Rozdział 1
Dzień, w którym dowiedzieliśmy się o wyjściu z więzienia Taylora Williamsa nie należał do najprzyjemniejszych.
Działo się tyle stresujących rzeczy. A malinką na torcie byłam ja prowadząca porsche, gdy z tyłu siedział płaczący Devon, a obok mnie skacowany Zayden.
Zayden praktycznie się nie odzywał. Na histerię Devona odpowiedział jedynie spokojne: "Przysięgam, że zostaniesz ze mną, a tata ci nic nie zrobi". Dla Devona to nie było wystarczające zapewnienie, a Zayden chyba nie miał siły na nic więcej.
Był trochę wyprany z emocji. Rozmawiając ze Spencerem, brzmiał po prostu na zrezygnowanego. Jakby pogodził się z sytuacją i tyle. A to nie było w jego stylu.
- Czemu Francie nie odbierała ode mnie? - zapytał nagle Devon, pociągając nosem. - Gdzie jest?
Przełknęłam nerwowo ślinę, po czym spojrzałam na Zaydena. On również popatrzył na mnie, zanim odchrząknął i poprawił się na siedzeniu. Zaraz po tym obrócił głowę, przenosząc spojrzenie za szybę.
- Francesca wyjeżdża dzisiaj do Włoch. Nie pożegna się z tobą. Znajdziemy ci jakąś inną opiekunkę - odpowiedział niewzruszony.
- Co? - szepnął Devon. - Żartujesz?
- Nie, Devon, nie żartuję.
- Czemu? - zapytał łamiącym się głosem i już słyszałam, że znacznie szybciej oddycha. - Boi się taty, prawda?
Zayden westchnął, zanim się obrócił, aby patrzeć na brata. Przełknęłam ślinę, czując dziwne wyrzuty sumienia. Wszystko mnie obecnie przerażało.
- Nie. Jestem z Rosie w związku i kocham ją, a Francesca, wiedząc o tym, wczoraj mnie pocałowała na oczach Rosanny.
Devon zmarszczył mocno brwi, co widziałam w lusterku, a następnie pociągnął nosem, uznając, że to lepsza opcja od skorzystania z chusteczek, które mu dałam. Obydwoje czekaliśmy dobre kilka sekund, zanim chłopiec się odezwał.
- Pierdolisz głupoty.
Otworzyłam usta w szoku, spoglądając na Zaydena, który dla odmiany swoje zacisnął i wyglądał na totalnie wściekłego.
- Spróbuj powiedzieć to jeszcze raz, to nie chcę być tobą.
- Pierdolisz głupoty, Zayden - powtórzył chłopiec z udawaną pewnością siebie. - Francesca jest dobra.
- Jeszcze raz, kurwa, przeklniesz...
- A co mi, kurwa, zrobisz?
- Rosanna, zatrzymaj się.
Głos Zaydena był tak poważny i przesiąknięty jadem, że sama poczułam przerażenie. Rozumiałam w jakimś stopniu zachowanie Devona, bo to, co teraz przeżywał, musiało być koszmarem. Jednak robienie na złość Zaydenowi znajdującemu się na skraju załamania nerwowego, nie było dobrą opcją.
Devon nie wyglądał już na aż tak pewnego siebie, a gdy zjechałam na najbliższe pobocze, włączając światła awaryjne, w jego oczach pojawiła się panika.
- Nie, ja żartowałem, ja... Dobra, niech Francie jedzie, nie pierd... nie mówisz głupot - mówił przerażony, ale Zayden już odpiął pas i otworzył swoje drzwi.
- Wychodź. Ty, Rosanno, zostań.
Używał mojego pełnego imienia. Był bardzo zły. Devon momentalnie zapłakał, brzmiąc, jakby miał się udusić przez szybki oddech. Rozpinał swój pas, głośno płacząc, a mnie łamało się serce.
- Devie, będzie dobrze - mówiłam, obracając się do niego. - Przeproś Zaydena i spróbuj mu zaufać, że podejmuje dobre decyzje i nie chce cię zranić.
- To wszystko przez ciebie - powiedział niewyraźnie, szybko oddychając, zanim rzeczywiście wysiadł z samochodu.
Patrzyłam, jak Zayden odciąga go kilka metrów od auta, żebym najwyraźniej nie słyszała ich rozmowy. Bardzo, ale to bardzo, kusiło mnie otworzenie okna, jednak postanowiłam uszanować to, że Zayden chce przeprowadzić tę rozmowę na osobności. Więc jedynie patrzyłam, jak nerwowo tłumaczy coś chłopcu.
Dłonie starszego Williamsa były wciśnięte do dresowych spodni Elliota, które pożyczył z konieczności, aby zaoszczędzić czas i nie musieć jechać do mieszkania, w którym nadal przebywała Francesca. Młodszy z braci z kolei zaplótł ręce na wysokości piersi i nie odzywał się, słuchając Zaydena.
Wyjęłam z kieszeni dzwoniący telefon, a następnie westchnęłam, zanim odebrałam.
- Tak, słucham?
- Wiecie już, prawda? - zapytał od razu pan Wallance.
- Wiemy - mruknęłam. - Właśnie wracamy z Bridlington. Devon był tam na wycieczce szkolnej i dowiedział się od kolegów. Musieliśmy go odebrać. Zayden już rozmawiał z Theodorem.
- Jak oni się trzymają? Zayden i Devon?
- Słabo - mruknęłam, patrząc na braci. Devon coś krzyczał, co nie wyglądało najlepiej. - Co mamy robić? Jesteśmy tu bezpieczni?
Oczywiście, że byłam kłębkiem nerwów, ale miałam w głowie to, że muszę myśleć rozsądnie. Wiedziałam o tym, spodziewałam się tego. Musiałam zacisnąć zęby i znowu dojechać to kurwisko.
- Jesteście. O to się nie martw. Wiem, że będziecie się stresować, ale żyjcie normalnie. Miałem zadzwonić do Zaydena, ale... Wolę zapytać ciebie osobiście... - zaczął, na co lekko przygryzłam policzek.
- Tak?
- Powiedział ci? O tym, że Taylor Williams ma coś na twoją matkę i ojczyma?
- Dzisiaj się dowiedziałam - mruknęłam. - Ale nie znam żadnych szczegółów. - Spojrzałam na ekran, słysząc charakterystyczne piknięcie. Mój tata dzwonił. Ocipieję. Westchnęłam, znowu przykładając telefon do ucha. - Co dalej?
- Na razie nic. Po prostu uspokój Zaydena i Devona. Chciałbym, żebyś w tym tygodniu pojawiła się w kancelarii na cały dzień, gdy jakoś nie masz zajęć. Porozmawiałbym z tobą o tym i z tego, co mi wiadomo, jeden mecenas ma całkiem fajną sprawę, a Theodor zaproponował, żebyś zajęła się nią razem z Samuelem. Poznałaś już Samuela?
Zayden rozpierdoli łeb Theodorowi.
- Tak - odpowiedziałam. - Znaczy... Nie mamy zbyt dobrych stosunków i...
- Wybacz, Rosie, ale zlecając wam razem pracę, interesuje nas, żebyście dobrze ją zrobili, a nie zostali przyjaciółmi. Daj mi znać, w który dzień będziesz. Masz jakieś pytania?
Czy pokryjesz koszty pogrzebu Samuela i Theodora?
- Jest szansa, że spotkamy Taylora?
- Tak, ale obserwuje go policja. Jakby cokolwiek się działo, to dzwońcie. Jutro spróbujemy przepchnąć wnioski o zakazy zbliżania. Na początku do Zaydena i Devona.
- Okej. - Westchnęłam. - Dziękujemy.
- Trzymaj się, Rose. Do zobaczenia.
Rozłączyłam się, po czym spojrzałam na listę połączeń nieodebranych, zatrzymując wzrok na tym u samej góry. Dawno nie rozmawiałam z tatą i teraz moje serce cholernie szybko biło na myśl o tej rozmowie. Wiedział, że spotykam się z Zaydenem. Nie popierał tego, ale zaakceptował, że chcę dać mu drugą szansę. Nie wiedział jednak o Taylorze ani o tym, że nie zawsze czuję się dobrze pod względem psychicznym.
Spojrzałam na Zaydena i Devona, którzy ciągle rozmawiali, a następnie oddzwoniłam. Przyłożyłam telefon do ucha, a mój tata odebrał dosłownie w sekundę.
- Cześć, tato - mruknęłam.
- Hej - odpowiedział poważnym głosem. - Nie wiem, czy już wiesz, ale rozmawiałem akurat z Xanderem, gdy przeczytał w Internecie, że ojciec Zaydena wyszedł z więzienia.
Nie brzmiał na złego, a bardziej zmartwionego.
- Wiem. - Westchnęłam. - Ale wszystko jest w porządku. Devon zostaje z Zaydenem, Taylor ma zakaz zbliżania do nas i jakoś to będzie - mówiłam nieco zrezygnowana. - Jest okej. Znaczy Zayden jest przybity, wiadomo, ale poza tym wszystko będzie dobrze.
- Oby - odpowiedział, zanim także westchnął. - Martwię się o was. Przynajmniej dogadujesz się z Zaydenem? Żadnych dramatów?
- Tak.
Przez chwilę rozmawiałam z tatą, uspokajając go, gdy tak naprawdę chyba bardziej wmawiałam samej sobie, że wszystko się ułoży. Zakończyłam rozmowę, widząc, że Zayden i Devon wracają do auta. Starszy Williams dłonią rozczochrał włosy swojego brata, posyłając mu lekki uśmiech.
Nie odezwałam się słowem, bo miałam trochę złamane serce przez to, że Devon obwiniał mnie o wszystkie problemy. Rozumiałam to w stu procentach i brałam na klatę, ale nadal bolało.
Włączyłam się do ruchu, skupiając się na jeździe, gdy między nami zapanowała cisza.
- Mogę zadzwonić z twojego telefonu? - zapytał mnie Williams.
Okazało się, że telefon Zaydena nie był rozładowany, a zepsuty. Dopiero po tym, gdy próbowaliśmy go ładować w samochodzie, Zayden przyznał się, że rano rzucił nim w ścianę. No cóż, zdarzało się nawet najlepszym.
- Jasne. - Podałam mu smartfona.
Zayden sam odblokował go, zanim zaczął coś na nim klikać. Po chwili przyłożył iPhone'a do ucha i czekał, aż ktoś odbierze. Spojrzałam w lusterku na Devona, który także spojrzał w to samo lusterko, łapiąc ze mną kontakt wzrokowy. Uśmiechnęłam się, ale on w odpowiedzi obrócił głowę.
Aua.
- Cześć, z tej strony Zayden - zaczął brunet. - Tak... Mówiłeś kiedyś coś o kobiecie, która była waszą opiekunką, prawda? - zapytał, zanim cierpliwie poczekał na odpowiedź. - Potrzebuję opiekunki dla Devona chociaż do czasu, gdy znajdę kogoś zaufanego. Mógłbyś z nią pogadać? Przynajmniej tydzień albo dwa, bardzo mi zależy... Dzięki... Jutro będę przenosił rzeczy, ale może już dzisiaj zostaniemy na noc... Jasne, do zobaczenia.
- Do kogo dzwoniłeś?
- Do Shawna. Ma poprosić ich dawną opiekunkę, aby zajęła się czasami Devonem. Zajmowała się od małego Shawnem i Elliotem, później ich babcią, a teraz po prostu z nimi mieszka - odpowiedział, zanim oddał mi telefon. - Zawieziesz nas teraz do mieszkania? Poszliśmy na kompromis i Devon chce się pożegnać z Francescą. Wrócisz moim autem, a ja ogarnę się i spotkamy się na uczelni, żeby załatwić to, o czym mówiłem ci rano?
Co?
- Naprawdę zamierzasz iść dzisiaj na uczelnię? - zapytałam zaskoczona. - Zostań z Devonem, odpocznijcie. Filmik zachęcający do przyjścia na dni otwarte nie jest najważniejszy.
- Zgadzam się, nie jest - odpowiedział bez humoru. - Ale podjąłem się tego i mój ojciec nie sprawi, że przez niego będę zmieniał plany.
- Pozwól mi się tym zająć, Zay - mówiłam spokojnie. - Po prostu odpocznij dzisiaj. Nie musisz nikomu niczego udowadniać.
- Rose, nie. Mam chujowy humor i ostatnie, czego chcę, to wyżywać się na tobie, więc skończ, proszę, tę dyskusję.
Skończyłam. Z bólem serca dałam mu wygrać.
Nie odzywaliśmy się całą drogę. Wróciłam do mieszkania porsche, zaczynając szczerze doceniać to auto. Najbardziej doceniałam je, gdy prawie uderzyłam w lamborghini Sophii, a ono samo się zatrzymało.
Odpoczywałam kilka godzin, zanim rzeczywiście poszłam na uczelnię, gdzie zdecydowali się iść prawie wszyscy. Wychodziłam z kamienicy razem z Raidenem, którego spotkałam na korytarzu. Sprawdziłam w telefonie, czy w świetle dziennym na pewno mój makijaż wygląda dobrze, a podkład nie jest za ciemny.
- Uważaj, kurwo, jak jeździsz! - usłyszałam wściekły głos Xandera, więc momentalnie podniosłam wzrok.
- Co się stało? - zapytał Raiden, ruszając szybko w stronę mojego rodzeństwa. - Co jest?
Patrzyłam na Lily, która przykładała rękę do serca i oddychała szybciej. Po chwili wyjęła z torebki paczkę papierosów, a następnie poczęstowała Alexandra i sama wzięła jednego, po czym włożyła go między wargi.
- Jakiś gówniarz dostał mclarena od starych, poczuł się jak w Szybkich i wściekłych i prawie mnie zabił. Dosłownie. Nie przesadzam - powiedziała, ruszając w stronę szkoły. - Hej, Rosie - zaczęła, wskazując na mnie. - Fajna marynarka. - Puściła do mnie oczko.
Spojrzałam na moją marynarkę, a następnie na siostrę, aby dostrzec, że miałyśmy dokładnie te same marynarki, które kupiłyśmy na wyprzedażach świątecznych.
- Nawzajem. - Uśmiechnęłam się, po czym wzięłam pod ramię Raidena, który zaoferował mi je, biorąc pod uwagę, że jestem w szpilkach.
Trochę olałam zrzędzenie Lily, bo rodzinnie miałyśmy tendencję do przesadnego dramatyzowania.
- Wyglądacie dzisiaj jak prawdziwe bliźniaczki - stwierdził Xander. - Ale szczerze, to wolałem cię, Lily, w tych ciemnych włosach.
- Ja siebie też. Byłam bardziej... Lillianowata. Prawda? Teraz jesteśmy zbyt podobne do siebie.
- Ja lubię cię w blondzie - nie zgodził się Raiden. - Ale któraś z was musi zmienić kolor włosów. Wczoraj byłem bliski wyjebania Zaydenowi, bo byłem pewien, że całował się z tobą. - Wskazał na Lily.
- Luz, okazało się, że to tylko Francesca. - Machnęłam ręką.
Wszyscy się zaśmiali, a ja im zawtórowałam. Nie chciałam dzisiaj przekazywać złej energii czy coś i zamierzałam po prostu udawać, że wszystko jest dobrze. Każdy znał prawdę, bo na grupie wywiązała się już dyskusja o Taylorze, a także Francesce. Jedynym życzeniem na dzisiaj było nieporuszanie więcej tych tematów.
Wystarczyło, że rano połowa z nas płakała, albo nawet i większość. Teraz każdy udawał, że wszystko gra.
- Jak z wami? Z tobą i Zaydenem. Okej? - zapytał Alexander, na co przytaknęłam. - Fajnie. To jak tam, kochani, czujecie się z myślą, że niedługo zostaniemy dziećmi kryminalistów?
Moje życzenia zawsze wydawały się nierealne. Chociaż, gdy teraz o tym myślałam...
Chciałam mieć kiedyś brata. Mam.
Chciałam mieć bogatego chłopaka. Mam.
Chciałam mieć pracę, którą polubię. Mam.
Chciałam psa. Mam. Psa na baby. Sprzedany w dwupaku z suką.
Chciałam, żeby mamę dopadła karma. Dopadła.
- Dobrze jak nigdy - odpowiedział Raiden. - Z perspektywy czasu uważam, że zasługują na wleczenie się po sądach. Pewnie ich nie zamkną, ale samo zamknięcie ich biznesów jest zadowalające.
- Dobre myślenie - zauważył Alexander. - Mnie trochę przykro w sprawie pieniędzy, ale gdy już wynajmuję tę chatę, to na tym zarabiam dużo, więc sobie poradzę. Za to zajebiście pięknie będzie nie zdać egzaminu i nie stresować się reakcją ojca. Już mu powiedziałem, że nie zamierzam go w tym wszystkim wspierać.
- A mnie jest kurewsko przykro - odpowiedziała Lilliana.
I to była normalna reakcja osoby, której rodzice mogli zostać nawet aresztowani.
- No co tak patrzysz? - zapytała brata. - Tobie Jasper zdążył zamówić lamborghini. A ja mojej tesli nie doczekam się nigdy, jeśli ich przymkną.
Och.
- A ty, Rose? - zapytał mnie Raiden. - Jak się z tym czujesz?
Ściągnęłam brwi, myśląc nad tym. Nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie. Trochę przerażało mnie, że czułam się zobojętniała. Cały dzień przejmowałam się nie nimi, a Xanderem, Nayą, Zaydenem i Devonem. Uświadomiłam sobie, że tak właściwie nie obchodziła mnie własna rodzina.
- Nie mam z nimi kontaktu i nie wiem... W zeszłym roku potrzebowałam ich, a oni kazali mi wybierać między wiecie... Wszystkim a Zaydenem. Wybrałam Zaydena i trzymam się tego wyboru do dzisiaj.
- Też bym wybrała na przykład Raidena, gdyby mi kazali - powiedziała Lily, dopalając papierosa.
Przeniosłam wzrok na Raya, gdy wszyscy weszliśmy do budynku. Uśmiechał się pod nosem i ślepy by dostrzegł, jak bardzo ucieszyły go słowa mojej siostry.
Dzisiaj studenci zaoczni mieli zajęcia, więc nadal na uczelni kręciło się sporo osób. Ludzie patrzyli na nas. Dosłownie każdy przenosił na nas wzrok, gdy pewni siebie szliśmy w stronę głównej auli. Zmierzałam tam z podniesioną głową, bo zaczynałam się przyzwyczajać, że byłam już tutaj "kimś". Nie tą gorszą i mniej popularną bliźniaczką jak przez większą część życia. Nawet zaoczni studenci nas znali.
I w sumie to poczułam lekką satysfakcję, gdy usłyszałam: "To dziewczyna Williamsa?".
Nieco zmalała, gdy ktoś odpowiedział: "Tak, ale nie wiem, która".
Miałam ochotę, krzyknąć "ja", ale nie musiałam tego robić. Usłyszałam głos Devona, który głośno komentował, jak przykra musi być konieczność chodzenia na zajęcia w niedzielę. Wszyscy zatrzymaliśmy się na zatłoczonym korytarzu, obracając się w stronę Williamsów.
Zayden włożył na siebie szare spodnie garniturowe, białą koszulę i brązowy płaszcz, wyglądając w tym komplecie niesamowicie. Devon dla odmiany miał neonowozielone spodnie dresowe, jakieś kolorowe buty Nike i czarną bluzę z logiem Simsów, za którą dałabym się pokroić. A dodatkowo teraz jadł dużego kolorowego lizaka w kształcie serca.
Zayden był cudownym bratem. Sam zawsze ubierał się elegancko i kipiało od niego tą pieprzoną gracją, ale Devonowi pozwalał pozostać normalnym jedenastolatkiem.
Starszy Williams w pierwszej kolejności zbliżył się do mnie, aby nachylić się i złożyć krótki pocałunek na moich ustach.
- Ładne ubranie - zwróciłam się do niego.
- Ładna twarz.
- Mam taką samą - stwierdziła dumnie Lily.
- Pojęcie względne. - Zayden posłał jej bezczelny, pełen ironii uśmiech.
- Jesteś chamem.
- W tej kwestii akurat się zgodzę. Chodźmy, nie mamy całego dnia.
- Mogę colę z automatu? - zapytał Devon.
- Nie.
Zayden ruszył do sali wraz z resztą, a ja zatrzymałam się i puściłam oczko do Devona, zanim wskazałam głową na automat. Chłopiec cwanie się uśmiechnął i podszedł tam razem ze mną, czekając cierpliwie, aż kupię nam colę.
- Pożegnałeś się z Francescą? - zapytałam niepewnie.
- Tak.
- I jak było?
- Dobrze. Powiedziałem jej to, co chciałem.
- Czyli co?
Patrzyłam na chłopca, który wziął puszkę coli, a następnie ruszył do auli, gdzie zniknęła reszta. Otworzył napój, po czym się napił. Po sekundzie przeniósł na mnie wzrok i posłał mi uśmiech.
- Sekret.
Cwana bestia.
Atmosfera była dość luźna. Charlie już znajdował się w środku i teraz razem z Xanderem śmiał się z nocnego story Lily, która obrażona poprawiała makijaż swoich ust. Dobrze było widzieć szczęśliwego Charliego i miałam nadzieję, że oznaczało to, że Naya także nieco się uspokoiła.
Raiden z Zaydenem natomiast nachylali się nad laptopem i o czymś rozmawiali.
- Dobra - zaczął Branson. - Każdy wie, co ma mniej więcej mówić?
- Raczej mniej niż więcej - odpowiedziała Lily.
- Niespodziewane - mruknął pod nosem rozbawiony Alexander.
Teraz był tak energiczny i radosny. Patrzyłam na niego, dochodząc do wniosku, że spokojnie mógłby prowadzić warsztaty z udawania, że wszystko gra.
- Spróbujmy najpierw improwizować - zaczął Zayden. - Każdy z was powie, co będzie jutro działo się związanego z waszym kierunkiem studiów - mówił oficjalnie, nie podnosząc wzroku znad ekranu laptopa. - Dodajemy to na Instagrama parlamentu, ale każdy udostępnia na swoim prywatnym koncie.
- A co ma się dziać z naszym kierunkiem? - zapytałam, na co zirytowany Zayden przeniósł na mnie spojrzenie.
Okej, był zły, bo tego nie wiedziałam. Teoretycznie. Praktycznie miał zły humor i irytowało go wszystko.
- Rozpiska na stronie parlamentu. I Instagramie. Przeczytaj sobie.
- Okej.
Czyli tak wyglądała praca w parlamencie z Zaydenem. Wszyscy siedzieli cicho, czekając na jego kolejne wskazówki.
- Gdzie, do kurwy, jest Shawn? Może ktoś do niego zadzwonić?
- Już jestem - odezwał się Reed, wchodząc do sali. - Nie mogłem znaleźć klu...
- Gówno mnie to interesuje. Następnym razem bądź na czas. Lilliana zacznie, przygotujcie się.
Zestresowałam się. Liczyłam na przyjemną atmosferę, a Zayden postanowił zachowywać się jak dupek. Czytałam rozpiskę dnia otwartego dla kierunku prawa, poświęcając temu sto procent uwagi. Chciałam pomóc Zaydenowi, a nie wyjść na idiotkę.
- Hej, kochani - zaczęła ze swoim nijakim akcentem.
Ni to amerykański, ni to brytyjski. Shawn ją nagrywał, a wszyscy się jej przyglądaliśmy.
- Już jutro zaczynamy dni otwarte naszego uniwersytetu. Jeśli jesteście zainteresowani dziennikarstwem, to koniecznie przyjdźcie. Będziecie mogli zwiedzić nasz uniwersytet, wziąć udział w prelekcji wybitnego profesora... Eee... Zacka...
- Jakiego Zacka, do chuja? - przerwał jej zirytowany Zayden. - Cody'ego.
- Cholera - mruknęła wściekła Lily, a Shawn przerwał nagrywanie. - Zapamiętałam, że imię z Nie ma to jak hotel, ale to nie ten bliźniak.
Zayden był perfekcjonistą. Nie dlatego, że nie pozwolił, aby zostało imię "Zack" zamiast "Cody", a dlatego, że wystarczyło dosłownie jedno zająknięcie i kazał nagrywać od nowa. Lily miała siedem podejść.
Raiden sam dążył do perfekcji i gdy popełnił najmniejszy błąd, przerywał i zaczynał od nowa. Ostatecznie wszyscy wypadli idealni. A ja srałam po gaciach, nie chcąc znaleźć się na ich miejscu. Zayden zachowywał się jak cham i potrafił skomentować nawet to, że uśmiech Xandera wyglądał ironicznie, a nie szczerze.
Wdech i wydech. Szeroko się uśmiechnęłam, a następnie skinęłam głową, dając znak Shawnowi, aby zaczął nagrywać.
- Serdecznie zapraszamy wszystkich, którzy chcieliby studiować prawo - zaczęłam, totalnie improwizując. - W planie przewidujemy... - zacięłam się. - Amm... Prelekcję... Nie wiem, kurwa, no.
Przetarłam twarz dłonią, zaczynając się denerwować. Chciałam pomóc, ale zdecydowanie tego nie robiłam. Przeniosłam wzrok na Zaydena, który zmarszczył brwi i ruszył w moim kierunku.
- Co się dzieje? - zapytał cicho.
- Nie wiem. Nie przygotowałam się i zestresowało mnie to... Po prostu powiedz to za mnie, na pewno pójdzie ci lepiej. Ja nie jestem wprawiona.
Williams przyglądał mi się uważnie, kiwając lekko głową w zrozumieniu.
- Na mnie już by darł pizdę - powiedziała cicho Lily, na co Devon głośno się zaśmiał. - Masz brata tyrana, młody.
- Lilliana, masz coś jeszcze do dodania? - zapytał Zay, obracając się do mojej siostry. - Bo obiektywnie mówiąc, to nie uważasz, że to właśnie wobec ciebie powinienem mieć największe oczekiwania, jako że chcesz zostać dziennikarką?
O Boże.
- Przepraszam.
Zayden znowu obrócił się do mnie, a jego spojrzenie złagodniało.
- Pieprz plan dnia. Po prostu zachęć ludzi do przyjścia, a ja dodam resztę.
- Okej.
Zayden stanął obok mnie, co było bardzo miłe. Charlie głośno śmiał się z czegoś, ale wystarczyło jedno piorunujące spojrzenie Zaydena, aby zamilkł. Skinęłam głową do Shawna, po czym zaczęłam mówić.
- Jeśli myśleliście o studiowaniu prawa, to zdecydowanie nie możecie przegapić jutrzejszego dnia otwartego na naszej uczelni. Przedstawimy wam dokładnie, jak wygląda studiowanie z punktu widzenia studentów - zaczęłam z uśmiechem, zanim spojrzałam na Zaydena, który posyłał swój firmowy uśmiech.
Nie był tak szeroki jak u Lily czy Xandera. Był dosłownie minimalny. Nie tyle okazywał sympatię Zaydena, co bardziej to, jaki jest pewny siebie. Wyglądał jak osoba, którą chciałby być każdy.
- Będziecie mogli także wysłuchać prelekcji niesamowitego profesora prawa cywilnego, profesora Matthew Adamsa. Temat prelekcji to "Dziedziczenie - aspekty praktyczne".
Zayden zrobił przerwę, co dało mi do zrozumienia, że teraz ja mam mówić.
- Dodatkowo będziecie mogli wysłuchać debaty oksfordzkiej, a następnie to wy wybierzecie zwycięzców. Temat debaty to... - przerwałam, nie pamiętając.
I już czekałam na soczyste "kurwa" Zaydena, ale go nie usłyszałam. Zamiast tego do moich uszu dobiegł jego cichy śmiech.
- "Filmy i seriale pozytywnie wpływają na wizerunek prawników" - powiedział. - Serdecznie zapraszamy.
Shawn skończył nagrywać, Zayden powiedział, że jest w porządku i możemy zacząć wszystko dodawać, a Lily marudziła pod nosem, że gdyby jej ktoś pomagał, to dałaby radę z palcem w dupie. Zgodnie ze słowami Zaydena dodałam filmik także na swoją relację.
Z dnia na dzień przybywało mi obserwujących, a teraz mój telefon wibrował niemal nieustannie, co było zasługą tego, że Zayden mnie oznaczył. Każdy wiedział, że to już dużo znaczyło.
Williams nie odezwał się ani słowem, gdy razem wracaliśmy do kamienicy, a Xander proponował, aby wszyscy wpadli na drinki z kiwi. Charlie odmówił, mówiąc, że chce spędzić czas z Nayą, ale Raiden, Lily i Shawn wydawali się zachwyceni tym pomysłem, podobnie jak cała reszta, do której Xander napisał na naszej konwersacji.
Przeniosłam wzrok na Zaydena, który z obojętną miną palił, a kawałek przed nim szedł Devon pogrążony w rozmowie z Charliem.
- Nie chcesz iść? - zapytałam. - Chociaż na chwilę.
- Nie, ale ty idź. Ja muszę odpocząć.
- Wolę posiedzieć z tobą, jeśli chcesz. Ale jeśli chcesz samotności, to rozumiem. Mogę pobyć z Devonem czy coś, żebyś się przespał.
Zayden spojrzał na mnie, po czym podszedł do najbliższego kosza, aby ugasić papierosa i go wyrzucić. Następnie wrócił do mnie i zarzucił rękę na moje ramiona, co było jedną z najlepszych rzeczy. Uśmiechnęłam się w jego stronę. I może nie odwzajemnił tego, ale pocałował mnie w skroń.
- Jeśli wolisz, to zapraszam. Oferuję pizzę na kolację i seks, gdy Devon pójdzie spać.
- Słyszałem. - Chłopiec idący przed nami odwrócił się, a następnie zaczął iść tyłem, aby patrzyć na nas zmrużonymi oczami.
O mój Boże. Byłam zażenowana. Autentycznie czułam gorąco na policzkach.
- Cieszę się - odpowiedział mu Zayden. - Przynajmniej wiesz, że jeśli nie będziesz mógł zasnąć, to masz nie przychodzić po pomoc.
- Zayden - jęknęłam. - Przestań. Devon, nie słuchaj go. Zayden jak zwykle gada głupoty.
- Mhm... - Devon pokiwał głową. - Xander! Czy mogę też przyjść na kiwi? Bo Zayden i Rosie planują...
- Dev! - przerwał mu Zayden. - Mowa jest srebrem.
- A milczenie złotem - dokończył brat. - Zrozumiane.
Nikt nie ciągnął tematu, bo chyba każdy zauważył, że starszy z braci nie jest w nastroju do żartów. Ja także to rozumiałam.
Cały wieczór minął po prostu okej. Nie rozmawialiśmy za wiele i też nie do końca wiedziałam, czy wynika to z tego, że Zayden nie chce rozmawiać przy Devonie, czy generalnie nie chce tego robić wcale.
Sam Devon był dla mnie miły, ale traktował mnie z dystansem. Przed snem w końcu pozwolił sobie okazać emocje i ściągnął maskę, którą miał na sobie przez cały wieczór.
Patrzyłam na chłopca, który leżał w łóżku i patrzył w sufit, a łza spłynęła po jego policzku.
- Boję się, Rosie.
- Taty? - zapytałam, na co skinął głową. - Czego dokładnie?
- Że mnie weźmie. Tata zawsze dostaje to, czego chce. Nie chcę do niego wracać.
Trudno było wytłumaczyć, że to się nie stanie. Długo rozmawiałam z Devonem i niby potakiwał głową, ale wiedziałam, że cały czas towarzyszyły mu obawy. Prawdopodobnie minęła dobra godzina, zanim zmęczony zasnął. Wyszłam z jego pokoju, a następnie podeszłam do drzwi wejściowych, aby kilka razy pociągnąć za klamkę. Drzwi były zamknięte, więc dopiero po tym ruszyłam po schodach na górę. Kolejny raz tego dnia.
Weszłam do pokoju Zaydena, aby zobaczyć, że ten leży w pościelonym łóżku i zamyślony patrzy w sufit. Wyglądał teraz niemal identycznie jak Devon. Ta sama mina, te same zamyślone oczy. Przeniósł na mnie wzrok, a następnie założył rękę za głowę.
- Co tam? - zapytałam.
- Shawn rozmawiał z tą opiekunką.
- I?
Rzuciłam się na łóżko na miejsce tuż obok Zaydena, aby oprzeć się na przedramionach, leżąc na brzuchu. Williams uśmiechnął się krzywo, a następnie pokręcił głową.
- Nie zgodziła się.
- Cholera.
- Pomożesz mi? - zapytał, marszcząc lekko czoło, gdy uważnie na mnie patrzył. - Jeśli będziesz miała czas. Czasami odebrać go ze szkoły, posiedzieć z nim czy cokolwiek. Nie znajdę nikogo w jeden dzień, a sam sobie chyba nie poradzę.
Przysunęłam się bliżej chłopaka, a następnie położyłam dłoń na jego policzku pokrytym lekkim zarostem.
- Pomogę.
Połączyłam nasze usta w pocałunku, który Zayden momentalnie odwzajemnił. Jednak nawet gdy całował mnie, nie był taki jak zawsze. Zawisł teraz nad moim ciałem, składając pocałunki na mojej szczęce.
Czułam ten znajomy ucisk w podbrzuszu, ale nie był aż tak silny, jak ten w mojej klatce piersiowej. Bo po prostu łamało mi się serce na widok jego pełnej zmęczenia twarzy i zmartwionego spojrzenia.
- Poradzimy sobie ze wszystkim, wiesz o tym, prawda? - powiedziałam, gdy on rozpinał guziki mojej koszuli.
Przeniósł teraz na mnie wzrok i uśmiechnął się, a następnie skinął głową. Za dobrze już go znałam i widziałam, co było grą aktorską, a co szczerym gestem.
Podniosłam się lekko, aby położyć dłoń na jego karku i ponownie połączyć nasze usta w pocałunku. Czułym i powolnym.
Bałam się, naprawdę się bałam.
Wcześniej przechodziliśmy przez wiele stresujących rzeczy, ale w tym wszystkim były szczere zapewnienia Zaydena, że panuje nad sytuacją i sobie radzi. A teraz w końcu wszystko go przerosło.
Chciałam pomóc mu zdjąć koszulkę, ale on odsunął się ode mnie i wstał z łóżka, aby się rozebrać. Zachowywał się tak, jakby po prostu potrzebował teraz zapomnieć o wszystkich słabych sprawach i zamierzał to zrobić poprzez seks.
Poszłam w jego ślady i także podniosłam się, by skończyć się rozbierać. Zostałam w samej bieliźnie. To była rzeczywistość. Nie zawsze miało się nastrój na romantyczność i inne gówna. On najwyraźniej nie miał.
Patrzyłam na Williamsa, nie wiedząc, czy powinnam się w ogóle odzywać. Nie chciałam pogarszać jego humoru, ale nie chciałam też, aby ten wieczór skończył się tak, jak to się zapowiadało.
- Nie mogę patrzeć na to, jak udajesz, że jest okej - oznajmiłam ze łzami w oczach, gdy on wrócił na łóżko.
Był niewyspany po wczorajszej imprezie i dało się to zauważyć na pierwszy rzut oka. Podkrążone oczy, blada skóra, suche usta, przekrwione spojówki. Ale nie to było najgorsze, a jego humor.
- Wiesz, że, kurwa, nie jest - mruknął, przyciągając mnie do siebie. - Nie muszę ci o tym mówić, żebyś wiedziała.
Usiadłam na nim okrakiem, oplatając go nogami w pasie, i składałam delikatne pocałunki na jego nagim ramieniu. On za to jeździł palcami po moim boku.
- Wiem, że się stresujesz, ale twój ojciec się do nas nie zbliży. Znajdziemy opiekunkę, Devon zostanie z tobą, poradzimy sobie ze wszystkim.
- Myślisz, że tego, kurwa, nie wiem? Wiem to. Wiem, że dam radę, bo zawsze to robię. Ale nie o to chodzi.
- A o co?
- Że mam dość.
Odsunęłam się lekko od niego, aby spojrzeć na jego twarz. Zayden nie wyglądał, jakby chciał kontynuować rozmowę, bo ponownie połączył nasze usta. Jego pocałunek był namiętny i bardzo intensywny. Na tyle, że trudno było mi złapać oddech. To prawdopodobnie było jego celem. Po prostu tak zamknął mi usta.
Nieco brutalne, ale zawsze mogło być gorzej.
Położyłam się na materacu, gdy Zayden praktycznie nie przestawał mnie całować. Tym razem nie muskał mnie wargami po dekolcie i piersiach. Nie chciał rozmawiać, a ja wprost przeciwnie. Chciałam, żeby rozwinął swoją myśl.
Czułam, jak szybko bije moje serce, gdy on docisnął swoje krocze do mojego, cały czas tak intensywnie mnie całując. Moja astma mówiła "dość", rozum - "zmuś go do rozmowy", a mój dziwkowaty pierwiastek - "pieprz się z nim".
Byłam słaba z matematyki i to z pierwiastkami radziłam sobie najgorzej. Nic dziwnego, że mój rozum znowu nie poradził sobie z pierwiastkiem.
Po chwili poczułam, jak Zayden zsuwa moje czarne stringi (zaopatrzyłam się w seksowną bieliznę po tym, gdy Williams dostał napadu śmiechu, widząc majtki z muchomorem na środku). W końcu oderwał swoje usta od moich. I myślałam, że zrobił to po to, żeby skupić się na zdjęciu swoich bokserek i założeniu prezerwatywy.
Ale on zamiast tego zsunął się niżej, składając pocałunki na moich piersiach. Już samo to sprawiało, że musiałam przygryźć wargę, aby pozostać cicho. Devon piętro niżej.
I szło mi serio okej, ale wtedy totalnie niespodziewanie poczułam jego dwa palce, które powoli wsunęły się we mnie. Momentalnie jęknęłam, gdy Zayden zaczął nimi poruszać. Podniósł na mnie wzrok i uśmiechnął się, widząc moją minę. Szczerze się uśmiechnął. A ja na chwilę przestałam oddychać.
Czułam się totalnie źle przez to, że myślałam, że wszystko, czego chciał Zayden, to wyładować swoje emocje poprzez seks. A zamiast tego on odstawił samego siebie na drugi plan.
- Nie przestawaj - mruknęłam, gdy jego palce zniknęły. - Proszę.
- Dlaczego miałbym nie przestawać? - zapytał, składając teraz pocałunki na moim brzuchu. - Hmm? Dlaczego? Pamiętasz, jak w przymierzalni mnie odrzuciłaś? Czyżby karma wróciła? - mówił ciągle między powolnymi pocałunkami.
Miał świetną zabawę.
- Zayden, nie wkurwiaj mnie.
A on zaśmiał się i podniósł na mnie wzrok. Na chwilę. Aby zaśmiać się i zwilżyć językiem swoje usta. I o ile jego palce były dobre, to nie równały się językowi. To była najbardziej gorąca rzecz na świecie. Moje podbrzusze zaciskało się, a krocze niemal paliło, gdy robiłam wszystko, aby być cicho.
Zayden to typ osoby, której pożądał każdy pracodawca i każda dziewczyna. Student z dziesięcioma latami doświadczenia.
I już byłam tak blisko. Dzieliły mnie sekundy. Przynajmniej takie miałam wrażenie. A Zayden się bezczelnie odsunął. Znowu. Miałam ochotę dosłownie krzyczeć na niego, ale wtedy zobaczyłam, że sam ściąga bokserki. Przeprowadziłam w głowie szybką analizę.
Język był cudowny. Totalnie. Ale miałam nieco słabość do jego kutasa. Więc nie nakrzyczałam na niego.
Zayden się nie odzywał, co było takie nie w naszym stylu. Byliśmy jak stare małżeństwo, które komentowało wszystko, a teraz było tak inaczej. Myślał nad czymś, gdy zakładał prezerwatywę, jakby robił to tysięczny raz.
Po przemyśleniu stwierdziłam, że mógł robić to tysięczny raz.
Ponownie złożył pocałunek na moich ustach, odgarniając mi z twarzy wilgotne od potu włosy. Następnie w swoją prawą dłoń wziął moją lewą i układając ją na poduszce, splótł nasze palce.
Zaraz po tym poczułam, jak mnie wypełnia, na co momentalnie zadowolona mruknęłam w jego usta. Zayden pocałował mnie, poruszając się niemal od razu takim tempem, jakie lubiłam najbardziej.
- Mam dość tego, że wiecznie... - zaczął, ciężko oddychając, gdy patrzył mi w oczy.
Idealny moment na rozmowę życiową.
- Że wiecznie co? - zapytałam, zanim cicho jęknęłam w jego usta.
To nie na miejscu, ale naprawdę byłam już tak blisko. Oddychałam coraz ciężej, starając się ciągle patrzeć mu w oczy, gdy jedną dłonią ściskałam jego dłoń, a drugą trzymałam na jego plecach, wbijając w nie paznokcie.
- Nie wiem. - Pokręcił głową, gdy jego głos się zatrząsł. Teraz to on przerwał kontakt wzrokowy, opierając czoło o moje ramię, i poruszał się znacznie szybciej.
Jeśli Devon tego nie słyszał, to ja byłam królową Anglii. To musieli nawet słyszeć wszyscy, którzy byli u Xandera na drinkach z kiwi. A w końcu mieszkał na parterze.
Zayden znowu się odezwał, oddychając znacznie ciężej. Wielki pan bokser, a już się zmęczył.
- Tego, że wiecznie muszę sobie radzić. Że mnie nigdy nie może się powinąć noga. Że jeśli coś spierdolę, to za dużo osób na tym ucierpi. Mam już tak dość.
Orgazm w tym momencie był bardzo nie na miejscu, ale tak właściwie mało kiedy moje zachowania były na miejscu. Mocno przytuliłam się do ciała Zaydena, powstrzymując najgłośniejszy jęk roku. On poruszał się jeszcze przez chwilę, zanim sam opadł na moje ciało. Od razu objęłam go rękoma, gdy moje serce się łamało.
Zayden nie był głazem bez uczuć, mimo że dla niektórych mogło to tak wyglądać. Był bardziej odporny, bardziej zawzięty, bardziej ambitny, ale nie cierpiał mniej niż inni. Jedynie lepiej to ukrywał.
- Możesz sobie nie radzić - powiedziałam cicho. - Bo masz mnie. I jak ty nie będziesz dawał rady, to ja będę to robiła za naszą dwójkę.
Zayden się nie odzywał. W końcu położył się obok, zdjął prezerwatywę, związał i rzucił do kosza blisko łóżka. Patrzyłam na jego twarz, czekając, aż coś powie.
- Wiem.
Jedno słowo, które w tej chwili było niesamowicie istotne. I zabrzmiało szczerze. Wiedział, że może na mnie polegać. Spojrzałam na niego i minimalnie się uśmiechnęłam, modląc się, aby to odwzajemnił. Nie zrobił tego, więc wzięłam sobie za cel, by go rozśmieszyć.
- Chodziłam w dzieciństwie do logopedy. Dać ci kilka ćwiczeń?
- Po co? - Zmarszczył brwi.
- Żebyś ćwiczył język, żeby na przyszłość nie męczył się tak szybko.
Zayden głośno się zaśmiał, pokazując białe zęby. A ja szeroko się uśmiechnęłam, przysuwając się do niego, aby następnie przytulić się do jego umięśnionej ręki.
- Nie problem w moim języku, a cierpliwości. Mój kutas już umierał w tych bokserkach - odpowiedział ciągle rozbawiony.
Zaśmiałam się, gdy on objął mnie ręką i docisnął do swojej nagiej klatki piersiowej, która ciągle była lekko spocona.
- Muszę iść się umyć. Czuję się brudna - mruknęłam, nie chcąc się odsuwać.
- Wspólny prysznic? - zapytał.
- Mhm.
- Czy wanna?
- Mhm.
- To wanna czy prysznic?
- Mhm.
Przysypiając, słyszałam jedynie cichy śmiech Zaydena, który spowodował, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Śpisz? - kontynuował.
- Mhm.
- Spróbujemy jutro analu?
- Pierdol się, Zayden.
- Warto było spróbować.
***
Tydzień mijał bardzo szybko i co najistotniejsze był naprawdę bardzo intensywny. W weekend nie poświęciłam ani minuty na naukę, a nauka była całkiem istotna, gdy się studiowało. A w szczególności gdy studiowało się prawo, miało w nadchodzącym tygodniu dwa kolokwia i jakąś dziwną reputację.
Dziwną reputacją było to, że gdy oddawałam kartkę profesorowi, on nie zostawił jej na kupce tak jak kartki innych studentów. On uśmiechnął się pod nosem, wziął ją do ręki i wygodnie rozsiadając się na krześle, zaczął ją czytać. A pod nosem powiedział: "Zobaczymy, co pani Denise wyciągnęła z kancelarii Wallance'a".
To sprawiło, że środa była dla mnie dość spieprzonym dniem. Siedziałam z Devonem, którego odebrałam ze szkoły, i w kółko ironicznie powtarzałam pod nosem ten tekst. Devon robił lekcje, a ja obiad. Później prosił o pomoc w zrozumieniu wiersza, który mieli interpretować na lekcji, a ja nie potrafiłam odmówić. W trakcie tego zorientowałam się, że nie napisał wypracowania na angielski. A on zapierał się, że nie umie. Więc też mu pomogłam. Nie wyręczałam go, a nakierowywałam na dobrą drogę, przez co był dość zły. Ale je zrobił.
I w końcu, gdy o ósmej wieczorem Devon poszedł się myć, a Zayden wrócił do swojego mieszkania i zapytał, czy zostanę na noc, z bólem serca musiałam odmówić, uświadamiając sobie, że nie zrobiłam nic do pracy.
W czwartek kolejne kolokwium, które poszło mi zadziwiająco dobrze, później spotkanie koła, na którym nie było Zaydena, bo udał się na zebranie do szkoły Devona. Więc wróciłam do koła z przytupem, a że byłam zmęczona, to trudne było być miłą. Więc przywitałam się, przekazałam wszystkim to, co kazał mi Zayden. I wróciłam do mieszkania, aby znowu pracować i spotkać się dosłownie na pół godziny z Nayą. Czuła się już znacznie lepiej, ale nadal nie była zachwycona swoją relacją z Charliem.
A piątek... W piątek miałam jechać z Zaydenem do kancelarii. Już nawet wsiedliśmy do auta. I właśnie wtedy telefon Williamsa zaczął dzwonić. Telefon był połączony bluetoothem do samochodu, przez co mogłam zobaczyć na ekranie: "Dyrektorka Devona".
- No ja, kurwa, pierdolę! Zabiję, kurwa, gnoja! - krzyknął, a jego dobry nastrój momentalnie poszedł w zapomnienie. Nacisnął przycisk na ekranie, a następnie wziął wdech. - Zayden Williams, słucham?
- Dzień dobry, panie Williams. Dzwonię ze szkoły Devona. Angelina Smith, asystentka pani dyrektor.
- Słucham - powtórzył zrezygnowany Zayden.
- Tuż przed zajęciami miał miejsce nieprzyjemny incydent. Na korytarzu Devon wdał się w kłótnię, która skończyła się dość niefortunnie. Chłopcy się pobili.
Nie wyglądał na zaskoczonego. Spodziewał się tego najprawdopodobniej już wtedy, gdy zobaczył, kto do niego dzwonił.
- Będę za piętnaście minut.
- Och nie... Niech pan nie przyjeżdża do szkoły.
- Nie powinienem porozmawiać z dyrektorką? - Zmarszczył brwi.
- Powinien pan, naturalnie. Ale to już w szpitalu, bo tam pojechała z chłopcami.
Otworzyłam usta w szoku. Patrzyłam na chłopaka, który także wydawał się nie wierzyć w to, co usłyszał. Telefon w mojej dłoni zawibrował, więc przeniosłam na niego wzrok.
Charlie Valentine: pozdrowienia!
Selfie szeroko uśmiechniętego Charliego z niezadowolonym Devonem, któremu z łuku brwiowego ciekła krew.
O mój Boże.
Naprawdę chciałam towarzyszyć Zaydenowi i czułam, że powinnam to robić. Ale obiecałam Wallance'owi, że będę dzisiaj w kancelarii, i nie mogłam zaniedbywać swoich obowiązków.
- Jak nie rozjebał sobie na tyle głowy, że będzie musiał leżeć w łóżku, to przyjadę z nim do kancelarii. Muszę pozałatwiać kilka spraw - mruknął Zayden, gdy stanęliśmy przed jego samochodem. - Którym wolisz jeździć? - zapytał, wskazując najpierw na porsche, a następnie na range rovera.
- Chyba porsche - odpowiedziałam, na co chłopak przekazał mi kluczyki. - Dziękuję. Zayden... - zaczęłam, widząc jego wściekłą minę - bądź łagodny dla niego. Pewnie znowu dzieciaki go sprowokowały sprawą z Taylorem.
- Wiem. Czasami emocje mogą doprowadzić do takich zachowań.
- Naprawdę? - Uniosłam brew.
- Tak, więc nie zdziw się, jak zabiję gówniarza.
Zaśmiałam się, wiedząc, że nie mówi poważnie.
Jazda porsche nie stresowała mnie już tak jak kiedyś. Przywykłam do tego i zaczynałam kochać to auto coraz bardziej. A już całkiem je pokochałam, gdy wysiadałam z niego na parkingu pod kancelarią, natrafiając na znanego mi chłopaka w garniturze. Z uśmiechem na twarzy poprawiłam marynarkę, zanim ruszyłam w stronę wejścia.
- Rosie - zaczął, podbiegając do mnie.
- Hej.
Spojrzałam na bruneta, a on posłał mi uśmiech. Szmaciarz, który kazał mi robić sobie kawę.
- Fajny samochód. Nie wyglądasz na fankę sportowych samochodów.
- A na kogo? - zapytałam, gdy on przytrzymywał mi drzwi do budynku. - Na asystentkę? Jaka kawa dzisiaj?
- Okej, głupio wyszło - zaśmiał się, gdy obydwoje odbiliśmy plakietki, aby przejść przez bramki. - To było słabe z mojej strony. Bardzo. Przepraszam.
- W porządku. - Skinęłam głową.
Weszłam do windy, a następnie wybrałam odpowiednie piętro. Oparłam się o metalową powłokę, patrząc na chłopaka. Może by mi się kiedyś podobał. Za czasów, gdy nie znałam Zaydena. A teraz porównywałam każdego chłopaka właśnie do Williamsa. I Samuel wypadał tak bez szału. Ładna chłopaczyna i to wszystko.
- Rozmawiałem z Theodorem. Przerażający typ. Wezwał mnie do siebie i nigdy nie radzę ci z nim rozmawiać sam na sam - mówił, na co ściągnęłam brwi. - Nie patrz tak na mnie. Wygląda na miłego, ale nas praktykantów traktuje jak śmieci. Kiedyś się przekonasz. W każdym razie mamy razem zająć się wnioskiem o kasację wyroku. Kazał mi wprowadzić cię w temat, więc zajmiemy się tym dzisiaj. Nie możemy tego spierdolić. Uwierz, nie chcesz, żeby wezwał cię do siebie na rozmowę.
Nie bardzo wiedziałam, co powiedzieć. Wyszliśmy z windy, gdy Samuel zaczął mi opowiadać o sprawie, a ja słuchałam tego ze skupieniem. Szliśmy przez dość zatłoczony korytarz.
- Rose, Samuel przekazał ci już, co i jak? - zapytał mnie nagle Theodor po tym, gdy przerwał prowadzoną pod salą konferencyjną rozmowę ze swoją asystentką.
- Tak, tak.
- Okej, to ważna sprawa. Ma być zrobione idealnie. Jasne? Bez najmniejszego błędu.
Nie umiem tak.
- Jasne. - Skinęłam głową.
Odeszliśmy z Samuelem, abym usłyszała jego niezadowolony głos.
- Mówiłem, że jest chujem.
- Rose! Jeszcze jedno - powiedział głośniej, więc oboje się odwróciliśmy. - Dzisiejsze sushi aktualne? Jak tak to, na którą mam zamówić?
Przygryzłam policzek, aby się nie zaśmiać. Wdech, wydech.
- Aktualne. Dostosuję się - powiedziałam, na co mężczyzna skinął głową i wrócił do rozmowy z asystentką. - Theo. Tylko dla mnie bez surowej ryby.
- Nie ma problemu.
Mina Samuela była warta wszystkiego. Ostatni raz czułam taką satysfakcję, gdy wpakowałam Taylora do pierdla.
Samuel był moim pieskiem. Wystraszył się mnie i okazało się, że praca z nim przebiegała wyjątkowo dobrze. Przynosił mi nawet kawę. Zayden nie przyjechał, a ja sushi zjadłam z Theodorem i Josephem, z którymi w tym samym czasie przeprowadziłam długą rozmowę na temat "Taylor Williams - jego wyjście z więzienia. Jak znoszą to jego synowie?".
Devon miał zszywany łuk brwiowy i wstrząs mózgu. Nie wydawał się rozumieć, jak źle postąpił, gdy wysyłał mi wiadomości, że będzie miał dopasowaną bliznę z tą Zaydena, przez co jest superpodekscytowany.
***
- Los ze mnie kpi. - Westchnęła moja siostra, gdy wchodziłyśmy po schodach do kamienicy po tym, gdy spotkałyśmy się pod nią.
- Bo?
- Złamałam dzisiaj paznokieć - mruknęła, podnosząc dłoń. - I nie zdałam kolosa. I dodatkowo zaczepił mnie jakiś obleśny typ.
- To gówniane. - Skrzywiłam się. - Próbował ci coś zrobić?
- Nie, bo zobaczył to jakiś chłopak i kazał mu spierdalać. - Machnęła ręką, zanim stanęła przed drzwiami do mieszkania swojego i Gabby. - Wejdziesz? Na winko. Pogadałabyś w końcu z Gabby. To chujowe, że ona ci epopeje pisze, a ty dalej z nią poważnie nie porozmawiałaś.
- Wiem, ale po prostu nie mam czasu. - Przetarłam twarz dłonią. - Może później. Muszę iść do Zaydena. Devon pobił się w szkole i chcę zobaczyć, czy wszystko dobrze.
- Jasne. Daj znać, czy przyjdziesz. Możemy zrobić babski wieczór. Naya też to proponowała, żeby świętować jej niebycie w ciąży i że badania wyszły jej dobrze.
- Napiszę za dziesięć minut.
Ruszyłam na górę na ostatnie piętro. Nie byłam aż tak zmęczona jak zawsze, przez postój pod mieszkaniem Lily. Bez pukania pociągnęłam za klamkę, po czym weszłam do środka.
- Hej, już jestem. Jak tam mój mały gang...
- Rosanna, to nie najlepszy moment - przerwał mi głos Zaydena.
Kiedyś słyszałam coś podobnego. Moje serce momentalnie zaczęło szybciej bić, gdy obróciłam się w stronę chłopaka. Devona nie widziałam nigdzie, gdy Zayden stał blisko stołu z jedną ręką na drugiej. A przy stole siedziała postać, która posłała mi elegancki uśmiech.
- Witaj, Rosanno. Pamiętasz mnie?
Gabriela Williams.
Rozdział 2
Gabriela Williams siedziała w areszcie krócej niż ja na każdym moim wyjeździe wakacyjnym. Udowodniła, że o większości spraw nie miała pojęcia, a o tych, o których wiedziała, nie mówiła, bo się bała.
Zayden nigdy nie rozmawiał o niej. Nie wiedziałam, jakie były jej relacje z Taylorem. Jedyne, co wiedziałam, to to, że nigdy nie odważyła się stanąć w obronie Zaydena, gdy jego ojciec był przeciwko niemu.
To mi wystarczało, aby poczuć złość i totalną niechęć na jej widok. Przełknęłam ślinę, stojąc w korytarzu. Nie bardzo wiedziałam, co ze sobą zrobić.
Miałam świadomość, że Zayden przez ostatni rok miał z nią jakiś kontakt. Kiedyś opowiadał, że przeprowadził z nią rozmowę i po prostu jej wybaczył, jednak nie chciał naprawiać ich relacji.
Mama Zaydena się zmieniła. Jej włosy nie były już koloru blond. Przefarbowała je na brązowe z ładnymi refleksami, a także obcięła sobie grzywkę. Jej kosmyki były też znacznie krótsze, ale nadal pofalowane. Kobieta włożyła dzisiaj elegancki damski garnitur i wysokie szpilki, których teraz nie zdjęła. Nadal była tak piękna i perfekcyjna, że powiedziałabym, że to dupa Williamsa.
Przeniosłam wzrok na Zaydena, nie wiedząc, czy powinnam wyjść, czy zostać. Trudno było wyczytać cokolwiek z jego miny.
- Co tam? - zapytałam.
O Boże. Co tam. Naprawdę zapytałam "co tam?".
- Nie mówiłeś, że mieszkacie razem - zaczęła kobieta, posyłając spojrzenie Zaydenowi. - Więc wróciliście do siebie. Uroczo.
- Jeśli chcesz się dogadać, to okaż jej szacunek - mruknął Zayden do swojej matki, zanim ruszył do mnie. - Hej, jesteś głodna? Zrobiłem ravioli z Devonem, jeśli chcesz.
- Nie, dzięki. Jadłam sushi. Ale zostaw mi, to zjem w nocy albo jutro - odpowiedziałam, przenosząc na chwilę wzrok na kobietę siedzącą przy stole. - Zostawić was samych?
Patrzyłam na twarz Zaydena i nadal nie mogłam odgadnąć, co siedzi mu w głowie. Między jego brwiami była lekka zmarszczka, która pojawiała się zawsze wtedy, gdy stawał się spięty, zamyślony albo zmartwiony.
- Tak chyba będzie lepiej.
- Okej. A gdzie Devon?
- Co? - Zamyślony przeniósł na mnie wzrok, po czym pokręcił głową. - Śpi. Źle się czuł.
- Mogę pójść do niego?
- Tak, jasne.
Ruszyłam do pokoju chłopca ciągle dziwnie zestresowana. Gabriela Williams właśnie siedziała w mieszkaniu Zaydena. Rozbolała mnie głowa. I musiałam brać głębsze wdechy.
Delikatnie pociągnąłem za klamkę, a następnie weszłam do pomieszczenia, gdzie było dość ciemno. Żaluzje zostały spuszczone, a jedyne, co oświetlało pokój, to lampka nocna, na której teraz leżała jakaś bluzka. Najpewniej po to, aby światło nie było zbyt intensywne.
Usiadłam na skraju dużego łóżka, a następnie spojrzałam na chłopca, który obrócił głowę, mamrocząc coś przez sen. Na jego brwi znajdował się opatrunek, ale poza tym nie wyglądał źle.
Nie chciałam go budzić, więc cicho położyłam się obok. Przykryłam się kołdrą, zamierzając czekać, aż się obudzi albo aż Zayden przyjdzie.
Napisałam Lily, że nie przyjdę, co nie wydawało się dla niej wielkim zaskoczeniem. Słyszałam przez cały czas rozmowę Zaydena i Gabrieli, ale na tyle cicho, że nie mogłam z niej praktycznie nic wyłapać. Bardziej pojedyncze słowa takie jak "tata", "Devon", "kuratorium", "szkoła", "Rosanna".
- Francie? - mruknął nagle zaspany chłopiec, orientując się, że ktoś leży obok niego.
Devon regularnie łamał mi serce, ale ja nie miałam żalu. Bolało, jednak dziwne by było, gdybym to ja została osobą, która nie potrafiłaby go zrozumieć. Pamiętałam, jaka byłam, gdy Lily i mama mnie zostawiły. Pamiętałam, co czułam i jak bardzo to bolało. A teraz najbardziej bolała mnie myśl, że Devon pewnie czuje się jeszcze gorzej.
- Nie. Rosie - powiedziałam cicho, gdy chłopiec ziewał, a następnie popatrzył na mnie zmrużonymi oczami. - Jak tam, mały wojowniku?
Devon zaśmiał się cicho, po czym przysunął się do mnie, aby po chwili przytulić się do mojego ciała. Objęłam go i złożyłam pocałunek na jego głowie.
- Jesteś zła? - zapytał. - Że się pobiłem?
- Trochę jestem - przyznałam.
- Czyli nie przekonasz Zaydena, żeby oddał mi nintendo i telefon? - westchnął zrezygnowany.
- Na ile ci je zabrał?
- Na cały tydzień. Bo na tyle mam zwolnienie lekarskie. I co ja mam robić w mieszkaniu?
Otworzyłam szerzej oczy, gdy skupiłam się na tym, że Dev ma przez tydzień siedzieć w mieszkaniu. A my z Zaydenem pracowaliśmy i studiowaliśmy.
Francesca, wracaj.
Żart.
- Coś będziesz musiał wymyślić - mruknęłam. - Jeśli Zayden tak zdecydował, to tak musi być. To co? Powiesz mi, o co poszło?
Chłopiec głośno westchnął, ale nie odpowiedział na moje pytanie. Ciągle leżał przytulony do mnie, a ja go obejmowałam.
- Mówili coś o tacie? - zapytałam.
- Nie.
- To co ci powiedzieli?
- Oni byli starsi i dokuczali kuzynce Ashtona, a ona jest w pierwszej klasie. I Ashton się z nimi kłócił, a ja chciałem go odciągnąć, żeby nie miał kłopotów.
- I co się dalej stało?
- I jeden powiedział, że dadzą jej spokój, jeśli oddam im mój zegarek. I chciał go ściągnąć, więc go kopnąłem i tak wyszło. Ale ich było więcej i oni mówią co innego, a na nagraniu z kamery nie widać tego, że chciał mi zabrać zegarek i przez to dyrektorka myśli, że to ja wszystko zacząłem.
Zacisnęłam usta, od razu czując przypływ złości. Gówniarze nie wiedzieli, że jeśli zadarli z Devonem Williamsem, to zadarli też z Rosie Denise.
- Nie martw się, porozmawiam z dyrektorką.
- Naprawdę? Nie jesteś zła? - Zaskoczony podniósł się tak, aby na mnie spojrzeć.
Bez przesady.
- Jestem, bo twoje zdrowie jest ważniejsze od jakiegoś zegarka. Musisz bardziej analizować sytuacje. Gdyby zabrał ci zegarek, to odzyskalibyśmy go, a chłopak wyleciałby ze szkoły. A teraz? Masz rozwaloną twarz, wstrząs mózgu i przypał w szkole. I nie masz nintendo i telefonu.
- I tak było warto. Ja nie mam nintendo i telefonu, a on górnej jedynki. Stałej.
Zacisnęłam usta, próbując zachować powagę. Pojęcia nie miałam, co powinnam odpowiedzieć, ale nie musiałam tego robić, bo drzwi się otworzyły. Spojrzałam na Zaydena, który wszedł do pokoju, a następnie uniósł brew, patrząc na nas. Kochałam go w dresach. I w takim domowym wydaniu.
- Cześć. Jak się czujesz? - zapytał brata.
- W porządku - odburknął Devon.
Zayden skinął głową, zanim podszedł do biurka i usiadł na krześle, nadal na nas patrząc. Miałam wiele pytań w głowie, ale się nie odzywałam, bo nie wiedziałam, czy Devon w ogóle wie, że jego mama tu była. Albo nadal jest. Zayden odchrząknął, a następnie przeczesał palcami włosy. Były już dość długie jak na niego, przez co wpadały mu do oczu, gdy ich nie zaczesał.
- Jest coś, o czym chcę z wami porozmawiać - zaczął poważnie. - Chcę znać opinie was obojga, bo sam nie wiem, co o tym myśleć. Ale najpierw dajecie mi powiedzieć bez jakiegokolwiek przerywania, a później mówicie. Jeśli którekolwiek mi przerwie, to koniec tematu. Jasne?
Sugar Zaddy.
Zmarszczyłam brwi w zastanowieniu, ale od razu pokiwałam głową. Devon przytulił się mocniej do mojego ciała, ale także się zgodził.
- Przed chwilą rozmawiałem z mamą, była tutaj - zaczął Zayden, na co chłopiec od razu otworzył usta i podniósł się do pozycji siedzącej.
Chciał coś powiedzieć, ale chyba przypomniał sobie wcześniejsze słowa brata, bo ostatecznie się nie odezwał.
- Złożyła też papiery rozwodowe. Jako że ona i ojciec mieli podpisaną intercyzę, to prawdopodobnie zostanie bez niczego, ale i tak postanowiła się odciąć od taty.
Przyszła po pieniądze. Dziwka.
- Ale jak coś, to nie chce pieniędzy.
Wybacz, Gabrielo.
- Chciałaby odnowić z tobą kontakt, Devon - powiedział, patrząc na brata. - Chcę, żebyś wiedział, że decyzja należy w tym momencie głównie do ciebie. Nie tylko do ciebie, bo nawet jeśli ty będziesz chętny, to nie jestem przekonany, czy ja się zgodzę. Ale możesz mieć pewność, że jeśli ty nie chcesz regularnie widywać się z mamą, to temat zakończony. Ale jeśli chcesz, to też miej na uwadze, że na pewno nie zgodzę się, abyście zostawali tylko we dwójkę. Nawet nie wchodzi to w grę, przynajmniej z początku. I też na pewno nie zgodzę się na dłuższe spotkania. Chcę wiedzieć, co wy w ogóle o tym myślicie.
Było mi miło, bo Zayden pytał mnie o zdanie. Nie byłam osobą, która miałaby jakiekolwiek prawo wtrącać się w tę sprawę, a on jednak chciał wiedzieć, co myślę. I bardzo to doceniałam.
Devon się nie odzywał, więc zdecydowałam się zrobić to jako pierwsza.
- Na ten moment nie zgodziłabym się - przyznałam szczerze. - Po prostu ja nie wierzę w jej dobre intencje i nie ufam jej, ale też nie znam całej sytuacji. To tak z mojego punktu widzenia. Ale to głównie powinno zależeć od Devona. Jeśli tęskni za mamą, to może warto przynajmniej iść razem na jakiś obiad... Nie wiem...
Zayden skinął głową w zrozumieniu, ale nie skomentował moich słów. Zamiast tego znowu przeniósł wzrok na Devona.
- Dev. Tęsknisz za mamą? - zapytał łagodnie.
- Nie. Nie chcę się z nią spotykać - powiedział niemal szeptem. - Wiem, że dzisiaj źle zrobiłem, ale nie każ mi za karę spotykać się z nią. Proszę.
Chłopiec znowu przytulił się do mnie, chowając twarz w zagłębieniu mojej szyi, gdy ja po chwili poczułam jego łzy spadające na moje ramię. I jak mogłam mieć do niego o cokolwiek żal?
- Nie płacz, nikt nie każe ci za karę spotykać się z mamą. Prawda, Zayden?
Spojrzałam na Williamsa, ale on miał ciągle tę surową minę. I nie odpowiedział.
- Zayden, do cholery - prychnęłam. - Będziesz tak patrzył?
- Gdyby słuchał mnie uważnie, toby to wiedział. Powiedziałem ci, że jeśli się nie zgodzisz, to koniec tematu - odburknął niezadowolony.
- Zayden. - Posłałam mu już naprawdę wściekłe spojrzenie.
Brunet przewrócił oczami, ale ostatecznie podszedł do nas i usiadł na łóżku tuż obok chłopca, aby następnie położyć dłoń na jego plecach.
- Dev. Nie mówię tego dlatego, że chcę cię ukarać - powiedział, zanim westchnął. - Młody. Wiesz, że cię kocham. Nie chcę dla ciebie źle. Po prostu wiem, że masz ciężki tydzień i chciałem dać ci podjąć decyzję, bo liczę się z tym, czego chcesz. Nie chcesz spotykać się z mamą, to nie będziesz tego robił, jasne? Pomyślałem, że możesz chcieć tego, bo ja osobiście czasami o niej myślę i rozważam danie jej kolejnej szansy. Ale ciebie nie zamierzam do tego zmuszać, rozumiesz?
- Tak. - Chłopiec pociągnął nosem. - Zayden...
- Słucham?
- A kto będzie ze mną cały tydzień, jeśli nie ma Franceski? Nie mama, prawda? - zapytał, obracając się, aby spojrzeć na Zaydena.
- Coś wymyślimy. Nie jesteś obłożnie chory. Może idealną karą byłoby to, gdybyś jeździł ze mną do kancelarii i chodził na zajęcia. Bez telefonu i nintendo. Co myślisz, Rosanno? Wystarczająca kara za wybicie dzieciakowi zęba i złamanie mu nosa?
- Nie - jęknął chłopiec, po czym spojrzał na mnie. - Rosie, powiedz mu coś. Francesca nigdy by się nie zgodziła.
Zayden chciał coś powiedzieć, ale podniosłam rękę, pokazując mu, że ma tego nie robić. Oczywiście, że chciałam, aby Devon kochał mnie równie mocno jak ją. Ale nie zamierzałam dawać mu pozwolenia na takie teksty. To było manipulowanie. Od najmłodszych lat znał sztuczki Williamsów.
- Myślę, że to nie jest zły pomysł. Przyda mi się towarzystwo na poniedziałkowym wykładzie. Cholernie nudny i długi - powiedziałam, zanim wstałam. - Będę się już chyba zbierać. Chciałam tylko zobaczyć, jak się czuje Devon.
- Jesteście okropni - mruknął chłopiec.
- Tak, powinnaś już iść - przyznał Zayden, po czym także wstał i podszedł do mnie.
Aua.
- Amm... Tak...
- Przyniosę ci wieczorem ravioli - mówił, gdy wyszliśmy na korytarz. - A ty, Devon, myśl teraz, jak przekonasz mnie, abyś nie dostał takiego ochrzanu, na jaki zasługujesz.
- Co? - Chłopiec wyszedł za nami z pokoju. - Nie... Zayden... Rosie, ja żartowałem. Z wielką chęcią pójdę z wami na uczel...
- Cisza. - Zayden wskazał na niego palcem, po czym spojrzał na mnie. - W kancelarii było spoko?
Trudno było mi się skupić, gdy kątem oka widziałam spanikowanego Devona.
- Tak.
- Pogadamy później.
Wyszłam z mieszkania Zaydena i ostatnie, co usłyszałam, zanim zaczęłam schodzić po schodach, to krótkie: "Czy masz świadomość, jak bardzo mnie wkurzyłeś, czy powinienem ci zrobić na ten temat prezentację multimedialną?".
Ostatecznie zdecydowałam się pójść do Lily i Gabby, mimo że w sumie nie miałam na to ochoty. Ale po prostu czułam, że powinnam to zrobić. Musiałam przeprowadzić rozmowę z Gabby i mieć to z głowy. Było mi niedobrze na samą myśl o poważnej rozmowie. I czułam wyrzuty sumienia, że przeze mnie Devon dostaje właśnie opierdol.
Znałam Zaydena i wiedziałam, że nie ma drugiego aż tak przerażającego człowieka jak on, gdy jest wściekły. W końcu był Williamsem.
- Ledwo przyszłaś i już gdzieś idziesz? - zapytał Elliot, który leżał na kanapie, gdy wyszłam z pokoju przebrana w mniej eleganckie ubrania. - Do mnie dzisiaj przychodzą ziomki. A ty gdzie?
- Na wino do Lily - odpowiedziałam, patrząc w lustro. - Sophia będzie?
- Nie. Ale czekaj, pokażę ci coś. - Podekscytowany wstał z kanapy i pobiegł do swojego pokoju. - Chodź! Pokażę ci, co kupiłem jej na urodziny!
- Urodziny? - Zmarszczyłam brwi, idąc za nim. - Przecież ma dopiero... Jezu, już maj.
- Za dwa tygodnie. - Ellie zaśmiał się. - Ale luz, ona i tak nic nie planuje robić na urodziny. Nie lubi ich obchodzić.
Weszłam do pokoju przyjaciela, aby zobaczyć, że z szuflady w biurku wyciąga małe pudełeczko, a następnie podchodzi z nim do mnie. Z uśmiechem na twarzy wzięłam je i otworzyłam. Od razu mogłam zobaczyć w nim naszyjnik.
- Wow, naprawdę śliczny - powiedziałam szczerze.
- Weź go pod słońce i zbliż oko do tego kamienia - mówił z ekscytacją.
Zaciekawiona zdjęłam naszyjnik z gąbeczki, a następnie zrobiłam to, co powiedział chłopak, aby po chwili z zachwytem otworzyć usta. Spojrzałam na szatyna, który dumnie się uśmiechał. Zdecydowanie najbardziej uroczy człowiek świata.
- Wasze zdjęcie. Sophia będzie zachwycona. To totalnie kochane - mówiłam, patrząc jeszcze raz z przymrużonym okiem na kamień. - Ile za to dałeś?
- Niedużo, jakieś sto funtów? Zabiorę ją na kolację, to mój plan. I jeszcze coś dokupię.
Jeszcze przez chwilę porozmawiałam z Elliotem, zanim rzeczywiście poszłam do Lily. Byłam zmęczona, bo od tygodnia nie miałam dnia, aby poleżeć sobie w łóżku i odpoczywać tak po prostu. Dzień w dzień, gdy już się kładłam, to zasypiałam w sekundę. Czułam się źle.
Drzwi otworzyła mi Lily, która już wyglądała, jakby wypiła wino i zapomniała o swoim pechowym dniu. Weszłam do salonu i nawet nie byłam zaskoczona, widząc na kanapie Raidena, który rozmawiał z Nayą. Gabby za to siedziała na dywanie przy stoliku kawowym i malowała swoje paznokcie, a także piła wino.
- Rosie, moja ulubiona przyjaciółka - zaczął Charlie, który pierwszy mnie zauważył, wychodząc z łazienki. - Jak tam dzieciaczek twój i Zaydena? Bardzo ma przejebane?
- Umiarkowanie - zaśmiałam się.
Pocałowałam chłopaka w policzek, po czym ruszyłam do salonu, gdzie z każdym przywitałam się w ten sam sposób. Spojrzałam na Gabrielę, czując ciągle dziwny stres. Chciałam mieć tę rozmowę za sobą.
- Gabby, możemy pogadać na osobności?
- Jasne. - Pokiwała głową, po czym wstała, biorąc ze sobą lakier do paznokci.
Weszłam z Gabrielą do jej pokoju, a następnie usiadłam na wielkim pufie, opierając się o ścianę. Rudowłosa za to usiadła przy toaletce i niemal od razu wróciła do malowania swoich paznokci. Spojrzałam na własne, nie mogąc się doczekać jutra. Jutro miałam paznokcie.
Pokój Gabby był bardzo w jej stylu. Różowy puf, wszędzie lampki, porozwieszane zdjęcia. A do tego na ścianie fioletowy neon z literką "G".
- Podobno Francesca wyjechała - zaczęła dziewczyna, podnosząc na mnie wzrok.
- Mhm... - Skinęłam głową. - Devon za nią tęskni. Dziwna sytuacja.
- Jak będzie starszy, to zrozumie, co i jak. Między tobą i Williamsem wszystko dobrze?
- Chyba tak. A między tobą a Shawnem?
Ta rozmowa była niesamowicie niezręczna.
- Dobrze.
Między nami zapanowała cisza, która tak się dłużyła, że czułam, jakby trwała dobre dziesięć minut. W rzeczywistość minęło może z trzydzieści sekund, zanim zdecydowałam się odezwać.
- Byłam totalnie wkurzona, gdy Zayden mi powiedział o tej sytuacji w Stanach - przyznałam. - Nie chciał pisnąć słówkiem, ale w końcu go przekonałam, żeby mi powiedział, czemu ma do ciebie taki dystans i opowiedział mi to. Po prostu nie wiem... Jakby rozumiem, że byłaś pijana i wszystko, ale ja jestem mocno wyczulona, jeśli chodzi o zdradę, i to we mnie uderzyło.
Gabby zakręciła lakier do paznokci, ale ciągle nie spuszczała z nich wzroku. Kiwała głową z poważną miną.
- Nie chcę być na ciebie zła i rozumiem wszystko, co napisałaś - kontynuowałam. - Wiesz, wybaczam ci i wszystko, nie mam jakiegoś żalu, tylko nie wiem... jak szybko wrócimy do normalnej relacji. Nie chcę mówić, że wszystko okej, a później na przykład zobaczę cię pijaną przy Zaydenie i będę mieć znowu głupie myśli.
- Rozumiem - westchnęła, podnosząc na mnie wzrok. - Wiesz, co jest najgorsze?
- Co?
- Że ja tamtej sytuacji nie pamiętam praktycznie w ogóle. Wiesz, że ja często żartuję w taki sposób. Nie wiem, gdy mówiłam do Xandera, że jak Julia z nim zerwie, to go zaklepuję. Gdy często żartowałam coś z Elliotem. Po prostu taki mam spieprzony charakter. I chciałabym powiedzieć, że wtedy tez żartowałam. Ale nie mogę, bo nie pamiętam.
- Podoba ci się? - zapytałam prosto z mostu, na co Gabby zmarszczyła brwi. - Zayden.
- To Zayden Williams, komu on się nie podoba? - Zaśmiała się ironicznie, zanim wróciła do malowania paznokci. - Ale nigdy bym nie chciała z nim być. W jakikolwiek sposób. Nawet jeśli ja nie byłabym z Shawnem, a Zayden z tobą.
- Bo?
- Bo znam go dłużej niż ty. Dla ciebie jest aniołem i nawet jeśli ty tak nie uważasz, to uwierz w to. Ja widziałam, jak traktował wcześniej dziewczyny. I wiem, że wtedy nim gardziłam jako człowiekiem. Byłam miła, bo wiedziałam, co znaczy mieć przejebane u Zaydena. Ale nienawidziłam jego zachowań. Nigdy nie chciałabym być jedną z dziewczyn, które traktował jak zabawki. Lily myślała, że jest wyjątkowa, ale ja widziałam, jak on na nią patrzył. Tak samo jak na te wszystkie panny z uczelni. Wiesz, na jednej imprezie potrafił pieprzyć się z jakąś w kiblu, a na drugi dzień, gdy na korytarzu mówiła mu "cześć", całkowicie ją zignorować. Nie winię go jakoś bardzo, bo on naprawdę nigdy nikomu nie dawał nadziei. Po prostu każda z nich wierzyła, że stanie się wyjątkowa, ale tak się nie działo. I w końcu pojawiłaś się ty, a on zainteresował się tobą. Dosłownie od razu.
Mało kiedy ktoś z boku o tym mówił. Zayden nie wypierał się przeszłości i czasami coś wspominał, ale inni tego nie robili. To nie tak, że żyłam w nieświadomości. Nie urodziłam się wczoraj, żeby nie wiedzieć, że bycie dżentelmenem przez Zaydena kończyło się na otwieraniu dziewczynom drzwi.
Wiedziałam jednak, że nigdy nikogo do niczego nie przymuszał, więc przeszłość zostawiłam za nami.
- Co znaczy "od razu"?
- No jakoś w pierwszy wieczór? Lily i Xander robili ci to przywitanie, a ty byłaś umówiona z kimś tam. Zayden spotkał cię wtedy na korytarzu, ale na początku nic nam o tym nie powiedział. Dosłownie na początku kompletnie nic nie wspomniał o tobie i nagle wiesz, tu obejmuje sobie Lily, ta się klei do niego, a Williams: "Twoja siostra wie, kim jestem?". To było takie śmieszne. On nie mógł uwierzyć, że mogłaś być dla niego suką.
- I co Lily na to?
- Nie pamiętam. Ale Raiden był chujem i powiedział coś w stylu: "Boli, że nie każda dałaby ci dupy, bo masz ojca, który może wszystkich zniszczyć?". No i Zayden się wkurzył, kazał mu przyjść na targi czy coś, a Raiden był chory. Jakby wiesz, wszyscy wiedzieli, że Williams zrobił to specjalnie. Xander jakoś tam stanął w twojej obronie, ale Zayden mu na to, żeby pilnował siostry i "trzymał ją na smyczy, jeśli suka nie umie się zachować". No i wtedy już wiedziałam.
Kazał trzymać mnie na smyczy. Niewiarygodne.
- Wiedziałaś co? - zaśmiałam się.
- Że cię pokocha. Widziałam to za każdym razem. Shawn mi mówił, że się pozabijacie, a mnie to tak śmieszyło. Lubię obserwować ludzi, a Zayden zawsze był taki obojętny. Nawet gdy był chujem, to był tym obojętnym chujem, a przy tobie... Był wkurwionym chujem.
- Średnio dobrze to zabrzmiało - zaśmiałam się.
- Wiem. Ale tu chodzi, że w końcu pokazywał emocje. Ty nie widziałaś w nim przemiany, ale my tak. Wiesz, co mi strasznie utkwiło w głowie?
- Co?
- Byliśmy wtedy na jakiejś imprezie, to chyba jedna z pierwszych z tobą. Halloween? Możliwe. - Zastanowiła się. - Nie jestem pewna. Chyba tak. Mieliśmy w coś grać i był taki chaos i nagle Xander pokazał nam głową na waszą dwójkę. A ty wtedy miałaś dłonie na jego policzkach i naciągałaś mu usta, żeby się uśmiechnął. I on tak totalnie szczerze się zaśmiał. Pierwszy raz go widziałam, jak śmiał się, ale tak... Nie dlatego, że był zjarany czy pijany, tyko dlatego, że naprawdę był szczęśliwy. No i wtedy dałam wam wyzwanie, żebyście się pocałowali. Kto wie? Może gdyby nie ja, to nigdy byście nie byli razem? Zayden jest bardzo skomplikowany i wiele mi się nie podoba w jego zachowaniu, ale jest moim przyjacielem. Zawsze chcę, żeby moi przyjaciele byli szczęśliwi, a ty jesteś jedyną osobą, która go stale uszczęśliwia. Nigdy nie chciałabym pomiędzy was wchodzić i odbierać mu tego szczęścia.
Moja rozmowa z Gabby trwała dłużej, niż myślałam, a mnie chyba całkiem odeszła niechęć do niej. Zrozumiałam, że chciała dla nas dobrze. Ja również nie byłam idealna i zawsze liczyłam na drugą szansę, więc sama także zamierzałam ją dawać.
Wieczór po prostu minął okej. Nie chciałam wracać do mieszkania, bo tam Elliot pił z kolegami i wiedziałam, że nie będę mogła liczyć na ciszę i spokój. Więc zamiast tego przysypiałam z głową na nogach Alexandra.
Byli wszyscy poza Elliotem, Zaydenem i Julią, która wyjechała do Londynu. Wypiłam jedną lampkę wina, która właściwie bardziej mnie przymuliła. Zbyt mocno przejmowałam się wszystkim, aby móc imprezować z nimi.
Byłam wpółprzytomna, gdy słyszałam, że drzwi się otwierają, a słysząc głos Zaydena, nieco się rozbudziłam. Nie ogarniając sytuacji, podniosłam się na przedramieniu i otworzyłam oczy.
- No i śpiąca księżniczka obudziła się na widok księcia. - Charlie roześmiał się wesoło. - Jest nieprzytomna, a my chcemy iść do klubu.
- Wypiła za dużo? - zapytał Zayden, zanim podszedł do mnie.
Zaddy.
- Nie, nic praktycznie - odpowiedziała Lily, gdy ja podnosiłam się do pozycji siedzącej. - Ale zasnęła dosłownie od razu.
- Nie spałam - mruknęłam. - Cały czas czuwałam. Na pięć minut zmrużyłam oko. Co ty tu robisz? - zapytałam Zaydena.
- Przyszedłem po ciebie, bo Alexander napisał, że od trzech godzin śpisz i nie idzie cię obudzić.
Machnęłam ręką, po czym zgodziłam się iść z Zaydenem do niego. Ciągle zaspana pomachałam do wszystkich, a następnie wyszłam razem z Williamsem. Szłam za nim, patrząc na jego tyłek. Tak z nudy.
- Jak z Devonem? - zapytałam zmęczona.
- Chujowo. Ale w poniedziałek ma psychologa, więc może będzie lepiej. I w środę, i piątek. A jak to nie pomoże, to będzie miał codziennie terapię.
- Dobre rozwiązanie. - Ziewnęłam, czekając, aż otworzy drzwi.
- Ty masz jutro?
- Mhm. Jutro mam dużo do zrobienia.
- Co takiego?
Weszłam do mieszkania, od razu ruszając w kierunku schodów. Nawet nie miałam butów na nogach. Trochę żyliśmy tak, jakby kamienica była jednym wspólnym domem, a mieszkania naszymi pokojami.
- Mam paznokcie, później psychiatrę, później muszę popracować z Samuelem, bo Theodor kazał nam napisać wniosek o kasację, a wieczorem muszę coś załatwić, ale nie powiem co, bo nie chcę zapeszać.
- Słucham? - Zayden ironicznie się zaśmiał. - Żartujesz ze mnie?
Obróciłam się na schodach, aby spojrzeć na Williamsa, który wydawał się zły. Oczywiste. Nic nie odpowiedziałam, a jedynie ruszyłam do garderoby, gdzie zaczęłam się rozbierać.
- Mogę twoją koszulkę?
- Możesz mi, kurwa, odpowiedzieć, jak cię pytam?
- Nie. Powiem ci w niedzielę - mruknęłam. - Nikomu na razie nie mówię.
- Pytam o Theodora i Samuela. Naprawdę ten pierwszy chuj kazał ci pracować z tym drugim?
- Tak, ale nie było źle. Mogę tę koszulkę?
- Tak.
Wzięłam prysznic i umyłam zęby szczoteczką, którą specjalnie sobie kupiłam do mieszkania Zaydena. Właściwie to łazienka Zaydena średnio wyglądała jak łazienka Zaydena. Utrzymywałam porządek, bo to było dla niego ważne. Ale nadal traciła ten surowy charakter przez mój różowy ręcznik, podpaski na półce, kolorowe gumki do włosów i prostownicę. W ciągu tygodnia przyniosłam tu za dużo rzeczy.
Rozbudziłam się i byłam dość wyspana, więc teraz miałam ochotę na ravioli. Przeciągając się, weszłam do sypialni Zaydena.
- Naprawdę mam to gdzieś. Albo oddasz to mnie, albo w poniedziałek nie podpiszę umowy - usłyszałam głos Zaydena przez otwarte okno.
Był na dachu, przez co w całym pokoju zrobiło się cholernie zimno. Momentalnie wskoczyłam na łóżko, okrywając się kołdrą. Zayden zaśmiał się ironicznie, a ja już współczułam osobie, z którą rozmawiał.
- Ja? To ty robisz na złość mnie - kontynuował. - Myślisz, że co? Że jestem młodszy i możesz sobie na to pozwolić? W tym kraju każda kancelaria będzie się o mnie zabijać i całować mnie po butach, żebym tylko u nich pracował.
Przynajmniej miał wysokie poczucie własnej wartości. Westchnęłam, bo już domyślałam się, co go doprowadziło go do takiego stanu. I właściwie to nie zaskoczyło mnie to ani trochę. Zayden niczego nie znosił bardziej od tego, gdy ktoś z nim pogrywał. A Theodor to robił. Zayden udowadniał, że Samuel jest za słaby do pracy w tej kancelarii, a Theodor w odpowiedzi kazał mi pracować z Samuelem.
Przez chwilę nie słyszałam głosu Zaydena i już zaczęłam się zastanawiać, czy nie spadł z dachu, ale w końcu dobiegło mnie jego prychnięcie.
- Nie robisz mi łaski. I powtarzam ci ostatni raz, przestań mnie traktować jak gorszego. Joseph nie po to dał mi tyle pieniędzy, że byłem skłonny wrócić do Anglii i u was pracować, żebyś teraz ty sprawił, że odejdę z kancelarii. Nie uważasz? - mówił ze złością, zanim znowu przez chwilę się nie odzywał. - Ustaliliśmy warunki. Rosie pracuje albo indywidualnie, albo ze mną. Ona, kurwa, studiuje i ma milion rzeczy na głowie. Nie będzie marnować czasu na spotkanie z jakąś pizdą, która nie potrafi napisać poprawnie jednego wniosku. Rozumiesz?
Nie wyobrażałam sobie rozmawiać takim tonem z szefem. Kim trzeba było być, aby móc pozwolić sobie na coś takiego?
- Mam nadzieję. Do zobaczenia w poniedziałek. Przyjadę z Devonem.
Sekundę później Zayden wszedł przez okno do pokoju, a następnie zamknął je za sobą. Spojrzał na mnie, ale mój widok nie wywołał u niego żadnego zszokowania.
Brrr, zimno.
- Napiszesz razem ze mną wniosek o kasację - powiedział beztrosko. - Jutro zajmij się tymi paznokciami czy czymś, a kasacja w niedzielę. Co o tym myślisz?
- Że jesteś totalnym chujem - powiedziałam, na co on minimalnie się uśmiechnął.
- I co? Niby tego nie lubisz, co?
Rzucił się na łóżko, a następnie nachylił nade mną, aby z rozbawieniem patrzeć mi w oczy.
- Nie lubię. - Zaśmiałam się, nie mogąc zachować powagi. - Nie możesz być takim chamem, który każdego gnoi. Wiesz, jak ludzie się ciebie boją? Wiesz, jak na ciebie patrzą? Jakbyś był jakimś pieprzonym królem, który zaraz wyda na nich wyrok śmierci.
- I co? Naprawdę tego nie lubisz? - kontynuował z rozbawieniem.
- Nie lubię. Od jutra zacznę z ciebie robić tego miłego.
- Tak? - zaśmiał się. - A wiesz, jak na ciebie patrzą ludzie na uczelni?
- Niby jak? - Zmrużyłam oczy, czując dziwny niepokój.
- Nie wiem, bo przy mnie nawet nie mają odwagi na ciebie spojrzeć. I to jest szacunek, na który pracowałem latami. - Wzruszył ramionami ze śmiechem, a następnie musnął swoimi ustami moje. - Czyli nie cieszysz się, że zamiast pisać wniosek z Samuelem, napiszesz ze mną?
Przygryzłam policzek, aby się nie śmiać, gdy widziałam rozbawienie w jego oczach. W tym tygodniu tak mało się uśmiechał i teraz naprawdę doceniałam to spojrzenie.
- Dobrze, że go dojechałeś. Przy nim musiałam pracować, a przy tobie będę mogła się opieprzać.
- Jestem szlachetny, ale w granicach rozsądku.
Patrzyłam na niego z uśmiechem. Chciałam zapytać, o czym rozmawiał z mamą, co myśli o zachowaniu Devona, co mu powiedział. Miałam wiele pytań, ale widząc uśmiech Zaydena, nie zadałam żadnego.