Wprowadzenie
Wprowadzenie
Idea, której czas
właśnie nadszedł
Trudno dzisiaj przeżyć dzień czy dwa, żeby
nie usłyszeć czegoś o gaslightingu. Szybkie wyszukiwanie w Google
przynosi dziesiątki artykułów: "8 sygnałów, że jesteś w związku z osobą
stosującą gaslighting", "Czy osoby stosujące gaslighting są tego
świadome?", "Gaslighting - gra psychologiczna, o której wszyscy powinni
wiedzieć". Definicje gaslightingu zaczynają pojawiać się w słownikach, a czterdziesty piąty1 prezydent Stanów Zjednoczonych został
określony jako osoba stosująca ten rodzaj przemocy.
Gdy dziesięć lat temu napisałam pierwszą wersję mojej książki pod
tytułem Efekt gasnącego światła, termin ten był praktycznie nieznany,
chociaż samo zjawisko było dość powszechne2. Zdefiniowałam
je wtedy jako rodzaj psychomanipulacji, za pomocą której stosująca ją
osoba próbuje cię przekonać, że źle pamiętasz, niewłaściwie rozumiesz
albo błędnie interpretujesz swoje własne zachowanie lub motywacje, czym
wzbudza w twoim umyśle wątpliwości, które zwiększają twoje bezbronność i dezorientację. Gaslighting mogą stosować mężczyźni i kobiety,
małżonkowie i partnerzy, szefowie i współpracownicy, rodzice i rodzeństwo - to, co ich wszystkich łączy, to zdolność sprawiania, abyś
kwestionował lub kwestionowała swoje postrzeganie rzeczywistości. Ten
rodzaj manipulacji jest zawsze dziełem dwóch osób - tej stosującej
gaslighting, która sieje zamęt i wątpliwości, oraz tej poddawanej
gaslightingowi, która jest skłonna zwątpić we własną percepcję
rzeczywistości, aby podtrzymać daną relację.
Tak właśnie to rozumiałam - istotę gaslightingu stanowi wspólna
odpowiedzialność. Nie chodzi tylko o przemoc psychiczną. To obustronnie
kształtowana relacja, którą nazwałam gaslightingowym tangiem, wymagająca
aktywnego udziału dwóch osób. Oczywiście osoba stosująca gaslighting
powoduje, że poddawany mu człowiek wątpi w swoje postrzeganie
rzeczywistości, ale ofiara gaslightingu z równą determinacją dąży do
tego, aby jej prześladowca widział ją tak, jak pragnie być widziana.
"Jesteś taka nieostrożna", może powiedzieć osoba stosująca gaslighting,
a wtedy ofiara gaslightingu nie roześmieje się i nie odpowie: "To ty tak
to widzisz", tylko poczuje się zmuszona do oświadczenia: "Wcale nie
jestem!". Zależy jej na tym, aby osoba stosująca gaslighting odpowiednio
ją postrzegała, nie jest więc w stanie oprzeć się chęci przekonania jej,
że nie jest nieostrożna.
"Nie rozumiem, jak możesz być taka rozrzutna", mówi osoba stosująca
gaslighting. Ktoś, kto nie poddaje się takiej manipulacji, odpowie: "No
cóż, każdy z nas jest inny, a to są moje pieniądze", i zajmie się swoim
życiem. Tymczasem ofiara gaslightingu spędzi wiele godzin na smutnych
refleksjach nad sobą, zastanawiając się z rozpaczą, czy jej prześladowca
przypadkiem nie ma racji.
Jak pisałam w pierwszej wersji książki:
Gaslighting, efekt gasnącego płomienia, wynika z relacji łączącej dwoje
ludzi - osobę stosującą ten rodzaj przemocy (gaslightera), która musi
mieć rację, aby zachować poczucie własnego ja i poczucie władzy, oraz
ofiarę gaslightingu, która pozwala gaslighterowi definiować jej poczucie
rzeczywistości, ponieważ go idealizuje i szuka jego akceptacji. [...]
Jeśli istnieje choćby jeden maleńki kawałek ciebie, który uważa, że nie
jesteś wystarczająco dobra taka, jaka jesteś - jeśli choćby najmniejsza
cząstka ciebie czuje, że potrzebujesz miłości lub akceptacji
gaslightera, aby siebie dopełnić - to jesteś podatna na gaslighting.
Osoba stosująca gaslighting wykorzysta ową podatność, aby wzbudzać w tobie kolejne wątpliwości wobec samej siebie, jedną po
drugiej3.
Czasami ofiara gaslightingu mierzy się z karą większą niż zwykła
dezaprobata. Być może wychowuje dzieci wspólnie z osobą stosującą
gaslighting i czuje, że nie jest w stanie pełnić samotnie roli rodzica z przyczyn finansowych lub emocjonalnych. Może gaslighter jest jej
przełożonym, co wywołuje w niej obawę przed służbowymi konsekwencjami
postawienia się szefowi lub porzucenia pracy. A może osoba stosująca
gaslighting to krewny lub długoletni przyjaciel, co wzbudza w pokrzywdzonym strach przed odbiorem tej sytuacji przez rodzinę lub daną
społeczność. Gaslighter może również grozić swojej ofierze czymś, co
nazywam "apokalipsą emocjonalną" - lawiną obelg, zapowiedziami
popełnienia samobójstwa lub przerażającą kłótnią - tak przykrymi, że
adresat gróźb zrobi niemal wszystko, by tego uniknąć.
Niezależnie od rodzaju kary gaslighting zależy od tego, czy wezmą w nim
udział obie strony. Stosująca go osoba odpowiada za swoje działania,
jednak ofiara takiej przemocy również odpowiada za swoje. Podatność tej
ostatniej wynika z jej potrzeby idealizowania gaslightera, zdobywania
jego aprobaty lub utrzymania - za wszelką cenę - danej
relacji4.
Taki obustronny udział to dobra wiadomość, ponieważ oznacza on, że
ofiara gaslightingu dysponuje kluczem do drzwi własnego więzienia. Gdy
tylko zrozumie, co się dzieje, zyska zdolność odnalezienia w sobie
odwagi i przenikliwości niezbędnych do zanegowania przeinaczeń
gaslightera, który próbuje w ten sposób zrobić z niej wariata, i będzie
mogła odtąd trzymać się mocno własnej rzeczywistości. Gdy będzie w stanie zaufać swojemu punktowi widzenia, przestanie potrzebować
walidacji (uprawomocnienia), zarówno ze strony gaslightera, jak i innych
osób.
Gdy bierzemy pod uwagę gaslighting na poziomie osobistym - w miłości,
przyjaźni, pracy i rodzinie - nadal trzymam się wymienionego wcześniej
sformułowania: istotą tego zjawiska jest gaslightingowe tango, czyli
taniec dwojga ludzi, w którym każda ze stron potrzebuje udziału tej
drugiej.
Odkrywanie efektu gasnącego płomienia
Inspiracją do napisania tej książki stała się dla mnie powszechność
gaslightingu w życiu moich klientów, przyjaciół - i w moim własnym. Był
on czymś, co dostrzegałam nieustannie, pozornie niewinnym wzorcem, który
mógł podważyć poczucie własnej wartości u najbardziej pewnej siebie
kobiety. Co więcej, doprowadził do zakończenia mojego pierwszego
małżeństwa. Widziałam kobiety, wobec których stosowano gaslighting,
zarówno klientki, jak i przyjaciółki; były mądre, silne, utalentowane i atrakcyjne. A jednak w jakiś sposób uwikłały się w relacje (w domu,
pracy i rodzinie), z których nie były w stanie się wyzwolić, podczas gdy
ich poczucie własnego ja było coraz bardziej podważane.
W najłagodniejszej wersji gaslighting sprawia, że kobiety zaczynają czuć
się nieswojo, zastanawiając się, dlaczego zawsze wychodzi na to, że są w błędzie, albo dlaczego nie są naprawdę szczęśliwe ze swoimi pozornie
"dobrymi" partnerami. W najgorszej sytuacji wywołuje on ciężką depresję
- z silnej, pełnej energii kobiety pozostaje jedynie strzępek skrajnego
nieszczęścia i samonienawiści. W obu przypadkach nieustannie zaskakiwało
mnie, jak wiele zwątpienia w siebie i paraliżu może powodować
gaslighting w sferze zarówno zawodowej, jak i prywatnej.
Szukałam sposobu na zdefiniowanie tego szczególnego wzorca przemocy,
ponieważ nie zauważyłam, aby go wcześniej opisano, czy to w kulturze
popularnej, czy w literaturze naukowej. W końcu zainspirował mnie film
Gasnący płomień z 1944 roku, w którym zagrali Ingrid Bergman, Charles
Boyer i Joseph Cotton. W filmie tym postać, w którą wciela się Boyer,
stopniowo przekonuje postać graną przez Bergman, że popada ona w obłęd.
Prosi ją o ofiarowaną jej wcześniej broszkę i przygląda się jej
zdenerwowaniu, gdy kobieta nie odnajduje biżuterii w torebce, chociaż
była pewna, że ją tam schowała (broszkę z torebki wyjął sam Boyer).
"Och, kochanie, jesteś taka roztargniona", naciska mężczyzna. "Nie
jestem roztargniona", odpowiada postać grana przez Bergman, ale wkrótce
zaczyna wierzyć w wersję zdarzeń przedstawianą przez Boyera, niezdolna
do zaufania własnej pamięci czy percepcji.
W filmie Boyer świadomie próbuje wpędzić Bergman w obłęd, aby ukraść jej
spadek - przekonując ją, że nie może ona wierzyć własnemu odbiorowi
rzeczywistości, w gruncie rzeczy sprawiając, że kobieta zaczyna osuwać
się w szaleństwo. W codziennym życiu osoby stosujące gaslighting rzadko
bywają świadome swoich czynów. Zarówno one, jak i ich ofiary wydają się
działać z pobudek wewnętrznych, uwięzione w morderczym gaslightingowym
tangu, zależnym od wypaczonego obrazu ofiary w oczach gaslightera i nasilającego się przekonania ofiary, że jej oprawca musi mieć rację. Nie
byłam w stanie znaleźć żadnej książki, w której dokonano analizy tego
specyficznego wzorca przemocy psychicznej, a przynajmniej żadnej, w której zaprezentowano to zagadnienie przejrzyście, sugerując przy tym,
jak ofiary gaslightingu mogłyby przerwać działanie uroku, i odzyskać
poczucie własnej wartości. Nadałam zatem nazwę temu zjawisku, napisałam
książkę - i zaskoczyły mnie rezultaty.
W moim gabinecie zaczęły pojawiać się nowe klientki, jedna po drugiej,
utrzymując, że dokładnie opisałam sytuację, w jakiej się znalazły. "Skąd
pani wiedziała, przez co przeszłam?", pytały. "Myślałam, że tylko ja mam
taki problem!". Szczęśliwe (w moim przekonaniu) w małżeństwie
przyjaciółki przyznawały się, że są poddawane gaslightingowi lub
stosowano go wobec nich we wcześniejszych związkach, w pracy lub w rodzinie. Współpracownicy dziękowali mi za nazwanie nowego wzorca, o którym mogli odtąd rozmawiać ze swoimi klientami. Nienazwane wcześniej
zjawisko wydawało się o wiele bardziej rozpowszechnione, niż
podejrzewałam.
Wkrótce po opublikowaniu książki zaczęłam pracować jako konsultantka dla
Facebooka, razem z moim kolegą Markiem Brackettem, dyrektorem Yale
University's Center for Emotional Intelligence. Media społecznościowe
właśnie zaczynały raczkować, a ludzie związani z Facebookiem obawiali
się cyberprzemocy, jaką nowa platforma mogła wnieść w życie wrażliwych,
młodych ludzi. Wspólnie z Markiem przeprowadziliśmy dziesiątki rozmów z nastolatkami i osobami dorosłymi, starając się opracować protokół
online, który miał określać, jak należy raportować i rozwiązywać różne
przypadki przemocy, w tym szerzenie plotek, chamskie i pozbawione
szacunku zachowania, stalking (prześladowanie) oraz groźby.
To zadanie oraz nasza praca polegająca na nauczaniu umiejętności
związanych z inteligencją emocjonalną w szkołach na terenie całego kraju
ujawniły jeszcze więcej dowodów na szkodliwy wpływ gaslightingu. Razem z Markiem wysłuchiwaliśmy niezliczonych opowieści o nastolatkach, wobec
których gaslighting stosowały nie pojedyncze osoby, ale dziesiątki
przyjaciół poznanych w rzeczywistości, jak i na Facebooku. Wystarczyło,
aby młoda kobieta nazwała swoją przyjaciółkę "nadwrażliwą", gdy tamta
poczuła się czymś urażona, a kolejne dwadzieścia czy trzydzieści osób
klikało guzik "Lubię to" albo dopisywało w komentarzach dalsze krytyczne
uwagi. Niszczycielski wpływ gaslightingu ulegał zwielokrotnieniu, gdy
ofiara musiała nie tylko mierzyć się z manipulacją prześladowcy, ale
także z wyraźnym przekonaniem, że za "nadwrażliwą" uważają ją "wszystkie
znane jej osoby" oraz dziesiątki zupełnie obcych ludzi.
W wyniku realizacji naszego projektu powstał Facebook's Bully Prevention
Hub, narzędzie, które miało pozwalać nastolatkom na zgłaszanie
przypadków przemocy, a także dostarczać wychowawcom i rodzicom tematów
do rozmów z młodzieżą. Przez cały ten czas byłam pod olbrzymim wrażeniem
tego, jak często gaslighting stawał się ulubioną bronią osoby
przemocowej. Jedną z najgorszych cech tego zjawiska jest trudność
związana z jego rozpoznaniem. Czujesz, że osuwasz się w dezorientację i zwątpienie wobec siebie - ale dlaczego? Co sprawiło, że nagle zaczęłaś
siebie kwestionować? Jak to się stało, że osoba, która jakoby się o ciebie troszczy, doprowadza do tego, że zaczynasz czuć się fatalnie?
W gruncie rzeczy gaslighting jest rodzajem niewidzialnego znęcania się,
często stosowanym przez małżonka, przyjaciela lub członka rodziny, który
utrzymuje, że cię kocha, jednocześnie kopiąc pod tobą dołki. Wiesz, że
coś jest nie tak - ale nie potrafisz znaleźć przyczyny. Określenie
"gaslighting" nazywa tę przemoc, pozwalając ci wyraźnie dostrzec, co tak
naprawdę robi twój partner, ciocia Martha albo tak zwana najlepsza
przyjaciółka. Zarówno Marc, jak i ja ciągle przypominamy naszym uczniom:
"Jeśli chcecie coś oswoić, musicie nadać temu nazwę".
Gaslighting w wiadomościach
W ciągu kilku lat po opublikowaniu mojej książki sporadycznie widywałam
artykuły, w których pojawiał się termin "gaslighting". W magazynie
informacyjnym "The Week" pojawiła się na przykład recenzja filmu Wróg
numer jeden, w której odnoszono się do pewnych technik prowadzenia
przesłuchań w formie gaslightingu: wykwalifikowany przesłuchujący z przekonaniem wspomina o wydarzeniach, które nigdy nie miały miejsca,
powodując, że więzień zaczyna się zastanawiać, czy zawodzi go jego
własna pamięć. Osoba prowadząca przesłuchanie rozumie, że zmuszenie
człowieka, aby zwątpił we własne postrzeganie rzeczywistości, to jedna z rzeczy działających najbardziej destabilizująco - gaslighting może
wypaczyć nasz umysł o wiele skuteczniej niż przemoc fizyczna.
W międzyczasie coraz częściej na blogach wiązano gaslighting ze
znęcaniem się, stosowanym zarówno w sferze prywatnej, jak i zawodowej.
"Czy gaslighting jest specyficzną dla danej płci odmianą przemocy w miejscu pracy?", pytał David Yamada na swoim blogu Minding the
Workplace, podczas gdy na licznych blogach poświęconych tematyce
randkowania i porad dyskutowano o tym, jak ważna jest umiejętność
rozpoznania gaslightera i oparcia się jego działaniom. Gaslighting
zyskał nawet definicję w Wikipedii, a moją książkę polecono tam jako
lekturę.
Jednak tak naprawdę gaslighting wdarł się do świadomości społecznej
dopiero w roku 2016. W marcu tego roku komik i gospodarz programu w telewizji HBO Jon Oliver oświadczył, że Donald Trump zastosował wobec
niego tę formę przemocy. Na pierwszy rzut oka historia wydawała się
nieskomplikowana. Trump ogłosił, że odrzucił propozycję wystąpienia w programie prowadzonym przez Olivera. "John Oliver zlecił swoim
pracownikom, aby zaprosili mnie do jego nudnego i nisko ocenianego
show", pisał na Twiterze. "Odpowiedziałem "NIE, DZIĘKI". To byłaby tylko
strata czasu i sił!".
Tu jednak sprawa się komplikuje - Oliver nigdy nie wystosował takiego
zaproszenia. Nie był zainteresowany zapraszaniem Trumpa do swojego
programu. Dlaczego miałby to zrobić?
Gdy Oliver próbował wyjaśnić całą sytuację, Trump podniósł poprzeczkę. W wywiadzie udzielonym jednej z radiostacji poinformował, że był
zapraszany wielokrotnie, cztery lub pięć razy.
Pomyślicie zapewne, że w tej sytuacji Oliver wzruszył ramionami, włączył
tweet Trumpa do swojego monologu otwierającego program i wyśmiał go
wspólnie ze swoimi pracownikami. Tymczasem on przyznał, że zaczął wątpić
w swoją wersję rzeczywistości. Trump wydawał się taki pewny siebie. Może
jednak Oliver go zaprosił.
"To, że dostało mi się za kłamstwo na mój temat wypowiedziane z takim
przekonaniem było niezwykle destabilizujące", wspomniał w trakcie
programu. "Sprawdziłem dokładnie, aby się upewnić, czy nikt go jednak
przypadkiem nie zaprosił - i oczywiście nigdy do czegoś takiego nie
doszło".
Johnowi Oliverowi - komikowi, gospodarzowi talk-show i lewicowo-liberalnemu komentatorowi - nie zależało w żaden sposób na
aprobacie Trumpa. Nie obchodziło go, co ten o nim myślał ani jak mogłaby
wyglądać ich relacja w przyszłości. Trump nie oczarował go ani
emocjonalnie, ani rodzinnie, ani finansowo. Na pierwszy rzut oka Oliver
jest pewnym siebie człowiekiem, mocno trzymającym się własnego obrazu
rzeczywistości.
A jednak w jakiś sposób Trumpowi udało się sprawić, że zwątpił on, czy
poprawnie zapamiętał coś tak oczywistego, jak to, czy zapraszał Trumpa
do swojego programu. Jak ujęła to reporterka "Huffington Post" Melissa
Jeltsen: "Oświadczenie Trumpa zostało wygłoszone z taką pewnością
siebie, że Oliver zaczął wątpić w prawdę, nawet jeśli wiedział, że Trump
kłamał. Oto potęga gaslightingu".
Jeltsen przeprowadziła ze mną wywiad na potrzeby tego artykułu, w którym
potwierdziłam, że w przypadku Olivera, a także w wielu innych
przypadkach, Trump przejawiał klasyczne zachowania gaslightera.
Powiedziałam wówczas między innymi: "Gdy nie przyjmujesz
odpowiedzialności za swoje działania, odpychasz ją od siebie albo
próbujesz podważyć wiarygodność osoby, która zadaje ci pytania dotyczące
tego, co robisz, to stosujesz gaslighting".
I nagle termin "gaslighting" zaczął pojawiać się wszędzie: w CNN, "Teen
Vogue", "Salonie", dziesiątkach wpisów internetowych i postów w mediach
społecznościowych oraz na blogach. Nagle wszyscy zaczęli mówić o gaslightingu.
Powrót do efektu gasnącego płomienia
Gdy mój wydawca poinformował mnie, że chce ponownie wydać moją książkę,
dostrzegłam w tym okazję, aby przemyśleć to, co napisałam przed dekadą.
Uwzględniając moją dotychczasową praktykę psychoterapeutyczną, usługi
konsultacyjne świadczone dla Facebooka oraz bieżącą pracę w Yale Center
for Emotional Intelligence, jaki miałam obecnie stosunek do tego tekstu?
Przeczytałam go ponownie i z radością pragnę poinformować, że pozostaje
wciąż na tym samym, wysokim poziomie. Nie poczułam żadnej potrzeby, aby
cokolwiek w nim zmieniać. Silniej niż dziesięć lat temu uderza mnie to,
że im większa jest pewność siebie danej osoby - i być może im silniejszy
jest jej narcyzm - tym swobodniej może się ona trzymać swojej wersji
rzeczywistości, niezależnie od tego, ile innych osób zakwestionuje jej
pojmowanie faktów. Taki narcyzm stanowi formę obrony, pozwalając nie
traktować otoczenia poważnie i nie dbać o cudzy obraz świata. Narcyz
może wpaść w szał, gdy inni nie podzielają jego poglądów - wielu
gaslighterów reaguje w taki sposób. Ta furia nie wynika jednak z tego,
że wątpią w swoje racje, tylko z tego, że nie są w stanie znieść, iż nie
dysponują całkowitą kontrolą. Innymi słowy, nie da się użyć gaslightingu
wobec gaslightera - a przynajmniej bardzo trudno jest zastosować tę
formę przemocy wobec osoby mocno zaangażowanej w jej stosowanie.
Reszta ludzi ma jednak więcej trudności z zachowaniem określonego
wyobrażenia świata. Zadajemy sobie pytania, czy jesteśmy pewni tego, co
usłyszeliśmy lub zobaczyliśmy. Nasza pokora i samoświadomość sprawiają,
że stajemy się bezbronni i wrażliwi w sposób obcy osobie bardziej
narcystycznej. Uczy się nas od dzieciństwa, że spostrzeżenia innych
ludzi bywają trafniejsze od naszych. Gdy słyszymy wystarczająco często
od kogoś, że "czarne jest białe" albo "w górę oznacza w dół", trudno nie
zadać sobie przynajmniej pytania, czy tamta osoba wie o czymś, o czym my
nie wiemy.
W książce Ukryte manipulacje w relacjach oferuję remedium, na którym
wciąż można polegać - nazywam je "obserwowaniem stewardesy". Gdy lecisz
samolotem, zachowanie personelu pokładowego sygnalizuje, czy nagły
wstrząs to tylko efekt drobnej turbulencji, czy też początek katastrofy.
Podobnie "stewardesy" obecne w twoim codziennym życiu pomagają ci
dostrzec, czy twój nowy partner ma po prostu gorszy dzień, czy też
realizuje wzorzec przemocy. Gdy zaczynasz kwestionować otaczającą cię
rzeczywistość, twoi przyjaciele, członkowie rodziny, być może nawet
terapeuta, mogą pomóc ci dokonać jej trafnej oceny.
W podobny sposób być może wszyscy stajemy się nawzajem swoimi
"stewardesami" w obliczu gaslightingu politycznego lub społecznego. To
od nas wszystkich zależy, czy znajdziemy źródła wiadomości, którym
możemy zaufać, analizy, na których możemy polegać, i fakty, które
pomyślnie przejdą szczegółową inspekcję. Nikt z nas nie jest w stanie
dokonać tego samodzielnie - potrzebujemy zarówno "ekspertów", którym
zawierzyliśmy, jak i przyjaciół, sąsiadów, krewnych i współpracowników,
których spostrzeżenia cenimy. Gaslighting destabilizuje dogłębnie. Być
może potrzeba nam przysłowiowej "wioski", aby odnaleźć wspólne, solidne
fundamenty.
W międzyczasie, jeśli ty bądź ktoś, kogo znasz, zmagacie się z gaslightingiem w życiu osobistym, książka Ukryte manipulacje w relacjach pomoże wam zrozumieć problem, ponownie go przeanalizować i w końcu się od niego wyzwolić, niezależnie od tego, czy będzie to
oznaczało wewnętrzne przekształcenie relacji, czy też jej ostateczne
zakończenie. W całym moim życiu zawodowym dążyłam do tego, aby pomagać
ludziom doświadczać w życiu jak najwięcej współczucia, skuteczności,
produktywności i spełnienia. Nie jest to jednak możliwe, jeśli
pozostajesz w relacji gaslightingowej, ciągle krytykując swoje reakcje i nieustannie przepraszając za swoje domniemane porażki. Dziesięć lat temu
pisałam:
[...] masz w sobie głębokie źródło siły, które pozwala ci uwolnić się od
efektu gasnącego płomienia. W pierwszym kroku musisz uświadomić sobie
swoją własną rolę w procesie gaslightingu; to, jak twoje zachowanie,
pragnienia i fantazje mogą prowadzić do idealizowania przez ciebie osoby
gaslightera i starania się o jego aprobatę5.
Tak zaczyna się twoja podróż. Ta książka ma ci pomóc na każdym jej
etapie. Wyruszenie w tę drogę wymaga odwagi - nie mogę się doczekać,
czego się podczas niej nauczysz.
Rozdział 1. Czym jest gaslighting?
Rozdział 1
Czym jest
gaslighting?
Katie jest osobą nastawioną do innych
przyjaźnie i pozytywnie - idąc ulicą, uśmiecha się do wszystkich.
Wykonuje zawód przedstawiciela handlowego, co oznacza, że często
rozmawia z nowymi ludźmi - i uwielbia to. Jest atrakcyjną kobietą
zbliżającą się do trzydziestki. Przez dłuższy czas umawiała się na
randki z różnymi mężczyznami, aż w końcu wybrała swojego obecnego
partnera, Briana.
Brian potrafi być słodki, opiekuńczy i troskliwy, ale jest też
niespokojny i strachliwy, odnosi się podejrzliwie do każdej nowej osoby.
Gdy razem idą na spacer, Katie zachowuje się w otwarty sposób, jest
skłonna do kontaktu, łatwo angażuje się w rozmowę z mężczyzną, który
pyta ją o drogę, albo z kobietą wyprowadzającą psa. Brian natomiast
ciągle coś krytykuje. Czy Katie nie dostrzega, że ludzie się z niej
śmieją? Ona myśli, że lubią takie pogaduszki, a oni tak naprawdę
przewracają oczami i zastanawiają się, dlaczego taka z niej papla. A ten
facet, który pytał o drogę? Próbował ją tak naprawdę poderwać - szkoda,
że nie widziała, jak pożądliwie na nią spojrzał, gdy tylko się
odwróciła. A poza tym takie zachowania Katie to brak szacunku dla niego,
jej partnera. Czy ona w ogóle się zastanawia, jak on się czuje, gdy
widzi, że jego partnerka robi słodkie oczy do każdego mijanego
mężczyzny?
Początkowo Katie żartuje sobie ze skarg Briana. Mówi mu, że zachowywała
się tak przez całe swoje życie, że lubi być przyjacielska dla innych.
Jednak po wielu tygodniach surowej krytyki ze strony swojego partnera
zaczyna wątpić w siebie. Może ludzie faktycznie ją wyśmiewają i obrzucają pożądliwymi spojrzeniami. Może rzeczywiście zachowuje się
kokieteryjnie i nieustannie robi to przy Brianie - to okropne, traktować
tak mężczyznę, który ją kocha!
W końcu, idąc ulicą, nie potrafi podjąć decyzji, jak ma się zachować.
Nie chce rezygnować ze swojego ciepłego, przyjaznego podejścia do
świata, jednak teraz za każdym razem, gdy mija nieznajomą osobę, nie
potrafi powstrzymać się od rozmyślania, jak Brian odebrałby jej
zachowanie.
LIZ zajmuje wysokie kierownicze stanowisko w znanej firmie
marketingowej. Ubiera się stylowo, dobiega pięćdziesiątki, żyje w stabilnym, dwudziestoletnim związku małżeńskim, nie ma dzieci - ciężko
zapracowała na swoją obecną pozycję, poświęcając całą swoją
nadprogramową energię karierze zawodowej. Wygląda na to, że jest o krok
od osiągnięcia celu - stanowiska dyrektora nowojorskiego oddziału firmy.
I nagle, w ostatniej chwili, posadę tę otrzymuje ktoś inny. Liz przełyka
urażoną dumę i proponuje, że pomoże tej osobie. Początkowo nowy szef
sprawia wrażenie uroczego, pełnego wdzięczności. Wkrótce jednak Liz
zaczyna dostrzegać, że jej opinia nie jest brana pod uwagę przy
podejmowaniu istotnych decyzji, a ona sama nie jest już zapraszana na
ważne spotkania. Docierają do niej pogłoski, że klientów poinformowano,
że Liz nie chce już z nimi pracować, i sugeruje się im kontakt z jej
nowym szefem. Gdy kobieta skarży się na to przed kolegami z pracy,
wszyscy patrzą na nią z zaskoczeniem. "Ale on zawsze cię tak chwali",
upierają się. "Dlaczego miałby mówić o tobie same dobre rzeczy, gdyby
chciał się ciebie pozbyć?"
W końcu Liz postanawia stawić czoła szefowi, który okazuje się
dysponować wiarygodnym wyjaśnieniem każdej sytuacji. "Posłuchaj...", mówi
uprzejmie na koniec spotkania. "Myślę, że zachowujesz się nadwrażliwie w związku z tym wszystkim - wręcz nieco paranoicznie. Może poszłabyś na
kilkudniowy urlop, żeby się odstresować?"
Liz czuje się kompletnie sparaliżowana. Wie, że szef ją sabotuje -
tylko dlaczego wyłącznie ona tak uważa?
MITCHELL jest studentem studiów magisterskich,
dwudziestoparolatkiem, który ma zostać inżynierem elektrykiem. Wysoki,
szczupły, wręcz patykowaty i nieco nieśmiały, długo szukał właściwej
kobiety, ale właśnie zaczął się spotykać z kimś, kogo naprawdę lubi.
Pewnego dnia jego partnerka zwraca mu uwagę, że wciąż ubiera się jak
dzieciak. Mitchella ogarnia zawstydzenie, jednak mężczyzna rozumie, o co
chodzi jego partnerce. Wybiera się zatem do lokalnego domu towarowego,
gdzie prosi ekspedientkę, aby pomogła mu dobrać garderobę. Nowe ubrania
sprawiają, że Mitchell czuje w sobie przemianę - wygląda teraz na
bardziej obytego w świecie, przystojnego faceta. Podoba mu się, że
kobiety przyglądają mu się z uznaniem, gdy wraca autobusem do domu.
Gdy jednak wybiera się w nowych ubraniach na niedzielny obiad do swoich
rodziców, jego matka wybucha śmiechem. "Mitchell, te ubrania do ciebie
nie pasują, wyglądasz niepoważnie", mówi. "Kochanie, proszę cię,
następnym razem, gdy wybierzesz się na zakupy, pozwól, że pójdę z tobą".
Mitchell czuje się urażony i oczekuje od matki przeprosin, ona jednak ze
smutkiem kręci głową. "Próbowałam ci jedynie pomóc", dodaje. "A z uwagi
na twój ton głosu to raczej ty powinienieś przeprosić mnie".
Mitchell czuje dezorientację. Lubi swoje nowe ubrania - ale może
rzeczywiście wygląda w nich śmiesznie. Czy naprawdę zachował się
niegrzecznie wobec matki?
Zrozumienie efektu gasnącego płomienia
Katie, Liz i Mitchell mają ze sobą coś wspólnego - cała trójka cierpi z powodu efektu gasnącego płomienia. Efekt ten wynika z relacji pomiędzy
dwojgiem ludzi: gaslighterem, który musi mieć rację, żeby zachować
poczucie własnego ja i kontroli nad światem, oraz osobą poddawaną
gaslightingowi, która pozwala, aby gaslighter definiował jej poczucie
rzeczywistości, ponieważ go idealizuje i poszukuje jego aprobaty.
Gaslighterzy i ofiary gaslightingu mogą być każdej płci, a samo zjawisko
może wystąpić w każdym typie relacji. Będę jednak mówić o gaslighterze
jako "nim", a o osobie poddawanej gaslightingowi jako "niej", ponieważ w swojej pracy najczęściej stykam się z takim właśnie układem.
Przeanalizuję różne relacje - pomiędzy przyjaciółmi, członkami rodziny,
szefami i współpracownikami - jednak skupię się przede wszystkim na
romantycznej relacji między kobietą i mężczyzną.
Na przykład, wspomniany gaslighter Brian, partner Katie, utrzymuje, że
świat jest niebezpiecznym miejscem, a jego partnerka zachowuje się
niewłaściwie i nietaktownie. Gdy Brian odczuwa stres lub zagrożenie,
musi mieć rację w tej kwestii i pragnie wymóc na Katie, aby mu tę
rację przyznała. Ona ceni sobie ich związek i nie chce stracić Briana,
więc zaczyna patrzeć na różne sprawy z jego punktu widzenia. Być może
ludzie, których napotyka, faktycznie się z niej śmieją. Być może
naprawdę zachowuje się kokieteryjnie. I tak zaczyna się gaslighting.
Podobnie dzieje się w przypadku szefa Liz - przełożony utrzymuje, że
zależy mu na współpracy z podwładną, a jej wszelkie obawy wynikają z jej
paranoi. Liz chce, aby szef myślał o niej dobrze - w końcu chodzi tu o jej karierę - więc zaczyna wątpić we własne spostrzeżenia i próbuje
przyjąć perspektywę przełożonego. Ale jego punkt widzenia nie ma dla
niej tak naprawdę żadnego sensu. Jeżeli szef nie próbuje jej
sabotować, dlaczego nie jest zapraszana na te wszystkie spotkania?
Dlaczego jej klienci do niej nie oddzwaniają? Dlaczego się martwi i odczuwa dezorientację? Liz jest tak ufną osobą, że nie potrafi uwierzyć,
że ktokolwiek mógłby być równie jawnym manipulantem, co - na pozór - jej
szef. Widocznie to ona robi coś, co uzasadnia jego okropne zachowanie.
Liz rozpaczliwie pragnie, aby jej przełożony miał rację, a jednocześnie
w głębi duszy wie, że wcale tak nie jest - to sprawia, że czuje się
kompletnie zdezorientowana, nie jest już pewna tego, co widzi lub wie.
Staje się ofiarą pełnowymiarowego gaslightingu.
Matka Mitchella utrzymuje, że ma prawo powiedzieć swojemu synowi
wszystko, na co przyjdzie jej ochota, a jeśli ten się sprzeciwi, zachowa
się niegrzecznie. Mitchell chciałby postrzegać matkę jako osobę dobrą i kochającą, a nie kogoś, od kogo słyszy same złośliwości. Gdy więc matka
uraża jego uczucia, obwinia za to nie ją, tylko siebie. Oboje dochodzą
do porozumienia - matka ma rację, Mitchell się myli. Wspólnie tworzą
efekt gasnącego płomienia.
Oczywiście Katie, Liz i Mitchell mogliby dokonać innego wyboru. Katie
mogłaby zlekceważyć negatywne uwagi swojego partnera, poprosić go, aby
przestał tak się do niej odzywać, albo - w ostateczności - zerwać z nim.
Liz mogłaby sobie powiedzieć: "Kurczę, ten nowy szef to trudny typ. No
cóż, może ta jego przymilność zmyliła wszystkich w naszej firmie - ale
nie mnie!". Mitchell mógłby spokojnie odpowiedzieć: "Przykro mi, mamo,
ale to ty jesteś winna przeprosiny mnie". Każdy z nich mógłby podjąć
decyzję, że w pewnym podstawowym zakresie jest skłonny zaakceptować
dezaprobatę gaslightera. Każdy z nich wie, że jest dobry, kompetentny,
miły - i tylko to się liczy.
Gdyby trzy opisane powyżej osoby były w stanie przyjąć takie
nastawienie, nie doszłoby do gaslightingu. Być może ich gaslighterzy
nadal zachowywaliby się źle, ale ich postępowanie nie miałoby już tak
szkodliwego efektu. Gaslighting rozwija się tylko wtedy, gdy wierzysz w to, co mówi twój gaslighter, i chcesz sprawić, aby miał o tobie dobre
zdanie.
Problem w tym, że gaslighting jest zjawiskiem podstępnym. Wykorzystuje
nasze najgorsze obawy, najbardziej niespokojne myśli i najskrytsze
marzenia, aby nas rozumiano, doceniano i kochano. Gdy ktoś, komu ufamy,
kogo szanujemy lub kochamy, przemawia z wielką pewnością siebie -
zwłaszcza gdy w jego słowach jest ziarno prawdy albo dotknie jednej z najczęściej dręczących nas obaw - trudno będzie mu nie uwierzyć. A gdy
idealizujemy gaslightera - gdy chcemy go postrzegać jako miłość naszego
życia, wspaniałego szefa albo cudownego rodzica - to jeszcze bardziej
utrudni nam pozostanie przy własnej percepcji rzeczywistości. On musi
mieć rację, my musimy zdobyć jego aprobatę - i tak to się kręci.
Oczywiście może się zdarzyć, że żadne z was nie będzie świadome tego, co
tak naprawdę się dzieje. Gaslighter może autentycznie wierzyć w każde
swoje słowo albo szczerze czuć, że ratuje cię przed tobą samą. Pamiętaj
- kierują nim jego własne potrzeby. Może ci się wydawać silnym, potężnym
mężczyzną albo zagubionym, rozhisteryzowanym chłopcem - w każdym z tych
przypadków czuje się słaby i bezsilny. Aby poczuć w sobie energię,
poczuć, że jest bezpieczny, musi udowodnić, że ma rację, i nakłonić
cię, abyś mu ją przyznała.
W międzyczasie wyidealizowałaś już swojego gaslightera i rozpaczliwie
zabiegasz o jego aprobatę, choć być może sobie tego nie uświadamiasz.
Jeśli jednak choćby mała cząstka ciebie uważa, że nie jesteś
wystarczająco dobra sama w sobie - jeśli cząstka ta czuje, że
potrzebujesz miłości lub aprobaty gaslightera, aby siebie dopełnić - to
jesteś podatna na gaslighting. Gaslighter wykorzysta tę bezbronność i podatność, abyś wątpiła w siebie, raz za razem.
Czy ktoś stosuje wobec ciebie gaslighting?
WŁĄCZ SWÓJ GASLIGHTINGOWY RADAR. SPRAWDŹ, CZY DOSTRZEGASZ KTÓRYŚ Z TYCH 20 SYGNAŁÓW OSTRZEGAWCZYCH.
Gaslighting może nie wiązać się ze wszystkimi opisanymi poniżej
doświadczeniami czy uczuciami, jeśli jednak rozpoznasz któreś z nich u siebie, zwróć na nie szczególną uwagę.
Nieustannie poddajesz krytyce to, co zrobiłaś.
Po kilkanaście razy dziennie zadajesz sobie pytanie, czy jesteś
nadwrażliwa.
W pracy często odczuwasz dezorientację, a nawet masz wrażenie, że
zaczynasz wariować.
Nieustannie przepraszasz matkę/ojca/partnera/szefa.
Często zastanawiasz się, czy jesteś "wystarczająco dobrą"
partnerką/żoną/pracowniczką/przyjaciółką/córką.
Nie rozumiesz dlaczego, pomimo tylu pozornie dobrych rzeczy w twoim
życiu, nie czujesz się szczęśliwsza.
Kupujesz ubrania, meble albo inne rzeczy osobiste, mając na uwadze
swojego partnera, myśląc o tym, czego on by sobie życzył, a nie o tym, co tobie sprawiłoby przyjemność.
Często tłumaczysz zachowanie swojego partnera przed przyjaciółmi i rodziną.
Łapiesz się na tym, że ukrywasz różne informacje przed przyjaciółmi
i rodziną, żebyś nie musiała im czegoś wyjaśniać lub uzasadniać.
Wiesz, że coś jest mocno nie tak, ale nie jesteś w stanie tego
wyrazić, nawet przed samą sobą.
Zaczynasz kłamać, aby uniknąć obelg i wypaczania faktów.
Masz trudności z podejmowaniem prostych decyzji.
Zastanawiasz się dwa razy, zanim poruszysz w rozmowie jakiś pozornie
niewinny temat.
Przed powrotem twojego partnera do domu sprawdzasz w myślach listę
kontrolną, aby przewidzieć, co być może zrobiłaś źle tego dnia.
Czujesz, że kiedyś byłaś zupełnie inną osobą - pewniejszą siebie,
lubiącą dobrą zabawę, zrelaksowaną.
Zaczynasz rozmawiać z mężem za pośrednictwem jego sekretarki, aby
nie musieć mówić mu o tym, co być może go zdenerwuje.
Masz wrażenie, że niczego nie jesteś w stanie zrobić jak należy.
Twoje dzieci podejmują próby chronienia cię przed twoim partnerem.
Ludzie, z którymi dotąd dobrze się dogadywałaś, zaczynają cię
denerwować.
Czujesz się pozbawiona nadziei i radości.
Jak odkryłam efekt gasnącego płomienia
Od dwudziestu lat prowadzę prywatną praktykę terapeutyczną, a także
uczę, szkolę liderów, jestem konsultantką oraz członkiem Woodhull
Institute for Ethical Leadership, gdzie pomagam organizować i moderować
szkolenia dla kobiet w każdym wieku. We wszystkich tych obszarach
nieustannie spotykam silne, mądre, odnoszące sukcesy kobiety. A jednak
wciąż słyszę tę samą opowieść - z jakiegoś powodu wiele takich pewnych
siebie, ambitnych osób uwikłało się w demoralizujące, destrukcyjne i zaskakujące relacje. Przyjaciele i współpracownicy być może uważali je
za silne, samodzielne i kompetentne, one same zaczęły jednak postrzegać
siebie jako nieudacznice, które nie są w stanie zawierzyć ani własnym
zdolnościom, ani swojemu postrzeganiu świata.
W tych opowieściach było coś paskudnie znajomego - stopniowo
uświadomiłam sobie, że wysłuchiwałam ich nie tylko dlatego, że
wykonywałam taki, a nie inny zawód, ale też dlatego, że odzwierciedlały
one doświadczenia moje i moich przyjaciółek. W każdym przypadku pozornie
silna kobieta była uwikłana w relację z partnerem, mężem, przyjacielem,
współpracownikiem, szefem lub krewnym, który powodował, że kwestionowała
ona własny odbiór rzeczywistości, i wywoływał u niej uczucie niepokoju i dezorientacji, a także silne przygnębienie. Ich relacje szokowały, tym
bardziej że w innych obszarach wspomniane kobiety sprawiały wrażenie
silnych i zorganizowanych. Zawsze jednak, przy każdej z nich, była jedna
specjalna osoba - ukochany, szef lub krewny - o której aprobatę
zabiegała, nawet gdy była przez nią coraz gorzej traktowana. I w końcu
udało mi się nazwać ten bolesny stan gaslightingiem - efektem gasnącego
płomienia, od starego filmu o takim właśnie tytule - Gasnący płomień
(ang. Gaslight).
W tym klasycznym obrazie z 1944 roku poznajemy historię Pauli, młodej,
wrażliwej śpiewaczki (granej przez Ingrid Bergman), która poślubia
Gregory'ego, charyzmatycznego, tajemniczego, starszego mężczyznę (w tej
roli Charles Boyer). Paula nie wie, że ukochany mąż próbuje ją
doprowadzić do obłędu, aby przejąć jej majątek. Nieustannie wmawia on
żonie, że jest chorowita i krucha, przenosi różne przedmioty w inne
miejsca, a następnie oskarża ją o to, a także nad wyraz przebiegle
manipuluje gazowym oświetleniem w domu tak, aby zauważała, że lampy
przygasają bez wyraźnego powodu. Pod wpływem diabolicznej intrygi męża
Paula zaczyna wierzyć, że osuwa się w szaleństwo. Zdezorientowana i wystraszona, zaczyna histeryzować, faktycznie stając się kruchą,
zagubioną istotą, jak to wmawia jej Gregory. Upadek kobiety nabiera
tempa - im bardziej Paula wątpi w siebie, tym głębiej popada w histerię
i dezorientację. Rozpaczliwie pragnie, aby mąż okazał jej akceptację,
powiedział, że ją kocha, on jednak tego nie robi, upierając się, że jest
dotknięta chorobą psychiczną. Bohaterka filmu odzyskuje zdrowy rozsądek
i pewność siebie dopiero w momencie, gdy policjant zapewnia ją, że on
także widzi przygasające światło.
W Gasnącym płomieniu wyraźnie widzimy, że w relacji gaslightingowej
zawsze uczestniczą dwie osoby. Gregory musi uwieść Paulę, aby poczuć w sobie moc i władzę nad drugą osobą, ale też i Paula chętnie daje się
uwieść. Idealizuje tego silnego, przystojnego mężczyznę i rozpaczliwie
pragnie wierzyć, że otoczy on ją opieką i będzie jej bronić. Gdy mąż
zaczyna się zachowywać źle, nie chce go obwinić ani spojrzeć na niego z innego punktu widzenia - woli zachować swoje romantyczne wyobrażenie o idealnym partnerze. Jej brak pewności siebie oraz idealizowanie męża
stanowią doskonały punkt wyjścia dla manipulacji Gregory'ego.
W Gasnącym płomieniu gaslighter dąży do czegoś namacalnego. Świadomie
zamierza wpędzić swoją żonę w obłęd, aby zagarnąć jej majątek. W prawdziwym życiu gaslighterzy rzadko bywają aż tak diaboliczni, chociaż
skutki ich zachowania mogą być naprawdę niszczycielskie. Gaslighter
sądzi, że po prostu broni siebie. Ma tak spaczone poczucie własnego ja,
że nie jest w stanie zaakceptować żadnej sytuacji, w której ktoś neguje
jego obraz świata. Postanawia wyjaśnić sobie, jak ten świat działa, i uznaje, że ty również musisz go tak postrzegać - w przeciwnym razie
odczuwa trudny do zniesienia niepokój.
Załóżmy, że uśmiechnęłaś się do jakiegoś mężczyzny na imprezie i twój
gaslighter poczuł się z tego powodu źle. Mężczyzna, który nie
uczestniczy w gaslightingu, być może powie w takiej sytuacji: "Tak,
jestem zazdrosny" albo "Wiem, że to nie było nic złego, kochanie, ale
strasznie mnie wkurza, gdy widzę, jak się dobrze bawisz w towarzystwie
innych facetów". Będzie chciał przynajmniej wziąć pod uwagę, że jego
dyskomfort mógł być spowodowany daną sytuacją albo jego własną
niepewnością. Nawet jeśli faktycznie flirtowałaś - choćbyś robiła to w oburzający sposób - mężczyzna, który nie jest gaslighterem, będzie w stanie potencjalnie uznać, że twoje zachowanie być może wzbudza w nim
obiekcje, ale nie zamierzałaś sprawić, aby poczuł się paskudnie (chociaż
może poprosić cię, abyś przestała się tak zachowywać).
Natomiast gaslighter nigdy nie weźmie pod uwagę, że w grę może wchodzić
jego własna zazdrość, niepewność lub paranoja. Ktoś taki trzyma się
swojego wyjaśnienia - czuje się źle, ponieważ jesteś flirciarą. Nie
wystarczy mu jednak, że to wie - musi cię nakłonić, abyś przyznała mu
rację. Jeśli tego nie zrobisz, całymi godzinami będzie się gniewał,
traktował cię chłodno, okazywał zranione uczucia albo krytykował cię w sposób pozornie całkowicie uzasadniony. ("Nie wiem, dlaczego nie
dostrzegasz, jak głęboko mnie ranisz. Czy moje uczucia w ogóle się dla
ciebie nie liczą?").
Do tanga potrzeba jednak dwojga. Do gaslightingu może dojść tylko wtedy,
gdy na scenie pojawi się skwapliwa ofiara, ktoś, kto idealizuje
gaslightera i rozpaczliwie pragnie jego aprobaty. Jeśli nie jesteś
otwarta na gaslighting, być może po prostu się zaśmiejesz i zbagatelizujesz krytykę, gdy twój zazdrosny partner oskarży cię o flirtowanie. Co jednak, jeśli nie będziesz w stanie znieść myśli, że
postrzega cię w złym świetle? Być może zaczniesz się z nim spierać,
próbując go nakłonić, aby to on zmienił zdanie. ("Kochanie, nie
flirtowałam. To był całkowicie niewinny uśmiech"). Gaslighter za wszelką
cenę próbuje zmusić swoją partnerkę, aby go przeprosiła, a ofiara
gaslightingu za wszelką cenę stara się przypodobać swojemu partnerowi.
Być może będzie nawet skłonna zrobić wszystko, aby dojść z nim do
porozumienia - łącznie z zaakceptowaniem jego negatywnego, krytycznego
obrazu jej osoby.
Gaslighting: z deszczu pod rynnę
Gaslighting zazwyczaj jest realizowany etapami. Na początku bywa
względnie słaby - być może wręcz niezauważalny. Gdy twój partner oskarża
cię, że celowo próbujesz podważyć jego zaufanie, spóźniając się na
imprezę służbową w jego firmie, przypisujesz to jego zdenerwowaniu,
zakładasz, że tak naprawdę wcale nie miał tego na myśli, albo nawet
zaczynasz się zastanawiać, czy rzeczywiście próbowałaś podważyć to
zaufanie - potem jednak dajesz sobie z tym spokój.
Jednak wkrótce gaslighting staje się znaczącym elementem twojego życia,
zajmując twoje myśli i dominując nad twoimi uczuciami. W końcu zaczynasz
tonąć w pełnowymiarowej depresji, pozbawiona nadziei i radości,
niezdolna przypomnieć sobie, że miałaś kiedyś swój własny punkt widzenia
i poczucie własnego ja.
Oczywiście niekoniecznie musisz przechodzić przez wszystkie te etapy.
Jednak w przypadku wielu kobiet gaslighting jest wpadaniem z deszczu pod
rynnę.
Etap 1: Niedowierzanie
Dla etapu 1 charakterystyczne jest niedowierzanie. Twój gaslighter mówi
coś bulwersującego - "Ten facet, który pytał nas o drogę, tak naprawdę
próbował zaciągnąć cię do łóżka!" - a ty po prostu nie wierzysz własnym
uszom. Myślisz, że coś źle zrozumiałaś albo może on coś źle zrozumiał,
albo po prostu żartuje. Jego komentarz wydaje się tak bezsensowny, że
być może zwyczajnie go ignorujesz lub próbujesz skorygować pomyłkę, ale
nie wkładasz w to zbyt wiele energii. Możliwe też, że wdajesz się w długie, zaciekłe kłótnie, jednak nadal jesteś przekonana do swojej
perspektywy. Prawdopodobnie chciałabyś uzyskać aprobatę gaslightera, ale
nie zależy ci na niej w sposób rozpaczliwy.
Katie pozostaje na tym etapie od kilkunastu tygodni. Ciągle próbuje
przekonać swojego partnera, że ten myli się co do niej i spotykanych
przez nią ludzi, że ona z nikim nie flirtuje i nikt nie flirtuje z nią.
Czasami ma wrażenie, że jest już o krok od porozumienia z Brianem - a jednak w końcu do tego porozumienia nie dochodzi. Wtedy Katie zaczyna
się martwić. Problemem jest jej partner czy ona? Brian potrafi być taki
miły, gdy wszystko jest w porządku - więc dlaczego czasami zachowuje się
tak dziwacznie? Jak widać, względnie łagodny, pierwszy etap gaslightingu
może wpędzić cię w dezorientację, frustrację i niepokój.
Etap 2: Obrona
Ten etap cechuje potrzeba obrony siebie. Szukasz dowodów na to, że twój
gaslighter się myli i obsesyjnie się z nim kłócisz, często jedynie w myślach, rozpaczliwie starając się zasłużyć na jego aprobatę.
Liz jest ofiarą drugiego stadium gaslightingu. Myśli wyłącznie o tym,
jak bardzo zależy jej, aby szef postrzegał różne sprawy tak jak ona. Po
spotkaniach z nim nieustannie odtwarza w myślach każdą wspólną rozmowę -
w drodze do pracy, na lunchu z przyjaciółmi, gdy próbuje zasnąć. Musi
znaleźć jakiś sposób, aby pokazać mu, że to ona ma rację. Może wtedy
zyska jego akceptację i wszystko będzie znów w porządku.
Mitchell także znajduje się na drugim etapie gaslightingu. Idealizuje
swoją matkę tak bardzo, że jakaś część jego osobowości w gruncie rzeczy
pragnie, aby to ona miała rację. "No dobrze", myśli po kłótni z matką.
"Zapewne byłem nieco niegrzeczny". A potem zaczyna się czuć paskudnie,
bo jest takim złym synem. Ale przynajmniej nie musi czuć się fatalnie
dlatego, że ma okropną matkę. Może nadal próbować walczyć o jej
aprobatę, nie przyjmując do wiadomości tego, że to matka zachowuje się
źle wobec niego.
Wiesz, że wkroczyłaś w drugi etap gaslightingu, gdy często miewasz
obsesje na punkcie różnych spraw, a czasami zachowujesz się wręcz
desperacko. Nie masz już pewności, że jesteś w stanie zdobyć aprobatę
gaslightera - jednak nie wyzbyłaś się jeszcze nadziei.
Etap 3: Depresja
Trzecia faza gaslightingu, czyli depresja, jest najtrudniejsza. Na tym
etapie próbujesz aktywnie udowodnić, że gaslighter ma rację, ponieważ w takim przypadku być może zdołasz postępować zgodnie z jego życzeniem, i wreszcie zdobędziesz jego akceptację. To bardzo wyczerpujące stadium,
w którym często jesteś zbyt wycieńczona, aby się o cokolwiek kłócić.
Moja klientka Melanie ugrzęzła właśnie na tym etapie. Jest uroczą
trzydziestopięciolatką, pracującą jako analityczka marketingowa dla
dużej nowojorskiej korporacji. Jednak gdy po raz pierwszy się ze mną
spotkała, nie powiedziałabym, że mam przed sobą specjalistkę wysokiego
szczebla. Skulona, w bezkształtnym swetrze i drżąca z wyczerpania,
siedziała na kanapie w moim gabinecie, gwałtownie łkając.
Do wizyty u mnie sprowokowała ją wyprawa do supermarketu. Biegała w nim
po alejkach, próbując zgromadzić produkty potrzebne na kolację, którą
miała przygotować tego wieczoru dla męża i jego kolegów z pracy. Jordan
poprosił ją, żeby przygotowała swoje słynne grillowane steki z łososia,
zaznaczając, że jego przyjaciele dbają o zdrowie i będą oczekiwać
dzikiej ryby. Gdy jednak Melanie dotarła do właściwej lady, odkryła, że
dostępny był tylko łosoś hodowlany. Stanęła więc przed wyborem - kupić
gorszą rybę albo zaplanować inne danie główne.
- Po prostu zaczęłam się trząść - opowiadała mi, łkając coraz ciszej. -
Myślałam tylko o tym, jak bardzo rozczaruję Jordana. To jego spojrzenie,
gdy mu powiem, że nie mogłam znaleźć łososia, że po prostu go nie było.
Te pytania: "Nie pomyślałaś o tym, żeby wybrać się wcześniej na zakupy?
Przecież już przygotowywałaś to danie, wiesz, co do niego potrzeba. Nie
zależało ci na tej kolacji? Powiedziałem ci, jak bardzo jest dla mnie
ważna. Co było dla ciebie ważniejsze, Melanie, niż zadbanie, by się
udała? Proszę, powiedz mi, chciałbym to wiedzieć".
Melanie odetchnęła głęboko i sięgnęła po chusteczkę.
- Problem z jego pytaniami tkwi w tym, że one nigdy się nie kończą.
Próbuję zbywać je śmiechem, wyjaśniać, a nawet przepraszać. Próbuję mu
powiedzieć, dlaczego coś nie wychodzi, ale on nigdy mi nie wierzy.
Przesunęła się nieco w głąb kanapy i ciaśniej otuliła swetrem.
- Prawdopodobnie ma rację. Kiedyś byłam świetnie zorganizowana, nad
wszystkim panowałam. A teraz nawet ja widzę, co się ze mną stało. Nie
wiem, dlaczego nie potrafię już niczego zrobić, jak należy. Po prostu
nie potrafię.
Przypadek Melanie stanowił skrajny przykład efektu gasnącego płomienia -
moja klientka całkowicie dała się przekonać do swojego negatywnego
obrazu, jaki roztaczał przed nią gaslighter, do tego stopnia, że nie
była w stanie skontaktować się ze swoim prawdziwym ja. W pewnym zakresie
miała rację - stała się bezradną, nieudolną osobą, której istnienie
wmówił jej mąż. Tak bardzo go wyidealizowała i tak rozpaczliwie walczyła
o jego aprobatę, że stawała po jego stronie nawet wtedy, gdy oskarżał ją
o coś, czego z pewnością nie zrobiła - w tej sytuacji chodziło o zlekceważenie kolacji. Łatwiej było się poddać i przyznać Jordanowi
rację niż stawić czoła faktom, że mąż zachowywał się paskudnie, a ona
prawdopodobnie nigdy nie będzie w stanie uzyskać jego szczerej i trwałej
aprobaty, której tak potrzebowała (lub myślała, że potrzebuje), aby
dopełnić poczucia własnego ja.
Trzy etapy gaslightingu - kręta ścieżka
Przechodzenie przez wszystkie trzy stadia gaslightingu nie jest
konieczne. Niektóre osoby spędzają całe życie w fazie pierwszej, ciągle
w tej samej relacji lub w całej serii frustrujących przyjaźni, romansów
i sytuacji zawodowych. Toczą nieustannie te same spory, a gdy interakcja
staje się zbyt bolesna, po prostu ją zrywają. A potem niezwłocznie
wyszukują kolejnego gaslightera i powtarzają cały cykl.
Inni wciąż walczą z demonami drugiego etapu. Nadal są w stanie
funkcjonować, ale gaslighting pochłania ich myśli i emocje.
Prawdopodobnie każdy z nas ma przynajmniej jedną znajomą, która potrafi
rozmawiać wyłącznie o swoim nienormalnym szefie, zrzędzącej matce albo
bezdusznym partnerze. Uwięziona w drugiej fazie gaslightingu, jest w stanie toczyć wyłącznie tę rozmowę, ciągle od nowa. Nawet jeśli jej
pozostałe relacje są po prostu świetne, gaslighting zatruwa wszystko.
Czasami - zwłaszcza w fazie drugiej - relacja się zmienia, na przykład
partnerzy naprzemiennie pełnią rolę gaslightera albo na dobre zamieniają
się rolami. Być może otrzymujesz "pozwolenie", aby stosować gaslighting
wobec swojego partnera w kwestiach emocjonalnych, na przykład mówiąc mu,
co "tak naprawdę ma na myśli", gdy mówi lub robi coś, co ci się nie
podoba. Z kolei ty pozwalasz partnerowi rządzić twoim zachowaniem w sytuacjach społecznych, na przykład oskarżać cię o gadatliwość w trakcie
imprezy czy wprawianie gości w zakłopotanie swoimi poglądami
politycznymi. Każde z was próbuje mieć rację albo zdobyć aprobatę
drugiej strony - jednak w odniesieniu do innych kwestii.
Czasami też relacja rozwija się wspaniale przez szereg miesięcy lub
nawet lat, zanim dojdzie do gaslightingu. Być może niekiedy takie
zachowania pojawiają się w niej epizodycznie, może zdarzają się trudne
sytuacje, ale ogólnie rzecz biorąc, jest to zdrowa relacja. A potem mąż
traci pracę, przyjaciółka się rozwodzi albo matka zaczyna odczuwać
frustrację powodowaną przez problemy związane z nadchodzącą starością i zaczyna się prawdziwy gaslighting, ponieważ właśnie wtedy gaslighter
czuje się zagrożony i sięga po efekt gasnącego płomienia, aby poczuć
swoją moc. A może to ty czujesz się zagrożona, więc nagle zaczynasz
coraz rozpaczliwiej walczyć o aprobatę gaslightera. Twoja determinacja
odbiera mu poczucie władzy, więc odzyskuje je, zmuszając cię do
przyznania mu racji - w dowolnej kwestii - i tak właśnie rozkręca się
gaslighting.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki