p
Współautorzy
Petra G. Aarts, MA, National Institute for Victims of War, Utrecht,
Holandia
Elizabeth A. Brett, PhD, Department of Psychiatry, Yale University
School of Medicine, New Haven, Connecticut, USA
Jonathan R. T. Davidson, MD, Department of Psychiatry, Duke
University Medical Center, Durham, North Carolina, USA
Giovanni de Girolamo, MD, Department of Mental Health, Azienda, USL,
Bologna, Włochy
Marten W. deVries, MD, Department of Psychiatry and Neuropsychology,
Section of Social Psychiatry and Psychiatric Epidemiology, University of
Limburg, Maastricht, Holandia
Edna B. Foa, PhD, Medical College of Pennsylvania, Philadelphia,
Pennsylvania, USA
Armen Goenjian, MD, Traumatic Psychiatry Program, Department of
Psychiatry and Biobehavioral Sciences, University of California at Los
Angeles, California, USA
Thomas A. Grieger, MD, Department of Psychiatry, F. Edward Hebert
School of Medicine, Uniformed Services University of the Health
Sciences, Bethesda, Maryland, USA
Danny G. Kaloupek, PhD, Department of Psychiatry, Tufts University
School of Medicine; National Center for PTSD, Boston, Massachusetts, USA
Terence M. Keane, PhD, National Center for Posttraumatic Stress
Disorder, VA Medical Center, Boston, Massachusetts, USA
Nathaniel Laror, MD, Ramat Chen Mental Health Clinic and Sackler
School of Medicine, Tel Aviv University, Tel Aviv, Izrael
Jacob D. Lindy, MD, Cincinnati Psychoanalytic Institute and
Cincinnati University Department of Psychiatry, Cincinnati, Ohio, USA
Charles R. Marmar, MD, Department of Psychiatry, University of
California, San Francisco, USA
James E. McCarroll, PhD, Department of Psychiatry, F. Edward Hebert
School of Medicine, Uniformed Services University of the Health
Sciences, Bethesda, Maryland, USA
Alexander C. McFarlane, MD, DipPsychother, FRANZC, Queen Elizabeth
Hospital, University of Adelaide, Australia
Lenore Meldrum, BEd, BPsych, Department of Psychiatry, University of
Queensland, Mental Health Center, Royal Brisbane Hospital, Herston,
Australia
Elana Newman, PhD, Department of Veterans Affairs, Boston VA Medical
Center, National Center for Posttraumatic Stress Disorder, Boston,
Massachusetts, USA
Wybrand Op den Velde, MD, Department of Psychiatry, Saint Lucas
Hospital, Amsterdam, Holandia
Roger K. Pitman, MD, Veterans Affairs Medical Center, Manchester,
New Hampshire; Department of Psychiatry, Harvard Medical School, Boston,
Massachusetts, USA
Robert S. Pynoos, MD, Traumatic Psychiatry Program, Department of
Psychiatry and Biobehavioral Sciences, University of California at Los
Angeles, California, USA
Beverley Raphael, PhD, Department of Psychiatry, Clinical Sciences
Building, Royal Brisbane Hospital, Brisbane, Australia
Barbara Olasov Rothbaum, PhD, Emory University School of Medicine,
Atlanta, Georgia, USA
Linda S. Saunders, JD, New Hampshire Division of Mental Health and
Development Services, Concord, New Hampshire, USA
Arieh Y. Shalev, MD, Department of Psychiatry, Hadassah University
Hospital, Jerusalem, Izrael
Zahava Solomon, PhD, Medical Corp, Israeli Defense Forces, and Bob
Shapell School of Social Work, Tel Aviv University, Tel Aviv, Izrael
Landy F. Sparr, MD, VA Medical Center, Portland, Oregon; Department
of Psychiatry, Oregon Health Sciences University, Portland, Oregon, USA
Alan M. Steinberg, PhD, Traumatic Psychiatry Program, Department of
Psychiatry and Biobehavioral Sciences, University of California at Los
Angeles, California, USA
Gordon J. Turnbull, MD, Traumatic Stress Treatment Unit, Ticehurst
House Hospital, Ticehurst, Wadhurst, East Sussex, Wielka Brytania
Stuart Turner, MA, MD, FRCP, FRCPsych, The Traumatic Stress Clinic,
Camden and Islington Community Health Services NHS Trust and University
College, London, Wielka Brytania
Robert J. Ursano, MD, Department of Psychiatry, F. Edward Hebert
School of Medicine, Uniformed Services University of the Health
Sciences, Bethesda, Maryland, USA
Onno van der Hart, PhD, Department of Psychology, University of
Utrecht, Holandia
Bessel A. van der Kolk, MD, Department of Psychiatry, Harvard
Medical School, Boston; HRI Trauma Center, Brookline, Massachusetts, USA
Lars Weisaeth, MD, PhD, Department of Disaster Psychiatry,
University of Oslo, Norwegia
John Wilson, PhD, Department of Psychiatry, Cleveland State
University, Cleveland, Ohio, USA
Wstęp
[Ten] temat (nerwice traumatyczne) jest w publicznym odbiorze
traktowany wyjątkowo kapryśnie. Publiczność nie broni swojego interesu i nie robi tego również psychiatria. Schorzenia te nie są zatem
systematycznie badane, jedynie sporadycznie podejmuje się prace, które
trudno nazwać bardzo sumiennymi. Chociaż nie dotyczy to psychiatrii w całości, godny pożałowania jest fakt, że każdy naukowiec podejmujący
badania nad tymi schorzeniami uważa, iż jego świętym obowiązkiem jest
zaczynać od zera i pracować tak, jakby nikt inny wcześniej niczego nie
dokonał w tej dziedzinie.
Kardiner i Spiegel (1947, s. 1)
Pierwsze wydanie tej książki, które ukazało się w 1996 r., stanowiło
próbę zestawienia wiedzy nagromadzonej od czasu wprowadzenia w 1980 r.
do podręcznika DSM-III diagnozy zespołu stresu pourazowego
(posttraumatic stress disorder, PTSD). Uwzględnienie tej diagnozy
wyzwoliło nawrót zainteresowania skutkami traumatycznych wydarzeń,
takich jak katastrofy, wojny czy indywidualna przemoc. Do połowy lat 90.
pojawiła się wystarczająca ilość literatury przedmiotu, by możliwy był
konsensus w takich obszarach jak etiologia i leczenie. Literatura ta
pozostaje fundamentem, na którym opierają się bieżące próby zrozumienia
zjawiska PTSD. Pod pewnymi względami do głównych osiągnięć ostatnich
dziesięciu lat przyczyniły się także niektóre bardziej szczegółowe
gałęzie nauki, zwłaszcza epidemiologia prób społecznościowych i techniki
obrazowania mózgu.
Jeśli idzie o epidemiologię, stawało się coraz bardziej widoczne, że
PTSD jest zaburzeniem dużo powszechniejszym, niż wcześniej
przypuszczano, i że wiąże się ze znaczącym stopniem niepełnosprawności.
Ronald C. Kessler, główny ekspert National Comorbidity Survey (Narodowe
Badanie Współwystępowania Chorób), stwierdził, że duża depresja i PTSD
odpowiadają za znaczącą część schorzeń wiążących się z zaburzeniami
psychicznymi. Ma to szczególne znaczenie, jeśli wziąć pod uwagę, że
według prognozy Światowej Organizacji Zdrowia do 2020 r. depresja stanie
się drugą najpowszechniej występującą chorobą. Dane uzyskane dla prób
zwykłych społeczności robią wrażenie, gdyż osoby, których dotyczą,
przeważnie nie ubiegają się o odszkodowania, co jest często używane jako
argument kwestionujący poprawność wyników badań nad PTSD. Co więcej,
prospektywne badania różnych populacji pokazują, że PTSD jest tylko
jednym z możliwych następstw traumatycznych wydarzeń. Powszechnymi
schorzeniami występującymi po traumatycznych przeżyciach są w szczególności duża depresja oraz nadużywanie substancji psychoaktywnych.
Wyniki tych badań potwierdzają tezę, iż traumatyczne zdarzenia są
istotną przyczyną wysokiej zachorowalności na zaburzenia psychiczne.
Związek ten jest powszechnie ignorowany zarówno w powszechnej opinii,
jak i przez specjalistów zdrowia psychicznego. Stwierdzono ponadto, że
PTSD jest częstą diagnozą w populacji cierpiących na schizofrenię lub
chorobę dwubiegunową i odpowiada za znaczącą część przypadków
nieprawidłowych zachowań oraz nadużywania substancji psychoaktywnych.
Osoby z chronicznymi chorobami psychicznymi często padają ofiarami
przemocy, co przyczynia się do jeszcze większego cierpienia i ułomności.
Ciągły rozwój techniki obrazowania i wyniki badań mózgu w latach 90.
również znacznie wzbogaciły naszą wiedzę o PTSD. Jest to schorzenie,
które poważnie upośledza zdolność jednostki do postrzegania,
reprezentowania i integrowania wewnętrznych i zewnętrznych bodźców oraz
reagowania na nie. Przyczyną są duże zaburzenia w funkcjonowaniu układów
nerwowych wiążących się ze skupianiem uwagi, pamięcią roboczą i przetwarzaniem bodźców afektywnych. Odkrycia te można powiązać z szerszą
wiedzą o funkcjonowaniu mózgu. Nie jesteśmy już skazani na prymitywne
modele korowych i podkorowych sieci neuronowych, budowane na podstawie
badania pacjentów z udarem mózgu lub mechanicznymi uszkodzeniami głowy.
Wiemy teraz, że w mózgu istnieją zarówno główne, jak i poboczne sieci
neuronowe mające wpływ na procesy umysłowe. Zrozumienie ich
funkcjonowania u zdrowych ludzi pozwala nam lepiej zrozumieć
psychopatologię leżącą u podstaw PTSD, gdyż możemy teraz identyfikować
sieci neuronowe, których dysfunkcja wiąże się z tym schorzeniem. Z wielu
powodów PTSD powinno być postrzegane jako zaburzenie procesu
przetwarzania informacji, które utrudnia integrowanie bieżących
doświadczeń życiowych. Jednostki z tym zaburzeniem są przygniecione
ogromnym natłokiem informacji związanych z traumatycznymi wspomnieniami,
których nie są w stanie zintegrować na równi z mniej wymagającymi
cechami codziennego funkcjonowania. Zakłócenia pamięci i koncentracji
oraz odrętwienie emocjonalne występujące w PTSD zwiastują większe
problemy z przetwarzaniem powszednich bodźców. Odkrycia te uzasadniają
klasyfikację PTSD jako zaburzenia dysocjacyjnego, a nie lękowego.
Etap rozwoju, na którym jednostka doznała traumy, ma zasadniczy wpływ na
to, w jakim stopniu mózg i umysł zostaną dotknięte jej skutkami.
Gromadzi się także coraz więcej dowodów naukowych na to, że zarówno u dzieci, jak i u kobiet trauma spowodowana przez osoby bliskie, rodziców
i partnerów przynosi najbardziej doniosłe długofalowe konsekwencje.
Traumatyzacja w ramach bliskich związków ma zdecydowanie odmienny wpływ
na regulację afektów, poczucie tożsamości i kierowanie relacjami
interpersonalnymi niż katastrofy i wypadki samochodowe.
Rosnące zrozumienie skutków traumatycznego stresu nie spowodowało
bynajmniej zmiany nastawienia naszego społeczeństwa do przemocy i innych
nieszczęść. Chociaż zwiększa się świadomość, że z perspektywy ochrony
zdrowia publicznego okoliczności traumy mają duży wpływ na uzależnienia
i ułomności społeczne, to na gruncie politycznym i społecznym nie
podjęto poważniejszych wysiłków, by ograniczyć oddziaływanie tych
czynników na nasze społeczeństwo. Cykle przemocy, które stanowią napęd
endemicznych niepokojów społecznych w wielu kulturach Trzeciego Świata,
mogą być przerwane tylko poprzez oświecenie przywódców politycznych,
którzy w swoim myśleniu nie wykraczają poza proste formuły prawdy i fałszu, dobra i zła, kary i zemsty. Terroryzm trwa z powodu nierówności
społecznych i ropiejących ran po starych przesądach. Fundamentalizm w każdej odmianie jest antytezą oświecenia. Zapomnieliśmy już, że
nowoczesny świat został zbudowany dzięki odrzuceniu niepodważalnych
autorytetów, co stworzyło przestrzeń dla wolnej myśli, nieskrępowanego
stawiania pytań i wysuwania problemów. Zagadnienia wymienione w rozdziale 3 pozostają dziś równie aktualne jak w chwili pierwszej
publikacji książki.
Interesująca nas dziedzina pod wieloma względami padła ofiarą własnego
sukcesu. Pojawiła się tendencja do deklarowania, że pewien konkretny
sposób leczenia sprawdzony na starannie wybranej próbie powinien być
uznany za "oparty na dowodach" i zalecany jako "standardowa terapia",
jeśli tylko daje efekty lepsze niż te, które występują w kontrolnej
grupie listy oczekujących. Takie przedwczesne konkluzje łamią zasadnicze
zasady badań naukowych i stwarzają niebezpieczeństwo zaniechania
wielowymiarowych testów skuteczności leczenia. Otwartość na różnorodne
idee i paradygmaty odgrywała ważną rolę w pierwszych dekadach
funkcjonowania tej dziedziny, przydając badaniom energii, wigoru i kreatywności. Takie podejście jest szczególnie wskazane, ponieważ
osiągnięcia w dziedzinie neuronauki i badań międzykulturowych wciąż nie
mają wpływu na coraz bardziej rygorystyczne podejście do interwencji i leczenia.
Książka jest podzielona na sześć części: (I) Tło historyczne, (II)
Reakcje ostre, (III) Adaptacje do traumy, (IV) Pamięć: mechanizmy i procesy, (V) Zagadnienia rozwojowe, społeczne i kulturowe, (VI)
Leczenie. Kończy ją rozdział zawierający wnioski i postulaty kierunków
dalszych badań.
Przedmowa do wydania polskiego
Oddajemy w ręce czytelników obszerne i wyczerpujące kompendium wiedzy na
temat zespołu stresu pourazowego. Zanim jednak zagłębią się Państwo w rys historyczny, metodologie badań nad tym zaburzeniem czy proponowane
formy leczenia, winni jesteśmy dwa wyjaśnienia.
Po raz pierwszy książka była wydana w 1996 roku, a wydanie służące za
podstawę niniejszego przekładu w 2007 roku. W związku z tym liczne w tekście wzmianki o "najnowszych" albo "niedawnych" badaniach i inne
odwołujące się do chwili bieżącej są aktualne w odniesieniu do
rzeczywistości badawczej sprzed dwudziestu lub trzydziestu lat. Ponadto
w bibliografii są wymieniane pozycje z adnotacją "w przygotowaniu" (w oryginale: in print), co oznacza, że zostały przyjęte do druku, ale
jeszcze nieopublikowane. Status tych publikacji z dużym
prawdopodobieństwem do tej pory uległ zmianie, co warto mieć na uwadze w przypadku ewentualnej dalszej kwerendy. Większość tych pozycji nie jest
dostępna w języku polskim, a adresy bibliograficzne wydań w większości
anglojęzycznych są aktualne na rok pierwszego wydania, czyli 1996 r.
Drugie wyjaśnienie dotyczy stosowanej w książce terminologii. Zaburzenie
PTSD, któremu poświęcona jest książka, nosi oficjalną polską nazwę
"zespół stresu pourazowego". Jednak w całym tekście występuje wszędzie
słowo trauma i różne pochodne od niego: traumatic, traumatized,
traumatization, post-traumatic itp. Tłumacz i redaktor zdecydowali
się pozostawić te wyrazy w spolszczeniach (traumatyczny, straumatyzowany
itp.), gdyż wprowadzenie podobnych pochodnych od słowa "uraz" nie byłoby
czytelne i wprowadziłoby niepotrzebny chaos. Właściwej polskiej nazwy
używa się tylko w tych miejscach, gdzie w oryginale jest wymieniona
pełna jego nazwa angielska: post-traumatic stress disorder.
Poczyniwszy powyższe zastrzeżenia, zapraszamy do lektury, która choć
niełatwa, rzetelnie systematyzuje wiedzę na temat zespołu stresu
pourazowego, jego etiologii, kontekstu społeczno-kulturowego czy metod
leczenia proponowanych na przestrzeni dziesięcioleci.
Część I. Tło historyczne
Rozdział 1 zajmuje się reakcją na traumę widzianą jako rozłożony w czasie proces adaptacji. PTSD powinno być widziane nie jako jednolite
zaburzenie, na które składają się wyodrębnione grupy symptomów, lecz
jako skutek skomplikowanej współzależności procesów psychicznych,
biologicznych i społecznych -?który może być różny w zależności od
stopnia dojrzałości ofiary oraz długotrwałości oddziaływania traumy.
Kluczem do zrozumienia tych procesów jest znajomość natury
traumatycznych wspomnień i ich czynników biologicznych. W tym i wielu
innych rozdziałach badamy różne strony procesów psychicznych i biologicznych, które owocują dominacją traumy w pamięci ofiary i jej
długofalowym trwaniem. W rozdziale 2 omawiamy zagadnienie
odpowiedzialności, zarówno indywidualnej, jak i zbiorowej, decydujące o tym, jak społeczność definiuje samą siebie. Pokażemy zróżnicowane
podejście poszczególnych społeczności: w jednych niemożliwe do
uniknięcia traumatyczne przeżycia jednostek stają się wspólnym
brzemieniem moralnym i finansowym, w innych uważa się, że ofiary
odpowiadają za swój los i powinny same zadbać o siebie. To prowadzi do
kwestii praw człowieka: czy ludzie mają prawo oczekiwać wsparcia, jeśli
ich własne zasoby okazują się niewystarczające, czy też powinni znosić
swoje cierpienie i nie oczekiwać za nie żadnej szczególnej rekompensaty?
Czy zachęca się ludzi, by wsłuchiwali się w swój ból (i wyciągali
wnioski na przyszłość, czy też żąda się, by zachowali "kamienną twarz",
co nie daje miejsca na refleksję o znaczeniu ich przeżyć? W rozdziale
omawiane są też opory przed przyjęciem do wiadomości traumy oraz
korzyści i straty wynikające z jej negowania.
W rozdziale 3 pokazujemy, jak zagadnienia podnoszone w pierwszych dwóch
rozdziałach były traktowane w ciągu minionych stu pięćdziesięciu lat.
Rozważymy też pełen kontrowersji stosunek profesji psychiatrycznej do
koncepcji, że rzeczywistość stale i w znaczący sposób wpływa na
przemiany w ludzkiej psychice i biologii. Odzwierciedlając intruzje,
zamęt i nieufność ofiar, których życie nieoczekiwanie zrujnowały
traumatyczne doświadczenia, psychiatria okresowo przeżywała fascynację
traumą, na przemian z upartą niewiarą w prawdziwość relacji ofiar.
Psychiatria regularnie też doznawała swojego rodzaju amnezji, kiedy
nagle zapominano o dobrze ugruntowanej wiedzy i psychologiczne
oddziaływanie przytłaczających doświadczeń przypisywano wyłącznie
indywidualnej konstytucji oraz czynnikom wewnątrzpsychicznym. Już przy
najwcześniejszych podejściach psychiatrów do straumatyzowanych pacjentów
dochodziło do ostrych sporów. Czy etiologia niedomagań tych pacjentów
jest organiczna, czy psychiczna? Czy traumą jest zdarzenie samo w sobie,
czy jego subiektywna interpretacja? Czy przyczyną zaburzeń jest sama
trauma, czy też wcześniej istniejąca podatność? Czy pacjenci symulują
chorobę i przejawiają słabość moralną, czy też mimo woli utracili
zdolność do panowania nad swoim życiem? Czy należy badać następstwa
traumy z myślą o ich wyeliminowaniu, czy też pomagać pacjentowi w ich
ignorowaniu i powrocie do normalnego życia? W rozdziale 3 podsumowano
historię tych sporów, a w pozostałej części książki przedstawiamy
bieżący stan wiedzy.
Część II. Reakcje ostre
Dwa rozdziały części II zajmują się przejściem od ostrej reakcji na
traumę do konsekwencji długofalowych, uwzględniając kwestie podatności,
temperamentu i dostosowania. W odpowiedzi na ostrą traumę ludzie mogą
przejawiać szeroki zakres różnych reakcji, w tym dysocjację. Ostre
zaburzenie stresowe, nowa kategoria w podręczniku Diagnostic and
Statistical Manual of Mental Disorders (DSM-IV), może, ale nie musi
rozwinąć się w pełnowymiarowe PTSD. Symptomy PTSD pojawiają się w toku
długotrwałego procesu dostosowania się do efektów traumy. Rozdziały te
oceniają przebieg debaty toczącej się wokół pytania, czy PTSD jest
normalną, czy nienormalną reakcją na traumatyczny stres oraz kiedy
potrzebna jest interwencja lekarza. Ponadto przedstawiają naszą obecną
wiedzę o długofalowych skutkach ostrej traumy, dzięki której można
trafniej przewidzieć możliwość upośledzenia i niepełnosprawności.
Część III. Adaptacje do traumy
Część III otwiera rozdział przedstawiający tło, na którym wyodrębniono
PTSD jako kategorię diagnostyczną w DSM-III i DSM-IV. Ponieważ ujęcie
zaburzenia psychicznego w systemie diagnostycznym decyduje o tym, jak
lekarze i badacze postrzegają jego wewnętrzną strukturę, pojawia się
bardzo ważne pytanie: czy klasyfikacja PTSD jako zaburzenia lękowego
jest najwłaściwsza. W rozdziale tym rozważane są przesłanki
przemawiające za wprowadzeniem odrębnej osi zaburzeń stresowych, która
mogłaby objąć zaburzenia dysocjacyjne, zaburzenia dostosowania, reakcje
żalu i różnorodne adaptacje charakterologiczne.
Następne dwa rozdziały -?rozdział 7 traktujący o naturze stresora i rozdział 8 o podatności i odporności -?zajmują się interakcjami pomiędzy
zdarzeniami zewnętrznymi a subiektywnymi reakcjami. Krytycznymi
czynnikami determinującymi ostateczną reakcję jednostki na traumę są
znaczenie traumy, reakcja fizjologiczna, wcześniejsze doświadczenia i istniejące struktury osobowości oraz zakres dostępnego wsparcia
społecznego. Kryterium stresora rozstrzyga, kogo diagnoza może objąć, a zatem determinuje zakres występowania PTSD. W rozdziale 8 podsumowano
przeprowadzone dotąd badania epidemiologiczne, które pokazują, jak
bardzo problem traumatycznego stresu ciąży na zdrowiu publicznym.
Następnie oceniono względną wagę samego traumatycznego zdarzenia w porównaniu z podatnością ofiary i czynnikami predysponującymi. W konkluzji stwierdza się, że predyspozycje i podatność mogą być bardziej
przydatne do wyjaśnienia mechanizmu zaniku ostrych symptomów i długofalowej odporności jednostki, w mniejszym zaś stopniu tłumaczą
wzory ostrej reakcji na stresor. Czynnik podatności może również
odpowiadać za współwystępowanie innych chorób, które odgrywają dużą rolę
przy chronicznym PTSD. Za najważniejsze w tych rozważaniach uznaje się
wykształcenie trwałych wzorców adaptacji, których najbardziej
patologiczną cechą jest brak zaangażowania w bieżącą rzeczywistość, a nie zaabsorbowanie przeszłością.
Rozdział 9, poświęcony złożonej naturze adaptacji do traumy, zajmuje się
zawiłymi interakcjami pomiędzy procesami psychicznymi i biologicznymi a rozwojem, które wywołują szereg problemów z samoregulacją, zdolnością
skupiania uwagi, obrazem własnej osoby i sposobami radzenia sobie z rzeczywistością. Chroniczna trauma wiąże się z zaburzeniami
dysocjacyjnymi, somatyzacją i zachowaniami autodestrukcyjnymi (np.
próbami samobójczymi, samookaleczaniem i zaburzeniami odżywiania).
Ponadto w zależności od etapu rozwojowego trauma może mieć różny wpływ
na kształtowanie się osobowości. Ten wątek złożoności adaptacji jest
kontynuowany w rozdziale 10, który zajmuje się biologią PTSD, także w wymiarze układu hormonalnego i autonomicznego układu nerwowego. Wśród
omawianych zagadnień są nietypowe wzorce wydzielania kortyzolu,
norepinefryny i dopaminy, rola układów serotonergicznych i opioidowych
oraz modyfikacja receptorów przez procesy w rodzaju kindlingu. W rozdziale tym przedstawiono również udział centralnych sieci nerwowych w integrowaniu percepcji, wspomnień i pobudzenia oraz wpływ tych sieci na
wzorce przetwarzania informacji u chorych na PTSD.
Część III kończy rozdział poświęcony metodologii badań, w którym
przedstawiono dostępne obecnie narzędzia diagnozy i oceny stanu
pacjenta, przydatne zarówno w praktyce klinicznej, jak i w badaniach
naukowych. W przypadku PTSD często dochodzi do konfliktu pomiędzy
realiami klinicznymi a paradygmatami badawczymi. Ze względów prawnych,
jak również naukowych, kwestia trafności i wiarygodności diagnozy
nabiera ogromnej wagi. Potęguje ją dodatkowo fakt, że liczne badania
wykazały niski odsetek przypadków PTSD w eksponowanych na traumę
populacjach. Chociaż rygorystyczne standardy diagnozy PTSD są podstawą
solidnych badań naukowych, szersza definicja może być w warunkach
klinicznych przydatna do oceny pełnego wymiaru ułomności. Z czasem
symptomy PTSD mogą zejść poniżej poziomu uzasadniającego formalną
diagnozę, a jednak będą w dalszym ciągu zakłócały normalne
funkcjonowanie pacjenta.
Część IV. Pamięć: mechanizmy i procesy
Ponieważ przeprowadzanie eksperymentów laboratoryjnych o intensywności
wywołującej u uczestników PTSD byłoby nieetyczne, badania natury
traumatycznych wspomnień muszą opierać się na wyznaniach
straumatyzowanych jednostek, próbach biochemicznych i wnioskach z eksperymentów na zwierzętach. Niestety rozpowszechniła się wśród
eksperymentujących psychologów praktyka wyprowadzania z laboratoryjnych
badań nad pamięcią powszednich zdarzeń bezasadnych wniosków dotyczących
wspomnień gwałtów, przemocy i morderstw. Jak czytamy w rozdziale 12,
dopiero w ostatnich latach podczas badań nad jednostkami
straumatyzowanymi udało się wykazać, że wspomnienia traumatyczne są
jakościowo odmienne od wspomnień zwykłych zdarzeń i że amnezja może
współistnieć z bardzo żywotnymi obrazami przeszłości. Techniki
obrazowania mózgu umożliwiły wgląd w to, jak traumatyczne wspomnienia są
organizowane w centralnym układzie nerwowym. W rozdziale 13, poświęconym
przetwarzaniu informacji i dysocjacji w PTSD, zajmujemy się wpływem
traumy na zdolność jednostki do percepcji i integrowania
przytłaczających doświadczeń. Wysokie pobudzenie i dysocjacyjne reakcje
na traumę prowadzą do fragmentacji wspomnień tego doświadczenia.
Rozdział omawia zarówno dysocjacyjne reakcje w toku traumatycznych
przeżyć, jak i późniejszą rolę dysocjacji podczas adaptacji, w tym
organizowanie wspomnień traumy w postaci odrębnych fragmentów, podobnie
jak to się dzieje przy dysocjacyjnym zaburzeniu tożsamości.
Część V. Zagadnienia rozwojowe, społeczne i kulturowe
Trauma a cykl życiowy
Trauma doznana w dzieciństwie może zakłócić normalne procesy rozwojowe.
Ze względu na swoje uzależnienie od opiekunów, niepełny rozwój
biologiczny oraz niedojrzałe wyobrażenia o sobie i otoczeniu dzieci
prezentują szczególne wzorce reakcji na traumę i potrzebują specjalnej
interwencji. Rozdział 14 odwołuje się do płynności dziecięcych schematów
umysłowych i roli opiekunów w kształtowaniu reakcji na traumę. Na
przeciwnym krańcu cyklu życia, u starców, trauma też ma odrębne,
długofalowe skutki. Niedawne badania wykazały, że w miarę kurczenia się
wewnętrznych i zewnętrznych zasobów trauma może odnowić swój wpływ na
psychikę jednostki. Długofalowe badania nad ludźmi straumatyzowanymi
ujawniają, że w przypadku ludzi, u których objawy PTSD w środkowym
okresie życia utrzymują się poniżej poziomu klinicznego, w okresie
starości wspomnienia traumy mogą ponownie zdominować ich życie. W rozdziale 15 omówiono kwestie adaptacji w podeszłym wieku do
wcześniejszej traumy, takiej jak uwięzienie w obozie koncentracyjnym lub
udział w walce zbrojnej, a także braku elastyczności i niezdolności
starców do naprawiania szkód.
Zagadnienia społeczne i kulturowe
Historia PTSD splata się ciasno z prawnymi regulacjami kwestii rent
inwalidzkich i odszkodowań. System prawny odgrywa zasadniczą rolę w kształtowaniu opinii społecznej na temat związku traumatycznych wydarzeń
z zaburzeniami psychicznymi. Rozdział 16 omawia podejście do tego
zagadnienia w wymiarze sprawiedliwości Ameryki Północnej, Europy i Azji.
Rozdział 17 zajmuje się możliwą rolą kwestii społecznych w PTSD. Chociaż
obszar ten nie przyciąga większej uwagi, kulturowy kontekst traumy jest
istotnym jej wymiarem, gdyż jej znaczenie często jest specyficzne dla
danej kultury, a społeczne i religijne rytuały towarzyszące
nieszczęściom i katastrofom pełnią ważną funkcję leczniczą na poziomie
indywidualnym i zbiorowym. W rozdziale tym przedstawiono także
szczególne działanie wsparcia społecznego, minimalizujące skutki traumy,
oraz ochronną rolę powiązań międzyludzkich.
Część VI. Leczenie
Trudno jest należycie przeprowadzić kontrolowane badania nad
skutecznością leczenia, ponieważ na wynik ma zawsze wpływ większa liczba
zmiennych, niż jesteśmy w stanie wziąć pod uwagę. Niemniej w dziedzinie
PTSD dysponujemy pewną liczbą udanych badań dotyczących metod leczenia
opierających się na rozbieżnych założeniach teoretycznych -?terapii
poznawczo-behawioralnej, terapii psychodynamicznej, psychofarmakologii
oraz odwrażliwiania ruchem gałek ocznych (EMDR). Obecnie większość
lekarzy praktykuje podejście eklektyczne, przy którym są zmuszeni stale
przewartościowywać swoje dokonania. Muszą także ciągle oceniać, jakie
interwencje są najskuteczniejsze w przypadku konkretnych problemów
związanych z traumą. Na przykład rdzenne symptomy PTSD (intruzja,
odrętwienie i nadpobudliwość), niesprawność w pracy zawodowej, zjawiska
dysocjacyjne, alienacja i problemy interpersonalne mogą wymagać
odmiennych podejść. Sposób leczenia należy zatem wybierać głównie na
podstawie oceny klinicznej, ale zarazem czerpać z dostępnej wiedzy o etiologii i długofalowym przebiegu zaburzenia.
Jak zauważamy w rozdziale 18, generalnie w terapii straumatyzowanych
pacjentów chodzi o to, żeby pomóc im uwolnić się od zaabsorbowania
przeszłością i interpretowania nowych, pobudzających emocjonalnie
bodźców jako powrotu traumy. Mają być obecni tu i teraz i reagować na
bieżące wyzwania z wykorzystaniem swojego pełnego potencjału. W tym celu
pacjenci muszą odzyskać panowanie nad swoimi reakcjami emocjonalnymi i umieścić traumę w szerszej perspektywie swojego życia -?jako zdarzenie z przeszłości (albo ciąg takich zdarzeń), które zaszło w określonym czasie
i miejscu i można się spodziewać, że się nie powtórzy, jeśli przyjmie
się odpowiedzialność za swoje życie. Kluczowym elementem psychoterapii
pacjentów z PTSD jest integracja tego, co obce, nie do przyjęcia,
przerażające i niepojęte. Trauma musi zostać "spersonalizowana" jako
integralna część osobistej historii pacjenta.
Odpowiednia relacja terapeutyczna z takim pacjentem często jest
kamieniem węgielnym skutecznego leczenia. Zwykle jest nadzwyczaj
skomplikowana, zwłaszcza dlatego, że interpersonalne aspekty traumy,
takie jak nieufność, zdrada, zależność, miłość i nienawiść, mogą być
odtwarzane w relacji z terapeutą. Praca nad traumą w terapii konfrontuje
wszystkich uczestników z intensywnymi emocjami, od bezradności do
silnego pragnienia zemsty i od zapośredniczonej traumatyzacji do równie
zapośredniczonej ekscytacji.
W innych rozdziałach tej części przedstawiono poszczególne rodzaje
interwencji terapeutycznej, poczynając od strategii prewencyjnych.
Wojskowe i cywilne służby ratownicze nauczyły się, że w skrajnie
stresującej sytuacji można modyfikować zachowania ludzi w taki sposób,
by optymalizować ich szanse przeżycia. W ostatniej dekadzie możliwości
prewencyjnego zapobiegania poważnym reakcjom potraumatycznym zaczęły być
poważnie rozważane, jak to opisano w rozdziałach 19 i 20. Jako główne
narzędzie modyfikowania reakcji na stres u pracowników służb
ratowniczych proponuje się debriefing po silnie stresującym incydencie.
Pomimo gorącego poparcia dla tej metody nie ma dotąd wielu
systematycznych badań weryfikujących jej wartość. Duża część literatury
dotyczącej PTSD skupia się na postępowaniu z przypadkami ostrego
rozstroju albo bardzo długotrwałymi wzorcami dostosowania, takimi jak
obserwowane u weteranów wojny wietnamskiej. Jednak rosnąca świadomość
przeżytego traumatycznego stresu sprawia, że ostre symptomy rozwijają
się u pacjentów w ciągu paru tygodni. Brak stabilnego wzorca
symptomatologii i wysoki poziom pobudzenia fizjologicznego na tym etapie
świadczy, że z leczeniem ostrych reakcji wiążą się odrębne problemy.
Omówiono je w rozdziale 21.
Spośród różnych proponowanych sposobów leczenia najdokładniej zostały
zbadane skutki terapii poznawczo-behawioralnej, o czym można przeczytać
w rozdziale 22. Dysponujemy rosnącym zbiorem systematycznych badań,
które wykazały, że takie leczenie zdolne jest złagodzić szeroki zakres
symptomów PTSD. Ponieważ jednak niekontrolowana ekspozycja może
przynosić negatywne konsekwencje, a osoby straumatyzowane demonstrujące
wysoki poziom unikania są często w najwyższym stopniu przeciwne temu, by
odwoływać się do traumatycznych wspomnień, pozostają istotne pytania o umiejętności techniczne niezbędne przy stosowaniu tego rodzaju terapii i o jej harmonogram czasowy.
Nadpobudliwość, zaburzenia snu i pogrążanie się w traumie pacjentów z PTSD czyni sprawą kluczową ich skuteczną farmakoterapię. Jest to temat
rozdziału 23. W ciągu ostatnich pięciu lat liczne kontrolowane testy
wykazały, że niektóre środki przeciwdepresyjne oraz inhibitory wychwytu
serotoniny potrafią całkiem skutecznie przynosić ulgę od tych symptomów.
Mnogość symptomów PTSD sugeruje jednak, że interwencje
psychofarmakologiczne powinny być wycelowane w określone podgrupy tych
symptomów.
Wielowymiarowa natura PTSD oznacza, że w warunkach klinicznych niezbędne
jest często jednoczesne stosowanie kilku różnych podejść. Postępowanie z ludźmi po traumie wymaga wieloetapowego procesu leczenia, dostosowanego
do poziomu tolerancji ofiar. Chroniczny charakter i dokuczliwość PTSD
oraz niechęć wielu ofiar do angażowania się w proces terapeutyczny
sprawiają, że trzeba badać zróżnicowane podejście do tego schorzenia.
Zmienną decydującą o pomyślnym wyniku jest często charakter konkretnej
relacji terapeutycznej. Stale pojawiają się nowe metody leczenia PTSD,
zasługujące na przeprowadzenie starannych klinicznych prób ich
skuteczności. Wszystkie te aspekty zostały omówione w rozdziale 25.
Wnioski i kierunki dalszych badań
Końcowy rozdział książki to przegląd powszechnie występujących problemów
oraz próba zasygnalizowania przyszłych tematów i kierunków badań w dziedzinie opieki szpitalnej i usług psychologicznych. Metody leczenia
traumy w większym stopniu niż inne obszary psychiatrii są odbiciem nie
tylko bieżącego stanu wiedzy, lecz także rozmaitych czynników
społecznych i politycznych. Sposób postępowania z ofiarami traumy często
sygnalizuje dominującą w społeczeństwie postawę w kwestii warunków
ogólnego dobrostanu obywateli. Wiele jeszcze musimy się dowiedzieć o tym, jak trauma wpływa na ludzką zdolność do utrzymywania cielesnej
homeostazy, jaki mechanizm sprawia, że całe lata po ustaniu traumy jej
wspomnienia nadal kształtują postrzeganie rzeczywistości przez
jednostkę, i jak najlepiej można pomóc ofiarom w odzyskaniu kontroli nad
swoim życiem.
Wiele problemów omawianych w tej książce pozostaje wyzwaniem na
przyszłość. Jak biologiczne skutki traumy wpływają na zdolność człowieka
do myślenia i interpretowania bieżących doświadczeń? Do jakiego stopnia
interwencje psychologiczne mogą zaradzić zaburzeniu mającemu tak silne
podłoże biologiczne? Czy perspektywa odszkodowania finansowego działa na
pacjenta korzystnie, czy też utrudnia mu powrót do zdrowia? Jaka jest
rola predyspozycji i jakie implikacje niesie wcześniejsza podatność
pacjenta dla procesu leczenia? Czy esencją traumy są w większym stopniu
realia zewnętrzne, czy wewnętrzny przebieg ich przetwarzania? Czy
leczenie powinno się skupiać głównie na traumie samej w sobie, na
wtórnych adaptacjach, czy też na uczeniu pacjenta, by koncentrował się
na tym, co się dzieje tu i teraz? Może zaś najważniejsze będą badania,
które pozwolą odpowiedzieć na pytania: Jakie naturalne mechanizmy
sprawiają, że niektóre jednostki wychodzą bez psychicznego uszczerbku z najbardziej okropnych doświadczeń? I czego możemy się od nich nauczyć,
żeby pomagać innym w zdobyciu tych umiejętności?
Przeszłość pokazała, jak krucha bywa bieżąca wiedza i jak łatwo
psychiatria zasklepia się w dominujących paradygmatach, niezdolna
dostrzec własnych niedostatków. Niewiedza to najgorszy wróg nauki. Ta
książka to zestaw prac, które podlegają krytyce i których treść można
kwestionować. Tylko krytyczna jej lektura pomoże nam określić, czego
jeszcze nie wiemy, i wskazać kierunek przyszłych badań.
Bibliografia
Kardiner A., Spiegel H. (1947): War stress and neurotic illness, New
York, Paul B. Hoeber.
Podziękowania
Książka mająca podsumować stan całej dyscypliny naukowej w określonym
punkcie czasowym mieści w sobie tysiące ludzkich życiorysów i niezliczone godziny kolektywnej pracy nad zadaniem, któremu można było
sprostać tylko dzięki wielkiemu zaangażowaniu i głębokiemu porozumieniu
między ludźmi. Subtelna tkanka zaufania pomiędzy pacjentami i lekarzami,
badaczami i uczestnikami badań, wykładowcami i studentami, pomiędzy
współpracownikami, małżonkami, rodzicami i dziećmi wytworzyła spoiwo
umożliwiające powstanie tej pracy. Ponieważ postęp wiedzy w naszej
dziedzinie pociągał za sobą konieczność konfrontowania się z najokropniejszymi sprawami, z jakimi mają do czynienia ludzie, i z pełnym zakresem okrucieństw, jakich dopuszczają się na sobie wzajemnie,
pracy nad tym przedsięwzięciem musiało towarzyszyć pełne spektrum
ludzkich emocji. Paradoksalnie, choć przyglądaliśmy się wszystkim tym
nieszczęściom, badania nad traumą w ciągu minionych dwudziestu lat
okazały się zajęciem tak zadziwiającym, twórczym i owocnym, że dziedzinę
tę naznaczył niezwykły duch współpracy i kolegialności, a relacje
zawodowe i osobiste zdominowało dzielone przez wszystkich głębokie
zaciekawienie i zaangażowanie.
Chciałbym wyrazić swoje uznanie wymienionym niżej osobom, bez których
doprowadzenie tej pracy do końca nie byłoby możliwe. Jej rdzeniem
kręgowym była fascynująca i nieodmiennie przyjemna współpraca z Sandy
McFarlane we wszystkich miejscach, w których zbieraliśmy okruchy tej
książki, od archiwów wydawnictwa Bethesda po Monte Rosa i od rezerwatu
Wallabee do Salp?tri?re. Międzynarodowe Towarzystwo Badań nad
Traumatycznym Stresem zapewniło forum, na którym przedstawiciele wielu
różnych dyscyplin z wszystkich części świata mogli dzielić się swoimi
doświadczeniami i budować wspólną bazę wiedzy. Spędzany razem czas i radość, jaką znajdowaliśmy w swoim towarzystwie, sprawiały, że tematy
zawodowe splatały się z osobistymi. Wielu kolegów i przyjaciół
przyłożyło rękę do powstania tej książki, a inni hojnie oferowali swoje
opinie i krytykę, gdy praca była ukończona. W Bostonie uosobieniem
odkrywczości i ciekawości poznawczej była nieistniejąca już Harwardzka
Grupa Badań nad Traumą. Spośród jej członków zwłaszcza Nina Fish Murray
i Judith Herman zaproponowały takie spojrzenie na rzeczywistość, jakiego
nigdy wcześniej nie brałem pod uwagę. Ich intelektualne i osobiste
zaangażowanie w krótkim czasie uczyniło Boston dla badań nad traumą tym,
czym Wiedeń był w swoim czasie dla muzyki. Wsparcie tych przyjaciół
sprawiło, że możliwe stało się wcielenie tego, czego Elvin Semrad i Leston Havens próbowali mnie nauczyć podczas mojej rezydentury: że mamy
do dyspozycji tylko jeden podręcznik -?naszych pacjentów.
Moimi pierwszymi nauczycielami byli dwaj weterani wojny wietnamskiej,
moi rówieśnicy. Jeden z nich nie zechciał pozbyć się swoich koszmarów
nocnych, gdyż czuł, że powinien je przeżywać jako żywy pomnik poległych
kolegów, którzy inaczej odeszliby w niepamięć. Drugi praktycznie nie
pamiętał wielu swoich doświadczeń wojennych, do czasu gdy narodziny jego
pierwszego dziecka wywołały u niego flashbacki ukazujące dzieci, których
nie zdołał ocalić od śmierci w Wietnamie. Ich gotowość do szczerego
stawienia czoła swoim wspomnieniom i hojne dzielenie się swoimi
najgłębiej ukrytymi lękami i wstydem pozwoliły mi zrozumieć, jak bardzo
wolny staje się człowiek, gdy dokończy w teraźniejszości to, czego nie
dokończył w przeszłości. Ich doświadczenia przygotowały mnie do lekcji,
których później udzielali mi liczni inni pacjenci.
Od 1982 roku moim zawodowym domem była Klinika Traumy, skupiająca małą
grupę słabo opłacanych entuzjastów, których pasją była chęć zrozumienia,
jak można pomóc dzieciom i dorosłym w przetrwaniu skrajnych doświadczeń.
Pomimo serii fatalnych niepowodzeń przetrwaliśmy jako oddana paczka
przyjaciół i kolegów. Mam nadzieję, że grupa przebaczy mi, iż nie
wymienię każdego z nazwiska, ale niemożliwością byłoby pominąć specjalne
podziękowania dla Stevena Krugmana, Roslin Moore, Charliego Duceya,
Glenna Saxego, Patti Levin, Kevina Beckera, Liz Rice-Smith, Waltera
Penka i Carrie Pekor. Chyba największym uśmiechem losu było dla mnie
odziedziczenie wspaniałych asystentów, z których najstarsi zrobili
własną błyskotliwą karierę: Mary Coleman St. John, Mike'a Michaelsa
(dzięki Rogerowi Pitmanowi, który powiedział mi, że to człowiek, jakiego
szukam), Rity Fisler, Jennifer Burbridge i Joji Suzuki. W całej książce
pełno ich odcisków palców. Na koniec muszę podziękować Cliffowi
Robinsonowi i Royowi Ettlingerowi, którzy uratowali nas przed
likwidacją.
Tak jak przy poprzedniej książce muszę stanąć na baczność przed moją
bezpieczną bazą -?członkami rodziny, którzy po prostu byli dla mnie
obecni i którzy na wiele różnych sposobów uczestniczyli codziennie w tym
przedsięwzięciu. Od długich rozmów przy stole kuchennym (czasem z udziałem poszczególnych współautorów tej książki, a czasem naszych
nastoletnich przyjaciół), poprzez odwiedzanie różnych dziwnych miejsc, w których szukaliśmy ludzi na różne sposoby radzących sobie z następstwami
traumy, po słanie łóżek i gotowanie obiadów. Jednocześnie zmagaliśmy się
z naszym prywatnym zbiorem trudnych i bolesnych problemów i w tej walce
stawaliśmy się sobie bardziej bliscy. Hanna i Nicholas byli przykładami
siły życiowej, każde na swój sposób, a Betta zawsze wierzyła w wartość
tego, co robię, i dodawała mi odwagi do mówienia prawdy. Po wszystkich
tych latach poemat, który wyśpiewałem tego wieczoru, gdy się
spotkaliśmy, wciąż jest aktualny:
Meisje dat de innigheid der dingen mint,
je hebt geen taak te doen, geen woord te spreken,
je stil bewegend leven heeft
de wonderlijkheid der dromen van een kind.
Na koniec muszę wytłumaczyć, skąd się wzięła dedykacja tej książki.
Akurat przed oddaniem jej do druku miałem szczęście odwiedzić Republikę
Południowej Afryki i być obecnym przy inauguracji Komisji Prawdy i Pojednania, którą Nelson Mandela powołał do życia, by stworzyć solidny
fundament dla społeczeństwa o przeszłości naznaczonej nienawiścią i brutalną przemocą. Mandela został prezydentem swojego kraju, dobrze
znając traumę i spustoszenie, jakie czyni ona w ludzkich duszach.
Realizując wizję przełamania przez naród dziedzictwa tej traumy, Mandela
zapoczątkował program opierający się na zrozumieniu zamiast zemsty, na
zadośćuczynieniu zamiast odpłaty, na ubuntu zamiast wiktymizacji.
Wierząc, że tylko Społeczeństwo Prawdziwej Pamięci może być gwarancją
godności, pokoju i stabilności, Mandela, którego przez dwadzieścia
siedem lat więziono za przekonania, stwierdził, że zanim wybaczy się
prześladowcom, potrzebne jest najpierw uczciwe rozliczenie oraz
przywrócenie honoru i godności ich ofiarom. Aby uleczyć rany z przeszłości, trzeba w pełni ujawnić fakty. Dopiero wtedy będzie możliwe
szczere przebaczenie. Pomimo tylu przeczących temu lekcji historii mamy
gorącą nadzieję, że marzenie Mandeli się spełni. Wierzymy, że duch
prostolinijnego spojrzenia w oczy faktom jako wstępu do wyzdrowienia
powinien przyświecać naszym klinicznym i laboratoryjnym pracom z ofiarami traumy i przemocy.
Bessel A. van der Kolk
Książki tego rodzaju nie są dobrym miejscem na otwieranie się przed
czytelnikiem, chyba że w dziale podziękowań. Chęć oddania wszystkim
sprawiedliwości może łatwo prowadzić do przedstawiania swojego
akademickiego rodowodu i wyliczania osobistych relacji. A jednak trauma
jest taką dziedziną, która mocno zależy od tych relacji, gdyż fascynacja
i wytrwałość potrzebne do ukończenia pracy nie mają wyłącznie
intelektualnych korzeni. Zainteresowaniem traumą wcześnie zaraziła mnie
moja rodzina. Były tam opowieści o ratowaniu załóg tonących statków i budowaniu łodzi ratunkowych, co było nieodłączną częścią stoczniowego
biznesu mojego dziadka ze strony ojca, i był trwały cień Ypres i Passchendaele w życiu dziadka ze strony matki, szeregowego strzelca z okopów I wojny światowej. Ojciec snuł opowieści o ludziach ginących w wypadkach przemysłowych na wybrzeżu i uczył mnie, jaką radość daje
pokonywanie strachu w żeglarstwie. Kiedy miałem szesnaście lat, moja
matka praktycznie oślepła i wpadła w łagodną demencję po zabiegu
neurochirurgicznym -?swój stan znosiła wytrwale i z godnością. To
doświadczenie dało mi wiele okazji do namysłu nad naturą opiekuńczości,
bliskości i odrętwienia. Wpłynęło także na mój wybór zawodu psychiatry.
Moja żona Cate dzieli ze mną dalsze koleje losu i stanowi twardą oprawę
luźnych kartek mojego życia. Moje dzieci, James, David i Anna, są dla
mnie wielkim źródłem radości i wzorem walki o panowanie nad tymi
elementami życia, które odbierają entuzjazm i nadzieję (w samej rzeczy
niedogodności i korzyści, jakie niesie życie w wiecznie zajętej rodzinie
profesjonalistów, czasami tworzą mikrokosmos zmagań z traumą). Są także
przyjaciele, których tu nie wymienię. Ich krąg miesza się z moimi
kolegami po fachu i mentorami, z których wielu przyczyniło się do
powstania tej książki. Szczególną zachętą służyła mi pod tym względem
Beverley Raphael. Muszę także wyrazić wdzięczność wielu pacjentom,
których nieopisane cierpienia i historie życia inspirowały mnie do prób
zrozumienia.
Przygotowanie książki stawiało wielkie wymagania moim pomocnikom. Tracy
Air z wielką cierpliwością panowała nad przesyłaniem plików przez
Internet, a Clara Bookless z oddaniem czuwała nad moim programem
badawczym. Moja niezmordowana sekretarka Valda Doig odsuwała ode mnie
powszednie problemy i organizowała mój czas oraz podróże. Na szczególne
podziękowanie zasługuje Richard Barling za swoją współpracę na wczesnych
etapach powstawania książki. Na koniec muszę też wspomnieć o fachowości,
koleżeńskości, wytrwałości i mądrości moich współredaktorów oraz o zachętach i współpracy ze strony pracowników wydawnictwa Guilford Press,
zwłaszcza Kitty Moore, Jodi Creditor i Marie Sprayberry.
Alexander C. McFarlane
Rozdział 1
Czarna dziura traumy
Bessel A. van der Kolk
Alexander C. McFarlane
Bodziec oddziałujący na umysł można porównać do "kropli deszczu
padającego w górach. Kropla spływa w dół, na dno najbliższej doliny. Im
głębsza jest ta dolina pamięci i im stromszy stok, tym większa szansa,
że ciąg skojarzeń zagnieździ się w niej na stałe. W przypadku PTSD
traumatyczne wydarzenie można sobie wyobrazić jako zawartość (...) Morza
Martwego pamięci, do którego spływają nieuchronnie wszystkie skojarzenia
pacjenta" (Tank i Hopfield 1987, s. 106).
(cytowane za: Pitman i Orr 1990, s. 469)
Doświadczenie traumy to nieodłączna część człowieczeństwa. Historia jest
pisana krwią. Chociaż sztuka i literatura zawsze karmiły się ludzkim
przeżywaniem nieuniknionych życiowych tragedii, to na poważne naukowe
badania nad wpływem traumy na ciało i umysł człowieka przyszło nam
poczekać aż do drugiej połowy XX wieku -?kiedy średnia oczekiwana
długość życia w świecie uprzemysłowionym znacznie przekroczyła biblijną
"miarę lat siedemdziesięciu", kiedy prawie wszystkie dzieci mogły się
spodziewać, że przeżyją rodziców, i kiedy głód oraz epidemie przestały,
jak to było wcześniej, regularnie wyrzynać znaczącą część populacji.
Człowiek zawdzięcza dominację w królestwie zwierząt swojej nadzwyczajnej
zdolności adaptacji. W toku ewolucji ludzie byli narażeni na koszmarne
przejścia, a jednak większości udawało się przetrwać najgorsze nawet
doświadczenia bez wpadania w zaburzenia psychiczne (zob. rozdziały 4 i 7). W całej historii niektórzy w elastyczny i twórczy sposób adaptowali
się do strasznych zdarzeń życiowych, podczas gdy inni, zaabsorbowani
nimi, wiedli egzystencję straumatyzowaną i traumatyzującą. Dość podobne
wzorce adaptacji lub dezintegracji dotyczyły całych społeczności
poddanych traumatycznym wydarzeniom (np. Tuchman 1978, Buruma 1994; zob.
też rozdziały 2 i 17). Ci, którzy przeżyli, byli nieraz zdolni do
czasowego wyjścia poza traumę i skanalizowania swojego cierpienia w akcie wysublimowanej twórczości. Osiągnęli to na przykład pisarze,
którzy przeżyli Holocaust: Jerzy Kosiński i Primo Levi, tylko po to, by
w końcu na powrót pogrążyć się w koszmarze wspomnień.
Pomimo wysokiej ludzkiej zdolności przeżywania i adaptacji traumatyczne
doświadczenia mogą zaburzać równowagę psychiczną, fizyczną i społeczną w takim stopniu, że pamięć o jednym, szczególnym wydarzeniu zabarwia
wszelkie inne przeżycia, uniemożliwiając cieszenie się teraźniejszością.
Ta tyrania przeszłości nie pozwala skupić uwagi ani na nowych, ani na
znajomych sytuacjach. Kiedy ktoś koncentruje się bez reszty na
wspomnieniach, życie traci dla niego barwę i nie jest on w stanie
wyciągać nauki z nowych doświadczeń. Większa część tej książki będzie
poświęcona dociekaniom, jakie czynniki czynią ludzi podatnymi na tego
rodzaju fiksację i co pomogłoby im ją przełamać.
Systematyczne badania nad traumą
Odkąd psychiatrzy zaczęli układać problemy psychologiczne w system
diagnostyczny opierający się na ich zewnętrznych manifestacjach,
stopniowo tracili zainteresowanie mechanizmami działania mózgu i innymi
tajemnicami medycyny (Nemiah 1995). Jednocześnie w paradoksalny sposób
badania nad traumą stały się swoistą duszą psychiatrii. Wyodrębnienie
diagnostycznej kategorii zespołu stresu pourazowego (post-traumatic
stress disorder, PTSD) stworzyło ramy pozwalające dociekać, w jaki
sposób ustrój biologiczny człowieka, jego wyobrażenia o rzeczywistości i jego osobowość splatają się z jego doświadczeniami i kształtują się pod
ich wpływem. Diagnoza PTSD przywróciła nam świadomość, że wiele
"neurotycznych" symptomów to nie są zachowania irracjonalne, tajemnicze,
nieomal niemożliwe do wytłumaczenia i uwarunkowane genetycznie, lecz
wynikają z niezdolności jednostki do pogodzenia się z realnymi
doświadczeniami, odbierającymi jej siłę życiową.
Pod istotnym względem doświadczenie nie jest naprawdę realne, dopóki nie
zostanie nazwane i zaliczone do pewnej szerszej kategorii. Według Biblii
pierwszym i najważniejszym zadaniem Adama w raju było nazwanie zwierząt.
Akt nadania nazw czynił go panem wszelkiego stworzenia. Formalna
akceptacja kategorii PTSD była przełomowym krokiem umożliwiającym
nazwanie skutków oddziaływania przytłaczających doświadczeń na somę i psyche, a zatem zapoczątkowanie systematycznych badań mających wyjaśnić,
w jaki sposób ludzie poddają się wpływowi tych doświadczeń, jak
przeżywają później tragiczne wspomnienia i jak można złagodzić ich
cierpienia. Uznanie PTSD za uprawnioną diagnozę psychiatryczną
doprowadziło do eksplozji prac badawczych weryfikujących potoczne
wyobrażenia o skutkach traumy.
Mimo że wciąż mamy do czynienia ze stygmatyzacją osób ogólnie
określanych jako chore psychicznie, wydaje się, że diagnoza PTSD jest
przez ofiary traktowana jako uzasadnienie i uprawomocnienie ich
psychicznego rozstroju. Formalnie rozpoznane zaburzenie psychiczne może
pomóc pacjentowi w zrozumieniu tego, co przeżywa, dzięki czemu nie czuje
się opuszczonym przez wszystkich "wariatem". Diagnoza daje mu również
poczucie wspólnoty z innymi ofiarami.
Przede wszystkim zaś wprowadzenie diagnozy PTSD utorowało drogę do
naukowych badań natury cierpienia. Chociaż znaczna część literatury i sztuki oraz wierzeń religijnych odnosiła się zawsze do ludzkich
nieszczęść i doszukiwała się w nich sensu, nauka poświęcała znikomą
uwagę cierpieniu jako przedmiotowi badań. Do niedawna wszelkie ludzkie
niedomagania postrzegano zwykle jako wyodrębnione zaburzenia fizyczne
lub psychiczne -?choroby pozbawione kontekstu, w zasadzie niezależne od
indywidualnej historii pacjenta, jego temperamentu i jego środowiska
życiowego. PTSD posłużyło zatem jako przykład skorygowania wyłączonych z kontekstu aspektów współczesnej nomenklatury psychiatrycznej. Wymusiło
ponowne skupienie uwagi na żywym człowieku zamiast na zbytnio
szczegółowych definicjach "zaburzeń" umysłowych jako zjawisk samych w sobie. Kazało nam zainteresować się subiektywnymi doświadczeniami
pacjentów i znaczeniem, jakie do nich przywiązują (Nemiah 1989).
Okazało się, że PTSD jest powszechnym zaburzeniem. Bardzo wielu jest
ludzi narażonych na skrajny stres i u znaczącej ich części pojawiają się
jego symptomy (patrz rozdział 8). Badanie przeprowadzone na losowej
próbie 1245 Amerykanów w wieku dojrzewania wykazało, że 23% z nich padło
ofiarą fizycznej bądź seksualnej agresji albo było świadkami przemocy
skierowanej przeciwko komuś innemu. U co piątej osoby z tej grupy
rozwinęły się objawy PTSD. Pozwala to sądzić, że w przybliżeniu 1,07
miliona nastolatków w USA cierpi obecnie na PTSD (Kilpatrick, Saunders,
Resnick i Smith 1995). W innym badaniu (Elliot i Briere 1995)
stwierdzono, że 76% dorosłych Amerykanów było narażonych na skrajny
stres. Na PTSD cierpiało 9% populacji wielkiego północnoamerykańskiego
miasta (Breslau i Davis 1992), a także 15,2% amerykańskich weteranów
wojny wietnamskiej, i to blisko dwadzieścia lat po jej zakończeniu
(Kulka i in. 1990). Większość hospitalizowanych pacjentów
psychiatrycznych przeżyła w przeszłości poważną traumę (zwykle o charakterze wewnątrzrodzinnym), a co najmniej 15% z nich spełniało
diagnostyczne kryteria PTSD (Saxe i in. 1993). Dostępne dane dla reszty
krajów wysoko rozwiniętych są zgodne z wynikami amerykańskimi. Z krajów
spoza tego obszaru nie mamy obecnie żadnych danych.
Większość ludzi, którzy byli poddani działaniu traumatycznych stresorów,
jakoś potrafiła żyć dalej, nie dręcząc się strasznymi wspomnieniami. Nie
znaczy to, że te wypadki nie wywarły na nich żadnego wpływu. Po
przeżyciu traumy jesteśmy przeważnie zaabsorbowani tym wydarzeniem.
Mimowolne, intruzywne wspomnienia to normalna reakcja na koszmarne
przeżycia. Powtarzające się przeżywanie nieprzyjemnych wspomnień
modyfikuje emocje związane z traumą i w większości wypadków wytwarza
tolerancję na treść tych wspomnień (Horowitz 1978). Jednak niektórzy
ludzie mimo upływu czasu nie potrafią zintegrować okropnych doświadczeń
i zaczynają się u nich rozwijać specyficzne wzorce unikania i nadpobudliwości związane z PTSD. Ludzie dotknięci syndromem PTSD tym się
różnią od osób, które przeżyły jedynie przemijający stres, że zaczynają
organizować wokół traumy swoje życie. Napędem PTSD w planie biologicznym
i psychicznym jest zatem uporczywa obecność męczących, intruzywnych
wspomnień, a nie samo traumatyczne doświadczenie (McFarlane 1992;
Creamer, Burgess i Pattison 1992). Chociaż większość ludzi cierpiących
na PTSD ma znaczące problemy w pracy i relacjach międzyludzkich, wpływ
symptomów PTSD na ogólny poziom funkcjonowania może być bardzo różny w zależności od osoby.
Naukowe badania nad cierpieniem nieuchronnie podnoszą kwestię
przyczynowości, a co za tym idzie zagadnienia winy i odpowiedzialności.
W przeszłości lekarze kładli nacisk na czynniki predysponujące do
wykształcenia się PTSD, lekceważąc realia doświadczeń swoich pacjentów
(patrz rozdział 3). Poszukiwanie tych czynników prawdopodobnie wynikało
z potrzeby zanegowania faktu, że wszyscy ludzie mogą zetknąć się ze
stresem przekraczającym ich odporność, a nie z rzetelnych danych
naukowych. Do niedawna takie dane były po prostu niedostępne (patrz
rozdziały 7 i 8). Kiedy zagadnienie przyczynowości staje się uprawnionym
obszarem badań, nieuchronnie stajemy wobec takich kwestii jak
okrucieństwo, bezduszność i nieczułość, brak odpowiedzialności,
manipulacja i obojętność. Krótko mówiąc, prowadząc badania nad traumą,
musimy konfrontować się z najlepszymi i najgorszymi stronami ludzkiej
natury. Nieuchronnie wywołuje to u ludzi szeroki zakres intensywnych
reakcji (Herman 1992; Wilson i Lindy 1994; Pearlman i Saakvitne 1995;
zob. też rozdziały 24 i 25).
Rzeczywistość a nerwica
Odmiennie niż przy innych rodzajach zaburzeń psychicznych, w traumie
centralnym zagadnieniem jest rzeczywistość: "Prawda o traumatycznym
doświadczeniu tworzy w istocie jądro jego psychopatologii; nie jest to
patologia fałszu ani zniekształconego znaczenia, lecz patologia
przeżycia samego w sobie" (Caruth 1995, s. 5). Jednak kluczowym
elementem, który czyni wydarzenie traumatycznym, jest dokonana przez
ofiarę subiektywna ocena tego, jak bardzo czuje się przerażona i bezradna. Choć więc realność nadzwyczajnych wydarzeń jest rdzeniem PTSD,
to znaczenie, jakie ofiary przypisują tym wydarzeniom, jest sprawą
równie fundamentalną jak sama trauma. Ludzkie interpretacje znaczenia
traumy mogą ewoluować także później, gdy trauma jako taka przestaje
oddziaływać. Doskonale ilustruje to przypadek odroczonego PTSD
przytoczony przez Kilpatricka i innych (1989): u zgwałconej kobiety
symptomy PTSD wystąpiły dopiero po kilku miesiącach, kiedy dowiedziała
się, że ten sam napastnik zamordował inną ofiarę gwałtu. Dopiero po
otrzymaniu tej informacji przeinterpretowała swój przypadek jako atak
zagrażający życiu i rozwinęło się u niej pełnowymiarowe PTSD.
Pojawia się zatem pytanie, jak się ma PTSD do starego pojęcia nerwicy.
Psychoanaliza widziała istotę nerwicy w patologicznej trwałości
mechanizmów obronnych wytworzonych w celu blokowania nieświadomych
pragnień i impulsów uważanych za nieakceptowalne. Z biegiem czasu ego
"usztywnia się", obrony konsolidują i "wcześniejszy konflikt
przekształca się w trwały, automatyczny tryb funkcjonowania (...)
oderwany od istoty wczesnodziecięcego konfliktu" (Shapiro 1965, s. 7).
"Usztywniający się charakter nadal sprawuje funkcję ochronną. W stabilny
sposób wiąże impulsy, ogranicza elastyczność i wytwarza zbroję
zabezpieczającą przed światem zewnętrznym" (s. 8). A więc znaczenia,
które jednostka eliminuje z teraźniejszości, zależą od jej
wcześniejszych doświadczeń, a także od wielu subtelnych i pośrednich
oddziaływań osobistej przeszłości na bieżące postawy i przekonania. Może
to prowadzić do rozmaitych niekorzystnych adaptacyjnie zachowań w codziennym życiu, których "neurotyk" trzyma się, niejako odtwarzając
przeszłość.
Te wyobrażenia o naturze neurotycznych mechanizmów obronnych są
przydatne, gdy chcemy zrozumieć, jak ludzie przystosowują się do traumy.
Każdy człowiek po ciężkich przeżyciach wytwarza własne, specyficzne
obrony, by radzić sobie z natrętnymi wspomnieniami i fizjologicznym
pobudzeniem. Zanim przyjęto koncepcje psychopatologii, z których wyrosło
pojęcie PTSD, myślenie klinicystów koncentrowało się wyłącznie na
wtórnych zjawiskach psychicznych. Nie poświęcano uwagi realiom, które
nadal stanowiły napęd tych zjawisk. Szczegółowe zgłębianie konfliktów
zachodzących w psychice pacjenta uchodziło za jedyny cel przy terapii
nerwic.
Kiedy człowiek jest poddany traumie, na wybór mechanizmów obronnych
wpływają jego etap rozwojowy, temperament i kontekst wydarzenia. Sama
diagnoza PTSD nigdy zatem nie ogarnia w pełni ludzkiego cierpienia i całego spektrum stosowanych adaptacji (zob. rozdział 9). Nawet jeśli
psychiatria psychodynamiczna stanowi nieocenioną pomoc w zrozumieniu
charakterologicznych adaptacji do wspomnień traumy, fundamentalnym
zagadnieniem PTSD jest fakt, że pierwotne jego symptomy nie są
zjawiskiem symbolicznym, mechanizmem obronnym czy skutkiem działania
czynników wtórnych. Zasadniczym problemem jest niezdolność pacjenta do
zintegrowania realiów konkretnych przeżyć, co pociąga za sobą
powtarzające się odtwarzanie traumy w obrazach, zachowaniach, uczuciach,
stanach fizjologicznych i relacjach międzyludzkich. Przy postępowaniu z ludźmi, którzy doznali traumy, sprawą kluczową jest więc rozpoznanie, w czym "ugrzęźli" i wokół jakich konkretnych traumatycznych wydarzeń
zbudowali swoje wtórne nastawienie psychiczne.
Zafiksowanie na traumie
Syndrom potraumatyczny pojawia się, gdy czas nie zdoła zaleczyć
wszystkich ran. Wspomnienie traumy nie jest zintegrowane i zaakceptowane
przez daną osobę jako część osobistej przeszłości. Przeciwnie, zaczyna
istnieć niezależnie od wcześniejszych schematów (czyli jest od nich
oddzielone). Niektóre kognitywne koncepcje PTSD zakładały, że
traumatyczne przeżycie konfrontuje jednostkę z doświadczeniem całkowicie
odmiennym od wszystkiego, co mogłaby sobie wcześniej wyobrazić, i że
wywiera to bardzo znaczący wpływ na jej postawy i przekonania
(Janoff-Bulman 1992). Może tak być w sytuacji, gdy jednostka styka się z całkowicie nieoczekiwanym zdarzeniem lub takimi przejawami tkwiącego w ludziach zła, o jakich nigdy nie miała wyobrażenia. Często jednak trauma
nie jest doświadczeniem całkowicie nowym, lecz raczej stanowi
potwierdzenie pewnych przekonań, których jednostka próbowała się wyzbyć.
Dla wielu pacjentów najbardziej destrukcyjnym składnikiem traumatycznego
przeżycia jest fakt, że potwierdza ono pewne ich głęboko zakorzenione
lęki, a nie nowy i niespójny sposób ich ukazania.
Bezpośrednio po traumatycznym przeżyciu prawie wszystkich ludzi
prześladują natrętne myśli o tym, co się zdarzyło (McFarlane 1992;
Creamer i in. 1992; Joseph, Yule i Williams 1995). Pomagają one w wyciąganiu wniosków z doświadczenia i planowaniu działań naprawczych
(akomodacji) albo stopniowym zaakceptowaniu tego, co się zdarzyło, i zmodyfikowaniu swoich oczekiwań (asymilacji) (por. Lindemann 1944;
Horowitz 1978). Tak czy inaczej, upływ czasu zmienia sposób
przetwarzania przez mózg informacji związanej z traumą. Albo zostaje ona
zintegrowana i zapamiętana jako nieszczęśliwy wypadek przynależny do
przeszłości, albo związane z nią wrażenia i emocje zaczynają żyć własnym
życiem. Kiedy u kogoś rozwija się PTSD, odtwarzanie traumy prowadzi do
nadwrażliwości. Przy każdym powrocie do traumy rozstrój jest coraz
silniejszy. U takich osób traumatyczne wydarzenie, początkowo będące
zjawiskiem społecznym i interpersonalnym, wywołuje wtórne konsekwencje
biologiczne, które trudno jest cofnąć, gdy już się zakorzenią (zob.
rozdziały 4 i 10). Ta nowa konfiguracja doświadczenia wydaje się
skutkiem powtarzalnego wzorca uczenia się, który podsyca wspomnienia
związane z traumą. Ich wielokrotne przywoływanie coraz silniej odciska
je w pamięci (van der Kolk i Greenberg 1987; Post 1992; McFarlane,
Yehuda i Clark, w druku). Takie szkodliwe biologiczne adaptacje
stwarzają w końcu podstawy dla pozostałych symptomów PTSD: pobudzenia,
trudności ze skupieniem uwagi i selekcji bodźców. Są też podłożem
psychicznych mechanizmów obronnych.
Normalnie wspomnienia konkretnych wydarzeń są pamiętane jako historie,
które zmieniają się z czasem i nie wywołują intensywnych emocji czy
wrażeń. W przypadku PTSD przeciwnie, przeszłość odżywa z całą
intensywnością wrażeń i emocji, przez co ofiara ma uczucie, jakby
wydarzenie powtarzało się wciąż od nowa (zob. rozdział 12). Wyniki
"Grant Study", podłużnego badania zdrowia psychicznego i fizycznego 200
studentów Harvardu, którzy brali udział w II wojnie światowej, dobrze
ilustrują sposób przetwarzania przez ludzi traumatycznych wspomnień
(Lee, Vaillant, Torrey i Elder 1995). Kiedy tych mężczyzn ponownie
wypytywano o wojenne doświadczenia po 45 latach, ci z nich, którzy nie
cierpieli na PTSD, znacząco zmieniali swoje opowieści; największe
okropności były w nich wyciszone. Czas nie wpłynął natomiast na zmianę
wspomnień u badanych, u których rozwinęło się PTSD. Paradoksalnie więc
zdolność do modyfikowania własnych wspomnień stanowi normę, a w przypadku PTSD ciężar doświadczenia nie wygasa z czasem.
Przetwarzanie informacji przy PTSD
Na sposób przetwarzania informacji przez osoby z PTSD ma wpływ sześć
podstawowych czynników. (1) Doświadczają one ciągłych, intruzywnych
wspomnień związanych z traumą, które zakłócają odbiór bieżących
informacji. (2) Czasami kompulsywnie narażają się na sytuacje
przypominające traumę. (3) Aktywnie unikają bodźców wywołujących
związane z traumą emocje i mają ogólnie obniżoną reaktywność. (4) Tracą
zdolność modulowania fizjologicznych reakcji na jakikolwiek stres, co
utrudnia im wykorzystywanie sygnałów z ciała jako przesłanki do
działania. (5) Mają ogólne problemy ze skupianiem uwagi, rozpraszaniem
się i selekcją bodźców. (6) Występują u nich zmiany w psychologicznych
mechanizmach obronnych i poczuciu tożsamości. Wszystko to wpływa na ich
ocenę istotności nowej informacji.
Intruzje
Kiedy przed ponad wiekiem Charcot (1887) jako pierwszy opisał
traumatyczne wspomnienia, określił je jako "pasożyty umysłu". Ponieważ
osoby z PTSD mają zasadniczo upośledzoną zdolność do integrowania
traumatycznych przeżyć z innymi wydarzeniami życiowymi, ich wspomnienia
traumy często nie są spójne. Składają się na nie zwykle silne emocje lub
wrażenia zmysłowe, które ożywają, kiedy ofiara jest pobudzona lub styka
się z czymś, co przypomina jej o traumie (zob. rozdział 12). Takie
pozostałości traumy mogą przybierać wiele różnych postaci: flashbacków,
intensywnych emocji, takich jak panika lub wściekłość, doznań
somatycznych, koszmarów nocnych, zmian w relacjach z ludźmi,
przejawiania szczególnych rysów charakteru, uporczywie powracających
wątków życiowych (Laub i Auerhahn 1993). Lata, a nawet dziesięciolecia
po pierwotnej traumie ofiary deklarują, że ich wspomnienia są równie
żywe jak bezpośrednio po zdarzeniu (van der Kolk i Fisler 1995). Z powodu tej ponadczasowej natury niezintegrowanych traumatycznych
wspomnień ofiara jest pogrążona w przeżywaniu traumy, tak jakby była ona
doświadczeniem bieżącym, i nie potrafi zaakceptować jej jako faktu
należącego do przeszłości.
Osobisty odbiór traumatycznego doświadczenia z czasem ewoluuje, często
obejmując uczucia nieodwracalnej straty, gniewu, zdrady i bezsilności.
Proces zdrowienia poważnie komplikuje fakt, że konkretne wydarzenie może
uaktywnić pamięć innych, dawno zapomnianych traumatycznych przeżyć,
wywołując "efekt domina". Osoba, której wcześniej nie dręczyły
intruzywne wspomnienia, po przeżyciu kolejnej traumy odzyskuje pamięć
dawnych doświadczeń. Przykładowo, u ratownika medycznego, który był w toku swojej pracy zawodowej świadkiem wielu koszmarnych, tragicznych
wypadków, kolejne takie wydarzenie może wyzwolić wspomnienia całej masy
wcześniejszych doświadczeń. Podobnie napaść seksualna może w świadomości
osoby dorosłej odnowić dawno zapomniane wspomnienia nadużyć doznanych w dzieciństwie, a procedury medyczne mogą ludziom, którzy przeżyli obozy
koncentracyjne, przypomnieć o rzeczach, o których przez całe
dziesięciolecia nie pamiętali.
Paradoksalnie, mimo że żywe elementy traumy powracają uporczywie w postaci flashbacków i koszmarów sennych, wiele osób z PTSD ma poważne
trudności ze zrelacjonowaniem, co dokładnie wtedy się zdarzyło. Mogą
doświadczać zmysłowych składników traumy, nie umiejąc jednocześnie
wyjaśnić, co właściwie czują lub widzą (van der Kolk i Fisler 1995).
Jednym z najbardziej ważkich symptomów przytłoczenia przez traumatyczne
doświadczenie może być całkowita amnezja. Na przykład Henry Krystal,
opisując reakcje pewnych osób uratowanych z Holocaustu, odnotował, że "w ich psychice nie pozostał żaden ślad zapisu przeżyć, była tylko pustka"
(Krystal 1968).
Stopniowo początkowe natrętne myśli o traumie mogą zacząć zaburzać
reakcje jednostki na inne bodźce i nasilać dominację sieci wspomnień
związanych z traumą (Pitman i Orr 1990; Poitman, Orr i Shalev 1993). Z czasem do wzbudzenia intruzywnych traumatycznych wspomnień zaczynają
wystarczać coraz bardziej subtelne i uogólnione bodźce. O traumie
przypominają stymulanty, które powinny być wobec niej zupełnie obojętne.
Przykładowo strażak może unikać zakładania na rękę zegarka, ponieważ
przypomina mu to o obowiązku stawiania się na nagłe wezwanie, a weteran
wojenny nie cierpi odgłosu padającego deszczu, bo kojarzy mu się to z porą monsunów w Wietnamie. Kontrastuje to z bardziej typowymi bodźcami
wyzwalającymi, w oczywisty sposób związanymi ze wspomnieniem traumy,
takimi jak sytuacje dotyczące seksu dla ofiary gwałtu albo odgłosy
petard (błędnie interpretowane jako dźwięk wystrzałów) dla weterana
wojennego.
My oraz nasi koledzy (van der Kolk i Ducey 1989; McFarlane, Weber i Clark 1993), stosując dwie całkowicie odmienne metodologie, zdołaliśmy
wykazać, że ludzie cierpiący na PTSD mają zniekształconą percepcję
rzeczywistości i reagują szczególnie mocno na wyzwalacze związane z traumą, przez co słabnie ich zdolność do odbierania bodźców innego
rodzaju. W konsekwencji mają uboższy repertuar neutralnych lub
przyjemnych wrażeń wewnętrznych i środowiskowych o satysfakcjonującym i budującym działaniu. Ta obniżona wrażliwość na bodźce niezwiązane z traumą sprzyja jeszcze silniejszej koncentracji na traumatycznych
przeżyciach.
Kompulsywne odtwarzanie traumy
Zachowaniem, o którym nie wspomina się w kryteriach diagnostycznych
PTSD, jest kompulsywne narażanie się na sytuacje kojarzące się z dawną
traumą. Można zaobserwować to zjawisko w wielu społecznościach poddanych
traumie. Na przykład dawni frontowi żołnierze zostają najemnikami lub
wstępują do specjalnych jednostek policji, kobiety, które doznały
nadużyć seksualnych, czują pociąg do źle je traktujących mężczyzn, a molestowane seksualnie dziewczynki jako osoby dorosłe uprawiają
prostytucję. Zrozumienie tego na pozór paradoksalnego zjawiska ma
najwyższą wagę, ponieważ może pomóc w wyjaśnieniu wielu rodzajów
społecznych dewiacji i problemów interpersonalnych. Freud (1920/1955)
sądził, że celem powrotów do przeszłości jest zapanowanie nad tymi
wspomnieniami, ale z doświadczenia klinicznego wynika, że dochodzi do
tego rzadko; powtórzenia narażają raczej ofiarę i jej otoczenie na nowe
cierpienia (van der Kolk 1989). W takim odtwarzaniu traumy jednostka
może odgrywać zarówno rolę ofiary, jak i prześladowcy.
Krzywdzenie innych. Odtwarzanie traumy jest głównym źródłem
przemocy w społeczeństwie. Badania udokumentowały fakt, że okrutni
przestępcy często byli w dzieciństwie ofiarami fizycznych lub
seksualnych nadużyć (np. Groth 1979; Seghorn, Boucher i Prentky
1987). W prospektywnym badaniu nad 34 molestowanymi seksualnie
chłopcami Burgess, Hartman i McCormick (1987) stwierdzili korelację
z narkomanią, młodocianą przestępczością i łamaniem prawa w parę lat
po pierwszym odnotowanym przypadku nadużyć. Dorothy Lewis i jej
współpracownicy (Lewis i Balla 1976; Lewis i in. 1979) obszernie
udokumentowali także związek pomiędzy nadużyciami w dzieciństwie a późniejszym krzywdzeniem innych ludzi.
Autodestrukcja. Zachowania autodestrukcyjne są powszechne u dzieci, które padły ofiarą nadużyć. Badania spójnie wykazują
korelację o wysokiej istotności pomiędzy wykorzystywaniem seksualnym
w dzieciństwie a różnymi rodzajami takich zachowań w późniejszym
okresie życia, w szczególności próbami samobójczymi, cięciem się i głodzeniem (np. van der Kolk, Perry i Herman 1991). Dane kliniczne
jednoznacznie pokazują, że większość samookaleczeń wiąże się z fizycznymi lub seksualnymi nadużyciami w dzieciństwie albo z przeżywanymi wtedy zabiegami chirurgicznymi (Graff i Mallin 1967;
Pattison i Kahan 1983; Briere 1988). Simpson i Porter (1981)
podsumowali te wyniki, stwierdzając, że "zachowania autodestrukcyjne
nie wiążą się w pierwszym rzędzie z konfliktem, poczuciem winy czy
presją superego, lecz z bardziej prymitywnymi wzorcami zachowań
wywodzącymi się z bolesnych przeżyć pierwszych lat życia spędzonych
z nieprzyjaznymi opiekunami" (szersze omówienie w rozdziale 9).
Powtórna wiktymizacja. Wiele osób po traumie ulega powtórnej
wiktymizacji. Ofiara gwałtu z większym prawdopodobieństwem zostanie
zgwałcona ponownie, a kobieta, która jako dziecko była ofiarą
nadużyć fizycznych lub seksualnych, częściej doświadcza takich
nadużyć jako osoba dorosła (van der Kolk 1989). Dziewczynki
molestowane seksualnie w dzieciństwie częściej stają się
prostytutkami (Finkelhor i Browne 1984; Silbert i Pines 1981). Diane
Russell (1986) w swoim znanym badaniu nad wpływem kazirodztwa na
życie kobiet stwierdziła, że niewiele ofiar świadomie wiąże swoją
dziecięcą wiktymizację z późniejszym nadużywaniem narkotyków,
prostytucją lub próbami samobójczymi (więcej szczegółów również w rozdziale 9).
Wszystkie te zjawiska rzadko są postrzegane zarówno przez ofiary, jak i lekarzy jako odtwarzanie realnych wydarzeń z przeszłości. Zrozumienie
faktu, że ludzie po traumie przejawiają w późniejszym życiu tendencję do
ulegania nowym traumom i zadawania ich innym, a następnie znalezienie
środków zaradczych, to wciąż wielkie wyzwanie stojące przed psychiatrią.
Unikanie i odrętwienie
Kiedy straumatyzowana jednostka ugrzęźnie w natrętnym odtwarzaniu
traumy, zwykle zaczyna organizować swoje życie tak, by unikać emocji
wywoływanych przez te nawroty (van der Kolk i Ducey 1989). Unikanie może
przybierać rozmaite formy, takie jak trzymanie się z dala od spraw
mogących przypominać o traumie, używanie narkotyków lub alkoholu w celu
zobojętnienia się na nieprzyjemne stany emocjonalne albo wypychanie
przykrych doświadczeń ze świadomości. Unikaniu konkretnych wyzwalaczy
towarzyszy ogólne odrętwienie -?niewrażliwość na wszelkie emocjonalne
aspekty życia. Chociaż unikanie i odrętwienie są w czwartym wydaniu
podręcznika Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders
(DSM-IV, American Psychiatric Association 1994) ujęte razem, to
odrętwienie ma prawdopodobnie zupełnie inne podłoże fizjologiczne niż
unikanie (np. van der Kolk i in. 1994). Badania nad weteranami wojennymi
(np. Kardiner 1941), byłymi więźniami obozów koncentracyjnych (Krystal
1968) i innymi populacjami ofiar (Titchener 1986) ujawniają ich
stopniowe wycofywanie się i stronienie od codziennych zajęć. Krystal
(1968) nazwał tę reakcję "umieraniem dla świata", Kardiner (1941, s.
249) "deterioracją nieodległą od obserwowanej w schizofrenii", a Titchener (1986) "zapaścią potraumatyczną". Wiele osób z PTSD nie tylko
aktywnie unika wszelkich wzruszeń, lecz także w coraz większym stopniu
wycofuje się i zapada w sobie, przy czym jakakolwiek stymulacja (zarówno
potencjalnie przyjemna, jak i odpychająca) pogłębia to wycofanie. Wydaje
się im, że lepiej nie czuć niczego, niż czuć stałą rozterkę i przygnębienie.
Błędem byłoby postrzeganie tego wycofania i dystansu w PTSD wyłącznie
jako zjawiska psychodynamicznego albo deficytu pewnych
neuroprzekaźników, który można by "uzupełnić", podając odpowiednie
suplementy (tzn. antydepresanty albo inne środki psychotropowe
stymulujące wydzielanie neurohormonów; zob. rozdział 23). W zgrubnym
ujęciu wydaje się, że chroniczna nadpobudliwość związana z PTSD
wyczerpuje zasoby biologiczne i psychiczne jednostki, które są
potrzebne, by mogła ona doświadczać szerokiej gamy emocji (van der Kolk
i in. 1985; Litz 1992). McFarlane i in. (w przygotowaniu) przypuszczają,
że w miarę jak w myśleniu osób cierpiących na PTSD zaczynają dominować
intruzywne wspomnienia, ludzie ci są coraz bardziej wyczuleni na bodźce
środowiskowe przypominające im o traumie. Z upływem czasu są więc coraz
mniej podatni na inne bodźce, niezbędne do funkcjonowania w teraźniejszości. Autorzy sądzą też, że ta obniżona wrażliwość prowadzi
do serii zmian w centralnym układzie nerwowym, przypominających efekty
przeciągającej się deprywacji sensorycznej (zob. rozdział 10).
Litz i in. (1995) uważają, że powstająca w efekcie niezdolność do
radzenia sobie z emocjonalnymi sytuacjami prowadzi do pogłębienia
nadpobudliwości fizjologicznej i zaburzeń psychosomatycznych. W istocie
schorzenia psychosomatyczne i odrętwienie emocjonalne są ze sobą w PTSD
ściśle związane (van der Kolk i in., w przygotowaniu). Ten kierunek
badań wspierają rezultaty prac Pennebakera (1993) i innych badaczy (np.
Spiegel 1992), z których wynika, że niski poziom ekspresji emocjonalnej
prowadzi do nieprawidłowości w systemie immunologicznym i nasilenia
chorób fizycznych.
Niezdolność do panowania nad pobudzeniem
Chociaż ludzie z PTSD starają się radzić sobie z wyzwaniami
środowiskowymi poprzez unikanie emocji, ich ciała w dalszym ciągu
reagują na określone bodźce fizyczne i emocjonalne tak, jakby nadal
wisiała nad nimi groźba zagłady. Osoby takie przejawiają nadmierną
czujność, przesadne reakcje lękowe i ciągły niepokój. Badania wykazały
jasno, że pacjenci z PTSD cierpią z powodu warunkowego pobudzania układu
autonomicznego przez bodźce związane z traumą. Najnowsze wyniki sugerują
jednak, iż wiele straumatyzowanych jednostek doznaje skrajnego
pobudzenia fizjologicznego także w odpowiedzi na szeroką gamę innych
bodźców (zob. rozdziały 4 i 10).
U ludzi z PTSD obecna jest tendencja do przechodzenia od bodźca
bezpośrednio do reakcji, często bez świadomości, co właściwie wytrąciło
ich z równowagi. Łatwo doznają silnych emocji negatywnych (jak lęk,
niepokój, gniew, panika) nawet w odpowiedzi na nieznaczne bodźce.
Reagują przesadnie, przerażając swoje otoczenie, albo przeciwnie,
zamykają się w sobie i nieruchomieją. To zjawisko nadpobudliwości wynika
ze złożonych procesów psychicznych i biologicznych, w toku których
ciągłe przewidywanie przemożnego zagrożenia zdaje się utrudniać
skupienie uwagi i koncentrację. To z kolei otwiera drogę do zaburzeń
przetwarzania informacji, w tym zawężenia uwagi do potencjalnych wyzwań
lub niebezpieczeństw. Dzieci i dorośli odznaczający się taką
nadpobudliwością miewają problemy z zasypianiem, zarówno dlatego, że nie
mogą wyciszyć się wystarczająco, by pogrążyć się we śnie, jak i dlatego,
że świadomie starają się czuwać, by uniknąć traumatycznych koszmarów
sennych.
Najbardziej może dotkliwym aspektem nadpobudliwości jest generalizacja
zagrożenia. Świat wydaje się miejscem pełnym niebezpieczeństw.
Nieszkodliwe dźwięki wzbudzają reakcję lękową, banalne zjawiska są
postrzegane jako sygnał zagrożenia. W normalnej sytuacji pobudzenie
autonomiczne spełnia bardzo ważną funkcję: skłania jednostkę do
zwrócenia uwagi na potencjalnie istotną sytuację. Jednak u osób
pobudzonych chronicznie autonomiczny układ nerwowy przestaje wykonywać
tę funkcję. Łatwe prowokowanie somatycznych reakcji na stres nie pozwala
polegać na własnych reakcjach cielesnych jako skutecznym systemie
ostrzegania przed zagrożeniami. Ciągłe, bezzasadne pojawianie się
sygnałów ostrzegawczych sprawia, że wrażenia fizyczne tracą swoją rolę
sygnalizacji stanów emocjonalnych i w konsekwencji nie mogą być
przesłanką do działania. Zatem, podobnie jak neutralne bodźce
środowiskowe, wrażenia te przybierają nowe, groźne znaczenie. Sama
fizjologia jednostki staje się źródłem lęku.
Niezdolność osoby cierpiącej na PTSD do interpretowania komunikatów
autonomicznego układu nerwowego pozbawia ją możliwości wyartykułowania
swojego samopoczucia (jest to tzw. aleksytymia) i skłania do przesadnego
reagowania na otoczenie albo przeciwnie, do zamykania się w sobie. Po
traumatycznym doświadczeniu wielu ludzi cofa się do wcześniejszych
strategii radzenia sobie ze stresem. U dzieci może się to przejawiać
jako utrata umiejętności samodzielnego jedzenia lub załatwiania potrzeb
naturalnych, u dorosłych -?jako zachowania impulsywne, przesadne
uzależnienie od innych i niezdolność do podejmowania przemyślanych,
samodzielnych decyzji.
Brak koncentracji, rozpraszanie się, selekcja bodźców
Freud (1911/1959) wskazywał, że aby człowiek mógł właściwie
funkcjonować, musi być w stanie definiować swoje potrzeby, przewidywać
możliwości ich zaspokojenia i planować odpowiednie działania. W tym celu
musi przede wszystkim rozważać różne opcje bez uciekania się do
podejmowania akcji -?taką zdolność Freud nazywał "myśleniem jako akcją
próbną". Wydaje się, że osoby z PTSD utraciły tę zdolność. Nie potrafią
fantazjować i bawić się różnymi możliwościami. Badania nad
straumatyzowanymi dziećmi (np. Rieder i Cicchetti 1989) i dorosłymi (np.
van der Kolk i Ducey 1989) pokazują, że kiedy takie osoby pozwalają
sobie na snucie fantazji, powstaje niebezpieczeństwo przełamania barier
zabezpieczających je przed wspomnieniami traumy. Aby temu zapobiec,
zamykają się i organizują swoje życie wokół zasady, by niczego nie
odczuwać i nie rozważać możliwych opcji reagowania na sprawy wzbudzające
emocje. Trudności z trzymaniem myśli na wodzy, by nie dopuścić do
pobudzenia, są jedną z istotnych przyczyn ich impulsywności.
Osoby z PTSD mają problemy z odróżnianiem bodźców istotnych od
nieistotnych. Nie umieją odrzucać tego, co nieważne, i skupiać się na
tym, co ma znaczenie. Swoją nadpobudliwość kompensują, zamykając się w sobie. W badaniu wykorzystującym pomiary ERP1 McFarlane i in.
(1993) ujawnili te trudności z selekcją bodźców (szczegóły w rozdziale
10). Pociągają one za sobą skłonność do wycofania się z codziennego
życia. W rezultacie takiemu pacjentowi jeszcze trudniej jest oderwać
swój umysł od wspomnień traumy, a zatem fiksacja na traumie jeszcze się
pogłębia. Jednostka traci zdolność do elastycznego reagowania na bodźce
środowiska. Może to tłumaczyć stwierdzone u takich osób deficyty
zachowawczego uczenia się oraz zakłócenia w przyswajaniu nowej
informacji (Bremner i in. 1993; Yehuda i in. 1995), a także ich
niezdolność do wykorzystania pamięci roboczej przy przetwarzaniu
znaczących bodźców środowiskowych (van der Kolk i Ducey 1989; McFarlane
i in. 1993).
Zmiany mechanizmów obronnych i poczucia tożsamości
W ostatnim czasie wiele pisano o wpływie traumy na poczucie własnej
tożsamości ofiary i na jej relacje z otoczeniem (Cole i Putnam 1992;
Herman 1992; Pearlman i Saakvitne 1995). Reiker i Carmen (1986)
wskazywali, że "konfrontacja z przemocą podważa najbardziej podstawowe
założenia jednostki o nienaruszalności i wrodzonej wartości jej
osobowości oraz o sprawiedliwości i porządku świata. Po doznaniu
nadużycia obraz własnej osoby i całej rzeczywistości nigdy nie będzie
już dla ofiary taki jak wcześniej; musi zostać przebudowany, żeby
zmieściło się w nim doświadczenie traumy" (s. 362). Oczywiście na
interpretację znaczenia traumy będzie miał doniosły wpływ wiek ofiary w chwili jej doznania oraz wcześniejsze doświadczenia życiowe (van der
Kolk i Fisler 1994).
Wiele osób po traumie, szczególnie dzieci, obwinia o nią samego siebie.
Przyjęcie na siebie odpowiedzialności pozwala poczucie słabości i bezsilności zastąpić iluzją panowania nad sytuacją. Jak na ironię,
ofiary gwałtu, które zakładają własną winę, rokują lepiej niż te, które
nie przyjmują fałszywej odpowiedzialności. Pomaga im to zachować
wewnętrzne poczucie sprawczości i zapobiega bezsilności (Burgess i Holstrom 1979). Jeszcze częściej obwiniają same siebie straumatyzowane
dzieci: "Dziecko pragnie zachować pozytywny obraz rodzica, żeby radzić
sobie z lękiem i złością rodzącymi się pod wpływem złych doświadczeń"
(Reiker i Carmen 186, s. 368). W kontekście tego rodzaju konfliktów
uaktywniają się mechanizmy obronne umożliwiające dostosowanie się do
nieznośnej rzeczywistości (zob. rozdział 9).
Kluczowa dla zrozumienia braku samoregulacji u ofiar traumy i skłonności
jednostek, które doznały krzywdy, do przyjmowania roli prześladowcy jest
kwestia wstydu. Traumie zwykle towarzyszy głębokie poczucie upokorzenia.
Przerażenie, bezsilność i brak kontroli nad sytuacją to fundamentalny
atak na poczucie własnej sprawczości. Wstyd związany z takimi
przeżyciami jak gwałt, tortury i inne nadużycia, bywa tak bolesny, że
często ulega dysocjacji. Ofiara może nie zdawać sobie sprawy z jego
obecności, a mimo to dominuje on nad jej interakcjami ze środowiskiem.
Zaprzeczanie uczuciu wstydu, zarówno u siebie, jak u innych ludzi,
otwiera drogę do dalszych nadużyć. Wrażliwość na cudzy wstyd to
podstawowe zabezpieczenie przed krzywdzeniem innych istot ludzkich, ale
wymaga zachowania kontaktu z własnym wstydem. Analogicznie,
nieświadomość własnego wstydu czyni jednostkę łatwiejszą ofiarą dalszych
nadużyć. Tego rodzaju zdezorganizowane wzorce zachowania występują
powszechnie u osób po traumie cierpiących na zaburzenie osobowości typu
borderline. Potrzebują one pomocy w zrozumieniu, że sprzyja to
kolejnym krzywdom, doznawanym lub wyrządzanym innym.
Zafiksowanie na diagnozie
Pomimo wszystkich wysiłków zmierzających do ustalenia istoty ludzkich
reakcji na traumę diagnoza PTSD wciąż nie opisuje całej złożoności tych
reakcji (zob. rozdział 9). Nacisk położony w DSM na diagnozę
fenomenologiczną sprawia, że uchodzą uwadze powiązania pomiędzy
poszczególnymi symptomami oraz subtelne interakcje pomiędzy procesami
psychicznymi i biologicznymi (Nemiah 1995). A przecież ta sama
psychopatologia może wyrażać się przez rozmaite symptomy. Przykładowo,
kiedy w 1859 roku Briquet po raz pierwszy zdiagnozował "histerię" i powiązał ją z wcześniejszą historią traumy, co następnie wsparła szkoła
Salp?tri?re pod kierunkiem Charcota, symptomami potraumatycznymi były
głównie reakcje konwersyjne i objawy psychosomatyczne (zob. rozdział 3).
Wzorce te utrzymywały się jako podstawowy przejaw traumatycznego stresu
podczas I wojny światowej. Chociaż podczas kolejnej wojny światowej
opisywano u żołnierzy frontowych te same symptomy, to jednak tym razem
koncentrowano się głównie na reakcjach psychofizjologicznych i utracie
kontroli nad impulsami. Natomiast w diagnozach weteranów wojny
wietnamskiej dominowały intruzywne wspomnienia i adaptacje
charakterologiczne. Czy miałoby to oznaczać, że objawy traumatycznego
stresu zmieniały się w kulturze Zachodu z upływem czasu, czy też lekarze
w różnych okresach skupiali się na rozmaitych aspektach tego samego
syndromu? Jeśli wziąć pod uwagę znaczące różnice wrażliwości i symptomów
pomiędzy kombatantami wojny wietnamskiej należącymi do różnych grup
etnicznych (Kulka i in. 1990), wygląda na to, że dominująca kultura ma
istotny wpływ na symptomatyczny wyraz traumatycznego stresu.
Złożoność ludzkich reakcji na traumę, a zarazem względną prostotę
koncepcji PTSD ilustruje niedawne ponowne odkrycie subtelnych związków
pomiędzy traumą, dysocjacją i somatyzacją (van der Kolk i in., w przygotowaniu). Trauma może oddziaływać na ofiary na każdym poziomie
funkcjonowania: biologicznym, psychicznym, społecznym i duchowym. W kategoriach diagnozy psychiatrycznej znaczy to, że PTSD w wysokim
stopniu współwystępuje z zaburzeniami nastroju, dysocjacyjnymi i lękowymi, nadużywaniem narkotyków i patologią charakteru (Green, Lindy,
Grace i Leonard 1992; Davidson, Hughes, Blazer i George 1991, Kulka i in. 1990). Narodowe Badanie Współwystępowania Chorób (National
Comorbidity Survey; Kessler, Bromet i Nelson, w przygotowaniu) i kliniczne testy kryteriów DSM-IV dotyczących PTSD (van der Kolk, Roth,
Pelcovitz i Mandel 1993) wykazały, że osoby z wyłączną diagnozą PTSD
były mniej skłonne szukać pomocy lekarskiej niż cierpiące na powiązane z nią zaburzenia, takie jak depresja, niekontrolowane wybuchy gniewu i dysocjacja. Jak długo ofiara potrafi znajdować sens w traumie, często
postrzega objawy PTSD jako naturalną reakcję, która nie wymaga
profesjonalnej pomocy. Na przykład badanie nad ludźmi, którzy przeżyli
atak na Pearl Harbor, ujawniło, że swoje powracające sny o bombardowaniu
uważali oni za w pełni zrozumiałą reakcję na okropne wydarzenia, których
byli świadkami 7 grudnia 1941 roku. W tym wypadku nie próbowano nawet
weryfikować prawdziwości tych doświadczeń (Harel, Kahana i Wilson 1993).
Skupianie się przy opisie dolegliwości ofiar wyłącznie na PTSD nie
tłumaczy złożoności tego, co w istocie odczuwają. Przywiązywanie zbyt
dużej wagi do takich zjawisk jak intruzje, odrętwienie i nadpobudliwość,
może poważnie ograniczyć pole obserwacji ludzkich reakcji na traumę, a zatem utrudnić wybór odpowiedniego leczenia. Rozpoznanie poważnych zmian
osobowościowych spowodowanych przez dziecięcą traumę lub długotrwałe
narażenie na nią w dorosłości było ważnym krokiem do przodu, gdyż zmiany
te są głównym źródłem rozstroju psychicznego i ułomności. Zagadnienie to
zaczyna być dostrzegane, skoro w sekcji "Powiązane cechy i zaburzenia" w opisie PTSD zawartym w DSM-IV (American Psychiatric Association 1994, s.
425) uwzględniono złożone adaptacje do traumy w postaci zaburzenia
regulacji afektu, agresji i autoagresji, dysocjacji, somatyzacji i zmian
w relacjach ze sobą samym i innymi.
Implikacje dla leczenia
Wiele jeszcze musimy się nauczyć w dziedzinie skutecznego leczenia
traumatycznego stresu. Prawdziwie efektywne postępowanie powinno
uwzględniać całe spektrum potraumatycznych problemów, o jakich była mowa
w tym rozdziale: intruzje, kompulsywne odtwarzanie traumy, unikanie i odrętwienie, nadpobudliwość, problemy z uwagą, rozpraszaniem się i selekcją bodźców, zmiana postrzegania siebie i innych, dysocjacja i somatyzacja. Jak dotąd żadne badania nie wykazały, by skuteczna
interwencja w jednym obszarze pociągała za sobą automatycznie pozytywne
skutki w innych. Nie udało się na przykład wykazać, że poprawa w zakresie powracających intruzywnych wspomnień wpływa na zdolność
koncentracji, zmniejsza pobudliwość czy łagodzi problemy
charakterologiczne. Prawdopodobnie jednak skuteczne leczenie jednego z zaburzeń, takiego jak nadwrażliwość fizjologiczna, będzie miało rozległe
korzystne konsekwencje dla całego układu i może jako efekt wtórny
osłabić intruzje i kłopoty z koncentracją, zmniejszyć odrętwienie i wpłynąć na sposób, w jaki ofiara postrzega samą siebie i swoje
otoczenie.
Osoba straumatyzowana często nie potrafi znajdować elastycznych i korzystnych adaptacyjnie rozwiązań problemów. Trauma zmusza ją do
sztywnej fiksacji na przeszłości i ciągłego staczania tej samej walki.
Ponieważ jednak przyjmuje się na ogół, że jak długo wspomnienie traumy
pozostaje zdysocjowane, daje o sobie znać poprzez symptomy
psychiatryczne, które zakłócają normalne funkcjonowanie, więc pomaganie
ludziom w omijaniu tych wspomnień nie usunie wpływu traumy na ich życie.
Leczenie powinno służyć dwóm bliźniaczym celom: (1) przywróceniu
pacjentowi poczucia bezpieczeństwa we własnym ciele i (2) zamknięciu
niedokończonych spraw z przeszłości. Choć nie udowodniono tego dotąd,
wydaje się, że skupienie uwagi na tych dwóch składnikach kuracji może
uśmierzyć większość następstw traumatycznego stresu.
Lekarze muszą być wyczuleni na różnorodność sposobów, jakimi miniona
trauma determinuje bieżącą postawę pacjenta i jego percepcję. U pewnej
pacjentki, na przykład, koszmary nocne okazywały się odporne na
wszystkie interwencje medyczne (z farmakoterapią włącznie). Pomogła
przeprowadzka na drugie piętro budynku, które pacjentka postrzegała jako
"bezpieczne", ponieważ przypominało jej mieszkanie ukochanej cioci z dzieciństwa. Koszmary spontanicznie wówczas znikły. Inny przykład to
mężczyzna, którego żona zmarła w karetce w drodze do szpitala w chwili,
gdy patrzył jej w oczy. Poprawa nastąpiła u niego dopiero wtedy, gdy
zdobył się na odwagę patrzenia w oczy kobiecie gotowej tolerować jego
żałobę i nie zerwał rodzącego się związku.
Jak zauważyliśmy powyżej, pierwszym zadaniem lekarza jest doprowadzenie
do tego, by pacjent czuł się bezpiecznie we własnym ciele. Większość
ludzi potrzebuje w tym celu aktywnego podejmowania wyzwań,
przełamującego bierność i poczucie bezsilności. Mogą to być gry,
twórczość artystyczna lub pewne formy zaangażowania społecznego. Ofiarom
przemocy często pomagają programy "symulowania napadów" i fizyczne
wyzwania w rodzaju oferowanych przez Outward Bound2. Wiele
kobiet, które padły ofiarą przemocy fizycznej, twierdzi, że udało im się
odzyskać poczucie bezpieczeństwa dzięki terapeutycznym masażom (zob.
rozdział 25).
Podstawą leczenia jest bezpieczna relacja terapeutyczna. Jeśli terapia
skupia się przede wszystkim na badaniu przeszłości, podsyca to raczej,
zamiast osłabiać, intruzywne wspomnienia. Ponieważ większość osób po
przeżyciu traumy psychicznej ma problemy z przetwarzaniem informacji,
wydaje się, że w pełni skuteczna kuracja wymagałaby podejścia
wielotorowego i strategicznie uporządkowanego, opisanego bardziej
dokładnie w części VI tego tomu. Obejmuje ono przełamanie (1) lęku
pacjenta przed konfrontacją ze swoją bezsilnością i wstydem, (2) lęku
przed traumatycznymi wspomnieniami i (3) lęku przed zaangażowaniem w sprawy życiowe (van der Hart, Steele, Boon i Brown 1993).
Ze względu na problemy pacjentów z przetwarzaniem informacji lekarze
muszą poświęcać uwagę krytycznym elementom terapii i przestrzegać
odpowiednich priorytetów. Problemy somatyzacji i deregulacji afektów
najskuteczniej rozwiążemy, pomagając pacjentowi w zdobyciu umiejętności
nazywania wrażeń i stanów emocjonalnych oraz oceny ich znaczenia,
oddzielania teraźniejszości od przeszłości i interpretowania bodźców
społecznych w kontekście bieżącej rzeczywistości, a nie zdarzeń
minionych. Krystal (1978), Pennebaker (1993) i Nemiah (1991) wskazywali
na kluczowe znaczenie zdolności do identyfikowania emocji i wykorzystywania ich jako użytecznych sygnałów, a nie przesłanki do
reakcji typu "walcz lub uciekaj". Pennebaker (1993), opierając się na
spisanych relacjach z traumatycznych doświadczeń osobistych, pokazał, że
werbalizacja odgrywa kluczową rolę w podtrzymywaniu zdrowia psychicznego
i fizycznego.
Kardiner (1941) pisał, że niektórzy z jego pacjentów zdawali się być
zdolni do "ogarnięcia" następstw traumy w swoich symptomach, takich jak
paraliż kończyn na tle histerycznym. Ich niepokój i rozdrażnienie były
odwrotnie proporcjonalne do skłonności do konwersji lub dysocjacji.
Zauważył też, że niektórzy z najciężej dotkniętych depresją pacjentów
potrafili zarazem najdokładniej odtworzyć traumatyczne wydarzenia,
podczas gdy życie wielu słabiej zaburzonych pacjentów, którzy pamiętali
traumę gorzej, było nacechowane "szczęśliwą niewiedzą". Kardiner z przykładną uczciwością postawił poważne pytania o optymalne postępowanie
z pacjentami przejawiającymi dysocjację lub somatyzację. Podawał w wątpliwość, czy świadomość koszmarnych wspomnień jest zawsze lepszym
wyjściem niż sporadyczne bóle w krzyżu lub omdlenia.
Samo ujawnienie wspomnień nie wystarczy. Muszą one być zmodyfikowane i przekształcone (to znaczy umieszczone we właściwym kontekście i zrekonstruowane tak, by miały dla pacjenta sens). Paradoksalnie zatem
wspomnienie musi w terapii stać się aktem twórczym, a nie statycznym
zapisem wydarzeń. Ponieważ istotą traumy jest konfrontacja ofiary z nieakceptowalną dla niej rzeczywistością, pacjent musi znaleźć sposób na
zmierzenie się z tajemnicami, z jakimi nikt nie chciałby mieć do
czynienia (Langer 1990). Wspomnienie traumy (często zniekształcone) musi
stać się jedynie częścią osobistej przeszłości pacjenta, obok pamięci
zwyczajnych wydarzeń. Badanie traumy samej w sobie nie przynosi korzyści
terapeutycznych, jeśli nie zostanie ona połączona z innymi
doświadczeniami, takimi jak poczucie, że jest się rozumianym,
bezpiecznym, silnym i sprawnym fizycznie, zdolnym do empatii i pomagania
innym cierpiącym.
Sprawą zasadniczą jest zbadanie, co trauma oznacza dla jednostki.
Ponieważ pacjent nie może zmienić swojej przeszłości, głównym celem
terapii staje się nadanie jej znaczenia. Trzeba również koniecznie
poświęcić uwagę zagadnieniom egzystencjalnym wywołanym przez traumę,
takim jak odpowiedzialność ofiary za jej spowodowanie (lub choćby
niezapobieżenie jej) oraz jej postawy w toku wydarzeń. Te osobiste
kwestie mogą mieć decydujący wpływ na to, czy pacjent wierzy w swoją
sprawczość, czy we własnym przekonaniu zasługuje na leczenie i czy czuje
się godny zaufania, bliskości i opieki.
Mamy nadzieję, że rozpoznanie złożoności zagadnienia adaptacji do
traumatycznych doświadczeń życiowych doprowadzi do dalszego postępu i wyłonienia metod terapeutycznych, które pomogą ofiarom w zintegrowaniu
traumatycznych przeżyć jako nieodłącznej części ich życia, a także
uchronią przed wtórnymi fizjologicznymi i charakterologicznymi
adaptacjami, które sprawiają, że trauma pozostaje częścią bieżącego
doświadczenia zamiast czymś ulokowanym w przeszłości.
Bibliografia
American Psychiatric Association (1994): Diagnostic and statistical
manual of mental disorders (wyd. IV), Washington, DC.
Bremner D.J., Scott T.M., Delaney R.C., Southwick S.M., Mason J.W.,
Johnson D.R., Innis J.R., McCarthy G., Charney D.S. (1993): Deficits in
short-term memory in posttraumatic stress disorder, American Journal of
Psychiatry, 170, s. 1015-1019.
Breslau N., Davis G.C. (1992): Posttraumatic stress disorder in an
urban population of young adults: Risk factors for chronicity, American
Journal of Psychiatry, 149, s. 671-675.
Briere J. (1988): Long-term clinical correlates of childhood sexual
victimization, Annals of the New York Academy of Science, 528, s.
327-334.
Briquet P. (1859): Traité clinique et thérapeutique de l'hystérie,
Paris, Balliere.
Buruma I. (1994): The wages of guilt: Memories of war in Germany and
Japan, New York, Farrar, Strauss, and Giroux.
Burgess A.W., Hartman C.R., McCormick A. (1987): Abused to abuser:
Antecedents of socially deviant behavior, American Journal of
Psychiatry, 144, s. 1431-1436.
Burgess A.W., Holstrom E. (1979): Adaptive strategies in recovery from
rape, American Journal of Psychiatry, 136, s. 1278-1282.
Caruth C. (red.) (1995): Trauma and memory, Baltimore: Johns Hopkins
University Press.
Charcot J.M. (1887): Leçons sur les maladies du systéme nerveux faites
a la Salp?tri?re (vol. 3). Paris: Progres Médical en A. Delahaye &
E. Lecrosnie.
Cole P., Putnam F.W. (1992): Effect of incest on self and social
functioning: A developmental psychopathology perspective, Journal of
Consulting and Clinical Psychology, s. 174-184.
Creamer M., Burgess P., Pattison P. (1992): Reactions to trauma: A cognitive processing model, Journal of Abnormal Psychology, 101, s.
452-459.
Davidson J.R.T., Hughes D., Blazer D.G., George L.K. (1991):
Post-traumatic stress disorder in the community: An epidemiological
study, Psychological Medicine, 21, s. 713-721.
Elliot D.M., Briere J. (1995): Posttraumatic stress associated with
delayed recall of sexual abuse: A general population study, Journal of
Traumatic Stress 8 (4), s. 629-648.
Finkelhor D., Browne A. (1984): The traumatic impact of child sexual
abuse: A conceptualization, American Journal of Orthopsychiatry, 55, s.
530-541.
Freud S. (1955): Beyond the pleasure principle [w:] J. Strachey
(red. i przekł.), The standard edition of the complete psychological
works of Sigmund Freud (vol. 18, s. 3-64), London: Hogarth Press
(oryginalne wydanie 1920).
Freud S. (1958): Formulations on the two principles of mental
functioning [w:] J. Strachey (red. i przekł.), The standard edition
of the complete psychological works of Sigmund Freud (vol. 12, s.
23-226), London: Hogarth Press (oryginalne wydanie 1911).
Graff H., Mallin R. (1967): The syndrome of wrist cutter, American
Journal of Psychiatry, 124, s. 36-42.
Green B.L., Lindy J.D., Grace M.C., Leonard A.C. (1992): Chronic
posttraumatic stress disorder and diagnostic comorbidity in a disaster
sample, Journal of Nervous and Mental Disease, 180, s. 70-76.
Groth A.N. (1979): Sexual trauma in the life histories of sex
offenders, Victimology, 4, s. 6-10.
Harel A., Kahana B., Wilson J.P. (1993): War and remembrance: The
legacy of Pearl Harbor [w:] J.P. Wilson, Raphael B. (red.),
International handbook of traumatic stress syndromes (s. 263-274), New
York: Plenum Press.
Herman J.L. (1992): Trauma and recovery, New York: Basic Books.
Horowitz M. (1978): Stress response syndromes, New York: Jason
Aronson.
Janoff-Bulman R. (1992): Shattered assumptions: Towards a new
psychology of trauma, New York: Free Press.
Joseph S., Yule W., Williams R. (1995): Emotional processing in
survivors of the Jupiter cruise ship disaster, Behaviour Research and
Therapy, 33, s. 187-192.
Kardiner A. (1941): The traumatic neuroses of war. New York: Hoeber.
Kessler R.C., Bromet E., Nelson C.B. (w przygotowaniu): Posttraumatic
stress disorder in the National Comorbidity Survey.
Kilpatrick D.G., Saunders B.E., Amick-McMullan A., Best C.L., Veronen
L.J., Resnick H.S. (1989): Victim and crime factors associated with the
development of crime-related post-traumatic stress disorder, Behavior
Therapy, 20, s. 199-214.
Kilpatrick D.G., Saunders B.E., Resnick H.S., Smith D.W. (1995): The
National Survey of Adolescents: Preliminary findings on lifetime
prevalence of traumatic events and mental health correlates. Manuskrypt
oddany do publikacji.
Krystal H. (red.) (1968): Massive psychic trauma, New York:
International Universities Press.
Krystal H. (1978): Trauma and affects, Psychoanalytic Study of the
Child, 33, s. 81-116.
Kulka R.A., Schlenger W.E., Fairbank J.A., Hough R.L., Jordan B.K.,
Marmar C.R. (1990): Trauma and the Vietnam War generation: Report of
findings from the National Vietnam Veterans Readjustment Study, New
York: Brunner/Mazel.
Langer L.L. (1990): Holocaust testimonies: The ruins of memory, New
Haven, CT: Yale University Press.
Laub D., Auerhahn N.C. (1993): Knowing and not knowing massive psychic
trauma: Forms of traumatic memory, International Journal of
Psycho-Analysis, 74, s. 287-301.
Lee K.A., Vaillant G.E., Torrey W.C., Elder G.H. (1995). A 50-year
prospective study of the psychological sequelae of World War II combat,
American Journal of Psychiatry, 152 (4), s. 516-522.
Lewis D.O., Balla D. (1976): Delinquency and psychopathology, New
York: Grune & Stratton.
Lewis D.O., Shanok S.S., Pincus J.H., Glaser G.H. (1979): Violent
juvenile delinquency: Psychiatric, neurological, psychological and
abuse factors, Journal of the American Academy of Child Psychiatry, 18,
s. 307-319.
Lindemann E. (1944): Symptomatology and management of acute grief,
"American Journal of Psychiatry", 101, s. 141-148.
Litz B.T. (1992): Emotional numbing in combat-related post-traumatic
stress disorder: A critical review and reformulation, Clinical
Psychology Review, 12, s. 417-432.
Litz B.T., Schlenger W.E., Weathers F.W., Fairbank J.A., Caddell J.M.,
LaVange L.M. (1995): Predictors of emotional numbing in post-traumatic
stress disorder. Manuskrypt oddany do publikacji.
McFarlane A.C. (1992): Avoidance and intrusion in posttraumatic stress
disorder, Journal of Nervous and Mental Disease, 180, s. 258-262.
McFarlane A.C., Weber D.L., Clark C.R. (1993): Abnormal stimulus
processing in posttraumatic stress disorder, Biological Psychiatry, 34,
s. 311-320.
McFarlane A.C., Yehuda R., Clark C.R. (w przygotowaniu): The neural
network theory of post-traumatic stress disorder, Biological
Psychiatry.
Nemiah J.C. (1989): Janet redivivus [artykuł redakcyjny], American
Journal of Psychiatry, 146, s. 1527-1529.
Nemiah J.C. (1991): Dissociation, conversion, and somatization
[w:] A. Tasman, A. Goldfinger (red.), American Psychiatric Press
Review of psychiatry (vol. 10, s. 248-260), Washington, DC: American
Psychiatric Press.
Nemiah J.C. (1995): Early concepts of trauma, dissociation and the
unconscious: Their history and current implications [w:] D. Bremner,
C. Marmar (red.), Trauma, memory and dissociation, Washington, DC:
American Psychiatric Press.
Pattison E.M., Kahan, J. (1983): The deliberate self-harm syndrome,
American Journal of Psychiatry, 140, s. 867-872.
Pearlman L.A., Saakvitne K.W. (1995): Trauma and the therapist, New
York: Norton.
Pennebaker J.W. (1993): Putting stress into words: Health,
linguistic, and therapeutic implications, Behaviour Research and
Therapy, 31 (6), s. 539-548.
Pitman R.K., Orr S. (1990): The black hole of trauma, Biological
Psychiatry, 26, s. 469-471.
Pitman R.K., Orr S., Shalev A. (1993): Once bitten, twice shy: Beyond
the conditioning model of PTSD, Biological Psychiatry, 33, s. 145-146.
Post R.M. (1992): Transduction of psychosocial stress into the
neurobiology of recurrent affective disorder, American Journal of
Psychiatry, 149, s. 999-1010.
Reiker P.P., Carmen E.H. (1986): The victim-to-patient process: The
disconfirmation and transformation of abuse, American Journal of
Orthopsychiatry, 56, s. 360-370.
Rieder C., Cicchetti D. (1989): An organizational perspective on
cognitive control functioning and cognitive-affective balance in
maltreated children, Developmental Psychology, 25, s. 482-493.
Russell D. (1986): The secret trauma, New York: Basic Books.
Saxe G.N., van der Kolk B.A., Berkowitz R., Chinman G., Hall K., Lieberg
G., Schwartz J. (1993): Dissociative disorders in psychiatric
inpatients, American Journal of Psychiatry, 150, s. 1037-1042.
Seghorn T.K., Boucher R.J., Prentky R.A. (1987): Childhood sexual abuse
in the lives of sexually aggressive offenders, Journal of the American
Academy of Child and Adolescent Psychiatry, 26, s. 262-267.
Shapiro D. (1965): Neurotic styles, New York: Basic Books.
Silbert M.H., Pines A.M. (1981): Sexual child abuse as an antecedent to
prostitution, Bulletin of the Menninger Clinic, 45, s. 428-438.
Simpson C.A., Porter G.L. (1981): Self-mutilation in children and
adolescents, Bulletin of the Menninger Clinic, 45, s. 428-438.
Spiegel D. (1992): Effects of psychosocial support on patients with
metastatic breast cancer, Journal of Psychosocial Oncology, 10, s.
113-120.
Tank D.W., Hopfield J.J. (1987): Collective computation in neuronlike
circuits, Scientific American, 257, s. 104-114.
Titchener J.L. (1986): Post-traumatic decline: A consequence of
unresolved destructive drives [w:] C. Figley (red.), Trauma and its
wake (vol. 2, s. 5-19), New York: Brunner/Mazel.
Tuchman B. (1978): A distant mirror, New York: Knopf.
van der Hart O., Steele K., Boon S., Brown P. (1993): The treatment of
traumatic memories: Synthesis, realization, and integration,
Dissociation, 6, s. 162-180.
van der Kolk B.A. (1989): The compulsion to repeat trauma:
Revictimization, attachment and masochism, Psychiatric Clinics of
North America, 12, s. 389-411.
van der Kolk B.A., Dreyfuss D., Michaels M., Shera D., Berkowitz R.,
Fisler R., Saxe G. (1994): Fluoxetine in posttraumatic stress
disorder, Journal of Clinical Psychiatry, 55 (12), s. 517-522.
van der Kolk B.A., Ducey C. (1989): The psychological processing of
traumatic experience: Rorschach patterns in PTSD, Journal of Traumatic
Stress, 2 (3), s. 259-274.
van der Kolk B.A., Fisler R. (1994): Childhood abuse and neglect and
loss of self-regulation, Bulletin of the Menninger Clinic, 58, s.
145-168.
van der Kolk B.A., Fisler R. (1995): Dissociation and the fragmentary
nature of traumatic memories: Overview and exploratory study, Journal
of Traumatic Stress, 9, s. 505-525.
van der Kolk B.A., Greenberg M., Boyd H., Krystal J. (1985):
Inescapable shock, neurotransmitters, and addiction to trauma:
Toward a psychobiology of post-traumatic stress, Biological Psychiatry,
20, s. 314-325.
van der Kolk B.A., Pelcovitz D., Roth S., Mandel F.S., McFarlane A.C.,
Herman J.L. (w przygotowaniu): Dissociation, affect dysregulation and
somatization, American Journal of Psychiatry.
van der Kolk B.A., Perry C., Herman J.L. (1991): Childhood origins of
self-destructive behavior, American Journal of Psychiatry, 148, s.
1665-1671.
van der Kolk B.A., Roth S., Pelcovitz D., Mandel F. (1993): Disorders
of extreme stress: Results of the DSM-IV Field Trials for PTSD,
Washington, DC: American Psychiatric Association.
Wilson J.P., Lindy J.D. (red.). (1994): Countertransference in the
treatment of PTSD, New York: Guilford Press.
Yehuda R., Keefe R.S.E., Harvey P.D., Levengood R.A., Gerber D.K., Geni
J., Siever L.J. (1995): Learning and memory in combat veterans with
posttraumatic stress disorder, American Journal of Psychiatry, 152, s.
137-139.
Rozdział 2
Trauma jako wyzwanie dla społeczeństwa
Alexander C. McFarlane
Bessel A. van der Kolk
Wstrząs od wybuchu. Jakże często krótkie bombardowanie pozostawia
długotrwałe następstwa w umysłach tych, którzy przeżyli. Nie wtedy była
ich czarna godzina, lecz teraz. Teraz, w potach nocnego koszmaru, w paraliżu kończyn, w jąkaniu się i niespójnej mowie. Ci żołnierze
cierpieli w imię cywilizacji i cywilizacja ma obowiązek udowodnić, że
ich cierpienie nie służyło brudnemu oszustwu.
Siegfried Sassoon (cytowane za: Fussel 1983, s. 141)
Ludzie zawsze skupiali się w społecznościach i organizacjach, by
wspólnie radzić sobie z zewnętrznymi wyzwaniami. Szukali bliskich
związków emocjonalnych z innymi, by pomagać sobie wzajemnie przy
przewidywaniu, przyjmowaniu i integrowaniu trudnych doświadczeń. Więź
emocjonalna jest prawdopodobnie podstawową ochroną przed poczuciem
bezsilności i braku znaczenia. Dla dzieci jest to warunek przetrwania na
poziomie biologicznym, a dla dorosłych nie do pomyślenia jest bez niej
sensowna egzystencja. Rodzina zwykle bardzo skutecznie chroni małe
dzieci przed traumatyzacją i większość dzieci wykazuje zdumiewającą
odporność, jak długo ma dostępnego fizycznie i emocjonalnie opiekuna
(Werner 1989; McFarlane 1988). Również w przypadku ludzi dojrzałych
rodzina, koledzy i przyjaciele sprawdzają się w roli takiej ochronnej
otoczki. Wobec faktu, że więź z innymi ludźmi jest skuteczną obroną
przed traumą, powszechnie przyjmuje się, że pierwszym krokiem
postępowania z ofiarami katastrofy powinno być zapewnienie im lub
przywrócenie wsparcia społecznego (zob. rozdział 20).
Różnice między społecznościami w wielkiej mierze wynikają z odmiennych
norm określających wzajemne zobowiązania pomiędzy jednostkami a ich
otoczeniem. Z tego powodu poszczególne społeczności rozmaicie radzą
sobie z traumatycznymi doświadczeniami (zob. rozdział 17). Niezależnie
od względnej wartości, jaką dana społeczność przypisuje indywidualizmowi
i postawom konformistycznym, wydaje się, że w sytuacji zagrożenia
występuje uniwersalna tendencja do zacieśniania więzi z innymi ludźmi i całą społecznością. Freud (1926/1959) zauważył, że im groźniejsze jest
zewnętrzne niebezpieczeństwo, tym silniejsze staje się oddanie grupie. W skrajnych sytuacjach, takich jak wojna, ludzie mogą posuwać się aż do
poświęcania własnego życia, by umożliwić przetrwanie grupie. Ernest
Becker (1973) nazwał rodzące się wówczas głębokie poczucie
przynależności "poskramianiem przerażenia" (taming of terror).
Nawiązując do sformułowania Freuda, że skutkiem traumy jest przerwanie
"membrany umysłu" (1919/1921), Lindy i Titchener (1983) określili
wsparcie społeczne, jakie otrzymują ofiary, "membraną chroniącą od
traumy".
Kiedy osobiste zasoby jednostki są na wyczerpaniu, potrzebna jest
zewnętrzna pomoc, która skompensuje jej bezradność (Hobfoll i deVries
1995). Na ostrą traumę otoczenie społeczne zwykle reaguje szczodrze. Czy
będą to ceremonie żałobne w społecznościach pierwotnych, czy pomoc
niesiona przez Czerwony Krzyż, wydaje się, że każde społeczeństwo
stworzyło społeczne i religijne struktury otaczające opieką ludzi w ciężkim stresie, dopóki nie będą w stanie sami zadbać o siebie.
Otrzymywane z zewnątrz uprawomocnienie rzeczywistości traumatycznego
doświadczenia w bezpiecznym i zapewniającym wsparcie kontekście to ważny
czynnik zapobiegący stresowi potraumatycznemu i uśmierzający go.
Stworzenie takiego kontekstu może być jednak skomplikowanym problemem,
jeśli psychiczne potrzeby ofiar i potrzeby ich sieci społecznej są ze
sobą w konflikcie. Kiedy bezradność ofiary utrwala się (jak to jest w przypadku zespołu stresu pourazowego, PTSD) lub kiedy trauma jest czymś
skrywanym, wstydliwym bądź nieakceptowalnym (jak w przypadku nadużyć w rodzinie lub przemocy ze strony władz), można wątpić, czy dojdzie do
mobilizacji zasobów zewnętrznych, czy to w celu naprawienia krzywdy, czy
uczynienia zadość sprawiedliwości. Wobec braku uprawomocnienia i wsparcia traumatyczne wspomnienia będą najpewniej ciążyć na umyśle
ofiary i będą wyrażały się poprzez gniew, wycofanie albo inne kłopotliwe
zachowania.
Religia i społeczność a trauma
Jedną z fundamentalnych funkcji społeczności ludzkich jest pielęgnowanie
tradycji, instytucji i systemów wartości, dzięki którym ich członkowie
nie są przygniatani przez stresujące doświadczenia. Kluczową rolę
odgrywa religia, która w obliczu przerażającej rzeczywistości daje
ludziom poczucie sensu, umieszczając cierpienie w szerszym kontekście i potwierdzając jego powszechność w kolejnych pokoleniach, czasie i przestrzeni. Może więc pomóc ludziom w oderwaniu się od swojego
indywidualnego cierpienia. Podstawową cechą odróżniającą od siebie
poszczególne religie jest sposób, w jaki tłumaczą fakt, że ludzie nie są
w stanie w pełni kontrolować swojego życia. Niemniej jednak po przeżyciu
traumy tylko nieliczne ofiary potrafią się obronić przed przekonaniem,
że w ich bólu lub poczuciu utraty nie ma żadnego sensu. Dla wielu z nich
uświadomienie sobie tego jest jedną z najboleśniejszych lekcji
udzielonych im przez traumę. Często czują się opuszczeni przez Boga i zdradzeni przez bliźnich. Cierpienie zwykle nie wzmaga miłości ani
poczucia sensu życia, częściej owocuje samotnością i rozpadem
dotychczasowych przekonań. Niektóre osoby po traumie radzą sobie z poczuciem nieprzewidywalności i bezsensowności istnienia, przyłączając
się do fundamentalistycznych sekt religijnych lub politycznych, które
narzucają swoim członkom sztywny kodeks zachowań i ekskluzywne kryteria
przynależności oraz wskazują zewnętrznego wroga, ucieleśniającego zło
(zob. rozdział 17).
Stwierdzenie, iż PTSD pojawia się jako normalna reakcja na nienormalną
sytuację, implikuje, że ludzie w normalnej sytuacji potrafią kontrolować
swoje życie -?jest to zdecydowanie stanowisko zbyt optymistyczne.
Przekonanie, że jednostka może decydować o swoich losach, pojawiło się,
jak się wydaje, stosunkowo niedawno. Prawdopodobnie dzisiejszy upadek
religii to skutek rosnącej przewidywalności życia, która daje nadzieję,
że możemy kształtować swoją przyszłość bez pomocy sił nadprzyrodzonych.
W szczególności religie Wschodu nie obiecują swoim wyznawcom, że będą
sami decydować o swoim przeznaczeniu. Zarówno hinduizm, jak i islam
nauczają, że życiem kieruje ślepy los i że trzeba podporządkować się
woli bogów albo Allaha. Ponieważ nie przeprowadzono żadnych badań
porównawczych nad względnym rozpowszechnieniem PTSD w częściach świata,
w których religie te mają licznych wiernych, nie istnieją żadne dane
dotyczące sposobu, w jaki kształtują one ludzkie reakcje na traumę.
Natura traumy: kluczowe zagadnienie sensu
Ofiary traumy często stają się w swoim otoczeniu przedmiotem gorącego
zainteresowania, które może nie mieć bezpośredniego związku z ich
bieżącą sytuacją. Nawet jeśli skrywają swoje najgłębsze lęki i pogodziły
się z tym, co im przypadło w udziale, często są podatne na
wykorzystywanie w różnego rodzaju politycznych i społecznych
poczynaniach, tak korzystnych, jak i szkodliwych. Mogą być otaczane
opieką i idealizowane, ale równie łatwo wzgardzone, odrzucone i stygmatyzowane. Solomon (1995) opisał, jak w latach 1947-1982
społeczeństwo izraelskie przeszło z tej pierwszej pozycji na drugą,
jeśli idzie o stosunek do osób, które przeżyły Holocaust. Nie zatrzymało
się w połowie tego spektrum, co oznaczałoby traktowanie ocalonych jako
zwykłych bliźnich, którzy przeżyli coś niewyobrażalnego.
Na osobisty odbiór traumatycznego przeżycia przez jednostkę wpływa
społeczny kontekst wydarzenia. Ofiary i znaczące dla nich osoby mogą w różny i zmienny w czasie sposób oceniać zarówno realia tego, co się
zdarzyło, jak i rozmiary cierpienia. W efekcie koncepcje naprawy zła,
zadośćuczynienia i zapomnienia o krzywdzie, jakie wyznaje ofiara, mogą
być w ostrym konflikcie z wyobrażeniami osoby postronnej. Taki konflikt
między różnymi ocenami sensu traumy może stworzyć glebę dla utrwalenia
traumy w szerszym kręgu społecznym. Wkrótce centralnym zagadnieniem
staje się nie trauma jako taka, lecz kwestia winy i odpowiedzialności.
Trauma prowokuje reakcje emocjonalne o natężeniu proporcjonalnym do
rozmiarów zagrożenia i zgrozy, jaką budzi. Jednym ze sposobów uporania
się z tymi emocjami jest znalezienie kozła ofiarnego, którego będzie
można obciążyć odpowiedzialnością za tragedię. Członkowie rodziny i inne
osoby, po których można by spodziewać się wsparcia, mogą być tak
przerażeni myślą, że ich również mogłoby dotknąć podobne nieszczęście i nie potrafiliby mu zapobiec, że zaczynają stronić od ofiary i obwiniać
ją o to, co się zdarzyło -?zjawisko to nazwano "urazem wtórnym" (Symonds
1982). Ludzie, którzy przeżyli traumę, często wyznają, że brak wsparcia
ze strony osób, na które liczyli, oraz oskarżenia o to, że sami
ściągnęli na siebie to doświadczenie, pozostawiły u nich głębszą ranę
niż sama trauma (np. Lifton 1983). Ofiary często zresztą same mają takie
zdanie o sobie: czują wstyd i obrzydzenie do siebie, ponieważ nie umiały
zapobiec temu, co się zdarzyło. Tak więc dla wielu osób fakt, że nie
dorosły do własnych oczekiwań lub norm kulturowych, staje się częścią
traumatycznego doświadczenia.
Jak na ironię, zarówno ofiary PTSD, jak i społeczność, od której mogłyby
się spodziewać współczucia, wyrozumiałości lub wsparcia finansowego,
przyczyniają się do przekonania, że prawdziwą przyczyną cierpienia nie
jest sama trauma. Z jednej strony społeczność niechętnie godzi się na
to, by jej iluzje bezpieczeństwa i przewidywalności były rozwiewane
przez ludzi stanowiących żywy dowód, że bezpieczeństwo może być kruche.
Z drugiej strony wiele ofiar cierpi z powodu swej niezdolności do
przełożenia emocji i wrażeń związanych z traumą na język zrozumiały dla
otoczenia. Nie będąc w stanie spójnie opisać swoich przeżyć innym
ludziom ani nawet na własny użytek bez przywoływania traumatyzujących
wspomnień, mają trudności z wyartykułowaniem swoich potrzeb (zob.
rozdziały 12 i 13). Niechęć osób postronnych do zajmowania się emocjami
skrzywdzonych ludzi w połączeniu z niezdolnością tych drugich do
wyrażenia tego, co czują i czego potrzebują, sprawia, że ofiarom trudno
jest skupić się na pracy nad przełamaniem wpływu traumy. Ponieważ nie
potrafią jasno przekazać realiów wydarzenia, traumatyczne wspomnienia
zaczynają żyć własnym życiem, przybierając postać dręczących symptomów
(np. Langer 1990), przez co ofiara staje się pacjentem wymagającym
leczenia.
Kiedy wspomnienia traumy pozostają nieprzepracowane, straumatyzowana
jednostka reaguje jak psy Pawłowa: nawet drobny sygnał przypominający o traumie staje się wyzwalaczem odruchu warunkowego polegającego na
ponownym przeżywaniu uczuć i wrażeń należących do przeszłości. Ponadto
rzeczywiste krzywdy mogą pozostawić po sobie dziedzictwo fizycznego bólu
i cierpienia. Jeśli poniosła śmierć ukochana osoba, żałoba po niej
przyłącza się do traumy i ofiara tkwi w pułapce pomiędzy chęcią pozbycia
się okropnych wspomnień a poczuciem, że powinna pielęgnować pamięć o utraconej osobie. W przypadku domowej przemocy czy gwałtu sadyzm
prześladowcy może radykalnie zburzyć ufność ofiary. Nawet sama
perspektywa emocjonalnej i fizycznej bliskości z inną osobą może
wyzwalać u niej wspomnienie przerażenia, strachu i wstydu. Wiele ofiar
zmaga się ze swoją wrażliwością, organizując życie w taki sposób, by
niczego nie dostrzegać, nie odczuwać i nie angażować się emocjonalnie.
Często zagłębiają się w pracę zawodową -?gdyż jest to sfera życia, w której nie czują się tak bezbronne. Tak zwane Grant Study -?kontynuowane
przez pięćdziesiąt lat, od lat czterdziestych do dziewięćdziesiątych XX
wieku, badanie nad absolwentami Harvardu -?ujawniło, że ludzie cierpiący
na PTSD po II wojnie światowej z większym prawdopodobieństwem pojawiali
się na liście Who's Who in America3 niż ich zdrowi rówieśnicy
(Lee, Vaillant, Torrey i Elder 1995). Nawet jednak sukces zawodowy nie
kompensuje głęboko zakorzenionego u wielu ofiar poczucia, że nie są na
właściwym miejscu, że są kimś obcym, należącym do nieistniejącego już
świata.
Odpowiedzialność indywidualna a odpowiedzialność społeczna
Stosunek społeczności do osób po traumie rzadko wynika z obiektywnej i racjonalnej oceny. Jest on głównie skutkiem impulsów zachowawczych,
mających podtrzymać przekonanie, że świat jest zasadniczo sprawiedliwy,
że "dobrzy" ludzie mają kontrolę nad swoim życiem, a złe rzeczy zdarzają
się tylko "złym" ludziom. Chociaż jesteśmy zdolni do spontanicznych
aktów wielkoduszności wobec ofiar ciężkiej traumy, stała obecność i widoczność tych ofiar podważa (przynajmniej w świecie zachodnim) wiarę w to, że istoty ludzkie są panami własnego losu. Ofiary są tymi członkami
społeczności, których problemy przypominają nam o cierpieniu, bólu i gniewie, o których pragnęlibyśmy zapomnieć.
Ponieważ skutki traumy dotykają fundamentalnego zagadnienia osobistej
odpowiedzialności, bardzo trudno jest zachować neutralność emocjonalną,
zajmując się jej ofiarami. Judith Herman (1992) ujęła to następująco:
Prowadząc badania nad traumą psychiczną, trzeba zmierzyć się zarazem z bezbronnością człowieka w świecie natury i zdolnością do czynienia zła
obecną w jego własnej naturze. Oznacza to, że trzeba poświadczać
realność okropnych faktów. Kiedy traumatyczne wydarzenia są dziełem
człowieka, świadek jest wciągnięty w konflikt między ofiarą a jej
prześladowcą. Zachowanie bezstronności jest w tej sytuacji moralną
niemożliwością. Obserwator musi stanąć po jednej ze stron. Dużą pokusą
jest opowiedzenie się po stronie prześladowcy. Wszystko, czego ten
oczekuje od osób postronnych, to bezczynność. Odwołuje się do
powszechnego ludzkiego pragnienia, by nie widzieć niczego złego, nie
słyszeć i nie mówić o tym. Ofiara, przeciwnie, oczekuje, że świadek
podzieli jej brzemię lub ból. Żąda działania, zaangażowania i pamiętania
o krzywdzie. Po każdym drastycznym zdarzeniu można się spodziewać tych
samych, przewidywalnych usprawiedliwień: tego w ogóle nie było, ofiara
kłamie, ofiara przesadza, ofiara sama jest sobie winna, a w każdym razie
pora zapomnieć o przeszłości i iść dalej. Im większą siłą przebicia
dysponuje prześladowca, tym większe ma możliwości nazywania i definiowania rzeczywistości i tym bardziej ważkie są jego argumenty.
Przy braku silnych ruchów politycznych na rzecz praw człowieka aktywne
dawanie świadectwa nieuchronnie otwiera drogę do aktywnego zapominania.
Wypieranie wspomnień, dysocjacja i negowanie są zjawiskami społecznymi,
a nie tylko indywidualnymi (s. 8).
Kwestia odpowiedzialności, indywidualnej i zbiorowej, jest rdzennym
elementem tego, jak społeczność definiuje samą siebie. Czy nieuchronne
traumatyczne zdarzenia dotykające jej członków są wspólnym ciężarem
moralnym i finansowym, czy też ofiary muszą same się bronić i ponosić
odpowiedzialność za siebie? Czy ludzie mają prawo spodziewać się
wsparcia, gdy ich własne zasoby okazują się niewystarczające, czy są
pozostawieni ze swoim cierpieniem i nie mogą liczyć na żadną kompensację
swoich krzywd? Czy są zachęcani do analizowania swojego bólu (i wyciągania wniosków na przyszłość), czy też mają "zaciskać zęby" i nie
doszukiwać się sensu w swoich doświadczeniach? Naturalnie jednostki i społeczności nadmiernie skupiające się na przeszłości tracą elastyczność
niezbędną, by stawiać czoło przyszłości. I odwrotnie, jednostkom i społecznościom, które nie mają spójnych mitów o skutecznym pokonywaniu
przeciwności, brakuje poczucia tożsamości, które mogłoby wskazywać
sposób reagowania na bieżące wyzwania. Chociaż dla straumatyzowanych
jednostek i społeczności może być korzystne radzenie sobie z minioną
traumą poprzez wspólne rytuały i upamiętnienia, grozi im to jednak
zafiksowaniem na pragnieniu zemsty lub zadośćuczynienia kosztem
umacniania odporności i indywidualnej inicjatywy (zob. rozdział 17).
Robert Hughes (1993) przekonująco argumentował w pracy The Culture of
Complaint (Kultura narzekania), że trauma i wiktymizacja mogą służyć
jako uniwersalne usprawiedliwienie pozwalające uniknąć refleksji nad
sobą. Jest to prawdą tak dla jednostek, jak dla całych społeczności.
Taki naród jak kuwejcki, który był okupowany przez agresywnego sąsiada,
może wykorzystać traumę, by cały zespół problemów społecznych przypisać
wyłącznie spowodowanym przez okupanta zniszczeniom, chaosowi i prześladowaniom. Niezdolność do dostrzegania wielu różnych czynników
odpowiedzialnych za zmiany w indywidualnych i społecznych postawach
blokuje rozwój skutecznych strategii adaptacji do traumy tak jednostek,
jak i społeczności.
Dobrą ilustracją złożoności zagadnienia wsparcia społecznego jest
spostrzeżenie, że po przeżyciu zawału serca mężczyźni dysponujący dobrym
wsparciem społecznym oraz solidną samokontrolą funkcjonują o wiele
lepiej niż ci, którym jednego i drugiego brakuje, natomiast mężczyźni
mający wsparcie, ale słabą samokontrolę, radzą sobie gorzej niż
pozbawieni wsparcia, ale posiadający silną samokontrolę (Kobasa i Puccetti 1982). Sugeruje to, że wsparcie społeczne pod nieobecność
kontroli wewnętrznej może w istocie upośledzać proces rekonwalescencji.
Skoro wiemy, że trauma osłabia u ofiar kontrolę wewnętrzną (zob.
rozdział 5), kluczowe pytanie brzmi: jaki jest optymalny poziom wsparcia
społecznego, pozwalający ofierze odzyskać poczucie sprawczości?
Chociaż więc badania wykazują, że odpowiednie wsparcie społeczne jest
ważnym czynnikiem zapobiegającym rozwojowi zaburzeń związanych z traumą
(zob. rozdziały 8 i 20), to praca Kobasy i Puccettiego sugeruje, że
takie wsparcie niekoniecznie daje lepsze rezultaty niż jego brak.
Skuteczność wsparcia społecznego zależy przynajmniej po części od tego,
jak dużej ulgi doznaje ofiara dzięki niemu i w jakim stopniu motywuje ją
to do ponownego wzięcia swojego życia we własne ręce. Sprawę komplikuje
dodatkowo fakt, że niezależnie od zakresu oferowanego wsparcia negowanie
potraumatycznych problemów ofiary pociąga za sobą niebezpieczeństwo
utrwalenia się u niej związanych z traumą zachowań, takich jak przemoc
skierowana przeciwko samemu sobie lub innym, obojętność wobec bieżących
potrzeb oraz słabe funkcjonowanie w relacjach międzyludzkich i w pracy.
Po upadku komunizmu kwestia gotowości i zdolności społeczeństwa do
zapewnienia wsparcia osobom ubogim została w świecie uprzemysłowionym
silnie przewartościowana w publicznej dyskusji. W Europie i Ameryce
Północnej od czasu zakończenia II wojny światowej trwał proces
narastania powszechnej zgody co do odpowiedzialności społeczeństwa za
współobywateli, lecz zniknięcie żelaznej kurtyny sprowokowało ponowny
namysł nad dystrybucją zasobów społecznych, w tym także kierowaniem ich
do osób po traumie, chorych i w inny sposób upośledzonych. Po blisko
pięćdziesięciu latach zdecydowanego promowania bezpieczeństwa socjalnego
zwolennicy darwinizmu społecznego w jego współczesnej formie
racjonalizmu ekonomicznego dowodzą, że konkurencja, w której zwyciężają
najsprawniejsi, stwarza lepszą dynamikę społeczną, a deprywacja owocuje
twórczymi adaptacjami. Przyjmując taki punkt odniesienia, twierdzą, że
opieka roztaczana nad ludźmi bezradnymi nie pozwala im wziąć swojego
życia we własne ręce. Chociaż w tym nowym świecie darwinizmu społecznego
ofiary nie mogą żądać od innych zaangażowania w swoje problemy i uśmierzania ich cierpienia, ich obecność spełnia użyteczną funkcję: im
silniej ich niedola kontrastuje z naszą sytuacją, tym łatwiej nam
podtrzymywać w sobie przekonanie, że złe rzeczy zdarzają się tylko
"złym" ludziom, a przynajmniej ludziom pod jakimś względem genetycznie
upośledzonym.
Co niepokojące, skłonność do ignorowania realiów traumy w ludzkim życiu
zakorzeniła się także na wydziałach psychiatrii uczelni medycznych,
które odnoszą się obojętnie do rosnącego poziomu traumatyzacji w społeczeństwie. Tak jak podczas wcześniejszych pandemii przemocy,
badaniom nad traumą zagraża marginalizacja i ich wpływ na rozwój
psychopatologii staje się znikomy (zob. rozdział 3). Studenci medycyny i rezydenci psychiatryczni zdobywają obszerną wiedzę o względnie słabo
rozpoznanych schorzeniach w rodzaju choroby Huntingtona czy zaburzenia
obsesyjno-kompulsywnego (OCD), co nie konfrontuje ich z problemami
związanymi z nadużyciami i przemocą, natomiast zaburzenia potraumatyczne
przyciągają niewiele uwagi. Zjawisko to ilustrują następujące fakty: w 1992 r. podawano, że w Stanach Zjednoczonych 2 936 000 dzieci doznało
nadużyć lub zaniedbań (National Victim Center 1993), a u znaczącej ich
części wystąpiły zaburzenia psychiczne związane z traumą (zob. rozdziały
9 i 14). Mimo to do początku 1996 r. w całej światowej literaturze
pojawiła się jedna jedyna publikacja przedstawiająca wyniki
kontrolowanego badania psychofarmakologicznego nad leczeniem PTSD u dzieci (Famularo, Kinscherff i Fenton 1988). W ciągu ostatniej dekady
przeprowadzono natomiast 13 kontrolowanych badań nad farmakologicznym
leczeniem dzieci z OCD oraz 36 dotyczących leczenia nadpobudliwości
psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD). Szczególnie godne uwagi jest to
drugie zaburzenie, ponieważ odznacza się wysokim poziomem
współwystępowania z PTSD. Na przykład Putnam (1994) odkrył, że w próbie
nadużywanych seksualnie dziewczynek 28% spełniało diagnostyczne kryteria
ADHD w porównaniu z 4% w grupie kontrolnej wolnej od traumy. A jednak w żadnym z tych 36 badań nad dziećmi z ADHD nie sprawdzano, czy miały
miejsce wcześniejsze traumy, nie badano współwystępowania z PTSD ani
skuteczności środków farmakologicznych stosowanych w przypadku symptomów
traumy.
Odtwarzanie traumy w społeczeństwie
Najistotniejszym aspektem sytuacji ofiar przestępstw, wojen i nieszczęśliwych wypadków w jakimkolwiek społeczeństwie są ich roszczenia
do moralnych i finansowych zasobów ogółu. Wbrew potocznemu mniemaniu
tylko nieliczni poszkodowani natarczywie domagają się zadośćuczynienia i specjalnych przywilejów. Wielu z nich potulnie godzi się ze swoim
cierpieniem. Pogrążają się w poczuciu bezradności i wstydu, a jednocześnie pragną zachować niezależność i szacunek dla siebie. Inni
agresywnie odgrywają się za swoje traumy, krzywdząc samych siebie lub
innych ludzi, zarówno osoby sobie bliskie, jak i obcych (zob. rozdziały
1 i 9).
Ci poszkodowani, którzy są świadomi wpływu traumy na swoje życie, w większości przejawiają instynkt samozachowawczy i zdecydowanie wolą, by
ludzie nie wiedzieli, co się im przydarzyło. Na przykład ofiary gwałtu
zwykle zdają sobie sprawę z ryzyka, że nikt im nie uwierzy, że to im
przypisze się winę, że ich seksualność będzie wystawiona na pokaz i osądzana. Ofiara przemocy domowej z trudem przyznaje się do tego, bo
wstydzi się, że współmałżonek jej nie kocha, że nie umie sama się
obronić albo chronić swoich dzieci, że nie potrafiła zapewnić swojej
rodzinie szczęścia i bezpieczeństwa. Nie chce też ujawnić, że jest
bezsilna fizycznie lub finansowo. W relacjach rodzinnych lub
partnerskich szczególnie trudno jest nakreślić linię graniczną pomiędzy
zaufaniem a beztroską lub niezdolnością do samoobrony. W ostatnim czasie
niektóre ugrupowania feministyczne próbują wprowadzić do związków
damsko-męskich surowe reguły, co ich krytyczka Camille Paglia (1994)
określa jako "protekcjonalny paternalizm pracowników społecznych
koncentrujących się na ofiarach" (s. 208). Dodaje też: "Feminizm
powinien uczciwie przyjąć do wiadomości, że zwierzęca dzikość i pożądanie tkwią w nas wszystkich, i zaniechać oskarżania mężczyzn o wszystkie ciemne strony ludzkiej kondycji" (s. 136).
Pytanie o to, gdzie powinna być postawiona granica odpowiedzialności za
siebie, jest zarzewiem emocji, jakie kwestia PTSD rozpala w debatach
społecznych. Skrywana przemoc może pociągać za sobą zmowę milczenia,
prawdziwe lub fałszywe oskarżenia, odmowę przyjęcia odpowiedzialności za
zachowania okrutne, prowokacyjne lub poniżające. W przypadku przemocy
domowej głównym elementem jest lęk przed porzuceniem. Okrutny partner
stara się władać rodziną, wzbudzając w niej lęk. Przywiązanie do niego
bywa silniejsze niż pragnienie ucieczki. Przekonanie ofiary, że nie
potrafi sama zadbać o siebie lub że nikt jej nie uwierzy, może
odstręczać ją od poszukiwania alternatywnych rozwiązań (van der Kolk
1989; Dutton i Painter 1993). Wiele pobitych kobiet i dzieci
przywożonych na izby przyjęć szpitali z krwiakami albo połamanymi kośćmi
zmyśla różne historie, by ochronić swoich prześladowców przed
odpowiedzialnością -?zwykle ku uldze personelu medycznego, który czuje
się usprawiedliwiony i nie musi angażować się w "cudze awantury".
Ujawnienie, że jest się ofiarą (albo prześladowcą), oznacza konieczność
stawienia czoła wstydowi związanemu z taką relacją. Uświadomienie sobie
wpływu, jaki przemoc wywiera na nasze życie, zmusza do rozważenia
możliwości zerwania związku i obchodzenia się bez niego. Wobec takich
skomplikowanych realiów zrozumiałe jest, że w ostatnich latach wielu
ubezpieczycieli unika obejmowania polisą obrażeń spowodowanych przez
przemoc domową (tego rodzaju ograniczenia nie dotyczą natomiast
prześladowców).
Jeśli wspomnienia nadużyć z dzieciństwa, przemocy domowej, wojen i tortur nie zostaną przepracowane, mogą stać się źródłem irracjonalnych
symptomów -?zachowań będących pochodnymi nierozwiązanych aspektów
traumy. Ludzie, którzy dłuższy czas spędzili w pełnym nadużyć
środowisku, mogą nigdy nie nauczyć się zasad cywilizowanego zachowania
lub o nich zapomnieć. Bezradność i zmieszanie przejawiają się u wielu
ofiar biernością i niezdolnością do przyjęcia odpowiedzialności za
siebie. Wzorce lęku i dysocjacji mogą stać na przeszkodzie wyrażaniu
uczuć i pragnień. Kiedy straumatyzowana jednostka czuje przerażenie, jej
postawa często jest nacechowana lękiem przed porzuceniem, co przejawia
się jako żałosna uległość wobec prześladowcy. Bierność nie pozwala jej
dostrzec, w jaki sposób przyczynia się sama do dalszych nadużyć.
Niekiedy miejsce bierności i bezradności może zająć wybuch niechęci i wściekłości, przy czym ofiara wydaje się nieświadoma skutków swoich
emocjonalnych zachowań i zagrożenia, jakie stanowi dla innych ludzi. Ani
bierność, ani zastraszanie nie pozostawiają miejsca na wzajemność i troskę o potrzeby innych osób.
Ponieważ zarówno ofiara, jak i osoby postronne doświadczają w konfrontacji z takimi zachowaniami silnych emocji, prawdopodobnie umyka
im fakt, że są one zakorzenione w minionej traumie. Budują więc
skomplikowane konstrukcje umysłowe mające uzasadnić ich reakcje: w przypadku ofiary wyrafinowane pretensje, a w przypadku świadków
koncepcje diagnostyczne, które niezmiennie nabierają pejoratywnego
znaczenia. Te pretensje i diagnozy są tak pomyślane, by przywrócić ich
autorom poczucie panowania nad sytuacją. Jak na ironię jednak jedne i drugie utrwalają wpływ traumy w obszarze interpersonalnym, tworząc
dychotomię dominacji i uległości. Po naruszeniu zdrowej równowagi między
współpracą a dystansem bezpieczeństwa powstaje polaryzacja, w ramach
której jedna osoba lub grupa jest postrzegana jako władcza, a druga jako
bezsilna. Trauma jest więc w dalszym ciągu rozgrywana pomiędzy
bezsilnymi petentami /ofiarami /pomocnikami a drapieżnikami
/manipulatorami /prześladowcami. Słowo "ocalony" (ang. survivor) na
określenie ofiary to eufemizm negujący rzeczywistość tej dychotomii
bezsilności.
Korzyści i koszty ochrony
Trauma może działać jak katalizator przemiany społecznej. Oddając głos
własnemu poczuciu krzywdy, wielu działaczy społecznych, przywódców
politycznych i artystów zdołało przekształcić swoją traumę w okazję do
pomagania innym ludziom. Na przykład Germaine Greer (1989),
przedstawiając zaburzenie PTSD swojego ojca po II wojnie światowej,
pisała:
Kiedy [urzędnicy medyczni] badali ludzi przejawiających poważne
zaburzenia, niemal niezmiennie stwierdzali, że ich kluczowa przyczyna
leżała w doświadczeniach sprzed wojny, głównie "domowych": chorzy
mężczyźni nie byli pierwszorzędnym materiałem na żołnierzy. (...)
Wojskowi twierdzą, że to nie przeżycia wojenne przyprawiają ludzi o chorobę, lecz że chorzy ludzie nie powinni być wysyłani do walki. Władze
pogłębiały ich rozstrój psychiczny, przypisując im tchórzostwo. W istocie byli zbyt zmęczeni i upadli na duchu, żeby czuć strach (s.
327-328).
Po dziecięcych doświadczeniach z cierpieniem ojca i walką o jego
uśmierzenie Greer jako osoba dorosła była dobrze przygotowana do
opisywania konsekwencji dominacji mężczyzn (w jej najgorszych
przejawach: gwałtach, kazirodztwie i przemocy domowej). Podobnie wielu
przywódców ruchu oporu z czasów wojny podjęło w następnych
dziesięcioleciach walkę o zjednoczenie Europy. Anthony Eden i Harold
Macmillan, dwaj weterani okopów I wojny światowej, byli później
premierami z ramienia konserwatystów, oddanymi sprawie zapewnienia w Wielkiej Brytanii bezpieczeństwa socjalnego. Tak więc, aczkolwiek
doświadczenie traumy owocuje w pierwszym rzędzie osobistym cierpieniem,
może je zastąpić sublimacja w postaci działań społecznych lub
artystycznych, a zatem służyć jako silny czynnik przemiany społecznej.
Niezdolność do ulżenia doli ofiar może być katastrofalna dla
społeczeństwa. Społeczne koszty odtwarzania traumy w postaci krzywdzenia
dzieci, powtarzających się aktów przemocy i bezproduktywności bywają
oszałamiające. Brak odpowiedzi na rzeczywistość traumy miewa też
niszczące skutki w polityce. Na przykład po I wojnie światowej nie
wzięto pod uwagę jej skutków w postaci niezdolności części weteranów do
włączenia się w pokojowe życie społeczeństwa. Ignorowanie tej ich
"słabości" zapewne znacząco przyczyniło się do rozwoju faszyzmu i militaryzmu (zob. rozdział 3). Niewiarygodnie dotkliwe reparacje wojenne
ustanowione przez traktat wersalski, motywowane ze strony aliantów
pragnieniem zemsty, były upokorzeniem dla i tak już upokorzonych
Niemiec. Z drugiej strony naród niemiecki bezlitośnie traktował swoich
weteranów wojennych, uważając ich za ułomnych moralnie. Ta lawina
upokorzeń dotykająca bezsilnych ludzi stworzyła podstawy do całkowitej
deprecjacji praw człowieka w reżimie nazistowskim, eksterminacji
słabszych i odbiegających od normy oraz moralnego usprawiedliwienia dla
zniewolenia "podludzi" -?a więc przesłanek rozpętania kolejnej wojny.
Po II wojnie światowej, zakończonej klęską nazistowskich Niemiec i imperialnej Japonii, zwycięzcy odrobili tę lekcję. Stany Zjednoczone za
pośrednictwem planu Marshalla okazały ogromną pomoc pokonanym narodom,
co stworzyło ekonomiczny fundament dla następnych pięćdziesięciu lat
względnego pokoju na świecie. Na gruncie krajowym ten sam duch
wspaniałomyślności zrodził GI Bill, projekt, który zapewnił milionom
weteranów zdobycie wykształcenia i przyczynił się do ogólnego wzrostu
dobrobytu poprzez stworzenie licznej, dobrze wyedukowanej klasy
średniej. Jednocześnie nowo utworzona Administracja Weteranów rozpoczęła
budowanie w całym kraju struktur pomagających kombatantom w ich
problemach zdrowotnych. Co jednak ciekawe, przy całym tym troskliwym
zainteresowaniu powracającymi z wojny żołnierzami w ogóle nie poświęcono
uwagi psychicznym ranom wojennym i nerwice wywołane przez traumę nagle
znikły z oficjalnej psychiatrycznej nomenklatury. W 1982 roku jeden z nas (van der Kolk) przeprowadził ankietę wśród ponad trzystu weteranów
II wojny światowej, pacjentów przychodni w szpitalu należącym do
Administracji Weteranów. Okazało się, że aż 85% z nich cierpiało na
PTSD, ale żadnemu z nich nie postawiono wcześniej takiej diagnozy.
Aby uporać się ze skutkami traumy, ludzie, instytucje i społeczności
muszą podjąć działania adaptacyjne. Powinny one koncentrować się na
rozwiązywaniu bieżących problemów, gdyż nadmierna introspekcja może
przeszkadzać w odbudowie psychicznej ofiar (zob. rozdział 5). Z drugiej
strony ignorowanie przeszłości uniemożliwia jednostkom i grupom uczenie
się na błędach. Nieświadomość sensu czyjegoś zachowania czasami utrudnia
odróżnienie działania naprawczego od odtwarzającego traumę. Bywa tak
zarówno na poziomie indywidualnym, jak i grupowym. Aż nazbyt powszechny
przykład przedstawili Pelcovitz i in. (1995), stwierdzając, że grupa
straumatyzowanych nastolatków skutecznie minimalizuje wpływ poważnych
nadużyć fizycznych na ich życie, ale nawykowo angażuje się w pełne
agresji relacje z rówieśnikami, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji
takiego postępowania.
Mając do czynienia z jednostkami (lub społecznościami), które radzą
sobie ze swoimi uczuciami przez działanie, profesjonaliści i twórcy
polityki społecznej powinni z jednej strony respektować ich naturalną
skłonność do aktywnego przełamywania potraumatycznej bezsilności, lecz z drugiej strony pomagać im w uświadomieniu sobie niebezpieczeństwa
odtworzenia traumy w nowym kontekście społecznym. Kiedy widać, że jakieś
działanie nie zapobiega powrotowi traumy w postaci emocji, wizji albo
interakcji społecznych, zarówno jednostki, jak i społeczności powinny
uświadomić sobie istotę tego, co się zdarzyło, i związane z tym
cierpienie. Konfrontowanie się z przeszłością jest przedsięwzięciem
delikatnym które powinno być podejmowane wyłącznie z pomocą godnych
zaufania osób lub instytucji, gdyż zawsze istnieje poważne ryzyko
narażenia się na ból, który nie spotka się z konstruktywną reakcją, a prośba o pomoc może doprowadzić do obwiniania ofiary.
Izolacja społeczna a integracja
Przyczyna traumy i jej realia nie są pierwszoplanowymi czynnikami
decydującymi o stosunku społeczności do jej ofiar. Jak zauważyliśmy
wcześniej, reakcje otoczenia są przede wszystkim zachowawczymi impulsami
zmierzającymi do podtrzymania wiary, że świat jest zasadniczo
sprawiedliwy, że ludzie mogą kształtować swój los i że złe rzeczy
zdarzają się tym, którzy na to zasłużyli. Zwiastuni złych wiadomości są
na ogół traktowani jako zagrożenie. Społeczność odnosi się podejrzliwie
do ofiar, które zaburzają tkankę społeczną, podkopują wiarę w siebie,
zużywają zasoby i żyją na koszt innych. Ludzie słabi są zobowiązaniem i po początkowej fazie współczucia narażają się na opinię pasożytów czy
też nosicieli wirusa zaburzeń społecznych. Społeczność zaangażuje się w pomoc ofiarom tylko pod warunkiem, że zaakceptuje dwie tezy: (1) ofiary
nie są odpowiedzialne za to, że doznały traumy; (2) jeśli nie pomoże się
im w poradzeniu sobie ze wspomnieniami traumy, mogą stać się ludźmi
niespokojnymi i skłonnymi do przemocy, niegodnymi zaufania pracownikami
i niedbałymi rodzicami, a także mogą radzić sobie z nieznośnymi emocjami
za pomocą alkoholu lub narkotyków.
Zagadnienie obwiniania ofiar jest nadzwyczaj skomplikowane. Badania
wielokrotnie wykazały, że straumatyzowani ludzie są podatni na ponowną
traumę. Tezę tę zdecydowanie potwierdzają wyniki Russela (1986), a także
Breslau, Davisa i Andreskiego (1995). Po traumie jednostka często traci
wiarę w możliwość samoobrony i zachowuje się w sposób dla siebie
szkodliwy. Kwestia wtórnej wiktymizacji ma ogromne konsekwencje dla
polityki społecznej. Czy możliwe jest stworzenie społeczeństwa, które
będzie w pełni oddawało ofiarom sprawiedliwość i chroniło je przed
dalszymi krzywdami? Czy państwa dobrobytu w socjaldemokratycznej
północnej Europie skutecznie zapobiegają cyklom przemocy? A jeśli tak,
czy nie dzieje się to kosztem tłumienia inicjatywy najbardziej
przedsiębiorczych jednostek? Czy w Stanach Zjednoczonych programy takie
jak Head Start4 rzeczywiście zapobiegają cyklom przemocy poprzez
wczesną interwencję, czy też są to tylko nieudane eksperymenty z dziedziny inżynierii społecznej? Czy lepiej inwestować w programy
szkolne, placówki opieki dziennej i inne formy wczesnej interwencji, czy
też zasoby społeczne powinny być wykorzystane do wzmocnienia policji i budowania więzień dla przestępców, których czasowa eliminacja ze
społeczeństwa zapewni pozostałym obywatelom większe bezpieczeństwo? Czy
wszystkie te pytania rzeczywiście są reprezentacją uzasadnionych
dychotomii? Odpowiedź na te pytania wykracza poza tematykę niniejszej
pracy, lecz są one istotnym polem badań. Do jakichkolwiek wniosków dojdą
politycy i ich elektorat, będą one miały ogromny wpływ na rozmiary
traumy, z jaką mają do czynienia członkowie każdego społeczeństwa, a także na los ofiar tej traumy.
Doświadczenia pracy klinicznej nauczyły nas, że zdolność do
uwzględniania sytuacji ofiar jest przynajmniej po części funkcją tego,
jak dobrze ludzie radzą sobie z własnymi nieszczęściami. Jeśli stawiają
czoło rzeczywistości własnego cierpienia, jeśli akceptują własny ból,
przekłada się to na ogół na tolerancję, a czasami nawet na współczucie
dla innych. I odwrotnie, jak długo ludzie negują wpływ osobistej traumy
i udają, że nie ma ona znaczenia, że nie jest niczym szczególnie złym,
albo znajdują usprawiedliwienia dla swoich prześladowców, tak długo będą
skłonni identyfikować się z agresorami i traktować innych w równie
surowy sposób, w jaki traktują zranioną część samego siebie.
Identyfikacja z agresorem sprawia, że można odmawiać empatii samemu
sobie, a w następnej kolejności innym.
Dyskusja wokół "fałszywych wspomnień"
Rozpoznanie, że ktoś został skrzywdzony, implikuje potrzebę
zadośćuczynienia. W związku z tym prawnicy i psychiatrzy stają wobec
trudnych pytań, kiedy ofiary domagają się znalezienia winnych. Przy
założeniu, że fałszywe oskarżenie jest bardziej niebezpieczne społecznie
niż nieoddanie sprawiedliwości ofiarom, system prawny musi dysponować
precyzyjnymi regułami dowodzenia winy prześladowców. Debata wokół
"fałszywych wspomnień" dotyka samej istoty zasad sprawiedliwości
społecznej i obie strony powołują się na wysokie względy moralne. Ofiary
stały się osobami postronnymi (przeważnie pozbawionymi głosu) w tej
zajadłej debacie o to, czy można ufać wspomnieniom traumy jako oddającym
dokładnie rzeczywistość. Zwolennicy obu stron często posługują się
przykładem procesów czarownic w Salem, by wykazać niebezpieczeństwo
pomyłek sądowych lub fałszywych oskarżeń. Wobec rosnących podejrzeń
(niepodpartych dowodami naukowymi), że wiele wspomnień traumy
"zaszczepiają" ofiarom terapeuci, łatwo jest posądzać ofiary o wysuwanie
fałszywych oskarżeń, a ich prześladowcy korzystają z dobrodziejstwa
wątpliwości i mogą uniknąć należnej kary. W obecnym klimacie politycznym
chętniej ufa się wyznaniom rodziców mających udokumentowaną historię
alkoholizmu niż trzeźwych osób szukających pomocy z powodu natrętnych
wspomnień dawnych okropnych przeżyć.
W ostatnich latach niewiele spośród osób, które uświadomiły sobie, że
były nadużywane seksualnie, zdecydowało się pozwać swoich dawnych
prześladowców do sądu i tylko garść tych ostatnich została skazana.
Jeśli wierzyć mediom, jest to problem o skali epidemii, ale wyniki
kwerendy w aktach sądowych stanu Massachusetts sugerują, że procesy tego
rodzaju są skrajnie rzadkie w porównaniu z rzeczywistą liczbą przypadków
nadużywania seksualnego dzieci. Na przykład w 1993 roku Wydział Spraw
Społecznych stanu Massachusetts odnotował 2149 przypadków takich
nadużyć, około 400 mężczyzn trafiło do więzienia za akty seksualne
skierowane przeciwko dzieciom, a 575 otrzymało wyroki z zawieszeniem.
Natomiast od 1990 do 1994 roku doszło w tym stanie zaledwie do czterech
procesów sądowych, w których dorosłe osoby pozwały swoich rzekomych
prześladowców po odzyskaniu pamięci traumy. Jeden z nich był głośnym
przypadkiem duchownego, którego oskarżono o molestowanie seksualne 155
dzieci.
Przedstawiciele ruchu "fałszywych wspomnień" utrzymują, że tysiącom
niczego niepodejrzewających białych kobiet z klasy średniej terapeuci
zaszczepili w umysłach fałszywe wspomnienia o nadużyciach seksualnych.
Bieżące badania pokazują jednak, że (1) nie ma żadnych dowodów, by
traumatyczne wspomnienia można było tak po prostu zaszczepić komuś w umyśle; (2) odzyskanie pamięci o zapomnianych traumatycznych
wydarzeniach występuje równie powszechnie u mężczyzn, co u kobiet i nie
zdarza się częściej u osób poddających się psychoterapii niż u pozostałych; (3) potraumatyczna amnezja nie jest związana z klasą
społeczną ofiary; (4) odsetek przypadków pełnej amnezji po traumatycznym
doświadczeniu jest wśród Latynosów trzy razy wyższy, a wśród
Afroamerykanów dwa razy wyższy niż wśród Białych (Elliot i Briere 1994).
Większość przypadków nadużyć seksualnych prawdopodobnie nie wychodzi na
jaw i uchodzi uwadze zarówno specjalistów zdrowia psychicznego, jak i wymiaru sprawiedliwości. Problem fałszywych oskarżeń jest szczególnie
skomplikowany przy sporach o opiekę nad dzieckiem, gdyż istnieje wówczas
motywacja do ich formułowania. Schetky i Green (1988) ocenili, że
zarzuty o nadużycia seksualne są w blisko 25% takich przypadków
nieprawdziwe.
Aczkolwiek występowanie odroczonych wspomnień po niemal wszelkich
wyobrażalnych rodzajach traumy odnotowywano stale od więcej niż stu lat
(zob. rozdział 12), to precyzja tych wspomnień pozostawia wiele do
życzenia. Przyczynia się do tego fakt, że traumatyczne wspomnienia mają
charakter fragmentarycznych wrażeń zmysłowych, narracja, jaką ofiara
buduje, by je zrelacjonować, jest funkcją jej etapu rozwojowego w chwili
zaistnienia traumy, a ponadto dostosowuje się do oczekiwań społecznych.
Podobnie jak w toku podobnej debaty sprzed wieku (zob. rozdział 3),
dyskutujący skupiają się na zagadnieniach docierania do wypartych
wspomnień oraz możliwości poddawania się sugestii.
Debata wokół "fałszywych wspomnień" pokazuje z jednej strony, że ludzie,
którzy próbują unieść zasłonę skrywającą tajemnice nadużyć w rodzinie,
narażają się na ponowną traumę, gdyż spotykają się z podejrzeniami, a z drugiej strony, że zapobieganie fałszywym oskarżeniom wymaga dużej
pieczołowitości. Ostatecznie oskarżenie o tak haniebny występek samo w sobie może być traumatycznym doświadczeniem o trudnych do przewidzenia
konsekwencjach. W ostatnim czasie opinia publiczna reaguje coraz
gwałtowniej na domniemane nadużycia seksualne. Oskarżani o to rodzice
wraz ze wspierającymi ich ekspertami utworzyli bardzo sprawną
organizację prawniczą, Fundację Syndromu Fałszywych Wspomnień (False
Memory Syndrom Foundation), która stawia sobie za cel dyskredytowanie
relacji osób dorosłych twierdzących, że w dzieciństwie padły ofiarą
takich nadużyć. Lansuje ona tezę, iż mamy do czynienia z epidemią
fałszywych oskarżeń wywołaną przez psychoterapeutów, których określa
jako "ruch odzyskiwania pamięci". Organizacja wychodzi z założenia, że
istnieje "syndrom fałszywych wspomnień" powstający w wyniku stosowania
przez terapeutów niewłaściwych metod pracy z osobami podatnymi na
sugestię. Jak dotąd nie ma naukowych dowodów istnienia takiego syndromu.
Bezdyskusyjny jest wszakże fakt, że część psychoterapeutów ma tendencję
do sprowadzania większości problemów psychicznych swoich pacjentów do
historii nadużyć seksualnych z dzieciństwa -?podobnie jak liczni
specjaliści zdrowia psychicznego ignorują udział takich nadużyć w genezie schorzeń psychiatrycznych i lekceważą kliniczne znaczenie
ogromnego dorobku badawczego mówiącego o ich niszczącym działaniu na
rozwój osobowości człowieka.
Sprawa prawdziwych i fałszywych oskarżeń o nadużycia seksualne wzbudza
ogromne emocje z powodu wielkich cierpień, jakich tego rodzaju
wspomnienia przysparzają ofiarom, oraz wstrząsu, jakim jest takie
oskarżenie zarówno dla rzeczywistych sprawców, jak i dla obwinionych
bezpodstawnie. Grupa False Memory wzywa więc w niektórych stanach do
uchwalenia Ustawy o ochronie zdrowia umysłowego konsumentów (Consuner
Mental Health Protection Act, CMHPA) -?regulacji prawnej, która
uznałaby "terapię przywracania pamięci" za przestępstwo. Ta propozycja
ustawiła oskarżanych o nadużycia rodziców w opozycji do organizacji
profesjonalnych, takich jak Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne,
którego Rada Przedstawicieli oświadczyła, że "przy bliższej analizie
okazuje się, iż [CMHPA] zawiera wiele postanowień w istocie
szkodliwych dla konsumentów i obniżających dostępność usług wysokiej
jakości" oraz że "mając na celu ochronę konsumentów, [CMHPA] w istocie
stwarza niepotrzebne biurokratyczne bariery utrudniające dostęp do służb
ochrony zdrowia psychicznego" (Director of Legal and Regulatory Affairs
1995).
Chociaż w ogniu debaty znaleźli się przede wszystkim psychoterapeuci,
zaangażowała ona także wymiar sprawiedliwości jako arbitra
rozstrzygającego w tych sprawach. Antagonistyczne środowisko sali
sądowej, zachęcające do oskarżeń i kontrargumentów, nie jest idealnym
forum dla rozstrzygania tego rodzaju zagadnień. Szeroko upubliczniane
sprawy sądowe zaciemniają jeszcze bardziej fakt, że kwestia "wypieranych
wspomnień" dotyczy względnie skromnego odsetka przypadków nadużyć
seksualnych (zob. rozdział 12). Byłoby w najwyższym stopniu niefortunne,
gdyby zrozumiała troska o niesłusznie obwinianych miała przesłonić
realne szkody wyrządzane przez nadużycia seksualne dzieci.
Debata wokół "fałszywych wspomnień" spolaryzowała jeszcze bardziej
stanowiska "wierzących" w znaczenie traumatycznego stresu oraz
"sceptyków". W ogniu sporu stopniowo nikną argumenty naukowe i kliniczne. Jeśli wziąć pod uwagę, że według oceny Departamentu
Sprawiedliwości co roku w USA około 250 tysięcy dzieci pada ofiarą
nadużyć seksualnych, ich prześladowcy mają wyraźny interes w zamieceniu
pod dywan skutków tych nadużyć. Co więcej, żywotny interes w negowaniu
wpływu traumy na życie ludzkie mają nie tylko przestępcy organizujący
dziecięcą prostytucję, pedofile, gwałciciele i sprawcy nadużyć w rodzinie. Korzyści z lekceważenia skutków traumy odnoszą także potężne
instytucje, takie jak kompanie ubezpieczeniowe oraz siły zbrojne, dla
których stawką są ogromne sumy pieniężne łożone na wypłatę odszkodowań.
Niestety, ten wielostronny nacisk na negowanie skutków traumy jest tak
silny, lęk przed utratą korzyści tak głęboki, a ludzka potrzeba
znajdowania konkretnych osób lub organizacji, które można obwinić o swoje niedomagania, tak powszechna, że wątpliwe, by owa debata miała
kiedykolwiek przebiegać z szacunkiem dla faktów.
Społeczne dziedzictwo traumy
Jak zauważyliśmy wcześniej, ofiary często tkwią w pułapce ciągłego
odtwarzania traumatycznej przeszłości. Tę kompulsję powtarzania obrazowo
ilustrują ofiary nadużyć seksualnych z dzieciństwa, opisane przez Klufta
(1991) jako bezbronny materiał do dalszych nadużyć. Wiele jednostek po
traumie organizuje swoje życie wokół podstawowego konfliktu między
lękiem przed ponowną wiktymizacją a potrzebą zewnętrznej ochrony. Te
lęki i oczekiwania mogą prowokować gniewne, lekceważące, a nawet
otwarcie sadystyczne reakcje profesjonalistów, do których ofiary
zwracają się po zadośćuczynienie i ochronę. Demonstrowanie przez nie
skrajnego poczucia bezsilności albo silnej agresji to prawdopodobnie
skutek powtarzającej się wciąż od nowa wiktymizacji. Takie emocjonalne
napięcie pomiędzy empatią, wściekłością i bezsilnością sprawia, że dla
specjalistów, którym powierza się opiekę nad ludźmi po traumie, praca z nimi jest skrajnie wyczerpująca. Profesjonaliści nazbyt łatwo przyjmują
również rolę ratowników lub prześladowców, co w obu wypadkach zmierza do
odświeżenia traumy (zob. rozdział 9). Relacja z ofiarą traumy wymaga od
terapeuty ciągłego zachowywania świadomości własnych subiektywnych
reakcji oraz potrzeby bronienia się przed treściami przekazywanymi przez
pacjenta, które mogą dotyczyć najmroczniejszych stron rzeczywistości.
Nastawienie do ofiary i reakcje na jej postawę w dużym stopniu są
kształtowane przez instytucje społeczne. Na przykład system prawny
odgrywa ważną symboliczną i praktyczną rolę w kanalizowaniu agresywnych
impulsów. W każdym społeczeństwie prawo karne stanowi główny hamulec dla
przemocy, wiktymizacji i samowolnej zemsty. Odbierając prawo do zemsty
poszczególnym obywatelom, stwarza system kontrolowanej zemsty i upokorzenia prześladowców, zapobiegając konfliktom w społeczeństwie.
Cierpienia ofiar powinny być powstrzymywane w podobny sposób, w jaki
system prawny powstrzymuje przemoc i zemstę. Wyzwaniem dla każdego
cywilizowanego społeczeństwa jest eliminowanie aktów przemocy,
cierpienia i deprywacji, rozciąganie nad dziećmi ochronnego parasola,
pod którym mogą dorastać, nie zaznając krzywd, zapewnienie, by ofiary
znalazły zadośćuczynienie za swoje cierpienia i by nikt nie czuł się
bezsilny.
Oprócz sądów oraz służb medycznych i socjalnych także inne społeczne
struktury i zwyczaje odgrywają istotną rolę, pomagając ludziom
odnajdować sens w swoim gniewie i poniżeniu. Ceremonie, takie jak Dzień
Pamięci Wojny Wietnamskiej w Waszyngtonie czy Yad Vashem -?wspomnienie
Holocaustu w Jerozolimie, zapewniają czas i miejsce, w którym ludzie
mogą wyjść poza swoje poczucie bezsilności. Socjalną transformację
traumy uosabiają także ludzie, którzy potrafią przekroczyć swój gniew i pragnienie odwetu w obliczu cierpienia i opresji. Martin Luther King i Mahatma Gandhi to dwa współczesne przykłady jednostek, które przeszły do
porządku nad osobistym cierpieniem, by zająć się cierpieniem ogółu.
Zemsta, sprawiedliwość i sens życia od starożytności należały do
najważniejszych problemów rozważanych przez ludzi. Około 2500 lat temu
dramaturg Ajschylos (458 p.n.e./1977) kwestię kontrolowania przez
społeczność potraumatycznej wściekłości i pragnienia zemsty uczynił
głównym tematem swojej wielkiej trylogii Oresteja, w której prymitywne
reguły zemsty zamieniają się w końcu w reguły sprawiedliwości
społecznej. W tragedii tej Orestes, który jest zarówno ofiarą (swojej
matki, która zamordowała ojca), jak i prześladowcą (zabijającym ją w akcie zemsty), potrafi zapanować nad dręczącymi wspomnieniami tych
czynów, podporządkowując się zasadom -?mającym na celu skanalizowanie
ślepych sił "nieludzkiego traktowania ludzi przez ludzi".
Podporządkowanie impulsów zemsty arbitrażowi prawa, ustanowienie
wspólnych symboli i upamiętnień, stworzenie instytucji odpowiedzialnych
za bezpieczeństwo społeczne, honorowanie ludzi będących symbolem
prawości i identyfikowanie się z nimi -?wszystko to stanowi poważne
zadanie dla społeczeństw nacechowanych opresją i brutalnością. Obywatele
państw, które niedawno zrzuciły totalitarną władzę, takich jak kraje
Europy Wschodniej i dawne republiki Związku Sowieckiego, muszą w warunkach rosnącej wolności politycznej szukać nowych sposobów panowania
nad efektami dawnych traum. W społeczeństwie totalitarnym głównym
instrumentem kontroli społecznej była systematyczna brutalizacja
stosunków międzyludzkich. Władze państwowe z powodzeniem
podporządkowywały sobie obywateli, którzy skupiali się na
rozpamiętywaniu przeżytego strachu i doznanych krzywd, zamiast aktywnie
kształtować swoje życie. Ocenia się, że w Związku Sowieckim zamordowano
od 20 do 60 milionów własnych obywateli. Ludzie, którzy przeżyli Gułag,
i bliscy tych, którzy stracili życie, nie mieli prawa mówić o swoich
krzywdach ani celebrować żałoby. Dzieci donosiły na swoich ojców, a kobiety zawierały nowe małżeństwa, nie znając losu swoich mężów, którzy
trafili do obozów pracy (Remnick 1993).
Z powyższych faktów rodzą się liczne ważne pytania. W jaki sposób
wspomnienia brutalności i okrucieństwa trwają na poziomie społecznym?
Jak wpływa to na ludzką lojalność, osobiste i społeczne oddanie, wiarę w sens poświęcenia dla wspólnego dobra, wiarę w sprawiedliwość, gotowość
do przekazywania decyzji w ręce wybranych przedstawicieli, przekonanie o sensie reguł społecznych i praw? Nieraz w historii wspólnie przeżywane
traumy sprzyjały powstawaniu bardzo zwartych grup wytwarzających u swoich członków paranoidalne przeświadczenie, że za wszelkie niedole
wspólnoty są odpowiedzialni "outsiderzy", odgrywający rolę kozłów
ofiarnych. Z czasem tego rodzaju prymitywne formy organizacji
konstytuowały jądro struktury społecznej, dając poczucie wspólnego
cierpienia. Niestety, ceną za stworzenie takiej wspólnoty w cierpieniu
okazywała się często wspólnota nienawiści i gotowość do zemsty. Jeśli
idzie o obecne przemiany polityczne w krajach uwalniających się od
totalitaryzmu, fascynujące będzie obserwowanie, czy neodarwinistyczna
wiara w siły rynku, owocująca zaangażowaniem jednostek w indywidualne
gromadzenie dóbr, zdoła zastąpić zwyczajową transformację minionych
cierpień w dążenie do zemsty. Będzie to znamienne, jeśli pęd do
akumulacji kapitału przezwycięży pragnienie zemsty za dawne krzywdy.
Funkcja społecznej negacji przeszłości wymaga lepszego zrozumienia. Czy
to na przykład przypadek, że wkrótce po tym, jak Michaił Gorbaczow
ujawnił swoją rodzinną historię traumy pod panowaniem komunistycznego
reżimu, został on odsunięty od władzy? Kluczowe jest pytanie, czy
publiczne przyjęcie do wiadomości i uprawomocnienie osobistych cierpień
jednostek w takich miejscach jak Rwanda, Bośnia, Liban, Kambodża czy
slumsy wielkich miast w USA może być skutecznym sposobem na promowanie
zbiorowego zaufania, empatii i odpowiedzialności. Czy jednostki i społeczności potrafią stawić czoło koszmarnej prawdzie o swojej
przeszłości, jeśli ich podstawowe życiowe potrzeby nie są zaspokojone?
Jak rozumieć fakt, że pokonane, ale sprawnie odbudowane Niemcy
potrzebowały ponad czterdziestu lat, zanim mogły publicznie zmierzyć się
ze swoją traumatyczną historią, a Japonia, odnosząca co najmniej równie
duże sukcesy w odbudowie, trwa nadal przy społecznej negacji przeszłości
-?ponad pół wieku po zakończeniu II wojny światowej (Buruma 1994)?
Społeczeństwa niekiedy potrafią w jakiś sposób wyrwać się z cyklu
wiktymizacji i odwetu. Przykładowo w późnym średniowieczu odsetek
morderstw w europejskich miastach był wyższy niż w dzisiejszych
metropoliach USA. Jakie procesy pozwoliły tym społecznościom przywrócić
spójność społeczną i wiarę, że władze działają dla dobra rządzonych?
Dlaczego rozmiary przemocy w Londynie zmniejszyły się tak radykalnie
pomiędzy epoką Dickensa a latami po I wojnie światowej? Dlaczego narody
Niemiec i Japonii nie odtworzyły na poziomie społecznym swojej traumy po
II wojnie światowej? Niewykluczone, że do tego ozdrowienia przyczyniła
się stworzona przez zimną wojnę możliwość przerzucenia winy za
traumatyczną przeszłość na bieżącego wroga, czego przykładem było
obciążanie dziedzictwem faszyzmu Niemiec Wschodnich przez Niemcy
Zachodnie i vice versa. Czy oficjalne negowanie wpływu II wojny
światowej na te społeczeństwa pomogło im w ich niebywałym odrodzeniu
ekonomicznym? Jaką cenę zapłaciły cierpiące jednostki za milczenie o ich
bólu? Czy ludzie mogą odrzucić osobiste poczucie krzywdy, kiedy mają
poczucie udziału w umowie społecznej? Większość zbiorowych narodowych
mitów skupia się na walce z zewnętrzną opresją i poświęceniu bohaterów.
Czy do efektywnego funkcjonowania narody potrzebują wspólnej historii
traumy kształtującej poczucie wspólnoty, która z kolei daje obywatelom
poczucie przynależności i bezpieczeństwa?
Trauma a media informacyjne
Media informacyjne decydująco wpływają na stosunek społeczności do
straumatyzowanych jednostek. Są pierwszym dostawcą traumatycznych
wiadomości i od nich zależy, czy ofiary spotkają się ze współczuciem i zrozumieniem, czy z pogardą i lekceważeniem. Z dalekich od jasności
powodów ludzie zawsze zdają się mieć niezaspokojony apetyt na historie o traumach, jak długo dotyczą innych i nie wymagają czynnego okazywania
współczucia ofiarom. Kiedy jednak współczucia się od nich żąda, jak po
wielkich trzęsieniach ziemi i innych katastrofach naturalnych, publiczne
wsparcie płynie rzeką. Wraz z rozwojem techniki satelitarnej możliwe
stało się uzupełnienie niedoboru lokalnych traumatycznych wieści
historiami o okropnościach mających miejsce w Sri Lance, Rwandzie czy
Bośni, które są wprowadzane do naszych salonów z takim realizmem, z jakim telewidzowie mogliby podziwiać wydarzenia sportowe na miejscowym
stadionie. Skutki tego codziennego wyboru pokazywanych beznamiętnie i stereotypowo nieszczęśliwych wypadków, przestępstw i katastrof są dotąd
słabo zbadane, lecz nie ulega wątpliwości, że stępia to naszą wrażliwość
i trywializuje oglądane cierpienia.
Media mogą także niekiedy mieć bardzo pozytywny wpływ na ludzką
świadomość i wrażliwość. Podczas wojny wietnamskiej reportaże
telewizyjne dostarczały wyolbrzymionego obrazu nieszczęść i okropności
wojny, co pozwoliło obywatelom Stanów Zjednoczonych wyjść poza
abstrakcyjne zasady patriotyzmu i zmierzyć się z okrutną
rzeczywistością. Te obrazy walnie przyczyniły się do zmiany publicznej
opinii o wojnie. Telewizja może jednak równie łatwo tworzyć wizje
ekscytujące i surrealistyczne. Na przykład użycie "inteligentnych",
sterowanych laserem bomb podczas wojny w Zatoce sprawiło, że starcia
zbrojne zaczęły przypominać bardziej grę komputerową niż rozmyślne i masowe zabijanie ludzi. Te obrazy z powodzeniem wzbudzały ekscytację i pogodny nastrój widzów, do których nie docierał strach doświadczany
przez pilotów przebijających się przez obronę przeciwlotniczą
przeciwnika, a także o wiele większy strach miliona bezimiennych
żołnierzy irackich poddawanych nieustannemu bezlitosnemu bombardowaniu.
Te zapośredniczone emocje dawały powierzchowny obraz rzeczywistości.
Większość obrazów telewizyjnych prześlizguje się tylko po bezpośrednim
działaniu traumy na jej ofiary, a nie daje żadnego wyobrażenia, jakie
mogą być jej długofalowe skutki. Zapoznanie się z odroczonymi efektami
traumy wymagałoby trwałego zainteresowania, a to przekracza zakres uwagi
większości widzów. Ignorując rzeczywisty wymiar ludzkiego cierpienia,
wizje te sprzyjają akceptowaniu przemocy jako racjonalnej metody
rozstrzygania konfliktów, bez której nie można się obejść. Z pewnością
budowanie świadomości społecznych kosztów traumy i przemocy pomogłoby
ludziom w poznaniu rzeczywistości tych zjawisk, a polityków i ich
zwolenników zmotywowałoby do stworzenia bardziej wyrafinowanych
rozwiązań zapobiegających tego rodzaju zachowaniom.
Lekarz: obiektywny obserwator czy obrońca?
Lekarze i badacze pracujący z dziećmi i dorosłymi po traumie nie mogą, w przeciwieństwie do mediów i opinii publicznej, pozwolić sobie na
przejście do porządku nad cierpieniem pacjentów, ponieważ mają z nimi
bezpośredni kontakt. Nie chroni ich to jednak przed wykształceniem w sobie takiej samej ambiwalencji i zobojętnienia, z jakimi odnosi się do
ofiar ogół. Aczkolwiek pierwszoplanowym ich zadaniem jest zrozumienie
pacjentów i ich leczenie, to ciągła konfrontacja z brutalnymi faktami
życiowymi bardzo utrudnia im zachowanie naukowego dystansu. Praca z ludźmi po traumie konfrontuje ich z istotą ludzkiego cierpienia, z "nieludzkim traktowaniem człowieka przez człowieka" i z fundamentalnym
brakiem niewinności w stosunkach międzyludzkich. Poszczególne jednostki,
a nawet całe kultury stwarzają sobie wyrafinowane mechanizmy obronne, by
utrzymać tę nagą rzeczywistość poza świadomością.
Praktyki medycznej i psychologicznej nie da się oderwać od kontekstu
kulturowego, w którym jest prowadzona. Skonfrontowani z taką ilością
cierpienia przedstawiciele zawodów medycznych mogą z jeszcze większą
niechęcią przyjmować do wiadomości oddziaływanie traumy na ludzkie życie
niż inni specjaliści. Psychiatria wojskowa, zatrudniająca podczas
dwudziestowiecznych wojen i w okresach powojennych wielką liczbę
psychiatrów, uwidocznia niektóre dylematy, z jakimi mają do czynienia
lekarze zajmujący się jednostkami po traumie. Działając w organizacji
wojskowej, muszą powstrzymywać się od okazywania empatii poszczególnym
żołnierzom ze względu na swój obowiązek podtrzymywania siły bojowej.
Przed wojskowymi psychiatrami staje więc niezwykle trudny do
rozstrzygnięcia dylemat etyczny, kiedy muszą decydować, czy dany
żołnierz jest zdatny do walki, a więc narażony na utratę życia. Wobec
takich dylematów kwestię cierpienia łatwo jest zredukować do prostych
diagnoz w rodzaju: "niezdolny do przyjęcia odpowiedzialności" albo
"tchórzliwy". Na przykład podczas I wojny światowej żołnierzy, którzy
załamywali się w obliczu skrajnego niebezpieczeństwa śmierci lub ran,
określano jako "ułomnych moralnie".
Nawet w czasach pokojowych lekarze miewają tego rodzaju konflikty
interesów -?pomiędzy lojalnością wobec pacjentów z jednej strony, a wobec szpitali oraz firm ubezpieczeniowych, które ponoszą koszty pomocy
chorym i odszkodowań, z drugiej. Pomiędzy osobistym doświadczeniem ofiar
a sposobem postrzegania ich traumy przez lekarzy i innych pracowników
służby zdrowia (nie wyłączając także prawników i zarządców funduszy
rentowych) istnieje zasadnicza rozbieżność. Od profesjonalistów nie
można oczekiwać, że staną się aktywistami politycznymi. Ale jak powinni
reagować, kiedy mają do czynienia z nadużywaniem seksualnym dziecka lub
przemocą domową, a brak instytucji, która przejęłaby za to
odpowiedzialność, ani jakichkolwiek reguł postępowania w takich
wypadkach? Bez wątpienia obawa przed uwikłaniem się w "kłopoty innych
ludzi" stanowi podstawę tradycyjnych niepowodzeń medycyny w ogólności, a psychiatrii w szczególności, gdy idzie o rozpoznanie konsekwencji
nadużyć z dzieciństwa i zaradzenie im. Ostatecznie lekarze i psychologowie nie są szkoleni do roli działaczy społecznych ani do
konfrontowania iluzji na temat wartości rodzinnych z mroczną stroną
ludzkich postaw. Czy profesjonalista mógłby wykonywać swój zawód, gdyby
nie potrafił zdystansować się od cierpienia innych ludzi i ustrzec się
od stygmatyzowania i potępiania ofiar? Jeśli specjaliści mają zapewnić
skuteczną interwencję i leczenie, muszą w jakiś sposób ustosunkować się
do tych uczuć i postaw. Skuteczna terapia jest niemożliwa, jeśli nie
przyjmie się do wiadomości realiów traumy, a osoby postronne nie poradzą
sobie jakoś z własną odrazą do kontaktu z tą rzeczywistością.
Zakończenie
Wpływ cierpienia ofiar na obserwatorów utrudnia zachowanie obiektywnego
nastawienia do konsekwencji traumy. Żeby jednak w pełni zrozumieć, jaki
wpływ wywiera trauma na psychiczną i biologiczną kondycję człowieka, a następnie określić, jakie środki mogą zapewnić skuteczne leczenie,
niezbędne jest rygorystyczne stosowanie metod naukowych, pozwalających
przekształcić subiektywne doznania w dane empiryczne. Chociaż podejście
naukowe stwarza ryzyko zamazania osobistego doświadczenia traumy i utraty perspektywy cierpienia, które przecież jest właściwym przedmiotem
badania, to skrupulatne obserwowanie poszczególnych elementów ludzkich
reakcji na traumę powinno pozwolić nam na przeanalizowanie tego
doświadczenia w całości, a zatem zaplanowanie skutecznych metod
leczenia. Pomimo pojawiających się sporadycznie w ciągu minionych stu
lat twierdzeń negujących wpływ traumy na umysł i ciało człowieka (zob.
rozdział 3) obiektywne wyniki badań przyczynią się być może do
kształtowania pozytywnego nastawienia społeczności do ofiar. Jak
odnotował Freud (który nie zawsze zachowywał wierność własnym
sentencjom), "głos rozsądku może być cichy, ale jest uparty".
Główne zadanie powierzone profesjonalistom to wytworzenie poczucia
kontroli i przewidywalności, a zatem osłanianie społeczności przed
nadmiernym wpływem tragicznych aspektów egzystencji. Sformułowanie
kryteriów diagnostycznych daje wrażenie porządku, a więc ochrony przed
tym, co dziwne i irracjonalne, ale niekoniecznie jest najlepszą drogą do
uśmierzania cierpień. Terapeuci twierdzący, że do leczenia ofiar traumy
wystarczą standardowe procedury, stwarzają niebezpieczeństwo
umniejszania powodowanych przez nią zaburzeń osobistych, społecznych i biologicznych. Usiłując zachować swoje poczucie misji w obliczu
przerażających realiów, niektórzy z nich skłonni są przeceniać
skuteczność swoich terapeutycznych interwencji w naprawianiu szkód
poniesionych przez pacjentów (zob. rozdział 18).
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki