CZĘŚĆ I
Zrozumienie natury emocji
Emocje (ang. emotion) nie mogą być trwałe. Słowo to pochodzi od słowa
motion -?ruch. Emocje poruszają się, ciągle zmieniają. W jednym
momencie jesteś smutny, w następnym szczęśliwy, potem zły lub
współczujący. Teraz kochasz, za chwilę odczuwasz nienawiść. Ranek był
piękny, natomiast wieczór jest okropny. I tak ciągle.
Nie może to stanowić twojej natury. Poza tymi wszystkimi zmianami musi
istnieć coś, co łączy poszczególne emocje.
W wianku dostrzegasz pojedyncze kwiaty, lecz nie widzisz łączącej je
nici. Emocje są kwiatami. Czasem rozkwita złość, czasem smutek, czasem
szczęście, czasem ból, czasem niepokój... Natomiast twoje życie jest
wiankiem.
Musi istnieć jakaś nić, w przeciwnym wypadku dawno byś się rozpadł.
Nadal istniejesz jako całość. Czym jest ta spajająca nić, czym jest owa
gwiazda przewodnia? Co jest w tobie trwałe?
NAJPIERW RZECZY NAJWAŻNIEJSZE: Zasady działania umysłu
Wszystkie emocje, uczucia, myśli -?wszystkie przejawy aktywności umysłu
-?znajdują się pod wpływem świata zewnętrznego. Potwierdza to
współczesna nauka. Mistycy wypowiadali tę prawdę już tysiące lat temu:
wszystkie rzeczy wypełniające twój umysł nie są tobą. Jesteś poza nimi.
Natomiast problem tkwi w tym, że identyfikujesz się ze zjawiskami
zachodzącymi w twoim umyśle.
Na przykład ktoś cię obraził i stałeś się zły. Myślisz, że stałeś się
zły. Posługując się językiem nauki, można powiedzieć, że obrażające cię
zachowanie drugiej osoby działa jak kontrola zewnętrzna. Osoba, która
cię obraziła, kontroluje twoje zachowanie, trzyma w swoich dłoniach
twoją złość. Ty zaś zachowujesz się jak marionetka.
Obecnie naukowcy są w stanie wprowadzić elektrody w wybrane obszary
mózgu. Wiedzą, że w mózgu istnieją setki ośrodków, odpowiedzialnych za
zachowanie człowieka. Elektroda może zostać umieszczona w ośrodku
gniewu. Nikt cię nie obraża, nie poniża, nikt do ciebie nie mówi.
Natomiast ktoś naciska guzik na pulpicie sterowniczym, a ty stajesz się
zły! Jest to bardzo dziwne uczucie, ponieważ nie znajdujesz żadnych
powodów swojej złości. Być może będziesz chciał jakoś to
zracjonalizować. Widzisz jakiegoś mężczyznę, który idzie korytarzem.
Przypominasz sobie, że on cię obraził... Budujesz racjonalizację, by
uspokoić siebie, że nie oszalałeś.
W ten sam sposób zdalne sterowanie może spowodować, że poczujesz się
szczęśliwy. Siedząc na krześle, zaczniesz chichotać i rozglądać się
dokoła. Jeżeli ktoś by cię obserwował, mógłby pomyśleć, że zwariowałeś!
Nikt nie powiedział ani słowa, nic się nie wydarzyło, nikt nie pośliznął
się na skórce od banana. Dlaczego więc chichoczesz? Możesz
zracjonalizować także i to zachowanie, poszukać racjonalnego powodu
swego chichotu. Najdziwniejsze jednak jest to, że gdy guzik znowu
zostanie naciśnięty i ponownie zaczniesz chichotać, przypomnisz sobie to
samo racjonalne wyjaśnienie. Ono nie musi być twoje, ale jest jak zapis
na taśmie magnetofonu.
Czytając o tych naukowych badaniach nad mózgiem, przypomniałem sobie
czasy studiów. Brałem wówczas udział w debacie, w której uczestniczyli
przedstawiciele uniwersytetów z całego kraju, wśród nich osoby z sanskryckiego uniwersytetu w Waranasi. Studenci tej uczelni czuli się
nieco gorsi. Znali starożytne pisma, sanskrycką poezję, sanskrycki
dramat. Nie byli jednak obeznani ze współczesną sztuką, literaturą,
filozofią czy logiką. Kompleks niższości przejawiał się bardzo dziwnie...
Po mnie występował przedstawiciel tego uniwersytetu. Chciał zrobić
wrażenie na publiczności i ukryć swoje kompleksy. Zaczął więc przemowę
od cytatu z Bertranda Russella, którego wyuczył się na pamięć. Osoby
studiujące sanskryt umieją, lepiej niż ktokolwiek inny, zapamiętywać
teksty. Zjadała go jednak trema. Niczego nie wiedział o Bertrandzie
Russellu. Nie rozumiał też słów, które powtarzał. Lepiej by zrobił,
gdyby zacytował coś z tekstów sanskryckich. Czułby się wtedy swobodniej.
Zatrzymał się w środku przemowy, w połowie zdania. Zapadła cisza, a on
aż się spocił. Chciałem mu pomóc i powiedziałem: "Zacznij od początku.
Może sobie przypomnisz".
Zaczął od początku: "Bracia i siostry...". Utknął dokładnie w tym samym
miejscu. Teraz przybrało to formę zabawy. Cała sala krzyczała: "Od
początku!". Student nie potrafił kontynuować, nie mógł też milczeć. Ale
zaczął jeszcze raz: "Bracia i siostry...". Przez piętnaście minut
powtarzał to samo. Kiedy jego czas dobiegł końca, usiadł obok mnie. -
Wszystko zepsułeś! -?powiedział. -?Próbowałem ci pomóc -?ja na to. -?I to jest pomoc? -?oburzył się. -?Przynajmniej każdy, kto cię słuchał,
miał dobrą zabawę. Możesz się cieszyć, że przysporzyłeś ludziom radości!
Dlaczego wybrałeś ten właśnie cytat? Kiedy mówiłem: "Zacznij od
początku", mogłeś zrezygnować z cytowania Russella.
Dzięki lekturze naukowych opracowań wiedziałem, że ośrodek mowy działa
prawie jak gramofon. Jest jedna różnica. Z płyty możemy w dowolnym
momencie zdjąć igłę. Kiedy po przerwie ponownie położymy igłę na płycie,
gramofon zacznie odtwarzać nagranie właśnie od tego miejsca. Natomiast
jeżeli "igła" zostanie najpierw zdjęta, a potem położona w ośrodku mowy,
zacznie on odtwarzać "nagranie" nie od tego miejsca, lecz od początku.
Czy w związku z tym można powiedzieć, że człowiek panuje nad tym, co
wypowiada? Że panuje nad tym, co odczuwa? Nie ma wszczepionych na stałe
elektrod, lecz z powodów neurofizjologicznych działa tak, jakby je miał.
Widzisz pewien typ kobiety i natychmiast twój umysł reaguje: "Jaka
piękna". Oto przykład zdalnego sterowania. Ta kobieta funkcjonuje jak
mechanizm zdalnego sterowania, połączony z elektrodą w twoim mózgu.
Ośrodek mowy odtwarza nagranie: "Jaka piękna".
Umysł działa w sposób mechaniczny. Umysł nie jest tobą. Najpierw zostają
w nim zapisane bodźce przychodzące z zewnątrz. A potem umysł reaguje
zgodnie z wcześniejszymi zapisami. Jedyna różnica między wyznawcą
hinduizmu, muzułmaninem, chrześcijaninem i żydem polega na tym, że
dysponują oni innymi płytami gramofonowymi. Ich ludzka natura jest taka
sama. Płyty mogą zawierać nagrania w języku hebrajskim, arabskim albo w sanskrycie. Są jednak odtwarzane przez to samo urządzenie, któremu język
nagrania jest obojętny.
Wszystkie pojęcia religijne, idee polityczne, postawy wynikające z uwarunkowań kulturowych to po prostu nagrania, uaktywniane w określonych
okolicznościach.
Radża Dhoj był jednym z najmędrszych władców w dziejach Indii,
zakochanym w mądrości. Przeznaczał wszystkie bogactwa na gromadzenie
wokół siebie najmądrzejszych ludzi z krainy, którą władał. Zebrał ich
trzydziestu. Jego dwór przewyższał wszystkie dwory w Indiach. Do dworu
radży należał też Kalidas -?jeden z największych poetów świata. Pewnego
dnia przed władcą pojawił się człowiek, który powiedział, że potrafi
mówić trzydziestoma językami z taką samą biegłością -?doskonale i bez
cienia akcentu. "Słyszałem, że masz na swym dworze trzydziestu
najmądrzejszych ludzi z całej krainy. Oto tysiąc kawałków złota. Osoba,
która potrafi powiedzieć, który język jest moim ojczystym, otrzyma ten
skarb. Natomiast każdy, komu się to nie uda, będzie musiał tysiąc
kawałków złota dać mnie" -?zwrócił się do radży.
Każdy z trzydziestu przebywających na dworze uczonych wiedział, że
człowiek potrafi posługiwać się w sposób doskonały tylko językiem
ojczystym. Opanowanie go jest spontaniczne, wiąże się z sytuacją
społeczną. Dlatego podjęli wyzwanie. Przybyły mówił zatem do nich w trzydziestu językach. Rzeczywiście, każdym posługiwał się z taką samą
biegłością. Zawody trwały trzydzieści dni. Uczeni po kolei stawali w szranki i przegrywali. Przez cały ten czas radża namawiał Kalidasa, żeby
podjął wyzwanie. "Jako poeta znasz przecież języki najlepiej" -?nalegał.
Kalidas jednak czekał. Przez trzydzieści dni uważnie słuchał poligloty.
Na nic się to nie zdało. Ten człowiek mówił wszystkimi językami
dokładnie w taki sam, doskonały sposób.
Wreszcie trzydziestego pierwszego dnia Kalidas poprosił, by król i wszyscy mędrcy ustawili się na wysokich schodach prowadzących do pałacu.
Po tych schodach wstępował mistrz języków. Kiedy wspiął się na ostatni
stopień, Kalidas niespodziewanie go zepchnął. Spadający mistrz wydał
okrzyk przerażenia. "To jest twój ojczysty język" -?powiedział wtedy
Kalidas.
Miał rację. Pod wpływem silnych emocji tracimy kontrolę. Przestraszony
mistrz wołał o pomoc w ojczystym języku. Na najgłębszym poziomie jego
umysłu istniał zapis tego właśnie języka.
Jeden z profesorów, u których pobierałem nauki, wykładał niemal na całym
świecie. Zwykł był mawiać: "Tylko dwa rodzaje sytuacji przysparzały mi
kłopotów podczas pobytu za granicą. Były one związane z walką lub z miłością. Potrzebujemy wtedy ojczystej mowy. Miłość w obcym języku
możesz wyrażać pięknie, lecz tylko powierzchownie. A kiedy walcząc, nie
przemawiasz w rodzimej mowie, nie osiągasz satysfakcji... Nierzadko obie
te sytuacje dotyczą jednej osoby. Często walczysz z kimś, kogo
jednocześnie kochasz".
Profesor miał rację, kiedy mówił, że porozumiewanie się w obcym języku
pozostaje powierzchowne. Nie możesz śpiewać w obcym języku pięknych
piosenek, nie możesz przeklinać. Twoja ekspresja wypada wówczas blado.
Umysł z całą pewnością jest urządzeniem, które utrwala doświadczenia
pochodzące z zewnątrz, a następnie reaguje zgodnie z tymi zapisami.
Umysł nie jest prawdziwym tobą. Niestety, psycholodzy uważają, że umysł
jest wszystkim, że poza nim nic nie istnieje.
Oznacza to, że jesteś tylko zbiorem wrażeń pochodzących z otoczenia. Nie
masz własnej duszy. Nawet idea duszy pochodzi z zewnątrz.
W tym właśnie punkcie mistycy są innego zdania. Zgadzają się co prawda w pełni z wynikami współczesnych badań nad umysłem. Twierdzą jednak, że
nie mówią one o całej ludzkiej istocie. Poza umysłem istnieje
świadomość, która nie pochodzi z otoczenia. Świadomość nie jest też
ideą. Jak dotąd nie znaleziono w mózgu ośrodka, który byłby
odpowiedzialny za istnienie świadomości.
Sens medytacji polega na tym, abyś najpierw uświadomił sobie, czym jest
umysł, a następnie był w stanie przestać się z nim utożsamiać. Kiedy
umysł jest zły, możesz zrozumieć, że to po prostu nagranie na płycie
gramofonowej. A gdy jest smutny, to też tylko nagranie. Pewna sytuacja
uruchamia zdalne sterowanie i czujesz się wtedy smutny, zły lub
sfrustrowany, zaniepokojony lub napięty. Wszystkie bodźce pochodzą z zewnątrz, a umysł na nie odpowiada. Ty jednak jesteś obserwatorem, a nie
aktorem. Nie jest to twoja reakcja. Cała sztuka medytacji zawiera się
w rozwijaniu świadomej, czujnej i przytomnej postawy.
Kiedy odczuwasz gniew, nie odpychaj go. Stań się po prostu świadomy.
Postrzegaj gniew tak, jakby był przedmiotem na zewnątrz ciebie.
Stopniowo odcinaj się od identyfikacji ze swym umysłem. Wówczas możesz
odnaleźć swą prawdziwą indywidualność, swoją istotę, swoją duszę.
Osiągnięcie tej świadomości jest równoznaczne z oświeceniem -?stajesz
się oświecony. Nie przebywasz dłużej w ciemności. Nie jesteś już
marionetką, którą steruje umysł. Stajesz się mistrzem, a nie służącym.
Teraz twój umysł nie może reagować automatycznie, autonomicznie, jak to
bywało wcześniej. Potrzebuje twojej zgody. Jeżeli ktoś cię obraża, a ty
nie chcesz stać się zły, wtedy po prostu nie stajesz się zły.
Budda Gautama zwykł mawiać do swych uczniów: "Wpadanie w złość jest tak
głupie, że trudno zrozumieć, w jaki sposób inteligentna ludzka istota
może to uczynić. Ktoś coś robi, a ty stajesz się zły? Ta osoba może
robić coś niewłaściwego, może mówić coś złego, może próbować poniżyć cię
czy obrazić. To jej wybór. Jeżeli zareagujesz, staniesz się
niewolnikiem. Jeżeli natomiast powiesz: "Sprawia ci radość to, że mnie
obrażasz. Mnie sprawia radość, że nie staję się zły", zachowasz się
niczym mistrz".
Jeżeli nie wykrystalizuje się w tobie taki mistrz, można powiedzieć, że
jesteś pozbawiony duszy. Jesteś po prostu płytą gramofonową. W miarę
upływu lat wzrasta liczba nagrań. Masz coraz więcej wiedzy, ludzie
myślą, że stałeś się mądrzejszy. A ty stałeś się osłem obładowanym
książkami. Mądrość to tylko poznanie świadomości i zdobycie umiejętności
odróżniania jej od umysłu.
Przypatrz się codzienności. Ludzie każdego dnia postępują tak samo.
Decydują się coś zrobić, a potem żałują. Staje się to rutyną, której
nikt nie potrafi zmienić. Twoje działania przyniosły ci cierpienie,
smutek, zmartwienia i rany. Nie chcesz tego, jednak w mechaniczny sposób
kontynuujesz swoje postępowanie. Zachowujesz się tak, jakbyś był
bezradny. I pozostaniesz bezradny, dopóki nie nauczysz się oddzielać
umysłu od świadomości.
Dokonanie tego dzieła jest największą rewolucją, która może zajść w istocie ludzkiej. Od tej chwili twoje życie staje się prawdziwą
celebracją, ponieważ nie czynisz już niczego, co ci może szkodzić czy
cię unieszczęśliwiać. Twoje działania przynoszą więcej radości, poczucie
spełnienia, zadowolenie. Życie staje się dziełem sztuki, jest piękne.
Musi jednak zostać przebudzony twój wewnętrzny mistrz. Na razie mistrz
śpi głębokim snem, jego rolę odgrywa sługa. Ten sługa nie jest nawet
twoim sługą, ponieważ został stworzony przez otoczenie. Należy do
otoczenia i kieruje się prawami świata zewnętrznego.
Oto tragedia ludzkiego życia. Śpisz, a w tym czasie świat zewnętrzny
umacnia swą dominację nad tobą, kreuje twój umysł zgodnie ze swoimi
potrzebami. Umysł staje się marionetką.
W chwili gdy twoja świadomość wybucha niczym płomień, spalone zostają
wszelkie więzy, które stworzył umysł. Nie istnieje większa błogość niż
błogość wolności, niż bycie mistrzem własnego przeznaczenia.
Umysł nie jest twym przyjacielem. Będzie rościć sobie prawo do bycia
mistrzem lub musi zostać umieszczony na pozycji sługi. W żadnym z tych
przypadków nie jest jednak twoim przyjacielem. Walki o wolność,
doświadczenie błogości, prawdę nie toczysz ze światem zewnętrznym.
Toczysz ją z umysłem, który funkcjonuje jak marionetka.
Khalil Gibran opowiedział piękną historię. Pewien wieśniak zrobił
stracha na wróble, by ten strzegł jego zbiorów. Strach na wróble to dwa
skrzyżowane patyki, pokryte gałganami, i garnek na miejscu głowy.
Szmaciany ubiór i patyki wyciągnięte jak ręce wystarczają, by ptaki i zwierzęta myślały, że ktoś pilnuje pola. Omijają je wówczas z daleka.
Gibran mówi, że pewnego razu zwrócił się do stracha na wróble: "Mogę
zrozumieć, że potrzebuje cię farmer. Dlatego cię zrobił. Mogę zrozumieć
zwierzęta. Nie są zbyt inteligentne i nie wiedzą, że nie jesteś
prawdziwy. Po co jednak stoisz tu zarówno w letnim upale, jak i w zimowym chłodzie?". Strach na wróble odpowiedział: "Nie znasz mojej
radości. Wielką radością napełnia mnie to, że boją się mnie zwierzęta.
Mogę przetrwać deszcze, słoty, upały, mrozy. Mogę znieść to wszystko.
Boją się mnie tysiące zwierząt! Wiem, że nie jestem prawdziwy. Niczego
nie ma w środku, ale mnie to nie obchodzi. Satysfakcji dostarcza mi
straszenie innych".
Chcę was zapytać, czy chcecie być tacy, jak ów nieprawdziwy człowiek -
strach na wróble? Niczego nie mieć w środku, straszyć innych,
uszczęśliwiać innych, poniżać innych, szanować innych? Czy wasze życie
ma tylko służyć innym? Czy kiedykolwiek spojrzeliście do swego wnętrza?
Czy jest tam ktoś w środku? Czy jesteście zainteresowani znalezieniem
gospodarza domu, mistrza?
Mistrz tam jest. Być może śpi, lecz może się obudzić. Kiedy obudzi się
wasz wewnętrzny mistrz, całe wasze życie nabierze nowych barw. Otoczy je
tęcza, przyozdobią kwiaty, wypełnią muzyka i taniec. Po raz pierwszy
będziecie żyć naprawdę.
Drzwi do rzeczywistości prowadzą nie przez umysł, lecz przez serce.
Największym problemem człowieka współczesnego pozostaje to, że akcent
kładzie się na trening umysłu. Serce zaś pozostaje całkowicie
zaniedbane. Jest ono nie tylko zaniedbane. Jest także potępiane. Nie
pozwala mu się czuć, uczucia są odrzucane. Człowiek, który kieruje się
uczuciami, uważany jest za słabego, dziecinnego, niedojrzałego. Takiego
człowieka uważa się za staroświeckiego, prymitywnego. Społeczeństwo tak
zdecydowanie potępia uczucia i serce, że ludzie boją się czuć. Człowiek
zaczyna się uczyć odcinania uczuć, stopniowo wyklucza serce, zaczyna się
posługiwać wyłącznie głową. Serce powoli staje się organem, który
pompuje krew.
Po raz pierwszy w historii gatunku ludzkiego zredukowano rolę serca do
czysto fizjologicznej. A prawdziwe serce nie jest częścią ciała
fizycznego, dlatego nauka nie jest w stanie go odkryć. O tym sercu
możesz się uczyć z twórczości poetów, malarzy, muzyków i rzeźbiarzy.
Natomiast sekretny klucz do obszaru prawdziwego serca znajdziesz u mistyków. Kiedy rozpoznasz, że istnieje wewnętrzna komnata twej istoty -
zupełnie nienaruszona przez proces edukacji, przez społeczeństwo i kulturę, całkowicie wolna od religijnych identyfikacji, całkowicie wolna
od zanieczyszczeń, które niesie współczesne życie, ciągle dziewicza -
kiedy skontaktujesz się z tym źródłem swego bytu, życie potoczy się na
innym poziomie. Jest to poziom boski. Dzięki sercu jednoczymy się z całością. To prawdziwe połączenie.
Wszystkie rodzaje medytacji, które opracowałem, zostały stworzone w jednym celu: aby przenieść cię z głowy do serca, aby wyrwać cię z bagna
umysłu i wprowadzić do wolności serca, aby uświadomić ci, że nie jesteś
"głową".
Głowa to wspaniały mechanizm. Używaj jej, lecz nie bądź przez nią
używany. Głowa ma służyć twym uczuciom. Kiedy myślenie służy uczuciom,
następuje równowaga. Twoją istotę ogarniają głęboki pokój i ogromna
radość. Nie dzieje się to pod wpływem sytuacji zewnętrznej. Te uczucia
pochodzą z twego wewnętrznego źródła. Ten proces przekształca ciebie i nie tylko ciebie. Napełnia cię światło i ktokolwiek wchodzi w kontakt z tobą, styka się z czymś nieznanym.
REPRESJA I KONTROLA: Źródła uwarunkowań emocjonalnych
Każde dziecko rodzi się z poczuciem jedności z wszechświatem. Obce jest
mu poczucie separacji. W toku wychowania nadajemy dziecku imię,
tożsamość, cechy charakteru, kształtujemy jego ambicje. Tworzymy jego
osobowość. Rozrasta się ona krok po kroku za sprawą wychowania,
kształcenia, nauczania religii. W miarę jak potężnieje osobowość,
dziecko zapomina, kim było w łonie matki. W łonie matki nie było ani
inżynierem, ani lekarzem. Nie miało imienia, nie było oddzielone od
życia. Trwało -?całkowicie zjednoczone z matką. Łono matki stanowiło dla
niego cały kosmos.
W łonie matki dziecko nigdy nie martwiło się tym, co się wydarzy jutro.
Nie miało ani pieniędzy, ani konta w banku, nie zajmowało się biznesem.
Było zupełnie bezrobotne, pozbawione jakichkolwiek kwalifikacji. Nie
miało poczucia zmiany nocy i dni, przemijania pór roku. Żyło w pełnej
niewinności, głęboko ufając, że wszystko będzie w porządku. Jeżeli dziś
jest dobrze, jutro też będzie dobrze. Nie "myślało" ono nawet w ten
sposób. Były to raczej jego wewnętrzne odczucia. Nie istniały słowa,
ponieważ wtedy dziecko nie znało słów. Znało jedynie odczucia i nastroje. Pozostawało zawsze w podniosłym, pełnym radości nastroju.
Doznawało całkowitej wolności, jakakolwiek odpowiedzialność była mu
nieznana.
Dlaczego każde przychodzące na świat dziecko sprawia matce tyle bólu?
Dlaczego każde dziecko rodzi się, płacząc? Jeżeli spróbujesz głębiej
zastanowić się nad tymi z pozoru nieistotnymi kwestiami, mogą się przed
tobą odsłonić głębokie tajemnice życia. Dziecko stawia opór przed
opuszczeniem łona, ponieważ łono było jego domem. Dziecko nie zna
kalendarza. Przebywało w łonie przez dziewięć miesięcy. Wydawało mu się
to całą wiecznością. Od chwili gdy zyskało świadomość, przebywało
wyłącznie w łonie. Nagle jego dom jest usuwany. Jest z niego wyrzucane.
Dziecko ze wszystkich swych sił stawia opór. Przywiera do łona. Powstaje
problem. Matka chce, by dziecko urodziło się jak najszybciej. Im dłużej
bowiem trwa poród, tym bardziej ona cierpi. Dziecko wcale nie chce
opuszczać łona. Zawsze rodzi się, płacząc. Tak jest z każdym bez wyjątku
dzieckiem.
Podobno jedynym człowiekiem, który przyszedł na świat, śmiejąc się, był
Lao-Cy. To możliwe. Był on człowiekiem wyjątkowym, od samego początku
szalonym. Kiedy się rodził, nie wiedział, co się dzieje; nie wiedział,
że to czas przeznaczony na płacz. I dlatego się śmiał. Zaskoczył tym
wszystkich. Taki pozostał przez całe życie. Robił niewłaściwe rzeczy w niewłaściwym czasie. Opowieść o życiowych dziwactwach Lao-Cy zaczyna się
od jego śmiechu w czasie narodzin.
Dlaczego każde dziecko rodzi się, płacząc? Ponieważ odebrano mu dom,
ponieważ zniszczono jego świat. Nagle znalazło się w obcym świecie,
między obcymi ludźmi. Później dziecko płacze, ponieważ każdego dnia
kurczy się jego wolność, natomiast wzrasta odpowiedzialność. Ostatecznie
okazuje się, że nie istnieje już żadna swoboda, są tylko obowiązki,
które należy spełniać, i odpowiedzialność, którą trzeba dźwigać. Dziecko
staje się jucznym zwierzęciem. Widzi jasno swoimi niewinnymi oczami tę
sytuację. Dlatego płacze i nie powinniśmy go z tego powodu potępiać.
Psycholodzy twierdzą, że dążenie do prawdy, do Boga, do raju jest w rzeczywistości zakorzenione w doświadczeniach, które były udziałem
dziecka w łonie matki. Dziecko nie może tego zapomnieć. Jeżeli nawet nie
pamięta na poziomie świadomym, to echa pozostają żywe w podświadomości.
Dziecko szuka znowu tych pięknych dni, kiedy mogło być całkowicie
odprężone i nie ciążyła na nim żadna odpowiedzialność. Doświadczało
wszelkiej wolności, jaką może zapewnić świat.
Są osoby, które w dorosłym życiu naprawdę odnalazły opisane
doświadczenia. Takie zjawisko nazywam oświeceniem. Można by użyć w tym
miejscu dowolnego określenia. Jednak zasadnicze znaczenie pozostaje
takie samo. Człowiek stwierdza, że cały wszechświat jest dla niego
niczym matczyne łono. Można wówczas w pełni zaufać, odprężyć się,
radować, można śpiewać i tańczyć. Jest się nieśmiertelnym, posiadło się
uniwersalną świadomość.
Ludzie boją się jednak poddać odprężeniu. Boją się także zaufać.
Obawiają się łez. Boją się wszystkiego, co wykracza poza znany,
codzienny świat, poza doczesność. Stawiają opór i w taki sposób sami
kopią swój grób. Nigdy nie mogą dotrzeć do momentów pełni i doświadczenia ekstazy, a jest to przecież ich przyrodzone prawo. Powinni
się tego domagać.
Pewien mieszkaniec Los Angeles wybrał się do psychiatry. Przedstawiał
się jako Napoleon Bonaparte, choć w karcie miał napisane, że nazywa się
Hymnie Goldberg.
-?Jaki ma pan problem? -?zapytał lekarz.
-?Tak więc, doktorze, ze mną wszystko jest w porządku. Dysponuję silną
armią, mieszkam we wspaniałym pałacu, mój kraj zaznaje dobrobytu. Mam
jedynie problem z moją żoną, Józefiną.
-?Ach, tak -?lekarz na to. -?A na czym on polega?
Pacjent w rozpaczy wzniósł do góry ręce: -?Ona myśli, że jest panią
Goldberg!
Człowiek, który żyje pod presją napięć, lęków i problemów, gubi się w tłumie, staje kimś innym. W głębi siebie wie, że nie jest rolą, którą
odgrywa. Ale musi ją grać, ponieważ dzięki temu żyje. Rola zapewnia mu
wynagrodzenie, żonę, dzieci, władzę, szacunek. Nie może zaryzykować
utraty tego wszystkiego. Powoli sam zaczyna wierzyć, że jest Napoleonem
Bonaparte. Gdyby nie wierzył, miałby trudności z odgrywaniem roli.
Najlepszym aktorem jest osoba, która zapomina o swej indywidualności i jednoczy się z odgrywaną postacią. Wówczas jej płacz staje się
autentyczny, autentyczna staje się również jej miłość. Słowa płyną
wprost z serca. Kreacja staje się niemal rzeczywista. Jeżeli musisz grać
jakąś rolę, powinieneś zaangażować się w nią bez reszty.
Każda osoba odrywa jakąś rolę, doskonale wiedząc, że rozmija się w ten
sposób ze swym prawdziwym ja. Opisana sytuacja wyobcowuje, prowadzi do
powstania psychicznego pęknięcia, lęku, niszczy możliwość odprężenia
się, zaufania, kochania, prawdziwego połączenia z ludźmi. Pod wpływem
własnych działań człowiek staje się wygnańcem. Cierpi. Tymczasem stanem
naturalnym i uniwersalnym jest doświadczanie błogości.
Dlaczego tak trudno jest okazać swoje prawdziwe uczucia i być po prostu
sobą? Dlaczego budzi to tyle obaw?
Trudno okazać swoje prawdziwe uczucia i być sobą, ponieważ przez tysiące
lat ludziom mówiono, by tłumili uczucia. To stało się elementem
zbiorowej nieświadomości. Przez tysiące lat uczono nas, byśmy nie byli
sobą. Bądź Jezusem, bądź Buddą, bądź Kryszną, ale nigdy nie bądź sobą. W ciągu wieków uczono tego kolejne pokolenia z wielką konsekwencją, aż
wreszcie to przekonanie weszło ludziom w krew, przeniknęło ich do szpiku
kości.
Potępiali was wszyscy kapłani. Twierdzili, że jesteście grzesznikami, że
urodziliście się w grzechu. Wasza jedyna nadzieja wiąże się z tym, że
zbawi was Jezus lub Kryszna. Nie ma jednak żadnej nadziei, że możecie to
zrobić sami. Jesteście zgubieni. Możecie tylko modlić się do Jezusa, do
Kryszny, by was zbawili. Sami w sobie jesteście pozbawieni wszelkiej
wartości, jesteście pyłem i niczym więcej. Zostaliście zredukowani.
Jesteście źli, odrażający.
Oto dlaczego ludzie mają trudności z okazywaniem prawdziwych uczuć, boją
się je okazywać. Nauczono ich hipokryzji.
Hipokryzja popłaca. Uczciwość staje się elementem polityki, ponieważ
również popłaca. A jeżeli nie popłaca? Wówczas najlepszym elementem
polityki staje się nieuczciwość.
Religia także stała się rodzajem dobrej polityki. Jest rodzajem polisy
ubezpieczeniowej, którą zakładasz, by osiągnąć inny świat.
Przygotowujesz się do wkroczenia w inny świat, będąc cnotliwym, chodząc
do kościoła, dając jałmużnę. W ten sposób otwierasz swój rachunek
bankowy w raju. Kiedy tam trafisz, zostaniesz przyjęty z wielką
radością. Aniołowie zakrzykną: "Alleluja!". Będą tańczyć i grać na
harfach. Wielkość twego konta w niebie będzie zależna od tego, jak wiele
dobrych uczynków zrobiłeś tu, na ziemi. Religia także stała się rodzajem
interesu. Twoja wewnętrzna rzeczywistość uległa stłumieniu.
Ludzie, którzy stłumili swoje uczucia, są niezwykle szanowani. Nazywa
się ich świętymi. Tak naprawdę są oni rozszczepieni. Powinno się ich
leczyć. Potrzebują terapii, a tymczasem otaczasz ich czcią! Będzie
prawdziwym cudem, jeśli wśród setki "świętych" osób choć jedna okaże się
naprawdę święta. Dziewięćdziesiąt dziewięć pozostałych to sztukmistrze,
pretendenci, oszuści. Nie twierdzę, że chcą oszukać ciebie. One oszukują
same siebie. Tłumią swoje prawdziwe uczucia.
Znam wielu mahatmów1 w Indiach. Miałem okazję być blisko z tymi osobami, otwierały się one przede mną. Są obciążone gorszymi
przywarami niż zwykli ludzie!
Odwiedzałem ludzi przebywających w więzieniach i uczyłem ich medytacji.
Zaskoczyło mnie to, że osoby skazane -?nawet te, które mają dożywocie -
są bardziej niewinne niż ci tak zwani święci. Są o wiele lepszymi
ludźmi, o wiele prostszymi i bardziej niewinnymi. Osoby święte są
przebiegłe i chytre. Charakteryzują się przede wszystkim tym, że
potrafią tłumić siebie. Represjonują siebie i w ten sposób tworzą w sobie rozszczepienie. Prowadzą podwójne życie. Mają jedną twarz, gdy
opuszczają dom, inną zaś, gdy pozostają w domowych pieleszach. Jedną
twarz pokazują światu, drugiej zaś -?prawdziwej -?nie pokazują nikomu.
Sami boją się swej prawdziwej twarzy.
To samo odnosi się do was, oczywiście w mniejszej skali, ponieważ nie
jesteście osobami "świętymi". Wasza choroba nie stała się jeszcze
nieuleczalna. Da się wyleczyć. Nie jest jeszcze ostra ani chroniczna.
Wasza choroba jest jak zwyczajne przeziębienie. Może łatwo zniknąć.
Jednak każdy człowiek znajduje się pod wpływem tak zwanych świętych. Są
to ludzie niezdrowi. Odrzucili swą seksualność, swoje pożądania, swój
gniew. W ich wnętrzu wszystko się gotuje. Ich życie wewnętrzne
przypomina koszmar senny. Są pozbawieni spokoju i ciszy wewnętrznej. Ich
uśmiech jest sztuczny.
Hinduskie księgi zawierają wiele historii o tym, że ilekroć jakiś wielki
święty jest bliski osiągnięcia oświecenia, z niebiańskiego świata
przybywają piękne kobiety, by mu w tym przeszkodzić. Nie wiem, dlaczego
bogowie są zainteresowani przeszkadzaniem tym biednym facetom. Przecież
taki asceta, który pości przez całe lata, wyrzeka się siebie, staje na
głowie, umartwia się, czyni szkodę tylko sobie. Dlaczego bogowie nie
chcą mu pomagać? Posyłają do niego piękne kobiety. Są one nagie, tańczą,
wykonując bezwstydne gesty. Naturalnie facet staje się ich ofiarą,
zostaje uwiedziony, traci łaskę. Wygląda to tak, jakby bogowie byli
nieprzychylni każdemu, kto zbliża się do oświecenia. Czy to nie dziwne?
Te historie nie powinny być rozumiane dosłownie. Są symboliczne,
metaforyczne, a jednocześnie mają głębokie znaczenie. Lektura opisanych
historii na pewno ucieszyłaby Zygmunta Freuda. Byłyby one dla niego
bardzo cenne, ponieważ potwierdziłyby jego psychoanalityczną teorię.
W rzeczywistości do ascetów nikt nie przybywa. Osoby, które poddały
represji własne potrzeby oraz uczucia, dokonują ich projekcji. To są ich
pożądania, ich odrzucone potrzeby, represjonowane tak długo, że
osiągnęły wielką moc. Ci ludzie śnią na jawie.
W Indiach święty nie może przez jakiś czas usiąść na miejscu, na którym
przedtem siedziała kobieta -?istnieją tam groźne wibracje. Czy
dostrzegasz głupotę tego wszystkiego?
Zaakceptuj swoje uczucia. Nie ma w nich nic złego. Nie ma też nic złego
w tobie! Potrzebujemy nie represji czy destrukcji, lecz uczenia się, w jaki sposób możemy wprowadzić harmonię w energiach wewnętrznych.
Powinieneś stać się jak orkiestra. Jeżeli nie umiesz grać na
instrumencie, hałasujesz, drażnisz swoich sąsiadów. Jeżeli jednak
opanujesz tę umiejętność, będziesz wykonywał piękną muzykę, muzykę
niebiańską. Sprowadzisz na ziemię transcendentne wymiary.
Życie przypomina wielki instrument. Musisz nauczyć się na nim grać.
Niczego nie należy odcinać, niszczyć, tłumić czy odrzucać. Wszystko, co
niesie życie, kryje w sobie piękno. Jeżeli nie potrafisz posługiwać się
tym bogactwem, oznacza to, że nie stałeś się jeszcze artystą. Zwykle
traktujemy życie jak gotowy produkt. Popełniamy błąd. Otrzymujemy tylko
pewien surowiec, określony życiowy potencjał. Musimy nauczyć się, w jaki sposób go wykorzystać.
Powinniśmy wykorzystać wszystkie istniejące zasoby. Musimy nauczyć się
używać swojego gniewu w ten sposób, by przekształcił się we współczucie,
używać seksu w taki sposób, by stał się miłością, używać pożądania tak,
by prowadziło do dzielenia się z innymi. Każda energia, którą
dysponujesz, może przekształcić się w swoje przeciwieństwo, ponieważ to
przeciwieństwo jest już w niej zawarte.
Twoje ciało zawiera duszę, materia zawiera umysł. Ten świat zawiera w sobie raj, w kurzu zawarta jest świętość. Musisz to odkryć, a pierwszym
krokiem w tym kierunku jest zaakceptowanie siebie, czerpanie radości z bycia sobą. Nie musisz być Jezusem. Nie. Nie musisz być Buddą. Musisz
być po prostu sobą. Życie nie potrzebuje kopii. Życie kocha twoją
wyjątkowość. Możesz powierzyć się życiu jedynie jako ktoś
niepowtarzalny. Życie nie potrzebuje imitacji Kryszny, Chrystusa, Buddy,
Mahometa. Imitatorzy skazani są na odrzucenie.
Bądź sobą, autentycznie sobą. Obserwuj ruch wszelkich energii w sobie.
Jesteś niezmierzonym kosmosem! Stopniowo staniesz się coraz bardziej
świadomy. Będziesz w stanie wprowadzić w swoje życie ład. Prawdą jest,
że pozostajesz w kompletnym rozgardiaszu, ale nic złego się nie dzieje.
Nie jesteś grzesznikiem. Po dokonaniu pewnych zmian staniesz się
naprawdę pięknym zjawiskiem.
Czy możesz powiedzieć jeszcze więcej o represjonowaniu? W jaki sposób
możemy się od niego uwolnić? Czym ono dokładnie jest? Jeżeli o wiele
lepiej jest nie represjonować swoich uczuć, dlaczego ciągle to robimy?
Represjonowanie oznacza taki sposób życia, do którego nie zostaliśmy
stworzeni. Oznacza też robienie rzeczy, których robić nie chcemy.
Oznacza bycie osobą, którą nie jesteśmy. Jest to droga, na której
niszczymy samych siebie. Represja jest samobójstwem -?powolnym, lecz
pewnym. Jest powolnym zatruwaniem siebie. Ekspresja to życie. Represja
to samobójstwo.
Jeżeli twoje życie podlega represji, to tak naprawdę nie żyjesz. Życie
oznacza wyrażanie siebie, twórczość, radość.
Nie obawiaj się kapłanów. Słuchaj swego instynktu, słuchaj swego ciała,
słuchaj swego serca i swej inteligencji. Polegaj na sobie samym. Podążaj
tam, dokąd prowadzi cię spontaniczność. W ten sposób nigdy się nie
zgubisz. Jeżeli podążasz w zgodzie z naturalnym kierunkiem życia,
pewnego dnia z pewnością dotrzesz do drzwi boskości.
Twoja natura to boskość w twoim wnętrzu. Nie słuchaj tych, którzy chcą
cię zatruć. Słuchaj swojej natury. Jednak twoja natura to jeszcze nie
wszystko. Istnieje wyższa natura, ale objawia się ona przez kontakt z niższą naturą. Kwiat lotosu wyrasta z mulistego dna. Dusza wzrasta wraz
z ciałem. Poprzez seksualność docieramy do transcendencji.
Pamiętaj, że świadomość wzrasta w miarę przyswajania pożywienia. Na
Wschodzie powiadamy: Annam brahm - pożywienie jest Bogiem. Co oznacza
to stwierdzenie? Niższe łączy się z najwyższym, powierzchowne łączy się
z najgłębszym.
Kapłani uczą was, abyście represjonowali to, co niższe. Zachowują się
bardzo logicznie, ale zapominają o jednej rzeczy: o tym, że życie
przekracza logikę. Kapłani są bardzo logiczni i to cię pociąga. Z tego
względu słuchałeś ich i podążałeś za nimi. Brzmiało to rozsądnie, że
jeśli chcesz osiągnąć wyższe, nie powinieneś podążać za niższym. Jeżeli
chcesz iść do góry, nie powinieneś kierować się do dołu. To bardzo
racjonalne, bardzo logiczne. Jedyny kłopot polega na tym, że życie nie
jest racjonalne.
Rozmawiałem kiedyś z pewnym terapeutą. W czasie grupowych warsztatów,
które on prowadzi, pojawiają się czasami momenty ciszy. Przychodzą
nieoczekiwanie, nie wiadomo skąd. Obdarzone są niezwykłym pięknem.
Terapeuta mówił: "Te momenty ciszy są tajemnicze. Nie wpływamy na ich
pojawienie się, nie myślimy wcześniej o tym. Po prostu czasami same
przychodzą. Gdy jednak się pojawiają, wszyscy członkowie grupy mają
poczucie kontaktu z czymś wyższym, z czymś, co przekracza każdego z nas,
z czymś tajemniczym. W takich momentach wszyscy trwają w milczeniu".
Logiczny umysł terapeuty podpowiedział mu: "Najlepiej będzie, jeśli cały
warsztat poprowadzę w ciszy. Jeżeli tych kilka momentów wnosi takie
piękno, dlaczego nie czynić w ciszy wszystkiego?".
Odpowiedziałem mu: "A więc tak -?kierujesz się logiką. Życie natomiast
nie jest logiczne. Jeżeli będziesz milczał podczas całego procesu, te
momenty nigdy ponownie się nie pojawią". Życie zawiera w sobie
przeciwieństwa. Na przykład cały dzień ciężko pracujesz, rąbiesz drwa.
Potem nocą śpisz głęboko. Następnego ranka logika podpowiada ci: "Ciężko
pracowałem przez cały dzień i byłem zmęczony, jednak spałem tak głęboko.
Jeżeli dziś będę przez cały czas wypoczywał, zasnę jeszcze głębiej".
Dlatego oddajesz się odpoczynkowi. Czy myślisz, że będziesz dobrze spał?
Nic bardziej mylnego. Zapewne całą noc będziesz się przewracał z boku na
bok! Ludzie, którzy nie są dostatecznie aktywni w ciągu dnia, cierpią na
bezsenność.
Życie nie jest logiczne. Natura także nie jest logiczna. Obdarza twardym
snem żebraków, którzy w letnim upale przemieszczają się z miejsca na
miejsce, starając się coś uzbierać. Obdarza dobrym snem robotników -
kamieniarzy i drwali. Cały dzień ciężko pracują i są zmęczeni. Z powodu
tego zmęczenia zapadają w głęboki sen.
Oto przykład działania zasady opozycji. Im bardziej stajesz się
wyczerpany, tym bardziej potrzebujesz snu, ponieważ możesz odzyskać
energię, tylko głęboko śpiąc. Kiedy wyczerpiesz swoją energię, zapadasz
w sen. Jeżeli w ogóle nie pracujesz, nie masz potrzeby snu. Nie
wykorzystujesz energii, która została ci dana. Dlaczegóż więc miałbyś
otrzymywać jej więcej? Energia jest dawana tym, którzy jej używają.
Terapeuta, o którym wspomniałem, kierował się logiką. Nie wziął jednak
pod uwagę, że chwile ciszy pojawiały się po długich minutach
psychicznego napięcia. Kiedy uczestnicy warsztatów ciężko pracują,
wyrażają emocje, odreagowują, poruszają różne problemy, wyrzucają z siebie napięcie, stają się wyczerpani. Nadchodzi moment, gdy nie ma już
niczego, co mogliby z siebie wyrzucić. Nagle pojawia się szczególny
kontakt -?zstępuje między nich cisza.
Z wysiłku pracy rodzi się odpoczynek; z głośnej ekspresji rodzi się
cisza. W ten sposób działa życie. Przejawia się nieracjonalnie. Jeżeli
chcesz się czuć bezpiecznie, musisz żyć w mało bezpieczny sposób. Jeżeli
naprawdę chcesz być żywy, musisz być gotów, by w każdej chwili umrzeć.
To właśnie paradoksalna logika, która kieruje życiem! Jeżeli chcesz być
autentyczny i prawdziwy, musisz podjąć ryzyko. Represja to droga
unikania ryzyka.
Na przykład nauczono cię, że nigdy nie powinieneś być zły. Myślisz, że
osoba, która nigdy nie wpada w gniew, musi być pełna miłości. Mylisz
się. Osoba, która nigdy nie staje się zła, nie potrafi też kochać. Te
uczucia sobie towarzyszą. Zawierają się w tej samej przestrzeni. Osoba,
która naprawdę kocha, czasami będzie się naprawdę gniewać. Jednak gniew
jest piękny; rodzi się bowiem z miłości! Ta energia jest gorąca. Nigdy
nie poczujesz się zraniony przez osobę, która cię kocha, a jednocześnie
wyraża gniew. Poczujesz nawet wdzięczność, że ta osoba stała się
zagniewana. Czy to zauważyłeś? Kochasz kogoś i robisz coś, co wywołuje
złość tej osoby. Ona jest otwarta i złości się szczerze, wyraża to
autentycznie. Możesz wówczas poczuć się prawdziwie jej wdzięczny,
ponieważ ta osoba kocha cię tak bardzo, że stać ją na gniew. Kiedy nie
chcesz przekazać drugiej osobie energii swego gniewu, pozostajesz
grzeczny. Kiedy nie chcesz dać niczego, nie chcesz też podjąć żadnego
ryzyka. Pokrywasz wszystko uśmiechem.
Jeżeli twoje dziecko chce skoczyć w przepaść, czy pozostaniesz wolny od
złości? Czy nie krzykniesz? Czy nie zagotuje się w tobie? Czy będziesz
się uśmiechał? To niemożliwe!
Opowiem wam historię. Przed obliczem króla Salomona, który był sędzią,
pojawiły się dwie niewiasty, walczące o dziecko. Każda twierdziła, że
należy ono do niej. Sytuacja była trudna. Jaką podjąć decyzję? Dziecko
było tak małe, że nie potrafiło mówić. Salomon spojrzał i powiedział:
"Zrobię jedną rzecz. Przetnę dziecko na pół. Chcę być sprawiedliwy, a nie potrafię stwierdzić, która z was jest jego matką. Dlatego każda
dostanie połowę".
Jedna kobieta, słysząc to, nie przestała się uśmiechać. Natomiast druga
zaczęła się zachowywać jak szalona, jakby chciała zabić Salomona: "Co ty
powiedziałeś? Czyś ty oszalał?". Przestała być zwykłą kobietą, stała się
inkarnacją gniewu, cała płonęła. W końcu stwierdziła: "Jeżeli taka ma
być sprawiedliwość, to wycofuję swoje żądanie. Niech dziecko pozostanie
z tą drugą!". Po jej twarzy płynęły łzy. Na to odezwał się król: "Ty
jesteś matką. Weź dziecko. Ta druga kobieta kłamie".
Jeżeli kochasz, możesz stać się zagniewany, stać cię na to. Powinieneś
wyrażać to wszystko, co przynosi ci życie: radości i smutki, wzloty i upadki, dni i noce. Ale jeżeli kochasz siebie -?a jest to konieczne,
gdyż w przeciwnym razie zmarnujesz życie -?nigdy nie zastosujesz wobec
siebie represji. Zostałeś jednak wychowany w taki sposób, że nauczyłeś
się być nienaturalny. Ukształtowano cię tak, że stałeś się hipokrytą.
Kiedy jesteś zły, pokrywasz to sztucznym uśmiechem. Kiedy odczuwasz
wściekłość, natychmiast ją tłumisz. Nigdy nie wyrażasz prawdziwie tego,
co się w tobie dzieje. Oto co się pewnego razu wydarzyło:
Joe z małą córką Midge odwiedzili park rozrywki. Po drodze zatrzymali
się i zjedli duży posiłek. Już na miejscu, w parku, zbliżyli się do
stoiska z hot dogami. Midge powiedziała: -?Tato, ja chcę...
Joe przerwał jej i kupił torbę popcornu.
Kiedy podeszli do sprzedawcy lodów, Midge zawołała jeszcze raz: -?Tato,
ja chcę...
Joe przerwał jej ponownie i powiedział: -?Ty chcesz, ty chcesz! Wiem,
czego chcesz -?lodów?
-?Nie, tato -?powiedziała błagalnie dziewczynka -?chcę, żebyś podrzucił
mnie do góry.
Chciała tego od początku, lecz ojciec jej nie wysłuchał. Represja
oznacza, że nie słuchasz własnej natury. Represja to sposób na
zniszczenie ciebie.
Dwunastu skinheadów weszło do pubu. Podchodząc do barmana, powiedzieli:
-?Trzynaście piw z beczki.
-?Jest was tylko dwunastu -?barman na to.
-?Chcemy trzynaście piw.
Barman nalał, ile chcieli. Przywódca skinheadów podszedł do starszego
mężczyzny siedzącego w kącie pubu.
-?Kufel piwa dla ciebie.
-?Dziękuję, dziękuję. Jesteś wspaniały, synu.
-?Nie ma sprawy, chętnie pomagamy kalekom.
-?Ja nie jestem kaleką...
-?Ale nim będziesz, jeśli nie postawisz następnej kolejki.
Tym właśnie jest represja. To sprytny sposób, by cię okaleczyć. To
sprytny sposób na zniszczenie, osłabienie ciebie. To sprytny sposób,
żeby cię zwrócić przeciwko samemu sobie. To metoda na stworzenie w tobie
wewnętrznego konfliktu. A kiedy człowiek znajduje się w konflikcie z sobą samym, jest bardzo słaby.
Społeczeństwo wymyśliło wspaniałą grę -?zwróciło każdą jednostkę
przeciwko niej samej. Dlatego ciągle walczysz z samym sobą. Nie starcza
już ci energii na nic innego. Czy nie zaobserwowałeś tej nieustannej
walki wewnętrznej? Społeczeństwo zrobiło z ciebie osobę rozszczepioną i pomieszało ci w głowie. Stałeś się podobny do kawałka drewna,
dryfującego po oceanie. Nie wiesz, kim jesteś, nie wiesz, dokąd
zmierzasz. Nie wiesz, co tu robisz. Przede wszystkim nie wiesz, kim
jesteś. Z tego chaosu rodzą się wielcy przywódcy: Adolf Hitler, Mao
Tse-tung, Józef Stalin. Z tego chaosu rodzi się papiestwo. To wszystko
cię niszczy.
Bądź osobą pełną ekspresji. Pamiętaj jednak, że ekspresja nie oznacza
braku odpowiedzialności. Bądź ekspresywny w inteligentny sposób, wówczas
nikt nie dozna uszczerbku z twojego powodu. Osoba, która nie szkodzi
sobie, nie szkodzi też innym. Natomiast osoba, która szkodzi sobie, jest
groźna dla innych. Gdy nie kochasz siebie, stajesz się niebezpieczny.
Możesz zranić inne osoby. I rzeczywiście ranisz.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki