Wstęp
Potrzeba bycia perfekcyjnym w tym, co się
robi, ma dwa oblicza. To jaśniejsze wiąże się z niekończącym się pasmem
pochwał, niezrównaną produktywnością i ustabilizowaną jakością
wykonywanej pracy. Jest jednak i to ciemne: niedotrzymane terminy,
uparta prokrastynacja i przewlekłe niedobory snu. Jako terapeuci
pracowaliśmy z karierowiczami, którzy uparcie biegną w wyścigu szczurów,
nawet gdy rozpadają się ich związki, ze studentami, którzy o trzeciej
nad ranem wysyłają swoim profesorom e-maile z desperackimi prośbami o przesunięcie terminów, oraz z emerytami, którzy spoglądając wstecz na
swoje życie, dochodzą do wniosku, że przegapili ogromną jego część. Jako
psychologowie kliniczni obserwowaliśmy, jak perfekcjonizm paraliżuje i wykańcza część naszych utalentowanych kolegów, niekiedy wykluczając ich
z kariery akademickiej. Dzieje się tak dlatego, że dążenie do
doskonałości to miecz obosieczny: te same umiejętności, które pomagają
ludziom osiągnąć sukces, w zagonionym, pełnym presji świecie utrudniają
im życie. Efektem są lęki, stres i zmartwienia.
Ta książka powstała z potrzeby zarówno zawodowej, jak i osobistej. Mój
(Clarissy) los troskliwie pielęgnował we mnie potrzebę bycia doskonałą;
obserwowałam, jak perfekcjonizm pożera kolejne kęsy mojego życia,
obiecując, że wynikający z tego sukces zrekompensuje mi poniesione
straty. Choć jestem już lepsza w byciu niedoskonałą, obawy i niepewność
nadal mnie nie opuściły. Od czasu do czasu pozwalam, by o moim działaniu
przesądzał perfekcjonizm. W takich chwilach zadziwia mnie, jak trudno
jest mi zignorować pragnienie osiągnięcia doskonałości.
Nawet wymyślenie tytułu dla tej książki było stresującą szarpaniną.
Rozważaliśmy parę "standardowych" wersji i kilka bardziej... niszowych.
Mieliśmy przy tym dojmującą świadomość, że to prawdziwa ironia losu
poświęcać tak dużo czasu i energii na wynajdywanie "doskonałego" tytułu
dla książki traktującej o iluzji perfekcjonizmu. Zrobiliśmy więc to, co
sami radzimy robić naszym czytelnikom. Wybraliśmy tytuł, który jest
"dostatecznie dobry", ponieważ odpuszczanie perfekcjonizmu polega na
umiejętności życia ze świadomością, że zrobiliśmy coś nie na sto procent
i że dajemy sobie przyzwolenie na bycie ludźmi. Nauczyliśmy się - i nadal się uczymy - w pełni akceptować siebie, w inny sposób podchodzić
do standardów doskonałości i rozkoszować się nieuniknionymi zawiłościami
życia. I tego samego życzymy wam.
Napisaliśmy tę książkę dla osób, które:
ugrzęzły w lękach, stresie i zmartwieniach i przejmują się, że nie są
w miejscu, w którym uważają, że
powinny być;
sądzą, że perfekcjonizm przejął kontrolę nad ich życiem;
chcą się dowiedzieć, dlaczego nie mogą po prostu odpuścić pewnych
spraw;
w głębi serca uważają, że nie są wystarczająco dobre, nie mają
wartości lub nie da się ich pokochać;
mają dość dążenia do bycia perfekcyjnymi, ale nie do końca wiedzą, jak
z tym zerwać.
Jeśli podczas lektury tej książki zaczniesz rozważać rozstanie z perfekcjonizmem, może cię to nieco wystraszyć. Tak naprawdę wiele osób,
z którymi pracowaliśmy, uważało go za cenną część własnej osobowości,
dlaczego więc miałyby z niego rezygnować? Są chwile, kiedy dążenie do
doskonałości rzeczywiście bardzo pomaga. To dlatego chcemy, abyś
zachował tę część siebie, ale nauczył się nowych metod interakcji z nią.
Być może będziesz odwlekać lekturę tej książki, aż nadarzy się
"odpowiedni" moment. Możliwe, że potraktujesz ją jak instrukcję czy
podręcznik, który ma dostarczyć ci remedium na twoje bolączki. Będzie
jednak najbardziej użyteczna, jeśli przeczytasz ją tak, jakbyś oglądał
film: po prostu ją przyjmij. Zwróć uwagę na te fragmenty, które budzą w tobie emocje. Przejrzyj pobieżnie te, które dotyczą cię w mniejszym
stopniu. Cofnij się, jeśli przegapisz coś istotnego, lub przeczytaj
całość, a potem wróć do tego, co cię zainteresowało. Ogólnie rzecz
biorąc, chcemy, abyś wziął to, co może ci się przydać, a resztę
zignorował (najpewniej jedne przykłady przemówią do ciebie bardziej niż
inne). Czytaj raczej z myślą o satysfakcji niż o perfekcji. A potem
wprowadź w życie to, czego się dowiedziałeś.
Kilka razy poprosimy, abyś zanotował swoje reakcje i myśli w wybranym
miejscu - może to być notatnik, dokument on-line czy dziennik - tak, byś
po zakończonej lekturze mógł do nich wrócić i je przemyśleć.
Chcielibyśmy, żebyś dzięki temu utrwalił uzyskaną wiedzę i wcielił ją w życie, by nie zamknąć jej między stronami książki. Wybór należy jednak
ostatecznie do ciebie - nie traktuj tego jako kolejne "muszę".
W naszym przekonaniu perfekcjonizm - oraz lęk, stres i zmartwienia,
które za sobą pociąga - przypomina wodę otaczającą ławicę ryb w oceanie:
jest praktycznie niewidoczny i nie będziesz wiedział, co z nim zrobić,
dopóki nie zobaczysz go takim, jaki faktycznie jest. To dlatego, że nie
da się zareagować - a tym bardziej zareagować właściwie - na coś, o czego istnieniu nie ma się pojęcia, nawet jeśli brak reakcji rani. Na
stronach tej książki staramy się przejrzyście wyjaśnić, czym jest
zjawisko perfekcjonizmu - wraz z jego zasadami, standardami, osądami i innymi cechami - a także opisać, jak działa i jak bolesne niesie ze sobą
skutki. Dostarczamy również narzędzi, które możesz wykorzystać, chcąc
sprawniej poruszać się po tych wodach - opracowaliśmy je, bazując na
naszych doświadczeniach w pracy nad perfekcjonizmem i na wiedzy popartej
udokumentowaną terapią.
Mamy nadzieję, że głęboko wejrzysz w pełen obraz swojego życia i wykorzystasz spoczywającą w twoich rękach władzę do dokonywania wyborów
zgodnych z tym, co jest dla ciebie ważne. Żyjąc z perfekcjonizmem, nie
stajesz przed zerojedynkowym wyborem: poddać się mu albo całkowicie
usunąć go ze swojego życia. Masz inną opcję - możesz się z nim
zaprzyjaźnić. Daj sobie przestrzeń na rozluźnienie relacji, kiedy cię
denerwuje, i ciesz się nim, kiedy wzbogaca twoje życie. Odnajdź złoty
środek - ścieżkę, na której to ty decydujesz, w jakim stopniu
perfekcjonizm wpływa na twoje działania. To podróż, która niekiedy
przebiega bardziej okrężną drogą, niżbyś tego chciał. Jednak koniec
końców, jeśli nawet miałbyś dokonać tylko jednej małej zmiany, ale w istotnym kierunku, będzie to postęp.
Rozdział 1. Cena dążenia do bycia najlepszym
Rozdział 1
Cena dążenia do bycia najlepszym
Perfekcjonizm pełni różne funkcje. Może on
dotyczyć chęci osiągnięcia sukcesu, zyskania miłości, sławy, prestiżu i uznania, bycia rozpoznawalnym, wzbogacenia się i tak dalej. Rządzi się
logiką, którą można zawrzeć w zdaniu: "Jeśli będę doskonały, to odniosę
sukces", lub innym jego wariancie. Coś z twojej przeszłości lub
teraźniejszości mówi: "Nie zdołam zdobyć tego, co chcę, jeśli nie będę
doskonały".
Perfekcjonizm może być również związany z chęcią uniknięcia pomyłek. W tym przypadku mniej interesuje cię zmienianie świata - chodzi o to, że
po prostu nie chcesz popełnić żadnego błędu. Możesz uważać, że "jeśli
coś pójdzie źle, to będzie to na pewno moja wina" lub że "ktoś mnie
oceni za moje błędy". Możesz się nawet martwić, że jeśli coś zawalisz,
sprawisz tym komuś zawód.
Bez względu na to, jaką funkcję spełnia twój perfekcjonizm, działania,
jakie podjąłeś i podejmujesz, aby być doskonałym lub unikać porażek,
odbijają się na tobie na różne sposoby. Być może część tych negatywnych
konsekwencji jest ci znana, lecz to ważne, aby dokładnie poznać
całkowity koszt starań o bycie doskonałym. Ostatecznie sam go przecież
ponosisz.
Gra w perfekcjonizm
Starania, aby robić wszystko perfekcyjnie lub unikać błędów, są jak gra.
Ruchy, które w niej wykonujesz, wiążą się z określonymi skutkami, a kiedy twoje cele pokrywają się z faktycznym wynikiem rozgrywki, to
znaczy, że grasz "dobrze". Jeśli na przykład poświęcisz długie godziny
planowaniu wyprawy pod namiot, bo chcesz, żeby wszystko przebiegło
gładko, i dzięki twojemu zaangażowaniu wycieczka faktycznie się uda, to
twój ruch się opłacił. Jeśli z kolei pomimo twojego planowania wyprawa
się nie udała, ruch był nieefektywny. Wygraną byłoby osiągnięcie
własnych nierealistycznych celów, niepopełnienie żadnego błędu, a wreszcie zadowolenie z siebie i swoich osiągnięć.
Chcąc wygrać, musisz pozostać w grze, nawet jeśli perfekcjonizm rzuca ci
kłody pod nogi: strach przed porażką, wstyd z powodu niespełnienia
wymagań, stres związany z bałaganem w domu, zamartwianie się, co myślą o tobie inni, czy też przeświadczenie, że "nie jestem wystarczająco
dobry". Co robisz z tymi myślami i uczuciami? Jedna z wersji to walka:
pracujesz po sześćdziesiąt godzin tygodniowo, dostajesz wysoko płatne
stanowisko, kupujesz willę z basenem, urządzasz nieskazitelny ogródek,
znajdujesz doskonałego partnera (lub kilku) i przeglądasz w internecie
niekończące się recenzje ekspresów do kawy, żeby na pewno kupić ten
idealny - a wszystko po to, by pokazać, że nie poniosłeś porażki i że
jesteś wystarczająco dobry. Wygraną będzie udowodnienie raz na zawsze,
że te myśli i uczucia są nieprawdziwe. A jeśli się potkniesz w jakiejkolwiek dziedzinie, następnym razem nadrobisz to, starając się dwa
razy bardziej. Oto jeden ze sposobów na zwycięstwo. Niestety strategia
"po prostu bądź doskonały" pociąga za sobą efekty uboczne:
stres przejawiający się napięciem mięśni, bólem głowy,
drażliwością i zaburzeniami łaknienia (omijanie posiłków, przejadanie
się i tym podobne);
zmartwienia dręczące cię nieustannie i rzadko kiedy milknące;
lęki towarzyszące ci od rana do wieczora, nie pozwalające zmrużyć
oka.
Jeśli na tym etapie nadal realizujesz opisaną strategię, to najwyraźniej
założyłeś, że ewentualna wygrana warta jest takich cierpień.
W innym scenariuszu gra w perfekcjonizm mogła cię tak wymęczyć, że się
poddałeś i pogodziłeś z porażką: na studiach wybierasz najprostszą
specjalizację, odwlekasz złożenie podania o awans, po raz trzeci
oglądasz Niepewne, zamiast rozpakować walizki, i prokrastynujesz z zadaniami aż do ostatniego dnia przed terminem. Chodzi o to, żeby nie
wykonywać żadnych ruchów, żeby twój perfekcjonizm nie miał cię o co
obwinić, lub też wykonać ich minimalną liczbę, wkładając w nie jak
najmniejszy wysiłek. Wówczas twoja strategia nazywa się: "Jeśli nie
spróbuję, to nie poniosę porażki" lub "Skoro nie mogę być doskonały, to
po co się starać?". Jest to jednak pułapka, ponieważ kapitulacja wpędza
cię na tory prokrastynacji i winy, więc tak czy inaczej przegrywasz.
Koszty uczestniczenia w grze
Pomyśl o perfekcjonizmie jak o transakcji; ponosisz określony koszt,
żeby zdobyć określony towar. Na przykład płacisz trzema godzinami snu za
wyższą ocenę na jutrzejszym egzaminie. Rezygnujesz ze wspólnego
rodzinnego oglądania filmu, żeby zmniejszyć niepokój, jaki wzbudza w tobie sterta prania do rozwieszenia. Płacisz swoim dobrostanem
emocjonalnym za pochwałę z zewnątrz. Na przestrzeni całego życia
przeprowadzamy sami ze sobą podobne transakcje przy okazji każdej
decyzji, jaką mamy do podjęcia. Niektóre wybory wynikają z nawyków:
"Oczywiście, że posiedzę dzisiaj do późna, żeby dopracować wszystkie
slajdy; nie dopuszczę przecież, żeby moja prezentacja była poniżej
standardów". Innym razem podejmujemy decyzje z pełną świadomością: "To
normalne, że nie śpię i stresuję się każdym szczegółem, bo chcę, żeby
przyjęcie przebiegło idealnie".
Niestety przeprowadzane w głowie kalkulacje często przekłamują
rzeczywistość. Rezygnacja ze snu nie gwarantuje dobrej oceny, a poświęcenie zdrowia emocjonalnego nie zapewnia uznania. Kiedy
nieustannie zamartwiasz się o kolejne zadania, możesz nie spostrzec, jak
bardzo nieuczciwe są te transakcje. Zanim się zorientujesz, że lata
ciężkiej pracy na studiach nie przyniosły ci poczucia "bycia
wystarczająco dobrym", już się stresujesz przygotowaniem listu
motywacyjnego, który jest ci potrzebny na kolejnym etapie kariery.
Ledwie wrócisz z rodzinnej wycieczki, a zaczynasz się martwić o kolejne
wakacje.
Co więcej, istnieją ukryte koszty, których nie uwzględniasz w swoim
procesie decyzyjnym. Niedobór snu może obniżyć twój nastrój, a tym samym
sprawić, że twoje towarzystwo nie będzie mile widziane, co z kolei
wpłynie na twoje relacje interpersonalne. Twoja zbytnia koncentracja na
planowaniu imprezy może wzbudzić u innych frustrację - przecież chcieli
tylko, byś był częścią tego wydarzenia - i sprawić, że następnym razem
nie zostaniesz zaproszony. W efekcie twoje zdrowie emocjonalne może
cierpieć nie tylko przez tę krótką chwilę, ale i przez następne
miesiące, a nawet lata. Wszystkie te elementy składają się na koszty
uczestnictwa w grze.
Zastanów się przez chwilę, jaka dla ciebie była gra w perfekcjonizm.
Zapisz w notatniku odpowiedzi na poniższe pytania. Nie śpiesz się. Nie
pozwól, żeby to twój mózg udzielał odpowiedzi. Przez całe życie
zbierałeś dane o swoich wynikach w rozgrywce - to trochę jakbyś
dysponował własnymi statystykami sportowymi - wsłuchaj się więc w mądrość płynącą ze zdobytych doświadczeń.
Co poświęciłeś, by pozostać w grze? To cena za godzenie się na
perfekcjonizm. Może to być czas, energia, sen, relacje, szacunek do
samego siebie, marzenia i wolność, której się wyrzekłeś, żeby skupić
się na byciu doskonałym. Zauważ fizyczny i emocjonalny trud
powodowany przez lęk, stres i zmartwienia wynikające z potrzeby, by
sprawy toczyły się w określony sposób lub były takie, a nie inne.
Ile cennych chwil straciłeś na prowadzenie nieustannych dialogów w swojej głowie? W jaki sposób bezsenne z powodu stresu noce wpływają
na twoje samopoczucie kolejnego dnia? Jak bardzo oddaliłeś od swoich
wartości, żeby zadowolić innych? Jak odbierasz słowa ukochanej
osoby, kiedy ta mówi, że czuje się zaniedbana lub sfrustrowana twoją
niechęcią do kompromisu? Jakich fizycznych dolegliwości
doświadczasz, kiedy w pogoni za doskonałością narażasz na szwank
swoje zdrowie mentalne i fizyczne?
Co zyskujesz, uczestnicząc w grze? Ta nagroda jest związana z dążeniem do doskonałości i unikaniem błędów. Być może ludzie sądzą,
że jesteś mądry i wybitny we wszystkim, co robisz. A może w ten
sposób z powodzeniem odpędzasz myśli, że jesteś kompletnym
nieudacznikiem? Ta gra ma swoje plusy - nie grałbyś w nią tak długo,
gdybyś nic na tym nie zyskiwał. Zastanów się, jakie płyną z niej
korzyści.
Co zrobiłeś, żeby spróbować pokonać perfekcjonizm? Pomyśl o strategiach - przydatnych i bezużytecznych - z których korzystałeś,
chcąc rozwiązać, naprawić i przezwyciężyć problem perfekcjonizmu i poradzić sobie z nim. Patrz z szerokiej perspektywy, ale bądź
precyzyjny. Może chodzić na przykład o: odwoływanie się do silnej
woli; powtarzanie sobie, że jesteś nieudacznikiem, żeby się
zmotywować; wielokrotne sprawdzanie wykonanej pracy; unikanie
działań, które wydają się zbyt trudne; prokrastynacja z ważnymi
sprawami do ostatniej chwili; branie na siebie nierozsądnie dużej
liczby projektów; zgadzanie się z innymi w każdej sytuacji; szukanie
idealnych sadzonek pomidora w kilkunastu sklepach; opracowywanie
listy zakupów przez długie godziny; udawanie, że wszystko w porządku, nawet jeśli czujesz, że twój świat właśnie się wali.
Zapisz w notatniku co najmniej pięć strategii, których próbowałeś.
Na ile skutecznie wskazane w poprzednim punkcie strategie pomogły
ci ograć perfekcjonizm? Przeanalizuj ich krótko- i długoterminową
skuteczność (dla każdej stwórz oddzielną kolumnę), tak jakbyś
oceniał zwycięstwo w secie kontra zwycięstwo w meczu. Bądź ze sobą
szczery. O ile bliżej wygrania meczu i zakończenia tego nieustannego
odbijania piłeczki się znajdujesz? Zwycięstwem byłoby nabranie
przekonania, że jesteś wystarczająco dobry i że nigdy więcej nie
będziesz musiał się zmagać z lękiem, stresem i zmartwieniami
wynikającymi z perfekcjonizmu.
Odpowiedziawszy na te cztery pytania, zastanów się, czy walka z perfekcjonizmem lub dążenie do doskonałości były w twoim przypadku
mądrą inwestycją. Jedynym kryterium, jakie się liczy, jesteś ty i twój
dobrostan. Nie poprzestawaj na samych kosztach (pytanie 1.); uwzględnij
też to, co zyskujesz w grze (pytanie 2.). Przemyśl odpowiedź na pytanie
1. w kontekście odpowiedzi na pytanie 2. i na odwrót. Czy całkowity
koszt perfekcjonizmu był wart otrzymanej nagrody? Nie ma tu dobrej czy
złej odpowiedzi; daj sobie przestrzeń, aby stanąć twarzą w twarz ze
wszystkimi konsekwencjami grania przeciwko perfekcjonizmowi przez tak
długi czas.
Następnie przyjrzyj się swoim odpowiedziom na pytanie 4. i zapisz
wszystkie reakcje, jakie wzbudziła w tobie ewaluacja skuteczności
własnych strategii. I znów, oprzyj się pokusie zbyt szybkiej odpowiedzi.
Daj sobie czas na analizę wszelkich spostrzeżeń (lub ich braku) - każda
reakcja jest dozwolona.
Ludzie z reguły odkrywają, że ich strategie są skuteczne na krótką metę,
ale na dłuższą metę tylko potęgują stres. W efekcie dochodzą do wniosku,
że potrzebują lepszych rozwiązań długoterminowych. Taka analiza ma sens.
W zasadzie właśnie to doradziłby ci każdy szanujący się sportowiec. Ale
co, jeśli w tej grze nie chodzi o inteligencję, siłę czy wytrwałość?
Gdyby perfekcjonizm był problemem możliwym do rozwiązania, to z pewnością już byś sobie z nim poradził (patrz: twoje strategie z pytania
3). Przypuszczamy, że masz wysoką motywację, aby uporać się z perfekcjonizmem (cokolwiek on dla ciebie oznacza), i poświęciłeś już
temu przedsięwzięciu mnóstwo czasu i energii. Nie chodzi tu więc o brak
umiejętności czy wysiłku z twojej strony. Spróbujmy zatem czegoś innego
- już na samym początku załóżmy, że to gra, w której nie da się
zwyciężyć, analizując dowody, jakich dostarcza twoje życie.
A teraz pójdź w tym ćwiczeniu o krok dalej, wykraczając poza kwestię
skuteczności: czy dzięki stosowanym strategiom kochasz swoje życie, czy
czujesz się tak, jak tego oczekiwałeś, czy jesteś osobą, do której lgną
inni? Zapisz w notatniku odpowiedzi na kilka kolejnych pytań:
Czy dziś jesteś bardziej zadowolony ze swojego życia niż rok temu?
Czy twoje życie toczy się tak, jak byś tego chciał?
Czy życie zdominowane przez lęk, stres i zmartwienia to gra warta
świeczki?
Co się stanie, jeśli nadal będziesz pozwalać, by ta gra rządziła twoim
życiem?
Zatrzymaj się na tych pytaniach, nie śpiesz się. Są one istotne, bo
przygotują grunt, abyś mógł odpowiedzieć sobie, dlaczego w ogóle
pracujesz nad perfekcjonizmem. Gwoli wyjaśnienia, nie chcemy cię
straszyć: jeśli gra w perfekcjonizm daje ci zadowolenie, nie ma powodu,
byś miał ją zarzucić. Jeśli jednak jest inaczej, chcemy, byś był ze sobą
szczery i określił, czy lubisz swoje życie takim, jakie ono jest. Czy
jesteś naprawdę szczęśliwy w najgłębszym sensie tego słowa? Nie pytamy:
"Czy przez cały czas śmiejesz się i uśmiechasz?". Zadajemy pytanie: "Czy
twoje serce odczuwa pełnię, a twoja dusza - zaspokojenie nawet po długim
dniu pełnym trudnych sytuacji?". Jeśli jesteś przekonany, że kiedyś, w jakimś momencie w przyszłości, w końcu zaczniesz cieszyć się życiem, to
jak długo jesteś jeszcze skłonny na to czekać? Jak długo już na to
czekasz?
Na podstawie historii usłyszanych od osób, z którymi pracowaliśmy,
wiemy, że pozostawanie w tej grze może prowadzić do tak wielkich
zaległości w realizowaniu zadań, jakkolwiek je rozumiemy, że całkowicie
je zarzucimy; że patrząc wstecz na życie, możemy dojść do wniosku, że
przez ogromną jego większość byliśmy nieszczęśliwi; że pozwoliliśmy
teraźniejszości przeminąć, nie zauważając jej w wirze wiecznego
planowania i optymalizacji; że odczuwaliśmy wyraźnie większe wypalenie
niż rówieśnicy, wybierając zadania, które są łatwiejsze do wykonania,
lecz mniej znaczące, a nawet sabotowaliśmy konstruktywne relacje, kiedy
inni nie spełniali naszych standardów. Wiesz, o czym mówimy. Zmagasz się
z czymś większym niż perfekcjonizm, a od życia prawdopodobnie chcesz
dużo więcej niż tylko odniesienia sukcesu i nienawalenia. Pamiętaj, że
poza boiskiem czeka na ciebie tak wiele dobrego. Dlaczego więc nadal
angażujesz swoje zasoby w tę grę? Skoro już dysponujemy jasnym wykazem
kosztów, korzyści i skuteczności perfekcjonizmu, przeanalizujmy teraz,
co leży u podstaw potrzeby bycia doskonałym.
Korzenie perfekcjonizmu
Dlaczego tak trudno jest uznać swoją pomyłkę, trwać w niepewności czy
odpuścić potrzebę zrobienia czegoś w określony sposób, nawet jeśli
wiemy, że denerwuje to wszystkich dookoła? Prawdopodobnie nie
postanowiłeś, że będziesz się czuł nieustannie spięty z powodu
niemożności sprostania wyśrubowanym standardom albo że będziesz zamęczać
się samooskarżeniami za każdym razem, gdy popełnisz najmniejszy nawet
błąd. Skąd wziął się u ciebie perfekcjonizm i kiedy zaczął przejmować
panowanie nad twoim życiem?
Perfekcjonizm jest zakorzeniony w twojej osobistej historii. Być może
wychowałeś się w otoczeniu dorosłych o wysokich wymaganiach, którzy
oszczędnie wyrażali pochwały i to tylko wtedy, gdy sprostałeś ich
oczekiwaniom. Na przykład rodzice chwalili cię tylko wtedy, gdy dobrze
szło ci w szkole lub gdy kolegowałeś się osobami, które lubili. I tak
już od małego uczyłeś się, że jedynym sposobem zaskarbienia sobie
czyjejś sympatii jest bycie wybitnym lub wpasowanie się w przygotowaną
dla ciebie formę; jeśli zaś robiłeś to, co było ważne dla ciebie, nie
zyskiwałeś akceptacji społecznej, czyli nie udawało ci się zaspokoić
jednej z fundamentalnych ludzkich potrzeb, jaką ma każdy człowiek.
Jednocześnie wyolbrzymiano i krytykowano twoje nawet pomniejsze błędy,
więc stałeś się wyjątkowo czujny. Nauczyłeś się, że kiedy jesteś
doskonały lub nigdy nie popełniasz błędów, łatwiej jest cię kochać, a jako osoba inteligentna prawdopodobnie wydedukowałeś również, że nie
można cię pokochać takim, jakim jesteś.
Możliwe, że twoi opiekunowie chcieli, byś za wszelką cenę dążył do
sukcesu, ponieważ byli przekonani, że więcej starania i samozaparcia
zagwarantuje ci lepszą pozycję startową do szczęśliwego życia. W efekcie
za każdym razem, gdy coś osiągnąłeś, chcieli więcej. Kiedy zdołałeś
zdobyć rolę w szkolnym przedstawieniu, pytali, dlaczego nie grasz
głównego bohatera. Po twoim pierwszym koncercie skrzypcowym
przypominali, żebyś trzymał rytm. Kiedy po wielu trudach opanowałeś
forhend, kazali ci zacząć pracować nad bekhendem. Jeśli właśnie takie
przesłanie - że "możesz" i "powinieneś" dać z siebie więcej -
towarzyszyło ci przez całe dzieciństwo i okres dorastania, dziś gdzieś w głębi prawdopodobnie czujesz, że nie jesteś wystarczająco dobry. Jakże
miałbyś czuć się inaczej? Jedyny sposób, by czuć się wystarczająco
dobrym, to osiągnąć doskonałość. Wtedy nie da się już być lepszym i można w końcu przestać starać się bardziej.
A może właśnie byłeś doskonały? Wygrywałeś zawody, dostawałeś same
piątki i brylowałeś na szkolnych akademiach. Przyzwyczaiłeś się, że
jesteś perfekcyjny i zgarniasz wszystkie związane z tym nagrody:
pochwały, popularność, dumę. A potem doszedłeś do punktu, w którym
osiągnięcie doskonałości było już trudniejsze; koledzy z klasy
zmądrzeli, w pracy się pokomplikowało, a życie zaczęło od ciebie wymagać
więcej niż dotychczas. Zdałeś sobie sprawę, że nie jesteś aż tak
utalentowany, jak ci się wydawało (lub jak ci mówiono), że nawet jeśli
postarasz się równie mocno co wcześniej, to i tak nie będziesz
najlepszy. Skoro tak, to jaki to ma sens? Doskonałość albo nic, a ponieważ porażka wynikła z niepowodzenia boli bardziej niż porażka z niespróbowania, gdzieś po drodze postanowiłeś pójść bezpieczniejszą
drogą i przestałeś się starać.
Każdy ma własną opowieść o tym, jak perfekcjonizm zapuścił korzenie w jego życiu. Być może twoja narracja jest całkiem odmienna od wyżej
opisanych. Tak czy inaczej, najprawdopodobniej znajdzie się w niej
fragment mówiący o tym, że w twojej rodzinie wspierano lub nagradzano
bycie doskonałym, a wszystko, co choć trochę odbiegało od doskonałości,
spotykało się z dezaprobatą, a nawet karą. Oto podstawowy składnik
perfekcjonistycznego światopoglądu. Zastanów się nad swoją historią. Co
leży u podstaw twojej potrzeby bycia doskonałym? Czy zauważasz, w jaki
sposób przenika ona dziś twoje życie? Zapisz w notatniku swoją opowieść
o perfekcjonizmie.
Presja gonitwy za niedoścignionym
Perfekcja istnieje w świecie abstrakcji, a nie faktów. Pogoń za
doskonałością mogłaby być uzasadniona, gdyby ta była osiągalna, a nie
jest. Cały problem z perfekcjonizmem polega na tym, że nic nie jest
wystarczająco dobre: w prawdziwym życiu zawsze mamy do czynienia z jakimś mankamentem, błędem, fałszywym krokiem. Co więcej, definicja
perfekcji nieustannie się zmienia; coś, co było doskonałe w chwili
podejmowania działań, nie jest już takie w momencie ich zakończenia.
Dążenie do perfekcji ma więc w sobie coś z gonitwy za nieistniejącym
bytem; nigdy go nie dościgniesz, choćbyś nie wiadomo jak szybko biegł.
To jak udział w grze, której zasady twój oponent zmienia za każdym
razem, gdy go wyprzedzisz - co jest nieuczciwe i wyczerpujące.
Chimeryczności perfekcjonizmu doświadczamy na wiele przykrych sposobów.
Przypomnij sobie coś doniosłego, co osiągnąłeś w jakimś momencie życia;
coś, co początkowo wydawało ci się niemożliwe do zdobycia, ponieważ było
dostępne jedynie dla tych najbardziej wyjątkowych, najmądrzejszych lub
najsilniejszych. Mogły to być stypendium, praca, określona liczba
przyjaciół czy osobisty rekord w podciąganiu się na drążku.
Niestrudzenie dążyłeś do tego celu, wierząc, że jego osiągnięcie pozwoli
ci zyskać upragnione spełnienie. Być może nawet przeszła ci przez głowę
myśl, że dopinając swego, jednoznacznie dowiedziesz, że jesteś coś wart.
A co się wydarzyło, kiedy już zrealizowałeś swój cel? Czy, tak jak
zakładałeś, zwyciężyłeś w rozgrywce, czy może zasady gry uległy zmianie?
Czy powiedziałeś: "Tak, zrobiłem to i jestem wspaniały", czy może od
razu umniejszyłeś swoje osiągnięcie, nazywając je "nie tak znów wielkim
wyczynem", i zacząłeś analizować każdy swój błąd? Prawda jest taka, że
perfekcja to iluzja, a ty zostałeś ukształtowany tak, by za nią gonić -
raz za razem dajesz się więc wciągnąć w grę, w której nie da się
zwyciężyć.
Czego chcesz ty sam?
Poza grą w życiu liczy się wiele innych spraw. Podpowiadała ci to
intuicja, zwłaszcza jeśli dostrzegałeś konflikt pomiędzy tym, czego
oczekuje od ciebie społeczeństwo, rówieśnik czy przełożony, a tym, co
sam chciałbyś zrobić. Na przykład szedłeś na lekcje pianina, zamiast po
szkole pobawić się z kolegami. Wybrałeś klasę o profilu biologicznym, a nie plastycznym. Zgłosiłeś się na ochotnika do pieczenia babeczek na
piknik integracyjny - kolejny raz. Wybrałeś pracę w dużej, renomowanej
firmie zamiast w mniejszej, która ceni dobrostan pracowników. Trwałeś w małżeństwie, żeby nie zostać rozwodnikiem w wieku trzydziestu lat.
Jeśli wiecznie starasz się zadowolić innych, to, pomijając kontekst
zewnętrzny, w efekcie sam nie wiesz, co jest dla ciebie ważne - nigdy
przecież nie zastanawiałeś się, jakie są twoje potrzeby i pragnienia.
Ostatecznie identyfikowanie własnych potrzeb i mówienie o nich nie
zapewniało ci aprobaty otoczenia. Wręcz przeciwnie, byłeś bardziej
akceptowany właśnie wtedy, gdy rozpoznawałeś oczekiwania innych i próbowałeś im sprostać. Przyjmij do wiadomości, że wyszkolono cię, żebyś
priorytetowo traktował potrzeby innych ludzi kosztem własnych, a ty
przez długie lata to praktykowałeś - aż weszło ci to w krew. Więc
oczywiście będziesz w weekend doglądał rybek przyjaciela, nawet jeśli
zrujnuje to twoje plany. Oczywiście zaprosisz na wesele pięćdziesiąt
osób, których nie widziałeś od dekady. Nawykowo lekceważysz własne
potrzeby, a ponieważ podejmujesz takie decyzje nieświadomie, być może
nie zdajesz sobie sprawy, że robisz to, by zyskać sympatię i akceptację
ze strony innych.
Zróbmy eksperyment myślowy, który zweryfikuje, czy potrafisz uwolnić się
od wszystkich narzuconych ci standardów, wymagań i oczekiwań. Udawaj, że
jesteś doskonały i nie musisz już niczego udowadniać. Gdybyś to ty sam
miał być swoim jedynym autorytetem, to na co poświęciłbyś czas pozostały
ci na tej planecie? Może to być tworzenie głębokich więzi z ludźmi,
wywieranie pozytywnego wpływu na środowisko naturalne, odkrywanie, co
świat ma do zaoferowania - klify, oceany, różne miasta i kultury - czy
też pielęgnowanie nowego życia, obserwowanie, jak twoje dziecko stawia
pierwsze kroki, upada i znów wstaje. Zapisz w notatniku wszystko, co
przychodzi ci do głowy.
Kiedy będziesz się zastanawiał, czego dla siebie chcesz, wyobraź sobie
scenerię, która daje ci radość i ciepło, a potem odpowiedz na poniższe
pytania:
Gdzie jesteś?
Kto jest tam z tobą?
Co robisz?
Co czujesz?
Co widzisz i słyszysz?
Na ile ta scena pokrywa się z twoim obecnym dążeniem do perfekcji?
Radość i ciepło nie do końca idą w parze z perfekcjonizmem. Tak naprawdę
starania, by być doskonałym, prowadzą do bezustannego lęku, stresu i zmartwienia. Poświęciłeś cenny czas i energię, chcąc wyeliminować błędy,
być superkompetentnym i lubianym. Z tą transakcją jest jednak pewien
problem: zainwestowane czas i energia wcale nie sprawiły, że stałeś się
doskonalszy czy bardziej zadowolony z siebie, głównie dlatego, że
perfekcja to fałszywy bożek. Ponieważ nie jest to oczywiste od razu,
nadal walczysz w tych zawodach. A wychowanie i normy społeczne naciskają
na ciebie, byś dalej uczestniczył w grze zwanej perfekcjonizmem.
Może nawet zdołałeś przekonać samego siebie, że właśnie tego chcesz -
wygrać - więc tkwisz w pułapce nieuczciwej rozgrywki, przekonany, że
masz do wyboru tylko starać się zwyciężyć albo pogodzić się z porażką.
Nie zgadzamy się z tym, a większa część tej książki wyjaśnia, dlaczego -
i jaką widzimy alternatywę. Lecz zanim zastanowimy się, co zrobić z perfekcjonizmem, dobrze będzie spojrzeć tej bestii prosto w oczy i skonfrontować się z tym, z czym przez cały czas walczyłeś (i przegrywałeś).
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki