p
Od autora
Drogi Czytelniku,
trzydzieści krótkich opowiadań o miłości, które stanowią zawartość tej książki, napisanych zostało przeze mnie w ciągu kilku ostatnich lat. Każde, zanim trafiło do Wydawcy, było wcześniej opublikowane na mej prywatnej stronie internetowej Janusz.Nizynski.pl. To właśnie na tej witrynie wielu moich przyjaciół i gości, komentując zamieszczane nowelki i dzieląc się swymi refleksjami, skutecznie zachęciło mnie, aby wydać je drukiem.
Bohaterami "Trzydziestu krótkich opowiadań o miłości" są zwykli ludzie, jakich każdy z nas spotyka na co dzień. Są to postacie całkowicie zmyślone, mimo że ich pierwowzory można by odnaleźć wśród uczestników internetowego forum "Kurier Szafarski" albo innych for i blogów, na których często gościłem. Jednak moja inspiracja i "zapożyczenia" skończyły się na brzmieniu napotykanych nicków – dalej zaczynało się całkowite fantazjowanie. Dlatego dopatrywanie się ewentualnych podobieństw i analogii między losami bohaterów moich opowiadań a losami realnych postaci jest nieuprawnione, zaś ewentualne podobieństwa są tylko dziełem przypadku.
Jak wynika z tytułu książki – opowiadania są krótkie. Moją bowiem intencją było, aby nawet najdłuższe z nich dało się przeczytać w ciągu kilkunastu minut: na przykład między przystankami w środkach lokomocji albo w innej sposobnej chwili. Dlatego układ opowiadań nie jest przypadkowy: zaczyna je najkrótsze, liczące ledwie kilkanaście linijek, kończy najdłuższe – zapisane na kilkudziesięciu stronicach. W ten sposób Czytelnik ma możliwość stopniowania czytelniczych wrażeń, a także wygodnego dopasowywania długości lektury do swych bieżących potrzeb i możliwości.
Drodzy Państwo, mam nadzieję, że opowiadania spodobają się, przypadną do gustu, że będą źródłem Waszych pozytywnych przeżyć i być może pogłębionych przemyśleń na temat najpiękniejszego uczucia świata, jakim jest miłość. Gdybyście po lekturze chcieli się ze mną podzielić refleksjami, albo po prostu skomentować którekolwiek z opowiadań – to nic prostszego: możecie to uczynić na mej prywatnej witrynie Janusz.Nizynski.pl. Zapraszając zatem do jej odwiedzenia, jeszcze raz życzę każdemu z Was ciekawej i inspirującej lektury!
Janusz Niżyński
Rozstanie
Był wietrzny jesienny wieczór, jeden z tych, jaki zwykle przychodzi przed ulewnymi deszczami. Wiatr, niedbale zrywając ostatnie listowie miejskich drzew, zawiewał nimi po balkonach i asfalcie. Liść za liściem uderzał w przechodniów, jakby zapraszał do berka. A potem krążyły po ziemi w wesołym korowodzie, mieniąc się różnokolorowymi barwami i falistymi formami. Zapraszając do chocholego tańca, wypełniały miasto szelestem swych liściastych sukienek.
I pod szybą jej okna przylgnął żółty, samotny listek, odrywając ją od smutnych myśli.
Jak postąpić z Wacławem? W zasadzie przywykła już do jego dziwactw i aż do przesady pogodnego usposobienia, do jego niespodziewanych odwiedzin i namiętnych chwil. Ale z czasem coraz wyraźniej dostrzegała w jego oczach chłód obojętności. A i on sam coraz ostrożniej formułował zdania, coraz rzadziej przychodził. Jego pragnienie, aby mieszkać razem z nią i jej małym synkiem w jej niewielkim komunalnym mieszkaniu, coraz bardziej napawało go strachem. Z jednej strony: obietnice wspólnego życia, słowa o wielkiej miłości, z drugiej – żadnych działań dla ich potwierdzenia. Była zmęczona tym wszystkim. A ona tak bardzo chciała wspólnych wyjazdów, wypadów, chciała stworzyć rodzinę, by wspólnie troszczyć się o każdego. Nawet synek na swój dziecięcy sposób rozumiał coraz bardziej, że jest dla Wacława kimś obcym.
Wzięła telefon, wybrała numer. Nie odezwał się od razu, potem powiedział, że jest bardzo zajęty. Oddzwoni. Uśmiechnąwszy się, zaczęła obracać telefonem w ręce i patrzeć na tańczące liście za oknem. Słysząc jego dzwonek, wzdrygnęła się:
– Czego chcesz? Mów szybko. Coś się stało?
– Nie. Wszystko w porządku. Przyjedziesz dzisiaj?
– Nie wiem, możliwe... Dobra! Ale nie na długo. Za godzinę...
Nie była w stanie czekać w mieszkaniu, wyguzdrała się na dwór. Podjechał, wyszedł z auta, objął ją po chwacku, niedbale cmoknął w usta:
– Co jest?
– Nic specjalnego.
– Więc?...
Chwilę stała, milcząc.
– Musimy się rozstać... To wszystko. Po prostu wiem, że nie uczynisz mnie szczęśliwą. Przykro mi.
Stali w ciemnym zaułku, już nie w objęciach. Liście krążyły wokół nich w tanecznym korowodzie i w żaden sposób nie zdołały uprosić żadnego z dwojga w swój żywiołowy jesienno-liściasty ostatni taniec.
Miłość po siódmym kliknięciu
Ona
Skąd mam wiedzieć, jakim jesteś naprawdę? Próbuję twego smaku. Jesteś podobny do drogiego szampana. Lekki, musujący, odurzający, mocny. Piję cię i wciąż nie mogę się nasycić.
Och! A niby czemu się nie upić?...
Wsłuchuję się w ciebie, jak w nostalgiczny wiolonczelowy nokturn. Próbuję uchwycić temat, ale ty tak wspaniale improwizujesz! Nie pogub się w tych niezliczonych wariacjach, mój maestro...
Okładam się tobą, jak puchowym kocem. Jesteś miękki, delikatny, ciepły, przytulny. Otaczasz mnie, jak kokon. W końcu uważaj! Bo rozpuszczę się w tobie ostatecznie...
Idę po tobie jak po cienkim lodzie. Stąpam ostrożnie, niemal nie czując wagi ciała.
Och! Oby tylko nie poślizgnąć się i nie upaść! To w najlepszym przypadku. A co się stanie, jeśli lód pęknie?
Dobrze. Starczy już tych nieoczywistych "a jeśli", "a co, gdy...". Rozbiegnę się i wskoczę w ciebie jak do basenu, od razu na główkę.
I niech się dzieje, co chce! Bez względu na to, co zgotuje los.
Jesteśmy tylko ty i ja! Wszystko inne nie ma znaczenia.
Kocham Cię, mój Panie!
ON
Moja maleńka, egzaltowana dziewczynko! Ale jesteś zabawna! Czasem pleciesz prawie androny. Porównujesz mnie do puchowego koca, mówisz, że musisz czytać między wierszami. Dziecko moje, od takiej przenikliwości do migreny ledwie promyk!
Moja słodziutka, jesteś podobna do karmelka. Próbując rozgryźć – łamię ząb. Zacznę rozpuszczać – a całe usta zapełniają się słodką, lepką substancją. I nie wiadomo, co lepiej: połknąć? wyssać? zlizać?
Mój Bursztynku! Starasz się być co rusz inną: to bardzo śmiałą, to namiętną, to mądrą, to śmieszną, to sarkastyczną, to niegrzeczną...
Ale... moja dziewczynko! Jestem już w wieku, w którym nie grywa się w gierki dla nastolatków. Wiem, miłość nie liczy lat. Ale wiem też, że wiem, czego chcę. I uwierz: nie warto marnować świateł podczas księżycowej nocy...
Sto razy zadawałem sobie pytanie: "Potrzebuję tego?". I... nigdy nie potrafiłem znaleźć przeczącej odpowiedzi. Jest w Tobie coś, co wprawia mnie w zachwyt, co zniewala. Co przyciąga... I uchwyciłem się tego czegoś i za nic w świecie nie puszczę!... I nie obchodzi mnie, co to jest! Żyje się raz...
I niech się dzieje, co chce! Bez względu na to, co zgotuje nam los.
Jesteś tylko ty i ja. Wszystko inne nie ma znaczenia.
Kocham Cię, moja dziewczynko!
Mężczyzna z gitarą
Całkiem sympatyczny mężczyzna... z gitarą! A jakie ma oczy i dłonie... O! Spojrzał na mnie... jeszcze raz...
*
– Och, jakie piękne kwiaty! To dla mnie? Nie spodziewam się... Tak, niedaleko stąd mieszkam...
Do widzenia!
– No, witaj! Pracujesz gdzieś tutaj? Czekasz na mnie? No to jestem... Tak. Z chęcią pójdę na spacer... Nie, nie wypada... Nie trzeba... Dobrze, jutro wcześniej wyjdę z pracy... Do widzenia, dziękuję, że odprowadziłeś...
– Och, kwiaty! Skąd ty je bierzesz? Klomb jakiś obdarłeś? Jasne, żart. Chodźmy na spacer...
Oj, nie, nie na rękach! Sama dojdę...
Co powiedziałeś? Żartujesz?... Nie? Kochasz?... Nie wiem... Od razu mi się spodobałeś, ale miłość – to takie odpowiedzialne słowo... Dziękuję, że odprowadziłeś... Do następnego spotkania...
– No, domyślam się, dla mnie... Nie? A dla kogo?... Mamy? Chcesz mnie jej przedstawić?...
Oczywiście, nie mam nic przeciw – tylko nie jestem ubrana pod taką okazję...
– Och, kwiaty! Róże! To nie dla mnie? A dla kogo?... Mamy?... Mojej? A po co?... Jak to swatać? Mnie?...
Ja nie jestem jeszcze gotowa... To takie odpowiedzialne... No, tak... Podobasz mi się... Bardzo... Jeżeli nie podobałbyś się, nie chodziłabym z tobą...
Mamo! Ja jeszcze nie powiedziałam "tak"! Cóż, wiem – facet, przystojny i inteligentny, i z rękami do roboty...
Oczywiście, podoba mi się... kocham... ale do końca życia... Zgodzę się!...
– Dziękuję za kwiaty... I... zgadzam się....
– Tak... Tak... Dziękuję... Dziękuję... Goście tamtym autobusem, a my w niebieskim...
Tak, kochany! Oczywiście, jestem szczęśliwa.
– Znowu, oglądasz TV! Znów brzdąkasz na gitarze? A kto mi pomoże? Ja też jestem zmęczona – i ja pracuję...
Zawsze jesteś zajęty i nie masz ani czasu, ani sił...
Kiedy ostatni raz gdzieś wyszliśmy? A urlop? Zmęczyłam się twoimi pretensjami! Gotuję, myję, ścieram, przygotowuję i żadnej z twej strony wdzięczności?! Cały dom na mojej głowie – i dziecko też!
– Po co wtedy podszedłeś do mnie z tą gitarą? Nie musiałabym teraz tyle cierpieć!
Jak to jedziesz na urlop?! A ja?! To nie, okay!
– Jaki rozwód?! Jaka inna?! W czym jest lepsza ode mnie?! Młodsza? Ach, nie? Co u niej takiego, czego nie ma u mnie? Ach, ona jest po prostu inna?! I już mnie zdradziłeś?
Już pół roku?! A dlaczego dowiaduję się dopiero teraz?
– Tak, zgadzam się... Nie, nie zamierzam... Tak, nasz syn jest już duży...
*
– No, oto i znów wolność! Pójść na tańce czy nie pójść? Sto lat nie byłam... Tak – ubranie, pantofle...
Jaki mężczyzna kryje się pod ścianą! Sympatyczny. Trzeba zaprosić na biały taniec...
– Witaj, może zatańczymy?...
Koloryt samotności
Noworoczna zabawa w restauracji. Kilka kwadransów przed północą.
Wszystkie stoliki w lokalu były już zajęte albo "zarezerwowane". Obok tego, przy którym gościł z przyjaciółmi, siedziała ona – samotna, bardzo piękna kobieta. Wydawało mu się, że skądś ją zna... Tak! Już kojarzy: to "ybj" – znana w środowisku warszawskich kinomaniaków i pasjonatów dobrej literatury internautka. Widywał ją wielokrotnie na rożnych forach i portalach internetowych, gdzie na fotkach zawsze była uwieczniana w kolorach przygaszonych fioletów, granatów i wieczorowej czerni. Także i teraz, w noworoczne święto, nie była ubrana w żadną jaskrawą, gorącą, sylwestrową kreację – jak wszystkie panie na sali – a w elegancki, acz skromny ciemnogranatowy kostium; pod nim – w prostą ciemną bluzkę z wielkim półokrągłym dekoltem. Siedziała przy małym stoliku samotnie i – z sentymentalnym uśmiechem – obserwowała roztańczone pary, powoli sącząc wino z czerwonego kieliszka.
Pierwsze hausty etanolu zdążyły już wyłączyć w jego głowie hamulce, dlatego z nietypową dla siebie odwagą odwrócił w kierunku pięknej nieznajomej krzesło i po chwili siedział prawie przy niej.
– Może dolać wina? – zapytał, aby jakoś zacząć rozmowę.
– Dziękuję, mam jeszcze – odwróciła się do niego i marszcząc oczy, starała się poprzez oślepiające reflektory zajrzeć mu w twarz.
Trochę go to peszyło, ale trzymając fason i jakby dla podkręcenia kurażu, bezzwłocznie zaproponował:
– Może pójdziemy zatańczyć?
– Dziękuję. Już z kimś tańczę.
Prawdopodobnie dojrzała na jego twarzy wyraz zakłopotania i niezrozumienia, więc po chwili dodała:
– Tańczę z nim w moich myślach. A do tego – niekoniecznie przecież muszę wychodzić na parkiet.
– Nie rozumiem, tu, przy stoliku, nikogo więcej oprócz nas nie ma! – próbował naprędce sklecić coś logicznego.
– On też tańczy ze mną – uśmiechnęła się tym samym sentymentalnym uśmiechem. – Daleko, na Wyspach. Wiele kilometrów stąd.
– Nie przyjechał... – podsumował. Czuł się nieswojo. Chcąc zapanować nad sytuacją, wziął kawałek pieczywa z koszyczka.
– Nie mógł przyjechać. Ma żonę, rodzinę. On tam mieszka – wyjaśniła.
Odwróciła się i spojrzała na tancerzy i podniosła do ust kieliszek, w którego kryształowych lusterkach rozhuśtały się blaski wirujących postaci i lamp. W tej krótkiej chwili, ośmielony półmrokiem, z niespodziewaną dla samego siebie poufałością zapytał:
– Skoro jest żonaty i daleko stąd, na wyspach, to czemu pani tu na niego czeka? Po co samotnie czekać na żonatego, i to w taką noc?
Oderwała szkło od warg, na których kropla wina błyszczała jak czarny agat. Jej oczy roziskrzyły się, harmonizując z czernią wina i szkłem kryształu. Spojrzała na niego ze współczuciem, jak na bezduszną istotę.
– To nie przeszkadza mi go kochać. Uniemożliwia mi tylko być z nim wszędzie i zawsze...
Dochodziła pomału dwunasta. Musiał wracać. Przeprosiwszy więc piękną nieznajomą, udał się z powrotem do przyjaciół. Ale nie chciało mu się już tańczyć. Chciał usiąść w innym rogu i zwyczajnie posiedzieć w refleksyjnym wyciszeniu. Nie udało się. Ktoś z nich nagle chwycił za jego rękę i z nieznoszącą sprzeciwu determinacją zaciągnął do centrum ludzkiego morza, w którym po chwili wszyscy entuzjastycznie zaczęli wznosić okrzyki i skandować: "Szczęśliwego nowego roku! Pomyślności!".
...Ledwie zdążył wymienić się z przyjaciółmi pierwszymi noworocznymi życzeniami – a już coś pchało go i kazało podbiec do... jej stolika. Z dudniącym sercem przedzierał się przez tłum wiwatujących.
Na próżno! Z daleka już dostrzegł – stolik był pusty...
Trzydzieści krótkich opowiadań o miłości
Wydanie pierwsze, ISBN: 978-83-8083-411-8
? Janusz Niżyński i Wydawnictwo Novae Res 2016
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.
REDAKCJA: Paweł Pomianek
KOREKTA: Paulina Orczykowska
OKŁADKA: Paulina Radomska-Skierkowska
ILUSTRACJE: Marzena Sucharska
KONWERSJA DO EPUB/MOBI: InkPad.pl
WYDAWNICTWO NOVAE RES
al. Zwycięstwa 96/98, 81-451 Gdynia
tel.: 58 698 21 61, e-mail: [email protected], http://novaeres.pl
Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.
Wydawnictwo Novae Res jest partnerem
Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni.