p
ROZDZIAŁ PIERWSZYWitamy w Czeluściach Piekła
Lake zamknęła oczy, słysząc dźwięk metalu, a dokładniej tłumika samochodu, ciągniętego po chodniku. Jej ojciec miał starego cadillaca, który z pewnością powstał przynajmniej w latach osiemdziesiątych i któremu przydałaby się gruntowna naprawa. Kompletny śmieć.
Jakimś cudem ojcu zawsze udawało się naprawiać go na tyle, żeby w dalszym ciągu jeździł. Jej tata używał do tego części z najróżniejszych samochodów, a niektóre nawet sam robił. Lake mówiła na to auto Frankenlac.
Ojciec mógłby kupić jakiś samochód wyprodukowany między 1981 a 2014 rokiem, ale nie. Wolał przeznaczać pieniądze na inne rzeczy. No, na przykład na stawianie na jakiegoś konia albo rzucanie żetonów na środek stołu do pokera.
Chociaż ojciec Lake był hazardzistą poziomu dwunastego w skali Richtera, to za nic w świecie by go nie zmieniła, ponieważ Lake zbyt dobrze znała drugą stronę medalu.
Pokręciła głową, nie chcąc myśleć o czekającym ją weekendzie. Większość nastolatków cieszyłaby się, że to już piątek, ale nie ona. Nie, dla niej weekendy były kompletną torturą. Dosłownie.
Jej ojciec w końcu dojechał na miejsce i zaparkował samochód.
- Dobra, dzieciaku. Miłego dnia. Do zobaczenia w poniedziałek.
Lake odwróciła wzrok od ludzi stojących nieopodal i wpatrujących się w samochód, i spojrzała na uśmiechającego się do niej ojca.
- Tobie też, tato. Do zobaczenia w poniedziałek. - Kończąc zdanie, posłała mu wymuszony uśmiech.
Lake otworzyła drzwi i wyszła z samochodu, chwytając swoją torbę.
- Kocham cię, dzieciaku.
Tym razem Lake nie musiała zmuszać się do uśmiechu.
- Ja ciebie też, tato.
Po zamknięciu drzwi przyszedł czas na kolejną dawkę dźwięku metalu, ocierającego się o chodnik. Popatrzyła przez chwilę za oddalającym się samochodem ojca, po czym w końcu odwróciła się i stanęła twarzą w twarz ze znaczącymi spojrzeniami nastolatków. Naprawdę nie było tak źle, jak mogłaby się spodziewać; zawsze mieli ciekawsze rzeczy do obgadania. Nie wspominając już o ich mocno ograniczonej zdolności do koncentracji.
Otóż Lake nie była popularna ani niepopularna; była po prostu... cóż, Lake.
Bum!
Po chwili kompletnej ciszy powietrze wypełniło się głośnym śmiechem i czarnym dymem wydobywającym się spod maski samochodu jej ojca. Lake spuściła wzrok i naciągnęła kaptur na głowę, próbując ukryć twarz.
Świetnie. Nie mogło być gorzej, co? Ruszyła przez parking, klucząc między ludźmi i samochodami.
Lake usłyszała zbliżającą się do niej głośną muzykę. Odwróciła głowę i zobaczyła dużego białego jeepa jadącego w jej stronę. Musiała odskoczyć, żeby uniknąć zderzenia z pojazdem, który zatrzymał się z piskiem opon.
Lake stała, zszokowana tym, jak blisko było wypadku, czując jak serce łomocze jej w piersi. Jeszcze zanim z jeepa wysiadły cztery dziewczyny, Lake dobrze wiedziała, kto go prowadził.
Ashley. Ciężko było jej wypowiedzieć to imię nawet w myślach.
- O bosz. Kompletnie cię nie widziałam - powiedziała sarkastycznie Ashley, chichocząc.
Lake postanowiła skorzystać z tej wspaniałej okazji i jej odpyskować. Coś takiego nie zdarzało się zbyt często.
- O bosz. Naprawdę? Może powinnaś sprawić sobie okulary. Szybko, ile palców widzisz? - Lake pokazała Ashley środkowy palec i usłyszała przytłumione śmiechy.
Ashley skrzywiła się, po czym powiedziała najgłośniej, jak mogła:
- Przykro mi, ale nie znam języka ludzkich śmieci.
Właśnie tak spora część świata postrzegała Lake - jako śmiecia. A dokładniej ludzkiego śmiecia.
Lake po prostu stała, patrząc na piskliwie śmiejące się dziewczyny. I właśnie wtedy zdała sobie sprawę z tego, że jednak mogło być gorzej.
Postępując wbrew zdrowemu rozsądkowi, postanowiła iść dalej. Miała nadzieję, że później nie pożałuje swojego wybuchu, choć w tamtej chwili była z siebie dumna i postanowiła się tym cieszyć. Przynajmniej póki co.
Kiedy Lake zbliżyła się do drzwi wejściowych szkoły, spojrzała na żółty napis wyróżniający się na tle ceglanej ściany: "Witamy" wiszące tuż nad słowami "Liceum Eastern Hills". Według niej powinni tam umieścić raczej coś w stylu: "Witamy w Czeluściach Piekła".
W końcu była w ostatniej klasie - dzięki Bogu - i właśnie zaczynał się pierwszy tydzień po przerwie świątecznej.
W szkole przywitało ją ciepło. W Kansas City, Missouri, było zimno, a ciepło produkowane przez budynek przyjemnie odmrażało jej nos i policzki.
Gdy dotarła na pierwszą lekcję tego dnia, chemię, od razu usiadła na swoim miejscu i jak tylko jej tyłek dotknął krzesła, rozbrzmiał dzwonek zapowiadający początek lekcji.
Lake spojrzała na puste krzesło stojące obok niej, kręcąc z uśmiechem głową. Dzień w dzień.
Przez kolejne pięć minut wpatrywała się w zegar, nie słuchając nauczyciela, aż w końcu usłyszała, jak ktoś otwiera drzwi i zobaczyła w nich brunetkę, która próbowała cicho zająć miejsce, licząc na to, że jej nie zauważono.
Siadając obok Lake, dziewczyna wyszeptała:
- Myślisz, że zauważył?
- Codziennie przychodzisz spóźniona, Adalyn - oznajmił nauczyciel, przerywając swój wywód w połowie zdania, żeby skomentować spóźnienie uczennicy.
- Nom - odpowiedziała Lake, mamrocząc cicho pod nosem. Adalyn zrobiła długi wydech i zaczęła opowiadać swoją historię.
- Przepraszam, proszę pana. Widzi pan, miałam okropny tydzień, ponieważ Bóg postanowił ukarać wszystkie kobiety za to, że Ewa zjadła jabłko. A teraz, kiedy odwiedziła mnie ciotka...
- Okej, rozumiem. - Pan Wade uniósł dłonie, poddając się.
Lake z całych sił starała się nie roześmiać. I właśnie dlatego jest moją przyjaciółką.
Ona i Adalyn przyjaźniły się od pieluch. Ich ojców łączyła profesja, więc matka Adalyn często pilnowała małej Lake, kiedy jej rodzice chcieli gdzieś wyjść. No, zanim się rozeszli.
Na początku, gdy lata wcześniej rodzice Lake się rozstali, spędzała po tydzień u każdego z nich. Lecz wtedy jej matka znalazła sobie faceta, którego poślubiła zaledwie po kilku miesiącach. Po tym wszystkim Lake w ciągu tygodnia mieszkała u ojca, a w weekendy u matki.
Lake potarła skronie, starając się nie myśleć o nadchodzącym weekendzie. Nie myśl o tym, bo sobie zniszczysz dzień.
Dopóki nie zadzwonił ostatni dzwonek tego dnia, była wolna. Później mogła zacząć się dołować.
Drryń.
- Wow, kiedy oni w końcu naprawią ten żałosny dzwonek? - zapytała Adalyn, wstając i rozprostowując kości.
Lake nie mogła uwierzyć w to, że lekcja już dobiegła końca.
- Adalyn, wiesz, że chodzimy do szkoły publicznej, prawda? Adalyn oparła rękę na biodrze.
- I co z tego? Moi rodzice płacą podatki.
- Chwila, a pieniądze podatników idą do szkół? - zwątpiła Lake.
- A skąd mam to wiedzieć? Pewnie utrzymują się z pieniędzy od rządu.
Lake rozejrzała się po brudnej sali.
- No, masz rację. - W końcu wstała i razem z przyjaciółką wyszła z sali na równie brudny korytarz.
Kiedy zatrzymały się przy swoich szafkach, Lake wprowadziła kod i otworzyła drzwiczki, po czym zaczęła opróżniać torbę, którą następnie wypełniła innymi rzeczami.
- Och, spójrz! W naszą stronę zmierza diablica i muszę powiedzieć, że wygląda na bardziej niezadowoloną niż zwykle. - Adalyn zatrzasnęła szafkę i oparła się o nią, przybierając swój najbardziej sukowaty wyraz twarzy.
Lake zrobiła to samo, starając się wyglądać równie "sukowato" co jej przyjaciółka. Prawdopodobnie w ogóle mi to nie wychodzi.
- Pewnie dlatego, że rano pokazałam jej środkowy palec, kiedy próbowała mnie przejechać.
Adalyn wybuchnęła śmiechem.
- Z czego się, kurwa, śmiejesz, suko? - powiedziała Ashley, przerzucając włosy przez ramię.
Adalyn z trudem wydobywała z siebie słowa, zanosząc się śmiechem.
- Po prostu próbowałam sobie wyobrazić twoją brzydką twarz, kiedy Lake pokazała ci środkowy palec. - Kiedy Ashley skrzywiła się, Adalyn dodała - O, chwila, jest!
Nie śmiej się, nie śmiej się. Lake się zaśmiała.
- Sama się o to, kurwa, prosisz, co, siostrzyczko? Nie chciałam psuć ci zabawy, ale powinnaś wiedzieć, że mamusia wychodzi dzisiaj na miasto.
Lake przytrafiło się coś najokropniejszego na świecie - jej mama poślubiła ojca tej diablicy, więc Ashley była jej przybraną siostrą.
Jej matki miało nie być cały wieczór, co oznaczało... Kurde, nie, nie, nie, nie, nie.
Patrząc na sadystyczną twarz Ashley, Lake poczuła, że musi coś szybko wymyślić.
- Przykro mi, ale ja i Adalyn coś już sobie zaplanowałyśmy. Ashley próbowała nie zakrztusić się od śmiechu.
- Ta, jakbyście w ogóle gdziekolwiek wychodziły, suki.
Lake miała już dość wszystkiego, co wydarzyło się tego dnia. Chciała postawić się Ashley.
- No to mam nadzieję, że będziesz się dzisiaj świetnie bawiła w domu, kiedy ja i Adalyn pójdziemy do Poison.
Gdy Ashley i jej przyjaciółkom opadły szczęki, Lake uśmiechnęła się szeroko. Raz w życiu udało jej się kompletnie uciszyć Ashley.
A teraz czas zwiewać!
Lake nie była głupia; wiedziała, kiedy należało spadać. Szczególnie, kiedy ma się do czynienia ze złem. Złapała Adalyn za rękę i przepchnęła się z nią tuż obok zszokowanej Ashley.
- Eee... Lake, kiedy postanowiłyśmy tam pójść? - Twarz Adalyn wyrażała kompletne zdumienie.
Lake od razu pożałowała swoich słów.
- Nie mogłam nic na to poradzić. Po prostu wyrzygałam te słowa! - W końcu doszło do niej to, co się wydarzyło i zaczęło jej odbijać. - Musimy tam pójść. Wiesz, że ona cały czas siedzi na Facebooku i będzie śledziła nasze tablice!
Każda dziewczyna z ich szkoły chciała pójść do Poison, czyli horrendalnie drogiego klubu dla nastolatków, tylko po to, żeby wstawić post na Facebooka. Jednakże większości dziewczyn nie pozwalano chodzić do tego pełnego napalonych ludzi miejsca, a nawet jeśli mogły, to nie potrafiły znaleźć sobie kogoś, z kim mogłyby pójść. Chłopcy ze szkoły publicznej albo byli na to zbyt spłukani, albo nie chcieli marnować pieniędzy na dziewczyny, jeśli nie mieli pewności, że na koniec randki będą coś z tego mieli.
- Słuchaj, wiesz, że z chęcią bym je zgasiła i poszła do Poison, ale skąd, do cholery, weźmiemy pieniądze na to, żeby się tam dostać? Wiesz, że rodzice kupili mi nowy telefon i ubrania tuż przed rozpoczęciem semestru, więc nie dadzą mi szybciej kieszonkowego. - Zaczynało jej odbijać - tak samo jak Lake.
Jest jeden sposób na to, żeby się tam dostać...
Lake przystanęła i złapała swoją przyjaciółkę za ramiona.
- Adalyn, jak bardzo mnie kochasz?
ROZDZIAŁ DRUGICoś ci się, kurwa, pomyliło
Chwilę zajęło, zanim Lake przywykła do neonowego oświetlenia klubu. Gdy tylko tak się stało, zrozumiała, dlaczego zdawało jej się, że w powietrzu czuła seks. Na parkiecie roiło się od ocierających się o siebie napalonych nastolatków.
Nawet nie zauważyła strefy, gdzie można było coś zjeść. Ona i Adalyn skupiły wzrok na jednej rzeczy. Pomyślała, że z pewnością nie można nazwać tego tańcem.
Lake poczuła, jak chłopak, z którym tu przyszła, łapie ją za rękę.
- Zatańczmy.
- Za chwilę, muszę skorzystać z łazienki. Sorry, wrócimy za chwilę, Michael. - Lake szarpnęła Adalyn za rękę i odeszła z nią szybkim krokiem.
Lake wiedziała dokładnie, co zrobić, by dostać się do Poison. Dwóch chłopaków ze szkoły błagało je przez cały rok, żeby poszły z nimi na randkę, więc tego dnia w końcu się zgodziły... Oczywiście pod jednym warunkiem.
Michaela i Tima nie obchodziło, ile będą musieli wydać, ponieważ mieli być pierwszymi chłopakami, z którymi Lake i Adalyn zgodziły się pójść na randkę. Dzięki temu mogli zyskać pełne prawo do przechwałek, a facetom tylko na tym zależy.
Więc pozostawało już tylko pytanie: dlaczego jeszcze nigdy nie były z nikim na randce? Cóż, to było skomplikowane.
Wreszcie znalazły się w łazience i mogły porozmawiać, słysząc dochodzące zza ściany dudnienie muzyki.
- Widziałaś twarz Michaela, kiedy powiedziałaś, że musisz iść do łazienki? - zachichotała Adalyn.
Lake zrobiła to samo.
- No, nie wyglądał na zbyt zadowolonego.
- Miejmy nadzieję, że nasz plan wypali i nas nie znajdą.
W szkole musiały opracować jakiś plan i postanowiły wykorzystać stary scenariusz: "pójdźmy do łazienki, odczekajmy dziesięć minut, a następnie udajmy, że się zgubiłyśmy". I módlmy się, że znajdą inne dziewczyny, z którymi postanowią zatańczyć.
Lake podeszła do lustra, żeby zobaczyć swoją transformację. Z pewnością nie zmieniła się za bardzo; miała na sobie tylko trochę więcej makijażu i sukienkę. Kupiły stroje w ulubionym sklepie Adalyn, korzystając z karty podarunkowej, którą ta dostała na Boże Narodzenie. Lake zapewniała ją, że ma co na siebie włożyć, ale kiedy jej przyjaciółka zobaczyła tę czarną sukienkę na wieszaku, namówiła Lake do przymierzenia jej. No i ostatecznie Adalyn kazała jej ją kupić.
Sukienka była niesamowicie krótka i ledwo zasłaniała tyłek, a góra była luźniejsza i odsłaniała nieco mniej. Lake była wyższa od innych dziewczyn i miała dłuższe nogi, a co zyskała na wzroście, to straciła na krągłościach. Chociaż Lake nie jadała mało, to nie wiedziała, gdzie to jedzenie szło, ponieważ niezmiennie pozostawała szczupła. Wierzyła, że seksowniejsza nie będzie, a "seksowna" i tak nie było słowem, którego użyłaby w stosunku do siebie.
Lake myślała o sobie jako o kimś przeciętnym, niewyróżniającym się. Miała proste jak drut, jasnobrązowe włosy i piwne oczy. Chociaż się malowała, to i tak wyglądała jak dziecko. Nawet grzywka na bok jej nie postarzyła.
Kończąc z krytykowaniem siebie, spojrzała na odbicie idealnej twarzy Adalyn w lustrze.
- Myślisz, że minęło już dziesięć minut?
Adalyn złapała Lake za rękę, gotowa opuścić azyl.
- Minęło już wystarczająco dużo czasu. Jestem gotowa zatańczyć!
Kiedy wyszły z łazienki, muzyka rozbrzmiała o wiele głośniej. Zmierzając szybkim krokiem w stronę parkietu, pochylały się nieco. Po chwili zaczęły przeciskać się między spoconymi parami, aż w końcu dotarły na środek. Przekonane, że nie zostaną zbyt szybko odnalezione, wyjęły telefony i zrobiły sobie kilka zdjęć.
- Chyba wystarczy! - krzyknęła Lake, gdy udało jej się zrobić sobie dobre zdjęcie. W tle znajdowała się para, która wysysała sobie twarze.
Podnosząc telefon, Lake postanowiła choć raz w życiu się zabawić. Cholera, skoro już tu jestem, to równie dobrze mogę to wykorzystać.
Zaczęła tańczyć z Adalyn. Nie mogłaby być szczęśliwsza. Razem organizowały wiele imprez z tańcami, kiedy Lake nocowała u Adalyn, a teraz w końcu znalazły się na prawdziwej.
Do kogo na tej boskiej ziemi należy ten słodki tyłek?
Vincent kompletnie zamarł, wpatrując się w perfekcję znajdującą się przed nim. Patrzył na dziewczynę z najdłuższymi i najbardziej seksownymi nogami, tańczącą w czarnej sukience, która powinna być nielegalna. Szczególnie, jeśli ma się taki cudowny tyłeczek.
- Kto to? Muszę ją, kurwa, poznać. - Vincent planował szczerze podziękować swoim przyjaciołom, Nerowi i Amo, że to wszystko ustawili. Może i przyszedł do Poison z inną dziewczyną i planował wziąć dla siebie także dziewczynę Nera, lecz teraz nie miało to już znaczenia. Dziewczyna trzęsąca tyłkiem w rytm muzyki z pewnością miała być o wiele lepszą opcją od trójkąta, jaki mógł zaliczyć.
Zaliczałem już trójkąty, ale ona... Właśnie jej pragnę.
Z pewnością miał konkurencję, sądząc po tłumie facetów otaczających ją i jej przyjaciółkę, jednak te ich odpychały. Chciałbym zobaczyć, jak odpycha mnie.
Vincent był w pełni gotowy, myśląc o całej tej zabawie i wspaniałym ostrym seksie, który go...
- Chwila, chyba je znam. - Neonowe światło rozbłysło, oświetlając twarze dziewczyn na kilka sekund. Wtedy nabrał pewności, że skądś znał dziewczynę w fioletowej sukience - przyjaciółkę tej seksownej.
Vincent w dalszym ciągu je obserwował, czekając, aż zwrócą się twarzami do niego i znowu rozbłyśnie światło. A gdy w końcu się to stało, zapragnął cofnąć czas.
- O kurwa, to moja siostra! - Zabiję Adalyn i spalę tę pierdoloną fioletową sukienkę.
- No, ale kim jest ta, którą muszę mieć w swoim łóżku? - Amo był równie oczarowany.
Z jakiegoś powodu Vincentowi nie spodobały się słowa Amo. Jego słowa zabrzmiały jak ponure mruknięcie, kiedy obserwował, jak seksowna dziewczyna odrzuca swoje długie, jedwabiste włosy:
- Lake, najlepsza przyjaciółka mojej siostry. Amo nie odrywał wzroku od jej tyłka.
- Cholera, ukrywałeś ją przed nami?
- Nie, stary. Znam ją od przedszkola, więc nawet, kurwa, o tym nie myśl. - Tym razem Vincent specjalnie zadbał o to, żeby ostatnia część tego zdania zabrzmiała jak warknięcie.
Starał się nie słuchać śmiechu Nera, którego najwyraźniej bawiła walka, jaką toczyły dwie głowy Vincenta. Nie myślę o niej w ten sposób. Nie myślę o niej w ten sposób...
- Kurde, stary, pomyśl tylko o tych wszystkich latach, które przez to przegapiłeś - zażartował Amo, w dalszym ciągu nie odrywając oczu od tyłka przyjaciółki jego siostry, przez co Vincent miał ochotę wyrwać mu je z głowy.
Zamorduję je.
- Już nie żyją. - Chociaż Vincent starał się utrzymać swoje ciało pod kontrolą, to przez śmiech Nero było mu trudno. Wtedy zjawiło się jakichś dwóch typów, którzy zaczęli obmacywać dziewczyny, a wtedy Vincent postanowił mieć w dupie opanowanie.
- Nie, to oni już nie żyją!
Wraz z upływem godzin, Lake i Adalyn złapały rytm i teraz już nic nie mogło ich powstrzymać. Dużo facetów próbowało się do nich przyłączyć, ale wszystkich od siebie odpychały. Tańczyły tylko ze sobą, co jeszcze bardziej przyciągało mężczyzn.
W pewnym momencie Lake zauważyła, że chłopcy, z którymi tutaj przyszły, w końcu je odnaleźli i dołączyli do grupki otaczających je mężczyzn. Postanowiła potraktować ich tak samo jak wszystkich innych próbujących ją obmacywać facetów i odpychała ich od siebie. Na szczęście nie oponowali za bardzo, poprzestając na oglądaniu tańczących przyjaciółek.
Właśnie wtedy Lake i Adalyn zostały pochwycone przez dwóch facetów, którym znudziło się to odtrącanie.
Puść mnie! Lake próbowała odepchnąć od siebie faceta i w tej samej chwili usłyszała, jak jej przyjaciółka woła:
- Vincent!
- Hę? - Zdezorientowana, z całej siły popchnęła przytrzymującego ją faceta. Gdy się odwróciła, zobaczyła Vincenta idącego w ich stronę.
O kurde. To nie mogło wróżyć nic dobrego. Lake i Adalyn pomknęły do niego.
Otóż Vincent był bratem Adalyn. Cóż, tak właściwie, jej przyszywanym bratem. Byli niemowlętami, kiedy jego matka poślubiła ojca Adalyn. Więc Vincent i Adalyn nawet nie wiedzieli, że nie byli spokrewnieni, dopóki nie podrośli. Ponieważ byli w tym samym wieku, równie dobrze mogli być bliźniakami.
Nic się nie stało. Nie wie, że przyszłyśmy tu z chłopakami. Jednakże jego wkurzona twarz mówiła coś zupełnie innego.
- Co wy tu, kurwa, robicie? - warknął Vincent. Michael i Tim przyciągnęli je do siebie.
- Są z nami.
No, teraz wie.
Vincent wskazał chłopaków, których Lake i Adalyn próbowały od siebie odpędzić.
- Okej, w takim razie, kim wy, kurwa jesteście?
Nagle Lake i Adalyn znowu zostały gwałtownie odciągnięte przez tych samych dwóch obcych facetów, którzy nie lubili być odrzucani. Kiedy oni z tym skończą?!
Ten, który trzymał siostrę Vincenta, miał czelność się odezwać:
- My będziemy je dzisiaj pieprzyć. Więc znajdźcie sobie jakieś inne.
Lake poczuła, jak ktoś chwyta ją mocno za pośladek.
- Hej, puść mnie! - powiedziała, wymierzając mu cios na oślep.
Z kolei Adalyn pozostawała bardzo spokojna.
- Nie powinieneś był tego mówić.
Wzrok Lake powędrował na Vincenta - zaczął podwijać rękawy swojej czarnej koszuli. Z jakiegoś powodu w tej chwili ujrzała go w zupełnie innym świetle. Jednak nie rozumiała, dlaczego.
Vincent miał wszystko i zawsze wyglądał nieskazitelnie. Przystojna twarz, idealne blond włosy i bajeczne jasnoniebieskie oczy. Był bogiem. I, co najgorsze, świetnie o tym wiedział.
Podwinął rękaw do końca.
- Coś ci się, kurwa, pomyliło. Trzymasz moją siostrę i, niestety, jest to ostatnia dziewczyna, którą będziesz w stanie trzymać.
Lake zamrugała kilka razy. O ja pierdo...
- Ta suka nie jest twoją siostrą. - Facet trzymający Lake zaczął się śmiać. Spoglądając na nią, dodał - Wygląda na to, że jesteś moja.
W oczach Vincenta coś się zmieniło. Zacisnął szczękę.
- Biorę na siebie tych kutasów, a wy zajmijcie się tymi gnojkami, którzy je tu przyprowadzili.
Lake w końcu zauważyła dwóch chłopaków stojących obok Vincenta. Gdy zaczęli z uśmiechem podwijać rękawy, tak jak zrobił to przed chwilą Vincent, doszła do wniosku, że jeden z nich był straszny i przepiękny, podczas gdy drugi był duży i przerażający. Dziewczyny znowu zaczęły być szarpane na różne strony, ponieważ chłopcy, z którymi przyszły próbowali je odzyskać. To naprawdę zaczyna mnie już wkurzać!
- Stary, już myślałem, że nigdy nie poprosisz - powiedział przepiękny, łapiąc Vincenta za ramię.
- Później podziękujecie mi za to, że was tu przyprowadziłem - zaśmiał się duży. Teraz zdawał się jeszcze straszniejszy.
Wiedziałam, że to nie skończy się dobrze.