p

Toto - Małgorzata Gwiazda-Elmerych

Kup ebooka

21.00 zł
16.80 zł (16,80 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WIEŚ

I.

- Ślimak,ślimak, wystaw rogi, dam ci sera na pierogi. - Dziewczynkawpatruje się w ślimaka z przekonaniem, że sam jej wzrok możewyciągnąć go ze skorupy. Ale nic z tego, bo gdy wcześniej mięczakwystawił ruchome czułki, mała dźgnęła go patykiem. Potem ślimak,niepomny tego, co się stało, znów wyjrzał ze skorupki i kolejny razoberwał patykiem. Teraz nie jest już taki skory do wychodzenia zbezpiecznego domku. Dziewczynka jest jednak uparta.

- Ślimak,ślimak, wystaw rogi... - Hipnotyzuje stworzonko z nadzieją, żeznów zainteresuje go tym, co dzieje się na zewnątrz. - Dam cisera na pierogi... - Dziecko kończy rymowankę i trzyma patyk wpogotowiu. Może się uda. Może jednak ślimak będzie chciał tego sera.

- Ty,Głupia! Co robisz!? - Obok niej na piaszczystej wiejskiejdrodze staje nieco starszy chłopak. Jest maj. Słońce pokazuje już, copotrafi, więc dzieciaki nie mają na sobie ani kurtek, ani ciepłychswetrów. Dziewczynka w za dużej szarej sukience kuca na skraju drogi.Nieokreślonego koloru włosy obcięte na pazia zasłaniają jej twarzgrzywką. Na chudych, podrapanych nogach ma zniszczone sandały, zktórych wystają paluchy.

- Samjesteś głupi - odpowiada nie podnosząc nawet głowy, cały czastrzymając patyk w gotowości, by dźgnąć naiwnego ślimaka, gdy tylkoten wystawi choćby kawałek czułka.

- Nawettwoja matka mówi, że z ciebie nic nie będzie. - Chłopak splataręce na piersiach. Teraz jest dorosłym, który przesądza o losieznajdującej się u jego stóp dziewczynki. - Pasanie krów -to w sam raz dla ciebie. Tak właśnie mówi twoja matka.

- Ślimak,ślimak... - Dziewczynka nie reaguje na to, co mówi chłopiec.Nadal kuca i nie podnosi głowy, jakby nie chciała w żaden sposóbzakłócić spokoju tej wiejskiej drogi i ciągnących się wzdłuż niejpól, a jakikolwiek jej ruch mógłby zachwiać tę otaczającą jąrównowagę. Jakby się bała, że przez jej ruch świat się rozpadnie...Dopiero po dłuższej chwili dziewczynka dodaje: - Nieprawda.Moja mama tak nie mówi.

- Spytaj,kogo chcesz, Głupku. - Chłopak nie przejmuje się tym, żewygłasza rzeczy przykre dla siedmiolatki. Głupek, to głupek. W każdejwsi jest jakiś głupek. W ich jest nim to dziecko. Dziewczynka, któraprześladuje ślimaka. Jej matka pracuje w Państwowym GospodarstwieRolnym. A ojciec? Tak naprawdę nie wiadomo, który z oborowych nimjest, i czy rzeczywiście to oborowy. Bo może któryś z traktorzystów?Albo ktoś spoza wsi? Matka i córka mieszkają z dziadkiem i starszymbratem dziewczynki. Mają kilka krów, kawałek pola. Jakoś udało siędziadkowi małej załapać do nielubianej, acz tolerowanej przezkomunizm kategorii rolników indywidualnych. Chciał gospodarzyć idostał przydziałowe hektary od państwa. Ale dla rodziny nic z tegofaktu nie wynika. Na miano "bauera" dziadek absolutnienie zasługuje - bieda aż piszczy, a jego córka smutkinieudanego życia od czasu do czasu topi w wódce. Zresztą piją razem.Ponadto matka dziewczynki raczej bez oporów oddaje się cielesnymrozkoszom z każdym, kto ma właśnie na to ochotę, nie wyłączającwłasnego ojca. W końcu chłop to chłop - lubi powtarzać swoimkoleżankom dojarkom. Tylko niektóre się tym oburzają. Jak wszystko wsystemie komunistycznym dąży do uspołecznienia, tak ciała kobiet idojrzewających dziewcząt są dobrem wspólnym. Znaczna część wioskowychzdaje się wyznawać tę nieformalną zasadę systemu. Zresztą co to zawioskowi. Tak jak do większości PGR-ów w latach pięćdziesiątychminionego wieku, tak i tu skierowano do pracy "element" -złodziei, prostytutki, zwykłych chuliganów czy włóczęgów. Patologia wkażdym wydaniu. Tu mieli się rehabilitować, by wrócić na zdrowe łonokomunistycznej społeczności. Niekoniecznie miejskiej.

- Nikogonie będę pytać - mówi dziewczynka wciąż skupiona jest ślimaku.- Idź już sobie ode mnie.

- Chodź,wrócimy do domu razem. - Chłopak łagodnieje. Przestało mu sięchcieć dokuczać dziecku, które jakoś tak bez przekonania się broni."Ale co tam, głupekto głupek" - myśli sobie w duchu.

- Niechce mi się wracać do domu. - Dziewczynka odrzuca propozycję.

- Niemasz tam nic do roboty? Kto da świniom? - Chłopak doskonale znazwyczaje panujące w jej domu. Sąsiad jest jak członek rodziny. -Chyba nie dziadek. Leży pijany przed stodołą, na sianie. Samwidziałem. - Dziewczynka na hasło "dziadek"sztywnieje, ale informacja o jego pijackim śnie pozwala ciału sięrozluźnić.

- Nodobra, pójdę z tobą. - Łapie schowanego w skorupce ślimaka,kładzie go na dłoni i podnosi się. Dopiero teraz widać, że płakała.Kurz osiadł na twarzy, wyraźnie zaznaczając na niej ślady łez irozmazane gluty. Nie jest ładna. W sam raz jak na wioskowego głupka.

- Czemupłakałaś, Głupku? - Chłopak nie może sobie odpuścić wścibskiegopytania.

- Niepłakałam, spociłam się. - Dziewczynka nie patrzy na niego, alepróbuje dotrzymać mu kroku. Jej patyczkowate nogi muszą robić dwarazy więcej kroków niż jego.

- Aha...- Chłopaka kusi, by wyciągnąć z niej prawdę, ale nie naciska.Powie mu, jak będzie chciała. Czasami mówi. Mało i rzadko, ale mówi.Idą przez chwilę w milczeniu. Dziewczynka poprawia ślimaka w swojejdłoni. Potem obraca muszlę otworem do góry. Widać, jak miękkie ciałoślimaka kurczy się jeszcze bardziej. Mimo to znowu podejmuje próbęwywabienia go z ukrycia.

- Ślimak,ślimak, wystaw rogi. - Ślimak ani drgnie, ale ona się niepoddaje. Dźga mięczaka patykiem. - Mama mi mówiła, że niektórzyjedzą ślimaki, wiesz? - Drepcze przy nim wciąż dwa do jednego -on jeden krok, ona dwa. Musi wyrównać, by zobaczyć jego twarz iprzekonać się, czy to, co powiedziała, zaskoczyło go. Czy jestszansa, że ona, wioskowy głupek, wie coś więcej niż on.

- Alety jesteś głupia. - Chłopak kręci z niedowierzaniem głową. -Wierzysz we wszystko, co ci mówi mama.

- Alenaprawdę. - Mała trochę zasapana wciąż nadgania, by dorównać mukroku, przedramieniem ociera nos, a jego zawartość zostaje na ręce. -Bo ona mówiła, że przyjechali tacy ludzie do gospodarstwa i tak sobiegadała z ich kierowcą, i on mówił, że tam gdzie on mieszka, to jedząślimaki. O takie. - Dziewczynka podsuwa mu pod nos mięczaka.

- Zabierzgo, jest obrzydliwy. - Chłopak krzywi się. - Twoja matkałyka takie głupie historie. Nawet to, że ktoś się z nią ożeni.

- Bosię ożeni. I będę miała prawdziwego tatusia, i będzie się mnąopiekował, i nie da nikomu zrobić mi krzywdy - dziewczynkajednym tchem wymawia swoje marzenia.

- Głupia.- Tym jednym słowem kolejny raz rozbija idealny świat, którypowstał w jej głowie. Do wioski wchodzą w milczeniu.

Kobyłkato tylko kilka chałup, ale za to budynki Państwowego GospodarstwaRolnego są imponujące. Obory i chlewnie na kilka tysięcy sztuk"parzystokopytnych" (jak często z dumą powiada agronom,który nadzoruje gospodarstwo). Pola jak okiem sięgnąć - i dowypasania, i do siania. Chałupy gospodarzy raczej skromne. Cegły ibelki. Stodoły drewniane i drewniane wiaty na nieliczny sprzęt, doktórego zaliczyć należy także taczki do wywozu gnoju z obory i zchlewu. Jakby co, to ten lepszy sprzęt spróbują na żniwa czy wykopkipożyczyć w Gospodarstwie. Może się zgodzą. Na większości podwórek -jedne od drugich oddzielone drewnianym płotem - centrumstanowią gnojowniki. Kogo było stać, to obudował dół cegłą, ale wwiększości gospodarstw to zwykłe dziury w ziemi wypełnioneśmierdzącą, mniej lub bardziej płynną, zawartością. Kury szukają tujedzenia, a kaczki wody. Gdzieś po prawej czy lewej stronie podwórkapowciskane obory i kurniki. Te pierwsze często - jak domy -murowane. Każde podwórko strzeżone przez Burka, Azora czy Miśka.Wioskowe kundle nie mają wymyślnych imion. Są po to, by gonićzłodzieja, a przynajmniej ostrzegać przed nim domowników. Jeśli tegonie robią, są kopane albo głodzone. Kara musi być. Koty, najczęściejbezimienne, bo kto by się tym przejmował, też mają jasno określonezadanie - gonić myszy jak najdalej od zbiorów. Nieważne, czy tozboże, czy ziemniaki. Grube i powolne, swoim zachowaniem sugerują, żesporo mają do roboty. Taka wieś...

- Ślimak,ślimak... - Dziewczynka tym wolniej idzie, im bliżej wioskowejzabudowy się znajduje. Niby patrzy na ślimaka, ale oczy uważnieobserwują otoczenie, na którym podwórku kto stoi, kto i do kogo cośmówi, i co mówi. Kto rąbie drwa, kto ostrzy kosę, a kto już kosibujnie rosnące chwasty przy płocie.

- Noszybciej, Głupku. - Chłopak pogania małą. - Przecieżmówiłem, że śpi. A twoja matka ma popołudniowe dojenie. Nie ma jej.

- No...ja tylko tak. - Przystaje. Znów z uwagą ogląda ślimaka iostrożnie odkłada go na liść mlecza. Do domu tylko kilka kroków.Widzi go, ale daje się wyczuć, że nie jest z tego powodu szczęśliwa.Chce do domu, bo to słowo i miejsce kojarzy się jej zprzynależnością, ale widać też, że coś ją od tego powrotupowstrzymuje. Gdzieś jednak w głębi duszy, a może "z tyługłowy", dziecko ma pewność, że takiej chwili nie możnaprzeciągać w nieskończoność.

- Misiek,ty głupku! - woła nagle i podbiega na swoich chudych nogach dopsiej budy. Kundel zaplątał się w łańcuch. Mała najpierw daje mucałusa w czarny, wilgotny nos, a później zaczyna rozplątywać łańcuch.W pewnym sensie dziewczynka jest już na swoim miejscu.

Chłopakchwilę ją obserwuje, ale ta mała, to przecież zwykły wioskowy głupek,więc za dużo czasu nie może jej poświęcić. Zresztą i tak przezostanie pół godziny był dla niej całkiem miły. Wystarczy. Zaraz będąsię z niego śmiać... "Co,znów byłeś z Głupią?".Nieraz już to słyszał i nieraz tłumaczył, że lubi się z niej pośmiać,to i był...

Drobneręce siedmiolatki wrzucają do wiadra kilka ziemniaków zparnika. Do tego śruta, odpadki z kuchni... Wiadro jest ogromne, alemała sprawnie miesza jego zawartość. Kłopot będzie wtedy, gdy będziemusiała je dźwignąć. Ale zadała sobie takie zadanie na dorosłość: jakbędzie silna i w końcu dźwignie to wielkie wiadro, to wszystko będziedobrze. To znaczy, że wróci jej tatuś i ją stąd zabierze. Zawartośćwiadra jest już dobrze wymieszana. Dziewczynka staje okrakiem nadnim. Obie dłonie zaciska na rączce i... nie udaje się. Jeszcze nieteraz. Wiadro ani drgnie. Przelewa część zawartości do drugiego i,potykając się z wysiłku, niesie je do chlewu. Świnie szaleją. Depcząpo sobie, aby jak najszybciej dostać się do koryta. Dziecko nie maszans, by zawartość wiadra spokojnie przelać. Śmieje się.

- No,słoninki, zaraz się najecie. - Leje po świńskich głowach.Zwierzęta niewiele sobie z tego robią. Niektóre próbują złapać to, cospływa do koryta po brudnym ciele świńskich koleżanek. Zaspokajająpierwszy głód i czekają na więcej. W międzyczasie dziewczynkaprzytaszczyła drugie wiadro. Teraz ma większą szansę, by przelać jegozawartość bez strat. Odstawia wiadro, wchodzi na zagrodę i przechylasię nad świńskie grzbiety. Gładzi je, poklepuje, drapie zwierzęta zauszami. Różowe brudne ryje trącają małą dłoń, próbując gryźć, jakbyto był dodatek do jedzenia.

- Aco tu, kurwa! - Męski głos zdaje się parować wódką. Wysoki,chudy mężczyzna z niechlujnym zarostem, w brudnych ciuchach, ledwostoi na nogach. - Aaa, świnie... - Dziadek dziewczynkibełkoce coś jeszcze, ale nawet on sam nie wie, o co mu chodzi. -Renatka, dobre dziecko. - Mężczyzna próbuje pogładzić ją pogłowie, ale nie trafia. - Dziadek pójdzie sobie pospać. -Pada. W pobliżu leży snopek słomy, więc jego głowa nie ląduje naklepisku. "Szkoda" - myśli dziecko, które przezcały ten czas stało jak sparaliżowane. Teraz też się nie rusza, alenie powstrzymuje już oddechu. Czeka jeszcze chwilę, jak wystraszonezwierzę, które gotowe jest do ucieczki, ale jeszcze bardziej gotowejest poddać się. Po chwili Renata krok za krokiem odsuwa się od świń.Bierze wiadro i wychodzi z chlewu. Nie ogląda się, bo po co. Będziemiała spokój przez jakiś czas.