p
Rozdział 1
1
Noah
Nareszcie skończyłam osiemnaście lat.
Wciąż jeszcze miałam w pamięci, jak jedenaście miesięcy wcześniej
odliczałam dni do osiągnięcia pełnoletności, żeby móc wreszcie
podejmować własne decyzje i natychmiast uciec jak najdalej stąd.
Oczywiście teraz sprawy przedstawiały się zupełnie inaczej niż przed
jedenastoma miesiącami. Wszystko zmieniło się diametralnie, aż nie
mieściło mi się to w głowie. Nie tylko przyzwyczaiłam się w końcu do
mieszkania tutaj, ale wręcz nie potrafiłam już sobie wyobrazić, że
mogłabym zamieszkać gdziekolwiek poza tym miastem. Udało mi się wreszcie
znaleźć własne miejsce i w liceum, i w rodzinie, w której przyszło mi
żyć.
Wszelkie trudności, z którymi musiałam się zmierzyć - nie tylko w ostatnich miesiącach, ale właściwie od urodzenia - uczyniły mnie
silniejszą, a przynajmniej tak mi się wydawało. Wydarzyło się tak wiele,
nie zawsze dobrego, ale ja koncentrowałam się na najlepszym - na
Nicholasie. Kto mógłby przewidzieć, że ostatecznie się w nim zakocham? A tymczasem byłam tak szaleńczo zakochana, że aż bolało mnie serce.
Poznawaliśmy się powoli, ucząc się dopiero, jak to robić, ucząc się
budować ten związek, co nie było łatwe i wymagało od nas codziennej
pracy. Nasze charaktery często powodowały konflikty, a Nick był naprawdę
niełatwy we współżyciu. Ale mimo to kochałam go nieprzytomnie.
Właśnie dlatego czułam teraz raczej smutek niż radość na myśl o zbliżającym się przyjęciu urodzinowym. Nicka miało nie być. Nie
widziałam go od dwóch tygodni, bo przez ostatnich kilka miesięcy ciągle
podróżował do San Francisco... Został mu już tylko rok studiów, więc
wykorzystywał teraz każdą z licznych możliwości, które dawał mu ojciec.
To nie był już ten sam Nick co wcześniej, ten, który lubił pakować się w kłopoty. Przez ten czas bardzo się zmienił - przy mnie stał się
dojrzalszy, porządniejszy... Chociaż nie mogłam do końca pozbyć się lęku,
że w każdej chwili jego dawne "ja" może znów wyjść na światło dzienne.
Przyjrzałam się sobie w lustrze. Włosy zebrane w wysoki, luźny, ale
elegancki kok, idealnie pasujący do białej sukienki, którą podarowali mi
na urodziny matka i Will. Mama zupełnie oszalała na punkcie organizacji
przyjęcia. Uznała, że to jej ostatnia szansa, by wykazać się w swojej
roli, skoro tydzień później miałam skończyć liceum i niedługo iść na
studia. Złożyłam papiery na kilka uczelni, ale ostatecznie wybrałam
Uniwersytet Kalifornijski w Los Angeles. Dość już miałam zmian i przeprowadzek, więc nie chciałam znów przenosić się do innego miasta, a tym bardziej gdzieś daleko od Nicka. On studiował na tym samym
uniwersytecie i chociaż wiedziałam, że najprawdopodobniej i tak w końcu
przeniesie się do San Francisco, żeby pracować w nowej firmie ojca, na
razie postanowiłam się tym nie przejmować. Było jeszcze sporo czasu, nie
było sensu martwić się na zapas.
Wstałam od toaletki i zanim zdążyłam włożyć sukienkę, mój wzrok
zatrzymał się na bliźnie na brzuchu. Pogładziłam palcem ten fragment
skóry, który na resztę mojego życia miał już pozostać uszkodzony, i przeszył mnie dreszcz. Dźwięk wystrzału, który zakończył życie mojego
ojca, ponownie rozbrzmiał mi w głowie. Zaczęłam głęboko oddychać, żeby
utrzymać się na nogach. Nikomu nie powiedziałam o moich koszmarach ani o panicznym lęku, który ogarniał mnie, ilekroć myślałam o tamtych
wydarzeniach. Ani też o tym, że serce waliło mi jak szalone za każdym
razem, gdy w pobliżu mnie rozlegał się nagle silny i niespodziewany
hałas. Nie chciałam przyznać, że ojciec zafundował mi kolejną traumę.
Jakby mało jeszcze było tego, że nie mogłam znieść przebywania w ciemności, nawet wtedy, gdy był przy mnie Nick... Nie chciałam przyznać,
że nie potrafię spokojnie zasnąć, że nie mogę przestać myśleć o trupie
ojca tuż obok mnie ani o tym, jak jego krew bryzga mi na twarz.
Zachowałam to wszystko dla siebie, nie chciałam, żeby ktokolwiek
dowiedział się, że jestem jeszcze bardziej straumatyzowana niż
wcześniej, że moje życie dalej toczy się w cieniu lęku, który ten
człowiek we mnie zaszczepił. Matka, przeciwnie, nigdy wcześniej nie była
tak spokojna jak teraz, gdy pozbyła się wreszcie strachu, który musiała
w sobie nosić przez całe życie. W końcu poczuła się całkowicie
szczęśliwa z drugim mężem. Nareszcie była wolna. Ja natomiast widziałam
przed sobą jeszcze długą drogę.
- Jeszcze nieubrana? - zapytał głos, który niemal codziennie rozśmieszał
mnie do łez.
Odwróciłam się do Jenny i poczułam, jak twarz mi się rozpogadza. Moja
najlepsza przyjaciółka wyglądała olśniewająco jak zawsze. Niedawno
obcięła bujne włosy, które teraz sięgały jej do ramion. Namawiała mnie,
żebym zrobiła to samo, ale wiedząc, jak bardzo Nick uwielbia moje długie
włosy, zostawiłam je w spokoju.
- Mówiłam ci już, jak mnie kręci ten twój sterczący tyłek? - wypaliła,
podchodząc bliżej i dając mi klapsa.
- Wariatka - odpowiedziałam, biorąc do ręki sukienkę i wciągając ją na
siebie przez głowę. Jenna podeszła do sejfu, który znajdował się tuż pod
półką z butami. Nie miał ustawionego kodu ani żadnych zabezpieczeń, bo
nigdy go nie używałam, ale odkąd Jenna go odkryła, ciągle chowała w nim
najróżniejsze rzeczy.
Roześmiałam się, widząc, że wyciąga butelkę szampana i dwa kieliszki.
- Wznieśmy toast za twoją pełnoletność - zaproponowała, napełniając
kieliszki i podając mi jeden z nich. Uśmiechnęłam się. Wiedziałam, że
matka zabiłaby mnie, gdyby to widziała, ale ostatecznie to były moje
urodziny i należało je uczcić, prawda?
- Za nas - dodałam.
Stuknęłyśmy się kieliszkami i podniosłyśmy je do ust. Szampan był
przepyszny. Musiał być - w końcu była to butelka Cristala warta ponad
trzysta dolarów. Jenna już taki miała gest we wszystkim, co robiła. Była
przyzwyczajona do tego typu luksusów i nigdy niczego jej nie brakowało.
- Szałowa ta kiecka - orzekła, przyglądając mi się z zachwytem.
Uśmiechnęłam się i przyjrzałam sobie w lustrze. Sukienka rzeczywiście
była przepiękna - biała, obcisła i z sięgającą nadgarstków delikatną
koronką, przez którą w formie geometrycznych wzorów prześwitywały jasne
fragmenty mojej skóry. Buty też były cudowne i byłam w nich prawie tak
wysoka jak Jenna. Ona miała na sobie krótką rozkloszowaną sukienkę w kolorze burgundowym.
- Na dole jest mnóstwo ludzi - poinformowała mnie, odstawiając kieliszek
obok mojego. Ja zrobiłam dokładnie odwrotnie - złapałam swój i jednym
haustem wypiłam musujący płyn.
- Nie gadaj! - wykrzyknęłam, czując narastającą nerwowość. Nagle zaczęło
mi brakować powietrza. Sukienka stała się za ciasna, nie pozwalała
swobodnie oddychać.
Jenna przyjrzała mi się i uśmiechnęła ze zrozumieniem.
- Z czego się śmiejesz? - rzuciłam, zazdroszcząc jej, że to nie ona
przez to przechodzi.
- Z niczego. Wiem, jak nie cierpisz takich sytuacji, ale nie denerwuj
się - odpowiedziała, nachylając mi się do ucha - już ja zadbam o to,
żebyśmy świetnie się bawiły - zakończyła, uśmiechając się i całując mnie
w policzek.
Odwzajemniłam uśmiech z wdzięcznością. Wprawdzie mój chłopak miał
przegapić moje urodziny, ale przynajmniej miałam przy sobie moją
najlepszą przyjaciółkę.
- Schodzimy? - zachęciła mnie, poprawiając na sobie sukienkę.
- A mamy jakiś wybór?
Ogród był zupełnie odmieniony. Mama zaszalała: wstawiła do niego wielki
biały namiot. Pod nim, poza gąszczem balonów, rozmieszczono mnóstwo
okrągłych stołów w różowym kolorze, otoczonych fikuśnymi krzesłami,
między którymi kursowali kelnerzy w marynarkach i muszkach. W jednym
końcu, przy barze, serwowano napoje, a podłużne stoły uginały się pod
tacami z najróżniejszego rodzaju daniami dostarczonymi przez firmę
cateringową. Kompletnie nie moja bajka, ale wiedziałam, że mama zawsze
chciała zorganizować mi takie urodziny. Wielokrotnie w żartach poruszała
temat mojej osiemnastki i rozpoczęcia studiów. Dla zabawy wymyślałyśmy,
co zorganizujemy, jeśli tylko wygramy na loterii... No i w końcu
wygrałyśmy! Ale to już była lekka przesada.
Kiedy weszłam do ogrodu, wszyscy razem wykrzyknęli: "Wszystkiego
najlepszego!!!", tak jakbym nie wiedziała, że tam na mnie czekają. Mama
podeszła do mnie i objęła.
- Wszystkiego najlepszego, Noah! - powiedziała, ściskając mnie mocno.
Objęłam ją również i w oszołomieniu zobaczyłam, że tuż za nią ustawił
się już ogonek gości, żeby złożyć mi życzenia. Zjawili się wszyscy moi
szkolni koledzy i koleżanki, wielu w towarzystwie rodziców, z którymi
moja mama zdążyła się zaprzyjaźnić, a poza tym również niektórzy
sąsiedzi i przyjaciele Williama. Byłam tak zdenerwowana, że nieświadomie
zaczęłam błądzić wzrokiem po ogrodzie w poszukiwaniu Nicholasa - przy
nim jednym byłabym w stanie się uspokoić. Niestety, ani śladu... Przecież
wiedziałam, że nie przyjedzie, że jest w innym mieście, że zobaczę go
dopiero za tydzień w czasie ceremonii rozdania świadectw, a jednak jakaś
mała część mnie wciąż miała nadzieję wypatrzeć go wśród tych wszystkich
osób.
Witałam się z gośćmi już od ponad godziny, kiedy wreszcie zjawiła się
Jenna, żeby zaciągnąć mnie do baru z napojami. Bar miał dwie strefy,
jedną - dla nieletnich poniżej dwudziestu jeden lat, i drugą - dla
rodziców.
- Masz swój własny koktajl: koktajl Noah - oznajmiła mi ubawiona.
- Moja matka totalnie ześwirowała - skomentowałam, podczas gdy kelner
przygotowywał dla nas mokego drinka. Chłopak przyjrzał mi się i uśmiechnął, powstrzymując parsknięcie. Ekstra, na bank bierze mnie za
snobkę.
Na widok drinka o mało nie padłam. Kieliszek do martini wypełniony
zjadliwie różowym płynem, z brzegiem otoczonym różnokolorowym cukrem i udekorowany z jednej strony truskawką. Do nóżki kieliszka przywiązano
wstążeczkę z liczbą 18 utworzoną z małych białych perełek.
- Brakuje najważniejszego składnika - zauważyła Jenna, ukradkiem
wyciągając piersiówkę i dolewając z niej do naszych drinków alkohol.
Niezłe tempo, będę musiała uważać, żeby się nie narąbać jeszcze przed
północą.
Całkiem niezły DJ miksował już najróżniejsze kawałki, do których moi
znajomi tańczyli jak opętani. Impreza na całego.
Jenna wyciągnęła mnie do tańca i zaczęłyśmy skakać jak wariatki.
Umierałam z gorąca, lada dzień miało zacząć się lato i było już je czuć
w powietrzu.
Z drugiej strony parkietu stał Lion, uważnie nas obserwując. Opierał się
o słup i gapił, jak Jenna ekstatycznie kręci tyłkiem. Roześmiałam się i - zmęczona - zostawiłam Jennę tańczącą z innymi.
- Nudzisz się, Lion? - zapytałam, stając obok niego.
Uśmiechnął się do mnie rozbawiony, ale widziałam, że coś go martwi.
Wciąż wodził oczami za Jenną.
- Wszystkiego najlepszego tak przy okazji - powiedział, bo wcześniej nie
mieliśmy kiedy porozmawiać. Dziwnie było widzieć go tam bez Nicka. Lion
nie bardzo znał ludzi z naszej klasy. On i Nick byli o pięć lat starsi
ode mnie i Jenny, i ta różnica wieku była zauważalna. W porównaniu z nimi nasi koledzy z klasy byli znacznie mniej dojrzali, więc nic
dziwnego, że nie mieli ochoty nam towarzyszyć, kiedy wychodziłyśmy z naszymi znajomymi.
- Dzięki - odparłam. - Masz jakieś wieści od Nicka? - zapytałam, czując
ukłucie w żołądku. Cały czas jeszcze do mnie nie zadzwonił ani nie
przysłał żadnej wiadomości.
- Wczoraj mówił, że jest zawalony robotą, że w kancelarii ledwo ma czas
wyskoczyć coś zjeść, ale nie omieszkał wspomnieć, że mam cię mieć na oku
- dodał, spoglądając na mnie z uśmiechem.
- Faktycznie nie spuszczasz oczu, tyle że z kogoś innego -
zripostowałam, widząc, jak wpatruje się w Jennę, która w tym samym
momencie odwróciła się i na jej twarz wypłynął uszczęśliwiony uśmiech.
Była absolutnie zakochana w Lionie. Kiedy zostawała u mnie na noc,
spędzałyśmy całe godziny na rozmowach o tym, jakie mamy szczęście, że
zakochałyśmy się w dwóch chłopakach, którzy są bliskimi przyjaciółmi.
Wiedziałam z pierwszej ręki, że Jenna nie mogłaby pokochać nikogo poza
nim i byłam zachwycona faktem, że Lion był tak samo zakochany jak ona. W tamtym czasie uwielbiałam już Jennę bezgranicznie. Była moją najlepszą
przyjaciółką i naprawdę ją kochałam. Stawała przy mnie zawsze, kiedy
tego potrzebowałam i dzięki niej zrozumiałam, co to znaczy prawdziwa
przyjaźń - nie była zazdrosna, nie manipulowała, nie obrażała się jak
Beth w Kanadzie i miałam stuprocentową pewność, że nie mogłaby mi
wyrządzić jakiejkolwiek krzywdy, w każdym razie świadomie.
Teraz podeszła do nas i pocałowała Liona z głośnym cmoknięciem.
Przytrzymał ją czule, a ja zostawiłam ich samych, czując nagłą falę
smutku. Tęskniłam za Nickiem, chciałam, żeby tu był, potrzebowałam go.
Znów zerknęłam na telefon i nic - żadnego połączenia ani wiadomości od
niego. Zaczynałam czuć się źle. Wysłanie wiadomości zajęłoby mu raptem
kilka sekund. Co się z nim dzieje, do cholery?
Podeszłam do lady, przy której barman serwował drinki tym nielicznym
osobom powyżej dwudziestu jeden lat, które się jeszcze ostały. To był
ten sam chłopak, który wcześniej, wspomagany przez kelnerkę, podawał
moje koktajle.
Usiadłam przy barze, zastanawiając się, w jaki sposób zbajerować go,
żeby nalał mi prawdziwego drinka.
- Czy są szanse na to, żebyś polał mi coś, co nie jest różowe, ale za to
alkoholowe? - zagadnęłam go, spodziewając się, że pośle mnie Bóg jeden
raczy wiedzieć gdzie.
Ku mojemu zaskoczeniu uśmiechnął się i upewniwszy się, że nikt nie
widzi, wyciągnął mały kieliszek i napełnił go przezroczystym płynem.
- Tequila? - spytałam z uśmiechem.
- Jeśli ktoś zapyta, to to nie byłem ja - odpowiedział, patrząc w inną
stronę.
Zaśmiałam się i szybko wlałam szota do ust. Palił w gardło, ale był
naprawdę smaczny.
Odwróciłam się i zobaczyłam, jak Jenna ciągnie Liona w jakiś ciemny kąt.
Zdołował mnie widok moich przyjaciół całujących się czule.
Niech cię diabli, Leister. Nawet na moment nie mogę wyrzucić cię z głowy.
- Jeszcze jeden? - zaczepiłam kelnera. Wiedziałam, że przeginam, ale w końcu to moja impreza, więc chyba mam prawo napić się tego, na co mam
ochotę, nie?
I w momencie, w którym właśnie miałam to zrobić, nie wiadomo skąd
pojawiła się jakaś dłoń, która powstrzymała mnie, odbierając kieliszek.
- Wydaje mi się, że dość już wypiłaś - oznajmił jakiś głos.
Ten głos.
Podniosłam wzrok. To był on - Nick. Wystrojony w koszulę i eleganckie
spodnie, z lekko zmierzwionymi włosami, z błękitnymi oczami błyszczącymi
od przepełniających go i powstrzymywanych uczuć, ale jednocześnie
absolutnie uszczęśliwiony.
- O Boże! - wykrzyknęłam i zasłoniłam usta dłońmi. Na jego twarzy
pojawił się uśmiech, ten uśmiech. Sekundę później rzuciłam mu się w ramiona.
- Przyjechałeś! - wykrzyknęłam z policzkiem przytulonym do jego
policzka, przyciskając go do siebie, wdychając jego zapach, odzyskując
poczucie pełni.
Ścisnął mnie mocno, nareszcie byłam w stanie oddychać. Był tu, mój Boże,
był tu razem ze mną!
- Tęskniłem za tobą, Piegusie - wyznał mi do ucha, żeby zaraz odchylić
moją głowę w tył i znaleźć ustami moje usta.
Poczułam, jak budzą się moje zakończenia nerwowe. Minęło czternaście
długich dni, odkąd po raz ostatni czułam jego wargi na moich, a dłonie
na ciele.
Odsunął mnie od siebie i ogarnął mnie całą pożądliwym spojrzeniem.
- Prześlicznie wyglądasz - zamruczał chrapliwym głosem, otaczając
ramionami moją talię i przyciskając mnie do siebie.
- Co ty tu robisz? - zapytałam, powstrzymując chęć, by dalej go całować.
Wiedziałam, że nie możemy nic zrobić - w końcu byliśmy otoczeni ludźmi,
a w pobliżu kręcili się nasi rodzice... Stawałam się nerwowa.
- Nie przegapiłbym twoich urodzin - zapewnił mnie i jego wzrok znów
zaczął wędrować po moim ciele. Czułam, jak między nami budzi się
niewidzialna energia. Nigdy wcześniej nie rozstawaliśmy się na tak
długo, przynajmniej odkąd zaczęliśmy się spotykać. Przyzwyczaiłam się,
że jest ze mną prawie codziennie.
- Jak udało ci się przyjechać? - zapytałam wtulona w jego pierś. Nie
chciałam przestać go obejmować.
- Nawet nie pytaj - odpowiedział i pocałował mnie w czubek głowy.
Poczułam jego perfumy i w ekstazie zamknęłam oczy.
- Urocze przyjęcie - rzucił rozbawiony.
Odsunęłam się od jego piersi i spojrzałam na niego z grymasem.
- To nie był mój pomysł.
- Wiem - przyznał z szerokim uśmiechem.
Poczułam, jak serce rośnie mi ze szczęścia. Tak bardzo tęskniłam za tym
uśmiechem.
- Chcesz spróbować koktajlu Noah? - zaproponowałam, odwracając się do
barmana, który od razu zabrał się do rzeczy.
- Masz swój własny koktajl, Piegusie? - zapytał, marszcząc brwi, kiedy
barman nalał mu różowego płynu, przystroił go truskawką i chwilę później
postawił mu przed nosem.
Roześmiałam się na widok grymasu, z którym wpatrywał się w kieliszek.
- Domyślam się, że muszę to wypić...
Biedaczek wypił wszystko bez grymaszenia, mimo że napój smakował jak
rozpuszczone żelki.
Wciąż uśmiechałam się od ucha do ucha, a on zaraził się moją radością.
Przyciągnął mnie do siebie i zbliżył usta do mojego ucha. Leciutko
musnął przy tym delikatną skórę szyi i ten zwykły kontakt jego warg z moją skórą sprawił, że poczułam, jakbym umierała.
- Chcę być w tobie... - powiedział.
Zaczęły drżeć mi nogi.
- Tutaj nie możemy - odparłam szeptem, starając się opanować nerwy.
- Ufasz mi? - zapytał tylko.
Głupie pytanie! Nikomu na świecie nie ufałam bardziej.
Spojrzałam mu w oczy i to wystarczyło za całą odpowiedź. Uśmiechnął się
w ten sposób, który doprowadzał mnie do szaleństwa.
- Poczekaj na mnie na tyłach domku przy basenie - polecił, cmokając mnie
szybko w usta.
Zanim zdążył odejść, złapałam go mocno za ramię.
- Nie idziemy razem? - zapytałam zestresowana.
- Myślałem, że idea jest taka, żeby nikt się nie domyślił, co zamierzamy
zrobić, kochanie - wyjaśnił z łobuzerskim uśmiechem, od którego
zadrżałam na całym ciele.
Patrzyłam, jak oddala się i wita z gośćmi; emanował doskonałą pewnością
siebie. Stałam tak przez chwilę, obserwując go i czując budzące się w brzuchu motyle. Nie zamierzałam przyznać, że boję się iść tam sama, w ciemności, z dala od ludzi.
Próbując odzyskać kontrolę nad oddechem, złapałam stojącego na barze
szota i podniosłam go do ust. Przez parę sekund poczułam się
spokojniejsza. Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam w stronę basenu, z dala
od namiotu, w którym tańczyli i bawili się goście. Przeszłam samym jego
brzegiem, uważając, by nie wpaść do wody, aż doszłam do małego,
znajdującego się na tyłach domku. Od drugiej strony otaczały go drzewa,
do moich uszu dotarł dźwięk fal rozbijających się o położony niewiele
dalej klif. Oparłam się plecami o tylną ścianę domku, wciąż jeszcze
nasłuchując głosów gości i starając się nie stracić nad sobą kontroli. Z nerwów zamknęłam oczy i wtedy usłyszałam, że znalazł się przy mnie. Jego
usta tak szybko odnalazły moje, że nie zdążyłam powiedzieć słowa.
Otworzyłam oczy i napotkałam jego wzrok.
Jego oczy mówiły wszystko.
- Nie wyobrażasz sobie nawet, jak bardzo za tym tęskniłem - powiedział,
chwytając mnie za szyję i całując delikatnie.
Dosłownie rozpłynęłam się w jego ramionach.
- Jezu, jak ja marzyłem o tym, żeby cię dotykać! - zawołał, podczas gdy
jego dłonie błądziły po mojej talii, od góry do dołu, a jego nos
nieskończenie powoli pieścił mi szyję.
Moje dłonie powędrowały na jego kark i znów przyciągnęłam go do ust.
Teraz zaczęliśmy całować się niemal desperacko, rozpalając się jak ogień
przechodzący w pożar. Jego język splatał się z moim, a ciało napierało
na mnie z mocą. Pragnęłam go dotykać, czuć jego skórę pod opuszkami.
- Tęskniłaś za mną, Piegusie? - zapytał, głaszcząc mnie po policzku i wpatrując się we mnie, jakbym to ja była prezentem dla niego, a nie
odwrotnie.
Chciałam przytaknąć, ale mój oddech był tak przyspieszony, że wydałam z siebie tylko cichy jęk, który przybrał na sile, gdy jego usta znów
powędrowały do mojej szyi.
- Nie zamierzam się już z tobą rozstawać - powiedział między dwoma
pocałunkami.
Zaśmiałam się sceptycznie.
- To nie zależy od ciebie.
Odszukał moje spojrzenie.
- Zabiorę cię ze sobą, gdziekolwiek się wybiorę...
- Brzmi romantycznie - odparłam, całując go w podbródek.
Nick ujął moją twarz w dłonie.
- Mówię poważnie. Bez ciebie łaziłem po ścianach.
Znów się zaśmiałam, ale uciszył mnie pocałunkiem pełnym długo
powstrzymywanej żądzy.
- Chcę ściągnąć z ciebie tę przeklętą sukienkę - warknął przez zęby,
podciągając mi ją na wysokość talii. Zatopił wzrok w mojej nagiej skórze
i wpatrywał się we mnie. W jego oczach iskrzyło pożądanie, to mroczne
pożądanie, podsycane przez odległość i czas, które nas rozdzieliły.
- Kochałbym się z tobą przez całą noc - rzekł. Jego dłonie zatrzymały
się na gumce moich majtek.
Zadygotałam na całym ciele.
- Chcesz zaczekać? - zapytał z płonącym w oczach ciemnym pożądaniem. -
Zabrałbym cię do mojego mieszkania, ale przypuszczam, że tęskniliby
tutaj za tobą.
- Słusznie przypuszczasz... - przyznałam, zagryzając wargę. Nigdy z nim
tego nie robiłam w takich okolicznościach, ale nie chciałam dłużej
czekać. Nick przycisnął mnie do ściany i poczułam, jak jego podniecone
ciało ociera się o moje.
- Zrobimy to szybko, nikt nas nie zobaczy - wyszeptał mi do ucha, nie
przestając mnie całować.
Skinęłam wreszcie głową i poczułam, jak jego palce ściągają ze mnie
majtki, pozwalając im opaść na ziemię.
Teraz moje dłonie powędrowały do jego krawata, pociągnęły i pozbyły się
go.
- Chcę na ciebie patrzeć - powiedziałam, odsuwając się trochę od niego.
Uśmiechnął się z czułością i pocałował mnie w koniuszek nosa. Ujął moje
ręce i poprowadził je, aż splotły się na jego karku.
Obserwowałam go bez ruchu, gdy rozpinał spodnie. Sekundę później byłam
już przyparta do ściany. Spojrzał na mnie, rozszerzonymi źrenicami.
Przygotowywał mnie tym spojrzeniem wyrażającym tysiąc różnych rzeczy.
Pocałował mnie i po chwili we mnie wszedł. Od kilku miesięcy brałam
pigułki i cudownie było teraz czuć go naprawdę, bez żadnej bariery.
Wyrwał mi się zduszony okrzyk i jego ręka zakryła mi usta.
- Nie możesz hałasować - ostrzegł mnie, wciąż jeszcze nieruchomy.
Kiwnęłam głową. Miałam napięte wszystkie nerwy. Zaczął się poruszać, na
początku powoli, po chwili przyspieszając. Przyjemność wzrastała we mnie
z każdym jego natarciem. Odsłonił mi usta i zaczął pieścić mnie tam,
gdzie najbardziej tego pragnęłam.
- Nick...
- Czekaj... - poprosił, podtrzymując mnie mocno za uda. Zamknęłam oczy,
próbując nad sobą zapanować. - Zróbmy to razem... - wyszeptał mi do ucha.
Chwycił zębami moją dolną wargę, przygryzł ją, a przyjemność w moim
wnętrzu wzrosła do tego stopnia, że dłużej już nie mogłam wytrzymać.
Krzyk, który wydobył się z moich ust, został stłumiony przez jego wargi.
Natychmiast poczułam, jak cały tężeje, a następnie wydał z siebie jęk,
towarzysząc mi w tej wyprawie po najwyższą rozkosz.
Odchyliłam głowę w tył, starając się uspokoić oddech, podczas gdy
Nicholas mocno podtrzymywał mnie ramionami.
- Kocham cię, Nick - wyznałam, a jego spojrzenie zatonęło w moim.
- Ty i ja nie jesteśmy stworzeni do tego, by być osobno - odpowiedział.
Rozdział 2
2
Nick
Szlag by trafił, jak ja za nią tęskniłem...! Dni w ogóle nie chciały
mijać, nie mówiąc już o tygodniach. Musiałem pracować podwójnie, żebym
mógł wrócić wcześniej, ale było warto.
- Dobrze się czujesz? - spytałem, dysząc. Nigdy tego tak nie robiliśmy,
nigdy. Z Noah kontrolowałem się, traktowałem ją tak, jak na to
zasługiwała, ale tym razem nie mogłem już czekać. Gdy tylko ją
zobaczyłem, musiała natychmiast być moja.
Nasze oczy się spotkały, a na jej ustach wykwitł przepiękny uśmiech.
- To było... - powiedziała, ale zamknąłem jej usta pocałunkiem. Bałem się
tego, co może powiedzieć, owładnęło mną pożądanie. Ten wieczór był
niesamowity, bardziej niż jakikolwiek inny. Ta niewinna sukienka, którą
założyła, doprowadzała mnie do szału.
- Kocham cię nad życie, wiesz o tym, prawda? - powiedziałem.
- Ja kocham cię bardziej - zaprotestowała. Zauważyłem, że na ustach
miała ślad krwi.
- Zrobiłem ci krzywdę - zauważyłem. Dotknąłem jej dolnej wargi palcem i starłem kroplę krwi, która się tam pojawiła. Cholera, co ze mnie za
brutal. - Przepraszam, Piegusie.
W roztargnieniu ssała wargę i patrzyła na mnie.
- To było inne - rzuciła po chwili.
I to jak!
Odsunąłem się od niej i zapiąłem spodnie. Czułem się winny. Noah
zasługiwała na łóżko, a nie na szybki numerek oparta o ścianę.
- Co ci jest? - spytała z niepokojem.
- Nic, nic. Przepraszam - pocałowałem ją jeszcze raz. Obciągnąłem jej
sukienkę, opanowując chęć, żeby zrobić to jeszcze raz. - Wszystkiego
najlepszego - złożyłem jej życzenia i z uśmiechem wyjąłem z kieszeni
białe pudełeczko.
- Przywiozłeś mi prezent? - spytała podekscytowana. Była taka słodka,
taka idealna... Wystarczyło, że na nią spojrzałem, a poprawiał mi się
humor, wystarczyło, że jej dotknąłem, a mogłem przenosić góry.
- Nie wiem, czy ci się spodoba... - nagle się zdenerwowałem.
Otworzyła szeroko oczy, kiedy zobaczyła pudełko.
- Cartier? - patrzyła na mnie zdziwiona. - Zwariowałeś?
Pokręciłem przecząco głową. Czekałem, aż otworzy prezent. Kiedy w końcu
to zrobiła, w ciemności błysnęło srebrne serduszko. Uśmiechnęła się, a ja westchnąłem z ulgą.
- Jest śliczne! - wykrzyknęła, dotykając go palcami.
- Będziesz zawsze miała przy sobie moje serce - zadeklarowałem i pocałowałem ją w policzek. Największy banał, jaki zdarzyło mi się
powiedzieć w życiu. To ona sprawiła, że stałem się zakochanym po uszy
idiotą.
Spojrzała na mnie wilgotnymi oczami.
- Kocham cię! Ten wisiorek jest cudowny! - dodała i pocałowała mnie w usta.
Uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy. Poprosiłem, żeby się odwróciła,
chciałem go jej założyć. Sukienka odsłaniała jej kark, musiałem ją tam
pocałować. Zadrżała. Wziąłem głęboki oddech, żeby znowu jej nie posiąść
w tej właśnie chwili. Zapiąłem wisiorek i obserwowałem ją, gdy obróciła
się z uśmiechem.
- Pasuje mi? - spytała, patrząc na swoje stopy.
- Wyglądasz cudownie, jak zwykle - odparłem.
Wiedziałem, że musimy wracać, chociaż to było ostatnie, na co miałem w tamtej chwili ochotę. Chciałem być z nią sam, prawda jest taka, że
zawsze chciałem z nią być sam, ale teraz jeszcze bardziej, bo nie
widzieliśmy się tak długo.
- Mogę się pokazać ludziom? - zapytała niewinnie.
Uśmiechnąłem się.
- Oczywiście - odpowiedziałem, zapinając guziki koszuli. Podniosłem
krawat z ziemi.
- Ja to zrobię - poprosiła, a ja się roześmiałem.
- Od kiedy umiesz wiązać krawat? - wiedziałem, że nigdy tego nie
potrafiła. To ja jej go wiązałem, kiedy mieszkałem w tym domu.
- Musiałam się nauczyć, kiedy mój przystojny chłopak zostawił mnie, by
przenieść się do swojego kawalerskiego mieszkanka - odpowiedziała,
robiąc idealny węzeł.
- Przystojny, co?
Przewróciła oczami.
- Wracajmy, bo wszyscy się domyślą, co robiliśmy.
Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby cały świat o tym wiedział, wtedy te
dzieciaki trzymałyby się z daleka od mojej dziewczyny. Jednak - mimo
tego, co razem przeżyliśmy - większość ludzi uważała nas za przybrane
rodzeństwo i tyle.
Noah wyszła pierwsza, a ja skorzystałem z okazji i zapaliłem papierosa.
Wiedziałem, że nie lubi, kiedy palę, ale zwariowałbym, gdybym tego nie
zrobił. Zanim wyszedłem, coś przykuło moją uwagę. Obok moich stóp leżała
jej bielizna.
Poszła bez niczego pod spodem?!
Kiedy wróciłem, rozmawiała ze znajomymi. Było tam dwóch chłopaków, a jeden z nich obejmował ją ramieniem. Odetchnąłem głęboko, żeby się
uspokoić i podszedłem do nich. Kiedy Noah mnie zobaczyła, położyła mi
rękę na plecach i oparła twarz na mojej piersi.
Uspokoiłem się. Ten gest wystarczył.
- Widziałaś Liona? - spytałem jej, jednocześnie szukając go wzrokiem.
Trochę się o niego martwiłem. Zadzwonił do mnie, kiedy byłem w San
Francisco i powiedział, że jego brat Luca niedługo wychodzi z więzienia.
Dostał cztery lata za sprzedaż zielska, nie dało się go wyciągnąć.
Szczerze mówiąc, nie byłem za bardzo zadowolony, że wychodził. Jasne,
cieszyłem się ze względu na Liona, bo oprócz starszego brata nie miał
już żadnej rodziny, ale wiedziałem, jaki jest Luca. Nie sądziłem, by
mieszkanie z recydywistą było dobre dla Liona, zwłaszcza na tym etapie
życia.
- Szczerze mówiąc, nie widziałam go już od jakiegoś czasu - powiedziała
Noah. - W każdym razie chyba powinieneś pójść przywitać się z rodzicami...
- dodała. Natychmiast zesztywniałem.
Po porwaniu Noah stało się oczywiste, że to, co było między nami, to coś
poważnego, a rodzicom wcale się to nie spodobało. Od tamtej pory dawali
nam to jasno do zrozumienia za każdym razem, kiedy widzieli nas razem.
Wiedziałem, że ojciec nie pozwoli na taki skandal. W końcu byliśmy
rodziną wystawioną na widok publiczny. Powiedział nam wyraźnie, że przy
ludziach mamy zachowywać się jak rodzeństwo, ale zdziwiło mnie, że
Raffaella nie stanęła po naszej stronie. Więcej, patrzyła teraz na mnie
z wyraźną podejrzliwością, co oczywiście mnie wkurzało.
- Patrzcie! Jest mój syn! - wykrzyknął ojciec z fałszywym uśmiechem.
- Cześć, tato. Hej, Ella - przywitałem się z obojgiem najbardziej
uprzejmym tonem, jaki udało mi się z siebie wydobyć. Raffaella ku mojemu
zdziwieniu uśmiechnęła się i objęła mnie.
- Cieszę się, że mogłeś przyjechać - powiedziała, zerkając na Noah. -
Była bardzo smutna, dopóki cię nie zobaczyła.
Spojrzałem na nią. Zaczerwieniła się, a ja puściłem do niej oczko.
- Co słychać w kancelarii? - spytał ojciec.
Cwaniak, kazał mi pracować dla Steva Hendrinsa, autorytarnego fiuta,
który miał kierować kancelarią, dopóki ja nie zdobędę niezbędnego
doświadczenia, żeby przejąć po nim dowodzenie. Wszyscy wiedzieli, że mam
już odpowiednie kwalifikacje, ale ojciec nadal mi nie ufał.
- Wyczerpująca praca - odparłem, usiłując nie zabić go wzrokiem.
- Tak jak i samo życie - stwierdził. Jego słowa wprawiły mnie w zły
humor. Miałem dosyć tego typu odzywek, od miesięcy zachowywałem się
odpowiedzialnie, wszedłem w swoją rolę i zachrzaniałem jak mały
samochodzik. Nie tylko pracowałem dla ojca, ale został mi jeszcze rok
studiów i ciężkie egzaminy końcowe. Większość kolegów z roku nawet nie
wiedziała, co to jest kancelaria, a ja miałem już większe doświadczenie
od wielu adwokatów z dyplomem. A jednak ojciec wciąż we mnie nie
wierzył.
- Zatańczysz ze mną? - Noah przerwała moje rozmyślania, dzięki czemu
uniknąłem niegrzecznej odpowiedzi.
- Jasne.
Poprowadziłem ją na parkiet. Puścili wolną piosenkę. Przyciągnąłem ją
ostrożnie do siebie, starając się nie wyładować złości na jedynej
obecnej tu osobie, na której mi zależało.
- Nie wkurzaj się - poprosiła, głaszcząc mnie po szyi. Przymknąłem oczy
i pozwoliłem, żeby jej dotyk mnie zrelaksował.
Zsunąłem dłoń na jej plecy, muskałem delikatnie skórę pod sukienką.
- Nie mogę się wkurzać, kiedy wiem, że nie masz nic pod spodem.
- Nawet się nie zorientowałam - powstrzymała moje pieszczoty.
Spojrzałem na nią. Była cudowna. Przytknąłem czoło do jej czoła.
- Przepraszam - powiedziałem, tonąc w jej pięknych oczach.
Uśmiechnęła się do mnie po chwili.
- Zostaniesz na noc?
Szlag! Znowu ta sama dyskusja. Nie chciałem tam zostać. Wyprowadziłem
się już parę miesięcy temu i nie miałem ochoty być pod kontrolą ojca.
Nie mogłem się doczekać, żeby Noah przeprowadziła się do miasta.
Wszystko się ułoży, kiedy będę miał ją u swojego boku.
- Wiesz, że nie - powiedziałem, patrząc w bok, na ludzi, którzy co
chwilę na nas zerkali. Rodzeństwo na pewno w ten sposób nie tańczy, ale
w tej chwili gówno mnie to obchodziło.
- Nie widziałam cię od dwóch tygodni, mógłbyś się poświęcić i zostać -
poprosiła, zmieniając ton głosu. Wiedziałem, że jak dalej będziemy
ciągnąć ten temat, skończy się kłótnią, a tego nie chciałem.
- Żeby spać w oddzielnych pokojach? Nie, dzięki - rzuciłem
rozzłoszczony.
Patrzyła w dół w milczeniu.
- Daj spokój, Piegusie, nie bądź na mnie zła... Wiesz, że nienawidzę tu
spać, nienawidzę nie móc cię dotykać i nienawidzę słuchać pierdół, jakie
ma mi do powiedzenia ojciec.
- To nie wiem, kiedy się zobaczymy, bo w tym tygodniu nie mogę pojechać
do miasta. Mam egzaminy i zakończenie szkoły.
Cholera!
- Przyjadę po ciebie i spędzimy trochę czasu razem - zaproponowałem,
uspokajając głos i głaszcząc ją po plecach.
Westchnęła i spojrzała w inną stronę.
- Proszę, nie wpędzaj mnie w poczucie winy, wiesz, że nie mogę tu zostać
- poprosiłem. Wziąłem jej twarz w dłonie i zmusiłem, żeby na mnie
spojrzała.
Patrzyła na mnie w milczeniu przez kilka chwil.
- Przedtem zostawałeś...
- Przedtem nie byliśmy razem - uciąłem dyskusję.
Nie powiedziała nic więcej, tańczyliśmy w milczeniu. Raffaella nie
oderwała od nas wzroku ani na chwilę przez cały czas, gdy byliśmy razem
na parkiecie.
Rozdział 3
3
Noah
Prawie wszyscy goście już wyszli. Jenna żegnała się z moją matką, a Nick
poszedł z Lionem za dom na papierosa. Spojrzałam dookoła, na cały
poimprezowy bałagan i po raz pierwszy doceniłam fakt, że ktoś codziennie
u nas sprząta.
Po tylu godzinach interakcji społecznych dobrze było mieć chwilę dla
siebie, żeby nacieszyć się własnym szczęściem. Impreza okazała się
sukcesem - przyszli wszyscy moi przyjaciele i podarowali mi cudowne
prezenty, które teraz piętrzyły się na sofie w jadalni. Właśnie
zamierzałam zanieść je do mojego pokoju, kiedy poczułam, że ktoś
obejmuje mnie w pasie.
- Dostałaś całą górę prezentów - wyszeptał mi na ucho Nick.
- Tak, ale żaden nie może równać się z twoim - odparłam, odwracając się,
żeby zajrzeć mu w oczy. - To najpiękniejszy prezent, jaki dostałam w życiu, a znaczy dla mnie tym więcej, że jest od ciebie.
Przez chwilę jakby ważył w myślach moje słowa, aż na jego usta wypłynął
zarys uśmiechu.
- Będziesz go zawsze nosić? - zapytał. Gdzieś głęboko dotarło do mnie,
jak bardzo było to dla niego ważne. W pewnym sensie włożył w ten
wisiorek swoje własne serce. Poczułam intensywne ciepło pośrodku klatki
piersiowej.
- Zawsze.
Uśmiechnął się i przyciągnął mnie do siebie. Jego wargi musnęły moje z nieskończoną słodyczą. Ale kiedy spróbowałam pocałować go głębiej,
przytrzymał mnie.
- Chcesz więcej? - zapytał, prosto w moje rozchylone usta.
Dlaczego nie całuje mnie, jak Pan Bóg przykazał?
Otworzyłam oczy i napotkałam jego wzrok. Jego oczy były niesamowite, a ich błękit tak jasny, że przyprawiał mnie o dreszcze.
- Wiesz, że tak - odpowiedziałam w napięciu, z przyspieszonym oddechem.
- To chodź do mnie na noc.
Westchnęłam. Chciałam iść, ale nie mogłam. Po pierwsze, mama nie była
zadowolona, kiedy nocowałam u Nicka, więc zazwyczaj kłamałam, że śpię u Jenny. A po drugie, musiałam się uczyć, bo w tygodniu czekały mnie
cztery egzaminy, od których zależała moja przyszłość.
- Nie mogę - wyznałam, zamykając przy tym oczy.
Jego dłoń zsunęła się ostrożnie wzdłuż moich pleców w pieszczocie tak
delikatnej, że poczułam, jak podnoszą mi się wszystkie włoski na ciele.
- Jasne, że możesz... I zaczniemy w tym samym miejscu, w którym musieliśmy
przerwać tam, w ogrodzie - przekonywał z ustami na moim uchu.
Poczułam motyle w brzuchu i rosnące w moim wnętrzu pożądanie. Jego język
zaczął pieścić płatek mojego lewego ucha, by po chwili ustąpić miejsca
jego zębom... Chciałam z nim jechać... Ale nie mogłam.
Odsunęłam się, a kiedy otworzyłam oczy i napotkałam jego wzrok,
wstrząsnął mną dreszcz... Tak bardzo tęskniłam za tym mrocznym
spojrzeniem, za tym ciałem, które onieśmielało mnie, a jednocześnie
dawało mi poczucie bezpieczeństwa.
- Zobaczymy się niedługo, Nick - powiedziałam, robiąc krok w tył.
Ogarnął mnie na wpół rozbawionym, na wpół niezadowolonym spojrzeniem.
- Wiesz, że jeśli teraz ze mną nie pojedziesz, to nie będzie szans na
seks aż do zakończenia roku, co?
Wzięłam głęboki haust powietrza. Ostro rozgrywa, chociaż ma rację. Nie
będę miała czasu, a już na pewno nie na to, żeby jechać aż do miasta, by
się z nim zobaczyć. A skoro on nie zostanie tutaj, bo nie chce widywać
swojego ojca...
- Możemy iść do kina - zaproponowałam niepewnym głosem.
Nick zaśmiał się krótko.
- W porządku, jak chcesz, Piegusie - rzekł, przysuwając się i składając
na moim czole delikatny i niewinny pocałunek. Robił to naumyślnie, nie
miałam wątpliwości. - Spotkamy się za dwa dni i pójdziemy do kina. A potem zobaczymy.
Chciałam zatrzymać go i poprosić, żeby został, chciałam powiedzieć, że
go potrzebuję, bo tylko przy nim przestaję mieć koszmary, że są moje
urodziny, więc teraz jego kolej, żeby ustąpić i sprawić mi przyjemność,
ale wiedziałam, że nic z tego, co powiem, nie zdoła przekonać go, żeby
został pod tym dachem.
Patrzyłam za nim, jak dziarsko schodzi po schodach, wsiada do swojego
range rovera i odjeżdża, nie oglądając się za siebie.
W ciągu następnych dwóch dni ledwie miałam czas, żeby wyjść z domu i odetchnąć powietrzem. Musiałam wtłoczyć do głowy tyle informacji, że
mózg o mało mi nie eksplodował. Jenna nie przestawała do mnie
wydzwaniać, żeby skarżyć się na rodziców, chłopaka i w ogóle na cały
świat. Zawsze w czasie egzaminów wpadała w histerię, a teraz na dodatek
była jeszcze odpowiedzialna za organizację balu absolwentów, i wiedziałam, że wariuje, nie mogąc poświęcić temu tyle czasu, ile by
należało.
Na wieczór byłam umówiona z Nickiem, mieliśmy iść do kina, ale czułam
się fatalnie przed piątkowym egzaminem, ostatnim, który mi został.
Niczego na świecie nie pragnęłam równie mocno, jak się z nim zobaczyć,
ale wiedziałam, że całkowicie mnie to zdekoncentruje, bo sama jego
obecność rozstrajała mnie wewnętrznie i wiedziałam, że po spotkaniu nie
będę już w stanie wrócić do nauki. Bałam się zadzwonić, żeby mu to
powiedzieć, wiedziałam, że się wkurzy. Nie widzieliśmy się od dwóch dni,
od czasu moich urodzin, i chociaż rozmawialiśmy przez telefon, to za
każdym razem byłam dość rozkojarzona.
Właśnie dlatego postanowiłam wysłać mu wiadomość. Nie chciałam się
rozpraszać, słysząc jego głos, nie chciałam rozpoczynać kłótni, więc po
prostu kliknęłam "Wyślij", wyciszyłam telefon i postanowiłam zapomnieć o nim na dwadzieścia cztery godziny. Po skończonych egzaminach spotkam się
z nim i zrobię, co tylko zechce, ale w tej chwili został mi jeszcze
jeden egzamin, od którego zależało wszystko i z którego chciałam dostać
jak najlepszą ocenę.
Dwie godziny później wciąż siedziałam w moim pokoju, przedstawiając sobą
żałosny widok, z włosami jak z koszmaru i z przemożną ochotą do płaczu,
czy może nawet bardziej do dokonania jakiegoś mordu. W pewnym momencie
drzwi pokoju otworzyły się niemal bezgłośnie.
Podniosłam głowę. I to był on. Ze zmierzwionymi włosami, w białej
koszuli, mojej ulubionej.
Kurde! Wyszykował się na spotkanie ze mną. Spróbowałam uśmiechnąć się
jak gdyby nigdy nic i przybrałam wyraz twarzy niewiniątka.
- Ładnie wyglądasz.
Nick uniósł brwi, patrząc na mnie w ten szczególny sposób, który nigdy
nie pozwalał mi rozgryźć, co się właśnie dzieje w jego głowie, i podszedł bliżej łóżka, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Wystawiłaś mnie - wytknął mi. Mówił spokojnie, więc nie byłam pewna,
czy ma do mnie pretensje, czy raczej wciąż jeszcze próbuje zrozumieć, co
się właściwie stało.
- Nick... - zaczęłam, obawiając się jego reakcji, przepełniona poczuciem
winy.
- Chodź - poprosił miękkim tonem. Miał dziwny wzrok, wydawało się, że
nad czymś się zastanawia, i zdziwiłam się, że nie zaczął od razu robić
afery.
Miałam ochotę go pocałować. Zawsze miałam ochotę go pocałować. Gdybym
tylko mogła, spędzałabym całe dnie razem z nim, w jego ramionach.
Uniosłam się i na kolanach przemieściłam na drugi koniec łóżka, gdzie
stał w wyczekującej pozycji.
- Chyba nigdy w życiu żadna laska mnie nie wystawiła, Piegusie -
powiedział. Położył mi dłonie w talii. - Nie bardzo wiem, co z tym
zrobić.
- Przepraszam - powiedziałam rwącym się głosem. - Jestem tak strasznie
zestresowana, Nick, myślę, że nie zdam. Nic nie umiem, a jak obleję, to
nie skończę szkoły, nie pójdę na studia i nie dostanę wymarzonej pracy -
zostanę nieukiem i skończę, mieszkając z matką, wyobrażasz to sobie?
Myślę, że...
Uciszył mnie szybkim pocałunkiem.
- Jesteś największym kujonem, jakiego znam, Piegusie. Nie oblejesz, nie
ma takiej możliwości - odsunął usta i spojrzał na mnie z czułością.
- Obleję, Nick, mówię serio, wiem, że dostanę pałę, ogarniasz? Pałę!
Przestanę być ulubienicą profesora Lama, a przecież miałam najlepsze
oceny z całej klasy. A teraz przestanie mnie traktować w szczególny
sposób i widzisz, co mnie...
Zamknęłam usta, widząc w jego oczach nieme napomnienie. No dobra, trochę
popłynęłam, ale... Na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech.
- Chcesz, żebym pomógł ci się zrelaksować?
Tylko nie to spojrzenie, nie patrz tak na mnie, proszę... nie teraz, kiedy
ty wyglądasz bosko, a ja ohydnie.
- Jestem zrelaksowana - skłamałam.
- W takim razie wolisz, żebym pomógł ci się pouczyć? Odgarnął mi z twarzy kosmyk włosów i rozpłynęłam się w środku wobec czułości tego
gestu.
Nicholas pomagający mi w nauce? To się nie mogło dobrze skończyć.
- Nie trzeba - odpowiedziałam grzecznie. Bałam się, że jeśli zostanie,
to będziemy zajmować się wszystkim, ale na pewno nie tematem numer osiem
z historii. I chociaż Nick wyglądał powalająco, to nie mogłam ryzykować,
że obleję.
Uśmiechnął się kącikiem ust, w ten swój zniewalający sposób, i zobaczyłam, jak daje krok w tył. Podwinął rękawy koszuli, ściągnął buty
i przeszedł z drugiej strony łóżka, gdzie usiadł i wziął do ręki moją
książkę.
Przebiegł mnie dreszcz na myśl o wszystkim, co robiliśmy razem w tym
łóżku, i co niewiele miało wspólnego z nauką. Nick zaczął przerzucać
strony, aż znalazł tę, na której skończyłam parę minut wcześniej.
Zapomniałam o wszystkim: o egzaminach, o rekrutacji na studia... Nagle
zapragnęłam tylko usiąść mu na kolanach i błądzić końcem języka po jego
podbródku.
Zaczęłam się przysuwać, ale zaprotestował ruchem głowy, podnosząc na
mnie wzrok.
- Siedź tam - polecił mi rozbawiony. - Będziemy się uczyć, Piegusie. A jak już wszystko przyswoisz, wtedy może dam ci całusa.
- Tylko jednego?
Zaśmiał się i wrócił do notatek.
- Zaczynamy, a jak na koniec okaże się, że już wszystko umiesz, to
obiecuję uwolnić cię od tego całego stresu.
I powiedział to najspokojniej na świecie, ja zaś, słysząc to, zadrżałam
na całym ciele.
Dwie i pół godziny później znałam temat na wylot. Nick był dobrym
nauczycielem... Ku mojemu zaskoczeniu, nie brakowało mu cierpliwości i tłumaczył mi różne kwestie tak, jakby opowiadał historyjki. Parokrotnie
przyłapałam się na tym, że wgapiam się w niego zasłuchana, autentycznie
zainteresowana tematem wojny secesyjnej. Opowiedział mi nawet o dodatkowych faktach, których nie było ani w mojej książce, ani w notatkach.
Po tym, jak zreferowałam mu temat z najdrobniejszymi szczegółami,
zamknął książkę, uśmiechając się z dumą i iskrą pożądania w błękitnych
oczach.
- Zdasz na szóstkę.
Uśmiechnęłam się od ucha do ucha i przyciągnęłam go do siebie, a on
złapał mnie i przytulił. Przeturlaliśmy się po łóżku i pocałował mnie,
spragniony moich warg. Wsunęłam mu język do ust, a on igrał z nim przez
moment, żeby po chwili zacząć zagryzać, ssać i obejmować ustami moją
wargę.
Jęknęłam cicho, kiedy jego dłoń zaczęła zjeżdżać po moim biodrze,
podniósł mi nogę i oplótł się nią w pasie. Jego ciało przywarło do
mojego i prawie straciłam przytomność, kiedy poczułam słodki ucisk
przepełniający mnie rozkoszą.
- Wkurzyłem się, jak przeczytałem twoją wiadomość - poinformował,
podciągając mi koszulkę i zachłannie całując mnie w brzuch.
Zamknęłam oczy i odrzuciłam głowę w tył.
- Domyślam się - odparłam, otwierając oczy i spoglądając na niego, bo
podniósł głowę i przyglądał mi się z mieszaniną podniecenia i rozbawienia.
- Ale spodobała mi się nauka z tobą, Piegusie... To mi uświadomiło, jak
wielu innych rzeczy mogę cię jeszcze nauczyć.
To powiedziawszy, ściągnął mi szorty i zostałam w samej bieliźnie, leżąc
pod nim, podczas gdy jego usta znajdowały się zbyt blisko dolnych partii
mojego ciała, żebym mogła zachować spokój.
Zrobiłam się nerwowa i poprawiłam trochę na materacu.
Położył mi rękę na brzuchu, nakazując tym gestem, żebym się nie ruszała.
- Obiecałem ci całusa, prawda?
Jego oczy płonęły tuż nad moimi i czułam, że zaraz się rozpłynę. Ale
kiedy pojęłam, o czym mówi, spięłam się mimo woli.
- Nick... - nie byłam pewna, czy jestem na to gotowa... Nigdy jeszcze tego
nie robiliśmy i nagle poczułam impuls, żeby zerwać się z łóżka i uciec.
Nicholas zbliżył twarz do mojej twarzy, opierając łokcie po obu stronach
mojej głowy, i popatrzył na mnie ze spokojem.
- Po prostu się rozluźnij - polecił mi, wtulając nos w moją szyję,
wdychając mój zapach i całując mnie delikatnie.
Zamknęłam oczy i poruszyłam się pod nim.
- Jesteś taka słodka... - powiedział, zsuwając się niżej po moim brzuchu,
jego wargi muskały moje ciało, przyprawiając mnie o gęsią skórkę.
Kiedy dotarł do celu, zatrzymał się na dłuższą chwilę. To było
nieprawdopodobnie podniecające, widzieć go tam, między moimi udami, z czystym pożądaniem w oczach, wiedząc, że pragnie tylko mnie i nikogo
innego.
Ostrożnie ściągnął ze mnie bieliznę i poczułam się tak zawstydzona, że
zamknęłam oczy, pozwalając, by stało się to, co miało się stać. Nie
wiedziałam, czy mi się spodoba, ale wolałam się nad tym nie zastanawiać.
Jego usta zaczęły całować moje uda, najpierw jedno, potem drugie.
Delikatnie rozsunął mi nogi i ułożył się między nimi, a ogarnęło mnie
drżenie.
Ale potem było jeszcze gorzej, dużo gorzej.
- O Boże...! - krzyknęłam, nie mogąc już wyleżeć bez ruchu.
Jego dłonie chwyciły mnie w talii i nagle poczułam, jak krąży
pocałunkami po najdelikatniejszych zakamarkach mojej skóry... Zamknęłam
oczy, pozwalając sobie zanurzyć się w jego pieszczoty i w ten cudowny
moment. Kiedy poczułam, że robi się zbyt intensywnie, poszukałam go
dłonią, prosząc o chwilę wytchnienia.
- Jest jeszcze lepiej niż w mojej wyobraźni - wyznał, zatrzymując się na
moment, by po chwili znów zaczął mnie pieścić, bardzo delikatnie.
Wpatrywał się we mnie błyszczącymi oczami. - Mam kontynuować?
Cholera!
- Tak... proszę - westchnęłam. Zdążyłam jeszcze dojrzeć jego szeroki
uśmiech, zanim znów zamknęłam oczy, oddając się jego pieszczotom, aż
stały się tak intensywne, że skończyłam, z całej siły zaciskając pięści
na prześcieradle.
O Boże...! Nigdy w życiu nie doświadczyłam czegoś równie erotycznego.
Kiedy doszłam do siebie, Nicholas opierał podbródek na moim brzuchu i wpatrywał się we mnie wzrokiem kogoś, kto właśnie znalazł skarb na dnie
oceanu.
Zarumieniłam się, a on się roześmiał i podciągnął do góry, by położyć
się koło mnie. Zasłoniłam się prześcieradłem. Wziął mnie w ramiona.
- O rany, Noah... Powiedz mi, dlaczego nie zrobiłem ci tego wcześniej?
Odwróciłam się i wtuliłam twarz w jego pierś. Nicholas wciąż był ubrany,
ale nie musiałam nawet na niego patrzeć, żeby zauważyć jego erekcję.
Czy teraz ja powinnam zrobić to jemu?
Znów zaczęłam robić się nerwowa, ale Nick pocałował moje włosy i podniósł się, wstając z łóżka.
- Gdzie ty idziesz? - zapytałam, kiedy skierował się do drzwi.
- Jeśli nie wyjdę teraz, to nie wyjdę przez całą noc - wyjaśnił z zauważalnym napięciem w głosie. Złapałam spodenki, które leżały na
poduszce obok mnie, gdzie rzuciliśmy je wcześniej, i założyłam je na
siebie. Wstałam z łóżka i podeszłam do niego.
- W piątek kończę, Nick, i będziemy mieli dla siebie całe lato.
Przysunęłam się i przytuliłam go z miłością.
Nick ścisnął mnie ramionami i westchnął z rezygnacją.
- Jak nie dostaniesz szóstki z tego egzaminu, to będziesz miała ze mną
do czynienia.
Roześmiałam się i odsunęłam od jego piersi, żeby mu się przyjrzeć.
- Dziękuję... za wszystko - powiedziałam, czując, jak znów się rumienię.
Wyciągnął rękę i pogładził mnie po policzku.
- Jesteś najwspanialszym, co mnie w życiu spotkało, Piegusie, więc za
nic mi nie dziękuj.
Poczułam, jak moje serce wypełnia się szczęściem i jednocześnie ogromnym
żalem, kiedy pocałował mnie w czubek głowy i wyszedł, zostawiając samą.
Egzamin poszedł mi doskonale. Nie mógłby pójść lepiej, a kiedy pięć
minut po nim spotkałam się na korytarzu z Jenną, tylko na siebie
spojrzałyśmy i obie zaczęłyśmy skakać jak wariatki. Ludzie gapili się na
nas, jedni ze śmiechem, inni ze zdegustowanym wyrazem twarzy, ale miałam
to gdzieś... Mój pobyt tutaj dobiegł końca, nie będę już musiała nosić
tego głupiego mundurka, pozwalać się traktować jak małą dziewczynkę,
pokazywać mamie ocen do podpisu ani znosić żadnych innych bzdur w tym
stylu. Byłam wolna, obie byłyśmy wolne. Czułam się najszczęśliwsza na
świecie.
- Nadal w to nie wierzę! - wykrzyknęła Jenna, ściskając mnie jak szalona
w dniu ogłoszenia wyników. Poszłyśmy do stołówki i od wejścia
usłyszałyśmy, jak wszystkie nasze koleżanki i koledzy robią wielkie
zamieszanie: wrzeszczą, tańczą, śmieją się, klaszczą - totalne
szaleństwo, impreza na całego. Pozostali uczniowie patrzyli na nas jak
na nienormalnych, choć niektórzy nie mogli ukryć zazdrości, bo większość
z nich musiała czekać jeszcze parę lat, zanim też będą mogli się stąd
wynieść.
- W planach jest ognisko na plaży, będziemy palić mundurki -
poinformował nas jeden z chłopaków z promiennym uśmiechem. - Piszecie
się?
Spojrzałyśmy po sobie z Jenną.
- No raczej! - wykrzyknęłyśmy jednocześnie, co przyprawiło nas obie o histeryczny wybuch śmiechu. Zachowywałyśmy się jak pijane, pijane
radością.
Po godzinie wspólnego świętowania, biegania po salach, wspólnych
wygłupów i marnowania czasu, wyszłam z tej szkoły, w której w gruncie
rzeczy spotkało mnie więcej dobrego niż złego. Pamiętałam, jak bardzo na
początku jej nienawidziłam, ale gdyby nie ona, to nie dostałabym się na
Uniwersytet Kalifornijski, żeby studiować filologię angielską, o czym od
zawsze marzyłam.
Wypadłam jak z procy, kiedy przeczytałam wiadomość od Nicka, że czeka na
mnie przed wejściem. Stał przy swoim samochodzie i ogromny uśmiech
pojawił się na jego twarzy, kiedy zobaczył mnie promieniejącą ze
szczęścia. Nie mogąc opanować radości, puściłam się biegiem i rzuciłam w jego ramiona. Jego dłonie natychmiast mnie pochwyciły i stopiliśmy się w pocałunku godnym komedii romantycznej.
Skończyłam liceum z najwyższymi ocenami, szłam na uniwersytet, na który
nigdy wcześniej nie byłoby mnie stać, chodziłam z najwspanialszym
chłopakiem pod słońcem, którego uwielbiałam i za dwa miesiące
zamierzałam zamieszkać poza domem, na kampusie uniwersyteckim, mając
przed sobą świetlaną przyszłość.
Nic nie mogło pójść lepiej.
Rozdział 4
4
Nick
Moja dziewczyna skończyła liceum! Czułem się najdumniejszym facetem na
ziemi! Nie tylko była śliczna, ale też niewiarygodnie bystra. Skończyła
szkołę z najlepszymi ocenami, uniwersytety się o nią biły, a ona w końcu
wybrała moją uczelnię, tutaj, w Los Angeles. Nie wiem, co bym zrobił,
gdyby wróciła do Kanady, tak jak planowała na początku. Nie mogłem się
doczekać, kiedy w końcu się do mnie wprowadzi. Jeszcze jej tego nie
powiedziałem, ale chciałem, żeby zamieszkała ze mną. Miałem dosyć
cholernych ograniczeń, które narzucili nam rodzice, jak tylko zaczęliśmy
być razem. Od porwania Noah jej matka dostała paranoi. Jakby tego było
mało, obydwoje zaczęli okazywać nam niezadowolenie z tego, że ze sobą
chodzimy. Stosunki między nami ochładzały się coraz bardziej, a kiedy
się wyprowadziłem, wbrew moim przewidywaniom wcale nie wróciły do normy,
a wręcz przeciwnie - jeszcze bardziej się zaogniły. Prawie nie pozwalali
Noah przychodzić do mnie ani tym bardziej zostawać na noc. Musieliśmy
ciągle wymyślać coraz to nowe wymówki, żeby móc w spokoju spędzać razem
czas. Mnie w zasadzie nie obchodziło, co ma do powiedzenia ojciec czy
jego żona, byłem pełnoletni, niedługo miałem skończyć dwadzieścia trzy
lata i robiłem, co mi się żywnie podoba, ale Noah była w innej sytuacji.
Byłem świadomy, że dzieląca nas różnica pięciu lat będzie przyczyną
problemów w przyszłości, ale nigdy nie myślałem, że będzie z tym aż tyle
bólu głowy.
Teraz jednak nie pora, żeby się tym zamartwiać. Świętowaliśmy przecież.
W planach było słynne ognisko na plaży, które w tym roku organizowała
jej klasa. Nie miałem na to zbytniej ochoty, ale przynajmniej spędzimy
trochę czasu razem. Następnego dnia będzie bardzo zajęta zakończeniem
szkoły, a potem matka chciała z nią zjeść uroczystą kolację, więc albo
wyjdziemy dzisiaj razem, albo jutro będę musiał znowu się nią dzielić z całym światem. Wiem, że mogę wydać się egoistą, ale w ciągu ostatnich
miesięcy, wypełnionych jej szkołą, moimi wyjazdami do San Francisco i kłodami rzucanymi nam pod nogi przez rodziców, nie spędziłem z nią nawet
połowy tego czasu, który bym chciał, więc miałem zamiar wykorzystać
okazję.
Droga na plażę minęła nam przyjemnie. Noah emocjonowała się zakończeniem
szkoły i przez dwadzieścia minut podróży samochodem ani na chwilę nie
zamknęła buzi. Czasami śmieszy mnie jej gestykulacja, kiedy czymś się
ekscytuje. W takich chwilach wydaje się, że jej ręce żyją własnym
życiem.
Zaparkowałem, jak tylko mogłem najbliżej, ze względu na tłumy ludzi,
które już się tam zgromadziły. Byli tam nie tylko koledzy z klasy Noah,
ale chyba wszystkie klasy maturalne z południowej Kalifornii.
- Miało być tylko kilka osób... - skomentowała, patrząc na tłumy w zdumieniu, tak jak ja.
- Jeśli kilka osób oznacza pół stanu...
Uśmiechnęła się, ignorując moją odpowiedź, i podeszła do Jenny, która
pojawiła się dosłownie w tym momencie. Miała na sobie stanik od kostiumu
i krótkie spodenki, wyglądała oszałamiająco.
- Pijemy! - krzyknęła.
Wszyscy kolesie dookoła unieśli kieliszki w toaście na jej cześć.
Noah objęła ją, pokładając się ze śmiechu. Kiedy nadeszła moja kolej,
wykorzystałem swój wzrost i siłę, i wyrwałem jej z dłoni kubek. Rozlałem
zawartość na piasek.
- Ej! - zaprotestowała oburzona.
- Gdzie jest Lion? Powinien tu być - spytałem, otwarcie się śmiejąc z jej obrażonej miny.
- Idiota! - rzuciła Jenna i zaczęła mnie ostentacyjnie ignorować.
Noah potrząsnęła głową i objęła mnie za szyję. Stanęła na palcach, żeby
lepiej widzieć moją twarz.
- Jesteś pewien, że chcesz tu zostać? - spytała, głaszcząc mnie po szyi
długimi palcami.
- Baw się, Piegusie, mną się nie przejmuj - odpowiedziałem i pochyliłem
głowę, żeby przycisnąć zamknięte usta do jej mięsistych warg.
Doprowadzały mnie do szaleństwa. - Idę poszukać Liona, przyjdź do mnie,
jak zatęsknisz.
- Już tęsknię - odparła i właśnie wtedy Jenna chwyciła ją pod ramię i pociągnęła Bóg wie gdzie, żeby robić nie wiadomo jakie głupoty.
Spojrzałem na nią wrogo, ale wypuściłem Noah z objęć. Poszły do kolegów,
którzy przygotowywali mundurki, żeby wrzucić je do ognia. Stara
tradycja... Jeszcze pamiętałem, jak spaliłem swój.
Podszedłem do jednego z małych ognisk, gdzie było niewiele osób, i z rękami w kieszeniach zapatrzyłem się w ogień. Fantazjowałem o tym
wszystkim, co chciałem robić tego lata z Noah, biorąc pod uwagę
możliwości, które otwierały się przed nami w ciągu następnych paru
miesięcy.
Nagle zauważyłem Liona. Siedział sam przy ognisku najbardziej oddalonym
od centrum zabawy. W ręku trzymał piwo i wpatrywał się w płomienie, tak
jak ja przed chwilą, tylko że on wyglądał na zmartwionego i smutnego.
Podszedłem, żeby z nim pogadać.
- Co jest, ziom? - zagaiłem i huknąłem go w plecy. Wziąłem butelkę ze
skrzynki, która stała u jego stóp.
- Staram się przyspieszyć upływ czasu na tej zasranej imprezie -
odpowiedział i pociągnął długi łyk z butelki.
- Upijając się? Jenna jest już nieźle nawalona, ktoś z was dwojga będzie
musiał prowadzić. Na twoim miejscu wyluzowałbym z piciem - ostrzegłem
go. Olał mnie i znowu uniósł butelkę do ust.
- Nie chciałem tu przyjeżdżać, to Jenna się uparła - patrzył w przestrzeń.
- Skończyła szkołę, Lion, nie możesz jej obwiniać za to, że nie rozumie,
jak chujowo się czujesz. Ja też nie rozumiem.
Zaczerpnął haust powietrza i wrzucił butelkę do ognia. Natychmiast się
roztrzaskała.
- Warsztat nie idzie tak dobrze, jak do tej pory. Ostatnie, czego bym
chciał, to żeby mój brat wyszedł z więzienia i zobaczył, że nie udało mi
się utrzymać biznesu rodzinnego...
- Jeśli potrzebujesz kasy...
- Nie chcę od ciebie hajsu, Nicholas, sto razy o tym rozmawialiśmy. Mogę
to rozwiązać, tylko że nie wyszło tak, jak planowałem, o to mi chodzi.
Spojrzałem na niego i od razu się zorientowałem, że nie mówi mi
wszystkiego.
- Lion, zanim wleziesz w jakieś bagno...
Odwrócił się do mnie. Spojrzał na mnie tak, że się zamknąłem.
- Przedtem nie miałeś nic przeciwko ładowaniu się w bagno. Co się z tobą, kurwa, dzieje, Nicholas?
Wytrzymałem jego spojrzenie bez mrugnięcia.
- Porwali moją dziewczynę, to się ze mną dzieje.
Lion wyglądał, jakby pożałował swoich słów, odwrócił wzrok i wyciągnął
papierosa z tylnej kieszeni dżinsów.
- O wilku mowa, Noah tu idzie - powiedział i odsunął się ode mnie.
Odwróciłem się i faktycznie zobaczyłem Noah. Na twarzy miała uśmiech, a wiatr rozwiewał jej włosy.
Wykrzywiłem usta w uśmiechu i objąłem ją. Pocałowała mnie w pierś i zwróciła się do Liona.
- Jenna cię szuka - poinformowała go z uśmiechem.
- Świetnie - odpowiedział ten złamas chamskim tonem. Uśmiech zniknął z twarzy Noah, a mnie naszła ochota, żeby pięściami wybić mu z głowy ten
zły humor.
Odwrócił się i odszedł bez słowa w stronę jakichś ludzi.
Noah spojrzała mi w oczy.
- Co mu jest?
Pokręciłem przecząco głową i pocałowałem ją w czubek głowy.
- Ma zły dzień, nie przejmuj się nim - poradziłem jej. Schyliłem się,
żeby ucałować jej policzek rozgrzany ogniskiem, potem zanurzyłem twarz w zagłębieniu między obojczykiem a szyją. Moje usta od wielu dni tęskniły
za jej skórą i ostatnie, czego bym chciał, to żeby miała zepsuty humor
przez jakąś pierdołę. - Kocham cię - powiedziałem. Pieściłem jej szyję,
smakowałem jej skórę i patrzyłem, jak drży pod moimi pieszczotami.
- Nick - wymówiła moje imię, kiedy moje usta zagłębiały się w dołek
między jej piersiami.
Oderwałem się od niej na chwilę, zadurzony w niej po czubki uszu, ale
zdałem sobie sprawę, że budzimy zainteresowanie ludzi, którzy chętnie
popatrzyliby na ten piękny spektakl erotyczny.
Zakląłem pod nosem i pociągnąłem ją w kierunku, gdzie nie było nikogo.
- Przejdziemy się? - zaproponowałem. Oddaliliśmy się od ognisk, wchodząc
w ciemność nocy, przy rytmicznym szumie fal. Nie istniało lepsze
miejsce, chciałem się nią nacieszyć w spokoju, nie przy odgłosach
głupiej imprezy.
Noah była dziwnie spokojna, zatopiona w swoich myślach. Nie chciałem jej
przeszkadzać. W końcu zwróciła się do mnie.
- Mogę zadać ci pytanie? - spytała nerwowo.
Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się z rozbawieniem.
- Jasne, Piegusie - odparłem. Zatrzymaliśmy się pod drzewem, którego
korzenie wystawały spod piasku. Drzewo górowało nad nami jak jakiś
olbrzym. Usiadłem u jego stóp, pociągnąłem w dół Noah i posadziłem ją
między moimi nogami. Mogłem teraz patrzeć jej w oczy, nie musząc się
schylać.
Pokręciła głową.
- Już nic, to głupie pytanie - unikała mojego wzroku. Zaczęła się
czerwienić, a moja ciekawość sięgnęła zenitu.
- O, nie. Powiedz mi, o co chodzi - nalegałem.
- Nie, naprawdę, to nic ważnego.
- Jesteś czerwona jak burak, teraz musisz mi powiedzieć, bo umrę z ciekawości. Wal - naciskałem.
Nienawidziłem, kiedy tak robiła. Musiałem wiedzieć o wszystkim, co
myśli, co czuje... Nie chciałem, żeby czegokolwiek się przede mną
wstydziła, w dodatku byłem tak zaintrygowany, że nie mogłem pozwolić
jej, żeby mi nie powiedziała, co ją gnębi.
W końcu nasze spojrzenia się spotkały. Zaczęła bawić się kosmykiem
włosów.
- Zastanawiałam się... wiesz, po tym, co było ostatniego wieczoru, kiedy
ty... - mówiła, robiąc się purpurowa.
Starałem się nie śmiać. Nigdy przedtem tego tak nie robiliśmy, chciałem
z Noah zacząć powoli, wprowadzić ją w seks stopniowo, a przede wszystkim
poczekać, aż będzie gotowa.
- Kiedy w tak spektakularny sposób zainicjowałem seks oralny? -
spytałem, bawiąc się jej reakcją.
- Nicholas! - wykrzyknęła wzburzona, rozglądając się na prawo i lewo,
jakby ktoś mógł nas usłyszeć tu, gdzie byliśmy. - Wiesz co, zapomnij,
nie wiem, co mi przyszło do głowy, żeby o tym mówić.
Przyciągnąłem ją do siebie i zmusiłem, by na mnie spojrzała.
- Jesteś moją dziewczyną, możesz ze mną rozmawiać o wszystkim... O co ci
chodzi? O to, co wtedy robiliśmy? - starałem się ją uspokoić.
Wiedziałem, że umiera ze wstydu, rozmawiając na te tematy. Przekonałem
się o tym, kiedy czasami wymknęło mi się jakieś grubiańskie określenie.
- Nie podobało ci się?
Jasne, że jej się podobało, musiała zakryć twarz, żeby nikt nie usłyszał
jej krzyków. Szlag, czy musimy o tym teraz rozmawiać? Podniecało mnie
samo wspomnienie.
- Podobało mi się, nie o to chodzi - odparła, patrząc w bok. - Ale...
zastanawiałam się, czy ty byś chciał... to znaczy, żebym zrobiła to samo
tobie.
Mało się nie zakrztusiłem własną śliną.
Spotkaliśmy się spojrzeniem, w jej wzroku był wstyd, ale też pożądanie.
Tak, w tych miodowych oczach widziałem pożądanie i, mój Boże, nie mogę
rozmawiać z nią o seksie w miejscach publicznych. Na samą myśl staję się
nerwowy...
- Szlag, Noah... - oparłem się głową o jej czoło. - Chcesz, żebym umarł na
zawał?
Roześmiała się rozbawiona.
- Więc myślałeś o tym - powiedziała. Zatkało mnie. Odkleiłem się od jej
czoła, żeby na nią spojrzeć.
- Chyba każdy facet, który ma oczy, myśli dokładnie o tym, kiedy na
ciebie patrzy, kochanie. Jasne, że myślałem o tym, ale to nie jest coś,
co musimy zrobić, chyba że ty chcesz.
Zagryzła nerwowo wargi.
- Ale... to nie w porządku, to znaczy, że ty musiałeś przez to przejść, a ja ...
Wybuchnąłem śmiechem.
- Przejść przez to? Mówisz, jakby to była jakaś tortura - starałem się
ją zrozumieć. - Noah... Sprawiło mi to wielką przyjemność. Więcej, chcę to
powtórzyć, gdy tylko będzie okazja.
Oczy Noah rozwarły się w zaskoczeniu, ale też podnieceniu. Czasami
zapominałem, jak bardzo była niewinna.
- W takim razie ja też to zrobię... - oznajmiła zdecydowanie, chociaż w jej oczach nadal widziałem wahanie.
- Nie - zaprzeczyłem rozbawiony. - To tak nie działa. To, co ja robię z tobą, nie zależy od tego, co ty chcesz robić ze mną. Nie jest tak, że
dzisiaj ja, jutro ty. Kiedy będziesz chciała, wtedy to zrobisz, a jeśli
ten moment nigdy nie nadejdzie, cóż... poszukam sobie innej -
zażartowałem. Wbiła mi łokieć pod żebro.
- Bądź poważny! - zażądała, przywołując mnie do porządku.
Starałem się być poważny.
- Wiem, żartowałem. Nie chcę, żebyś zrobiła cokolwiek, czego nie chcesz
zrobić. Dobrze? - pocałowałem ją w nos.
Zamrugała i spojrzała na mnie.
- A nie będzie ci przykro...? Nie mówię, że nie chcę, tylko że, no... chyba
nie jestem gotowa.
Dlatego byłem w niej zakochany. Dziewczyna bez charakteru uległaby tylko
po to, żeby mnie zadowolić. Noah taka nie była, jeśli nie miała
pewności, mogłeś robić, co chcesz, żeby ją przekonać, ale ona była
wierna sobie.
- Chodź tutaj - przyciągnąłem ją do siebie. Całowałem, jakby jutro świat
miał się skończyć. - Wystarczysz mi ty, kochanie.
Uśmiechnęła się słodko i po kilku chwilach znowu dorwaliśmy się do
siebie.
Rozdział 5
5
Noah
Kończyłam szkołę. Nie wiem, czy znacie już to cudowne uczucie. Miałam
świadomość, że to co najtrudniejsze wciąż jeszcze przede mną, w końcu
czekały mnie teraz studia, ale jednak ukończenie szkoły średniej nie
może równać się z niczym innym. To krok w dorosłość, krok ku
niezależności, uczucie tak satysfakcjonujące, że czułam, jak wszystko aż
się we mnie trzęsie, kiedy razem z resztą koleżanek i kolegów czekałam,
aż wyczytają moje nazwisko.
Lista była ułożona w porządku alfabetycznym, więc Jenna była sporo
przede mną. Ceremonię zorganizowano z najwyższą dbałością i elegancją w szkolnym ogrodzie, w którym rozwieszono tablice z napisem:
"ZAKOŃCZENIE ROKU 2016". Pamiętałam, jak wyglądały ceremonie w moim
starym liceum. Odbywały się w sali gimnastycznej przystrojonej paroma
balonami i tyle. Tutaj przystrojone były nawet drzewa otaczające ogród.
Krzesła, na których siedzieli rodzice i goście, były obite drogimi
materiałami w kolorach zielonym i białym - barwach firmowych szkoły, zaś
nasze togi, w tym samym zielonym kolorze, zaprojektowała znana
projektantka. To było wariactwo, idiotyczne marnowanie pieniędzy, ale w ostatnim czasie nauczyłam się już nie bulwersować takimi rzeczami - w końcu żyłam otoczona multimilionerami, dla których było to coś
naturalnego.
- Noah Morgan! - wyczytano przez mikrofon. Podskoczyłam i cała w nerwach
wspięłam się po schodkach, żeby odebrać świadectwo. Z radosnym uśmiechem
spojrzałam w stronę rzędów dla gości i namierzyłam wzrokiem Nicka i moją
matkę, bijących mi brawo na stojąco, równie uszczęśliwionych jak ja.
Mama dodatkowo podskakiwała jak szalona, co wywołało u mnie jeszcze
większy uśmiech. Uścisnęłam rękę pani dyrektor i dołączyłam do
pozostałych absolwentów.
Kiedy wszyscy odebraliśmy już swoje świadectwa, dziewczyna ze średnią o dwie dziesiąte punktu wyższą od mojej weszła na podium i wygłosiła
przemówienie dyplomowe. Było wzruszające, dowcipne i naprawdę piękne -
nikt nie zrobiłby tego lepiej. Stojąca koło mnie Jenna uroniła kilka
łez, a ja, śmiejąc się, próbowałam się powstrzymać od pójścia w jej
ślady. Wprawdzie spędziłam tam tylko rok, ale za to jeden z najlepszych
w moim życiu. Kiedy już ostatecznie wyzbyłam się uprzedzeń wobec tej
szkoły, zdołałam zdobyć tu nie tylko najlepsze przygotowanie
uniwersyteckie, ale też kilka świetnych przyjaciółek.
- Gratulacje dla rocznika 2016! Jesteście wolni! - radosnym chórem
zawołali do mikrofonu nauczyciele.
Podnieśliśmy się wszyscy razem i wyrzuciliśmy w górę nasze birety. Jenna
uścisnęła mnie tak mocno, że prawie zabrakło mi tchu.
- Czas na imprezę! - wykrzyknęła przyjaciółka, klaszcząc i skacząc jak
opętana. Roześmiałam się, a po chwili otoczyły nas setki rodziców,
którzy szukali swoich dzieci, by im pogratulować. Pożegnałyśmy się
szybko i zaczęłyśmy szukać własnych rodziców.
Czyjeś ramiona oplotły mnie od tyłu i podniosły z ziemi.
- Gratulacje, kujonko! - powiedział mi do ucha Nick, postawił mnie na
ziemi i głośno cmoknął w policzek. Odwróciłam się do niego i zarzuciłam
mu ręce na szyję.
- Dzięki! Nadal nie mogę w to uwierzyć! - przyznałam z twarzą wtuloną w jego szyję, podczas gdy on obejmował mnie mocno ramionami.
Zanim zdążyłam go pocałować, zjawiła się moja matka, wcisnęła się między
nas i przytuliła mnie ze wszystkich sił.
- Skończyłaś szkołę, Noah! - zapiszczała jak nastolatka, podskakując i zmuszając mnie do tego samego. Roześmiałam się, patrząc jednocześnie,
jak Nick pobłażliwie kręci głową i również się śmieje - z mojej mamy i ze mnie.
William stał obok nas i kiedy mama wreszcie mnie puściła, objął mnie z czułością.
- Mamy dla ciebie niespodziankę - oświadczył.
Spojrzałam podejrzliwie na całą trójkę.
- Co takiego wymyśliliście? - zainteresowałam się z uśmiechem.
Nick chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą.
- Chodźmy - powiedział i ruszyłam za nim przez ogród. Wszędzie dookoła
było tyle ludzi, że trochę to trwało, zanim dotarliśmy na parking.
Gdzie nie spojrzeć, wszędzie stały samochody z ogromnymi wstążkami,
czasem w bardzo jaskrawych kolorach, lub z balonami przywiązanymi do
lusterek. Matko Boska! Jak szalony musi być rodzic, żeby kupić taką
maszynę osiemnastoletniemu gówniarzowi?
I wówczas Nick zasłonił mi oczy wielką dłonią i poprowadził mnie przez
parking.
- Co ty wyprawiasz? - zapytałam ze śmiechem, potykając się o własną
stopę. Zaczynałam się we mnie budzić ciekawość.
Nie, niemożliwe...
- Tędy, Nick - pokierowała go moja matka, podekscytowana jak nie wiem
co. Nick zatrzymał się i zwrócił w inną stronę.
Po chwili odsłonił mi oczy, a mnie opadła szczęka, dosłownie.
- Powiedz, że ten czerwony kabriolet nie jest dla mnie - szepnęłam z niedowierzaniem.
- Gratulacje! - zawołali chórem William i moja mama, oboje z promiennym
uśmiechem.
Nick machał mi kluczykami przed nosem.
- Teraz nie masz już wymówki, żeby do mnie nie przyjechać - mruknął z zadowoleniem.
- Zwariowaliście? - wrzasnęłam histerycznie, kiedy odzyskałam zdolność
rekcji.
Kurde, kupili mi pieprzone audi...
- O mój Boże! - piszczałam jak nienormalna.
- Podoba ci się? - zagadnął William.
- Żartujesz sobie? - odparłam podekscytowana. Boże! Byłam w takiej
euforii, że nie wiedziałam, co robić.
Podbiegłam do mamy i Williama, i przytuliłam się do nich tak mocno, że
prawie nie mogli oddychać. Wspominałam kiedyś parę razy, że muszę
oszczędzać na nowy samochód. Stary, niestety, zepsuł się pięć razy w ciągu ostatnich trzech miesięcy, więc wydawałam tyle na naprawy, że
zdecydowanie bardziej opłacało się kupić nowy. Ale w życiu nie
pomyślałabym, że kupią mi audi!
- Nie mogę w to uwierzyć, naprawdę - wyznałam, wsiadając do auta. Było
prześliczne - czerwone i błyszczące; każdy jego centymetr zdawał się
lśnić.
Wokół rozbrzmiewały radosne okrzyki, bo nie ja jedna dostałam samochód w prezencie za ukończenie szkoły - na tym parkingu było więcej wstążek niż
w pasmanterii.
- To audi A5 cabrio - poinformował mnie Nick, siadając koło mnie.
Potrząsnęłam głową, wciąż jeszcze w szoku.
- Jak cudownie! - zawołałam, przekręcając kluczyk w stacyjce i wsłuchując się w niskie mruczenie silnika.
- To ty jesteś cudowna - poprawił mnie i poczułam się jak w siódmym
niebie, ciepło rozlało się po moim wnętrzu. Zanurzyłam się w jego
spojrzeniu i tym poczuciu szczęścia. Matka musiała zawołać mnie dwa
razy, zanim zareagowałam. Nick roześmiał się obok mnie.
- Widzimy się w restauracji? - zapytała, podczas gdy William objął ją za
ramiona.
Mama zarezerwowała stolik w jednej z najlepszych restauracji w mieście.
Po rodzinnej kolacji miałam jechać na bal do Four Seasons w Beverly
Hills. Mieliśmy zamówione nie tylko najlepszy catering i największą salę
na ponad pięćset osób, ale zarezerwowano też dla nas całe dwa piętra
hotelu, żebyśmy wszyscy mogli przenocować i pojechać do domu dopiero
kolejnego dnia. To było absurdalne i na początku się skarżyłam, bo
przecież sami musieliśmy za to wszystko zapłacić - wprawdzie ze zniżką,
bo ojciec jednego z kolegów był właścicielem hotelu, ale nadal
kosztowało to fortunę.
- Mój bal był na statku i wróciliśmy do domu dopiero po pięciu dniach -
powiedział Nick, kiedy podzieliłam się z nim moim zdumieniem
spowodowanym tym, co planowali moi koledzy. Po tej rewelacji
postanowiłam trzymać swoją opinię dla siebie.
Przytaknęłam z entuzjazmem, nie mogąc się doczekać, żeby poprowadzić to
wspaniałe auto. Siedzenia pokrywała beżowa skóra i wszystko było
nowiusieńkie, łącznie z zapachem nowego samochodu... Zapachem dotąd mi
nieznanym.
Wrzuciłam bieg i wyjechałam z parkingu, opuszczając szkołę na zawsze.
- Noah, zwolnij, przeginasz - zbeształ mnie Nick z siedzenia pasażera.
Wiatr wiał nam w twarz i zaczesywał włosy do tyłu, a ja nie mogłam
przestać się śmiać.
Słońce właśnie zachodziło i widoki były spektakularne, mijały nas
kolejne samochody, na bezchmurnym niebie malowały się tysiące odcieni,
różowych i pomarańczowych, a gdzieniegdzie widać już było gwiazdy. Był
przepiękny letni wieczór i uśmiechałam się na myśl o najbliższych
tygodniach z Nickiem - w końcu naprawdę razem, bez egzaminów, pracy ani
niczego innego... Mieliśmy przed sobą sześć wspólnych tygodni przed moją
przeprowadzką do miasta i nie mogłam przestać się uśmiechać na myśl o tym.
- Kurde, nie powinni byli kupować ci tego samochodu - wycedził przez
zęby tuż obok mnie. Spojrzałam na niego i przewróciłam oczami, ale
zredukowałam prędkość.
- Teraz lepiej, babciu? - zapytałam, drażniąc się z nim. Uwielbiałam
szybką jazdę, to nie była żadna nowość.
- Nadal przekraczasz prędkość - stwierdził, patrząc na mnie z powagą.
Zignorowałam go, nie zamierzałam wlec się sto na godzinę... Sto
dwadzieścia to normalna prędkość; zresztą wszyscy w tym mieście jeżdżą
za szybko.
- Ej, to nie wyścigi... Zwolnij, dobra?! - nakazał mi po chwili.
Wiedziałam, że mówi to w żartobliwym tonie, ale uśmiech na jego twarzy
zastygł i zaraz zupełnie znikł.
Ze wszystkich sił starałam się nie myśleć o moim ojcu, a tym bardziej
właśnie tego dnia. Naprawdę się starałam, a jednak byle co przywodziło
mi go na myśl, więc nie byłam w stanie uniknąć smutku na widok moich
koleżanek w towarzystwie ich ojców w tym szczególnym dniu. Cały czas
zastanawiałam się, jak wyglądałaby dla mnie ta ceremonia, gdyby mój
ojciec nie był chory psychicznie... No i martwy. Byłam pewna, że wówczas
to nie Nick siedziałby teraz obok mnie, i równie pewna, że nikt nie
kazałby mi zwolnić...
Ale co za głupoty lęgły się w mojej głowie! Mój ojciec był alkoholikiem
i przestępcą o morderczych skłonnościach, który próbował mnie zabić... Co
się ze mną, do cholery, działo? Jak mogłam za nim tęsknić? Jak mogłam
wciąż wyobrażać sobie to życie, które nigdy nie istniało i nie będzie
istnieć?
- Noah? - usłyszałam wołanie Nicka. Nie zauważyłam, że zwolniłam do
sześćdziesięciu na godzinę i inni kierowcy wyprzedzali mnie, trąbiąc.
Potrząsnęłam głową - po raz kolejny pogrążyłam się w sobie.
- Wszystko w porządku - zapewniłam z uśmiechem, starając się powrócić do
stanu euforii, w którym znajdowałam się jeszcze parę minut temu.
Wdepnęłam pedał gazu, ignorując kłucie, które czułam w sercu.
Niewiele później dotarliśmy do restauracji. Była przepiękna. Nigdy
wcześniej tam nie byłam i już nie mogłam się doczekać, żeby spróbować
ich kuchni. Powiedziałam mamie, że możemy świętować gdziekolwiek, byle
tylko mieli tam najlepszy tort czekoladowy - to było moje jedyne
życzenie.
Mama i Will lada chwila też musieli się zjawić. Wysiadłam z samochodu.
Nick zrobił to samo i podszedł do mnie. Wyglądał bosko w ciemnych
spodniach, białej koszuli i krawacie. Uwielbiałam, kiedy wyglądał tak
biznesowo - jak mawiałam. Uśmiechnął się tym uśmiechem przeznaczonym
tylko dla mnie i obserwował mnie, kiedy zdejmowałam togę, którą wciąż
jeszcze miałam na sobie. Pod spód założyłam jasnoróżową sukienkę, bardzo
obcisłą, z odsłaniającymi skórę geometrycznymi kształtami na plecach.
- Wyglądasz jak milion dolarów - stwierdził, kładąc dłoń nisko na moich
plecach i delikatnie przyciągając mnie bliżej siebie. Nawet na obcasach
nie dorównywałam mu wzrostem. Mój wzrok zatrzymał się na jego ustach.
Był taki pociągający...
- Ty też - odparłam ze śmiechem, wiedząc, że nie lubi, kiedy prawię mu
komplementy. Nie miałam pojęcia dlaczego, ale robił się naprawdę
zmieszany, ilekroć dawałam mu do zrozumienia, jak bardzo jest
przystojny. Nie było to zresztą żadnym sekretem - staliśmy na parkingu
od trzech minut, a już pięć kobiet zdążyło się za nim obejrzeć i bezczelnie otaksować go wzrokiem.
Zanim zdążyłam dodać coś jeszcze, zamknął mi usta pocałunkiem.
- Dzisiejszą noc spędzamy razem - oznajmiłam, kiedy odsunął się chwilę
później. Ten pocałunek był zdecydowanie za krótki jak na mój gust.
Spojrzał na mnie pożądliwie.
- Myślę o tym, żeby porwać cię do mojego mieszkania na całe lato -
oznajmił nagle.
Przez chwilę obraz nas dwojga mieszkających pod jednym dachem, bez
rodziców, sprawił, że poczułam, jak serce mi rośnie... Chociaż wiedziałam,
że to mało realne.
- Nie broniłabym się - odparłam ze śmiechem.
- Chciałabyś? - zapytał, przypierając mnie do samochodu. Otoczyłam
ramionami jego szyję i przyciągnęłam go ku sobie. Zamierzałam pocałować
go w usta, ale dał krok do tyłu, oczekując odpowiedzi na swoje pytanie.
Uśmiechnęłam się z zadowoleniem, chciałam kontynuować tę grę.
- Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby spędzać z tobą noce, nago... w twoim łóżku - przyznałam, głaszcząc go palcem po włosach.
Spojrzał na mnie wygłodniałym wzrokiem. Uwodziłam go - odkryłam
niedawno, że jestem w tym całkiem niezła.
- Nie rozpoczynaj czegoś, jeśli nie jesteś w stanie doprowadzić tego do
końca - ostrzegł mnie, nachylając się, żeby pochwycić moje wargi swoimi,
ale teraz to ja odsunęłam głowę.
Nasze spojrzenia się spotkały: moje - rozbawione, jego - groźne i obiecujące jednocześnie.
Zjechałam ustami wzdłuż jego szyi, widząc, że zamyka oczy, zanim jeszcze
dotknęłam skóry. Odkryłam już, że jedno muśnięcie moich warg w pewnym
konkretnym punkcie na jego szyi rozkłada go na łopatki.
Wiedziałam, że nie mogę dać się ponieść, w końcu staliśmy na środku
parkingu i za chwilę mieli zjawić się nasi rodzice. Ale tak bardzo go
pragnęłam...
- Tej nocy... - szepnęłam, pokrywając jego podbródek ciepłymi pocałunkami
i kierując się w stronę szyi, by następnie przesunąć językiem aż do jego
ucha. - Chcę być twoja, Nick.
Jedna z jego dłoni wylądowała na mojej talii, podczas gdy druga wspięła
się na kark, żeby odchylić mi głowę w tył.
- Już jesteś moja, na zawsze - odparł i pocałował mnie tak, jak pragnął
to zrobić, odkąd tylko się tu zjawiliśmy. Jego język gwałtownie wdarł
się do moich ust i zaczął się w nich rozpychać z nieposkromioną
namiętnością, smakując mnie czy może chcąc mnie ukarać, sama już nie
byłam pewna.
Niewiarygodne, jak jego obecność wpływała na cały mój organizm. Jego
dotyk, wszystko w nim doprowadzało mnie do szaleństwa. Nie miało
znaczenia, ile czasu minęło, nie miało znaczenia, że cały poprzedni
dzień spędziliśmy razem. Nigdy nie miałam dość, nigdy nie przestawałam
czuć tego bolesnego przyciągania, które zbliżało nas do siebie jak dwa
magnesy.
Jednak zanim moje ciało zdążyło się rozpłynąć czy raczej stanąć w płomieniach, dźwięk klaksonu sprawił, że podskoczyliśmy, gwałtownie się
od siebie odsuwając.
- Twoja matka - rzucił z niezadowoloną miną.
- I twój ojciec - odparłam atak.
W każdym razie oboje wpatrywali się w nas spode łba.
Moja matka wysiadła z samochodu i podeszła do nas.
- Moglibyście się pohamować? Jesteśmy w miejscu publicznym - zbeształa
nas, patrząc oskarżająco na Nicka. Prawda była taka, że ostatnio ciągle
patrzyła na niego z pewną niechęcią... Nie podobało mi się to i postanowiłam, że będę musiała z nią o tym pogadać. Po chwili zjawił się
William.
Spojrzenie, które posłał swojemu synowi, przyprawiło mnie dreszcze.
Kiedy weszliśmy do restauracji, zauważyłam, że nie tylko my wybraliśmy
to miejsce, żeby uczcić ukończenie szkoły. Kiedy przechodziliśmy,
pozdrowiło mnie kilka osób z mojej klasy, a ja odpowiadałam im wszystkim
z radosnym uśmiechem. Kierownik sali powiódł nas do stołu na tarasie.
Stał tuż przy basenie i otaczało go mnóstwo świec, podobnie jak
pozostałe stoły w ogrodzie. To miejsce było naprawdę urocze, a w oddali
rozbrzmiewało pianino. Dopiero po paru minutach zorientowałam się, że to
muzyka na żywo.
Nicholas usiadł koło mnie, a nasi rodzice naprzeciw nas. Nie wiedząc
czemu, nagle poczułam się nieswojo. Zasiąść wspólnie do kolacji w takim
miejscu to nie to samo, co zjeść we czworo pizzę w domowej kuchni,
zwłaszcza że Nick od miesięcy nie jadał z nami. Napięcie było nie tylko
wyczuwalne, ale dla mnie wręcz namacalne.
Na początku szło nieźle. Mama, jak zwykle, nie przestawała mówić nawet
na chwilę. Rozmawialiśmy o wszystkim: o moim nowym aucie, studiach,
Nicku i jego pracy, nowej firmie Williama, którą - jak wiedziałam - Nick
pragnął pewnego dnia pokierować... Czułam się coraz bardziej komfortowo.
Poza tym moja matka nie odnosiła się do nas jak do pary, co - zależnie
od perspektywy - można było uznać za okoliczność dogodną bądź irytującą.
Dopiero po deserze, kiedy skończyłam kawałek przepysznego czekoladowego
tortu, mama postanowiła ogłosić to, co niewątpliwie musiała dusić w sobie od wielu tygodni.
- Mam dla ciebie kolejną niespodziankę - poinformowała mnie, kiedy już
nikt z nas nie był w stanie zjeść nic więcej. Podniosłam do ust
kieliszek wody. Byłam tak radosna i szczęśliwa, że zupełnie nie
spodziewałam się, że zaraz zrzuci na mnie taką bombę: - Jedziemy na
cztery tygodnie w babską podróż po Europie!
Zaraz... że co?