p
WSTĘP
Nie muszę już ze sobą walczyć
Nie zawsze byłam w tym miejscu.
Nie zawsze czułam, że "mam siebie".
Był czas, kiedy bardzo się starałam.
Byłam silna, odpowiedzialna, ogarnięta.
Dawałam radę - nawet wtedy, gdy w środku było mi bardzo ciężko.
I długo myślałam, że tak właśnie wygląda dorosłe życie kobiety.
Że trzeba zaciskać zęby.
Iść dalej.
Nie narzekać.
Nie słabnąć.
Aż w pewnym momencie przyszło zmęczenie, którego nie dało się już zignorować.
Nie takie, które mija po śnie.
Tylko takie, które mówi: "dalej w ten sposób się nie da".
To był moment, w którym zostałam sama ze sobą.
Bez ról.
Bez oczekiwań innych.
Bez potrzeby udowadniania czegokolwiek.
I właśnie wtedy zaczęłam rozumieć, co naprawdę znaczy zdanie:
"mam siebie".
Nie jako hasło.
Nie jako afirmację.
Ale jako coś bardzo konkretnego.
Zaczęłam kochać samą siebie.
Doceniać.
Akceptować taką, jaka jestem - bez ciągłej krytyki i oceniania.
Przestałam być dla siebie surowa.
Przestałam poprawiać się na siłę.
I wtedy coś się zmieniło.
Zmieniło się moje podejście do świata.
To, jak na niego patrzę.
Jak reaguję.
Jak przeżywam trudne chwile.
Samoakceptacja nie sprawiła, że życie stało się idealne.
Ale sprawiła, że przestałam walczyć ze sobą.
A kiedy nie jesteś swoim wrogiem - masz więcej siły, niż myślisz.
Ta książka nie powstała po to, żeby Cię zmieniać.
Ani naprawiać.
Ani motywować do bycia "lepszą".
Powstała po to, żebyś mogła na chwilę usiąść.
Odetchnąć.
I przypomnieć sobie, że już teraz masz w sobie wszystko, czego potrzebujesz, żeby sobie poradzić.
Może jesteś po rozwodzie.
Po rozstaniu.
Po kryzysie.
A może po prostu po długim czasie zapominania o sobie.
Nieważne.
Jeśli jesteś tu - to znaczy, że coś w Tobie już wie.
Że nawet jeśli nie wszystko jest jasne,
to Ty jesteś.
I to naprawdę wystarczy, żeby zacząć.
Zrozumiałam, co naprawdę znaczy "mam siebie" w momencie, kiedy zaczęłam kochać samą siebie.
Nie idealną.
Nie lepszą.
Tylko taką, jaka jestem.
Zaczęłam siebie doceniać i akceptować.
Bez ciągłej krytyki.
Bez oceniania.
Bez poprawiania się na siłę.
Kiedy przestałam być dla siebie surowa, zmieniło się moje spojrzenie na świat.
To, jak na niego patrzę.
Jak go przeżywam.
Jak reaguję.
Samoakceptacja nie sprawiła, że wszystko stało się łatwe.
Ale sprawiła, że przestałam być dla siebie wrogiem.
A to właśnie wtedy pojawia się szczęście.
Ciche.
Prawdziwe.
Moje.
Rozdział 1
Zmęczenie, którego nikt nie widzi
To nie było nagłe.
Nie przyszło z hukiem.
Raczej po cichu, dzień po dniu.
Zmęczenie, o którym piszę, nie znika po weekendzie ani po urlopie.
Nie mija po przespanej nocy.
To zmęczenie, które nosisz w sobie, nawet kiedy wszystko "na zewnątrz" wygląda w porządku.
Funkcjonujesz.
Robisz swoje.
Odpowiadasz na wiadomości.
Uśmiechasz się, kiedy trzeba.
I nikt nie widzi, ile Cię to kosztuje.
To zmęczenie rodzi się z ciągłego bycia silną.
Z brania odpowiedzialności.
Z pilnowania, żeby wszystko się nie rozsypało.
Często z bycia tą, która:
- ogarnia,
- pamięta,
- dźwiga,
- nie zawodzi.
A przecież nikt nie pytał, czy masz jeszcze siłę.
Przez długi czas myślałam, że to normalne.
Że tak wygląda dorosłość.
Że jeśli jestem zmęczona, to znaczy, że "coś ze mną nie tak".
Ale to nie była słabość.
To było przeciążenie.
Zmęczenie, które pojawia się wtedy, gdy za długo jesteś dla siebie surowa.
Gdy za często mówisz sobie: "muszę", "powinnam", "jeszcze trochę wytrzymam".
Z czasem przestajesz słyszeć siebie.
Swoje ciało.
Swoje emocje.
Aż w końcu jedyne, co czujesz, to brak.
Nie brak siły.
Brak siebie.
Wiele kobiet dociera do tego momentu po rozwodzie.
Po rozstaniu.
Po kryzysie.
Ale czasem wystarczy po prostu długie życie w trybie "dam radę".
To zmęczenie nie chce Cię zniszczyć.
Ono chce Cię zatrzymać.
Powiedzieć: "już dość".
Nie w formie krzyku.
W formie cichego sygnału.
I jeśli jesteś teraz w tym miejscu, chcę, żebyś wiedziała jedno:
to, że czujesz zmęczenie, nie znaczy, że przegrywasz.
To znaczy, że za długo byłaś dzielna bez wsparcia.
Ten rozdział nie kończy się rozwiązaniem.
Nie daje recepty.
I nie musi.
Na razie wystarczy, że zauważysz to zmęczenie.
Bez oceniania.
Bez poprawiania się.
Bo często pierwszy krok do tego, żeby mieć siebie,
to przestać od siebie wymagać, że zawsze będziesz miała siłę.
Chwila dla Ciebie
Nie musisz na te pytania odpowiadać od razu.
Możesz do nich wrócić.
Albo tylko je przeczytać i sprawdzić, co w Tobie poruszą.
- Od kiedy czuję to zmęczenie, o którym czytałam?
- W jakich momentach najczęściej mówię sobie: "dam radę", choć w środku jest mi ciężko?
- Jak reaguję na własne zmęczenie - z czułością czy z krytyką?
- Co by się stało, gdybym na chwilę przestała być taka surowa dla siebie?
- Czego najbardziej potrzebuję właśnie teraz, a czego sobie nie daję?
Te pytania nie mają Cię zmieniać.
One mają Cię przybliżyć do siebie.