Odmrożenia stóp i dłoni dziewczynki leczył okładami z moczu, lecz ten sposób nie zadziałał, a do Niemców, za jakich Rosjanie uważali Mazurów, lekarza nie przysłano. Zamiast medyka wysłano do niej żołnierza, aby ją zastrzelił. Ten jednak, chociaż przykładał pistolet do głowy dziecka, nie pociągnął za spust. Uznał, że jeśli dziewczynka ma umrzeć, niech umrze sama. Osierocona Marta bardzo cierpiała. Po paru miesiącach odmrożone stopy i dłonie odpadły same. Pięć lat później trafiła do Zakładu Leczniczo-Wychowawczego we Wrocławiu.
Opisałam tę historię w Wyspach szczęśliwych, dokładnie według relacji Pani Marty, którą miałam zaszczyt poznać osobiście. I właśnie ta książka, polecona przez jedną z opiekunek, trafiła parę lat temu do rąk Pani Alicji. Ona zaś odnalazła na kartach tej powieści swą przyjaciółkę, Martę, z którą w latach pięćdziesiątych przebywała we wrocławskim zakładzie.
Gdyby ktoś mi opowiedział o tak niesłychanym zbiegu okoliczności, pewnie nie dałabym temu wiary albo uczyniłabym to z dużym sceptycyzmem. Trafił do mnie jednak list, jaki Pani Alicja napisała do Pani Marty. Przytoczę jego fragment:
...Szanowna Pani Marto! Koleżanko sprzed siedemdziesięciu lat! W życiu wszystko może się zdarzyć. Przedstawię się: Alicja Gienc, z domu Paulus. W latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia mieszkałyśmy w Zakładzie Leczniczo-Wychowawczym we Wrocławiu. Mnie nazywali Lusią, a Ciebie Katulką. Przez całe moje dorosłe życie myślałam o Tobie, jak sobie poradziłaś ze swoim dorosłym życiem? Czytając książkę p. Wioletty Sawickiej pt. Wyspy szczęśliwe, już po paru stronicach zorientowałam się, że tragiczna historia Pani Marty to losy mojej Koleżanki Katulki. Cieszę się, że odnalazłam Ciebie, i wdzięczna jestem p. Sawickiej, że opisała Twoje tragiczne dzieciństwo w czasie wojny, Martuniu...!
Pani Alicja zaprosiła mnie do Zamościa, żeby opowiedzieć więcej o Marcie, a także o sobie. Pani Alicja pochodzi z Krzemieńca, ocalała z rzezi wołyńskiej. Pani Marta ocalała z sowieckiej zemsty. Trafiły do tego samego zakładu we Wrocławiu i poniekąd odnalazły się w mojej książce.
Jadąc do Zamościa, wiedziałam, że jadę po następną historię na książkę - "Sagę krzemieniecką" - luźno inspirowaną losami Pani Alicji, której postać rozwinę w kolejnych tomach. Mam nadzieję, że ten pierwszy rozbudził Państwa ciekawość na tyle, aby sięgnąć po następny.