p

Ukryty geniusz. Jak myślą ci, którzy odnoszą największe sukcesy - Polina Marinova Pompliano

Kup książkę

59.00 zł
35.99 zł (35,40 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Odkąd pamiętam, bałam się lekcji historii.

Nazwiska, daty, miejsca - wszystko to stawało się w mojej głowie kompletną sieczką. Dla wielu nauczycieli informacje były po prostu faktami, które my mieliśmy pamiętać, a nie głęboko osobistymi historiami o triumfach, porażkach, ryzyku i żalu. Po pożegnaniu się z systemem edukacji zrozumiałam jednak coś istotnego: historie wyzwalają emocje, a emocje uaktywniają pamięć.

Jedynym sposobem, w jaki mogłam zapamiętywać informacje o wydarzeniach historycznych, było przeformułowywanie ich w postaci opowieści o ludziach, których życie umieszczało wszystko w odpowiednim kontekście. Zamiast zapamiętywać daty i wydarzenia, przyglądałam się zatem kolejom życia znanych osób. Jakie były przekonania tych ludzi? Co skłaniało ich do działania w określony sposób? Jakie bodźce wchodziły w grę?

Ucząc się o rewolucji francuskiej, chciałam zrozumieć, dlaczego lud nienawidził Marii Antoniny, młodej królowej, która stała się symbolem przesady i egoizmu. Próbowałam sobie wyobrazić, jak musiała się czuć, czytając o sobie w gazetach, które jej zdaniem rozpowszechniały nieprawdziwe informacje i rozsiewały plotki. Było mi bardzo smutno, gdy dowiedziałam się, że odebrano jej syna i zmuszano go, aby oskarżał ją o różne przestępstwa. Myślałam także o tym, jak ją upokorzono i jaką bezsilność i przerażenie musiała czuć, wchodząc po stopniach gilotyny w drodze na śmierć. O czym myślała w tych ostatnich chwilach? Czego nauczyła się w swoim krótkim życiu?

Rewolucja francuska przestała być dla mnie w związku z tym wyłącznie faktem historycznym. Okazała się historią prawdziwych ludzi, czujących żal, smutek, gniew, desperację i ból - emocje, których w pewnych momentach życia doświadczamy wszyscy.

W ten sposób, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy, wpadłam na coś, co określam mianem uczenia się w ujęciu antropocentrycznym. Jestem przekonana, że podstawowym elementem procesu uczenia się są ludzie i ich historie, a nie ujmowane w faktograficzny sposób wydarzenia historyczne.

Chcąc zwiększyć efektywność własnych procesów decyzyjnych czy stać się bardziej odporną psychicznie, wybieram osoby najlepiej uosabiające koncepcje, które mnie interesują, i zaczynam analizować ich historie, szukając "ukrytego geniuszu" - wyróżnika, który sprawia, że są naprawdę wyjątkowe. Chodzi o określone schematy myślowe, praktyczne ciekawostki lub ponadczasowe przemyślenia, które czynią je luminarzami swoich czasów.

W kontekście powyższych informacji nie muszę chyba specjalnie podkreślać faktu, że nikt nie był szczególnie zaskoczony, gdy w lutym 2017 roku zaczęłam redagować cotygodniowy newsletter pod tytułem THE PROFILE. Zawiera on szereg profili oraz artykułów, szczegółowo opisujących historie konkretnych osób. Mój biuletyn czytają dziesiątki tysięcy osób, w tym aktor Dwayne "The Rock" Johnson, słynny restaurator Danny Meyer i moja wspaniała mama.

Dla mnie samej THE PROFILE jest fizyczną manifestacją sposobu, w jaki się uczę. Nawet nie redagując newslettera, nadal tworzyłabym zatem profile i uczyła się na przykładach z życia osób, które stworzyły coś istotnego, myślały w szczególnie efektywny sposób i - co najważniejsze - pomagały innym w zgłębianiu ich własnego ukrytego geniuszu.

I nie jestem jedyna. Wiele odnoszących spektakularne sukcesy osób z całego świata odkrywało swój ukryty geniusz, studiując koleje losu wielkich ludzi, którzy żyli przed nimi.

Kobe Bryant - nieżyjąca już legenda koszykówki - opowiadał, że będąc młodym graczem, spotykał się z członkami "G.O.A.T. Mountain" (G.O.A.T. to skrót od "Greatest Of All Time") - chodzi między innymi o Magica Johnsona, Michaela Jordana, Larry'ego Birda, Jerry'ego Westa, Oscara Robertsona czy Billa Russella - i pytał każdego z nich: "Co robiłeś? Jakie są twoje doświadczenia? Jak wyglądał w twoim przypadku cały ten proces?".

Podobnie było w przypadku Steve'a Kerra. On także przed objęciem stanowiska głównego trenera Golden State Warriors postanowił spot-kać się ze wszystkimi trenerami, których podziwiał. Były nimi takie legendy jak Phil Jackson, Gregg Popovich, Lute Olson, Lenny Wilkens czy Pete Carroll. Kerr chciał zrozumieć, co sprawiło, że stali się tak wielcy.

Steve Kerr zrozumiał także pewną pozorną sprzeczność: zdał sobie sprawę, że nie odniesie sukcesu, jeśli będzie traktował swoich mentorów jak idoli. Jak sam stwierdza: "Zasadniczą kwestią, która pojawiała się we wszystkich tych rozmowach, było przykazanie: bądź sobą. Nie ma sensu próbować być kimś innym. Można naśladować kogoś innego, ale nie można się nim stać".

Zanim przejdziemy dalej, chciałabym wyjaśnić, o czym ta książka z pewnością nie jest. Otóż nie jest ona panegirykiem na cześć ludzi odnoszących sukcesy i ludzie ci nie są w niej przedstawiani jako godni bycia obiektami kultu "bohaterowie" bez skazy. To książka o zgłębianiu wiedzy, a nie o idolach. Oto przykład: Magnus Carlsen miał zaledwie 13 lat, gdy został szachowym arcymistrzem. Pytany o swoich idoli, wyjaśniał, że wiele nauczył się od takich graczy jak Władimir Kramnik, Garri Kasparow czy Bobby Fischer, ale żadnego z nich nie uważał za swojego idola.

Oto jego własne słowa: "Ubóstwianie innych szachistów i kopiowanie ich działań nigdy nie było w moim stylu. Filozofia, której założeniami się kieruję, mówi o tym, że warto uczyć się od najlepszych i czerpać z dokonań wielkich mistrzów współczesności i przeszłości". Przejmując to, co najlepsze, od najlepszych - zamiast po prostu naśladować ich w skali jeden do jednego - i wykorzystując swoje mocne strony, Carlsen stworzył własny niepowtarzalny styl.

Przestudiowałam przypadki bardzo wielu niezwykłych ludzi i przeprowadziłam z szeregiem z nich szczegółowe wywiady, ale nikomu nie zazdroszczę i nikt nie stał się moim idolem. Przekonałam się, że sukcesów nie odnosi się w próżni - każdy z nas niemal codziennie zmaga się z problemami osobistymi, martwi się o finanse, doświadcza poczucia niepewności i musi stawiać czoła wszelkim rodzajom typowo ludzkiego braku zdecydowania.

Al Pacino jest jednym z najsłynniejszych aktorów wszech czasów, ale jego życie osobiste było dosyć burzliwe. Mając 81 lat, Pacino jest ojcem trójki dzieci, choć nigdy nie był żonaty. Wynika to prawdopodobnie z jego wczesnych doświadczeń - rodzice Ala rozwiedli się, gdy miał on zaledwie dwa lata. Pacino jest z pewnością wystarczająco świadomy własnego ja, aby wiedzieć, że zrezygnował z osiągania wielu istotnych celów, aby móc spełniać się zawodowo.

Zastanów się nad tym, czy naprawdę chciałbyś pójść w ślady kogoś, kto osiągnął w określonej dziedzinie absolutnie wszystko. Zachęcam, abyś czytając tę książkę, zadawał sobie pytania: Czy byłbym skłonny do identycznych poświęceń? Czy byłbym gotów popełniać takie same błędy? Czy w moim przypadku także możliwe byłyby podobne kompromisy? Pamiętaj, że dobro nie istnieje bez zła.

Po wielu latach zgłębiania historii różnych ludzi wiem jedno: nasze życie nie jest przewidywalną linią prostą, tylko krętą, splątaną siecią wzlotów i upadków. Niezależnie od tego, co nam serwuje, możemy jednak niemal zawsze wyciągać trafne wnioski w kwestii tego, co powinniśmy kopiować, a czego unikać.

Zapamiętaj to istotne rozróżnienie: wielbienie idoli prowadzi do naśladowania "idealnych" wersji niedoskonałych osób, a uczenie się umożliwia prowadzenie obserwacji, tworzenie syntez i podążanie własną drogą.

Książka, którą masz w ręku, opowiada o ukrytym geniuszu wielu ludzi, którzy idąc przez życie, wyciągali trafne wnioski. Ty także - jeśli uznasz to za stosowne - możesz wykorzystać ich odkrycia we własnym życiu. Nikt nie jest doskonały, ale głęboko wierzę, że historie największych sukcesów i najbardziej druzgocących porażek konkretnych osób mogą być pouczające dla innych.

Korzystając z narzędzi opisanych w tej książce, staniesz się bardziej kreatywny, zaczniesz łatwiej nawiązywać relacje i szybciej podejmować trafne decyzje. Zapraszam Cię, abyś wybrał się ze mną w dydaktyczną podróż, podczas której odkryjesz własny geniusz.

Rozdział 1. Uwolnij potencjał swojej kreatywności

Pomyśl o najbardziej kreatywnej osobie, jaką znasz. Co sprawia, że ten ktoś jest właśnie taki?

Przez całe wieki błędnie łączyliśmy kreatywność z czynnikami, których nie jesteśmy w stanie kontrolować. Można było usłyszeć, że chodzi o talent, dar lub jakiś rodzaj niewytłumaczalnego geniuszu, danego nielicznym.

A tak naprawdę kreatywność to umiejętność, którą - jak każdą inną - da się opanować. Kreatywność jest po prostu zdolnością generowania ekscytujących koncepcji, znajdowania nowych sposobów rozwiązywania problemów i tworzenia oryginalnych dzieł.

Rozumiemy to na poziomie koncepcyjnym, ale jak kreatywność wygląda w praktyce?

Po wielu latach studiowania przypadków osób o kreatywnych umysłach przychodzi mi do głowy przede wszystkim jedno nazwisko: Grant Achatz. To szef kuchni i prawdziwy rewolucjonista, który stracił poczucie smaku, ale mimo to stworzył jedną z najsłynniejszych restauracji na świecie.

Z jego historii dowiedziałam się o tym, że pojmujemy kreatywność całkowicie błędnie. Że tworzenie nowych koncepcji wcale nie jest trudne. Że przełomowe akty twórcze często ukrywają się pod postacią spektakularnych porażek. I że sukces nierzadko bywa cichym zabójcą kreatywności.

"Często powtarzam, że kreatywność to po prostu bycie świadomym otoczenia i transferowanie tych impulsów do konkretnych mediów" - napisał kiedyś Achatz. "Dla mnie takimi mediami są gotowanie i jedzenie".

Potrawy przygotowywane przez Achatza wywołują ciekawość, zaskoczenie, zdziwienie i oszołomienie. Oto jego historia, która - podobnie jak historie innych geniuszy kreatywności - może pomóc nam w uwalnianiu naszego własnego potencjału w tym zakresie.

Tworzenie połączeń

Wyobraź sobie, że siadasz przy stoliku w Alinei - chicagowskiej restauracji Achatza - i natychmiast zauważasz, że nic nie jest takie, na jakie wygląda.

Nie ma talerzy, więc jesz bezpośrednio z obrusu przypominającego wielkoformatowy obraz. Wkładasz do ust pomidora i dociera do Ciebie, że smakuje jak truskawka. A deser to unoszący się w powietrzu jadalny balon.

Jest tak dlatego, że kolacje w Alinei nie są tak naprawdę kolacjami - to tajemnicze spektakle z elementami magii, które mają co wieczór hipnotyzować gości.

I wszystko to stało się możliwe dlatego, że Grant Achatz zadał sobie kiedyś pytanie: dlaczego jedzenie nie mogłoby być sztuką?

W powszechnej opinii Achatz jest jednym z najbardziej nowatorskich szefów kuchni w Stanach Zjednoczonych i osobą, której kreatywność z pewnością nie ogranicza się wyłącznie do wyszukanych i niekonwencjonalnych dań. Aby się o tym przekonać, wystarczy wejść do hallu jego restauracji, zbudowanego z wykorzystaniem zasad fałszywej perspektywy.

Achatz założył swoją restaurację - uznaną w 2018 roku przez wpływowy magazyn "Elite Traveler" za najlepszą na świecie - niemal 20 lat temu. Alinea to w równych proporcjach laboratorium, sensorium i teatr. Goście degustują od 17 do 19 dań, następujących po sobie jak rozdziały w książce. Do najbardziej kultowych od lat należą pusta w środku poduszka z gałki muszkatołowej, eksplozja czarnych trufli i unoszący się w powietrzu jadalny balon wypełniony helem.

Achatz wprowadza elementy zaskoczenia do tekstury, smaku i aromatu swoich dań, tworząc zaskakujące doznania smakowe i wyzwalając emocje. Wszystko to - zgodnie z założeniem - przypomina raczej magię niż gotowanie.

"Emocjonalny element gotowania traktujemy jak przyprawę" - mówi Achatz w jednym z odcinków serialu Netflixa Chef's Table . "Dodajemy soli, dodajemy cukru, dodajemy octu, dodajemy nostalgii. Nie chodzi mi wyłącznie o karmienie gości, tylko o coś więcej. Chcę wywoływać poruszenie".

"Czymś więcej" często bywają nietypowe koncepcje, które rodzą się w głowie Achatza dlatego, że - jak sam twierdzi - "patrzy na świat przez kalejdoskop kulinariów".

Innymi słowy, źródłem inspiracji może stać się dla niego coś tak nieprawdopodobnego, jak utwór usłyszany w radiu, spadające na ziemię liście czy wielkoformatowy obraz w muzeum. "Jesteśmy bezustannie bombardowani pomysłami. Jedynym, co musimy robić, jest znajdowanie sposobów przekazywania ich naszym gościom" - mówi Achatz. A jak wygląda to znajdowanie? Pewnego razu, słuchając płyty rockowego zespołu Rage Against the Machine, Achatz zaczął się zastanawiać, dlaczego styl jego muzyki tak bardzo go wciąga. Analizując przyspieszenia i spowolnienia tempa utworów, zadał sobie pytanie: "Jak mógłbym zerwać z monotonią doświadczeń kulinarnych?" i zaczął tworzyć menu odzwierciedlające ich charakterystyczny rytm.

Innym razem jedna z klientek weszła do kuchni Alinei, aby podziękować za kolację, którą dla niej przygotowano. Achatz w trakcie rozmowy skoncentrował się na jej kolczykach z czerwonymi koralikami i jeszcze tego samego wieczoru zaczął szkicować koncepcję nowego dania - jadalnego sznurka z czerwonymi akcentami.

Achatz często zapożycza pomysły z wielu dziedzin, więc Alinea co cztery miesiące przekształca się w zupełnie nową restaurację. Pojawiają się nowe menu, nowy wystrój i nowe doświadczenia. To coś w rodzaju DNA, bo nazwa Alinea pochodzi od łacińskiej frazy a linea , oznaczającej początek nowego akapitu, i ma symbolizować "wstęp do nowego ciągu skojarzeń".

Wszystko to brzmi całkiem sexy, ale należy dodać, że proces generowania koncepcji, który wykorzystuje Achatz, nie jest niczym nowym.

W XVI wieku podobny proces stosował renesansowy artysta Leonardo da Vinci, nazywając go "łączeniem elementów rozdzielnych". Chodziło mu o znajdowanie relacji między pozornie niezwiązanymi ze sobą sprawami. Często rzucał na przykład nasączoną farbą gąbką i kontemplował kształty pojawiających się na ścianie plam, próbując tworzyć na ich podstawie nowe koncepcje.

Szczególnie ciekawe okazało się to, do czego doszło pewnego dnia, gdy Leonardo wrzucał do studni małe kamyki, słuchając dźwięku dzwonu z pobliskiej wieży kościelnej. Koncentrując się jednocześnie na kręgach, które tworzyły na wodzie wpadające do niej kamyki, i dźwięku dzwonu, stworzył powiązanie, które doprowadziło go do stwierdzenia, że dźwięk rozprzestrzenia się w sposób falowy.

Leonardo odkrył, że mózg człowieka tworzy relacje między różnymi danymi nawet wtedy, gdy na pierwszy rzut oka nic ich ze sobą nie łączy. Innymi słowy, koncentrując się przez pewien czas na dwóch obiektach, można dostrzec łączące je relacje i stworzyć powiązania, dzięki którym pojawią się nowe koncepcje.

Leonardo stwierdził: "Warto zatrzymać się czasem i spojrzeć na plamę na ścianie, popiół z ogniska, chmurę czy grudkę błota, bo mogą kryć się w nich naprawdę wspaniałe pomysły".

Skuteczność opisywanego przez Leonarda da Vinci rodzaju myślenia dywergencyjnego potwierdzają wyniki badań neurobiologicznych. Autor książki The Creative Brain i dyrektor Cognitive Neuroscience of Creativity Lab na Uniwersytecie Stanu Pensylwania Roger E. Beaty przeprowadził szereg eksperymentów behawioralnych, w których wykorzystywał obrazowanie mózgu do pomiaru poziomu kreatywności.

Uczestnicy jednego z eksperymentów musieli na przykład oceniać siłę powiązań par losowo wybranych wyrazów, takich jak "but" i "drzwi" czy "łódka" i "papuga". Najbardziej kreatywni bez problemu dostrzegali powiązania między obiektami należącymi do zbiorów niemających ze sobą na pozór nic wspólnego.

Beaty stwierdził także, że typowymi elementami kreatywności - niezależnie od tego, czy jest się naukowcem, czy artystą - są "elastyczność myślenia i umiejętność tworzenia powiązań".

Inny geniusz kreatywności, Steve Jobs, powiedział przeprowadzającemu z nim w 1996 roku wywiad reporterowi z magazynu "WIRED": "Kreatywność to po prostu łączenie kropek. Kreatywne osoby pytane o to, w jaki sposób robią coś, co robią, miewają zwykle lekkie poczucie winy, bo wydaje im się, że niczego tak naprawdę nie robią , tylko po prostu zauważają pewne rzeczy, które po pewnym czasie stają się dla nich oczywiste. Jest tak dlatego, że takie osoby są w stanie łączyć ze sobą określone doświadczenia i stosując syntezę, tworzyć coś nowego".

Christopher Nolan , reżyser filmów Incepcja , Memento i Oppenheimer

Struktura filmów Christophera Nolana opiera się na iluzji muzycznej zwanej "dźwiękiem Sheparda" - serii tonów, które wydają się stawać coraz wyższe lub niższe. Dźwięk Sheparda słychać w niemal wszystkich filmach Nolana, ale nie tylko. "Chciałem spróbować zastosować to zjawisko także w scenariuszach" - mówi reżyser. "Czy dałoby się połączyć trzy wątki fabularne w taki sposób, aby stworzyć wrażenie stale rosnącej intensywności?".

Dominique Crenn , szefowa kuchni i właścicielka Atelier Crenn

Restauratorka Dominique Crenn twierdzi, że pomysłów na nowe dania "zawsze szuka poza kuchnią" - spacerując po muzeum, przechadzając się po lesie czy wypoczywając przy basenie. Pewnego razu, omawiając z przyjaciółką w trakcie spaceru z psami po parku Buena Vista w San Francisco informacje o zbliżającym się terminie wejścia w życie państwowego zakazu spożywania foie gras (pasztetu wytwarzanego z wątróbek karmionych pod przymusem gęsi i kaczek), Dominiqe zauważyła na drzewie ptasie gniazdo. Wiedząc, że musi zacząć od nowa - bez foie gras - wymyśliła danie, w którym porcje pozostałego w restauracji zapasu tego pasztetu stały się ziemią, z kukurydzianych wąsów powstały gniazda, a z ziaren kukurydzy ptasie jaja. Jego nazwa - Narodziny - miała symbolizować nowy początek.

Zacznij zwracać uwagę na wszystko, co Cię otacza - być może wcale nie musisz szukać kolejnego świetnego pomysłu.

Produkowanie kreatywności

Dawniej uważano, że kreatywność pochodzi od Boga. Dziś mówimy o "muzie" (odnosząc się do mitologii greckiej, w której muzy były boginiami inspiracji).

Ale, jak stwierdza w swojej autobiografii Jak pisać Stephen King: "Muza istnieje, ale nie zjawi się tam, gdzie piszesz, i nie rozpyli magicznego pyłu kreatywności we wnętrzu twojej maszyny do pisania czy komputera. Mieszka pod ziemią. To facet żyjący w piwnicy. Musisz do niej zejść, a potem, gdy już się tam znajdziesz, urządzić dla niego mieszkanie".

Innymi słowy, muza, boski dar czy magia to coś, co wymyślamy, aby uniknąć ciężkiej pracy związanej wykazywaniem się kreatywnością.

Achatz forsował kolejne granice kulinarnego świata, aż Alinea została uznana za najlepszą restaurację na świecie. Gdy do tego doszło, poczuł się spełniony i usatysfakcjonowany, bo spełnił marzenie, któremu oddawał się od dziesiątego roku życia.

A potem stało się coś zupełnie nieprawdopodobnego. W 2008 roku u Achatza zdiagnozowano raka języka w czwartym stadium, a potem genialny szef kuchni Alinei stracił smak. "Lampka zgasła, ale doszedłem do wniosku, że mógłbym zostać pierwszym szefem kuchni bez zmysłu smaku. Bo chodzi o to, co jest tutaj" - mówi Achatz, wskazując na swoją głowę. "A nie tutaj" - dodaje, wskazując usta.

Czy było to realne? Czy da się wymyślić kreatywność? Nie czując smaku, Achatz musiał to sprawdzić, bo po prostu nie miał innego wyjścia.

I wymyślił technikę zwaną "flipperem aromatów". Myśląc o nowym daniu, najpierw rysuje na kartce duże koło z nazwą czegoś, co jako "składnik bazowy" ma nadać mu ton. Następnie w mniejszych kółkach umieszcza "składniki satelitarne" (czyli uzupełniające) i rysuje linie łączące poszczególne elementy.

Istotą jego metody jest to, że składnik bazowy musi pasować do wszystkich składników satelitarnych, a każdy z nich do co najmniej jednego innego składnika satelitarnego. Dzięki temu nie pojawiają się nieodpowiednie składniki, które zakłócałyby profil smakowy całego dania.

Załóżmy na przykład, że składnikiem bazowym jest biała fasola. Co pasuje do białej fasoli? Na przykład bekon - narysujmy odpowiednie kółko. I jabłka - kolejne. I syrop klonowy - jeszcze jedno.

A piwo? Posłuchajmy monologu wewnętrznego Achatza:

"Czy guinness pasuje do białej fasoli? Jasne, wszyscy piją piwo do wieprzowiny z fasolą".

"Czy piwo pasuje do syropu klonowego? Oczywiście. Jest całkiem sporo piw z jego dodatkiem".

"Czy piwo pasuje do jabłek? Oczywiście, można pić piwo, jedząc jabłka".

"Czy piwo pasuje do bekonu? Cóż, do bekonu pasuje wszystko, więc piwo też".

A gdyby zamiast piwa chciał dodać czerwone wino? Z pewnością nie pasowałoby ono do niektórych składników satelitarnych, więc byłoby elementem odstającym.

Skończony rysunek przedstawia coś w rodzaju zbioru satelitów krążących wokół planety. To kreatywna metoda zakorzeniona w logice.

Achatz stracił smak, więc musiał poszukać nowych sposobów na to, aby Alinea pozostała jedną z najbardziej innowacyjnych restauracji na świecie. Zarabiając na życie tworzeniem co kilka miesięcy nowych menu i kolejnych spotkań degustacyjnych, nie mógł czekać, aż pojawi się muza. I - niejako przy okazji - zadał kłam tezie, zgodnie z którą kreatywność to wrodzony "dar" dostępny nielicznym.

Kreatywność jest nie tyle ulotną inspiracją, ile mięśniem, który można wzmacniać, konsekwentnie wykonując odpowiednie ćwiczenia. "Wielu ludzi uważa, że proces twórczy jest czymś romantycznym", zauważa Achatz. "Artysta zasypia, po czym budzi go podprogowe echo kolejnego genialnego pomysłu. A prawda, przynajmniej moim zdaniem, jest taka, że kreatywność to przede wszystkim efekt ciężkiej pracy i pilności w nauce".

Aaron Sorkin , scenarzysta, reżyser i dramaturg

Aaron Sorkin wierzy, że kreatywności sprzyja znajomość zasad. Wiąże się z tym jednak pewien drobny niuans: zasady trzeba rozumieć , ale niekoniecznie należy ich przestrzegać .

Biblią w zakresie snucia opowieści jest dla niego Poetyka Arystotelesa, opisująca budowę dramatu. Szukanie inspiracji w zasadach i strukturach może wydawać się sprzeczne z intuicją, ale oto tok rozumowania Sorkina: dopiero znając zasady, zgodnie z którymi w filmie powinny znaleźć się określone elementy, można poddawać je dekonstrukcji, bawić się nimi i zmieniać ich układ.

Innymi słowy, aby zacząć łamać zasady, trzeba je najpierw poznać. Piękno sztuki tkwi według Sorkina w jej fundamentalnej zgodności z pewnym zestawem reguł, ale jest nią także na przykład malowanie palcami - efekt pozbawionej jakiegokolwiek schematyzmu wolności.

Shonda Rhimes , showrunnerka, producentka i scenarzystka

Shonda Rhimes jest autorką scenariuszy wielu najbardziej uzależniających seriali telewizyjnych. To spod jej ręki wyszli Chirurdzy , Skandal i Sposób na morderstwo .

Ukryty geniusz Shondy wiąże się z odkryciem, że kreatywność można wytwarzać i rozwijać. Proces twórczy zaczyna się od wymyślenia jednej linii dialogowej, która przed zapisaniem lub zaprezentowaniem innym dojrzewa przez jakiś czas w jej głowie.

"Nigdy nie zaczynam pisać scenariusza, książki ani czegokolwiek innego, dopóki nie ustalę jednoznacznie, co chcę napisać" - stwierdziła na konferencji Summit LA17 w Los Angeles. "A potem idzie już z górki: czasem myślę przez dwanaście miesięcy, a napisanie scenariusza zajmuje mi potem trzy dni".

Naukowcy nazywają ten proces "inkubacją", odnosząc się do tego, do czego dochodzi w mózgu po pojawieniu się problemu (takiego jak potencjalnie interesująca fabuła). Badania dowodzą, że nasza podświadomość pracuje nad rozwiązywaniem problemów nawet wtedy, gdy świadomie poświęcamy uwagę innym zadaniom. I dlatego właśnie wiele osób doświadcza przebłysków kreatywności podczas rutynowych działań, takich jak wykonywanie ćwiczeń, branie prysznica czy prowadzenie samochodu.

Gdy porażka staje się sukcesem

Czym jest tworzenie oryginalnych dzieł? Chodzi mi o rzeczy naprawdę przełomowe, fundamentalne, rewolucyjne i tak dalej.