p
Wprowadzenie
Wprowadzenie
Bess Talbot poważnie obawiała się, że traci rozum.
Miała czterdzieści siedem lat i wyniszczające ataki migreny. Pierwszy
wystąpił ponad dwie dekady wcześniej, kiedy jeszcze studiowała prawo.
Początkowo zdarzały się okazjonalnie. Kiedy urodziła dzieci, dopadły ją
"jak wściekłe wilki", by użyć jej własnych słów. Teraz nękały ją
codziennie.
Ból, który niemal nigdy nie ustawał, wpłynął na każdy aspekt jej życia.
Przepisywane leki powodowały senność i przytępiały intelekt. Zapominała,
co ma kupić. Zdarzyło jej się zostawić w przymierzalni kluczyki do
samochodu. Nie była w stanie się skoncentrować, szukając drogi na
parking. Zbierało jej się na płacz. "Gdzie ja jestem? Gdzie są moje
rzeczy? Gdzie zaparkowałam samochód?"
-?Takie chwile spychają cię w czarną otchłań -?mówiła.
Nawet w okresach, kiedy ataki były rzadsze, mogły trwać całymi dniami i dezorganizowały jej życie.
-?Czasami myślałam sobie: "Czy mi odbija? A może to nie migrena, tylko
rak?". Doszłam do tego, że chciałam, aby coś znaleźli. Zoperowaliby mnie
i może ból by zniknął.
Po latach walki, wielu próbach znalezienia sposobu na pozbycie się bólu
i kolejnych porażkach Bess Talbot była u kresu wytrzymałości. Wtedy jej
neurolog, który mógł już tylko bezradnie rozkładać ręce, zaproponował,
by skonsultowała się z lekarzem, o którym ostatnio usłyszał. Nazywał się
Joel Saper i pracował w Instytucie Neurologii i Bólów Głowy stanu
Michigan (MHNI) w Ann Arbor. Zdesperowana Bess zdecydowała się na
podróż, choć nie bardzo wierzyła, że ten człowiek jej pomoże.
Jeszcze przed wyjazdem z Alabamy członkowie zespołu dr. Sapera,
neurolodzy i psychologowie, zebrali przez telefon dokładny wywiad z Talbot. Rozmawiała więc z lekarzami mózgu i duszy, ale także innymi
specjalistami, mającymi jak najlepiej skoordynować jej leczenie z fizykoterapią, terapią zajęciową, dietą i farmakoterapią. Najważniejszym
członkiem zespołu była jednak ona sama, Bess Talbot.
Koncepcja dr. Sapera wydawała się prosta, a była rewolucyjna. Założył
on, że pacjent nie będzie traktowany jako pasywny obiekt leczenia, lecz
jako aktywny badacz, który pracuje ramię w ramię z innymi ekspertami.
Skupiając się nie tylko na tym, co leczy, ale również kogo -?a więc
biorąc pod uwagę historię pacjenta, jego nastawienie i oczekiwania -
udało mu się stworzyć optymalne środowisko dla terapii. Co więcej,
pozwalał pacjentowi czuć, że znowu ma wpływ na własny los.
W trakcie trwającej tydzień hospitalizacji Bess opowiedziała Saperowi o wypadku, który miała, będąc cheerleaderką w szkole średniej. Drużyna
ćwiczyła trudny układ, ona jako flier -?czyli ta najodważniejsza,
która ląduje na szczycie ludzkiej piramidy -?miała właśnie zeskoczyć na
ziemię, kiedy piramida zaczęła się rozpadać. Dziewczyna upadła na kość
ogonową i poczuła przeszywający ból w plecach. Piramida naprzeciw
również się zachwiała i druga "flierka" spadła wprost na Bess, która
uderzyła głową o podłogę.
W końcu udało jej się wydostać z plątaniny rąk i nóg, trening odwołano,
a ona pokuśtykała do domu, odczuwając dotkliwy ból. Musiała zrezygnować
z koncertu Guns N' Roses, na który chciała się wybrać w weekend. Lekarz
kazał jej nosić na plecach niewygodną ortezę i matka musiała przerobić
jej suknię na bal maturalny, żeby w ogóle się w nią zmieściła. Z biegiem
lat ten epizod poszedł w zapomnienie, zepchnięty przez wydarzenia
aktywnego życia. Pochłonęły ją college, studia prawnicze, przygotowania
do maratonów i udział w zawodach -?bieganie było jej sposobem radzenia
sobie ze stresem.
Kilka lat później, kiedy pojawiły się pierwsze bóle migrenowe,
zastanawiała się nawet, czy nie mają związku z tamtym wypadkiem. Z czasem stały się częstsze i intensywniejsze. Ale za każdym razem, kiedy
wysuwała tę hipotezę w rozmowach z lekarzami, odrzucali ją jako mało
prawdopodobną.
Aż spotkała dr. Sapera.
Był pierwszym lekarzem, który poważnie zainteresował się następstwami
upadku. Dowiedział się, że po kilku godzinach matka, wbrew jej
protestom, zawiozła ją do szpitala. Zdjęcia wykazały kilka cieniutkich
pęknięć na trzech kręgach odcinka piersiowego. I chociaż żadne nie było
na tyle poważne, żeby wymagało zabiegu, pozostawiono ją na obserwacji w szpitalu, a potem zalecono używanie ortezy przez sześć miesięcy. Dla
Sapera był to istotny element historii choroby: przesłanka, mogąca
wyjaśnić obecny stan pacjentki.
Pogłębiony wywiad wykazał historię migren w rodzinie. To prawdopodobnie
zwiększało ryzyko ich wystąpienia u Bess, chociaż gdyby nie upadek na
treningu, mogłyby się nigdy nie uaktywnić. Saper opisywał skłonność do
migreny jako wielki kamień na szczycie stromego wzgórza.
-?Genetyka stawia ten kamień na krawędzi -?mawiał. -?A potem kieliszek
wina, menstruacja czy trudniejszy okres w życiu popycha ten kamień, a on
zaczyna się toczyć.
Dla Talbot tym czynnikiem był wypadek i powstały w jego następstwie uraz
kręgosłupa. Przez wszystkie lata wysiłków, by złagodzić jej ból, nikt
nie sięgnął do tej głębszej, pierwotnej przyczyny.
Kiedy lekarz pokazał Bess pasujące do siebie fragmenty układanki, jej
rozpacz i zagubienie ustąpiły miejsca zaczątkom nadziei. Cieniowi
szansy. Na podstawie tego, co odkrył, Saper zmodyfikował plan leczenia,
który teraz zawierał spersonalizowaną terapię i ćwiczenia mające na celu
wzmocnienie w szczególności odcinka szyjnego kręgosłupa. Przez lata
próbowała niezliczonych farmaceutyków, w tym tryptanów, ergotamin,
opioidów, środków przeciwzapalnych i antydepresyjnych, ale nikt nawet
nie zająknął się na temat rehabilitacji.
Korzyści z takiego łączonego podejścia -?dokładny wywiad, modyfikowana
na bieżąco farmakoterapia i opracowana specjalnie dla niej fizjoterapia
szyjnego odcinka kręgosłupa -?dały efekty już w ciągu kolejnego roku.
Zaaplikowane łącznie przyniosły poprawę. Pacjentka nabrała pewności w odczytywaniu fizycznych i emocjonalnych oznak nadchodzącej migreny oraz
reagowaniu na nie. Co więcej, kiedy w miarę dostosowywania terapii sama
doświadczyła zmiany w natężeniu bólu, miała dodatkowy bodziec, żeby
więcej ćwiczyć, medytować i stosować metody panowania nad stresem.
Oczywiście nie mogła ćwiczyć bez przerwy, był to jednak dla niej lek na
poczucie beznadziei.
-?Dla mnie to było jak nowe życie -?mówiła. To samo powiedziała
lekarzowi: "Zwrócił mi pan moje życie". -?Zastanawiałam się, co by było,
gdybym spotkała go dwadzieścia lat wcześniej. O ile lepszą matką bym
była? Lepszą żoną? Wszystko byłoby lepsze bez tych migren.
Jej podróż do wyleczenia zaczęła się prosto -?od rozmowy o bólu. Doktor
Saper wniósł do niej precyzję fachowca, multidyscyplinarne doświadczenie
i szczerą chęć współpracy z pacjentką, aby na nowo określić jej relacje
z bólem. Zmienił zasady, znalazł nowe sposoby leczenia i zapobiegania.
Historię Bess Talbot przytoczyłem na samym początku, ponieważ daje ona
otuchę milionom ludzi na całym świecie, cierpiącym z powodu chronicznego
bólu -?w szczególności tym, którzy czują się osamotnieni, zapomniani i zamknięci w klatce ciała, które ich zdradziło.
Istnieje realna droga wiodąca przez ból i jeszcze dalej. Znajdziesz ją w tej książce, a ja mam nadzieję cię nią poprowadzić.
Od czasu, kiedy zostałem neurochirurgiem, w medycynie dokonał się
oszałamiający postęp. Potrafimy usuwać guzy, które kiedyś uważano za
nieoperacyjne, i naprawiać kręgosłupy, które jeszcze niedawno wydawały
się nieodwołalnie uszkodzone. Mamy całkiem niezłe pojęcie, gdzie w ludzkim mózgu mieszkają poszczególne emocje i nawyki; potrafimy nawet
przy nich majstrować, używając do tego głębokiej stymulacji. Ból, z powodu swojej złożonej i subiektywnej natury, stanowi poważniejsze
wyzwanie, a jednak i na tym polu poczyniliśmy zauważalne postępy.
Przez kilka ostatnich dziesięcioleci dowiedzieliśmy się o naturze bólu
więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Lepiej rozumiemy, co może go
powodować, jak możemy go łagodzić i co zrobić, żeby go zminimalizować, a nawet wyeliminować do końca życia pacjenta. Wiele z tych przełomowych
odkryć nie jest jeszcze szeroko dostępnych opinii publicznej. Mam
nadzieję to zmienić właśnie dzięki tej książce. Przez kilka ostatnich
lat przyglądałem się problemowi bólu okiem neurochirurga, ale również
dziennikarza śledczego. Teraz jestem pewien: nie musi boleć.
Istnieje nadzieja. Pomoc. I uzdrowienie -?wbrew temu, co mogliśmy sobie
wyobrażać.
Na kartach tej książki chcę przedstawić to, czego dowiedzieli się
lekarze i badacze specjalizujący się w problemie bólu. Dzięki nim
zmienia się sposób, w jaki go rozumiemy i doświadczamy. Poznasz
bezpośrednie świadectwa pacjentów, z których wielu cierpiało na
chroniczny ból w niedoskonałym systemie opieki zdrowotnej, ale w końcu
znalazło ulgę dzięki konwencjonalnym (a czasem i niekonwencjonalnym)
metodom. Przekaz brzmi: jeśli cierpisz, istnieje znacznie więcej
efektywnych metod leczenia, niż się spodziewasz. I co równie istotne,
sporo możesz zrobić dziś, żeby uniknąć bólu jutro. Są to strategie,
które zacząłem stosować u siebie, żony, moich nastoletnich dzieci i osiemdziesięcioletnich rodziców.
Znaczenia redukcji czy nawet całkowitej eliminacji bólu nie sposób
przecenić. Prawie jedna czwarta dorosłych (24,3%) cierpi z powodu
chronicznego bólu, a u niemal co dziesiątej osoby (8,5%) ból w sposób
znaczący wpływa na jej życie -?nie tylko utrzymuje się powyżej trzech
miesięcy, ale wyraźnie ogranicza aktywność osobistą i zawodową.
Statystyki pogarszają się wraz z wiekiem pacjentów. Pośród respondentów
badania National Health Interview z 2023 r. odsetek osób, które w ciągu
ostatnich trzech miesięcy cierpiały z powodu chronicznego bólu,
zwiększał się z 12,3% dla grupy wiekowej 18-29 lat aż do 36% (o ponad
jedną trzecią!) dla osób w wieku powyżej 65 lat. Również częstość
występowania bólu dotkliwego, o znaczącym wpływie na życie pacjenta,
zwiększała się z wiekiem z 3% dla grupy 18-29 lat aż do 13,5% dla
pacjentów starszych niż 65 lat. Niemal dwie trzecie ankietowanych,
którzy skarżyli się na chroniczny ból, po roku nadal cierpiało.
Nowe przypadki chronicznego bólu pojawiają się w lawinowym tempie i wśród dorosłych obywateli USA dominują nad innymi częstymi
dolegliwościami, wliczając w to cukrzycę, depresję i nadciśnienie. To
samo zjawisko występuje w skali globalnej. Prawie jedna piąta światowej
populacji doświadcza jakiejś formy przewlekłego bólu, co czyni go jednym
z największych problemów i wyzwań dla światowego systemu opieki
zdrowotnej.
Ostatnio zyskaliśmy możliwość, aby przyjrzeć się, co najczęściej boli
Amerykanów. U.S. Pain Foundation (Fundacja Walki z Bólem) w raporcie z 2022 r., zatytułowanym A Chronic Pain Crisis ("Kryzys bólu
przewlekłego"), ujawniła następujące przyczyny:
ból pleców (67%),
ból stawów o podłożu artretycznym (56%),
neuropatie (53%),
ból szyi (51%).
Również dość szeroko rozpowszechnione są:
skurcze mięśni (38%),
ból biodra (37%),
bóle głowy (36%),
fibromialgie (36%),
osteoartroza (33%),
zespół jelita drażliwego (28%),
chroniczne migreny (27%).
Co chyba najbardziej zaskakujące, zaledwie 35% respondentów stwierdziło,
że ból w ich przypadku jest bezpośrednim skutkiem urazu powstałego na
przykład podczas wypadku komunikacyjnego bądź zdarzenia w miejscu pracy.
Ogromna większość nie wskazywała żadnej konkretnej przyczyny lub jednej
dolegliwości, która miałaby związek z odczuwanym bólem. W istocie 20% z nich mówiło o dwóch do pięciu czynników, 30% o sześciu do dziesięciu,
20% o jedenastu do piętnastu, a 21% o ich większej liczbie. Co najmniej
jedna osoba wskazała 42 dolegliwości. Koszmar. Czy jesteś sobie w stanie
wyobrazić, z jakim brzemieniem przyszło im żyć? Ból powoduje ogromne
obciążenie fizyczne, emocjonalne i społeczne, co po części stanowi
przyczynę, dla której tak trudno go leczyć i zbyt często bywa
lekceważony przez lekarzy.
Ból może być ostry lub przewlekły. Ten pierwszy pojawia się nagle i jest
intensywny; przewlekły utrzymuje się w długim okresie, zwykle
przekraczającym trzy miesiące. Ból ostry jest na ogół bezpośrednią
odpowiedzią na dostrzegalny uraz. Ma jasno określoną funkcję: powinien
zwrócić naszą uwagę i zmusić nas do unikania potencjalnie
niebezpiecznych działań w przyszłości.
Ból chroniczny natomiast może wynikać z nieprawidłowego funkcjonowania
ośrodkowego układu nerwowego, co jest szczególnie mylące, bo wydaje się,
że nie służy żadnemu konkretnemu celowi. W niektórych przypadkach jego
przyczyna to nie dysfunkcja, lecz głęboko ukryta tajemnica, której
obecny poziom wiedzy nie pozwala na razie rozwikłać. Dopóki nie dowiemy
się więcej, dopóty powód, dla którego układ nerwowy pacjenta zaczął
szwankować, pozostaje ukryty w gąszczu zawiłości, który onieśmiela
najtęższe umysły nauki i medycyny od czasów starożytnych.
Pisząc tę książkę, przypomniałem sobie o czymś, o czym dowiedziałem się
jeszcze jako dziecko. Ludzie mają tendencję do wyciągania lekcji z trudnych sytuacji. Starają się nadać im jakiś sens. Szukają znaczenia,
morału płynącego ze swego nieszczęścia, a to zwykle prowadzi do
obwiniania siebie. Tymczasem ból przewlekły często nie podsuwa żadnej
nauki. Nie wskazuje winnego. Jest tylko tym, czym jest -?bólem. I niczym
więcej.
Truizm ten nie ustrzegł jednak ludzi od marginalizowania lub
niedostrzegania bliźnich cierpiących z powodu bólu. Dotyczy to zwłaszcza
bólu przewlekłego, wynikającego z takich dolegliwości, jak migrena,
fibromialgia, zespół jelita drażliwego bądź endometrioza. Schorzenia te
(i wiele innych) są traktowane jako "niewidzialne" bądź "nieme". Nie
tylko dlatego, że ich objawy nie zawsze są oczywiste, ale również
dlatego, że narzędzia diagnostyczne, którymi dziś dysponujemy, często
nie wykazują odstępstw od normy. W medycynie głównego nurtu oznacza to
zazwyczaj, że nie ma czego leczyć. Niefortunny -?i błędny -?wniosek
płynący z tego założenia jest taki, że jeśli najtęższe mózgi nie
potrafią rozwiązać problemu, to "obiektywnie on nie istnieje".
Brak obiektywnych standardów oceny bólu zrodził termin "cierpienie
subiektywne", sugerujący, że ból jednej osoby może być dowolnie
interpretowany przez inną. Zbyt często prowadzi to do wykształcenia się
postaw lekceważących wobec ludzi cierpiących na chroniczne bóle. Uważa
się ich za mięczaków pozbawionych dostatecznie silnej woli, by przemóc
ból. Albo lekomanów szukających pretekstu do wyłudzenia środków
przeciwbólowych lub po prostu wymigania się od pracy. Dla tych z nas,
których celem jest niesienie ulgi w cierpieniu -?niezależnie, czy jest
ono mierzalne, czy nie -?fakt, iż ból jest odczuciem subiektywnym, nie
oznacza, że nie jest on realny. Owszem, jest realny jak każde inne
schorzenie, a tylko znacznie bardziej enigmatyczny.
Jednym z powodów, dla których postanowiłem napisać tę książkę, był fakt,
że przewlekły ból dotknął również członków mojej rodziny. To, że
towarzyszyłem im w cierpieniu, wiele mnie nauczyło. Byłem na przykład
świadkiem, jakim wyzwaniem jest dla nich poruszanie się w systemie
opieki zdrowotnej, i to nawet z moją pomocą. Widziałem sytuacje, kiedy
skądinąd zdolni lekarze lekceważyli objawy nawet po zapoznaniu się ze
szczegółowym zapisem niemal codziennych dolegliwości.
Już samo to, oczywiście, stanowi problem, ale jest też wskaźnikiem jego
złożoności. Dzięki pacjentom, kolegom, członkom rodziny, jak również
własnemu doświadczeniu zawodowemu wiem, że ból i cierpienie manifestują
się na niezliczone sposoby. Mamy jednak spory wachlarz reakcji. Możemy
zmienić zarówno nastawienie do bólu, jak i sam ból. I właśnie o tym jest
ta książka.
Na kolejnych stronach dowiesz się, co możesz zrobić już dziś -
zmodyfikować styl życia, odżywianie, nastawienie i zachowanie -?aby
znacząco zredukować ryzyko rozwinięcia się w przyszłości dolegliwości
bólowych. Niektóre z tych technik mogą cię zaskoczyć. Prawdopodobnie
słyszałeś o protokole RICE -?rest, ice, compression, elevation
(odpoczynek, lód, ucisk, uniesienie), stosowanym w przypadku urazów.
Coraz liczniejsze przesłanki skłaniają nas do redukcji bólu przewlekłego
poprzez procedurę zwaną MEAT -?mobilization, exercise, analgesia,
treatment (ruch, ćwiczenia, środki przeciwbólowe, leczenie).
Oczywiście ukuliśmy wiele takich sprytnych akronimów: POLICE -
protection, optimal loading, ice, compression, elevation (ochrona,
optymalne obciążenie, lód, ucisk, uniesienie); PEACE -?protection,
elevation, avoid anti-inflammatories, compression, education (ochrona,
uniesienie, rezygnacja ze środków przeciwzapalnych, ucisk, edukacja) czy
też LOVE -?load, optimism, vascularization, exercise (obciążenie,
optymizm, unaczynienie, ruch). Wszystkie te strategie łączy jedno:
dopuszczają do działania naturalne procesy lecznicze ciała i pozwalają
im działać w normalnym trybie, zamiast je zakłócać lub przyspieszać.
Wyjaśnię, dlaczego tak ważne jest, aby pozwolić ciału działać. Na razie
wspomnę tylko, że nie każdy proces zapalny jest szkodliwy. Przygotuj
swoje wałki do masażu. Ich regularne użycie może zmniejszyć
prawdopodobieństwo bólu, szczególnie po urazach tkanek miękkich. Cienka
warstwa tkanki łącznej, zwana powięzią, która otula mięśnie, może z czasem stać się boleśnie ciasna i sztywna, tak więc przedłużenie jej
elastyczności ma kluczowe znaczenie. Obserwujemy też zachęcające wyniki
akupunktury, iniekcji do punktów spustowych czy terapii manualnej -
masaży oraz innych technik fizjoterapii. W dalszej części książki zajmę
się z kolei substancjami takimi jak kannabinoidy (CBD), ketamina i szerokie spektrum psychodelików.
Dzięki rozwojowi opartemu na dowodach naukowych, odkryciom medycyny i zdrowemu rozsądkowi możemy od nowa napisać historię bólu oraz
zdefiniować nasz arsenał do walki z nim, a często i do profilaktyki
przeciwbólowej. Wierzę, że można przeżyć życie niemal bez bólu, i chcę
ci to pokazać.
Zbierając dziesiątki wywiadów do tej książki, przekonałem się, że
również naukowcy i lekarze zajmujący się bólem nie mogą się doczekać
zmiany w jego rozumieniu, diagnostyce i leczeniu. W ciągu ostatnich lat
na badania związane z bólem przeznaczano coraz większe środki. Powstały
nowe leki, terapie, procedury chirurgiczne, rozwinęło się podejście
naukowe i holistyczne. Mimo to chorych jest coraz więcej i problem
społeczny się pogłębia. Prace zespołu badawczego doprowadziły do
sformułowania czterech głównych przyczyn tego stanu:
1. Zarówno pacjenci, jak i terapeuci postępują w myśl błędnego poglądu,
że większość przypadków da się wyleczyć za pomocą farmaceutyków bądź
ustalonych procedur medycznych.
2. Szkolnictwo medyczne nadal kładzie główny nacisk na stosowanie
opioidów, pomijając inne możliwości.
3. Komercyjny model medycyny promuje nadmiernie uproszczone rozwiązania
skomplikowanych problemów.
4. Pacjenci sprowadzani są do roli biernych uczestników. Pomija się
najczęściej znaczenie profilaktyki i samoopieki, a także opartych na
niej terapii, pomimo dowiedzionych długofalowych korzyści.
Bariery te można przełamać. Z ufnością patrzę w przyszłość, wierząc, że
dziedzina ta jest gotowa na gruntowne zmiany. Dlaczego? Ponieważ my
wszyscy -?lekarze i pacjenci -?stoimy u progu nowej ery, jeśli chodzi o zrozumienie i leczenie bólu.
Poniżej kilka wniosków, które rozwinę w dalszych rozdziałach:
To mózg "tworzy" ból, ale również mózg ma zdolność do gruntownej
zmiany jego doświadczania, redukcji, a nawet eliminacji.
Ponieważ wszyscy posiadamy w naszych falach mózgowych własne, unikalne
sygnatury bólu, możliwe będzie stosowanie wysoce spersonalizowanych
terapii.
Twój mózg odpowiada na impulsy płynące z nerwów czuciowych, aktywując
rodzaj sieci neuronowej, która z kolei uruchamia zmiany fizjologiczne
w organizmie. Ta dwutorowa interakcja daje szansę na zmianę transmisji
i chemii bólu.
W centrum uwagi znalazły się obecnie nierówności i uprzedzenia
związane z rasą, płcią i tym podobne. Ich szeroka świadomość utoruje
drogę do wydajniejszego i bardziej zindywidualizowanego systemu
opieki.
Rozwój technologii, w tym pomoc sztucznej inteligencji w ocenie i leczeniu bólu, może się stać drogą do nowych, bezpieczniejszych,
precyzyjniejszych i skuteczniejszych terapii.
Zgromadziliśmy więcej niż kiedykolwiek dowodów na korzyści płynące ze
zdrowego snu, z odżywiania, metody radzenia sobie z bólem opartej na
uważności (MBPM), terapii powięziowej, jogi, specjalistycznej
psychoterapii... W rezultacie coraz liczniejsi lekarze biorą je pod
uwagę.
I co najważniejsze:
Wzmogły się naciski, aby urealnić badania nad bólem. Podejmowane są
wysiłki, by przeprowadzać testy terapii w czasie rzeczywistym.
Pacjenci z bólem nie są już marginalizowani, wręcz przeciwnie -?coraz
częściej zaprasza się ich do dzielenia się swymi doświadczeniami. Są
nawet członkami komitetów naukowych i ciał doradczych. Dopiero teraz
przyznajemy wreszcie, że zawsze trzeba zacząć od wysłuchania pacjenta,
aby móc zrozumieć jego wyjątkowe problemy i potrzeby.
Jeśli w ciągu ostatnich dwudziestu lat zdarzyło ci się przeczytać coś o bólu, musiała tobą wstrząsnąć "epidemia opioidów" -?tragedia napędzana
przez ignorancję, arogancję i chciwość. Podobnie jak ja czułeś zgrozę i smutek w obliczu tylu istnień zniszczonych przez uzależnienie. Kiedy ten
problem się zaczynał, byłem młodym stażystą na neurochirurgii.
Obserwowałem go z bliska jako lekarz i publicysta. Nie o tym jednak jest
ta książka.
Ponieważ publiczna dyskusja koncentruje się wokół opioidów, wiele osób
nie zdaje sobie sprawy, że istnieje mnóstwo innych skutecznych opcji,
które mogą pomóc. Kiedy pisałem tę książkę, U.S. Food and Drug
Administration (FDA -?Agencja Żywności i Leków) zatwierdziła nowy
nieopioidowy lek -?po raz pierwszy od ćwierć wieku. Nowe procedury
oddziałów ratunkowych niemal nie przewidują opioidów. (Pokażę ci jeden z takich systemów, byś mógł zrozumieć, jak tego dokonano i co to oznacza
dla przyszłości terapii bólu).
Niektóre czynniki uśmierzania i zapobiegania bólowi przez cały czas
mieliśmy w zasięgu ręki. Pewnych praktyk leczniczych, przekazywanych w różnych kulturach od tysięcy lat -?i skutecznych! -?zachodnia medycyna w ogóle nie brała pod uwagę. Wyjaśnię, jak stosować je na co dzień. Inne z kolei wynikają z przełomowych odkryć, które jeszcze kilka lat temu
nikomu nawet się nie śniły. Współczesna nauka wraz ze starożytną
mądrością zaczęły powoli łamać kod bólu. Ty również możesz.
Pamiętaj: jesteś najlepszym ekspertem od własnego bólu. Jeśli zwrócisz
uwagę na swoje ciało, wsłuchasz się w nie i będziesz je bacznie
obserwować, strategia walki z bólem sama zacznie się nasuwać. Każdy z nas ma wewnętrzne narzędzia i zasoby, pomocne w łagodzeniu dolegliwości
bólowych i zapobieganiu im w późniejszym życiu. Wszystko zaczyna się od
kontaktu -?pacjenta z lekarzem, rodziną czy grupą wsparcia. Ale
najważniejszy kontakt to ten w nas, między ciałem a mózgiem.
Zapobieganie często bywa najpotężniejszą bronią. Zapewnia narzędzia
kontroli ryzyka wystąpienia ostrego lub przewlekłego bólu. Mam garść
rad, jak zmniejszyć wrażliwość i wzmocnić odporność na ból, a gdy już
się on pojawi -?jak skorzystać z licznych narzędzi, by uleczyć go
szybciej.
Zaczniemy od zmiany rozumienia bólu, abyście ty i twój lekarz mogli
wpływać na to, jak twoje ciało i mózg przetwarzają jego sygnały.
Rozdział 1. Ból stuka do drzwi
Rozdział 1
Ból stuka do drzwi
Nie tak dawno byłem z dziećmi na nartach w czasie ich wiosennych ferii.
Zadzwoniła do mnie mama. Jako neurochirurg-traumatolog -?a także
dziennikarz -?zawsze jestem pod telefonem i kilka osób może mnie złapać
o każdej porze dnia i nocy. Należą do nich moja żona, szef chirurgii w Emory University Hospital, producent wiadomości CNN, no i oczywiście
mama. Doskonale wiedziała, że zastanie mnie na stoku, więc zaniepokoił
mnie jej numer na wyświetlaczu. Zsunąłem kask z ucha i powiedziałem
"halo", a ona bez powitania przeszła do rzeczy. Zupełnie wypranym z emocji tonem oświadczyła:
-?Złamałam kręgosłup.
Moja osiemdziesięciodwuletnia matka, która nie przeleżała chyba ani
jednego dnia w życiu, upadła. Po prostu straciła równowagę, mocując się
z walizką, i poleciała do tyłu. Wylądowała na pupie w pozycji siedzącej.
Zabolało; potem bolały ją plecy, ale nie zwracała na to uwagi. Niestety,
mimo masażu, odpoczynku, chłodzenia, a nawet grzania przez kilka dni ból
się utrzymywał. Niemal tydzień po zdarzeniu zdecydowała się wreszcie
zrobić prześwietlenie. Wykazało ono pęknięcie w odcinku lędźwiowym
kręgosłupa.
Sam fakt, że zadzwoniła, dowodził, jak poważna była sytuacja. Mama nigdy
się nie skarży. Przeciwności losu bierze na klatę jak ordery i jeśli o nich mówi, to w anegdotycznej formie, czasem prezentując bliznę lub
siniak. Nie zgodziła się na znieczulenie zewnątrzoponowe przy porodzie i była mocno zdziwiona, że kogoś to zaskoczyło. Kiedy trzydzieści lat temu
okazało się, że ma raka piersi, potraktowała go jak pryszcza. Guz był,
potem go nie było, o czym tu mówić? Nie brała leków, zrywała się z łóżka
o świcie, a kładła później niż wszyscy, doglądała wnuków, gotowała,
sprzątała i starczało jej jeszcze czasu na szkolne przedstawienia. To
mama zawsze motywowała nas do większego wysiłku. Od dzieciństwa pamiętam
ją w ciągłym ruchu, pośpiechu, wiecznym pędzie.
Nie potrafiłem sobie wyobrazić mamy w chorobie, słabej i zależnej od
innych. Kiedy więc zadzwoniła, a ja wychwyciłem w jej głosie ton,
którego nigdy wcześniej nie słyszałem, byłem przerażony.
Poleciałem prosto na Florydę. Przez kilka dni oglądałem jej zdjęcia,
rozmawiałem z lekarzami i pomagałem ustalić najlepszą strategię
leczenia. Kiedy przyleciałem, cierpiała tak bardzo, że prawie nie
wstawała z łóżka. Dawniej nie wyglądała na swój wiek, ale teraz miała
zapadnięte policzki i wyraźne, głębokie zmarszczki wokół oczu. Przy
każdym poruszeniu krzywiła się z bólu, a ja zrywałem się z krzesła, choć
nie bardzo wiedziałem, jak jej pomóc.
Mama doznała złamania pierwszego kręgu odcinka lędźwiowego. Kręgosłup
dzieli się na odcinki. Szyjny zawiera siedem kręgów. Kolejne dwanaście
mieści się w odcinku piersiowym i każdy z nich łączy się z parą żeber.
Pięć kręgów znajduje się w odcinku lędźwiowym, który przechodzi w krzyżowy, umieszczony pomiędzy kośćmi biodrowymi miednicy.
Przy takich urazach jak ten, któremu uległa moja mama, zwykle pierwszą
odnogą drzewa decyzji jest ustalenie, czy jest to przypadek
chirurgiczny, czy nie. Czy operacja będzie najlepszą opcją? Nie ma
wątpliwości, że krwiak w obrębie mózgowia czy pęknięty wyrostek
robaczkowy wymagają interwencji chirurga. Tymczasem przypadek mamy był
mniej oczywisty i trzeba było wziąć pod uwagę także inne okoliczności.
Używając terminologii medycznej, mama miała złamanie kompresyjne kręgu
L1. Z grubsza cylindryczna kość została zgnieciona i odkształcona.
Mówiąc obrazowo, spłaszczona na naleśnik. Na szczęście nie wystąpiły
deficyty neurologiczne, drętwienia czy osłabienie; mogła sama korzystać
z łazienki. Objawem dominującym był ból i to rodziło kolejne pytania:
Czy ból jest na tyle silny, że dostępne metody nieoperacyjne, takie
jak farmakoterapia czy fizykoterapia, są niewystarczające lub z innych
powodów niewskazane?
Jak długo ból będzie się utrzymywał po wygojeniu złamania i czy
pacjentka może go tak długo znosić?
Czy jej wiek i stan kości wpłyną na czas gojenia, prawdopodobnie
wydłużając go, a co za tym idzie, wydłużając okres, w którym będzie
utrzymywał się ból?
I najważniejsze:
Czy operacja rzeczywiście pomoże uśmierzyć ból?
Mama nie pozostawiła miejsca na wątpliwości co do pierwszej kwestii.
-?Nie dam rady żyć w ten sposób -?powiedziała.
Miałem świadomość, że dotkliwy ból może się utrzymywać co najmniej przez
dwa miesiące. Dla niej było to jak wieczność. Wiedziałem też, że nie
zechce przyjmować opioidów w wysokich dawkach. Była niska i szczupła; w przeszłości taka terapia mocno ją otępiała, co dodatkowo komplikowało
leczenie. Jasno dała też do zrozumienia, że nie zamierza poddać się
mocno inwazyjnej operacji w swoim wieku i stanie.
Wspólnie z lekarzami zdecydowaliśmy się na stosunkowo nową metodę -?mało
inwazyjny zabieg zwany kifoplastyką. Znałem tę procedurę, napisałem
nawet o niej kilka artykułów naukowych. Teraz wytłumaczyłem ją mamie:
-?Wyobraź sobie kartonowe pudełko. A teraz wyobraź sobie, że ktoś je
zgniótł od góry. Kiedy to sobie zwizualizujesz, zauważysz, że dwie
rzeczy zaszły jednocześnie: pudełko straciło na wysokości, ale zyskało
na szerokości. To właśnie stało się z twoim kręgiem i powoduje ból.
W trakcie kifoplastyki do zniszczonego kręgu przez skórę wprowadza się
igłę, a przez nią niewielki balonik. Kiedy znajdzie się wewnątrz,
zostaje napompowany. Balon, powiększając się, z powrotem odkształca
kość. Aparatura rentgenowska pozwala ocenić, czy kręg odzyskał z grubsza
normalną wysokość. Wtedy usuwa się balon i przez tę samą igłę wstrzykuje
porcję cementu, który szybko tężejąc, stabilizuje prawidłową geometrię
kręgu.
Zebrane przez nas dane wskazywały, że kifoplastyka pomoże przywrócić
kształt kręgu, więc po wielu naradach zaplanowaliśmy zabieg.
-?Jak duże jest prawdopodobieństwo, że to pomoże, Sanjay? -?zapytała
mama.
Pytanie było zrozumiałe, ale odpowiedź trudna. Jednym z największych
wyzwań medycyny jest chęć uzyskania względnie pewnych rezultatów w mocno
probabilistycznej dyscyplinie. Owszem, byłem dobrej myśli, ale pewności
nie miałem.
Zrozumiała. Rano w dniu operacji spojrzała na mnie i powiedziała:
-?Jeśli to nie pomoże, chyba pożegnam się z życiem.
Ból ją wykańczał.
Mama jest twarda. Dzieciństwo spędziła w obozach dla uchodźców, a mimo
to została pierwszą kobietą zatrudnioną jako inżynier w zakładach
motoryzacyjnych Ford Motor Company. Wtedy jednak wydała mi się krucha
jak nigdy i z pewnością sprawił to ból. Taki właśnie jest: kiedy
cierpisz, przyćmiewa wszystko, odbiera nawet myśl o przyszłości.
Na szczęście operacja, która trwała około godziny, udała się. I co
niezwykłe, mama niemal natychmiast odczuła ulgę. Mówiąc szczerze, nadal
nie do końca rozumiem (podobnie jak wielu innych lekarzy, którzy stosują
tę procedurę), dlaczego kifoplastyka jest tak skuteczna w redukowaniu
bólu. Czy dlatego, że przywraca prawidłową anatomię uszkodzonego kręgu?
A może, jak sugerował jeden z chirurgów operujących mamę, cement ogrzewa
włókna nerwowe, które przewodzą czucie w kościach? Ulga mogła mieć też
podłoże psychologiczne, bo zabieg dał pacjentce tak potrzebną nadzieję.
Sprawy wreszcie szły w dobrym kierunku i już samo to było krzepiące.
Jakakolwiek była przyczyna, ból natychmiast zelżał od "chcę umrzeć" do
"trzy na dziesięć". Znacznie poprawił się też nastrój mamy, również
dlatego, że nie musiała już brać środków przeciwbólowych. Choć
uśmierzały ból, wprawiały ją w przygnębienie. Powodowały również
zaparcia, przez co nie miała apetytu. A nie jedząc, robiła się ospała.
Zaklęty krąg.
Wszystko to się zmieniło, kiedy zyskała lepszą kontrolę nad bólem. Przez
kilka następnych dni, które z nią spędziłem -?najpierw w szpitalu, a potem w domu -?znowu dostrzegłem, jak wszystko jest ze sobą ściśle
powiązane: objawy, ból i ogólne samopoczucie. Mama była jak nowo
narodzona. Chodź tydzień wcześniej nękały ją myśli samobójcze, to kiedy
wyjeżdżałem, pichciła coś w kuchni, pogwizdując pod nosem.
Złożoność zjawiska bólu niesie różne możliwości
Ból jest niesłychanie złożonym zjawiskiem biologicznym, a przy tym w dużej mierze wytworem umysłu.
Jego zagadka wymyka się nam po części dlatego, że za powstanie bólu
odpowiada mózg, będący bardzo skomplikowanym organem. Po trzydziestu
latach, które poświęciłem neurochirurgii, ludzki mózg wciąż mnie
zachwyca, oszałamia i fascynuje.
Co wiemy? Ból nie zaczyna się tam, gdzie mogłoby się nam wydawać -?w złamanej kości nadgarstka lub skręconej kostce. Zaczyna się w mózgu,
który usiłuje nadać sens nowym sygnałom płynącym z uszkodzonego miejsca.
Pospiesznie łączy te informacje z już posiadanymi, takimi jak podobne
epizody z przeszłości, stosowne do nich przewidywania, normy społeczne i tak dalej. Dla przykładu: kiedy spojrzysz na dłonie i zobaczysz na nich
krew, ból najprawdopodobniej się zwiększy.
Wyobraź sobie teraz, że twój mózg próbuje się uporać z tym zalewem
informacji w ułamku sekundy. Ponadto przez cały czas stara się ocenić,
czy dana informacja jest ścisła, prawdziwa i warta zachowania, czy to po
części fake news (by zapożyczyć termin z mojej dziennikarskiej
praktyki). Właśnie dlatego zdarza się, że dziecko mimo bólu nie płacze,
dopóki nie zauważy zmartwienia rodziców. Zwraca się bowiem do zaufanego
źródła, aby ocenić wagę i zasadność tego, co czuje.
Kiedy człowiek spodziewa się bólu -?przykładowo na widok igły -?jego
mózg przygotowuje się na odpowiedź bólową, nawet jeśli to, co go czeka,
jest obiektywnie bezbolesne. Sygnały o zagrożeniu, wędrujące do mózgu
włóknami nerwowymi w rdzeniu kręgowym, są tłumione bądź amplifikowane -
to znaczy, że zostaje im nadana większa lub mniejsza waga. Trochę tak,
jakby mózg przeglądał media społecznościowe i naraz trafił na coś, co
przykuwa uwagę. Jeśli ta alarmująca wiadomość pochodzi ze znajomego
źródła, któremu ufa, natychmiast zyskuje priorytet i jest wzmacniana.
Jeśli nie -?może zostać zbagatelizowana lub nawet całkowicie
zignorowana.
Kiedy mózg stara się nadać sens wszystkim nowym informacjom, może dojść
do tego, że wysyła nieprecyzyjne, pokrętne sygnały bólowe. Zwykle robi
to dobrze, ale może też źle zinterpretować ból, ponieważ nie do końca
rozpoznaje źródło albo mu nie ufa. Zdarza się to częściej, niż mogłoby
się wydawać.
Jednym z przykładów jest coś, co nazywamy bólem rzutowanym. Miewamy
z nim do czynienia, kiedy na przykład w czasie zawału serca boli żuchwa
albo mamy wrażenie lodowacenia mózgu, gdy coś bardzo zimnego dotknie
podniebienia. W tym drugim przypadku brak precyzji mózgu sprawia, że
łapiemy się oburącz za głowę, zamiast przycisnąć do podniebienia ciepły
język. Mózg potrafi nawet tworzyć realne doznanie bólu w części ciała,
której już nie ma, na przykład po amputacji. Taki fenomen nazywamy bólem
fantomowym.
Niezależnie od tego, co dzieje się w innych częściach ciała, to mózg
decyduje o tym, jak bardzo boli. Może całkowicie wyłączyć ból albo
wywołać go tam, gdzie nie ma on racji bytu. Odpowiedź mózgu po części
zależy od genów, ale może też wynikać z innych zaskakujących i na pozór
niezwiązanych przyczyn. To, co zjadłeś na lunch, może wpłynąć na to, jak
będzie cię boleć po kolacji. Jak również to, czy twoja rozmowa
telefoniczna z mamą lub szefem przebiegła w miłej atmosferze. Jeśli w przeszłości cierpiałeś już na bóle, tamte zapisane w pamięci doznania
mogą wpływać na poziom bólu odczuwanego teraz. Traumatyczne przeżycia w dzieciństwie mogą zaowocować nadwrażliwością na ból lub podatnością na
bóle przewlekłe.
Na drugim biegunie znajdują się ludzie w znacznym stopniu odporni na
ból. Niektóre z czynników opisanych powyżej, w tym genetyczne, mogą
zmniejszyć ryzyko występowania lub odczuwania dotkliwego bólu. Kiedy
byłem rezydentem na chirurgii, w izbie przyjęć pojawił się pacjent z urazem biodra po upadku z konia. Gdyby nie upór żony, w ogóle nie
przyszedłby się zbadać. Staw biodrowy składa się z panewki, w której
znajduje się głowa kości udowej. Zdjęcie rentgenowskie wykazało, że
głowa całkowicie wysunęła się ze stawu, a panewka jest pęknięta i rozpadła się na kilka fragmentów. Mimo to pacjent nalegał, aby jak
najszybciej go wypisać.
Wszystko sprowadza się do tego, że mózg generuje ból na podstawie
szerokiego wachlarza bodźców -?biologicznych, psychologicznych,
społecznych, emocjonalnych, środowiskowych, nawet kulturowych. A że, jak
teraz wiemy, mózg można pielęgnować, rozwijać i usprawniać w każdym
wieku, mamy coraz więcej dowodów, iż da się go przeprogramować w taki
sposób, by zmienić neuronalny obieg bólu, redukując jego intensywność,
czas trwania, a nawet całkowicie go eliminując.
Z tych samych jednak przyczyn ból niezwykle trudno zmierzyć,
zdiagnozować i leczyć. W efekcie najrozmaitsze strategie u jednego
pacjenta odniosą skutek, u innych zaś nie. Wiele kuracji ponosi fiasko z powodów, których nikt nie potrafi wytłumaczyć ani nawet przewidzieć,
podczas gdy inne kończą się niespodziewanym sukcesem. Subiektywne
odczuwanie bólu zawsze było opisywane jako fundamentalny problem
terapii. Po doświadczeniach mojej mamy zdałem sobie sprawę, że może też
stanowić część rozwiązania.
Pomyślmy o tym jako o wykorzystywaniu nieodkrytych dotąd zasobów
ludzkiej biologii. Można zastosować bogaty wachlarz metod -
farmaceutyki, zabiegi, również niemedyczne, jak choćby gimnastyka, dieta
i ćwiczenia oddechowe. Zyskują na popularności metody psychologiczne,
rekomendowane coraz częściej jako terapie pierwszego rzutu, a nie
ostatnia deska ratunku. Rozmowa z psychologiem przed i po zabiegu
chirurgicznym przyczynia się do optymalnej rekonwalescencji i redukuje
ryzyko przerodzenia się bólu ostrego w przewlekły. Nawet pacjentom z bólem przewlekłym terapia psychologiczna pomaga opanować go na tyle, że
mogą uniknąć niepotrzebnych zabiegów chirurgicznych, zmniejszyć
dawkowanie środków przeciwbólowych i wreszcie poczuć, że żyją pełnią
życia.
Personalizowana terapia bólu -?obietnica i szanse
Kiedy piszę te słowa, mama wciąż wraca do zdrowia. Ostatnio odstawiła
laskę, a wcześniej balkonik. Znów chodzi na poranne spacery, chociaż
teraz zawsze trzyma tatę za rękę. Regularnie ze sobą rozmawiamy. Kiedy
przeszła już wszystkie niezbędne badania, zapytałem, jak uraz na nią
wpłynął. Mama, która nigdy nie poświęcała wiele czasu na analizowanie
swoich odczuć, mówiła o utracie kontroli, kiedy to ból dyktował jej
warunki. Słuchałem uważnie. Widziałem teraz kogoś o wiele bardziej
ludzkiego niż pionierska pani inżynier, u boku której dorastałem.
Widziałem jej bezbronność -?przerażającą, a zarazem budzącą nowe pokłady
czułości. Nie mam pojęcia, co by było, gdyby zabieg nie przyniósł
oczekiwanego efektu, i czy mówiła poważnie, kiedy wspominała o odebraniu
sobie życia. Wiem jedno: dla wielu ludzi, których poznacie na kartach
tej książki, takie rozważania są codziennością.
Mogę śmiało powiedzieć, że w przypadku mamy nasze rozmowy i optymizm,
który w niej wskrzesiły, stały się częścią procesu leczenia. Czuła się
lepiej, mogąc mi się zwierzyć, a to, że słuchałem, utwierdziło ją w przekonaniu, że jest kochana i jej ból jest dla mnie ważny. Dając upust
potrzebie podzielenia się tym, co się z nią dzieje, kiedy boryka się z bólem, otworzyła się na metody leczenia, których wcześniej nawet nie
brałaby pod uwagę. Już w trakcie terapii skupiła się na tym, aby taki
wypadek się nie powtórzył. Korzystała z każdej codziennej okazji, by
pracować nad równowagą ciała (i zręczniej obchodzić się z walizką!).
Dbała też o lepszą formę psychofizyczną, aby bardziej świadomie znosić
jakikolwiek ból, gdyby się pojawił. Wspierałem ją ze wszystkich sił. Sam
również wyciągnąłem wnioski z jej doświadczenia i czułem, że mnie
odmieniły.
Starając się zastosować swoją wiedzę medyczną do przypadku mamy, zdałem
sobie sprawę, że to, co widziałem i słyszałem od niej samej -
subiektywne doświadczenie, tak często umniejszane -?było najcenniejszym
źródłem informacji, kluczowym dla mnie i dla jej lekarzy. Ono wyznaczyło
plan leczenia. Dla kogoś, kto cierpi, ból jest faktem obiektywnym. Lecz
zarazem jego subiektywna natura sprawia, że to właśnie pacjent staje się
najlepszym ekspertem w tej dziedzinie.
Ciało ludzkie posiada godną uwagi zdolność do samoleczenia, jeśli tylko
mu na to pozwolimy. Nie oznacza to odrzucenia wskazań medycyny, lecz
wspólną perspektywę, dzięki której można myśleć o bólu inaczej. Należy
więc zwracać baczną uwagę na nasze unikalne doświadczenia i wsłuchiwać
się w to, co chce nam powiedzieć ciało.
Aby móc to robić, musimy jednak najpierw poznać język bólu.
Rozdział 2. Opowiedz mi o swoim bólu
Rozdział 2
Opowiedz mi o swoim bólu
JAK MÓWIMY O BÓLU, JAK O NIM SŁUCHAMY I DLACZEGO TO MA ZNACZENIE
Od tylnych drzwi stuletniego domu Wendy Miller do jej pracowni w ogrodzie prowadzi ścieżka z kamiennych płyt. Spacer jest krótki i bardzo
przyjemny. Ale nie wtedy, gdy już pierwsze kroki powodują silny ból po
urazie kolana, które wciąż nie chce się zagoić.
Osobiste doświadczenie przewlekłego bólu kazało Wendy spojrzeć pod innym
kątem na własną pracę. Jest arteterapeutką -?stosuje leczenie przez
sztukę.
Tego ranka ostrożnie usadowiła się w fotelu naprzeciw sofy i stolika z czystymi arkuszami papieru i zestawem kredek świecowych. Pacjentka,
spełniona artystka po czterdziestce, podczas sesji stara się wyrazić w rysunkach ból, którego codziennie doświadcza.
Kobieta zajmuje miejsce na kanapie. Wybiera jedną z kredek i przez
moment się zastanawia. Dla artysty idea, że można sięgnąć do
wewnętrznych doświadczeń w sposób niedostępny dla słów, to nic nowego.
Pacjentka sięga do wewnętrznej palety bólu, która pomaga jej odmalować
cierpienie w sposób, którego współczesna medycyna nie widzi lub nie chce
dostrzec.
Na papierze pojawiają się linie i plamy. Od czasu do czasu terapeutka
rzuca jakiś komentarz, obserwując, jak kompozycja nabiera kształtu.
Niektóre z wyobrażeń są podobne do tych, które kobieta rysowała na
poprzednich sesjach. Pewne elementy -?zwierzęta, kształty, wzory,
miejsca -?pojawiają się za każdym razem.
-?Tworzyła kompozycję, a potem wypełniała ją jak gotową kolorowankę -
opowiada Miller. -?Śledząc ją uważnie, w ciszy, zaczęłam rozumieć, że
celowo nadaje swoim pracom wiele warstw znaczeniowych. Kompozycje nie
były płaskie, dwuwymiarowe. Czasami tworzyła kształty i kolory swojego
bólu fizycznego, czasem emocjonalnego, a czasem traumy, którą wciąż
dźwigała. Kiedy opowiadała, doskonale widziałam, do której warstwy się
odnosi, i mogłyśmy o niej porozmawiać. Każdy ból zawsze miał własny
kolor.
Pospiesznie naszkicowane bryły, pasy i organiczne kształty nakładające
się na siebie stanowiły odbicie tego, w jaki sposób przewlekły ból
wymaga od pacjentki stałej uwagi i strategicznego planowania w każdym
aspekcie jej życia. Żywe kolory i mocne linie reprezentowały zespół
jelita drażliwego (IBS). Inne warstwy odnosiły się do traumy z dzieciństwa -?utrzymywanego w tajemnicy alkoholizmu rodziców.
-?Intensywność bolesnych doświadczeń wyrażała się przez poszarpane
linie, nierówną barwę, krzyżujące się ślady biegnące w różnych
kierunkach lub kształty całkowicie wypełnione kolorem -?mówi terapeutka.
-?W innych pracach dziecięca trauma przybierała postać szeroko otwartych
zwierzęcych paszcz i wyszczerzonych kłów.
Przyszła mi na myśl znana meksykańska malarka Frida Kahlo i jej słynne
słowa: "Moje obrazy niosą za sobą przesłanie bólu". Odnosiły się one do
jej autoportretów obrazujących dekady cierpienia i pogarszającego się
stanu zdrowia. Był to skutek obrażeń, które jako nastolatka odniosła w wypadku autobusu. Zmarła w 1954 r., mając zaledwie czterdzieści siedem
lat. Kahlo malowała swój ból w surowych, pełnych udręki wizjach.
Pojawiają się na nich niezliczone operacje, gorsety ortopedyczne i inne
urządzenia mające unieruchomić -?uwięzić! -?ciało, a także zabiegi,
które zapewne tylko przysparzały jej bólu. Jej dzieła określano mianem
surrealistycznych. Ona sama nie zgadzała się z taką etykietką. Mówiła:
"Nie maluję snów ani koszmarów. Maluję swoją rzeczywistość".
Każdy obraz opowiada jakąś historię, szczególnie wtedy, gdy mamy do
czynienia z unikalnym doświadczeniem bólu. Sztuka może przekazać nie
tylko jego rodzaj i intensywność, ale też zdradzić, do jakiego stopnia
zdominował on życie człowieka.
-?Problem polega na tym, że większość lekarzy zna tylko jeden język -
powiada Miller.
Jednakże ból przewlekły to zagmatwane, wielowarstwowe zjawisko, w którym
na fizyczne cierpienie nakładają się jeszcze emocje. Arteterapia,
podobnie jak sesje wykorzystujące taniec czy muzykę, wykracza poza
konwencję wywiadu lekarskiego. Najbardziej wyraziste opisy bólu
uzyskałem od pacjentów, których zachęciłem, aby poszukali analogii w wyobraźni. Plastyka pozwoliła klientce Wendy Miller sformułować własną
odpowiedź na klasyczne pytanie, które rozpoczyna każdy wywiad lekarski w takiej sytuacji i brzmi: "Proszę opisać ten ból".
Jak zmierzyć ból? Rozmowa jest najważniejsza
Ocena medyczna zaczyna się zwykle od pomiarów wzrostu, wagi,
temperatury, tętna, ciśnienia krwi. Dane te stanowią swego rodzaju
podstawę oceny dolegliwości, na które skarży się pacjent, a czasami
pozwalają wykryć schorzenia, z których mógł nawet nie zdawać sobie
sprawy. Pomagają pacjentowi i lekarzowi zrozumieć, z jakim problemem
mają do czynienia i jakie kroki należy podjąć, by się z nim uporać. Co
jednak zrobić, kiedy problemem jest ból? Jak zmierzyć coś, co każdy z nas odczuwa inaczej?
W wielu aspektach ból pozostaje równie niezbadany jak przed wiekami.
Użycie stetoskopu, który służy lekarzom do oceny dźwięków pochodzących z wnętrza ciała (jak tętno, oddech czy ruchy jelit), nie dostarczy nam
informacji o nasileniu, czasie trwania czy lokalizacji bólu. Nie
podpowie, co go zaostrzy, a co złagodzi i do jakiego stopnia wpływa on
na codzienną aktywność chorego. A przecież wszystko to są dane
zasadnicze dla prawidłowej diagnozy i leczenia!
To frustrujące, że mając do dyspozycji rozwiniętą technologię medyczną,
oceniamy ból, posługując się skalą rysunkowych buziek -?od uśmiechniętej
do skrzywionej. Przecież musi być lepszy sposób.
Od czego więc zacząć?
Pytania, wskazówki i inne narzędzia detektywa bólu
Jestem przyzwyczajony do przeglądania mnóstwa danych o pacjentach.
Chorzy pojawiają się w gabinecie z wynikami badania krwi lub innych
badań laboratoryjnych, z opisami diagnostyki obrazowej, szczegółową
historią medyczną i pełnymi sprawozdaniami z badań neurologicznych.
Nawet to, jak wchodzą -?którą kończynę faworyzują, czy są wyprostowani,
czy zgarbieni -?już stanowi pewną informację. Oceniam stan ich układu
nerwowego na podstawie siły, z jaką wzruszają ramionami, lub tego, jak
długo mogą ustać na palcach. Poświęcam sporo czasu na zadawanie pytań i nie mniej na wysłuchiwanie odpowiedzi -?i nie chodzi tylko o słowa:
równie ważne są ton i emocje.
Niemal trzydzieści lat temu dr Regina Fink z Uniwersytetu Kolorado
podniosła sztukę oceny bólu na wyższy poziom. Usiłując stworzyć
obiektywną skalę pomiarową, opracowała szybki kwestionariusz o nazwie
WILDA (words, intensity, location, duration, aggravating and
alleviating factors -?słowa, nasilenie, umiejscowienie, okres trwania,
czynniki zaostrzające i uśmierzające).
Trafiła w punkt, ponieważ stworzyła swobodną, opartą na rozmowie
strukturę organizowania istotnych informacji. Wykorzystała jednolity
język jako pomost komunikacyjny pomiędzy lekarzem a pacjentem.
Precyzyjnie opracowane pytania pomagają sformułować podpowiedzi. W mojej
praktyce oznacza to, że zarówno każde nowe pokolenie lekarzy, jak i uznani specjaliści z różnych dziedzin mogą w sposób spójny i jednolity
opisywać ból pacjenta. (Wielu świeżo upieczonych lekarzy nosi
miniaturową ściągę w kieszeni kitla).
Wszystko zaczyna się od pierwszych słów, jakimi pacjent opisuje swój
ból. Stanowią one jak gdyby wstępne współrzędne, od których zaczynamy
kreślić drogę do źródła.
Słowa: niech przemówi twoje ciało
Starannie dobieraj słowa. Użycie określenia "kłujący" zamiast
"przeszywający" może wskazywać na to, że ból pleców wynika raczej ze
skurczu mięśni niż z ucisku na nerw. "Tępy" może oznaczać stałe
pulsowanie, podczas gdy "mrowienie" może wynikać z zimna bądź utraty
czucia. Często zachęcam pacjentów, żeby postarali się opisać swój ból
obrazowo. "Tak, jakby wilk wbił mi zęby w kolano" -?powiedziała kiedyś
pacjentka z rozległym, bolesnym i zainfekowanym krwiakiem. "Zagryza
mocniej i wtedy ból jest przeszywający. A kiedy się ruszam, zatapia zęby
głębiej i zaczyna żuć".
Nasilenie: jak mocno boli?
Nasilenie bólu pozostaje najbardziej subiektywną składową
kwestionariusza WILDA. Rysunkowe buźki i skale liczbowe są pomocne, ale
potrzebny jest kontekst. Pytania o relacje, apetyt, ogólny nastrój i jakość snu mogą dać pojęcie o intensywności bólu. Upośledza on życie
pacjenta, nawet jeśli ów nie do końca zdaje sobie z tego sprawę.
Ból, który budzi z nocnego snu, klasyfikowany jest jako ten o szczególnym nasileniu. Uważany jest za dotkliwszy niż ból, który dokucza
w ciągu dnia, skoro jest na tyle silny, by zaburzyć senną aktywność
mózgu.
Najpopularniejsza skala oceny bólu przyporządkowuje mu liczby od 0 do
10, przy czym 0 to brak bólu, a 10 -?to ból najgorszy, jaki można sobie
wyobrazić. Owszem, miernik jest subiektywny, niemniej jednak pomaga
pacjentowi i lekarzowi monitorować zmiany w czasie, choćby po to, by
ocenić skuteczność leczenia. Ogólnie rzecz biorąc, konkretna liczba
(1-10) nie jest aż tak istotna jak ustalenie poziomu. Niższe liczby
wskazują na ból słabszy. Często pytam pacjentów: "Czy ból jest
dokuczliwy, ale nie wpływa na życie codzienne?". Jeśli odczuwasz ból,
ale wciąż jesteś w stanie poświęcać się rzeczom, które sprawiają ci
przyjemność, ból można określić jako słaby (1-3).
Ból średni bądź umiarkowany (4-6) powoduje więcej ograniczeń. Jeśli
skłonił cię do odwołania umówionego spotkania, jego natężenie wynosi
przypuszczalnie co najmniej 5. Jeśli nie jesteś w stanie skupić się
nawet na tyle, by czytać książkę, rośnie do 6-7.
Ból o natężeniu 8 to ból silny. Taki, który budzi nas w nocy lub w ogóle
nie pozwala zasnąć. Przy 9 zdolność do fizycznej aktywności jest już
mocno ograniczona. Najsilniejszy ból, o natężeniu 10, całkowicie
dezorganizuje życie; często prowadzi do majaczeń lub niekontrolowanych
jęków.
Brak odczucia bólu również może być wiele znaczącą wskazówką. W swojej
praktyce spotykałem pacjentów, którzy nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, że mają całe obszary niedoczulicy. Wychodziło to na jaw, gdy na
przykład przesunąłem narzędziem po krawędzi stopy, a badany nic nie
poczuł. Jeden z moich pacjentów miał paskudnie zakażone pęcherze na
małym palcu stopy, których w ogóle nie zauważył.
Umiejscowienie
Kiedy przychodzi do identyfikacji źródła bólu, często oczywiste
wskazanie jest poprawne. Ale czasem wskazane miejsce to tylko punkt na
długiej drodze sygnału przez układ nerwowy.
Znanym przykładem jest ból w lewym barku, towarzyszący zawałowi mięśnia
sercowego. Chociaż miejsce bólu to bark, jego źródłem jest
przecież serce. Doświadczając go, z początku nie zorientujesz się, co
się dzieje. Ale taka jest właśnie natura bólu rzutowanego: jest
podstępny i potrafi oszukać.
Szczególnie często potwierdza się to przy bólach w obrębie głowy i szyi.
Pewien neurolog opowiadał mi o pacjencie, który pojawił się u niego z powodu silnego bólu za prawym okiem. Mężczyzna ten odwiedził wielu
okulistów i innych specjalistów, ale żaden nie potrafił wskazać źródła
bólu.
-?Każdy z nich sprawdzał, my również, co się, do cholery, dzieje z tym
okiem albo tuż za nim -?mówi neurolog. -?W końcu okazało się, że
przyczyną była przepuklina krążka międzykręgowego (dysku) w odcinku
szyjnym. Ucisk na nerw powodował silny ból za prawym okiem.
Mylące oznaki bólu rzutowanego są powodem wielu niepotrzebnie
wykonywanych badań obrazowych, kiedy szukamy źródła bólu nie tam, gdzie
trzeba.
Z kolei odmienne źródła często powodują ból w tych samych miejscach. Ból
zatok zwykle opisywany jest jako ból głowy. Bolące nerki jako ból
pleców. Częściej, niż mogłoby się wydawać, ból stawu biodrowego bywa
opisywany jako ogólny ból brzucha. Jak możesz się domyślić, badania i leczenie w obu wypadkach są całkiem różne. Aby określić dokładną
lokalizację, często proszę pacjentów, by zamknęli oczy, wyciszyli się,
wzięli kilka głębokich wdechów i dopiero wtedy wskazali miejsce, które
według nich stanowi źródło bólu. W ten sposób chcę im pomóc skupić się
wyłącznie na bólu, odseparować go od innych czynników. Wielokrotnie
byłem zaskoczony, że miejsce, które wskazują, kompletnie różni się od
tego, co widnieje w dokumentacji medycznej.
Może to wynikać z faktu, że niektóre rodzaje bólu potrafią wędrować,
przenosić się z jednej okolicy ciała do innej. Jest to kolejny czynnik,
który bardzo utrudnia diagnostykę. Bóle migrujące są powszechne w wielu
stanach przewlekłych, takich jak zapalenie stawów, toczeń i inne choroby
autoimmunologiczne. Jest to także jeden z ważnych objawów fibromialgii -
stanu chronicznego, często powodującego szeroko rozprzestrzenione
dolegliwości bólowe albo dolegliwości występujące w różnych okolicach
ciała w różnym czasie. Bóle migrujące bywają też skutkiem przewlekłych
zapaleń albo czynników tak pospolitych, jak nadmierny wysiłek,
odwodnienie, brak snu, mogących w taki czy inny sposób prowadzić do
rozwinięcia się stanu zapalnego.
Czas trwania
Odpowiedź na pytanie: "Od jak dawna boli?" wcale nie jest prosta.
Załóżmy, że poczułeś ból po urazie i pamiętasz, kiedy się to stało. Po
zastanowieniu dochodzisz jednak do wniosku, że wcześniej był słaby i dopiero ostatnio stał się dokuczliwy. Ponadto upływ czasu odbierany jest
różnie przez różnych ludzi. Kiedy cierpisz, godziny płyną wolniej, a czasem wręcz czas staje w miejscu. Dla niektórych "atak" oznacza kilka
minut, dla innych parę godzin. Bardzo ważne jest ustalenie rzeczywistego
czasu ich trwania. Odpowiedź pomoże zdecydować, czy są efektem ustawania
działania środków przeciwbólowych, nawracającego problemu zdrowotnego
czy czegoś zupełnie innego. Pytania dotyczące czasu trwania bólu pozwolą
zdiagnozować, czy jest on stały, okresowy, napadowy, czy może stanowi
ich kombinację.
Ból przewlekły bywa często definiowany jako utrzymujący się trzy
miesiące bądź dłużej (po takim okresie najczęściej mija ból ostry,
będący wynikiem urazu). Inna definicja podaje okres sześciu miesięcy,
gdy ból występował przynajmniej przez połowę tego czasu. Tak czy
inaczej, jeśli trwa on dłużej, szczególnie jeśli nie odnaleziono
zauważalnych przyczyn fizycznych, trzeba poszukać innych, często
psychologicznych.
Wielu ekspertów w zakresie leczenia bólu rekomenduje psychoterapię jako
pierwszy wybór (a nie ostatnią deskę ratunku), wychodząc z założenia, że
im wcześniej, tym lepiej. Abstrahując od przyczyny, to przecież mózg
przetwarza sygnały bólowe za pomocą sieci neuronalnych, które z kolei
przetwarzają bodźce kognitywne, emocjonalne i sensoryczne. Każdy z nich
może kreować bądź wzmacniać doświadczenie bólu. Terapia pozwala
zmodyfikować ich odczuwanie.
Wzorce i typy bólu
Choć każdy odczuwa ból po swojemu, ogólniejsze wzorce oparte na znanych
czynnikach (jak częstotliwość, czas trwania, nasilenie bólu i jego
prawdopodobna przyczyna) tworzą płaszczyznę wywiadu lekarskiego, a także
podstawę leczenia.
Niektóre wyróżniki wciąż są tematem dyskusji międzynarodowego środowiska
specjalistów leczenia bólu. Udało się już jednak opracować prostą
klasyfikację, używaną przez amerykański Instytut Zaburzeń
Neurologicznych i Udarów oraz Międzynarodowe Towarzystwo Badania Bólu.
Znajdziemy ją w American Chronic Pain Association and Stanford Medicine
Resource Guide to Chronic Pain Management.
Zależnie od częstotliwości i długotrwałości występowania ból można
określać jako ostry, przewlekły lub epizodyczny.
Ból ostry to taki, który pojawił się niedawno, zwykle nagle, i zniknie, gdy przestanie działać przyczyna. Jego nasilenie ma wysoki
poziom, jest to bowiem sygnał ostrzegawczy, informujący o zagrożeniu,
jakim są dla organizmu uraz, choroba, przeciążenie lub jakiś czynnik
zewnętrzny. Najczęstszymi przyczynami ostrego bólu są naderwane
mięśnie, złamane kości, zabiegi stomatologiczne i chirurgiczne, poród,
infekcje, oparzenia.
Ból epizodyczny (napadowy) pojawia się od czasu do czasu, często w nieregularnych interwałach. Nieraz da się go powiązać z długotrwałą
chorobą (na przykład nowotwory lub anemia sierpowata). Może też być
wynikiem stresu czy emocji (takich jak niepokój, zmartwienie, gniew
czy strach). Przykładami bólów epizodycznych są migreny, bolesne
miesiączkowanie, a także dna moczanowa, postać ostrego zapalenia
stawów skutkująca bólem i opuchlizną utrzymującymi się przez tydzień
lub dwa. Ból epizodyczny mogą wywoływać znane nam bodźce, ale potrafi
on pojawiać się także bez oczywistej przyczyny.
Ból przewlekły (uporczywy) opisywany jest jako trwający ponad trzy
miesiące albo przez okres dłuższy niż konieczny do wyleczenia urazu
lub innego uszkodzenia tkanek ciała bądź stanu zapalnego. W niektórych
przypadkach ból ostry może się utrzymać i przyjąć formę przewlekłą. W innych -?pojawia się bez identyfikowalnej przyczyny fizycznej.
Niektórzy pacjenci cierpią na więcej niż jeden ból przewlekły -?są to
bóle współistniejące -?albo ból przewlekły i ostry w tym samym czasie.
Dolegliwości bólowe przyporządkowywane są też do kategorii opartych na
ich przypuszczalnym źródle. Wiele przypadków nie mieści się jednak tylko
w jednej zaprezentowanej poniżej kategorii.
Ból nocyceptywny, najpowszechniejszy, ma funkcję obronną: to alarm
ostrzegający o uszkodzeniu bądź zniszczeniu tkanki lub jej stanie
zapalnym. Takie uszkodzenia mogą być somatyczne (urazy mięśni, skóry,
kości lub stawów) albo trzewne (dotyczące narządów wewnętrznych). Stan
zapalny to naturalna odpowiedź organizmu, reakcja tkanek ciała na
szkodliwy bodziec i początek procesu naprawczego. Może się on wiązać z ostrym lub przewlekłym bólem odczuwanym jako przeszywający, kłujący,
tępy lub piekący, w zależności od przyczyny uszkodzenia. Przykładami
bólów nocyceptywnych są te towarzyszące skaleczeniu, poparzeniu,
złamaniu kości, zakażeniu, chorobie zwyrodnieniowej stawów.
Ból neuropatyczny, spowodowany dysfunkcją tkanki nerwowej albo jej
uszkodzeniem przez czynniki fizyczne lub chorobowe. Odczucia takiego
bólu są często opisywane jako pieczenie, mrowienie lub drętwienie, ból
przenikliwy lub nawet przeszywający niczym wyładowania elektryczne.
Pośród jego przyczyn możemy wymienić neuropatię cukrzycową, półpasiec,
rwę kulszową lub CRPS (zespół wieloobjawowego bólu miejscowego).
Ból neuroplastyczny (nocyplastyczny), niezapalny i nieneuropatyczny,
wynika ze sposobu, w jaki układ nerwowy przetwarza bodźce bólowe -?w szczególności związany jest z obwodem przetwarzania bodźców bólowych w mózgu. Powody jego wystąpienia nie są skutkiem zaistnienia realnego,
określonego urazu, uszkodzenia, stanu zapalnego ani choroby. Bywa
odczuwany w bardzo różny sposób, od tępego do palącego (jak łupanie w krzyżu, którego postać zmienia się w ciągu dnia). Wyśmienitym
przykładem jest tu ból fantomowy po utracie kończyny, ale założone
kryteria także spełniają fibromialgia lub zespół jelita drażliwego.
Co pomaga (a co szkodzi)?
Równie ważne są czynniki, które intensyfikują bądź łagodzą ból. Na
przykład stojąca, siedząca lub leżąca pozycja ciała. Ludzie, którzy
odczuwają ból z powodu złego ukrwienia kończyn dolnych, zwykle
doświadczają ulgi, kiedy zwieszą nogi poza krawędź łóżka. Przepuklina
krążka międzykręgowego może powodować nagły ból podczas próby uniesienia
wyprostowanej nogi w pozycji leżącej. A kiedy ktoś garbi się nad
sklepowym wózkiem, najprawdopodobniej stara się w ten sposób odbarczyć
uciśnięty nerw w odcinku lędźwiowym. Wszystko to może stanowić wskazówkę
co do przyczyny bólu.
Podobnie ważne jest prześledzenie bólu w różnych porach dnia. Bóle głowy
pochodzące od zatok silniejsze są rano, ponieważ zatoki nie opróżniają
się prawidłowo, kiedy leżysz przez całą noc. Wieczorne bóle głowy mogą
stanowić konsekwencję tego, co działo się podczas dnia -?napięcia
mięśni, odwodnienia, nadmiaru kofeiny lub zaniedbania posiłku. Istnieją
nawet senne bóle głowy, występujące zwykle, kiedy śpiący wchodzi w określone fazy snu. Najczęściej pojawiają się pomiędzy godziną pierwszą
a trzecią w nocy, co przyniosło im nazwę "bóle budzikowe". Nie istnieją
badania laboratoryjne czy obrazowe, które mogłyby je ujawnić. Jedynie
szczegółowa historia choroby i rozmowa z pacjentem może naprowadzić
lekarza na dobry trop.
Wiemy również, że ból emocjonalny czy psychiczny bywają ściśle powiązane
z bólem fizycznym. Pacjenci w czasie nasilonych epizodów depresyjnych
skarżą się na intensywniejszy ból po zabiegach operacyjnych. W rezultacie wielu chirurgów potrafi trafnie przewidzieć, jak pacjent
będzie dochodził do siebie po zabiegu, choć przesłanki tych prognoz nie
są ściśle medyczne.
Każdy, kto kiedykolwiek skarżył się na ból stawów, doskonale wie, że
określone warunki pogodowe mogą wywoływać pewne dolegliwości. Istnieje
teoria, że ciśnienie atmosferyczne i temperatura wpływają na objętość
tkanek, wzmagają stany zapalne i pogarszają krążenie, a każdy z tych
czynników może powodować ból. Jeśli jesteś jedną z wielu osób, które
cierpią na bóle związane ze zmianami pogody, nie zapomnij o tym
wspomnieć swojemu lekarzowi. To może być dla niego ważna wskazówka.
Odnalezienie źródła bólu przypomina śledztwo Sherlocka Holmesa, kiedy
wraz z Watsonem przesiewają sterty poszlak, szukając sprawcy. Zbierając
materiały do tej książki, znalazłem całkiem spójny prognostyk
powodzenia: obustronne zrozumienie pomiędzy lekarzem a obolałym
pacjentem. To możliwe, gdy znajdziesz kogoś, kto będzie uważnie słuchał
i poświęci ci dość czasu, by sporządzić jak najdokładniejszą
dokumentację twojej historii. Kwestionariusz WILDA pomoże ją
usystematyzować.
Prawda jest taka, że rozmowa na temat bólu nigdy nie była mocną stroną
lekarzy. W ostatnich latach sytuacja jeszcze się pogorszyła: czas
przeznaczony na jednego pacjenta mocno się skurczył ze względu na nawał
zadań administracyjnych i presję na przyjęcie jak największej liczby
chorych. Sterty papierów (choćby ubezpieczeniowych) i coraz częstsze
odmowy poważnie ograniczyły czas przeznaczony na rozmowę twarzą w twarz
w gabinecie.
-?To jeden z powodów, dla których ból nie otrzymał takiego priorytetu,
jaki powinien, zważywszy na jego przemożny wpływ na zdrowie publiczne -
mówi Roger Fillingim, psycholog kliniczny, profesor, założyciel i dyrektor Pain Research and Intervention Center of Excellence (ośrodka
badawczo-szkoleniowego ds. bólu i jego zwalczania) na Uniwersytecie
Stanowym Florydy. Mniej czasu na rozmowę z pacjentem oznacza, że lekarze
często uzupełniają luki w wiedzy o nim własnymi podejrzeniami i założeniami. I tu leży problem. Badania wskazują, że ilekroć ktoś
próbuje ocenić cudzy ból -?czy będzie to lekarz, czy członek rodziny -?z reguły go nie doszacowuje.
I tak pacjent zostaje na lodzie. Nie dość, że czuje się zlekceważony, to
jeszcze ma niewielkie szanse na przekazanie lekarzowi istotnych
informacji, które mogłyby -?i powinny -?kształtować plan leczenia.
Szczególnie teraz, kiedy naukowe dowody wykazały, jak wiele czynników
biologicznych, psychologicznych i społecznych wiąże się ze zjawiskiem
bólu, rozmowa staje się niezbędna. Stare sposoby zwyczajnie już nie
wystarczają.
Możemy o tym porozmawiać?
Doktor Carmen Renée Green, dziekan Wydziału Medycznego w City College of
New York, jest specjalistką leczenia bólu i wykładowczynią
anestezjologii, a także położnictwa i ginekologii, ochrony zdrowia i zdrowia publicznego. Kiedy zacząłem poważnie myśleć o napisaniu tej
książki, była jedną z pierwszych osób, z którymi zamierzałem
porozmawiać. Gdy robiłem specjalizację z neurochirurgii, często dzieliła
się wiedzą o bólu z rezydentami i kadrą. Dzięki temu zacząłem postrzegać
ból jako problem znacznie bardziej skomplikowany, niż sądzą młodzi
chirurdzy.
Ponieważ dr Green kierowała również Back and Pain Center (ośrodkiem
terapii bólu kręgosłupa), zdarzało nam się wspólnie opiekować chorymi.
Niektórzy zdążyli już odwiedzić wielu specjalistów, zanim mogliśmy
połączyć siły, żeby przynieść im ulgę. Doktor Green cechuje rzadka
empatia połączona z umiejętnością przekazywania pacjentom rzetelnych,
choć nieraz przykrych informacji o stanie ich zdrowia.
-?Większość ludzi chce po prostu, żeby ktoś ich wysłuchał -?mówi. -?Nie
macie pojęcia, ile razy słyszałam od pacjenta: "Jest pani pierwszą
osobą, która mnie o to pyta".
Doktor Green przyznaje, że próby kwantyfikacji bólu są wyzwaniem -?tym
większym, że podlegają tendencyjnym ocenom.
Mamy na przykład do czynienia z dobrze udokumentowaną sytuacją, gdy
czarnoskórzy pacjenci rzadziej niż biali dostają środki przeciwbólowe, a nawet jeśli, to w mniejszych dawkach. Zespół badawczy na Uniwersytecie
Wirginii ustalił w 2016 r., że "istotna liczba" białych studentów i lekarzy podziela fałszywe przekonania na temat "wrodzonych różnic
biologicznych" między osobami czarnoskórymi a białymi, ich uprzedzenia
"wpływają zaś na postrzeganie pacjenta i właściwą terapię". Innymi
słowy, biali studenci wierzyli, że osoby czarnoskóre mają wyższy próg
odczuwania bólu, a co za tym idzie, wymagają mniej analgetyków.
Powtórzę: był rok 2016!
Nierówności rasowe rzutują i na proces ewaluacji, i na samo leczenie.
Dowodzi tego sumaryczna analiza korelacji wypowiedzi pacjentów z reakcjami lekarzy. Badanie dotyczące przewlekłego bólu pleców, którym
objęto 1600 mieszkańców Karoliny Północnej, wykazało jasno: nawet kiedy
osoby czarnoskóre skarżyły się na silniejszy ból niż osoby rasy białej,
lekarze oceniali go jako słabszy i rzadziej kierowali chorych na
kompleksową diagnostykę i terapię. Przegląd 5000 przypadków choroby
zwyrodnieniowej w odcinku lędźwiowo-krzyżowym kręgosłupa wykazał, iż
zarówno pochodzenie etniczne, jak i płeć pacjenta silnie wpływają na
wybór procedur diagnostycznych i terapeutycznych. Na przykład kobiety z grup mniejszościowych o 52% rzadziej kwalifikowano do zabiegu
chirurgicznego niż mężczyzn z grup większościowych.
O czym trzeba mówić i jak rozmawiać o swoim bólu z lekarzem
Ocena własnego stanu pomoże ci przygotować się do wizyty u lekarza;
przyda się też jako źródło informacji krewnym lub przyjaciołom, jeśli
będą ci towarzyszyć.
Można podejść do tego dwojako. Opowieści o bólu są z natury złożone i szczegółowe, ale kwestionariusz WILDA to pierwszy prosty krok ku
lepszemu ich zrozumieniu. Z kolei poniższy kwestionariusz, opracowany na
podstawie zbioru wytycznych Yale Pain Management Collaboratory
Coordinating Center (Centrum Koordynacji i Współpracy w Walce z Bólem),
zawiera dodatkowe pytania i krótkie podpowiedzi.
Przygotowanie do rozmowy z lekarzem
Ważne, byś mówił o doznawanym bólu szczerze i otwarcie. Nie kłopocz się
tym, jak odbierze to lekarz; ból jest powszechnym problemem i większość
pracowników opieki zdrowotnej została odpowiednio przeszkolona, by
traktować osobę cierpiącą na przewlekły ból z szacunkiem i w sposób
zgodny z normami. Celem waszej współpracy jest opracowanie planu
leczenia. Dobrze jest przygotować się na pytania, które
najprawdopodobniej zada ci lekarz. W ciągu tygodni poprzedzających
wizytę przemyśl poniższe kwestie i jeśli chcesz, sporządź notatki.
Kwestionariusz WILDA ma na celu określenie twojego bólu fizycznego na
potrzeby diagnostyki oraz ustalenia wstępnych kierunków terapii. Inne
pytania, będące wyrazem całościowego podejścia do pacjenta, skupiają się
na psychologicznych, społecznych i emocjonalnych aspektach bólu. Są
równie ważne, będziesz bowiem rozmawiać z lekarzem o możliwościach
leczenia i takim jego zaplanowaniu, aby uwzględniało twoje priorytety w życiu codziennym. Pamiętaj o tym, porządkując swoje przemyślenia.
Jakie czynniki sprawiają, że ból nasila się bądź słabnie?
Czy istnieją sytuacje, zajęcia, posiłki lub inne zmienne powodujące
nasilenie bólu? A takie, przy których czujesz ulgę? Lub nawet takie,
przy których ból zmienia charakter w inny sposób; na przykład
umiejscowienie lub porę występowania? Odpowiedź na te pytania pomoże ci
omówić z lekarzem opcje, które zminimalizują ból i pozwolą na
niezmniejszoną aktywność.
Czy coś się ostatnio zmieniło w twoim życiu?
Czy zaszły zmiany w twoim życiu zawodowym -?inne stanowisko, utrata
pracy, przejście na emeryturę? A może przeprowadzka? Zmiana stylu życia?
Przystosowanie się do nowych wydarzeń, nawet jeśli są pożądane, powoduje
stres, podobnie jak wszelkie zmiany nawyków lub relacji z ludźmi. Czy
masz za sobą trudniejszy okres w kontaktach z rodziną, przyjaciółmi,
współpracownikami? Przeżyłeś jakąś stratę? Zauważyłeś zmianę apetytu lub
nawyków żywieniowych? Każdy z tych czynników wpływa na nasz nastrój,
poziom aktywności, relacje społeczne i samoocenę; każdy może oddziaływać
na doświadczenie bólu.
Jak radzisz sobie z codziennymi czynnościami, pracą i innymi zajęciami,
które są dla ciebie ważne?
Przygotuj się do rozmowy o strategiach unikania bólu, które się u ciebie
sprawdzają, oraz o wyzwaniach, które wymagałyby innego podejścia. Czy
ból uniemożliwia ci wykonywanie zajęć lub realizację zainteresowań,
które są dla ciebie istotne? Myśl w kategoriach sporządzenia planu,
który pomoże ci się angażować w tematy dla ciebie istotne i pozwoli w uporządkowany sposób modyfikować strategie. Chcesz, żeby terapia bólu
nie kolidowała ze sprawami, które są dla ciebie ważne, jak praca, hobby,
relacje z rodziną, przyjaciółmi i społecznością.
Z pomocy jakich lekarzy lub terapeutów korzystasz?
Upewnij się, że twoi lekarze i terapeuci wiedzą o sobie nawzajem i są
poinformowani o wszystkich stosowanych kuracjach. Pozwoli im to ustalić
zintegrowany plan leczenia. Podając lekarzom informacje, wspomnij też o lekach sprzedawanych bez recepty, ewentualnej zmianie stylu życia,
praktykach takich jak joga, medytacja czy masaże.
Jakie cele chcesz osiągnąć pomimo bólu?
Wyznaczanie sobie celów bywa bardzo pomocne, jeśli terapia ma osiągnąć
sukces. Ustalając realne cele na każdy tydzień lub nawet dzień, wywołasz
pozytywne zmiany behawioralne, które podniosą jakość twojego życia i zredukują ból.
Źródło: Pain Management Collaboratory,
https://painmanagementcollaboratory.org/talking-points-preparing-for-a-provider-visit/.
Nierówności i różnice wynikające z płci -?zbyt długo pomijane
Badania z 2021 r. wykazały, że płeć odgrywa większą rolę w percepcji
bólu, niż wcześniej zakładano. Niektóre rodzaje bólu są w sposób
naturalny i nieodłączny związane z różnicami funkcjonalnymi w budowie
ciała kobiety i mężczyzny. Oczywistym przykładem jest poród, jednak i inne formy ostrego lub chronicznego bólu częściej dotyczą kobiet niż
mężczyzn -?na przykład migreny, bóle reumatyczne, kostnoszkieletowe,
szczególnie w przebiegu fibromialgii, jak wykazały badania. Niedawny
przegląd 78 badań, opublikowany w periodyku "Pain", wykazuje, że aż 30%
młodych dorosłych (18-29 lat) doświadcza chronicznego bólu; jednym z powtarzających się tu czynników jest płeć żeńska. Badania wykazały
również, że nerwica, depresja i problemy ze snem, wszystkie powiązane z występowaniem chronicznego bólu, częściej pojawiają się u kobiet.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki