Nota autorska do wydania z roku 2012
Nota autorska
do wydania z roku 2012
W roku 1998, trzy lata po ukazaniu się pierwszego wydania tej książki,
napisałam do niej nowe wprowadzenie zatytułowane Radosne świętowanie.
Pragnęłam zachęcić nas wszystkich do radości z powodu tego, jak wiele
osób odkryło, że są wysoko wrażliwe, i uznało tę książkę za pomocną oraz
że koncepcja wysokiej wrażliwości wzbudziła też zainteresowanie w kręgach naukowych. Obecnie mamy stukrotnie więcej powodów do takiego
świętowania. Książka została przetłumaczona na kilkanaście języków: od
szwedzkiego, hiszpańskiego i koreańskiego po hebrajski, francuski czy
węgierski. Artykuły na temat wysokiej wrażliwości były publikowane w wielu prominentnych czasopismach na całym świecie. W Stanach
Zjednoczonych na przykład ukazał się obszerny artykuł w "Psychology
Today"1 i krótsze omówienie w "Time"2, podobnie jak w wielu periodykach poświęconych sprawom kobiet czy ochronie zdrowia (np.
"O Magazine") i na licznych portalach zdrowotnych. Zainicjowano
spotkania dla wysoko wrażliwych osób (WWO). Kursy na ten temat
prowadzone są w Stanach Zjednoczonych i w Europie, nie mówiąc o bogactwie materiałów dostępnych na kanale YouTube, o filmach, książkach,
czasopismach, biuletynach, portalach i wszelkich innych usługach
kierowanych bezpośrednio do osób wysoko wrażliwych. Większość tych
materiałów jest znakomita, niektóre - niestety nie całkiem. Dziesiątki
tysięcy czytelników subskrybuje mój internetowy biuletyn Comfort Zone,
dostępny na stronie www.hsperson.com, gdzie w archiwach zgromadzone są
setki artykułów dotyczących wszystkich aspektów wysokiej wrażliwości.
Zrobiliśmy niemało.
Trzy korekty
Biorąc pod uwagę, że niniejsza książka została napisana u zarania swego
rodzaju rewolucji, uznałam, że przed kolejnym wydaniem powinnam ją
zweryfikować. Kiedy ją jednak przejrzałam, nie znalazłam w niej zbyt
wielu aspektów, które chciałabym zmienić. Nadal dobrze spełnia swoją
rolę - z trzema zastrzeżeniami.
Po pierwsze i najważniejsze, zależało mi na uwzględnieniu nowych badań
naukowych. Ma to kluczowe znaczenie, bo wyniki badań pozwalają nam się
przekonać, że wysoka wrażliwość realnie występuje, że książka opisuje
rzeczywiste zjawisko. Dalej w tej części przedstawię wyniki aktualnych
badań naukowych.
Po drugie, dysponujemy obecnie prostym, wszechstronnym opisem wysokiej
wrażliwości jako cechy - w postaci akronimu DOES, który pozwala wygodnie
ująć kluczowe dla niej aspekty zachowania.
"D" oznacza głębię przetwarzania (ang.
depth of processing).
Charakterystyczne dla nas jest to, że przed przystąpieniem do
działania obserwujemy i zastanawiamy się. Głębiej niż inni
przetwarzamy wszystko, niezależnie od tego, czy zdajemy sobie z tego
sprawę, czy nie.
"O" oznacza, że często zdarza się nam doznawać przesytu bodźcami,
czyli przestymulowania (ang.
overstimulation). Ponieważ wszystkiemu
poświęcamy więcej uwagi, szybciej zaczynamy odczuwać zmęczenie.
"E" mówi o akcencie na reakcje emocjonalne i silnej więzi empatycznej,
co między innymi wzmaga naszą spostrzegawczość i pomaga w uczeniu się.
"S" oznacza wyczulenie (ang.
being sensitive) na subtelności w otaczającym nas świecie.
Więcej na ten temat napiszę przy okazji relacjonowania badań naukowych.
Po trzecie, pewne mniej obszerne zagadnienie chciałabym rozstrzygnąć od
razu - mam na myśli omawianą w książce kwestię stosowania leków
przeciwdepresyjnych, koncentrującą się wokół Prozacu. Od 1996 roku
pojawiło się mnóstwo nowych antydepresantów, poznaliśmy także ich liczne
wady i zalety. Czy są szkodliwe dla organizmu? Czy dla większości ludzi
stanowią tylko placebo, poprawiając samopoczucie w takim samym stopniu
jak połknięcie cukrowej tabletki? Z drugiej strony co z licznymi
samobójstwami, którym zapobiegły? I czy leki te nie przyczyniły się
także do poprawy jakości życia bliskich osoby, która przestała odczuwać
depresję? Argumenty za i przeciw pozostają mocne i warte rozważenia. Na
szczęście obecnie można się z nimi zapoznać, korzystając z internetu
(ale trzymaj się relacji z badań naukowych, a daruj sobie tchnące
horrorem opowieści zwolenników obu stron). Moja zasadnicza rada
pozostaje niezmiennie ta sama: jak najwięcej się dowiedz, a następnie
sam podejmij decyzję w odniesieniu do siebie; najlepiej wyrób sobie
własną opinię na ten temat przed ewentualnym wpadnięciem w depresję, na
którą w pewnych okolicznościach osoby wysoko wrażliwe są genetycznie
bardziej podatne, a gdy człowiek już się z nią boryka, trudniej
podejmuje się decyzje.
Jeśli nie jesteś zainteresowany badaniami nad wrażliwością, możesz
pominąć poniższe uwagi lub przejrzeć je tylko pobieżnie. Być może jesteś
typem osoby, która rozumie tę cechę intuicyjnie, "sercem i duszą", bez
potrzeby udziału intelektu. Wyobrażam sobie jednak, że czasami chciałbyś
przełamać czyjś sceptycyzm, a niekiedy nawet jawnie nieprzychylne
reakcje, z którymi spotykasz się, mówiąc o swojej wyjątkowej
wrażliwości. Solidna dawka wiedzy może ci wtedy przyjść z pomocą.
Badania naukowe po 1996 roku
Nauka nie tylko potwierdziła mnóstwo stwierdzeń zawartych w tej książce
(niektóre z nich miały początkowo oparcie jedynie w moich obserwacjach),
lecz także znacznie wykroczyła poza to, co wiedziałam w czasie jej
pisania. Starałam się, by mój poniższy opis był interesujący, ale
zarazem na tyle szczegółowy, aby zadowolić także tych, którym zależy na
pogłębionych wiadomościach. Pełną wiedzę na temat metodologii i uzyskanych wyników znajdziesz w źródłowych artykułach.
W 2012 roku opublikowałam obszerne streszczenie teorii i badań3. Natomiast na
stronie www.hsperson.com dostępna jest stale uaktualniana lista badań.
Cesze, o której mówimy, nadałam naukową nazwę "wrażliwość przetwarzania
zmysłowego" (ang. sensory processing sensitivity). Nie należy jej
mylić z zaburzeniami przetwarzania zmysłowego (ang. sensory processing
disorder) czy z zaburzeniami integracji zmysłowej (ang. sensory
integration disorder), którym nadano niestety podobnie brzmiące nazwy.
Pragnę dodać, że różni badacze zajmowali się też kwestiami bardzo
podobnymi do wrażliwości. Jeśli interesują cię te prace, możesz poszukać
informacji na takie tematy jak biological sensitivity to context
(Thomas Boyce, Bruce Ellis i in.), differential susceptibility (Jay
Belsky, Michael Pluess i in.) oraz orienting sensitivity (D. Evans,
Mary Rothbart i in.), by zapoznać się z licznymi innymi badaniami
przeprowadzonymi od czasu publikacji pierwszego amerykańskiego wydania
Wysoko wrażliwych.
Pierwsze badania
Pierwsze z opublikowanych przez nas (tj. przeze mnie i mojego męża,
który ma niezwykłą umiejętność opracowywania eksperymentów) badań4 zaowocowały
powstaniem zamieszczonej w tej książce skali wrażliwości Highly
Sensitive Person Scale. Celem tego badania było także wykazanie, że
wysoka wrażliwość nie jest tożsama ani z introwersją, ani z neurotycznością (jest to specjalistyczne określenie tendencji do
popadania w depresję lub przeżywania silnych lęków). Mieliśmy rację -
jest to odrębna cecha, choć silnie skorelowana z neurotycznością. Miałam
przeczucie, że znam tego przyczynę, i w drugiej serii naszych badań
opublikowanych w 2005 roku5 udało mi się ją
potwierdzić: te osoby wysoko wrażliwe, które miały za sobą trudne
dzieciństwo, cierpiały na depresję, lęki i nasiloną nieśmiałość częściej
niż pozostali ludzie z podobnymi wczesnymi przeżyciami, jednak w przypadku osób, których dzieciństwo było w miarę pogodne, ryzyko
zaburzeń nie było większe niż dla całej populacji. Uzyskaliśmy nawet
pewne wskazówki - wzmocnione od tamtego czasu - że osoby takie
funkcjonują lepiej niż niewrażliwe mające za sobą dobre dzieciństwo, tak
jakby silniej wpływało na nie dowolne środowisko, w jakim się znajdą.
Późniejsze badania przeprowadzone przez Miriam Liss ze
współpracownikami6 przyniosły
analogiczne rezultaty, głównie w odniesieniu do depresji. Pamiętajmy, że
jest to prawidłowość występująca "przeciętnie". Niektóre wrażliwe osoby
z dobrymi doświadczeniami z dzieciństwa mogą cierpieć na depresję, a inne mogą w nią nie wpadać pomimo nieszczęśliwego dzieciństwa. Co
więcej, oddziałuje na nas mnóstwo innych czynników oprócz dzieciństwa.
Jednym z ważniejszych jest ogólny poziom stresu w życiu.
Ta interakcja wyjątkowej wrażliwości ze środowiskiem, w jakim
przebiegało dzieciństwo, pozwala wyjaśnić stosunkowo silny związek
między neurotycznością czy negatywnymi uczuciami a wysoką wrażliwością,
który wykryliśmy w naszym pierwszym badaniu. Mniej więcej połowa pytań w skali HSP odnosi się do uczuć negatywnych ("...sprawiają mi dyskomfort",
"Czuję się roztrzęsiony, gdy...", "Irytuje mnie..." itd.). Ponieważ wiele
osób wysoko wrażliwych ma za sobą trudne dzieciństwo - często z tego
powodu, że nikt nie rozumiał ich wrodzonego temperamentu - ich
utrzymujące się negatywne uczucia wynikające z wrażliwości mogłyby
sprawiać, że czują większy dyskomfort i są bardziej roztrzęsione czy
zirytowane w sytuacjach, które w pewnym stopniu doskwierają wszystkim
wrażliwym osobom. Mogłoby to się przyczyniać do nakładania się na siebie
wysokiej wrażliwości i neurotyczności z powodów niemających nic
wspólnego z samą cechą. Obecnie, gdy posługujemy się naszą skalą,
korzystamy z różnych pytań o ogólne nasilenie odczuwania negatywnych
emocji przez badanych i uwzględniamy to w analizie statystycznej.
Niestety, znaczna część badań klinicznych7 poświęconych
związkom między wysoką wrażliwością a na przykład lękami, stresem czy
fobiami komunikacyjnymi nie uwzględnia wpływów środowiska wychowawczego,
przez co powstaje wrażenie, że wszystkie osoby wysoko wrażliwe mają tego
typu problemy. Dlatego też nie będę tu przedstawiać tych badań.
Serotonina a wysoko wrażliwi
Opisane powyżej odkrycie dobrego lub złego wpływu dzieciństwa na dalsze
losy osoby wysoko wrażliwej stanowi interesujący przypis do tego, co
zawarłam w rozdziale poświęconym medycynie. Cytowałam badania Stephena
Suomiego na temat niewielkiej grupy rezusów, które przychodzą na świat z cechą nazwaną pierwotnie "spięciem" (ang. up-tight), ponieważ silniej
oddziaływało na nie wychowywanie w warunkach stresu. Sprawiały one
wrażenie nie tylko bardziej przygnębionych i lękliwych, ale także - tak
jak u cierpiących na depresję ludzi - miały w mózgu mniej dostępnej
serotoniny, co korygują antydepresanty. Serotonina to substancja
wykorzystywana w celu przesyłania informacji w co najmniej siedemnastu
obszarach w mózgu. Okazuje się, że u wspomnianych małp zaobserwowano
genetycznie uwarunkowane obniżenie ogólnego poziomu serotoniny, który
dodatkowo spadał pod wpływem stresu. Wysoko wrażliwe osoby mają ten sam
wariant genetyczny. Co ciekawe, własności te znajduje się tylko u dwóch
gatunków naczelnych: u ludzi i u rezusów, które to gatunki są w znacznym
stopniu społeczne i zdolne do przystosowywania się do wielu różnorodnych
środowisk. Być może wysoko wrażliwym członkom grupy łatwiej jest
dostrzegać różne subtelne cechy otoczenia, na przykład to, które nowe
pokarmy można bezpiecznie zjadać i jakich zagrożeń należy unikać, dzięki
czemu są w stanie przeżyć w nowych warunkach.
Warianty genetyczne odpowiadają za wiele naszych cech: kolor oczu,
włosów, skóry, różne szczególne zdolności czy pewne fobie. Niektóre z nich nie odgrywają większej roli, inne są użyteczne albo nieużyteczne (a czasem nawet szkodliwe) w zależności od środowiska. Jeśli mieszkasz w okolicy, gdzie żyje wiele jadowitych węży, wrodzony lęk przez nimi może
być korzystny. Staje się on jednak kłopotliwy, gdy chcesz zostać
nauczycielem przyrody.
Od czasu, gdy napisałam tę książkę i cytowałam badania nad rezusami,
pojawiły się badania przeprowadzone w Danii przez Cecilie Licht i współpracowników8, które sugerują,
że wszystkie osoby wysoko wrażliwe mają ten sam wariant genetyczny.
Przez lata badacze skupiali się na związku niskiego poziomu serotoniny z samą depresją, a uzyskiwane przez nich wyniki były niespójne, być może
właśnie dlatego, że w badaniach uwzględniano zbyt wiele wysoko
wrażliwych osób mających za sobą dobre dzieciństwo, u których depresja
się nie ujawniła.
Musi być jakiś powód tego, by wiele osób posiadało taką cechę jak
"skłonność do depresji", która z ewolucyjnego punktu widzenia powinna
być niekorzystna. Nowsze badania pokazują9, że wariant
genetyczny, który sprawia, że w mózgu dostępna jest mniejsza ilość
serotoniny, niesie ze sobą także określone korzyści, takie jak lepsze
niż u innych przechowywanie w pamięci wyuczonego materiału, sprawniejszy
proces podejmowania decyzji, lepsze ogólne funkcjonowanie umysłowe, a ponadto jeszcze większe umacnianie swego zdrowia psychicznego przez
dobre doświadczenia życiowe. Podobne korzyści dla funkcjonowania
psychicznego zaobserwowano także u rezusów posiadających ten sam wariant
genetyczny10. Być może
najlepszym zadośćuczynieniem dla wysoko wrażliwych osób, które mogą mieć
dość postrzegania ich jako słabeuszy czy chorych, jest przeprowadzone
przez Suomiego badanie11, z którego
wynika, że o ile rezusy z takimi genami były umiejętnie wychowywane
przez matki, częściej wykazywały szybsze tempo rozwoju oraz odporność na
stres i przewodziły w swoich grupach społecznych.
W tym samym duchu z coraz większej liczby badań wynika12, że niektóre
jednostki są wyjątkowo wrażliwe, a przez to szczególnie podatne na
oddziaływanie środowiska - na przykład w dzieciństwie większy wpływ
wywierają na nie rodzice, nauczyciele czy pozytywne interwencje.
Czym zatem jest ta elementarna cecha, która miewa dla nas zarówno dobre,
jak i złe skutki?
Co nas tak wyróżnia?
Jak napisałam w tej książce, w gronie licznych gatunków (wiemy jak dotąd
o ponad stu13; należą do nich
między innymi muszki owocowe i niektóre gatunki ryb) występuje pewne
niewielka grupa osobników, u których obserwuje się wysoką wrażliwość.
Choć, co oczywiste, cecha ta prowadzi do innych zachowań w zależności od
tego, czy mamy do czynienia z muszką, rybą, ptakiem, psem, jeleniem,
małpą czy człowiekiem, najogólniej można powiedzieć, że grupa osobników,
która odziedziczyła tę cechę, by zbudować poczucie własnej wartości i pewność siebie, stosuje charakterystyczną strategię przetrwania
polegającą na chwilowym zatrzymywaniu się w celu obserwacji i przetworzenia tego, co zostało zauważone, przed wyborem działania.
Powściągliwość ta nie stanowi jednak wyznacznika cechy. Gdy wrażliwy
osobnik od razu dostrzega, że bieżąca sytuacja jest podobna do jakiejś
zapamiętanej z przeszłości, wówczas dzięki temu, że ma ją już doskonale
przemyślaną i przyswojoną, może zareagować na niebezpieczeństwo lub
nadarzającą się okazję szybciej niż inni. Z tego powodu trudno było
zaobserwować podstawowy aspekt tej cechy, którym jest głębia
przetwarzania. Nie wiedząc o tym, obserwatorzy mogą jedynie snuć domysły
na temat tego, co się dzieje w umyśle wrażliwej osoby, gdy ta zatrzymuje
się przed przystąpieniem do działania. Wysoko wrażliwe osoby często
bywają odbierane jako zahamowane, nieśmiałe, lękliwe lub introwertyczne
(tymczasem 30 procent spośród WWO stanowią ekstrawertycy14, a wielu
introwertyków wcale nie jest wrażliwych). Niektórzy "wrażliwcy"
akceptowali te etykiety, nie znajdując innego wyjaśnienia dla swojej
powściągliwości. Zresztą, mając poczucie inności i ułomności, niektórzy
z nas przekonywali się, że etykieta "nieśmiały, lękający się oceny
otoczenia" sprawdza się jak samospełniająca się przepowiednia, o czym
piszę w rozdziale 5. Pozostali wiedzieli, że są inni, ale ukrywali to i dostosowywali się, zachowując się tak jak niewrażliwa większość.
Zrozumienie, dlaczego wyewoluowaliśmy w taki, a nie inny sposób, mówi
nam o nas znacznie więcej, niż wiedziałam, pisząc tę książkę pierwotnie.
Wówczas myślałam, że wrażliwość pojawiła się dlatego, że była korzystna
dla grupy; wrażliwe osobniki są zdolne do dostrzegania niebezpieczeństwa
czy okazji, które inni mogą przeoczyć, natomiast ci inni przyczyniają
się do dobra wspólnego przez podejmowanie odpowiednich działań z chwilą,
gdy wrażliwi zwrócą uwagę na taką konieczność. Możliwe, że to
wyjaśnienie jest nadal częściowo trafne, ale przypuszczalnie to tylko
uboczny efekt tej cechy. Obecnie przyjmowane wyjaśnienie zostało
sformułowane na podstawie komputerowego modelu zaproponowanego przez
holenderskich biologów. Max Wolf i jego współpracownicy15 byli ciekawi,
jak mogło dojść do wyewoluowania wrażliwości, zaaranżowali więc
odpowiednią sytuację, korzystając z programu komputerowego do
wykluczenia wszelkich innych czynników. Modyfikując tylko po kilka
zmiennych naraz, obserwowali, co się dzieje w kontekście różnych
potencjalnych sytuacji i strategii. Chcieli przekonać się, czy wysoka
reaktywność mogłaby być cechą na tyle korzystną, by utrzymywać się w populacji (cechy, które przeszkadzają nam w życiu, nie utrzymują się
długo).
Strategię wrażliwości testowano w ten sposób, że manipulowano stopniem,
w jakim jednostka, która nauczyła się czegoś w sytuacji A za sprawą
podwyższonego uwrażliwienia na różne jej aspekty, może z powodzeniem
wykorzystać tę wiedzą w sytuacji B (badacze manipulowali także zakresem
korzyści wynikających z poradzenia sobie w sytuacji B). Przeciwny
scenariusz zakładał, że nauka zdobyta w sytuacji A nie daje jednostce
żadnych korzyści w sytuacji B, bo sytuacje te nie mają ze sobą nic
wspólnego. Postawiono pytanie, jakich warunków wymagałoby zajście
ewolucji obu typów jednostek - uczącego się z doświadczenia i nieuczącego się. Okazało się, że w obu przypadkach wystarczy bardzo
nieznaczny poziom korzyści płynących z danej strategii, by się ona
pojawiła, co tłumaczy, dlaczego w rzeczywistości u ludzi występują obie
te strategie.
Można by pomyśleć, że wrażliwość zawsze przynosi korzyści, jednak tak
nie jest. Okazuje się, że może być ona korzystna dla człowieka tylko pod
warunkiem, że należy on do mniejszości. Gdyby wszyscy byli wrażliwi, nie
wynikałaby z tego żadna korzyść, tak jak wtedy, gdy wszyscy kierowcy
znają jakąś drogę na skróty i nią jeżdżą; tak wiele osób wykorzystuje tę
informację, że staje się ona bezwartościowa. Mówiąc krótko, wrażliwość -
czy też reaktywność, jak ją nazwali wspomniani biologowie - pociąga za
sobą zwracanie większej niż inni uwagi na detale, a następnie
wykorzystywanie tej wiedzy do formułowania trafniejszych przewidywań w przyszłości. Czasem daje to wymierne korzyści, ale kiedy indziej ten
dodatkowy wysiłek nie przynosi żadnych efektów.
Wrażliwość, jak dobrze wiesz, jest kosztowna. Może przeradzać się w całkowite marnowanie energii, jeśli twoja bieżąca sytuacja nie ma nic
wspólnego z przeszłymi doświadczeniami. Ponadto jeśli przeszłe
doświadczenie było bardzo złe, osoba wysoko wrażliwa może rozciągnąć je
na zbyt wiele przypadków, unikając lub bojąc się różnych sytuacji tylko
dlatego, że w jakimś nieznacznym stopniu przypominają przeszłe.
Największym kosztem wrażliwości jest jednak przeciążenie układu
nerwowego. Każdy z nas ma granice przyjmowania informacji czy bodźców,
po przekroczeniu których doznajemy przeciążenia, przestymulowania,
przytłoczenia, przesytu i wszelkiego "prze-"! Tyle że wrażliwcy
docierają do tego punktu wcześniej niż inni. Na szczęście szybko wracają
potem do normy, gdy tylko mają okazję odsapnąć.
Naprawdę mamy to w genach
Gdy pisałam tę książkę, stwierdziłam, że wrażliwość jest wrodzona.
Wiedziałam, że obserwuje się ją już u dzieci od samego urodzenia, a u zwierząt, u których podłoże genetyczne zostało rozszyfrowane, można
wybiórczo wzmacniać tę cechę w hodowli. Do uzasadnienia tej tezy nie
dysponowałam jednak danymi z badań genetycznych z wykorzystaniem skali
HSP. Teraz takie badania są już dostępne. Wspominałam wcześniej o wykryciu związku między wynikami uzyskanymi w teście HSP a obecnością
wariantu genetycznego wywierającego wpływ na dostępność serotoniny w mózgu. Pracujący w Chinach Chen ze współpracownikami16 zastosowali
inne podejście. Zamiast przyglądać się konkretnemu genowi o znanych
właściwościach, analizowali wszystkie warianty genetyczne (w sumie 98)
regulujące ilość dopaminy, innej substancji uczestniczącej w przesyłaniu
informacji w określonych obszarach mózgu. Odkryli korelacje między
wynikami w skali HSP a dziesięcioma wariantami siedmiu różnych genów
kontrolujących dopaminę. Choć wszyscy zgadzają się, że osobowość jest w znacznym stopniu dziedziczona, nikt wcześniej nie wykrył tak silnych
związków między genami a standardowymi cechami osobowości, takimi jak
introwersja, sumienność czy ugodowość. Zamiast tego chińscy badacze
zajęli się wysoką wrażliwością w przekonaniu, że musi ona być "głębiej
zakorzeniona w układzie nerwowym".
Co ciekawe, obecność cechy pozwalają przewidywać określone kombinacje
wariantów genetycznych, a funkcje tych wariantów są wciąż w dużym
stopniu nieznane, więc z pewnością bardzo trudno będzie rozwikłać
genetykę osobowości. Ponadto z bliżej nieokreślonego powodu w badaniach
genetycznych niezwykle trudno ponownie uzyskuje się podobne wyniki przy
zastosowaniu tych samych metod. Zanim zyskamy pewność, trzeba będzie
przeprowadzić więcej badań tego typu. Niemniej jestem głęboko
przekonana, że jest to cecha dziedziczna.
Stanowimy odrębną grupę ludzi
Choć pisałam w tej książce, że zwykle człowiek albo jest wysoko
wrażliwy, albo taki nie jest, nie dysponowałam wówczas bezpośrednimi
dowodami na to. Założyłam, że tak jest, gdyż Jerome Kagan z Harwardu
odkrył to w odniesieniu do cechy określanej u dzieci jako zahamowanie,
które uznałam za błędnie nazwaną wrażliwość, skoro wnioski opierały się
na obserwacji dzieci, które zamiast wbiegać żywiołowo do pokoju pełnego
skomplikowanych, nieznanych zabawek, zatrzymują się najpierw, aby się
rozejrzeć. Wielu naukowców uważało jednak, że wrażliwość to cecha
przypominająca na przykład wzrost, który u większości ludzi przyjmuje
wartości średnie. W ramach pracy doktorskiej przygotowanej na
Uniwersytecie w Bielefeld (Niemcy) Franziska Borries przeprowadziła
szczegółową analizę statystyczną z uwzględnieniem różnych kategorii i wymiarów w badaniu z udziałem ponad 900 osób, które wypełniły skalę
HSP17.
Stwierdziła, że wysoka wrażliwość stanowi w rzeczywistości kategorię, a nie wymiar. Ogólnie mówiąc, oznacza to, że albo się jest wysoko
wrażliwym, albo nie.
Trudno ustalić dokładny odsetek wysoko wrażliwych osób w dowolnej
populacji. Uznaje się, że może on wynosić od 15 do 20 procent, ale z różnych względów liczba ta może być zawyżona lub zaniżona. Ponadto na
wynikach w skali HSP ciąży wiele czynników, przez co niektórzy wrażliwi
mogą uzyskiwać rezultat pośrodku skali z innych przyczyn. Być może część
osób uzyskuje wszędzie niższą punktację niż inni; część może być w dniu
wypełniania testu jest rozproszona itp. Poza tym mężczyźni zwykle
uzyskują niższy wynik, choć wiemy, że z cechą tą rodzi się tylu samo
chłopców co dziewczynek. Wygląda na to, że mężczyźni inaczej reagują na
wypełnianie testu niż kobiety. Ale i tak wyniki większości ludzi nie
wypadają pośrodku skali, lecz wskazują, że albo mają oni tę cechę, albo
nie.
DOES dobrze ujmuje wysoką wrażliwość
Gdy w roku 2011 pisałam Psychotherapy and the Highly Sensitive
Person18
(chcąc ułatwić terapeutom lepsze zrozumienie nas, a zwłaszcza przekazać
im, że nasza cecha nie jest chorobą czy defektem), stworzyłam wspomniany
już akronim, który ma pomagać terapeutom w ustalaniu obecności tej
cechy. Lubię korzystać z niego podczas opisywania zarówno nas samych,
jak i badań na nasz temat.
D - depth of processing - głębia przetwarzania
U podstaw wysokiej wrażliwości leży skłonność do głębszego przetwarzania
informacji. Jeśli podamy komuś numer telefonu, a ten ktoś nie ma go
gdzie zapisać, będzie usiłował jakoś go przetworzyć, aby w ten sposób
ułatwić sobie zapamiętanie - na przykład przez wielokrotne powtarzanie
go, dostrzeżenie jakiegoś szczególnego układu czy znaczenia cyfr albo
ich podobieństwa do czegoś innego. Bez poddania treści jakiemuś
przetwarzaniu nie będzie szansy jej zapamiętać. Osoby wysoko wrażliwe
wszystko przetwarzają głębiej. Szukają relacji pomiędzy wszystkim, co
postrzegają, a przeszłymi doświadczeniami lub analogicznymi obiektami.
Robią to niezależnie od tego, czy zdają sobie z tego sprawę, czy nie.
Gdy podejmujemy decyzję, nie wiedząc, jak dokładnie do niej doszliśmy,
nazywamy to intuicją; osoby wysoko wrażliwe mają dobrą (choć nie
niezawodną!) intuicję. Jeśli zaś podejmują decyzję w sposób świadomy,
mogą zauważyć, że zajmuje im to więcej czasu niż innym, bo starannie
rozważają wszystkie opcje. To także jest głębia przetwarzania.
W badaniach potwierdzających ten aspekt naszej cechy porównywano poziom
aktywacji mózgu u osób wrażliwych i u niewrażliwych podczas wykonywania
różnych zadań percepcyjnych. Badania Jadzi Jagiellowicz19 pokazały, że
osoby wrażliwe w większym stopniu korzystają z obszarów mózgu
powiązanych z "głębszym" przetwarzaniem informacji, szczególnie w zadaniach wymagających dostrzegania niuansów. W innym badaniu,
przeprowadzonym przez nas ze współpracownikami20, wrażliwym i niewrażliwym osobom dano trudne z założenia zadania percepcyjne (czyli
wymagające większej aktywizacji mózgu, większego wysiłku), zależne od
kultury, z jakiej pochodzili. U osób niewrażliwych ujawniła się
oczekiwana trudność, jednak mózgi osób wrażliwych najwyraźniej nie
doświadczały jej, niezależnie od tego, z jakiej kultury wywodzili się ci
ludzie. Wydawało się, że naturalne jest dla nich wykraczanie poza
oczekiwania kulturowe i docieranie do tego, "jak jest w rzeczywistości".
Badania przeprowadzone przez Biankę Acevedo i jej współpracowników21 wykazały w mózgach osób wysoko wrażliwych wyższą aktywność w rejonie zwanym wyspą.
Jest to obszar zajmujący się bieżącą integracją informacji o wewnętrznych stanach i emocjach, pozycji ciała i wydarzeniach
zewnętrznych. Niektórzy nazywają go ośrodkiem świadomości22. Jeśli jesteśmy
w większym stopniu świadomi tego, co się dzieje zarówno wewnątrz nas,
jak i na zewnątrz, to takich właśnie wyników należało się spodziewać.
O - overstimulation - przestymulowanie
Jeśli dostrzegasz każdy najdrobniejszy szczegół okoliczności, w jakich
się znajdujesz, a są one wielorakie (wiele rzeczy do zapamiętania),
intensywne (hałas, nieład itp.) albo sytuacja ciągnie się zbyt długo
(dwugodzinny dojazd do pracy), jest oczywiste, że szybciej się zmęczysz,
musząc przetwarzać tak wiele danych. Inni, którzy nie dostrzegają tyle
co ty (albo wręcz nic), nie męczą się tak szybko. Mogą nawet uznać za
dziwne, że całodzienne zwiedzanie miasta, a potem wieczorne wyjście do
klubu to dla ciebie za dużo. Nieprzerwanie mówią, gdy ty marzysz o chwili ciszy i spokoju na zebranie myśli, i uwielbiają wypady do
"energetycznych" restauracji czy na imprezkę, podczas gdy ty z najwyższym trudem znosisz tamtejszy hałas. I właśnie to zachowanie jest
najczęściej zauważane przez otoczenie - to, że nadmierna stymulacja (w tym także społeczna) łatwo przeciąża osoby wysoko wrażliwe albo że te z nich, które zdają sobie z tego sprawę, częściej niż inne unikają
takich sytuacji.
W niedawno przeprowadzonym badaniu w Niemczech Friederike
Gerstenberg23 porównywała
wrażliwe i niewrażliwe osoby, które miały za zadanie wyszukać na ekranie
monitora poprzekrzywiane litery "T" ukryte w gąszczu "L" ustawionych w różnych kierunkach. Osoby wysoko wrażliwe były szybsze i dokładniejsze,
ale także bardziej zestresowane po wykonaniu zadania. Czy wynikało to z wysiłku percepcyjnego, czy też z emocji towarzyszących udziałowi w eksperymencie? Niezależnie od tego, co konkretnie było przyczyną,
odczuwały przeciążenie. Podobnie jak metalowa konstrukcja może zostać
przeciążona, gdy położy się na niej nadmierny ciężar, tak samo dzieje
się z nami.
Stres wynikający z dużego natężenia bodźców nie jest jednak głównym
przejawem wysokiej wrażliwości, jak niekiedy sugerowano, choć naturalnie
doświadczamy go, gdy za wiele się dzieje. Trzeba uważać, by nie mylić
wysokiej wrażliwości z zaburzeniem; dyskomfort związany z doznaniami
zmysłowymi może być objawem zaburzenia wynikającego z problemu z przetwarzaniem danych zmysłowych, a nie z nadzwyczajnej głębi takiego
przetwarzania. Na przykład osoby z zaburzeniami ze spektrum autyzmu
czasami skarżą się na przeciążenie sensoryczne, ale kiedy indziej
reagują niedostatecznie. Wydaje się, że trudno jest im ustalić, na co
mają zwracać uwagę, a co ignorować. W trakcie rozmowy może im się
wydawać, że wzór na dywanie czy rodzaj żarówek w danym pomieszczeniu są
równie istotne jak twarz rozmówcy. Naturalnie one też mogą się skarżyć
na przeciążenie bodźcami i bywa, że w jeszcze większym stopniu
dostrzegają drobiazgi, ale - zwłaszcza w interakcjach społecznych -
często skupiają się na nieistotnych szczegółach, podczas gdy osoby
wysoko wrażliwe zwracają baczniejszą uwagę na subtelne detale mimiki,
przynajmniej wtedy, kiedy nie są nadpobudzone.
E - emotional reactivity - reaktywność emocjonalna
W wyniku przeprowadzonej serii badań Jadzia Jagiellowicz ustaliła24, że WWO reagują
silniej niż nie-WWO na zdjęcia "nacechowane pozytywnie". (Dane z wcześniejszych sondaży i eksperymentów25 pokazały już,
że WWO mocniej reagują zarówno na pozytywne, jak i negatywne
doświadczenia). Ujawniało się to jeszcze wyraźniej w przypadku osób,
które miały za sobą dobre dzieciństwo. Badania Jagiellowicz nad mózgiem
dowodzą, że ta reakcja na pozytywne obrazy zachodziła nie tylko w rejonach związanych z pierwotnym doświadczaniem silnych emocji, lecz
także w rejonach "wyższych", związanych z myśleniem i postrzeganiem, to
znaczy w tych, którymi zajmują się badania głębi przetwarzania. To, że
intensywna reakcja na pozytywne obrazy jest dodatkowo wzmacniana przez
dobre dzieciństwo, współgra z nową koncepcją Michaela Pluessa i Jaya
Belsky'ego26 tak zwanej
"wrażliwości dającej przewagę" (ang. vantage sensitivity), którą
sformułowali, aby podkreślić specyficzny potencjał wrażliwych osób do
odnoszenia korzyści z pozytywnych wydarzeń, okoliczności i interwencji.
"E" oznacza także empatię. W innym badaniu Bianki Acevedo27 wrażliwe i niewrażliwe osoby oglądały zdjęcia przedstawiające ich bliskich oraz
obce osoby wyrażające radość, smutek bądź mające neutralny wyraz twarzy.
We wszystkich przypadkach, gdy zdjęcie ukazywało jakąś emocję, u wrażliwych osób zaobserwowano zwiększoną aktywację wyspy, ale także
układu neuronów lustrzanych, szczególnie gdy badani patrzyli na zdjęcie
przedstawiające radosną twarz bliskiej osoby. Mózgowy układ neuronów
lustrzanych28 został odkryty
zaledwie około dwudziestu lat temu. Gdy obserwujemy kogoś wykonującego
jakąś czynność lub przeżywającego jakąś emocję, to skupisko neuronów
aktywuje się tak samo jak niektóre neurony osoby obserwowanej. Jako
przykład podam, że te same neurony uaktywniają się do pewnego stopnia
bez względu na to, czy kopiemy piłkę, widzimy kogoś kopiącego piłkę,
słyszymy dźwięk kopnięcia piłki czy też słyszymy lub wypowiadamy słowo
"kopnąć".
Te niesamowite neurony nie tylko pomagają nam w nauce przez
naśladowanie, ale także - w połączeniu z innymi obszarami mózgu,
szczególnie aktywnymi u osób wysoko wrażliwych - pomagają nam poznać
intencje i uczucia innych. Dlatego też są one w znacznym stopniu
odpowiedzialne za powszechną u ludzi zdolność do empatii. Nie tylko
domyślamy się, jak ktoś się czuje, ale w pewnym stopniu sami odczuwamy
to samo co on. Wrażliwe osoby doskonale wiedzą, o czym piszę. Widok
każdej smutnej twarzy wywoływał większą aktywność neuronów lustrzanych u WWO niż u pozostałych badanych. Na widok smutnej miny bliskich u osób
wrażliwych dochodziło do silniejszej aktywizacji neuronów w obszarach
sugerujących, że chcą coś zrobić, chcą działać, niż w samych obszarach
związanych z empatią (być może uczymy się studzić intensywną empatię,
aby móc pospieszyć z pomocą). Ale ogólnie mówiąc, aktywność mózgowa
wskazująca na empatię podczas oglądania fotografii twarzy okazujących
dowolne silne emocje była wyższa u wysoko wrażliwych niż u pozostałych
badanych.
Dość powszechne jest mylne przekonanie, że pod wpływem emocji myślimy
nielogicznie. Nowsze badania naukowe, których analizę przeprowadził Roy
Baumeister ze współpracownikami29, umiejscawiają
emocje w samym centrum mądrości. Jednym z powodów może być fakt, że
emocje odczuwamy najczęściej w następstwie wydarzeń, co, jak się zdaje,
pomaga nam zapamiętywać te wydarzenia i wyciągać z nich wnioski. Im
bardziej jesteśmy rozstrojeni popełnionym błędem, tym więcej o nim
myślimy i dzięki temu mamy szansę uniknąć go w przyszłości. Im bardziej
cieszymy się sukcesem, tym więcej myślimy i mówimy o nim oraz o prowadzącej do niego drodze, co sprawia, że mamy większe szanse go
powtórzyć.
Inne badania omawiane przez Baumeistera, a poświęcone pozytywnemu
wpływowi emocji na jasność myślenia, pokazują, że jeśli ludzie nie mają
jakiegoś emocjonalnego powodu do tego, żeby się czegoś nauczyć, to nie
uczą się tego zbyt dobrze albo wręcz nie uczą się wcale. To właśnie
jeden z powodów, dla których łatwiej jest się nauczyć języka obcego,
przebywając w kraju, w którym się nim mówi - mamy bowiem wtedy znaczną
motywację do tego, żeby się nie gubić, umieć odpowiadać na pytania i w ogóle nie wychodzić na głupka. Patrząc z tej perspektywy, można
przypuszczać, że właściwie niemożliwe jest, by wysoko wrażliwe osoby
głęboko przetwarzały informacje bez motywacji z silniejszych reakcji
emocjonalnych. I pamiętajmy, że mocniejsze reakcje WWO dotyczą zwłaszcza
pozytywnych emocji, takich jak ciekawość, oczekiwanie sukcesu (z wykorzystaniem drogi na skróty, o której inni nie wiedzą), przyjemne
pragnienie czegoś, satysfakcja, radość, zadowolenie. Możliwe, że wszyscy
reagują silnie na negatywne wydarzenia, ale osoby wysoko wrażliwe, jak
się zdaje, wyposażone są do tego, by szczególnie doceniać dobre
rezultaty i lepiej niż inni kombinować, jak do nich doprowadzić.
Wyobrażam sobie, że potrafimy zaplanować wyjątkowe przyjęcie urodzinowe,
mając przed oczami radość, jaką ono wywoła.
S - sensing the subtle - wyczuwanie subtelności
Większość cytowanych badań wymagała od uczestników dostrzegania
subtelnych szczegółów. Często właśnie to najbardziej się u nas rzuca w oczy - rejestrujemy niuanse, które innym umykają. Zważywszy na to i ponieważ nazwałam tę cechę "wysoką wrażliwością", wiele osób traktowało
to jako rdzeń tej cechy1. (Aby zapobiec takim nieporozumieniom i podkreślić rolę przetwarzania, jako bardziej formalne, naukowe
określenie tej cechy zaproponowaliśmy "wrażliwość przetwarzania
zmysłowego"). Cecha ta nie polega jednak na nadzwyczajnej ostrości
zmysłów - są przecież wysoko wrażliwe osoby ze słabym wzrokiem lub
słuchem. Co prawda niektórzy wrażliwi ludzie podają, że pewne ich zmysły
są szczególnie wyczulone, ale nawet i w tych przypadkach można założyć,
że bardziej starannie przetwarzają oni informacje zmysłowe, a nie, że
ich oczy, nos, skóra, kubki smakowe czy uszy mają jakieś niezwykłe
właściwości. Powtórzmy, obszary mózgowe wykazujące wyższy poziom
aktywności u WWO podczas postrzegania są odpowiedzialne za złożone
przetwarzanie informacji zmysłowych; nie są to te obszary, które
rozpoznają litery po ich kształcie czy nawet składają z nich słowa, ale
te, które wychwytują subtelności znaczeniowe tych słów.
Nasza zdolność postrzegania subtelnych szczegółów przydatna jest w najrozmaitszych sytuacjach, od korzystania z przyjemności codziennego
życia po kompleksowe planowanie reakcji z uwzględnieniem wysyłanych
przez ludzi niewerbalnych sygnałów (z których mogą sobie nawet nie
zdawać sprawy) o ich nastroju czy uczciwości zamiarów. Z drugiej strony,
kiedy jesteśmy zmęczeni, nie dostrzegamy niczego (ani subtelnego, ani
rzucającego się w oczy) oprócz własnej potrzeby wytchnienia - co wiedzie
nas do kolejnego ważnego punktu.
Każda wysoko wrażliwa osoba jest inna i zmienia się zależnie od chwili
Schemat DOES stanowi świetną ogólną wskazówkę do zrozumienia wysokiej
wrażliwości, ale nie jest niezawodny. Zależnie od samopoczucia możemy
wcale nie rozważać swojego postępowania albo nie zwracać uwagi na
subtelności nawet w takim stopniu, w jakim robią to pozostali. Ponadto
różnimy się między sobą. Ludzie mają różne inne cechy30, różne historie
osobiste i po prostu są różni. W zapale ustalenia naszej tożsamości
grupowej - choćby jako niezrozumianej mniejszości - nie powinniśmy
zapominać, że przecież nie jesteśmy jednakowi. A zwłaszcza nie wszyscy i nie za każdym razem jesteśmy w pełni świadomymi, sumiennymi, cudownymi
ludźmi!
Weźmy "O" - łatwo ulegający przestymulowaniu. Dwie wrażliwe osoby mogą
się zachowywać zupełnie inaczej w sytuacji, gdy dokucza im hałas czy
grubiańskie zachowanie. Jedna może nie uskarżać się głośno i nie
okazywać, że cokolwiek jej przeszkadza, ponieważ zwykle unika takich
sytuacji albo po cichu się z nich wycofuje. Na przykład nie będzie
pozostawać w miejscu pracy, w którym występuje uciążliwy hałas,
niewybredne zachowania czy inne niedogodności. Jeśli zaś nie jest w stanie uniknąć takich problemów, przeczekuje je po cichu do chwili,
kiedy można im zaradzić. Inne wysoko wrażliwe osoby - zwykle mające za
sobą bardziej stresującą przeszłość - mogą traktować siebie bardziej jak
ofiarę i czuć się bardziej rozstrojone, a jednocześnie mieć mniejszą
zdolność do znajdowania sobie właściwszego środowiska i unikania
nieodpowiedniego. Mogą mieć poczucie, że muszą się przypodobać otoczeniu
lub coś udowodnić. W kontekście zawodowym mogą nie zmieniać miejsca
pracy tak długo, aż dochodzi do kryzysu, w którym wszyscy dowiadują się
o ich "przewrażliwieniu".
Bhavini Shrivastava, która przeprowadziła badania31 nad osobami
wysoko wrażliwymi w firmie informatycznej w Indiach, stwierdziła, że
czują się one bardziej zestresowane przez swoje środowisko pracy,
natomiast postrzegane są przez przełożonych jako bardziej produktywne.
Jeśli założymy, że te wrażliwe osoby, których praca i wydajność
cierpiały w wyniku stresu, już się zwolniły lub zostały zwolnione, to
pozostałe (starsze i z większym doświadczeniem) najwyraźniej się
przystosowały, być może dzięki szczególnemu traktowaniu przez
przełożonych oraz dzięki temu, że ich głębia przetwarzania oraz
wyczulenie na szczegóły mogą wnosić istotny wkład w działanie firmy.
Można zatem wyróżnić co najmniej dwa typy WWO - osoby, które ogólnie
sobie radzą, i te do tego niezdolne, co w obu przypadkach wynika z innych cech ich osobowości. Albo co najmniej dwa typy sytuacji:
stresujące w niewielkim stopniu, w których WWO się odnajdują i sprawiają
wrażenie silnych przez znajdowanie sposobów adaptacji niedostępnych
innym; albo ekstremalnie stresujące, w których nie są w stanie się
przystosować i sprawiają wrażenie słabych.
Refleksje końcowe
Badania nad wrażliwością stanowiły dla mnie niezwykłą przygodę. Zaczęło
się od prostego zaciekawienia uwagą rzuconą przez kogoś na mój temat.
Przeprowadziłam wywiady z osobami podejrzewającymi, że mogą być wysoko
wrażliwe, aby przekonać się, na czym to polega, ale nie mając jeszcze
żadnych planów badawczych z tym związanych, a już z pewnością nie myśląc
o pisaniu książki popularyzującej wiedzę na ten temat. Jednak po pewnym
czasie uświadomiłam sobie, że - jak to lubię określać - gdy szłam tą
drogą, za moim plecami zaczął się formować długi pochód ludzi, którzy
byli wysoko wrażliwi, ale nigdy nie słyszeli tego terminu.
Często spotykam się z pytaniem: "Jak zdołała pani odkryć nową cechę?".
Odpowiedź jest taka, że wrażliwość nie jest nowa, ale trudno ją uchwycić
przez obserwację zachowań ludzi, jak zwykle postępuje się w psychologii.
Dlatego psycholodzy i pozostali ludzie uciekali się do stosowania do tej
cechy określeń pokrewnych, ale nieprecyzyjnych, takich jak nieśmiałość
czy introwersja. Bardzo utrudniamy innym zaobserwowanie naszej cechy,
ponieważ tak silnie reagujemy na środowisko, że w otoczeniu ludzi
stajemy się jakby kameleonami, za wszelką cenę starając się wpasować.
Szczęśliwie złożyło się tak, że będąc jednocześnie zaintrygowanym
naukowcem i człowiekiem wysoko wrażliwym, mogłam poznać to doświadczenie
od wewnątrz. Niemniej, jak pisałam w przedmowie do pierwszego wydania,
zwróciłam uwagę na swoją wrażliwość dopiero po tym, jak ktoś inny ją
skomentował, gdy "nadmiernie" zareagowałam na zabieg medyczny.
Gdy się ujawniamy, najbardziej rzucają się w oczy nasze "nadmierne"
reakcje w porównaniu z innymi ludźmi ("O" - nadmierna stymulacja i "E" -
mocniejsze reakcje emocjonalne). Ale przecież stanowimy mniejszość, więc
naturalnie nasze reakcje są powyżej przeciętnej i nie takie jak u większości ludzi. Właśnie przez te bardziej zauważalne "O" i "E" nam
samym oraz innym ludziom zdaje się, że mamy jakiś defekt. Co więcej,
wysoko wrażliwe osoby z trudną przeszłością słabiej kontrolują swoje
reakcje, a zatem cechę tę zaczęto kojarzyć z problemami. Te nieliczne
widoczne w naszych zachowaniach oznaki "D" i "S" (głębi przetwarzania i świadomości niuansów) łatwo przeoczyć, a także przeinaczyć ich
znaczenie. Na przykład, jeśli widzi się nas, jak stopniowo wchodzimy w jakąś sytuację czy z wolna podejmujemy decyzję, znów sprawia to wrażenie
niepokojącej odmienności, potencjalnego problemu, a zatem defektu. Łatwo
przeoczyć to, jak dobre bywają te decyzje, kiedy wreszcie zostają
podjęte. Ponadto taki rodzaj powolności może być powodowany przez wiele
innych czynników niż wysoka wrażliwość, na przykład przez lęk czy nawet
niski poziom inteligencji. Tym, co najwyraźniej odróżnia wysoko wrażliwą
mniejszość od reszty ludzi, jest to, co się dzieje we wnętrzu, co
niewidoczne. Dzięki Bogu za dostępne nowe metody badań mózgu, które
uwidaczniają te różnice, i za was wszystkich, którzy wystąpiliście z szeregu i powiedzieliście: "Tak, ja też tak mam".
Więc świętujmy! Może nawet zorganizujmy pochód.
Wrażliwość to w języku angielskim sensivity, od słowa senses - zmysły (przyp. red. pol.). [wróć]
Przedmowa
Przedmowa
"Beksa!"
"Ale cykor!"
"Nie psuj nam zabawy!"
Brzmi znajomo?
A to, wypowiadane w dobrej wierze, ostrzeżenie: "Jesteś po prostu
przewrażliwiony"?
Jeśli byłeś podobny do mnie, często słyszałeś takie słowa i czułeś przez
nie, że w jakiś fundamentalny sposób różnisz się od innych. Byłam
przekonana, że mam jakiś nieusuwalny defekt, który powinnam ukrywać i który skazuje mnie na życie gorszej kategorii. Byłam przekonana, że coś
jest ze mną "nie tak".
Tymczasem w rzeczywistości i z tobą, i ze mną wszystko jest "tak". Jeśli
odpowiedziałeś twierdząco na 12 lub więcej pytań testu otwierającego
zasadniczy tekst książki (str. 52) lub jeśli szczegółowy opis w rozdziale pierwszym dobrze do ciebie pasuje (to jest najlepszy
sprawdzian), należysz do szczególnego typu ludzi - jesteś osobą wysoko
wrażliwą, dalej określaną w skrócie jako WWO. A ta książka jest napisana
specjalnie dla ciebie.
Posiadanie wrażliwego układu nerwowego to cecha normalna i zasadniczo
neutralna. Przypuszczalnie go odziedziczyłeś. Występuje on u około
15-20 procent populacji. Powoduje, że dostrzegasz niuanse w swoim
otoczeniu, co w wielu sytuacjach daje ci istotną przewagę. Oznacza
także, że łatwiej ulegasz przeciążeniu, gdy zbyt długo przebywasz w intensywnie stymulującym środowisku, w którym bombardują cię obrazy i dźwięki, doprowadzając twój układ nerwowy do wyczerpania. Jak z tego
widać, wrażliwość ma zarówno zalety, jak i wady.
W naszej kulturze bycie wyposażonym w tę cechę nie jest jednak uważane
za idealne i zapewne okoliczność ta w znacznym stopniu cię
ukształtowała. Rodzice i nauczyciele, kierując się najlepszymi
intencjami, przypuszczalnie próbowali pomóc ci "poradzić sobie" z tą
cechą, jakby stanowiła jakąś wadę. Rówieśnicy zapewne nie zawsze
odnosili się do niej z taką delikatnością. A w dojrzałym życiu
przypuszczalnie było ci trudniej znaleźć odpowiedni zawód czy partnera
oraz zbudować poczucie własnej wartości i pewność siebie.
Co ta książka ma ci do zaoferowania
Książka ta dostarcza podstawowych informacji na temat tej cechy;
wiadomości, których nie znajdziesz nigdzie indziej. Jest owocem pięciu
lat badań, pogłębionych wywiadów, doświadczenia klinicznego, kursów i indywidualnych konsultacji z setkami wysoko wrażliwych osób, a także
starannego czytania między wierszami tego, co psychologia już odkryła na
temat tej cechy, choć jeszcze nie zdawała sobie z tego sprawy. W pierwszych trzech rozdziałach zapoznasz się z podstawowymi informacjami
na temat wysokiej wrażliwości oraz dowiesz się, jak sobie radzić z przestymulowaniem i nadpobudzeniem układu nerwowego.
Dalej w książce omawiany jest wpływ wrażliwości na bieg życia, rozwój
kariery, związki i życie wewnętrzne. Skupia się na korzyściach, z których być może dotąd nie zdawałeś sobie sprawy, oraz przedstawia
porady dotyczące typowych dla WWO problemów, takich jak nieśmiałość i trudności w znalezieniu odpowiedniego rodzaju pracy.
To będzie daleka podróż. Większość wysoko wrażliwych ludzi, którym
pomogły informacje zawarte w tej książce, mówiła mi, że radykalnie
zmieniły one ich życie - mówili mi też, że koniecznie powinnam ci o tym
powiedzieć.
Słowo do nieco mniej wrażliwych
Po pierwsze, jeśli sięgasz po tę książkę, bo jesteś rodzicem, małżonkiem
lub przyjacielem osoby wysoko wrażliwej, wiedz, że szczególnie zachęcam
cię do tej lektury. Relacja łącząca cię z tą osobą ulegnie znacznej
poprawie.
Po drugie, telefoniczny sondaż przeprowadzony wśród trzystu losowo
wybranych respondentów należących do różnych grup wiekowych pokazał, że
choć 20 procent wykazywało skrajnie wysoki lub wysoki poziom
wrażliwości, u kolejnych 22 procent dało się stwierdzić umiarkowany
poziom wrażliwości. Ci z was, którzy należą do tej drugiej grupy, także
odniosą istotne korzyści z przeczytania tej książki.
Warto przy okazji zaznaczyć, że 42 procent respondentów podało, że w ogóle nie są wrażliwi - co pozwala pojąć, dlaczego wysoko wrażliwe osoby
czują się tak bardzo niedopasowane do znacznej części świata. I,
oczywiście, to właśnie ta część populacji zawsze pogłaśnia
radioodbiorniki i naciska klaksony.
Ponadto można bezpiecznie założyć, że każdy robi się niekiedy wysoko
wrażliwy - na przykład po miesiącu spędzonym samotnie w górskim
szałasie. I wszyscy stają się coraz bardziej wrażliwi z wiekiem.
Właściwie u większości ludzi, bez względu na to, czy to potwierdzają, w określonych sytuacjach dochodzi do głosu jakiś aspekt wysokiej
wrażliwości.
I słowo do nie-WWO
Czasem ludzie będący nie-WWO czują się wykluczeni i urażeni myślą, że
się od nich różnimy i sprawiamy niekiedy wrażenie, jakbyśmy uważali się
za lepszych. "A więc myślisz, że nie jestem wrażliwy?" - pytają. Problem
polega na tym, że słowo "wrażliwy" znaczy także "wyrozumiały" i "świadomy". Zarówno WWO, jak i nie-WWO mogą wykazywać te przymioty,
które u nas ujawniają się szczególnie wtedy, gdy mamy dobre samopoczucie
i jesteśmy wyczuleni na subtelności. W stanie wyciszenia WWO mogą mieć
zdolność odbierania nawet najdrobniejszych niuansów. Kiedy jednak
jesteśmy nadpobudzeni, co zdarza się nam często, jesteśmy jak najdalsi
od wykazywania się wyrozumiałością czy czułością. Jesteśmy wtedy
przeciążeni, wykończeni i marzymy tylko o tym, żeby pobyć trochę w samotności. Tymczasem twoi przyjaciele niebędący WWO mogą w takich
chaotycznych sytuacjach odznaczać się większym zrozumieniem dla innych.
Długo rozważałam, jak nazwać tę cechę. Wiedziałam, że nie chcę powtórzyć
błędu polegającego na myleniu jej z introwersją, nieśmiałością,
zahamowaniem czy całą masą innych mylnych określeń, jakie stosują do nas
psycholodzy. Żadne z nich nie oddaje neutralnego aspektu tej cechy, nie
mówiąc już o pozytywnym. "Wrażliwość" wyraża neutralny fakt większego
wyczulenia na bodźce. Sądziłam więc, że nadeszła pora, by wynagrodzić
nam zaznane uprzedzenia przez wybór słowa, które może być interpretowane
na naszą korzyść.
Jednak niektórym ludziom bycie "wysoko wrażliwym" absolutnie nie kojarzy
się pozytywnie. Siedząc teraz i pisząc tę książkę w domowym zaciszu, gdy
nie mówi się jeszcze na temat tej cechy, pozwolę sobie przewidzieć, że
stanie się ona powodem mnóstwa uszczypliwych żartów i uwag na temat WWO.
Wokół pojęcia wrażliwości zebrała się potężna zbiorowa energia - prawie
tak wielka, jak ta otaczająca kwestie płci, z którymi zresztą wrażliwość
bywa często mylona. (Tyle samo dziewczynek i chłopców rodzi się wysoko
wrażliwymi, ale uważa się, że mężczyźni nie powinni posiadać tej cechy,
natomiast kobiety powinny. Obie płcie płacą wysoką cenę za to
zamieszanie). Bądź zatem gotów na erupcję tej energii. Chroń zarówno
swoją wrażliwość, jak i rodzące się jej rozumienie, powstrzymując się od
opowiadania o niej, gdy rozsądek podpowie ci, że tak będzie lepiej.
Ale przede wszystkim ciesz się świadomością, że jest mnóstwo ludzi o podobnej umysłowości. Dotychczas się nie kontaktowaliśmy, ale teraz już
to zrobiliśmy, z korzyścią dla nas samych i dla społeczeństwa. W rozdziałach 1, 6 i 10 napiszę więcej na temat istotnych funkcji
społecznych odgrywanych przez osoby wysoko wrażliwe.
Czego potrzebujesz
Stwierdziłam, że osobom wysoko wrażliwym służy czwórtorowe podejście,
które zostanie omówione w tej książce.
Samowiedza. Musisz zrozumieć, co to znaczy być wysoko wrażliwym.
Dogłębnie. I jak to się ma do innych twoich cech oraz jak wpłynęła
na ciebie negatywna postawa społeczeństwa. Ponadto musisz dobrze
poznać swoje czułe ciało. Koniec z ignorowaniem go z powodu tego, że
sprawia wrażenie zbyt mało chętnego do współpracy z tobą czy
słabego.
Reinterpretacja (reframing). Musisz aktywnie
zreinterpretować dużą część swojej przeszłości w świetle wiedzy, że
przyszedłeś na świat jako osoba wysoko wrażliwa. Wiele z twoich
"porażek" było nieuniknionych, ponieważ ani ty, ani twoi rodzice,
nauczyciele, koledzy czy współpracownicy nie rozumieli, jak
funkcjonujesz. Reinterpretacja twoich doświadczeń może prowadzić do
zbudowania wyższego poczucia własnej wartości, a jest ono dla WWO
wyjątkowo ważne, gdyż zapobiega nadpobudzeniu w nowych (a przez to
silnie stymulujących) sytuacjach. Reinterpretacja nie zachodzi
jednak automatycznie. Dlatego na końcu każdego rozdziału zamieszczam
ćwiczenia, w których często się ona przewija.
Zdrowienie. Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, teraz właśnie
musisz uruchomić proces gojenia głębszych ran. Byłeś bardzo wrażliwy
w dzieciństwie; problemy rodzinne i szkolne, choroby itp. wywierały
na ciebie większy wpływ niż na innych. Ponadto różniłeś się od
rówieśników i prawie na pewno cierpiałeś z tego powodu.
Spodziewając się silnych emocji, które zapewne pojawią się przy
takiej wewnętrznej pracy koniecznej dla zaleczenia ran z przeszłości, osoby wysoko wrażliwe mogą mieć większą skłonność do
tego, by się powstrzymywać przed jej wykonaniem. Ostrożność i rozwaga są uzasadnione, ale nie przysłużysz się sobie, zostawiając
to zadanie na później.
Pomoc w swobodnym udzielaniu się w świecie oraz
nauczeniu się, kiedy należy się wycofywać. Możesz, powinieneś i musisz angażować się w sprawy świata. Świat naprawdę cię potrzebuje.
Ale musisz się też nauczyć, jak nie popadać w przesadę z działaniem
lub powstrzymywaniem się przed nim. Książka ta, wolna od sprzecznych
przekazów wysyłanych przez mniej wrażliwą kulturę, pokaże ci, jak
uchwycić tę równowagę.
Ponadto powiem o wpływie, jaki wysoka wrażliwość wywiera na twoje
bliskie związki. Omówię także psychoterapię dla WWO - które osoby
powinny się jej poddać, dlaczego, jakiego typu, u kogo, a zwłaszcza jaka
jest specyfika takiej terapii. Następnie przedstawię zagadnienia
dotyczące opieki medycznej dla WWO, w tym sporo na temat takich leków
jak Prozac, często przyjmowanych przez WWO. Na koniec książki zostawię
delektowanie się bogactwem naszego życia wewnętrznego.
O mnie
Zajmuję się naukowymi badaniami psychologicznymi, wykładam na
uniwersytecie, jestem psychoterapeutką i autorką powieści. Co
najważniejsze jednak, jestem osobą wysoko wrażliwą, tak jak ty. Nie
piszę tej książki ex cathedra, z zamiarem dopomożenia ci, moje ty
biedactwo, w uporaniu się z twoim "syndromem". Znam naszą cechę z własnego doświadczenia, wiem, jakie są jej zalety i jakie stawia
wyzwania.
W dzieciństwie uciekałam w domu od chaosu życia rodzinnego. W szkole
unikałam sportu, zabaw grupowych i w ogóle kontaktów z rówieśnikami.
Jakąż mieszankę ulgi i upokorzenia odczułam, gdy okazało się, że moja
strategia przynosi efekty i zaczęto mnie zupełnie ignorować.
W gimnazjum dostałam się pod ochronne skrzydła ekstrawertyczki. Przyjaźń
ta przetrwała również w latach licealnych; zresztą i tak większość czasu
przeznaczałam na naukę. Na studiach moje życie stało się znacznie
trudniejsze. Po wielu falstartach, między innymi przedwczesnym
małżeństwie, które przetrwało cztery lata, ostatecznie skończyłam studia
pierwszego stopnia na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, gdzie
należałam do bractwa Phi Beta Kappa. Wiele godzin przepłakałam jednak w rozmaitych łazienkach, obawiając się, że wariuję. (Z przeprowadzonych
przeze mnie badań wynika, że takie ucieczki, nierzadko służące temu,
żeby się wypłakać, są typowe dla WWO).
Na studiach magisterskich dostałam gabinet, w którym chowałam się i płakałam, gdy trzeba było odzyskać równowagę. Ze względu na te reakcje
zakończyłam studia na tym poziomie, mimo że gorąco zachęcano mnie do
kontynuowania nauki i przygotowania pracy doktorskiej. Musiało minąć
dwadzieścia pięć lat, nim zgromadziłam informacje na temat mojej cechy,
pozwalające mi zrozumieć swoje reakcje i zrobić ten doktorat.
Gdy miałam dwadzieścia trzy lata, poznałam mojego obecnego męża i zaszyłam się w domu, by pisać i wychowywać naszego syna. Byłam
jednocześnie zachwycona i zawstydzona tym, że nie udzielam się "w świecie". Zdawałam sobie niejasno sprawę, że tracę możliwości dalszego
kształcenia, zdobywania większego uznania dla swoich talentów oraz
kontakty z różnymi ludźmi. Ale na podstawie gorzkiej przeszłości
sądziłam, że nie mam innego wyboru.
Nie da się jednak uniknąć wszelkich poruszających wydarzeń. Musiałam się
poddać zabiegowi medycznemu, po którym miałam nadzieję wrócić do formy w ciągu paru tygodni. Niestety, mój organizm przypominał mi o nim
miesiącami fizycznych i emocjonalnych perturbacji. Zostałam ponownie
zmuszona do skonfrontowania się z moją "fatalną wadą", która tak mnie
wyróżniała. Postanowiłam więc spróbować psychoterapii. I miałam
szczęście. Po kilku spotkaniach moja terapeutka powiedziała: "Ależ
oczywiście, że to cię wyprowadziło z równowagi; jesteś szalenie wrażliwą
osobą".
Co to jest - pomyślałam sobie - jakaś nowa wymówka? Powiedziała, że
specjalnie się nad tym nie zastanawiała, ale doświadczenie jej mówi, że
ludzie znacznie różnią się tolerancją na bodźce, a także otwartością na
głębsze znaczenie swoich przeżyć - tych dobrych i tych złych. Według
niej taka wrażliwość nie była przejawem uszczerbku psychicznego czy
zaburzenia. Taką przynajmniej miała nadzieję, bo sama też była wysoce
wrażliwa. Przypominam sobie jej szelmowski uśmiech, gdy dodała:
"...podobnie zresztą jak większość ludzi, których, moim zdaniem, naprawdę
warto poznać".
Terapię kontynuowałam przez wiele lat, ani chwili za długo, pracując nad
różnymi zagadnieniami sięgającymi dzieciństwa. Centralnym motywem pracy
stał się wpływ wysokiej wrażliwości. Pojawiło się moje poczucie jakiegoś
defektu. Dostrzegłam gotowość innych do otaczania mnie opieką w zamian
za korzystanie z owoców mojej wyobraźni, empatii, kreatywności czy
przenikliwości, których ja sama nie potrafiłam cenić. Wypłynęło też
wynikające stąd moje odsunięcie się od świata. Ale gdy to wszystko
zrozumiałam, poczułam, że jestem zdolna powrócić do świata. Teraz
czerpię wielką przyjemność z uczestnictwa w jego życiu, cieszę się rolą
specjalisty i możliwością dzielenia się z ludźmi wyjątkowymi darami
mojej wrażliwości.
Wiedza naukowa u podstaw tej książki
Ponieważ uświadomienie sobie mojej cechy odmieniło mi życie,
postanowiłam więcej o niej poczytać, ale prawie nic na ten temat nie
można było znaleźć. Pomyślałam, że zbliżonym zagadnieniem będzie
introwersja. Bardzo mądrze pisał o niej psychiatra Carl Jung, określając
ją jako tendencję do zwracania się do swego wnętrza. Teksty Junga, który
sam był wysoko wrażliwy, bardzo dużo mi dały, natomiast bardziej naukowe
opracowania koncentrowały się wokół tego, że introwertycy są
nietowarzyscy, co skłoniło mnie do refleksji, że utożsamianie
wrażliwości z introwersją może być błędne.
Mając za punkt wyjścia tak niewielki zasób informacji, postanowiłam dać
ogłoszenie w gazetce wydawanej na uniwersytecie, w którym wówczas
pracowałam. Chciałam przeprowadzić wywiady z osobami, które oceniają się
jako bardzo wrażliwe na bodźce, introwertyczne lub wykazujące silne
reakcje emocjonalne. W krótkim czasie zgłosiło się do mnie więcej
chętnych, niż potrzebowałam.
Następnie w lokalnej gazecie pojawił się artykuł na temat badań. Mimo że
nie podano tam moich danych do kontaktu, ponad sto osób zadzwoniło do
mnie lub napisało z podziękowaniami, z prośbą o pomoc lub po prostu po
to tylko, by powiedzieć: "ja też". Po dwóch latach wciąż się do mnie
zgłaszali (wysoko wrażliwi czasem dość długo się zastanawiają przed
zrobieniem pierwszego kroku!).
Na podstawie przeprowadzonych wywiadów (czterdziestu, z których każdy
trwał dwie-trzy godziny) opracowałam kwestionariusz, który wypełniły
tysiące ludzi w całej Ameryce Północnej. Zorganizowałam także sondaż
telefoniczny skierowany do losowo wybranych trzystu respondentów. Dla
ciebie jako czytelnika ważne jest tu to, że wszystko, o czym piszę w tej
książce, ma solidne podstawy w badaniach - moich własnych i innych
naukowców, oraz że opieram się na doświadczeniu z licznych obserwacji
osób wysoko wrażliwych, dokonanych podczas moich zajęć ze studentami,
rozmów, indywidualnych konsultacji i psychoterapii. Miałam liczone w tysiącach okazje do tego, by zgłębiać osobiste historie WWO. Ale i tak
wtrącam "przypuszczalnie" i "być może" częściej niż to typowe dla
książek przeznaczonych dla szerokiego kręgu odbiorców, wydaje mi się
jednak, że wysoce wrażliwi to docenią.
Decyzja o przeprowadzeniu tych badań, pisaniu na ten temat i prowadzeniu
zajęć sprawiła, że stałam się swego rodzaju pionierem. Ale i to jest
konsekwencją bycia WWO. Często to my jako pierwsi dostrzegamy, co trzeba
zrobić. A gdy wzrośnie nasze zaufanie do własnych zalet, być może coraz
więcej z nas się zdecyduje przemówić - na nasz wrażliwy sposób.
Instrukcje dla czytelnika
Powtarzam, że zwracam się do czytelnika jako do osoby wysoko
wrażliwej, ale książka jest w równym stopniu przeznaczona dla ludzi,
którzy pragną zrozumieć taką osobę, będąc w roli jej przyjaciela,
krewnego, doradcy, pracodawcy, nauczyciela czy pracownika służby
zdrowia.
Książka ta zachęca cię do postrzegania siebie jako osoby mającej
pewną cechę wspólną dla wielu ludzi. Innymi słowy, nalepia ci
etykietę. Pożytek z tego jest taki, że możesz poczuć, iż jesteś
normalny, oraz korzystać z doświadczeń i analizy innych ludzi.
Niemniej wszelkie etykiety pomijają twoją wyjątkowość. Każda wysoko
wrażliwa osoba jest inna od pozostałych, nawet jeśli łączy je
wspólna cecha. Nie zapominaj o tym podczas lektury.
Czytając tę książkę, przypuszczalnie ujrzysz wszystkie aspekty swego
życia w świetle bycia wysoko wrażliwym. Tego należy się spodziewać.
Wręcz o to chodzi. Metoda "całkowitego zanurzenia" pomaga w nauce
dowolnego nowego języka, w tym także nowego sposobu mówienia o sobie. Jeśli inni poczują się tym trochę zaniepokojeni, zniechęceni
czy zirytowani, poproś ich o trochę cierpliwości. Nadejdzie moment,
kiedy ta idea w tobie okrzepnie i będziesz mniej o tym mówić.
W książce przedstawiam ćwiczenia, które okazały się przydatne dla
osób wysoko wrażliwych. Nie twierdzę jednak, że
musisz je wykonać,
by odnieść korzyść z lektury. Zaufaj swojej intuicji i rób to, co
uznasz za właściwe.
Każde z tych ćwiczeń może wywieść na powierzchnię silne uczucia.
Jeśli to się zdarzy, gorąco zachęcam cię do skorzystania z profesjonalnej pomocy. Jeżeli jesteś już w trakcie terapii, książka
powinna dobrze się wpisać w twoją pracę z psychoterapeutą. Koncepcje
tu przedstawione mogą się nawet przyczynić do skrócenia czasu
potrzebnej ci terapii, gdyż pomogą ci wyobrazić sobie nowe idealne
"ja" - nie to, które narzuca nam jako ideał kultura, ale twoje
własne, "ja" kogoś, kim możesz być albo wręcz już jesteś. Ale
pamiętaj, że książka ta nie zastąpi dobrego terapeuty w momencie,
gdy emocje stają się zbyt silne lub zaczynasz się w nich gubić.
Jestem podekscytowana, wyobrażając sobie, jak odwracasz stronę i wkraczasz w ten nowy świat - mój, twój, nasz. Po latach myślenia, że
być może jesteś jedynym, miło mieć towarzystwo, prawda?