Wprowadzenie
Typową reakcją na akty okrucieństwa jest wyrzucenie ich ze świadomości.
Pogwałcenie ładu panującego między ludźmi jest czasem zbyt straszne,
żeby mówić o tym głośno. Oto właściwy sens słowa "niewypowiadalne".
Okrucieństwa nie dają się jednak pogrzebać. Równie silne jak pragnienie
wyparcia koszmaru jest przeświadczenie, że wyparcie nie działa. Kultura
ludowa pełna jest duchów, które nie chcą zejść do grobu, dopóki ich
historia nie zostanie opowiedziana. Morderstwo się wyda. Zachowanie w pamięci i opowiedzenie prawdy o wstrząsających wydarzeniach jest
koniecznym warunkiem przywrócenia ładu społecznego, a także uzdrowienia
konkretnych ofiar.
Konflikt pomiędzy chęcią wyparcia strasznych zdarzeń a chęcią głośnego
opowiedzenia o nich tkwi w samym centrum dialektyki traumy. Ludzie,
którzy spotkali się z okrucieństwem, często opowiadają swoje historie w sposób bardzo emocjonalny, pełen sprzeczności i fragmentaryczny; to
podważa ich wiarygodność, a tym samym pozwala wypełnić sprzeczne nakazy:
mówić i zarazem strzec tajemnicy. Dopiero kiedy prawda wyjdzie na jaw,
człowiek może rozpocząć zdrowienie. Jednak zdecydowanie dużo częściej
tajemnica zostaje zachowana, a historia traumatycznych wydarzeń, zamiast
przybrać kształt zwerbalizowanej opowieści, staje się symptomem.
Cierpienie psychiczne, będące typowym objawem traumy, wskazuje na
obecność niewypowiedzianej tajemnicy i jednocześnie odciąga od niej
uwagę. Widać to między innymi w tym, jak osoby straumatyzowane
przechodzą od stanu apatii do ponownego przeżywania tragicznych
wydarzeń. Dialektyka traumy prowadzi do skomplikowanych, czasem nader
zaskakujących przemian w świadomości, które George Orwell, jeden z dwudziestowiecznych poszukiwaczy prawdy, nazwał "dwójmyśleniem", a specjaliści od zdrowia psychicznego, szukający słów wyważonych i precyzyjnych, "dysocjacją". Prowadzi ona do proteuszowych,
dramatycznych, często wręcz dziwacznych objawów histerii, w której
Freud, całe stulecie temu, rozpoznał ukryty komunikat o wykorzystaniu
seksualnym w dzieciństwie.
Świadkowie ulegają dialektyce traumy tak samo jak ofiary. Temu, kto
obserwuje, trudno zachować spokój i jasność myślenia, dostrzec w jednym
momencie więcej niż kilka fragmentów obrazu, pozbierać wszystkie kawałki
i dopasować je do siebie. Jeszcze trudniej jest znaleźć język, który
pozwoli rzetelnie i przekonująco przekazać to, co się widziało. Ludzie
usiłujący opisać okrucieństwa, których byli świadkami, także ryzykują
własną wiarygodność. Mówić publicznie o tym, co się wie o aktach
okrucieństwa, to dobrowolnie narażać się na stygmatyzację, której
doświadczają ofiary.
Wiedza o tragicznych zdarzeniach przenika niekiedy do społecznej
świadomości, ale rzadko utrzymuje się w niej na długo. Zaprzeczenie,
wyparcie i dysocjacja na poziomie społecznym działają tak samo jak na
poziomie indywidualnym. Studia nad traumą mają swoją "podziemną"
historię. Podobnie jak przeżywający traumę ludzie, zostaliśmy odcięci od
wiedzy o naszej przeszłości. Podobnie jak oni, musimy zrozumieć
przeszłość, żeby odzyskać teraźniejszość i przyszłość. Dlatego
rozumienie traumy musi się zacząć od ponownego odkrycia historii.
Lekarze znają ten wyjątkowy moment wglądu, który następuje, gdy wyparte
myśli, uczucia i wspomnienia ukazują się świadomości. Momenty te
zdarzają się zarówno w historii społeczeństw, jak i w historii
jednostek. W latach siedemdziesiątych1 wystąpienia
kobiecych ruchów wolnościowych ukazały ogromną skalę przemocy wobec
kobiet. Ofiary, które dotąd milczały, zaczęły ujawniać swoje tajemnice.
Jako psychiatra, odbywając specjalizację, usłyszałam wtedy od moich
pacjentek wiele historii o przemocy seksualnej i domowej. Dzięki
zaangażowaniu w działalność ruchów kobiecych mogłam występować przeciwko
dokonującemu się na gruncie mojej profesji zakłamywaniu doświadczeń
kobiet i mówić o tym, czego byłam świadkiem. Mój pierwszy artykuł o kazirodztwie, napisany wspólnie z Lisą Hirschman w 1976 roku, przez rok
przed publikacją krążył "w podziemiu". Z całego kraju zaczęłyśmy
otrzymywać listy od kobiet, które nigdy dotąd nie opowiedziały swoich
historii. Dzięki nim uświadomiłyśmy sobie siłę wypowiadania
niewyrażalnego i na własnej skórze doświadczyłyśmy twórczej energii,
która uwalnia się po usunięciu zapór zaprzeczenia i wyparcia.
Trauma jest owocem dwóch dekad badań naukowych i pracy klinicznej z ofiarami przemocy seksualnej i domowej. Odzwierciedla się w niej również
stale poszerzający się krąg doświadczeń z innymi przeżywającymi traumę
ludźmi, w szczególności z weteranami wojennymi i ofiarami politycznego
terroru. Jest to książka o przywracaniu połączeń: pomiędzy tym, co
publiczne, i tym, co prywatne, pomiędzy jednostką i społeczeństwem,
pomiędzy kobietą i mężczyzną. Jest to książka o tym, co wspólne. Wspólne
ofiarom gwałtu i weteranom wojennym, maltretowanym kobietom i więźniom
politycznym, ludziom uwięzionym w rozległych obozach koncentracyjnych
stworzonych przez rządzących całymi narodami tyranów i ludziom
uwięzionym w małych, ukrytych obozach koncentracyjnych stworzonych przez
tyranów rządzących w ich domach.
Psychologiczne szkody, jakie wyrządza przeżycie strasznych wydarzeń, są
możliwe do przewidzenia. Zaburzenia traumatyczne stanowią całe spektrum,
od skutków jednego wstrząsającego zdarzenia po bardziej złożone skutki
długotrwałej i powtarzającej się przemocy. Obowiązujące pojęcia
diagnostyczne, a zwłaszcza powszechne diagnozowanie u kobiet ciężkich
zaburzeń osobowości, często nie pozwalały rozpoznać, że faktyczną
przyczyną obserwowanych objawów jest doświadczenie przemocy. W pierwszej
części książki przedstawiam spektrum metod przystosowywania się do
traumatycznych doświadczeń i proponuję nową kategorię diagnostyczną dla
zaburzeń występujących u ofiar długotrwałej i powtarzającej się
przemocy.
Ponieważ u podstaw różnych objawów traumy leżą takie same przyczyny,
proces zdrowienia również przebiega w taki sam sposób. Główne etapy
leczenia to zapewnienie bezpieczeństwa, rekonstrukcja traumatycznej
historii oraz odbudowa więzi między zdrowiejącą osobą i wspólnotą, do
której należy. Druga część książki prezentuje ogólny obraz procesu
leczenia i proponuje nowe ramy pojęciowe dla psychoterapii traumy.
Zarówno opis zaburzeń traumatycznych, jak i zasady leczenia ilustrowane
są opowieściami osób uczestniczących w traumatycznych zdarzeniach i studiami przypadków pochodzącymi ze zróżnicowanej literatury.
Książka ta czerpie także z moich dawniejszych badań nad ofiarami
kazirodztwa i z prowadzonych przeze mnie stosunkowo niedawno badań nad
wpływem traumy dziecięcej na zaburzenie znane jako osobowość
borderline. Dane kliniczne pochodzą z dwudziestu lat pracy w feministycznej klinice zdrowia psychicznego oraz dziesięciu lat pracy
wykładowczyni i superwizorki w uniwersyteckim szpitalu klinicznym.
Najważniejszą częścią książki są opowieści osób, które przeżyły traumę.
Żeby chronić ich prywatność, posługuję się pseudonimami. Od tej zasady
są dwa wyjątki: po pierwsze, nie anonimizuję nazwisk terapeutów i lekarzy2, którzy udzielali mi wywiadów na temat swojej pracy, i po drugie, nie ukrywałam tożsamości ludzi, którzy o swoich
traumatycznych doświadczeniach opowiadali już publicznie. Winiety
pojawiające się w książce są fikcyjne, każda z nich jest skonstruowana
na podstawie doświadczeń wielu pacjentów, nie zaś jednej tylko osoby.
Ci, którzy przeżyli traumę, każą nam składać fragmenty, rekonstruować
historie, patrzeć na występujące w teraźniejszości objawy przez pryzmat
wydarzeń z przeszłości. Zależało mi, żeby w spojrzeniu na zjawisko
traumy połączyć perspektywę kliniczną i społeczną, nie gubiąc przy tym
ani złożoności indywidualnego doświadczenia, ani skali politycznego
kontekstu. Podjęłam próbę zintegrowania pozornie rozłącznych obszarów
wiedzy, by stworzyć pojęcia odnoszące się zarówno do doświadczeń życia
domowego i seksualnego, sfery tradycyjnie identyfikowanej z kobiecością,
jak i do doświadczeń związanych z udziałem w wojnie i życiu politycznym
-?sfery tradycyjnie przypisanej mężczyznom.
Książka ta ukazuje się w momencie, gdy dyskusja publiczna na temat
zbrodni powszechnych w życiu seksualnym i domowym stała się możliwa za
sprawą ruchów kobiecych, a dyskusja publiczna na temat zbrodni
powszechnych w życiu politycznym stała się możliwa za sprawą ruchów na
rzecz praw człowieka. Spodziewam się, że książka wzbudzi kontrowersje.
Po pierwsze dlatego, że jest napisana z feministycznej perspektywy. Po
drugie dlatego, że rzuca wyzwanie tradycyjnym pojęciom diagnostycznym.
Po trzecie -?i może najistotniejsze -?dlatego, że opowiada o rzeczach
strasznych, o których nikt tak naprawdę nie chce słuchać. Starałam się
wyrażać swoje myśli językiem, który pozostaje w relacji, wiernym zarówno
pozbawionej emocji i racjonalnej tradycji mojej profesji, jak i pełnym
pasji wystąpieniom ludzi, którzy padli ofiarą przemocy i znieważania.
Poszukiwałam języka, który nie ugnie się nakazom dwójmyślenia i pozwoli
nam zbliżyć się choć trochę do spotkania z niewypowiadalnym.
Rozdział 1
Zapomniana historia
Historia studiów nad traumą jest osobliwą historią nawrotów amnezji.
Okresy postępów badawczych pojawiały się na przemian z okresami
całkowitego zapomnienia. W minionym stuleciu parokrotnie obierano i nagle porzucano podobne sposoby myślenia o traumie tylko po to, by
ponownie odkryć je znacznie później. Klasyczne źródła sprzed
pięćdziesięciu lub stu lat czyta się dziś jak współczesne prace.
Dziedzina ta, choć ma ciekawą i bogatą tradycję, popadała w okresy
niepamięci, po których musiała być zawsze powoływana na nowo.
Ta okresowa amnezja nie jest rezultatem zwyczajnych zmian w modzie,
mających wpływ na każde intelektualne przedsięwzięcie. Studia nad traumą
nie wygasają przez brak zainteresowania. Ich przekleństwem są raczej
wzbudzane przez nie silne kontrowersje. Studia nad traumą wielokrotnie
prowadziły ku sferze niewyobrażalnego, a kres przynosiły im
fundamentalne wątpliwości o charakterze światopoglądowym.
Prowadzić studia nad traumą to stawać twarzą w twarz zarówno z ludzką
bezbronnością w świecie natury, jak i z ludzką zdolnością do czynienia
zła. Prowadzić studia nad traumą znaczy stać się świadkiem straszliwych
wydarzeń. Kiedy zdarzenia te są katastrofami naturalnymi lub "dziełem
Boga", świadek natychmiast empatyzuje z ofiarami. Ale kiedy traumatyczne
zdarzenia są zaprojektowane przez ludzi, świadek zostaje pochwycony w konflikt pomiędzy ofiarą i sprawcą. Moralną niemożliwością jest pozostać
neutralnym wobec tego konfliktu. Obserwator zostaje zmuszony do zajęcia
strony.
Kuszące jest zajęcie strony sprawcy. Wszystko, o co sprawca prosi, to
żeby obserwator nie robił nic. Sprawca odwołuje się tu do uniwersalnego
pragnienia, żeby nie widzieć, nie słyszeć i nie czynić nic złego. Ofiara
dla odmiany prosi obserwatora, żeby dzielił z nią brzemię cierpienia.
Ofiara żąda działania, zaangażowania i pamiętania. Leo Eitinger,
psychiatra, który badał ocalałych z nazistowskich obozów
koncentracyjnych, opisał okrutny konflikt interesów między ofiarą i obserwatorem: "Wojna i ofiary są czymś, o czym społeczeństwo woli nie
pamiętać. Woal zapomnienia otacza wszystko, co bolesne i nieprzyjemne.
Obydwie strony stoją naprzeciw siebie, twarzą w twarz, po jednej stronie
ofiary, które pragną zapewne zapomnieć, ale nie potrafią, po drugiej
stronie kierowani nader silnymi, choć może nieuświadomionymi motywami,
stoją ci wszyscy, którzy pragną zapomnieć i którym się to udaje. Ten
kontrast (...) staje się często bolesny dla obu stron. Przegranymi (...)
zostają ci, którzy w tym nierównym dialogu są najsłabsi"3.
Żeby uniknąć odpowiedzialności za swoje zbrodnie, sprawca robi wszystko,
co w jego mocy, by sprzyjać zapomnieniu. Dyskrecja i milczenie są jego
pierwszą linią obrony. Jeżeli powołanie się na dyskrecję zawiedzie,
sprawca podważa wiarygodność ofiary. Skoro nie potrafi uciszyć jej
absolutnie, chce się upewnić, że nikt nie będzie jej słuchać. Używa w tym celu argumentów o godnej podziwu różnorodności, poczynając od
najbardziej bezczelnego zaprzeczenia, a kończąc na wyszukanych
racjonalizacjach. Po każdej zbrodni należy oczekiwać tych samych
przewidywalnych wywodów: nic podobnego nie miało miejsca, ofiara kłamie,
ofiara przesadza, ofiara sama to na siebie sprowadziła -?w każdym
wypadku okazuje się, że czas już zapomnieć i odejść do własnych spraw.
Im silniejszy jest sprawca, tym potężniejsze jego prerogatywy do
definiowania rzeczywistości i tym bardziej zwycięskie okazują się jego
argumenty.
Argumenty sprawcy są nieodparte, kiedy obserwator mierzy się z nimi sam.
Bez wsparcia otoczenia obserwator z reguły poddaje się pokusie, by
odwrócić wzrok4. Dzieje się to nawet wtedy, gdy ofiara jest
idealizowanym i cenionym przedstawicielem społeczeństwa. Żołnierze
wszystkich wojen, nawet ci uznani za bohaterów, uskarżają się z goryczą,
że nikt nie chce znać prawdy o wojnie. Kiedy pozycja ofiary jest od
początku słabsza (jak w przypadku kobiet czy dzieci), ofiara może
przekonać się, że najbardziej traumatyczne zdarzenia z jej życia
wydarzyły się poza sferą społecznie uznawanej rzeczywistości. Jej
doświadczenie staje się niewypowiadalne.
Prowadzić studia nad traumą to musieć wciąż walczyć z tą tendencją do
zdyskredytowania ofiary lub uczynienia jej niewidoczną. Historia tej
dziedziny to historia burzliwych dyskusji nad tym, czy osoby w stanach
posttraumatycznych (posttraumatic condition) zasługują na troskę i szacunek, czy raczej na pogardę; czy doświadczają one autentycznego
cierpienia, czy tylko je pozorują; czy ich opowieści są prawdziwe, czy
fałszywe, a jeżeli fałszywe, to czy są narzucone przez wyobraźnię, czy
może umyślnie sfabrykowane. Pomimo bogatej literatury dokumentującej
zjawiska związane z traumą dyskusja wciąż koncentruje się na podstawowym
pytaniu, czy są one wiarygodne i rzeczywiste.
Wiarygodność nie tylko pacjentów, lecz również badaczek i badaczy traumy
wciąż podawana jest w wątpliwość. Klinicyści zbyt długo i uważnie
słuchający straumatyzowanych pacjentów często stają się podejrzani dla
swoich współpracowników, jakby stawali się skażeni przez sam kontakt.
Uczone, które w badaniach na tym polu wykraczają zbyt daleko poza
granice konwencjonalnych przekonań, często spotykają się ze swojego
rodzaju izolacją zawodową.
Żeby traumatyczna rzeczywistość mogła zaistnieć w świadomości, konieczny
jest kontekst społeczny, który wzmacnia i chroni ofiary oraz pozwala
zawrzeć sojusz ofiarom i świadkom. Dla pojedynczych ofiar kontekst ten
wytwarzany jest przez relacje z przyjaciółmi, ukochanymi osobami i rodziną. Dla społeczeństwa kontekst ten wytwarzany jest przez ruchy
polityczne dające głos wykluczonym i słabszym.
Systematyczne studia nad traumą są więc zależne od poparcia ruchów
politycznych. Samo pytanie, czy studia takie mogą być prowadzone i dyskutowane publicznie, jest w istocie pytaniem o charakterze
politycznym. Uzasadnienie prowadzenia studiów nad traumą wojenną możliwe
jest tylko w kontekście, w którym kwestionowana jest zasadność ofiary
młodych mężczyzn na wojnie. Uzasadnienie prowadzenia studiów nad traumą
seksualną i domową możliwe jest tylko w kontekście, w którym
kwestionowana jest podporządkowana rola kobiet i dzieci. Postępy w tej
dziedzinie możliwe są tylko przy wsparciu ruchu politycznego dość
potężnego, by mógł uzasadnić silną wspólnotę między badaczami i pacjentami, a także by mógł przeciwstawić się tak powszechnemu w społeczeństwie procesowi zapominania i zaprzeczania. Wyparcie,
dysocjacja i zaprzeczenie występują w świadomości społecznej tak samo
jak w świadomości indywidualnej.
W minionych stuleciach pewne formy traumy trzykrotnie ukazały się
świadomości społecznej. Za każdym razem postępy w badaniach danego typu
traumy dokonywały się przy wsparciu ruchów politycznych. Jako pierwsza
ukazała się histeria, archetyp zaburzenia psychicznego występującego u kobiet. Studia nad nią wyrosły z republikańskiego, antyklerykalnego
ruchu działającego w późnych latach dziewiętnastego wieku we Francji.
Drugi był shell shock, czyli nerwica wojenna. Studia nad nią
rozpoczęto w Anglii i Stanach Zjednoczonych po pierwszej wojnie
światowej, a szczyt osiągnęły po wojnie w Wietnamie. Załamanie się kultu
wojny oraz wystąpienia ruchów antywojennych stanowiły polityczny
kontekst tych badań. Trzeci wreszcie typ traumy dotarł do świadomości
publicznej w najbliższej nam przeszłości -?jest nią przemoc seksualna i domowa. Jej kontekst polityczny stanowią ruchy feministyczne w Europie
Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. Nasze współczesne rozumienie traumy
jest wynikiem syntezy tych trzech niezależnych kierunków badań.
Heroiczne stulecie histerii
Na przestrzeni dwóch dziesięcioleci dziewiętnastego wieku zaburzenie
określane jako histeria stanowiło przedmiot poważnych badań. Termin
"histeria" był w tym czasie znany tak powszechnie, że nikt właściwie nie
podejmował próby stworzenia jego systematycznej definicji. Oddajmy głos
jednemu z historyków: "Przez dwadzieścia pięć stuleci histeria uchodziła
za dziwną chorobę o trudnych do powiązania i niezrozumiałych objawach.
Większość lekarzy sądziła, że jest to choroba dotykająca wyłącznie
kobiety, mająca źródło w funkcjonowaniu macicy"5. Jak wyjaśnia
inny historyk, histeria była "dramatyczną metaforą medyczną wszystkiego,
co mężczyznom jawiło się w płci przeciwnej jako tajemnicze lub zbyt
trudne do zniesienia"6.
Ojcem założycielem badań nad histerią był wybitny francuski neurolog
Jean-Martin Charcot. Jego królestwem było Selp?tri?re, stary, rozległy
kompleks szpitalny, który od dawna służył za schronienie najbardziej
wynędzniałym przedstawicielom francuskiego proletariatu: żebrakom,
prostytutkom i obłąkanym. Charcot przekształcił tę zapomnianą placówkę w świątynię współczesnej nauki, do której, żeby pracować z mistrzem,
zjeżdżali się najambitniejsi i najbardziej utalentowani mężczyźni
zajmujący się nowymi dyscyplinami należącymi do neurologii i psychiatrii. Pośród wielu wybitnych lekarzy, którzy odbyli pielgrzymkę
do Selp?tri?re, znaleźli się Pierre Janet, William James i Zygmunt
Freud7.
Studia nad histerią poruszyły wyobraźnię zbiorową jako wielka wyprawa w nieznane. Badania Charcota zdobyły rozgłos nie tylko w świecie
lekarskim, lecz również w szerszych kręgach świata literatury i polityki. Jego wtorkowe wykłady były spektaklami, na które uczęszczała
"wielobarwna publiczność ściągająca z całego Paryża: pisarze, lekarze,
słynni aktorzy i aktorki oraz damy z półświatka. Wszyscy pełni dręczącej
ciekawości"8. W trakcie wykładów swoje odkrycia dotyczące
histerii Charcot ilustrował rozgrywającymi się na oczach widzów
pokazami. Brały w nich udział pacjentki -?kobiety, które w Selp?tri?re
znalazły schronienie od świata nieustannej przemocy, wykorzystania i gwałtu. Był to azyl zapewniający im więcej bezpieczeństwa i ochrony, niż
doświadczyły kiedykolwiek wcześniej, a specjalnie wybrana grupa kobiet,
które stały się gwiazdami pokazów Charcota, zdobyła tam niemal sławę.
Charcotowi należy się wielkie uznanie za sam fakt podjęcia studiów nad
histerią. Jego prestiż przydał wiarygodności dziedzinie, o której
sądzono, że leży poza obszarem poważnych badań naukowych. Przed czasami
Charcota histeryczne kobiety były uznawane za symulantki, a ich leczenie
zostało oddane w ręce hipnotyzerów i cieszących się popularnością
uzdrowicieli. Po śmierci Charcota Freud wychwalał go jako protektora i wyzwoliciela chorych: "Histeryczkom nie dawano wiary w żadnej kwestii.
Podstawową rzeczą, jaką zrobił Charcot, było przywrócenie należnej rangi
temu tematowi. Ludzie powoli oduczali się pogardliwych uśmieszków, z którymi spotykały się wszystkie pacjentki. Nie było już z góry
przesądzone, że pacjentka jest symulantką, ponieważ Charcot mocą swojego
autorytetu wsparł przekonanie o autentyczności i obiektywności
składających się na histerię zjawisk"9.
Charcot miał do histerii -?którą określał mianem "Wielkiej Neurozy" -
podejście taksonomiczne. Dużą wagę przywiązywał do szczegółowych
obserwacji, opisów i klasyfikacji. Charakterystyczne dla histerii
symptomy dokumentował na wszelkie dostępne sposoby, nie tylko na piśmie,
ale też za pomocą rysunków i fotografii. Charcot koncentrował się na
tych symptomach histerii, które przypominają zaburzenia wywołane
uszkodzeniami neurologicznymi: paraliż, utrata zmysłów, konwulsje,
amnezja. W roku 1880 wykazał, że symptomy te mają charakter
psychologiczny, gdyż mogą zostać sztucznie wywołane i usunięte za pomocą
hipnozy.
Chociaż Charcot z takim pietyzmem obserwował symptomy swoich
histerycznych pacjentek, nie okazywał najmniejszego zainteresowania ich
życiem wewnętrznym. Ich emocje postrzegał jako symptomy do
skatalogowania. Do ich wypowiedzi odnosił się za pomocą słowa
"wokalizacja". Stosunek, jaki miał do swoich pacjentek, widoczny jest w dosłownym zapisie jednego z jego wtorkowych wykładów, podczas którego
młoda kobieta znajdująca się w hipnotycznym transie miała posłużyć do
zademonstrowania konwulsyjnego ataku histerycznego:
Charcot: Przyciśnijmy raz jeszcze
histeriogenny punkt. (Asystent dotyka okolic odbytu pacjentki). I zaczynamy wszystko od nowa. Niekiedy pacjentka może nawet przygryźć
sobie język, ale to nie jest częste. Proszę spojrzeć na wygięte w łuk
plecy, które doskonale znamy z podręcznika.
Pacjentka: Mamo, boję się.
Charcot: Proszę zwrócić uwagę na wybuchy
emocji. Jeżeli pozostawilibyśmy sprawy ich własnemu biegowi, to
doszlibyśmy szybko do zachowań epileptoidalnych... (Pacjentka znowu
płacze: "O! Mamo").
Charcot: Ponownie, odnotujmy te krzyki. Ktoś
mógłby zapewne powiedzieć, że mamy tu sporo hałasu o nic10.
Ambicją następców Charcota było wykroczenie poza jego dokonania dzięki
wskazaniu przyczyn histerii. Szczególnie wyrazista była rywalizacja
pomiędzy Janetem i Freudem. Każdy z nich pragnął jako pierwszy dokonać
wielkiego odkrycia11. Na drodze do celu badacze ci uświadomili
sobie, że nie wystarczy dokonywać obserwacji i klasyfikacji cierpiących
na histerię kobiet. Trzeba było z nimi rozmawiać. Przez te krótkie
dziesięć lat uczeni mężczyźni wysłuchiwali kobiet z niespotykanym dotąd
zaangażowaniem i szacunkiem. Odbywane z codzienną regularnością
wielogodzinne spotkania z histerycznymi pacjentkami nie były niczym
nietypowym. Pochodzące z tego okresu studia przypadków czyta się niemal
tak, jak efekt współpracy między lekarzem a pacjentem.
Badania te przyniosły owoce. W połowie lat dziewięćdziesiątych
dziewiętnastego wieku Janet we Francji, a Freud wraz ze swym
współpracownikiem Josephem Breuerem w Wiedniu doszli do uderzająco
podobnych wniosków: histeria okazała się stanem wywołanym przez
traumatyczne doświadczenia. Niedające się znieść uczucia stanowiące
reakcję na traumatyczne zdarzenia prowadziły do zmian stanu świadomości,
co indukowało z kolei symptomy histerii. Janet przejście w ów stan
świadomości nazywał "dysocjacją"12, Brauer i Freud mówili o "podwójnej świadomości"13.
Zarówno Janet, jak i Freud dostrzegali istotne podobieństwo między owymi
zmienionymi stanami świadomości a stanami indukowanymi przez hipnozę.
Janet uważał, że skłonność do dysocjacji lub wchodzenia w trans
hipnotyczny jest wynikiem słabości psychicznej oraz podatności na
manipulację. Brauer i Freud argumentowali za poglądem przeciwnym,
zgodnie z którym histeria -?wraz z towarzyszącymi jej odmiennymi stanami
świadomości -?może wystąpić u ludzi "charakteryzujących się umysłem jako
żywo klarownym, mających doskonale ukształtowaną siłę woli, pięknie
wyrobiony charakter i nader krytycznych"14.
Zarówno Janet, jak i Freud dostrzegli, że somatyczne objawy histerii
wskazują na obecność ukrytych reprezentacji wstrząsających zdarzeń,
które zostały usunięte poza obręb świadomości. Janet postrzegał swoje
histeryczne pacjentki jako kierowane "podświadomą uporczywą myślą"
(subconscious fixed ideas), będącą wspomnieniem "traumatycznego
zdarzenia"15. Breuer i Freud w swojej ponadczasowej pracy
pisali, że "człowiek chory na histerię cierpi w znacznej mierze na
wspomnienia"16.
W połowie lat dziewięćdziesiątych dziewiętnastego wieku badacze ci
odkryli także, że objawy histerii mogą ustąpić, kiedy traumatyczne
wspomnienia i towarzyszące im przemożne uczucia powrócą i zostaną
wyrażone w słowach. Ta metoda leczenia stała się podstawą współczesnej
psychoterapii. Janet nazywał ją analizą psychologiczną, Breuer i Freud
używali zaś terminu "odreagowanie" (abreaction) lub "katharsis".
Jeszcze później Freud nazwał ją "psychoanalizą" (psycho-analysis). Ale
najprostsze i zapewne najlepsze określenie stworzyła jedna z pacjentek
Breuera. Była nią utalentowana, inteligentna i cierpiąca na silne
zaburzenia kobieta, której Breuer nadał pseudonim Anna O. Swój intymny
dialog z Breuerem nazywała "leczeniem rozmową"17 (talking
cure).
Współpraca między lekarzem a pacjentką była rodzajem podróży, podczas
której dzięki drobiazgowej rekonstrukcji przeszłości tajemnica histerii
mogła znaleźć rozwiązanie. Janet, opisując swoją pracę z jedną z pacjentek, zauważył, że w procesie leczenia odkrywanie traumatycznych
wydarzeń z niedawnej przeszłości prowadziło do odkrywania zdarzeń
wcześniejszych. "Usuwając zewnętrzną warstwę iluzji, sprzyjałem
ukazywaniu się starych myślowych fiksacji (fixed ideas) znajdujących
się na dnie jej umysłu. Z czasem znikały także i one, przynosząc tym
samym wielką poprawę"18. Breuer, opisując swoją współpracę z Anną O., mówił o "posuwaniu się wstecz, aż do przyczyny wystąpienia
pierwszego objawu"19.
Freud posunął się wstecz najdalej, co w sposób nieunikniony doprowadziło
go do zgłębiania historii życia seksualnego kobiet. Wbrew starej
tradycji lekarskiej, która dostrzegała związek pomiędzy symptomami
histerii a kobiecą seksualnością, mentorzy Freuda -?Charcot i Breuer -
bardzo sceptycznie odnosili się do roli seksualności w rozwoju histerii.
Sam Freud był początkowo niechętny tej myśli: "Kiedy zacząłem analizować
drugą pacjentkę (...), byłem dość daleki od oczekiwania, że uda mi się
stwierdzić, iż nerwica seksualna stanowi podłoże histerii; właśnie
skończyłem szkołę Charcota, toteż samą ideę powiązania histerii z seksualnością traktowałem jako obelżywą"20.
Tak pełna empatii identyfikacja z postawami własnych pacjentek jest
charakterystyczna dla wczesnych pism Freuda poświęconych histerii. Z jego opisów przypadków wyłania się obraz człowieka obdarzonego
ciekawością tak silną, że był gotów poskramiać własne odruchy sprzeciwu.
Był gotów słuchać. A to, co słyszał, było wstrząsające. Pacjentki
opowiadały mu o przemocy seksualnej, wykorzystaniu i kazirodztwie.
Podążając wstecz śladami pamięci, Freud i jego pacjentki odkrywali
główne traumatyczne zdarzenia z dzieciństwa ukryte za mniej odległymi,
często stosunkowo błahymi doświadczeniami, które stanowiły bezpośrednie
przyczyny wystąpienia objawów histerii. W roku 1896 Freud był
przekonany, że dotarł do źródła. W opartym na osiemnastu studiach
przypadków artykule W kwestii etiologii histerii pisał: "A zatem
wysuwam tu twierdzenie, że u podstaw każdego przypadku histerii legło -
dające się odtworzyć dzięki pracy analitycznej, i to mimo obejmującego
dziesięciolecia czasu -?jedno przeżycie czy kilka przeżyć
przedwczesnego doświadczenia seksualnego; przeżycia te wywodzą się z okresu najwcześniejszej młodości"21.
Artykuł ten, choć ma już sto lat, w niczym nie ustępuje współczesnym
opisom klinicznym skutków wykorzystania seksualnego w dzieciństwie. Jest
to doskonały tekst, pełen współczucia, przekonujący świetnymi
argumentami i sposobem rozumowania. Triumfalny tytuł i podniosły ton
sugerują, że Freud postrzegał swój wkład jako ukoronowanie osiągnięć w tej dziedzinie.
Stało się jednak inaczej i publikacja W kwestii etiologii histerii
okazała się końcem tego sposobu myślenia. Freud potrzebował zaledwie
roku, by całkowicie zwątpić w teorię traumatycznych przyczyn histerii.
Jego korespondencja nie pozostawia wątpliwości, że był coraz bardziej
zaniepokojony radykalnymi implikacjami społecznymi swojej koncepcji.
Histeria była tak rozpowszechniona wśród kobiet, że jeśli opowieści
pacjentek uznałby za prawdziwe, a swoją teorię za poprawną, musiałby
nieuchronnie dojść do wniosku, że to, co nazywał "perwersyjnymi aktami
przeciwko dzieciom", zdarzało się często nie tylko wśród paryskiego
proletariatu, gdzie po raz pierwszy studiował histerię, lecz również
wśród szanowanych mieszczańskich rodzin w Wiedniu, gdzie prowadził swoją
praktykę. Taki wniosek był po prostu nie do przyjęcia. Zupełnie
niewiarygodny22.
W obliczu takiego dylematu Freud przestał słuchać swoich pacjentek.
Punkt zwrotny został udokumentowany w słynnym przypadku Dory. Studium
tego ostatniego opisanego przez Freuda przypadku histerii czyta się
bardziej jak potyczkę dwóch umysłów niż jak dążenie do wspólnego celu.
Relacja Freuda i Dory została opisana jako "emocjonalne
starcie"23. Freud ciągle jeszcze uznaje tu prawdziwość
doświadczenia swojej pacjentki: w okresie dojrzewania Dora była używana
przez ojca jako pionek w jego wyszukanych intrygach seksualnych. Ojciec
oferował ją swoim przyjaciołom jako seksualną zabawkę. Freud nie uznawał
jednak autentyczności żywionych przez Dorę uczuć gniewu i upokorzenia.
Zamiast tego wciąż chciał zajmować się jej przeżyciami w taki sposób,
jak gdyby sytuacja wykorzystania była spełnieniem jej własnych pragnień.
Dora postanowiła przerwać leczenie, co Freud uznał za akt zemsty.
Zerwanie to oznaczało gorzkie zakończenie epoki współpracy pomiędzy
ambitnymi badaczami i histerycznymi pacjentkami. Przez niemal stulecie
pacjentki te znów będą uciszane i ośmieszane. Niepokorną Dorę wyznawcy
Freuda będą zaś darzyć specyficznym uczuciem niechęci. Jeden z uczniów
Freuda opisze ją później jako "jedną z najbardziej odrażających
histeryczek, z jakimi kiedykolwiek współpracował"24.
Na ruinach traumatycznej teorii histerii Freud stworzył psychoanalizę.
Dominująca teoria psychologiczna następnego stulecia została zbudowana
na zaprzeczeniu doświadczeniom kobiet25. Seksualność pozostała
głównym obiektem zainteresowań. Zupełnie jednak zniknął opresyjny
kontekst społeczny, w którym istniały relacje seksualne. Psychoanaliza
stała się badaniem powikłanych ścieżek wewnętrznych fantazji i pragnień,
a nie rzeczywistego doświadczenia. W pierwszym dziesięcioleciu
dwudziestego wieku Freud uznał, choć nigdy nie przedstawił żadnej
potwierdzającej tę tezę dokumentacji klinicznej, że relacje jego
cierpiących na histerię pacjentek o wykorzystaniu seksualnym były
nieprawdziwe: "Kiedy jednak w końcu zostałem zmuszony do przyznania się,
że sceny uwiedzenia nigdy nie miały miejsca i że były tylko fantazjami,
które tworzyli pacjenci lub które być może sam im narzucałem -?przez
pewien czas w ogóle nie wiedziałem, co począć"26.
Wyparcie się przez Freuda jego własnych przekonań wyznacza kres
heroicznego wieku histerii. W nowym stuleciu cały rozpoczęty przez
Charcota i kontynuowany przez jego naśladowców projekt badawczy poszedł
w zapomnienie. Hipnoza i odmienne stany świadomości raz jeszcze
przypisano do dziedziny okultyzmu. Badania nad traumą zostały przerwane.
Niebawem uznano, że sama histeria niemal przestała
występować27.
Ów dramatyczny zwrot nie był po prostu dziełem jednego człowieka. Aby
zrozumieć, jak mogło dojść do przerwania badań nad histerią i do tak
szybkiego zapomnienia niezwykłych odkryć, trzeba trochę lepiej poznać
polityczny i intelektualny klimat, który umożliwił rozpoczęcie tych
badań.
Główny konflikt polityczny w dziewiętnastowiecznej Francji stanowiła
walka pomiędzy zwolennikami związanej z religią monarchii a zwolennikami
ustroju republikańskiego i laickiego. Konflikt ten od rewolucji 1789
roku siedmiokrotnie doprowadzał do upadku rządu. Wraz z ustanowieniem
Trzeciej Republiki w roku 1870 ojcowie założyciele nowej i niestabilnej
jeszcze demokracji rozpoczęli agresywną kampanię mającą na celu
utrwalenie podstaw sprawowanej przez siebie władzy i uderzenie w główne
źródło siły swoich przeciwników -?w Kościół katolicki.
Przywódcy republikańscy tego czasu byli przedstawicielami wschodzącej
burżuazji, którzy wszystko zawdzięczali własnej pracy. Postrzegali
siebie jako przedstawicieli tradycji oświecenia zaangażowanych w odwieczną walkę z siłami reakcji: arystokracją i klerem. W polityce
walczyli przede wszystkim o kontrolę nad edukacją. Bitwy ideologiczne
toczyli o to, by przekonać do siebie mężczyzn i utrzymać dominację nad
kobietami. Wyrażają to słowa Jules'a Ferry'ego, ojca założyciela
Trzeciej Republiki: "Kobiety muszą należeć do nauki, gdyż w przeciwnym
wypadku będą należeć do Kościoła"28.
Charcot, syn od niedawna zamożnego i sławnego handlowca, był
prominentnym przedstawicielem tego nowego mieszczaństwa. Jego salon był
miejscem spotkań ministrów i innych notabli Trzeciej Republiki. Wraz ze
swoimi znajomymi z rządu czuł potrzebę rozpowszechniania laickich,
naukowych ideałów. Przeprowadzona przez niego w latach siedemdziesiątych
dziewiętnastego wieku modernizacja Salp?tri?re miała na celu ukazanie,
jak wielką wagę ma świeckie nauczanie i zarządzanie szpitalem. Jego
badania nad histerią miały zaś wykazać wyższość świeckiego obrazu świata
nad obrazem proponowanym przez religię. Wtorkowe wykłady były
politycznymi spektaklami. Misję Charcota stanowiło włączenie
histerycznych kobiet w krąg zainteresowań nauki.
Sposób rozumienia histerii przez Charcota pozwalał naukowo wyjaśnić
zjawiska takie jak opętanie, czary, egzorcyzmy i ekstaza religijna.
Jednym z jego ulubionych projektów było poszukiwanie przedstawień
histerii w dziełach sztuki minionych epok. Wraz ze swym uczniem Paulem
Richerem opublikował kolekcję średniowiecznych dzieł sztuki
ilustrujących jego tezę, że doświadczenia religijne przedstawiane przez
artystów mogły być w istocie przypadkami histerii29. Charcot i jego następcy toczyli zaciekłe debaty dotyczące współczesnych przykładów
cudownych zjawisk, takich jak stygmatyzm, objawienia oraz uzdrowienia.
Charcot szczególnie zainteresowany był cudownymi uzdrowieniami w nowo
ustanowionym sanktuarium w Lourdes. Janeta mocno zajmowało amerykańskie
Stowarzyszenie Chrześcijańskiej Nauki. Désiré Bourneville, uczeń
Charcota, wykorzystał najnowsze kryteria diagnostyczne, żeby wykazać, że
Louise Lateau, słynna w owym czasie stygmatyczka i kobieta głębokiej
wiary, cierpiała w istocie na histerię. Wszystkie te zjawiska miały być
włączone do dziedziny medycznej patologii30.
Widzimy zatem, że tak intensywne zainteresowanie histerią, a także same
badania Charcota i jego następców z końca dziewiętnastego wieku wywołane
były złożonymi przyczynami natury politycznej. Rozwiązanie tajemnicy
histerii miało na celu wykazanie wyższości laickiego oświecenia nad
reakcyjnymi przesądami, jak również moralnej wyższości laickiego obrazu
świata. Uczeni mężczyźni swoją życzliwą opiekę nad histerycznymi
kobietami kontrastowali z okrucieństwami inkwizycji. Charles Richet,
uczeń Charcota, w roku 1880 poczynił następującą obserwację: "Wiele
spośród pacjentek Salp?tri?re w dawnych czasach spalono by na stosie,
uznając ich chorobę za występek"31. Dziesięć lat później głosom
tym wtórował William James: "Spośród wielu ofiar maskowanej autorytetem
medycznej ignorancji najgorszy los spotykał nieszczęsne histeryczki. Ich
stopniowa rehabilitacja, niosąca im ratunek, będzie zaliczona w poczet
filantropijnych osiągnięć naszego pokolenia"32. Ci uczeni
mężczyźni, postrzegający siebie jako życzliwych wybawców, ratujących
żyjące w niegodnych warunkach kobiety, ani przez chwilę nie wyobrażali
sobie równości między mężczyznami i kobietami. Kobiety miały stać się
przedmiotem studiów i troski, ale nie podmiotem obecnym na własnych
prawach. Ci sami mężczyźni, którzy bronili oświeconego podejścia do
histerii, często ostro występowali przeciwko dopuszczeniu kobiet do
wyższej edukacji i określonych profesji, a także stanowczo sprzeciwiali
się wystąpieniom sufrażystek.
We wczesnych latach Trzeciej Republiki ruch feministyczny był dość
słaby. Aż do późnych lat siedemdziesiątych dziewiętnastego wieku
ugrupowania feministyczne nie miały nawet prawa organizowania
publicznych spotkań ani publikowania własnej literatury. Na pierwszym
Międzynarodowym Kongresie na rzecz Praw Kobiet, który odbył się w Paryżu
w 1878 roku, zwolenniczki prawa do głosowania nie zostały dopuszczone do
głosu, gdyż były postrzegane jako zbyt radykalne33. Działaczki
na rzecz kobiet, świadome, że ich los zależy od przetrwania kruchej nowo
powstałej demokracji, gotowe były się podporządkować, byle tylko nie
zerwać porozumienia z republikańską koalicją.
Jednak pokolenie później reżim ustanowiony przez ojców założycieli był
już ugruntowany i bezpieczny. Republikański i laicki rząd przetrwał i dobrze we Francji prosperował. Pod koniec wieku dziewiętnastego
antyklerykalna bitwa była już w gruncie rzeczy wygrana. Dla mężczyzn
identyfikujących się z hasłami oświecenia rola przedstawicieli kobiet
stawała się coraz bardziej problematyczna, ponieważ kobiety zdobywały
się właśnie na odwagę, żeby mówić własnym głosem. Bojowniczki z ruchów
feministycznych działających w Anglii i Stanach Zjednoczonych -?krajach
mających mocne tradycje demokratyczne -?zaczynały działać na
Kontynencie, a francuskie feministki coraz bardziej stanowczo
występowały na rzecz praw kobiet. Niektóre z nich całkiem wprost
krytykowały ojców założycieli i podawały w wątpliwość dobrą wolę
uczonych zatroskanych losem kobiet. Jedna z feministycznych pisarek, w 1888 roku, szydziła z Charcota za dokonywanie "wiwisekcji kobiet pod
pretekstem studiowania choroby", a także za jego wrogość wobec kobiet
wkraczających w świat medycyny34.
Wraz z końcem dziewiętnastego wieku całkowicie osłabł polityczny impuls,
z którego powstało heroiczne stulecie histerii. Nie znajdowano już tak
silnych powodów, aby kontynuować kierunek badań, który zaprowadził
zajmujących się nauką mężczyzn tak daleko od miejsca, dokąd pierwotnie
chcieli dotrzeć. Studia nad histerią doprowadziły ich ku mrocznym
regionom transu, emocjonalności i seksu. Zmuszały ich do słuchania
kobiet znacznie uważniej, niż kiedykolwiek planowali, i do zdobywania o kobietach wiedzy, jakiej nigdy nie pragnęli. Z pewnością nie chcieli
nigdy badać traumy seksualnej doświadczanej przez kobiety. Dopóki studia
nad histerią stanowiły część ideologicznej krucjaty, odkrycia z tej
dziedziny zdobywały poklask, a badacze mogli liczyć na uznanie za
humanistyczne motywacje i odwagę. Ale wraz z wygaśnięciem tego
politycznego zapału ci sami badacze poczuli się zagrożeni naturą
dokonanych przez siebie odkryć oraz swoim zaangażowaniem w sprawy
pacjentek.
Odwrót rozpoczął się jeszcze przed śmiercią Charcota, który zmarł w 1893
roku. W rezultacie on sam został zmuszony do bronienia wiarygodności
swoich publicznych pokazów histerii, które tak poruszyły Paryż.
Rozchodziły się pogłoski, że prezentacje były reżyserowane, a dające
łatwo sobą kierować kobiety -?świadomie lub nie -?mówiły na scenie słowa
dyktowane im w stanie hipnozy przez ich patrona. Pod koniec życia
Charcot nie krył żalu z powodu otwarcia tego pola badań35.
Tak jak Charcot opuścił świat hipnozy i histerii, Breuer opuścił świat
przeżywanych przez kobiety więzi i emocji. Pierwsze "leczenie rozmową"
zakończyło się nagłą ucieczką od Anny O. Być może zerwał tę relację
dlatego, że jego żona obawiała się tych intensywnych spotkań z fascynującą młodą kobietą. Nieoczekiwanie przerwał ponad dwuletnie
leczenie, które składało się z długotrwałych, niemal codziennych spotkań
z pacjentką. Nagłe zerwanie doprowadziło do kryzysu nie tylko pacjentki,
ale także lekarza, który przeraził się, uświadomiwszy sobie, jak mocno
pacjentka przywiązała się do niego. Swoją ostatnią sesję z Anną O.
zakończył "zlany zimnym potem"36.
Chociaż Breuer współpracował później z Freudem przy tworzeniu opisu tego
niezwykłego przypadku, był badaczem pozbawionym zapału i pełnym
wątpliwości. Szczególnie zakłopotany był powtarzającymi się odkryciami
doświadczeń seksualnych znajdujących się u źródeł symptomów histerii.
Freud skarżył się swojemu powiernikowi Wilhelmowi Fliessowi: "Nie tak
dawno temu Breuer wygłosił w obliczu licznego grona lekarzy dużą mowę na
mój temat. Przedstawił w niej siebie jako nawróconego na wiarę w seksualną etiologię [histerii]. Kiedy podziękowałem mu za to na
osobności, odebrał mi całą radość, mówiąc: "Tak czy inaczej, wciąż w to
nie wierzę""37.
Badania Freuda prowadziły najdalej w nieznany świat kobiet. Dokonane
przez niego odkrycie źródeł histerii w wykorzystaniu seksualnym w dzieciństwie zostało powszechnie uznane za niewiarygodne i skazało go na
całkowity ostracyzm wśród ludzi jego profesji. Publikacja W kwestii
etiologii histerii, z którą wiązał nadzieje na wielkie uznanie,
spotkała się z grobowym milczeniem, powszechnym wśród ludzi ze starszego
pokolenia i wśród jego równolatków. Niedługo potem pisał do Fliessa:
"Jestem tak osamotniony, jak tylko możesz to sobie wyobrazić: zapadł
wyrok, by się mnie wyrzec. Zaczyna mnie otaczać próżnia"38.
Późniejszy odwrót Freuda od studiów nad traumą zaczął być postrzegany
jako skandal39. Jego zmiana poglądów uznana została za zwyczajne
tchórzostwo40. Jednak wysuwanie tego typu argumentów ad
personam samo zdaje się reliktem z czasów Freuda, w których postępy w nauce uchodziły za prometejskie akty samotnego męskiego geniuszu. Bez
znaczenia było to, jak doskonałe były jego argumenty i jak trafne
obserwacje. Przekonania Freuda nie mogły zdobyć uznania, gdyż brakowało
politycznego i społecznego kontekstu, który badania nad histerią
wspierałby niezależnie od tego, dokąd miałyby zaprowadzić. Kontekstu
takiego nigdy nie było w Wiedniu i szybko zanikał on we Francji. Janet,
rywal Freuda, który nigdy nie wyrzekł się traumatycznej teorii histerii
i nigdy nie opuścił swoich cierpiących na histerię pacjentek, doczekał
czasu, gdy jego dzieło zostało zapomniane, a idee porzucone.
Z czasem niechęć Freuda do traumatycznej teorii histerii nabrała cech
dogmatycznych. Mężczyzna, który w swoich badaniach zaszedł najdalej i w sposób najbardziej kompletny ujął płynące z nich wnioski, popadł
ostatecznie w najbardziej sztywne zaprzeczenie. Tym samym odżegnał się
od wcześniejszej wspólnoty ze swoimi pacjentkami. Choć dalej
koncentrował się na życiu seksualnym pacjentek, nigdy więcej nie
przyjmował już do wiadomości, jak wielką rolę odgrywało w nim
doświadczenie wykorzystania. Z zadziwiającą nieustępliwością, prowadzącą
do coraz większych zwrotów w jego teorii, twierdził, że krzywdzące
kontakty seksualne, o których opowiadały kobiety, były wytworem ich
fantazji i pragnień.
Być może tak radykalny charakter dokonanej przez Freuda zmiany poglądów
da się zrozumieć, jeżeli weźmiemy pod uwagę skalę wyzwania, przed jakim
stanął. Trzymanie się jego teorii zmuszałoby do uznania ogromnych
rozmiarów opresji seksualnej, której poddawane są kobiety i dzieci.
Można to było zrobić jedynie na gruncie rodzącego się ruchu
feministycznego, który zagrażał wyznawanym także przez Freuda
patriarchalnym wartościom. Związanie się z takim ruchem było nie do
pomyślenia dla człowieka o poglądach politycznych i ambicjach zawodowych
Freuda. Wzbraniając się przed tym, porzucił nie tylko studia nad traumą,
lecz również kobiety. Sformułował teorię rozwoju człowieka, w której
niższość i fałszywość kobiet stanowią podstawowe założenia
doktryny41. W antyfeministycznym klimacie politycznym teoria ta
prosperowała i rozrastała się.
Jedyną badaczką, która wczesne odkrycia dotyczące histerii doprowadziła
do ich logicznych konsekwencji, była -?lecząca się do pewnego czasu u Breuera -?Anna O. Po tym, jak została porzucona przez Breuera, przez
kilka lat zmagała się z ciężką chorobą. Aż wreszcie wyzdrowiała. Niema
histeryczka, wynalazczyni "leczącej rozmowy", odnalazła wreszcie własny
głos i zdrowie psychiczne w ruchu wyzwolenia kobiet. Pod pseudonimem,
jako Paul Berthold, przełożyła na niemiecki klasyczną rozprawę Mary
Wollstonecraft Wołanie o prawa kobiety (A Vindication of the Rights of
Woman) i napisała sztukę Womens Rights ("Prawa kobiet"). Pod własnym
imieniem, jako Bertha Pappenheim, stała się znaną działaczką społeczną,
intelektualistką i aktywistką feministyczną. Podczas swojej długiej i owocnej działalności prowadziła sierociniec dla dziewcząt, założyła
feministyczną organizację dla kobiet żydowskich, a także podróżowała po
Europie i Bliskim Wschodzie, prowadząc kampanie przeciwko wykorzystaniu
seksualnemu kobiet i dzieci. Jej oddanie, zaangażowanie i energia
obrosły legendą. Tak wspomina ją jedna ze współpracujących z nią osób:
"Miała w sobie wulkan (...). W walce przeciwko wykorzystywaniu kobiet i dzieci czuła niemal fizyczny ból"42. Po jej śmierci filozof Martin
Buber napisał: "Nie tylko ją podziwiałem, ale też kochałem, i zawsze
będę kochał. Są na świecie ludzie ducha i ludzie pasji, jedni i drudzy
spotykani rzadziej, niż można by sądzić. Jeszcze rzadziej spotyka się
ludzi ducha i pasji. Ale najrzadziej spotkać można ducha przepełnionego
pasją. Bertha Pappenheim była kobietą o takim właśnie duchu. Pamiętajmy
o niej. Pozostańmy świadkami jej ciągłej obecności wśród nas"43. W ostatniej woli poprosiła, by odwiedzający jej grób położyli na nim
kamyk, "jako cichą obietnicę (...), że będą działać na rzecz powinności
wobec kobiet i dla ich radości (...) bezkompromisowo i odważnie"44.
Trauma wojenna
Realność traumy powróciła do świadomości społecznej przez katastrofę
pierwszej wojny światowej. W tej długiej wojnie, w której strategia
polegała na zmęczeniu przeciwnika, zginęło w ciągu czterech lat ponad
osiem milionów mężczyzn. Kiedy rzeź dobiegła końca, cztery europejskie
imperia były w gruzach, a wiele spośród uświęconych przekonań, które
leżały u podstaw europejskiej cywilizacji, uległo całkowitemu załamaniu.
Ofiarą wojny padł także mit męskiego honoru i chwały bitewnej. W sytuacji ciągłego wystawienia na koszmar wojny okopowej mężczyźni
załamywali się szokująco często. Pozbawieni możliwości wyboru, całkiem
bezradni, znajdujący się w ciągłym zagrożeniu życia, zmuszeni do
oglądania okaleczania i śmierci pozbawionych szans na ratunek towarzyszy
broni -?mężczyźni często zaczynali zachowywać się jak histeryczne
kobiety. Krzyczeli i wybuchali płaczem w niekontrolowany sposób.
Zastygali w bezruchu. Stawali się niemi i przestawali reagować na
otoczenie. Tracili pamięć i zdolność odczuwania. Liczba ofiar z dolegliwościami psychicznymi była tak duża, że trzeba było naprędce
przysposobić szpitale, żeby mogły ich przyjąć. Zgodnie z jednym z oszacowań załamania wojenne były odpowiedzialne za czterdzieści procent
ofiar wojennych wśród Brytyjczyków. Z powodu demoralizującego wpływu na
opinię publiczną władze wojskowe starały się ukrywać ofiary cierpiące na
dolegliwości psychiczne 45.
Początkowo przyczyn załamania nerwowego szukano w ciele. Brytyjski
psychiatra, który badał pierwsze przypadki, uznał występujące u chorych
objawy za efekt fizycznych wstrząsów spowodowanych przez wybuchające
bomby. Powstałe w wyniku zaburzenie nerwowe określił mianem shell
shock ("szok bombowy")46. Nazwa się przyjęła, chociaż szybko
stało się jasne, że syndrom ten spotkać można także u żołnierzy, którzy
nie doznali żadnego fizycznego urazu. Stopniowo psychiatrzy wojskowi
zostali zmuszeni do przyznania, że shell shock wynika z traumy.
Długotrwały stres spowodowany obserwowaniem wokół mnóstwa gwałtownych
śmierci wywoływał u mężczyzn objawy neurologiczne przypominające
histerię.
Kiedy istnieniu nerwicy wojennej nie dało się już dłużej zaprzeczać,
debata -?podobnie jak w przypadku histerii -?zaczęła się koncentrować na
moralności pacjentów. Według utartej opinii normalny żołnierz powinien
czuć dumę z uczestnictwa w wojnie, nie okazując przy tym żadnych emocji.
Z pewnością zaś nie powinien popadać w przerażenie. Żołnierz, który
popadał w nerwicę, był w najlepszym wypadku po prostu człowiekiem słabej
natury, a w najgorszym -?symulantem lub tchórzem. Autorzy prac
medycznych określali ich mianem "inwalidów moralnych"47.
Niektórzy przedstawiciele władz wojskowych uważali, że mężczyźni ci w ogóle nie zasługiwali na to, żeby być pacjentami, powinni raczej trafić
przed sąd wojskowy albo zostać usunięci z armii, a nie otrzymywać pomoc
medyczną.
Najbardziej szanowanym zwolennikiem tego tradycjonalistycznego poglądu
był brytyjski psychiatra Lewis Yealland. Jego wydana w 1918 roku
rozprawa Hysterical Disorders of Warfare ("Histeryczne zaburzenia
wojenne") promowała metodę leczenia opartą na upokarzaniu, groźbach i karach. Histeryczne symptomy, takie jak utrata mowy, utrata zmysłów lub
paraliż, leczone były elektrowstrząsami. Pacjenci byli poddawani ciągłej
krytyce za lenistwo i tchórzostwo. Tych, którzy okazywali podatność na
"ohydnego wroga -?negatywizm", straszono sądem wojennym. W jednym z opisywanych przez siebie przypadków Yealland próbuje leczyć niemego
pacjenta, przywiązując go do krzesła i aplikując elektrowstrząsy na
gardle. Postępowanie to ciągnęło się godzinami bez przerwy, aż pacjent
wreszcie przemówił. Kiedy wywoływane były elektrowstrząsy, Yealland
pouczał pacjenta: "Pamiętaj, musisz zachowywać się jak bohater, którym
powinieneś być (...). Mężczyzna, który brał udział w tylu bitwach,
powinien lepiej się kontrolować"48.
Przedstawiciele postępowych środowisk medycznych uważali, że przeciwnie,
nerwica wojenna jest autentycznym zaburzeniem, które może dotknąć
żołnierzy na najwyższym poziomie moralnym. Byli zwolennikami łagodnych
metod leczenia opartego na zasadach psychoanalizy. Głównym obrońcą tego
bardziej liberalnego punktu widzenia był W. H. R. Rivers, lekarz o szerokich horyzontach umysłowych, profesor neuropsychologii, psychologii
i antropologii. Jego najsłynniejszym pacjentem był młody oficer,
Siegfried Sassoon, znany ze swojego męstwa na polu bitwy i swoich
wojennych wierszy. O Sassoonie zrobiło się głośno, kiedy -?nosząc
jeszcze mundur -?publicznie zadeklarował swoją przynależność do ruchów
pacyfistycznych i wystąpił przeciwko prowadzeniu działań wojennych.
Tekst jego "Deklaracji żołnierza" (Soldier's Declaration), napisanej w roku 1917, czyta się dziś jak współczesny manifest antywojenny:
Moje wystąpienie jest aktem świadomego sprzeciwu wobec władz wojskowych,
ponieważ uważam, że wojna jest celowo przedłużana przez tych, w których
mocy jest ją zakończyć.
Jestem żołnierzem i jestem przekonany, że działam w imieniu żołnierzy.
Wojna ta, do której przystąpiłem jako do wojny obronnej i wyzwoleńczej,
przeobraziła się w napaść i podbój (...). Oglądałem i sam przeżywałem
cierpienia żołnierzy. Nie mogę już więcej uczestniczyć w przedłużaniu
tych cierpień, ponoszonych dla celów, które uważam za złe i niesprawiedliwe49.
W obawie, że Sassoon stanie przed sądem wojennym, jeden z jego kolegów,
oficer i poeta Robert Graves, postarał się, żeby trafił on do szpitala
pod opiekę Riversa. Antywojenne wystąpienie można by wówczas uznać za
skutek załamania psychicznego. Chociaż Sassoon nie miał pełnych objawów
załamania, ale -?jak określił to Graves -?"wyglądał na
roztrzęsionego"50. Był ciągle zaniepokojony, łatwo wpadał
w irytację i dręczyły go koszmary senne. Jego skłonność do brawurowego
wystawiania się na niebezpieczeństwa przyniosła mu przydomek "Szalony
Jack". Dzisiaj jego symptomy na pewno wystarczyłyby do zdiagnozowania
zespołu stresu pourazowego.
W zamierzeniu Riversa leczenie, które odbywał u niego Sassoon, miało
wykazać wyższość łagodnej i oświeconej terapii nad karzącym podejściem
stosowanym przez tradycjonalistów. Celem leczenia, jak przystało na
medycynę wojskową, był powrót pacjenta na pole walki. Rivers celu tego
nie kwestionował. Obstawał natomiast przy skuteczności metody leczenia
rozmową. Zamiast ośmieszać Sassoona, traktowano go z należytą godnością
i szacunkiem. Zamiast uciszać, zachęcano go do pisania i swobodnego
mówienia na temat okrucieństw wojny. Sassoon przyjął to z wdzięcznością:
"Sprawił, że natychmiast poczułem się bezpieczny. Zdawał się wiedzieć o mnie wszystko (...). Dałbym wiele za kilka nagrań gramofonowych moich
rozmów z Riversem. Najważniejsze jest dla mnie wspomnienie niezwykłego i dobrego człowieka, który zaoferował mi przyjaźń i pomoc"51.
Psychoterapia odbyta przez Sassoona u Riversa została uznana za sukces.
Sassoon publicznie odwołał swoje pacyfistyczne wypowiedzi i powrócił na
wojnę. Uczynił tak, pomimo że jego polityczne przekonania nie uległy
zmianie. Do powrotu skłoniła go lojalność wobec towarzyszy broni, którzy
pozostali na polu walki; poczucie winy, że nie dzieli ich cierpień, oraz
frustracja z powodu bezskuteczności swoich samotnych protestów
pacyfistycznych. W trakcie prowadzonego przez siebie łagodnego leczenia
Rivers ustalił dwie zasady, które zostały powszechnie zaakceptowane
przez amerykańskich psychiatrów podczas drugiej wojny światowej. Po
pierwsze, pokazał, że mężczyźni o niekwestionowanej odwadze mogą załamać
się z powodu nieprzezwyciężonego strachu. Po drugie, wykazał, że
najsilniejszą motywacją, by poradzić sobie z tym strachem, jest coś
silniejszego niż patriotyzm, abstrakcyjne ideały lub nienawiść do wroga.
Tym czymś jest wzajemna miłość między żołnierzami.
Sassoon przeżył wojnę, ale jak wielu innych dotkniętych nerwicą wojenną
do końca życia skazany był na przeżywanie jej koszmarów. Całkowicie
poświęcił się pisaniu i poprawianiu swojego pamiętnika wojennego,
pielęgnowaniu pamięci o poległych i popularyzowaniu pacyfizmu. Chociaż
ze "złego stanu nerwów" wyleczył się w stopniu wystarczającym, by wieść
produktywne życie, to cały czas nawiedzało go wspomnienie tych, którzy
nie mieli tyle szczęścia:
Shell shock. Ileż krótkich bombardowań pozostawiło trwałe ślady w umysłach ocalonych, z których wielu patrzyło na swoich towarzyszy i śmiało się, podczas gdy wokół trwało piekło mające ich zniszczyć. Nie
wtedy bowiem miały nastać godziny ich najgorszego cierpienia, lecz
teraz, kiedy nawiedzają ich nocne koszmary, kiedy cierpią na paraliż
kończyn i zaburzenia mowy. Kiedy muszą przeżywać najgorsze: utratę tych
cech charakteru, które czyniły ich tak odważnymi, bezinteresownymi i nieustępliwymi. Oto właśnie tragedia shell shock, jaką przeżywali
najlepsi mężczyźni. (...) Żołnierzy tych skazano na męczeństwo w imię
cywilizacji i teraz musi ona pokazać, że jej hasła nie były tylko
stekiem kłamstw52.
Kilka lat po zakończeniu wojny zainteresowanie środowiska medycznego
kwestią traumy ponownie przygasło. Chociaż mężczyźni z utrzymującymi się
zaburzeniami psychicznymi tłumnie odwiedzali szpitale dla weteranów, ich
obecność stała się jedynie źródłem dyskomfortu dla społeczeństw, które
chciały już o wszystkim zapomnieć.
W 1922 roku młody amerykański psychiatra Abram Kardiner powrócił do
Nowego Jorku z trwającej rok pielgrzymki do Wiednia, gdzie poddał się
analizie u Freuda. Marzył o dokonaniu wielkiego odkrycia. "Cóż może być
bardziej pociągające -?zastanawiał się -?niż zostać Kolumbem ciągle
jeszcze nowej nauki o umyśle"53. Kardiner założył prywatną
praktykę psychoanalityczną w czasie, gdy w całym Nowym Jorku było może
dziesięciu psychoanalityków. Rozpoczął również pracę w klinice
psychiatrycznej Biura Weteranów, gdzie spotkał wielu mężczyzn
cierpiących na nerwicę wojenną. Był poruszony ogromem ich cierpienia i swoją niemożnością udzielenia im pomocy. Szczególnie zapamiętał jednego
pacjenta, któremu próbował pomóc przez rok, nie odnosząc większych
sukcesów. Kiedy pacjent chciał mu dziękować, Kardiner zaprotestował:
"Przecież nie potrafiłem nic dla pana zrobić. Z pewnością nie wyleczyłem
pana dolegliwości". "Ale doktorze -?odpowiedział pacjent -?próbował pan.
Korzystałem z pomocy dla weteranów przez długi czas i wiem, że oni nawet
nie próbują. Nic ich to nie obchodzi. A pana tak"54.
Kardiner po pewnym czasie uświadomił sobie, że "niekończący się koszmar"
jego wczesnego dzieciństwa -?ubóstwo, głód, zaniedbanie, przemoc domowa,
przedwczesna śmierć matki -?wpłynął na kierunek jego intelektualnych
poszukiwań i pozwolił mu na pełniejszą identyfikację ze
straumatyzowanymi żołnierzami55. Kardiner przez długi czas
usiłował stworzyć psychoanalityczną teorię traumy wojennej, jednak w pewnym momencie porzucił to zadanie, uznawszy je za niemożliwe do
zrealizowania, i rozpoczął błyskotliwą karierę, najpierw jako
psychoanalityk, a następnie -?podobnie jak Rivers -?antropolog. W roku
1939 we współpracy z antropolożką Corą du Bois napisał fundamentalne dla
antropologii dzieło The Individual and His Society ("Jednostka i jej
społeczeństwo").
Dopiero po napisaniu tej książki był w stanie powrócić do tematu traumy
wojennej. Tym razem miał już do dyspozycji podstawowe pojęcia
antropologiczne, które uwzględniały wpływ rzeczywistości społecznej i pozwalały zrozumieć, czym jest trauma. W roku 1941 Kardiner opublikował
rozbudowane studium kliniczne i teoretyczne The Traumatic Neuroses of
War ("Traumatyczna nerwica wojenna"), w którym narzekał na przerywającą
badania na tym polu powracającą okresowo amnezję:
Temat powojennych zaburzeń nerwicowych był w ciągu ostatnich dwudziestu
pięciu lat traktowany dosyć kapryśnie nie tylko przez opinię publiczną,
lecz również przez psychiatrów. Zainteresowanie opinii publicznej, duże
po pierwszej wojnie światowej, nie trwało długo, podobnie jak
zainteresowanie psychiatrii. Zaburzenia te nie stały się więc
przedmiotem konsekwentnie prowadzonych badań (...), lecz jedynie
okresowych wysiłków, którym brakowało sumienności. Częściowo jest to
związane z następującym po wojnie spadkiem pozycji społecznej weteranów.
(...) Godnym ubolewania faktem jest, że -?inaczej niż w pozostałych
dziedzinach psychiatrii -?każdy badacz, który rozpoczyna studia nad tymi
zaburzeniami, za swój święty obowiązek uznaje rozpoczęcie wszystkiego od
nowa i pracuje nad problemem, jak gdyby nikt nigdy wcześniej się nim nie
zajmował"56.
Ogólny opis syndromu posttraumatycznego dokonany przez Kardinera jest
używany do dziś. Jego teoria w wielu punktach zbieżna była ze stworzoną
przez Janeta w końcówce dziewiętnastego wieku teorią histerii. Kardiner
rzeczywiście uważał neurozę wojenną za odmianę histerii, jednocześnie
był jednak świadomy, że termin ten ponownie nabrał tak pejoratywnego
znaczenia, że używanie go dyskredytowało pacjentów: "Kiedy użyje się
słowa "histeryczny" (...), powszechny odbiór jest taki, że opisana nim
osoba jest interesowna i szuka tylko sposobności, żeby coś wyłudzić.
Osoba cierpiąca na nerwicę nie ma więc szans na jakiekolwiek współczucie
w sądzie (...) ani u swojego lekarza. Dla tego ostatniego (...)
"histeryczny" często znaczy tyle, co mający przewrotną, słabą lub po
prostu złą wolę"57.
Wydarzenia drugiej wojny światowej spowodowały ponowne zainteresowanie
medycyny leczeniem nerwicy wojennej. W nadziei na odnalezienie
efektywnej i działającej niemal natychmiast metody terapii lekarze
wojenni starali się skończyć ze stygmatyzowaniem załamań wywołanych
stresem doznawanym na froncie. Po raz pierwszy uznano fakt, że każdy
mężczyzna może załamać się w ogniu walki, a urazy psychiczne można
przewidywać jako proporcjonalne względem stopnia ekspozycji na
okrucieństwa działań wojennych. Znaczna część wysiłków została
poświęcona na dokładne określenie takiego stopnia ekspozycji, który
nieuchronnie prowadzi do załamania psychicznego. W rok po zakończeniu
wojny dwaj amerykańscy psychiatrzy, J. W. Appel i G. W. Beebe, doszli do
wniosku, że od dwustu do dwustu czterdziestu dni na polu walki
doprowadziłoby do załamania nawet najsilniejszego żołnierza: "Nie ma
czegoś takiego jak "przywyknięcie do warunków bitewnych". (...) Każda
chwila na polu walki powoduje tak wielkie obciążenie, że każdy mężczyzna
po pewnym czasie załamie się w wyniku intensywności tego doświadczenia.
Cierpienia wywołane zaburzeniami psychicznymi są więc na wojnie
nieuchronne niczym rany od kuli czy szrapnela"58.
Amerykańscy psychiatrzy koncentrowali swoje wysiłki na poszukiwaniu
czynników, które mogą chronić przed takimi nagłymi załamaniami lub
prowadzić do ich szybkiego wyleczenia. Odkryli ponownie to, co Rivers
zaobserwował podczas leczenia Sassoona: siłę emocjonalnej więzi pomiędzy
walczącymi mężczyznami. W 1947 roku Kardiner razem z Herbertem Spiegelem
-?psychiatrą, który właśnie przybył z frontu, gdzie zajmował się
leczeniem żołnierzy -?powrócił do pracy nad swoim klasycznym tekstem.
Kardiner i Spiegel twierdzili, że najsilniejszą ochronę przed
prowadzącym do załamań przerażeniem stanowiła silna zażyłość pomiędzy
żołnierzem, jego oddziałem i dowódcą. Podobne wnioski prezentowali
psychiatrzy Roy Grinker i John Spiegel, którzy zauważyli, że w sytuacji
ciągłego zagrożenia żołnierze popadają w skrajną zależność emocjonalną
od innych żołnierzy równych sobie rangą oraz od swoich dowódców.
Zauważyli, że najsilniejszą ochronę przed załamaniem psychicznym daje
dobre morale i mocne przywództwo w małej jednostce bojowej59.
Metody leczenia wypracowane podczas drugiej wojny światowej miały na
celu utrzymanie cierpiącego żołnierza jak najbliżej jego towarzyszy
broni. Preferowano szybkie interwencje tak blisko pola walki, jak to
tylko było możliwe, żeby żołnierz mógł niemal natychmiast wrócić do
swojego oddziału60. W poszukiwaniu szybkich i efektywnych metod
leczenia traumy psychiatrzy wojskowi raz jeszcze odkryli użyteczność
odmiennych stanów świadomości. Dowiedli, że pomaga to pacjentom dotrzeć
do traumatycznych wspomnień. Kardiner i Spiegel praktykowali hipnozę,
Grinker i Spiegel zaś używali amytalu sodu, a swoją metodę nazywali
"narkosyntezą" (narcosynthesis). Podobnie jak było wcześniej z histerią, także w przypadku nerwicy wojennej główny cel "leczenia
rozmową" stanowiło uzdrowienie i katartyczne uwolnienie traumatycznych
wspomnień oraz towarzyszących im uczuć przerażenia, gniewu i rozpaczy.
Psychiatrzy, którzy byli pionierami w stosowaniu tej metody, rozumieli,
że uwolnienie traumatycznych wspomnień nie wystarczy, by osiągnąć trwałe
wyleczenie. Kardiner i Spiegel ostrzegali, że choć hipnoza może być
pomocna w uwolnieniu traumatycznych wspomnień, to samo katartyczne
doświadczenie w niczym nie pomoże. Hipnoza zawodzi -?wyjaśniali -?jeżeli
"brakuje odpowiedniej kontynuacji całego procesu"61. Grinker i Spiegel wiedzieli również, że leczenie nie zakończy się sukcesem, jeżeli
odzyskane i uwolnione pod wpływem narkotyku emocje nie zostaną ponownie
zintegrowane z resztą świadomości. Skutki wojny-?twierdzili -?"nie są
jak napis na tabliczce, który można zetrzeć i tabliczka znowu będzie
czysta. Wojna pozostawia trwałe ślady w ludzkich umysłach, zmieniając
je, jak każde z ważnych wydarzeń, przez które ludzie
przechodzą"62.
Z reguły jednak te mądre ostrzeżenia były ignorowane. Nowe metody
szybkiego leczenia ofiar z zaburzeniami psychicznymi uznano wówczas za
wielki sukces. Według jednego z raportów osiemdziesiąt procent
walczących w drugiej wojnie światowej mężczyzn, którzy załamali się z powodu zbyt silnego stresu, w ciągu tygodnia powracało do jakiegoś
rodzaju obowiązków. Trzydzieści procent powracało do swoich jednostek
bojowych63. Mało uwagi poświęcano losowi, który czekał tych
mężczyzn po powrocie do pełnienia obowiązków, nie wspominając już o ich
losie po zakończeniu wojny i powrocie do domów. Tak długo, jak mogli
funkcjonować choćby w minimalnym zakresie, uważano ich za wyleczonych.
Po zakończeniu wojny jak zawsze powróciła ta sama amnezja. Publiczne lub
medyczne zainteresowanie stanem psychicznym wracających żołnierzy nie
było wielkie. Długotrwałe skutki traumy wojennej raz jeszcze zostały
zapomniane.
Systematyczne i zakrojone na szeroką skalę badania długotrwałych skutków
uczestnictwa w wojnie nie zostały podjęte aż do czasów wojny w Wietnamie. Motywacja do rozpoczęcia badań nie pochodziła wtedy od
autorytetów wojskowych ani medycznych, ale była wynikiem pracy
organizacji założonych przez rozczarowanych wojną żołnierzy.
W roku 1970, najgorętszym okresie wojny w Wietnamie, dwaj psychiatrzy,
Robert Jay Lifton i Chaim Shatan, spotkali się z przedstawicielami nowej
organizacji noszącej nazwę Vietnam Veterans Against the War (Weterani
Wojny w Wietnamie przeciwko Wojnie). Nigdy wcześniej nie zdarzyło się,
by weterani organizowali się przeciwko nadal trwającej wojnie, w której
wcześniej brali udział. Zorganizowani w tę niewielką grupę żołnierze,
spośród których wielu wyróżniło się prawdziwym męstwem, zwracali medale
i publicznie mówili o popełnionych przez siebie zbrodniach wojennych.
Ich działalność wzmacniała wiarygodność rosnących w siłę ruchów
antywojennych. "Podważali -?pisał Lifton -?powszechny wizerunek
szlachetnego żołnierza i panujących na wojnie zasad; ukazywali
fałszywość promowanego w ich kraju obrazu sprawiedliwej wojny"64.
Występujący przeciw wojnie weterani utworzyli grupy, które nazywali rap
groups ("grupy oskarżycielskie"). W trakcie spotkań opartych na
zasadach wzajemnego zaufania żołnierze opowiadali i ponownie przeżywali
traumatyczne doświadczenia wojenne. Na spotkania zapraszali także
empatyzujących z ich doświadczeniem psychiatrów, żeby korzystać z ich
wsparcia. Shatan wyjaśniał później, dlaczego szukali pomocy poza
tradycyjnymi instytucjami: "Wielu z nich odczuwało ból, jak sami o tym
mówili. Ale nie chcieli szukać pomocy w rządowych instytucjach dla
weteranów. (...) Potrzebowali własnej przestrzeni, w której mogli sami
ustalać zasady"65.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Dwudziestego wieku (przyp. tłum.). [wróć]
W tłumaczeniu wprowadziłam zasadę stosowania żeńskich końcówek wszędzie tam, gdzie -?choć rzeczowniki angielskie nie mają rodzajów (terapeuta, pacjent) -?z używanych przez autorkę zaimków jasno wynika, że chodzi o kobiety (terapeutki, pacjentki). Analogicznie, tam gdzie jest mowa o mężczyznach (terapeutach, pacjentach), stosuję końcówki męskie. Tam gdzie rzeczowniki odnoszą się zarówno do mężczyzn, jak i do kobiet, stosuję zamiennie końcówki męskie i żeńskie, a tam gdzie to nie utrudnia lektury -?oba rodzaje (terapeuci i terapeutki) (przyp. tłum.). [wróć]
L. Eitinger, The Concentration Camp Syndrome and Its Late Sequelae, w: J. E. Dimsdale (red.), Survivors, Victims and Perpetrators, New York: Hemisphere, 1980, s. 127-62. [wróć]
Tendencja świadków, by odwracać się od ofiar, jest dokładnie opisana w: M. J. Lerner, The Belief in a Just World, New York: Plenum, 1980. [wróć]
H. Ellenberger, The Discovery of the Unconscious, New York: Basic Books, 1970, s. 142. [wróć]
M. Micale, Hysteria and Its Historiography: A Review of Past and Present Writings, "History of Science" 27, 1989, s. 223-67 i 319-51, cytat: s. 319. [wróć]
Więcej o wpływie Charcota zob. Ellenberger, Discovery of the Unconscious; G. F. Drinka, The Birth of Neurosis: Myth Malady and the Victorians, New York: Simon & Schuster, 1984; E. Showalter, The Female Malady: Women, Madness, and English Culture, 1830-1980, New York: Pantheon, 1985; J. Goldstein, Console and Classify: The French Psychiatric Profession in the Nineteenth Century, New York: Cambridge University Press, 1987. [wróć]
A. Munthe, cytat z: G. Drinka, The Birth of Neurosis, s. 88. [wróć]
Z. Freud, Charcot [1893], w: Standard Edition of the Complete Psychological Works of Sigmund Freud, t. 3, przeł. J. Strachey, London: Hogarth Press, 1962, s. 19. [wróć]
C. Goetz (red. i tł.), Charcot the Clinician: The Tuesday Lessons. Excerpts from Nine Case Presentations on General Neurology Delivered at the Salp?tri?re Hospital in 1887-88, New York: Raven Press, 1987, s. 104-5. [wróć]
Ta rywalizacja przekształciła się w trwającą do końca życia niechęć. Każdy twierdził, że jego odkrycia były pierwsze, a ten drugi jest zaledwie naśladowcą. Patrz: C. Perry, J. R. Laurence, Mental Processing Outside of Awareness: The Contributions of Freud and Janet, w: K. S. Bowers, D. Meichenbaum (red.), The Unconscious Reconsidered, New York: Wiley, 1984. [wróć]
P. Janet, L'antomatisme psychologique: essai de psychologie expérimentale sur lesformes inférienres de lactivité humaine, Paris: Félix Alcan, 1889; Paris: Société Pierre Janet/Payot, 1973. [wróć]
J. Breuer, Z. Freud, Studia nad histerią, przeł. R. Reszke, Warszawa, 2008, s. 17. [wróć]
Tamże, s. 18. [wróć]
Według Ellenbergera to Janet stworzył termin "podświadomość" (subconscious). Ellenberger, Discovery of the Unconscious, s. 413, przyp. 82. [wróć]
Breuer, Freud, Studia nad histerią, s. 14. [wróć]
Tamże, s. 34. [wróć]
P. Janet, Etude sur un cas d'aboulie et d'idées fixes, "Revue Philosophique" 31, 1891, przetłumaczone i cytowane w: Ellenberger, Discovery of the Unconscious, s. 365-66. [wróć]
Breuer, Freud, Studia nad histerią, s. 37. [wróć]
Tamże, s. 223. [wróć]
Z. Freud, W kwestii etiologii histerii, w: Z. Freud, Histeria i lęk, przeł. R. Reszke, Warszawa: Wydawnictwo KR, 2014, s. 54. [wróć]
M. Bonaparte, A. Freud, E. Kris (red.), The Origins of Psychoanalysis: Letters to Wilhelm Fliess, Drafts and Notes by Sigmund Freud, New York: Basic Books, 1954, s. 215-16. [wróć]
Z. Freud, Fragment analizy pewnej histerii, w: Z. Freud, Histeria i lęk, s. 73-163. Feministyczna krytyka przypadku Dory, zob. H. B. Lewis, Psychic War in Men and Women, New York: New York University Press, 1976; C. Bernheimer, C. Kahane (red.), In Dora's Case: Frend-Hysteria-Feminism, New York: Columbia University Press, 1985. [wróć]
F. Deutsch, A Footnote to Freud's "Fragment of an Analysis of a Case of Hysteria", "Psychoanalytic Quarterly" 26, 1957, s. 159-67. [wróć]
F. Rush, The Freudian Cover-Up, "Chrysalis" 1, 1977, s. 31-45; J. L. Herman, Father-Daughter Incest, Cambridge: Harvard University Press, 1981; J. M. Masson, The Assault on Truth. Freud's Suppression of the Seduction Theory, New York: Farrar, Straus & Giroux, 1984. [wróć]
Z. Freud, Moje życie i psychoanaliza, przeł. A. Kowaliszyn i B. Wroński, Warszawa, 2012, s. 64. [wróć]
I. Veith, Four Thousand Years of Hysteria, w: M. Horowitz (red.), Hysterical Personality, New York: Jason Aronson, 1977, s. 7-93. [wróć]
Według: P. K. Bidelman, Pariahs Stand Up! The Founding of the Liberal Feminist Movement in France, 1858-1889, Westport, CT: Greenwood Press, 1982, s. 17. [wróć]
J. M. Charcot, P. Richer, Les démoniagues dans l'art [1881], Paris: Macula, 1984. [wróć]
Goldstein, Console and Classify. [wróć]
Według: Goldstein, Console and Classify, s. 372. [wróć]
W. James, Review of Janet's essays, "L'état mental des hystériques" and "L'amnésie continue", "Psychological Review" 1, 1894, s. 195. [wróć]
Więcej o historii ruchu sufrażystek w dziewiętnastowiecznej Francji zob: Bidelman, Pariahs Stand Up!; C. G. Moses, French Feminism in the Nineteenth Century, Albany, NY: State University of New York Press, 1984. [wróć]
Według: Goldstein, Console and Classify, s. 375. [wróć]
G. Tourette, Jean-Martin Charcot, "Nouvelle lconographie de la Salp?tri?re" 6, 1893, s. 241-50. [wróć]
E. Jones, The Life and Work of Sigmund Freud, New York: Basic Books, 1953; M. Rosenbaum, Anna O (Bertha Pappenheim): Her History, w: M. Rosenbaum M. Muroff (red.), Anna O: Fourteen Contemporary Reinterpretations, New York: Free Press, 1984, s. 1-25. [wróć]
M. Bonaparte i in. (red.), Origins of Psychoanalysis, s. 134. [wróć]
Freud, list do Wilhelma Fliessa z 4 maja 1896, Według: Masson, Assault on Truth, s. 10. [wróć]
J. M. Masson, Assault on Truth; J. Malcolm, In the Freud Archives, New York: Knopf, 1984. W momencie pisania tego tekstu spór między Massonem a Malcolmem nadal trwał. [wróć]
Masson, Assault on Truth. [wróć]
Feministyczna krytyka Freudowskiego rozumienia psychologii kobiety jest bardzo obszerna. Dwa klasyczne przykłady to: K. Horney, The Flight From Womanhood: The Masculinity Complex in Women as Viewed by Men and by Women, "International Journal of Psycho-Analysis" 7, 1926, s. 324-39 oraz K. Millett, Sexual Polities, New York: Doubleday, 1969. [wróć]
Według: M. Kaplan, Anna O and Bertha Pappenheim: An Historical Perspective, w: Rosenbaum, Muroff, Anna O, s. 107. [wróć]
Według: M. Rosenbaum, Anna O. (Bertha Pappenheim): Her History, w: Rosenbaum, Muroff, Anna O, s. 22. [wróć]
Według: Kaplan, Anna O and Bertha Pappenheim, s. 114. [wróć]
Showalter, The Female Malady, s. 168-70. [wróć]
C. S. Myers, Shell Shock in France, Cambridge: Cambridge University Press, 1940. [wróć]
A. Leri, Shell Shock: Commotional and Emotional Aspects, London: University of London Press, 1919, s. 118. [wróć]
Według: Showalter, The Female Malady, s. 177. [wróć]
P. Fussell (red.), Siegfried Sassoon's Long Journey: Selectionsfrom the Sherston Memoirs, New York: Oxford University Press, 1983, s. xiv. [wróć]
R. Graves, Wszystkiemu do widzenia, przeł. T. Wyżyński, Warszawa, 1991, s. 221. [wróć]
P. Fussell, Sassoon's Long Journey, s. 134, 136. [wróć]
Tamże, s. 141. [wróć]
A. Kardiner, My Analysis with Freud, New York: Norton, 1977, s. 52. [wróć]
Tamże, s. 110-11. [wróć]
Tamże, s. 27, 101. [wróć]
A. Kardiner, H. Spiegel, War, Stress, and Neurotic Illness (popr. wyd. The Traumatic Neuroses of War), New York: Hoeber, 1947, s. 1. [wróć]
Tamże, s. 406. [wróć]
J. W. Appel, G. W. Beebe, Preventive Psychiatry: An Epidemiological Approach, "Journal of the American Medical Association" 131, 1946, s. 1468-71, cytat: s. 1470. [wróć]
R. R. Grinker, J. Spiegel, Men Under Stress, Philadelphia: Blakeston, 1945. [wróć]
Grinker, Spiegel, Men Under Stress; Kardiner, Spiegel, War, Stress. [wróć]
Kardiner, Spiegel, War, Stress, s. 365. [wróć]
Grinker, Spiegel, Men Under Stress, s. 371. [wróć]
J. Ellis, The Sharp End of War: The Fighting Man in World War I, London: David and Charles, 1980. [wróć]
R. J. Lifton, Home from the War: Vietnam Veterans: Neither Victims nor Executioners, New York: Simon & Schuster, 1973, s. 31. [wróć]
Interview with Chaim Shatan, "McGill News", Montreal, Quebec, luty 1983. [wróć]