p

Wewnętrzna doskonałość. Trenuj umysł, by osiągać niezwykłe rezultaty i żyć pełnią życia - Jim Murphy

Kup ebooka

59.90 zł
47.92 zł (47,92 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

Presupozycje (założenia)

Wprowadzenie

1. Maslow i Maserati

2. Tam, gdzie żyją dzikie stwory

3. Najwięksi przeciwnicy, z którymi przyjdzie ci się zmierzyć

3

NAJ­WIĘKSI PRZE­CIW­NICY, Z KTÓ­RYMI PRZYJ­DZIE CI SIĘ ZMIE­RZYĆ

Kry­tyk, Małpi Umysł i Oszust

Nie ten się liczy, kto z boku patrzy i kry­ty­kuje. Nie ten, kto wska­zuje, jak potknął się czło­wiek silny, ani ten, kto wytyka, że dzieło mogło być wyko­nane lepiej. Liczy się ten, kto sta­nął na are­nie. Ten, któ­rego twarz jest uma­zana kurzem, potem i krwią. Ten, który wal­czy - wal­czy dziel­nie. Ten, który błą­dzi i upada, raz po raz, bo nie ma trudu bez błędu, i nie ma dzia­ła­nia bez porażki. Ale ten czło­wiek nie ustaje. Ten zna zapał. Ten zna odda­nie. Ten oddaje samego sie­bie spra­wie, która jest tego warta. I jeśli odnie­sie zwy­cię­stwo -?zna radość wiel­kiego try­umfu. A jeśli przyj­dzie mu prze­grać -?to przy­naj­mniej prze­gra, odważ­nie pró­bu­jąc. Dla­tego jego miej­sce ni­gdy nie będzie pośród dusz zim­nych i lękli­wych, które nie zaznały ani zwy­cię­stwa, ani klę­ski1.

-?The­odore Roose­velt, 26. pre­zy­dent Sta­nów Zjed­no­czo­nych

Pew­nie sły­sza­łeś o J.K. Row­ling -?samot­nej matce żyją­cej na zasiłku, którą aż 12 wydaw­nictw odrzu­ciło, zanim świat poznał Harry'ego Pot­tera, a ona sama została miliar­derką. Moż­liwe, że wiesz też, iż Justin Rose - naj­lep­szy gol­fi­sta świata w 2018 roku -?nie prze­brnął eli­mi­na­cji w żad­nym z pierw­szych 21 tur­nie­jów swo­jej zawo­do­wej kariery. Być może obiło ci się o uszy, że zanim Bill Beli­chick zdo­był sześć tytu­łów mistrza NFL jako tre­ner New England Patriots, przez pięć lat pro­wa­dził Cle­ve­land Browns -?bez suk­ce­sów, aż w końcu stra­cił posadę. Ale czy wiesz, jak ci ludzie poko­nali prze­ciw­no­ści i osią­gnęli suk­ces? Czy wiesz, jaką walkę naprawdę toczysz, by zre­ali­zo­wać swoje marze­nia i cele -?i kto jest twoim głów­nym prze­ciw­ni­kiem?

W mojej pracy z wybit­nymi spor­tow­cami i pro­fe­sjo­na­li­stami z róż­nych dzie­dzin odkry­łem trzech prze­ciw­ni­ków, któ­rzy mają ogromny wpływ na naszą zdol­ność kon­cen­tra­cji i pew­ność sie­bie. Każ­demu z nich nada­łem imię, które odzwier­cie­dla jego dzia­ła­nie, a są to: Kry­tyk, Małpi Umysł i Oszust.

Kry­tyk to ten osą­dza­jący głos w two­jej gło­wie. Wydaje nega­tywny wer­dykt -?o jakiejś sytu­acji, oso­bie, a naj­czę­ściej o tobie samym -?po czym natych­miast reaguje na niego emo­cjo­nal­nie. (W naszym uję­ciu "osą­dzać" zna­czy wyda­wać nega­tywny wyrok, nato­miast "roz­po­zna­wać" to uży­wać mądro­ści, by wybrać naj­lep­szy kie­ru­nek dzia­ła­nia).

Małpi Umysł to hała­śliwa obec­ność w twoim wnę­trzu -?nie­ustan­nie pro­du­kuje setki (czę­sto nega­tyw­nych lub nie­pro­duk­tyw­nych) myśli na dzie­siątki tema­tów, co pro­wa­dzi do nad­mier­nej ana­lizy i nie­po­koju.

Wresz­cie Oszust2 to zwod­ni­czy głos, który kła­mie na temat tego, kim jesteś. Nie­ustan­nie pró­buje prze­ko­nać cię o two­ich rze­ko­mych ogra­ni­cze­niach i wma­wia ci, że nie zasłu­gu­jesz na to, by speł­niać swoje marze­nia.

Nieustanny Krytyk

Jak ujął to szek­spi­row­ski Ham­let: "w rze­czy samej, nic nie jest złem ani dobrem samo przez się, tylko myśl nasza czyni to i owo takim". Nie­ustan­nie osą­dza­jąc i reagu­jąc na to, co dzieje się na zewnątrz, tra­cimy zdol­ność dostrze­ga­nia ukry­tych moż­li­wo­ści -?tych, które giną w cie­niu naszych ocen. Tym­cza­sem osąd i cie­ka­wość nie mogą współ­ist­nieć jed­no­cze­śnie. Kiedy kogoś lub coś osą­dzamy, cie­ka­wość znika -?a razem z nią znika też kre­atyw­ność. Kre­atyw­ność nato­miast to klucz do ponad­prze­cięt­nej efek­tyw­no­ści. Gdy ją tra­cimy, tak wiele nam umyka. Potrze­bu­jemy jasnego, otwar­tego umy­słu -?takiego, który potrafi dostrze­gać roz­wią­za­nia nawet pod pre­sją. Osą­dza­nie nam to odbiera.

Kry­tyk jest obse­syj­nie sku­piony na oko­licz­no­ściach -?i głę­boko z nimi zwią­zany. Ego buduje swoją toż­sa­mość na pod­sta­wie osią­gnięć, które przy­no­szą uzna­nie i nagrody. Dla­tego nie­ustan­nie ana­li­zuje wszystko, co poprze­dza rezul­tat, żeby spraw­dzić, czy jeste­śmy "na dobrej dro­dze". Porów­nuje nasze wyniki i sytu­acje życiowe z tym, co postrze­gamy u innych. Jeśli wygląda na to, że zbli­żamy się do celu -?czu­jemy się dobrze (choć chwi­lowo). Gdy wydaje się, że się odda­lamy -?spada na nas poczu­cie porażki. I choć rzadko mamy pełen obraz sytu­acji, zacho­wu­jemy się tak, jak­by­śmy wie­dzieli wszystko -?osą­dzamy każdy moment i reagu­jemy emo­cjo­nal­nie.

Gdy musimy wygrać mecz, zali­czyć dołek jed­nym ude­rze­niem albo wygło­sić świetną pre­zen­ta­cję -?łatwo przy­wią­zu­jemy się nie tylko do samego wyniku, ale też do wszyst­kich oko­licz­no­ści, które mają do niego dopro­wa­dzić.

Wtedy na scenę wkra­cza lęk. Bo gdy cze­goś naprawdę chcemy, a nie mamy nad tym peł­nej kon­troli -?zaczy­namy się bać, że tego nie dosta­niemy czy nie osią­gniemy. Na tej samej zasa­dzie, gdy już coś posia­damy i bar­dzo to cenimy -?boimy się, że to stra­cimy.

W trak­cie tego pro­cesu oce­nia­nia rodzą się kolejne pyta­nia napę­dzane stra­chem: "A co, jeśli prze­gram? Co, jeśli poniosę porażkę? Co, jeśli szef albo tre­ner mnie odsu­nie?". Gdy musimy zdo­być coś, nad czym nie mamy peł­nej kon­troli, sta­jemy się zakład­ni­kami tego pra­gnie­nia. W efek­cie -?tra­cimy spraw­czość.

Każda sytu­acja staje się dla Kry­tyka baro­me­trem, który mie­rzy, kim jeste­śmy i co osią­gnę­li­śmy -?lub czego nie udało nam się doko­nać. Sta­jemy się nie­wol­ni­kami wła­snych wyni­ków -?a mówiąc ina­czej: nie­wol­ni­kami cią­głego wewnętrz­nego komen­ta­rza ego, które porów­nuje nasze życie z życiem innych.

Więk­szość ludzi żyje w sta­nie nie­ustan­nej reak­tyw­no­ści -?i dla­tego z tru­dem osiąga swoje cele. W trud­nych momen­tach emo­cje przy­sła­niają nam mądrość i wgląd. Nie widzimy wtedy, że prze­ciw­no­ści są tą czę­ścią tre­ningu, któ­rej potrze­bu­jemy, by wzra­stać. A prze­cież to wła­śnie wysi­łek wło­żony w poko­na­nie trud­no­ści jest fun­da­men­tem roz­woju i wiel­ko­ści.

Jeśli nauczymy się odpusz­czać przy­wią­za­nie do rezul­tatu, prze­sta­niemy osą­dzać każdą sytu­ację, która do niego pro­wa­dzi -?zwłasz­cza porażki. Dzięki temu zyskamy jaśniej­szy ogląd sytu­acji i kla­row­ność wizji, co pozwoli nam naprawdę uczyć się i roz­wi­jać.

Szaleństwo Małpiego Umysłu

Naj­więk­szą prze­szkodą w osią­ga­niu szczy­to­wej formy, jaką zaob­ser­wo­wa­łem u spor­tow­ców przez ostat­nie trzy­dzie­ści lat swo­jej pracy zawo­do­wej, jest prze­sadna ana­liza -?skłon­ność, nawet w dobrej wie­rze, do nad­mier­nego roz­kła­da­nia wszyst­kiego na czyn­niki pierw­sze, co zakłóca pełną kon­cen­tra­cję w trak­cie dzia­ła­nia. Drugą naj­częst­szą prze­szkodą jest zbyt­nie przej­mo­wa­nie się -?nie­mal obse­syjne pra­gnie­nie odnie­sie­nia suk­cesu, które rów­nież zaczyna prze­szka­dzać.

-?dr Cal Bot­te­rill, psy­cho­log sportu, autor Per­spec­tive

Od chwili prze­bu­dze­nia aż po moment zaśnię­cia nasz umysł wytwa­rza nie­ustanny stru­mień myśli. Nawet nocą, pod­czas snu, na­dal porząd­kuje, ana­li­zuje i układa to, co poja­wiło się w naszej świa­do­mo­ści w ciągu dnia. Więk­szość tych myśli krąży wokół nas samych i wszyst­kiego, co nas doty­czy -?nie­stety, czę­sto są to myśli nega­tywne lub jałowe. Powta­rzają się dzień po dniu, aż z cza­sem prze­kształ­cają się w prze­ko­na­nia: o tym, co jest moż­liwe, a co nie; kim jeste­śmy -?i kim, być może, ni­gdy nie będziemy. Taki prze­ła­do­wany, nie­spo­kojny i pesy­mi­styczny stan ma jedną poważną kon­se­kwen­cję: odbiera prze­strzeń, w któ­rej mogłyby się poja­wić wiel­kie marze­nia, wizje i nowe moż­li­wo­ści. To wła­śnie taki chaos w gło­wie okre­ślam mia­nem Mał­piego Umy­słu.

Słu­cha­jąc tych wąt­pli­wo­ści i lęków, otwie­ramy drzwi dla nie­ustan­nego wewnętrz­nego mono­logu i ana­li­zo­wa­nia. Oczy­wi­ście -?ana­liza jest potrzebna, by się uczyć i roz­wi­jać. Ale staje się prze­szkodą, gdy nie potra­fimy jej zatrzy­mać, zwłasz­cza wtedy, gdy przy­cho­dzi pora na dzia­ła­nie. Zbyt czę­sto żyjemy "w gło­wie", igno­ru­jąc to, co mogli­by­śmy odczuć i wyko­rzy­stać, będąc obec­nymi w całym ciele -?od stóp po czu­bek głowy, z zaan­ga­żo­wa­nym ser­cem i duszą.

Każ­dego dnia poja­wiają się w nas tysiące myśli -?więk­szo­ści nawet nie zauwa­żamy. Jest ich tak wiele, że prze­sta­jemy je dostrze­gać; stają się po pro­stu czę­ścią nas. A jed­nak igno­ro­wa­nie ich wpływu to poważny błąd - każda myśl bowiem wywiera potężny efekt.

Char­lie Maher, tre­ner przy­go­to­wa­nia men­tal­nego dru­żyny base­bal­lo­wej Cle­ve­land Guar­dians, mówi, że wła­śnie brak świa­do­mo­ści wła­snych myśli sta­nowi dla spor­tow­ców naj­więk­szą prze­szkodę: "Naj­więk­szą prze­szkodą u zawod­ni­ków jest brak świa­do­mo­ści wła­snych myśli -?nie dostrze­gają, że posłu­gują się nie­pro­duk­tyw­nym spo­so­bem myśle­nia o sytu­acji, w któ­rej się znaj­dują. To rodzi pyta­nia typu: "A co, jeśli się nie uda?", "Nie idzie mi naj­le­piej". Psy­cho­lo­gicz­nie nazy­wamy to zja­wi­skiem "zla­nia się z języ­kiem" -?czyli nada­nia wła­snym myślom nie­za­leż­nej rze­czy­wi­sto­ści".

Maher tłu­ma­czy, jak działa to u zawo­do­wych base­bal­li­stów: ""Zla­nie się z języ­kiem" polega na tym, że myśl two­rzy rze­czy­wi­stość: "A co, jeśli coś się wyda­rzy?" albo "Nie wiem, czy przejdę przez tę rundę". Tym­cza­sem realna sytu­acja jest pro­sta -?jest pał­karz, łapacz, może zawod­nicy na bazach. I tyle. Kiedy jed­nak zawod­nicy zato­pią się w myślach, tracą kon­cen­tra­cję, spo­kój i zaczy­nają się spi­nać".

Każdy z nas stwo­rzył kie­dyś histo­rię na swój temat -?czę­sto znie­kształ­coną przez nega­tywne myśle­nie, naj­czę­ściej nie­świa­do­mie. I nie­ważne, jakie naprawdę mamy talenty -?jeśli opo­wia­damy sobie o sobie histo­rię pełną nie­pro­duk­tyw­nych myśli, to wła­śnie one zaczną nas defi­nio­wać.

Podstępne małe kłamstwa

Jedną z kolej­nych prze­szkód jest ten cichy głos w gło­wie, który szep­cze nie­uza­sad­nione, nie­zgodne z prawdą myśli, wywo­łu­jąc wąt­pli­wo­ści i lęk - szcze­gól­nie wtedy, gdy naprawdę nam na czymś zależy. Kiedy jeste­śmy przy­wią­zani do oko­licz­no­ści i zapa­trzeni w swoje cele, nie odrzu­camy tych pod­szep­tów Oszu­sta. A gdy pozwa­lamy im pozo­stać i się umo­ścić, rosną w siłę i przy­cią­gają kolejne nega­tywne obrazy men­talne. Czę­sto zaczy­namy im wie­rzyć -?że naprawdę nie zasłu­gu­jemy na awans, nie damy rady wejść na wyż­szy poziom, albo ni­gdy nie zre­ali­zu­jemy swo­jego poten­cjału. Dajemy się nabrać -?i zaczy­namy bro­nić wła­snych ogra­ni­czeń.

Nie­za­leż­nie od tego, czy doty­czy to arty­sty na sce­nie, zawo­do­wego spor­towca na mura­wie, czy począt­ku­ją­cego twórcy w sieci -?prze­kaz Oszu­sta jest zasad­ni­czo iden­tyczny i brzmi: Twoja war­tość zależy wyłącz­nie od two­ich wyni­ków.

Pod­szepty Oszu­sta są zawsze nega­tywne, nie­za­leż­nie od doboru fraz. Głos w two­jej gło­wie może na przy­kład demo­ty­wo­wać cię takimi oto sło­wami:

Spójrz na swoje porażki -?nie jesteś kimś, kto osiąga trwały suk­ces. Jesteś oszu­stem. Nie star­czy dla wszyst­kich. Musisz zadbać tylko o sie­bie. Musisz się chro­nić. Zosta­niesz odrzu­cony, jeśli spró­bu­jesz.

Jeśli za nim pój­dziesz, głos Oszu­sta pro­wa­dzi cię za rękę do przy­tło­cze­nia i odrzu­ce­nia sie­bie.

Oszust działa, opie­ra­jąc się na dwóch pod­sta­wo­wych mecha­ni­zmach: zwie­dze­niu i oskar­że­niu -?a naj­ła­twiej zwieść samego sie­bie. Jest tak prze­ko­nu­jący, bo brzmi logicz­nie. Ma gotowe wspo­mnie­nia daw­nych pora­żek na popar­cie każ­dej kry­tyki. Zna wszyst­kie nasze sła­bo­ści i wie, jak w nie ude­rzyć -?i robi to przy każ­dej nada­rza­ją­cej się oka­zji. Po latach słu­cha­nia tych kłamstw zaczy­namy wie­rzyć w nie­które z nich. Wła­śnie na tym polega cały pod­stęp, wiel­kie oszu­stwo -?na samo­oszu­ki­wa­niu sie­bie. Naj­częst­sza forma takiego sabo­tażu to przy­ję­cie zbyt dobrego albo zbyt złego obrazu sie­bie -?i w obu przy­pad­kach tra­cimy z oczu to, kim naprawdę jeste­śmy. Nie wiemy już, jak być auten­tyczni. To kwin­te­sen­cja gry Oszu­sta -?umie­jętne zacie­ra­nie gra­nic naszej toż­sa­mo­ści.

Warto zauwa­żyć, że osoby o dużych osią­gnię­ciach nie są odporne na wewnętrzne odrzu­ce­nie. Wręcz prze­ciw­nie -?suk­ces czę­sto rodzi wyso­kie ocze­ki­wa­nia i per­fek­cjo­nizm. A gdy poja­wia się porażka, zaczy­namy sie­bie umniej­szać -?i tra­cimy zdol­ność do ucze­nia się z tego doświad­cze­nia. Zamiast moty­wo­wać nas do wzro­stu, Oszust wyol­brzy­mia nasze nie­do­sko­na­ło­ści i wma­wia nam, że znowu zawie­dli­śmy. Zaczy­namy źle się z tym czuć -?i źle czuć się wobec sie­bie samych.

Porażka może uru­cho­mić nega­tywną spi­ralę myśli -?w stronę coraz głęb­szych osą­dów na wła­sny temat. Psy­cho­log sportu dr David Cop­pel okre­śla to zja­wi­sko ter­mi­nem D-slide3:

D-slide, czyli rodzaj "zjazdu", zaczyna się od roz­cza­ro­wa­nia -?"Powi­nie­nem był to zro­bić, ale mi nie wyszło" -?i prze­cho­dzi w poczu­cie przy­gnę­bie­nia, które roz­lewa się na inne obszary życia, w któ­rych czu­jemy się nie­kom­pe­tentni. Następ­nie poja­wia się poczu­cie bez­sil­no­ści -?"Nie mam wpływu, by to zmie­nić" -?a potem prze­ko­na­nie: "Coś jest ze mną nie tak". Nie­któ­rzy prze­cho­dzą przez ten pro­ces szybko, inni w innej kolej­no­ści, ale wielu ludzi prze­ska­kuje od razu z roz­cza­ro­wa­nia do poczu­cia bycia "wadli­wym". Wtedy nara­sta nad­mierna samo­świa­do­mość, a każdy błąd pogłę­bia złe samopoczu­cie -?co pro­wa­dzi do obron­no­ści i potrzeby chro­nie­nia sie­bie.

Załóżmy, że wła­śnie stra­ci­łeś oka­zję na ważną sprze­daż. Czu­jesz nie tylko roz­cza­ro­wa­nie -?co jest natu­ralną reak­cją -?ale wręcz przy­gnę­bie­nie. Tak bar­dzo ci zale­żało, że zdą­ży­łeś się do tego wyniku przy­wią­zać. Kry­tyk wyro­kuje, że jest naprawdę źle, a Oszust od razu przy­po­mina wszyst­kie twoje wcze­śniej­sze porażki -?i pod­suwa wizje kolej­nych w przy­szło­ści. Zaczy­nasz czuć, że to nie tylko porażka -?ale że ty sam jesteś porażką.

Jed­nym z naj­więk­szych pod­stę­pów Oszu­sta jest to, że skła­nia nas do obie­ra­nia mniej­szych celów. Zamiast się­gać po całą fabrykę cze­ko­lady (peł­nię życia), zado­wa­lamy się skromną kosteczką (powierz­chowne nagrody). Dzieje się to na różne spo­soby, ale nie­mal zawsze dla­tego, że dali­śmy się zwieść pod­szep­tom Oszu­sta: "Nie dasz rady" albo "Kim ty jesteś, żeby się­gać po coś wiel­kiego?".

Pro­fe­sor Yale, Henri Nouwen, wska­zy­wał na wewnętrzny nega­tywny mono­log jako na jedno z naj­więk­szych ludz­kich wyzwań:

Te nega­tywne głosy są tak gło­śne i tak uparte, że łatwo w nie uwie­rzyć. I to jest wielka pułapka. To zasadzka odrzu­ce­nia samego sie­bie. Przez lata dosze­dłem do prze­ko­na­nia, że naj­więk­szą pułapką w naszym życiu nie jest suk­ces, popu­lar­ność ani wła­dza -?lecz odrzu­ce­nie sie­bie.

Ponie­waż czu­jemy, że "sami w sobie" nie jeste­śmy wystar­cza­jący, nie­ustan­nie gonimy za kolej­nym suk­ce­sem, awan­sem, uzna­niem -?byle tylko poczuć się bar­dziej war­to­ścio­wym. Ale to uczu­cie ni­gdy nie trwa długo. Wpa­damy w ten spo­sób w błędne koło: wciąż pró­bu­jemy być "wię­cej" i mieć "wię­cej" -?co tylko nakręca Kry­tyka, Oszu­sta i Małpi umysł, któ­rzy pod­sy­cają całą tę dyna­mikę.

Zapra­szamy do zakupu peł­nej wer­sji ebo­oka.

Słowa te znane są jako Man in the Arena i sta­no­wią część prze­mó­wie­nia Citi­zen­ship in the Repu­blic, które Roose­velt wygło­sił na Sor­bo­nie 23 kwiet­nia 1910 roku (przyp. red.). [wróć]

Oszust -?wewnętrzny głos, który pod­waża nasze osią­gnię­cia i kom­pe­ten­cje, pod­su­wa­jąc myśl, że "tylko uda­jemy" kogoś zdol­nego czy war­to­ścio­wego. Nawią­zuje do tzw. syn­dromu oszu­sta (ang. impo­stor syn­drome), czyli psy­chicz­nego wzorca, w któ­rym jed­nostka -?mimo obiek­tyw­nych suk­ce­sów -?czuje się jak nie­uczciwy uczest­nik wła­snego życia, boi się "zde­ma­sko­wa­nia" i nie potrafi przy­jąć uzna­nia. W kon­tek­ście książki to jeden z mecha­ni­zmów wyol­brzy­mio­nego ego, który wzmac­nia lęk i sabo­tuje poczu­cie wła­snej war­to­ści (przyp. tłum.). [wróć]

D-slide -?ter­min wpro­wa­dzony przez psy­cho­loga sportu dr. Davida Cop­pela, opi­su­jący wewnętrzny mecha­nizm samo­oceny, w któ­rym porażka wywo­łuje emo­cjo­nalny zjazd: od roz­cza­ro­wa­nia, przez poczu­cie porażki i bez­rad­no­ści, aż po prze­ko­na­nie o wła­snej wadli­wo­ści. To wła­śnie ten pro­ces czę­sto uru­cha­mia spi­ralę samo­kry­tyki, lęku i wyco­fa­nia (przyp. tłum.). [wróć]