WIESŁAW ŁUKASZEWSKI
Jest pewna liczba pytań, jakie często zadają sobie ludzie,
które formalnie bywają skrajnie odmienne, ale pełnią tę samą
funkcję. Pytania te dotyczą tożsamości danego człowieka. Tożsamości
osobistej (indywidualnej) i grupowej (społecznej). Chodzi jednak o coś
więcej niż to, co znajdziemy w naszych tak zwanych (i dobrze znanych)
dokumentach tożsamości.
Chyba najczęściej padają dwa pytania:
- Co robisz (w jaśniejszej wersji: Czym się
zajmujesz)?
- Skąd jesteś (w szerszej wersji: Skąd się wywodzisz,
gdzie mieszkasz)?
Pytanie pierwsze dotyczy czynności, a więc roli wypełnianej
w danym momencie ("Jestem studentem", "Jestem kierowcą
ciężarówki", "Jestem agentem ubezpieczeniowym" - to
przykładowe odpowiedzi), ale także sposobów sprawiania sobie
przyjemności, na przykład hobby ("Jestem melomanem", "Jestem
żeglarzem", "Jestem członkiem amatorskiej grupy teatralnej",
"Jestem wędkarzem"). Wymienione role nie wykluczają się
wzajemnie. Można być zarazem studentem, kierowcą ciężarówki, agentem
ubezpieczeniowym, melomanem, żeglarzem i aktorem w amatorskim teatrze.
W dużej mierze decydują o tym możliwości czasowe oraz charakter samej
roli - zawód, hobby, rutyna i tym podobne.
Pytanie drugie z pozoru dotyczy miejsca: gdzie przebywasz
na stałe albo gdzie przebywasz najczęściej, gdzie mieszkasz?
W rzeczywistości jest to pytanie znacznie bardziej pojemne, ponieważ
dotyczy rodowodu, narodowości czy regionu. Co więcej, pytanie to zmienia
swój sens zależnie od tego, kto i gdzie pyta, oraz zależnie od tego,
kto jest pytany. Jeśli pyta nas o to Francuz w Normandii, to prawie
na pewno nie odpowiemy, że jesteśmy z Rawy Mazowieckiej. Odpowiemy:
"Jestem z Polski". Jeżeli jednak warszawiak zapyta o to samo innego
warszawiaka, to odpowiedź "Jestem z Polski" może być potraktowana
jako obraźliwa, a w każdym razie pozbawiona dystynktywności,
natomiast odpowiedź "Jestem z Żerania", "Jestem z Żoliborza",
"Jestem z Woli" czy "Jestem z Grochowa" może stać się podstawą
formułowania pewnych wniosków i oczekiwań.
Są też pytania rzadziej zadawane, ale dociekające podobnych
kwestii. Najważniejsze z nich to pytanie "Kim jesteś?". W odpowiedzi
na nie ludzie zwykle odwołują się albo do jakichś kategorii ("Jestem
mężczyzną", "Jestem Rosjaninem", "Jestem katoliczką" i tym
podobnie), albo do zachowań lub czynności, podobnie jak w odpowiedzi na
pytanie "Czym się zajmujesz?". Tak więc po części (tej części,
która dotyczy ról i zachowań) jest to ekwiwalent pytania "Czym
się zajmujesz?", a po części dotyczy czegoś zupełnie innego,
mianowicie kategorii przynależności społecznej.
Niektóre kategorie tożsamościowe są ekskluzywne, bo
przynależność do nich wyklucza przynależność do kategorii innych,
inne natomiast są inkluzywne w tym sensie, że przynależność do nich
nie ogranicza przynależności do innych. Ekskluzywna jest kategoria płci
czy wyznania religijnego, bo nie można być jednocześnie kobietą
i mężczyzną, tak jak nie można być jednocześnie katolikiem i buddystą
(choć niektórym tak się wydaje). Inkluzywne są na przykład kategorie,
w których kryterium przynależności to rola, zawód lub pewien rodzaj
zachowania. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby jednocześnie być lekarzem
i żeglarzem, i wędkarzem, i sopocianinem. Przynależność do kategorii
określa człowieka w sposób jednoznaczny, podczas gdy przynależność
do grup wyróżnionych ze względu na role czy zachowania pozostawia
znaczny zakres swobody (Boski, 1992).
Ludzie stawiają też pytania dotyczące nie tyle jednostki,
ile raczej jej otoczenia: "Do czego (kogo) należysz? Kogo
(co) popierasz?" Odpowiedzi bywają różne. "Jestem samotną
kobietą" albo "Mam rodzinę - męża i troje dzieci". "Jestem
członkiem klubu żeglarskiego Żagielek", "Jestem członkiem Partii
Przyjaciół Piwa", "Jestem członkiem wspólnoty mieszkaniowej",
"Należę do parafii Świętego Piotra", "Jestem wolontariuszem
Niebieskiej Linii". Ale także: "Głosuję na konserwatystów",
"Nigdy w życiu nie poprę komunistów", "Daję pieniądze na
akcje ekologiczne". Między pierwszą a drugą grupą odpowiedzi jest
- jak widać - różnica poziomu zaangażowania. W pierwszej grupie
podmiot jest aktorem, w drugiej - zaangażowanym obserwatorem.
Jest jeszcze jedna klasa pytań, która wprost nie kojarzy
się z tożsamością, ale w jakiś sposób jej dotyka. Przykładem
jest pytanie "Jaki jesteś?". To pytanie zazwyczaj bywa skrótem
językowym, bo w rzeczywistości brzmi ono: "Jaki jesteś? Taki jak
wszyscy czy inny?"
Tożsamość osobista i tożsamość społeczna
Sokrates powiadał, że człowiek jest zwierzęciem
społecznym. Najpewniej miał na myśli to, że każdy człowiek
jest po części indywidualnością, a po części - istotą
społeczną. Trudno bowiem nie zauważyć, że ludzie nieustannie
uwikłani są w dylemat wynikający ze skłonności do realizowania
sprzecznych (pozornie?) pragnień. Po pierwsze, pragnienia, aby być
kimś niepowtarzalnym, wyjątkowym, jedynym w swoim rodzaju, a w dodatku
mieć jeszcze poczucie stałości i ciągłości w czasie. Pragnienia,
aby być innym niż wszyscy, ale ciągle takim samym i tym samym dla
siebie. Po drugie jednak, towarzyszy temu pragnienie, aby być takim jak
inni, aby należeć do jakiejś społeczności, aby mieć wspólne cechy
i wspólne interesy, lub przynajmniej takie same zainteresowania. Być
niepowtarzalnym indywiduum i zarazem być członkiem społeczności,
podobnym do innych.
Ta dialektyczna sprzeczność bywa rozwiązywana na dwa
sposoby. Pierwszy to ostre przeciwstawienie tego, co indywidualne,
temu, co wspólne. W sferze motywacyjnej oznacza to przeciwstawienie
interesu osobistego interesowi wspólnemu. Albo Ja, albo My. W tej
sytuacji najczęściej okazuje się, że wybór pada na Ja (Reykowski,
1979). Sposób drugi to koordynacja obu perspektyw: indywidualnej
i społecznej. I Ja, i My, co - znów w sferze motywacyjnej -
oznacza koordynowanie interesu osobistego i wspólnego (Grzelak, 1978,
1995). Niekiedy ludzie uporczywie poszukują trzeciego wyjścia
i naprzemiennie skupiają się to na osobistej wyjątkowości i osobistych
interesach, to na podzielaniu pewnych cech i interesów z innymi.
Tożsamość a różnice i podobieństwo
Na ogół z pola widzenia traci się fakt, że problem
tożsamości indywidualnej i społecznej jest mocno powiązany
z wymiarem różnice-podobieństwa (albo inaczej: z wymiarem
niepodobieństwo-podobieństwo). Bogdan Wojciszke powiada, że "na
tożsamość indywidualną składa się to, co człowieka subiektywnie
odróżnia od innych członków grupy własnej [...], podczas gdy na
tożsamość społeczną - to, co odróżnia go jako członka grupy
własnej od grup obcych" (Wojciszke, 2011, s. 451). To bardzo zręczne
ujęcie problemu pomija jednak fakt, że kluczem do tożsamości
społecznej nie jest (a w każdym razie nie jest przede wszystkim)
odmienność od przedstawicieli innych grup, ale podobieństwo do
przedstawicieli grupy własnej. Z pewnym uproszczeniem można bowiem
powiedzieć, że tożsamość społeczną mierzymy wielkością
podobieństwa - do kogo i jak bardzo jestem podobny - tożsamość
osobistą zaś mierzymy stopniem odmienności od innych - do kogo
i jak bardzo jestem niepodobny. Wspomniane uproszczenie bierze się
stąd, że ustalając podobieństwo - obiekty i wielkość - nieraz
dokonujemy jednocześnie przeciwstawienia. W mniejszym stopniu daje się
to zauważyć w wypadku tożsamości indywidualnej, w większym -
w wypadku tożsamości grupowej.
Podobieństwo nie oznacza jednak kopii pod każdym
względem. Podobieństwo to nie identyczność. Ta bowiem dotyczy tylko
bliźniąt monozygotycznych i klonów. Rzecz w tym, że i różnice,
i podobieństwo ocenia się na podstawie cech kryterialnych. Kobiety są
pod wieloma względami podobne do mężczyzn, ale różnice w zakresie
kluczowych cech (pierwszo- i drugorzędowych cech płciowych) decydują
o przynależności kategorialnej. Kobiety są pod wieloma względami
podobne do mężczyzn, ale i kobiety, i mężczyźni różnią się na
przykład od akacji. Niemcy pod większością względów podobni są
do Włochów, ale jest pewien zbiór cech, który wyklucza ich z jednej
kategorii, a włącza do drugiej.
Innymi słowy, proces kategoryzacji - czy to odwołujący się
do podobieństwa, czy do różnic - dokonuje się na wielu poziomach
ogólności. Na poziomie "istoty żywe", na poziomie "ludzie", na
poziomie "płeć", na poziomie "rasa, pochodzenie, zamieszkanie,
zatrudnienie" i tak dalej, i tak dalej. Na każdym poziomie
ogólności kategoryzacji inne są nie tylko kryteria przynależności
(podobieństwo), ale też kryteria wykluczania (różnice).
Tożsamość a przestrzeń społeczna
Na pierwszy rzut oka powinno być tak, że w relacjach między
jednostkami (relacjach interpersonalnych) istotna powinna być
tożsamość indywidualna każdej ze stron, a w relacjach między grupami
powinna dominować tożsamość społeczna. Tymczasem niewiele wskazuje
na to, aby tak było. Relacja między parkingowym pobliskiego parkingu
- choćby najbardziej niepowtarzalnym, choćby to był sam Wilhelm
Sasnal - a parkującym tam właścicielem hummera nie sprowadza się
do "wymiany" tożsamości indywidualnych. W relacje te uwikłane
są też role - i te jawne, i te ukryte - status społeczny i wiele,
wiele innych. Z drugiej strony w relacjach między grupami, na przykład
klasami szkolnymi, drużynami sportowymi, nauczycielami i studentami,
odnajdziemy nie tylko odniesienia do tożsamości społecznej (My
versus Oni lub My versus Wy),
lecz także odniesienia do tożsamości indywidualnej. Relacje między
nauczycielami i studentami w oczywisty sposób aktywizują tożsamości
grupowe, ale przebieg tych relacji w znacznej mierze zależy od tego,
kim jest dany nauczyciel i kim jest dany student. Inaczej ta relacja
wygląda, gdy są to postaci przeciętne, a inaczej wtedy, gdy są to
postaci wyjątkowe.
Powstaje jednak pytanie, w jakich warunkach (o ile jest to
możliwe) tożsamość indywidualna i tożsamość społeczna mogą
zostać ograniczone, a nawet zawieszone. Spójrzmy na to z perspektywy
trzech kręgów aktywności człowieka: obszaru intymności, obszaru
prywatności i obszaru publicznego. Czy człowiek, który pozostaje
sam ze sobą w obszarze intymności, jest zawsze świadomy własnej
tożsamości indywidualnej? Może tak, może nie. Czy człowiek, który
pozostaje w bardzo bliskiej relacji (a więc w obszarze intymności)
z drugim człowiekiem, aktywizuje nie tylko tożsamość osobistą,
ale i tożsamość społeczną? Jest to możliwe, bo i on sam wie,
kim jest, i partner też wie, kim on jest. To samo można powiedzieć
o partnerze. Można jednak przypuszczać, że indywidualne przymioty
czy osobista tożsamość weźmie tu górę. W sferze intymności
najważniejsza jest odrębność, wyjątkowość, niepowtarzalność,
a nie przynależność do grup, kategorii i tak dalej. Nieco inaczej
wygląda to w obszarze prywatności. Jak się zdaje, jest to obszar,
w którym najbliżej nam do pożądanej równowagi między dwiema formami
tożsamości: indywidualną i społeczną. Obszar, w którym najłatwiej
dochodzi do koordynowania perspektyw indywidualnej i grupowej oraz
do koordynowania interesów - egoistycznego i wspólnego. W obszarze
publicznym najważniejsze jest My (Wy, Oni). Wprawdzie i tutaj znaczącą
rolę odgrywają indywidualność czy wyjątkowość, ale gra toczy się
między interesami grupowymi. Oczywiście większe znaczenie mają te
aspekty tożsamości, które odwołują się do niezbywalnych kategorii
(w tym wypadku najłatwiej jest o przeciwstawienia, ponieważ kryteria
różnicowania są wyraziste i jednoznaczne), ale nierzadko dochodzi
do sprzeczności interesów grup wyodrębnionych według kryterium
zachowania czy pełnionych ról. Grupy zawodowe górników, rolników,
lekarzy już nieraz pokazały swoją moc społeczną. Ale i w takich
sytuacjach zawsze pojawiają się postaci o wyjątkowych przymiotach
indywidualnych.
Tak więc nie ma prostej reguły: im więcej intymności,
tym donioślejsza tożsamość indywidualna, im więcej przestrzeni
publicznej, tym donioślejsza tożsamość społeczna. Oba te aspekty
tożsamości są dość mocno ze sobą splecione, rozsądnie jest zatem
mówić o względnej przewadze jednego czy drugiego aspektu tożsamości
lub o względnej równowadze obu aspektów.
Z funkcjonalnej perspektywy odpowiedź na to pytanie nie ma
większego znaczenia, ale z perspektywy psychologicznej - tak. Co
więcej, to pytanie zawiera w sobie dwie kwestie: co jest pierwotne
w tym sensie, że jest pierwsze w czasie i w kolejności, i co jest
ważniejsze - tożsamość osobista czy tożsamość społeczna? Zdania
na ten temat są podzielone (Grzelak i Jarymowicz, 2000; Wojciszke,
2011)[1]. Bardziej racjonalna wydaje się
jednak teza, że to pierwociny tożsamości społecznej pojawiają
się wcześniej. Przemawiają za tym argumenty z psychologii rozwoju
(Trempała, 2011). Dziecko pozostające w symbiotycznym związku z matką
dopiero w drugim roku życia potrafi wyodrębnić siebie z otoczenia,
jest w stanie zidentyfikować swoje imię czy płeć, zaczyna używać
zaimków osobowych ("ja", "on"), zaimków dzierżawczych
("moje", "twoje"). Najpierw człowiek należy do jakiegoś My,
jest tylko synem czy wnukiem, Amerykanką czy Hinduską, bo Ja - poza
ciałem fizycznym - jeszcze nie istnieje.
Za sprawą procesów socjalizacyjnych umacnianie i rozbudowa
tożsamości społecznej trwa dalej, ale jednocześnie dokonuje się
proces kształtowania tożsamości indywidualnej. Jest to proces
skomplikowany, niejednorodny, pełen zawirowań i kryzysów (Erikson,
1997). Nadal obecne jest w dziecku przekonanie, że jest nasze, że jest
częścią My, ale zarazem kształtuje się przekonanie, że jest Ja.
O ile w kulturach kolektywistycznych idea, że Ja jest częścią My,
skłania do koordynacji tożsamości indywidualnej z tożsamością
społeczną, o tyle w kulturach indywidualistycznych Ja pozostaje
w opozycji do My, jest przeciwstawieniem wobec My, co zapowiada konflikt
interesów osobistych z interesami wspólnymi, a w każdym razie problemy
z koordynacją obu tych interesów (Nisbett, 2009).
Pytanie, co jest pierwotne, nie jest bynajmniej równoznaczne
z pytaniem, co jest ważniejsze. Okazuje się bowiem, że choć pierwotna
jest raczej tożsamość społeczna, to ważniejsza subiektywnie jest
tożsamość indywidualna, przynajmniej w kulturach indywidualistycznych,
a w każdym razie w aspekcie motywacyjnym (Gaertner, Sedikides i O'Mara,
2008; Sedikides, Gaertner i O'Mara, 2011).
Trwałe i nietrwałe tożsamości
Są takie aspekty tożsamości, które a priori
są trwałe, lub przynajmniej względnie trwałe. To ta część
tożsamości społecznej, która odwołuje się do kategorii (płeć,
rasa, narodowość), i ta część tożsamości indywidualnej, która
odwołuje się do poczucia ciągłości. W potocznym rozumieniu
tożsamość jest równoznaczna z trwałością, stałością,
niezmiennością. Z pewnością dotyczy to wielu aspektów naszego Ja,
ale bynajmniej nie wszystkich i nie zawsze.
Po pierwsze, nawet takie, zdawałoby się, niezbywalne podstawy
tożsamości, jak płeć czy narodowość, w jakimś stopniu (rzadko,
bo rzadko, ale jednak) ulegają zmianom. Wykorzenienie społeczne,
zmiana przynależności narodowej, transseksualizm - to przejawy tych
zmian.
Po drugie, stałość kategorii tożsamościowych jest
zróżnicowana w zależności od kultury. Na przykład w świecie
islamu kategorie narodowościowe są słabsze i mniej ważne niż
kategorie religijne. Przynależność narodową zmienia się tam
dość łatwo, wyznanie - z wielkim trudem. Zapewne dlatego inicjatywy
panarabskie są tak skuteczne. Z drugiej strony doświadczenie wymuszonej
tożsamości, jakie przeżyły narody Związku Radzieckiego, pokazuje,
że proces ten może być w miarę efektywny, choć w pewnym w stopniu
ograniczony. Tworzenie nowej tożsamości (człowieka radzieckiego)
wymagało dość silnej presji, dobrowolne odzyskiwanie dawnej, pierwotnej
tożsamości narodowej (po rozpadzie Związku Radzieckiego) dokonywało
się na ogół bez większego trudu.
Po trzecie, w sferze tożsamości odwołującej się
do ról i przynależności społecznej zmiany są częste,
i to coraz częstsze. Przede wszystkim większa jest ruchliwość
społeczna. Większa jest także zmienność warunków. Mniejsza natomiast
jest trwałość instytucji i związków między ludźmi. Znacznie
wzrosło rozproszenie rodzin. Skraca się czas pozostawania w związkach,
zmienia się przynależność religijna, partyjna. Wszystko to bywa jednak
kompensowane nowymi możliwościami tworzenia sieci. Wnikliwe studium
tych procesów przedstawili Nicolas A. Christakis i James H. Fowler
w cenionej na świecie monografii W sieci (Christakis
i Fowler, 2011).
Po czwarte, coraz większego znaczenia nabierają powszechne
w ponowoczesnych społeczeństwach związki krótkotrwałe, tożsamości
doraźne i coraz łatwiej jest - dzięki nowoczesnym narzędziom -
tworzyć społeczności oparte na doraźnej przynależności. Wystarczy
przypomnieć różnego rodzaju inicjatywy podejmowane z pomocą
Facebooka. Dawnymi czasy okazją do doraźnej zmiany tożsamości były
karnawały i bale maskowe, a także przypadkowe spotkania, na przykład
kilkugodzinna podróż pociągiem z nieznajomymi, podczas której łatwo
można było tworzyć tożsamość alternatywną. Dziś każdego dnia
można mieć po kilkadziesiąt tożsamości. Ich liczba i różnorodność
ograniczone są ilością czasu i pomysłowością człowieka. Spójność
między doraźnymi tożsamościami nie jest ani potrzebna, ani wymagana,
konsekwencja w ich konstruowaniu też. Trwałość takich tożsamości
jest uzależniona od zasobów pamięci.
Hazel Markus przed laty przedstawiła koncepcje różnych
możliwych Ja. Zakładała, że mają one charakter próbny, treningowy,
że są pewnymi projektami własnej osoby, które mogą, ale nie muszą
być wykorzystywane. Co więcej, wyobrażenia możliwych Ja wcale nie
muszą być pozytywne czy pożądane (Markus i Nurius, 1986). Pewien
mężczyzna zaczął na gwałt uczyć się pisania lewą ręką, bo
kiedyś pomyślał o sobie (możliwym) jako człowieku, który stracił
prawą dłoń. Różnica między koncepcją Markus a doświadczeniem
codzienności polega na tym, że Ja możliwe tworzy się zazwyczaj na
własny użytek, natomiast Ja doraźne - na użytek innych.
Trudno nie zauważyć korzyści z tworzenia doraźnych
tożsamości. To trening wyobraźni, to wiele projektów na wypadek
niepowodzenia życiowego, to trening pamięci. Wiele z nich, jak choćby
u wspomnianego wcześniej mężczyzny, ma charakter przestrogi. Piotr
Oleś zauważa, że ukrytą konsekwencją tworzenia możliwych Ja mogą
być zmiany w samoocenie (Oleś, 2005). Trudno też nie zauważyć, że
tworzenie doraźnych tożsamości może mieć charakter kompensacyjny, że
może to być ucieczka od rzeczywistości. Może być także źródłem
dezorientacji, szczególnie gdy ktoś nie potrafi różnych możliwych
i doraźnych Ja zhierarchizować i wszystkie wydają mu się równie
ważne i cenne.
Choć człowieka definiuje się (i on sam siebie definiuje) raczej
przez odwołanie do tożsamości trwałej niż tożsamości doraźnej,
to nie można zakładać, że tożsamości doraźne są dla opisu innego
człowieka i samoopisu mało ważne.
Na koniec warto wspomnieć o zanikach (najczęściej chwilowych)
tożsamości osobistej. Kiedy pielęgniarka w szpitalu pyta pacjenta:
"No, jak się czujemy?", to w pytaniu tym zaciera się granica między
nią a pacjentem. Może to być motywowane empatią i solidarnością
z pacjentem, może też pokazywać, że w kontakcie z pacjentem
pielęgniarka przestaje być Ja, a staje się częścią jakiegoś
My. Kiedy matka mówi do dziecka: "A teraz się wykąpiemy, zjemy
kolację i pójdziemy spać", to żadna z tych czynności nie dotyczy
przecież jej samej. Mówi ona o czynnościach, które wykonywać będzie
dziecko, ale zaciera granice między Ja i Ono. W skrajnej wersji może
to przybierać postać chorobliwą, jak w wypadku pewnego mężczyzny,
który podczas wywiadu psychologicznego na każde pytanie dotyczące
jego preferencji czy zachowań odpowiedź zaczynał od słów "My
ze szwagrem". Nie powiedział ani jednego zdania z użyciem zaimka
osobowego "ja".
Tożsamość latentna, tożsamość aktywna
Tożsamość, zarówno indywidualna, jak i społeczna, jest
pewnym potencjałem. Występuje - jak się mawia - w stanie
latentnym. Oznacza to, że jest gotowa, ale nie jest w danym momencie
używana. Nikt przecież nie myśli bez przerwy o swoich wyjątkowych
właściwościach, nikt od rana do wieczora nie rozważa swoich
przynależności grupowych, swoich ról i tak dalej. Co więcej, nie
w każdych warunkach tożsamość będzie się aktywizować. Można jednak
wskazać okoliczności, w których tożsamość danego człowieka zostanie
przeniesiona ze stanu latentnego do stanu aktywnego.
Sytuacja pierwsza, w której tak się dzieje, to wszelkiego
rodzaju porównania. Nie przypadkiem scenariusz "A ja" jest
jednym z najczęściej realizowanych scenariuszy relacji między
jednostkami. "Nie mogłem wczoraj zasnąć" - mówi ktoś, po czym
w odpowiedzi słyszy: "A ja zasypiam, jak tylko przyłożę głowę
do poduszki". Innymi słowy, tożsamość indywidualna aktywizuje
się zawsze wtedy, kiedy istnieje okazja do zademonstrowania,
udowodnienia swojej wyjątkowości, odmienności w porównaniu
z innymi, czy też przewagi nad innymi. Co więcej, aktywizacja
tożsamości indywidualnej i poszukiwanie wyjątkowości nie ogranicza
się do sytuacji, gdy porównania są korzystne dla osoby. Świetnie
pokazał to przed laty Jean-Paul Codol w cyklu prac na temat efektu
PIP[2], dziś nieco zapomnianych (Codol, 1975,
1977).
Sytuacje takie, jak atak na Ja, jak wyróżnienie, sukces,
ale też brak oczekiwanego wyróżnienia - wszystko to sprzyja
aktywizacji tożsamości indywidualnej. Podobnie jest z tożsamością
społeczną. Atak na grupę, do której się należy, kwestionowanie
osiągnięć, poczucie niedocenienia, ale też przewaga nad innymi
grupami sprzyja aktywizacji tożsamości grupowej.
Okazuje się jednak, że w pewnych warunkach aktywizacja
tożsamości grupowej może mieć charakter niemal chroniczny. Dzieje
się tak wtedy, gdy dość wyraźnemu, choć nie dość uzasadnionemu
poczuciu wyższości nad innymi towarzyszy poczucie niedocenienia
przez innych. Agnieszka Golec de Zavala opisała to jako efekt
narcyzmu grupowego (Golec de Zavala, 2011; Golec de Zavala, Cichocka,
Eidelson i Jayawickreme, 2009). Pokazała na przykład, że jednym
z elementów tego narcyzmu jest przewrażliwienie, nadmierne wyczulenie na
wszelkie objawy krytyki czy niedocenienia. Żeby zobaczyć to zjawisko
w całej okazałości, wystarczy otworzyć portale internetowe. Tam
dziesiątki "polskich rzeczy" - polski wynalazek, polski uczony,
polski sportowiec, polski lekarz, polski artysta - i całe pęki
polskich osiągnięć. To nieustanne podkreślanie polskości zdaje się
świadczyć nie tylko o subiektywnym poczuciu wyjątkowości własnej
grupy, ale też o poczuciu niedocenienia przez innych. W konsekwencji,
jak pokazują badania, narcyzm grupowy zwiększa prawdopodobieństwo
agresji wobec grup obcych.
Można rzec, że chroniczna aktywizacja takiej lub innej
tożsamości jest zjawiskiem raczej niepokojącym, zwłaszcza że
prawdopodobnie wiąże się z ambiwalencją wobec siebie samego, czy
też wobec grupy, z którą podmiot się utożsamia.
Jednostka niczym, kolektyw siłą
Ta stara fraza ze znanego poematu Władimira Majakowskiego ma swój
głęboki sens. Dotyczy on pewnej funkcji tożsamości człowieka. Chodzi
o poczucie podmiotowości, poczucie sprawstwa, poczucie wpływu na
zdarzenia. Tożsamość osobista jest źródłem tych doświadczeń
w niewielkim stopniu. Z faktu, że ktoś jest Janem Kowalskim albo Johnem
Smithem, nie wynika bezpośrednio, że jest skuteczny. Z faktu, że ktoś
jest ciągle tą samą osobą, niewiele wynika dla oceny poziomu jego
sprawstwa. Tymczasem z faktu, że ktoś pełni jakąś rolę, że należy
do jakiejś społeczności, może (podkreślmy: może, bo wcale nie musi)
wynikać, że dysponuje jakimś zakresem wpływu na zdarzenia. Inaczej
mówiąc, można popatrzeć na różne aspekty tożsamości osobistej
i grupowej z perspektywy stopnia, w jakim zapewniają sprawstwo i kontrolę
nad zdarzeniami. Z faktu, że ktoś jest nauczycielem albo sierżantem
w wojsku, z faktu, że jest członkiem fanklubu warszawskiej Legii,
czy też członkiem ulicznego gangu, wynika, że albo rola uprawnia go
do sprawowania kontroli i wywierania wpływu, albo też przynależność
do grupy dodaje mu siły, zwiększa jego społeczną moc.
Z drugiej strony w wielu wypadkach poczucie przynależności
społecznej i społeczna tożsamość chroni ludzi przed poczuciem
bezsilności. Poprzez przynależność, poprzez podobieństwo do innych
nawet ludzie słabi mogą przestać czuć się bezsilni. Wielu słabych,
ale podzielających swoje interesy to już siła sama w sobie.
Można zatem powiedzieć, że afiliowanie się do grup
społecznych, nabywanie społecznej tożsamości albo zmniejsza poczucie
słabości (jest nas słabych wielu), albo przydaje poczucia mocy,
sprawstwa, siły. Jest to niezastąpione źródło poczucia skuteczności
wśród ludzi słabych.
Tożsamość jako punkt odniesienia
Tożsamość jednostki, czy to osobista, czy społeczna, jest
w sensie metaforycznym drogowskazem, latarnią morską, komunikatem
oznaczającym "Tutaj jestem". Jest zatem takim miejscem, z którego
się wyrusza i do którego się wraca. W strukturze doświadczenia jest
miejscem stałym, wyróżnionym.
W konsekwencji ukształtowania się tożsamości osobistej pojawia
się również zdolność nie tylko do impulsywnych reakcji na dyskomfort
czy obietnice przyjemności (do których tożsamość raczej nie jest
potrzebna), ale przede wszystkim zdolność do refleksyjnych porównań,
w których Ja staje się punktem odniesienia, i to w kilku tego słowa
znaczeniach. Po pierwsze, kluczowe aspekty tożsamości osobistej
opisują pożądany stan własnej osoby. Stają się poniekąd zbiorem
najważniejszych osobistych standardów funkcjonowania (od standardów
wyglądu, poprzez standardy dotyczące stanów organizmu i psychiki,
aż do standardów udostępniania siebie innym). Po drugie, tożsamość
osobista jest punktem odniesienia w porównywaniu. Porównania te mają
charakter intrapersonalny (czy w danym momencie stany Ja zgodne są ze
standardami) oraz interpersonalny (jak wyglądają inni w porównaniu
ze mną, a ściśle: w porównaniu z moimi standardami). Konsekwencje
zarówno punktu odniesienia, jak i tych porównań są natury emocjonalnej
(przykrość, przyjemność, duma, wstyd, poczucie winy i tak dalej). Są
też natury motywacyjnej - wyniki porównań uruchamiają różnego
rodzaju działania korekcyjne.
Jeszcze wyraźniej opisane funkcje zauważyć można w wypadku
tożsamości grupowej. Tu jednak sytuacja jest bardziej skomplikowana,
nie tylko przez różnorodność afiliacji, ale przede wszystkim
przez to, że tożsamości są uporządkowane hierarchicznie. Jedne
są ważniejsze od innych. Dodatkowa komplikacja wynika z tego, że
poszczególne tożsamości są ważne w pewnych sytuacjach, a nieważne
w innych (tożsamość płciowa mężczyzny nie ma większego znaczenia
w toalecie męskiej, ale gwałtownie nabiera znaczenia, gdy mężczyzna
przez przypadek znajdzie się w toalecie żeńskiej). O ważności
danej tożsamości decydują zatem nie tylko ugruntowane doświadczenia,
lecz także kontekst. Rosjanin wśród Rosjan raczej nie myśli o swojej
narodowości, choć może myśleć, że jest żołnierzem albo lekarzem,
mieszkańcem Petersburga lub Nowosybirska. Rosjanin wśród Japończyków
mniejszą wagę przykłada do tego, jaki ma zawód albo z jakiego miasta
pochodzi, a większą do tego, że jest Rosjaninem.
Tak więc w odróżnieniu od tożsamości osobistej, która jest
dość stabilna i mało zależna od kontekstu, tożsamość społeczna
pociąga za sobą rozbudowaną sieć standardów ponadsytuacyjnych
oraz jeszcze bardziej rozbudowaną sieć standardów sytuacyjnych. Te
pierwsze - jako stabilniejsze - wydają się ważniejsze
z perspektywy organizacji zachowania. Niezależnie jednak od tego,
czy dana tożsamość jest aktywizowana w wielu sytuacjach, czy tylko
w nielicznych, jest nie tylko opisem jakiegoś zbioru cech czy ról,
ale przede wszystkim opisem stanu pożądanego. Spostrzegane odchylenie
od stanu normalnego jest ważnym czynnikiem uruchamiającym rozmaite
procesy emocjonalno-motywacyjne. Przede wszystkim pojawia się tendencja
do faworyzowania własnej grupy - My jesteśmy lepsi, sprawniejsi,
mądrzejsi niż Oni - ale także tendencja do deprecjonowania grup
obcych (Tajfel, 1982; Tajfel i Turner, 1986), co można zauważyć,
gdy występuje zjawisko narcyzmu grupowego, o którym była mowa
wcześniej.
Tożsamość jako źródło bezpieczeństwa
Wiele lat temu Stanley Schachter w bardzo prostych, ale pomysłowych
badaniach wykazał, że ludzie, którzy czują się zagrożeni, wolą
przebywać z innymi ludźmi niż pozostawać w samotności (Schachter,
1959). Wiele lat później Krzysztof Kaniasty i jego współpracownicy
wykazali, że w sytuacji trudnej, na przykład w warunkach kataklizmu,
ludzie najchętniej odwołują się do wsparcia społecznego
(Kaniasty, 2003; Kaniasty i Norris, 1995). Innymi słowy, różne formy
przynależności społecznej okazywały się dobrym sposobem na niepokój,
na zagrożenie, na wyczerpanie stresem psychologicznym.
Szczególne znaczenie tożsamości - zarówno osobistej,
jak i społecznej - podkreślają twórcy teorii opanowania
trwogi. Wychodząc z założenia, że jednym z najdonioślejszych
problemów egzystencjalnych ludzi jest lęk przed śmiercią, poszukiwali
odpowiedzi na pytanie o różne sposoby redukowania tego lęku, czy też
zapobiegania mu. Wskazali na dwa: przekonanie, że jest się wartościową
jednostką, czyli na wysoką samoocenę, poczucie wyjątkowości (a
więc to, co łączy się wprost z tożsamością osobistą), oraz
przekonanie, że podziela się wartościowy system przekonań, że
należy się do pewnego kręgu światopoglądowego, że porusza się
w obrębie tego samego systemu znaczeń (Greenberg i in., 1990; Greenberg,
Solomon i Pyszczynski, 1997; Greenberg, Solomon, Pyszczynski i Zanna,
1997). Liczne wyniki badań potwierdzają trafność tych przekonań.
W sytuacji konfrontacji ze śmiercią ludzie szukają argumentów na rzecz
swojej wyjątkowej wartości, a przekonanie o tym, że jest się osobą
o wysokiej wartości, zmniejsza poczucie niepokoju. Z drugiej strony
w warunkach aktywizacji myśli o śmierci wzrasta akceptacja podzielanego
światopoglądu, aktywizacja kolektywnego systemu znaczeń zaś osłabia
lęk przed śmiercią. Badania grupy psychologów z Izraela pokazały
ponadto, że buforem zabezpieczającym przed lękiem egzystencjalnym
są bliskie związki z innymi ludźmi. Z jednej strony separacja od
innych nasila lęk przed śmiercią, z drugiej zaś aktywizacja lęku
wzmaga tendencje do poszukiwania lub pielęgnowania bliskich związków
z innymi ludźmi (Florian, Mikulincer i Hirschberger, 2002; Hirschberger,
Florian i Mikulincer, 2002; Taubman-Ben-Ari, Findler i Mikulincer, 2002;
Taubman-Ben-Ari i Katz-Ben-Ami, 2008).
Wszystkie te badania pokazują, że odwołując się do
mechanizmów tożsamościowych, można efektywnie redukować lęk
- od bardzo prostego, jak lęk przed bolesnym zastrzykiem, aż
do bardzo złożonego, jak lęk przed śmiercią czy lęk przed
samotnością.
Tożsamość jako źródło chwały
"Polska! Polska! Polska! Biało-czerwoni!" Nie trzeba być na
stadionie czy w hali sportowej, aby usłyszeć takie okrzyki. Trwają
one zazwyczaj tak długo, jak długo nasi wygrywają. Wtedy wiadomo:
My wygraliśmy. Kiedy jednak przychodzi pora porażek, wtedy natychmiast
znika My, a pojawiają się niczym diabeł z pudełka Oni. Oni przegrali,
Oni sobie nie radzą, Oni są do niczego.
To bardzo dobrze pokazuje, że tożsamość społeczna wcale nie
jest bezinteresowna. "Kolejny Polak
bliski gry w NBA" - donosi portal internetowy. "Radwańska zagra
z rywalką polskiego pochodzenia"
- ogłasza inny. "Żołnierz przyszłości
z Polski" - to kolejna wiadomość internetowa. "Czołowe
tenisistki świata coraz częściej mówią po
polsku" - to jeszcze
jedna (a wszystkie z jednego przedpołudnia). Pytanie egzaminacyjne:
"Opowiedz o zasługach Polaków
w czasie wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych". Można
wymieniać w nieskończoność.
Specjaliści zajmujący się zagadnieniami samooceny dostarczają
wielu danych pokazujących, że faworyzowanie własnej grupy (podobnie jak
deprecjonowanie grup obcych) jest bardzo skutecznym sposobem podnoszenia
własnej wartości. Pławienie się w cudzej chwale, świecenie odbitym
blaskiem - to określenia dobrze oddające istotę rzeczy. Tak jak
w obrębie tożsamości indywidualnej człowiek poszukuje argumentów
na rzecz swojej wyjątkowości, bo to dodaje mu wartości, umacnia
w przekonaniu, że jest osobą nietuzinkową, tak też czyni w obrębie
tożsamości społecznej. Przynależność do grup wysoce cenionych
jest argumentem na rzecz podniesienia własnej wartości. Człowiek
jest wartościowym członkiem wartościowej grupy. Staje się przez to
podwójnie cenny.
Zauważmy jednak, że już sam fakt przynależności do jakiejś
grupy społecznej może sprawiać, iż grupa staje się bardziej
wartościowa. To naturalny proces, bo dzięki temu przynależność ta
nabiera dla jednostki większego zaznaczenia. Ludzie upewniają się
w ten sposób w swoich wyborach. Często dotyczy to spraw ważnych
(znów wracam do tego, co Polacy mówią o Polakach, co kobiety mówią
o kobietach). Czasem dotyczy to spraw kompletnie błahych. Zobaczmy,
co właściciele BMW mówią o swojej ulubionej marce samochodu, a co
właściciele volkswagenów golfów mówią o swoich samochodach. Choć
samochody są różne, opinie są takie same.
Ciąg dalszy w wersji pełnej
Tożsamość jako źródło wrogości i agresji
Dostępne w wersji pełnej
[1] Znalazło to wyraz także
w dyskusjach przedstawionych w tej książce. Jedni z nas twierdzą,
że tożsamość osobista jest pierwotna, inni zaś, że tożsamość
społeczna (zob. zapis rozmów).
[2] Primus inter pares
- pierwszy wśród równych.