Justyna
Justyna siedziała na kanapie w swoim niedużym mieszkaniu, a obok niej leżał plik białych kartek. Już od czterdziestu minut wycinała z nich śnieżynki, które odkładała na stolik. Wcześniej planowała zrobić to w pracy, ale ani wczoraj, ani dziś nie znalazła na to czasu, więc przyniosła materiały do domu. Od kilku lat pracowała w szkole podstawowej jako nauczycielka klas od pierwszej do trzeciej. W sąsiednich salach w szkole gazetki, ściany oraz okna były już świątecznie udekorowane i Justyna nie chciała być gorsza. Zresztą i tak nie miała na to popołudnie ciekawszego zajęcia, a wycinanki zawsze ją relaksowały.
Justyna miała trzydzieści dziewięć lat, długie blond włosy i była dość szczupła. Może nie należała do klasycznych piękności, ale wiele osób określało ją jako ładną kobietę. Tuż po studiach rozpoczęła pracę w małej miejscowości nieopodal miasta, w którym mieszkała przez większą część życia. Żeby nie siedzieć na głowie rodzicom, po objęciu posady przeniosła się na wieś do niedużego postpeerelowskiego mieszkanka znajdującego się w niewielkim bloku. Skromna pensja nauczycielki pozwalała jej na wynajem tego lokum.
Początkowo Justyna nie planowała zostać w nim dłużej, marzyła o domu z dużym ogrodem, jednak życie napisało dla niej inny scenariusz. Utknęła w tym bloku, w dodatku miała sąsiadów, którzy uwielbiali się kłócić, zwłaszcza wieczorami, a ona przez cienkie ściany wyraźnie słyszała ich podniesione głosy.
Zresztą poza spełnieniem swojego marzenia o drodze zawodowej Justynie nie udało się za wiele w życiu osiągnąć, zrealizować tego, czego pragnęła jako młoda dziewczyna. Gdy była nastolatką, sądziła, że w tym wieku, w którym jest teraz, będzie już miała męża, gromadkę dzieci, a może nawet i wnuka. A oto nadal żyła jako singielka i wyglądało na to, że już raczej nic się w tej kwestii nie zmieni. Jako kobieta, która zbliżała się do czterdziestki, coraz rzadziej przyciągała męskie spojrzenia i ostatnio właściwie nie chodziła na randki. Chyba nawet nie pamiętała, kiedy jakiś mężczyzna zaprosił ją ostatnimi czasy do kina albo do restauracji.
Mieszkanie Justyny nie było zbyt duże, ale dobrze rozplanowane. Z podłużnego korytarza można było pójść do kuchni, łazienki, salonu lub maleńkiej sypialni. To właśnie w saloniku, urządzonym w odcieniach bieli i beżu, siedziała teraz na kanapie i wycinała. Z ustawionego nieopodal laptopa płynęła spokojna, relaksująca muzyka. Nagle melodię zakłócił dźwięk dzwonka do drzwi.
- Kogo to diabli nadali? - mruknęła Justyna.
Nikogo się nie spodziewała. Odłożyła na bok niedokończoną śnieżynkę i wsunąwszy stopy w puszyste kapcie, poszła otworzyć. Po drodze kontrolnie przejrzała się w lustrze wiszącym w korytarzu, ale w domowym dresie i ze związanymi byle jak włosami nie spodziewała się oszałamiającego efektu. Gdy otworzyła drzwi, na progu ujrzała matkę.
- Mama? - zdziwiła się na jej widok.
Rodzice mieszkali czterdzieści minut drogi stąd. Janina Orłowska rzadko przyjeżdżała do córki, a już na pewno nie wpadała na niezapowiedziane wizyty. Justyna nie dostrzegła nigdzie ojca.
- A gdzie zgubiłaś tatę?
Janina machnęła ręką i popatrzyła na córkę.
- Przyjechałam dziś sama. Wpuścisz mnie czy będziemy tak stały?
- Oczywiście, wejdź, mamo. Zaraz zaparzę herbatę - zreflektowała się młoda kobieta. - Co cię sprowadza? - spytała, kiedy przeszły do kuchni. - Przyznam, że nieco zaskoczyłaś mnie swoją wizytą. Mogłaś mnie uprzedzić, to upiekłabym jakieś ciasto.
- Daj spokój, nie przyjechałam się tutaj obżerać. - Janina opadła z westchnieniem na krzesło. - Pokłóciłam się z twoim ojcem i potrzebowałam na chwilę wyrwać się z domu.
Justyna zmarszczyła brwi, sięgając po czajnik.
- Mocno się poprztykaliście?
- Nie tak, żeby się rozwieść, i pewnie niedługo mu wybaczę, ale wkurzył mnie, osioł jeden.
- Czym tak cię zdenerwował?
- Wyobraź sobie, że nie życzy sobie, żebym w tym roku zaprosiła babcię Helę na wigilię.
- Mówisz poważnie? Przecież ona spędza z nami wigilijny dzień i wieczór od lat. Może coś źle zrozumiałaś?
- Właśnie sęk w tym, że wcale się nie przesłyszałam. On naprawdę tak powiedział.
Justyna pokręciła głową z niedowierzaniem. Babcia ze strony matki była uroczą, choć nieco zwariowaną staruszką. Odkąd kilka lat temu jej mąż umarł na zawał, mieszkała sama w niedużym mieszkaniu nieopodal rodziców. Justynie się wydawało, że tę trójkę łączą dobre relacje. Mama często wpadała do babci na kawę albo żeby pomóc jej ze sprzątaniem czy zrobić zakupy, a ojciec woził ją na wizyty do specjalistów - starsza pani miała problemy z nogami i sercem. W dodatku to właśnie babcia Hela pomagała rodzicom zajmować się dzieckiem, gdy Justyna była mała. Co więc ugryzło ojca?
- Uargumentował to jakoś? - spytała, sięgając do szafki po szklanki.
- Och, oczywiście, że tak. Ale nie spodziewaj się, że powiedział cokolwiek mądrego.
- To znaczy?
- Wyobraź sobie, że twój ojciec jest zmęczony tradycyjnym obchodzeniem świąt i najchętniej nie zaprosiłby do nas w tym roku nikogo. Stwierdził, że zaraz po kolacji wigilijnej położyłby się przed telewizorem.
- A więc rozumiem, że ja też nie jestem w tym roku zaproszona do was na święta?
- Spytaj ojca. To jego wymysły.
Justyna przygotowała dwa kubki z herbatą, a potem postawiła je na stole i usiadła obok matki.
- Moim zdaniem nie powinnaś przejmować się tym gadaniem taty. Pewnie palnął coś bezmyślnie i gdy wrócisz do domu, to cię przeprosi.
- Nie mnie należą się przeprosiny, ale tobie i babci. A jak wkurzy mnie bardziej, to zorganizuję wieczerzę u babci i spędzimy sobie te święta we trzy, podczas gdy twój tatulek będzie mógł w spokoju leżeć na kanapie i oglądać filmy.
Justyna westchnęła. Rozumiała, że matka przyjechała do niej, by się wyżalić, ale od lat wyznawała zasadę, żeby nie mieszać się w konflikty rodziców. Z doświadczenia wiedziała, że to nigdy nie kończy się dobrze. A niestety kłótnie małżeńskie zdarzały się w jej domu rodzinnym przed świętami znacznie częściej niż zwykle. Zdaniem Justyny rodzice po prostu nie radzili sobie z presją, która wiązała się ze sprzątaniem, przygotowywaniem jedzenia i późniejszymi spotkaniami rodzinnymi. Jakby za dużo brali sobie na głowę i musieli się pozbyć napięcia.
Mimo wszystko spokojnie wysłuchała matkę. Jeszcze kilka razy zapewniła ją, że ojciec na pewno tak nie myśli i szybko się pogodzą. Janina co prawda nie wyglądała na przekonaną, ale gdy wyrzuciła z siebie wszystkie negatywne emocje, zmieniła temat i zapytała córkę, co u niej słychać.
- Och, właściwie nic takiego - odparła Justyna, po czym upiła łyk ciepłej herbaty. - Jak to u mnie: praca, dom, nic ciekawego.
- Mówisz teraz jak emerytka, wiesz? Chociaż nie. Babcia Hela ma zwykle więcej rzeczy do powiedzenia.
Justyna uśmiechnęła się i popatrzyła matce w oczy.
- Ale u mnie naprawdę nie wydarzyło się w ostatnich dniach nic niezwykłego, mamo. Mam zmyślać, żebyś była usatysfakcjonowana moją odpowiedzią?
- Wystarczyłoby mi, gdybyś dzieliła się ze mną swoim życiem.
Młoda kobieta znowu westchnęła.
- No dobrze, skoro chcesz więcej szczegółów, to słuchaj. W pracy przygotowuję dzieciaki do jasełek, ale marnie nam idzie. Zrobiłam wczoraj większe zakupy spożywcze, a dziś dla relaksu wycinam śnieżynki, żeby udekorować nimi klasę.
Janina nadal nie wyglądała na zadowoloną.
- Wiesz co? Nie obraź się, ale moim zdaniem powinnaś sobie kogoś znaleźć, bo inaczej zanudzisz się w tym swoim życiu na śmierć.
- Och, dziękuję ci bardzo, mamusiu. Nie ma to jak wsparcie najbliższych.
- Ależ ja cię wspieram! Kto był przy tobie, jak marudziłaś, że czujesz się tutaj samotna i nikogo nie znasz? Albo kiedy odszedł twój ukochany kot?
- To było lata temu. Mnie chodzi o to, że mogłabyś już przestać mówić, że powinnam znaleźć sobie jakiegoś faceta. Jak wiesz, próbowałam wiele razy i swego czasu naprawdę często chodziłam na randki, ale nigdy nie wyniknęło z tego nic więcej, więc po prostu dałam sobie z tym spokój. I wiesz co? Tobie też radzę oswoić się z myślą, że twoja córka została starą panną. Nie wszyscy muszą mieć mężów niczym z okładek gazet i gromadkę dzieci.
- Niby nie, ale moim zdaniem ty świetnie odnalazłabyś się w takim życiu.
- Mamo, proszę cię, zostaw ten temat. Porozmawiajmy o menu na święta. Chcesz, żebym w tym roku też przygotowała rybę po grecku, a na kolejne dni świąt upiekła kurczaka?
Janina skupiła się na świętach. W dodatku to chyba poprawiło jej humor, bo gdy godzinę później Justyna odprowadzała ją do drzwi, miała wrażenie, że matka jest w znacznie lepszym nastroju, niż była, gdy do niej przyjechała. Uściskały się na pożegnanie, a potem Justyna życzyła jej bezpiecznego powrotu do domu i odprowadziła do drzwi. Usiadła na kanapie, okryła się kocem i wzięła do ręki niedokończoną śnieżynkę oraz nożyczki. Chociaż starała się nie pokazać tego po sobie w rozmowie z matką, słowa Janiny o tym, że powinna znaleźć sobie faceta, nieco ją zabolały.
Och, nawet nie wiesz, jak ja też bym tego chciała, mamo - mruknęła w myślach. Niestety, ostatnio odnosiła wrażenie, że po tym świecie nie chodził mężczyzna, który byłby dla niej stworzony. No może poza Grześkiem, jej pierwszą prawdziwą miłością, do którego nadal w głębi serca żywiła sentyment, ale to były stare dzieje i on przecież jej nie chciał.
Nie ma sensu rozgrzebywać starych ran, w dodatku przed świętami - zganiła jednak samą siebie za myślenie o tym mężczyźnie i skupiła się na wycinaniu.
Zresztą samotne życie wcale nie było takie złe. Mogła robić to, na co miała ochotę, i nikt nie zawracał jej głowy. Czy powinna na to narzekać?