Jeden
---------
Jax
- Jaja sobie robisz, stary?
Alex napotkał moje spojrzenie ponad stołem i uśmiechnął się, przez co zwróciłem uwagę na szminkę rozmazaną na jego policzku. Przez ostatnie piętnaście minut praktycznie pieprzył się w naszej loży z jakimś rudzielcem, a jęki dziewczyny oficjalnie osiągnęły poziom śmieszności opery mydlanej. Nie żebym miał coś przeciwko laskom lubiącym się bzykać, ale zachowywała się jak każda inna fanka, która chce zaliczyć zawodnika, bez różnicy, czy go lubi, czy nie. Po moim kręgosłupie przebiegł dreszcz. Czułem się przez coś takiego wykorzystywany i brudny. Musiałem się stąd wydostać, zanim ją przekona, by przed nami uklękła.
Nie żebym spodziewał się czegokolwiek innego. Alex zawsze był kurwiarzem.
Bez szczególnej skruchy wzruszył ramionami, ale wyplątał się z jej uścisku, opuścił jej stopy na podłogę, a potem uderzył ją w tyłek.
- A może postawisz nam piwo, kochanie?
- A może pójdziesz ze mną? - Choć wszyscy wiedzieliśmy, że go posłucha, i tak udała obrażoną, gdy w odpowiedzi jedynie zmierzył ją spojrzeniem. Ramiona jej opadły i zirytowana odeszła w stronę baru.
Klub mieścił się w magazynie z gigantycznymi betonowymi filarami rozdzielającymi przestrzeń i wielobarwnymi światłami stroboskopowymi, pulsującymi nad parkietem. Po najdalszej stronie znajdował się długi, szklany bar serwujący wszelkiego rodzaju drinki.
- Napluje ci do tego piwa - stwierdziłem, uśmiechając się na tyle szeroko, żeby na moim policzku pokazał się dołeczek, i przeczesałem dłonią potargane, brązowe włosy.
Alex parsknął śmiechem.
- Nigdy nie wiadomo, może akurat mi się to spodoba.
- No dobra, głupku. - Złapałem swoją kurtkę. - Spadam stąd, zanim wróci z koleżankami.
- Hej, miałeś być moim skrzydłowym - przypomniał.
- Jeśli chciałbym zaliczyć fankę, zostałbym na lodowisku. - Pewnie, kiedy mnie o to zapytał, zgodziłem się, nadal podekscytowany zwycięstwem, ale nie byłem zainteresowany tymi dziewczynami.
- Wybredny z ciebie skurwiel. Czekaj - burknął pod nosem Alex i przeskanował wzrokiem tłum. Jego usta rozciągnęły się w uśmiechu, a potem kiwnął głową na drugą stronę klubu. - A co powiesz na tamte?
Podążyłem za jego spojrzeniem do dziewczyny siedzącej w pobliżu baru. Była wysoką blondynką, mocno opaloną, przez co wyglądała, jakby spędzała dużo czasu na zewnątrz. Sądząc po tym, jak patrzył na nią Alex, musiała być w jego typie, ale sam byłem zbyt oszołomiony siedzącą obok niej seksowną brunetką, by zwrócić na to uwagę.
- A niech mnie - powiedziałem pod nosem, obcinając wzrokiem brunetkę.
W krótkiej plisowanej spódniczce, sięgających do uda zakolanówkach i czarnych masywnych butach wyglądała jak jakaś seksowna bibliotekarka. Uśmiechnęła się do swojej przyjaciółki i spuściła głowę, przygotowując się do wychylenia szota.
Ślinka napłynęła mi do ust, kiedy oblizała miejsce między kciukiem a palcem wskazującym, by następnie posypać je solą. Uśmiechała się przebiegle, a ja liczyłem razem z nią. Raz. Dwa. Trzy.
Zlizała sól, wychyliła szota i wgryzła się w cytrynę. Przełknąłem z trudem, gdy targnął nią seksowny dreszczyk. To ja chciałem doprowadzić jej ciało do takiej reakcji.
- Widzimy się w domu, stary.
Alex coś do mnie mówił, ale nie docierały do mnie jego słowa. Brunetka przeczesała włosy palcami, a potem zebrała je w wysoki kucyk, odsłaniając zmysłowe srebrne pasmo pod spodem. Ta dziewczyna była pełna niespodzianek. Wyglądała jak pociągająca kujonka i aż jęknąłem, sunąc wzrokiem po krzywiźnie jej szyi. Pod uchem znajdowało się miejsce, które aż się prosiło, by je ukąsić...
Czyjaś ręka wylądowała na moim ramieniu, wyrywając mnie z oszołomienia, i zobaczyłem, że Alex uśmiecha się krzywo.
- Co? - zapytałem, ignorując fakt, że miałem schrypnięty głos.
- Powiedziałem, że widzimy się w domu - powtórzył tonem, który aż krzyczał: "a nie mówiłem?".
Brunetka oparła łokcie na stole, miała wyprostowane plecy, a tyłek lekko wypięty. Mój puls przyspieszył, krew spłynęła w dół. Jezu, kurwa, Chryste.
- Brunetka jest moja - warknąłem, a Alex po prostu się zaśmiał i trącił mnie w ramię.
- Otóż to, stary. Zabawimy się dziś.
Gdy tylko się pochyliła, cała moja uwaga skupiła się na cienkim pasku odsłoniętej skóry między górną krawędzią jej zakolanówki a dołem spódnicy, po którym przesuwała palcami. Ruszyłem, jeszcze zanim się podniosła. Nie wiedziałem, kim była ta dziewczyna, ale kurwa, dziś wieczorem była moja.
Alex podszedł do blondynki i posłał jej krzywy uśmieszek.
- Czym jeszcze się zajmujesz oprócz bycia seksowną?
Powinni go aresztować za ten tekst, ale jak na razie jeszcze go nie zawiódł. I sądząc po uśmiechu blondynki, tym razem też zadziała.
Bibliotekarka zakrztusiła się drinkiem i pokręciła głową. Wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, ale przyjaciółka jej przerwała.
- Ten tekst działa?
Alex przybliżył się i odparł cicho:
- Nie wiem, ty mi powiedz.
Nie dosłyszałem odpowiedzi blondynki, bo teraz brunetka skupiła uwagę na mnie. Przygryzła dolną wargę, powoli sunąc wzrokiem po mojej piersi w górę. Właśnie tak, kotku. Patrz na mnie.
Zupełnie jakby usłyszała moje myśli, popatrzyła mi w oczy i zdziwiła się, gdy odkryła, że odwzajemniam jej spojrzenie. Przesunąłem kciukiem po dolnej wardze w miejscu, w którym przygryzła swoją. W rezultacie jej policzki poczerwieniały. Kurwa, jak uroczo.
- Jestem Alex, a ten palant to Jax. Bardzo chciał z tobą porozmawiać, więc zlitowałem się i go tu przyprowadziłem.
Co za dupek. Posłałem mu złe spojrzenie, ale wtedy bibliotekarka się przedstawiła, czym skradła moją uwagę.
- Sidney.
Powtórzyłem sobie jej imię, ale zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, jakiś facet wszedł między nas, objął ją ramieniem w talii i podał drinka.
- Pij. Curtis chce tańczyć.
Był wysoki, ale nie tak wysoki jak ja, szczupły i miał idealną fryzurę. Kiedy się do niego uśmiechnęła, spiąłem się i mięsień na mojej szczęce drgnął. Ogarnęło mnie rozczarowanie zmieszane z czymś o wiele groźniejszym. Odwróciłem się, by wziąć się w garść. Ta dziewczyna oznaczała cholerne kłopoty.
Facet przysunął się do niej jeszcze bardziej i z ustami nad jej uchem odezwał się na tyle głośno, bym usłyszał:
- Oj, jest gorący i zazdrosny.
Że co, kurwa? Ścisnął ją, a potem puścił i wsadził nos w szyję stojącego za nim faceta. Chwilę mi zajęło ogarnięcie, co się dzieje. W tym czasie gość go objął, a Sidney uśmiechnęła się do nich ciepło. Co za ulga, że facet był zajęty.
Wyciągnął rękę w moją stronę.
- Cześć, jestem Anthony, a to jest Curtis. - Wskazał na swojego chłopaka, który wyszczerzył do mnie zęby.
- Jax. - Napiłem się piwa i wszyscy spojrzeli na mnie z takimi samymi uśmiechami. Wszyscy oprócz Sidney. Nie, ona wyglądała na rozanieloną. Podobała jej się moja zazdrość. Coś mi mówiło, że jeśli zostanie w pobliżu, dostanie to, czego chce.
Jej przyjaciółka, chyba miała na imię Mia, złapała Alexa za rękę i pociągnęła go na parkiet.
- Chodźmy zatańczyć.
Nie trzeba go było bardziej zachęcać, już szedł w tamtą stronę, a Anthony i Curtis podążyli za nimi.
- Dołączymy za chwilę. - Zbliżyłem się do Sidney, zadowolony, że jej to nie przeszkadzało. Przeciwnie, patrzyła na mnie ciepło, z lekkim uśmiechem. Moje wielkie ciało praktycznie górowało nad jej drobną sylwetką.
Znajomi spojrzeli na nas znacząco, a potem zniknęli w tłumie.
Moją uwagę zwrócił gigantyczny niebieski balon unoszący się nad stołem. Serce mi stanęło, gdy gapiłem się na napis "gratulacje" i rysunek dziecka. Krew odpłynęła mi z twarzy i spojrzałem z powrotem na Sydney.
Z trudem przełknąłem ślinę.
- To dla ciebie? - zapytałem wprost.
Usta jej drgnęły, a potem się rozciągnęły, gdy wybuchnęła śmiechem.
- Żałuj, że nie widzisz swojej miny. - Zniżyła trochę głos, przez co był jeszcze bardziej seksowny, a jej uśmiech się poszerzył, niemal mnie oślepiając. - Dziś zaakceptowali moje podanie o staż w parlamencie. Najwyraźniej to był jedyny dostępny balon z gratulacjami. - Parsknęła. - Anthony sądzi, że to przezabawne.
Czyli nie była w ciąży. Rozluźniłem się, a krew znów zaczęła krążyć w moim ciele, gdy powoli docierały do mnie jej słowa.
- Nie gadaj, serio?
- To nic takiego. Potrzebuję jeszcze jednego listu polecającego. - Kiwnęła głową, przyglądając mi się nieco zbyt ostrożnie.
Kurwa, nie podobało mi się to, że straciła pewność siebie.
Pochyliłem się do niej.
- Hej, dasz radę.
- Skąd wiesz?
Ogarnęła mnie chęć starcia niepewności z jej twarzy.
- Założę się, że jesteś najlepsza na roku. Mam rację?
Przygryzła policzek od wewnątrz, po czym odpowiedziała:
- Tak.
- Masz już listy polecające?
- Tak. - Wyprostowała się.
Dobrze.
Cisnąłem dalej.
- Sądzisz, że dasz radę rozwalić ten staż?
Uśmiechnęła się do mnie, a jej oczy pojaśniały.
- Pewnie.
- No to nie martw się, dasz radę.
Wypuściła powietrze i całe jej ciało się rozluźniło. Uniosłem jej brodę palcem wskazującym.
- Zrobię na tobie dobre wrażenie, żebyś o mnie pamiętała, kiedy już zdobędziesz sławę.
Jej dekolt oblał się rumieńcem, a ja podążyłem wzrokiem w górę jej szyi, przesuwając językiem po zębach. Reakcje jej ciała były cholernie podniecające. Chciałem sprawdzić, czy wszędzie się tak rumieniła. Nachyliła się w moją stronę, ale rękę powstrzymała i położyła ją na stole.
No dawaj, Sidney, Chodź do mnie.
Odwróciła wzrok, patrząc na swoje ręce.
- Często tu przychodzisz? - zapytała.
Niespodziewana zmiana tematu, ale zawsze to jakiś początek.
- Wystarczająco często, by wiedzieć, że ty nie.
Parsknęła śmiechem i wzruszyła ramionami.
- Nie wychodzę zbyt często. Jak już wiesz, przygotowuję się do zostania ważnym politykiem. Pracuję na wizerunek bez skazy.
Chciałem zrobić z nią rzeczy, które z pewnością zostawiłyby wiele skaz na jej wizerunku. Obniżyłem głos do pomruku, tak że musiała się przybliżyć, żeby mnie usłyszeć.
- Uczysz się tu, Sidney?
Wciągnęła powietrze, kiedy wypowiedziałem jej imię, i przygryzła dolną wargę. Kurwa. Musiała przestać to robić. Już i tak byłem zbyt napalony.
Uniosła kącik ust.
- Tak, został mi jeden semestr na Uniwersytecie Windsor.
To wzbudziło moje zainteresowanie.
- Tak?
Kiwnęła szybko głową i zainteresowanie zmieniło się w chęć lepszego poznania tej dziewczyny.
- Zupełnie jak mnie. Kończę kinezjologię.
Przysunąłem się bliżej, aż czubki naszych butów otarły się o siebie, a ona była zmuszona unieść podbródek, by spojrzeć mi w oczy. Wzięła głęboki wdech, energia między nami zabuzowała i popchnęła mnie w jej stronę. Opuściłem głowę, starając się panować nad głosem.
- Ty pewnie studiujesz politologię?
- Zgadłeś.
No dalej, Łobuziaro. Zapytaj mnie o coś.
Nie musiałem długo czekać.
- Kinezjologia brzmi poważnie. Planujesz pracować z zawodowymi sportowcami po zdobyciu dyplomu?
- Coś w tym stylu. - Zakołysałem się na piętach, a ona uniosła brwi. Przyglądała mi się, wyraźnie nieusatysfakcjonowana tą wymijającą odpowiedzią, ale nie chciałem psuć tej chwili wyjaśnieniami.
Sidney cofnęła się, tworząc między nami dystans w tym samym momencie, w którym obok przechodził kelner. Nim zdołałem ich ostrzec, zderzyli się i Sidney poleciała do przodu. Złapałem ją w ramiona i poczułem się, jakbym dotknął kabla pod napięciem. Otoczył mnie zapach cytrusów - pomarańczy oraz grejpfrutów - i musiałem zdusić jęk. Ciepło praktycznie się z niej wylewało w miejscach, w których się dotykaliśmy, wsiąkając w moją skórę. Wpatrywała się w moje usta - jej oczy były ciemne, a zęby zatapiały się w idealnej, pełnej dolnej wardze. Nie poruszyła się, a ja nie przeszkadzałem jej, gdy mi się przyglądała. Kurwa, podniecało mnie jej spojrzenie. Z trudem przełknąłem ślinę, a potem przysunąłem usta do jej ucha i powiedziałem:
- Mam cię.
- Nie chciałam... - wymamrotała zakłopotana.
Skróciłem jej męki, wskazując w stronę naszych przyjaciół.
- Jeśli Alex zbliży się trochę bardziej do Mii, to stopią się w jedno.
Wspięła się na palce, kładąc dłoń na moim ramieniu dla zachowania równowagi, i wyciągnęła szyję, by ich zobaczyć. Wiedziałem, że poczuła reakcję mojego ciała na swój delikatny dotyk.
Zacisnęła palce na mojej koszuli, ale nie spojrzała na mnie, kiedy zapytała:
- On zawsze się tak zachowuje?
Opuściłem głowę, skupiając wzrok na gęsiej skórce pokrywającej jej ramiona.
- W sensie bezwstydnie flirtuje? Mniej więcej.
Sidney odchyliła się, jej wzrok wędrował od moich ust do oczu, a ja złapałem ją pewniej i przyciągnąłem do siebie. Wyrwał jej się cichy dźwięk, przez który oddech uwiązł mi w gardle, a kutas zesztywniał. Wpatrywałem się w jej twarz, bo chciałem wiedzieć - nie, musiałem wiedzieć - czy czuła to samo, co ja. Chciałem wiedzieć, że nie tylko ja traciłem głowę w jej towarzystwie.
Oblizała dolną wargę, po czym uśmiechnęła się zmysłowo.
- Podrywasz mnie?
- Może. A to działa?
Uśmiechnęła się szerzej.
- Może.
Jej słowa brzmiały prawie jak potwierdzenie. Wysyłała mi sygnały pt. "pieprz mnie" i miałem nadzieję, że się nie myliłem. Na początku wydała mi się seksowna, ale kurwa, teraz byłem nią jeszcze bardziej zainteresowany. Miała coś w sobie. Wyraźnie widać, że była bystra, sprawiała też wrażenie pyskatej, przez co kusiło mnie...
- Chcesz zatańczyć? - zapytała Sidney, przerywając moje rozmyślania.
- Kurwa, pewnie - niemal warknąłem, a ona zadrżała.
Splotła nasze palce, a ja poszedłem za nią jak zagubiony szczeniak, ale kto by mnie za to winił? Wyglądała smakowicie w kusej spódniczce w kratę i dopasowanym białym T-shircie.
Sidney wybrała miejsce na parkiecie poza zasięgiem wzroku przyjaciół, odwróciła się do mnie plecami i zaczęła kołysać się do rytmu. Poruszała się powoli i ospale, przez co mój kutas z każdą chwilą twardniał coraz bardziej. Zacisnąłem dłonie w pięści, by się pohamować, a oddech Sidney uwiązł w gardle, kiedy moje ręce wylądowały w końcu na jej biodrach i przyciągnęły ją do mojej piersi. Kurwa. Kołysała się, aż jej tyłek trafił we wrażliwe miejsce, doprowadzając mnie do szaleństwa. W głowie kołatała mi ciągle ta sama myśl, jak u jakiegoś jaskiniowca. Moja.
Musiałem zabrać ją dziś do domu, inaczej bym zwariował.
Krew spłynęła do mojego i tak już twardego kutasa, kiedy przesunąłem palcami tuż pod jej spódnicą i ścisnąłem odsłonięte uda. Warknąłem nisko, gdy zadrżała w moim uścisku. Kurwa, ona nie wiedziała, jak blisko krawędzi się znajdowałem. Oparła mi głowę na ramieniu i przechyliła ją w bok, robiąc miejsce dla moich ust. Zamruczała, kiedy polizałem jej szyję.
- Zajebiście pachniesz - stwierdziłem, ukrywając twarz w zagłębieniu jej ramienia.
Jęknęła, a ja obróciłem ją twarzą do siebie, chcąc pochwycić ten dźwięk ustami. Byliśmy tak blisko, że jej oddech musnął moje usta, ale opuściła brodę, żeby uniknąć pocałunku.
Co, do diabła? Oparłem czoło o jej czoło i oddychaliśmy tym samym powietrzem. Ręce Sidney przesunęły się po moim brzuchu; jęknąłem, kiedy wbiła mi paznokcie w klatkę piersiową. Jej usta zaróżowiły się tam, gdzie je przygryzała, a ja pragnąłem przejechać językiem po śladach. Wydęła wargi i przysunąłem się na tyle blisko, że prawie ocierały się o moje przy każdym wdechu.
Sidney wydała cichy, przepełniony bólem dźwięk, po czym gwałtownie odsunęła głowę. Odetchnęła kilka razy, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami.
Wszelkie ciepło, które we mnie narastało, zastąpił chłód. Czyżbym źle odczytał sygnały? Za bardzo naciskałem?
- Przepraszam. Nie wiem, co zrobiłem, ale cholernie cię przepraszam.
Westchnęła, a potem pokręciła głową z uśmieszkiem.
- Zasada numer jeden: żadnego całowania.
Cofnęła się nieco, a ja zacisnąłem mocniej ręce na jej biodrach, nie chcąc jej puścić. Przeniosłem spojrzenie z jej ust na oczy i z powrotem - próbowałem zrozumieć z tego cokolwiek poza pragnieniem jej posmakowania. Przeciągnąłem zębami po dolnej wardze. Patrzyła na to, oblizując swoje. Słowa Sidney w końcu przebiły się przez mgłę pożądania i uderzyły mocniej, niż powinny.
- Co?
- Zasada numer jeden. - Odchyliła się, ale wciąż wbijała we mnie palce, jakby nie chciała mnie puścić. Dobrze. Kurwa, nie chciałem, żeby to zrobiła.
Wpatrywałem się w jej oczy, jakbym mógł znaleźć w nich odpowiedź. Sidney zdążyła się już odwrócić, ale dostrzegłem rozczarowanie w jej spojrzeniu. Wskazała kciukiem na swój stolik.
- Potrzebuję drinka.
Kurwa, ja też.
Wyswobodziła się z mojego uścisku i natychmiast zatęskniłem za jej dotykiem. Co tu się działo, do diabła? W jednej minucie byliśmy na siebie napaleni, a w następnej stałem na parkiecie jak dureń. Zanim się otrząsnąłem, Sidney dotarła już do stolika.
- O co chodzi z tą zasadą? - zapytałem, gdy tylko do niej dołączyłem.
Opróżniła wysoką szklankę kilkoma łykami.
- To, co powiedziałam. Mam swoje zasady w przypadku takich krótkich rzeczy.
- Jakich krótkich rzeczy?
- Na jedną noc.
- A jeśli chcę zostać na dłużej? - Kurwa, skąd mi się to wzięło?
- Na to mam zasadę numer dwa: w grę wchodzą tylko przygody na jedną noc.
Zmarszczyłem brwi, nie wiedząc, co o tym sądzić. Powinienem się cieszyć, że pisała się na jedną noc. Cholera, powinienem być zachwycony. Kto by nie był? Najwyraźniej ja, bo nie pasowały mi te ograniczenia. Byłem jednak na tyle ciekaw, że zdecydowałem się to pociągnąć.
- Okej, uszanuję twoją gierkę.
Posłała mi mordercze spojrzenie, ale czkawka zepsuła efekt.
- Zasady, a nie gierkę.
Uniosłem ręce w geście poddania.
- Przepraszam. Zasady.
- Tak lepiej. Słuchaj, nie ma sensu tego przedłużać. Ciacho z ciebie. Jestem całkiem pewna, że to samo myślisz o mnie. Zapraszam do siebie. - Czkała w międzyczasie i chwiała się na nogach.
Złapałem ją i przyciągnąłem bliżej, niż musiałem. Starałem się za bardzo nie puszyć, kiedy mnie objęła. Źrenice miała rozszerzone i przełknąłem z trudem ślinę, gdy wysunęła język, by zwilżyć dolną wargę.
W ogóle nie podobało mi się to, co miałem zamiar powiedzieć, ale nigdy nie byłem i nigdy nie będę typem faceta, który sprowadza do domu pijaną dziewczynę. Nieważne, jak kusząca była.
- Kurwa, już żałuję, że to mówię, ale za dużo wypiłaś jak na tę rozmowę.
Zmarszczyła brwi.
Podałem jej mój telefon.
- Może dasz mi swój numer i powtórzymy to na trzeźwo?
Zachichotała, kręcąc głową.
- Nie, nie mogę.
Przeczesałem włosy palcami.
- To kolejna zasada?
Sidney oparła głowę na mojej klatce piersiowej i zassała dolną wargę. Wyglądała cholernie seksownie. Spojrzałem w sufit i wziąłem głęboki oddech. Proszę, kurwa, Boże. To nie mogło się dziać. Nigdy w życiu nie uganiałem się za żadną dziewczyną, a ta owinęła mnie sobie wokół palca.
- To może ja dam ci swój?
Zmarszczyła nos. Zajebiście uroczo.
- Zasada numer trzy: żadnej wymiany numerów.
Jak to niby działało? Musiałem przestać zacieśniać swój uścisk. Mogłem zaraz wyjść na dupka, ale litości. Te zasady mnie dobijały.
- A co, jeśli zakochasz się w jakimś facecie?
Gdyby koledzy mnie teraz zobaczyli, mieliby używanie.
Uśmiechnęła się do mnie przepraszająco i już wiedziałem, czego się spodziewać.
- Złamię zasadę numer pięć.
- Jaką? - Chciałem wiedzieć.
- Bycie zakochanym w facecie prowadzi do randek, randki prowadzą do związków, a związki prowadzą do uczuć. Zasada numer pięć brzmi: żadnego zakochiwania się.
Mięsień na mojej szczęce drgnął.
- Ile masz tych zasad?
- Pięć.
- Jaka jest czwarta?
Ktoś chwycił mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę, czym przerwał mi rozmowę.
- Gratulacje, stary. Ten gol był szalony - zawołał jakiś gość, przekrzykując muzykę. Jego oddech cuchnął piwem.
- Gol? - Sidney przechyliła głowę na bok, mierząc mnie wzrokiem od stóp do głów, jakby widziała mnie po raz pierwszy.
Wysoki facet, który mnie zaczepił, miał na sobie turkusową koszulkę hokejową mojej drużyny. Odwrócił się, by pokazać jej tył, na którym znajdowało się nazwisko Ryder zapisane dużymi, białymi literami. Stanął przed nią, po czym się uśmiechnął.
- Jasne, kochanie. Zamierzasz udawać, że nie wiesz, że rozmawiasz z napastnikiem Huskies?
- Jax Ryder? - zapytała, kręcąc lekko głową, jakby chciała, żebym zaprzeczył.
- Tak. - Przełknąłem ślinę. Po raz pierwszy odniosłem wrażenie, że moje nazwisko mi nie pomoże.
Ramiona jej opadły i wyglądała na tak kurewsko rozczarowaną. Wspięła się na palce i nachyliła tuż nade mną. Szeroko otwartymi oczami przyglądała się mojej twarzy, a ja żałowałem, że nie mogę dostrzec ich koloru w przyćmionym, klubowym świetle. Rozkoszowałem się ciepłem jej ciała przyciśniętego mocno do mojej klatki piersiowej, gdy zbliżyła usta do moich tak, że mogłem poczuć jej oddech. Ślinka napłynęła mi do ust i ze wszystkich sił starałem się nie zmniejszyć dzielącego nas dystansu.
No dalej, Łobuziaro. Pocałuj mnie.
- To naprawdę słabo, Jax. - Zmniejszyła dystans i pocałowała mnie tuż przy ustach, po czym odsunęła się, ściągając brwi. Zrobiła krok w stronę swoich przyjaciół, prawie się potykając.
Tak bardzo chciałem jej pomóc, ale jej słowa mnie zmroziły.
- Zasada numer cztery: żadnych hokeistów.
- Żartujesz?
- Nie. - Uśmiechnęła się z żalem, a potem pomachała mi na pożegnanie i się odwróciła.
Nie odrywałem wzroku od jej tyłka, a moje usta powoli rozciągnęły się w uśmiechu. Nigdy nie potrafiłem się powstrzymać przed łamaniem zasad.