ROZDZIAŁ 4
Ranek wstał wyjątkowo ponury, jakby słońce wcale nie zamierzało się wychylić zza ołowianej zasłony chmur. Niebo było niemal czarne, a od strony lasu zerwał się silny wiatr, który miotał po okolicy suchymi liśćmi i niósł w sobie zapowiedź chłodu i przypomnienie, że wciąż jeszcze trwa zima.
- Wiosna w tym roku strasznie się ociąga - mruknął Eryk, kiedy zszedł na śniadanie.
W kuchni krzątali się już Alina i Przemek, szykując kanapki, czyli jedno z nielicznych dań, które w miarę dobrze im wychodziło. Ich wpadki kulinarne miały wielką siłę rażenia i dlatego w pewnym momencie Eryk zaproponował, że to on zajmie się kuchnią. Podczas gotowania lepiej mu się myślało, a dzięki jego daniom atrakcyjność pensjonatu znacznie wzrosła.
- Co ty za nóż wziąłeś do krojenia? - jęknął, widząc, że Przemek piłuje ser żółty nożykiem do masła.
- Bo chciałem tylko jeden plaster...
Eryk wyciągnął prawdziwy nóż i pokroił ser w równe plasterki, po czym poukładał je na posmarowanych masłem kromkach i rozejrzał się w poszukiwaniu pomidorów. Zanim do kuchni zeszła Nina, porozmawiali we troje o wczorajszej wyprawie i Eryk opowiedział im ze szczegółami wszystko, czego był świadkiem, bo przez telefon nie zdołał oddać pełni wrażeń. Sam był nadal wypełniony tymi emocjami i martwił się o Ninę, bo miał świadomość, że ona odczuwała to wszystko o wiele mocniej niż on.
- Och, mam nadzieję, że teraz już Ninka na dobre przepędzi te demony, które ją nękają - szepnęła Alina. - Pomożemy jej w tym. Ona zasługuje na spokój...
Nina pojawiła się kilka minut później, blada i z podkrążonymi oczami, ale wszyscy zrzucili to na karb silnych emocji, jakie były jej udziałem poprzedniego dnia. O nic nie pytali i bardzo ją to cieszyło, bo nie wiedziała, czy udźwignęłaby rozmowę o uczuciach. Kiedy nastał świt, długo stała pod prysznicem i puszczała zimną wodę, by jej ciało naprawdę się przebudziło i nabrało energii, ale czuła piasek pod powiekami, a myśli kłębiły się w jej głowie, tworząc chaos, którego nie potrafiła okiełznać. Zeszła na śniadanie w nadziei, że jedzenie i gorąca herbata choć trochę jej pomogą.
- Nie uzgodniłam z wami tego, ale nie było jak - powiedziała, gdy udało jej się przełknąć dwa kęsy kanapki i zauważyła badawcze spojrzenie Eryka. - Zaprosiłam na Wielkanoc moich przyjaciół z oddziału. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko temu.
- Super! - Alina szczerze się ucieszyła, bo lubiła, kiedy w domu przebywało dużo ludzi. - Czyli musimy opracować plan pracy. Uwielbiam to! Kiedy przyjadą?
- W lany poniedziałek.
Gdy spotkali się na cmentarzu, przyjaciele oświadczyli jej, że i tak wybierali się do Dębowego Uroczyska właśnie tego dnia, aby wylać jej na głowę wiadro zimnej wody za to, jak ich potraktowała. Odeszła z armii w sekrecie przed wszystkimi, zmieniła numer telefonu i odcięła się od dawnego życia, żeby nie dać im szansy na kontakt. Jak się okazało: nie doceniła ich, bo zdołali ją odnaleźć, gdy tylko zarejestrowała firmę, i postanowili, że przyjadą, aby się skonfrontować i powiedzieć jej, co myślą o takim potraktowaniu.
- Och, czyli właściwie na koniec świąt - odparła zawiedziona Alina. - Ale i tak się cieszę, bo bardzo chcę poznać twoich przyjaciół!
- Okej, to proponuję wypić kawę i opracować plan, bo mamy przed świętami dwie rezerwacje na wyzwania oraz jedną sesję z Darią i jej dziewczynami - oznajmił Eryk.
Daria była terapeutką i psychiatrą, która pracowała jako wolontariuszka w ośrodku dla kobiet dotkniętych przemocą. Kiedyś sama tego doświadczyła i teraz starała się pomóc innym. Jej podopieczne przyjeżdżały do Dębowego Uroczyska na zajęcia z samoobrony, które prowadziła Nina, ale nie ograniczały się tylko do treningów, lecz spacerowały po lesie, rozmawiały o swoich przeżyciach i wzajemnie się wspierały. To właśnie podczas jednego z takich spotkań, wieczorem, przy ognisku, Nina wyznała im, co się wydarzyło w jej życiu, opowiedziała o dniu, w którym zginął Michał, i wbrew swym obawom nie została przez nie odtrącona i potępiona, lecz spotkała się ze zrozumieniem i współczuciem. Ten wieczór był przełomowy, bo właśnie po nim Nina zdecydowała się przyjąć pomoc Darii i zacząć terapię, która miała uwolnić ją od traumy i ataków paniki.
- Na święta nikt się nie zgłosił - westchnęła ze smutkiem Alina. - Ale to nic... Po prostu będziemy razem, czyli w rodzinnym gronie. Chyba że twoi rodzice nas odwiedzą? - zwróciła się do Niny, a ta aż się wzdrygnęła.
- Nie, nie sądzę, żeby nas w najbliższych latach miało spotkać to wyróżnienie, po tym jak nie skorzystałam z ich zaproszenia na casting - odpowiedziała.
Rodzice Niny byli muzykami i mieli do córki ogromny żal o to, że jako nastolatka porzuciła lekcje śpiewu i gry na skrzypcach i w sekrecie przed nimi złożyła papiery do szkoły wojskowej, zaprzepaszczając tym samym - w ich mniemaniu - szansę na oszałamiającą muzyczną karierę. Ich relacje były chłodne, rzadko się kontaktowali, a dziewczynę właściwie wychowywali dziadkowie, ponieważ rodzice zajmowali się swoją karierą. A jednak w ubiegłym roku przyjechali na Boże Narodzenie do Dębowego Uroczyska i podczas kolacji wigilijnej wręczyli Ninie zaproszenie na casting do rewii operowej. Uważali, że to dla niej szansa na naprawienie największego życiowego błędu, a gdy odpowiedziała, że z tego nie skorzysta, nie potrafili się z tym pogodzić ani zrozumieć. Doszło do kłótni i padło między nimi wiele ostrych słów, a gdy następnego dnia odjechali, Nina była przekonana, że nie odezwą się do niej przez najbliższych kilka miesięcy.
- Tak bym chciała, żebyście osiągnęli porozumienie - powiedziała Alina, odrywając Ninę od wspomnień o tamtych świętach, które ani trochę nie przypominały rodzinnych spotkań, opiewanych w książkach, filmach i reklamach.
- Obawiam się, że prędzej piekło zamarznie, niż my się dogadamy...
Podczas sesji z Darią Nina wielokrotnie słyszała, że powinna choć spróbować porozumieć się z mamą i tatą, ale ona konsekwentnie odmawiała, bo po prostu wiedziała, że się nie da.
- Żyjemy w dwóch różnych światach i nigdy nie osiągniemy porozumienia - powtarzała.
- No, dobrze. - Eryk wziął swój gruby notes i popatrzył na zgromadzonych przy stole. - Do świąt zostało dużo czasu, ale nie zawadzi od razu rozdzielić zadania. Czy któreś z twoich przyjaciół jest wegetarianinem, weganinem albo ma uczulenie na coś jadalnego? - zwrócił się do Niny, a ta w odpowiedzi parsknęła.
- Coś ty. Jedzą wszystko, co się nawinie!
- Czyli menu standardowe. Okej, no to przygotujmy listę zakupów... Na pierwszy ogień pójdą zajęcia z samoobrony dla Darii i dziewczyn, bo one pojawią się już po weekendzie.
Zaczęli rzucać pomysły, ale w pewnym momencie Alina pobladła, podniosła się i wyszła z kuchni, nic nikomu nie mówiąc.
- Kiepsko się czuje po tych lekach, które mają podnieść płodność - wyjaśnił Przemek, widząc ich zaniepokojone spojrzenia. - Namawiam ją, żebyśmy z tego zrezygnowali, bo nie mogę patrzeć, jak się męczy. Mnie też dali tabletki, ale nie czuję po nich żadnej różnicy, a Alinka ciągle ma mdłości, bóle brzucha albo zawroty głowy, a przy tym jest taka zmęczona... Myślę, że lepiej będzie pomyśleć o adopcji, zamiast tak się truć bez sensu. Idę do niej.
Wyszedł z kuchni, a Eryk i Nina popatrzyli na siebie bezradnie. Alina i Przemek wciąż starali się o dziecko. Wszystkie badania mieli prawidłowe, lekarze twierdzili, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ciąża się pojawiła, ale mijały lata, a nic się nie działo. W ubiegłym roku w końcu Alina zaszła w ciążę i wówczas oboje skakali pod sufit z radości, jednak po kilku tygodniach poroniła i małżonkowie bardzo mocno to przeżyli. Zresztą nie tylko oni, bo Nina i Eryk, którzy byli tego świadkami, też odczuli to jak osobistą stratę. To właśnie te wydarzenia tak ich do siebie zbliżyły i sprawiły, że zdecydowali się zostać stałymi mieszkańcami willi na polanie. Alina i Przemek od stycznia podjęli nowoczesną terapię, która miała podnieść płodność obojga, i wiązali z tym wielkie nadzieje, dlatego Alina zaciskała zęby i postanowiła, że wytrwa, mimo złego samopoczucia. Klinika, do której zwrócili się o pomoc, miała doskonałe wyniki, a na jej stronie internetowej znajdowały się setki wpisów od szczęśliwych rodziców.
"Może i my będziemy mogli taki zamieścić?" - myśleli.
Przez pierwszy miesiąc Alina odczuwała tylko lekkie mdłości i napięcie w dole brzucha, ale z każdym tygodniem przykre dolegliwości się nasilały, dołączyło do nich zmęczenie, senność, kłopoty z żołądkiem i bóle piersi oraz uczucie obrzmienia. Musiała zrezygnować z noszenia ślubnej obrączki, bo raz zdjęła ją na noc i rano już nie była w stanie wcisnąć jej na palec.
"Wytrzymam, to nic takiego" - powtarzała sobie w duchu i nie skarżyła się, ale w pewnym momencie Przemek zauważył, że coś jest nie w porządku, i gdy powiedziała mu prawdę, zaczął ją namawiać, by odstawiła leki.
- Pozwólmy działać naturze - mówił. - Nie mogę patrzeć, jak się męczysz.
- Naturze czasami trzeba pomóc - odpowiadała i kontynuowali terapię, choć z każdym mijającym tygodniem, który nie przynosił wymarzonej ciąży, tracili nadzieję.