p

Wysoko wrażliwi. Jak funkcjonować w świecie, który nas przytłacza - Elaine N. Aron

Kup ebooka

49.99 zł
38.99 zł (38,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

OPI­NIE CZY­TEL­NI­KÓW

Wła­śnie skoń­czy­łam czy­tać Wysoko wraż­li­wych i nie wiem, jak mam Pani dzię­ko­wać za napi­sa­nie tak wspa­nia­łej książki. Pro­stym języ­kiem, w zro­zu­miały spo­sób wyra­ziła Pani to, co zawsze wie­dzia­łam na swój temat. Czy­ta­jąc Pani książkę, po raz pierw­szy w życiu czu­łam, że ktoś naprawdę rozu­mie, co to zna­czy iść przez życie jako wysoko wraż­liwy czło­wiek. (...) Jako pierw­sza nie tylko tłu­ma­czy Pani cechy wraż­liwych ludzi, lecz także wyka­zuje, że są oni nie­zbędni dla naszego spo­łe­czeń­stwa.

M. C., Roc­ka­way, NJ

Przede wszyst­kim pra­gnę wyra­zić swoją głę­boką wdzięcz­ność. Wła­śnie skoń­czy­łam czy­tać Pani książkę. (...) Dała mi Pani praw­dziwą nadzieję na nowe życie w wieku 52 lat. Nie spo­sób wyra­zić, jaką pocie­chę od Pani otrzy­ma­łam i ile rado­ści dała mi ta lek­tura.

J. M., New York, NY

Dzię­kuję Pani gorąco za wewnętrzny spo­kój, jaki przy­nio­sła mi Pani książka!

S. P., Sacra­mento, CA

Ta książka otwo­rzyła mi oczy na to, że nie jestem sama z moją wraż­li­wo­ścią, a w samej wraż­li­wo­ści nie ma nic złego. (...) Zawsze mia­łam poczu­cie, że jest ze mną coś nie tak. (...) Książka umoż­li­wiła mi wgląd w samą sie­bie. (...) Dzię­kuję za Pani bada­nia i za słowa zachęty. Jedne i dru­gie dużo mi dało.

M. G., Belle River, Onta­rio (Kanada)

Piszę, by wyra­zić swoją wdzięcz­ność Ela­ine Aron za jej książkę Wysoko wraż­liwi. Śmia­łam się i pła­ka­łam. Czu­łam, że ktoś mnie rozu­mie i doce­nia. Nie tylko nie ma nic "złego" w byciu wraż­li­wym, ale to dar. Dzię­kuję.

L. H., Fin­dlay, OH

Nie pamię­tam, kiedy ostat­nio prze­czy­ta­łem książkę od deski do deski w ciągu jed­nego dnia. Dzięki niej poczu­łem, że należę do całego grona podob­nych mi ludzi, i nie jestem wyrod­kiem, za jakiego się mia­łem. (...) Z rado­ścią prze­czy­tam ją ponow­nie.

K. J., San Fran­ci­sco, CA

Pró­bo­wa­łem się dowie­dzieć, kim jestem i co mogę w związku z tym zro­bić. Odnaj­duję się w wielu sytu­acjach opi­sa­nych w tej książce. (...) Szkoda, że nie mogę jej wysłać wszyst­kim moim zna­jo­mym, daw­nym i obec­nym.

C. M., River­side, CA

Wła­śnie prze­czy­ta­łem Pani książkę, jest nad­zwy­czajna. Zde­cy­do­wa­nie naj­lep­sza i naj­bar­dziej pomocna spo­śród wielu, które czy­ta­łem. (...) Wyko­nała Pani ogromną pracę, a to, co ma Pani do powie­dze­nia, głę­boko mnie poru­sza.

S. S., New York, NY

Książka Wysoko wraż­liwi była dla mnie obja­wie­niem.

A. A., Tustin, CA

Nota autorska do wydania z roku 2012

Nota autor­ska do wyda­nia z roku 2012

W roku 1998, trzy lata po uka­za­niu się pierw­szego wyda­nia tej książki, napi­sa­łam do niej nowe wpro­wa­dze­nie zaty­tu­ło­wane Rado­sne świę­to­wa­nie. Pra­gnę­łam zachę­cić nas wszyst­kich do rado­ści z powodu tego, jak wiele osób odkryło, że są wysoko wraż­liwe, i uznało tę książkę za pomocną oraz że kon­cep­cja wyso­kiej wraż­li­wo­ści wzbu­dziła też zain­te­re­so­wa­nie w krę­gach nauko­wych. Obec­nie mamy stu­krot­nie wię­cej powo­dów do takiego świę­to­wa­nia. Książka została prze­tłu­ma­czona na kil­ka­na­ście języ­ków: od szwedz­kiego, hisz­pań­skiego i kore­ań­skiego po hebraj­ski, fran­cu­ski czy węgier­ski. Arty­kuły na temat wyso­kiej wraż­li­wo­ści były publi­ko­wane w wielu pro­mi­nent­nych cza­so­pi­smach na całym świe­cie. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych na przy­kład uka­zał się obszerny arty­kuł w "Psy­cho­logy Today"1 i krót­sze omó­wie­nie w "Time"2, podob­nie jak w wielu perio­dy­kach poświę­co­nych spra­wom kobiet czy ochro­nie zdro­wia (np. "O Maga­zine") i na licz­nych por­ta­lach zdro­wot­nych. Zaini­cjo­wano spo­tka­nia dla wysoko wraż­li­wych osób (WWO). Kursy na ten temat pro­wa­dzone są w Sta­nach Zjed­no­czo­nych i w Euro­pie, nie mówiąc o bogac­twie mate­ria­łów dostęp­nych na kanale YouTube, o fil­mach, książ­kach, cza­so­pi­smach, biu­le­ty­nach, por­ta­lach i wszel­kich innych usłu­gach kie­ro­wa­nych bez­po­śred­nio do osób wysoko wraż­li­wych. Więk­szość tych mate­ria­łów jest zna­ko­mita, nie­które - nie­stety nie cał­kiem. Dzie­siątki tysięcy czy­tel­ni­ków sub­skry­buje mój inter­ne­towy biu­le­tyn Com­fort Zone, dostępny na stro­nie www.hsper­son.com, gdzie w archi­wach zgro­ma­dzone są setki arty­ku­łów doty­czą­cych wszyst­kich aspek­tów wyso­kiej wraż­li­wo­ści. Zro­bi­li­śmy nie­mało.

Trzy korekty

Bio­rąc pod uwagę, że niniej­sza książka została napi­sana u zara­nia swego rodzaju rewo­lu­cji, uzna­łam, że przed kolej­nym wyda­niem powin­nam ją zwe­ry­fi­ko­wać. Kiedy ją jed­nak przej­rza­łam, nie zna­la­złam w niej zbyt wielu aspek­tów, które chcia­ła­bym zmie­nić. Na­dal dobrze speł­nia swoją rolę - z trzema zastrze­że­niami.

Po pierw­sze i naj­waż­niej­sze, zale­żało mi na uwzględ­nie­niu nowych badań nauko­wych. Ma to klu­czowe zna­cze­nie, bo wyniki badań pozwa­lają nam się prze­ko­nać, że wysoka wraż­li­wość real­nie wystę­puje, że książka opi­suje rze­czy­wi­ste zja­wi­sko. Dalej w tej czę­ści przed­sta­wię wyniki aktu­al­nych badań nauko­wych.

Po dru­gie, dys­po­nu­jemy obec­nie pro­stym, wszech­stron­nym opi­sem wyso­kiej wraż­li­wo­ści jako cechy - w postaci akro­nimu DOES, który pozwala wygod­nie ująć klu­czowe dla niej aspekty zacho­wa­nia.

"D" ozna­cza głę­bię prze­twa­rza­nia (ang. depth of pro­ces­sing). Cha­rak­te­ry­styczne dla nas jest to, że przed przy­stą­pie­niem do dzia­ła­nia obser­wu­jemy i zasta­na­wiamy się. Głę­biej niż inni prze­twa­rzamy wszystko, nie­za­leż­nie od tego, czy zda­jemy sobie z tego sprawę, czy nie. "O" ozna­cza, że czę­sto zda­rza się nam dozna­wać prze­sytu bodź­cami, czyli prze­sty­mu­lo­wa­nia (ang. over­sti­mu­la­tion). Ponie­waż wszyst­kiemu poświę­camy wię­cej uwagi, szyb­ciej zaczy­namy odczu­wać zmę­cze­nie. "E" mówi o akcen­cie na reak­cje emo­cjo­nalne i sil­nej więzi empa­tycz­nej, co mię­dzy innymi wzmaga naszą spo­strze­gaw­czość i pomaga w ucze­niu się. "S" ozna­cza wyczu­le­nie (ang. being sen­si­tive) na sub­tel­no­ści w ota­cza­ją­cym nas świe­cie.

Wię­cej na ten temat napi­szę przy oka­zji rela­cjo­no­wa­nia badań nauko­wych.

Po trze­cie, pewne mniej obszerne zagad­nie­nie chcia­ła­bym roz­strzy­gnąć od razu - mam na myśli oma­wianą w książce kwe­stię sto­so­wa­nia leków prze­ciw­de­pre­syj­nych, kon­cen­tru­jącą się wokół Pro­zacu. Od 1996 roku poja­wiło się mnó­stwo nowych anty­de­pre­san­tów, pozna­li­śmy także ich liczne wady i zalety. Czy są szko­dliwe dla orga­ni­zmu? Czy dla więk­szo­ści ludzi sta­no­wią tylko pla­cebo, popra­wia­jąc samo­po­czu­cie w takim samym stop­niu jak połknię­cie cukro­wej tabletki? Z dru­giej strony co z licz­nymi samo­bój­stwami, któ­rym zapo­bie­gły? I czy leki te nie przy­czy­niły się także do poprawy jako­ści życia bli­skich osoby, która prze­stała odczu­wać depre­sję? Argu­menty za i prze­ciw pozo­stają mocne i warte roz­wa­że­nia. Na szczę­ście obec­nie można się z nimi zapo­znać, korzy­sta­jąc z inter­netu (ale trzy­maj się rela­cji z badań nauko­wych, a daruj sobie tchnące hor­ro­rem opo­wie­ści zwo­len­ni­ków obu stron). Moja zasad­ni­cza rada pozo­staje nie­zmien­nie ta sama: jak naj­wię­cej się dowiedz, a następ­nie sam podej­mij decy­zję w odnie­sie­niu do sie­bie; naj­le­piej wyrób sobie wła­sną opi­nię na ten temat przed ewen­tu­al­nym wpad­nię­ciem w depre­sję, na którą w pew­nych oko­licz­no­ściach osoby wysoko wraż­liwe są gene­tycz­nie bar­dziej podatne, a gdy czło­wiek już się z nią boryka, trud­niej podej­muje się decy­zje.

Jeśli nie jesteś zain­te­re­so­wany bada­niami nad wraż­li­wo­ścią, możesz pomi­nąć poniż­sze uwagi lub przej­rzeć je tylko pobież­nie. Być może jesteś typem osoby, która rozu­mie tę cechę intu­icyj­nie, "ser­cem i duszą", bez potrzeby udziału inte­lektu. Wyobra­żam sobie jed­nak, że cza­sami chciał­byś prze­ła­mać czyjś scep­ty­cyzm, a nie­kiedy nawet jaw­nie nie­przy­chylne reak­cje, z któ­rymi spo­ty­kasz się, mówiąc o swo­jej wyjąt­ko­wej wraż­li­wo­ści. Solidna dawka wie­dzy może ci wtedy przyjść z pomocą.

Badania naukowe po 1996 roku

Nauka nie tylko potwier­dziła mnó­stwo stwier­dzeń zawar­tych w tej książce (nie­które z nich miały począt­kowo opar­cie jedy­nie w moich obser­wa­cjach), lecz także znacz­nie wykro­czyła poza to, co wie­dzia­łam w cza­sie jej pisa­nia. Sta­ra­łam się, by mój poniż­szy opis był inte­re­su­jący, ale zara­zem na tyle szcze­gó­łowy, aby zado­wo­lić także tych, któ­rym zależy na pogłę­bio­nych wia­do­mo­ściach. Pełną wie­dzę na temat meto­do­lo­gii i uzy­ska­nych wyni­ków znaj­dziesz w źró­dło­wych arty­ku­łach.

W 2012 roku opu­bli­ko­wa­łam obszerne stresz­cze­nie teo­rii i badań3. Nato­miast na stro­nie www.hsper­son.com dostępna jest stale uak­tu­al­niana lista badań. Cesze, o któ­rej mówimy, nada­łam naukową nazwę "wraż­li­wość prze­twa­rza­nia zmy­sło­wego" (ang. sen­sory pro­ces­sing sen­si­ti­vity). Nie należy jej mylić z zabu­rze­niami prze­twa­rza­nia zmy­sło­wego (ang. sen­sory pro­ces­sing disor­der) czy z zabu­rze­niami inte­gra­cji zmy­sło­wej (ang. sen­sory inte­gra­tion disor­der), któ­rym nadano nie­stety podob­nie brzmiące nazwy. Pra­gnę dodać, że różni bada­cze zaj­mo­wali się też kwe­stiami bar­dzo podob­nymi do wraż­li­wo­ści. Jeśli inte­re­sują cię te prace, możesz poszu­kać infor­ma­cji na takie tematy jak bio­lo­gi­cal sen­si­ti­vity to con­text (Tho­mas Boyce, Bruce Ellis i in.), dif­fe­ren­tial suscep­ti­bi­lity (Jay Bel­sky, Michael Plu­ess i in.) oraz orien­ting sen­si­ti­vity (D. Evans, Mary Roth­bart i in.), by zapo­znać się z licz­nymi innymi bada­niami prze­pro­wa­dzo­nymi od czasu publi­ka­cji pierw­szego ame­ry­kań­skiego wyda­nia Wysoko wraż­li­wych.

Pierwsze badania

Pierw­sze z opu­bli­ko­wa­nych przez nas (tj. przeze mnie i mojego męża, który ma nie­zwy­kłą umie­jęt­ność opra­co­wy­wa­nia eks­pe­ry­men­tów) badań4 zaowo­co­wały powsta­niem zamiesz­czo­nej w tej książce skali wraż­li­wo­ści Highly Sen­si­tive Per­son Scale. Celem tego bada­nia było także wyka­za­nie, że wysoka wraż­li­wość nie jest toż­sama ani z intro­wer­sją, ani z neu­ro­tycz­no­ścią (jest to spe­cja­li­styczne okre­śle­nie ten­den­cji do popa­da­nia w depre­sję lub prze­ży­wa­nia sil­nych lęków). Mie­li­śmy rację - jest to odrębna cecha, choć sil­nie sko­re­lo­wana z neu­ro­tycz­no­ścią. Mia­łam prze­czu­cie, że znam tego przy­czynę, i w dru­giej serii naszych badań opu­bli­ko­wa­nych w 2005 roku5 udało mi się ją potwier­dzić: te osoby wysoko wraż­liwe, które miały za sobą trudne dzie­ciń­stwo, cier­piały na depre­sję, lęki i nasi­loną nie­śmia­łość czę­ściej niż pozo­stali ludzie z podob­nymi wcze­snymi prze­ży­ciami, jed­nak w przy­padku osób, któ­rych dzie­ciń­stwo było w miarę pogodne, ryzyko zabu­rzeń nie było więk­sze niż dla całej popu­la­cji. Uzy­ska­li­śmy nawet pewne wska­zówki - wzmoc­nione od tam­tego czasu - że osoby takie funk­cjo­nują lepiej niż niewraż­liwe mające za sobą dobre dzie­ciń­stwo, tak jakby sil­niej wpły­wało na nie dowolne śro­do­wi­sko, w jakim się znajdą. Póź­niej­sze bada­nia prze­pro­wa­dzone przez Miriam Liss ze współ­pra­cow­ni­kami6 przy­nio­sły ana­lo­giczne rezul­taty, głów­nie w odnie­sie­niu do depre­sji. Pamię­tajmy, że jest to pra­wi­dło­wość wystę­pu­jąca "prze­cięt­nie". Nie­które wraż­liwe osoby z dobrymi doświad­cze­niami z dzie­ciń­stwa mogą cier­pieć na depre­sję, a inne mogą w nią nie wpa­dać pomimo nie­szczę­śli­wego dzie­ciń­stwa. Co wię­cej, oddzia­łuje na nas mnó­stwo innych czyn­ni­ków oprócz dzie­ciń­stwa. Jed­nym z waż­niej­szych jest ogólny poziom stresu w życiu.

Ta inte­rak­cja wyjąt­ko­wej wraż­li­wo­ści ze śro­do­wi­skiem, w jakim prze­bie­gało dzie­ciń­stwo, pozwala wyja­śnić sto­sun­kowo silny zwią­zek mię­dzy neu­ro­tycz­no­ścią czy nega­tyw­nymi uczu­ciami a wysoką wraż­li­wo­ścią, który wykry­li­śmy w naszym pierw­szym bada­niu. Mniej wię­cej połowa pytań w skali HSP odnosi się do uczuć nega­tyw­nych ("...spra­wiają mi dys­kom­fort", "Czuję się roz­trzę­siony, gdy...", "Iry­tuje mnie..." itd.). Ponie­waż wiele osób wysoko wraż­li­wych ma za sobą trudne dzie­ciń­stwo - czę­sto z tego powodu, że nikt nie rozu­miał ich wro­dzo­nego tem­pe­ra­mentu - ich utrzy­mu­jące się nega­tywne uczu­cia wyni­ka­jące z wraż­li­wo­ści mogłyby spra­wiać, że czują więk­szy dys­kom­fort i są bar­dziej roz­trzę­sione czy ziry­to­wane w sytu­acjach, które w pew­nym stop­niu doskwie­rają wszyst­kim wraż­li­wym oso­bom. Mogłoby to się przy­czy­niać do nakła­da­nia się na sie­bie wyso­kiej wraż­li­wo­ści i neu­ro­tycz­no­ści z powo­dów nie­ma­ją­cych nic wspól­nego z samą cechą. Obec­nie, gdy posłu­gu­jemy się naszą skalą, korzy­stamy z róż­nych pytań o ogólne nasi­le­nie odczu­wa­nia nega­tyw­nych emo­cji przez bada­nych i uwzględ­niamy to w ana­li­zie sta­ty­stycz­nej.

Nie­stety, znaczna część badań kli­nicz­nych7 poświę­co­nych związ­kom mię­dzy wysoką wraż­li­wo­ścią a na przy­kład lękami, stre­sem czy fobiami komu­ni­ka­cyj­nymi nie uwzględ­nia wpły­wów śro­do­wi­ska wycho­waw­czego, przez co powstaje wra­że­nie, że wszyst­kie osoby wysoko wraż­liwe mają tego typu pro­blemy. Dla­tego też nie będę tu przed­sta­wiać tych badań.

Serotonina a wysoko wrażliwi

Opi­sane powy­żej odkry­cie dobrego lub złego wpływu dzie­ciń­stwa na dal­sze losy osoby wysoko wraż­li­wej sta­nowi inte­re­su­jący przy­pis do tego, co zawar­łam w roz­dziale poświę­co­nym medy­cy­nie. Cyto­wa­łam bada­nia Ste­phena Suomiego na temat nie­wiel­kiej grupy rezu­sów, które przy­cho­dzą na świat z cechą nazwaną pier­wot­nie "spię­ciem" (ang. up-tight), ponie­waż sil­niej oddzia­ły­wało na nie wycho­wy­wa­nie w warun­kach stresu. Spra­wiały one wra­że­nie nie tylko bar­dziej przy­gnę­bio­nych i lękli­wych, ale także - tak jak u cier­pią­cych na depre­sję ludzi - miały w mózgu mniej dostęp­nej sero­to­niny, co kory­gują anty­de­pre­santy. Sero­to­nina to sub­stan­cja wyko­rzy­sty­wana w celu prze­sy­ła­nia infor­ma­cji w co naj­mniej sie­dem­na­stu obsza­rach w mózgu. Oka­zuje się, że u wspo­mnia­nych małp zaob­ser­wo­wano gene­tycz­nie uwa­run­ko­wane obni­że­nie ogól­nego poziomu sero­to­niny, który dodat­kowo spa­dał pod wpły­wem stresu. Wysoko wraż­liwe osoby mają ten sam wariant gene­tyczny. Co cie­kawe, wła­sno­ści te znaj­duje się tylko u dwóch gatun­ków naczel­nych: u ludzi i u rezu­sów, które to gatunki są w znacz­nym stop­niu spo­łeczne i zdolne do przy­sto­so­wy­wa­nia się do wielu róż­no­rod­nych śro­do­wisk. Być może wysoko wraż­li­wym człon­kom grupy łatwiej jest dostrze­gać różne sub­telne cechy oto­cze­nia, na przy­kład to, które nowe pokarmy można bez­piecz­nie zja­dać i jakich zagro­żeń należy uni­kać, dzięki czemu są w sta­nie prze­żyć w nowych warun­kach.

Warianty gene­tyczne odpo­wia­dają za wiele naszych cech: kolor oczu, wło­sów, skóry, różne szcze­gólne zdol­no­ści czy pewne fobie. Nie­które z nich nie odgry­wają więk­szej roli, inne są uży­teczne albo nieuży­teczne (a cza­sem nawet szko­dliwe) w zależ­no­ści od śro­do­wi­ska. Jeśli miesz­kasz w oko­licy, gdzie żyje wiele jado­wi­tych węży, wro­dzony lęk przez nimi może być korzystny. Staje się on jed­nak kło­po­tliwy, gdy chcesz zostać nauczy­cie­lem przy­rody.

Od czasu, gdy napi­sa­łam tę książkę i cyto­wa­łam bada­nia nad rezu­sami, poja­wiły się bada­nia prze­pro­wa­dzone w Danii przez Ceci­lie Licht i współ­pra­cow­ni­ków8, które suge­rują, że wszyst­kie osoby wysoko wraż­liwe mają ten sam wariant gene­tyczny. Przez lata bada­cze sku­piali się na związku niskiego poziomu sero­to­niny z samą depre­sją, a uzy­ski­wane przez nich wyniki były nie­spójne, być może wła­śnie dla­tego, że w bada­niach uwzględ­niano zbyt wiele wysoko wraż­li­wych osób mają­cych za sobą dobre dzie­ciń­stwo, u któ­rych depre­sja się nie ujaw­niła.

Musi być jakiś powód tego, by wiele osób posia­dało taką cechę jak "skłon­ność do depre­sji", która z ewo­lu­cyj­nego punktu widze­nia powinna być nie­ko­rzystna. Now­sze bada­nia poka­zują9, że wariant gene­tyczny, który spra­wia, że w mózgu dostępna jest mniej­sza ilość sero­to­niny, nie­sie ze sobą także okre­ślone korzy­ści, takie jak lep­sze niż u innych prze­cho­wy­wa­nie w pamięci wyuczo­nego mate­riału, spraw­niej­szy pro­ces podej­mo­wa­nia decy­zji, lep­sze ogólne funk­cjo­no­wa­nie umy­słowe, a ponadto jesz­cze więk­sze umac­nia­nie swego zdro­wia psy­chicz­nego przez dobre doświad­cze­nia życiowe. Podobne korzy­ści dla funk­cjo­no­wa­nia psy­chicz­nego zaob­ser­wo­wano także u rezu­sów posia­da­ją­cych ten sam wariant gene­tyczny10. Być może naj­lep­szym zadość­uczy­nie­niem dla wysoko wraż­li­wych osób, które mogą mieć dość postrze­ga­nia ich jako sła­be­uszy czy cho­rych, jest prze­pro­wa­dzone przez Suomiego bada­nie11, z któ­rego wynika, że o ile rezusy z takimi genami były umie­jęt­nie wycho­wy­wane przez matki, czę­ściej wyka­zy­wały szyb­sze tempo roz­woju oraz odpor­ność na stres i prze­wo­dziły w swo­ich gru­pach spo­łecz­nych.

W tym samym duchu z coraz więk­szej liczby badań wynika12, że nie­które jed­nostki są wyjąt­kowo wraż­liwe, a przez to szcze­gól­nie podatne na oddzia­ły­wa­nie śro­do­wi­ska - na przy­kład w dzie­ciń­stwie więk­szy wpływ wywie­rają na nie rodzice, nauczy­ciele czy pozy­tywne inter­wen­cje.

Czym zatem jest ta ele­men­tarna cecha, która miewa dla nas zarówno dobre, jak i złe skutki?

Co nas tak wyróżnia?

Jak napi­sa­łam w tej książce, w gro­nie licz­nych gatun­ków (wiemy jak dotąd o ponad stu13; należą do nich mię­dzy innymi muszki owo­cowe i nie­które gatunki ryb) wystę­puje pewne nie­wielka grupa osob­ni­ków, u któ­rych obser­wuje się wysoką wraż­li­wość. Choć, co oczy­wi­ste, cecha ta pro­wa­dzi do innych zacho­wań w zależ­no­ści od tego, czy mamy do czy­nie­nia z muszką, rybą, pta­kiem, psem, jele­niem, małpą czy czło­wie­kiem, naj­ogól­niej można powie­dzieć, że grupa osob­ni­ków, która odzie­dzi­czyła tę cechę, by zbu­do­wać poczu­cie wła­snej war­to­ści i pew­ność sie­bie, sto­suje cha­rak­te­ry­styczną stra­te­gię prze­trwa­nia pole­ga­jącą na chwi­lo­wym zatrzy­my­wa­niu się w celu obser­wa­cji i prze­two­rze­nia tego, co zostało zauwa­żone, przed wybo­rem dzia­ła­nia. Powścią­gli­wość ta nie sta­nowi jed­nak wyznacz­nika cechy. Gdy wraż­liwy osob­nik od razu dostrzega, że bie­żąca sytu­acja jest podobna do jakiejś zapa­mię­ta­nej z prze­szło­ści, wów­czas dzięki temu, że ma ją już dosko­nale prze­my­ślaną i przy­swo­joną, może zare­ago­wać na nie­bez­pie­czeń­stwo lub nada­rza­jącą się oka­zję szyb­ciej niż inni. Z tego powodu trudno było zaob­ser­wo­wać pod­sta­wowy aspekt tej cechy, któ­rym jest głę­bia prze­twa­rza­nia. Nie wie­dząc o tym, obser­wa­to­rzy mogą jedy­nie snuć domy­sły na temat tego, co się dzieje w umy­śle wraż­li­wej osoby, gdy ta zatrzy­muje się przed przy­stą­pie­niem do dzia­ła­nia. Wysoko wraż­liwe osoby czę­sto bywają odbie­rane jako zaha­mo­wane, nie­śmiałe, lękliwe lub intro­wer­tyczne (tym­cza­sem 30 pro­cent spo­śród WWO sta­nowią eks­tra­wer­tycy14, a wielu intro­wer­ty­ków wcale nie jest wraż­li­wych). Nie­któ­rzy "wraż­liwcy" akcep­to­wali te ety­kiety, nie znaj­du­jąc innego wyja­śnie­nia dla swo­jej powścią­gli­wo­ści. Zresztą, mając poczu­cie inno­ści i ułom­no­ści, nie­któ­rzy z nas prze­ko­ny­wali się, że ety­kieta "nie­śmiały, lęka­jący się oceny oto­cze­nia" spraw­dza się jak samo­speł­nia­jąca się prze­po­wied­nia, o czym piszę w roz­dziale 5. Pozo­stali wie­dzieli, że są inni, ale ukry­wali to i dosto­so­wy­wali się, zacho­wu­jąc się tak jak nie­wraż­liwa więk­szość.

Zro­zu­mie­nie, dla­czego wyewo­lu­owa­li­śmy w taki, a nie inny spo­sób, mówi nam o nas znacz­nie wię­cej, niż wie­dzia­łam, pisząc tę książkę pier­wot­nie. Wów­czas myśla­łam, że wraż­li­wość poja­wiła się dla­tego, że była korzystna dla grupy; wraż­liwe osob­niki są zdolne do dostrze­ga­nia nie­bez­pie­czeń­stwa czy oka­zji, które inni mogą prze­oczyć, nato­miast ci inni przy­czy­niają się do dobra wspól­nego przez podej­mo­wa­nie odpo­wied­nich dzia­łań z chwilą, gdy wraż­liwi zwrócą uwagę na taką koniecz­ność. Moż­liwe, że to wyja­śnie­nie jest na­dal czę­ściowo trafne, ale przy­pusz­czal­nie to tylko uboczny efekt tej cechy. Obec­nie przyj­mo­wane wyja­śnie­nie zostało sfor­mu­ło­wane na pod­sta­wie kom­pu­te­ro­wego modelu zapro­po­no­wa­nego przez holen­der­skich bio­lo­gów. Max Wolf i jego współ­pra­cow­nicy15 byli cie­kawi, jak mogło dojść do wyewo­lu­owa­nia wraż­li­wo­ści, zaaran­żo­wali więc odpo­wied­nią sytu­ację, korzy­sta­jąc z pro­gramu kom­pu­te­ro­wego do wyklu­cze­nia wszel­kich innych czyn­ni­ków. Mody­fi­ku­jąc tylko po kilka zmien­nych naraz, obser­wo­wali, co się dzieje w kon­tek­ście róż­nych poten­cjal­nych sytu­acji i stra­te­gii. Chcieli prze­ko­nać się, czy wysoka reak­tyw­ność mogłaby być cechą na tyle korzystną, by utrzy­my­wać się w popu­la­cji (cechy, które prze­szka­dzają nam w życiu, nie utrzy­mują się długo).

Stra­te­gię wraż­li­wo­ści testo­wano w ten spo­sób, że mani­pu­lo­wano stop­niem, w jakim jed­nostka, która nauczyła się cze­goś w sytu­acji A za sprawą pod­wyż­szo­nego uwraż­li­wie­nia na różne jej aspekty, może z powo­dze­niem wyko­rzy­stać tę wie­dzą w sytu­acji B (bada­cze mani­pu­lo­wali także zakre­sem korzy­ści wyni­ka­ją­cych z pora­dze­nia sobie w sytu­acji B). Prze­ciwny sce­na­riusz zakła­dał, że nauka zdo­byta w sytu­acji A nie daje jed­no­stce żad­nych korzy­ści w sytu­acji B, bo sytu­acje te nie mają ze sobą nic wspól­nego. Posta­wiono pyta­nie, jakich warun­ków wyma­ga­łoby zaj­ście ewo­lu­cji obu typów jed­no­stek - uczą­cego się z doświad­cze­nia i nieuczą­cego się. Oka­zało się, że w obu przy­pad­kach wystar­czy bar­dzo nie­znaczny poziom korzy­ści pły­ną­cych z danej stra­te­gii, by się ona poja­wiła, co tłu­ma­czy, dla­czego w rze­czy­wi­sto­ści u ludzi wystę­pują obie te stra­te­gie.

Można by pomy­śleć, że wraż­li­wość zawsze przy­nosi korzy­ści, jed­nak tak nie jest. Oka­zuje się, że może być ona korzystna dla czło­wieka tylko pod warun­kiem, że należy on do mniej­szo­ści. Gdyby wszy­scy byli wraż­liwi, nie wyni­ka­łaby z tego żadna korzyść, tak jak wtedy, gdy wszy­scy kie­rowcy znają jakąś drogę na skróty i nią jeż­dżą; tak wiele osób wyko­rzy­stuje tę infor­ma­cję, że staje się ona bez­war­to­ściowa. Mówiąc krótko, wraż­li­wość - czy też reak­tyw­ność, jak ją nazwali wspo­mniani bio­lo­go­wie - pociąga za sobą zwra­ca­nie więk­szej niż inni uwagi na detale, a następ­nie wyko­rzy­sty­wa­nie tej wie­dzy do for­mu­ło­wa­nia traf­niej­szych prze­wi­dy­wań w przy­szło­ści. Cza­sem daje to wymierne korzy­ści, ale kiedy indziej ten dodat­kowy wysi­łek nie przy­nosi żad­nych efek­tów.

Wraż­li­wość, jak dobrze wiesz, jest kosz­towna. Może prze­ra­dzać się w cał­ko­wite mar­no­wa­nie ener­gii, jeśli twoja bie­żąca sytu­acja nie ma nic wspól­nego z prze­szłymi doświad­cze­niami. Ponadto jeśli prze­szłe doświad­cze­nie było bar­dzo złe, osoba wysoko wraż­liwa może roz­cią­gnąć je na zbyt wiele przy­pad­ków, uni­ka­jąc lub bojąc się róż­nych sytu­acji tylko dla­tego, że w jakimś nie­znacz­nym stop­niu przy­po­mi­nają prze­szłe. Naj­więk­szym kosz­tem wraż­li­wo­ści jest jed­nak prze­cią­że­nie układu ner­wo­wego. Każdy z nas ma gra­nice przyj­mo­wa­nia infor­ma­cji czy bodź­ców, po prze­kro­cze­niu któ­rych dozna­jemy prze­cią­że­nia, prze­sty­mu­lo­wa­nia, przy­tło­cze­nia, prze­sytu i wszel­kiego "prze-"! Tyle że wraż­liwcy docie­rają do tego punktu wcze­śniej niż inni. Na szczę­ście szybko wra­cają potem do normy, gdy tylko mają oka­zję odsap­nąć.

Naprawdę mamy to w genach

Gdy pisa­łam tę książkę, stwier­dzi­łam, że wraż­li­wość jest wro­dzona. Wie­dzia­łam, że obser­wuje się ją już u dzieci od samego uro­dze­nia, a u zwie­rząt, u któ­rych pod­łoże gene­tyczne zostało roz­szy­fro­wane, można wybiór­czo wzmac­niać tę cechę w hodowli. Do uza­sad­nie­nia tej tezy nie dys­po­no­wa­łam jed­nak danymi z badań gene­tycz­nych z wyko­rzy­sta­niem skali HSP. Teraz takie bada­nia są już dostępne. Wspo­mi­na­łam wcze­śniej o wykry­ciu związku mię­dzy wyni­kami uzy­ska­nymi w teście HSP a obec­no­ścią wariantu gene­tycznego wywie­ra­ją­cego wpływ na dostęp­ność sero­to­niny w mózgu. Pra­cu­jący w Chi­nach Chen ze współ­pra­cow­ni­kami16 zasto­so­wali inne podej­ście. Zamiast przy­glą­dać się kon­kret­nemu genowi o zna­nych wła­ści­wo­ściach, ana­li­zo­wali wszyst­kie warianty gene­tyczne (w sumie 98) regu­lu­jące ilość dopa­miny, innej sub­stan­cji uczest­ni­czą­cej w prze­sy­ła­niu infor­ma­cji w okre­ślo­nych obsza­rach mózgu. Odkryli kore­la­cje mię­dzy wyni­kami w skali HSP a dzie­się­cioma warian­tami sied­miu róż­nych genów kon­tro­lu­ją­cych dopa­minę. Choć wszy­scy zga­dzają się, że oso­bo­wość jest w znacz­nym stop­niu dzie­dzi­czona, nikt wcze­śniej nie wykrył tak sil­nych związ­ków mię­dzy genami a stan­dar­do­wymi cechami oso­bo­wo­ści, takimi jak intro­wer­sja, sumien­ność czy ugo­do­wość. Zamiast tego chiń­scy bada­cze zajęli się wysoką wraż­li­wo­ścią w prze­ko­na­niu, że musi ona być "głę­biej zako­rze­niona w ukła­dzie ner­wo­wym".

Co cie­kawe, obec­ność cechy pozwa­lają prze­wi­dy­wać okre­ślone kom­bi­na­cje warian­tów gene­tycz­nych, a funk­cje tych warian­tów są wciąż w dużym stop­niu nie­znane, więc z pew­no­ścią bar­dzo trudno będzie roz­wi­kłać gene­tykę oso­bo­wo­ści. Ponadto z bli­żej nieokre­ślonego powodu w bada­niach gene­tycz­nych nie­zwy­kle trudno ponow­nie uzy­skuje się podobne wyniki przy zasto­so­wa­niu tych samych metod. Zanim zyskamy pew­ność, trzeba będzie prze­pro­wa­dzić wię­cej badań tego typu. Nie­mniej jestem głę­boko prze­ko­nana, że jest to cecha dzie­dziczna.

Stanowimy odrębną grupę ludzi

Choć pisa­łam w tej książce, że zwy­kle czło­wiek albo jest wysoko wraż­liwy, albo taki nie jest, nie dys­po­no­wa­łam wów­czas bez­po­śred­nimi dowo­dami na to. Zało­ży­łam, że tak jest, gdyż Jerome Kagan z Har­wardu odkrył to w odnie­sie­niu do cechy okre­śla­nej u dzieci jako zaha­mo­wa­nie, które uzna­łam za błęd­nie nazwaną wraż­li­wość, skoro wnio­ski opie­rały się na obser­wa­cji dzieci, które zamiast wbie­gać żywio­łowo do pokoju peł­nego skom­pli­ko­wa­nych, nie­zna­nych zaba­wek, zatrzy­mują się naj­pierw, aby się rozej­rzeć. Wielu naukow­ców uwa­żało jed­nak, że wraż­li­wość to cecha przy­po­mi­na­jąca na przy­kład wzrost, który u więk­szo­ści ludzi przyj­muje war­to­ści śred­nie. W ramach pracy dok­tor­skiej przy­go­to­wa­nej na Uni­wer­sy­te­cie w Bie­le­feld (Niemcy) Fran­zi­ska Bor­ries prze­pro­wa­dziła szcze­gó­łową ana­lizę sta­ty­styczną z uwzględ­nie­niem róż­nych kate­go­rii i wymia­rów w bada­niu z udzia­łem ponad 900 osób, które wypeł­niły skalę HSP17. Stwier­dziła, że wysoka wraż­li­wość sta­nowi w rze­czy­wi­sto­ści kate­go­rię, a nie wymiar. Ogól­nie mówiąc, ozna­cza to, że albo się jest wysoko wraż­li­wym, albo nie.

Trudno usta­lić dokładny odse­tek wysoko wraż­li­wych osób w dowol­nej popu­la­cji. Uznaje się, że może on wyno­sić od 15 do 20 pro­cent, ale z róż­nych wzglę­dów liczba ta może być zawy­żona lub zani­żona. Ponadto na wyni­kach w skali HSP ciąży wiele czyn­ni­ków, przez co nie­któ­rzy wraż­liwi mogą uzy­ski­wać rezul­tat pośrodku skali z innych przy­czyn. Być może część osób uzy­skuje wszę­dzie niż­szą punk­ta­cję niż inni; część może być w dniu wypeł­nia­nia testu jest roz­pro­szona itp. Poza tym męż­czyźni zwy­kle uzy­skują niż­szy wynik, choć wiemy, że z cechą tą rodzi się tylu samo chłop­ców co dziew­czy­nek. Wygląda na to, że męż­czyźni ina­czej reagują na wypeł­nia­nie testu niż kobiety. Ale i tak wyniki więk­szo­ści ludzi nie wypa­dają pośrodku skali, lecz wska­zują, że albo mają oni tę cechę, albo nie.

DOES dobrze ujmuje wysoką wrażliwość

Gdy w roku 2011 pisa­łam Psy­cho­the­rapy and the Highly Sen­si­tive Per­son18 (chcąc uła­twić tera­peu­tom lep­sze zro­zu­mie­nie nas, a zwłasz­cza prze­ka­zać im, że nasza cecha nie jest cho­robą czy defek­tem), stwo­rzy­łam wspo­mniany już akro­nim, który ma poma­gać tera­peu­tom w usta­la­niu obec­no­ści tej cechy. Lubię korzy­stać z niego pod­czas opi­sy­wa­nia zarówno nas samych, jak i badań na nasz temat.

D - depth of processing - głębia przetwarzania

U pod­staw wyso­kiej wraż­li­wo­ści leży skłon­ność do głęb­szego prze­twa­rza­nia infor­ma­cji. Jeśli podamy komuś numer tele­fonu, a ten ktoś nie ma go gdzie zapi­sać, będzie usi­ło­wał jakoś go prze­two­rzyć, aby w ten spo­sób uła­twić sobie zapa­mię­ta­nie - na przy­kład przez wie­lo­krotne powta­rza­nie go, dostrze­że­nie jakie­goś szcze­gól­nego układu czy zna­cze­nia cyfr albo ich podo­bień­stwa do cze­goś innego. Bez pod­da­nia tre­ści jakie­muś prze­twa­rza­niu nie będzie szansy jej zapa­mię­tać. Osoby wysoko wraż­liwe wszystko prze­twa­rzają głę­biej. Szu­kają rela­cji pomię­dzy wszyst­kim, co postrze­gają, a prze­szłymi doświad­cze­niami lub ana­lo­gicz­nymi obiek­tami. Robią to nie­za­leż­nie od tego, czy zdają sobie z tego sprawę, czy nie. Gdy podej­mu­jemy decy­zję, nie wie­dząc, jak dokład­nie do niej doszli­śmy, nazy­wamy to intu­icją; osoby wysoko wraż­liwe mają dobrą (choć nie nie­za­wodną!) intu­icję. Jeśli zaś podej­mują decy­zję w spo­sób świa­domy, mogą zauwa­żyć, że zaj­muje im to wię­cej czasu niż innym, bo sta­ran­nie roz­wa­żają wszyst­kie opcje. To także jest głę­bia prze­twa­rza­nia.

W bada­niach potwier­dza­ją­cych ten aspekt naszej cechy porów­ny­wano poziom akty­wa­cji mózgu u osób wraż­li­wych i u niewraż­li­wych pod­czas wyko­ny­wa­nia róż­nych zadań per­cep­cyj­nych. Bada­nia Jadzi Jagiel­lo­wicz19 poka­zały, że osoby wraż­liwe w więk­szym stop­niu korzy­stają z obsza­rów mózgu powią­za­nych z "głęb­szym" prze­twa­rza­niem infor­ma­cji, szcze­gól­nie w zada­niach wyma­ga­ją­cych dostrze­ga­nia niu­an­sów. W innym bada­niu, prze­pro­wa­dzo­nym przez nas ze współ­pra­cow­ni­kami20, wraż­li­wym i niewraż­li­wym oso­bom dano trudne z zało­że­nia zada­nia per­cep­cyjne (czyli wyma­ga­jące więk­szej akty­wi­za­cji mózgu, więk­szego wysiłku), zależne od kul­tury, z jakiej pocho­dzili. U osób nie­wraż­li­wych ujaw­niła się ocze­ki­wana trud­ność, jed­nak mózgi osób wraż­li­wych naj­wy­raź­niej nie doświad­czały jej, nie­za­leż­nie od tego, z jakiej kul­tury wywo­dzili się ci ludzie. Wyda­wało się, że natu­ralne jest dla nich wykra­cza­nie poza ocze­ki­wa­nia kul­tu­rowe i docie­ra­nie do tego, "jak jest w rze­czy­wi­sto­ści".

Bada­nia prze­pro­wa­dzone przez Biankę Ace­vedo i jej współ­pra­cow­ni­ków21 wyka­zały w mózgach osób wysoko wraż­li­wych wyż­szą aktyw­ność w rejo­nie zwa­nym wyspą. Jest to obszar zaj­mu­jący się bie­żącą inte­gra­cją infor­ma­cji o wewnętrz­nych sta­nach i emo­cjach, pozy­cji ciała i wyda­rze­niach zewnętrz­nych. Nie­któ­rzy nazy­wają go ośrod­kiem świa­do­mo­ści22. Jeśli jeste­śmy w więk­szym stop­niu świa­domi tego, co się dzieje zarówno wewnątrz nas, jak i na zewnątrz, to takich wła­śnie wyni­ków nale­żało się spo­dzie­wać.

O - overstimulation - przestymulowanie

Jeśli dostrze­gasz każdy naj­drob­niej­szy szcze­gół oko­licz­no­ści, w jakich się znaj­du­jesz, a są one wie­lo­ra­kie (wiele rze­czy do zapa­mię­ta­nia), inten­sywne (hałas, nie­ład itp.) albo sytu­acja cią­gnie się zbyt długo (dwu­go­dzinny dojazd do pracy), jest oczy­wi­ste, że szyb­ciej się zmę­czysz, musząc prze­twa­rzać tak wiele danych. Inni, któ­rzy nie dostrze­gają tyle co ty (albo wręcz nic), nie męczą się tak szybko. Mogą nawet uznać za dziwne, że cało­dzienne zwie­dza­nie mia­sta, a potem wie­czorne wyj­ście do klubu to dla cie­bie za dużo. Nie­prze­rwa­nie mówią, gdy ty marzysz o chwili ciszy i spo­koju na zebra­nie myśli, i uwiel­biają wypady do "ener­ge­tycz­nych" restau­ra­cji czy na imprezkę, pod­czas gdy ty z naj­wyż­szym tru­dem zno­sisz tam­tej­szy hałas. I wła­śnie to zacho­wa­nie jest naj­czę­ściej zauwa­żane przez oto­cze­nie - to, że nad­mierna sty­mu­la­cja (w tym także spo­łeczna) łatwo prze­ciąża osoby wysoko wraż­liwe albo że te z nich, które zdają sobie z tego sprawę, czę­ściej niż inne uni­kają takich sytu­acji.

W nie­dawno prze­pro­wa­dzo­nym bada­niu w Niem­czech Frie­de­rike Ger­sten­berg23 porów­ny­wała wraż­liwe i niewraż­liwe osoby, które miały za zada­nie wyszu­kać na ekra­nie moni­tora poprze­krzy­wiane litery "T" ukryte w gąsz­czu "L" usta­wio­nych w róż­nych kie­run­kach. Osoby wysoko wraż­liwe były szyb­sze i dokład­niej­sze, ale także bar­dziej zestre­so­wane po wyko­na­niu zada­nia. Czy wyni­kało to z wysiłku per­cep­cyj­nego, czy też z emo­cji towa­rzy­szą­cych udzia­łowi w eks­pe­ry­men­cie? Nie­za­leż­nie od tego, co kon­kret­nie było przy­czyną, odczu­wały prze­cią­że­nie. Podob­nie jak meta­lowa kon­struk­cja może zostać prze­cią­żona, gdy położy się na niej nad­mierny cię­żar, tak samo dzieje się z nami.

Stres wyni­ka­jący z dużego natę­że­nia bodź­ców nie jest jed­nak głów­nym prze­ja­wem wyso­kiej wraż­li­wo­ści, jak nie­kiedy suge­ro­wano, choć natu­ral­nie doświad­czamy go, gdy za wiele się dzieje. Trzeba uwa­żać, by nie mylić wyso­kiej wraż­li­wo­ści z zabu­rze­niem; dys­kom­fort zwią­zany z dozna­niami zmy­sło­wymi może być obja­wem zabu­rze­nia wyni­ka­ją­cego z pro­blemu z prze­twa­rza­niem danych zmy­sło­wych, a nie z nad­zwy­czaj­nej głębi takiego prze­twa­rza­nia. Na przy­kład osoby z zabu­rze­niami ze spek­trum auty­zmu cza­sami skarżą się na prze­cią­że­nie sen­so­ryczne, ale kiedy indziej reagują nie­do­sta­tecz­nie. Wydaje się, że trudno jest im usta­lić, na co mają zwra­cać uwagę, a co igno­ro­wać. W trak­cie roz­mowy może im się wyda­wać, że wzór na dywa­nie czy rodzaj żaró­wek w danym pomiesz­cze­niu są rów­nie istotne jak twarz roz­mówcy. Natu­ral­nie one też mogą się skar­żyć na prze­cią­że­nie bodź­cami i bywa, że w jesz­cze więk­szym stop­niu dostrze­gają dro­bia­zgi, ale - zwłasz­cza w inte­rak­cjach spo­łecz­nych - czę­sto sku­piają się na nie­istot­nych szcze­gó­łach, pod­czas gdy osoby wysoko wraż­liwe zwra­cają bacz­niej­szą uwagę na sub­telne detale mimiki, przy­naj­mniej wtedy, kiedy nie są nad­po­bu­dzone.

E - emotional reactivity - reaktywność emocjonalna

W wyniku prze­pro­wa­dzo­nej serii badań Jadzia Jagiel­lo­wicz usta­liła24, że WWO reagują sil­niej niż nie-WWO na zdję­cia "nace­cho­wane pozy­tyw­nie". (Dane z wcze­śniej­szych son­daży i eks­pe­ry­men­tów25 poka­zały już, że WWO moc­niej reagują zarówno na pozy­tywne, jak i nega­tywne doświad­cze­nia). Ujaw­niało się to jesz­cze wyraź­niej w przy­padku osób, które miały za sobą dobre dzie­ciń­stwo. Bada­nia Jagiel­lo­wicz nad mózgiem dowo­dzą, że ta reak­cja na pozy­tywne obrazy zacho­dziła nie tylko w rejo­nach zwią­za­nych z pier­wot­nym doświad­cza­niem sil­nych emo­cji, lecz także w rejo­nach "wyż­szych", zwią­za­nych z myśle­niem i postrze­ga­niem, to zna­czy w tych, któ­rymi zaj­mują się bada­nia głębi prze­twa­rza­nia. To, że inten­sywna reak­cja na pozy­tywne obrazy jest dodat­kowo wzmac­niana przez dobre dzie­ciń­stwo, współ­gra z nową kon­cep­cją Micha­ela Plu­essa i Jaya Bel­sky'ego26 tak zwa­nej "wraż­li­wo­ści dają­cej prze­wagę" (ang. van­tage sen­si­ti­vity), którą sfor­mu­ło­wali, aby pod­kre­ślić spe­cy­ficzny poten­cjał wraż­li­wych osób do odno­sze­nia korzy­ści z pozy­tyw­nych wyda­rzeń, oko­licz­no­ści i inter­wen­cji.

"E" ozna­cza także empa­tię. W innym bada­niu Bianki Ace­vedo27 wraż­liwe i niewraż­liwe osoby oglą­dały zdję­cia przed­sta­wia­jące ich bli­skich oraz obce osoby wyra­ża­jące radość, smu­tek bądź mające neu­tralny wyraz twa­rzy. We wszyst­kich przy­pad­kach, gdy zdję­cie uka­zy­wało jakąś emo­cję, u wraż­li­wych osób zaob­ser­wo­wano zwięk­szoną akty­wa­cję wyspy, ale także układu neu­ro­nów lustrza­nych, szcze­gól­nie gdy badani patrzyli na zdję­cie przed­sta­wia­jące rado­sną twarz bli­skiej osoby. Mózgowy układ neu­ro­nów lustrza­nych28 został odkryty zale­d­wie około dwu­dzie­stu lat temu. Gdy obser­wu­jemy kogoś wyko­nu­ją­cego jakąś czyn­ność lub prze­ży­wa­ją­cego jakąś emo­cję, to sku­pi­sko neu­ro­nów akty­wuje się tak samo jak nie­które neu­rony osoby obser­wo­wa­nej. Jako przy­kład podam, że te same neu­rony uak­tyw­niają się do pew­nego stop­nia bez względu na to, czy kopiemy piłkę, widzimy kogoś kopią­cego piłkę, sły­szymy dźwięk kop­nię­cia piłki czy też sły­szymy lub wypo­wia­damy słowo "kop­nąć".

Te nie­sa­mo­wite neu­rony nie tylko poma­gają nam w nauce przez naśla­do­wa­nie, ale także - w połą­cze­niu z innymi obsza­rami mózgu, szcze­gól­nie aktyw­nymi u osób wysoko wraż­li­wych - poma­gają nam poznać inten­cje i uczu­cia innych. Dla­tego też są one w znacz­nym stop­niu odpo­wie­dzialne za powszechną u ludzi zdol­ność do empa­tii. Nie tylko domy­ślamy się, jak ktoś się czuje, ale w pew­nym stop­niu sami odczu­wamy to samo co on. Wraż­liwe osoby dosko­nale wie­dzą, o czym piszę. Widok każ­dej smut­nej twa­rzy wywo­ły­wał więk­szą aktyw­ność neu­ro­nów lustrza­nych u WWO niż u pozo­sta­łych bada­nych. Na widok smut­nej miny bli­skich u osób wraż­li­wych docho­dziło do sil­niej­szej akty­wi­za­cji neu­ro­nów w obsza­rach suge­ru­ją­cych, że chcą coś zro­bić, chcą dzia­łać, niż w samych obsza­rach zwią­za­nych z empa­tią (być może uczymy się stu­dzić inten­sywną empa­tię, aby móc pospie­szyć z pomocą). Ale ogól­nie mówiąc, aktyw­ność mózgowa wska­zu­jąca na empa­tię pod­czas oglą­da­nia foto­gra­fii twa­rzy oka­zu­ją­cych dowolne silne emo­cje była wyż­sza u wysoko wraż­li­wych niż u pozo­sta­łych bada­nych.

Dość powszechne jest mylne prze­ko­na­nie, że pod wpły­wem emo­cji myślimy nie­lo­gicz­nie. Now­sze bada­nia naukowe, któ­rych ana­lizę prze­pro­wa­dził Roy Bau­me­ister ze współ­pra­cow­ni­kami29, umiej­sca­wiają emo­cje w samym cen­trum mądro­ści. Jed­nym z powo­dów może być fakt, że emo­cje odczu­wamy naj­czę­ściej w następ­stwie wyda­rzeń, co, jak się zdaje, pomaga nam zapa­mię­ty­wać te wyda­rze­nia i wycią­gać z nich wnio­ski. Im bar­dziej jeste­śmy roz­stro­jeni popeł­nio­nym błę­dem, tym wię­cej o nim myślimy i dzięki temu mamy szansę unik­nąć go w przy­szło­ści. Im bar­dziej cie­szymy się suk­ce­sem, tym wię­cej myślimy i mówimy o nim oraz o pro­wa­dzą­cej do niego dro­dze, co spra­wia, że mamy więk­sze szanse go powtó­rzyć.

Inne bada­nia oma­wiane przez Bau­me­istera, a poświę­cone pozy­tyw­nemu wpły­wowi emo­cji na jasność myśle­nia, poka­zują, że jeśli ludzie nie mają jakie­goś emo­cjo­nal­nego powodu do tego, żeby się cze­goś nauczyć, to nie uczą się tego zbyt dobrze albo wręcz nie uczą się wcale. To wła­śnie jeden z powo­dów, dla któ­rych łatwiej jest się nauczyć języka obcego, prze­by­wa­jąc w kraju, w któ­rym się nim mówi - mamy bowiem wtedy znaczną moty­wa­cję do tego, żeby się nie gubić, umieć odpo­wia­dać na pyta­nia i w ogóle nie wycho­dzić na głupka. Patrząc z tej per­spek­tywy, można przy­pusz­czać, że wła­ści­wie nie­moż­liwe jest, by wysoko wraż­liwe osoby głę­boko prze­twa­rzały infor­ma­cje bez moty­wa­cji z sil­niej­szych reak­cji emo­cjo­nal­nych. I pamię­tajmy, że moc­niej­sze reak­cje WWO doty­czą zwłasz­cza pozy­tyw­nych emo­cji, takich jak cie­ka­wość, ocze­ki­wa­nie suk­cesu (z wyko­rzy­sta­niem drogi na skróty, o któ­rej inni nie wie­dzą), przy­jemne pra­gnie­nie cze­goś, satys­fak­cja, radość, zado­wo­le­nie. Moż­liwe, że wszy­scy reagują sil­nie na nega­tywne wyda­rze­nia, ale osoby wysoko wraż­liwe, jak się zdaje, wypo­sa­żone są do tego, by szcze­gól­nie doce­niać dobre rezul­taty i lepiej niż inni kom­bi­no­wać, jak do nich dopro­wa­dzić. Wyobra­żam sobie, że potra­fimy zapla­no­wać wyjąt­kowe przy­ję­cie uro­dzi­nowe, mając przed oczami radość, jaką ono wywoła.

S - sensing the subtle - wyczuwanie subtelności

Więk­szość cyto­wa­nych badań wyma­gała od uczest­ni­ków dostrze­ga­nia sub­tel­nych szcze­gó­łów. Czę­sto wła­śnie to naj­bar­dziej się u nas rzuca w oczy - reje­stru­jemy niu­anse, które innym umy­kają. Zwa­żyw­szy na to i ponie­waż nazwa­łam tę cechę "wysoką wraż­li­wo­ścią", wiele osób trak­to­wało to jako rdzeń tej cechy1. (Aby zapo­biec takim nie­po­ro­zu­mie­niom i pod­kre­ślić rolę prze­twa­rza­nia, jako bar­dziej for­malne, naukowe okre­śle­nie tej cechy zapro­po­no­wa­li­śmy "wraż­li­wość prze­twa­rza­nia zmy­sło­wego"). Cecha ta nie polega jed­nak na nad­zwy­czaj­nej ostro­ści zmy­słów - są prze­cież wysoko wraż­liwe osoby ze sła­bym wzro­kiem lub słu­chem. Co prawda nie­któ­rzy wraż­liwi ludzie podają, że pewne ich zmy­sły są szcze­gól­nie wyczu­lone, ale nawet i w tych przy­pad­kach można zało­żyć, że bar­dziej sta­ran­nie prze­twa­rzają oni infor­ma­cje zmy­słowe, a nie, że ich oczy, nos, skóra, kubki sma­kowe czy uszy mają jakieś nie­zwy­kłe wła­ści­wo­ści. Powtórzmy, obszary mózgowe wyka­zu­jące wyż­szy poziom aktyw­no­ści u WWO pod­czas postrze­ga­nia są odpo­wie­dzialne za zło­żone prze­twa­rza­nie infor­ma­cji zmy­sło­wych; nie są to te obszary, które roz­po­znają litery po ich kształ­cie czy nawet skła­dają z nich słowa, ale te, które wychwy­tują sub­tel­no­ści zna­cze­niowe tych słów.

Nasza zdol­ność postrze­ga­nia sub­tel­nych szcze­gó­łów przy­datna jest w naj­roz­ma­it­szych sytu­acjach, od korzy­sta­nia z przy­jem­no­ści codzien­nego życia po kom­plek­sowe pla­no­wa­nie reak­cji z uwzględ­nie­niem wysy­ła­nych przez ludzi nie­wer­bal­nych sygna­łów (z któ­rych mogą sobie nawet nie zda­wać sprawy) o ich nastroju czy uczci­wo­ści zamia­rów. Z dru­giej strony, kiedy jeste­śmy zmę­czeni, nie dostrze­gamy niczego (ani sub­tel­nego, ani rzu­ca­ją­cego się w oczy) oprócz wła­snej potrzeby wytchnie­nia - co wie­dzie nas do kolej­nego waż­nego punktu.

Każda wysoko wrażliwa osoba jest inna i zmienia się zależnie od chwili

Sche­mat DOES sta­nowi świetną ogólną wska­zówkę do zro­zu­mie­nia wyso­kiej wraż­li­wo­ści, ale nie jest nie­za­wodny. Zależ­nie od samo­po­czu­cia możemy wcale nie roz­wa­żać swo­jego postę­po­wa­nia albo nie zwra­cać uwagi na sub­tel­no­ści nawet w takim stop­niu, w jakim robią to pozo­stali. Ponadto róż­nimy się mię­dzy sobą. Ludzie mają różne inne cechy30, różne histo­rie oso­bi­ste i po pro­stu są różni. W zapale usta­le­nia naszej toż­sa­mo­ści gru­po­wej - choćby jako nie­zro­zu­mia­nej mniej­szo­ści - nie powin­ni­śmy zapo­mi­nać, że prze­cież nie jeste­śmy jed­na­kowi. A zwłasz­cza nie wszy­scy i nie za każ­dym razem jeste­śmy w pełni świa­do­mymi, sumien­nymi, cudow­nymi ludźmi!

Weźmy "O" - łatwo ule­ga­jący prze­sty­mu­lo­wa­niu. Dwie wraż­liwe osoby mogą się zacho­wy­wać zupeł­nie ina­czej w sytu­acji, gdy doku­cza im hałas czy gru­biań­skie zacho­wa­nie. Jedna może nie uskar­żać się gło­śno i nie oka­zy­wać, że cokol­wiek jej prze­szka­dza, ponie­waż zwy­kle unika takich sytu­acji albo po cichu się z nich wyco­fuje. Na przy­kład nie będzie pozo­sta­wać w miej­scu pracy, w któ­rym wystę­puje uciąż­liwy hałas, nie­wy­bredne zacho­wa­nia czy inne nie­do­god­no­ści. Jeśli zaś nie jest w sta­nie unik­nąć takich pro­ble­mów, prze­cze­kuje je po cichu do chwili, kiedy można im zara­dzić. Inne wysoko wraż­liwe osoby - zwy­kle mające za sobą bar­dziej stre­su­jącą prze­szłość - mogą trak­to­wać sie­bie bar­dziej jak ofiarę i czuć się bar­dziej roz­stro­jone, a jed­no­cze­śnie mieć mniej­szą zdol­ność do znaj­do­wa­nia sobie wła­ściw­szego śro­do­wi­ska i uni­ka­nia nie­od­po­wied­niego. Mogą mieć poczu­cie, że muszą się przy­po­do­bać oto­cze­niu lub coś udo­wod­nić. W kon­tek­ście zawo­do­wym mogą nie zmie­niać miej­sca pracy tak długo, aż docho­dzi do kry­zysu, w któ­rym wszy­scy dowia­dują się o ich "prze­wraż­li­wie­niu".

Bha­vini Shri­va­stava, która prze­pro­wa­dziła bada­nia31 nad oso­bami wysoko wraż­li­wymi w fir­mie infor­ma­tycz­nej w Indiach, stwier­dziła, że czują się one bar­dziej zestre­so­wane przez swoje śro­do­wi­sko pracy, nato­miast postrze­gane są przez prze­ło­żo­nych jako bar­dziej pro­duk­tywne. Jeśli zało­żymy, że te wraż­liwe osoby, któ­rych praca i wydaj­ność cier­piały w wyniku stresu, już się zwol­niły lub zostały zwol­nione, to pozo­stałe (star­sze i z więk­szym doświad­cze­niem) naj­wy­raź­niej się przy­sto­so­wały, być może dzięki szcze­gól­nemu trak­to­wa­niu przez prze­ło­żo­nych oraz dzięki temu, że ich głę­bia prze­twa­rza­nia oraz wyczu­le­nie na szcze­góły mogą wno­sić istotny wkład w dzia­ła­nie firmy. Można zatem wyróż­nić co naj­mniej dwa typy WWO - osoby, które ogól­nie sobie radzą, i te do tego nie­zdolne, co w obu przy­pad­kach wynika z innych cech ich oso­bo­wo­ści. Albo co naj­mniej dwa typy sytu­acji: stre­su­jące w nie­wiel­kim stop­niu, w któ­rych WWO się odnaj­dują i spra­wiają wra­że­nie sil­nych przez znaj­do­wa­nie spo­so­bów adap­ta­cji nie­do­stęp­nych innym; albo eks­tre­mal­nie stre­su­jące, w któ­rych nie są w sta­nie się przy­sto­so­wać i spra­wiają wra­że­nie sła­bych.

Refleksje końcowe

Bada­nia nad wraż­li­wo­ścią sta­no­wiły dla mnie nie­zwy­kłą przy­godę. Zaczęło się od pro­stego zacie­ka­wie­nia uwagą rzu­coną przez kogoś na mój temat. Prze­pro­wa­dzi­łam wywiady z oso­bami podej­rze­wa­ją­cymi, że mogą być wysoko wraż­liwe, aby prze­ko­nać się, na czym to polega, ale nie mając jesz­cze żad­nych pla­nów badaw­czych z tym zwią­za­nych, a już z pew­no­ścią nie myśląc o pisa­niu książki popu­la­ry­zu­ją­cej wie­dzę na ten temat. Jed­nak po pew­nym cza­sie uświa­do­mi­łam sobie, że - jak to lubię okre­ślać - gdy szłam tą drogą, za moim ple­cami zaczął się for­mo­wać długi pochód ludzi, któ­rzy byli wysoko wraż­liwi, ale ni­gdy nie sły­szeli tego ter­minu.

Czę­sto spo­ty­kam się z pyta­niem: "Jak zdo­łała pani odkryć nową cechę?". Odpo­wiedź jest taka, że wraż­li­wość nie jest nowa, ale trudno ją uchwy­cić przez obser­wa­cję zacho­wań ludzi, jak zwy­kle postę­puje się w psy­cho­lo­gii. Dla­tego psy­cho­lo­dzy i pozo­stali ludzie ucie­kali się do sto­so­wa­nia do tej cechy okre­śleń pokrew­nych, ale nie­pre­cy­zyj­nych, takich jak nie­śmia­łość czy intro­wer­sja. Bar­dzo utrud­niamy innym zaob­ser­wo­wa­nie naszej cechy, ponie­waż tak sil­nie reagu­jemy na śro­do­wi­sko, że w oto­cze­niu ludzi sta­jemy się jakby kame­le­onami, za wszelką cenę sta­ra­jąc się wpa­so­wać. Szczę­śli­wie zło­żyło się tak, że będąc jed­no­cze­śnie zain­try­go­wa­nym naukow­cem i czło­wie­kiem wysoko wraż­li­wym, mogłam poznać to doświad­cze­nie od wewnątrz. Nie­mniej, jak pisa­łam w przed­mo­wie do pierw­szego wyda­nia, zwró­ci­łam uwagę na swoją wraż­li­wość dopiero po tym, jak ktoś inny ją sko­men­to­wał, gdy "nad­mier­nie" zare­ago­wa­łam na zabieg medyczny.

Gdy się ujaw­niamy, naj­bar­dziej rzu­cają się w oczy nasze "nad­mierne" reak­cje w porów­na­niu z innymi ludźmi ("O" - nad­mierna sty­mu­la­cja i "E" - moc­niej­sze reak­cje emo­cjo­nalne). Ale prze­cież sta­no­wimy mniej­szość, więc natu­ral­nie nasze reak­cje są powy­żej prze­cięt­nej i nie takie jak u więk­szo­ści ludzi. Wła­śnie przez te bar­dziej zauwa­żalne "O" i "E" nam samym oraz innym ludziom zdaje się, że mamy jakiś defekt. Co wię­cej, wysoko wraż­liwe osoby z trudną prze­szło­ścią sła­biej kon­tro­lują swoje reak­cje, a zatem cechę tę zaczęto koja­rzyć z pro­ble­mami. Te nie­liczne widoczne w naszych zacho­wa­niach oznaki "D" i "S" (głębi prze­twa­rza­nia i świa­do­mo­ści niu­an­sów) łatwo prze­oczyć, a także prze­ina­czyć ich zna­cze­nie. Na przy­kład, jeśli widzi się nas, jak stop­niowo wcho­dzimy w jakąś sytu­ację czy z wolna podej­mu­jemy decy­zję, znów spra­wia to wra­że­nie nie­po­ko­ją­cej odmien­no­ści, poten­cjal­nego pro­blemu, a zatem defektu. Łatwo prze­oczyć to, jak dobre bywają te decy­zje, kiedy wresz­cie zostają pod­jęte. Ponadto taki rodzaj powol­no­ści może być powo­do­wany przez wiele innych czyn­ni­ków niż wysoka wraż­li­wość, na przy­kład przez lęk czy nawet niski poziom inte­li­gen­cji. Tym, co naj­wy­raź­niej odróż­nia wysoko wraż­liwą mniej­szość od reszty ludzi, jest to, co się dzieje we wnę­trzu, co nie­wi­doczne. Dzięki Bogu za dostępne nowe metody badań mózgu, które uwi­dacz­niają te róż­nice, i za was wszyst­kich, któ­rzy wystą­pi­li­ście z sze­regu i powie­dzie­li­ście: "Tak, ja też tak mam".

Więc świę­tujmy! Może nawet zor­ga­ni­zujmy pochód.

Wraż­li­wość to w języku angiel­skim sen­si­vity, od słowa sen­ses - zmy­sły (przyp. red. pol.). [wróć]

Przedmowa

Przed­mowa

"Beksa!"

"Ale cykor!"

"Nie psuj nam zabawy!"

Brzmi zna­jomo?

A to, wypo­wia­dane w dobrej wie­rze, ostrze­że­nie: "Jesteś po pro­stu prze­wraż­li­wiony"?

Jeśli byłeś podobny do mnie, czę­sto sły­sza­łeś takie słowa i czu­łeś przez nie, że w jakiś fun­da­men­talny spo­sób róż­nisz się od innych. Byłam prze­ko­nana, że mam jakiś nie­usu­walny defekt, który powin­nam ukry­wać i który ska­zuje mnie na życie gor­szej kate­go­rii. Byłam prze­ko­nana, że coś jest ze mną "nie tak".

Tym­cza­sem w rze­czy­wi­sto­ści i z tobą, i ze mną wszystko jest "tak". Jeśli odpo­wie­dzia­łeś twier­dząco na 12 lub wię­cej pytań testu otwie­ra­ją­cego zasad­ni­czy tekst książki (str. 52) lub jeśli szcze­gó­łowy opis w roz­dziale pierw­szym dobrze do cie­bie pasuje (to jest naj­lep­szy spraw­dzian), nale­żysz do szcze­gól­nego typu ludzi - jesteś osobą wysoko wraż­liwą, dalej okre­ślaną w skró­cie jako WWO. A ta książka jest napi­sana spe­cjal­nie dla cie­bie.

Posia­da­nie wraż­li­wego układu ner­wo­wego to cecha nor­malna i zasad­ni­czo neu­tralna. Przy­pusz­czal­nie go odzie­dzi­czy­łeś. Wystę­puje on u około 15-20 pro­cent popu­la­cji. Powo­duje, że dostrze­gasz niu­anse w swoim oto­cze­niu, co w wielu sytu­acjach daje ci istotną prze­wagę. Ozna­cza także, że łatwiej ule­gasz prze­cią­że­niu, gdy zbyt długo prze­by­wasz w inten­syw­nie sty­mu­lu­ją­cym śro­do­wi­sku, w któ­rym bom­bar­dują cię obrazy i dźwięki, dopro­wa­dza­jąc twój układ ner­wowy do wyczer­pa­nia. Jak z tego widać, wraż­li­wość ma zarówno zalety, jak i wady.

W naszej kul­tu­rze bycie wypo­sa­żo­nym w tę cechę nie jest jed­nak uwa­żane za ide­alne i zapewne oko­licz­ność ta w znacz­nym stop­niu cię ukształ­to­wała. Rodzice i nauczy­ciele, kie­ru­jąc się naj­lep­szymi inten­cjami, przy­pusz­czal­nie pró­bo­wali pomóc ci "pora­dzić sobie" z tą cechą, jakby sta­no­wiła jakąś wadę. Rówie­śnicy zapewne nie zawsze odno­sili się do niej z taką deli­kat­no­ścią. A w doj­rza­łym życiu przy­pusz­czal­nie było ci trud­niej zna­leźć odpo­wiedni zawód czy part­nera oraz zbu­do­wać poczu­cie wła­snej war­to­ści i pew­ność sie­bie.

Co ta książka ma ci do zaoferowania

Książka ta dostar­cza pod­sta­wo­wych infor­ma­cji na temat tej cechy; wia­do­mo­ści, któ­rych nie znaj­dziesz ni­gdzie indziej. Jest owo­cem pię­ciu lat badań, pogłę­bio­nych wywia­dów, doświad­cze­nia kli­nicz­nego, kur­sów i indy­wi­du­al­nych kon­sul­ta­cji z set­kami wysoko wraż­li­wych osób, a także sta­ran­nego czy­ta­nia mię­dzy wier­szami tego, co psy­cho­lo­gia już odkryła na temat tej cechy, choć jesz­cze nie zda­wała sobie z tego sprawy. W pierw­szych trzech roz­dzia­łach zapo­znasz się z pod­sta­wo­wymi infor­ma­cjami na temat wyso­kiej wraż­li­wo­ści oraz dowiesz się, jak sobie radzić z prze­sty­mu­lo­wa­niem i nad­po­bu­dze­niem układu ner­wo­wego.

Dalej w książce oma­wiany jest wpływ wraż­li­wo­ści na bieg życia, roz­wój kariery, związki i życie wewnętrzne. Sku­pia się na korzy­ściach, z któ­rych być może dotąd nie zda­wa­łeś sobie sprawy, oraz przed­sta­wia porady doty­czące typo­wych dla WWO pro­ble­mów, takich jak nie­śmia­łość i trud­no­ści w zna­le­zie­niu odpo­wied­niego rodzaju pracy.

To będzie daleka podróż. Więk­szość wysoko wraż­li­wych ludzi, któ­rym pomo­gły infor­ma­cje zawarte w tej książce, mówiła mi, że rady­kal­nie zmie­niły one ich życie - mówili mi też, że koniecz­nie powin­nam ci o tym powie­dzieć.

Słowo do nieco mniej wrażliwych

Po pierw­sze, jeśli się­gasz po tę książkę, bo jesteś rodzi­cem, mał­żon­kiem lub przy­ja­cie­lem osoby wysoko wraż­li­wej, wiedz, że szcze­gól­nie zachę­cam cię do tej lek­tury. Rela­cja łącząca cię z tą osobą ule­gnie znacz­nej popra­wie.

Po dru­gie, tele­fo­niczny son­daż prze­pro­wa­dzony wśród trzy­stu losowo wybra­nych respon­den­tów nale­żą­cych do róż­nych grup wie­ko­wych poka­zał, że choć 20 pro­cent wyka­zy­wało skraj­nie wysoki lub wysoki poziom wraż­li­wo­ści, u kolej­nych 22 pro­cent dało się stwier­dzić umiar­ko­wany poziom wraż­li­wo­ści. Ci z was, któ­rzy należą do tej dru­giej grupy, także odniosą istotne korzy­ści z prze­czy­ta­nia tej książki.

Warto przy oka­zji zazna­czyć, że 42 pro­cent respon­den­tów podało, że w ogóle nie są wraż­liwi - co pozwala pojąć, dla­czego wysoko wraż­liwe osoby czują się tak bar­dzo nie­do­pa­so­wane do znacz­nej czę­ści świata. I, oczy­wi­ście, to wła­śnie ta część popu­la­cji zawsze pogła­śnia radio­od­bior­niki i naci­ska klak­sony.

Ponadto można bez­piecz­nie zało­żyć, że każdy robi się nie­kiedy wysoko wraż­liwy - na przy­kład po mie­siącu spę­dzo­nym samot­nie w gór­skim sza­ła­sie. I wszy­scy stają się coraz bar­dziej wraż­liwi z wie­kiem. Wła­ści­wie u więk­szo­ści ludzi, bez względu na to, czy to potwier­dzają, w okre­ślo­nych sytu­acjach docho­dzi do głosu jakiś aspekt wyso­kiej wraż­li­wo­ści.

I słowo do nie-WWO

Cza­sem ludzie będący nie-WWO czują się wyklu­czeni i ura­żeni myślą, że się od nich róż­nimy i spra­wiamy nie­kiedy wra­że­nie, jak­by­śmy uwa­żali się za lep­szych. "A więc myślisz, że nie jestem wraż­liwy?" - pytają. Pro­blem polega na tym, że słowo "wraż­liwy" zna­czy także "wyro­zu­miały" i "świa­domy". Zarówno WWO, jak i nie-WWO mogą wyka­zy­wać te przy­mioty, które u nas ujaw­niają się szcze­gól­nie wtedy, gdy mamy dobre samo­po­czu­cie i jeste­śmy wyczu­leni na sub­tel­no­ści. W sta­nie wyci­sze­nia WWO mogą mieć zdol­ność odbie­ra­nia nawet naj­drob­niej­szych niu­an­sów. Kiedy jed­nak jeste­śmy nad­po­bu­dzeni, co zda­rza się nam czę­sto, jeste­śmy jak naj­dalsi od wyka­zy­wa­nia się wyro­zu­mia­ło­ścią czy czu­ło­ścią. Jeste­śmy wtedy prze­cią­żeni, wykoń­czeni i marzymy tylko o tym, żeby pobyć tro­chę w samot­no­ści. Tym­cza­sem twoi przy­ja­ciele nie­bę­dący WWO mogą w takich cha­otycz­nych sytu­acjach odzna­czać się więk­szym zro­zu­mie­niem dla innych.

Długo roz­wa­ża­łam, jak nazwać tę cechę. Wie­dzia­łam, że nie chcę powtó­rzyć błędu pole­ga­ją­cego na myle­niu jej z intro­wer­sją, nie­śmia­ło­ścią, zaha­mo­wa­niem czy całą masą innych myl­nych okre­śleń, jakie sto­sują do nas psy­cho­lo­dzy. Żadne z nich nie oddaje neu­tral­nego aspektu tej cechy, nie mówiąc już o pozy­tyw­nym. "Wraż­li­wość" wyraża neu­tralny fakt więk­szego wyczu­le­nia na bodźce. Sądzi­łam więc, że nade­szła pora, by wyna­gro­dzić nam zaznane uprze­dze­nia przez wybór słowa, które może być inter­pre­to­wane na naszą korzyść.

Jed­nak nie­któ­rym ludziom bycie "wysoko wraż­li­wym" abso­lut­nie nie koja­rzy się pozy­tyw­nie. Sie­dząc teraz i pisząc tę książkę w domo­wym zaci­szu, gdy nie mówi się jesz­cze na temat tej cechy, pozwolę sobie prze­wi­dzieć, że sta­nie się ona powo­dem mnó­stwa uszczy­pli­wych żar­tów i uwag na temat WWO. Wokół poję­cia wraż­li­wo­ści zebrała się potężna zbio­rowa ener­gia - pra­wie tak wielka, jak ta ota­cza­jąca kwe­stie płci, z któ­rymi zresztą wraż­li­wość bywa czę­sto mylona. (Tyle samo dziew­czy­nek i chłop­ców rodzi się wysoko wraż­li­wymi, ale uważa się, że męż­czyźni nie powinni posia­dać tej cechy, nato­miast kobiety powinny. Obie płcie płacą wysoką cenę za to zamie­sza­nie). Bądź zatem gotów na erup­cję tej ener­gii. Chroń zarówno swoją wraż­li­wość, jak i rodzące się jej rozu­mie­nie, powstrzy­mu­jąc się od opo­wia­da­nia o niej, gdy roz­są­dek pod­po­wie ci, że tak będzie lepiej.

Ale przede wszyst­kim ciesz się świa­do­mo­ścią, że jest mnó­stwo ludzi o podob­nej umy­sło­wo­ści. Dotych­czas się nie kon­tak­to­wa­li­śmy, ale teraz już to zro­bi­li­śmy, z korzy­ścią dla nas samych i dla spo­łe­czeń­stwa. W roz­dzia­łach 1, 6 i 10 napi­szę wię­cej na temat istot­nych funk­cji spo­łecz­nych odgry­wa­nych przez osoby wysoko wraż­liwe.

Czego potrzebujesz

Stwier­dzi­łam, że oso­bom wysoko wraż­li­wym służy czwór­to­rowe podej­ście, które zosta­nie omó­wione w tej książce.

Samo­wie­dza. Musisz zro­zu­mieć, co to zna­czy być wysoko wraż­li­wym. Dogłęb­nie. I jak to się ma do innych two­ich cech oraz jak wpły­nęła na cie­bie nega­tywna postawa spo­łe­czeń­stwa. Ponadto musisz dobrze poznać swoje czułe ciało. Koniec z igno­ro­wa­niem go z powodu tego, że spra­wia wra­że­nie zbyt mało chęt­nego do współ­pracy z tobą czy sła­bego. Rein­ter­pre­ta­cja (refra­ming). Musisz aktyw­nie zre­in­ter­pre­to­wać dużą część swo­jej prze­szło­ści w świe­tle wie­dzy, że przy­sze­dłeś na świat jako osoba wysoko wraż­liwa. Wiele z two­ich "pora­żek" było nie­unik­nio­nych, ponie­waż ani ty, ani twoi rodzice, nauczy­ciele, kole­dzy czy współ­pra­cow­nicy nie rozu­mieli, jak funk­cjo­nu­jesz. Rein­ter­pre­ta­cja two­ich doświad­czeń może pro­wa­dzić do zbu­do­wa­nia wyż­szego poczu­cia wła­snej war­to­ści, a jest ono dla WWO wyjąt­kowo ważne, gdyż zapo­biega nad­po­bu­dze­niu w nowych (a przez to sil­nie sty­mu­lu­ją­cych) sytu­acjach. Rein­ter­pre­ta­cja nie zacho­dzi jed­nak auto­ma­tycz­nie. Dla­tego na końcu każ­dego roz­działu zamiesz­czam ćwi­cze­nia, w któ­rych czę­sto się ona prze­wija. Zdro­wie­nie. Jeśli jesz­cze tego nie zro­bi­łeś, teraz wła­śnie musisz uru­cho­mić pro­ces goje­nia głęb­szych ran. Byłeś bar­dzo wraż­liwy w dzie­ciń­stwie; pro­blemy rodzinne i szkolne, cho­roby itp. wywie­rały na cie­bie więk­szy wpływ niż na innych. Ponadto róż­ni­łeś się od rówie­śni­ków i pra­wie na pewno cier­pia­łeś z tego powodu. Spo­dzie­wa­jąc się sil­nych emo­cji, które zapewne poja­wią się przy takiej wewnętrz­nej pracy koniecz­nej dla zale­cze­nia ran z prze­szło­ści, osoby wysoko wraż­liwe mogą mieć więk­szą skłon­ność do tego, by się powstrzy­my­wać przed jej wyko­na­niem. Ostroż­ność i roz­waga są uza­sad­nione, ale nie przy­słu­żysz się sobie, zosta­wia­jąc to zada­nie na póź­niej. Pomoc w swo­bod­nym udzie­la­niu się w świe­cie oraz naucze­niu się, kiedy należy się wyco­fy­wać. Możesz, powi­nie­neś i musisz anga­żo­wać się w sprawy świata. Świat naprawdę cię potrze­buje. Ale musisz się też nauczyć, jak nie popa­dać w prze­sadę z dzia­ła­niem lub powstrzy­my­wa­niem się przed nim. Książka ta, wolna od sprzecz­nych prze­ka­zów wysy­ła­nych przez mniej wraż­liwą kul­turę, pokaże ci, jak uchwy­cić tę rów­no­wagę.

Ponadto powiem o wpły­wie, jaki wysoka wraż­li­wość wywiera na twoje bli­skie związki. Omó­wię także psy­cho­te­ra­pię dla WWO - które osoby powinny się jej pod­dać, dla­czego, jakiego typu, u kogo, a zwłasz­cza jaka jest spe­cy­fika takiej tera­pii. Następ­nie przed­sta­wię zagad­nie­nia doty­czące opieki medycz­nej dla WWO, w tym sporo na temat takich leków jak Pro­zac, czę­sto przyj­mo­wa­nych przez WWO. Na koniec książki zosta­wię delek­to­wa­nie się bogac­twem naszego życia wewnętrz­nego.

O mnie

Zaj­muję się nauko­wymi bada­niami psy­cho­lo­gicz­nymi, wykła­dam na uni­wer­sy­te­cie, jestem psy­cho­te­ra­peutką i autorką powie­ści. Co naj­waż­niej­sze jed­nak, jestem osobą wysoko wraż­liwą, tak jak ty. Nie piszę tej książki ex cathe­dra, z zamia­rem dopo­mo­że­nia ci, moje ty bie­dac­two, w upo­ra­niu się z twoim "syn­dro­mem". Znam naszą cechę z wła­snego doświad­cze­nia, wiem, jakie są jej zalety i jakie sta­wia wyzwa­nia.

W dzie­ciń­stwie ucie­ka­łam w domu od cha­osu życia rodzin­nego. W szkole uni­ka­łam sportu, zabaw gru­po­wych i w ogóle kon­tak­tów z rówie­śni­kami. Jakąż mie­szankę ulgi i upo­ko­rze­nia odczu­łam, gdy oka­zało się, że moja stra­te­gia przy­nosi efekty i zaczęto mnie zupeł­nie igno­ro­wać.

W gim­na­zjum dosta­łam się pod ochronne skrzy­dła eks­tra­wer­tyczki. Przy­jaźń ta prze­trwała rów­nież w latach lice­al­nych; zresztą i tak więk­szość czasu prze­zna­cza­łam na naukę. Na stu­diach moje życie stało się znacz­nie trud­niej­sze. Po wielu fal­star­tach, mię­dzy innymi przed­wcze­snym mał­żeń­stwie, które prze­trwało cztery lata, osta­tecz­nie skoń­czy­łam stu­dia pierw­szego stop­nia na Uni­wer­sy­te­cie Kali­for­nij­skim w Ber­ke­ley, gdzie nale­ża­łam do brac­twa Phi Beta Kappa. Wiele godzin prze­pła­ka­łam jed­nak w roz­ma­itych łazien­kach, oba­wia­jąc się, że wariuję. (Z prze­pro­wa­dzo­nych przeze mnie badań wynika, że takie ucieczki, nie­rzadko słu­żące temu, żeby się wypła­kać, są typowe dla WWO).

Na stu­diach magi­ster­skich dosta­łam gabi­net, w któ­rym cho­wa­łam się i pła­ka­łam, gdy trzeba było odzy­skać rów­no­wagę. Ze względu na te reak­cje zakoń­czy­łam stu­dia na tym pozio­mie, mimo że gorąco zachę­cano mnie do kon­ty­nu­owa­nia nauki i przy­go­to­wa­nia pracy dok­tor­skiej. Musiało minąć dwa­dzie­ścia pięć lat, nim zgro­ma­dzi­łam infor­ma­cje na temat mojej cechy, pozwa­la­jące mi zro­zu­mieć swoje reak­cje i zro­bić ten dok­to­rat.

Gdy mia­łam dwa­dzie­ścia trzy lata, pozna­łam mojego obec­nego męża i zaszy­łam się w domu, by pisać i wycho­wy­wać naszego syna. Byłam jed­no­cze­śnie zachwy­cona i zawsty­dzona tym, że nie udzie­lam się "w świe­cie". Zda­wa­łam sobie nie­ja­sno sprawę, że tracę moż­li­wo­ści dal­szego kształ­ce­nia, zdo­by­wa­nia więk­szego uzna­nia dla swo­ich talen­tów oraz kon­takty z róż­nymi ludźmi. Ale na pod­sta­wie gorz­kiej prze­szło­ści sądzi­łam, że nie mam innego wyboru.

Nie da się jed­nak unik­nąć wszel­kich poru­sza­ją­cych wyda­rzeń. Musia­łam się pod­dać zabie­gowi medycz­nemu, po któ­rym mia­łam nadzieję wró­cić do formy w ciągu paru tygo­dni. Nie­stety, mój orga­nizm przy­po­mi­nał mi o nim mie­sią­cami fizycz­nych i emo­cjo­nal­nych per­tur­ba­cji. Zosta­łam ponow­nie zmu­szona do skon­fron­to­wa­nia się z moją "fatalną wadą", która tak mnie wyróż­niała. Posta­no­wi­łam więc spró­bo­wać psy­cho­te­ra­pii. I mia­łam szczę­ście. Po kilku spo­tka­niach moja tera­peutka powie­działa: "Ależ oczy­wi­ście, że to cię wypro­wa­dziło z rów­no­wagi; jesteś sza­le­nie wraż­liwą osobą".

Co to jest - pomy­śla­łam sobie - jakaś nowa wymówka? Powie­działa, że spe­cjal­nie się nad tym nie zasta­na­wiała, ale doświad­cze­nie jej mówi, że ludzie znacz­nie róż­nią się tole­ran­cją na bodźce, a także otwar­to­ścią na głęb­sze zna­cze­nie swo­ich prze­żyć - tych dobrych i tych złych. Według niej taka wraż­li­wość nie była prze­ja­wem uszczerbku psy­chicz­nego czy zabu­rze­nia. Taką przy­naj­mniej miała nadzieję, bo sama też była wysoce wraż­liwa. Przy­po­mi­nam sobie jej szel­mow­ski uśmiech, gdy dodała: "...podob­nie zresztą jak więk­szość ludzi, któ­rych, moim zda­niem, naprawdę warto poznać".

Tera­pię kon­ty­nu­owa­łam przez wiele lat, ani chwili za długo, pra­cu­jąc nad róż­nymi zagad­nie­niami się­ga­ją­cymi dzie­ciń­stwa. Cen­tral­nym moty­wem pracy stał się wpływ wyso­kiej wraż­li­wo­ści. Poja­wiło się moje poczu­cie jakie­goś defektu. Dostrze­głam goto­wość innych do ota­cza­nia mnie opieką w zamian za korzy­sta­nie z owo­ców mojej wyobraźni, empa­tii, kre­atyw­no­ści czy prze­ni­kli­wo­ści, któ­rych ja sama nie potra­fi­łam cenić. Wypły­nęło też wyni­ka­jące stąd moje odsu­nię­cie się od świata. Ale gdy to wszystko zro­zu­mia­łam, poczu­łam, że jestem zdolna powró­cić do świata. Teraz czer­pię wielką przy­jem­ność z uczest­nic­twa w jego życiu, cie­szę się rolą spe­cja­li­sty i moż­li­wo­ścią dzie­le­nia się z ludźmi wyjąt­ko­wymi darami mojej wraż­li­wo­ści.

Wiedza naukowa u podstaw tej książki

Ponie­waż uświa­do­mie­nie sobie mojej cechy odmie­niło mi życie, posta­no­wi­łam wię­cej o niej poczy­tać, ale pra­wie nic na ten temat nie można było zna­leźć. Pomy­śla­łam, że zbli­żo­nym zagad­nie­niem będzie intro­wer­sja. Bar­dzo mądrze pisał o niej psy­chia­tra Carl Jung, okre­śla­jąc ją jako ten­den­cję do zwra­ca­nia się do swego wnę­trza. Tek­sty Junga, który sam był wysoko wraż­liwy, bar­dzo dużo mi dały, nato­miast bar­dziej naukowe opra­co­wa­nia kon­cen­tro­wały się wokół tego, że intro­wer­tycy są nie­to­wa­rzy­scy, co skło­niło mnie do reflek­sji, że utoż­sa­mia­nie wraż­li­wo­ści z intro­wer­sją może być błędne.

Mając za punkt wyj­ścia tak nie­wielki zasób infor­ma­cji, posta­no­wi­łam dać ogło­sze­nie w gazetce wyda­wa­nej na uni­wer­sy­te­cie, w któ­rym wów­czas pra­co­wa­łam. Chcia­łam prze­pro­wa­dzić wywiady z oso­bami, które oce­niają się jako bar­dzo wraż­liwe na bodźce, intro­wer­tyczne lub wyka­zu­jące silne reak­cje emo­cjo­nalne. W krót­kim cza­sie zgło­siło się do mnie wię­cej chęt­nych, niż potrze­bo­wa­łam.

Następ­nie w lokal­nej gaze­cie poja­wił się arty­kuł na temat badań. Mimo że nie podano tam moich danych do kon­taktu, ponad sto osób zadzwo­niło do mnie lub napi­sało z podzię­ko­wa­niami, z prośbą o pomoc lub po pro­stu po to tylko, by powie­dzieć: "ja też". Po dwóch latach wciąż się do mnie zgła­szali (wysoko wraż­liwi cza­sem dość długo się zasta­na­wiają przed zro­bie­niem pierw­szego kroku!).

Na pod­sta­wie prze­pro­wa­dzo­nych wywia­dów (czter­dzie­stu, z któ­rych każdy trwał dwie-trzy godziny) opra­co­wa­łam kwe­stio­na­riusz, który wypeł­niły tysiące ludzi w całej Ame­ryce Pół­noc­nej. Zor­ga­ni­zo­wa­łam także son­daż tele­fo­niczny skie­ro­wany do losowo wybra­nych trzy­stu respon­den­tów. Dla cie­bie jako czy­tel­nika ważne jest tu to, że wszystko, o czym piszę w tej książce, ma solidne pod­stawy w bada­niach - moich wła­snych i innych naukow­ców, oraz że opie­ram się na doświad­cze­niu z licz­nych obser­wa­cji osób wysoko wraż­li­wych, doko­na­nych pod­czas moich zajęć ze stu­den­tami, roz­mów, indy­wi­du­al­nych kon­sul­ta­cji i psy­cho­te­ra­pii. Mia­łam liczone w tysią­cach oka­zje do tego, by zgłę­biać oso­bi­ste histo­rie WWO. Ale i tak wtrą­cam "przy­pusz­czal­nie" i "być może" czę­ściej niż to typowe dla ksią­żek prze­zna­czo­nych dla sze­ro­kiego kręgu odbior­ców, wydaje mi się jed­nak, że wysoce wraż­liwi to doce­nią.

Decy­zja o prze­pro­wa­dze­niu tych badań, pisa­niu na ten temat i pro­wa­dze­niu zajęć spra­wiła, że sta­łam się swego rodzaju pio­nie­rem. Ale i to jest kon­se­kwen­cją bycia WWO. Czę­sto to my jako pierwsi dostrze­gamy, co trzeba zro­bić. A gdy wzro­śnie nasze zaufa­nie do wła­snych zalet, być może coraz wię­cej z nas się zde­cy­duje prze­mó­wić - na nasz wraż­liwy spo­sób.

Instrukcje dla czytelnika

Powta­rzam, że zwra­cam się do czy­tel­nika jako do osoby wysoko wraż­li­wej, ale książka jest w rów­nym stop­niu prze­zna­czona dla ludzi, któ­rzy pra­gną zro­zu­mieć taką osobę, będąc w roli jej przy­ja­ciela, krew­nego, doradcy, pra­co­dawcy, nauczy­ciela czy pra­cow­nika służby zdro­wia. Książka ta zachęca cię do postrze­ga­nia sie­bie jako osoby mają­cej pewną cechę wspólną dla wielu ludzi. Innymi słowy, nale­pia ci ety­kietę. Poży­tek z tego jest taki, że możesz poczuć, iż jesteś nor­malny, oraz korzy­stać z doświad­czeń i ana­lizy innych ludzi. Nie­mniej wszel­kie ety­kiety pomi­jają twoją wyjąt­ko­wość. Każda wysoko wraż­liwa osoba jest inna od pozo­sta­łych, nawet jeśli łączy je wspólna cecha. Nie zapo­mi­naj o tym pod­czas lek­tury. Czy­ta­jąc tę książkę, przy­pusz­czal­nie ujrzysz wszyst­kie aspekty swego życia w świe­tle bycia wysoko wraż­li­wym. Tego należy się spo­dzie­wać. Wręcz o to cho­dzi. Metoda "cał­ko­wi­tego zanu­rze­nia" pomaga w nauce dowol­nego nowego języka, w tym także nowego spo­sobu mówie­nia o sobie. Jeśli inni poczują się tym tro­chę zanie­po­ko­jeni, znie­chę­ceni czy ziry­to­wani, poproś ich o tro­chę cier­pli­wo­ści. Nadej­dzie moment, kiedy ta idea w tobie okrzep­nie i będziesz mniej o tym mówić. W książce przed­sta­wiam ćwi­cze­nia, które oka­zały się przy­datne dla osób wysoko wraż­li­wych. Nie twier­dzę jed­nak, że musisz je wyko­nać, by odnieść korzyść z lek­tury. Zaufaj swo­jej intu­icji i rób to, co uznasz za wła­ściwe. Każde z tych ćwi­czeń może wywieść na powierzch­nię silne uczu­cia. Jeśli to się zda­rzy, gorąco zachę­cam cię do sko­rzy­sta­nia z pro­fe­sjo­nal­nej pomocy. Jeżeli jesteś już w trak­cie tera­pii, książka powinna dobrze się wpi­sać w twoją pracę z psy­cho­te­ra­peutą. Kon­cep­cje tu przed­sta­wione mogą się nawet przy­czy­nić do skró­ce­nia czasu potrzeb­nej ci tera­pii, gdyż pomogą ci wyobra­zić sobie nowe ide­alne "ja" - nie to, które narzuca nam jako ideał kul­tura, ale twoje wła­sne, "ja" kogoś, kim możesz być albo wręcz już jesteś. Ale pamię­taj, że książka ta nie zastąpi dobrego tera­peuty w momen­cie, gdy emo­cje stają się zbyt silne lub zaczy­nasz się w nich gubić.

Jestem pod­eks­cy­to­wana, wyobra­ża­jąc sobie, jak odwra­casz stronę i wkra­czasz w ten nowy świat - mój, twój, nasz. Po latach myśle­nia, że być może jesteś jedy­nym, miło mieć towa­rzy­stwo, prawda?

CZY JESTEŚ WYSOKO WRAŻ­LIWY?

Test

Odpo­wia­daj tak, jak czu­jesz. Zakreśl "tak", jeśli stwier­dze­nie choćby w czę­ści się do cie­bie odnosi. Zakreśl "nie", jeśli nie odnosi się do cie­bie wcale lub nie bar­dzo.

Wydaje mi się, że docie­rają do mnie różne sub­telne szcze­góły oto­cze­nia. T N Pod­le­gam wpły­wowi nastro­jów innych ludzi. T N Mam skłon­ność do dużej wraż­li­wo­ści na ból. T N W dni, kiedy dużo się dzieje, mie­wam potrzebę zna­le­zie­nia chwili dla sie­bie, cho­wa­jąc się do łóżka, zaciem­nio­nego pokoju czy gdzie­kol­wiek indziej, gdzie mogę zaznać tro­chę spo­koju i uciec od bodź­ców. T N Jestem bar­dzo czuły na dzia­ła­nie kofe­iny. T N Łatwo przy­tła­czają mnie takie bodźce jak ostre świa­tło, silne zapa­chy, szorst­kie tka­niny czy syreny prze­jeż­dża­ją­cych kare­tek. T N Mam bogate, skom­pli­ko­wane życie wewnętrzne. T N Gło­śne dźwięki spra­wiają mi dys­kom­fort. T N Do głębi poru­sza mnie sztuka i muzyka. T N Jestem sumienny. T N Łatwo mnie prze­stra­szyć. T N Czuję się roz­trzę­siony, gdy mam dużo do zro­bie­nia w krót­kim cza­sie. T N Gdy ludzie nie czują się kom­for­towo w miej­scu, w któ­rym prze­by­wają, zwy­kle wiem, jak temu zara­dzić (przez zmianę oświe­tle­nia, prze­sta­wie­nie foteli itp.). T N Iry­tuje mnie, gdy ludzie wyma­gają ode mnie zro­bie­nia zbyt wielu rze­czy jed­no­cze­śnie. T N Bar­dzo dbam o to, by uni­kać pomy­łek czy zapo­mi­na­nia o czymś. T N Celowo uni­kam fil­mów i pro­gra­mów tele­wi­zyj­nych poka­zu­ją­cych sceny prze­mocy. T N Odczu­wam nie­przy­jemne pobu­dze­nie, kiedy wokół mnie dużo się dzieje. T N Głód wywo­łuje u mnie silną reak­cję, tak że tracę kon­cen­tra­cję czy pogar­sza się mój nastrój. T N Zmiany w moim życiu wytrą­cają mnie z rów­no­wagi. T N Zauwa­żam i cenię sobie deli­katne czy wysu­bli­mo­wane zapa­chy, smaki, dźwięki, dzieła sztuki. T N Waż­nym prio­ry­te­tem jest dla mnie takie uło­że­nie sobie życia, by uni­kać sytu­acji dener­wu­ją­cych i roz­stra­ja­ją­cych. T N Kiedy pod­czas wyko­ny­wa­nia zada­nia muszę z kimś rywa­li­zo­wać lub jestem obser­wo­wany, bar­dzo się dener­wuję i radzę sobie o wiele gorzej niż nor­mal­nie. T N Mam wra­że­nie, że w dzie­ciń­stwie rodzice lub nauczy­ciele postrze­gali mnie jako wraż­li­wego czy nie­śmia­łego. T N

Wynik testu

Jeśli odpo­wie­dzia­łeś twier­dząco dwa­na­ście lub wię­cej razy, praw­do­po­dob­nie jesteś osobą wysoko wraż­liwą.

Ale szcze­rze mówiąc, żaden test psy­cho­lo­giczny nie jest dość wia­ry­godny, by na jego wyni­kach opie­rać swoje życie. Nawet jeśli tylko jedno czy dwa z powyż­szych twier­dzeń są w twoim przy­padku praw­dziwe, ale za to w bar­dzo dużym stop­niu, także masz prawo okre­ślać sie­bie jako wysoko wraż­li­wego.

Czy­taj dalej, a jeśli odnaj­dziesz sie­bie w pogłę­bio­nych opi­sach zamiesz­czo­nych w roz­dziale 1, możesz uznać się za osobę wysoko wraż­liwą. Kolejne roz­dział pozwolą ci lepiej zro­zu­mieć sie­bie oraz nauczyć się w pełni roz­kwi­tać w dzi­siej­szym, nie­zbyt wraż­li­wym świe­cie.

Rozdział 1 Co wiadomo o wysokiej wrażliwości

Roz­dział 1

Co wia­domo o wyso­kiej wraż­li­wo­ści

(Nie­słuszne) poczu­cie wady

W tym roz­dziale przed­sta­wię pod­sta­wowe fakty na temat two­jej szcze­gól­nej cechy i tego, w jaki spo­sób odróż­nia cię ona od innych ludzi. Odkry­jesz także pozo­stałe aspekty swo­jej odzie­dzi­czo­nej oso­bo­wo­ści oraz otwo­rzą ci się oczy na twój obraz w kul­tu­rze. Ale naj­pierw powi­nie­neś poznać Kri­sten.

Myślała, że zwariowała

Z 23-let­nią Kri­sten prze­pro­wa­dzi­łam wywiad w ramach moich badań nad oso­bami wysoko wraż­li­wymi. Była inte­li­gentną, bystrą stu­dentką. Ale już po paru minu­tach naszej roz­mowy jej głos zaczął drżeć.

- Prze­pra­szam - wyszep­tała - ale ja tak naprawdę się zgło­si­łam na to spo­tka­nie, bo jest pani psy­cho­lo­giem, a ja chcia­łam poroz­ma­wiać z kimś, kto mógłby mi powie­dzieć, czy... - urwała - czy nie zwa­rio­wa­łam.

Przyj­rza­łam się jej ze współ­czu­ciem. Widać było jej despe­ra­cję, ale jak dotąd nic z tego, co powie­działa, nie zdra­dzało według mnie cho­roby psy­chicz­nej. Trzeba jed­nak dodać, że już wtedy ina­czej słu­cha­łam ludzi takich jak Kri­sten.

Zaczęła mówić dalej, jak gdyby bała się zosta­wić mi czas na odpo­wiedź.

- Czuję się zupeł­nie inna niż wszy­scy. Zawsze tak było. Nie cho­dzi mi o... To zna­czy mia­łam wspa­niałą rodzinę. Moje dzie­ciń­stwo było pra­wie sie­lan­kowe, dopóki nie poszłam do szkoły. Choć mama mówi, że zawsze byłam marudna.

Nabrała powie­trza. Zachę­ci­łam ją gestem, a ona cią­gnęła: - W przed­szkolu bałam się wszyst­kiego. Nawet zajęć muzycz­nych. Kiedy roz­da­wali garnki i pokrywki do bęb­nie­nia, zaty­ka­łam sobie uszy rękami i pła­ka­łam. - Odwró­ciła wzrok. W jej oczach wez­brały łzy. - W pod­sta­wówce byłam ulu­bie­nicą nauczy­cieli, ale czę­sto mówili też, że jestem "nie­obecna".

Jej "nie­obec­ność" była powo­dem wielu stre­su­ją­cych badań lekar­skich i psy­cho­lo­gicz­nych. Zaczęto od dia­gno­zo­wa­nia upo­śle­dze­nia umy­sło­wego. W rezul­ta­cie zale­cono, by reali­zo­wała pro­gram dla dzieci szcze­gól­nie uzdol­nio­nych, co wcale mnie nie zasko­czyło.

Nie­mniej sygnał brzmiał: "Z tym dziec­kiem jest coś nie tak". Badano jej słuch - nor­malny. W czwar­tej kla­sie zro­biono jej bada­nie obra­zowe mózgu, podej­rze­wa­jąc, że epi­zody zamy­śle­nia wyni­kają u niej z małych napa­dów padacz­ko­wych (petit mal). Mózg był jed­nak zdrowy.

Osta­teczna dia­gnoza? "Pro­blemy z odsie­wa­niem bodź­ców". W rezul­ta­cie dziecko nabrało prze­ko­na­nia, że ma jakiś defekt.

Wyjątkowy, ale zupełnie nierozumiany

Dia­gnoza była w zasa­dzie trafna. Osoby wysoko wraż­liwe rze­czy­wi­ście odbie­rają wiele bodź­ców - wszel­kie niu­anse, które umy­kają innym. Nato­miast to, co pozo­sta­łym wydaje się zupeł­nie nor­malne, np. duże natę­że­nie dźwię­ków czy obec­ność wielu ludzi, dostar­cza WWO ogrom­nej masy bodź­ców i staje się obcią­że­niem.

Więk­szość ludzi potrafi igno­ro­wać syrenę ambu­lansu, jaskrawe świa­tła, nie­ty­powe zapa­chy, bała­gan i roz­gar­diasz. Wysoko wraż­li­wym one bar­dzo prze­szka­dzają.

Więk­szość ludzi może odczu­wać zmę­cze­nie pod koniec dnia spę­dzo­nego w gale­rii han­dlo­wej czy w muzeum, ale z przy­jem­no­ścią przyj­mie zapro­sze­nie na wie­czorną imprezę. Wysoko wraż­liwi potrze­bują po takim dniu tro­chę samot­no­ści. Czują się roz­te­le­pani, nad­po­bu­dzeni.

Więk­szość ludzi, wcho­dząc do pomiesz­cze­nia, zauważa meble, innych zebra­nych i... mniej wię­cej tyle. Wysoko wraż­liwi z miej­sca auto­ma­tycz­nie reje­strują panu­jącą tam atmos­ferę, oznaki wza­jem­nej życz­li­wo­ści i nie­chęci, zaduch lub świe­żość powie­trza, cha­rak­ter osoby, która ukła­dała kwiaty.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki