Od autora: od muralu do pytania o godność człowieka
W czerwcu 2016 roku imam Ali Abi Issa, przewodniczący muzułmańskiej gminy Wrocławia oraz Naczelnej Ligi Muzułmańskiej w RP, zorganizował happening przy wrocławskim meczecie. W ramach działań Konwencji na Rzecz Dialogu Międzyreligijnego 1, we współpracy z biurem Komisji Europejskiej oraz gminą żydowską postanowił uczcić pamięć imama Paryża pierwszej połowy XX wieku, Si Kaddoura Ben Ghabrita 2, fundatora oraz pierwszego rektora Wielkiego Meczetu w Paryżu. Ben Ghabrit pracował dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych Francji, niejednokrotnie przewodniczył misjom dyplomatycznym do krajów arabskich, w czasie których dał się poznać jako obrońca dialogu międzyreligijnego i międzykulturowego. Za swoje zasługi został odznaczony w 1939 roku Krzyżem Wielkim Legii Honorowej. W czasie II wojny światowej Ben Ghabrit zaangażował się w działalność ruchu oporu. Po upadku Francji, w piwnicach Wielkiego Meczetu ukrywał zarówno Muzułmanów, jak i Żydów, pomagał w wyrobieniu dla nich fałszywych dokumentów i organizował transport poza granice Francji. Szacuje się, że w latach 1939-1945 uratował między 1500 a 1700 Żydów, w tym wiele dzieci. Po aresztowaniu w Paryżu 16 lipca 1942 roku 13 000 Żydów, w tym 4000 dzieci, z których większość została wysłana do obozu zagłady w Auschwitz, pisał: "Wczoraj o świcie aresztowano paryskich Żydów: starców, kobiety i dzieci. Na wygnaniu, tacy jak my. Robotnicy, tacy jak my. To nasi bracia. Ich dzieci są jak nasze własne dzieci. Ten, kto znajduje jedno z 'własnych' dzieci, musi zapewnić mu schronienie i ochronę tak długo, jak długo trwa nieszczęście i smutek" 3. Za swoją działalność Si Kaddour Ben Ghabrit został odznaczony w 1947 roku Medalem Ruchu Oporu z Rozetą.
Imam Ali Abi Issa zaprosił dzieci z kilku szkół i wspólnot żydowskich, muzułmańskich, chrześcijańskich oraz świeckich. Razem z artystą, Dariuszem Paczkowskim z fundacji Klamra, miały one namalować mural przedstawiający imama Ben Ghabrita oraz cytat z Koranu w różnych językach "różnorodni po to, aby się poznać". Wśród zaproszonych były również moje dzieci.
Tych kilka dni razem w znaczący sposób wpłynęło na nas wszystkich. Dzieci, skupione wokół muralu, ale również wspólnego stołu, zabaw i - naturalnie - piłki nożnej, bardzo szybko stworzyły niezwykłą wspólnotę. Nie miał znaczenia język, którym się posługiwały, kolor skóry, wyznawana religia ani inne zwyczaje. Po prostu dzieci były razem, akceptowały siebie i dobrze się bawiły. Tam, gdzie było trzeba, pomagały sobie nawzajem i wszystkie chciały jak najwięcej malować. Wszystkie były brudne od farb, umęczone od słońca i zabaw, zawsze głodne i głośne, skore do żartów i psot. Patrzyłem na tę ferajnę i myślałem nieco zaskoczony, jak łatwo było stworzyć taką wspólnotę. Bez wielkiej hierarchii, władzy, drobiazgowych reguł, praw i obowiązków; po prostu, wspólnotę wokół jednego celu z pewną dozą zabawy, kilkoma atrakcjami i wspólnym stołem. Wielowiekowe podziały i kulturowe granice zniknęły niemal natychmiast. Nie miały większego znaczenia. Dziś, z perspektywy czasu i atmosfery narosłej wokół migrantów oraz mniejszości kulturowych w Polsce, wydaje mi się to niemal niemożliwe, ale wtedy, zafascynowany obserwowałem niezwykłe, a może naturalne reakcje między dziećmi, w które czasem włączani byli również dorośli, ich rodzice.
A jednak nie wszystko było idealne. Kilkoro dzieci, przynajmniej na początku, nie za bardzo potrafiło się zintegrować. Jeden z chłopców był złośliwy wobec innych dzieci, inny kompulsywnie objadał się truskawkami, a jedna z dziewczynek cały czas zabierała dorosłym aparaty fotograficzne i robiła mnóstwo zdjęć. Trochę to przeszkadzało, ale wystarczyło przytulić jedno dziecko, porozmawiać z innym, wciągnąć w zabawę albo - zwyczajnie - pozwolić na mnóstwo niepotrzebnych zdjęć i wszystko się ułożyło. Obserwowałem te dzieci o ciemnej karnacji i cały czas zastanawiałem się, skąd ja je znam. Już gdzieś je widziałem, gdzieś spotkałem. I nagle mnie olśniło, to były dzieci z romskiego koczowiska, o którym tak dużo pisały ówczesne gazety 4. To były te dzieci, które tyle razy widziałem na wrocławskim rynku, jak żebrały i nagabywały przechodniów, rozdawały kwiaty, by zaraz domagać się pieniędzy albo hałasowały przy grupach turystów, żeby im trochę poprzeszkadzać. To były te właśnie dzieci. Imam Ali zaprosił je na "nasz" mural i nic nam o tym nie powiedział! Podobnie zaprosił dzieci uchodźców z Syrii, którzy wtedy znaleźli miejsce w Polsce. Nie mówiły po polsku, ale nie miało to większego znaczenia. Dzieci stworzyły niezwykłą, ponadkulturową wspólnotę wokół muralu Ben Ghabrita. "Różnorodni po to, aby się poznać" 5.
Po kilku dniach projekt się skończył. Mural został namalowany i zaprezentowany. Przyjechała ekipa telewizyjna i uwieczniła ów podniosły moment 6. Kilka ważnych osobistości powiedziało kilka ważnych słów i to był koniec całej imprezy. Wszyscy się rozeszli i wrócili do swoich światów, jak gdyby żadnej wspólnoty nigdy nie było i jak gdyby nic nigdy nas nie łączyło. Romskie dzieci wróciły na koczowisko, znów żebrały na wrocławskim rynku. Syryjczycy gdzieś się rozjechali. Dzieci z pozostałych wspólnot wróciły do swoich własnych rzeczywistości. Imam Ali po pewnym czasie przestał być imamem. Wszystko wróciło na swoje własne, stare tory. Ta dziwna aberracja kulturowa wywołana muralem Ben Ghabrita została wchłonięta przez codzienną rzeczywistość. I tylko mural, dziś z łuszczącą się farbą, przypomina o kilku niezwykłych dniach, które być może jeszcze gdzieś się tlą w pamięci.
Czy rzeczywiście jednak wszystko wróciło do poprzedniego stanu rzeczy? Przez długi czas trudno mi było przechodzić obojętnie obok romskich dzieci na wrocławskim rynku. Żebrały jak zwykle, nagabywały turystów, były głośne. Ja jednak patrzyłem teraz na nie przez pryzmat tych kilku dni spędzonych z moimi dziećmi, wspólnych posiłków i setek niepotrzebnych zdjęć na moim aparacie. Myślałem o tym, że jeszcze niedawno trzymałem je na rękach i razem z nimi malowałem mural. Nie byłem w stanie wymazać tego obrazu z pamięci. Podobnie moja córka, nawet dzisiaj, z rozrzewnieniem wspomina ten moment, kiedy - dzięki imamowi Alemu - codzienność zastygła na mgnienie oka. To wrażenie pozostało w naszej pamięci, choć nie wiemy, co się stało z syryjskimi uchodźcami, Romowie gdzieś się rozpierzchli, a z dziećmi innych wspólnot w ogóle nie mamy kontaktu. Panta rei.
W świetle tego doświadczenia trudno było nie zatrzymać się na chwilę i nie zadać kilku egzystencjalnych pytań o wspólnotę międzyludzką, o godność człowieka, o sytuację uchodźców, o rolę religii i granice światopoglądowe, które nie zawsze łatwo jest pokonać, czy w końcu o przyszłość człowieka. Pytania te stawiałem sobie już w czasie happeningu, ale po jego zakończeniu uderzyły mnie ze zdwojoną siłą. Nie tylko ja, ale również moje dzieci w podobny sposób odnosiły się do tego doświadczenia, w którym razem uczestniczyliśmy 7.
Lata 2015 i 2016 były szczególne, jeśli chodzi o sytuację osób przymusowo przesiedlonych. Wysoki Komisarz do Spraw Uchodźców przy ONZ alarmował, że ich liczba osiągnęła nienotowany wcześniej poziom 65,6 milionów, a co minutę przybywało 20 nowych przesiedleń 8. Fale uchodźców, zgodnie z przekazami medialnymi, zalewały południe Europy i jak się wydawało, zaczynały przybierać apokaliptyczne rozmiary. Równocześnie Grupa Wyszehradzka, pod polską prezydencją, sprzeciwiła się automatycznej relokacji uchodźców i przyjmowaniu osób przymusowo przesiedlonych na terenie Węgier, Czech, Słowacji oraz Polski 9. Hasło "zero uchodźców" można było usłyszeć w różnych mediach i przekazach polityków. W tym kontekście mural, który malowały dzieci z różnych kręgów kulturowych, religijnych i etnicznych, dzieci uchodźców, mniejszości narodowych oraz polskiej większości, nabrał wymiaru symbolicznego. W jakiś sposób uzmysłowił nam wszystkim, zaangażowanym w ów projekt, jak mogłaby wyglądać wspólnota ludzka, gdyby w jakiś sposób wyeliminować lub przynajmniej zmniejszyć bariery ideologiczne i z szacunkiem oraz troską odnieść się do drugiego człowieka, każdego człowieka.
Doświadczenie muralu z 2016 roku legło u podstaw niniejszej książki, w której stawiam pytanie o szeroko rozumianą godność człowieka przez pryzmat starożytnych metafor, odczytanych na nowo w kontekście świata XXI wieku. Książkę tę poświęcam mojej żonie i moim dzieciom, od których cały czas uczę się życia.
Wojciech Szczerba
1 Turowski 2010, 9-10. http://isni.pl/teologia-blizniego-2/ (dostęp 01.12.2023).
2 https://readthespirit.com/interfaith-peacemakers/si-kaddour-ben-ghabrit/ (dostęp 01.12.2023).
3 https://www.emir-stein.org/articles/si-kaddour-benghabrit/ (dostęp 10.11.2023).
4 https://publicystyka.ngo.pl/wroclawska-wojna-o-koczowiska (dostęp 11.11.2023).
5 https://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/1,35771,20197507,mural-z-cytatem-z-koranu-powstal-we-wroclawiu-zdjecia.html [dostęp 05.11.2021], https://www.islam.net.pl/slider2/ (dostęp 05.11.2021).
6 https://www.youtube.com/watch?v=9GzNplimUsM&feature=emb_logo (dostęp 05.11.2021).
7 https://www.krzyzowa.org.pl/images/publikacje/Swiat(bez)granic.pdf (dostęp 30.10.2023); https://youtu.be/ZJqDagrbbc8 (dostęp 30.10.2023).
8 https://www.unhcr.org/statistics/unhcrstats/5943e8a34/global-trends-forced-displacement-2016.html (dostęp 25.11.2023).
9 https://archiwum.mswia.gov.pl/pl/aktualnosci/14808,Grupa-Wyszehradzka-przeciwna-automatycznej-relokacji-uchodzcow.html (dostęp 25.11.2023).