p

W Zielonej Energii Transformacji - M.Viridi

Kup ebooka

111.06 zł
92.18 zł (92,18 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

- Każda podróż zaczyna się w sercu, tam, gdzie miłość dotyka duszy po raz pierwszy. -

"Bo serce jest przecież zielone."

Te proste słowa, wypowiedziane przez Mirkę, poruszyły mnie dogłębnie. Dotknęły czegoś, co we mnie spało, cichego miejsca, w którym serce spotyka się z duszą. Poczułam, jak drgają we mnie nici połączenia ze Stwórcą, jak odżywa to, co przez lata zostało zepchnięte na dalszy plan - wiara, bliskość, zaufanie.

Te słowa długo we mnie brzmiały. Szumiały w głowie i w sercu jak echo pradawnej przeszłości. Ich wibracja była jak wezwanie, delikatne, ale nie do zignorowania. To one stały się początkiem tej książki, impulsem, by opowiedzieć o transformacji, która nie dzieje się tylko w świecie zewnętrznym, ale w nas samych.

Bo "zielone" to przecież kolor życia, odrodzenia, serca.

To barwa Ziemi, Natury i Ducha. Kolor harmonii pomiędzy ciałem a duszą, pomiędzy człowiekiem a światem, pomiędzy tym, co widzialne, a tym, co święte.

Kiedy serce staje się zielone, otwiera się na przepływ na Miłość, na Wiarę, na Cuda.

Ta książka zrodziła się z potrzeby zrozumienia, czym jest energia transformacji, która przenika wszystko: relacje, codzienność, naturę, duchowość. To zapis drogi, nie linearnej, lecz spiralnej, w której każdy powrót do siebie jest jednocześnie powrotem do Boga.

Pisząc ją, uczyłam się słuchać nie tylko słów, lecz tego, co pomiędzy nimi. Uczyłam się rozpoznawać, że Duch działa subtelnie, w rozmowie, w ciszy, w spotkaniu, w oddechu, i że nic w życiu nie jest przypadkiem. Każde doświadczenie, nawet to, które boli, niesie w sobie ziarno przemiany, zaproszenie do głębszego zaufania.

"W Zielonej Energii Transformacji" to nie jest książka o teorii, ale o doświadczeniu.

O tym, jak wiara splata się z nauką, jak empatia staje się mostem, jak wiedza przemienia się w mądrość, a cuda stają się codziennością. To podróż w głąb, ku miłości, która nie zna granic, i ku życiu, które wciąż na nowo się rodzi.

Z sercem wdzięcznym i zielonym, zapisuję te słowa jako świadectwo, że Bóg naprawdę prowadzi, że Miłość naprawdę transformuje, i że każdy z nas jest częścią tej Boskiej Energii, która stwarza świat od nowa.

...Boże, naucz mnie widzieć Twoje światło w każdej chwili życia.

W każdej kropli deszczu, w każdym spojrzeniu człowieka, w każdym oddechu świata. Niech moje serce pozostanie zielone, żywe, ufne i otwarte na Ciebie.

Na początku było Światło.

Teraz wiem, że ono wciąż płonie we mnie, i że każdy krok, każda łza, każdy uśmiech jest jego promieniem...

Rozdział III - Camino - powrót do serca

- Camino nie prowadzi do Santiago.

Camino prowadzi do serca. -

Tam, gdzie zaczyna się cisza, tam rodzi się miłość.

Buen Camino.

Pod niebem Hiszpanii, gdzie wiatr opowiada stare historie, ja Małgorzata Pielgrzym, wyruszam na szlak. Nie szukam celu, droga staje się sensem.

Pod stopami ziemia, która pamięta każdy krok moich poprzedników, która nie należy do nikogo, prowadzi mnie, bo ufam i otwiera przede mną nowe. Idę za żółtą strzałką, małą i niepozorną, która prowadzi mnie w głąb samej siebie.

Nie jestem samotna w tej wędrówce, bo moje kroki tańczą z duszami innych, splecionymi w tej samej opowieści. Tańczą z przeżyciami mojej towarzyszki Joanny, tańczą z niebem i ziemią. Twarze nieznajomych stają się lustrami, w których odbija się moje serce. Dłoń podana w geście wsparcia, wspólny śmiech, posiłek, to ślady, które zostaną wyryte we mnie na zawsze.

Chłonę krajobrazy i myśli.

Dlaczego idę?

Czego szukam?

Odpowiedzi rodzą się w rytmie stawianych kroków, w śpiewie wiatru tańczącego w koronach eukaliptusowych lasów. Ich zapach wypełnia płuca, otwiera serce, uwalnia wspomnienia i wizję przyszłości. Camino to księga, którą czyta się stopami, deszczem na twarzy, szeptem oceanu i cieniem wędrownych chmur. Pytania mnożą się jak kamienie na drodze, a odpowiedzi pojawiają się same, w rytmie kroków, w ciszy świtu, w zapachu łąk, które otulają jak kochana matka.

Kręte ścieżki zapraszają, by zgłębiać ich tajemnice. Stawiasz krok i aktywator we mnie woła: Idź! Budzi ciało i ducha. Nie ma miejsca na zwątpienie, gdy droga wzywa.

Idź! Szepcze moja wiara, nie oglądaj się, nie pytaj, czy dasz radę. Każdy kamień pod stopami, każda góra na horyzoncie mówi: Jesteś gotowa. Wiatr zabiera każde zwątpienie.

Tańczę z drogą, pozwalam na zmiany, pracuję z chwilą, akceptuję deszcz i upał, zmęczenie i radość i ten ból, który odkrywa wyparte. Camino uczy poddania się nurtowi życia, zabiera kontrolę. Ja już wiem, że najlepszy kierunek to ten, którego się nie planowało.

Mój wieczny optymizm śmieje się w słońcu, w kroplach rosy na pajęczynie. Widzi cuda w najmniejszych rzeczach, bo Camino, choć wymagające, jest przede wszystkim drogą miłości. A miłość to wiara, że każdy krok ma sens, nawet jeśli jeszcze go nie rozumiem.

Droga do Santiago de Compostela stała się dla mnie drogą do mojego wnętrza. To wędrówka w energii serca, w tej zielonej energii transformacji, która zawsze była obecna, otaczała mnie i wypełniała moje pole. Wibruje w każdej cząstce mnie, budzi czucie, przypomina, że jestem Życiem w ruchu.

Idę w obecności. Pozwalam, by działo się to, co już jest dla mnie zapisane. Czuję, jak wzrasta moja inteligencja bycia, wtedy, gdy w pełni ufam, że prowadzi mnie On, mój Niebieski Ojciec.

Z każdym krokiem odkrywam siebie inną, spokojniejszą, bardziej świadomą, głębiej połączoną z Tym, który jest we mnie. Idę w ekscytacji i zachwycie, a piękno, które mnie otacza, otwiera moje serce jeszcze szerzej. Czuję ogromną empatię do siebie, do ludzi, do świata.

Przestaję naprawiać. Nie próbuję zmieniać nikogo, nie próbuję już naprawiać siebie. Pozwalam być. Staję się naturalna, prawdziwa, wypełniona inteligencją serca. Obserwuję siebie i swoje reakcje, jak zmieniają się z każdym krokiem Camino. Uczę się nowej siebie każdego dnia.

Jestem świadoma swojej przestrzeni, w której tworzę nowe, w której rodzi się zmiana. W tej drodze uczę się uważności. Uczę się bycia z Nim w Miłości, która nie potrzebuje słów. To właśnie tam, w rytmie kroków i oddechów, dokonała się we mnie prawdziwa transformacja.

W ciszy między krokiem, a oddechem, między zaufaniem, a zachwytem, nauczyłam się jej prawdziwie słuchać. Camino nauczyło mnie być sobą w Bogu, W miłości, w autentyczności, w zielonej energii przemiany, która zawsze była we mnie.

Gdy stopy zanurzyły się w pierwszym kroku na pielgrzymim szlaku w Gijón, wiatr od Kantabryjskiego Morza uniósł moją duszę ku przestrzeniom, których istnienia dotąd jedynie przeczuwałam. Szlak Północny, starożytny i surowy, stał się zwierciadłem wędrowca, odbijającym lęki, pragnienia, cienie i światło.

Kamienie pod stopami szeptały historie tych, którzy szli przede mną - głosy pielgrzymów splecione z echem moich własnych pytań.

Czy miłość jest drogą, czy celem?

Czy prawda objawia się w ciszy, czy w ogniu spotkania?

Czy potencjał duszy budzi się w bólu, czy w zachwycie?

Deszcz obmywał mnie z iluzji, słońce rzeźbiło w skórze cierpliwość, a wiatr, ten wieczny towarzysz pielgrzyma, uczył lekkości i poddania. Czas przestał być linią, stał się kręgiem, w którym każda chwila była zarazem początkiem i końcem, pytaniem i odpowiedzią.

W samotności górskich przełęczy i wśród milczących spojrzeń Joanny nauczyłam się, że miłość nie szuka potwierdzenia, ona jest. W zapachu eukaliptusowych lasów i w surowości kamiennych dróg odkryłam, że prawda nie potrzebuje słów, objawia się w obecności. A w zmęczeniu, gdy ciało odmawiało posłuszeństwa, odnalazłam siłę, której źródło nie było we mnie, lecz we wszystkim, co mnie otaczało.

Krok po kroku, oddech za oddechem, pustka stawała się pełnią, a serce przestrzenią, w której mieściło się całe niebo.