ponieważ sama przez to przeszłam.
Ty też możesz.
Zaczynamy!
1. Jak to się zaczyna
1
Jak to się zaczyna
Traumy, szczególnie te doznane w dzieciństwie, stanowią urazy, które
wpływają na naszą zdolność nawiązywania kontaktów z innymi. To coś
więcej niż rany emocjonalne. Nadużycia i zaniedbania, których
doświadczamy na wczesnych etapach życia, mogą oddziaływać na cały układ
nerwowy, zaburzając jego sposób zarządzania ciałem, zmysłami, myślami i wspomnieniami, a także przeżywania emocji. Nazywam ten efekt raną
relacyjną.
Jeśli masz takie doświadczenie, pozbawiono cię czegoś, na co każdy
człowiek w pełni zasługuje - rodzicielskiej opieki i troskliwego
wprowadzenia w świat relacji z otaczającymi cię ludźmi. Właśnie w ten
sposób powinniśmy się uczyć i wzrastać; tak kształtuje się nasza
zdolność do nawiązywania bliskich kontaktów z innymi przez całe życie.
Gdy rodzice pozostają pod wpływem narkotyków lub alkoholu, są obojętni,
nieprzewidywalni, agresywni lub nieobecni, nie tylko destabilizują życie
rodzinne, lecz także uniemożliwiają dzieciom doświadczanie bliskich i bezpiecznych interakcji rodzic-dziecko, które są ważnym elementem
rozwoju. Dziecko dorastające w takiej rodzinie może rozpaczliwie dążyć
do kontaktu z rodzicami, zachowywać się agresywnie, odczuwać
przygnębienie albo odcinać się od własnych emocji. Jego zdolność do
nawiązywania relacji zostaje upośledzona.
Kiedy przyzwyczajamy się do poczucia wyobcowania, staje się ono czymś w rodzaju płaszcza, który codziennie nosimy, lub smutnego przyjaciela,
który wszędzie za nami chodzi. Mamy nadzieję, że nikt poza nami go nie
zauważa, ale on tam jest i odstrasza innych.
Osoby z ranami relacyjnymi mają skłonność do ekstremalnych zachowań. U każdego z nas wygląda to nieco inaczej, ale istnieją schematy objawów,
które regularnie się powtarzają. Kurczowo trzymamy się innych osób ze
strachu, że nas opuszczą, próbujemy kontrolować ten strach, kontrolując
te osoby, albo uciekamy i się izolujemy. Bywa, że postępujemy inaczej z przyjaciółmi, a inaczej z ukochanymi, ale wszystkie nasze reakcje
stanowią pewne formy unikania - to próby
radzenia sobie z rozregulowanymi uczuciami, które w stresujących
chwilach wywracają nasze życie do góry nogami, szczególnie jeśli źródłem
stresu są relacje z innymi ludźmi. (Więcej o unikaniu piszę w rozdziale
4).
W tym rozdziale omawiam przyczyny rany relacyjnej oraz jej przejawy:
izolację, samotność i ukryte formy unikania. Umożliwi ci to zauważenie
oznak własnej traumy oraz sposobów, w jakie być może się izolujesz,
nawet o tym nie wiedząc.
Zacznijmy od wyjaśnienia kilku pojęć, których będziemy używać:
Wyobcowanie - stan, w którym brakuje nam
znaczących więzi społecznych, lub poczucie, że
jesteśmy odrębni bądź odcięci od innych ludzi. W tej książce stosuję
pojęcie "wyobcowanie" jako ogólne określenie obejmujące wszystkie
zjawiska wymienione poniżej (z wyjątkiem samotności, która
zdecydowanie nie jest formą wyobcowania).
Izolacja - podczas gdy wyobcowanie jest stanem lub poczuciem
odcięcia od innych i osamotnienia (niezależnie od tego, czy się
izolujemy, czy nie), izolacja to działanie -
wycofywanie się z aktywności społecznych i relacji z ludźmi na krótszy
lub dłuższy czas. Czasami izolacja wynika z okoliczności zewnętrznych,
czyli takich sytuacji, jak pobyt w szpitalu czy więzieniu. W tej
książce jednak skupiam się na izolacji dobrowolnej i sposobach jej zakończenia (dla tych,
którzy tego pragną).
Unikanie - skłonność do wycofywania się z pewnych sytuacji społecznych i relacji w celu czasowego izolowania się
od innych fizycznie lub emocjonalnie. Może być związana z unikającym
stylem przywiązania, który sprawia, że dążymy do relacji (na przykład
romantycznych), ale stresują nas oczekiwania i potrzeby innych.
Radzimy sobie z tym, ograniczając naszą obecność, czułość, komunikację
lub zaangażowanie. Osoby z unikającym stylem przywiązania, które
pragną przezwyciężyć swój nawyk wycofywania się, znajdą pomoc na
kartach tej książki.
Ukryte unikanie - to moje własne określenie na zachowanie osoby,
która pragnie bliskich więzi i na pozór nawiązuje normalne
relacje, a także angażuje się społecznie, ale równocześnie podkopuje -
zwykle nieświadomie - swoje szanse na prawdziwą bliskość poprzez
różnego rodzaju dysfunkcyjne zachowania, które trzymają innych na
dystans. Ta forma unikania jest szczególnie powszechna i (podobnie jak
"zwykłe" unikanie) służy zmniejszeniu stresu towarzyszącego
przebywaniu z ludźmi. Tak jak izolacja i unikanie, ukryte unikanie
spłyca relacje, przez co je zuboża i powoduje samotność. Wiedza i zadania przedstawione w tej książce mają ci pomóc w zmianie zachowań,
które przeszkadzają w tworzeniu relacji. Dzięki nim zyskasz praktyczny
system działania, który pozwoli ci rozwinąć pewność siebie i swobodę w interakcjach z innymi.
Rany relacyjne - społeczne, behawioralne, psychologiczne i fizjologiczne zranienia powstałe w wyniku traumy (szczególnie w okresie dzieciństwa), które wpływają na zdolność prowadzenia
interakcji społecznych oraz nawiązywania i utrzymywania wszelkich
relacji.
Izolacja emocjonalna - dystans emocjonalny, który dzieli cię od
innych w sytuacjach, gdy interakcja z nimi byłaby możliwa, ale ty
czujesz, że cię nie docenią, że nie pasujesz do grupy i nie uzyskasz
jej wsparcia, nawet jeśli się postarasz.
Odrzucenie społeczne - doświadczenie bycia wykluczonym,
nieakceptowanym lub lekceważonym przez własną grupę społeczną lub całe
społeczeństwo. Funkcjonuje też pod pojęciem ostracyzmu, czyli celowego
wykluczenia przez innych. Może nie tylko prowadzić do izolacji, lecz
także powodować poważne cierpienie emocjonalne i izolowanie się.
Poczucie wykluczenia to osobny rodzaj traumy.
Alienacja - szczególnie silne poczucie wyobcowania, inności,
niezrozumienia, bycia niesłyszanym lub niedostrzeganym przez osoby i grupy, do których niegdyś należeliśmy.
Osamotnienie - poczucie izolacji,
odrzucenia, bycia niechcianym, "niewidzialnym"; wrażenie, że nikt nas
nie zna i brak nam towarzystwa; zwykle pojawia się, gdy jesteśmy sami,
ale można też czuć się osamotnionym wśród ludzi.
Oczywiście istnieją pozytywne powody do spędzania czasu z dala od ludzi.
Mamy wówczas do czynienia z samotnością - zdrowym, dobrowolnym czasem
spędzanym w odosobnieniu, który nie szkodzi naszym relacjom ani
zdolności utrzymywania bliskich więzi.
Skąd się bierze poczucie wyobcowania
Po pierwsze, wyobcowanie nie zawsze jest konsekwencją traumy. Można mieć
kochającą, świetnie funkcjonującą rodzinę, która różni się od większości
członków lokalnej społeczności - na przykład krajem pochodzenia,
religią, specyficznym stylem wychowania albo trudnościami w nawiązywaniu
bliskich relacji - i z tego powodu czuć się wyalienowanym wśród
rówieśników w szkole. Takie sytuacje powodują, że odczuwamy wstyd,
ukrywamy prawdę o rodzinie albo nigdy nie czujemy się wystarczająco
bezpiecznie, by być sobą albo zaprosić znajomych do domu. (O różnicach
między ludźmi i poczuciu braku przynależności piszę w rozdziale 5).
Poczucie wyobcowania jest też częstym objawem autyzmu, który utrudnia
interpretowanie sygnałów społecznych, takich jak ton głosu, mowa ciała i wyrazy twarzy - elementów istotnych w interakcjach z innymi. Bodźce
zmysłowe, na przykład hałas i światła, mogą być przytłaczające i powodować konieczność społecznego wycofywania się, jeśli w otoczeniu
jest głośno i dużo się dzieje. Osoby w spektrum autyzmu nierzadko
doświadczają nadużyć, ostracyzmu i przemocy ze względu na swoje
trudności, co z czasem prowadzi do C-PTSD.
Poza tym ludzie są dziś bardziej samotni niż w poprzednich dekadach.
Statystycznie mniej osób zawiera małżeństwa i zakłada rodziny. Nasze
instytucje tracą na znaczeniu, coraz częściej odcinamy się od swojego
pochodzenia, a bez tradycyjnego wsparcia społecznego nasze umiejętności
społeczne rdzewieją (a nawet trochę dziczejemy). To powoduje, że
partnerów romantycznych traktujemy jak rodziców, współpracowników - jak
rodzinę, a zwierzęta domowe - jak dzieci. Z czasem orientujemy się, że
żadna z naszych relacji nie jest trwała i wciąż jesteśmy porzucani.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki