Nacisnęła guzik domofonu.
- Kto tam? - usłyszała.
- Byłam umówiona na oglądanie mieszkania.
Nerwowe chrząknięcie w głośniku.
- Proszę.
Zabrzęczał zamek i uchwyciła odgłos otwieranych drzwi. Miała jeszcze chwilę, więc zerknęła w lustro. Poprawiła włosy, obciągnęła bluzkę i odetchnęła głęboko.
Denerwuję się - pomyślała. - Nie podejrzewałam, że to będzie aż tak...
Usłyszawszy lekkie pukanie, Wanda poczuła, że pocą jej się dłonie, więc wytarła je szybko o spódnicę.
Kto by pomyślał? - przeszło jej przez głowę. - Nawet przed najtrudniejszymi operacjami tak się nie czułam.
Pukanie powtórzyło się, nie mogła dłużej zwlekać. Podeszła do drzwi i otworzyła je.
Przez ułamek sekundy mierzyły się wzrokiem, ale lekarka nie chciała wyjść na niegrzeczną, więc cofnęła się o krok i zrobiła zapraszający gest.
- Niech pani wejdzie.
Młoda kobieta przekroczyła próg i dyskretnie obrzuciła spojrzeniem przedpokój. Nie wyglądała na zbyt pewną siebie.
- Proszę śmiało oglądać - zachęciła ją Wanda. - Przecież musi pani się przekonać, czy chce tutaj mieszkać.
Kobieta uśmiechnęła się lekko i lekarka pomyślała, że wygląda na sympatyczną.
- To może ja panią oprowadzę - zaproponowała.
- Tak, to chyba dobry pomysł - zgodziła się kandydatka na lokatorkę.
- W takim razie zaczniemy od kuchni - zdecydowała starsza kobieta. - Proszę, tam prosto i na lewo.
Kobieta posłusznie poszła we wskazanym kierunku, a to dało Wandzie okazję do lepszego przyjrzenia się gościowi.
Ile ona może mieć lat? Chyba nie ma jeszcze trzydziestu. Chociaż w dzisiejszych czasach coraz trudniej określić wiek kobiety. Tak samo wyglądają osiemnastolatki, trzydziestolatki, a nawet czterdziestolatki.
Dziewczyna była niewysoka, szczupła, a długie blond włosy miała związane w kucyk różową gumką. Ubrana w niebieski sweter i jasne dżinsy nie wyglądała na typ imprezowiczki, przed którym ostrzegała ją Diana.
Żadnej biżuterii, na nogach czarne botki - rejestrowała Wanda. - Makijaż delikatny, chociaż rzęsy chyba sztuczne.
Chciała jak najwięcej zapamiętać, żeby wieczorem zdać Dianie jak najbardziej szczegółową relację. Liczyła, że Lisowska pomoże jej wybrać najlepszego lokatora i uniknąć ewentualnych problemów.
- Bardzo ładnie tutaj. - Głos dziewczyny wyrwał ją z zamyślenia. - Lubię taki styl: drewniane szafki i te pojemniczki w niebieskie kwiatuszki. - Uśmiechnęła się. - U mojej babci takie były.
- To tak zwane włocławki - wyjaśniła Wanda. - Ja też je lubię, choć dziś są już raczej niemodne.
- A ja myślę, że w domu od mody ważniejsza jest przytulność - odparła dziewczyna. - I żeby wszyscy się w nim dobrze czuli. Dobrze i bezpiecznie.
Wandzie spodobały się te słowa. Starała się jednak tego nie okazywać, bo tak zalecała jej Diana. Powiedziała, że jeśli ktoś wyczuje, że przypadł jej do gustu, będzie chciał negocjować cenę.
- To może teraz chodźmy do łazienki - powiedziała pospiesznie. - Od razu mówię, że tam też nie jest nowocześnie. Ale zaznaczałam to w ogłoszeniu.
- Czy pralka zostanie? - zainteresowała się dziewczyna, gdy obejrzała łazienkę i toaletę.
- Tak, oczywiście - zapewniła Wanda. - Tak samo jak lodówka i telewizor. Jeżeli chodzi o meble, to większość mogę usunąć, ale część chciałabym zostawić w piwnicy. Podobnie jak niektóre rzeczy...
- Właściwie to mogłyby zostać - wtrąciła dziewczyna. - O ile oczywiście zdecyduje się pani na moją ofertę - dodała szybko. - Chodzi o to, że nie mamy zbyt wielu własnych, więc...
- To oczywiście będziemy ustalać przy ewentualnym podpisaniu umowy. - Wanda próbowała zachowywać się tak, jak jej sugerowała Diana. - Ale i tak osobiste rzeczy i pamiątki zniosę do piwnicy.
- To znaczy, że piwnica nie będzie dostępna?
- Niestety nie.
- Szkoda, bo przydałaby nam się - odparła dziewczyna. - Ale rozumiem. Jakoś sobie poradzimy.
- Z tego, co pani mówi, wynika, że nie będzie tu pani mieszkała sama. - Wanda postanowiła trochę przepytać kandydatkę. - Czy mogę wiedzieć z kim? Z koleżanką? Z narzeczonym?
Dziewczyna głośno westchnęła. Widać było, że spodziewała się tego pytania.
- Powiem szczerze. - Podniosła na Wandę niebieskie oczy. - Mam zamiar zamieszkać tu z moją siostrą, jej chłopakiem i... - zawahała się - ...z moją pięcioletnią córką - zakończyła szybko.
Lekarka znieruchomiała.
Jaka szkoda - pomyślała. - Wydała mi się całkiem dobrą kandydatką. Ale w tej sytuacji nic z tego.
Dziewczyna od razu pojęła znaczenie wymownego milczenia, jakie zapadło po jej wyznaniu.
- Domyślam się, że mi pani nie wynajmie. - Uśmiechnęła się smutno. - To już chyba szóste mieszkanie, które oglądam, i wszędzie to samo. Nikt nie chce kobiety z dzieckiem. Wiadomo dlaczego. Wprowadzi się, przestanie płacić i nie będzie można jej wyrzucić - mówiła ironicznie, ale w jej oczach Wanda nie dostrzegła złości, raczej coś w rodzaju rezygnacji.
- Proszę się nie dziwić - uznała za stosowne jakoś się usprawiedliwić. - To dla mnie duże ryzyko. Jestem emerytką, nie chcę problemów... To spore mieszkanie, wolę mieć pewność, że lokator będzie w stanie płacić.
- Co ja mogę pani powiedzieć? Pracuję jako opiekunka osób starszych. To ciężka praca, ale mogę ją tak ułożyć, żeby opiekować się Anią, to znaczy moją córką. Mogę też brać nadgodziny albo nocki, wtedy z małą zostaje moja siostra - mówiła spokojnie i cicho. - Siostra studiuje zaocznie i pracuje w sklepie, więc ma stały dochód. Jej chłopak też ma pracę, jest mechanikiem samochodowym. W dotychczasowym mieszkaniu nigdy nie zalegaliśmy z opłatami. Mogę podać telefon do właściciela, to sama pani sprawdzi. Chociaż pewnie nie będzie pani chciała. - Wyjęła z kieszeni kurtki szarą czapkę z futerkowym pomponem i założyła ją. - Nie będę pani zajmować więcej czasu, dziękuję.
- Chwileczkę - zatrzymała ją Wanda. - To dlaczego wyprowadzacie się z dotychczasowego lokum?
- Syn właścicielki się żeni i chcą zamieszkać sami - wyjaśniła.
- Rozumiem. Chyba wiem wszystko, czego potrzebuję. Dziś jeszcze spotykam się z kilkoma osobami i wieczorem podejmę decyzję. Dam pani znać.
- Dziękuję, ale raczej obie wiemy, że jeśli o mnie chodzi, to już jest podjęta - westchnęła dziewczyna. - Do widzenia.
Ruszyła w stronę drzwi. Była drobna, lecz Wanda poczuła, że emanuje z niej jakaś wewnętrzna siła.
- Chwileczkę! - zatrzymała dziewczynę.
Ta stanęła i odwróciła głowę.
- Tak?
- Jak pani ma na imię? Mam zapisane, ale zapomniałam...
- Marta.
- Pani Marto, mogła mnie pani przecież okłamać...
- Mogłam - potwierdziła dziewczyna. - Ale wtedy byłoby tak, jakbym sama uważała, że samotna matka to ktoś gorszy, nieuczciwy czy coś... A ja taka nie jestem. Tak się złożyło, że jestem sama z Anią, ale nie zamierzam się tego wstydzić.
Wanda spojrzała na nią z uwagą.
- Dziękuję za szczerość - powiedziała.
Odprowadziła Martę do drzwi i pożegnała uśmiechem. Polubiła tę dziewczynę i przykro jej było, że nie może jej pomóc.
Cóż, w tak ważnych sprawach trzeba się kierować rozsądkiem - pomyślała.