p
PRZEDMOWA
Według popularnego tybetańskiego powiedzenia, "aby rozwiać wątpliwości
na temat autentyczności nauk i przekazu, trzeba przedstawić linię
przekazu i jej historię". Z tej właśnie przyczyny zacznę tę książkę
krótką historią mego życia.
Urodziłem się wkrótce po tym, jak moi rodzice uciekli z Tybetu przed
prześladowaniem przez Chińczyków. Warunki życia były w owych czasach
bardzo ciężkie, rodzice umieścili mnie w chrześcijańskiej szkole z internatem, która miała zapewnić mi odpowiednią opiekę. Mój ojciec był
buddyjskim lamą1, a matka praktykowała bon. Jakiś czas później
ojciec zmarł. Matka ponownie wyszła za mąż za lamę religii bon. Oboje
pragnęli, abym dorastał w kręgu swojej kultury, tak więc gdy miałem
dziesięć lat, zabrali mnie do głównego klasztoru bon w Dolandżi, w Indiach, gdzie złożyłem mnisze ślubowania.
Po pewnym czasie spędzonym w klasztorze Lopon (główny nauczyciel)
Sandzie Tenzin Rinpocze [Rinpocze to tytuł tybetańskiego nauczyciela
oznaczający "drogocenny" - przyp. tłum.] rozpoznał mnie jako inkarnację
Cziungtula Rinpocze, słynnego uczonego, nauczyciela, pisarza i mistrza
medytacji. Cziungtul Rinpocze był również uznanym astrologiem, a w zachodnim Tybecie i północnych Indiach znanym poskramiaczem dzikich
duchów. Ceniono go również jako lekarza posiadającego magiczne
umiejętności. Jednym z jego mecenasów był król prowincji Himaćal w północnych Indiach. Król ten i jego żona, którzy nie mogli mieć dzieci,
poprosili Cziungtula Rinpocze, aby również ich wyleczył. Cziungtul
Rinpocze zrobił to, a syn, który się wówczas urodził, pełnił urząd
gubernatora stanu Himaćal Pradeś.
Kiedy miałem lat trzynaście, mój dobry mistrz [główny nauczyciel -
przyp. tłum.], człowiek wielkiej wiedzy i wielkiego urzeczywistnienia,
przygotowywał się do wygłoszenia nauk na temat jednej z najważniejszych
i najbardziej ezoterycznych nauk w religii bon, linii Wielkiej
Doskonałości (dzogczen) z ustnego przekazu Sziang Sziung (Sziang Sziung Njen Dziu**). Chociaż byłem wówczas bardzo młody, mój ojczym udał
się do Lopona Rinpocze i zapytał go, czy mógłbym wziąć udział w naukach,
które miały być wygłaszane codziennie przez trzy lata. Lopon uprzejmie
zgodził się, prosząc, żebym również ja, jak pozostali uczniowie, którzy
mieli wziąć udział w naukach, opowiedział mu sen, który miał mi się
przyśnić w noc poprzedzającą rozpoczęcie nauk. Na tej podstawie Lopon
miał określić naszą gotowość do ich przyjęcia.
Niektórzy z uczniów nie pamiętali żadnego snu, co uznano za oznakę
pojawiających się przeszkód na ścieżce. Tym uczniom Lopon nakazał
wykonywać odpowiednie praktyki oczyszczające, a rozpoczęcie nauk
wstrzymał do momentu, kiedy każdy z nich będzie miał jakiś sen. Sny
innych uczniów zostały zinterpretowane jako wskazówki świadczące o tym,
że aby przygotować się do przyjęcia nauk, muszą wykonywać określone
praktyki, na przykład wzmacniające związki ze strażnikami [energiami
ochronnymi linii przekazu - przyp. tłum.] bon.
Mnie się śniło, że autobus objeżdża dookoła dom mojego nauczyciela,
chociaż w rzeczywistości nie ma tam żadnej drogi. Kierowcą był mój
przyjaciel, a ja stałem obok, rozdając bilety każdemu, kto wsiadał do
autobusu. Biletami były kawałki papieru z napisaną tybetańską literą A.
Miałem wówczas trzynaście lat, w Dolandżi uczyłem się dopiero drugi czy
trzeci rok i nie zdawałem sobie sprawy z tego, iż litera A ma ogromne
znaczenie w naukach dzogczen. Mój nauczyciel nigdy nie wspomniał mi o tym śnie, było to bardzo w jego stylu. Zwykle nie komentował tego, co
było dobre, a ja byłem bardzo szczęśliwy, ponieważ pozwolił mi
przychodzić na nauki.
W tradycji duchowej Tybetu sny są często wykorzystywane właśnie w ten
sposób - aby pomóc nauczycielowi zdecydować, czy dany uczeń jest gotowy
na przyjęcie określonych nauk. Chociaż wydarzenie, które opisałem
powyżej, miało miejsce na długo przed tym, jak rozpocząłem studiowanie i praktykowanie jogi snu, zapoczątkowało ono moje zainteresowanie snami.
Byłem pod wielkim wrażeniem tego, jak ogromną wagę przywiązuje się do
snów w tybetańskiej kulturze i religii bon - często informacje
pochodzące z podświadomości mają większe znaczenie niż te, których
dostarcza umysł świadomy.
Po zakończeniu trzyletnich nauk, w których skład wchodziły również
liczne odosobnienia medytacyjne ze współpraktykującymi oraz odosobnienia
indywidualne, wstąpiłem do klasztornej Szkoły Dialektyki. Zrealizowanie
programu nauczania, który obejmuje tradycyjne wykształcenie monastyczne,
zwykle zajmuje dziewięć do trzynastu lat. Studiowaliśmy elementarne
przedmioty akademickie, takie jak gramatyka, sanskryt, poezja,
astrologia i sztuka, oraz przedmioty niezbyt powszechne, takie jak
epistemologia, kosmologia, sutra, tantra i dzogczen. W trakcie
kształcenia zetknąłem się z wieloma naukami i przekazami na temat snu, z których najważniejsze oparte były na tekstach Sziang Sziung Njen Dziu,
Tantry Matki oraz na naukach Śardzy Rinpocze.
Nauka szła mi nieźle, a gdy skończyłem dziewiętnaście lat, poproszono
mnie, abym zaczął uczyć innych, co też uczyniłem. Mniej więcej w tym
samym czasie napisałem i opublikowałem skróconą biografię Szienraba
Miłocze, założyciela religii bon. Później zostałem rektorem Szkoły
Dialektyki, które to stanowisko piastowałem przez cztery lata. Bardzo
zaangażowałem się w kształtowanie i rozwój szkoły. W 1986 roku
otrzymałem tytuł gesze, najwyższy stopień naukowy w tybetańskim systemie
edukacji klasztornej.
W roku 1989, na zaproszenie Wspólnoty Dzogczen z Włoch prowadzonej przez
Namkhai Norbu Rinpocze, pojechałem na Zachód. Chociaż nie planowałem
nauczać, członkowie wspólnoty poprosili mnie o to. Pewnego dnia rozdałem
kawałki papieru, które miały być następnie użyte w czasie koncentracji
medytacyjnej. Na każdym z nich widniała litera A. Powrócił do mnie
wówczas sen sprzed piętnastu lat, w którym rozdawałem takie właśnie
skrawki papieru ludziom wsiadającym do autobusu. Było to doświadczenie
tak silne, jakby mnie ktoś uderzył obuchem w głowę.
Pozostałem na Zachodzie, a w 1991 roku otrzymałem stypendium Fundacji
Rockefellera na prowadzenie studiów badawczych na Uniwersytecie Rice w Teksasie. W 1993 roku wydałem swoją pierwszą książkę na Zachodzie, Cuda
naturalnego umysłu, w której starałem się w przystępny i prosty sposób
przedstawić nauki Wielkiej Doskonałości (dzogczen). W 1994 roku
otrzymałem subwencję Narodowej Fundacji Studiów Humanistycznych na
kontynuowanie badań nad aspektami logiki i filozofii w tradycji bon,
wraz z profesor Anne Klein, kierownikiem katedry studiów religijnych na
Uniwersytecie Rice.
W ten sposób realizowały się moje naukowe zainteresowania, ale ponieważ
praktyka jest zawsze ważniejsza, przez cały ten czas intensywnie
zajmowałem się snami i praktyką jogi snu. Moja wiedza nie jest jedynie
teoretyczna - będąc od wczesnego wieku pod wpływem doświadczeń sennych
moich nauczycieli i matki oraz pod wpływem nauk na temat wykorzystania
snów w tradycji bon, zaufałem mądrości swoich snów i przez dziesięć lat
intensywnie praktykowałem (i nadal praktykuję) jogę snu. Każdej nocy,
kładąc się do łóżka, kiedy codzienna krzątanina dobiegła końca, odczuwam
wolność. Czasami praktyka się udaje, czasami nie, i będzie tak, dopóki w pełni jej nie urzeczywistnimy. Niemniej jednak niemal każdej nocy udaję
się na spoczynek z zamiarem zrealizowania praktyki snu. To właśnie z mojego doświadczenia oraz z wymienionych wcześniej tekstów pochodzą
nauki zawarte w tej książce.
Tybetańska joga snu i śnienia powstała z nauk, które wygłaszałem przez
kilka lat w Kalifornii i Nowym Meksyku. Zdecydowałem się w dużej mierze
zachować swobodny styl wypowiedzi, który stanowił część tych nauk.
Joga snu jest dla mnie, tak jak dla wielu innych mistrzów i joginów*
tybetańskich, głównym wsparciem dla praktyki. Zawsze robiła na mnie
wrażenie historia życia Śardzy Rinpocze, wielkiego mistrza
tybetańskiego, który w momencie śmierci (umarł w 1934 roku) zrealizował
praktykę "tęczowego ciała" (dżalu*), znak pełnego urzeczywistnienia. W czasie całego swego życia miał wielu znakomitych uczniów, napisał wiele
ważnych tekstów, pracując dla dobra kraju, w którym mieszkał. Naprawdę
trudno wyobrazić sobie, jak ktoś tak pracowity na "zewnętrznym"
poziomie, odpowiedzialny za tak wiele rzeczy i projektów, które
realizował dla dobra innych, był jeszcze w stanie osiągnąć tak wielkie
urzeczywistnienie poprzez duchową praktykę. Śardza Rinpocze mógł to
uczynić, gdyż nie dzielił dnia na pisanie, głoszenie nauk i na praktykę.
Całe jego życie było praktyką - czy siedział w medytacji, pisał, nauczał
czy spał. Kiedyś napisał, że joga snu była najważniejszą praktyką na
jego duchowej ścieżce i integralną częścią urzeczywistnienia. Również
dla naszego rozwoju praktyka ta może mieć ogromne znaczenie.
Pojęcia oznaczone gwiazdką zamieszczone są w słowniku na końcu książki. [wróć]
WPROWADZENIE
Przesypiamy jedną trzecią naszego życia. Bez względu na to, co robimy,
czy zajmujemy się czymś mniej lub bardziej szlachetnym, czy jesteśmy
mordercami czy świętymi, mnichami czy rozpustnikami, każdy dzień kończy
się w ten sam sposób. Zamykamy oczy i rozpuszczamy się w ciemności. Nie
boimy się tego stanu, chociaż znika wówczas wszystko to, co określamy
mianem "ja". Po krótkim czasie pojawiają się obrazy, a wraz z nimi nasze
poczucie jaźni. Znów istniejemy, w najwyraźniej nieograniczonym świecie
snu. Każdej nocy uczestniczymy w tych niezgłębionych misteriach,
przechodząc z jednego wymiaru doświadczenia w drugi, zatracając poczucie
siebie i odnajdując je ponownie, a wszystko przyjmujemy za rzecz
całkowicie naturalną. Budzimy się rano i znów zaczynamy prowadzić
"rzeczywiste" życie, ale w pewnym sensie wciąż śpimy i śnimy. Nauki
powiadają, iż możemy albo bez przerwy przebywać w złudnym, sennym
stanie, albo przebudzić się naprawdę.
Kiedy zaczynamy praktykować jogę snu i śnienia, stajemy się częścią
długiej linii przekazu. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety przez wiele
wieków wykonywali te same praktyki, musieli pokonać te same wątpliwości
i przeszkody, korzystając z praktyk, tak jak my to robimy. Wielu
wysokich lamów i urzeczywistnionych joginów uczyniło jogę snu i śnienia
swoją główną praktyką i przez nią właśnie osiągnęło urzeczywistnienie.
Pamiętając historię linii oraz ludzi, którzy poświęcili całe swoje życie
na urzeczywistnienie tych nauk, naszych duchowych przodków, którzy
poprzez nie przekazali nam owoce swej praktyki, możemy mieć głębokie
zaufanie do nauk oraz poczucie wdzięczności w stosunku do całej linii.
Niektórych tybetańskich mistrzów zapewne zdziwi fakt, iż udzielam nauk
tradycyjnie uznanych za tajemne ludziom z Zachodu, którzy nie wykonali
jeszcze określonych praktyk wstępnych i którzy nie posiadają pełnego ich
zrozumienia. To, iż uznawano te nauki za tajemne, było z jednej strony
uznaniem ich wartości, a z drugiej ochroną przed osłabieniem nauk
poprzez niezrozumienie ze strony nieprzygotowanych do nich uczniów.
Nigdy nie głoszono ich publicznie ani nie udzielano byle komu -
zarezerwowane były dla ludzi, którzy przygotowali się na ich otrzymanie.
Praktyki te pozostały tak samo skuteczne i drogocenne jak niegdyś,
jednak świat się zmienia, więc próbuję dostosować się do nowych
warunków. Mam nadzieję, że dzięki otwartemu i bezpośredniemu
przekazywaniu skutecznych nauk tradycja będzie lepiej zachowana i więcej
ludzi z niej skorzysta. Niezmiernie ważne jest jednak to, aby szanować
nauki - z jednej strony po to, by je lepiej chronić, a z drugiej, aby
wspierać w ten sposób własną praktykę. Proszę, postarajcie się o bezpośredni ich przekaz od autentycznego nauczyciela. Oczywiście, dobrze
jest przeczytać coś na ich temat, ale znacznie lepiej otrzymać przekaz
ustny, stworzy to bowiem silniejszy związek z linią przekazu. Poza tym
na ścieżce często pojawiają się rozmaite przeszkody, które bardzo trudno
pokonać samemu. Doświadczony nauczyciel może je rozpoznać i pomóc w ich
usunięciu. To bardzo ważna rzecz, o której nie należy zapominać.
Nasze ludzkie życie jest niezwykle cenne. Mamy całkowicie sprawne i obdarzone pełnym potencjałem ciała i umysły, niektórzy zapewne spotkali
buddyjskich nauczycieli i otrzymali od nich nauki. Cieszymy się również
wolnością, która umożliwia nam podążanie duchową ścieżką. Zdajemy sobie
sprawę z tego, iż praktyka jest bardzo istotna zarówno w czasie
podążania duchową ścieżką, jak i w rozwijaniu pragnienia pomagania
innym. Wiemy również, że życie mija szybko, a śmierć jest nieunikniona.
Niestety w codziennej bieganinie niełatwo jest nam znaleźć czas na to,
aby praktykować tyle, ile byśmy sobie życzyli. Może udaje nam się
wykroić godzinę lub dwie na codzienną medytację, ale wciąż każdego dnia
pozostają dwadzieścia dwie godziny, w czasie których jesteśmy
rozproszeni, miotani falami samsary*. Zawsze jednak znajdujemy czas na
sen. Trzecia część życia, którą na niego przeznaczamy, może być
wykorzystana na praktykę.
Ideą przewodnią niniejszej książki jest pogląd, iż poprzez praktykę
możemy rozwinąć świadomość w każdej chwili naszego życia. Jeżeli ten
stan osiągniemy, będziemy nieustannie doświadczać większej wolności i łatwości przystosowywania się do zmieniających się sytuacji, mniej zaś
będziemy powodowani troskami dnia powszedniego. Zwykłe zajęcia i obowiązki nie będą nas rozpraszać. Rozwiniemy stabilną i bystrą
przytomność umysłu, która pozwoli nam zręczniej reagować na wszystko, co
się pojawia, tak aby było to z pożytkiem dla innych oraz dla naszej
własnej duchowej praktyki. Ostatecznie osiągniemy stan, który pozwoli
nam utrzymać pełnię świadomości zarówno w czasie snu, jak i w ciągu
dnia. Będziemy wówczas mogli twórczo i pozytywnie wykorzystać zjawisko,
jakim jest sen, i urzeczywistnić wiele praktyk właśnie w czasie snu.
Kiedy w pełni rozwiniemy tę zdolność, odkryjemy, iż przeżywamy świat
(zarówno w czasie snu, jak i poza nim) z większą swobodą, z dobrym
samopoczuciem, z bardziej klarownym umysłem oraz ze zrozumieniem
wartości życia. Przygotujemy się również do osiągnięcia wyzwolenia w stanie pośrednim (bardo*) po śmierci.
Opisane w tej książce nauki dostarczają nam wiele metod, za których
pomocą możemy poprawić jakość codziennego życia. Jest to bez wątpienia
bardzo ważne, gdyż życie jest niezwykle istotne i warto się potrudzić,
aby je polepszyć. Ostatecznym jednak celem praktykowania tych nauk jest
doprowadzenie nas do wyzwolenia. Dlatego też książkę tę należy
potraktować jako podręcznik, jako przewodnik w praktyce jogi snu i śnienia, które pochodzą z tradycji tybetańskiej religii bon i tybetańskiej tradycji buddyjskiej. Celem tych praktyk jest wykorzystanie
marzenia sennego dla osiągnięcia wyzwolenia z iluzji codziennego życia
oraz skorzystanie ze snu dla przebudzenia się z ignorancji. Aby w taki
sposób posłużyć się tą książką, powinieneś otrzymać przekaz od
wykwalifikowanego nauczyciela. Potem, aby ustabilizować umysł, wykonaj
praktyki uspokojenia umysłu (szine*), których opisy znaleźć można w części trzeciej tej książki. Kiedy poczujesz, że jesteś na to gotowy,
rozpocznij wykonywanie praktyk wstępnych i przeznacz na nie trochę
czasu, włączając je w codzienne życie. Później rozpocznij wykonywanie
praktyk podstawowych.
Nie spiesz się. Przez cały czas błądzimy w iluzji samsary. Samo
przeczytanie kolejnej książki na temat duchowości po to tylko, aby za
chwilę o tym zapomnieć, zbyt wiele w życiu nie zmieni. Jeżeli jednak
naprawdę zastosujemy te praktyki, obudzimy w sobie naszą pierwotną
naturę, która jest oświeceniem samym w sobie.
Jeżeli nie jesteśmy w stanie pozostać świadomi w czasie snu, jeżeli co
noc tracimy ze sobą kontakt, jaką mamy szansę na to, że pozostaniemy
świadomi w momencie śmierci? Jeśli "wchodzimy" w nasze sny i bierzemy
udział w gierkach tworzonych przez umysł obrazów i traktujemy je, jakby
były prawdziwe, nie możemy oczekiwać, że wyzwolimy się od nich po
śmierci. Żeby się dowiedzieć, jak poradzisz sobie ze śmiercią, przyjrzyj
się temu, jak doświadczasz snu. Aby sprawdzić, czy naprawdę się
przebudziłeś, przypatrz się temu, co przeżywasz w czasie spania.
OTRZYMYWANIE NAUK
Najlepszą postawą, jaką można przyjąć w czasie otrzymywania duchowych
nauk, czy to w postaci ustnej, czy spisanych na papierze, jest "słuchać,
wyciągać wnioski i doświadczać", to znaczy intelektualnie rozumieć
nauki, zrozumieć znaczenie słów, aby w końcu zastosować to w praktyce.
Jeżeli przyjmie się taką postawę w stosunku do nauk, proces nauczania
będzie przebiegał nieprzerwanie i bez przeszkód. Jeżeli jednak
odbieranie nauk zatrzyma się na poziomie intelektualnym, może to stać
się przeszkodą na ścieżce. Jeśli chodzi o słuchanie i otrzymywanie nauk,
dobry uczeń powinien przypominać pokrytą klejem ścianę: rzucane na nią
rośliny się przykleją. Zły uczeń jest natomiast jak sucha ściana:
cokolwiek się na nią rzuci, wszystko opadnie na ziemię. Kiedy otrzymuje
się nauki, nie powinno się ich marnować i tracić. Uczeń powinien
zachować je w swoim umyśle, a następnie z nimi pracować. Niewypełnione
zrozumieniem nauki są jak rośliny rzucane na suchą ścianę - spadają na
ziemię i pozostają w zapomnieniu.
Osiągnięcie zrozumienia znaczenia nauk przypomina włączenie światła w ciemnym pokoju - wszystko, co do tej pory było ukryte, staje się nagle
widoczne. Jest to doświadczenie "aha!", kiedy fragmenty łamigłówki
wpasowują się w odpowiednie miejsce i stają zrozumiałe. Doświadczenie to
różni się od zwykłego, pojęciowego zrozumienia; jest to coś, co naprawdę
poznaliśmy, a nie jedynie coś, co usłyszeliśmy. Na przykład, jeśli ktoś
opowie nam o żółtej i czerwonej poduszce, możemy uzyskać intelektualne
zrozumienie tych dwóch kolorów. Jeśli jednak znajdziemy się w ciemnym
pokoju, nie będziemy w stanie powiedzieć, która poduszka jest czerwona,
a która żółta. Zrozumienie znaczenia nauk jest jak włączenie światła w ciemnym pomieszczeniu - wówczas bezpośrednio poznajemy oba te kolory.
Nauki nie są już wówczas tylko tym, co możemy komuś powtórzyć słowami,
stają się częścią nas samych.
Zastosowanie nauk w praktyce oznacza zamianę tego, co zostało zrozumiane
konceptualnie - tego, co zostało przekazane, przemyślane i czemu
nadaliśmy znaczenie - w bezpośrednie doświadczenie. Jest to proces
analogiczny do smakowania soli. Można o soli mówić, poznać jej skład
chemiczny i cechy charakterystyczne, lecz bezpośrednie doświadczenie
następuje tylko przez jej posmakowanie. Doświadczenia tego nie można
pojąć intelektualnie ani przekazać go słowami. Jeżeli spróbujemy
wytłumaczyć, czym jest sól, osobie, która nigdy jej nie spróbowała, nie
będzie ona w stanie pojąć, na czym polega bezpośrednie doświadczenie
smakowania soli. Jeżeli jednak powiemy o tym komuś, kto już soli
zakosztował, wówczas oboje będziemy wiedzieć, o czym mowa. Podobnie
rzecz się ma z naukami i właśnie w taki sposób powinniśmy je przyjmować:
najpierw wysłuchać lub przeczytać, rozważyć, zrozumieć ich znaczenie, a następnie odnaleźć je w bezpośrednim doświadczeniu.
W Tybecie świeże skóry rozkłada się na słońcu i naciera masłem, aby
nadać im miękkości. Praktykujący buddyzm jest jak taka świeża skóra -
twardy i zbity, obarczony ciężarem ciasnych i sztywnych poglądów. Nauki
(dharma*) przypominają masło wcierane w skórę poprzez praktykę. Słońce
jest natomiast bezpośrednim doświadczeniem. Kiedy obie te rzeczy są
zastosowane, praktykujący staje się miękki i podatny na rozwój. Lecz
masło jest również przechowywane w skórzanych torbach. Kiedy zostawi się
je w taki sposób na kilka lat, skóra, z której zrobiona jest torba,
staje się twarda jak drewno, którego nie zmiękczy nawet tona świeżego
masła. Ktoś, kto przez wiele lat studiuje nauki, przyjmując je jedynie
na poziomie intelektualnym, posiadając niewielkie tylko doświadczenie w praktyce, jest podobny do takiej zesztywniałej skóry. Nauki mogą
zmiękczyć twardą skórę ignorancji i pewnych warunków, ale jeśli
przechowuje się je jedynie intelektualnie, nie wprowadzając ich w życie
za pomocą praktyki i nie ogrzewając bezpośrednim doświadczeniem,
człowiek może stać się sztywny i ociężały w swoim intelektualnym
zrozumieniu. Nowe nauki nie zmiękczą go, nie przenikną ani nie zmienią.
Musimy uważać, aby nie przechowywać nauk tylko na poziomie
konceptualnego zrozumienia, aby nie stało się to blokadą na drodze do
mądrości. Nauki nie są bowiem poglądami, które należy gromadzić, lecz
ścieżką, którą należy podążać.
Tenzin Wangyal Rinpocze
2. JAK POWSTAJE DOŚWIADCZENIE
IGNORANCJA
Wszystkie nasze doświadczenia, ze snem włącznie, mają swoje źródło w ignorancji. W uszach ludzi Zachodu zabrzmi to zapewne zaskakująco,
najpierw więc wyjaśnię, co w buddyzmie rozumiane jest przez ignorancję
(ma-rigpa*). W tradycji tybetańskiej rozróżnia się dwa rodzaje
ignorancji - wrodzoną i kulturową. Wrodzona ignorancja stanowi podstawę
samsary i istnienia zwyczajnych [nieoświeconych - przyp. tłum.] istot.
Jest to nieznajomość naszej prawdziwej natury i prawdziwej natury
świata, której efektem jest uwikłanie się w iluzje dualistycznego
umysłu.
Dualizm wywołuje podział i dwubiegunowość. Dzieli niepodzielną jedność
doświadczenia na to i tamto, dobre i złe, ciebie i mnie. W oparciu o te
właśnie konceptualne rozgraniczenia pojawia się rozróżnianie
manifestujące się jako pożądanie rzeczy, które lubimy, i niechęć do
tych, które się nam nie podobają. Owe nawykowe reakcje składają się w głównej mierze na to, co utożsamiamy z naszym "ja". Chcemy tego, a nie
tamtego, wierzymy w to, a nie w tamto, szanujemy jedno, a gardzimy
drugim. Pragniemy przyjemności, dobrego samopoczucia, bogactwa i sławy,
próbujemy zaś uniknąć bólu, biedy, wstydu i złego samopoczucia. Pożądamy
tych rzeczy dla siebie i dla tych, których kochamy, i w gruncie rzeczy
nie obchodzą nas specjalnie inni ludzie. Chcemy doświadczać czegoś
innego niż to, co obecnie przeżywamy, lub też wręcz przeciwnie -
pragniemy zatrzymać właśnie przeżywane doświadczenie i uniknąć
nieuchronnych zmian, które doprowadzą do jego przerwania.
Istnieje jeszcze drugi rodzaj ignorancji, uwarunkowany kulturowo. Ma
miejsce wtedy, kiedy pożądania i niechęci stają się nieodłączną częścią
kultury i systemem wartości. Hindusi wierzą na przykład, że negatywnym
działaniem jest jedzenie krów, dopuszczają jednak spożywanie
wieprzowiny. Muzułmanie natomiast uważają, że wolno jeść wołowinę, ale
zabrania się im spożywania mięsa wieprzowego. Tybetańczycy jedzą oba
rodzaje mięsa. Kto wobec tego ma rację? Hindus uważa, że hindusi mają
rację, muzułmanin myśli, że to muzułmanie postępują słusznie, a Tybetańczycy sądzą, że racja jest po ich stronie. Tak różne przekonania
powstają w wyniku uprzedzeń i wierzeń, które stanowią część kultury, nie
wynikają zaś z prawdziwej mądrości.
Inny przykład kulturowej ignorancji można znaleźć w wewnętrznych
sprzecznościach filozofii. Istnieje wiele systemów filozoficznych, które
określa się poprzez ich wzajemną niezgodność, często nieznaczną,
subtelną. Mimo to, iż systemy te zostały stworzone z intencją
doprowadzenia istot do mądrości, tak naprawdę prowadzą do ignorancji,
gdyż ich zwolennicy opierają się na dualistycznym rozumieniu
rzeczywistości. Jest to niestety właściwość wszystkich systemów
myślowych, gdyż umysł konceptualny sam w sobie stanowi manifestację
ignorancji.
Ignorancja kulturowa jest bezustannie rozwijana i chroniona w tradycjach
różnych narodów. Przenika każdy zwyczaj, każdy pogląd i zbiór wartości,
stanowiąc również istotną część wiedzy. Zarówno indywidualni ludzie, jak
i całe cywilizacje przydają owym kulturowym przekonaniom fundamentalnego
znaczenia, tak że w efekcie utożsamia się je ze zdrowym rozsądkiem lub
prawem boskim. Dorastając, coraz bardziej przywiązujemy się do
rozmaitych wierzeń, partii politycznej, systemu medycznego, przekonania
o tym, co jest właściwe, a co nie. Kończymy szkołę podstawową, średnią i może wyższą, a każdy kolejny dyplom jest w pewnym sensie nagrodą za
rozwinięcie bardziej wyrafinowanej ignorancji. Edukacja bowiem wzmacnia
nawyk patrzenia na świat poprzez pewnego rodzaju pryzmat. Możemy stać
się ekspertami w jakiejś dziedzinie, hołdować błędnym poglądom, rozumieć
je niezwykle dokładnie, a także porównać te własne z poglądami innych
ekspertów. Prawdopodobnie na tym właśnie polega filozofia, która pozwala
szczegółowo opanować pewne systemy intelektualne i przekształcić umysł w ostre narzędzie analizy. Jednak dopóki nie przeniknie się owej wrodzonej
ignorancji, rozwija się jedynie nabyte uprzedzenia i przekonania, a nie
prawdziwą mądrość.
Ludzie przywiązują się do najdrobniejszych rzeczy - do mydła określonej
marki, do fryzury. Na większą skalę rozwijają systemy religijne,
polityczne, filozoficzne, psychologiczne i naukowe. Nikt jednak nie
rodzi się z przekonaniem, że złe jest jedzenie wołowiny lub wieprzowiny,
że jeden system filozoficzny jest lepszy od drugiego lub że jedna
religia jest słuszna, a druga nie. Tego trzeba się nauczyć. Wierność
określonym wartościom jest rezultatem ignorancji kulturowej, ale
skłonność do przyjmowania ograniczonych poglądów pochodzi z dualizmu,
który z kolei stanowi manifestację ignorancji wrodzonej.
Owe wzorce myślowe i schematy zachowań wypływające z ignorancji nie są
jednak takie złe, one po prostu istnieją i przejawiają się w określony
sposób. Przywiązanie może doprowadzić do wojny lub też zamanifestować
się w postaci użytecznej technologii czy sztuki, która ma zbawienny
wpływ na świat. Dopóki nie osiągniemy oświecenia, będziemy uczestniczyć
w tym dualizmie i jest to całkowicie normalne. Tybetańskie powiedzenie
mówi: "Kiedy masz ciało osła, ciesz się smakiem trawy". Innymi słowy,
powinniśmy wysoko cenić i cieszyć się tym życiem, ponieważ, z jednej
strony, ma ono samo w sobie ogromne znaczenie i jest niezwykle cenne, a z drugiej dlatego, że jest ono życiem, które prowadzimy.
Jeżeli nie będziemy ostrożni, możemy nawet nauki buddyjskie wykorzystać
dla podtrzymania własnej ignorancji. Ktoś błędnie pojmujący buddyjskie
nauki może powiedzieć, że nie warto dążyć do otrzymania wysokiego
stopnia naukowego lub przestrzegać diety, że ignorancja jest czymś
negatywnym albo że życie jest jedynie samsaryczną głupotą i dlatego nie
warto o nie zabiegać. Zupełnie nie o to jednak chodzi. Ignorancja jest
zwyczajnym zaciemnieniem świadomości, a przywiązywanie się do niej lub
jej odpychanie to granie w tę samą, starą grę dualizmu, rozgrywającą się
w jej świecie - ignorancji. Ponieważ jako wrodzona przenika wszystkie
aspekty życia, nawet buddyjskie nauki muszą operować na poziomie
dualizmu - na przykład wzmacniając przywiązanie do działań pozytywnych i niechęć do negatywnych - w paradoksalny sposób wykorzystując dualizm
ignorancji w celu jej przezwyciężenia. Jak subtelne musi stać się nasze
zrozumienie i jakże łatwo możemy pobłądzić! Dlatego właśnie
praktykowanie nauk jest tak potrzebne - trzeba bowiem zdobyć
bezpośrednie doświadczenie, a nie rozwijać kolejny system myślowy, który
będziemy zgłębiać i którego będziemy zmuszeni bronić. Kiedy rzeczy
obserwuje się z wyższej perspektywy, różnice między nimi się zacierają.
Z perspektywy niedualistycznej mądrości nie istnieją ani rzeczy ważne,
ani nieważne.
DZIAŁANIE I JEGO SKUTKI: KARMA I JEJ ŚLADY
Kultura, w jakiej żyjemy, warunkuje nasze życie, ale nasiona owego
uwarunkowania nosimy z sobą wszędzie, gdziekolwiek podążamy. Wszystko,
co nas niepokoi, znajduje się w gruncie rzeczy w naszym własnym umyśle.
Zwykle jednak winą za własne zmartwienia obarczamy ludzi, którzy nas
otaczają, lub określoną sytuację i jesteśmy święcie przekonani, że
gdybyśmy byli w stanie zmienić warunki, w jakich się znaleźliśmy,
bylibyśmy nareszcie szczęśliwi. Jednak sytuacja, w jakiej przebywamy,
stanowi jedynie drugorzędną przyczynę naszego cierpienia. Głównym
powodem jest wrodzona ignorancja i wynikające z niej pragnienie, aby
rzeczy były inne, niż są.
Być może niektórzy z nas zdecydowali się uciec od stresogennego miasta
gdzieś nad morze czy w góry lub też porzucić trudności związane z życiem
w głuszy na rzecz miejskich atrakcji. Owa zmiana może być przyjemna,
gdyż zmieniliśmy drugorzędną przyczynę cierpienia, co dało nam chwilowe
poczucie zadowolenia. Nie na długo jednak. Źródło naszego niezadowolenia
przenosi się bowiem wraz z nami do nowego domu, z niego zaś wyrastają
nowe frustracje. Wkrótce znów pochłania nas wir nadziei i obaw.
Niektórzy ludzie myślą, że gdyby mieli więcej pieniędzy, bardziej
kochającego partnera, piękniejsze ciało, lepszą pracę czy wykształcenie,
byliby wreszcie szczęśliwi. Wkrótce zdają sobie jednak sprawę, że nie
jest to takie proste. Bogacze również cierpią, nowy partner i tak w jakiś sposób nas rozczaruje, ciało się zestarzeje, a nowa praca będzie
się stawała coraz mniej ciekawa. Kiedy wychodzimy z założenia, iż radę
na nasze nieszczęście możemy znaleźć w zewnętrznym świecie, będziemy
zaspokajać własne pragnienia tylko tymczasowo. Nie zdając sobie zwykle z tego sprawy, miotamy się we wszystkie strony kierowani pożądaniem, wciąż
niespokojni i niezadowoleni. Nasza karma rządzi naszym życiem, bez
przerwy też zasiewamy nasiona przyszłej karmy. Taki sposób postępowania
nie tylko odrywa nas od ścieżki duchowej, ale również uniemożliwia
odnalezienie zadowolenia i szczęścia w codziennym życiu.
Dopóki identyfikujemy się z pragnieniami i niechęcią nieustannie
poruszającego się umysłu, stwarzamy negatywne uczucia, które rodzą się
pomiędzy tym, co jest, a tym, co chcielibyśmy, żeby było. Wywołane przez
te emocje działania, które obejmują niemal wszystko, co robimy w życiu,
pozostawiają karmiczne ślady.
Karma* oznacza działanie. Ślady karmiczne* są przechowywanymi w świadomości rezultatami działań, które z kolei wpływają na przyszłość.
Po części zrozumieć je można na podstawie tego, co na Zachodzie zwane
jest tendencjami podświadomości. Są to skłonności, wzorce postępowania i myślenia, głęboko zakorzenione reakcje działania, nawykowe
konceptualizacje. Narzucają nam one określone reakcje emocjonalne na
pewne sytuacje, nasze pojmowanie intelektualne, właściwe nam nawyki
emocjonalne i pewną intelektualną aktywność. Tworzą i warunkują każdą
reakcję na wszystkie aspekty doświadczenia.
Oto przykład działania prawa karmy (ten sam mechanizm funkcjonuje
również na najbardziej subtelnych i najgłębszych poziomach
doświadczenia): Pewien mężczyzna dorasta w rodzinie, której członkowie
bardzo się ze sobą kłócą. Potem, trzydzieści lub czterdzieści lat po
opuszczeniu rodzinnego domu, idzie ulicą i mija kamienicę, z której
dochodzą odgłosy kłótni. Tej nocy śni mu się, że wdaje się w kłótnię z żoną. Budzi się rano z uczuciem smutku i rezygnacji. Zauważa to
partnerka i reaguje na ten nastrój, co pogłębia jego irytację.
Ten ciąg doświadczeń jest przykładem działania śladów karmicznych. W młodości człowiek ten reagował na domowe kłótnie strachem, gniewem i bólem, czuł do nich odrazę. Owa niechęć do kłótni była normalną reakcją,
która pozostawiła ślad w jego umyśle. Kilkadziesiąt lat później
przechodzi obok kamienicy i słyszy odgłosy kłótni - jest to ów
drugorzędny warunek, który pobudza ślad karmiczny, co z kolei
uzewnętrznia się w postaci snu kolejnej nocy.
We śnie człowiek ten reaguje na irytację partnerki gniewem i cierpieniem. Reakcję tę wywołują ślady karmiczne, nagromadzone w świadomości w dzieciństwie i prawdopodobnie wielokrotnie wzmacniane.
Kiedy we śnie jego partnerka - która oczywiście stanowi w pełni
projekcję umysłu tego człowieka - irytuje go, jego reakcją jest niechęć
- dokładnie tak jak w dzieciństwie. Niechęć, jaką odczuwa we śnie, jest
nowym działaniem, które zasiewa nowe nasiona. Kiedy się budzi, zachowuje
owe negatywne uczucia stanowiące owoce wcześniejszej karmy i jest
nieprzychylnie nastawiony do swojej partnerki. Aby skomplikować sprawę
jeszcze bardziej, partnerka reaguje w oparciu o swoje własne karmiczne
uwarunkowania i nawykowe tendencje - być może staje się zacięta,
zrezygnowana, skruszona lub przyjmuje postawę służalczą, na co mąż
ponownie reaguje w sposób negatywny, zasiewając kolejne karmiczne
nasiona.
Każda reakcja na jakąkolwiek sytuację - zewnętrzną czy rozgrywającą się
wewnątrz nas, w czasie snu czy po przebudzeniu - która wyrasta z pożądania lub niechęci, zostawia ślady w umyśle. Karma narzuca określone
reakcje, które z kolei zasiewają następne nasiona karmiczne, które
później wywołują reakcje, i tak dalej. W taki właśnie sposób prawo karmy
samo się napędza. To właśnie nazywa się kołem samsary, nieprzerwanym
cyklem działań i reakcji.
Chociaż wyżej opisany przykład dotyczy karmy na poziomie
psychologicznym, określa ona każdy wymiar doświadczenia. Kształtuje
zjawiska emocjonalne i umysłowe, postrzeganie i sposób rozumienia
rzeczywistości, funkcjonowanie ciała oraz mechanizm przyczyny i skutku,
które rządzą światem zewnętrznym. Każdy aspekt doświadczenia, od
najdrobniejszego do największego, jest powodowany karmą.
Ślady karmiczne pozostawione w umyśle przypominają nasiona i jak one
potrzebują określonych warunków, aby się rozwinąć. Tak jak nasiono
potrzebuje odpowiedniego połączenia wilgoci, światła, nawozów i temperatury, aby mogło wykiełkować i wyrosnąć, tak samo ślady karmiczne
uwidaczniają się wtedy, kiedy pojawia się określona sytuacja. Elementy
sytuacji, która wywołuje zamanifestowanie się karmy, określa się mianem
drugorzędnych przyczyn i warunków.
Jeżeli potraktujemy prawo karmy jako proces przyczyny i skutku,
zrozumiemy, że wybór reakcji na określoną sytuację - czy jest to
sytuacja zewnętrzna, czy stan wewnętrzny - zawsze niesie ze sobą pewne
konsekwencje. Kiedy naprawdę zrozumiemy to, że każdy ślad karmiczny
stanowi nasiono kolejnego karmicznie uwarunkowanego działania, będziemy
mogli wykorzystać to zrozumienie w celu unikania negatywności i dla
stworzenia warunków, które w sposób pozytywny ukierunkują nasze życie.
Możemy też, jeśli oczywiście wiemy, jak to robić, pozwolić emocji samej
się wyzwolić w momencie, kiedy się pojawia. W takim wypadku nie tworzy
się żadna nowa karma.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki