Refleksja na początek
To, że moja książka El buen amor en la pareja (Dobra miłość w związku)
zaciekawiła tak wiele osób i że nadal cieszy się takim powodzeniem, było
dla mnie radosnym zaskoczeniem. Zaskoczeniem, ponieważ nie spodziewałem
się, że wzbudzi tak ogromne zainteresowanie. Radosnym, ponieważ niewiele
rzeczy cieszy równie mocno jak poczucie bycia użytecznym i pomocnym,
zwłaszcza w tak intymnym i delikatnym obszarze, jakim jest małżeństwo
czy życie w parze. To obszar, w którym wszyscy mamy tak wiele do
stracenia i wobec którego pokładamy ogromne nadzieje, ponieważ jest to
szczególne epicentrum naszych więzi oraz żyzna gleba - lub pustynia, w zależności od tego, jak do niej podchodzimy - na której możemy rozwinąć
naszą najgłębszą i najbardziej zaangażowaną uczuciowość. Kiedy pisałem
tę książkę, starałem się z jednakową siłą i pokorą przekazać to, czego
nauczyłem się w ciągu trzydziestu lat pracy terapeutycznej Gestalt oraz
w konstelacjach rodzinnych z jednostkami i parami: zakamarki serca;
dynamika relacji, zwłaszcza rodzinnych, ale także międzypokoleniowych;
elementy, które tworzą krajobraz dobrego samopoczucia w związku; zasady,
które kierują miłość w stronę poczucia szczęścia; sztuka radzenia sobie
z bólem towarzyszącym rozstaniom; umiejętność przeżywania,
powstrzymywania i przechodzenia przez emocje; kompetencje
egzystencjalne, gdy para doświadcza skrajnych trudności, takich jak
poważne problemy z dziećmi lub seksualnością; pakty i tańce w parach i tym podobne. Niemniej jednak sukces tej książki w pewien sposób
potwierdza, jak bardzo potrzebujemy wskazówek dotyczących relacji
międzyludzkich oraz wsparcia w obliczu trudnych doświadczeń
emocjonalnych i uczuciowych.
Niewątpliwie podróż życia zmusza nas do dokonania cudu, jakim jest
konieczność zmierzenia się z tą najważniejszą relacją, czyli byciem w związku, który napędza potężna energia seksualna i łagodniejsze paliwo,
jakim jest poczucie wspólnoty i przynależności. Kiedy zapytano
Sokratesa, czy lepiej się ożenić, czy żyć w pojedynkę, odpowiedział
żartobliwie: "Nie ma to większego znaczenia, ponieważ tak czy inaczej
popełnisz błąd; ale lepiej się ożenić, ponieważ jeśli dobrze trafisz,
będziesz trochę szczęśliwy, a jeśli źle, to też nie ma problemu:
zostaniesz filozofem". Historycy twierdzą, nieco z przymrużeniem oka, że
druga żona Sokratesa i matka jego trojga dzieci, o imieniu Ksantypa,
miała paskudny charakter, była arogancka, złośliwa i zawzięta, co
wystawiało na próbę cierpliwość, cnotę i opanowanie filozofa. Jednak,
podobnie jak Sokrates, my też możemy zdecydować się na wejście w świat
relacji partnerskich w sposób równie odważny, co bezstronny, otwierając
serca i ufając bez względu na wszystko, pomimo turbulencji, które zawsze
towarzyszą intymności; zachowując równowagę w określaniu naszych
oczekiwań wobec partnera i zdając sobie sprawę, że relacja nie
przyniesie i nie musi przynieść absolutnego szczęścia; a jednocześnie
zdając sobie sprawę, że jeśli pewne składniki zostaną połączone, możemy
doświadczyć siebie jako osób spełnionych.
Żyjemy w czasach powszechnie lansowanego, skrajnego i pogłębionego
indywidualizmu, który nasze społeczeństwo, tak pozbawione instynktu,
przyjmuje bezkrytycznie. W rezultacie coraz więcej osób funkcjonuje poza
bogatą siecią uczuciową i relacyjną, co bezpośrednio wpływa na zdrowie
fizyczne i psychiczne oraz osłabia naturalną chęć do życia. Zjawisko to
jest już tak nasilone, że wiele osób umiera w samotności, nie mając
nikogo, kto mógłby za nimi tęsknić lub do nich zadzwonić. Uważam, że
wybraliśmy maksymalny indywidualizm ze względu na korzyści ekonomiczne i przewrotną doktrynę ciągłego wzrostu, dodatkowo myląc go z wolnością.
Cena emocjonalna okazała się jednak bardzo wysoka. Straciliśmy
plemienne, więziotwórcze i wspólnotowe poczucie życia, nie zdając sobie
sprawy z tego, że brak klanu rani wewnętrznego ssaka, który żyje w każdym z nas.
Dlatego poprzez związek i rodzinę szukamy obszarów przynależności oraz
ram społecznych dla naszych relacji i całego życia, dzięki czemu
chronimy się przed przerażającym poczuciem izolacji. To także wydłuża
nasz żywot. Chociaż tak zwane społeczeństwa opiekuńcze chronią osoby
znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej, to jednak robią to w sensie
ekonomicznym, a nie w sensie budowania więzi i relacji. Tymczasem gdy
dochodzi do mimowolnej izolacji, ma ona w sobie coś z wygnania i wypędzenia. Wystarczy zapytać osoby starsze, wyrzucone poza krąg
hiperwartości siły i piękna, lub ubogie, pogodzone z koniecznością
zaspokajania potrzeb ludzi bogatych, wysoko cenionych, ale często
maskujących swoje wewnętrzne ubóstwo. Potrzebujemy towarzystwa i dzielenia się życiem, ponieważ nasze doświadczenie nabiera znaczenia
przede wszystkim wtedy, gdy się nim dzielimy. To wspólne spojrzenie i wspólne słuchanie nadaje mu kolor i blask. Relacja nawiązana między
dwojgiem ludzi, którzy są gotowi zaangażować się emocjonalnie i seksualnie - bo na tym przecież polega związek - jest częścią tej miłej
i pożytecznej struktury, która pomaga nam być szczęśliwszymi: siłą
twórczą, życiodajną więzią. Związek dwojga ludzi. Wspólny projekt,
spojrzenie w przyszłość.
Para to dwoje ludzi patrzących w tym samym kierunku, ze wspólnymi
projektami, dziećmi, podróżami, biznesem, zainteresowaniami,
perspektywami itp., a zatem pod wieloma względami filar, na którym się
wspieramy w trudnych chwilach, który stanowi nasz punkt odniesienia i daje nam poczucie bezpieczeństwa. Filar, którym się inspirujemy i który
dodaje nam otuchy.
Istnieją związki heteroseksualne i homoseksualne. Pary, które mieszkają
razem, i takie, które decydują się na mieszkanie osobno. Istnieją różne
formy wspólnego życia i współżycia opartego na miłości, miejsca, w których mieszkają razem nawet trzy lub więcej osób. Jakiś czas temu
poznałem dwie pary z wieloletnim stażem: kobiety pozostawały w związku,
o którym wiedzieli i który akceptowali obaj mężowie, cała czwórka była
więc szczęśliwa. Nie chcę poprzez ten przykład powiedzieć, że taki
rodzaj więzi jest powszechny, ale tym ludziom to pomagało czuć się
dobrze. A przecież o to w tym wszystkim chodzi.
Każdy człowiek poszukuje swojej przestrzeni uczuciowej najlepiej, jak
potrafi. Spróbujmy zatem poszerzyć horyzonty: zazwyczaj skupiam się w swoich rozważaniach na związkach tradycyjnych, choć zdaję sobie sprawę,
że obecnie coraz szerszy jest wachlarz relacji emocjonalnych,
funkcjonujących w zgodzie z wewnętrznymi potrzebami danych osób, a nie
społecznymi oczekiwaniami. Nie sposób na przykład kwestionować istnienia
monogamii sukcesywnej. Obecnie nie mówi się o kawalerach i pannach, a o singlach, a wybór takiej ścieżki życiowej postrzegany jest jako kolejna,
ważna możliwość. Niezależnie od wybranej opcji życie staje się radosne i ekscytujące, gdy działamy w obrębie gęstej sieci relacji, jako para lub
w wybranym przez siebie towarzystwie.
Tańczymy razem... Jak więc przedstawić ten taniec dwojga? W niniejszej
publikacji zamierzam zaproponować kilka skutecznych rozwiązań
dotyczących problemów w miłości i komunikacji, przedstawiając takie
uniwersalne tematy, jak różne rodzaje miłości, znaczenie współczucia i przemocy, obecność duchów z przeszłości, brak równowagi w miłości,
utrata dziecka, znęcanie się, niewierność oraz energia śmierci i życia.
Omówię je, bazując na przypadkach z pracy terapeutycznej prowadzonej w ramach różnych warsztatów konstelacji rodzinnych. Celem jest
ustanowienie wytycznych i ścieżek, które pomogą zrozumieć, a nawet
dostosować lub naprawić niezadowalające, nieuczciwe lub niekorzystne
wzorce relacyjne. Chcę również uchwycić istotę tego tańca, wydobyć ją i podzielić się jej smakiem z tymi, którzy pragną delektować się nią w skupieniu i z uwagą.
Z tego względu jest to książka o charakterze bardziej praktycznym niż
poprzednia. Jej celem jest zilustrowanie, jak bardzo to, co dzieje się w naszym sercu, jest decydujące - prowadzi nas do głębszego zrozumienia
jego ruchów, tak aby miały one dobry wpływ na nasze relacje małżeńskie,
relacje z dziećmi, rodzicami i członkami rodziny w ogóle. Naturalnie
skupię się na próbie wyjaśnienia dynamiki relacji i tańców, które często
się powtarzają, na dobre i na złe, chociaż ostrzegam, że próba przelania
na papier wszystkich niuansów, subtelności i emocjonalnej atmosfery
konstelacji rodzinnej lub sesji terapeutycznej z pewnością się nie
powiedzie. Słowa łagodzą wysokie napięcie, są przejawem niezwykłej
delikatności i człowieczeństwa, a także mają potencjał odmieniania
ludzi.
Osiągnięcie głębszego porozumienia w związku jest prawdziwą szkołą
życia, która pozwoli nam zyskać lepszy wgląd w siebie i, być może,
uzdrowić wszelkiego rodzaju nadwerężone więzi. Zadaniem tej książki jest
również pomóc nam myśleć i rozumieć, ale przede wszystkim pracować nad
sobą i rozwijać zdolność do miłości, prawdy, pokoju i wolności. Krótko
mówiąc, chodzi o to, by iść naprzód, nie pozostawiając za sobą
niedokończonych spraw, co jest główną ideą terapii Gestalt. Jak mówi
piosenka Rozalén o tym samym tytule: "Wiedzieć i czuć, że nie mam
niedokończonych spraw". I tańczyć razem, ponieważ związek pary jest
tańcem i warto go dobrze opisać, kochając bez konieczności zatajania
czegokolwiek. Kochać i być kochanym, a tym samym móc błogosławić życie,
zbliżające się do zachodu słońca, jak mówi wiersz Amado Nervo:
Kochałem, byłem kochany, słońce pieściło moją twarz.
Życie, nie jesteś mi nic winne! Życie, między nami panuje pokój!
To, co widoczne i niewidoczne
W małżeństwie i ogólnie w związkach dostrzegamy to, co widzialne:
komunikację, gesty, słowa szczere lub puste, oschłe lub pełne czułości,
opisujące lub oceniające, to, co werbalne i niewerbalne, tekst i kontekst, to, co jest i jak jest, przytulenia i ich brak, chłód i ciepło, bliskość i fizyczny dystans, uśmiechy szczere i fałszywe, gesty
radosne i pełne napięcia, milczenie pełne łagodności lub gniewu czy też
milczenie świadczące o obojętności... które, jak ciche by nie były,
paradoksalnie pozostają formą ekspresji.
Czasem czujemy się zagubieni, bo to, co słyszymy, na przykład "kocham
cię", nie pasuje do sposobu, w jaki jest wypowiadane - jak wtedy, gdy
słowom towarzyszy lekceważący wyraz twarzy. To, co widzialne, może być
bardzo niespójne, powodując nieuniknione cierpienie poszczególnych osób,
par i rodzin. Dzieje się tak, ponieważ pod powierzchnią tego, co
widzialne, znajduje się ukryty świat, który jest zasilany przez emocje
zakotwiczone w przeszłości: góry lodowe pożądania lub zakopanej
wściekłości i cierpienia, magmy dziecięcych miłości i namiętności oraz
traumy rodzinne i uwarunkowania, które choć należą do przeszłości, wciąż
bulgoczą i napędzają formę, w jakiej się komunikujemy i odnosimy do
innych ludzi.
Celem niniejszej publikacji jest pokazanie dynamiki leżącej u podstaw
związku, tej mniej świadomej, która pomaga nam zrozumieć to, co dzieje
się na powierzchni i pomiędzy partnerami: jak odnoszą się do siebie, co
muszą zrozumieć i uwolnić, jakie więzi nimi kierują, jak i dlaczego
udaje im się być razem, jak przezwyciężają problemy i co się do tego
przyczynia.
Jednym z podstawowych założeń jest to, że w związku nie ma dobrych i złych osób, ale każda z nich ponosi część odpowiedzialności za dobre lub
złe funkcjonowanie pary. Nie mamy tu do czynienia z liniowym, lecz
cyrkularnym rozumieniem relacji międzyludzkich. Innymi słowy, nie chodzi
o to, że ty jesteś ofiarą, a ja agresorem lub odwrotnie, ale o to, że
pozostajemy w relacyjnym tańcu, w którym te dwie postawy wzajemnie na
siebie wpływają i się nawzajem kształtują: przechodzimy od poczucia
bycia ofiarą do bycia agresorem lub do chęci odmienienia swojego losu
albo uratowania siebie, co aktywuje nasz strach, który z kolei prowadzi
nas z powrotem do bycia ofiarą; w ten sposób cały proces utrwala się
jako niekończąca się spirala dyskomfortu. Na przeciwnym biegunie
znajdują się tańce pozytywne, pełne uznania i życzliwości: uśmiecham się
do ciebie i doceniam cię, a jeśli naprawdę chcę z tobą być, akceptuję
cię takim, jakim jesteś, i nie poddaję cię ciągłemu osądowi, co wyzwala
w tobie większą czułość wobec mnie, a to z kolei wzmacnia moje
pragnienie, by się do ciebie uśmiechać i mieć cię blisko siebie.
Zrozumienie zasady cyrkularności w relacjach sprawia, że myślimy mniej w kategoriach tego, kim jestem, a bardziej w kategoriach tego, co wyzwalam
w innych i co inni wyzwalają we mnie, kształtując w ten sposób tańce
relacji, w których żyjemy. Jesteśmy istotami relacyjnymi i zmieniamy się
w zależności od okoliczności. Inaczej funkcjonujemy na przykład w pracy,
a inaczej w relacjach z przyjaciółmi czy rodziną. Klasycznym przykładem
jest zachowanie uległe w pracy i stanowcze w kontaktach z dziećmi lub na
odwrót: dyktatorskie w firmie i łagodne w rodzinie. To my aktywujemy i generujemy reakcje u innych. Akceptacja tego faktu pozwala nam zyskać
większą odpowiedzialność i zwiększyć zdolność do udzielania własnych
odpowiedzi oraz zarządzania rzeczywistością. Jak mówią niektórzy badacze
komunikacji, ważna jest nie tylko wiadomość, którą wysyłamy, nawet nie
intencja, która nią kieruje, nie nasz zamiar, ale efekt, jaki
ostatecznie wywiera ona na odbiorcę. Jeśli zamierzam cię uszczęśliwić,
ale udaje mi się cię zdenerwować, jest to wynik mojej komunikacji i ważne jest, byśmy wspólnie zrozumieli, w jaki sposób do niego doszliśmy
i jaki był wkład każdego z nas w tym zakresie. Oznacza to konieczny
rozwój osobistej odpowiedzialności, bez osądzania i obwiniania, ale
poprzez świadomą i uczciwą obserwację.
Nie mniej ważne jest stworzenie dogodnych warunków do tworzenia
wspólnych układów, które przynoszą nam dobre samopoczucie, radość i satysfakcję. Musimy zrozumieć, że wkład, jaki każdy z nas może wnieść w budowanie relacji - czyli propozycje, które wnosimy, i sposób, w jaki
staramy się urzeczywistnić nasze ulubione scenariusze relacyjne - ma
wiele wspólnego z naszą przeszłością, historią osobistą, scenariuszem
życiowym czy starymi mechanizmami afektywnego uczenia się i stylami
przywiązania. Niezwykle pomocna jest też wiedza o tym, jak funkcjonujemy
i w jaki sposób nasze automatyzmy nas sabotują.
Dzięki terapeutycznemu językowi konstelacji rodzinnych pewne schematy
dynamiki i relacji w parach wychodzą na światło dzienne, co ułatwia
znalezienie pomocnych skojarzeń i zrozumienia. Miejmy nadzieję, że każdy
odnajdzie tu narzędzia, które będzie mógł zastosować do własnej dynamiki
związku, jej braku lub niespełnionego pragnienia jej posiadania. I to
nie tylko w związkach par, ale w całym szeregu osobistych więzi, które
tworzymy w życiu. Krótko mówiąc, jest to kwestia lepszego zrozumienia, w jaki sposób konstruujemy własne zakazy dotyczące miłości i jakie są
samospełniające się dziecięce przepowiednie, które rządząc naszym życiem
bez udziału naszej świadomości, nieustannie sabotują budowane przez nas
więzi. Od tego momentu będziemy pracować, aby zmienić nasz związek i uczynić go bardziej elastycznym, tworząc nowe i być może bardziej
satysfakcjonujące możliwości, a także bardziej kreatywne wzorce i odważniejsze metody uczenia się.
Wiedza o tych emocjonalnych głębiach, które kierują naszym życiem z otchłani przeszłości, pomoże nam, przy odrobinie szczęścia, okazywać
większy szacunek rzeczywistości innych ludzi, nie zawsze przepuszczając
wszystko przez nasz osobisty filtr, czyli postrzegać ich niezależnie od
naszych uprzedzeń i map mentalnych, aby nasze tańce relacyjne były
bardziej gibkie, aby nieco lepiej zrozumieć tych, którzy idą obok nas, i rozwijać zasoby, które mieliśmy ukryte i które mogą zapewnić nam dobre
samopoczucie i rozwój. Następnie, znów przy odrobinie szczęścia,
będziemy wspinać się ku większej otwartości serca, której doświadczamy,
gdy jesteśmy w stanie kochać to, kim jesteśmy, i akceptować rzeczy
takimi, jakie są, zamiast trzymać się naszych wyobrażeń o tym, jakie
powinny być.
Ważnym wątkiem, który, jak powiedziałem, przewija się w tej książce,
jest rozumienie pary jako szkoły życia lub rozwoju, jak zwykła mawiać
Suzy Stroke, terapeutka będąca ekspertką w dziedzinie związków i pojednania z rodzicami. Dlatego właśnie życie w związku polega na
samopoznaniu i pozostaje jednym z najlepszych sposobów na rozwój i naukę
nawiązywania relacji, dawania i przyjmowania, wygładzania szorstkich
krawędzi i pretensji ego oraz na bycie bardziej szczerym i lepsze
poznanie siebie. Będąc w związku, uczymy się rozpoznawać i stawiać czoła
naszym cieniom, aby nie kierowały nami i uelastyczniały nasze
egoistyczne postawy, rozwijając w nas coraz większą wielkoduszność. W piaskach miłości następuje rozwój obojga partnerów, jeśli są na to
gotowi i otwarci. Zanurzmy się w naszych emocjonalnych grotach i spróbujmy rzucić trochę światła na wewnętrzne ruchy, które nimi rządzą.
Konstelacje rodzinne
Wewnętrzne ruchy rządzące tymi arenami miłości i relacji, z ich
rodzinnymi ramami, stanowią subtelne terytorium, które badamy dzięki
technice konstelacji rodzinnych. To narzędzie terapeutyczne - oparte na
podejściu humanistycznym i fenomenologicznym, systemowej terapii
rodzinnej i terapii międzypokoleniowej - wyjaśnia, w jaki sposób życie
naszych przodków, z ich talentami, lękami, traumami, przekonaniami i nadziejami, często wpływa na nasze własne życie. Ma ono również
charakter egzystencjalny, ponieważ przygląda się ciągłej transformacji
istoty ludzkiej wraz z wydarzeniami, które ją definiują, zapewniając
ramy do zadawania pytań na temat istnienia pozbawione dogmatyzmu.
Konstelacje rodzinne (ustawienia rodzinne) zostały stworzone przez Berta
Hellingera, niemieckiego filozofa, teologa i terapeutę urodzonego w 1925
roku, badacza dynamiki grupowej, psychoanalizy, analizy transakcyjnej,
terapii Gestalt oraz terapii humanistycznych, rodzinnych i systemowych.
Konstelacje umożliwiają osobie, parze lub rodzinie przedstawienie
terapeucie swoich problemów, niezależnie od tego, jakie one są:
emocjonalne, dotyczące związku, dzieci, rodziców lub rodzeństwa, zdrowia
psychicznego i fizycznego, pracy, komunikacji lub osobowości, tak aby
terapeuta mógł przekształcić je w zainscenizowaną reprezentację. Pozwala
to, w dość krótkim, ale bardzo intensywnym czasie, zwizualizować
niekorzystną dynamikę, która działa w tym systemie osobistym lub
rodzinnym, aby następnie spróbować się nią zająć i ją zmienić.
Technika ta jest zazwyczaj praktykowana w grupie: dana osoba zwięźle
przedstawia swój problem i osobiste cele oraz przekazuje terapeucie
informacje na temat rodzinnego drzewa wpływów wraz z kluczowymi faktami.
Następnie wybierani są przedstawiciele osób zaangażowanych w daną
kwestię, zarówno tych z obecnej rodziny, jak i przodków, byłych
partnerów, bliskich i tak dalej. Po wybraniu przedstawicieli są oni
ustawiani na scenie tak, aby bohater konstelacji mógł uzewnętrznić,
zwizualizować i wyraźnie poczuć całą swoją strukturę rodzinną oraz
osobiste wpływy, powiązania i sieć relacji. Jest to bardzo graficzny
sposób wyrażenia powiązań i miejsca każdej osoby w systemie.
Przedstawiciele odzwierciedlają następnie, we własnej percepcji,
emocjonalne tło sytuacji wywołanych przez bohatera konstelacji. W ten
sposób wyłania się często subtelna, czasem niewidoczna dynamika, która
powoduje utrzymywanie się problemów, a następnie powstają alternatywne
koncepcje rozwiązań, na przykład poprzez integrację osób wykluczonych
lub naprawę relacji międzyludzkich; dochodzi do wykonania
niedokończonych ruchów emocjonalnych lub wyrażenia rytualnych zwrotów,
które porządkują, strukturyzują i odciążają wszystkich członków systemu.
Często dana osoba doświadcza poczucia wyzwolenia od obciążeń i doznań
cielesnych, uwolnienia się od poczucia winy lub odejścia od losu, który
wydawał się nieunikniony; integruje traumy, niedokończone sprawy z dzieciństwa lub lepiej rozumie swoje miejsce w systemie rodzinnym,
inicjując proces emocjonalnej transformacji w związkach i zyskując
lepszą orientację w dążeniu do pożądanych celów życiowych.
W przykładach, którymi podzielę się na kolejnych stronach, spotkamy
ludzi - ich imiona i szczegóły zostały zmienione, aby ochronić ich
prywatność - którzy powtarzali lub byli uwikłani w nieszczęśliwe wzorce
doświadczane przez innych członków rodziny (straty, uzależnienia,
niepowodzenia, złość, depresja, porzucenie, niewierność...). Byli to
ludzie, którzy pozostawali wierni pewnym niewidzialnym wzorcom i którzy
po pracy nad swoją konstelacją poczuli się odnowieni, a nawet
przemienieni. Przeczytamy o dzieciach, które ślepo kochają rodziców i kurczowo trzymają się pewnej dynamiki, takiej jak przyssanie się do
śmierci wraz z tymi, którzy nie byli w stanie zakończyć żałoby, lub
które biorą na siebie cudzą winę albo dźwigają ciężary nienależące do
nich (takie jak bycie niewidzialnym partnerem jednego z rodziców), a które po zakończeniu konstelacji czują większą gotowość, by żyć pełnią
życia. Efektem konstelacji jest często rodzaj wyzwolenia, ponieważ
dochodzi do odsłonięcia ledwo wyczuwalnych wewnętrznych prądów i ostatecznego zmierzenia się z tym, co nierozwiązane, w klimacie
intensywnej emocjonalności, która działa jak rodzaj objawienia i katharsis. Konstelacje działają na głębokim poziomie, w obrębie grupy
rodzinnej i jej zbiorowej duszy; duszy, do której w jakiś sposób
należymy i od której równowagi zależy nasze osobiste samopoczucie.
Można powiedzieć, że należymy do zbiorowej duszy rodzinnej, która nas
otacza i obejmuje, nadając nam tożsamość i zaspokajając pragnienie
przynależności, będące najpotężniejszym ludzkim instynktem. Jednocześnie
wiąże nas ona poczuciem lojalności i koniecznością poświęceń, które mogą
i muszą zostać przezwyciężone, jeśli orientacja na życie i szczęście ma
zatriumfować nad tym, co stanowi jej przeciwieństwo: śmiercią i nieszczęściem. Podobnie, choć w innym sensie, znaczenie i sposób
działania tych nieoczywistych sił bardzo dobrze wyjaśnił Carl Jung w swojej koncepcji nieświadomości zbiorowej.
W rodzinie zdarzają się wydarzenia, które ranią, osłabiają, zawstydzają
lub sprawiają ból, a system rodzinny czasami próbuje chronić się przed
nimi milczeniem, spychając je w niepamięć; nie zdajemy sobie przy tym
sprawy, że milczenie ma konsekwencje i szkodzi sile i zdrowiu grupy, a także często pociąga za sobą konsekwencje i ofiary. To, co zraniło lub
zniszczyło życie rodziny, musi zostać zintegrowane, aby straciło swoją
moc i pozostało w przeszłości. Żyjemy nie tylko w naszej
indywidualności, ale jesteśmy powiązani z sieciami - zwłaszcza z rodziną, choć istnieją też inne - które wpływają na nas, wręcz nami
rządzą, nawet jeśli ich nie rozumiemy. W tych sieciach sama miłość nie
zapewnia dobrobytu, nie wystarcza: konieczny jest porządek. To właśnie
nazywamy dobrą miłością. Dobrą miłość można rozpoznać po tym, że
prowadzi nas do dobrostanu, do życia, korzyści i spełnienia. Dobra
miłość zakłada, że emocjonalnie szanujemy i akceptujemy przeszłość oraz
dary i rany naszych przodków, zamiast angażować się w nie, powtarzać lub
poprzez nasze nieszczęście okazywać im niezrozumiałą wierność. W ten
sposób dobra miłość sprawia, że idziemy w życiu nieco dalej, zarówno pod
względem dobrego samopoczucia, jak i szczęścia.
Wyraźnym celem konstelacji rodzinnych jest zatem uporządkowanie miłości,
ukształtowanie jej w dobrą geometrię relacji międzyludzkich, która
obejmuje wszystkich bez wyjątku, jednakowo godnych szacunku i uwagi,
gdzie każdy zajmuje należne mu miejsce i troszczy się o siebie nawzajem,
aby mogli rozwijać się, zamiast cierpieć. Taka jest dobra miłość, do
której zachęca się w konstelacjach rodzinnych.
Zanim przejdę do opisu konkretnych przypadków, które posłużą mi za
przykłady, chciałbym podzielić się tym, co nazwałem dwunastoma kluczami
pozwalającymi ludziom przejść od miłości w dawnym rozumieniu tego słowa
do dobrej miłości w związku.
Dwanaście kluczy, które definiują współczesne związki 1. Bez ciebie nie mógłbym żyć / Bez ciebie poradziłbym sobie równie dobrze
Jesteśmy dwojgiem dorosłych, stojących na własnych nogach, a nie
dwojgiem dzieci szukających rodziców. Bez ciebie też mógłbym sobie
poradzić, ale w głębi serca cieszę się, że jestem z tobą i że jesteśmy
razem.
2. Kocham cię dla ciebie / Kocham cię dla siebie... tak naprawdę, wbrew tobie
Ogromnym darem jest umiejętność kochania cieni drugiej osoby, jej ego i trudności oraz odczuwanie współczucia, ponieważ oznacza to zdolność do
zrozumienia i szanowania partnera w tym, co dla niego najtrudniejsze.
Życie w parze daje szansę na rozwój, w którym szorstkie krawędzie ego są
wygładzane, ponieważ wzajemna miłość jest w stanie je znieść.
3. Uszczęśliw mnie / Czuję spontaniczne pragnienie, abyś był szczęśliwy
Celem związku nie jest zapewnienie nam szczęścia, ale jeśli potrafimy
połączyć wszystkie wymiary współistnienia w parze, doświadczamy czegoś
bliskiego błogości. Czujemy, że gdzieś przynależymy, że stworzyliśmy
intymność, więź i że budujemy ścieżki życia.
4. Chcę mieć partnera / Lepiej przygotuję się do bycia partnerem
Przerost "ja" i indywidualizmu nad "my" daje partnerom niesamowite
poczucie wolności, lecz równocześnie naraża na większą samotność i niepewność. Wszystko to jednocześnie. Jeśli chcesz mieć partnera,
popracuj nad sobą, aby znaleźć własny sposób bycia partnerem, a reszta
przyjdzie sama.
5. Daję ci wszystko / Daj mi to, co pozwoli mi być na równi z tobą
Partnerstwo jest relacją równości, w której należy dążyć do wymiany
opartej na równowadze i sprawiedliwości, aby zachować parytet rangi.
Jeśli dajemy za dużo, możemy wywołać poczucie zadłużenia i osłabić
pozycję drugiej osoby. Lepiej dawać to, co druga osoba może w jakiś
sposób oddać, ponieważ przy równej i owocnej wymianie rośnie szczęście.
6. Daj mi wszystko / Daj mi to, co masz i czym jesteś, a ja mogę to zrekompensować, aby zachować godność
Kiedy jedna osoba w związku domaga się wszystkiego od partnera, wówczas
rodzą się dwa podejrzenia: pierwsze, że jest ona dzieckiem, a drugie, że
z pewnością nie przyjmie i nie doceni tego, co jest jej dane, ponieważ
poczucie niezadowolenia jest w niej głęboko zakorzenione. Taka osoba
karmi swoje niezadowolenie kolejnymi oczekiwaniami, które nawet jeśli
zostaną spełnione, nie dadzą jej satysfakcji. Zdecydowanie
korzystniejsza jest wymiana pozytywna i satysfakcjonująca niż negatywna
i krzywdząca.
7. Niech będzie intensywnie i emocjonalnie / Niech będzie łatwo
Niektóre związki funkcjonują płynnie i łatwo, nie skrzypią. Są wynikiem
spotkania dwóch natur, które harmonizują bez większych rozbieżności. W innych przypadkach wszystko jest trudne pomimo miłości. Kiedy związek
jest intensywny i emocjonalny, często wysysa energię. W rzeczywistości
wielkie emocjonalne zawirowania i psychologiczne gierki, które męczą i rujnują związek, wiążą się z reminiscencjami ran z dzieciństwa i starymi, niespełnionymi tęsknotami.
8. Walczę o władzę / Współpracujemy
Trwające setki lat zmagania między mężczyznami i kobietami prowadzą do
cierpienia i wymagają pojednania. To wspaniałe, gdy w związku oboje
odczuwają prawdziwie, z głębi serca, że nie ma ludzi lepszych i gorszych
i że kroczą przez życie razem, jak równy z równym. Żadne nie patrzy na
to drugie z góry, nie gardzi ani nie wielbi, żadne nie wysuwa się do
przodu ani nie pozostaje z tyłu. Współpracują. Są towarzyszami,
przyjaciółmi, braćmi, kochankami i partnerami. W takim przypadku jeden
plus jeden to więcej niż dwa. W głębi duszy kobiety często czują się
lepsze od mężczyzn - według moich statystyk - ale te mądrzejsze dbają o to, by ich partnerzy tego nie zauważyli.
9. Ja myślę, ty czujesz, a w trudnych chwilach każdy radzi sobie sam / Śmiejemy się i płaczemy razem i razem otwieramy się na radość i ból
W życiu pary napotykają problemy, które sprawiają im ból: brak
potomstwa, poronienie, śmierć lub choroba bliskich osób, kłopoty
finansowe i egzystencjalne... Są to kwestie, które testują zdolność pary
do przetrwania i które albo ją wzmacniają, albo niszczą, pozostawiając
urazy i tworząc kilometry dystansu.
10. Niech trwa zawsze / Niech trwa tyle, ile może
Zaangażowanie się w miłość w parze oznacza również narażenie się na ból
związany z możliwym końcem relacji. W dzisiejszych czasach mówimy o monogamii sekwencyjnej, tj. statystycznie możemy spodziewać się od
trojga do czworga partnerów w ciągu naszego życia, co wiąże się ze
stresem i złożonymi sytuacjami emocjonalnymi. Kiedy nie ma umowy
instytucjonalnej, mamy możliwość tworzenia partnerstwa każdego dnia na
swój własny sposób oraz życia tak, jak potrafimy. Jeśli przychodzi
koniec związku, uczymy się języka bólu, lekkości i dystansu, a następnie
wracamy na ścieżkę miłości i życia.
11. Najpierw rodzice lub dzieci, a potem ty / Najpierw my, a potem rodzina, z której pochodzimy, oraz nasze wspólne dzieci
Dobrze jest wiedzieć, że miłość najlepiej rozwija się w uporządkowanym
świecie relacji: że rodzice są rodzicami, a dzieci dziećmi, że obecny
związek (który może obejmować dzieci z poprzednich związków) ma
pierwszeństwo przed poprzednimi lub rodzinami pochodzenia. Dla
niektórych osób wspólne dzieci są ważniejsze niż sam związek, co
prowadzi do dyskomfortu dla wszystkich. Szacunek do przeszłości pomaga
budować dobrą teraźniejszość i przyszłość. Jednocześnie późniejszy
partner powinien wiedzieć, że ma większe szanse na znalezienie się w dobrym miejscu, jeśli zakłada, że dzieci partnera były pierwsze, i uszanuje ich priorytet.
12. Znam cię / Każdego dnia widzę cię i poznaję na nowo
Ludzie w niektórych parach nie odnoszą się do osoby, która jest obok
nich, ale do wewnętrznych wyobrażeń, które sobie z biegiem czasu
wykształciły na jej temat. Żyją przeszłością i zapominają o codziennej
aktualizacji. Aby tego uniknąć, pomocne jest otwarcie swojej percepcji
na każdą nową chwilę i niebranie drugiej osoby za pewnik. Kiedy
codziennie poznajemy ją i odkrywamy na nowo, także my sami stajemy się
kimś nowym i młodym.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki