Rozdział I Stary wilk morski
[ 1 ] Dziedzic Trelawney, doktor Livesey i inni panowie poprosili mnie, abym spisał wszystko, co wiem o Wyspie Skarbów. Z wyjątkiem tego, gdzie leży wyspa, a to dlatego, że nadal kryje ona skarb. Nazywam się Jim Hawkins i to ode mnie zaczeła się cała historia. Byłem wtedy jeszcze chłopcem, pracowałem w gospodzie mojego ojca zwanej "Admirał Benbow", ale do dziś pamiętam bardzo dobrze, jak pod nasz dach zawitał ogorzały stary żeglarz.
[ 2 ] Był wysoki i silny, ubrany był w stary, brudny niebieski płaszcz. Na prawym policzku miał białą szramę po cięciu szpadą. Pamiętam, jak oglądał pokój, który pokazał mu mój ojciec, podśpiewując tę starą żeglarską piosenkę, którą tak często nucił później:
[ 3 ] Piętnastu chłopa na umrzyka skrzyni,
Jo ho ho, i butelka rumu!
[ 4 ] - Ładny pokój - powiedział. - Dużo ludzi tu przyjeżdża?
[ 5 ] Ojciec odpowiedział, że nie, że niewielu.
[ 6 ] - W takim razie - rzekł - to miejsce w sam raz dla mnie. Przyniosę moją skrzynię. Możecie mnie nazywać kapitanem.
[ 7 ] I rzucił na podłogę trzy albo cztery złote monety.
[ 8 ] - Powiedzcie mi, kiedy je wykorzystam.
[ 9 ] Był bardzo milczącym człowiekiem. Całe dnie spędzał w swoim pokoju albo spacerował wzdłuż brzegu, wypatrując statków. Codziennie pytał, czy widzieliśmy jakichś marynarzy w okolicy. Myśleliśmy z początku, że tęskni za innymi żeglarzami, ale wkrótce pojęliśmy, że chce ich właśnie uniknąć. Ja wiedziałem nawet więcej niż reszta rodziny. Pewnego dnia kapitan wziął mnie na stronę i zaproponował srebrną monetę co miesiąc w zamian za to, że będę miał oczy otwarte i będę wypatrywał marynarza z jedną nogą. Kapitan zdawał się go bać, a i ja zacząłem miewać nocne koszmary z jednonogim marynarzem w roli głównej.
[ 10 ] Mimo iż truchlałem na myśl o jednonogim żeglarzu, kapitana bałem się znacznie mniej niż wszyscy pozostali w gospodzie. Wieczorami wypijał morze rumu i gnębił innych gości w jadalni. Musieli wysłuchiwać przerażających opowieści o jego morskich przygodach i śpiewać z nim żeglarskie pieśni. Ojciec martwił się, że wkrótce nie będziemy mieli żadnego klienta, ale był słaby, a do tego schorowany. Tak się bał kapitana, że nigdy nie poprosił go o pienądze, nawet gdy te jego złote monety dawno już się skończyły. Byliśmy pewni, że ma pienądze w swej żeglarskiej skrzyni, ale nigdy nie widzieliśmy, aby była otwarta.
[ 11 ] Tylko jeden człowiek nie bał się kapitana. Był nim doktor Livesey. Pewnego dnia doktor przyszedł do naszej gospody i wtedy właśnie kapitan zaczął śpiewać swoje:
[ 12 ] Piętnastu chłopa na umrzyka skrzyni,
Jo ho ho, i butelka rumu!
Piją a resztę diabeł czyni,
Jo ho ho, i butelka rumu!