p

Tradycyjne uzdrawianie energią - Vadim Tschenze

Kup ebooka

69.60 zł
61.25 zł (61,25 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

Nic naprawdę cennego nie bierze się z ambicji czy też z samego poczucia obowiązku; to, co cenne, rodzi się z miłości i poświęcenia dla innych ludzi i dla sfery ducha obiektywnego.

Albert Einstein

Drogi Czytelniku,

Każdy człowiek posiada w sobie wiele różnych mocy, których często nawet nie zna. I ty również jesteś wyjątkowym stworzeniem na tej ziemi. Twoje talenty są różnorodne. Każdy człowiek jest niczym wszechświat - nieskończony i niezbadany. Często ludzie nie chcą przyjąć lub dostrzec swoich darów. Nie myślą oni, że te zdolności istnieją, a gdy już je poznają, często ogarnia ich strach. Niektórzy zaczynają się bać nawet samego siebie. Lęk ten jest jednak zupełnie niepotrzebny i bezpodstawny. Włączając serce i odstawiając rozum, zobaczysz i poczujesz swoje uzdolnienia wyraźniej, a z czasem dopuścisz je do siebie. Potem z pewnością zadasz sobie pytanie: "Dlaczego już wcześniej nie wykorzystywałem danych mi mocy?".

Uzdrawianie wiarą, przekazywanie energii, Prana czy też Chi - pojęcia, które z upływem czasu stały się znane właściwie każdemu człowiekowi, staną się tobie coraz bliższe. Niniejsza książka jest kopalnią złota dla wszystkich, którzy chcą pracować z energiami i interesują się wyżej wymienionymi tematami. Znajdziesz w niej nie tylko teorię, ale i wiele praktycznych wskazówek i trików, które składają się na kompletną wiedzę gotową do natychmiastowego zastosowania. Znajdziesz tutaj również zebrane doświadczenie mojej rodziny oraz moją własną metodę uzdrawiania za pomocą zaprogramowanych energii. Wiele z tych rzeczy przekazała mi moja zmarła już babcia Walentina, zwana również babą Walją, która zajmowała się zielarstwem i uzdrawianiem w Rosji. W tym miejscu chciałbym złożyć jej wielkie podziękowania za to, że była ona na tym świecie oraz za to, że jest ona w moim sercu.

Bardzo cieszę się, że mogę przekazać ci tę zarówno starą, jak i nową wiedzę, która często czyni cuda. W swojej działalności jako terapeuta duchowy wykorzystuję starą wiedzę rosyjskiego szamanizmu i rosyjskiej białej magii, a także nowe doświadczenia nauki o energii, by móc przywrócić zdrowie moim klientom. Wszystko to przedkładam teraz tobie w postaci książki. Masz okazję, by robić notatki, które będą pomocne dla głębszego poznania. Daj się zainspirować i zmotywować. Serdecznie zapraszam!

Dzięki temu poradnikowi możesz osiągnąć wspaniałe energetyczne oczyszczenie oraz duchowo-cielesne ozdrowienie. Być może nawet sam zostaniesz uzdrowicielem. Gdybyś, mój drogi Czytelniku, chciał nauczyć się jeszcze więcej na moich seminariach, napisz proszę e-maila na mój adres akademicki: vadim@vadim tschenze.ch lub odwiedź moją stronę internetową www.vadimtschenze.ch.

Twój Vadim Tschenze

Rozdział 1Wiedza o uzdrawianiu z Rosji - stare rodzinne dziedzictwo lub rodzinna metoda Vadima

Energetyczne dziedzictwo

Niektórzy ludzie dziedziczą złoto lub domy, inni otrzymują w spadku papiery wartościowe lub kosztowności, a znów inni nie dostają nic. Ja również objąłem spadek i bardzo się cieszę, że zostałem do tego wybrany. Moimi odziedziczonymi skarbami nie są jednak ani pieniądze, ani złoto. Przed 20 laty przybyłem z moją rodziną do Niemiec z trzema kuframi, nie posiadając nic, a mimo to dane mi było zabrać ze sobą wiele. Moja scheda nie znajdowała się w żadnej z waliz, lecz w moim umyśle i w mojej duszy: cenne informacje i tajemna wiedza uzdrowicielska z obszaru Rosji - wiedza, jakiej zachód nie zna.

To wszystko otrzymałem od mojej rodziny jako wzbogacenie mojego życia, a także życia moich bliźnich, moich klientów i uczniów. Jestem tym zachwycony. Ten zachwyt jest porównywalny z uczuciem osiągnięcia czegoś niezwykłego w życiu. Czegoś, co posuwa ludzi do przodu i daje im poczucie bycia kimś wyjątkowym. Uczucie wolności i dalszego rozwoju.

Każdy z nas prezentuje coś niesamowitego, tylko wielu nie dostrzega tego, że są czymś niepowtarzalnym.

Niniejsza książka jest czymś wyjątkowym dla wyjątkowych osób - dla ciebie, mój drogi czytelniku.

Jest ona pomyślana dla ludzi potrzebujących nowych informacji, by zapanować nad własnym życiem, oraz dla ludzi otwartych. Nie bez powodu mówi się: "Kto posiada informacje, ten ma umysłową władzę, a ta umożliwia prawdziwe życie na tej planecie". Ta władza umysłu wzrasta poprzez naukę i praktykę.

To "energetyczne dziedzictwo", jak je często nazywam, było podawane z ust do ust, częściowo też pisemnie, i w którymś momencie wylądowało u mnie, tu i teraz. Postanowiłem przekazać ową wiedzę, by każdy mógł czerpać z niej korzyści.

W niniejszym poradniku odkryjesz kompletną wiedzę, która może poszerzyć twoje horyzonty aż po nieskończoność. Wiedzę tę ubieram w proste słowa, by każdy, naprawdę każdy był w stanie ją zrozumieć i zastosować. Wszystko zostanie ci objaśnione krok po kroku, byś mógł, mój drogi czytelniku, wszytko od razu wypróbować. Stara mądrość mojej rodziny zaprasza cię to świata tajemnic.

Rodzinna wiedza o uzdrawianiu

"Niepokoją nas nie rzeczy, lecz nasze mniemania o rzeczach", mawiał Eurypides. Jakie poglądy masz ty? Być może wierzysz w stare dogmaty, jak: "To jest dobre, a to nie" albo: "To jest OK, ale może nie jest normalne?" Proszę powiedz mi, co właściwie jest normalne w dzisiejszych czasach? Świat nie jest normalny i nie podlega żadnym ogólnym wzorcom. Każdy ma własną rzeczywistość i żyje własnym życiem. Osoby, które ci towarzyszą, posiadają swoje indywidualne rzeczywistości, a ty masz swoją. Obce realia nie muszą pokrywać się z twoją prawdą. W jakiej rzeczywistości żyjesz ty, drogi czytelniku?

Czy odczuwasz strach, robiąc coś innego, wyjątkowego? Czy myślisz, że ludzie mogliby cię za to skrytykować, nazwać szaleńcem? Nie ma żadnego znaczenia, gdy ktoś mówi: "To jakiś wariat!". Bycie szalonym oznacza wyłącznie bycie innym, bycie indywidualistą. Dlatego też wszyscy uzdrowiciele są nieco szaleni, ponieważ dostrzegają oni niezwykłość tego świata. Nie wszyscy muszą rozumieć tę niesamowitość. Jednakże pomaga ona innym ludziom iść do przodu. Niektórym wiedza ta ratuje nawet życie. Pamiętaj zawsze o tym: będziesz wolny, gdy nie będziesz więcej myślał, co inni o tobie powiedzą bądź pomyślą. To najważniejsza szamańska zasada! Zatem uwolnij się od przestarzałych, bezużytecznych dogmatów.

Praca z energią, samoleczenie, pozostawanie zdrowym, te pojęcia pojawiły się w międzyczasie na wszystkich językach. Ludzie myślą o nich jednakże dopiero wtedy, gdy im czegoś brakuje. Gdy na coś zachorują lub są nieszczęśliwi, dopiero wtedy przypominają oni sobie o zdrowiu. Gdy zostają sami, wtedy myślą o miłości. Musi tak być? Niestety stawianie pytań za późno jest cechą ludzką. Prościej byłoby uświadomić to sobie wcześniej, by przygotować się na tego rodzaju zdarzenia.

Moja babcia Walja, która kształciła mnie pod kątem szamanizmu, co rusz mawiała: "Ludzie często czynią swoje najpiękniejsze lata brzydkimi, przez co te brzydkie stają się jeszcze brzydsze". Ile prawdy kryje się w tym powiedzeniu! Większość z nas nie docenia swoich pięknych lat i wciąż gdzieś ucieka. Nie ma czasu dla siebie, traci grunt pod nogami i pędzi bezustannie w pustkę. A przecież życie nie jest po to, by gnać przed siebie, lecz by się nim rozkoszować. Jest to duchowa myśl, którą przejąłem od mojej rodziny.

Odkryj to, co najważniejsze w życiu - swoje zdrowie i umysłowy rozwój - i bądź mądry!

Duchowe lub kosmiczne myślenie podbija coraz więcej ludzkich dusz. Ludzie chcą wreszcie zrozumieć, co dzieje się tutaj na Ziemi, a z dnia na dzień dzieje się coraz więcej. Czas nie stoi w miejscu, a energia na planecie zmienia się szybciej, niż możesz to sobie wyobrazić.

Okres ten nazywam "nowymi czasami", nowożytnością Ziemi. W epoce tej ludzie odkrywają coraz więcej tego, co dotychczas pozostawało niewidoczne. Również ty czujesz, że istnieje coś, czego nie da się dotknąć rękoma. I nie chodzi tutaj tylko o "coś", jest wiele rzeczy, których nie jesteśmy w stanie dostrzec, a mimo to istnieją. Te energetyczne zjawiska nie potrzebują dowodów. Są to fakty, które nie zostały jeszcze zbadane przez współczesną naukę, która pod tym względem w swoim rozwoju znajduje się jeszcze w powijakach. Energie te istnieją dłużej niż sama ludzkość. Są to niewidoczne energie, które wpływają na nasz ludzki byt. Naukowcy udowodnili już, że nasze oczy rejestrują więcej informacji, niż dopuszcza nasz mózg. Tak więc tylko część z nich jest nam "dostarczana". Można jednak wyszkolić mózg i oczy, by były one w stanie postrzegać więcej. Jak to się robi, dowiesz się w leżącej przed tobą książce.

Kiedyś, być może za sto lat, nauka będzie na tyle daleko, by udokumentować owe energie. Dziś nazywa się je "cudami". Ale czym jest właściwie cud? Cud przekracza granice naszego rozumu. Wszystko, czego ludzie nie są w stanie zrozumieć, określa się mianem "cudu". Za każdym cudem leży granica, którą już dziś możesz przesunąć, jeśli tylko na to pozwolisz.

Zrób mały test: weź ołówek do ręki i obejrzyj go. Jaka myśl pojawia się w tej chwili w twojej głowie? Zapisz ją:

____________________

Co napisałeś? Zapewne skoncentrowałeś się na tym, co mogłeś zobaczyć lub poczuć przez dotyk, prawda? Pewnie napisałeś coś w rodzaju twardy, drewno, wkład albo brązowy lub zielony? Pomyślałeś też o tym, kto wykonał ten ołówek lub z czego zrobiony jest wkład ołówka? Lub co może powodować węgiel, z którego składa się rysik, w ludzkim ciele? Raczej nie i to jest właśnie część twojej granicy.

W tej książce twoje granice zostaną przesunięte lub całkowicie zniesione. Tak, by twoje życie mogło się poszerzyć.

Jeśli zrozumiesz procesy energetyczne tego świata, twoja egzystencja zmieni się na lepsze. Porzuć zatem swoje ograniczenia.

Dla niektórych materia energii jest zbyt trudna do zrozumienia. Ja sam od ponad 20-tu lat próbuję zbadać materię energii i przekazywać innym na moich seminariach zdobytą przeze mnie wiedzę. Należy przy tym dzielić się nie tylko teorią, która stanowi podstawę dla pojęcia tego, co się wokół nas dzieje, ale również praktycznym wprowadzeniem. Prawdopodobnie nie dorastałeś w szamańskiej rodzinie i pewnie sobie myślisz: "Cóż, Vadim Tschenze miał szczęście i już za dziecka został obdarowany tą wiedzą, a co ja, proszę ciebie, powinienem teraz zrobić? Nie mam żadnych szamańskich przodków!". Nie ma żadnego problemu, mój drogi czytelniku, po to masz mnie i moją książkę. Moja babcia Walja często powtarzała: "Wiedza jest po to, by ją przekazywać, w przeciwnym razie przepadnie".

Najlepiej, gdy wyciszysz swoją zachodnią logikę, a zamiast niej uruchomisz swoją intuicję. Ludzie zasadniczo nie są logikami, lecz emocjonalnymi, uduchowionymi istotami. Uwzględniając własne uczucia i żyjąc, jak podpowiada ci twoje przeczucie, możesz odkryć tajne miejsca swojej duszy, a przez to dokonać wielu zmian. Moja rodzina od pokoleń żyje w zgodzie z emocjami i intuicją. Głowa nigdy nie miała za wiele do powiedzenia.

"Żyj tak, jak dyktuje ci serce, które posiada bardzo duże pokłady energii, dzięki czemu może przenosić góry", tak brzmi motto mojego życia. Słuchając serca, znajdziesz posłuch i u innych istot. Zaczniesz to zauważać, jeśli zdecydowałeś się wykorzystać dla siebie wiedzę mojej rodziny.

Weź życie w swoje ręce i otwórz swoje serce TERAZ!

"Zaakceptuj los, ale przemień je we własne przeznaczenie", brzmi pewne stare przysłowie. Dokładnie to powinien uczynić każdy człowiek.

Każdy z nas posiada wiele talentów. Ale nie każdy odkrywa je. Szamani mówią: "Człowiek rodzi się i jego los również się rodzi. Przychodzi na świat w piwnicy pewnego zamku i musi zbadać ten zamek - swoje życie. Każdy człowiek otrzymuje zatem swój zamek, niektórzy jednak przez całe życie siedzą w kucki w piwnicy, nie wychodząc z niej i uskarżają się na swój los. Nie odkryli oni swoich królestw...". Cóż za prawdziwe i mądre słowa!

Jeżeli podjąłeś decyzję, by poznać swój pałac i stać się częścią mojej szamańskiej rodziny, oczywiście nie omieszkam nie podzielić się z tobą historią moich krewnych.

Magia od stuleci żyje i jest przekazywana w mojej rodzinie. Medycyna naturalna, zioła i powiązanie ze światem duchowym stanowią jej nieodzowną część jak powietrze i oddychanie. Także dla ciebie, mój czytelniku, wiele wydarzeń stanie się oczywistością, gdy tylko zaczniesz rozumieć. Magia jest projekcją życiowej energii, która dynamizowana jest przez ludzką wolę. Dokładnie tego się nauczysz.

Zanim objawię ci moją własną życiową drogę, chciałbym zapoznać cię z historią moich przodków. Ja sam bardzo wiele mogłem nauczyć się dzięki obydwu gałęziom mojej rodziny, zarówno od strony matki, jak i ojca.

Moja rodzina jest naprawdę duża. Mam krewnych w Niemczech, Rosji, Polsce, Czechach, Anglii, Ameryce, Kanadzie, Szwajcarii, środkowej Azji, a nawet w Australii i Ameryce Południowej. Niezależnie od tego, gdzie żyją, wszyscy ci ludzie zachowali swoje szamańskie korzenie.

Urodziłem się w środkowej Azji, w ówczesnej republice radzieckiej - Uzbekistanie. Jestem jedynym, który urodził się właśnie w tym miejscu. Moi przodkowie z różnych powodów udali się do Uzbekistanu. Ich ścieżki losu połączyły ich z odległych zakątków świata.

Rodzina od strony ojca

Cała historia bierze swój początek w roku 1763 w Niemczech, a dokładniej w Turyngii. Nazwisko przodków mojego ojca pisano wtedy "Schönsee", potem "Czense", później zaś z nieznanych powodów "Tschense". Gdy przybyłem do Niemiec zostało ono przekształcone w Tschenze.

Moja rodzina żyła tutaj od setek lat. Ojciec rodziny, Eduard, był ewangelickim pastorem, a jego żona Margaret prowadziła dom z dziewiątką dzieci. Było to jego drugie małżeństwo, z pierwszego miał on trójkę dzieci. Pierwszy związek Eduarda nie trwał długo. Został on zaaranżowany przez arystokrację. Eduard pochodził ze szlacheckiej rodziny, podczas gdy jego druga żona pochodziła z ludu. Gdy życie na turyńskiej prowincji stawało się coraz trudniejsze i wiele osób przesiedlało się, także Tschenzowie postanowili poszukać swojego szczęścia na wschodzie. Ze względu na zapraszające manifesty Carycy Katarzyny II w latach 1762/1763 około 30 000 Niemców udało się w drogę do Rosji. Dotarli oni wpierw do miejscowości Lipawa, niegdyś zwanej Libau, dziś po łotewsku Liep?ja, nad morzem Bałtyckim. Tutaj rodzina znalazła dla siebie schronienie. Rodzina Tschenzów żyła w tej okolicy nieprzerwanie przez 115 lat, aż do momentu, gdy polityka i wojny zmusiły ich potomków do dalszej wędrówki na wschód.

Zdecydowali się udać na Ukrainę, do tak zwanego noworosyjskiego kraju, by tam szukać szczęścia. 15 lutego 1878 przybyli tutaj potomkowie Eduarda Tschenzego, jego wnuk Eduard, mój prapradziadek, z żoną Emilią i dziewięciorgiem dzieci. Poświęcili się oni rolnictwu i powoli budowali swoje nowe życie. Eduard poszedł w ślady swojego dziadka i tak samo jak on został pastorem, i tak samo jak on, miał ze swoją żoną dziewięcioro potomków.

Potem wydarzyło się coś strasznego. W roku 1917 rosyjska rewolucja zubożyła rodzinę. Jednakże sprytna Pani Tschenze posiadała "tajne kryjówki", które w dalszym ciągu umożliwiały rodzinie "lepsze" życie. Lata mijały, rodzina mogła teraz pracować w kołchozie i posiadać trochę własnego bydła.

Syn Eduarda i Emilii, który również odziedziczył imię po ojcu, poślubił ukochaną Rosę, która pochodziła z bardzo ubogiej rodziny. Nie była to jednak żadna hańba. W końcu nie był on pierwszym arystokratą o imieniu Eduard, który za żonę wziął sobie kobietę z pospólstwa. Szlachectwo nie jest równoznaczne z bogactwem, lecz manierami, a tych można się nauczyć. I tak oto Rosa przyswoiła sobie nie tylko etykietę, ale też pisanie i czytanie. Rosa Tschenze w swoim wolnym czasie układała karty, przepowiadała przyszłość, zbierała zioła dla rodziny i spisywała recepty dla swoich dzieci i wnucząt. Niewielką książeczkę z przepisami na maści i herbatki jej autorstwa posiadam do dziś. To z niej wziąłem ciekawą miksturę do wcierania na ból głowy: Rosa napełniała szklankę pięcioprocentowym octem winnym i kładła do niej starą igłę i surowe jajko. Mieszanka stała tak przez trzy dni, aż skorupka jajka i igła rozpuściły się. Jajko bez skorupki rozpływało się, a masę mieszało się ze sobą. Tak powstała maść na reumatyzm. Po dziś dzień nazywam ową miksturę "smarowidłem Rosy". Później przyszedł rok 1937. W kraju panował stalinizm, a wszystkie osoby niemieckiego pochodzenia zostały wypędzone ze swoich okolic na kazachskie stepy. Eduard i Rosa też musieli opuścić swój dom. Kilka lat po przesiedleniu do miasta Tałdykorgan w Kazachstanie umarł Eduard i tak oto Rosa została bez swojego męża. Jako najstarsza w rodzinie to ona musiała się teraz o wszystko zatroszczyć. Babcia Rosa (moja prababka), jej synowa Danida (moja babka) i jej syn Edmund (mój dziadek) zbudowali sobie nową egzystencję. Po drugiej wojnie światowej Danida dniami i nocami pracowała w szkole, jej mąż Edmund zaś posiadał swoje gospodarstwo i prowadził księgi. Rosa dbała o dom.

Jeszcze jako dziecko poznałem starą babcię Rosę. Jak wiele godności i dumy, doświadczenia życiowego pomieszanego ze śladami pozostawionymi przez przesiedlenia można było zobaczyć w jej twarzy. Jej oczy jednak, chociaż miała ona ponad 90 lat, pozostawały młode i jasne. Jej syn, mój dziadek Edmund, umarł przed nią na zawał serca. Nie ma nic bardziej okropnego, niż utracić własne dziecko. Mimo to Rosa nie miała czasu na żałobę. Musiała dalej żyć i trzymać rodzinę razem.

Danida bardzo młodo wyszła za Edmunda. Mieli oni pięcioro dzieci, jednym z nich był mój ojciec Waldemar. Dwoje rodzeństwa zmarło. Mimo to rodzina trzymała się razem: Rosa, Danida, dwie siostry mojego ojca i on sam. Zachowali oni swoją niemiecką kulturę i mówili po staroniemiecku, używając przestarzałych słów, których dziś mało kto by zrozumiał. I tak na przykład pomidory nazywały się "Rote Potatos" zamiast "Tomaten". A jako dziecko, gdy nie chciałem słuchać, mój ojciec mówił: "Geh in de Eck!", czyli "Marsz do kąta!".

Dla mojego ojca do szóstego roku życia niemiecki był językiem ojczystym. Potem w szkole uczył się języka rosyjskiego. Gdy przybyliśmy do Niemiec jako jedyny miał on dobrze opanowany język niemiecki. Waldemar urodził się krótko po drugiej wojnie światowej. Po śmierci jego starszego brata miał on pomagać ojcu Edmundowi w wyżywieniu rodziny. Jednak Edmund zmarł, gdy Waldemar miał dziewiętnaście lat i służył w armii. Od tego momentu to na jego barkach spoczywało zapewnienie bytu rodzinie.

Matka Waldemara, Danina, musiała znieść wiele nieszczęśliwych zdarzeń, jednak z tym nigdy nie mogła się pogodzić. Od czasu do czasu odwiedzałem babcię Danidę w Szwabii. Aż do jej późnego wieku pozostawała głową rodziny. Kochała naturę i często chodziła na spacery. W lesie rozmawiała z drzewami i zbierała składniki na swoje ziołowe herbatki. Jej zmarła siostra Meita i mąż Edmund towarzyszyli jej z zaświatów aż do ostatniego tchnienia. Porozumiewała się z obojgiem, aż wpadła w śpiączkę. W takim stanie spędziła ostatnie lata w swoim łóżku. Nie mogła umrzeć. W przypadku jej diagnozy stanowiła ona żyjącą istotę. Ja jednak rozumiem, dlaczego nie chciała odejść. Jako dziecko została mi przekazana w śnie informacja, że będzie ona mogła umrzeć dopiero po moim ojcu. I dokradnie tak też się stało. Mój ojciec zmarł wiosną 2008, a Danida latem tego samego roku. Oboje ręka w rękę poszli w stronę światła. Jeśli chodzi o mojego ojca, to lata przed postawieniem diagnozy otrzymałem w śnie informację, że odejdzie on w niedalekiej przyszłości. Istnieją niewidoczne kanały komunikacyjne między ziemią a niebem, które funkcjonują. Mój ojciec zmarł w wieku 59 lat, tak samo jak jego ojciec i jego wujek. Czy to karma?

Rodzina od strony matki

Rodzina od strony mojej matki, która przekazała mi moje szamańskie dziedzictwo, posiada niesamowitą historię. To z niej czerpałem ogromne pokłady wiedzy dla mojego życia. Rodzina ta jest jedyna w swoim rodzaju i zapewne znajdziesz w jej historii wiele paraleli z linią mojego ojca.

Protoplaści mojej matki wywodzą się z okolicy St. Petersburga. Jednakże część rodziny mieszkała w Moskwie i Kazachstanie. W 1765 roku rodzina należała do dworu dynastii Romanowów. Z tego okresu wiemy tylko, że niektórzy członkowie rodziny parali się uzdrawianiem i medycyną. Od roku 1889 historia rodziny mojej matki staje się wyraźniejsza. Zacznijmy zatem od roku 1889 w Moskwie. Przodkowie mojej matki wywodzą się z rosyjskiej rodziny arystokratycznej Schuwalow. Michaił Fomitsch Schuwalow (mój prapradziadek) poślubił mając dziewiętnaście lat Feklę Iwanowną (moją praprababkę), rosyjską chłopkę. Ślub z osobą z ludu stanowiło zdradę ojczyzny, mateczki Rosji. Małżeństwu sprzeciwiła się szlachta i wykluczyła ona Michaiła ze swojego grona. Otrzymał on tylko kawałek ziemi daleko na rosyjskiej pampie i trochę pieniędzy, by przeżyć. Wzorem do naśladowała Michaiła był hrabia Lew Tołstoj, który mimo swojego szlacheckiego pochodzenia rozumiał potrzeby pospólstwa. Michaił żył w zgodzie z naturą i ludźmi, których kochał i którzy to pochodzili z ludu. Z małżeństwa z Feklą doczekał się on dziewięciorga dzieci: Klaudii, Anny, Anastazji (mojej prababci), Marii, Aleksandry, Sergieja, Stepana, Petera i Jurija. Wszyscy członkowie rodziny odprawiali rytuały uzdrawiające, czcili szamańską wiedzę i zajmowali się ziołami oraz kamieniami szlachetnymi. Ojciec rodziny pracował na gospodarstwie rolnym, a jego żona Fekla spędzała czas z dziećmi i na szyciu. Układała karty, a także sporządzała herbatki i maści. Uchodziła ona za lokalną zielarkę. Tak upływało jej życie aż do wybuchu rosyjskiej rewolucji.

Uciekając przed komunistami rodzina przedostała się na Syberię do miejscowości Sławgorod w Kraju Ałtajskim, w głębi syberyjskiej prowincji. W tamtych czasach Sławgorod był prawdziwą wsią, dziś jest małym miastem z ponad 30 000 mieszkańców. Fekla przywiązywała dużą wagę do wykształcenia swoich dzieci oraz pomagała w szkole w syberyjskim mieście. Nauczała francuskiego i rosyjskiego. Wieczorami przyjmowała w swoim domu ludzi, których leczyła według swoich szamańskich recept, kładła na nich dłonie i opisywała ich dolegliwości.

Pewnego dnia zobaczyłem stare zdjęcia (z ok. 1880 roku) rodziny Schuwalowów wraz Feklą (str. 25 po lewej stronie) i rodziny mojego ojca (po prawej stronie). Położyłem je obok siebie i nie mogłem przestać się dziwić: podobieństwo Fekli Schuwalowej z Emilią Tschenze było uderzające. Dwie kobiety, które się nigdy nie poznały, obydwie chłopskiego pochodzenia, obie pokochały arystokratycznych potomków, wyglądały niemalże jak dwie krople wody. Obie miały dziewięcioro dzieci i doświadczyły podobnych strat. Cóż za karma!

Schuwalowie pozostali na obszarze Ałtaju. Okolica ta z jej górskimi widokami uchodzi za miejsce mocy. To los pokierował ich tam, gdzie mogli oni czerpać niesamowite pokłady naturalnej energii. Silna energia Ałtaju stanowi uniwersalne źródło. Uważa się dziś, że zdjęcia gór posiadają właściwości uzdrawiające. Kraina Ałtaj leży na pograniczu południowej Syberii, Kazachstanu i Mongolii. Jest to ojczyzna szamanów.

Łańcuch Ałtaj nie bez przyczyny otrzymał w pradawnych czasach miano "Złotych Gór". Mimo turystyki wciąż znajdują się tutaj nieodkryte miejsca i tajemnice. Góry te osnuwa wiele opowieści, a gdzieś w górach Ałtaj ukryta jest nawet niejaka brama do legendarnego Shamballa. W słabo zaludnionych górach, wśród lodowców i wodospadów do dziś żyją niedźwiedzie, irbisy śnieżne i inne dzikie zwierzęta. Niedawno przeczytałem w prasie pewien ciekawy artykuł: w południowej części Syberii odnaleziono kość palca starej kobiety sprzed 30 000 lat, której geny różnią się od genów człowieka współczesnego i neandertalczyka. Badacze Instytutu Antropologii Ewolucyjnej Maxa Plancka w Lipsku odkryli zupełnie nową pulę genową człowieka. I to tutaj żyli moi przodkowie!

Ale powrócę do historii mojej rodziny. Mijały lata i pokolenia. Moja prababcia Anastazja, córka Fekli, pozostała w Sławgorodzie. Poślubiła ona Filippa i urodziła czwórkę dzieci: Petera, Mikołaja, Walentynę (moją babcię Walję) i Grigorija. Pewnego dnia mały Grigorij zniknął w górach i już nigdy się nie odnalazł. Wkrótce po tym zmarł mąż Anastazji i musiała ona sama wychować trójkę właściwie małych jeszcze dzieci. Świetnie jej to wychodziło, pracowała dniami i nocami, by wychować swoje latorośle. Dobrze ją pamiętam, mimo że ostatni raz widziałem ją jako pięciolatek. Jako dziecko często słyszałem, jak moja prababka Anastazja mówiła po francusku, którego nigdy nie zapomniała. Na koniec tygodnia rozkładała karty i przepowiadała przyszłość. Dniami pracowała jako szwaczka, a po pracy dodatkowo nauczała prywatnie francuskiego. Anastazja posiadała dar jasnowidzenia i służyła ludziom radą w potrzebie. Znała się na ziołach, a także nauczała swoje dzieci, jak żyć w zgodzie z naturą. Później, podczas drugiej wojny światowej, przeprowadziła się do Uzbekistanu i tam też została.

W roku 2007 w mojej akademii nad jeziorem Bodeńskim doświadczyłem czegoś interesującego. Moja uczennica opowiadała swoje przeżycia z czasów, gdy mieszkała w Uzbekistanie. Tak jak ja pochodzi ona z miasta Fergana i od 20-tu lat mieszka w Niemczech. W 1975 roku odwiedziła moją prababcię Anastazję, by ta udzieliła jej porady. Spotkanie to pozostawiło po sobie trwały ślad na jej duszy, ponieważ otrzymane informacje poprzez lata spełniły się. Opowiadała o mojej prababci, a ja byłem zafascynowany, jaki wpływ miała ona na ludzi za swojego życia. Anastazja Michaiłowna zmarła w roku 1977, gdy byłem jeszcze małym chłopcem. Na jej pogrzeb przybyły setki osób. Mimo, że byłem wtedy jeszcze bardzo mały, całkiem dobrze potrafię sobie przywołać jej obraz. Nazywałem ją babulka (babunia), co wywodzi się od słowa baba, czyli babcia. Jako dziecko miałem wokół siebie trzy kobiety: moją matkę, prababkę babulkę i moją babcię Walję. W mojej rodzinie prawie wszystkie kobiety dożyły późnego wieku, także siostry babulki miały ponad 90 lat. Mój tato wciąż żartował sobie: "Wy kobiety biadolicie i starzejecie się, my mężczyźni nie biadolimy i umieramy młodo". Tak też było i w jego przypadku, bowiem zmarł on w wieku 59 lat, w tym samym wieku, co jego ojciec i wuj. Nie wierzę w przypadki i myślę, że wszystko to zależy od karmy.

Baba Walja - rosyjska uzdrowicielka

W tym miejscu chciałbym poświęcić kilka słów mojej babci Walji, córce Anastazji. Walentina Filippowna lub też baba Walja, jak ją nazywałem, matka mojej mamy, była moją prawdziwą nauczycielką życia. To jej zawdzięczam to, kim dzisiaj jestem. Baba Walja przekazała mi swoją tajemną wiedzę o szamanizmie i naturze. Baba, uzdrowicielka, była kobietą o wielkim sercu. Dar otrzymała po swojej matce Anastazji i dużą jego część przekazała mnie. Aż do wybuchu drugiej wojny światowej żyła na Syberii, w 1942 roku jej rodzina przeprowadziła się do Uzbekistanu. Moja babcia Walja dopiero później wróciła do Rosji. Aż do śmierci znana była tam jako uzdrowicielka. Pozostawała w zdrowiu dzięki ziołom, wódce anyżowej i pracy z energią, a także pomagała innym ludziom, by również oni mogli cieszyć się zdrowiem.

Jej życie nie było lekkie. Przybyła do Uzbekistanu jako młoda kobieta wraz ze swoją matką w czasie, gdy wytwarzało się ubrania i naczynia na front, czyli dla armii, która toczyła walki. Koniec wojny przywrócił mniej więcej normalny tryb życia. Walja wyszła za Siergieja. 1949 zaszła w ciążę z moją matką i dalej pracowała jako szwaczka i krawcowa. Walentina była bardzo poważaną kobietą, którą wszyscy kochali. W fabryce opiekowała się potrzebującymi pracownikami, w czasie wolnym zaś pomagała im i leczyła ich dolegliwości. Zawsze znajdowała czas dla innych.

Jej matka Anastazja była zatrudniona w tej samej szwalni. Obie zasłużyły sobie na uznanie ludzi i na medale od państwa. Gdy Anastazja odeszła na emeryturę, Walentina przejęła kierownictwo w szwalni, a Anastazja poświęciła się swoim uzdolnieniom - udzielała porad klientom w domu.

Walentina urodziła dwójkę dzieci i zaraz potem rozwiodła się. Zdecydowała się ona podążać drogą uzdrowicielstwa bez swojego męża, który nie rozumiał jej daru. Wybrała swoje powołanie. Po pracy przyjmowała chorych i odprawiała rytuały. Ja znam ją jako uzdrowicielkę, jej działalność jako kierowniczki szwalni jest mi właściwie nieznana. Byłem wtedy jeszcze za mały. Walentina sama wychowała swoje dzieci, tak samo jak jej matka. W tych czasach przeżyła wiele zdarzeń i sprawdzianów. Zachowała swoją godność i w dalszym ciągu pomagała ludziom, każdego dnia i o każdej godzinie. Nie wspierał jej nikt spoza rodziny. Jak przyszedłem na świat, stanowiła oparcie dla mojej matki i codziennie jej pomagała. Świetnie pasuje do niej powiedzenie "Ta kobieta potrafi zatrzymać galopującego konia i wejść do płonącego domu".

Trzęsienia ziemi i powodzie nie są żadną rzadkością w Uzbekistanie. "Leje i płynie", jak to się u nas mówi. "Bogowie sprawdzają naszą miłość", mawiała Walentina. Gdy w roku 1967 jej dom stał pod wodą i był zupełnie zniszczony, próbowała uratować najcenniejsze rzeczy. Były to zdjęcia rodzinne i stare pianino. Dom zawalił się i ostał się tylko jeden zachodni narożnik. Dokładnie tam stała stara rodzinna pamiątka. Dziesięciu żołnierzy wyniosło pianino i zaraz potem runęły ściany. Ale udało im się uratować instrument, dzięki czemu moja mama mogła w późniejszym czasie na nim ćwiczyć. Walja była przeszczęśliwa, że nikomu nic się nie stało. Powiedziała: "Pieniądze można zarobić, zdrowia już nie". Ja także grałem na tym pianinie, na pomniku dawnych arystokratycznych czasów mojej rodziny. Po dziś dzień stoi on w domu mojej babki, gdzie wraz ze swoją rodziną mieszka mój wujek. Doskonale pamiętam to pianino, nawet jego brzmienie. W 1980 do naszego domu zawitała nauczycielka muzyki i chciała porozmawiać z moimi rodzicami: "Ten chłopiec ma do tego smykałkę, niech Państwo pozwolą mu grać". Otrzymałem lekcję gry na pianinie, jednakże w pewnym momencie zaprzestałem uczęszczania na nie. O wiele bardziej interesowało mnie to, co robiła moja babcia Walja - jej procesy uzdrawiania i magiczne rytuały w ogrodzie z ziołami.

Moja matka Larissa przyszła na świat w 1950 roku. Była pierwszym dzieckiem w rodzinie, jej brat Aleksander, mój wujek, urodził się cztery lata później. Walentina dała swojej córce możliwość studiowania inżynierii, a swojemu synowi Aleksandrowi zapewniła wykształcenie techniczne. Żyła w zgodzie z naturą i przekazała to również swoim dzieciom. Zaszczepiła w nich jedną ważną rzecz: pod względem energii wszystko jest możliwe! Walja nauczyła ją, jak przyjąć swój talent i zauważać znaki.

W jej domu nigdy nie brakowało świeżył ziół czy naturalnych produktów: herbaty z dzikiej róży1, rzeżuchy, oleju bawełnianego, owoców rokitnika zwyczajnego, suszonych owoców lub orzechów i korzeni zalanych alkoholem.

To ona przekazała mi szamańską wiedzę o ziołach. Mówiła: "Rośliny oddają nam swoją duszę". Nikt nie potrafił tak opowiadać o leczniczych roślinach i kamieniach szlachetnych jak baba Walja. Także ona dała mi impuls, by uzdrawiać ludzi i im doradzać. Jej pomocnikami były energie, modlitwy, jej wiara i duchy roślin. Pewnego razu powiedziała mi: "Tak będzie wyglądała i twoja droga, będziesz pomagał ludziom, czy tego chcesz czy nie, zostaniesz poprowadzony". I tak też się stało. "Idziesz tam, dokąd musisz i przybywasz tam, gdzie zaplanowała twoja dusza", brzmiały jej słowa, które do dziś pobrzmiewają w moich uszach.

Baba Walja przez lata pracowała z własnymi metodami, nie tylko tymi starymi, ale także nowymi, które wciąż rozwijała. Pewnego razu rzekła do mnie: "Nie wszystkie stare energie są tak silne, jak kiedyś. Źródła są prawie puste. Istnieją jednak nowe energie, które przychodzą na świat i to z nich powinien korzystać uzdrowiciel. Sam je zobaczysz i znajdziesz".

Dziś pracuję z przekazanymi mi przez babę Walję metodami, które rzeczywiście wiążę z tymi nowymi energiami. Dzięki temu zdrowienie przychodzi szybciej i jest dużo bardziej efektywne.

Walentina Filippowna dużo podróżowała. Leczyła ludzi w Krainie Ałtaj, Uzbekistanie i nad morzem Kaspijskim. W lecie mieszkała u nas w Uzbekistanie, potem przenosiła się dalej. Często odwiedzałem ją na wakacjach w jej domu na wsi.

Pewnego dnia obserwowałem, jak moja babcia przeprowadzała proces uzdrawiania: do leczenia brała zawsze starą emaliowaną misę i wypełniała ją ziemią z ogrodu, po czym stawała w niej boso. Potem wznosiła modły i kładła ręce na plecach klienta. Tak oto uwalniała "demony" z ciała chorego do ziemi, oczyszczając je. Jednak przed każdym nowym klientem wymieniała starą ziemię w misie. Zużytą wyrzucała do specjalnej skrzyni za domem. Kiedyś poprosiła mnie, bym pozbył się ziemi, wyrzucając ją do skrzyni, ja jednak wysypałem ją po prostu na pole ziemniaków. Zatarłem ślady i poszedłem się dalej bawić. Pół godziny później moja babcia wygłosiła mi porządne kazanie. Wszystkie ziemniaki obumarły, a baba dobrze wiedziała, kto za tym stoi. Negatywna energia jej klienta, która uszła do ziemi, zabiła rośliny. Szkoda, że jako dziecko nie miałem o tym pojęcia.

Jako mały chłopiec często się buntowałem i byłem uparty jak osioł. Lubiłem na przykład naturę, ale nie pająki. Kochałem pszczoły, ale nie osy. I tak też w babcinym ogrodzie omijałem miejsca, w których żyły pająki. Baba Walja natomiast powtarzała, że pajęcza sieć świetnie sprawdza się przy leczeniu ran. Stąd też w swoim ogrodzie miała miejsce, w którym stworzenia te mogły mieszkać. Dla mnie było to niczym sceneria z koszmaru. Dopiero niedawno naukowcy odkryli, że pajęczyny rzeczywiście wykazują lecznicze działanie na skaleczenia. Dziś istnieją nawet farmy pająków, w których pozyskuje się ich drogocenną sieć. Szamani od zawsze wiedzieli, co można zdziałać z ich pomocą.

Później, gdy w roku 1991 udaliśmy się do Niemiec, babcia Walja wróciła z powrotem do Rosji. Wraz za nią podążył jej syn i jego rodzina. Naszą propozycję, by pojechała z nami do Niemiec, stanowczo odrzuciła. Mówiła: "Będę potrzebna w tym kraju i nie mogę pozostawić potrzebujących na lodzie. Poza tym starych drzew się nie przesadza, bo obumrą. Potrzebują one znanego im otoczenia i energii". Z ciężkim sercem przyszło nam zaakceptować jej decyzję.

Baba Walja udała się do Rosji, gdzie pracowała aż do późnego wieku. Dopiero przed swoją śmiercią powiedziała, że kończy z pracą, ponieważ potrzebuje pół roku dla siebie, by przygotować się na swoją piękną podróż. To było dokładnie sześć miesięcy przed jej odejściem. Zresztą jej dzień śmierci przewidziała cztery lata wcześniej - i w tym przypadku się nie pomyliła. Nawet godzina śmierci się zgadzała. Ostatnie sześć lat z powodu udaru mózgu była prawie ślepa. W ciągu trzech, być może czterech tygodni zregenerowała swoje ciało i pokonała paraliż, by znów móc pracować. Jeśli zaś chodzi o bycie niewidomym, to miała na ten temat swoje własne zdanie. Mówiła: "Wystarczająco naoglądałam się świata przed chorobą, teraz mogę jeszcze lepiej uzdrawiać, kiedy go nie widzę". W dniu jej śmierci wstała bardzo wcześnie i poszła do kuchni synowej. Zrobiła sobie kanapkę z masłem, zjadła i poszła dalej. Zawołała swoją synową i syna, podziękowała im za wsparcie, objęła ich jeszcze raz i z powrotem położyła się do łóżka. Pół godziny później zasnęła już na wieki. Taka właśnie była kobieta natury, moja kochana baba Walja.

Przyszedłem na świat i uśmiechnąłem się

Pod koniec 1971 roku moja mama poznała tatę Waldemara. Mój ojciec odwiedzał wtedy swojego wuja Eduarda, wujka Eddiego, w Uzbekistanie. Waldemar przebywał tam tylko przez kilka dni i spotkał moją mamę. Coś go prowadziło, nie był do żaden przypadek - jak grom z jasnego nieba rozgorzała nowa miłość. Gdy tylko ujrzał Larissę, natychmiast zdecydował się ją poślubić. Po pół roku ten karmiczny związek został sformalizowany i trwał przez 35 lat. W roku 2008 mój ojciec zmarł na raka.

Przypominam sobie wujka Eddiego, który odegrał bardzo ważną rolę w prowadzeniu mojego ojca. Zmarł on w 1980 roku, byłem wtedy w pierwszej klasie. Pamiętam, że leżał w trumnie, wyglądając jak żywy. Było to moje drugie spotkanie ze śmiercią, pierwsze było z moją prababcią Anastazją. Nie bałem się zwłok. Także to zawdzięczam mojej babci Walji. Ta powiedziała mi kiedyś: "Jeśli boisz się zmarłego, dotknij przez chwilę jego stopy, a strach przejdzie". Tak też później uczyniłem. Po śmierci Eddiego mój ojciec odziedziczył niektóre jego zdjęcia i książki. Część z nich jest dziś w moim posiadaniu.

Potem w 1973 roku w Uzbekistanie urodził się pewien chłopiec, któremu nadano imię Vadim. W pewnej rosyjskiej rodzinie krewni z niecierpliwością go wyczekiwali. Przyszedł na świat i uśmiechnął się. Był to pewien śliczny chłopczyk, któremu od pierwszych minut swojego życia nie zamykała się buzia. Nie pozwalał sobie dyktować warunków i krzyczał zawsze, gdy czegoś chciał. Nikt z rodziny nie był w stanie go uspokoić oprócz babci Walji i jego babci Anastazji, które już od lat zajmowały się uzdrawianiem duszy i pomaganiem ludziom. To, jak upłynęło życie temu dziecku, co z niego wyrosło, co słychać u niego dziś w pracy jako doradcy życiowego i szamana, dowiesz się już za chwilę, ponieważ tym chłopcem byłem ja.

Urodziłem się 10 sierpnia 1973. Po długim oczekiwaniu w końcu przyszedłem na świat. Godzina 23.45, piątek, waga 3,1 kilograma, wielkość 51 centymetrów. Miałem stosunkowo długie czarne, czy też kruczoczarne włosy, co wprawiło pielęgniarkę w osłupienie. Powiedziała: "O tak, to szamańskie dziecko".

Tak oto moja historia zaczęła się w Uzbekistanie, w kraju między górami i rzekami, a także w zielonej oazie w środkowej Azji. Pewnego lata z 36 stopniami Celsjusza w cieniu, w mieście zwanym Fergana, w rodzinie Tschenzów świętowano narodziny syna Vadima. Przybyło wielu znajomych i przyjaciół, którzy chcieli pogratulować moim rodzicom. Jedzono i pito, święto trwało przez wiele dni.

Jeszcze długo przed moimi narodzinami, rodzice postanowili, jakie imię nadadzą dziecku. Aż do samego końca sądzili, że urodzi im się córeczka, która miała nazywać się Irina. Oczekująca dziecka Larissa tak mówiła do dziecka w swoim brzuchu: "Iroczka, wkrótce stanie się i przyjdziesz do nas na świat, tak bardzo się cieszę!". Nieustające bóle nerek mojej matki podczas ciąży kazały odliczać jej każą godzinę do porodu. Jednakże "Iroczka" nigdzie się nie spieszyła. Dopiero po tygodniu od oficjalnego terminu dziecko przyszło na świat. Zdarzył się pierwszy cud - to był chłopiec! Cóż za niespodzianka. Trzeba było znaleźć nowe imię i to najszybciej jak to możliwe. Krewni podsuwali liczne pomysły: Eduard, Michael, Aleksander albo Mikołaj. Larissa jednak zdecydowała się na wyjątkowe, rzadkie imię - Vadim. Usłyszała je we śnie. Mimo że imię to było niezbyt często spotykane, było to prawdziwie rosyjskie imię o głębokim znaczeniu. Z całą pewnością nie był to żaden przypadek, ponieważ imię to wywarło później wpływ na całe moje życie.

Co do tego, jakie znaczenie posiada owe imię, lingwiści nie są zgodni aż po dziś dzień. Tymczasem nie znaczenie imienia ani nie sam sen odegrał najważniejszą rolę przy jego wyborze. W pewnej starej książce moja mama przeczytała, że imię Vadim powinno przynieść dziecku zdrowie i szczęście. Dzieci o imieniu Vadim cieszą się życiem, posiadają bogate życie duchowe, są rozmowne i otwarte. Takie brzdące są jak małe owieczki, brykają po pokoju, cieszą się naturą w parku lub lesie i mają niespożyte pokłady energii. Ważne było również to, że dziecko o imieniu Vadim powinno odznaczać społeczne powołanie, które znajdzie zastosowanie w zawodzie i przy pomaganiu innym. Imię to symbolizuje również solidność, umiejętności przywódcze oraz miłość do bliźnich. Vadimowie urodzeni latem mieli posiadać dodatkowo gładki charakter. W ten oto bardzo prosty sposób podjęto decyzję, by Irinę przemianować na Vadima i tak też otrzymałem swoje imię, które do dziś kształtuje moje życie.

Drugi cud również przyszedł wraz ze mną: po moich narodzinach zniknęły problemy z nerkami mojej mamy. Pyelonephritis, czyli odmiedniczkowe zapalenie nerek, zniknęło, jak ręką odjął. Wieloletnie cierpienie nareszcie znalazło swój koniec. Nikt nie potrafił tego wyjaśnić, jest to jednak fakt. Moja mama nadal nie uskarża się na żadne bóle.

Dziś jestem szamanem wyrosłym ze starej rosyjskiej tradycji. Bycie szamanem jest dla mnie stylem życia, nie tytułem. Każdy może odnaleźć się z takim trybem życia. Ja dotarłem do niego poprzez moich przodków, tobie zaś jest to dane dzięki mojemu dziełu. Jako że nie ma przypadków, także to, że właśnie teraz trzymasz tę książkę w swoich rękach, nie jest żadnym zbiegiem okoliczności. Ona skłoni cię do namysłu.

Od lat planowałem książkę o pracy z energiami moich przodków w połączeniu z moją własną metodą. Właściwie napisanie jej nie zajęło mi dużo czasu, nie chciałem jej jednak zbyt szybko wydawać. Stąd też wynika jej raczej beletrystyczny charakter. Potem zdecydowałem się, by oddać ją do dyspozycji szerszej publice. Została ona napisana dla tych, którzy nie kochają tego, co na zewnątrz, lecz dla tych, którzy chcą poznać głębszy sens wydarzeń, które mają miejsce tutaj na ziemi. Dla tych, którzy chcą coś dla siebie zrobić i czegoś się nauczyć, by na nowo przemyśleć swoje życie i odkryć, po co człowiek przychodzi na ten świat.

W niniejszym rozdziale przedstawiłem ci ludzi, który wzbogacili moje życie. Niektóre opisane tutaj osoby są przyjaciółmi matki ziemi, pomocnikami uniwersum, którzy zachowali swoje dary, także w trudnych czasach, oraz oddawali się dalszemu rozwojowi ludzi bez względu na to, co się działo. Są to ludzie, którzy rozpoznali, w jakich czasach żyją.

I ty dowiedz się, w jakim czasie żyjesz. Wszystko ma duszę i umysł. Każdy ma swoją drogę, rzeczywistość i zadania. Ja zostałem poprowadzony w swoim życiu i miałem o wiele łatwiej niż inne dzieci. Trzy kobiety (babcia, prababcia i matka) opiekowały się mną według ich najlepszej wiedzy i przekonania. Byłem chroniony i wychowywany "naturalnie". Od małego uczono mnie, że człowiek stanowi jedność z naturą i nie powinien być od niej oderwany. Dorastałem jednak pomiędzy dwoma ogniskami: rodziny mojej matki, która żyła według szamańskiej myśli, oraz rodziny mojego ojca, która wprawdzie ceniła naturę, ale postrzegała ją z naukowego punktu widzenia. Rodzina od strony matki czciła i żyła w zgodzie z szamańską wiedzą, a także nigdy nie zerwała ona kontaktu z naturą. Było im wszystko jedno, co myśleli lub mówili inni. Rodzina od strony ojca tak samo kochała naturę, ale w ostatnich pokoleniach podążyła ścieżką nauk ścisłych. Można tutaj znaleźć nauczycieli, profesorów i lekarzy.

W późniejszym czasie zdecydowałem, by zostać terapeutą duszy. Jednakże w trakcie poszukiwań prawdziwego powołania wyuczyłem się w wielu innych zawodach. To była długa droga. I tak byłem wpierw fotolaborantem i fotografem, potem uczyłem się w zawodzie nawijacza i elektromontera. Gdy przybyliśmy do Niemiec, zdobyłem wykształcenie w zawodzie technika dentystycznego, a po tym, jak w mojej teczce spoczywało świadectwo czeladnicze, wykwalifikowałem się na terapeutę medycyny alternatywnej. W międzyczasie próbowałem swoich sił w ubezpieczeniach, zarządzaniu projektami eventowymi oraz w obszarze duchowości. Dzięki wielokierunkowej nauce dowiedziałem się, czego naprawdę chcę - pomagać ludziom i to najszybciej, jak to możliwe.

Na chwilę wrócę jeszcze do mojego dzieciństwa. Moja mama zawsze robiła notatki, które otrzymałem później w formie pamiętnika. Nie mogłem powstrzymać się od śmiechu, gdy pierwszy raz je czytałem.

Z notatek mojej mamy:

5 października 1973

On zagląda w głąb duszy.

1 listopada 1973

Mam przeczucie, że kiedyś będzie pisać książki. Wiele książek...

15 listopada 1973

Niestety ma zapalenie ucha. Lekarka przepisała zastrzyki z penicyliny, ale nie będziemy ich robić. Mama ma coś domowej roboty z naturalnej apteczki. Zobaczymy, czy mu pomoże i czy ta terapia wystarczy, jak dotąd jej środki zawsze mu pomagały. Istna z niej zielarska czarownica.

19 listopada 1973

Jego ucho jest już zdrowe. Mama odprawiła czary za pomocą modlitw i naturalnej maści.

14 stycznia 1974

Mama znalazła się w gazecie. Napisali o niej długi artykuł o tym, że dobrze pracuje i że posiada nadzwyczajne zdolności przywódcze. Mama jednak niezbyt dobrze przyjęła ten artykuł, nie chce być żadnym prominentem. W gazecie wymieniona została też babulka i mały Vadim. Już mając roczek pojawił się w prasie. Cóż to będzie w przyszłości?

Tyle ciekawostek z notatek mojej mamy. Gdy je dziś przeglądam, nie dziwi mnie, że moje życie jest, jakie jest. Ale pozwól, że opowiem jeszcze o kilku innych wydarzeniach, które odcisnęły swoje piętno na moim życiu w dzieciństwie.

Pewnego dnia odwiedziła nas nasza sąsiadka i pożyczyła od mojej babci Walji emaliowany garnek. Mijały tygodnie, a garnka nie było widać. Gdy baba Walja zapytała, gdzie się on podziewa, sąsiadka odpowiedziała złośliwością i rzekła, że Walja nigdy już nie zobaczy swojego rondla i że ta jeszcze się zemści. Weszła do naszego domu, krótko się na mnie popatrzyła i wyszła. Tego dnia byłem jakiś nieswój, nie chciałem jeść i tylko płakałem. Wieczorem zadzwoniła sąsiadka i zwróciła się do mojej babci: "No, pokazałam ci, że dziecko będzie cierpieć. Obrzuciłam tego chłopca swoim złym spojrzeniem!". Moja babcia wychodziła z siebie, przeprowadziła rytuał oczyszczający i przez dwa dni modliła się, by mnie ochronić. W ten oto sposób wyglądało moje pierwsze wtajemniczenie. Dodatkowo zaklęła ona moje zdjęcie, by nikt nie mógł poprzez nie rzucić jakiegoś czaru. Gdy bariera ochronna była gotowa, przybiegła zaraz sąsiadka wraz z garnkiem, ponieważ wróciła do niej z powrotem jej zła energia. Cierpiała, w jej oczach były łzy. Prosiła o pomoc i przysięgała, że już nigdy w życiu nie zrobi czegoś podobnego. Moja babcia przebaczyła jej.

Mój anioł stróż zawsze jest ze mną. Pokazują to dwa wydarzenia: było upalne lato. Grałem na werandzie, gdy nagle coś eksplodowało. Moja matka przybiegła natychmiast i poczuła perfumy. Ktoś postawił tam flakonik, który pod wpływem prażącego słońca eksplodował. Moje anioły uchroniły mnie przed wszystkimi zranieniami. Wszędzie leżały odłamki szkła, ale żadne mi się nie wbiło.

Od lewej: baba Walja, moja mama ze mną na kolanach i prababcia Anastazja.

Krótko potem miało miejsce drugie zdarzenie. Bawiłem się na podłodze przed szafą i coś tam majsterkowałem. Ciężkie dębowe drzwi spadły na podłogę kilka milimetrów od mojej głowy. Uszedłem z tego bez szwanku, nic mi się nie stało. Mój przyjaciel Dimitri przyjechał z Rosji. Jego rodzice, oboje oficerowie rosyjskiej armii, przybyli do Uzbekistanu z powodów służbowych. Poznaliśmy się mając trzynaście lat, gdy rodzina Dimitriego przeprowadziła się do pięknego miasta Fergany. Szybko się zaprzyjaźniliśmy. Matka Dimitriego urodziła się na Ukrainie. Po tym, jak jej matka zmarła na skutek katastrofy w Czarnobylu, odnalazła swoją drogę ku duchowości. Dla jej matki takie tematy stanowiły tabu. Jednak ją od zawsze bardzo interesowały te zagadnienia. Po śmierci mamy, opowiedziała mi tę historię: gdy jej matka zmarła, pojechała na jej pogrzeb. Nocowała tam w pewnym starym domu u sąsiadki. W nocy obudziła się. Mały człowieczek stał na jej łóżku i uśmiechał się. Był to gnom lub domowy skrzat. Jeanna początkowo strasznie się wystraszyła, jednak szybko się uspokoiła, ale mały mężczyzna zniknął. Właścicielka domu wyjaśniła jej następnego dnia, że ta mała istotka chroni jej dom i nazywa się Gubelus. Gdy Jeanna opowiedziała mi tę historię, wydawała mi się ona całkiem normalnym spotkaniem. Podobne historie znałem już od mojej rodziny. Domowe duchy istnieją naprawdę.

Moje pierwsze doświadczenia duchowe

Minęło moje dzieciństwo i nadeszły czasy młodzieńcze. W okresie dojrzewania wciąż chorowałem na jęczmienie. Pewnego dnia miałem po trzy w każdym oku. Ból był nie do zniesienia. "Dosyć tego!", powiedziała moja babcia Walja i zaklęła je modlitwą. Trwało to dobre dziesięć minut. Jęczmienie zniknęły i nigdy już nie powróciły. Słowa modlitwy brzmiały: "Jęczmienie zniknijcie i przemińcie niczym słońce w noc, na zawsze!". Sentencja ta podziałała! Na koniec splunęła mi w oczy i rzeczywiście nie zaznałem więcej tego bólu.

Moją fascynację wzbudziły także codzienne rytuały mojej babci Walji. Mogłem się im godzinami przyglądać. Celebrowała ona wiele obrzędów z ogniem i wodą. Miała u siebie w ogrodzie palenisko. U nas w domu odprawiała swoje płomienne czary w specjalnej misie przodków. Uwielbiałem tę ziołową woń. Należało do nich również sprzątanie pokoju, które miało miejsce zawsze raz w roku wraz z drugim śniegiem. Babcia Walja zwijała wszystkie dywany w domu i wynosiła je na pokrytą śniegiem łąkę. Dywany rozkładało się i dokładnie trzepało. Mawiała: "Pozbywamy się nie tylko kurzu, ale i negatywnej energii, którą zgromadził dywan". Tego samego dnia oczyszczała również całe pomieszczenie dymem i świecami. Brała wtedy łyżkę, którą podgrzewała nad ogniem świecy i nakładała na nią mieszankę kadzideł z szałwii2 i innych różnych ziół. Chodziła z tą łyżką zgodnie ze wskazówkami zegara przez wszystkie pokoje, oczyszczała kąty i modliła się. Następnie wietrzyła wszystkie pomieszczenia i zapalała świece. W międzyczasie dawała mi swoją czerwoną "tajemną" torbę z medalami i odznaczeniami do posortowania. Chętnie się nimi bawiłem.

Rytuały były częścią mojego dnia powszedniego. Co rusz tworzyłem swoje własne obrządki, dzięki którym wzbudzałem podziw również moich rówieśników. W Uzbekistanie było to raczej coś, co było na porządku dziennym i nikt nie wątpił w ich działanie. Raz w miesiącu przybywali nawet pielgrzymi zwani Chodscha i okadzali chodniki miasta.

Za dziecka i gdy byłem młodzieńcem babcia Walja i moja mama same sporządzały wiele lekarstw. Tak też poznałem niektóre receptury na nalewki, lecznicze wina i octy, a także konfitury. W mojej pamięci zapisał się szczególnie dżem z mniszka lekarskiego. Wspiera on trawienie i wspaniale smakuje. Potrzeba do niego płatków mniszka lekarskiego, marchewki i pomidorów oraz cukru. Pokazano mi również, jak robi się tak zwaną żywą wodę. Dzięki specjalnemu urządzeniu własnej roboty strumień wody wodociągowej dzielony był na dwie części. Mając dziesięć lat, wyniosłem kolejne duchowe doświadczenie: byliśmy w Moskwie w odwiedzinach u krewnych. Nagle dostałem gorączki. Nie minęły trzy tygodnie, a czułem się nawet lepiej niż dobrze, mimo że płonąłem niczym żarówka. Przypadkowo moi krewni mieli przyjaciela w Moskwie, który znał się na pomiarach biofotonów i zajmował się tematyką energii ciała. Poradził on mojej mamie aby zmierzyć mój poziom energii. Tak też uczyniła. Poszliśmy przebadać mnie do instytutu. Energia dłoni była znacznie podwyższona, przez co postawiono następującą diagnozę: "To dziecko może leczyć rękoma, poza tym wszystko jest w porządku". Moja mama nie była jakoś szczególnie zaskoczona, właściwie wiedziała to już wcześniej. By obniżyć gorączkę, zalecono mi bieganie na bosaka. W ten sposób nadwyżka energii mogła znaleźć ujście. Zrobiłem jak prosili. Od tamtego czasu nigdy w życiu już nie gorączkowałem. Od razu też wprowadziłem w życie nakładanie rąk. Wszyscy musieli się temu poddać, zaczynając od naszych zwierząt domowych po naszych sąsiadów. W szczególności zaś baba Walja musiała odgrywać rolę mojego królika doświadczalnego. Jednego dnia kładłem na niej swoje dłonie wielokrotnie.

W dwunastym roku życia przeżyłem pierwsze prawdziwe spotkanie ze świętym duchowym światem - miałem wypadek jako pasażer samochodu osobowego. Siedziałem z przodu. Niespodziewanie zauważyłem auto pędzące w moją stronę. Po zderzeniu nagle stałem przed samochodem i mogłem wszystko obserwować: siebie, kierowcę i innych pasażerów. Także małżeństwo na tylnym siedzeniu. Nie wiedziałem, co się stało. Ujrzałem trwającą moment ciemność, potem dużo światła i już stałem przed samochodem i widziałem wszystko, co się wydarzyło. Mogłem odnotować, jak zachowują się współpasażerowie i jak moje ciało siedzi w aucie. Chwilę później znów byłem w swoim ciele i odczuwałem ból. Nie czułem strachu przed śmiercią. Byłem zatem uczestnikiem wypadku i na krótko opuściłem swoje ciało. Wydarzenie to wywołało naturalnie całą lawinę pytań. Dokładnie ten dzień stanowił inspirację dla mojej spirytualnej działalności. Chciałem dowiedzieć się, co istnieje poza tym, co widzimy i jak funkcjonuje ten świat. Moja babcia Walja modliła się za mnie i po wypadku powiedziała mi: "Twoje anioły są bardzo pracowite!".

Rok później złamałem lewą nogę podczas uprawiania sportu. Było to złamanie otwarte, kość wystawała z nogi. Ale przy pomocy mojej duchowej siły wyobraźni potrafiłem się dobrze leczyć. Opuchlizna szybko zeszła. Często wyobrażałem sobie, że moja noga jest schłodzona, a kość cała. Zdjęcia rentgenowskie już po trzech tygodniach pokazały, że kość się zrosła. Lekarze wątpili nawet w swoją diagnozę, ponieważ na rentgenie kości nie było widać nawet małego śladu.

I dziś używam swojej duchowej siły umysłu. I tak chociażby niedawno zwichnąłem sobie tę samą nogę na moim balkonie. Dzięki duchowemu seansowi, nie było obrzęku, a i ból dosyć szybko przeszedł. Następnego dnia byłem u mojego lekarza, by zobaczył, co z nogą, a ten upomniał mnie, mówiąc: "Panie Tschenze, gdy coś takiego się dzieje, nie powinien Pan czekać trzy, cztery dni, tylko natychmiast zgłosić się, by sprawdzić, czy nic nie zostało złamane. Noga jest przecież już całkiem fioletowa!". Powiedziałem mu, że wypadek miałem zeszłego wieczora. Lekarz nie mógł uwierzyć w moje słowa. Dzięki umysłowi naprawdę wiele można zdziałać.

Kiedyś dzieciństwo mija i stajemy się dorośli.

W roku 1991 opuściliśmy Uzbekistan. Wybuchła tam wojna domowa. Wyruszyliśmy do Rosji, a ostatecznie trafiliśmy do Niemiec, do ojczyzny mojego ojca. Staliśmy w śniegu, z trzema walizami i niczym więcej, prócz własnych rąk. Historia rodzinna po raz n-ty zatoczyła swoje koło. I my powędrowaliśmy do innego kraju, by w nim zamieszkać. Przybyliśmy i zaczęło się nowe życie.

Najpierw chodziłem do szkoły językowej w Waldkraiburgu, potem kontynuowałem naukę jako technik dentystyczny w Allgäu, którą ukończyłem ze świadectwem czeladniczym. Poza tym pomagałem moim rodzicom w ich domu z ogródkiem i uprawiałem swoje zioła.

Po kilku latach obok wykonywania mojego zawodu rozpocząłem swoje kształcenie w kierunku terapeuty medycyny alternatywnej. Pracę duchową wykonywałem przy okazji, aż nadszedł dzień, gdy powiedziałem sobie: "Chcę praktykować uzdrawianie wiarą i chcę nauczać tego innych ludzi!". W tym momencie zacząłem swoją samodzielną działalność seminaryjną i doradczą. W międzyczasie otrzymałem od uniwersum kilka znaków, których nie chciałem przyjąć do wiadomości. Pracowałem wtedy jeszcze w technicznym laboratorium dentystycznym w Monachium. Wprawdzie praca ta sprawiała mi przyjemność, ale brakowało mi kontaktów międzyludzkich. Chciałem pracować bezpośrednio z ludźmi, a nie z ich odciskami zębów. Nagle zachorowałem na egzemę. Moje ręce spuchły i nic nie pomagało. Pomyślałem wtedy: "Czego to ode mnie chcecie?". Napisałem wypowiedzenie i po kilu tygodniach egzema zniknęła. Ale często człowiek niedostatecznie szybko się uczy. Gdy pogrywałem ze swoimi myślami, by może wrócić do pracowni, wracało zapalenie skóry, aż w końcu to zaakceptowałem i poprzysiągłem sobie, że podążę drogą uzdrawiania i nigdy już nie przekroczę progu laboratorium. Od tej chwili nigdy więcej nie miałem już żadnych problemów skórnych.

Tymczasem napisałem moją pierwszą książeczkę i dalej ćwiczyłem się w swoim duchowym fachu. Potem były kolejne książki i wystąpienia telewizyjne, porady i kursy. Przeżyłem energetyczną rewolucję. Dziś mówię, że napędzały mnie wtedy impulsy nowych czasów. Z biegiem lat pracowałem już prawie wyłącznie duchowo i nauczałem moich uczniów uzdrawiania, przewidywania przyszłości i kosmologii.

Czy bycie chorym to zrządzenie losu?

"Vadimie, wczoraj położyłam się około dziewiątej do łóżka i miałam całkiem głęboki sen. Z powodu śniegu wstałam jeszcze w nocy i zaczęłam odśnieżać, godzinami. Od czasu twojej pracy z energią, mam więcej siły i czuję się po prostu w formie. Dzisiaj także odśnieżałam dziesięć, może jedenaście godzin i wciąż nie czuję zmęczenia. Po raz pierwszy przeżyłam coś takiego, to niesamowite!", napisała pewna klientka po przekazaniu jej przeze mnie energii. Taki oddźwięk może tylko radować, a najważniejsze przy tym jest, że każdy tak potrafi, ty też!

Tematem niniejszej książki jest uzdrawianie duszy, ciała i umysłu. Swoją misję upatruję w tym, by wnieść starą wiedzę o uzdrawianiu z Rosji do Europy oraz by pomagać ludziom, którzy chcą poznać prawdziwą wartość bytu.

Wiele osób ze względu na swoją sytuację energetyczną nie jest w stanie ruszyć czegokolwiek w swoim życiu. Wygodnictwo również jest rzeczą ludzką. Winni temu jesteśmy zazwyczaj my sami, ponieważ nie potrafimy się odciąć i sami ciągniemy siebie nawzajem fizycznie i psychicznie w dół. Niektórzy żyją własnym życiem, nie zastanawiając się, po co w ogóle zostało im ono podarowane. Coś takiego może zaszkodzić energii. Inni żyją, by żyć, kochają życie i rozkoszują się każdą sekundą swojego istnienia. Cieszą się, że nadchodzi kolejny dzień i pozostają radośni i zdrowi. Szczególne miejsce w ich egzystencji zajmują energie, które ich osłaniają. Co możesz zrobić ty sam, by nie chorować i by móc cieszyć się zdrowiem?

Czy bycie chorym to zrządzenie losu? Nie, w żadnym wypadku! Każdy może uczynić coś dla własnego uzdrowienia. Moją starą wiedzę z rodzinnej skarbnicy połączoną z moimi własnymi doświadczeniami na polu nauki o energii, którą badam i stosuję od prawie 20 lat, chętnie przekazuję tobie poprzez trzymaną przez ciebie książkę. Stałeś się, mój drogi czytelniku, automatycznie moim uczniem szamanizmu, uzdrawiania wiarą i medialności. Możesz nauczyć się, jak pomóc sobie i innym ludziom. Doświadczysz uleczenia umysłu, duszy i ciała. Niniejszy poradnik pomoże ci, cieszyć się pełnią życia, a także odprężyć się zarówno fizycznie, jak i duchowo oraz pozostać w takim stanie. Zrozumienie energii daje możliwość ich prawidłowego zastosowania. Tę pochodzącą z Rosji technikę nazywam "programowaniem energii".

"Nie doceniamy tego, co posiadamy, a przeceniamy to, czym jesteśmy", brzmi myśl Marie von Ebner-Eschenbach. Tak więc, zawsze doceniaj, to co masz! Każdy z nas posiada wielką moc. Te siły możemy aktywować dzięki mojej metodzie. Programowanie energii może być wykonywane przez laików, a także być stosowane w trakcie profesjonalnej terapii. Metoda ta wymaga intensywnej pracy z duszą i ciałem, potem zaczyna się oczyszczanie, które później uzupełniane jest o uzdrawianie i nowe impulsy energetyczne. Ta metoda przywracania zdrowia bazuje na delikatnym dotyku umysłu i ciała, pobudza zdolności samoleczenia i aktywuje liczne procesy lecznicze. Zaskakujące jest przy tym to, że mamy tutaj do czynienia nie tylko z uzdrowieniem, lecz również z regeneracją i ochroną.

Podstawą programowania energii jest praca z delikatnymi rodzajami energii. Energie są przy tym łączone z różnymi duchowymi narzędziami i informacjami. W pierwszej kolejności używam boskich energii kosmosu, czyli starych energii. Powstały one na długo przed materią, stąd też mają tak wielki wpływ na proces uzdrawiania. Dodatkowo posługuję się tak zwanymi "nowymi energiami", by wesprzeć stare energie. Pracując jednocześnie z obydwoma rodzajami energii, natychmiast zauważysz, jak szybko metoda ta przynosi pozytywne rezultaty. Dzięki mojej technice można wykorzystać nowe energie w celu uzdrowienia przyczyn!

Rozdział 2Zanim wyruszymy w drogę: zrozumienie energii i duchowych praw

Wiedza współczesna - nauka o impulsach

Materia energetyczna jest nieskończona. Jest ona w użyciu od tysięcy lat. W okolicy mojego miejsca urodzenia, Fergany, w górach Szachimardanu można znaleźć malowidła na ścianach jaskiń, które ukazują latające spodki i ludzi z antenkami na głowie. Cóż to za informacje? Istnieje wiele teorii o antycznych Egipcjanach i ich ówczesnych lekarzach, którzy potrafili już operować, oraz o formach terapii, które dziś zyskały uznanie w świecie nauki. Skąd pochodzi ta wiedza? Czy na wieki przed faraonami istniały kultury, które przekazały nam swoją wiedzę? Czy istniało życie pozaziemskie? A może jedno i drugie, tylko my, ludzie, nic o tym nie wiemy? Same pytania! W świątyni faraona można ujrzeć rzeczy, których nie powinno tam być, jak na przykład rysunki łodzi podwodnych, czołgów i helikopterów. Gdy myśli się o Ozyrysie, który wzlatywał ku słońcu niczym dysk, jak informuje pewna inskrypcja, lub o bogach jak Thot, który wniósł formułę świata, znów rodzi się pytanie, skąd pochodzi pradawna wiedza i kim byli owi "bogowie", a także skąd architekci antycznych miast wzięli swoją wiedzę?

Ci, którzy dziś podróżują do Egiptu, odwiedzają zazwyczaj piramidy, Dolinę Królów i Kair. Higiena w tymże kraju nie jest na najwyższym poziomie. Mało który turysta wpadnie na pomysł, że właśnie tu, w Egipcie, tysiące lat wstecz medycyna była rozwinięta jak nigdzie indziej na świecie. Przed Hipokratesem nad Nilem praktykowali sławni uzdrowiciele. Znali się oni na ziołach, potrafili przeprowadzać operacje i amputacje na wzór naszych dzisiejszych chirurgów. Istnieli specjaliści od konkretnych systemów organów jak chociażby układ oddechowy, układ pokarmowy czy układ krwionośny. Skąd wzięła się ta wiedza? Skąd medycy tamtych czasów znali skalpel i szczypce? Tamci lekarze wiedzieli, co robią. Gdzie nauczyli się tego 5000 lat temu? Wyobraź sobie, że już wtedy używali oni protez. Znali płeć dziecka długo przed jego narodzinami. Posiadali dużą wiedzę o odżywianiu oraz o tym, czego ludzkie ciało nie jest w stanie strawić. Już wtedy wysoko ceniono czosnek, rzodkiew i cebulę jako środki lecznicze. Egipscy lekarze leczyli również za pomocą energii i umysłu.

Zanim nauczę cię uzdrawiania energią, powinieneś najpierw zrozumieć najważniejsze procesy energetyczne. Tylko tak ludzkość może przyjąć prawdziwą wiedzę wszechświata. Kto zna prawa narodzin i rozwoju, ten wie wszystko i szybko zabiera się do materii. Mędrzec jest królem istnienia i sam określa swoje życie. Jest wolny! Dlatego też pragnę na początku wyjaśnić ci, w jaki sposób funkcjonuje ten świat oraz człowiek z energetycznego punktu widzenia, by potem móc ci przybliżyć niektóre energetyczne mechanizmy.

Jakie mamy rodzaje energii i w jaki sposób komunikują się one ze sobą nawzajem? Czym w ogóle są energie i jak one działają? Pytania te są bardzo ważne. Wszystko, czego do tej pory się nauczyłeś, okaże się raczej zbędne, ponieważ poznasz naukę o impulsach. Nie będziesz już więcej uczyć się myślenia ziemskiego, lecz kosmicznego. Określam to mianem "myślenia teraźniejszego".

Świat jest hologramem. I los też nim jest. Jest projekcją tego, co właśnie się wydarzyło. Przeznaczenie jest pojęciem dla niedojrzałych ludzi. Wkrótce nie będzie cię już więcej zajmować, jak potoczy się twój los, ponieważ sam będziesz o nim decydować.

Gdy odkryjesz już swoje życiowe cele, twoja przyszłość będzie zależeć od ciebie, a nie ty od niej. Gdy poznasz swój plan życia, będziesz wiedzieć, jak dalej potoczy się koło fortuny. Sam będziesz w stanie kształtować bieg twojej egzystencji. Wiedza, którą tutaj zdobędziesz, nie jest ani stara ani nowa. Jest ona aktualna. Poprzez to, czego się teraz uczysz, otrzymujesz impulsy. Istnieją miliardy ludzi, którzy żyją w świecie hologramów. Są jednak tacy jak ty, którzy rozumieją swoje życie i chcą je zmienić. Należysz zatem do osób, które żyją już w impulsach. W przeciwnym razie nigdy nie wziąłbyś tej książki do ręki. Niektóre impulsy są dostępne na ziemi od dawna. Dzięki aktualnej wiedzy będziesz w stanie je postrzegać.

Wniosek: żyjesz nie tylko w świecie hologramów, ale i w świecie impulsów.

Pozostań zdrów!

Pewnie nie raz zadawałeś sobie pytanie, dlaczego coś ci się przytrafiło. Na przykład: dlaczego akurat właśnie teraz się rozchorowałem? Albo z jakiego powodu w danym momencie mojego życia spotkałem tego człowieka? Lub dlaczego akurat teraz trzymam w swoich rękach tę książkę? Nic nie jest kwestią przypadku.

Człowiek rodzi się i to zazwyczaj zdrowy. Brak zaburzeń jest najbardziej naturalnym stanem żyjących istot. Ludzie przychodzą na świat, by żyć w zdrowiu, i mają do tego pełne prawo. Twoje życie również nie potrzebuje chorób. Mimo to nie raz będziesz musiał skonfrontować się z własnymi schorzeniami lub dolegliwościami innych ludzi. Tylko dlaczego? Wielu z nas myśli, że choroba oznacza karę za coś, co zrobiliśmy źle. To tylko część prawdy. Każdy popełnia błędy lub nie czyni tego, co powinien, ale nikt nikogo za to nie karze - ani dobry Bóg, ani uniwersum, czy też kosmos. Co najwyżej to człowiek sam siebie karze poprzez błędne nastawienie, złe wzorce i myśli, a także przez złe odżywianie i swoje lęki. Tak więc każda choroba jest znakiem, że człowiek zrobił coś nie tak, jak należy lub że coś przeoczył. Gdy dojdziesz do takiego przekonania, będziesz mógł wszystko naprawić.

Za młodu człowiek przyzwyczaja się do bycia zdrowym. Zaczynamy zwracać uwagę na nasze ciało i duszę dopiero, gdy zaczynamy chorować. To samo dotyczy ludzkiego umysłu. Niemniej jednak mądrze byłoby od samego początku pokochać swój organizm i chronić go, ponieważ stanowi on dom dla naszej duszy i rozumu, a te ostatecznie chcą żyć w jasności. Gdy człowiek tego nie czyni, dusza zaczyna się upominać. Jeśli jej nie słyszysz, kiedyś odezwie się także i ciało. Być może znasz już ten mechanizm?

Wniosek: kochaj swoje ciało, jest ono bowiem domem dla twej duszy i umysłu.

Przyszli lekarze i terapeuci na uczelniach i w szkołach na całym świecie uczą się z goła czegoś innego. Dowiadują się, jakie choroby mogą wystąpić, jak wyglądają ich symptomy i jak można je zwalczyć. Ja również uczęszczam do akademii kształcącej terapeutów medycyny alternatywnej, by zdobyć wiedzę, jak funkcjonuje ludzki organizm. Niestety nie nauczyłem się tam, co oznacza bycie i pozostawanie zdrowym. W szpitalach i praktykach lekarskich (właściwie dlaczego nie nazywają się one domami zdrowia?) leczy się choroby, a nie ludzi. Człowiek powinien dokonać tego sam.

Ta książka jest twoim nauczycielem samouzdrawiania! Odważ się otworzyć na tę wiedzę i podążaj za opisanymi tutaj krokami. Polepsz swoją jakość życia dzięki mojemu obeznaniu.

Bądź i pozostań zdrów!

Moim zdaniem ludzie, gdy podupadają na zdrowiu, chorują w całości. Ciało, umysł i dusza stanowią całość i razem też przechodzą chorobę. Rozdzielenie tych pojęć jest niemożliwe. Ta prastara mądrość według mojej teorii stanowi podstawę zdolności do samouzdrawiania. Należy spróbować myśleć i działać całościowo. Każde schorzenie ma swoją przyczynę, czy to psychiczną, duchową czy fizyczną. Nie ma przyczyny - nie ma choroby. Gdy na coś zapadłeś, jest to tylko znak wysłany przez twój organizm. Sygnał ten nie oznacza jednak "Teraz to ci się dostanie", lecz "Zrób coś z tym". Twoje ciało chce żyć, nie zależy mu na zniszczeniu samego siebie, stąd też twoje cierpienia są w rzeczywistości tylko komunikatem duszy, który przejawia się na poziomie fizycznym. Pomyśl tylko: nawet rak nie jest potworem. Nowotwór jest wynikiem postaw życiowych i przyzwyczajeń. Zmieniając je, zmieni się też twój stan.

Wniosek: spraw, by twoje zdrowie weszło ci w krew!

Człowiek prowadzi zazwyczaj bardzo wygodne życie. Moja babcia Walja mawiała, że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Dopiero wtedy rezygnuje ze swoich nawyków, gdy zaczynają one zagrażać zdrowiu. Gdy choruje, wciąż szuka pomocy z zewnątrz, jakiejś cudownej tabletki na całe zło. Być może nawet udaje się do czyniącego cuda uzdrowiciela. I tak zamyka się błędne koło, aż któregoś dnia człowiek zadaje sobie tylko jedno pytanie: "Dlaczego sam nie podjąłem żadnych działań i zdawałem się na innych?". Najlepszy uzdrowiciel mieszka w tobie samym - jest nim twój umysł!

Oczywiście, gdy człowiek zachorował na coś, powinien zgłosić się do lekarza. Medycyna konwencjonalna należy do twojego samoleczenia jak para rękawiczek. Jedno nie może dobrze działać bez drugiego. Musisz jednak być świadom, że żaden lekarz na świecie nie zatroszczy się o ciebie tak jak ty sam. Nadzieja, że mogłoby być inaczej, jest naiwna. Twoim obowiązkiem jest dbanie o własne ciało, duszę i rozum, należą przecież one wyłącznie do ciebie. Medycy leczą, natura uzdrawia.

Wniosek: do wszystkich specjalistów zalicza się również twój wewnętrzny lekarz - twoje zdolności do samouzdrawiania.

Dlaczego właściwie ludzie chorują? To by było zbyt piękne, gdyby nie istniały żadne schorzenia. Według syberyjskich wyobrażeń szamanistycznych wszystkie choroby są już w człowieku od urodzenia. Zarówno te, które są znane medykom, jak i te jeszcze nieodkryte. Występują one w organizmie w postaci informacji. Informacja ta jest jednak dezaktywowana. Gdy ludzie czynią coś wbrew ich naturze, schorzenia te są włączane, by umożliwić zmianę i doprowadzić do harmonii. Wiele dolegliwości jest rezultatem stylu życia człowieka i jego postaw. Na nagrobku ziemi powinien znaleźć się taki oto napis: "Każdy chciał tego, co najlepsze - dla siebie", jak brzmiał sam Siegfried Lenz. Tak właśnie wygląda w wielu przypadkach ludzkie nastawienie. Ludzie zapomnieli już, że wszystko jest ze sobą powiązane, że wszystko jest całością i nicością. Szamani dodają: "Tak jak na górze, tak i na dole".

Nierzadko ludzie nie chcą widzieć nic prócz czubka swojego własnego nosa. Tłamszą w sobie wiele rzeczy bądź też nie potrafią się od nich uwolnić lub ich do siebie dopuścić. Wielu nie potrafi nawet postrzegać siebie takimi, jakimi są, a to może być szkodliwe. Podczas jednego z moich seminariów na temat komunikacji i duchowości zapytałem swoich uczniów: "Kto z was chciałby mieć więcej władzy?". Nikt nie powiedział "ja". Raczej padały odpowiedzi typu: "Oczywiście, że nie ja!" albo "Jakbym śmiał, władza jest przecież czymś negatywnym, prawda?". Jednak, gdy zadałem pytanie: "Kto chciałby być medium, mistrzem hipnozy lub czarownikiem", nie było osoby, która by odpowiedziała "Ja nie". To było to samo pytanie, tylko inaczej sformułowane. Ludzie nie potrafią przyznać się, że pragną władzy, a jednocześnie wszyscy jej chcą! Ludzie są potężni - ich potęga tkwi w ich wyjątkowości i ich zdolnościach. Zaakceptuj ten fakt. Każdy człowiek jest czymś niezwykłym, a władza nie oznacza koniecznie "panowania nad kimś". Nie musimy chować naszej siły albo też samemu się oszukiwać. Ty jesteś potężny i ja jestem potężny, takie jest życie. Bycie mocarzem jest czymś dobrym! Wiele osób próbuje kontrolować, a nawet tłumić tę wewnętrzną siłę. Czy kiedykolwiek pomogło ci takie nastawienie? Oczywiście, że nie! Niektórzy ludzie kontrolują tę wewnętrzną moc, a dzięki temu również swój umysł, by omijać konflikty. Koniec końców nikt nie chce kłótni. Zawsze gdy w ich życiu pojawiają się konfliktowe sytuacje, wycofują się, by się nie narażać. Takie zachowanie sprawdza się jednak tylko na krótką metę, ponieważ spory stanowią część naszego życia. Za każdym kryzysem kryje się ostatecznie szansa. Gdy człowiek próbuje wciąż kontrolować swój rozum, prędzej czy później dozna psychozy. A dodatkowo zostanie on zupełnie sam.

Wniosek: nie można kontrolować umysłu!

W tym miejscu chciałbym jeszcze raz podkreślić: jeśli chcesz być szczęśliwy, nie myśl o tym, co pomyślą lub powiedzą inni ludzie. Bądź pozytywnie nastawiony do samego siebie i swojej siły. Wielu moim klientom często stawiałem pytanie: "Chciałbyś mieć rację czy raczej być szczęśliwym?". By prowadzić szczęśliwe życie, nie można uporczywie obstawać przy swoim. Zrób użytek ze swojej mocy, ale nie zużyj jej całkowicie. Niektórzy ludzie próbują wykorzystywać swoją pozycję - mają dobrą posadę w firmie i wszędzie wokół wydają rozkazy swoim podwładnym. Dzieje się tak nie tylko w pracy, także w domu rządzą dyktatorzy. Czy tacy ludzie idą do przodu? Raczej nie. Stają się samotni, zupełnie jak ci, którzy unikają konfrontacji. Znajdź zatem złoty środek dla swojej wewnętrznej siły i korzystaj z życia. Nie obwiniaj się, to tylko doprowadzi cię do choroby!

Wniosek: popracuj nad swoją postawą!

Rozwój osobisty

Częścią każdego uzdrowienia jest rozwój samego siebie. Podczas mojej wieloletniej pracy poznałem tysiące osób i udzieliłem porad niemal 50 000 klientów. Przeczytałem setki książek, a nawet kilka sam napisałem. Studiowałem analizę transakcyjną, psychoterapię Gestalt i dzieła różnych autorów jak Carnegie, Freud czy Jung. Rzeczą, która rzuciła mi się w oczy było to, że ludzie, nie ważne z jakich kręgów społecznych by nie pochodzili, wykazują głównie skłonność do utrudniania sobie życia. Mówiąc większość mam na myśli 99 procent przypadków. Sami przysparzają sobie problemów, które w rzeczywistości nie istnieją. Wiele rzeczy pojawia się raczej tylko w ich głowach: czy ma inną? Czy mnie nie oszukał? Czy ma kochanka? Czy cenią mnie w pracy? Osoby przeżywające konflikty często stawiają sobie takie pytania: jak wygląda sprawa z moim spadkiem? Czy dostanę swój zachowek? Kiedy w końcu umrze ta teściowa? Kiedy mój szef pójdzie na emeryturę, bym mógł zająć jego miejsce? Czy dostanę lepszą pracę? Nie zauważają oni nawet, że wszystkie te sprawy czynią ich nieszczęśliwymi ani tego, że utracili oni to, co jest najważniejsze w życiu - siebie samego. Zapomnieli, że to oni stoją w centrum życia, a nie panujący wokół chaos. Spróbuj zatem rozwijać się, zamiast tracić nerwy. Najważniejszym człowiekiem w twoim życiu nie jest wcale twój szef czy też partner, lecz ty sam! Zaoszczędź sobie nerwów i doceń to, co posiadasz!

Nie bez powodu mówi się, że wszystkie schorzenia, czy to natury fizycznej, czy psychicznej, mają swoje źródło w napięciu. Codzienny stres wpędza nas w chorobę. Mimo że wszyscy już o tym wiedzą, ludzie wciąż padają ofiarą stresujących sytuacji, ponieważ często sami je wywołują. W takich chwilach moja rada brzmi: odczuwając presję usiądź i skoncentruj się na swoich stopach. Niech twoje myśli krążą wyłącznie wokół stwierdzenia: "Moje stopy spoczywają na ziemi, jestem tutaj i nic innego poza mną nie istnieje". Wkrótce zauważysz, jak stajesz się spokojniejszy, a twój umysł na nowo zaczyna pracować. Wskazówka ta sprawdzi się także w razie tremy czy strachu. Wystarczająco często ratowałem nią osoby, które tak jak ja stają przed kamerą. Działanie jest natychmiastowe! Pomyśl też sobie: co właściwie mam do stracenia? Ludzie nie mogą cieszyć się zbyt dużą ilością czasu na ziemi i wszyscy prędzej czy później umrą. Dlaczego miałbyś się niepotrzebnie stresować aż po kres twoich dni? Zastanów się nad tymi kwestiami. Co masz do stracenia? Nic poza twoim spokojem i zdrowiem! Ile znaczy dla ciebie twoje własne zdrowie?

Wszystkie choroby są wynikiem życia w ciągłym stresie. Dlatego mądrze byłoby zacząć samouzdrawianie, zanim pojawią się dolegliwości i stracisz rozum. Kluczem jest tutaj duchowe nastawienie do życia. Co zrobisz, gdy dowiesz się, że twój partner poznał kogoś nowego? Wybuchniesz gniewem? Zrobisz awanturę? Wpędzisz go w stres? Albo zaszyjesz się w kącie i nigdy więcej nie odezwiesz się ani słowem, stresując siebie samego? Co by się przy tym wydarzyło? Nieważne co zrobisz, w ten sposób magazynujesz swój gniew i negatywną energię we własnym ciele, a to prędzej czy później zniszczy cię. Lepiej życzyć partnerowi szczęścia i próbować cieszyć się z własnego życia. Trudne, prawda? Chętniej byś go zwymyślał!

A co robisz, gdy sam jesteś krytykowany? Wyobraź sobie, że przychodzisz do pracy i zaraz z samego rana przychodzi do ciebie twój szef i mówi: "Twoją pracę cechuje okropne niedbalstwo..." Jak się wtedy poczujesz? Nikt nie lubi być krytykowany, a mimo to ludzie wciąż to robią - nie pozostawiają na innych suchej nitki i sami raz po raz chodzą z utartym nosem. Rzecz ludzka. Także i w tym przypadku wszystko, co negatywne jest zapisywane, prowadząc do twojego upadku.

W jaki sposób możesz uniknąć tego rodzaju krytycznych sytuacji w życiu? Moja recepta brzmi: gdy ktoś cię upomina, spróbuj się nie bronić, bo gdy twój przełożony lub partner mówi, że coś źle zrobiłeś, a ty mu odpowiesz, że to nieprawda, będzie to równoznaczne dla niego z: "Jesteś idiotą, przecież zrobiłem to dobrze". Lepiej powiedz: "Poprawię się, rzeczywiście przeoczyłem, że można to było zrobić inaczej". Nie bierz sobie tych słów krytyki do serca. Przemyśl sobie lepiej, czy rzeczywiście nie ma w nich ziarenka prawdy. Myśl o swoich sukcesach, a nie porażkach. Również kiedy ktoś cię krytykuje, powinieneś myśleć: "Zrobiłem coś, co zostało zauważone, w przeciwnym razie nie otrzymałbym reprymendy". Krytyka jest niczym komplement. Nikt nie myśli o tobie czy o mnie. Każdy człowiek myśli wyłącznie o sobie.

Wniosek: oszczędź sobie nerwów. Życie jest zbyt krótkie, by się pieklić.

W każdej sekundzie kontaktujesz się ze swoimi bliźnimi i wymieniasz z nimi nie tylko słowa, ale i energię. Naucz się, jak "właściwie" postępować z ludźmi, wtedy nie będziesz miał więcej wrogów, lecz samych przyjaciół, a tym który będzie czerpać korzyści, będziesz ty sam. W tym miejscu chciałbym ci zadać jedno pytanie: "Co robisz, gdy na zewnątrz pada i jest zimno, a ty musisz jechać do pracy?". Ubierasz się odpowiednio do pogody i zabierasz ze sobą parasol, czyż nie? Wiesz, że to normalne zachowanie, dostosować się do warunków atmosferycznych. Pada, a ty chronisz się przed deszczem, ponieważ jest to normalne. Akceptujesz prawa natury i dopasowujesz się do nich. Nie wygrażasz się niebu. A teraz popadłeś w konflikt ze swoją drugą połówką lub z kimś z pracy. Myślisz sobie, że ludzie działają ci na nerwy i są winni tego, że nic ci się nie udaje. Także i tutaj obowiązuje to samo prawo natury. Dlaczego nie starasz się przystosować? W danej chwili myślisz tylko o jednym: "To on jest tym złym i ja mu zaraz pokażę!". To tak jakbyś walczył z deszczem. Co robi twój partner? To samo, uważa, że to ty jesteś winny. Prawa komunikacji są podobne do tych natury. Gdy pada, zamiast kląć, powinieneś się raczej ciepło ubrać. Zastanów się: nie jesteś w stanie nikogo zresocjalizować, oprócz jednej tylko osoby - samego siebie.

Ludzie przyciągają to, czym sami promieniują. Znasz już tę zasadę i być może często przewijała się ona w twoich myślach. Zwie się ona zasadą projekcji lub też zasadą lustra. Czy zastanawiałeś się już kiedyś nad swoim życiem? Po co się urodziłeś? Napisz teraz tak po prostu od 3 do 5 punktów, które właśnie przychodzą ci do głowy. Jakie są twoje cele i marzenia? Z jakiego powodu jesteś tu na Ziemi?

____________________

Czego pragniesz w tej chwili? Pojechać na urlop? Cieszyć się uznaniem? Być kochanym? Czy zaplanowałeś już swoje wakacje? Nie? Dlaczego? A co byś zrobił, gdybyś miał przed sobą jeszcze tylko jeden dzień życia lub miesiąc? Czy wtedy szybciej zabrałbyś się do planowania? Zapaliła się już żaróweczka? Teraz mogę ci życzyć tylko jednego:

ŻYJ DNIEM DZISIEJSZYM - NIE JUTRZEJSZYM

ANI WCZORAJSZYM.

Większość ludzkiego życia mija w pracy lub w gronie rodzinnym, reszta podczas snu. Mózg pracuje niestrudzenie i przyswaja niezliczone ilości rozmaitych informacji. Wszyscy jesteśmy indywiduami - nie ważne jaką masz pracę lub ilu członków liczy twoja rodzina - każdy z nas żyje własnym życiem tak, jak je sam postrzega. Każdy człowiek kreuje swoją własną rzeczywistość, przez co wiele rzeczy pozostaje w jego gestii. Jeżeli zmienisz swoje nastawienie, to, co cię aktualnie irytuje, będzie mogło sprawiać ci przyjemność. Twoja postawa wobec ludzi i pracy czyni twoje życie szczęśliwym lub nieszczęśliwym. Nie gra przy tym żadnej roli, czy osoby te są przychylnie usposobione do ciebie czy też nie. Od twojego podejścia zależy twoje życie - to, czy cię ono zachwyca, zadowala czy stanie się nie do zniesienia. Człowiek jest ofiarą własnego nastawienia, które może zmienić on sam!

Wniosek: twoje życie jest takie, jak je postrzegasz i kształtujesz.

Przemyśl sobie kolejną rzecz: nie masz przykładowo pieniędzy, ale bukiet kwiatów bardzo by cię ucieszył. Osobę, która ma pieniędzy w bród, niekoniecznie uradowałby widok wiązanki. Ma takich w domu co najmniej kilka. Na tym właśnie polega względność. Ludzie wciąż się użalają, że to czy tamto im się nie udało lub że czegoś im brakuje. Są niezadowoleni. "Wiele osób myśli o tym, czego nie posiada i zapomina o tym, co stanowi ich dobro!", mawiała często moja babcia Walja. Przypominam sobie pewne wydarzenie z czasów mojej młodości: pewnego dnia wracałem ze szkoły do domu. Byłem zły na obiad w kantynie. Serwowali wtedy zupę, której nie lubię, a do tego wszystkie napoje były za gorące. Moja babcia objęła mnie i powiedziała: "Najadłeś się? Wiele dzieci w Afryce nie miało dziś nic do jedzenia, a w Indiach nic do picia". Tymi słowami otworzyła mi wtedy oczy. Dzisiaj sam mawiam, że są ludzie, którzy nie mogą biegać lub mówić, ja mogę i jestem za to wdzięczny. Są ludzie, którzy przeżywają wojnę, ja mogę cieszyć się pokojem. Są ludzie, którzy nie mają żadnej pracy, ja mam, i ludzie, którzy muszą spać pod mostem, ja zaś mam dach nad głową. Doceń zatem to, co masz.

Pokochaj siebie lub naucz się akceptować i kochać siebie samego takim, jakim jesteś. Tak oto będziesz w stanie osiągnąć wszystko, co sobie zaplanowałeś. Postaraj się nie zabierać naraz za wszystkie problemy, rozwiązuj je jeden po drugim, aż krok po kroku pokonasz wszelkie trudności. Zorganizuj swój dzień. Ludzie nie umierają z powodów zewnętrznych, lecz przez wewnętrzny ciężar i troski. To również wiem od mojej baby Walji.

Niektóre osoby wyróżniające się samodzielnością zawsze próbują wszystko zrobić same. Jednakże nie są one w stanie podołać wszystkiemu za jednym zamachem i wpędzają się przez to jeszcze za życia do grobu. Tracją humor, popadają w depresje, zamartwiają się, aż pewnego dnia tracą grunt pod nogami. W niektórych przypadkach dochodzi nawet do tego, że ich życie staje się dla nich zwykłym ciężarem. Chcesz tego? Nie! W takim razie naucz się planować swoją pracę i czas wolny oraz dzielić się swoimi obowiązkami z innymi. Nie uczyni cię to słabszym, wręcz przeciwnie da ci siłę!

Wniosek: pokochaj siebie i naucz się akceptować siebie takim, jakim jesteś.

Każdy człowiek pragnie coś znaczyć. Wartość człowieka jest dla niego niczym najsłodszy miód. To uzależnienie. Każdy potrzebuje akceptacji i właśnie to czyni nas istotami ziemskimi. Każdy nosi w sobie to pragnienie, każdy szuka drogi, by je zaspokoić. Niektórzy robią coś niezwykłego, inni symulują chorobę, jeszcze inni piszą pracę doktorską, by wyróżnić się z tłumu. Wszyscy ludzie chcą być kochani. Wiele osób, które pozostają niezauważone, popada w choroby . Jednakże szybko przyzwyczajają się do tego, co mają: swojego małżonka, domu, pracy, samochodu. Jeżeli masz jakieś marzenie, to powiedz mi proszę, komu jeszcze zależy na tym, by się ono spełniło? Tylko tobie! Dlatego też nie powinieneś rozmawiać o swoich pragnieniach, tylko nimi żyć, w ten sposób staną się one rzeczywistością. Wyłącznie z takim nastawieniem będziesz mógł rozkoszować się swoim życiem.

Wniosek: żyj swoimi marzeniami!

Kolejnym problemem ludzkości jest ogólnie podwyższone napięcie. Ludzie tryskają energią aż padają ze zmęczenia. Zapewne słyszałeś już o syndromie wypalenia, czyli o stanie "całkowitego wyczerpania"? Naucz się relaksować podczas wykonywania pracy. Odpręż się i odpuść sobie. Postaraj się dobrze bawić i to przy wszystkim, co robisz. Ludzie nie doceniają, tego co mają i płaczą, gdy to utracą. Zrób sobie małe zestawienie: ktoś nie ma co włożyć na siebie, ja mam. Jeżeli masz zmartwienia na głowie, porównaj je z troskami innych osób, wtedy dostrzeżesz ich trywialność. Pomyśl o tym, co posiadasz, a nie o tym, czego ci brak, a będziesz szczęśliwy. Z całą pewnością znasz kogoś, w kim byś coś zmienił, prawda? Zacznij jednak od siebie samego. Zmień się.

Wniosek: zmień siebie, zamiast zmieniać innych!

Wiem, mocne słowa. A teraz czas na ostatni punkt charakterystyki człowieka: strach. Każdy z nas ma swoje obawy. Pytanie brzmi, czego się lękamy. Czego ty się boisz? Pomyśl o swoich obawach i przeanalizuj je. Dam ci do ręki narzędzie, które przepędzi twój strach: wyobraź sobie swoje lęki, ale pod postacią poduszki. A teraz usiądź na niej w swojej wyobraźni. Zaciśnij prawą dłoń w pięść, jak gdybyś chciał się z kimś zmierzyć. Następnie ujrzyj oczami wyobraźni, jak bijesz poduszkę, na której siedzisz. Powtórz całość. Wkrótce zauważysz, że wszystkie lęki zniknęły. To proste, aczkolwiek owocne ćwiczenie. Możesz także użyć do niego prawdziwej poduszki. W Ameryce można dostać poduszki np. z twarzą szefa, by pracownik mógł na niej wyładowywać swoją frustrację - to działa. Nie można przecież ostatecznie wszystkiego trzymać w sobie, kiedyś w końcu gniew będzie musiał znaleźć ujście, w przeciwnym razie ludzka psychika pęknie pod naporem wściekłości. Tego rodzaju ćwiczenia wzmacniają w tobie energię i uziemiają cię.

Wniosek: pokonaj swój strach, który zaburza twój rozwój. Daj upust swojej frustracji!

W dalszej części wyjawię ci ważne duchowe pryncypia. Obowiązują one każdego człowieka na tej planecie. Jeżeli się do nich zastosujesz, natychmiast pozbędziesz się niektórych swoich problemów.

Uniwersalna energia i duchowe pryncypia

Zasada samouzdrawiania

Wiele rzeczy jest możliwych, nawet jeśli wydają się być niemożliwe. Choroba z punktu widzenia samouzdrawiania stanowi wyraz utraconej równowagi między ciałem, umysłem i duszą. Stąd też samoleczenie bazuje zawsze na następujących punktach:

- Rozpoznanie przyczyny.

- Oczyszczenie.

- Uzdrowienie.

- Przyjęcie nowej energii.

- Utrwalenie i ochrona energii.

Należy przy tym pamiętać, że:

- Wszyscy ludzie są ze sobą powiązani.

- Natura cię nie ocenia, lecz pokazuje ci, jak naprawdę jest.

- Nie ma wrogów, są tylko nauczyciele.

- Wiele można wyleczyć poprzez siły natury.

- Do wszystkiego potrzebny jest złoty środek.

- Wszystko jest procesem.

Zasada centralnego punktu życia

To ty jesteś najważniejszym człowiekiem w twoim życiu. Dlatego też nigdy nie zatrać siebie! Naucz się "zdrowego egoizmu". Jak mówi się w mojej rodzinie: "Za duże ego nie jest dobre, za małe prowadzi do śmierci". Weź sobie te słowa do serca! Nikt nie powinien zapominać o sobie, w przeciwnym razie inni będą z góry nas poklepywać po głowie. Zbyt mała dawka egoizmu jest gorsza niż jego zbyt duża ilość. Bycie egoistą obciąża człowieka, za małe ego natomiast niszczy go. Każdy z nas przychodzi na ziemię, by wykonać konkretne zadania, a nie po to, by zmieniać karmę innego człowieka. Dlatego każdy jest kimś wyjątkowym i szczególnie ważnym. Zaakceptuj siebie jako centrum świata!

Zasada zebry

"Nie ma ludzi, na których kolię życia składałyby się wyłącznie białe perły", mawiała moja babcia Walja. Życie jest niczym umaszczenie zebry. Piękne momenty zawsze poprzeplatane są tymi mniej urokliwymi. By nam się nie nudziło, wciąż jesteśmy poddawani różnym próbom. Przyjmij wszystkie te sprawdziany z godnością. Po każdym teście bowiem nadchodzi czas na kolejne piękne chwile. Poza tym po sprawdzianie czeka nagroda - także dla ciebie.

Zasada powiązań

W życiu nie ma przypadków. Istnieje za to sieć naturalnych prawideł, które tworzą harmonię. Równowaga panuje zawsze i wszędzie. Człowiek często sam przysparza sobie smutków i zmartwień. To, jak postępujesz dziś, ma wpływ na twoją przyszłość. Jeśli dziś przetniesz jeden węzełek, wiele innych prawdopodobnie przerwie się przez to po latach. Wszystko jest ze sobą powiązane. To połączenie nazywam "matriksem".

Zasada serca

Gdy twój świat idei rozciąga się i poszerza, rośnie także twoje serce. Być może jeszcze wczoraj myślałeś, że twoje serce może pomieścić tylko jedną osobę. Jutro zaś zauważysz, że masz tam wystarczająco miejsca, by przyjąć do niego także i innych ludzi. Zrób to! W sercu znajdzie się miejsce dla każdego. W ten sposób poznasz miłość absolutną.

Zasada korzyści

Ten, kto potrafi działać nie myśląc o sobie, zawsze wygrywa. Życie mogłoby być o wiele prostsze, gdybyś tylko dopuścił do siebie taką możliwość. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana! Ryzyko jest częścią życia. Kiedyś moja babcia powiedziała mi: "Gdy ktoś daruje komuś coś z serca nie myśląc o ryzyku, wraca mu to po stokroć".

Zasada taktu

Nietaktowny człowiek jest tak samo szkodliwy dla innych jak zatrute powietrze dla płuc. Przyswój sobie nieco psychologii! Takt jest elementem życia. Wciąż powinniśmy stawiać sobie to samo pytanie: "Chcę być szczęśliwy czy mieć rację?". Wybierz szczęście!

Zasada wyjątkowości

Nie porównuj się z nikim innym, to nie ma sensu: ani gdy chcesz zaczerpnąć powietrza, ani gdy podążasz swoją drogą. Każdemu z nas towarzyszą odmienne okoliczności i dlatego nikt nie byłby w stanie żyć nawet przez sekundę życiem innej osoby. Nie oglądaj się na to, co mają inni, lecz dostrzeż to, co sam posiadasz. Nie zawsze potrzebne jest Porsche czy Ferrari, by mknąć przed siebie.

Zasada naczyń połączonych

Człowiek jest tym, który tworzy i zmienia swoją karmę. Z tego powodu pomyśl o tym, co robisz dobrze, a co źle w swoim życiu. Bowiem po każdych zasiewach, prędzej czy później przychodzi czas na zbiory. Każdy z nas pisze i kształtuje własną przyszłość w znacznej mierze samodzielnie, a wszystko, co się dzieje, jest reakcją łańcuchową.

Zasada harmonii

Świat jest niczym waga i wszystko musi być wyważone. To oczywiste, że nasz skomplikowany wszechświat skrywa pewien sens. Gdy wydarzy się coś, co wywraca uniwersalnie postrzeganą materię do góry nogami, natychmiast wkracza karma i zaprowadza porządek. Karma jest zatem środkiem odnowy harmonii i sprawiedliwości. Dlatego nie jest ona niczym negatywnym. Ja osobiście uważam karmę za narzędzie, które służy równowadze. Swego rodzaju młot, który dzierży w ręku uniwersum, by wbić na miejsce poluzowane gwoździe.

Wszystko się ze sobą wiąże

Moim zdaniem karma jest pewną dużą jednostką. Wiąże się ona ze wspomnianym już prawem akcji i reakcji. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na fakt, iż karma nie jest nieuchronnym losem. "Karma" jest słowem pochodzącym z sanskrytu i oznacza "działanie wynikające z przyczyny". Jest to zasada, która naprawdę działa. Wystarczy tylko rzeczywiście świadomie się rozejrzeć. Twoje całe życie składa się z faz przejściowych, w ramach których następuje twój dalszy rozwój: od dziecka do dorosłego, a następnie do starca. W kosmosie wszystko oparte jest na rozwoju. Również twoja dusza przeistacza się, ponieważ wszystko jest od siebie zależne.

Podstawowa zasada uniwersum

Z wyżej omówionych zagadnień wynika jasno, że karma jest podstawowym prawem wszechświata. Wszystkie nasze działania, wszystkie myśli i reakcje wpływają na życie nas samych i innych ludzi. Bądź zatem ostrożny i przemyśl to, o czym myślisz!

Zasada życia

Właściwie to wiesz już, że istnieje o wiele więcej rzeczy między niebem a ziemią, niż możemy dostrzec. Twoje oczy postrzegają więcej, niż dopuszcza twój mózg. Rozmaite przedmioty, poczynając od auta, przez zegar, aż po kamienie szlachetne, żyją własnym życiem. I tak jak dla szamanów wszystko posiada duszę, tak i wszystko, co otacza człowieka, ma w sobie życie. Wiem to z własnego doświadczenia. Pewnego dnia dostałem prezent - kamień ze świętej piramidy z Egiptu. Od tego czasu miałem kilka nieprzyjemnych wypadków. Dziwiłem się, dlaczego spotkały mnie one akurat teraz. Wydarzenia te piętrzyły się i towarzyszyły mi tak długo, aż odstawiłem kamień z powrotem na jego miejsce w piramidzie. Tak więc, ci, którzy sądzą, że wszystko co ich otacza to zwykłe przedmioty użytkowe, ogromnie się mylą. Na każdej rzeczy, z którą wchodzisz w kontakt, pozostawiasz emocjonalny odcisk palca. Działa to jednak w obydwie strony, to znaczy, że przedmioty przenoszą znów ten ślad na ciebie.

Teraz przejdę do tematu człowieka. Czym właściwie jest człowiek? Jak stworzenie to funkcjonuje i przede wszystkim, jak działasz ty sam, mój drogi czytelniku?

Ziemianin i jego mózg

Wyjaśniłem ci już działanie uniwersalnych praw. Nauka o energii jest jednakże czymś bardziej skomplikowanym.

Człowiek posiada własną energię, a także pobiera dodatkową energię z zewnątrz. Istoty żywe pozyskują ją jednocześnie z matki ziemi i kosmosu. Szamani mówią: "Nasze serce jest połączone z kosmosem, a nasza głowa z matką ziemią". Tak oto człowiek podłączony jest pod biegun dodatni (uniwersum) i minusowy (ziemię), pełniąc rolę lampki w wielkim mechanizmie. Serce i głowa stanowią jedność, dlatego jedno i drugie musi być sprawne. Każdy z nas powinien nauczyć się myśleć i czuć jednocześnie. Gdyby Bóg chciał, żeby ludzie dużo myśleli, dałby im po dwie głowy. A przecież wcale tak nie jest. Gdyby chciał, żeby człowiek dużo jadł, zrobiłby z niego krowę z dwoma żołądkami. Bóg chce, żeby ludzie żywili uczucia i byli źródłem światła, jak żarówka! Podążaj zatem za głosem serca, a nie będziesz już więcej popełniać błędów.

Wszyscy, którzy dziś odradzają się na Ziemi, nazywam Ziemianami. Istoty ziemskie podlegają energetycznym prawom. Nie ważne, czy znają te prawidła czy też nie - świat tak czy owak funkcjonuje w taki sposób, jak powinien. Poprzez tak zwaną transformację (zmianę) świadomości, która ma miejsce w dzisiejszych czasach, również Ziemianin przeistacza się w nowego kosmicznego człowieka. Istoty ziemskie nie mogą okazywać swoich uczuć. Ty też to zauważyłeś! Ich emocje coraz częściej lądują w sferze powierzchowności. Powiedz, czy nie mam racji?

Ziemianie rodzą się, a swoje narodziny przeżywają wciąż na nowo w wielu innych aspektach. Przychodzą na świat w danej rodzinie, potem w danym zawodzie, w powołaniu lub w talencie. Później rodzą się jako ojcowie i matki, jako emeryci itd. Ich nowe narodziny nie mają końca. Ulegają oni zatem transformacji.

Wszystkie osoby, które ponownie przyszły tutaj na świat, po raz enty nawiedzają planetę Ziemię. Ci, którzy się rozwijają, rozumieją prawa rządzące kosmicznym światem i potrafią w coraz to większym stopniu dystansować się od ziemskich praw. Każdy człowiek przedstawia sobą jakąś informację, pewien rytm lub mówiąc inaczej substancję czasu. Substancja ta tka dla siebie przestrzeń (ciało itd.). Twój mózg również jest pewną substancją, która wciąż potrafi coś zrodzić. Mózg jest stacją odbiorczą myśli i idei, tutaj mieści się twój umysł.

Ludzie są "ludzcy" i często zbyt głupi, by pojąć to, co się wokół nich dzieje. Albo ich myśli nie sięgają wystarczająco daleko. Toteż mózg jest istotą bytu. Stąd też, by zrozumieć dalsze prawa energii, trzeba najpierw nabyć umiejętność podążania za procesami w mózgu. Dziecko ma dużą głowę, reszta poniekąd dorasta do niej w późniejszym czasie. Uważasz to za przypadek? Nie. Mózg posiada ogromny potencjał i jest najważniejszym organem twojego ciała. Jednakże ma on do dyspozycji ograniczony czas, by móc się rozwijać.

Umysł, który tworzy twoją duszę, jest zakotwiczony w twoim mózgu. Dusza stanowi zbór doświadczeń z przeszłości, która przytwierdzona jest do umysłu. Twój umysł co rusz odradza się na Ziemi i reinkarnuje się w zależności od tematu, w tym czy też innym zakątku świata. Moja babcia Walja mawiała, że człowiek jest właściwie robaczkiem z głową. Jelita i mózg stanowią jego organy, które trzymają go przy życiu. Wszystko inne jest tylko dodatkiem. Także i z tym wyobrażeniem trafiła w dziesiątkę.

Jak w ogóle pracuje twój mózg? Wszystkie impulsy, które zna twoje ciało, pochodzą z rdzenia kręgowego. Organizm otrzymuje impulsy nerwowe od narządów. Następnie system hormonalny aktywuje mózg. Impuls trafia do móżdżka i do półkuli mózgu. Gdy w mózgu pojawia się informacja, wywołuje ona wibracje, które zmieniają jego wewnętrzne ciśnienie. W zależności od tego, która półkula jest dominująca, inaczej postrzegamy świat. Teraz, w tej chwili, gdy czytasz te słowa, pracuje twoja lewa półkula.

A tak możesz sprawdzić, która z twoich półkul jest dominująca: złóż ręce jak do modlitwy. Kciuk, który znajduje się na wierzchu, jest duchowo silniejszą ręką i wskazuje na dominującą stronę mózgu.

Wniosek: umysł, który tworzy twoją duszę, jest zakotwiczony w twoim mózgu. Dusza stanowi zbiór doświadczeń z przeszłości, która przytwierdzona jest do umysłu. Jedno i drugie odbiera impulsy.

Reakcja łańcuchowa impulsów w twoim mózgu ma bardzo złożoną strukturę. Wyobraźmy sobie impuls, który wędruje rdzeniem kręgowym do móżdżku i wprawia go w drgania. Jeżeli ktoś nie jest dostatecznie rozwinięty, od razu zaczyna działać. Przykład: stajesz się głodny. Wysyłany jest impuls, który trafia do móżdżku. Zaraz potem biegniesz do lodówki i napychasz się do syta. Nie bez kozery mówi się na niektórych ludzi, że mają "ptasi móżdżek".

W przypadku przeciętnie rozwiniętego człowieka reakcja ta przebiega zgoła inaczej. Najpierw myśli on przez jakiś czas, a dopiero później podejmuje działanie. Reakcja, która ma miejsce w móżdżku, przechodzi w pierwszej kolejności do półkuli lub do kory i podkory mózgowej, gdzie znajduje się pamięć dotycząca wychowania. Również twoja przysadka mózgowa uczestniczy w podejmowaniu decyzji. Jak widać, to nie twój móżdżek decyduje, co należy zrobić i jak należy działać, lecz twoja kora mózgowa. W przytoczonym przeze mnie przykładzie otworzyłbyś lodówkę i zastanowiłbyś się, na co miałbyś ochotę. Dokonałbyś analizy.

Wniosek: w przypadku rozwiniętych umysłowo ludzi pracują głębsze struktury mózgu. Tarczyca (narząd intuicji), przysadka mózgowa (wewnętrzne oko), podkora i kora mózgowa oraz wzgórze. Podkora musi przy tym przetwarzać wiele impulsów jednocześnie, a dopiero potem podejmuje decyzje.

Tak możemy wyobrazić sobie łańcuch impulsów u prostego, pod względem jego mentalnego rozwoju, człowieka: móżdżek otrzymuje impuls. Następnie móżdżek przekazuje go dalej do górnych bądź dolnych kończyn. Po czym móżdżek i kończyny współpracują ze sobą.

Przepływ impulsów u przeciętnie rozwiniętego człowieka wygląda bardziej złożenie: móżdżek odbiera impuls i przekazuje go korze mózgowej. Ta rejestruje impuls, zastanawia się, po czym dokonuje wyboru i wysyła ten sam impuls z powrotem do móżdżku. Móżdżek przekazuje impuls szpikowi kostnemu, a w efekcie zachodzi działanie. W tej sytuacji współpracują ze sobą rdzeń kręgowy, móżdżek i kończyny człowieka.

Łańcuch impulsów świetnie rozwiniętego człowieka jest bardzo kompleksowy: móżdżek otrzymuje impuls i przekazuje go do kory mózgowej, gdzie zostaje przetworzony. W dalszym kroku kora przekazuje impuls do podkory mózgowej. Ta zaś kieruje go dalej do półkuli mózgu. Przysadka mózgowa włącza się do akcji i przekazuje impuls do wzgórza. Wzgórze odsyła impuls do przysadki. Przysadka przekierowuje impuls do móżdżka, który potem z powrotem trafia do podkory mózgowej. Podkora wysyła impuls do kory, która podejmuje decyzje i posyła nowy impuls do móżdżku. Móżdżek zleca wykonanie zadania i następuje ruch. W takim przypadku aktywowanych zostaje wiele obszarów mózgu. Gdy myślenie człowieka przebiega w taki sposób, rozmyśla on o losie, wierzy w Boga i jest osobą uduchowioną.

W każdym mózgu występują ponadto kryształy, na przykład kryształy magnetytu. Są one niczym soczewki, które odbierają planetarną energię.

Wniosek: w przypadku umysłowo rozwiniętych ludzi pracują głębsze struktury mózgu. Człowiek przeżywa transformację (poszerzenie świadomości).

Twój mózg, czyni cię tym, czym jesteś - człowiekiem. W zależności od tego, jaką energię i jakie informacje emituje twój mózg, przyciągasz do siebie takie czy inne rzeczy. W tym miejscu chciałbym się podzielić pewnym interesującym spostrzeżeniem płynącym z mojej pracy w charakterze doradcy: wiele klientów opowiada, że po udarze mózgu zaczęli przyciągać jak magnes kleszcze i komary! Uważasz to za przypadek? Ja nie wierzę w przypadki - to są impulsy.

Na temat siły przyciągania przychodzi mi na myśl jeszcze jedno: zagadnienie piorunów kulistych. One również były postrzegane dawniej za cud. Dziś każdy wie, że tego rodzaju energie mogą powstawać podczas burzy. Statystycznie rzecz biorąc jeden człowiek na tysiąc może powiedzieć, że zobaczył piorun kulisty. A jednak niektórzy ludzie wielokrotnie zdołali przyciągnąć do siebie tego rodzaju błyskawicę. Jako piorun kulisty określa się rzadkie zjawisko świetlne, które powstaje głównie w pobliżu burzy. Jest to pewien fenomen. Eksperci i laicy od lat zbierają materiał dowodowy pozyskany od naocznych świadków, który jest weryfikowany. W Uzbekistanie pioruny kuliste stanowiły częsty widok.

Moja mama prawiła mi kazania, bym stał nieruchomo i nie próbował nigdzie uciekać, gdy w pobliżu pojawi się tego rodzaju świetlna kula. Zjawiska te występują sporadycznie i niespodziewanie. Zmieniają swój kierunek i unoszą się tam i z powrotem. Niektórzy świadkowie mówią o głośnym grzmocie, który także może wywołać obrażenia. Dlatego w obecności takiej kuli należy zachować spokój.

Czasem nawet zwykła błyskawica wydaje się częściej uderzać w pewne określone obiekty. Stąd też nie wierz w stare porzekadło, że piorun nie uderza dwa razy w to samo miejsce - istnieją bowiem przypadki, w których tak właśnie się stało.

Roy Sullivan w latach 1942-1983, czyli do momentu swojej śmierci, został siedem razy trafiony przez błyskawicę i za każdym razem wyszedł z tego cało.

Podobna sytuacja przydarzyła się jednemu francuskiemu oficerowi w 1918 roku, który został trafiony trzykrotnie przez piorun. Następstwem tych wypadków był za każdym razem paraliż. Jak tylko dochodził do siebie, znów nadchodził grom z jasnego nieba. Oficer zmarł w roku 1932. Ale nawet w grobie nie zaznał spokoju. W 1934 roku błyskawica uderzyła prosto w jego nagrobek.

Istnieje jeszcze więcej takich przypadków. Wszystkie te osoby opowiadają, że odczuwały wtedy coś zupełnie niezwykłego. Mówią, że jakaś niezrozumiała siła podziałała na ich psychikę. I tak oto pojawiły się spekulacje, jakoby piorun miał posiadać własną świadomość. Specjaliści snują nawet przypuszczenia, że mają do czynienia z inteligentną materią. Po dziś dzień nikt nie wie, co kryje się za tym zjawiskiem.

Ale z powrotem do piorunów kulistych. Nie zostało jeszcze udowodnione, że pioruny te są w jakiś sposób powiązane z burzą. Być może mamy przed sobą formę energii, która potrafi samodzielnie myśleć. Dlaczego kule te atakują ludzi? Czy odbierają one im energię? A może chodzi o wybrańców, którzy będą kontrolowani przez kosmos? Tak poza tym osoby trafione przez piorun posiadają wysoki poziom testosteronu. W większości są to mężczyźni. Również kobiety, które przeżyły bliskie spotkanie z błyskawicą, wykazują podwyższone stężenie męskich hormonów.

Co tak naprawdę postrzegają ludzie wokół siebie? Zaledwie niewielki ułamek tego, co istnieje w rzeczywistości - tylko fizyczny, zagęszczony świat energii. Człowiek posiada konkretne ograniczenia umysłowe, wzrokowe i słuchowe.

Niektórzy mają dar przewidywania. Wyczuwają nadchodzące wydarzenia. Noszą oni miano medium. Rosyjscy jasnowidze przepowiadali wojny, amerykańscy zaś trzęsienia ziemi. Społeczność ta przeszła transformację szybciej niż przeciętni ludzie. Nie każdy kryje w sobie geniusza. Za geniusza uchodzą osoby o ilorazie inteligencji 140. Do tego dochodzi jeszcze umiejętność znajdowania niecodziennych rozwiązań problematycznych sytuacji oraz zdolność tworzenia czegoś nowego. Wybitność człowieka nie jest związana z wielkością jego mózgu, lecz z jego wyćwiczeniem. Ty również możesz trenować swój intelekt i transformować!

Transformacja

Ludzie stale transformują, to znaczy rozwijają swój mózg i rozum. Jednym przychodzi to szybciej, innym wolniej. Człowieka charakteryzuje trójwymiarowe postrzeganie, dlatego albo nie rozumie on nic, albo rozumie on za mało lub też pojmuje on wystarczająco wiele. W Rosji płaszczyzny te określa się jako poziomy: człowiek-zwierzę, człowiek-człowiek oraz człowiek-uniwersum. Ja nazywam je etapami rozwoju.

Osobnicy poziomu człowiek-zwierzę są dla mnie Ziemianami. Typem człowiek-człowiek określam ludzi międzywymiarowych, zaś typ człowiek-uniwersum oznacza dla mnie ludzi wielowymiarowych. Ze względu na to, że istnieje wiele obszarów życia, każdy z nas rozwija się w nich inaczej. W każdym aspekcie życia możemy znaleźć wymienione przeze mnie poziomy, między którymi możemy się poruszać. Na przykład w pracy możesz odnosić same sukcesy, znajdując się przy tym na poziomie wielowymiarowym. Jeżeli zaś jesteś miłosnym nieudacznikiem, w obszarze miłości jesteś tylko Ziemianinem.

Wniosek: możemy podzielić ludzi według ich mentalnego rozwoju na trzy grupy:

- Ziemian,

- osoby międzywymiarowe,

- osoby wielowymiarowe.

Grupy te posiadają również podgrupy. W sumie mamy do czynienia z siedmioma etapami rozwoju:

- człowiek leżący: Ziemianin,

- człowiek wiercący się: Ziemianin,

- człowiek pełzający: Ziemianin,

- człowiek stojący: człowiek międzywymiarowy,

- człowiek biegnący: człowiek międzywymiarowy,

- człowiek skaczący: człowiek międzywymiarowy,

- człowiek latający: człowiek wielowymiarowy.

A oto, co dokładnie reprezentują te grupy:

Człowiek leżący

Ludzi leżących, którzy niewiele chcą zrozumieć, jest aż nadto. Są to istoty ziemskie, które nie chcą dowiedzieć się absolutnie niczego o kosmosie - Ziemianie do szpiku kości! Taki człowiek prowadzi swoje codzienne życie bez potrzeby poruszenia czegokolwiek. Chodzi codziennie do pracy, a potem wraca do domu niczym robot. Pochłania swój powszedni chleb, a następnie idzie do łóżka. Wstaje i znów koło zatacza swój krąg. Jego życie jest czystą rutyną. Człowiek leżący nie rozmyśla zbyt wiele, wszystko jest dla niego OK. Szuka miłości swojego życia, by zaspokoić swoje zwierzęce potrzeby. Nuda, prawda? Co robi kosmos z takim oto delikwentem? Jest on popychadłem, które odbiera lekcję życia od innych, aż do momentu, gdy postawi sobie pytanie, co właściwie robi na tej planecie. W najgorszym wypadku człowiek ten może się nawet rozchorować.

Człowiek wiercący się

Ludzi tego gatunku również chodzi wystarczająco dużo po ziemi. Dorastają powoli i zastanawiają się odrobinę nad swoim losem i przyszłością. Taki człowiek zaczyna myśleć. Próbuje zrozumieć, jak funkcjonuje ten świat. Poszukuje przyczyny swojego cierpienia, ale wciąż pozostaje Ziemianinem. Nie wyleguje się więcej, lecz porusza się to w jedną, to w drugą stronę. Kosmos dostarcza mu coraz to nowe znaki i impulsy, które może on wykorzystać, by się rozwijać. Sygnały te potrafią nawet zaboleć. Jeżeli rozumie je, stanowi to korzyść dla jego ewolucji. W ten sposób zaczyna się coraz intensywniej wiercić, zyskując więcej ruchu.

Człowiek pełzający

Ten typ wciąż jest Ziemianinem. Nie leży ani nie wierci się w tę i we w tę, lecz porusza się na przód. Taki człowiek jest przekonany o tym, że sam może decydować o niektórych sprawach w swoim życiu. Jest on ożywiony i odważny. Próbuje nawet pracować z energią i odniósł już jakieś sukcesy, np. dobre zatrudnienie w zawodzie. Na tym polu ma on sporo do zrobienia. Pełzacz porusza się jednak bardzo powoli. Nie zawsze jest gotów czegoś odpuścić. Co robi kosmos z takim człowiekiem? Zabiera mu coś, by go bardziej rozruszać oraz by odkrył on inne obszary życia. Innymi słowy jest on zmuszany dodać trochę więcej gazu.

Człowiek stojący

Na tym stopniu rozwoju człowiek posiada już zdolność szerszego widzenia. Postrzega on swoje życie jako pewne doświadczenie. Zna on nie tylko wymiar ziemski. Wprawdzie nie robi dużych kroków, ale rozważa to i rozpoznaje światy międzywymiarowe. Szuka on coraz dalej i uczy się wielu zawodów. Myśli o uniwersum i wierzy w Boga. Wyczuwa wokół siebie energię. Kosmos wspiera go poprzez nowe idee. Również ten typ jest popychany do przodu. Ostatecznie nie powinien on stać w miejscu, lecz zacząć się poruszać.

Człowiek biegnący

W pewnym momencie człowiek stojący staje się biegaczem. Taka osoba rozumie, że w jego duszy istnieje swojego rodzaju kościół. Wierzy w siebie i idzie do przodu. Jego serce wypełnia miłość. Kocha on naukę, naturę, ludzi i stara się zrozumieć wiele rzeczy. Darzy on miłością Ziemię i w coraz większym stopniu jednoczy się z nią. Kosmos nie rozdaje mu więcej kuksańców, lecz daje mu siłę do dalszego przemierzania drogi. Człowiek ten otrzymuje większą ilość znaków i potwierdzeń ze strony kosmosu.

Człowiek skaczący

Taki typ człowieka wierzy w coś więcej, niż jest on w stanie zobaczyć. Rozumie on, że kosmos, energia i wszechświat współpracują ze sobą oraz że są one zakorzenione w jego sercu. Jest on nauczycielem i uczniem w jednej osobie. Kosmos wspiera go udzielając mu swojej siły. Dzięki temu może on wyżej skakać, przez co zyskuje coraz większe uznanie i podziw w oczach innych ludzi. Jednak jemu nie chodzi o docenienie, pragnie on rozwijać się dalej i wkrótce zaczyna się w pozytywnym znaczeniu "wybijać". Taki rodzaj człowieka nie jest już dłużej uziemiony, lecz podąża drogą wiodącą do kosmicznej wiedzy.

Człowiek latający

W tym przypadku człowiek zaszedł już tak daleko, że żyje on według kosmicznych praw. Stanowi jedność z uniwersum i sam na poziomie wielowymiarowym decyduje o swoich ścieżkach. Lotnik dobrze wie, że jest tylko gościem na Ziemi i przygotowuje się na podróż w nieskończoność. Wszystko, co dzieje się, jest dla niego oczywiste. Nie stawia żadnych pytań, ponieważ wie, jak działa uniwersum, a nawet go współkształtuje. Z tej perspektywy jest on wszechmocny.

Drogi czytelniku, twoim celem jest stać się człowiekiem wszechmogącym. W ten sposób patrz na swoje życie. W których obszarach leżysz, pełzasz, stoisz, idziesz lub latasz? Zapisz te obszary:

Ludzie, którzy się wylegują, są nastawieni materialistycznie. Pełzacze próbują coś poruszyć, pozostawiając za sobą przeszłość. Stojący i idący ludzie są w stanie wpływać na niektóre wydarzenia, podczas gry skaczące i latające osobniki nauczają innych. Przemyśl to sobie i postaraj się wprawić w ruch twoje obszary życia! Proces ten nazywa się transformacją.

Wniosek: twoim celem jest stać się wszechmogącym człowiekiem. Przeistocz się!

Przemiana z człowieka-zwierzęcia w człowieka-uniwersum jest osiągalna dla każdego! 80 procent ludzi jest typem leżącym, który prowadzi swój zwyczajny żywot. 15 procent zdążyło się już obudzić i doszło do tego, że chcą stać się człowiekiem biegnącym lub przynajmniej stojącym. Tylko 5 procent powoli zaczyna odkrywać, że również oni potrafią latać. Tak więc wzbij się w powietrze. Człowiek rodzi się i jego los rodzi się wraz z nim. Bądź godzien tej drogi.

Co właściwie oznacza słowo "transformować"? Ludzie coraz bardziej zmieniają się poprzez myślenie i pochodzącą z kosmosu energię. Tak oto ulegają oni transformacji lub mówiąc inaczej, przekształceniu i przeniesieniu na inny poziom rozwoju. Transformacja jest zatem przemianą człowieka dzięki nowej energii. Proces ten nie zachodzi jednak z dnia na dzień. Przeobrażenie dokonuje się poprzez wiele stopni, które nazywane są etapami transformacji. Te stopnie poprowadzą cię z głębokości w światło.

12 etapów transformacji człowieka

Poziom 1. nazywany jest poziomem niepokoju. Na tym etapie przebudzasz się w wielu obszarach życia i coraz więcej myślisz o tym, czego pragniesz. Jest w tobie coś, nad czym łamiesz sobie głowę. To coś podobnego do narodzin. Powoli otwierasz oczy i pytasz, czy jesteś zadowolony z tego, co posiadasz. Chcesz rozumieć więcej. Chcesz zaznać ruchu. Twoje życie wydaje ci się nudne i pozbawione sensu, dlatego też szukasz odpowiedzi. Stawiasz pytania, na które w innym przypadku nigdy byś nie wpadł.

Poziom 2. określany jest poziomem rozglądania się. W tej fazie próbujesz zrozumieć, jak funkcjonują inni ludzie. Wczuwasz się w ich sytuację i komunikujesz się coraz więcej ze światem. Nie chcesz być sam i szukasz podobnych sobie towarzyszy. Rozglądasz się wokół siebie i zauważasz, że do tej pory widziałeś tylko niewielką część tego, co ludzie nazywają uniwersum. Poszukujesz drogi do wiedzy, która ci się do tej pory wymykała. Jednak jeszcze nie za bardzo wiesz, co zrobić z poczynionymi przez siebie odkryciami.

Poziom 3. jest nazywany poziomem ruchu. Na tym etapie coraz bardziej zbliżasz się do wiedzy oraz do tego, co ukryte. Próbujesz zajmować się książkami, by móc pojąć świat. Uczysz się, potem nauczasz innych i znów sam zdobywasz wiedzę. Niestety nie dla wszystkiego da się znaleźć naukowe wytłumaczenie. I tak doświadczasz na tym poziomie rzeczy, które do tej pory pozostawały niezauważone. Uczysz się je przyjmować takimi, jakie są. Stajesz się świadomy tego, że ludzka nauka znajduje się dopiero na początku swojego rozwoju, dzięki czemu stajesz się odkrywcą tego świata lub też badaczem ziemskiej nowożytności.

Poziom 4. stanowi poziom zrozumienia. W tym momencie nadchodzą pierwsze impulsy, które jesteś w stanie zarejestrować. Przysłuchujesz się, ucząc się coraz więcej. Pojmujesz więcej z tego, co cię otacza. Śluza podnosi się i zaczynają płynąć idee. Na tym etapie rozwoju rozumiesz już, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Poziom 5. to poziom wspomnień. Zaczynasz sobie przypominać niektóre rzeczy z twojej przeszłości, a także dochodzisz do tego, po co tutaj jesteś. Wracasz wspomnieniami do doświadczeń z poprzednich wcieleń, nawet jeśli dzieje się to poza twoją świadomością. Na tym stopniu transformacji otrzymujesz pewne znaki i praktycznie jesteś prowadzony przez życie. Także twoje sny stanowią źródło wielu informacji.

Poziom 6. jest poziomem czynów. Próbujesz coś zmienić, nauczać innych, uzdrawiać, wychowywać itd. Obecny kształt świata nie odpowiada ci już dłużej i dlatego chcesz stworzyć swój własny świat. W ten sposób zaczynasz coraz intensywniej się poruszać.

Poziom 7. określa się jako poziom objawienia. Na tym etapie próbujesz pokonać zło, które istnieje w tobie samym oraz na świecie. Wiesz już, że świat składa się z bieguna dodatniego i ujemnego. Sortujesz swoje idee, towarzyszy i przyzwyczajenia. Tak oto powstaje coś zupełnie nowego. Stare wzorce upadają. Stajesz się wolny.

Poziom 8. to poziom odnajdywania w sobie siły. Możesz już materializować swoje myśli. Twoje pragnienia w pewnym stopniu urzeczywistniają się. Jesteś silny i w stanie sam decydować o własnym życiu. Ale to nie koniec. Chcesz osiągnąć coś więcej!

Poziom 9. nazwany jest poziomem oświecenia. Teraz promieniejesz tak mocno, że wszyscy to zauważają. Wiesz, z jakiego powodu jesteś na Ziemi i na czym polega twoje zadanie. Masz swoje pomysły, które przekazujesz dalej. Ludzie przyjmują te idee i podążają za tobą. Można powiedzieć, że zyskujesz własnych uczniów.

Poziom 10. jest poziomem zrozumienia świata. Na tym etapie rozumiesz, że wszystko, co robisz, zmienia świat. Wielu rzeczy żałujesz i starasz się otworzyć oczy innym ludziom. Boli cię widok tak wielu osób, które przez swoje wygodnictwo nie potrafią żyć własnym życiem. Twoja świadomość przeżywa rozkwit! Przy tym nie przestajesz się przeistaczać.

Poziom 11. stanowi poziom kontaktów. Poszukujesz kontaktów z duchowym światem i z osobami o podobnym usposobieniu. Przekazujesz swoją wiedzę o materii i umyśle. Czujesz, że stanowisz jedność z uniwersum. Ludzie podążają za tobą i rozumieją przekazywaną przez ciebie mądrość. Próbują także wprowadzać otrzymaną od ciebie wiedzę w czyn.

Poziom 12. stanowi poziom wszechmocy. Jesteś w stanie zmienić wszystko. Kroczysz swoją drogą i służysz kosmosowi. Nie myślisz już więcej o dobrach ziemskich. Przeszedłeś transformację! W każdym miejscu na Ziemi czujesz się jak w domu.

Czy wiesz już, na jakim poziomie rozwoju jesteś? Transformacja ma miejsce we wszystkich obszarach życia jednocześnie. W niektórych jesteś już wszechmogący, w innych dopiero zaczynasz się budzić. Przeanalizuj siebie! Przecież twoje życie leży wyłącznie w twoich rękach! To, co czynią inni, to ich decyzja. Każdego dnia widzisz ludzi, którzy choć mają dwoje uszu, nic nie słyszą, którzy choć mają dwoje oczu, nic nie widzą. Wsłuchaj się w swoje serce i zacznij pracę z samym sobą.

Jakie myśli krążą w twojej głowie? Czy ludzie, którzy dziś są, jacy są, w ogóle potrzebują następnych wymiarów? Po co ci, którzy sami czynią siebie chorymi, a potem próbują się leczyć, by znów być chorym i znów się kurować, potrzebują tych wymiarów? Komu jest to właściwie potrzebne? Niektórzy są gotowi wejść w kontakt z nowymi energiami, zmieniając siebie samego. Wróć myślami dziesięć lat wstecz, jaki byłeś wtedy, a co pozostało w twoim życiu bez zmian? Wiele osób zajmowało się w tym czasie pracą, pieniędzmi, miłością i seksem. Ich mózgi funkcjonowały w większości tylko na poziomie biologicznym. A co z myśleniem i dalszym rozwojem? W ich głowach plątało się coś takiego: co on miał na sobie? Co zrobili inni? Ile udało im się zarobić? Jak wyglądało tamto wesele lub tamten pogrzeb? Co ci ludzie myśleli o sobie? Czy to takie ważne? Czy rozmyślasz dziś o tym, co pani Kasia z pierwszego piętra uczyniła przed trzema laty? Raczej nie, czy się mylę? Dziś dzięki nowym impulsom myślisz więcej i więcej o swoim życiu i tak też jest dobrze.

Wspaniały czas zesłał na Ziemię dojrzałe dusze, by uratować innych ludzi. Również ty jesteś wyjątkową duszą, która jest tutaj teraz, a która to wiele zrobiła dla uniwersum. Wielu z czasem zaczęło działać z głową i dalej się rozwijać, przechodząc do nowej struktury. Ci, który tego nie chcą, zostaną pociągnięci razem z innymi. Materialny świat słabnie, przez co świat umysłu staje się coraz jaśniejszy.

Matka natura wspiera każdego - zawsze. Ludzkość i natura - w jaki sposób ludzie i matka natura żyli do dzisiaj w zgodzie? Natura karmiła ludzi, podczas gdy oni wciąż ją wyzyskiwali. I tak jak matka kocha swoje dzieci, tak i ona wiele potrafiła nam wybaczyć, aż do teraz. Jednak nadchodzi czas, gdy kończy się "życie na garnuszku mamusi". Wtedy kończy się cierpliwość rodzicielki.

Ludzkość jest niczym ślimak na powierzchni Ziemi. Nie, nie dlatego, że jest powolna. Ludzie pobierają energię, rosną i puchną, aż pękają. Masz może ogródek? Co robisz ze ślimakiem, który wpełzł na sałatę, by ją pożreć? Wyobraź to sobie: posiałeś sałatę i pewnego dnia widzisz na niej ślimaka. Pozbywasz się go, by uratować sałatę. Człowiek jest jak taki ślimak, a sałata jest Ziemią. Rozumiesz, co mam na myśli? Co robi uniwersum ze szkodnikiem niszczącym Ziemię?

Gdy zaczyna padać śnieg, ślimak znika, pierzcha i zostawia sałatę w spokoju. Zmienia on zatem swoje zachowanie, transformuje i dopasowuje się do warunków pogodowych. Tak samo jest z człowiekiem.

Wniosek: świat ulega przemianie, a wraz z nim zmienia się również człowiek.

Jak mówiła babcia Walja, człowiek jest szamoczącym się stworzeniem. Musi wszystko zbadać, zaobserwować i przeanalizować. Wszczyna ogromne poszukiwania, często nie znajdując nic. Jest on jednak częścią świata i został napełniony przez Boga światłem. Znajdź to światło!

Wielu z nas uważa się za wolnych. Wolność ta być może daje możliwość wyboru partnera, ubrania czy też zawodu. Wybór ten dotyczy jednak tylko materialnej płaszczyzny. A co ze sferą umysłu? W tym obszarze człowiek nie jest wolny i podlega woli uniwersum. Niektórzy czytelnicy nie zgodzą się ze mną w tej kwestii: "Urodziłam swoje dziecko, ponieważ tak zaplanowałam". Czy rzeczywiście tak było? W tym przypadku to raczej twoja karma odegrała znaczącą rolę. Wydałaś na świat dziecko, ponieważ zostało tak ustalone przez karmę oraz dlatego, że to dusza sobie ciebie wyszukała. W taki sposób możesz spłacić dług wobec tej duszy. Według nauki o karmie to dusza znajduje sobie rodziców i to od trzech do siedmiu lat przed narodzinami. Karma mówi ci również, co masz dzisiaj zjeść i założyć na siebie. Wybierasz na przykład coś czarnego, ponieważ kolor ten ochroni cię. Mimo to nakładasz sukienkę i myślisz sobie: "Dzisiaj mam ochotę na coś czarnego". Nie zastanawiasz się, dlaczego masz taki kaprys. Tak samo jest, gdy chce nam się zjeść coś konkretnego, chociażby coś słodkiego. Również i to nie dzieje się tak po prostu, lecz dlatego, że twoje ciało domaga się określonego dania. Jeśli to sobie przeanalizujesz, zauważysz własną transformację.

Ludzie tysiące lat żyli, nie wiedząc, czym jest karma. Poprzez mentalny rozwój determinowany przez planety wiedza ta staje się dla ciebie powoli osiągalna. Twoja dusza jest skomplikowaną materią karmiczną. Zrodziła się ona w pewnym konkretnym czasie, konkretnym kraju, w konkretnej rodzinie i mieście. Ten bieg zdarzeń nazywam karmiczną frekwencją. Frekwencja ta przyciąga natychmiast inne frekwencje: twoje myślenie, twój charakter, talenty i bliźnich. Wszystko to zależy od tego, jakie zagadnienia udało ci się zamknąć w twoim przeszłym życiu, a jakie nie. Ta karmiczna struga działa pulsacyjne. Jest ona światłem. Także struktura Ziemi funkcjonuje według zasady fali. Wszystko, co istnieje tutaj, składa się z energii.

Jeśli poświęcisz się programowaniu energii, doznasz daleko idącej transformacji. Dzięki niej będziesz mógł samodzielnie decydować o swoim życiu i staniesz się jego twórcą. Poprzez pracę z programowaniem energii będziesz mógł wszystko zmienić. Praca i ruch stanowią życie. "Święto bez końca jest chorobą", zwykło mawiać się w mojej rodzinie. Każda dusza, która się tutaj inkarnuje, oddała swoje usługi wszechświatowi. Najważniejszym człowiekiem w twoim życiu jesteś ty sam, tak więc pokochaj tego człowieka! Rusz w stronę nowej wiedzy!

Wniosek: każdy z nas jest ważny w uniwersum.

Kim jest zatem człowiek? Istniało wiele cywilizacji, które zasiedlały Ziemię. Ta dzisiejsza jest przedostatnią. Ludzie mają dzisiaj do czynienia z nowym typem człowieka - indygo, który nie posiada starej karmy. Typ ten ucieleśniają dzisiejsze dzieci.

Człowiek jest wystarczająco rozwinięty intelektualnie, by zrozumieć, że świat potrzebuje jego pomocy. Jednakże są też tacy, którzy nie są asami w kwestii wiedzy. Zrób sobie test: wiesz, jak zbudowana jest cząsteczka? Na pewno uczyłeś się tego w szkole, ale dziś zdążyłeś już o tym zapomnieć. Wiesz może, gdzie znaleźć planety na nieboskłonie? Także nie? Nie ma problemu. Wiedzę zawsze można odświeżyć, pomaga to w twojej transformacji.

Niezależnie od tego, co wiesz, budujesz swój system percepcji tego świata. Wszystko, co widzisz i słyszysz próbujesz upchnąć w swoje własne ramy. Decyzje podejmujesz według zasady TAK-NIE lub BYĆ MOŻE. Zasada decydowania BYĆ MOŻE charakteryzuje ludzi o nieco większych zasobach intelektualnych. Pragną oni dowiedzieć się więcej i znajdują się oni już w fazie przemiany, którą nazywam transformacją. Osoby myślące według zasady TAK-NIE, nie zaszły jeszcze tak daleko. Ale i one zostaną zmuszone do przeistoczenia się.

Przykład?

Podchodzi do ciebie mężczyzna i mówi, że jest palaczem. Ma on na myśli: "Palę i będę palić, bo mi się tak podoba". Jak zareagujesz na taką osobę? Powiedz: "Tak, pal sobie dalej, ale...." i opowiadasz mu o tym, co jest złego w jego nałogu (zasada TAK)? Albo odpowiadasz mu raczej: "Idź sobie, ja nie jestem palaczem, a ty śmierdzisz niemiłosiernie!" (zasada NIE)? A może zachowujesz się w ten sposób: "Każdy sam decyduje o swoim losie, ja akceptuję ciebie, takim jaki jesteś!" (Zasada BYĆ MOŻE)? Ta ostatnia wersja prezentuje złoty środek. Zastanów się, czy przeżyłeś już podobne sytuacje, a zdziwisz się!

Ludzkość miała tyle czasu, a tak mało go wykorzystała na swój rozwój. Nowa wiedza przybliża ludzi do ich celów i pozwala im urzeczywistniać swoje sny. Poszerz swoją pojemność mózgu! Pozbądź się starych schematów! Pokonaj granice! Wyzbądź się wszelkich starych dogmatów! Wszystkie naciski, manipulacje i obce zdania. Przełam swoje ograniczenia!

A propos granic - gdzie one właściwie leżą? Ludzie wszystko trzymają w ryzach i ciężko jest im nawet sobie wyobrazić, gdzie kończy się wszechświat. On jednak nie ma końca. Takie pytania tylko ich irytują i nie dopuszczają oni wiele więcej informacji do swoich głów.

Wielu prześladują egzystencjalne obawy, przy czym sporo lęków jest tylko ich własną projekcją. Boimy się żyć, ponieważ inni też się boją. Inni odczuwają strach przed podróżowaniem, ponieważ samolot może się rozbić. Ludzie odczuwają niepokój przed jazdą samochodem, ponieważ ma miejsce tyle wypadków itd. Sam zadaj sobie pytanie, skąd biorą się te obawy i kto je na ciebie rzutował. Czy są ci one do czegoś potrzebne? Chcesz je przy sobie zatrzymać? Co masz do stracenia i co może się zdarzyć, jeśli staną się one rzeczywistością? Jeśli odpowiedziałeś sobie na te pytania, to widzisz, że lękanie się jest błędem. Przecież nic nie ryzykujesz! Musisz teraz żyć, by ci, którzy pozostaną po tobie, byli w stanie sobie ciebie przypomnieć.

Ludzie stali się materialistami i przepędzili swoją duszę do najgłębszego kąta. Ta jednak z czasem zaczęła tak głośno krzyczeć, że nie ma osoby, która by jej nie usłyszała. Niektórzy sądzą, że posiadając pieniądze, mogą robić wszystko. Niejednokrotnie bywa jednak tak, że to pieniądze rządzą ludźmi. Dzięki nim człowiek może zakosztować trochę więcej wolności, ale nie stanie się poprzez to mądrzejszy. Nie można kupić miłości czy też zdrowia. Trzeba o nie dbać. Pieniądze są narzędziem, a nie celem życia. Odkryj swoje prawdziwe priorytety!

Pewnego dnia przyszła do mnie klientka, która miała raka w ostatnim stadium. Jej pytanie brzmiało: "Dlaczego ja?". Nasze spotkanie opisuję w książce pt. "Übersinnliche Phänomene". Jej nastawienie do życia było zupełnie nie na miejscu. Była ona milionerką, miała pieniądze dla których żyła. Dla majątku poświeciła nawet swoje życie. Pieniądze były jej dzieckiem. Nie istniało dla niej nic innego. Wywiązała się między nami dyskusja na ten temat, jednak moje słowa nie trafiały do niej. Tydzień później znów przyszła do mnie i pokazała potwierdzenie przekazania darowizny. Powiedziała: "Zrobiłam coś, co musi mnie wyleczyć. Obdarowałam potrzebujących". Spytałem ją, dlaczego to zrobiła. Jej odpowiedź brzmiała: "Mogę to odliczyć od podatku". Potem wydarzyło się coś niesamowitego. Pojechała do Indii odbyć ostatnią podróż. Gdy wysiadała z samochodu pod hotelem, podbiegł do niej chłopiec ze szczotką w ręku. Chciał on wypastować jej białe lakierowane buty czarną pastą. Dama eksplodowała i nawrzeszczała na chłopca. Nagle podeszła do nich mała dziewczynka z chusteczką i zaczęła czyścić jej białe buty. To otworzyło oczy mojej klientce. Niedługo potem postanowiła zrobić coś dla tych dzieci, i to z serca, a nie z powodów podatkowych. Od tego momentu szybko zaczęła wracać do zdrowia. Jest wśród nas po dziś dzień, wspiera wiele domów dziecka i odnalazła w tym swój życiowy cel. Przykład ten obrazuje, jak nastawienie może wpływać na życie.

Również moja babcia Walja mówiła, że humanitaryzm stanowi kamień węgielny zdrowia. Twoja postawa i serdeczne stosunki z bliźnimi czynią z ciebie człowieka.

Planetencode? (kod planetarny)

Jaki jest zatem człowiek, mój drogi czytelniku? Na to pytanie najlepszej odpowiedzi udzieli ci kod planetarny (Planetencode?). Metodę tę wypracowałem w ciągu ostatnich dwunastu lat.

Ludzie rodzą się pod postacią umysłu i formują swoją duszę. Duszę tworzą częstotliwości energii, które mają miejsce w momencie narodzin. Te frekwencje odzwierciedlają liczby w dacie urodzenia. Tak więc już od chwili urodzin otrzymujemy różnego rodzaju impulsy z kosmosu. Twoja dusza składa się z różnych elementów określonych przez promieniowanie planet. Chcąc zwizualizować sobie duszę, wyglądałaby ona jak wielokątny kryształ.

Wniosek: człowiek zbudowany jest z impulsów, które zostały nam dostarczone podczas narodzin.

Promieniowanie planet, które miało miejsce w sekundzie, gdy przychodziłeś na świat, oraz które ukształtowało twoją duszę, także i dziś ma ogromny wpływ na twoje życie. Różne promienie łączą się ze sobą, tworząc unikalną częstotliwość. Ta mieszanka impulsów, czyni cię tym, czym jesteś. Kreuje twoją duszę.

Przyjrzyj się sobie pod kątem impulsów, które odciskają na tobie swoje piętno. Nie bez znaczenia jest również tak zwana planeta narodzin. Dostarcza ona nam podstawowych informacji o duszy. Twoją planetą narodzin jest ciało niebieskie, które w dniu twoich urodzin znajdowało się na niebie, np. dla Lwa jest to Słońce, a dla Barana jest to Mars.

Znaki zodiaku z przyporządkowanymi planetami:

Lew

Słońce

Rak

Księżyc

Baran

Mars

Panna

Merkury

Bliźnięta

Merkury

Strzelec

Jowisz

Waga

Wenus

Byk

Wenus

Koziorożec

Saturn

Wodnik

Uran

Ryby

Neptun

Skorpion

Pluton

Planeta narodzin Lwa

Twoją gwiazdą jest Słońce. Należy do niej liczba 1. Czyni cię ona władcą twojego życia lub niemądrym dzieckiem. W zależności od tego, jaki pożytek zrobisz z danej ci energii, twoje życie będzie dobre lub przepełnione stresem. Słońce daje ci radość życia, siłę i wzrost.

Planeta narodzin Raka

Twoim ciałem niebieskim jest Księżyc. Jest mu przyporządkowana liczba 2. Księżyc symbolizuje kobiecość, zdolność jasnowidzenia i cechy obrońcy. Częstotliwość Księżyca jest jedną z najsilniejszych na Ziemi. Jest tak intensywna, ponieważ Księżyc leży najbliżej naszego domu. Księżyc odpowiedzialny jest za emocje, uczucia oraz matczyność.

Planeta narodzin Barana

Twoją planetą jest Mars. Jest jej przypisana liczba 3. Napełnia cię ona entuzjazmem, wciąż pcha cię do przodu i czyni cię dobrym wojownikiem. Częstotliwość Marsa nie jest dostępna każdemu człowiekowi. Przez nią możesz stać się egocentrykiem lub człowiekiem o silnej woli. Jesteś osobą przedsiębiorczą i prawdziwym fanem przygód, który z odwagą spogląda w przyszłość.

Planeta narodzin Panny i Bliźniąt

Jesteście znakami spod znaku Merkurego. Urodziliście się pod tą samą planetą. Jej liczbą jest 4. Merkury sprawia, że jesteś analitycznym i krytycznym perfekcjonistą. Dzięki posiadanej częstotliwości Merkurego jesteś odkrywcą tego świata! Poszukujesz i znajdujesz nowe rzeczy w życiu, rozwijasz się, fascynując tym innych ludzi w twoim otoczeniu. Twoja planeta oznacza również komunikację i wymianę, dlatego też daje ci ona zdolności udzielania rad innym ludziom.

Planeta narodzin Strzelca

Twoją planetą jest Jowisz. Jest jej przyporządkowana liczba 5. Czyni cię ona filozofem lub poszukiwaczem. Jesteś także osobą żądną przygód. Jowisz oznacza naukę i zmianę. Jej częstotliwości wprowadzają wiele ruchu w twoje życie. Planeta ta sprawia, że jesteś bardzo zmienną osobą. Zachwycasz się wieloma rzeczami w tym życiu, masz dobrą intuicję i potrafisz podejmować trafne decyzje nie angażując w to wielkiej logiki.

Planeta narodzin Wagi i Byka

Waszą planetą jest Wenus. Ma ona wpływ na obydwa znaki zodiaku. Należy do niej liczba 6. Jest ona odpowiedzialna za miłość, dyplomację, pośrednictwo i łagodność. Wenus symbolizuje ponadto kreatywność i kobiecość. Promieniowanie tej planety skłania cię do przemyśleń i czyni cię osobą analityczną. Bardzo szybko możesz zatracić się w swoim obrachunkach. Jesteś świadom różnych możliwości dostępnych w tym życiu, jednak często jesteś hamowany przez swoje niezdecydowanie.

Planeta narodzin Koziorożca

Jesteś urodzony pod znakiem Saturna. 7 stanowi przyporządkowaną mu liczbę. Saturn czyni cię autorytarnym i zdyscyplinowanym, a także ostrożnym. Jesteś zwolennikiem tradycji i dobrym pracownikiem. Jesteś ucieleśnieniem Matki Teresy, a także idealnego sprzedawcy, który stara się trzymać swoje emocje na wodzy. Częstotliwość Saturna daje ci odporność w tym świecie. Należy w tym miejscu wspomnieć, że od roku 2009 energie Saturna słabną na Ziemi. Stąd też planeta ta może wpływać na twoje uparte obstawanie przy swoim zdaniu.

Planeta narodzin Wodnika

Twoją planetą jest Uran. Przypisaną do niej liczbą jest 8. Czyni cię ona jednocześnie człowiekiem o ludzkiej twarzy, ekscentrykiem i rewolucjonistą. Czy to dobre połączenie? To zależy od punktu widzenia. Jesteś prawdziwym odkrywcą i przyjacielem! Wpływ Uranu nadaje ci tajemniczości. Nikt nie jest w stanie cię przejrzeć. Dzięki nabytej częstotliwości potrafisz szybko przetwarzać nowe idee, jesteś radykalny i nowoczesny. Potrzebujesz wolności i często próbujesz narzucić innym swoje niecodzienne pomysły. Z drugiej strony nierzadko brakuje ci zrozumienia dla obcych inicjatyw, które również mogą być na wagę złota.

Planeta narodzin Ryb

Twoją planetą jest Neptun. Jej liczbą jest 9. Planeta ta czyni cię człowiekiem z fantazją, romantykiem, mistykiem i uzdrowicielem w jednym. Otrzymałeś tę wiązkę promieni, by towarzyszyć bliźnim, pchać ich do czynu i nauczać. Neptun posiada trzynaście księżyców. Dlatego i ty posiadasz trzynaście życiowych zadań, które dotyczą otaczających cię ludzi. Są to wyzwania związane z miłością, zrozumieniem i przebaczeniem.

Planeta narodzin Skorpiona

Twoim ciałem niebieskim jest Pluton. Jest mu przyporządkowana liczba 0. Pluton sprawia, że jesteś osobą kontrolującą, hipnotyczną, a także człowiekiem zmieniającym świat na lepsze. Częstotliwość Plutona ukazuje ci twoje karmiczne zadania, bo choć Pluton znajduje się w znacznej odległości od Ziemi, jego promieniowanie ma potężny zasięg. Promienie, które otrzymałeś w momencie przyjścia na świat, wywierają ogromny wpływ na twoje życie.

Planety narodzin rzutują na twoje życie i niosą ze sobą różne cechy. Do tego dochodzą jeszcze częstotliwości pozostałych planet. Przyjrzyj się sobie dokładniej i odkryj, jakie promienie otrzymałeś od Kosmosu.

W uniwersum występuje w sumie dziesięć impulsów. To znaczy, że wszystkie dziesięć ciał niebieskich naszego układu słonecznego - uwzględniwszy Słońce i Księżyc - dostarcza swój własny impuls na Ziemię. Jednakże jednemu człowiekowi może być dane maksymalnie sześć impulsów w jego duszy.