Wprowadzenie
Od dawna chciałem napisać książkę. Uwielbiam pisać, ale nie potrafiłem
zacząć. Dlaczego? Prawda jest taka, że nie wiedziałem, od czego zacząć.
Bałem się. A jeśli to, co napiszę, nie będzie wystarczająco dobre? A jeśli moja książka zostanie porównana z dziełami wielkich pisarzy? Skoro
istnieją już publikacje na ten temat, dlaczego miałbym tworzyć kolejną?
Kim ja w ogóle jestem, żeby pisać książkę? Może potrzebuję nabrać więcej
doświadczenia, zanim zacznę? Wątpliwości mnożyły się nieustannie. Mogłem
zatonąć w rozmyślaniach nad powodami, dla których powinienem pisać, a także nad wymówkami, aby tego nie zrobić - ale na szczęście sprawy
potoczyły się inaczej.
Za każdym razem, gdy postanowisz zrobić coś ważnego, w twoim życiu
pojawią się zwątpienie, nadmierne analizowanie i perfekcjonizm. Być może
zaczniesz wątpić w siebie i swoje zdolności, a może będziesz porównywał
się z innymi, pozwalając, aby twoją uwagę odwracały inne zadania - na
przykład sprzątanie domu. Wszystko to pozwoli ci zachować nadzieję, że
nadejdzie czas, w którym będziesz gotowy.
W tej książce pokażę ci jednak, że oczekiwanie na taki moment jest
pułapką. Niewygodne poczucie, że nie jesteś gotów, powstrzymuje cię
przed przystąpieniem do działania. Twój umysł kurczowo trzyma się tego,
co jest mu znane - zgromadzonych doświadczeń, określonej tożsamości,
strefy komfortu oraz iluzji, że nad wszystkim panujesz. Szepcząc:
"Poczekaj, aż to będzie idealne/bezpieczne/pewne", sprawiasz, że nie
jesteś w stanie uwolnić się od strachu i niezdecydowania. A oto jak
wygląda prawda: "Jestem gotów" to iluzja. Nigdy nie poczujesz się w pełni gotowy, ponieważ rozwój wymaga kroku w nieznane. W takiej sytuacji
masz odczuwać dyskomfort i niepewność - te uczucia to znak, że uwalniasz
się od tego, co cię do tej pory ograniczało. Czekając, aż będziesz
gotów, jedynie opóźniasz upragniony rozwój i przemianę, a także
podtrzymujesz lęki i utrwalasz szkodliwe schematy. Właśnie dlatego osoby
prokrastynujące (nałogowo odkładające wszystko na później) zwlekają z rozpoczęciem nauki lub zatrudnieniem trenera personalnego - choć dzięki
temu mogłyby odzyskać wolność. To dlatego ktoś, kto chce zbudować sieć
kontaktów, czeka na przypływ pewności siebie, zanim wejdzie do sali
konferencyjnej i przedstawi się innym, choć to właśnie ten krok dodałby
mu pewności, której tak bardzo potrzebuje. Dlatego też osoby
przytłoczone codziennymi obowiązkami uważają, że nie mają czasu na
krótką przerwę, która mogłaby pomóc im uzyskać upragnioną jasność oglądu
sytuacji.
Pora uwolnić się od dotychczasowych poglądów i schematów działania. Pora
spojrzeć inaczej na to, kim jesteś, co działa w twoim przypadku i jakie
masz możliwości. Magia pojawia się w chwili, gdy wykonujesz krok
sprzeczny z intuicją, zaczynając, zanim będziesz gotowy. To tu kryją się
twoja prawdziwa siła i potencjał. Moja książka pokaże ci, jak dokonać
tego skoku.
Być może chcesz założyć firmę, zacząć nagrywać podcast, zrezygnować z pracy, która nie daje ci satysfakcji, umówić się na randkę, wdrożyć plan
treningowy, uwierzyć w siebie albo napisać swoją pierwszą książkę.
Kolejne rozdziały pomogą ci przystąpić do działania - dowiesz się z nich, jak podążać za swoją ciekawością, zamiast pozwalać, by kierowały
tobą obawy.
Kilka słów o mnie
Gdy znalazłem się na dnie, mijał właśnie piąty rok mojej
dziewięcioletniej kariery zawodowego pokerzysty. Nie miałem szczęścia w miłości, straciłem wiarę w siebie i brakowało mi celu w życiu. W oczach
innych żyłem jak w bajce, zagrałem nawet w World Series of Poker Main
Event1, o czym marzyłem od chwili, gdy jako dzieciak zobaczyłem
ten turniej w telewizji - ale dla mnie moje życie wyglądało zupełnie
inaczej. Grając w pokera i ryzykując codziennie tysiące dolarów,
wszystko nieustannie i nadmiernie analizowałem, a także zmagałem się z przytłoczeniem i stresem. Poker wymagał, abym mierzył się z nieznanym, z niepewnością, a moja niechęć do ulegania tym wymaganiom wzbudzała we
mnie lęk i sprawiała, że wątpiłem w siebie. Goniłem za kolejnymi
wygranymi i euforią, szukając wewnętrznego spokoju, spełnienia i poczucia bezpieczeństwa, których tak bardzo łaknąłem. Czekałem, aż
pojawi się magiczny lek i zyskam pewność siebie - ale nigdy do tego nie
doszło.
Wtedy rozpoczęła się moja wewnętrzna przemiana. Przestałem szukać
odpowiedzi na zewnątrz, skupiłem uwagę na swoim wnętrzu. Odkryłem, że za
moje problemy nie odpowiadał świat pokera - tylko moje wyobrażenia.
Uświadomiłem sobie, że nie stanowię jedności ze swoimi myślami. Cały
wewnętrzny chaos, którego doświadczałem, brał się z przekonania, że to,
co myślę, jest prawdą. Dostrzegłem, że mam szansę wybrać, jakie
znaczenie będą mieć różne rzeczy w moim życiu, a gdy przestałem odczuwać
przywiązanie do swoich myśli, zyskałem zdolność kreowania własnej
rzeczywistości. Strach już nie był czymś, przed czym musiałem uciekać -
stał się kierunkiem działania. Odkryłem siebie na nowo, człowieka, o którego istnieniu nie miałem pojęcia - i zabrałem się do roboty jak
nigdy dotąd. Życie stało się emocjonujące i nabrało zupełnie nowego
znaczenia.
W ciągu kolejnego roku porzuciłem grę w pokera, przestałem czytać
książki i oglądać filmy na YouTubie bez stosowania zawartej w nich
wiedzy w praktyce, a także zacząłem poszerzać swoją strefę komfortu,
podejmując rozmaite intuicyjne działania, w których kierowałem się
sercem, a nie rozumem. Dzień po dniu budowałem pewność siebie, próbując
nowych rzeczy - gotując nowe potrawy, uczestnicząc w warsztatach
poświęconych komedii improwizowanej i wygłaszając publiczne wystąpienia
- a jednak wciąż mi czegoś brakowało. To były ekscytujące doświadczenia
i dobrze się przy nich bawiłem, ale w głębi duszy łaknąłem kontaktu i więzi, poczucia udziału i celu. To właśnie wtedy odkryłem organizację
charytatywną The Listening Place, która wspiera osoby o skłonnościach
samobójczych, oferując im bezpieczną, poufną przestrzeń do dzielenia się
z innymi swoją historią. Już wcześniej interesowałem się różnymi
sposobami myślenia i dobrostanem psychicznym, dlatego postanowiłem
zgłosić się do pracy w tej organizacji. Po przejściu szkolenia zostałem
zatrudniony jako słuchacz-wolontariusz.
W tamtym okresie bardzo się rozwinąłem, przebywając z tak niezwykle
życzliwymi osobami i korzystając z przywileju wspierania
najodważniejszych ludzi, jakich można spotkać na tym świecie. Moja rola
polegała na słuchaniu "gości" bez udzielania im jakichkolwiek porad -
chodziło o to, aby zostali dostrzeżeni, wysłuchani i docenieni. Po kilku
tygodniach pracy doświadczyłem chwili, która zmieniła wszystko. Jeden z gości opowiedział mi o traumach, wyzwaniach i toczonej przez siebie
wewnętrznej walce. Pomyślałem wtedy, że mam do czynienia z najodważniejszymi ludźmi, jakich kiedykolwiek spotkałem. Wielu z nich
powtarzało coś, co szczególnie mną wstrząsnęło: "Nie zasługuję na to,
aby tu być". Sam nieraz czułem się bezwartościowy czy niewystarczająco
dobry albo miałem wrażenie, że jestem oszustem. Jednak gdy usłyszałem,
jak inni mówią, że nie zasługują na istnienie - na bycie tu, na tej
planecie - nagle spojrzałem na wszystko w szerszym kontekście. Każdy z nas zasługuje na szansę, aby być kochanym i okazywać miłość. Nie
chciałem dłużej biernie patrzeć na ludzi wierzących w kłamstwo, które
tak głęboko ich raniło. Wtedy odnalazłem cel - coś ważniejszego ode mnie
samego. Moją misją stało się wspieranie innych w procesie uczenia się
miłości do siebie i odnajdywania sensu w tym, co robią. Dążyłem do tego
poprzez zmianę ich sposobu myślenia. Sam doświadczyłem głębokiej
transformacji, a teraz nadszedł czas, by poznać narzędzia, które
pozwoliłyby mi pomagać innym w dokonywaniu podobnych życiowych zmian.
Przez kilka następnych lat poznałem i wypróbowałem wiele narzędzi,
którymi dzielę się w tej książce. Współpracowałem z terapeutami i coachami, uczestniczyłem w szkoleniach. Studiowałem filozofię i codziennie ćwiczyłem medytację oraz uważność. Uzyskałem tytuł magistra
filozofii, a co najważniejsze - wprowadzałem w życie wszystko, czego się
nauczyłem, mierząc się ze swoimi lękami w rzeczywistym świecie,
popełniając błędy i ucząc się na nich.
Chciałem, aby jak najwięcej osób zapoznało się z moją wiedzą na temat
sposobu myślenia i tego, jak może on zmienić nasze życie i postrzeganie
samych siebie. Założyłem na Instagramie konto o nazwie The Perception
Coach2 i zacząłem przekazywać na nim to, czego się nauczyłem, w nadziei, że pomogę w ten sposób choćby jednej osobie. Po siedmiu latach
zgromadziłem na swoich profilach w mediach społecznościowych ponad 180
tysięcy obserwujących, a moje nagrania wideo zyskały miliony wyświetleń.
Zdobyłem dyplom z coachingu transformacyjnego, uzyskałem certyfikat w zakresie prowadzenia hipnoterapii bradiańskiej3, założyłem
własną firmę coachingową i miałem okazję pracować z setkami klientów z różnych środowisk - od właścicieli firm, dyrektorów generalnych i znanych sportowców, poprzez nauczycieli i studentów, aż po coachów,
fizjoterapeutów i pokerzystów grających regularnie o wysokie stawki.
Dzięki pracy z ludźmi z całego świata widzę, jak te same schematy
powracają wciąż na nowo, choć w różnych formach. Moją rolą jako coacha
jest prowadzenie ludzi ku samodzielności, a moją misją jest wspieranie
ich w pozyskiwaniu narzędzi potrzebnych do odniesienia sukcesu,
osiągnięcia psychicznej i emocjonalnej wolności, a także prowadzenia
życia, które ma sens i cel. Nie istnieje lepsze narzędzie niż mądrość,
którą każdy z nas ma w sobie - chcę pomóc ci ją odblokować. Choć praca
indywidualna wzmacnia i usamodzielnia, to wiem, że nie każdy ma do niej
dostęp. Niektóre lekcje wymagają czasu i okazują się najskuteczniejsze
wtedy, gdy zostają przedstawione na kartach książki, by można było do
nich regularnie wracać. Moją motywacją do napisania tej publikacji była
chęć przekazania ci pomysłów, strategii i przekształceń w sposobie
myślenia, które są niezbędne, by wprowadzić realne zmiany w twoim życiu.
Uwielbiam czytać teksty poświęcone rozwojowi osobistemu i słuchać
wystąpień znanych osób udzielających się w tej dziedzinie - doktora
Wayne'a Dyera, Tony'ego Robbinsa, Brené Brown, Susan Jeffers, Alberta
Ellisa i Eckharta Tollego. Ich prace wywarły na mnie ogromny wpływ i dostarczyły mi narzędzi potrzebnych do samorozwoju oraz wytrwania w chwilach, gdy chciałem się poddać. Marzę o tym, aby dzielić się z innymi
własną perspektywą i wpływać na nich w podobny sposób. Czuję się
zaszczycony, że mogę podzielić się swoimi zapiskami z każdym z was. Nie
proponuję niczego, czego sam nie zrobiłem lub czego nie byłbym gotów
zrobić. Zaufaj mi, wszystko, o czym piszę, naprawdę się sprawdza.
Jak posługiwać się tą książką
Zacznij, zanim będziesz gotowy to podręcznik pokazujący, jak rozumieć
siebie i przystępować do działania. W kolejnych rozdziałach rozłożymy na
czynniki pierwsze psychiczne przeszkody, które blokują nas przed
działaniem - od prokrastynacji, nadmiernego analizowania i braku
zdecydowania aż po zwątpienie w siebie, strach i syndrom oszusta.
Odkryjesz moc, jaka kryje się w rezygnacji z potrzeby nieustannego
upewniania się i poczujesz inspirację, by kierować się intuicją i działać nieidealnie, nawet wtedy, gdy nie czujesz się w pełni
przygotowany.
Wierzę, że rozwój osobisty powinien być czymś przyjemnym, źródłem
satysfakcji, dlatego przedstawiam ci narzędzia, sekrety i strategie, z którymi zapoznałem się przez te wszystkie lata. Robię to w sposób
praktyczny, abyś mógł się z tymi rozwiązaniami utożsamić. W trakcie
lektury poszczególnych rozdziałów być może znajdziesz narzędzie, które
szczególnie do ciebie przemówi - jeśli tak się stanie, wybierz je i zastosuj w praktyce. To, co sprawdza się u kogoś w danym momencie, może
okazać się nieskuteczne u osób znajdujących się na innym etapie swojej
drogi. Nie ma jednej właściwej metody okazywania pewności siebie lub
bycia sobą - ty też odnajdziesz własną. A wraz ze swoim prawdziwym "ja"
odkryjesz także odwagę i pewność siebie, niezbędne do wyzwolenia twojej
wewnętrznej mądrości.
Zalecam, abyś przeczytał moją książkę od początku do końca, ponieważ
każde z przedstawionych w niej pojęć pomaga w odblokowaniu pozostałych.
Przykładowo, gdy zrozumiesz syndrom oszusta, przestaniesz odkładać
wszystko na później, a redukując skłonność do prokrastynacji, staniesz
się bardziej pewny siebie. Rozdziały tworzą spójną całość, stanowiąc
kompletny zestaw narzędzi, które pozwolą ci zacząć, zanim będziesz
gotowy, i dotrzeć do bezwarunkowej samoakceptacji. Gdy już wszystko
przeczytasz, zawsze możesz wrócić do wybranych rozdziałów, jeśli akurat
będziesz potrzebować zawartych w nich treści. Ta książka może ci
posłużyć jako instrukcja obsługi pomagająca pokonać wszelkie przeszkody,
jakie stawia przed tobą twój własny umysł, i powrócić do intuicyjnego
działania.
A oto najważniejsza rzecz, której nauczyłem się podczas dziesięciu lat
studiowania zagadnień związanych z rozwojem osobistym - tak, rozwiązania
opisywane w książkach poświęconych tej tematyce rzeczywiście działają,
ale tylko wtedy, gdy zastosujemy je w praktyce. Przez wiele lat
przyswajałem wiedzę, ale w moim życiu nic się nie zmieniało, aż pewnego
wieczoru przeczytałem publikację Tony'ego Robbinsa, wyjąłem długopis i czystą kartkę, zanotowałem swoje cele i postanowiłem podjąć kroki
prowadzące do ich realizacji. Zgodnie z popularnym powiedzeniem -
wszyscy wiedzą, co było dalej. We wszystkich rozdziałach mojej książki
zamieściłem krótkie ćwiczenia, które pomogą ci zastosować w praktyce to,
czego się uczysz, oraz przekształcić wyobrażenia w rzeczywiste
działania. Możesz przeczytać całość, a następnie wrócić do ćwiczeń, albo
robić przerwy na ich wykonywanie w trakcie lektury zawsze wtedy, gdy
będziesz mieć na to ochotę. Nie musisz wykonać wszystkich, ale musisz
podejmować różne działania, aby w pełni skorzystać z treści książki.
Zwracaj uwagę na momenty, w których chcesz coś odłożyć na później, i traktuj je jako sygnały do wykonania przynajmniej jednego ćwiczenia.
Odkryjesz wówczas, że pierwszy krok prowadzi do kolejnego, a każdy z nich dodaje odwagi, by iść dalej. Na końcu rozdziałów dodałem
najważniejsze wnioski, utrwalające poruszane treści, a początek i koniec
każdego rozdziału uzupełniłem o "zmiana perspektywy" - kilka słów, które
pozwolą ci doświadczyć, jak wygląda świat widziany z perspektywy danego
problemu oraz jak może się on zmienić, gdy spojrzysz na niego inaczej.
Stopniowo gromadząc narzędzia prezentowane w tej książce, zmienisz swoją
perspektywę i zobaczysz świat w zupełnie inny sposób.
Nauczyłem się zaczynać, zanim będę gotowy, po prostu działając i stając
się takim człowiekiem, jakim chciałem być. Podczas pisania tej książki
odbyłem tę wędrówkę ponownie. Wykorzystałem wszystkie narzędzia, którymi
się z tobą dzielę, aby zacząć, wytrwać i stworzyć coś, z czego jestem
naprawdę dumny. Dzięki mojej książce pozwolisz sobie na akceptację
dyskomfortu, podjęcie ryzyka i podjęcie działania już teraz. Niezależnie
od miejsca, w którym się znajdujesz, wspomniane narzędzia pomogą ci
pokonać twoje wewnętrzne przeszkody i stworzyć własną wersję sukcesu,
abyś mógł żyć śmiało, odczuwając wewnętrzny spokój i klarownie
postrzegając otaczający cię świat.
Zanim przejdziemy do szczegółów, chcę złożyć ważne oświadczenie -
zaczynanie, zanim będziesz gotowy, to umiejętność rozwijana przez całe
życie. Być może na początku szybko doświadczysz przypływu energii,
podekscytowania i pasji, lecz w gruncie rzeczy przypomina to trening na
siłowni: aby utrzymać efekty, musisz ćwiczyć każdego dnia. Zaczynanie,
zanim będziesz gotowy, to zmiana sposobu myślenia, a nawet więcej - to
przemiana rzeczywistości. To zdolność wykazywania się w każdej chwili
kreatywnością, ufania sobie i bycia gotowym na porażki podczas dążenia
do sukcesu. To świadomość, że nie zawsze będziesz czuł się gotowy,
wkraczając w nieznane. To zastąpienie czerwonego światła "stop" zielonym
światłem "ruszaj".
Jeśli jesteś skłonny otworzyć swój umysł na nowe perspektywy i zrezygnować z potrzeby niezmienności, pewności i komfortu, twój świat
zacznie się zmieniać. Będę ci towarzyszyć w tej drodze, krok po kroku.
Ruszajmy.
Rozdział 1. Zrezygnuj z bycia perfekcjonistą
ROZDZIAŁ 1
Zrezygnuj z bycia perfekcjonistą
Mnóstwo osób sądzi, że do rozpoczęcia czegokolwiek potrzebna jest
pewność siebie - a ja jestem tu po to, aby ci powiedzieć, że to mit.
Pierwszym krokiem, by zacząć, zanim będzie się gotowym, jest otwarcie
się na zrobienie czegoś w sposób niedoskonały. Być może myślisz teraz:
"Dlaczego, u licha, miałbym chcieć zacząć coś robić nienajlepiej?
Dlaczego miałbym chcieć ponieść porażkę? Przecież to nie ma sensu!". Gdy
po raz pierwszy próbujesz czegoś nowego, może ci się to udać od ręki, a jeśli tak się stanie, to wspaniale. W rzeczywistości jednak
prawdopodobnie popełnisz błędy i poniesiesz porażki - i musisz nauczyć
się funkcjonować z dyskomfortem, który się wtedy pojawia.
Każdy z nas chciałby zaczynać jako ekspert, musimy jednak godzić się na
to, że zaczynamy jako nowicjusze. Sposób myślenia nowicjusza,
nacechowany ciekawością i zdumieniem, pozwala nam przyswajać informacje
i obserwacje, które możemy przeoczyć, gdy uznamy, że znamy już
odpowiedzi na wszystkie pytania. Rezygnując z tej postawy, oddalamy się
od rzeczywistości, co przysparza nam niepotrzebnego cierpienia. Wiele
osób chce od razu zrobić wszystko "jak należy" - potrzebujemy gwarancji
sukcesu, pragniemy uniknąć błędów albo nie chcemy się zbłaźnić - i właśnie w tym momencie do głosu dochodzi perfekcjonizm. Zaczynamy
odkładać decyzje na później albo zamiast działać, czekamy. Być może w takiej sytuacji przekonujesz siebie, że potrzebujesz więcej kwalifikacji
albo większej pewności siebie, zanim w końcu zrobisz odważny krok
naprzód. Całymi godzinami poszukujesz właściwego sposobu zrobienia
czegoś albo masz wrażenie, że musisz najpierw wszystko dokładnie
przygotować, nim wykonasz pierwszy krok. Często się zamartwiasz i panikujesz, że ci się nie uda. Wszystkie te strategie, łącznie z zamartwianiem się, są próbami zapanowania nad rezultatami i uniknięcia
poczucia zwątpienia, niepewności, stresu lub dyskomfortu, które
pojawiają się, gdy wkraczasz w nieznany obszar.
Perfekcjonizm to forma "samoobrony" - stosujesz go, aby mieć pewność, że
wszystko zrobisz jak należy za pierwszym razem i nigdy nie doświadczysz
porażki. Ma cię chronić przed cudzym osądem i zaprezentowaniem się w kiepski sposób. U jego podstaw leży obawa, że nie jesteś wystarczająco
dobry (w rozdziale 9 przyjrzymy się bliżej sposobom radzenia sobie z tym
przekonaniem). Sęk w tym, że samoobrona może prowadzić do odtrącenia
samego siebie, bo bardziej zależy ci wtedy na unikaniu strachu i robieniu dobrego wrażenia niż na własnych potrzebach, pragnieniach,
celach i wartościach.
Twój wewnętrzny perfekcjonista dąży do nieskazitelności i wyznacza tak
wysokie standardy, że praktycznie nie sposób ich spełnić. To, co robisz,
jest albo doskonałe, albo stanowi totalną porażkę - zadowala cię tylko
dziesięć punktów na dziesięć, nic poniżej. Takie podejście może
prowadzić do nadmiernej, surowej samokrytyki, stresu i poczucia własnej
niedoskonałości. Perfekcjonizm to wyuczona strategia, zaprojektowana po
to, byś czuł się komfortowo i bezpiecznie, i miał wrażenie, że nad
wszystkim panujesz - w rzeczywistości jednak przynosi odwrotny efekt.
Warto uświadomić sobie, że doskonałość jest złudzeniem - to cel, którego
nigdy nie osiągniesz, a ponieważ ciągle pozostaje poza twoim zasięgiem,
żyjesz z poczuciem, że nigdy nie jesteś gotów i nad niczym nie masz
kontroli. Pogoń za doskonałością sprawia, że tkwisz w miejscu, czekając
na idealne warunki, w których będziesz mógł przystąpić do działania.
ZMIANA PERSPEKTYWY
Zastanów się przez chwilę, jak odbiera swoje życie osoba, która wymaga,
aby wszystko było doskonałe. Wyobraź sobie napięcie fizyczne i stres,
których doświadcza, zastanawiając się nad swoimi planami. Jak to jest
nieustannie ścigać coś nieosiągalnego, wciąż sięgać po to, czego
dosięgnąć się nie da? Jak taka osoba postrzega siebie i swoje życie? Jak
podchodzi do codziennych zadań? Ile naprawdę udaje jej się zrobić?
Wyobraź sobie ciężar życia, w którym wszystko musi być doskonałe - jak
ogromne brzemię dźwiga ktoś, kto każdy krok podporządkowuje pogoni za
ideałem.
Zdolność przystępowania do działania, gdy nie czujemy się jeszcze
gotowi, to supermoc - pokażę ci, jak nauczyć się radzić sobie z tym
uczuciem, a następnie wyjść poza nie. Zachęcam cię, abyś oswoił się z poczuciem niegotowości, zaakceptował niepewność i otworzył się na zmianę
sposobu, w jaki reagujesz na te stany. Jeśli to zrobisz, będziesz mógł
korzystać ze swojej wewnętrznej pewności siebie zawsze wtedy, gdy będzie
ci potrzebna. Jeśli się na to nie zdecydujesz - być może spędzisz całe
życie na poszukiwaniu magicznego lekarstwa.
Przestań gonić za cudownym lekiem
Czekanie, aż poczujesz się gotowy, przypomina oczekiwanie na magiczne
lekarstwo. Nazywam tak produkt, osobę lub proces, których pojawienie się
- w twoim przekonaniu - rozwiąże wszystkie twoje problemy raz na zawsze.
To marzenie każdego sprzedawcy i coś, co jest nam nieustannie oferowane.
"Gdy zdobędę ten kolejny produkt, nigdy więcej nie poniosę już porażki".
"Gdy posiądę tę jedną umiejętność, nigdy więcej nie będę musiał czuć
zwątpienia ani strachu". "Gdy zrealizuję ten pięciopunktowy plan, stanę
się człowiekiem kompletnym". Jak już wspomniałem we wprowadzeniu, na
pogoni za magicznym lekiem strawiłem wiele lat, mając nadzieję, że
dzięki niemu zyskam pewność siebie. W końcu zrozumiałem, że dopóki się
rozwijasz, nie jesteś w stanie uciec przed porażką, zwątpieniem i niepewnością. Problem polega na tym, że próbujesz się tych doświadczeń
pozbyć. Nawet jeśli nieustannie odnosiłbyś sukcesy, zawsze pojawią nowe
wyzwania, z którymi możesz sobie nie poradzić, i nieznane obszary życia,
przez które będziesz musiał jakoś przebrnąć. Skoro nie możemy przed tym
uciec, musimy się temu poddać.
Poddać - ale nie skapitulować. Musimy zdecydować, że zaakceptujemy to,
nad czym nie mamy kontroli, i skupimy się na tym, co od nas zależy.
Gladiator wychodzący na arenę poddaje się możliwości śmierci - i właśnie
dlatego, rezygnując z prób jej uniknięcia, może dać z siebie wszystko.
Gdy nie próbujesz uniknąć porażki, możesz zawalczyć o wygraną. Gdy nie
próbujesz uchylić się przed niepewnością, stajesz się bardziej pewny
siebie. Gdy nie dążysz do wyzbycia się wątpliwości, możesz samodzielnie
podejmować decyzje - tak wygląda wolność.
Prawdziwym magicznym lekarstwem jest rezygnacja z potrzeby jego
posiadania oraz świadomość, że możesz ponosić porażki, doświadczać
wątpliwości, czuć niepewność, a mimo to wciąż być samowystarczalnym i pewnym siebie. Gdy przestaniesz szukać cudownego rozwiązania i czekać,
aż dyskomfort zniknie, przekonasz się, że to ty jesteś swoim magicznym
lekarstwem i dysponujesz mocą przekształcania swoich obaw i trudnych
uczuć w sukces. A zatem przestań czekać na idealny moment lub doskonałe
warunki, przestań odkładać działanie do chwili, gdy poczujesz się pewny
siebie, przestań czekać, aż będziesz w stanie zrobić coś perfekcyjnie -
zamiast tego naucz się sztuki zaczynania nienajlepiej.
Zacznij nienajlepiej
Jeśli coś jest warte zrobienia, to jest warte tego, by zrobić to
nienajlepiej.
- autor nieznany
Gdy po raz pierwszy wygłosisz przemówienie, prawdopodobnie okaże się ono
kiepskie. Gdy po raz pierwszy umówisz się na randkę, prawdopodobnie
będziesz się denerwować albo mówić nieskładnie. Gdy po raz pierwszy
wykonasz skok do basenu, prawdopodobnie zrobisz to niezbyt zgrabnie. A jednak ciągle powtarzamy to samo, wypróbowując nową umiejętność,
zabierając się za nowy projekt lub zadanie, podejmując kolejną decyzję.
W naszym umyśle pojawia się mantra: "Muszę to zrobić idealnie", "Lepiej,
żebym to zrobił jak należy" albo "Musi mi się udać".
Większość z nas nie potrafi znieść myśli o porażce, więc unikamy jej za
wszelką cenę. Możliwość, że do niej dojdzie, zastępujemy obstawaniem
przy osiągnięciu upragnionego rezultatu - i stąd bierze się mantra
"Muszę odnieść sukces!". Skutek? Niepotrzebne oczekiwania i presja,
przejawiające się pod postacią strachu. Strachu przed porażką,
odtrąceniem czy zakłopotaniem. Te obawy dręczą nas tak mocno, że
zaczynamy wierzyć, iż musimy zacząć w sposób idealny, aby nie musieć ich
doświadczać.
Masz wybór:działanie intuicyjne albo perfekcjonizm.
Do nowych wyzwań możesz podejść na jeden z dwóch sposobów. Możesz starać
się zrobić wszystko, co w twojej mocy, zacząć nienajlepiej i uczyć się z upływem czasu. Możesz też przestudiować wszelkie dostępne informacje,
wszystko ustalić, upewnić się, że wszystko zrobiłeś jak należy, bo w twoim przekonaniu będziesz mieć tylko jedno podejście, a potem - gdy już
będziesz na 100% pewien, że odniesiesz sukces - przystąpić do działania.
W pierwszym podejściu dążysz do sukcesu, w drugim natomiast starasz się
uniknąć porażki.
Do której grupy należysz? Tych, którzy zaczynają, ustalają różne kwestie
po drodze i dążą do sukcesu, czy do tych, którzy rozgrywają sprawę
ostrożnie, aby uniknąć porażki? Weź pod uwagę, że takie sytuacje mogą
się pojawiać w różnych obszarach twojego życia. Być może świetnie
radzisz sobie z wyzwaniami w pracy, stawiając im bezpośrednio czoła, ale
w relacjach osobistych zachowujesz się ostrożnie i przejawiasz
perfekcjonizm. Możliwe też, że doskonale utrzymujesz kontakty z przyjaciółmi, natomiast kompletnie się blokujesz, gdy masz się
przedstawić obcej osobie, bo chcesz powiedzieć coś, co zabrzmi idealnie.
Niektórzy z nas są perfekcjonistami tylko w określonych przypadkach, a inni dążą do ideału w każdej sytuacji.
Wspominam o tych dwóch kategoriach, ponieważ bez wątpienia należałem
kiedyś do tej drugiej - robiłem wszystko perfekcyjnie albo nie robiłem
tego wcale. Dążyłem do doskonałości w niemal każdym obszarze swojego
życia. Gdy gotowałem, trzymałem się przepisów z dokładnością do jednego
grama mąki; jedno nagranie wideo przygotowywałem po dwadzieścia razy,
aby przed umieszczeniem go w mediach społecznościowych upewnić się, że
nie ma żadnych wad; podczas pierwszej poprowadzonej przez siebie sesji
coachingowej oczekiwałem, że - niczym Tony Robbins - w ciągu jednej
godziny rozwiążę wszystkie problemy życiowe mojego klienta; tygodniami
udoskonalałem treść warsztatów, zanim poprowadziłem je dla danej grupy
uczestników. Postępowałem tak, dopóki nie odkryłem tego, czym podzielę
się z tobą w tym rozdziale, a doświadczenie to przyniosło mi poczucie
wolności, autentyczności i pewności siebie. Ty również ich doświadczysz.
Jeśli zawsze udaje ci się wszystko, za co się zabierasz, to
prawdopodobnie należysz do kategorii "rozgrywających sprawę ostrożnie".
Nie ma w tym nic złego ani błędnego, oznacza to jedynie, że korzystasz z zaledwie 20% swojego potencjału, ponieważ spowalniają cię próby
zaczynania w perfekcyjny sposób. Windy Dryden, jeden z terapeutów i coachów o światowej renomie, powiedział kiedyś: "Jeśli ostatnio nie
popełniłeś żadnych błędów, to albo nie żyjesz, albo rozgrywasz sprawy
niezwykle ostrożnie". Jeżeli masz wrażenie, że dysponujesz olbrzymim
potencjałem, ale nie potrafisz z niego skorzystać, zostań tu ze mną i otwórz się na możliwość, że zaczniesz nienajlepiej, zrezygnujesz z tego,
co cię powstrzymuje, i w ten sposób odzyskasz wolność psychiczną i emocjonalną.
Przygotowania to ważny element sukcesu. Jednak gdy próbujesz przygotować
się perfekcyjnie, szykujesz się do życia pełnego lęku, paniki i stresu,
a sukces, do którego dążysz, zaczyna przed tobą umykać. Takie życie
staje się jednym nieustannym pasmem przygotowań, a ty nigdy nie czujesz,
że jesteś gotów. Nawet gdy uda ci się odnieść jakiś sukces, ulga będzie
jedynie chwilowa - wkrótce zabierzesz się za kolejny projekt, a lęk
powróci. Poczucie dyskomfortu nie zawsze oznacza, że znalazłeś się w złym miejscu i musisz stamtąd uciec - pojawia się także wtedy, gdy
przełamujesz dawne schematy, sięgasz ku swoim granicom i poszerzasz
sposób myślenia. Wątpliwości i strachu doświadczamy często, gdy stajemy
na krawędzi swojej strefy komfortu - poczucie niewygody to sygnał, że
się rozwijamy.
Zaczynając nienajlepiej, udzielasz sobie wewnętrznego zezwolenia na to,
aby być gotowym już teraz, a nie dopiero wtedy, gdy "poczujesz
gotowość". Decydujesz się na krótkotrwały dyskomfort, aby zapewnić sobie
długofalowy rozwój i dobrostan. Robisz wtedy to, co naprawdę chcesz
robić, nie pozwalając, by kierował tobą strach. Przystępujesz do
działania, zaczynasz się poruszać, przestajesz siedzieć na ławce
rezerwowych i wchodzisz na boisko.
Pierwszym krokiem, by zacząć nienajlepiej, jest obniżenie poprzeczki
sukcesu. Nie próbuj zaczynać idealnie - pozwól sobie na ograniczenie
standardów dotyczących samego początku i szybciej przystąp do działania
- później będziesz mieć mnóstwo czasu na to, aby wszystko udoskonalić.
Zmień sposób, w jaki postrzegasz porażkę - nie musi być twoim wrogiem;
możesz uczynić z niej sprzymierzeńca.
Najlepiej uczymy się na własnych błędach
Twoje błędy to jedne z najlepszych narzędzi szkoleniowych, do których
zyskasz dostęp w całym swoim życiu - w końcu, jeśli coś zrobisz dobrze
przy pierwszym podejściu, nie nauczysz się z tego niczego istotnego.
Porażka może stać się twoim przyjacielem, jeśli ją poznasz, zrozumiesz i przestaniesz przed nią uciekać. Gdy robisz coś po raz pierwszy,
naturalne jest, że popełniasz błędy - próby ich unikania narażają cię na
niepotrzebne cierpienie. Walcząc o to, by od razu osiągnąć doskonałość,
ograniczasz swoją naturalną ciekawość i zdolność eksperymentowania, bo
oczekujesz, że wszystko od początku powinno wyglądać wspaniale.
Tymczasem do podjęcia działania potrzebujesz właśnie tego - ciekawości i gotowości do eksperymentowania. To tak, jakbyś oczekiwał od dziecka, że
zacznie chodzić w chwili, gdy tego zapragnie. Dzieci są mistrzami
błyskawicznej nauki, ponieważ są chaotyczne, eksperymentują i uczą się
poprzez działanie, ponosząc porażki i próbując ponownie. Nie odczuwają
skrępowania, nie przerywają, aby zastanawiać się nad swoim wyglądem, a jeśli będzie trzeba, zrobią to czy tamto, nie zważając na obecność
innych. Są całkowicie pochłonięte tym, czym się zajmują.
Przychodzi moment, w którym możesz zacząć udoskonalać różne rzeczy i skupić się na szczegółach, ale to nigdy nie dzieje się na samym
początku. Jeśli chcesz coś opanować, musisz najpierw zgłębić sztukę
ponoszenia porażek - szybko i często. W ten sposób oswoisz się z popełnianymi błędami i przestaniesz ich unikać niczym zarazy. Jeśli
zawsze udaje ci się wszystko, za co się zabierasz, to porażka jest dla
ciebie całkowicie obcym zjawiskiem - a człowiek boi się tego, co
nieznane. W ten sposób niepowodzenie staje się czymś jeszcze
straszniejszym.
Wyobrażam sobie perfekcjonizm jako osobę, która chce włączyć światło,
ale nie chce doświadczyć niewygód i dyskomfortu związanych z koniecznością wstania z krzesła i przejścia przez cały pokój. Zamiast
tego postanawia opracować urządzenie, które pozwoli jej włączyć światło
bez konieczności wstawania. Spędza wiele godzin na łączeniu różnych
przedmiotów leżących w jej zasięgu i w końcu tworzy z nich idealny kijek
do włączania światła. Problem w tym, że nie dostrzega, jak wiele czasu
ją to kosztowało - w porównaniu z kilkoma sekundami, które musiałaby
poświęcić, gdyby zaakceptowała tymczasowy dyskomfort wiążący się z koniecznością wstania i przejścia na drugi koniec pomieszczenia. To
trafne zobrazowanie perfekcjonizmu jako złudzenia, że istnieje droga na
skróty, która pozwala uniknąć niewygody i wysiłku. W rzeczywistości jego
skutkiem jest to, że doświadczamy ich jeszcze intensywniej. Nie możesz
uciec przed niewygodą, a jeśli dajesz z siebie w życiu wszystko, nie
możesz też uniknąć porażek i błędów. Paradoks polega na tym, że gdy
postanowisz je zaakceptować, życie stanie się wygodniejsze, a ty
zaczniesz działać intuicyjnie. Nie będziesz wyczekiwał, nie będziesz się
wahał, po prostu wstaniesz i włączysz światło.
Jeśli dopuszczasz możliwość poniesienia porażki, jesteś na właściwej
drodze. Gdy żyjesz tak, jakby porażki nie były niczym złym, nic cię nie
ogranicza.
Jeśli jesteś gotów zrobić krok naprzód, czeka na ciebie wiele okazji.
Sięgnij po to, co chcesz zrobić teraz, albo po projekt, który od dawna
odkładasz, i nie myśl o tym jak o potencjalnym sukcesie lub porażce.
Zamiast tego zapytaj siebie: "Czego mogę się nauczyć dzięki temu, że
zacznę? Jakie kroki muszę podjąć?". Czy błąd w jednym obszarze oznacza,
że całość okaże się porażką, czy raczej dostarczy ci wartościowej
informacji zwrotnej, dzięki której będziesz mógł coś poprawić? Czy to
jedyny projekt, za jaki kiedykolwiek się zabierzesz, czy też będzie ich
więcej?
Złam zasady
Perfekcjonistyczne wymagania, które sobie stawiasz, to oczekiwania
formułowane jako zdania zaczynające się od słów "muszę", "nie wolno mi",
"powinienem" i "trzeba". O wielu takich wewnętrznych wymaganiach
dowiedziałem się dzięki publikacjom psychologa Alberta Ellisa. Te
nieuświadomione zasady, które sobie narzucamy, sprawiają, że
przystąpienie do działania staje się dla nas wyzwaniem. Oto kilka
przykładów:
Trzeba odnieść sukces.
Nie wolno mi ponieść porażki.
Inni muszą lubić to, co robię.
Powinienem to zrobić idealnie.
Nie wolno mi popełnić żadnego błędu.
Powinienem to zrobić bez wysiłku.
To powinno być łatwe.
Nie wolno mi doświadczyć jakiegokolwiek dyskomfortu.
Wiele z tych zasad przyjąłeś podświadomie w okresie dorastania pod
wpływem różnych osób - wymagających rodziców, nauczycieli albo ludzi
stanowiących dla ciebie wzór, którzy mówili ci, że musisz się dobrze
spisywać. Dziś możesz jednak świadomie zdecydować o ich odrzuceniu.
Takie zasady są nieelastyczne i skutkują sztywnym sposobem myślenia.
Wewnętrzne wymagania, które sobie stawiamy, tworzą presję, wzbudzają lęk
i stres - przeanalizujemy to dokładniej w rozdziale 6. Jeśli nie chcesz
kierować się w życiu zasadą, że "zawsze powinieneś odnosić sukcesy" albo
że "nigdy nie wolno ci ponieść porażki", nie musisz tego robić. To ty
wybierasz obowiązujące cię reguły. Gdy zmienisz myślenie z: "Muszę to
zrobić jak należy" na: "Chcę to zrobić jak należy, ale nie muszę tego
robić", wydarzy się coś magicznego - pozwolisz sobie na możliwość
poniesienia porażki.
ĆWICZENIE
Spisz nieświadome zasady, którymi się kierujesz w odniesieniu do
rozpoczynania i podejmowania różnych działań - wszystkie "muszę", "nie
wolno mi", "powinienem" i "trzeba". Potem odpowiedz na następujące
pytania:
Kto mówi, że musisz?
Skąd się biorą te wymagania?
Czy to ty je wymyśliłeś, czy też zostały ci przez kogoś wpojone albo
ktoś dokonał ich projekcji na ciebie?
W jaki sposób te zasady cię powstrzymują?
Jak się czujesz, gdy ich przestrzegasz?
Świadomie zdecyduj, że zrezygnujesz z tych zasad, które już ci nie
służą, i w ich miejsce stwórz nowe - bardziej elastyczne i lepiej
dopasowane do twoich pragnień. Na przykład sformułowanie "Trzeba odnieść
sukces" możesz zastąpić zdaniem "Spróbuję zrobić wszystko, co w mojej
mocy". Zapewni ci to więcej radości i swobody, a także pozwoli działać
bez poczucia presji.
Wybierz jedną zasadę, z którą chcesz się rozstać, i przeznacz cały
kolejny tydzień na jej łamanie (będziesz mógł to przećwiczyć podczas
lektury kolejnych części tego rozdziału).
Gdy chcesz odnieść sukces, ale nie musisz tego robić, działasz z poziomu
preferencji, a nie presji - dokonujesz pewnego wyboru. Sukces jest
napędzany twoimi wewnętrznymi pragnieniami i świadomymi decyzjami, a nie
zewnętrznymi oczekiwaniami. A to pozwala ci na więcej swobody,
elastyczności i przyjemności.
Przełam zaklęcie czarno-białego myślenia
Perfekcjonizm i zaczynanie nienajlepiej sprawiają nam trudność, bo, w gruncie rzeczy, problemem jest sama idea robienia czegoś "nieidealnie".
Wynika to z powszechnego zniekształcenia poznawczego, którego doświadcza
każdy z nas - myślenia czarno-białego (zwanego również zero-jedynkowym,
typu "wszystko albo nic"). Do takiego zniekształcenia dochodzi wtedy,
gdy postrzegamy różne sytuacje w sposób bezwzględny, nie biorąc pod
uwagę ich złożoności - prowadzi to do uogólnień i nadmiernego
rozdmuchiwania błahych kwestii. To tak, jakbyśmy widzieli jedynie dwa
kolory, czerń i biel, nie dostrzegając całej palety szarości pomiędzy
nimi.
Oto niektóre przykłady myślenia zero-jedynkowego:
Jeśli nie uzyskam na tym egzaminie najwyższego możliwego wyniku, okaże
się, że jestem nieudacznikiem.
Jesteś albo ze mną, albo przeciwko mnie.
Zawsze wszystko partaczę, niczego nie potrafię zrobić jak należy.
Jeśli nie jestem w czymś najlepszy, to jestem w tym najgorszy.
To nie poszło dokładnie tak, jak zaplanowałem, a więc okazało się
kompletną katastrofą.
Albo jestem nowicjuszem, albo jestem ekspertem.
Zrobię to albo idealnie, albo w ogóle tego nie zrobię.
Jeśli zmarnuję jeden dzień, to równie dobrze mogę zrezygnować.
Każde z powyższych przekonań udaje prosty wybór pomiędzy jednym a drugim. Jeśli uważasz za absolutną porażkę to, że nie uzyskałeś
najwyższej możliwej oceny z egzaminu, to ignorujesz fakt, że być może
miałeś wtedy gorszy dzień, a oblanie egzaminu nie oznacza, że jesteś
nieudacznikiem. W 2016 roku w finale turnieju Copa America Lionel Messi
nie strzelił karnego i Argentyna przegrała z Chile. Po meczu Messi
ogłosił, że wycofuje się z międzynarodowych rozgrywek piłki nożnej - być
może uległ wtedy nieco myśleniu zero-jedynkowemu. Wkrótce jednak zmienił
decyzję i sześć lat później dzierżył Puchar Świata FIFA. Jako pierwszy
zdobył bramkę w rzutach karnych i poprowadził swój kraj do zwycięstwa w mundialu. Gdy piszę te słowa, Messi ma już na koncie 141 rzutów karnych
- zdobył w nich 110 bramek i spudłował 31 razy, co jest równoznaczne ze
skutecznością rzędu 78%. Piłkarz ten czasem pudłuje, nawet grając w finale, a jednak nadal, bez wątpienia, pozostaje jednym z najsłynniejszych futbolistów wszechczasów.
Jeśli przyjmiesz zero-jedynkowy sposób myślenia o sukcesie i porażce,
rozpoczynanie jakichkolwiek działań może wydawać się przerażające. A jednak, o ile spojrzysz na porażkę jak na naturalny element cyklu
osiągania sukcesu (tak jak na falę, która rozbija się o brzeg, a potem
znów zaczyna wzbierać), będziesz mógł ją zaakceptować jako część swojej
wędrówki.
Przyjrzyjmy się kolejnemu przykładowi z powyższej listy: przekonaniu, że
zmarnowanie jednego dnia oznacza, iż powinieneś zrezygnować. Myślenie
zero-jedynkowe sprawia, że pomijasz fakt, iż jeden zmarnowany dzień nie
jest równoznaczny z tym, że poniosłeś porażkę. Jeden przegapiony trening
albo niewstanie rano w porę z łóżka to nie powód, aby od razu się
poddać. Takie myślenie sprawia, że nowe zadania nas onieśmielają. Być
może uważasz, że musisz przeczytać książkę od deski do deski, bo w przeciwnym razie jej lektura nie ma sensu. Możliwe, że chcesz być
najlepszy w tym, co zamierzasz zacząć robić, bo jeśli będzie inaczej, to
w ogóle nie będziesz zawracał sobie tym głowy. Zamiast myślenia
czarno-białego spróbuj zastosować myślenie va banque - idź na całość,
dążąc do osiągnięcia swojego celu, pamiętając, że nie musisz każdego
dnia robić tego idealnie. Jeśli zmarnujesz jakiś dzień albo coś
zepsujesz, po prostu działaj dalej. Dzięki temu zyskasz przestrzeń na
popełnianie błędów i wciąż będziesz mógł pozostać na obranej drodze. To
pomoże ci częściej podejmować różne działania i postępować bardziej
konsekwentnie. Dwadzieścia cztery dni z trzydziestu to lepszy wynik niż
dziesięć dni z rzędu zakończone rezygnacją. Lepiej jest miesiącami robić
niewiele każdego dnia, niż spróbować zrealizować wszystko w ciągu
jednego dnia i wypalić się, zanim na dobre podejmiesz jakieś działanie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki