Rozdział 2
Snow
Kasyno mojego małżonka było ekskluzywne, pełne przepychu i bogactwo wylewało się tu z każdego zakamarka. Wszystko w nim wydawało się potwornie drogie, każdy mężczyzna wyglądał na horrendalnie bogatego, a każda kobieta prezentowała się jak gwiazda Hollywood. Najniższe piętro było zarezerwowane dla śmietanki towarzyskiej, wyżej grali ci, którzy chcieli się zabawić bądź delikatnie zrujnować. Ewentualnie pożyczyć kasę na kosmiczny procent.
- Napijesz się czegoś? - zapytał mnie Aziel, gdy z wysoko uniesioną głową szłam tuż obok niego.
- Z chęcią.
Zmierzaliśmy w kierunku drzwi prowadzących do ulubionej sali mojego męża, ale ponieważ wykazałam się entuzjazmem w kwestii alkoholu, odbiliśmy w stronę baru. Wysoki barman o jasnych, schludnie przyciętych włosach był jednym z moich ulubionych pracowników Aziela. Miał na imię Ayven, był w wieku mojego męża i świetnie sobie radził z dotrzymywaniem mi towarzystwa, gdy Aziel prowadził interesy. Bardzo lubiłam przyglądać się pracy Ayvena i chętnie uczyłam się robienia drinków w spektakularny sposób. Aperol Spritz przygotowywałam już po profesorsku, nieskromnie mówiąc.
- Dobry wieczór, panie Crawford - przywitał się barman. - Pani Crawford.
- Cześć - odparłam za siebie oraz męża.
Nie musiałam składać zamówienia, bo Ayven doskonale wiedział, co ma dla nas przygotować. Aziel zawsze pił to samo, czyli szkocką, której ja osobiście nie mogłam przełknąć. Po jednym łyku miałam załzawione oczy i odruch wymiotny. Moim ulubionym drinkiem był Aperol Spritz.
- W przyszłym tygodniu są urodziny twojego ojca. Zadeklarowałem, że pojedziesz wcześniej, by pomóc matce zorganizować przyjęcie - poinformował mnie Aziel.
- Oczywiście, z chęcią jej pomogę.
Lubiłam jeździć do domu i spędzać czas z rodzicami. To były krótkie chwile, gdy czułam, że komuś na mnie zależy. Chwile, kiedy przypominałam sobie, że cokolwiek znaczę. Bo w naszym domu byłam jedynie elementem wystroju.
Ay postawił nasze drinki na barze, życzył nam miłego wieczoru i oddalił się do kolejnego klienta. Zabraliśmy je, po czym ruszyliśmy do celu - pokoju, w którym Azielowi zdarzało się grać w pokera bądź w ruletkę. Chodziły też pogłoski, że w tym miejscu niejednokrotnie podciął komuś gardło, ale nie miałam na to dowodów.
Wieczór rozpoczął się bardzo spokojnie i na początku bardzo przewidywalnie. Każda moja wizyta w The Fog przebiegała niemal identycznie - drink, towarzyszenie Azielowi podczas rozmowy o grze i powrót do baru w asyście Vespera. Tym razem było inaczej. Atmosfera była gęstsza, mój mąż wydał się jeszcze cichszy niż zazwyczaj i, co najważniejsze, przez pierwszą godzinę nikt się nie domyślał, że ten cały wstęp to jeden wielki blef. Przez sześćdziesiąt minut siedziałam i przyglądałam się pięciu mężczyznom, z którymi mój mąż po prostu konwersował. Jak z dobrymi znajomymi.
Równo o dwudziestej drugiej czterdzieści pięć drzwi do pomieszczenia otworzyły się na oścież i stanął w nich uśmiechnięty od ucha do ucha nieznajomy w wieku zbliżonym do Aziela. Ciemnowłosy, przystojny i z obietnicą grzechu wypisaną na twarzy. Zajął miejsce naprzeciwko mojego męża i od razu popełnił błąd, bo zamiast zająć się rozmową z nim, skupił się na mnie. Uśmiech, którym mnie poczęstował, zwiastował kłopoty. I to właśnie wtedy ten wieczór naprawdę się zaczął. To on był tym człowiekiem, na którego polował mój mąż.
- Jestem pod ogromnym wrażeniem, panie Crawford - odezwał się miękko nieznajomy. - Nie dość, że wygrywam każdą rozgrywkę, to jeszcze przyszło mi spędzić wieczór w towarzystwie tak pięknej kobiety. Czy pani Crawford zagra z nami? - zapytał mojego męża.
- Nie - odparł bez wahania Aziel.
- Och, wielka szkoda. - Mężczyzna rozejrzał się po twarzach graczy siedzących przy stole, jakby czekał na czyjąś reakcję, nikt się jednak nie odezwał. - W takim razie postawmy wszystko na jedną kartę, panie Crawford. - Znów utkwił wzrok w moim małżonku. - Stawiam wszystko, co wygrałem w minionym miesiącu.
Aziel się wyprostował, wyraźnie zaciekawiony.
- Każdy ze zgromadzonych również postawi - dodał nieznajomy.
Rozejrzałam się i zauważyłam, że wszyscy gracze bez słowa przystali na tę propozycję. Upiłam łyk swojego drinka i kątem oka zerknęłam na Aziela. Miał zaciśniętą szczękę, a jedna z odznaczających się na jego szyi żył pulsowała. To oznaczało, że był zdenerwowany albo podniecony. W tej sytuacji stawiałam na opcję numer jeden.
- Co miałoby się znaleźć na przeciwnej szali? - zapytał.
Jego głos był chrapliwy i usłyszałam w nim groźną nutę. Włoski na rękach stanęły mi dęba, bo nienawidziłam tego tonu. Zwiastował straszne rzeczy, po których - przeważnie - przez kilka dni miałam problem z tym, by przebywać ze swoim mężem w jednym pomieszczeniu. Pamiętałam dzień, gdy jeden z jego dłużników przyjechał pod naszą posiadłość, by prosić o kolejne kilka dni na spłatę długów. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że ów człowiek zwlekał z zapłaceniem trzystu tysięcy funtów ponad dwa miesiące. Aziel i tak był łaskawy, bo dał mu szansę po tym, jak ten nie wywiązał się z pierwotnej umowy. Ale drugiej szansy już nie było... Weszłam tamtego dnia do gabinetu swojego męża z tacką z kawą oraz ciastem, które upiekłam z nudów. Zastałam makabryczną scenę. Aziel nacinał temu mężczyźnie palec po palcu, by potem zdzierać z nich skórę. Pamiętam, że wymiotowałam po tym przez kilka godzin i zastanawiałam się, jak okrutny byłby dla mnie, gdybym zrobiła coś, czego sobie nie życzył. Na samą myśl o sprzeciwieniu się jego woli bolały mnie ręce.
- Na drugiej szali znalazłaby się pani Crawford - odpowiedział mężczyzna, a ja od razu wyrwałam się z rozmyślań i gwałtownie uniosłam na niego wzrok. Był przekonany o swojej wygranej. - Chcę, by była moja przez jedną noc.
Przełknęłam z trudem łyk alkoholu i z przerażeniem spojrzałam na swojego męża. Wpatrywał się w rozmówcę bez mrugnięcia okiem.
- Co będzie miała z tego reszta graczy? - podjął wątek bez zająknięcia.
Miałam wrażenie, że coś we mnie pęka. Aziel nie zdobył mojego serca, ale był moim mężem i mimo wszystko czasem go... lubiłam. Wierzyłam, że zawsze mnie obroni i przyjdzie mi z pomocą. Był dla mnie dobry i nigdy mnie do niczego nie zmuszał, a to w naszym gównianym świecie pełnym mroku było nie lada wyczynem. Do tego nie był mi obojętny, zawsze mi się podobał. Szanowałam go i wydawało mi się, że on też mnie szanuje, ale w tym momencie... To było okropne uczucie. Jakbym otrzymała mocny cios prosto w brzuch. Poczułam się już nie jak dodatek i ozdoba, ale jak śmieć. Jak rzecz, którą można wypożyczyć. Było mi tak bardzo przykro.
- Każdy z nas zajmie się twoją żoną na swój sposób - odparł mężczyzna z nieprzyjemnym uśmieszkiem.
- Dobrze, w porządku - odpowiedział Aziel.
Zapowietrzyłam się, wytrzeszczając oczy ze zdumienia. Mój oddech był płytki, nieefektywny i potwornie szybki. Piekły mnie oczy, ale usilnie próbowałam się nie rozpłakać. W obecności tych wszystkich mężczyzn i naszych ochroniarzy zostałam potraktowana jak gówno. Jak nic nieznacząca zabaweczka, którą w dobry dzień można wyruchać. A w zły dzień oddać bandzie skurwieli niewiadomego pochodzenia.
Miałam ochotę wstać, uderzyć Aziela szpilką w pysk i uciec jak najdalej od niego. Najlepiej na inny kontynent, bo to, czego się dopuścił, było ciosem poniżej pasa. Kurewstwem w najbrudniejszej postaci.
- Interesy z panem, panie Crawford, to czysta przyjemność - odparł mężczyzna. Jego triumfujący, obślizgły wzrok zatrzymał się na moim biuście. - Jest pani zachwycająca, pani Crawford.
Przełknęłam ślinę, odwracając twarz w kierunku Vespera, który grzecznie stał w kącie pomieszczenia, i starałam się mu przekazać, że jestem zrozpaczona z powodu gównianego zachowania mojego męża. Vesper niestety miał to w dupie. Był moim ochroniarzem, ale przede wszystkim był człowiekiem Aziela, więc nawet gdyby mój mąż zaczął się nade mną bezdusznie znęcać, nie zareagowałby. Nikt nie mógłby mnie przed nim obronić.
Wiedziona złością podniosłam się gwałtownie z miejsca i chciałam wyjść. Po prostu stamtąd uciec i zniknąć z tego gównianego gangsterskiego świata, w którym byłam nikim. Aziel przekroczył granicę. Byłam taka wściekła i zraniona, że nie myślałam trzeźwo. Miałam gdzieś konsekwencje, mimo że wiedziałam, jak bezwzględnym mężczyzną jest mój mąż. Jakim jest potworem. Dupkiem bez taktu i serca.
Zrobiłam jeden krok, zanim zostałam brutalnie usadzona na miejscu. Aziel chwycił szorstką dłonią moje przedramię i pociągnął mnie na krzesło. Oburzona obróciłam twarz w jego kierunku i od razu ochłonęłam. Patrzył na mnie z ostrzeżeniem.
- Wybierasz się gdzieś? - zapytał.
Chciałam powiedzieć, że jak najdalej od niego. Chciałam wykrzyczeć, że przez niego poczułam się jak śmieć. Chciałam uderzyć go w twarz i uciec, bo sprawił mi cholerną przykrość. Nie zrobiłam tego. Nie zrobiłam niczego poza zaciśnięciem warg i zaprzeczeniem ruchem głowy.
- Vesper - odezwał się ponownie Aziel, a mój ochroniarz w dwóch krokach znalazł się tuż obok mnie. - Przynieś mojej żonie mocniejszego drinka.
Zacisnęłam pięść. Jak pragnę zdrowia, uderzę go.
- Oczywiście. Na co ma pani ochotę? - zapytał mnie mężczyzna.
- Przynieś jej najmocniejszego, jaki jest w ofercie - odpowiedział za mnie mąż. W jego głosie wyczułam, że jest naprawdę wściekły. - Pospiesz się.
Vesper grzecznie odszedł, a zły Aziel zaangażował się w grę. Nigdy wcześniej nie towarzyszyłam mu w rozgrywce, bo zawsze odsyłał mnie do baru. Nigdy wcześniej nie byłam też świadkiem zakładu mojego męża. Ani nie znalazłam się na szali w jego interesach.
Nigdy wcześniej nie czułam się tak bezwartościowa jak w tym momencie.
Odcięłam się od otoczenia, by jakoś przeżyć ten przykry wieczór, i nie skupiałam się na niczym poza resztką swojego drinka. A potem skoncentrowałam się na ogromnej szklance wypełnionej paskudnym, potwornie mocnym trunkiem. Po wypiciu połowy byłam już nieźle wstawiona. Piłam, by zająć czymś głowę i nie denerwować się ignorancją Aziela ani spojrzeniami dupków, którzy zupełnie się nie krępowali i bezczelnie się na mnie gapili. Byli nachalni i obleśni, a mój mąż miał to w głębokim poważaniu. Dlaczego nie obchodziło go to, jak niekomfortowo się czułam w tym gównianym pokoju? I dlaczego nie miał nic przeciwko, gdy obcy mężczyźni rozbierali mnie wzrokiem?!
Bo mój mąż był dupkiem. Pierwszej kategorii, dla ścisłości. Niestety nie mogłam nic z tym zrobić - ani go spoliczkować, ani się obrazić. Był potworem w ludzkiej skórze i nie odważyłabym się testować jego cierpliwości. Dotąd nie zrobił mi fizycznej krzywdy, choć w naszych kręgach zdrady i bicie kobiet były chlebem powszednim, więc doceniałam fakt, że nigdy nie podniósł na mnie ręki. Wierzyłam, że nie mógłby mnie uderzyć, ale wolałam tego nie sprawdzać. A czy mnie zdradzał? Nie miałam pojęcia.
Gdy skończyłam drinka, byłam pijana. Bardzo pijana, rozżalona i chciało mi się siku. Z racji tego, że po alkoholu miałam więcej odwagi niż rozumu, odwróciłam się w kierunku swojego szanownego małżonka z cierpkim wyrazem twarzy. Przechyliłam głowę, by znaleźć się bliżej niego, i niepewnie dotknęłam jego przedramienia. Od razu przeniósł na mnie wzrok, unosząc przy tym brew. Miał na nosie okulary, w których wyglądał piekielnie dobrze, ale nie zamierzałam nigdy mu tego powiedzieć. Skrzywiłam się, dotykając ich palcem wskazującym.
- Kiedy je założyłeś?
- Godzinę temu - odparł. - Jesteś pijana.
- Trudno to ukryć. - Uniosłam się odrobinę wyżej i wsparłam się na jego ramieniu, by sięgnąć ucha. Spiął się, gdy przez przypadek musnęłam wargami jego policzek. - Muszę iść do toalety.
- Dobrze.
Wróciłam na swoje miejsce, a Aziel przeniósł wzrok na Vespera.
- Zabierz Snow do łazienki - polecił.
Ochroniarz bez zastanowienia do mnie podszedł i wyciągnął w moim kierunku dłoń. Chwyciłam ją i wstałam z jego pomocą, ale nie byłam w stanie utrzymać równowagi i od razu na niego wpadłam. Parsknęłam śmiechem, gdy Vesper napiął mięśnie i chwycił mnie pod pachami jak dziecko.
- Wszystko w porządku, pani Crawford?
- Jasne, tylko siedzenie jest o wiele prostsze niż stanie.
- Mam panią zanieść?
- Tak, musisz mi pomóc - potwierdziłam, po czym cicho czknęłam. - Wybacz, chyba umieram.
Vesper westchnął i niepewnie mnie od siebie odsunął. Spojrzałam na niego, chwiejąc się na nogach, i już chciałam powiedzieć, że wystarczy, by objął mnie ramieniem, gdy poczułam dwie silne dłonie na swoich biodrach. Aziel odwrócił mnie do siebie i bez słowa podniósł. Objęłam go za szyję, nie do końca się orientując, co się właśnie działo.
- Zaraz wracam. Vesper, przypilnuj gry - odezwał się burkliwym głosem.
- Oczywiście, proszę pana.
Mój mąż ze mną w ramionach skierował się do wyjścia, a potem spokojnym krokiem szedł wzdłuż korytarza aż do damskiej łazienki. Wszedł do niej jak do siebie, co w sumie nie było niczym dziwnym, bo był u siebie. Kobiety, które korzystały z toalety, zaczęły narzekać i powtarzać, że to damska, a nie męska, ale mój małżonek nie był miłym facetem. Nie przebierając w słowach, kazał im wyjść, a one to zrobiły, bo sama barwa jego głosu wystarczyła, by człowiek podkulił ogon i zniknął.
Aziel podszedł do kabin i postawił mnie na podłodze, a potem otworzył drzwi i gestem zaprosił do środka. Byłam niemal urżnięta w trupa, ale zabrałam się do samodzielnego wykonania zadania. Weszłam do kabiny na drżących nogach, a on, szanując moją prywatność, zamknął za mną. Podejście do muszli klozetowej zajęło mi chwilę, zdjęcie majtek kolejną, załatwienie potrzeby również moment trwało. Potem musiałam doprowadzić się do porządku, więc nim naparłam na drzwi, minęła wieczność. Aziel otworzył mi i bez słowa objął mnie w pasie, by następnie zaprowadzić do umywalek. Myłam ręce, zastanawiając się nad tym, czy nadal jestem na niego zła. Doszłam do wniosku, że tak, ale nie miałam odwagi mu o tym powiedzieć.
- Skończyłaś? - zapytał zniecierpliwionym głosem.
Uniosłam na niego wzrok i gniewnie zmrużyłam oczy, bo co on, do cholery, sobie wyobrażał?
- Co? - rzucił, widząc moją minę.
A może miałam trochę odwagi? W końcu zapytał. Pieprzyć go.
- Nie chcę tam wracać.
Mój mąż w zaskoczeniu uniósł brwi.
- Dlaczego?
- Bo nienawidzę być traktowana jak gówno.
Aziel się wyprostował i uniósł brwi jeszcze wyżej. Wyglądał zabawnie, ale nie byłam w humorze i nie zamierzałam się do niego uśmiechnąć. Założyłam ręce na piersiach, by wyglądać na bardziej złą.
- O czym ty mówisz?
Oparłam się biodrem o umywalkę, aby nie stracić równowagi, i prychnęłam, patrząc ze złością na jego surową twarz. Czy on był ślepy?
- Nie jesteś spełnieniem moich marzeń - wyrzuciłam z siebie. - W loterii na męża nie trafił mi się ideał, oboje o tym wiemy. Ale gdyby jakaś kobieta gapiła się na ciebie jak na kawałek mięsa, i to z natarczywością pieprzonego psychopaty, uderzyłabym ją. Albo przynajmniej upomniałabym. Bo mimo wszystko jesteś moim mężem. Moim - podkreśliłam - i nie życzę sobie bezczelnego rozbierania cię wzrokiem.
- Dobrze się czujesz?
- Nie - fuknęłam rozjuszona. - Nie! Jak śmiesz robić ze mnie przedmiot do wygrania?! - Zrobiłam krok w jego stronę i bez zastanowienia uniosłam zwiniętą w pięść dłoń, a potem uderzyłam go w tors. - Nie jestem rzeczą! Nie jestem dziwką, którą możesz komuś oddać na jedną noc w ramach wygranej w pierdolonego pokera!
Aziel patrzył na mnie ze zdziwieniem i zaciskał szczękę, czekając na to, co powiem dalej. Ale ja już nie miałam nic do powiedzenia. I tak przesadziłam. Nie dość, że go okrzyczałam, to jeszcze podniosłam na niego rękę.
- Chcę wrócić do domu - zażądałam, po czym ruszyłam w kierunku wyjścia, chwiejąc się jak liść na wietrze. Minęłam go i zrobiłam trzy kroki.
Trzy, zanim załapał mnie za kark i gwałtownie odwrócił w swoją stronę. Jego jasnozielone oczy wpatrywały się w moje z odległości kilku centymetrów, a ciepły oddech owiewał moje wargi. Serce waliło mi w piersi jak szalone. Bałam się poruszyć, bo właśnie dotarło do mnie, że znieważyłam swojego męża. A on nie był kimś, komu można nawtykać czy kogo wolno zdzielić po głowie.
- Powtórz - wyszeptał.
Przełknęłam gulę w gardle i zamrugałam. Był tak potwornie blisko.
- Chcę... do... domu.
- Nie to, Snow. Powtórz to, co powiedziałaś wcześniej.
Zacisnęłam powieki.
- Nie pamiętam.
Aziel prychnął. Puścił mój kark, odsunął się i bez słowa wziął mnie na ręce. Potem zaniósł mnie do pokoju, w którym toczyła się rozgrywka, posadził na krześle i sam zajął swoje miejsce. Wróciliśmy do punktu wyjścia, ale tym razem byłam skazana na gapienie się na swoje pomalowane na szaro paznokcie, bo nie miałam już alkoholu.