1
Odwiedź mnie we śnie
Dlaczego śnimy o zmarłych i jak te sny wpływają na nasze życie
Bardzo bała się tej operacji. Ojciec Ewy (42 lata) też chorował na serce
- był operowany w wieku 44 lat, zmarł na stole. Ewa była wtedy
nastolatką. Bardzo to przeżyła. Gdy więc już jako dorosła kobieta
dowiedziała się, że ma wadę serca, niedomykalność zastawki mitralnej,
odwlekała decyzję o operacji najdłużej jak mogła. Gdy wyznaczono już
termin, Ewa zaczęła doświadczać ataków paniki - dwa były tak gwałtowne,
że jej mąż musiał wezwać pogotowie, bo bał się, że Ewa ma zawał. I wtedy
przyśnił się jej ojciec.
"To wydarzyło się tuż po drugim ataku, wróciłam wieczorem do domu po
badaniach. Zasnęłam bardzo szybko, pewnie za sprawą leków
przeciwlękowych. We śnie jechałam z tatą samochodem; wracaliśmy z gór
naszą trasą do domu w Krakowie. W pewnym momencie szosa biegnie ostro w dół, a potem skręca na most na rzece. Właśnie tą drogą zjeżdżaliśmy w moim śnie, bardzo szybko. Tata wydawał się tym jednak zupełnie nie
przejmować, a i ja byłam nad wyraz spokojna. Mimo to powiedziałam do
niego: Boję się. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i odpowiedział: Wiem,
ale nie ma czego. Wtedy się zorientowałam, że tata nie zamierza skręcić
na most, samochód pruł z zawrotną prędkością wprost na barierki, do
rzeki. Spojrzałam na niego, a on tylko rzucił z uśmiechem: Jeszcze nie
czas. Wtedy otworzyły się drzwi od strony pasażera i tata lekkim ruchem
wypchnął mnie z auta. Byłam jak piórko, uniósł mnie podmuch powietrza i opadłam łagodnie na trawę przy szosie. Obok mnie przejeżdżały samochody:
jak to, czemu nie stają, był wypadek! Podniosłam się i podbiegłam do
barierek mostu. Spojrzałam w dół na rzekę. Żadnego samochodu tam nie
było", opowiada swój sen Ewa.
W tym momencie się obudziła. Przepełniały ją uczucia: ulgi, jakby
zrzuciła z ramion ogromny ciężar, ale i spokoju, nadziei. Czuła się
radośnie, lekko, pokrzepiona na duchu. "Ani przez moment nie miałam
wątpliwości, że to nie była fantazja: mój ojciec naprawdę był ze mną w tym śnie. Jestem doktorem biologii, w pracy zawodowej opieram się na
twardych danych naukowych. Nie wierzę w gusła i magię. Ale natychmiast
po przebudzeniu powiedziałam mężowi: Słuchaj, widziałam się z tatą, z tą
operacją będzie wszystko dobrze! Dopiero reakcje bliskich sprowadziły
mnie na ziemię. Mąż tłumaczył mi delikatnie, że jestem w stresie, to
zupełnie zrozumiałe, że przyśnił mi się tata... Nie umiem tego wyjaśnić,
ale ten sen był jakościowo zupełnie inny niż wszystkie pozostałe. Bardzo
realistyczny. Niezwykle wyraźny. Towarzyszyły mu wrażenia zmysłowe:
czułam zapach fajki, bo tata palił fajkę i wszystkie jego ubrania były
przesiąknięte dymem. Nie czułam tego od lat, ten sen mi to przypomniał.
A przede wszystkim w tym śnie było tak jak kiedyś, gdy byłam
dziewczynką, przy tacie: to taka mieszanina zawstydzenia, chęci
pokazania się od najlepszej strony, miłości, podziwu i oczekiwania na
niespodziankę - tata był niesamowitym kawalarzem, często opowiadał
anegdoty, wkręcał mnie i moją siostrę, a potem razem się z tego
śmialiśmy. Zapomniałam, że tak się przy nim kiedyś czułam. Ponad
trzydzieści lat wcześniej, gdy jeszcze żył", mówi Ewa.
Lęk przed operacją minął jak ręką odjął. Ewa zgłosiła się do szpitala
bez żadnych wątpliwości: była pewna, że operacja się uda, a rekonwalescencja przebiegnie pomyślnie. I tak się stało.
Sny o zmarłych są bardzo częste. W Polsce nie przeprowadzano na ten
temat badań, ale kilka zrobiono w USA: w 1958 roku stwierdzono, że 53
procent kobiet i 40 procent mężczyzn śniło o osobie zmarłej. W najnowszym tego typu sondażu, którego wyniki opublikowano wiosną 2023
roku, pojawia się inna liczba: 46 procent Amerykanów doświadczyło tego
typu snów (tzw. visiting dreams - sny z nawiedzeniem), częściej są to
kobiety i osoby, które nie dystansują się do wiary, ale też nie są
religijne w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Jak się okazuje, ateiści i osoby religijne (modlące się często, uczestniczące w mszach) rzadziej
mają sny, w których pojawiają się zmarli. Kelly Bulkeley, psycholog
snów, badacz i autor, tłumaczy to w ciekawym artykule Who Is More
Likely to Dream of the Dead ("Kim są ludzie śniący o zmarłych") w "Psychology Today": "umiarkowani" mają bardziej otwarte umysły, nie
potępiają przeżyć mistycznych, stojących w sprzeczności ze stanowiskiem
naukowym, ale też nie stosują się sztywno do reguł, nakazów i zakazów
religijnych; katolicyzm na przykład nie zachęca wiernych do przeżywania
we śnie (ani na jawie!) spotkań ze zmarłymi - można się za nich jedynie
modlić, to komunikacja jednostronna.
Snami o zmarłych zajął się w rozdziale dziewiątym swojej monumentalnej
pracy Finding Meaning in Dreams ("Znajdowanie znaczenia w snach")
znakomity psycholog, profesor George William Domhoff. Powołuje się na
badania psycholożki Deirdre Barrett z Harvard Medical School. W 1992
roku Barrett przeanalizowała 149 dzienników snów prowadzonych przez 91
studentek i 58 studentów Uniwersytetu Karoliny Północnej. Pokusiła się o sporządzenie typologii snów o zmarłych. Wyodrębniła cztery ich rodzaje,
niektóre można było przyporządkować do więcej niż jednej kategorii,
jednak większość była typowa w ramach określonego gatunku.
1. Z powrotem wśród żywych. Te sny stanowiły 39 procent wszystkich
visiting dreams. Najczęściej pojawiały się niedługo po śmierci osoby
będącej ich bohaterem. Zdaniem Barrett stanowiły typowy objaw jednej z pierwszych faz żałoby - zaprzeczania. We śnie ani osoba śniąca, ani nikt
z jej otoczenia nie zdaje sobie sprawy, że jeden z bohaterów snu nie
żyje. Osoba zmarła też nie jest tego świadoma i zachowuje się tak jak za
życia, mimo że w samym śnie mogą występować symbole czy dekoracje typowe
dla pogrzebu, cmentarza, żegnania się z umierającym.
Karolina (33 lata) miała taki właśnie sen tydzień po pogrzebie babci, z którą była bardzo związana. "Stałam w kuchni mieszkania babci, przodem
do okna. Nie słyszałam żadnego dźwięku, ale nagle poczułam, że ktoś jest
ze mną w tym pomieszczeniu. Odwróciłam się i zobaczyłam babcię.
Uśmiechała się do mnie. Była w koronkowej granatowej sukience, którą
wybrałam dla niej do trumny. Miałam duży kłopot z wyborem ubrania.
Babcia zmarła nagle - udar. Była w świetnej kondycji, chodziła z koleżankami na spacery z kijkami, dwa razy w tygodniu grała w brydża.
Nosiła kolorowe stroje, zawsze była jak egzotyczny ptak. Miała w szafie
jedną ciemną suknię - właśnie tę, którą zawiozłam do zakładu
pogrzebowego. We śnie teatralnym gestem rozłożyła ręce, jakby chciała
powiedzieć: popatrz, jak ja wyglądam! I roześmiała się: Karolinko,
przecież wiesz, że nie lubię smutnych kolorów. Ech, nic. Pójdę w tej.
Kocham cię", wspomina Karolina.
Sny typu "z powrotem wśród żywych" bywają bardzo emocjonalne, przy czym
pojawiają się w nich zarówno pozytywne uczucia, jak i te trudne: złość,
smutek, a nawet strach. Ojciec opowiadał mi o śnie mojej babci, gdy
zdrzemnęła się po pogrzebie swojego męża, mojego dziadka. Dziadek był
więźniem obozów koncentracyjnych, chorował na gruźlicę. Zmarł tuż po
wojnie. Jak na tamte czasy był wysokim mężczyzną i rodzinie nie udało
się znaleźć trumny w odpowiednim rozmiarze. Pochowano go więc w zbyt
krótkiej, z głową lekko przekrzywioną. Po drzemce babcia wstała i weszła
do pokoju, w którym zgromadziła się cała rodzina. "Był u mnie Józek!
Pokazał, co mu zrobiliście, jak go pochowaliście!" - i przechyliła
głowę, żeby zademonstrować, jak wyglądał we śnie jej zmarły mąż.
Płakała. Była bardzo zmartwiona.
2. Mam dla ciebie radę. Te sny stanowiły 23 procent w badaniach
Barrett. Najczęściej dochodziło do nich miesiące, a nawet lata po
śmierci danej osoby. Zazwyczaj były przepojone ciepłymi emocjami -
najczęściej zmarła osoba była komuś szczególnie droga, łączyła go z nią
specjalna więź. Dla Ludmiły (47 lat) kimś takim była cioteczna babka,
która ją wychowywała, gdy jej mama robiła karierę inżyniera i budowała
mosty w Polsce i Europie. "Lusia - tak do niej mówiłam - przyśniła mi
się w moim pokoju. Było tak, jakbym się już obudziła. Sypialnia
wyglądała identycznie, żadnego realizmu magicznego. Śniłam, że otwieram
oczy, już świta. Mój partner śpi obok. W nogach naszego łóżka widzę
Lusię. Jest ubrana wyjściowo - ma garsonkę ze złotymi guzikami i lakierowaną torebkę, była bardzo elegancką kobietą, pochodziła ze wsi i nigdy w życiu nie wybrałaby się z wizytą niestosownie ubrana. W ogóle
się nie bałam. Nie miałam też poczucia, że dzieje się coś dziwnego,
nadprzyrodzonego. Nie ucieszyłam się jakoś wyjątkowo, jak powinnam się
ucieszyć, widząc najukochańszą w moim życiu osobę, która zmarła
kilkanaście lat wcześniej i za którą płakałam i tęskniłam długo, bardzo
długo. O, Lusia, powiedziałam, jakbym się jej spodziewała. Patrzyła na
mnie uważnie i z miłością przez chwilę. A potem powiedziała z troską:
Miłko, to w tej piersi to nie jest tak, jak ty myślisz. Musisz szukać
dalej. I się ocknęłam", wspomina Ludmiła.
Ten sen zmotywował ją do dalszych badań. Kilka miesięcy wcześniej w trakcie samobadania znalazła w piersi twardą kulkę. Lekarz, który robił
usg, powiedział jej, że to nic niepokojącego. Ludmiła się ucieszyła i postanowiła nie wracać do tematu przed kolejnym rutynowym badaniem za
rok. Po śnie z Lusią zrobiła prywatnie rezonans magnetyczny piersi,
który wykazał zmiany nowotworowe, potwierdzone potem w biopsji. Onkolog
pogratulował Ludmile czujności: rak należał do tych najbardziej
agresywnych, ale guzek miał zaledwie kilka milimetrów. Zdaniem lekarza
przezorność Ludmiły uratowała jej życie. "Nie, życie uratowała mi
Lusia", powiedziała Ludmiła, żegnając się z doktorem, ale nie chciała
rozwinąć tematu. Wie, że nie ma racjonalnego wytłumaczenia dla takiego
snu.
Moja babcia, która widocznie miała odpowiednią osobowość do przeżywania
visiting dreams, też miała interesujący i niewytłumaczalny racjonalnie
sen. Opowiadał mi o nim tata. Działo się to tuż po wojnie, babcia
zabrała dzieci - mojego ojca i jego siostrę - do Torunia w odwiedziny do
ciotki. Chcieli wrócić do Warszawy wieczorem. Okazało się, że nie
kursują już żadne pociągi; w latach powojennych ruch na kolei był w dużej mierze chaotyczny i zdezorganizowany. Tata martwił się, że czeka
ich noc na dworcu. Usiedli na ławce. Babcia zapadła w drzemkę. Obudziła
się, wstała i kazała dzieciom się zbierać. "Idziemy, widziałam matkę,
przyśle po nas samochód", wyjaśniła. Dzieci się nie odezwały, były
przestraszone. Ich babcia nie żyła! A samochody były wtedy rzadkością.
Mimo to podreptali za mamą. Wyszli przed dworzec i ruszyli wzdłuż
głównej ulicy. Babcia nie oglądała się za siebie, pewnym krokiem
zmierzała w stronę Warszawy. Nie uszli kilkuset metrów, gdy zahamowało
przy nich auto. "A dokąd pani tak idzie z tymi dzieciakami?", zagaił
kierowca, opuściwszy szybę. "Do Warszawy", odparła babcia. "Pani wsiada.
Jadę tam, to was podwiozę". I pojechali. W moim tacie to wspomnienie
zostało na całe życie - zapamiętał to zdarzenie miło, poczuł się otulony
troską i opieką swojej mamy i... nieżyjącej babki.
Jednak nie wszystkie sny z rodzaju "Mam dla ciebie radę" są pozytywne i ciepłe. Andy Drymalski, jungowski psycholog z Nevady specjalizujący się
w terapii traumy i żałoby, na swojej stronie internetowej opisuje sny
pacjentów. Jeden opowiedział mu siedemdziesięciodwuletni mężczyzna,
który owdowiał kilka lat wcześniej. "Starla przyszła do mnie ostatniej
nocy. Rany, była wściekła. Wrzeszczała, że jestem dupkiem, kazała mi
przestać pić i wałęsać się bez sensu, wziąć się do kupy. Powiedziała, że
jest jeszcze masę rzeczy, które muszę zrobić, zanim umrę", opowiadał
mężczyzna terapeucie.
3. Pożegnania. Te sny stanowią 29 procent wszystkich visiting
dreams. Osoba zmarła wyjaśnia w nich okoliczności swojej śmierci, żegna
się albo mówi, że wszystko u niej w porządku, uspokaja śpiącego, żeby
się nie martwił.
O takim doświadczeniu opowiada Tomasz (52 lata). "Mój brat zginął
tragicznie w wypadku samochodowym. Dręczyłem się, że mogłem temu
zapobiec. Tego dnia mieliśmy się spotkać i pojechać razem na grób mamy,
posprzątać przed świętami. Banalna rzecz - wypadła mi plomba.
Zadzwoniłem do Andrzeja i poprosiłem, żeby pojechał sam. Brat
powiedział, że przecież się nie pali, zaproponował, żebyśmy odwiedzili
grób mamy następnego dnia. Zgodziłem się. Andrzej postanowił wykorzystać
wolny czas i pojechać na basen. Jego auto wpadło w poślizg i zawinęło
się wokół latarni. Tygodniami się zastanawiałem, co by było, gdyby. Czy
mój brat by żył? Nie umiałem sobie z tym poradzić. Nie pomagały leki,
alkohol, nawet terapia nie przynosiła mi ulgi. Kilka miesięcy po
pogrzebie Andrzej mi się przyśnił. Byliśmy w Karwicy, nad Jeziorem
Nidzkim, jeździliśmy tam co roku na wakacje jako dzieciaki. Kochaliśmy
to miejsce. W moim śnie szliśmy od strony przystani na plażę. Miałem
świadomość, że Andrzej nie żyje i że to wszystko nie dzieje się
naprawdę. Zatrzymaliśmy się nad wodą. Milczałem. On powiedział: Nie mogę
patrzeć, jak się zamartwiasz, Tomku. Wszystko jest w porządku. To nie
była twoja wina. Tak musiało się stać. Jest mi tu bardzo dobrze, więc
nie przejmuj się mną. Powiedz Agacie i dzieciakom, że ich kocham. I ciebie też", opowiada Tomasz. Nieczęsto dzieli się wspomnieniem tego snu
- dokonał apostazji, deklaruje się jako niewierzący. A jednak ten sen
przyniósł mu wielką nadzieję i wytchnienie. Twierdzi, że od tamtej pory
nie ma już wątpliwości, że śmierć nie jest końcem. Najważniejsze jednak,
że w ciągu jednej nocy pozbył się poczucia winy, wróciła mu chęć życia.
Sny typu "Pożegnania" pojawiają się dość późno, często po dwóch
pierwszych rodzajach snów. Mogą wystąpić kilka tygodni lub całe lata po
śmierci danej osoby. Są jednoznacznie pozytywne, wiele wyjaśniają i zdejmują brzemię odpowiedzialności za śmierć lub nasze własne
zachowania. Jedna ze studentek, która prowadziła dziennik snów na
polecenie Deirdre Barrett, opisywała wyrzuty sumienia wynikające z faktu, że nigdy nie odwiedziła swojej babci w hospicjum, choć
przychodziła do niej regularnie do szpitala. Tłumaczyła, że sądziła, iż
hospicjum jest etapem przejściowym i że babcia wróci do domu, by tam
umrzeć. Tak się jednak nie stało. Pewnego dnia, jakiś czas po śmierci
babci, studentka miała sen: dzwonił telefon. Poszła odebrać - aparat
telefoniczny stał w holu na piętrze w jej domu. Była noc, ale gdy
podniosła słuchawkę, cały hol rozjarzył się nieziemskim światłem. "Hej,
Sally, tu babcia", usłyszała w słuchawce. Rozmawiały dziesięć minut,
autorka dziennika nie była w stanie sobie przypomnieć, na jaki temat.
Nagle poczuła, że jest już gotowa, by się pożegnać. "Okej, babuniu,
trzymaj się, kocham cię", powiedziała. "I ja cię kocham, pa!", odparła
babcia. Sally odłożyła słuchawkę i w tym momencie jasność przepełniająca
hol zgasła. Była noc, Sally wróciła do łóżka, w którym obudziła się
rano, spokojna i całkowicie pogodzona ze śmiercią babki.
4. Sny filozoficzne. Stanowią jedynie 18 procent w badaniach
Barrett, choć zdają się najbardziej niezwykłe. Rzadko są realistyczne. W ponad połowie pojawia się telefon, przez który kontaktuje się z nami
zmarła osoba. Najczęściej takie sny pojawiają się wiele lat po czyjejś
śmierci - może to być ktoś bliski, ale czasem jest to daleki znajomy lub
nawet osoba, której nie znaliśmy osobiście, ale która stanowiła dla nas
autorytet moralny. We śnie rozważamy naturę życia i śmierci lub zostaje
nam ona ukazana w niezwykły sposób, najczęściej pozytywny, choć czasem
też lekko niepokojący. Jedna ze studentek Deirdre Barrett opisywała sen,
w którym zadzwoniła do niej zmarła matka. Śniąca była świadoma
niezwykłości sytuacji i trochę przestraszona, ale postanowiła nie dać
nic po sobie poznać. Zapytała matkę lekkim tonem, jak się ma. "Jestem w ciąży", odparła radośnie matka. "Będziesz mieć dziewczynkę czy
chłopca?", zapytała studentka, choć sam temat rozmowy wydał jej się
dziwaczny. "Będę dziewczynką", oświadczyła matka. Kobiety pożegnały się,
życząc sobie wszystkiego dobrego. Po przebudzeniu studentka uznała, że
sen może dowodzić prawdziwości reinkarnacji, w którą zresztą sama
wierzyła.
Tym, co najbardziej zaskakiwało naukowców badających sny o zmarłych,
jest uderzająca powszechność pewnych cech, i to niezależnie od
narodowości, wieku czy wyznawanej religii śniących (bądź niewyznawania
żadnej religii). Przede wszystkim ich realizm. Często śni nam się własne
mieszkanie albo dom, w którym dorastaliśmy - wiemy, co to za miejsce,
ale w porównaniu ze zwyczajnym snem występuje wiele różnic. Zazwyczaj
rozpoznajemy przestrzeń ze snu jako własne mieszkanie tylko dlatego, że
wiemy, że to ono - tak bardzo jest dziwne, przepełnione niesamowitymi
sprzętami. Natomiast miejsca w visiting dreams są jak wycięte z fotografii. Wielu śniących zaskakują pewne drobne szczegóły, jak np.
figurki stojące na kredensie - po przebudzeniu przypominają sobie, że
faktycznie w mieszkaniu babci stały takie figurki, ale gdyby mieli
opisać je, zanim im się przyśniły, nigdy by nie przywołali tego obrazu z mroków niepamięci. Podobnie sam zmarły jest - nomen omen - jak żywy,
wraz z pewnymi cechami charakterystycznymi, o których śniący zdążył już
zapomnieć. Nierzadkie są też doznania zmysłowe: zapach (aromat fajki,
który pojawił się we śnie o ojcu czekającej na operację Ewy), ale też
dotyk. Wiele osób opisuje taki kontakt ze zmarłym, który się przyśnił:
to może być przytulenie lub pogłaskanie po policzku. Takie wspomnienie
ma mężczyzna, który po powrocie z pogrzebu żony zapadł w krótką drzemkę
w fotelu. We śnie stanęła przed nim zmarła - było tak, jakby wcale nie
śnił - pochyliła się i delikatnie otarła dłonią łzę, która stoczyła mu
się po policzku. Obudził się i odkrył, że naprawdę płakał, gdy spał -
ale ocknął się pocieszony, napełniony nadzieją. Bardzo często zresztą w snach powtarza się motyw: śni mi się, że się budzę i... Część osób uważa
zresztą, że naprawdę się obudziły. Że to nie był sen, tylko
autentyczne nawiedzenie przez ducha.
Nauka oczywiście nie ma na to odpowiedzi. Podobnie naukowcy nie są w stanie wyjaśnić fenomenu snów, w trakcie których osoba śniąca wchodzi w posiadanie wiedzy, która nie była dla niej dostępna. Skąd moja babcia
mogła wiedzieć, że dziadek został pochowany z przekrzywioną głową, skoro
ukryto przed nią ten fakt? Skąd Ludmiła mogła wiedzieć, że zmiana w piersi to nie łagodna torbiel, jak przekonywał ją specjalista od USG,
tylko rak? Takich opowieści jest naprawdę wiele.
Jedną z najbardziej niezwykłych przytacza profesor Barbara Engelking,
socjolożka, badaczka, kierowniczka Centrum Badań nad Zagładą Żydów
Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, w wywiadzie z Dorotą Wodecką dla
magazynu "Książki"1. Pani profesor mówi, że niejednokrotnie
słyszała od ocalonych z Holokaustu, że we śnie pokazali im się bliscy i przekazali ważne, nieraz niezbędne do przeżycia informacje. Na przykład
Róży Grodzickiej, która ukrywała się z córką i mężem na wsi niedaleko
Siemiatycz, przyśniła się zmarła pierwsza żona męża. "Szlomo się wiesza,
powiedz mu, że dzieci żyją i niedługo do was przyjdą", oświadczyła. Róża
się ocknęła i zdążyła jeszcze odciąć i uratować mężczyznę, po czym
zgodnie z obietnicą po kilku dniach dołączyły do nich jego dzieci z pierwszego związku. Ta historia zakrawa na cud - opisała ją Miriam
Kuperhand, córka Szloma. Przeprowadzająca wywiad dziennikarka zapytała
profesor Engelking, jak to wyjaśnić. "A po co to wyjaśniać? Różne
impulsy powodują naszym zachowaniem. Jednym z nich może być to, że ktoś
nam się przyśni i coś nam nakazuje. Dlaczego wszystko ma się przekładać
na racjonalność?", odpowiada badaczka.
Spróbujmy skupić się jednak na roli, jaką visiting dreams odgrywają w naszym życiu i funkcjonowaniu. Przyjrzeli się temu Joshua Black, Kathryn
Belicki i Hannah Hughes, a wyniki badania - w którym wzięło udział 216
osób niedawno owdowiałych - opublikowali w magazynie "Journal of Death
and Dying". Ich zdaniem takie sny służą przepracowaniu traumy,
podtrzymywaniu więzi ze zmarłą osobą i regulacji emocji. Nie ma tu słowa
o wieściach z zaświatów, dzięki którym można w porę odciąć wieszającego
się człowieka, ale badacze zajmowali się bardziej "normalnymi" snami, a śniący nie byli ścigani przez nazistów. W zasadzie trzy wyróżnione przez
naukowców funkcje się przenikają.
Pewnie im mniej czasu dzieli visiting dream od śmierci danej osoby,
tym bardziej prawdopodobne, że sen ma coś wspólnego z przeżywaniem
żałoby. Neurolożka Lisa M. Shulman w książce Mózg w żałobie pisze, jak
śmierć bliskiej osoby "przeprogramowuje" nasz mózg. W przypadku samej
autorki tą osobą był mąż, też lekarz, u którego wykryto agresywnego
raka. Cały rozdział poświęca ona snom i ich interpretacji. W ogóle nie
dziwi jej jako naukowczyni, że między innymi w ten właśnie sposób
objawia się żal - pod postacią snów z ukochaną osobą. Po pierwsze,
trudno wyrzucić ze świadomości człowieka, którego obecność była
nieodłącznym elementem naszej codzienności przez lata, nieraz połowę lub
większość życia. Po drugie, ludzki umysł ma tendencję do domykania. W psychologii opisano zjawisko nazywane efektem Zeigarnik (od nazwiska
radzieckiej badaczki Blumy Zeigarnik): lepiej pamiętamy zadania
niedokończone, jakby nieświadomość usiłowała wrzucić je w harmonogram
dnia i wysyłała nam powiadomienia "Dokończ, zamknij, zapomnij". Śmierć
bliskiej osoby - niekoniecznie nagła, po dziesięcioleciach wspólnego
życia, gdy ta osoba w istocie stała się częścią nas - stawia przed nami
takie właśnie niedokończone zadanie pod tytułem "Nasza relacja". Czujemy
przemożną potrzebę postawienia kropki, domknięcia - czasem uda się
pożegnać, niekiedy ceremonia pogrzebowa jest takim postawieniem kropki.
A czasem nie - i wtedy z pomocą może przyjść sen.
Mama mojej przyjaciółki zginęła w wypadku samochodowym. To była nagła,
niespodziewana śmierć, która pogrążyła całą rodzinę w głębokiej żałobie
i szoku. Przyjaciółka miała bardzo bliską więź z matką, a małżeństwo jej
rodziców było modelowe. Bardzo się kochali od czasów młodości i ich
miłość nigdy nie zbladła.
Ojca przyjaciółki po pogrzebie zaczął nawiedzać sen. We śnie, który śnił
mu się zawsze o podobnej porze, około godziny trzeciej, widział swoją
żonę stojącą w drzwiach holu. Krzyczał z radością: "Jesteś wreszcie!", a potem się budził i półprzytomny biegł po schodach na parter. Gdy wpadał
do ciemnego holu, w drzwiach nikt nie stał. Wtedy przypominał sobie, że
jego żona nie żyje.
Trwało to cały miesiąc. Siostra żony opowiedziała mu też swój sen:
widziała w nim ich dom rozjarzony ciepłym blaskiem świateł, dziwne było
jedynie to, że stał na stromej górze, w ciemnym ogrodzie. Przez ten
ogród przedzierała się zmarła, próbując wejść pod górę i dostać się na
ganek.
Ojciec przyjaciółki bardzo cierpiał. W gronie najbliższych zastanawiali
się, jak jemu - i sobie - pomóc. Zamówili mszę, na którą zaprosili
wszystkich członków dalszej rodziny i znajomych. Były śpiewy, modlitwy
za zmarłą, a potem jeszcze spotkanie, wspólne oglądanie zdjęć,
wspomnienia - nie było to smutne, raczej nostalgiczne, wspominali dobre
rzeczy, opowiadali, jak matka mojej przyjaciółki pozytywnie wpłynęła na
życie każdego z nich.
Jej ojcu nigdy nie przyśniła się już zmarła żona. "Wiem, że brzmi to jak
magia, nie pytaj mnie, czy w to wierzę. Nie mówię, że wierzę, nie mówię,
że nie wierzę. Nie jestem religijna, nie chodzę do kościoła,
uczestniczyłam w mszy, bo miałam nadzieję, że to pomoże tacie. I tak się
stało. Osobiście nie umiem w logiczny sposób wytłumaczyć snów ojca i ciotki. Natomiast mogę dodać, że tata był wyposażony w jakiś szósty
zmysł. Często miał intuicję, potrafił wiele rzeczy przewidzieć, chociaż
nigdy nie powoływał się na prorocze sny, on po prostu... wiedział. W pamięć zapadła mi historia z moją babcią, która była chora. Mieszkaliśmy
w jednym domu. Wszyscy, na czele z moją mamą, byliśmy pewni, że babcia
wyzdrowieje. Zresztą lekarze też nie dawali specjalnych powodów do
niepokoju. Babcia miała infekcję układu oddechowego. I tylko tata
twierdził, że czarno to widzi. Indagowany przez mamę wykrzyknął: Tu jest
śmierć, w tym domu pachnie śmiercią, nie czujecie tego? Nie czuliśmy.
Ale babci się pogorszyło i trafiła do szpitala. Po kilku dniach nagle
zmarła - sepsa, niewydolność wielonarządowa", mówi przyjaciółka.
Z punktu widzenia psychologa zmarła żona "wracała" we śnie, by śniący
mógł się z nią pożegnać, zamknąć relację i przejść jedno z pierwszych
stadiów żałoby - etap zaprzeczania (to dlatego we śnie ojciec
przyjaciółki nie był świadom, że owdowiał). Rytuał, jakim była msza,
stanowił właściwe, uroczyste, godne zakończenie związku. Przyniósł
członkom rodziny, a przede wszystkim mężowi, ulgę i pogodzenie się ze
stratą. Wielokrotnie potem płakali, ale zmarła już im się nie śniła.
Szczególne są sny osób, które przechodzą żałobę po śmierci tak trudnej
do zaakceptowania jak śmierć dziecka. Andy Drymalski opisuje przypadek
sześćdziesięciopięcioletniej pacjentki, której syn, David, zmarł kilka
miesięcy wcześniej. Ta śmierć zapoczątkowała trudny, depresyjny etap w życiu Margaret. Kobieta zmagała się z poczuciem bezsensu, kwestionowała
istnienie Boga, w którego wcześniej wierzyła. Bardzo tęskniła za synem.
Brakowało jej jego obecności i ich relacji, która wiele wnosiła w jej
egzystencję. "David przyszedł do mnie we śnie. Powiedział, że chce, bym
założyła ogród kwiatowy na tyłach domu. Że to mi pomoże i że dzięki temu
będę pamiętać, że życie odrasta i odradza się, zawsze", opowiedziała
terapeucie. Margaret zrobiła tak, jak poradził jej syn. Założyła ogród.
Pielęgnowanie go zajmowało jej czas, odrywało od smutnych myśli, ale
okazało się też źródłem niespodziewanej radości, gdy patrzyła, jak rosną
zasadzone przez nią roślinki, jak do jej ogródka, kiedyś smutnego i nieco zachwaszczonego, przylatują owady, ptaki. Jak rodzi się w nim i tętni życie. Te obserwacje przynosiły jej ukojenie. A największe dał jej
sen, który przyszedł do niej w tygodniu, gdy miała obchodzić rocznicę
śmierci Davida. W tym śnie nie było jej syna - były łany narcyzów i tulipanów kołysane delikatnie wiosenną bryzą w piękny, słoneczny dzień.
Ten sen jest ewidentnie formą podtrzymania więzi - syn radzi matce, by
założyła ogródek, a ona, pielęgnując go, troszcząc się o niego i kochając go, robi to, co wcześniej robiła dla syna. I w pewnym sensie ma
poczucie ciągłości: syna nie ma z nią na co dzień ani w snach, ale jest
w ogrodzie, w każdym kwiatku, motylku, na który Margaret patrzy. Ta
opowieść to przykład niezwykle pięknego, przepełnionego mocą radzenia
sobie ze stratą. Pozytywnego przeformułowania traumy, jaką jest
niewątpliwie śmierć dziecka. Zwrócenia się od śmierci ku życiu.
Pierwsze dwie z wyodrębnionych przez naukowców funkcji snów ze zmarłymi
dotyczą żalu po stracie, to procesowanie żałoby i podtrzymywanie więzi.
Są plasterkiem na głęboką ranę zadaną przez śmierć naszych ukochanych. I nie tylko ludzi - mnie udało się kiedyś przywołać we śnie ukochanego
konia. Powinnam napisać: przywołać jego wspomnienie, wyśnić jego obraz.
Wizja była jednak realistyczna, a jednocześnie przez cały czas miałam
świadomość, że doświadczam jej, dlatego że przez dwa tygodnie od śmierci
zwierzęcia błagałam o nią i modliłam się o ten sen. Zobaczyłam w nim
mojego konia leżącego na łące - poczułam fizycznie tę obecność, nie było
co do tego wątpliwości. Więź fizyczna między koniem i jeźdźcem - jeśli
są związani od lat - jest bardzo silna, bo jazda konna to współpraca
dwóch ciał, człowieka i konia. Bardzo mocne jest też przywiązanie: koń
wymaga wiele pracy, czasu, jego utrzymanie to spore nakłady finansowe, a więc i wyrzeczenia. Podbiegłam do niego pełna wdzięczności za spotkanie
i radości. Po raz pierwszy od jego śmierci nie czułam straszliwego,
dojmującego bólu, niemal fizycznego - wielka strata aktywizuje zresztą
te same struktury mózgu co ból fizyczny. Ulga była nie do opisania.
Jakbym przez szereg dni żyła z nożem wbitym w ciało i nagle ktoś go
usunął. Mogłabym wręcz użyć sformułowania "nieziemska", ale opieram się
tu na faktach, na doświadczeniach ludzi oraz badaniach i wiedzy
naukowej. Nie chcę stwarzać wrażenia, że wierzę, iż nawiedził mnie duch
konia. Czy to, czego doświadczyłam, było tylko efektem przepracowywania
straty przez mój mózg? Zapewne. A może te dwie perspektywy wcale się nie
wykluczają? Może duchy istnieją w naszych umysłach? Może nasze umysły je
tworzą, żebyśmy mogli wyjść z życiowego impasu, ruszyć naprzód, uleczyć
się? Nie ma odpowiedzi na te pytania.
To filozoficzne rozważania. W każdym razie sen przyniósł mi wielki
spokój, choć przytulając konia, zrozumiałam, że on nie chce już ze mną
być, wyśnił mi się, bo tak bardzo rozpaczałam. Czułam, że w pewnym
sensie go "wezwałam" do mojego snu. Zapytałam, czy chce już iść. Dał mi
do zrozumienia, że tak, chce odejść. Zgodziłam się na to z radością. Ten
sen był momentem przełomowym w moim przeżywaniu żałoby. Od tej pory było
lepiej. Tęskniłam i tęsknię za moim koniem (tak jak za innymi zmarłymi
bliskimi, ludźmi i zwierzętami). Nigdy jednak nie czułam już potrzeby
spotkania we śnie. I nigdy się ono nie powtórzyło.
Jest jeszcze trzecia opisana przez badaczy funkcja snów ze zmarłymi:
regulacja emocji. Może się ona wiązać z poprzednimi, ale nie musi.
Ciekawy przykład takiego snu podaje w artykule Dreams of Departed Loved
Ones ("Sny o bliskich, którzy odeszli") w "Psychology Today" Layne
Dalfen, analityczka snów, autorka bestsellerów poświęconych temu
tematowi. Sen opowiedziała jej klientka, Laura. Występowała w nim jej
zmarła kilka lat wcześniej siostra, z którą łączyła ją burzliwa relacja.
Nigdy nie udało im się dojść do porozumienia - aż było już za późno. We
śnie Laura jest w jakimś trochę zaniedbanym pomieszczeniu. Czyści stołek
z pajęczyn i pająków, ale się nie boi; lubi pająki - jawią jej się jako
istoty samowystarczalne, niezależne i cierpliwe, a to cechy, które
podziwia. Jej siostra siedzi na krześle i prowadzą lekką,
niezobowiązującą rozmowę, plotkują i śmieją się jak dwie bliskie sobie,
kochające się kobiety. To było bardzo miłe. Laura obudziła się i już po
przebudzeniu towarzyszyło jej silne poczucie obecności siostry. Wydawało
się to bardzo realne. Dalfen zapytała Laurę, czy ogólnie ma poczucie, że
kontroluje swoje życie. Kobieta zaprzeczyła. A czy w jej życiu pojawiły
się ostatnio jakieś nowe okoliczności? Po namyśle Laura powiedziała, że
planuje odremontować salon, kupiła nawet meble i farbę. Niedawno
zaprzyjaźniła się też z pewną kobietą, naukowczynią, prowadziły dużo
intelektualnych rozmów. Pod ich wpływem Laura zaczęła rozważać zmianę
pracy, a nowa znajoma przysyłała jej ogłoszenia z ofertami. Dalfen
poradziła klientce, by myśląc o tym śnie, miała na uwadze, że rozmaite
symbole czy dekoracje zazwyczaj nie pojawiają się w takich snach
przypadkowo. Poprosiła też o opisanie cech charakteru siostry. Laura
odparła, że była niezwykle silną osobą, zdolną podnosić się po
porażkach, ale też egoistyczną, bardzo niezależną i niezbyt uprzejmą. Po
chwili milczenia dodała: "Prawdę mówiąc, te pytania pozwalają mi
dostrzec prawdziwą naturę tego snu; chodzi mi o sprawy, tematy, które od
dawna mnie poruszają, choć nie chcę się nimi świadomie zająć. Może ten
pokój, który mi się przyśnił, uczucie lekkości, które mi towarzyszyło,
były zachętą, bym zaadaptowała na własne potrzeby kilka cech osobowości
i zachowań mojej siostry. Muszę utrzymać pająki przy życiu. Nauczą mnie,
jak być pracowitą, skuteczną i niezależną".
We śnie pająki symbolizowały cechy siostry, które przydałyby się Laurze
w życiu. Takie objaśnianie snów ze zmarłymi bliskie jest analizie
jungowskiej. Zdaniem Andy'ego Drymalskiego zmarli w naszych snach często
symbolizują ten aspekt nas samych, który nam ich przypomina. Lub...
którego nam brakuje.
"Jak w filmie Dzień świstaka z Billem Murrayem, czasami musimy przejść
przez wiele śmierci, żeby nauczyć się, jak żyć", pisze Drymalski.
Najczęściej właśnie tego uczą nas zmarli w naszych snach.
Dobrego życia.
DUCHY ZWIERZĄT
Kiedy myślimy "duch", prawie od razu przychodzi nam do głowy biała
postać spowita w prześcieradło. Okazuje się jednak, że wiele osób
spotyka zjawy... swoich zwierząt.
Profesorka Jen Golbeck, blogerka "Psychology Today", w 2024 roku
postanowiła sprawdzić, jak częste jest to zjawisko. Na platformie X
zwróciła się do ludzi, którzy stracili ukochanego psa: prosiła o opisanie pośmiertnych, ponadnaturalnych kontaktów z pupilem.
Odpowiedziało ponad 500 osób. Golbeck usystematyzowała ich historie i podzieliła na dwie grupy:
- Bliskie spotkania. Aż 315 osób opisało spotkanie ze zmarłym psem jako
doświadczenie bardzo fizyczne i zmysłowe. Najczęściej - 37 procent
przypadków - ludzie słyszeli szczekanie swojego psa, głównie w domu,
stukot pazurów na podłodze lub dzwonienie obroży. Do spotkań przeważnie
dochodziło w nocy. 45 osób opisało sytuację, w której widziały - lub
czuły - swojego psa leżącego tuż obok na łóżku. Jedna z kobiet
twierdziła, że we śnie leżący obok niej nieżyjący już pies polizał ją po
brodzie. "Gdy się obudziłam, moja broda była mokra", wyznała.
- Szukanie kontaktu. Ponad 200 osób doświadczyło obecności ukochanego
czworonoga w inny sposób. Często były to sny z jego udziałem. Albo
interpretowanie różnych zdarzeń po śmierci psa jako prób nawiązania
przez niego kontaktu. Tak tłumaczono np. włączający się bez powodu alarm
przeciwpożarowy, pojawienie się na niebie tęczy w dniu śmierci, motyla,
który wleciał do mieszkania człowieka przeżywającego żałobę po śmierci
czworonożnego przyjaciela. Jedna z internautek krótko po śmierci
ukochanej suki Molly adoptowała ze schroniska szczeniaka, Bingo. Nie
umiała jednak nawiązać więzi z nowym pupilem, wciąż tęskniła za Molly,
miała wyrzuty sumienia. Pewnej nocy Molly jej się przyśniła: usiadła na
kołdrze, jak miała to w zwyczaju, popatrzyła kobiecie głęboko w oczy i dała jej do zrozumienia, że to dla niej okej, by jej dawna pani
pokochała Binga. I tak też się stało.
Według Jen Golbeck zdecydowana większość spotkań z psimi zjawami miała
korzystny wpływ na ludzi. Czuli się pocieszeni, zyskiwali pewność, że
ich pupilowi jest dobrze, łatwiej im było uporać się z tęsknotą i żałobą. Pilley Blanchi, której ojciec był właścicielem słynnego Chasera
- psa znanego m.in. z tego, że rozumiał ponad tysiąc słów - po jego
śmierci miała wizję. Zobaczyła na szybie niezwykłą białą ćmę. Poczuła
się pokrzepiona: zinterpretowała to w ten sposób, że Chaser daje znać o udanej podróży - przeszedł między światami i jest szczęśliwy.
Duchy psów w opowieściach widujących je ludzi robią to samo co zjawy
naszych bliskich: pomagają nam pogodzić się z faktem, że w tym świecie
nie będzie nam już dane być razem.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
"Książki. Magazyn do Czytania", nr 6, 2022. [wróć]