Niemal jak mantrę powtarzamy: "Ledwo wyrabiam". A czasem: "Mam za dużo na głowie". Tak opisujemy współczesne życie, które toczy się nieprzerwanie przez całą dobę.
Od dawna jesteśmy zwodzeni wizjami wspanialszego życia, a dążenie do niego wymaga takiej ilości energii, jaką większość z nas nie dysponuje. Zostaliśmy nauczeni, by patrzeć w przyszłość i dążyć do tego, czego nie mamy, skupiać się na kolejnej sprawie w cyklu ciągłego braku satysfakcji, który uwydatnia to, czego boimy się najbardziej: niepewność.
Gdy wszystko wydaje się zbyt trudne, mózg kapituluje, a umysł pogrąża się w chaosie, często w najmniej odpowiednim momencie.
Być może znasz ten stan odrętwienia, wyczerpania przypominającego uporczywe zmęczenie, które przenika na wskroś. Nic dziwnego, że wielu tak się czuje. Przystosowano nas do optymalizacji każdej godziny każdego dnia i mimo drobnych problemów i wątpliwości nie poddajemy się - ignorujemy zmęczenie i idziemy naprzód. Ciało reaguje w najlepszy znany mu sposób: skupia się na kwestiach podstawowych. Wyłącza się i koncentruje na tym, co w danej chwili najważniejsze - śnie i odpoczynku, by wzmocnić wyczerpane układy. Ciało dysponuje siłą natury; niemal zawsze osiąga swój cel.
Wrażenie, że wszystko się sypie, nie jest niczym niezwykłym, ale powoduje, że czujemy się źle, o czym świadczy wzrost wskaźników dotyczących stanu wypalenia zawodowego i chorób psychicznych. A gdy dochodzimy do etapu, w którym czujemy, że nic nas nie obchodzi i chcemy tylko świętego spokoju, najczęstszą radą jest zazwyczaj priorytetowe potraktowanie zadbania o siebie. Kojarzy się to z kolejnym zadaniem do wykonania - obowiązkiem wymagającym wysiłku, organizacji i środków finansowych. Możesz pomyśleć: od czego w ogóle zacząć?
Wymowne jest to, jak zrodziła się koncepcja dbania o siebie. Powstała ona jako forma troskliwej opieki mającej na celu zapewnienie siły i energii czarnoskórym aktywistkom ruchu feministycznego. Jednak, podobnie jak większość wartościowych rzeczy, jej prawdziwe znaczenie zostało zatracone, gdy ideę dbania o siebie wchłonęła retoryka kapitalistyczna: kup to i zrób to, a w końcu poczujesz się lepiej! Cienka granica dzieli dbanie o siebie od samodoskonalenia, kolejnego ukrytego sposobu na zwiększenie produktywności, by zoptymalizować swoje "najlepsze ja". Jest on mocno wpierany przez technologię: zamiast słuchać, jesteśmy nastawiani na to, by obserwować liczby i śledzić efekty swojego zaangażowania, a w ten sposób pozwalamy, by o naszym samopoczuciu decydowały dane. W dodatku mamy do czynienia z globalną branżą wartą biliony dolarów.
Nikt nie zarabia, jeśli decydujemy się na odpoczynek, na to, by robić mniej i poczuć więź z naturą. Ale na spokojniejsze życie wcale nie musimy sobie zasłużyć. Nauka wskazuje, że właśnie tego potrzebujemy, żeby żyć długo. Produktywność nie jest słowem zakazanym, ale to tylko jeden sposób, by pogodzić ją z zachowaniem równowagi fizycznej i emocjonalnej. Trzeba powrócić do dawnych nawyków, które stanowią przeciwwagę dla współczesnych oczekiwań i obowiązków. Stanowiły one fundament codziennego życia przez większą część naszej historii ewolucyjnej i zawsze sprzyjały dobremu samopoczuciu. Mogą wspierać nas również teraz - pozwalają mózgowi odetchnąć.
Praktyki życiowe, które mają dla nas największe znaczenie, nie są wspaniałymi nowymi pomysłami, lecz znanymi od dawna nawykami wspierającymi nas pośród chaosu i zamieszania hiperwygodnego, wspomaganego sztuczną inteligencją współczesnego życia. Przypominają, co to znaczy być człowiekiem. Owszem, można je uznać za zbyt proste, ale właśnie dlatego mają takie znaczenie: z biologicznego punktu widzenia są dla nas wszystkich niezbędne. Kiedy uznajemy je za ważne, tworzymy solidny fundament dobrego samopoczucia. Wspomniane nawyki to w istocie małe kroki, dzięki którym możemy wrócić do tego, co w naszym istnieniu najważniejsze - ludzkiej natury.
Sytuacja każdego z nas wygląda nieco inaczej. Być może potrzebujesz aktywnego odpoczynku: celowego oderwania się od pracy, delektowania się krótkimi chwilami ciszy, pozwolenia myślom na swobodne błądzenie, poszukiwania ukojenia. Jeśli jesteś osobą neuroatypową lub zdiagnozowano u ciebie chorobę psychiczną, pierwszym krokiem do budowania tych nawyków mogą się okazać leki. Większości z nas rozmowa z kimś, kto - jak głosi reguła benedyktyńska - "słucha uchem serca", zapewnia spokój, którego potrzebujemy, by się zatrzymać i wewnętrznie wyregulować. Kiedy zwalniamy, dokonujemy pewnego rodzaju rozrachunku i zadajemy sobie pytania o to, co tak właściwie w życiu ma znaczenie - co się sprawdza, a co nie?
Nasz mózg potrzebuje odpoczynku, ponieważ nie został zaprojektowany do ciągłej pracy, gdy większą część dnia spędzamy na siedzeniu bez ruchu. Ewoluowaliśmy, by wykorzystywać ciało i ręce oraz przestrzegać podstawowych reguł: żyć zgodnie z porami roku; zapewniać sobie ekspozycję na światło słoneczne w celu regulacji organizmu; dbać o odpoczynek, żeby wzmacniać odporność i wspomagać procesy regulacji emocjonalnej; odżywiać się tak, by dostarczać ciału energii i utrzymać witalność; oraz ruszać się, żeby rozładować napięcie oraz wzmacniać mięśnie i dbać o kondycję. Jako istoty podlegamy cyklom wewnętrznym i zewnętrznym - porom roku - które sterują naszą energią. Ta podstawowa biologia zawsze wymagała i zawsze będzie od nas wymagać tworzenia celowej przestrzeni na oddech pomiędzy osiąganiem, tworzeniem i robieniem - między krzątaniem się a pełnią życia.
Na pierwszy rzut oka praktyki, o których mowa, mogą się wydawać próżnością - czymś, co robimy w tych rzadkich przypadkach, gdy dysponujemy nadmiarem wolnego czasu. Rzecz w tym, że naukowo udowodniono, iż wzmacniają nas one nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. I właśnie tego potrzebujemy: opartego na dowodach naukowych określenia, czym tak naprawdę jest długofalowe dbanie o siebie.
Naszym celem jest stworzenie - dzięki przestrzeganiu tych podstawowych zasad - przestrzeni do oddechu w codziennym życiu. Wszyscy wiemy, o czym mowa: o chwili przerwy i refleksji, okresie odpoczynku i wyciszenia; antidotum na zabieganie i wypalenie; okazji do zwolnienia tempa, powolnego spacerowania i obserwacji, choć na liście rzeczy do zrobienia znajduje się jeszcze wiele pozycji. Wiemy, że te wszystkie praktyki, dzięki którym zyskujemy przestrzeń do oddechu, nie wymagają nadmiernego nakładu czasu ani zasobów. W tym sensie są one dostępne dla nas wszystkich. Naszą rolą nie jest poszukiwanie sposobów, ale podzielenie dnia na części - robienie przerw, priorytetowe traktowanie czasu wolnego, celowe odwracanie się od ekranów - i powrót do zaspokajania podstawowych ludzkich potrzeb. Codziennie powinniśmy robić coś, co robilibyśmy dziesięć tysięcy lat temu: wygrzewać się w promieniach słońca, zdrzemnąć po południu, oddychać głęboko, wpatrując się w horyzont, usiąść pod drzewem i pomyśleć. W ten sposób wracamy do podstaw. Często jednak swojego ciała zaczynamy słuchać dopiero wtedy, gdy krzyczy do nas bólem, brakiem energii lub niepodważalnymi oznakami starzenia się, kiedy wkraczamy w nową fazę życia i uświadamiamy sobie, jak bardzo zmienia się nasza rzeczywistość.
Ta książka zachęca, aby uznać korzyści, jakie zapewnia chwila wytchnienia dla umysłu i ciała, oraz aby wprowadzić w życie proste, podstawowe nawyki. W wyjątkowy sposób wspierają one naszą determinację, kreatywność i produktywność, pozwalając nam na oddech, nawet gdy życie wydaje się przytłaczające - zwłaszcza gdy życie wydaje się przytłaczające.
Gdy ukazała się moja pierwsza książka, zaczęłam udostępniać na Instagramie cotygodniową listę zatytułowaną "Pięć sposobów na praktykowanie prostoty". Kilkoro czytelników skontaktowało się ze mną i zapewniło, że moja opowieść bardzo do nich przemówiła, ale chcieliby również otrzymać praktyczne wskazówki dotyczące prostoty w swoim życiu. Wkrótce uświadomiłam sobie, że tworzenie listy co tydzień jest drobnym wyrazem troski - zarówno wobec mnie samej, jak i wobec czytelników. Stało się to rytuałem: siadałam i zastanawiałam się nad tym, czego potrzebuję w nadchodzącym tygodniu. Wiele osób reagowało: "Nie wiem, jak to się dzieje, że zawsze sugerujesz akurat to, czego potrzebuję!". A przecież wszyscy żyjemy na tym samym świecie i zmagamy się z trudnymi i zwyczajnymi sprawami, które sprawiają, że życie jest piękne i pełne wyzwań. Oczywiście wszyscy potrzebujemy tych samych wskazówek, jak dobrze żyć. Czasami wystarczy małe przypomnienie.
Jakie są więc te praktyczne kroki do znalezienia przestrzeni na oddech w świecie, który - jak się wydaje - nieustannie przyspiesza i staje się coraz bardziej hałaśliwy, a wymagania i założenia zbytnio nam ciążą? To pytanie stało się zalążkiem mojego nieoficjalnego "projektu", w którego ramach starałam się lepiej zrozumieć swój umysł. Nie było to przedsięwzięcie radykalne; było skromne i ciche, czy wręcz niewidoczne - stopniowe uczenie się powoli odmieniło mój sposób myślenia, a później świadomość. Nie musiałam robić w życiu rewolucji, by znaleźć przestrzeń do oddechu pośród codzienności. Ona już tam była. Wystarczyło ją zauważyć.
Do zmian zachęciły mnie i zmotywowały badania przedstawiające korzyści zdrowotne wynikające z celowego tworzenia przestrzeni, by zapewnić układowi nerwowemu spokój, a mózgowi - możliwość wytchnienia i przyjmowania rozwiązań, zamiast przytłaczać go nadmiarem spraw. Zrozumiałam, że właśnie to wszyscy sobie serwujemy, gdy ulegamy mitowi rozwoju, który nigdy nie stawiał na pierwszym miejscu naszej ludzkiej natury i nigdy nie będzie tego robił.
Jako rzecz oczywistą traktujemy konieczność ciągłego wzrostu gospodarczego, mimo że jest szkodliwy dla środowiska i dla społeczeństwa. Wszyscy dźwigamy wyniszczający ciężar pogoni za "więcej i więcej". Dlatego czujemy się uwięzieni.
Pod wpływem tych przemyśleń zaczęłam uważniej obserwować swoje samopoczucie i nabrałam lepszej orientacji w tym, czego potrzebuję w danej chwili. Z czasem nauczyłam się skupienia i bardziej świadomego życia, a unikania rozproszenia. Nie potrzebowałam radykalnych kroków, żeby to osiągnąć, i ty też nie będziesz ich potrzebował. Możliwe jednak, że pojawi się konieczność zmiany sposobu myślenia i zwolnienia wystarczająco, żeby móc zadać sobie pytanie: czego potrzebuję? A to naturalnie prowadzi do pytania: jak chcę się czuć?
Przekonałam się, że uczucia mogę zmienić w jednej chwili, poprzez odłączenie się od Internetu i wychodzenie z domu, odpoczywanie przez dziesięć minut zamiast działania w stanie przytłoczenia zmęczeniem, zamienianie pół godziny przy biurku na spokojny spacer. Dzięki temu poczułam, że mój mózg może oddychać, a z czasem poczułam się bardziej sobą, człowiekiem.
Postanowiłam przyjrzeć się wszystkiemu, co było mi znane, przez inny pryzmat - pryzmat wiedzy na temat mózgu i życia (offline, analogowego), do którego mózg został stworzony. Dotarło do mnie, że mnóstwo czasu marnujemy na myślenie o tym, że powinniśmy o siebie dbać, a moglibyśmy wykorzystać ten czas na wyciszenie się i zapewnienie mózgowi tego, czego naprawdę potrzebuje - odpoczynku od nieustannego natłoku kontrowersyjnych informacji i ogłupiającej rozrywki.
Chcę prowadzić kreatywne życie - chcę być produktywna - ale jestem też partnerką i matką czwórki dzieci, mam kredyt hipoteczny na mały dom ze zbyt wieloma pojedynczymi skarpetkami i długą listą niedokończonych zadań. Życie jest pełne problemów, ale to nie znaczy, że mój mózg musi nimi żyć. Zrozumiałam, że kiedy czuję się przytłoczona, mózg mówi mi, że na nic więcej nie ma już miejsca. Rozwiązanie jest proste: odłóż telefon, pozwól myślom błądzić, powstrzymaj rozproszenie i spędzaj czas na świeżym powietrzu. W ten sposób odgracamy umysł i tworzymy dla niego przestrzeń do oddychania.
Jak wiadomo, żyjemy w kulturze dopaminy, gonimy za tym przyjemnym hormonem uwalnianym podczas przeglądania treści internetowych w naszych urządzeniach. Ale nawet człowiek, który wynalazł mechanizm nieskończonego przewijania - Aza Raskin - później tego żałował. Przyznaje on, że jeśli nie zapewnimy mózgowi czasu na nadążanie za impulsami, po prostu będziemy przewijać dalej. Kiedy bierzemy do ręki telefon, dostajemy się w tak zwaną pętlę ludyczną - powtarzający się cykl niepewności, oczekiwania i informacji zwrotnej. Te nieprzewidywalne, przyjemne nagrody na wszystkich platformach społecznościowych wystarczają, żebyśmy się od nich nie odrywali. Zachęcają nas do nawykowego sięgania po telefon i przewijania treści. Nasze życie jest definiowane przez to, jak spędzamy czas oraz na co zwracamy uwagę. Czas jest najstarszą walutą ludzkości, a we współczesnym życiu najwyraźniej przecieka nam przez palce, ponieważ trwamy w rozproszeniu. Nie jesteśmy już świadomi wartości minut i godzin, więc oczywiście czujemy, że po prostu nie mamy czasu na to, co sprawia nam radość.
Być może po prostu chcesz odłożyć telefon i żyć własnym życiem, podnieść wzrok, rozejrzeć się, dostrzec łagodne promienie radości wokół ciebie i pozwolić im przeniknąć do twojego wnętrza. Czasami są to drobne chwile szczęścia. Czasami wydają się magiczne.
Jak chronić te chwile, żeby się nie ulotniły, nie wymknęły nam z rąk, nie zostały zapełnione sprawami domagającymi się uwagi? Pomocna jest świadomość. A także celowe działanie. Przede wszystkim zaś praktyka, ponieważ kiedy zaczniesz korzystać z przestrzeni wytchnienia - w domu, w ogrodzie, podczas niespiesznego spaceru ulicą - zaczniesz odczuwać, czym ona jest, co z czasem doprowadzi do tego, że będziesz myśleć, działać i wybierać inaczej. Nawyki są kluczowe. Nie jest to doświadczenie intelektualne, lecz raczej pierwotne.
Zrozumienie tego wszystkiego daje motywację do wsłuchania się w swoje ciało i zwracania na nie uwagi, do zaakceptowania faktu, że chwile wytchnienia nie są czymś, na co trzeba zasłużyć, lecz raczej fundamentem spokojnego i świadomego życia, wolnego od idealistycznych oczekiwań i pośpiechu. Chwile wytchnienia pozostają niezbędne do tego, by móc tworzyć i wytwarzać.
Jeśli to czytasz, domyślam się, że zależy ci na spowolnieniu i uproszczeniu życia, a być może na życiu skromniejszym, by zyskać więcej czasu dla siebie. Być może chcesz uczynić swoje życie piękniejszym w niepozornych, ale istotnych aspektach, poprzez zwrócenie się ku praktykom i rytuałom, dzięki którym pogłębisz więź z naturą i z porami roku. Dzięki analizie i rozłożeniu na czynniki pierwsze tego, co zostało nam wpojone jako konieczne, w naturalny sposób docieramy do punktu, w którym zadajemy sobie pytanie: ile to "za dużo"? A może trafniej: ile wystarczy?
Nie mam na myśli tego, żeby być wystarczającym czy też robić wystarczająco dużo. Chodzi o odwrócenie narracji: zadaj sobie pytanie, co w tej chwili jest dla ciebie wystarczające. I gdzie możesz znaleźć trochę przestrzeni - poszukaj jej, odkryj ją, stwórz.
W każdym rozdziale znajdziesz proste, praktyczne wskazówki, które pozwolą ci wykorzystać zdobytą wiedzę i ją zastosować - niezależnie od tego, gdzie przebywasz i jak żyjesz. Dobrze jest czerpać korzyści płynące ze zwolnienia tempa, ale w świecie, w którym tak wielu ludzi boryka się z problemami, a obawy dotyczące życia i planety stają się coraz wyraźniejsze, decyzja o tym, by żyć wolniej, jest przywilejem. A jednak, jak twierdzi psycholożka doktor Lara Bertolino, jest również niezbędnym elementem człowieczeństwa.
Choćbyśmy nie wiadomo jak zwalczali swoje naturalne potrzeby, nie zmienimy tego, że każda komórka naszego ciała potrzebuje regularnych okresów nieprzerwanego odpoczynku, by mogła funkcjonować przez długi czas. Jeśli nie stwarzamy przestrzeni wytchnienia dla siebie i innych, w zasadzie skracamy sobie życie.
Marząc o długich okresach wolnego czasu, przegapiamy drobne chwile, które zapewniają naszemu mózgowi wytchnienie pośród zamieszania. Możemy jednak uzmysłowić sobie, że te zwyczajne części naszych dni, które na ogół niczym się nie wyróżniają, mogą zapewnić podporę, gdy czujemy się przytłoczeni lub utknęliśmy w martwym punkcie.
Nie ma lepszego miejsca niż to tutaj.
Właśnie ono jest doskonałym punktem wyjścia.
Nie chodzi o zastanawianie się, co począć ze swoim życiem; to zaproszenie do znalezienia odrobiny przestrzeni dzisiaj, jutro, a może nawet w przyszłym tygodniu.
Od czego zacząć?
Wyeliminuj jedną rzecz.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki