p
1
1
Lily
Zabiłam wszystkich i wszystko, na czym mi kiedykolwiek zależało, aby
chronić moją obsesję na twoim punkcie, Kane. Mimo to patrzenie, jak
wychodzisz - nawet w zwykły dzień pracy, taki jak dzisiaj - jest
trudniejsze niż kiedykolwiek.
Wahasz się. Tak jakbyś czytał mi w myślach i czuł to, co ja.
- Nie chcę cię zostawiać - mówisz, kiedy dochodzimy do drzwi.
Twoja torba czeka na eleganckiej konsoli z afrykańskiego drewna w małym
holu wejściowym. Dwaj ochroniarze stoją na straży w przedsionku windy po
drugiej stronie podwójnych drzwi. Wziąwszy pod uwagę poziom
bezpieczeństwa, byłoby prawie niemożliwe, aby intruz dotarł do
apartamentu.
Znam prawdę - nie tyle zabraniasz innym wejść, co zamykasz mnie w środku.
- Czy nie mówi się, że rozłąka sprawia, że kochamy mocniej? - Uśmiecham
się, mimo że zachłanność na ciebie ściska mnie za gardło.
- Miałem już dosyć rozłąki - oznajmiasz, a mięśnie szczęki masz napięte.
W twoich ciemnych oczach widać błysk gniewu, a wściekłość jest niemal
namacalnym żarem. Blokujesz ją przez większość czasu, ale wiem, że tam
jest. Natomiast nie wiem, czy to nasza rozłąka cię rozwściecza, czy mój
powrót.
Żyliśmy z dala od siebie przez kilka lat, czyli dłużej niż byliśmy
razem, i może nigdy mi tego nie wybaczysz. Ale tym, za co powinieneś
mnie nienawidzić, jest przede wszystkim spotkanie mnie.
Moje pragnienie ciebie było zbyt silne, a jestem samolubną kobietą.
- Gdybym kochał cię bardziej, Setareh - szepczesz, gorącym spojrzeniem
wpatrując się w moją twarz - udusiłabyś się.
Nie sądzę, żebyś wiedział, jak bardzo prawdziwe jest to stwierdzenie.
Twój zapał i ambicja, charyzma i inteligencja... Płoniesz. Ten wewnętrzny
ogień przypalił moją duszę i płomienie wspólnie pochłonęły wszystkich
wokół nas.
Podchodzę bliżej i przywieram do ciebie, obejmując ramionami twoją
szczupłą talię. Ciało masz twarde i ciepłe. Zawsze byłeś ogniem dla
mojego lodu i roztapiałam się w tobie, moje delikatne kształty
dopasowywały się do twoich sztywnych płaszczyzn. Z głębokim
westchnieniem obejmujesz mnie, pochylając się opiekuńczo. Jestem
bezpieczna w twoich ramionach. Ale ty w moich nigdy nie byłeś
bezpieczny.
- Będę tu na ciebie czekać - obiecuję, bo wiem, że musisz to usłyszeć.
Jesteś na tyle mądry, żeby nie wierzyć we wszystko, co mówię, jeśli w ogóle wierzysz w cokolwiek. Mimo to wiesz, że kocham cię nieprzytomnie.
Tylko to nas łączy i tylko tego naprawdę potrzebujemy.
W odległym zakątku umysłu wyobrażam sobie inną scenę. Stoimy przy
drzwiach wejściowych, aby ruszyć szybko w różne miejsca, zaczynając
dzień. Nasze usta spotykają się w pośpiechu, radośnie roześmiane, bo
świat należy do nas i nie mamy się czego bać. Jesteśmy szaleńczo
zakochani, bez żadnego z tych niepokojów. Nie ma obawy, że to rozstanie
będzie ostateczne.
Przyciskasz wargi do czubka mojej głowy.
- Mam nadzieję, że planujesz nasz miesiąc miodowy. Gdy tylko ECRA+
wystartuje, uciekamy stąd.
- Co powiesz na śnieg? - proponuję. - Kopy śniegu. Odległa chata, w promieniu wielu kilometrów nie ma nic. Dojechać i wyjechać można tylko
pługiem śnieżnym. Ogromny kominek, a przed nim sterta futer. I parująca
wanna z hydromasażem na tarasie.
- Doskonale. - Odsuwasz się i całujesz mnie w koniuszek nosa. - Będę cię
ogrzewał.
Nie ma co do tego wątpliwości. Pragniesz mnie prawie tak samo
intensywnie jak ja ciebie.
Odchylam głowę do tyłu i przyglądam się twojej twarzy. To boskie, jaki
jesteś wspaniały. Kwadratowa szczęka, wąski grzbiet nosa i kości
policzkowe tak wysokie, że widać pod nimi zagłębienia. To twarz, która
sprawia, że anioły śpiewają, o ustach tak pełnych i zmysłowych, że kuszą
kobietę do grzechu. I te oczy, prawie czarne, z rzęsami tak gęstymi, że
można by nazwać cię ładnym, gdybyś nie był tak bardzo męski.
Chciałabym, żeby to były tylko twój wygląd i wyraźna męskość, które
przyciągnęły mnie do ciebie. Płomień pożądania szaleje, a potem się
wypala. Z początku wmawiałam sobie, że tak właśnie stanie się między
nami, ale nigdy w to nie wierzyłam. Rozumiałeś mnie od chwili, gdy się
poznaliśmy. Twoje przenikliwe, żarliwe spojrzenie przebiło się przez
warstwy tożsamości i zajrzało w głąb mojej duszy. A tam, gdzie inni
znaleźliby strach, ty znalazłeś miłość.
Opuszczając głowę, składasz na moich ustach głęboki, zmysłowy pocałunek.
Jest w nim namiętność i wściekłość, pożądanie i tęsknota. Kochaliśmy się
o wschodzie słońca i wciąż czuję odcisk twoich dłoni i ust na swojej
skórze, ale twój pocałunek wyraża taki głód, że wiem, że nie jesteś
zaspokojony.
Czy to poczucie pożyczonego czasu kiedykolwiek minie?
Brakuje ci tchu, kiedy odsuwasz się i przyciskasz czoło do mojego.
- To jest tortura.
Odpychasz mnie gwałtownie i chwytasz torbę, szarpnięciem otwierając
drzwi, jakbyś wiedział, że jeśli teraz nie wyjdziesz, już tego nie
zrobisz. Zamek prawie się zatrzaskuje, kiedy znów je otwierasz i znajdujesz mnie w tym samym miejscu, w którym mnie zostawiłeś.
- Kocham cię.
Unoszę kąciki ust i przykrywam dłonią bolące serce.
- Wiem.
W ciszy po twoim odejściu wypuszczam powietrze z płuc i ramiona mi
opadają. Przyzwyczailiśmy się do bycia samemu, ale teraz... wypełnia mnie
smutek.
W apartamencie przez chwilę panują cisza i spokój. Wydaje się, jakby
leżał uśpiony, gdy cię nie ma, odpoczywając, dopóki nie wrócisz ze swoją
niekontrolowaną emocjonalnością i energią. Płytki pod moimi bosymi
stopami są ciepłe, ogrzewane podczerwienią, ale wyobrażam sobie, że
zatrzymują twoje ciepło jak kamień w słońcu.
Jestem osamotniona w swoim smutku, z krwią na rękach.
Wieżowiec, w którym mieszkamy, kołysze się na wietrze z żałobnym jękiem.
Ten dźwięk to znajomy i dziwnie kojący lament.
Teraz, kiedy zabiłam Valona Laskę i wyjawiłam ci najgorsze z moich
sekretów, chcę pozbyć się fałszywej tożsamości, którą przyjęłam, by
wkroczyć w twoje życie. Lily Rebecca Yates mogłaby w końcu znaleźć
miejsce spoczynku na dnie Atlantyku. Wiesz, że nie jestem nią, tą
idealną kobietą, która była miła, bezinteresowna i nie miała szkieletów
w swojej szafie.
Ale i tak mnie chcesz.
Mimo to wszyscy w naszym życiu są przekonani, że jesteś żonaty z Lily.
Nie mogą się nigdy dowiedzieć, że Lily była kłamstwem.
Myślę więc, że wcale nie jestem sama. Kobieta, której życie i męża
ukradłam, towarzyszy mi jak cień, nawiedzając swojego sobowtóra w każdej
minucie każdej godziny, codziennie.
2
2
Lily
1 maja 1999
Większość ludzi wierzy, że potrafią rozpoznać Śmierć, wszechobecnego
Ponurego Żniwiarza uzbrojonego w kosę. Ale ona nigdy nie ukrywała w ten
sposób swoich wdzięków. Ciałem wodziła na pokuszenie, jej okryciem był
wodospad lśniących obsydianowych włosów, a krwistoczerwony uśmiech
ostrzem noża. Wiedziałam to, bo była moją matką.
Przygotowywałam się na jej przybycie z drobiazgową dbałością o wygląd,
tak jak to we mnie wpoiła. Obrysowałam górne powieki eyelinerem,
szybkim, wyćwiczonym ruchem nadgarstka, przeciągając kreskę w górę, by
utworzyć kocie oko. Był to ten sam ruch, który wykonałam wcześniej tego
dnia przed pójściem do szkoły, ale teraz dokładnie oczyściłam twarz i zaczęłam od nowa. Mój makijaż - zbroja, jak nazywała go mama - musiał
być świeży i perfekcyjny.
Kiedy byłam gotowa, zajęłam się mieszkaniem. Pospiesznie przesunęłam w górę okiennice. Lubiła świeże powietrze. Ja wolałam trzymać okna
zamknięte, kiedy byłam sama. Bez szaleńczego hałasu ruchu ulicznego w dole na Brooklynie czułam się bezpieczniej. Przy opuszczonych
okiennicach dźwięki miasta zmieniały się w stłumiony pomruk podobny do
szumu krwi w bezpiecznym matczynym łonie. Matka nie mieszkała już ze
mną, ale chroniła mnie i utrzymywała, a mój mały apartament wydawał mi
się najbezpieczniejszym miejscem na świecie. Często przywoływałam ją
pamięcią w tej przestrzeni tak wyraźnie, jakby zawsze była ze mną.
Z gramofonu obok telewizora Creedence Clearwater Revival śpiewali o wyglądaniu przez tylne drzwi. Mama lubiła muzykę z innej epoki i uważała, że tej współczesnej czegoś brakuje. Poza Prince'em, o którym
mówiła, że jest wyjątkowo utalentowanym muzykiem, współcześni artyści
nie robili na niej wrażenia. Świeca paląca się na okrytym szalem stoliku
do kawy wypełniała powietrze zapachem wanilii i kwiatów wiśni. Mama
lubiła przestrzenie, w których pachniało ładnie i swoiście kobieco.
Piżmo i drzewo sandałowe były zbyt męskie.
Nienawidziła mężczyzn. Nie wiedziałam dlaczego. Nigdy o to nie pytałam,
bo spędzałyśmy razem czas bardzo krótko i rzadko i nie chciałam psuć
tych chwil nieprzyjemnymi sprawami. Zastanawiałam się jednak nad tym.
Zwłaszcza że mężczyźni ją kochali; zrobiliby dla niej wszystko.
Zbankrutowaliby, rozbili swoje rodziny i zrujnowali sobie życie. Często
mi powtarzała, że są z natury słabi. Nadają się tylko do schlebiania i zapładniania.
Ale zawsze z jakimś była, choć niezbyt długo. Za każdym razem, gdy ją
widziałam, miała nowego mężczyznę. Derek. Reynaldo. Pierre. Jeremy.
Tomas. Han. I tyle innych imion, które zapomniałam. Nie skupiałam się na
nich, kiedy rozmawiałyśmy. Bardziej interesujące było obserwowanie, z jakim ożywieniem - lub nie - ich opisywała.
Kończąc makijaż, przyjrzałam się sobie krytycznym okiem. Czy moje włosy
były idealnie proste, bez ani jednej fali czy nierówności? Czy szminka
precyzyjnie podkreślała kontur ust i była na nich bardziej roztarta, niż
je pokrywała?
"Jesteś taką piękną dziewczyną", powiedziała mi nauczycielka przedmiotów
ścisłych rok temu, gdy byłam w drugiej klasie liceum. "Nie musisz w ogóle nosić makijażu".
Wspomniałam o tym matce, kiedy zapytała, jak mi idzie w szkole. Jej
uśmiech zastygł w kącikach ust. "Chyba będę musiała porozmawiać z panią
Bustamante", powiedziała.
Wiedziałam, którego dokładnie dnia odbyło się to spotkanie, chociaż
żadna z nich nie wspominała o tym ani wcześniej, ani później.
Wiedziałam, bo pani Bustamante nie zapraszała mnie już do pracy po
lekcjach, na co czekałam z niecierpliwością, bo oszczędzało mi to
dodatkowej godziny czy dwóch spędzonych samotnie w domu, a kiedy na mnie
patrzyła, w jej oczach widać było strach.
"Jesteś przygnębiona", stwierdziła matka, kiedy odwiedziła mnie
następnym razem. "Brakuje ci tego, że zwracała na ciebie uwagę, mimo że
ta uwaga osłabiłaby cię i łatwo pozwoliła uformować na jej wyobrażenie
tego, kim powinnaś być. Nie jesteśmy tak słabe, Araceli. Wiemy, kim
jesteśmy i nikt nie może nas zmienić. Pozbądź się każdego, kto próbuje".
Była jedyną osobą, która kiedykolwiek nazywała mnie Araceli, imieniem,
które dla mnie wybrała. Nie zdradziła go nikomu innemu i nauczyła mnie,
żebym tego nie robiła. Uważałam to za dobrą zabawę. Jeśli podobało mi
się jakieś imię, mogłam je mieć, dopóki nie zmieniłam szkoły i nie
przyjęłam nowego, które bardziej mi się podobało.
"Nic nas nie ogranicza", powiedziała mi. "Nie jesteśmy uwięzione w tej
samej roli na resztę życia. Jesteśmy wolne, ty i ja. Możemy robić, co
chcemy".
Bardzo ją kochałam. Nigdy nie zapomniałam, jakie miałam szczęście, że
byłam jej córką.
Słysząc, jak klucz wsuwa się do zamka, obróciłam się szybko, rozsypując
w nieładzie swoje długie włosy. Pospiesznie przeczesałam palcami
zmierzwione pasma, przestraszona, że znajdzie we mnie jakąś wadę. Czułam
ekscytację, nie zdenerwowanie. Podczas gdy moje koleżanki z klasy
zmagały się z brakiem pewności siebie związanym z obrazem ich ciał, ja
wiedziałam, że chociaż nie wyglądam dokładnie tak jak moja matka, jestem
do niej wystarczająco podobna, aby uznać mnie za piękną. Nigdy nie
mogłaby stworzyć niczego, co by takie nie było.
- Witaj, kochanie. - Jej głos brzmiał jak śpiew syreny.
Przez moment napawałam się jej widokiem. Przyjrzałam się butom na
wysokich obcasach z cienkimi paskami na kostkach, eleganckiej czarnej
sukience na jedno ramię, która opinała jej szczupłe ciało, lśniącym,
atramentowoczarnym włosom... A potem chłonęłam oczami jej twarz. Jak u anioła. Tak idealną, doskonale symetryczną. Skóra biała jak delikatna
porcelana była tłem dla ciemnych brwi, szmaragdowych oczu obramowanych
czarnym eyelinerem i szkarłatnych ust.
Podbiegłam do niej, rzucając się na nią tak, jak fale rozbijają się o brzeg. Gdy mnie pochwyciła, rozległ się jej melodyjny śmiech, a zapach
róż zmieszany z cytrusami nasycił moje zmysły.
Bicie jej serca przy moim uchu było najukochańszym dźwiękiem. Wciąż
rosłam, więc musiałam się trochę zgarbić, wpasowując w miejsce, które
najbardziej lubiłam. Była ciepła i mocno mnie obejmowała. Jakaś część
mnie zawsze jej łaknęła i ściskałam ją kurczowo, próbując wypełnić tę
pustkę.
- Nie było mnie aż tak długo - powiedziała, a ja nie zaprzeczyłam,
chociaż minęły tygodnie. Im byłam starsza, tym dłuższe stawały się jej
nieobecności.
Kiedy byłam w gimnazjum, trwały jakiś tydzień. Gdy poszłam do liceum,
wydłużyły się do prawie miesiąca. Dzwoniła co kilka dni, dźwiękiem
swojego głosu łagodząc moją tęsknotę. Dopilnowywała, żebym miała
pieniądze na zaopatrzenie kuchni, a co kilka miesięcy chodziłyśmy na
zakupy - zawsze w stylu vintage - dla zabawy i z konieczności, gdy
zmieniały się pory roku, a ja miałam coraz dłuższe nogi.
"Ważne jest, aby ubierać się ponadczasowo, a nie modnie", przekonywała.
"I lepiej nosić ubrania od projektanta niż używane, masowo produkowane
szmaty".
- Comment vas-tu, chérie? - zapytała, sprawdzając mnie.
W szkole miałam lekcje hiszpańskiego, to było bardziej praktyczne. Ale w domu uczyłam się francuskiego, a także włoskiego, ponieważ wiedza o tym,
co ludzie o tobie mówią, była niezbędna, zwłaszcza gdy myśleli, że ich
nie rozumiesz.
- Merveilleux, maintenant que tu es a la maison! - Uścisnęłam ją
mocniej, bo powiedziałam prawdę - cudownie było znów mieć ją w domu. Ale
ona sięgnęła za siebie, aby chwycić mnie za przedramiona i oderwać moje
ręce.
- Pokaż mi się.
Trudno mi było się cofnąć, bo zawsze trudno jest zrezygnować z tego,
czego pragniesz bardziej niż czegokolwiek innego, ale dałam radę, lekko
odchylając głowę, żeby mogła mi się przyjrzeć.
Musnęła palcami mój policzek, odgarniając z niego luźne pasmo włosów, a potem przesunęła nimi po linii brwi. Starannie je wyskubywałam,
utrzymując gęste, gdy nadawałam im kształt taki jak u niej.
- Jesteś doskonała - mruknęła z dumnym uśmiechem. - Dziś są twoje
szesnaste urodziny... Jak to się stało, że lata zleciały tak szybko? Kiedy
wkrótce opuścisz to gniazdko, świat będzie kompletnie zaskoczony.
Panika zatrzepotała w moim brzuchu jak skrzydła motyla. Coraz częściej
mówiła, że wyruszę w świat. Jak będę ją wtedy widywać?
- Czy pojadę z tobą? - zapytałam, chociaż wiedziałam, że nie ma tego w planach.
"Zawsze jesteś ze mną", mawiała. "Stworzyłam cię i pielęgnowałam w sobie, tuż pod sercem".
Jej zielone oczy błyszczały śmiechem.
- Może kiedy będziesz starsza. Jesteś jeszcze za młoda, żeby żyć w moim
świecie.
To, że żyjemy w różnych światach, było jak cios nożem w serce.
Wtedy przypomniałam sobie, jakie mam szczęście. Moje koleżanki miały
zwyczajne matki; moja była niezwykła. Podobało mi się, że jest inna.
Tańczyła, kiedy miała na to ochotę, mówiła, co jej się podobało i zmuszała świat, żeby się do niej dostosowywał. Moi koledzy z klasy
urządzali imprezy, kiedy ich rodzice wychodzili na wieczór, ale ja
zachowywałam swoje sanktuarium dla siebie. Przyprowadzenie kogoś do domu
byłoby jak podzielenie się nią, a ja miałam jej tak mało.
- Pomyślałam, że przygotuję stir-fry! - zawołałam podekscytowana. - Albo
zrobię sałatkę z truskawkami i kurczakiem. Jeśli wykorzystamy truskawki
do sałatki, na deser możemy zjeść kruche ciasto z brzoskwiniami.
- Absolutnie nie. Nie będziesz gotować w swoje urodziny. Wyjdziemy do
miasta.
- Och... nie musimy. - I nie chciałam tego robić. Wolałam, żebyśmy były
same przez te kilka godzin, które spędzi ze mną. Może mi opowie, co
robiła, odkąd ją ostatnio widziałam.
- Powiedziałam nie, Araceli. - Rzuciła mi spojrzenie, które powstrzymało
dalsze protesty, więc denerwowałam się i wierciłam niespokojnie, tłumiąc
w sobie zbyt wiele emocji. - Gotowanie dla siebie to dbanie o siebie.
Gotowanie dla kogoś innego to poświęcenie, a poświęcenie to głupota.
Westchnęłam przygnębiona. Wszystkie moje marzenia o siedzeniu na
poduszkach podłogowych i jedzeniu przy stoliku do kawy obróciły się w pył. Kiedyś jadałyśmy w ten sposób, w różnych mieszkaniach w pięciu
innych dzielnicach.
- Nie bądź taka rozczarowana, kochanie. - Pochyliła się i dotknęła nosem
mojego. - To twoje urodziny! Szesnaście lat temu omal mnie nie zabiłaś i tylko garstka ludzi mogłaby o tym opowiedzieć, gdyby jeszcze żyli, by
móc o tym mówić. Musisz być obsługiwana, fetowana i uwielbiana, moje
wspaniałe dziecko. Musisz się przyzwyczaić do bycia w centrum uwagi i wiedzieć, jak to wykorzystać, ponieważ twoim przeznaczeniem jest mieć
wszystko. Wszystko.
Znów mnie objęła i tuliła mocno, choć zdecydowanie za krótko. Kiedy mnie
puściła, dotknęła dłonią mojego policzka.
- A teraz idź i włóż tego ślicznego Diora, którego znalazłyśmy.
Pospieszyłam, żeby zrobić to, o co prosiła, bo nie chciałam być z dala
od niej zbyt długo. Nie mogłam pozbyć się strachu, że w każdej chwili
zostanie wezwana i odejdzie.
Kiedy wybiegłam z garderoby z butami w ręce, zobaczyłam, jak zamyka na
klucz szufladę niskiego stolika bocznego, który znalazłyśmy lata
wcześniej na wyprzedaży garażowej. Nie wiedziałam, co tam trzyma, bo
zawsze zabierała ze sobą klucz, a ja nigdy nie wściubiałam nosa w nie
swoje sprawy. Poza tym zawsze czułam na sobie jej wzrok. Nie wiem, czy
rzeczywiście mnie obserwowała, ale miałam takie wrażenie i dlatego tak
się zachowywałam.
Wyszłyśmy z domu na cały wieczór i kręciłyśmy się po mieście. Zjadłyśmy
za dużo steku z polędwicy w restauracji Peter Luger i tylko przez chwilę
podawałam w wątpliwość - w myślach - jak za to zapłacimy. Matka śmiała
się, kiedy zdmuchnęłam świeczkę na deserze. "Teraz, kiedy jesteś
starsza, jest o wiele zabawniej!", powiedziała. Dała mi w prezencie
naszyjnik, wisiorek w kształcie serca wysadzany brylantami z emaliowaną
lilią w środku. "Ty też kwitniesz, Araceli!". Poszłyśmy potańczyć do
baru jazzowego, w którym pachniało whisky i cygarami. Grałyśmy w bilard,
a mama naciągnęła grupę pijanych mężczyzn. Słońce oświetlało już
horyzont, kiedy wróciłyśmy do domu. Mama kazała mi iść spać i powiedziała, żebym się nie martwiła szkołą, bo zadzwoni, żeby mnie
usprawiedliwić. "Dziś nie ma dla ciebie żadnych sztywnych obowiązków
społecznych!".
Była pierwsza po południu, kiedy w końcu obudziłam się na sofie. Wraz z powrotem świadomości poczułam przytłaczający ciężar osamotnienia.
Odeszła. Wiedziałam to, zanim spojrzałam na swoje łóżko, w którym spała,
ponieważ kiedyś należało do niej. Gorące i ciężkie łzy spływały tak
długo, aż włosy na moich skroniach stały się od nich mokre.
Minęła trzecia, gdy zauważyłam, że z zamkniętej szuflady stolika
wystawał maleńki klucz uniwersalny. Długo się w niego wpatrywałam, zanim
spróbowałam go zignorować, ale wołał mnie, gdy brałam prysznic, a potem
przygotowywałam jedzenie, które miałam nadzieję podać jej poprzedniego
wieczoru. Gdy siedziałam na podłodze ze skrzyżowanymi nogami, moje
spojrzenie wciąż do niego wracało. Matka nie była kobietą, która
popełnia takie błędy. "Nigdy nie zostawiaj śladów", powtarzała zawsze.
Czyżby zostawiła go celowo? Dlaczego?
O dziewiątej wieczorem nie mogłam już się dłużej opierać. Kiedy powoli
się nad nim pochyliłam, poczułam na sobie jej wzrok, ostry jak sztylet.
- Zadzwoń do mnie, jeśli nie chcesz, żebym tam zajrzała - powiedziałam
na głos, mając wrażenie, że to jakiś test. Ale telefon - z numerem,
który zmieniała co kilka miesięcy - nie zadzwonił.
Klucz przekręcił się z trudem, jakby zamek potrzebował smaru. Resztę
mebla odnowiłyśmy, gruntownie czyszcząc i impregnując olejem do drewna.
Gwałtownie zaczerpnęłam powietrza i szarpnięciem otworzyłam szufladę.
Stara puszka po herbatnikach była wypełniona rozmaitymi spinkami do
mankietów, zegarkami i pierścionkami - sygnetami o obrączkach za dużych
na nasze szczupłe palce. Marszcząc brwi, grzebałam w nich, a metal
pobrzękiwał nieharmonijnie. Nigdy wcześniej nie zauważyłam, że
kolekcjonuje takie rzeczy. Podczas wszystkich naszych wizyt w sklepach z używanymi rzeczami nigdy nie przyłapałam jej na przeglądaniu szklanych
gablot, a ponieważ zawsze ją obserwowałam, wydawało się niemożliwe,
żebym przegapiła jakiekolwiek jej hobby.
Złoto i srebro były z początku chłodne, ale zrobiły się ciepłe w dotyku.
Gdy dłonie zaczęły mi się pocić, pobrudziły błyszczący metal. Używając
rąbka koszulki, wypolerowałam dowody swojej ciekawości. Przez moment
rozważałam włożenie rękawiczek i wypolerowanie wszystkiego, żeby nie
pozostawić żadnych odcisków palców, które mogłyby mnie zdradzić.
Ensemble pour toujours, Pierre - Sophia
Wpatrywałam się w inskrypcję na obrączce, dopóki palce nie zaczęły mi
drżeć tak, że nie mogłam już jej odczytać. Razem na zawsze. Obrączka
ślubna. Należąca do mężczyzny o tym samym imieniu, co ten, z którym
matka się spotykała. Zbieg okoliczności. Dziwne, ale prawdopodobne.
W moich wnętrznościach utworzył się węzeł i zacisnął się jak wąż.
Trofea.
Wyciągnęłam wniosek aż za szybko, jakbym potrząsnąwszy pudełkiem
puzzli, od razu ułożyła gotowy obrazek. Czy ukończenie szesnastu lat w jakiś sposób wyostrzyło moje zmysły?
Ale ona chciała, żebym się dowiedziała, prawda? Czy przez lata nie
podsuwała mi wskazówek? Czy tak, jak ja chciałam, żeby mnie rozumiała,
ona również chciała być rozumiana?
Żółć podeszła mi do gardła i przełknęłam ją, ale wzbierała tak szybko,
że ledwie zdołałam się powstrzymać, zanim dotarłam do łazienki.
Wymiotowałam tak gwałtownie, że całe ciało pokryło mi się zimnym potem.
To było niekończące się, głębokie oczyszczanie.
Opadłam na chłodne kafelki podłogi i oparłam się o ścianę łazienki, a myśli na zmianę kłębiły mi się głowie i zastygały. Wydawało się, że nie
potrafię zrozumieć tego, co widzę, a jednocześnie, że znalazłam
odpowiedź na od dawna zadawane pytanie.
Nie wiem, jak długo tam siedziałam. Na zewnątrz było ciemno, kiedy
wróciłam do pokoju i starannie zebrałam zawartość puszki, odkładając ją
na miejsce. Zamknęłam szufladę na klucz, ale zostawiłam go tak, jak
znalazłam. Zapaliłam świecę na stoliku i otworzyłam okna, chcąc poczuć
się, jakby matka znów była ze mną w domu.
Ale to wywołało we mnie zbyt wielki lęk.
Zamknęłam więc okna, zdmuchnęłam płomień świecy i usiadłam w ciemności z kolanami przyciągniętymi do piersi.
3
3
Witte
Obecnie
Krople deszczu lśnią na oszklonych wieżowcach Manhattanu, kiedy kładę
gazetę na pozłacanej tacy leżącej na otomanie w salonie głównego
apartamentu. Ściany pokryte są postarzanymi lustrzanymi płytkami, które
ukazują moje odbicie zamglone i nakrapiane, jak w starych niemych
filmach. Ktoś mógłby powiedzieć, że moja posada majordomusa jest równie
archaiczna, ale ludzie nie wiedzą, że mój obecny zawód jest równie
niebezpieczny, jak tajne źródło utrzymania, które zostawiłem wiele lat
temu. Mężczyzna, dla którego pracuję, ma rodzinę tak bezwzględną, że są
jak gniazdo węży, które wiją się, nie zważając na to, czyj ogon gryzą.
Każdego innego dnia wyszedłbym tą samą drogą, którą przyszedłem,
wypełniwszy zadanie. Dziś przechodzę przez pokój i zatrzymuję się pod
przejrzystym lustrem wiszącym na ścianie, pod którym stoi lustrzana
konsola. Podobnie jak wszystko w moim życiu, lustro nie jest tym, na co
wygląda. Czarne aksamitne wstążki, na których wydaje się zawieszone, są
iluzją. Kiedy przyciskam kciuk do zamaskowanego czytnika odcisków
palców, lustro bezszelestnie przesuwa się w górę, odsłaniając sejf.
Wewnątrz znajduje się imponująca kolekcja klejnotów - naszyjniki,
pierścionki, bransoletki i inne wybrane przez pana Blacka jako prezenty
dla jego żony. Mówię o niej: pani Black. Inni nazywają ją Lily, ale to
tylko jeden z jej licznych pseudonimów.
Nie znamy jej prawdziwego imienia, wieku ani historii. Sfabrykowała
dziesiątki tożsamości, które odkryliśmy dzięki drobiazgowemu śledztwu
obejmującemu wszystkie lata, w których uważano ją za zmarłą. Przyznała
się do autentycznej więzi tylko z dwiema osobami: swoją zmarłą matką
Stephanie i kochankiem matki - Valonem Laską.
Lily twierdzi, że nie zna prawdziwej tożsamości swojej matki - Stephanie
Laska to jeden z wielu pseudonimów - i przyznała się do matkobójstwa,
aby uwolnić się od wpływów zagrażających wszystkim, którzy są jej
bliscy. Kochanek, Valon Laska, był przestępcą poszukiwanym przez stanowe
i federalne organy ścigania. Został zabity wczoraj przez osobę, która
bardzo przypomina żonę mojego pracodawcy.
Nie ma wątpliwości, że kobieta, która wprowadziła się do penthouse'u - i łóżka mojego pracodawcy - jest niebezpieczna.
Znaleźliśmy ją, kiedy przechodziła przez ulicę w śródmieściu, kobietę o niezrównanej twarzy Lily, która jest teraz uznawana za jedyną panią
Black. Jak i dlaczego tak długo uważano ją za zmarłą, to zagadka, którą
wciąż próbujemy rozwiązać. Ale pan Black bez wahania zaakceptował ją
jako żonę, o której myśleliśmy, że zaginęła na morzu kilka lat temu.
Jego zdaniem ponownie połączył się ze swoją wielką miłością i jest
zdecydowany stawić czoło każdemu zagrożeniu, aby utrzymać ją u swego
boku.
Po mojej lewej stronie znajdują się lekko uchylone drzwi do jej
garderoby, która służy jako przejście do jej sypialni. Za moimi plecami
takie same drzwi prowadzą do garderoby i sypialni pana Blacka, ale wiem,
że jest teraz z nią, w jej sypialni, spędziwszy tam całą noc. Właśnie
dlatego, że są razem, ryzykuję przeszukanie sejfu. Tak samo jak on jest
nią zafascynowany, tak i ona jest nim zauroczona. Doskonale odwraca jej
uwagę i muszę to wykorzystać, zanim mój pracodawca wyjdzie na cały dzień
i pozwoli jej być bardziej świadomą moich działań.
Wczoraj w nocy spędziłem wiele godzin na studiowaniu zdjęć z policyjnego
monitoringu, na których uchwycona była kobieta podejrzana o zabicie
Laski. Podobieństwo sprawczyni do pani Black jest niesamowite, przez co
subtelne różnice są bardziej widoczne. To wysoka kobieta i smukła jak
trzcina, o figurze pożądanej przez projektantów mody, bo na tak
zgrabnych kształtach każdy element garderoby prezentuje się jak
najkorzystniej. Przy skórze bladej jak światło księżyca i włosach do
ramion w kolorze prawdziwej głębokiej czerni uroda Lily jest wyrazista i niedościgniona.
Kobieta na zdjęciach jest równie wysoka, z włosami opadającymi do
bioder. Nie rozpoznaję tej sukienki, a zdołałbym to zrobić, gdyby
pochodziła z garderoby damy, którą znam. Niektóre kąty twarzy nie
całkiem się zgadzają, ale nie da się zaprzeczyć, że kobiety o urodzie
Lily są niezwykle rzadkie. Niemożliwe, aby istniała niespokrewniona
osoba o niemal identycznym wyglądzie.
Wodzę wzrokiem po rzędach błyszczących klejnotów. Czuję przypływ
adrenaliny, gdy nie znajduję przedmiotów, których szukam. Odkąd pani
Black się pojawiła, zadałem sobie milion pytań, a teraz mam ich jeszcze
więcej.
Śmiech Lily, gardłowy kontrast z jej zaskakująco dziewczęcym głosem,
dobiega moich uszu. Kucam, szukając charakterystycznego błysku, który
mógłby zdradzić łańcuszek lub kolczyk w grubym runie dywanu. Wiem, że to
mało prawdopodobne, ale muszę wszystko sprawdzić. Wstaję z pustymi
rękami, wsuwam szuflady do wnęki w ścianie i zamykam sejf.
Nie ma wątpliwości, tej biżuterii brakuje.
Odwracam się i wychodzę z salonu przez główną garderobę, ale przystaję w pół kroku, gdy dźwięk ich głosów się przybliża i domyślam się, że weszli
do pokoju tuż za mną. Postanawiam zaryzykować i zostać, udając, że
prostuję wiszące garnitury pana Blacka, żebym mógł podsłuchiwać.
Bliskość jego żony wysyła strumień energii w przestrzeń między nami i jeżą mi się włosy na karku. Ma ten rodzaj dynamizmu, który wszystko
przenika. Pamięć o niej wypełniła penthouse, zanim jeszcze postawiła w nim stopę. Kiedy tu zamieszkała, dom wokół niej ożył. Tak jak i sam pan
Black.
- Czy na najbliższe kilka tygodni masz zaplanowane coś, co mogłoby
przeszkodzić w zaproszeniu twojej rodziny na kolację? - Lily ma
charakterystyczny głos. Wysoki, z chrapliwym ciepłem. Patrząc na nią,
nikt by się nie spodziewał, że będzie mówić w ten sposób, ale gdy już
przemówi, nie można sobie wyobrazić, że będzie brzmiała inaczej. Nie
potrafię wychwycić jej akcentu. Nie daje żadnych wskazówek, kim może być
pod znakomitym przebraniem, które nosi z taką swobodą.
Każda okazja, jaką jej stworzyłem, by wyjawiła coś - cokolwiek - o sobie, została zignorowana. Lily nigdy nie mówi o swojej przeszłości,
nawet mimochodem. W latach, kiedy uważano ją za zmarłą, jej znajomi
mówili o niej jako o kobiecie głęboko zainteresowanej innymi osobami.
Teraz, kiedy ją poznałem, wiem, że zachęca ludzi do mówienia o sobie,
więc nie ma wiele sposobności, żeby robić to samo.
- Jestem do twojej dyspozycji, Setareh. - Mój pracodawca zwraca się do
żony tylko tym mianem, które znaczy "los" i "przeznaczenie". To
romantyczne, tak, i wymowne. Ponieważ nie zna jej prawdziwego imienia,
pozwala to na prawdę między nimi, a nie kłamstwo. - Zawsze.
Ciepło w głosie pana Blacka to coś, do czego wciąż się przyzwyczajam.
Lily wróciła zaledwie kilka miesięcy temu, ale w najbardziej
fundamentalny sposób zawsze tu była. Moim pracodawcą jest nieznajomy,
mężczyzna całkowicie odmieniony przez jej powrót.
Po latach patrzenia jak cierpi, jednocześnie głęboko opłakując swoją
ukochaną żonę, cieszę się, że w końcu jest szczęśliwy. Chcę wierzyć, że
miłość Lily do pana Blacka jest szczera, ale ona jest w stanie przyjąć
niezliczone osobowości i cechy, które są całkowicie sfingowane.
Nagle rozlega się dodatkowy głos, co oznacza, że włączyli telewizor w salonie. Lokalny dostawca telewizji kablowej zawsze jako domyślny
wybiera kanał pierwszy, który oferuje całodobowe, powtarzalne relacje z najnowszych wydarzeń. Potem dźwięk zostaje wyciszony i słyszę szelest
gazety.
Odważam się wyjrzeć zza drzwi i widzę doskonały obraz życia rodzinnego -
Lily siedzi na szafirowej sofie w krwistoczerwonym jedwabnym kimonie, a mój pracodawca spoczywa obok niej w czarnych jedwabnych spodniach i szlafroku. Ona ma podkurczone nogi, w ręku trzyma notes i długopis, a lśniące włosy zasłaniają jej twarz, gdy pisze. On siedzi blisko niej,
czytając wiadomości. Na ekranie telewizora nad kominkiem Valon Laska
wpatruje się w widzów z jednego ze swoich licznych zdjęć policyjnych.
Nie mogę się ruszyć, tak jestem wstrząśnięty widokiem tych trojga razem.
Na próżno czekam, aż Lily podniesie wzrok i zobaczy mężczyznę, o którym
mówiła, że nie był jej ojcem, ale dbał o jej dobro. Twierdziła, że
zabiłby jej męża, bo tego właśnie chciałaby od niego jej matka.
- Setareh... - Pan Black powoli odwraca głowę, aby na nią spojrzeć,
jakby trudno mu było przerywać czytanie. To pierwsza oznaka fałszu, bo
nie ma niczego, na co wolałby patrzeć bardziej niż na swoją żonę.
Podaje jej gazetę i ciężko wzdycha. Nie widzę jego twarzy, ale u niej
widać głębokie zaniepokojenie. Bierze gazetę, ale nie spuszcza z niego
wzroku.
- O co chodzi?
- Laska - odpowiada szorstko. - Wczoraj został zamordowany.
Lily wyraźnie sztywnieje. Idealnie wygięte łuki brwi unoszą się, gdy
zaczyna szybko czytać, przeskakując wzrokiem po słowach. Jego ręka
obejmuje jej ramię i przyciąga ją do siebie. To gest pocieszenia z powodu śmierci człowieka, który miał go zabić, tak jak zabił tylu
innych.
- Powiedziałabym, że ktoś wyświadczył światu przysługę - mówi w końcu
drżącym głosem.
W tych słowach nie ma emocji, ale papier gazety szeleści w jej drżących
palcach.
Pan Black opiera głowę o jej głowę i rzuca rozłożoną gazetę z powrotem
na otomanę.
- Rozumiem, że twoje uczucia są skomplikowane.
- Nie są skomplikowane. - Zerka na telewizor, ale reporter przeszedł już
do kolejnej sprawy, więc nie zobaczyła poprzedniej wiadomości. - To
ulga. Jesteś bezpieczny.
- Ty też i tylko to się liczy.
Cofam się i czekam chwilę, ciekawy, czy powie jej to, co wie. Kiedy ich
rozmowa wraca do planów kolacji, wychodzę po cichu, a mój pogląd znów
się zmienia.
Pan Black już wczoraj wiedział, co się wydarzyło - sam mu o tym
powiedziałem. I poinformował żonę o morderstwie w ten sposób, za
pośrednictwem gazety, z udawanym zaskoczeniem...?
Prasa wie bardzo niewiele z tego, co mnie jest wiadome o zabójstwie
Valona Laski. Zwłaszcza że kobieta odpowiedzialna za jego zadźganie
została sfotografowana, a działający pod przykrywką policjanci, którzy
go obserwowali, byli naocznymi świadkami jej obecności w miejscu
zbrodni. Zbudowałem sieć osób, które mogą mi pomóc w prawie każdym
zadaniu w służbie wielu pracodawców i z różnych powodów. Pan Black wie
dużo z tego, co ja wiem o tym morderstwie, ale nie podzielił się z żoną
szczegółami.
Co przed nią ukrywa? Że kobieta, która zabiła Laskę, jest do niej bardzo
podobna? Albo że jego źródła i wiedza są obszerne?
Jest głęboko zakochany w żonie, ale czyżby jej nie ufał? A może próbuje
ją chronić?
Niezwykła uroda Lily jest najmniej zabójczą z jej broni.
Robiąc powolny, kontrolowany wydech, zauważam, jak bardzo jestem
zdumiony zachowaniem pana Blacka. Gdybym nie wiedział, że jest inaczej,
uwierzyłbym, że dopiero teraz dowiedział się o zabójstwie Laski.
Siedzą tam razem, mąż i żona. Namiętni kochankowie i bratnie dusze,
których łączy wszystko oprócz szczerości.
Nagle doznaję olśnienia. Nie doceniłem mężczyzny, którego uczyłem, jak
prawidłowo siedzieć i jeść, jak się dobrze ubierać i jak postępować z autorytetem i rozmachem. Jego ojczymowi brakowało taktu i dojrzałości,
aby wychować dziecko innego mężczyzny. A matka skreśliła go, woląc się
skupić na wychowywaniu jego przyrodniego rodzeństwa.
Tylko że Kane Black odniósłby sukces ze mną lub beze mnie. Nie przypiszę
sobie zasług za jego inteligencję, ambicję czy naturalny magnetyzm.
Wiedział, że potrzebuje mentora, wyszukał go i dlatego jest bezpośrednio
odpowiedzialny za człowieka, w którego się ukształtował.
Gdzieś po drodze jednak nasz zawodowy dystans się skrócił i w końcu
całkowicie zniknął. Jest najbliższy synowi, jakiego kiedykolwiek będę
miał, i to sprawiło, że stał się martwym polem widzenia. Ale teraz to
dostrzegam.
Jest równie niebezpieczny jak jego żona.
4
4
Amy
- Chyba sobie ze mnie, kurwa, żartujesz? - Z otwartymi ustami gapię się
w telewizor w swojej sypialni. Pat Kiernan z NY1 właśnie podaje
najważniejsze informacje na temat zabójstwa Valona Laski. - No nie, to
niemożliwe.
Jakieś przekleństwo ciąży nade mną? Ktoś nie odebrał mi szczęścia przez
przypadek. Nie byłabym zaskoczona, gdyby Aliyah, moja wiedźmowata
teściowa, miała gdzieś w domu ołtarzyk z lalką voodoo, która wygląda jak
ja i ma powbijane szpilki albo inne cholerstwo.
Sprawy szły zbyt dobrze, więc powinnam była przygotować się na to, że
wszystko pójdzie w diabły. Kiedy potrzebowałam nowego klienta, pewien
dawny podniósł słuchawkę i do mnie zadzwonił. Pracuję nad kontem Laski,
rewitalizując kanały mediów społecznościowych dla restauracji, która
jest jednym z jego legalnych biznesów. Czy wiedziałam, że facet jest
przestępcą? Oczywiście, wszyscy to wiedzieli. Ale nigdy nie prosił mnie
o nic nielegalnego, nigdy nie negocjował obniżki mojego wynagrodzenia,
zawsze natychmiast płacił swoje faktury i wysyłał mi co najmniej
kilkanaście zleceń. Był idealnym klientem.
Kiedy zadzwonił kilka tygodni temu, byłam wniebowzięta. Jego kolejne
zlecenia pomogłyby mi ożywić moją firmę i odebrać ją Armandom. A teraz...?
Nagle gdzieś w moim wnętrzu budzi się rozbawienie i zwijam się ze
śmiechu. To naprawdę bardzo zabawne. Padam na podłogę, łzy ciekną mi z oczu, bo nie mogę przestać chichotać.
Nikt nie mówi, że sięgnięcie dna może być zabawne, ale to zależy od
perspektywy. W moim przypadku odkrycie, że spałam ze swoim szwagrem,
cholernie zmieniło mój punkt widzenia.
- Kiedyś już wspięłam się na szczyt - mówię do siebie zdyszana,
ocierając oczy. - Mogę znów to zrobić. I tym razem nikt mnie z niego nie
strąci.
Przez lata zapomniałam, że jestem w najlepszej formie, kiedy stawiam
czoło najgorszemu. Zapomniałam wiele rzeczy, także to, kim, kurwa,
jestem, i czego, do cholery, chcę. Wiem tylko, że mam dość siebie, i że
skończyłam z cierpieniem przez to.
Trzeźwość też zmienia perspektywę.
Coś jest nie tak...
Wstaję, odwracam się od telewizora i wracam do łazienki, aby dokończyć
szykowanie się do pracy. Mogę kierować swoją karierą. Mogę odnieść
sukces. A zwycięstwo zależy od dobrze rozegranych moich kart. Więc
zacznę od tego i będę pracować nad resztą życia.
Staram się skupić na jednej rzeczy naraz. Muszę, w przeciwnym razie nie
czułabym się, jakbym zaczynała wariować, ale od razu straciłabym
panowanie nad sobą. W ostatnich dniach spotkało mnie zbyt wiele
okropności.
W ciągu ostatnich kilku dni trzeźwości milion razy analizowałam w myślach katastrofalną serię zdarzeń, które wprowadziły mnie do rodziny
Armandów. To właśnie podczas mojego pierwszego biznesowego lunchu z Valonem Laską wiele lat temu dostrzegłam Kane'a i zostałam przez niego
dostrzeżona. Przez kilka godzin pieprzyliśmy się tak, jakby świat miał
się skończyć. W następnych dniach nie mogłam przestać o nim myśleć, ale
mnie olał. To powinien być koniec, ale postanowiłam poczekać na niego
przed budynkiem Crossfire, gdzie mieści się jego firma - Baharan
Pharmaceuticals - aby zaaranżować przypadkowe spotkanie.
Kiedy przez drzwi obrotowe wyszedł na ulicę, poczułam coś, co być może
błędnie zinterpretowałam jako radosne podniecenie. Kane jest tak wysoki
i doskonale umięśniony. Garnitury leżą na nim, jakby były przyszyte do
jego ponętnego ciała. Porusza się w sposób, który mówi, że jest
sportowcem, z siłą i elegancją, które sugerują witalność i męskość. Nie
zauważyłam Dariusa, który szedł obok niego, dopóki nie zostaliśmy sobie
przedstawieni. A kiedy prowadziłam uprzejmą rozmowę z jego bratem, aby
go uspokoić i mu zaimponować, Kane wsiadł do czekającego przy krawężniku
range rovera, a Witte odjechał, zabierając go.
To było druzgocące, zostać przekazaną w ten sposób innemu facetowi.
Pomyślałam, że uda mi się sprawić, by tego pożałował, więc zabrałam
Dariusa do domu i pieprzyłam się z nim do utraty zmysłów. Ale czy Kane'a to obchodziło? Ani trochę. I teraz muszę się zastanowić... Czy naprawdę
zrobiłam to z powodu Kane'a, czy dlatego, że chciałam poczuć się
pożądana po tym, jak zostałam tak całkowicie odrzucona? I przez jakiś
czas nie miało znaczenia, dlaczego skończyłam wtedy z Dariusem, ponieważ
byliśmy szaleńczo szczęśliwi. Dopiero dużo później dowiedziałam się o obsesji Kane'a na punkcie jego zmarłej żony Lily.
Kane mnie pieprzył, bo wyglądam jak ona, i na tym polega jego fiksacja.
Jak bardzo jest to chore? Powinno mnie całkowicie zniechęcić, jeśli
chodzi o niego. Na pewno cholernie mnie to dręczyło. To był punkt
zwrotny, kiedy zaczęłam radzić sobie z pożądaniem i nadmiernym
skupianiem się na Kanie.
Ale dlaczego? I dlaczego nie kwestionowałam, że zmieniam się w świruskę?
Wiedziałam, że coś jest nie tak, że nie czuję się sobą. Moje idealne
małżeństwo z idealnym mężem już nie wydawało się bezpieczne. We
wszystkim i wszystkich wyczuwałam... zagrożenie.
Terapeutka powiedziała mi, że mam problemy z porzuceniem przez ojca,
które zaburzają sposób, w jaki przetwarzam sprawy, ale czy nad tym
pracowałam? Nie. Po prostu ciągle chciałam od Kane'a trochę uznania, że
nie jestem jednorazowa, a jednocześnie odgradzałam się od Dariusa.
I upijałam się do nieprzytomności. Nie mogę zapomnieć o tej części.
Powiedziano mi również, że mam cały bagaż, którym obarczone są dzieci
alkoholików - impulsywność, przesadne reakcje, poczucie bycia ofiarą,
łatwość osądzania, chęć dogadzania innym, paranoję i mnóstwo innych
gównianych etykietek, które przyklejają ludziom, żeby pobierać
wygórowane opłaty za sesje terapeutyczne.
Przyglądam się sobie w łazienkowym lustrze. Podobieństwa, które Kane
dostrzegł między Lily a mną, zostały metodycznie wzmocnione. Moje
sięgające prawie do pasa włosy zostały przyciemnione, aby były dokładnie
zgodne z jej kolorem. Ciemnofioletowy jedwab biustonosza, który otula
moje małe piersi, to radykalna zmiana w stosunku do neutralnych,
złocistych kolorów, które nosiłam wcześniej.
Moja garderoba była kiedyś wzorowana według gustu mojej teściowej -
zawierała całkowicie neutralną paletę barw. Tak jak i sypialnia. Teraz
przybrały trochę gotyckiego luksusu w stylu Lily i penthouse'u. Ale
mieszkanie, które miałam przed ślubem z Dariusem, było urządzone w radosnych pastelach.
Kiedy zaczęłam nienawidzić siebie tak bardzo, że chciałam być
jakąkolwiek kobietą, tylko nie sobą?
Kim ja jestem? Już, kurwa, nie wiem.
- Nie jesteś ubrana - mówi Darius, wchodząc do mojej łazienki w grafitowym garniturze z krawatem w odcieniu jego jaskrawoniebieskich
oczu. Staje za mną i nasze spojrzenia spotykają się w odbiciu w lustrze.
Tylko Darius, Ramin i ich siostra Rosana mają te piękne tęczówki. U Kane'a są czarne jak węgiel. - Ale taką właśnie cię lubię - szepcze,
pochylając głowę, by pocałować mnie w ramię.
Zamykam oczy i wdycham zapach jego wody toaletowej, szukając w sobie tej
radości, którą kiedyś czułam, gdy skupiał się na mnie. Kiedy się od
siebie oddaliliśmy? Dlaczego do tego dopuściłam? Bo rodzice dali mi
mistrzowską lekcję autodestrukcji? A może to nie moja wina? Aby mieć
trwałe małżeństwo potrzeba dwojga ludzi.
Darius jest przystojny i wysportowany, to uosobienie wysokiego,
ciemnowłosego i przystojnego mężczyzny, chociaż nie jest tak wysoki jak
Kane. Pragnie mnie gorąco pomimo rozrywki, jaką zapewnia mu jego
asystentka. Jeszcze niedawno dotyk jego garnituru na mojej nagiej skórze
wywołałby natychmiastowe pożądanie, ale teraz, gdy wiem, że mnie
zdradza, czuję tylko wściekłość.
Otwieram lekko oczy, a krew wrze we mnie z gniewu.
- Kiedy zacząłeś pieprzyć swoją asystentkę?
Sztywnieje i kompletnie nieruchomieje. Jego klatka piersiowa unosi się
za moimi plecami, gdy bierze głęboki wdech, a spojrzenie spotyka się z moim w lustrze. Mięśnie szczęki ma napięte.
- Powtórz to.
- Od początku mnie zdradzałeś? - mówię szybko, zimnym tonem. - A może
czegoś mi brakuje?
Prostuje się i obraca mnie za ramiona.
- Dobrze rozumiem? Myślisz, że pieprzę Alice?
- Zaprzeczasz?
- Oszalałaś? Nie, nie rżnę się ze swoją asystentką. - Patrzy na mnie z gniewem, a kiedy milczę, mruży oczy w niebezpieczne szparki. - Zdaję
sobie sprawę, że dużo pijesz, ale myślałem, że wiesz, jak często pieprzę
ciebie, swoją żonę. Nie mam czasu ani energii wtykać go w kogoś innego.
W jego wściekłości jest agresja i wskazuje na poczucie zniewagi, a nie
zachowanie obronne.
- Jak to jest, że nigdy nie mogę się z tobą skontaktować w piątkowe
popołudnia? - prowokuję.
Unosi brwi.
- Mam regularne spotkania z matką. Amy, wiesz, że pracuję. Właśnie tak
dbam o ciebie i daję ci wszystko, czego pragniesz.
- Nie weszłam w to małżeństwo z niczym! - odparowuję ze złością. -
Odniosłam duży sukces, jeśli pamiętasz.
- Oczywiście, że pamiętam! Zakochałem się w kobiecie sukcesu i chciałem
zbudować z nią życie.
Głowa gwałtownie opada mi w tył i z sykiem wciągam powietrze przez zęby,
jakbym dostała cios. W rzeczy samej tak było.
- Trudno mi czuć się jak ta kobieta, kiedy twoja matka mnie usunęła i podważyła mój autorytet.
- Rozumiem i pracuję nad tym. Przecież wiesz.
Nienawidzę tego tonu, którym stara się mnie udobruchać, kiedy chodzi o jego matkę. Myślę o tym, jak ona ze mną rozmawia i jak mnie traktuje.
- To ona się wygadała, że mnie zdradzasz.
Darius znów sztywnieje. Przez chwilę stoi oniemiały.
- Co takiego?
- Słyszałeś. - Chcę skrzyżować ramiona, bo w bieliźnie czuję się zbyt
odsłonięta, co jest śmieszne. Nikt w moim życiu nie widział mnie nago
częściej niż Darius. Wpatruję się w niego, niepewna, jaka jest prawda.
Myślę, że znam tego mężczyznę, którego poślubiłam, ponieważ go kocham.
Ale przeczytałam umowę o fuzji, na mocy której moja firma zarządzająca
mediami społecznościowymi, Social Creamery, stała się spółką
kontrolowaną przez Baharan, szybko rozwijającą się korporację
farmaceutyczną. Wiem, że Darius jest zbyt inteligentny, aby przeoczyć
klauzulę wyjścia i inne znaczące informacje, które znalazłam. A gdyby
nie rozumiał terminologii prawniczej, zwykła rozmowa z Raminem, który
sporządził umowę, wystarczyłaby, żeby mieć świadomość naszych
możliwości. Darius musiał wiedzieć o tej klauzuli, ale temu zaprzecza.
- Amy. - Ściska moje ramiona. - Musisz być bardzo pewna takiego
oskarżenia.
- Wiem, kim jest twoja matka, Darius. To ty nie masz o tym pojęcia.
Dlaczego Ramin pomógł mi z tą umową? Dlaczego upiera się, że od ponad
roku mówi mi o klauzuli wyjścia? Dlaczego każdy z Armandów opowiada inną
historię? Wiem, że Aliyah i Darius są niewiarygodni. Możliwe, że Ramin
też. Przeleciał żonę brata, więc nie jest do końca godny zaufania.
Przełykam napływającą żółć. Nie mogę myśleć o swoim drugim szwagrze. Za
każdym razem, gdy to robię, przeraźliwy alarm zagłusza moje myśli i przyprawia mnie o mdłości.
- Amy...
- Jeśli chcesz, żebym ci uwierzyła, ty musisz uwierzyć mnie - mówię
stanowczo.
- Hej. - Przesuwa dłonie w górę moich ramion i we włosy. Jego przystojne
rysy łagodnieją w chwili, gdy mnie obejmuje. - Oczywiście, że ci wierzę
- uspokaja. - Jesteśmy ty i ja przeciwko całemu światu. Obiecaliśmy to
sobie.
Przywieram do niego, dotyk jego twardego ciała jest taki znajomy. Znów
przywołuję wspomnienia o tym, jacy kiedyś byliśmy, ale to, co czuję,
jest oderwane od tego, co pamiętam. Kolejne odcięcie, przez które mam
wrażenie, jakbym była kimś innym.
Coś jest nie tak...
Biorę głęboki wdech i mówię:
- Przepraszam, że nie byłam... sobą. Nigdy nie myślałam, że jestem kimś,
kto potrzebuje kariery, żeby wykazać swoją wartość, ale może tak jest. -
Przechylam głowę do tyłu, żeby na niego spojrzeć. Nie muszę się bardzo
starać, żeby wyglądać na przestraszoną i bezbronną, bo tak właśnie się
czuję, nawet jeśli jestem zdecydowana iść naprzód. - Nie mogę uwierzyć,
że nie wypracowałam jakiejś klauzuli wyjścia lub ukrytego sposobu na
wypadek, gdyby fuzja z Baharan nie wypaliła. Co za głupi błąd. Nie mogę
przestać pluć sobie w brodę.
- Kochanie. Nie. Nie możesz się za to obwiniać. - Przyciska usta do
mojego czoła. - Ja też się z tym zmagałem. Miałaś nadzieję, że ci
doradzę, a ja nawet o tym nie pomyślałem, bo jesteśmy rodziną, a wspólna
praca przez resztę życia była naszym zobowiązaniem wobec siebie.
Czyżby naprawdę nie wiedział? Czy to możliwe?
- Może jakiś prawnik mógłby przejrzeć umowę i znaleźć sposób, którego
nie braliśmy pod uwagę.
- Myślisz, że już tego nie próbowałem? - szepcze. - Kiedy przestałaś mi
ufać? Wiesz, że jesteś dla mnie wszystkim.
Jego dłonie głaszczą moje nagie plecy w górę i w dół, rozgrzewając
skórę, ale mój gniew jest tak lodowaty, że dostaję gęsiej skórki.
Zaczynam drżeć, powstrzymując chęć, by go odepchnąć, uderzyć i podrapać
paznokciami jego twarz, aby wszyscy mogli zobaczyć, że jestem gotowa
wyrwać się z tej kłamliwej, zdradzieckiej rodziny.
- Wyjdźmy gdzieś wieczorem - proponuje. - Od wieków nie byliśmy na
randce, a potrzebujemy tego. Ostatnio jesteśmy tak skupieni na pracy, że
straciliśmy z oczu to, co jest ważne.
Powoli, ostrożnie wypuszczam powietrze z płuc. To nie jest dobry moment,
by wywoływać konflikty. Tą przeklętą umową postawili mnie w sytuacji bez
wyjścia, dokładnie tak, jak chcieli.
- Świetny pomysł. Podoba mi się.
- Od razu zrobię rezerwację. - Znów mnie całuje. - Za ile będziemy mogli
wyjść?
- Niedługo - odpowiadam słodko, wygładzając klapy jego marynarki. - Będę
gotowa, zanim się obejrzysz.
Uśmiecha się.
- Poczekam w salonie.
Mój mąż wychodzi długimi, eleganckimi krokami. Gdy jest poza zasięgiem
wzroku, mój uśmiech znika. Złość płonie mi w żyłach niczym dobry
alkohol. Gniew daje siłę i przyjmuję go z radością.
Myślę, że Aliyah zachęciła Dariusa, żeby się ze mną ożenił. Zawsze
uważałam, że to ona zasugerowała włączenie Social Creamery do Baharan.
Moja teściowa jest cwana. Widocznie zdawała sobie sprawę, że raczkująca
Baharan potrzebuje bezpośredniego dostępu do konsumenta. Koszty
zatrudnienia przedstawicieli handlowych, którzy mieliby zachęcać
lekarzy, są zaporowe. Znacznie taniej jest stworzyć portal internetowy,
za pośrednictwem którego lekarze przepisujący leki i szukający łatwych
pieniędzy mogą konsultować się z pacjentami online i wysyłać leki
pocztą. Wymaga to jednak zwabienia konsumenta do portalu, co jest moją
specjalnością.
Weszłam w pułapkę Armandów z uśmiechem, myśląc, że staną się rodziną,
której zawsze pragnęłam. Dawno temu zostawiłam swoich rodziców,
psychicznie zaburzonych alkoholików, ku obopólnej uldze. Nigdy nie
chcieli mieć dziecka i zawsze traktowali mnie jak darmozjada.
Aliyah przejęła moją firmę poprzez fuzję. Zarządzała nią tak, że
doprowadziła do ruiny, ale jestem pewna, że celowo. Teraz, gdy ją znam,
myślę, że nigdy nie chciałaby mieć udziału w biznesie, który pomaga
innym firmom odnieść sukces. Wszyscy na świecie są dla niej konkurencją.
Chciała specjalistycznej wiedzy i całkowitej kontroli, i dostała to.
I Darius. Ograniczał mnie, aż w końcu siedziałam sama w naszym
mieszkaniu, a moimi jedynymi prawdziwymi przyjaciółmi były kolorowe
karafki na wózku barowym, mój dom był sprzątany i posiłki przygotowywane
przez gospodynię, z którą nie mogę się porozumieć, bo mówimy różnymi
językami, a moim jedynym celem było służenie jako obiekt do zaspokajania
żądzy mojego męża. Nigdy nie byłam dla nikogo niczym poza ładnym
opakowaniem do ruchania. Nie mam uczuć ani umysłu.
Czy nie będą zaskoczeni, gdy się zorientują, że naprawdę mam rozum i talent do małej zemsty? Aliyah też jest w tym dobra, ale chodzi na
palcach wokół swoich dzieci. Nic nie stoi mi na przeszkodzie poza mną
samą.
Otwieram dolną szufladę toaletki i wyciągam półlitrową butelkę wódki,
którą trzymam owiniętą w czepek prysznicowy. Ślinka mi cieknie, gdy na
nią patrzę, a palce głaszczą chłodne szkło. Chcę odkręcić nakrętkę i pociągnąć tęgi łyk, wiedząc, jak dobrze się poczuję, gdy trafi do mojego
brzucha. Wykonałam godną pochwały pracę, odzwyczajając się od alkoholu,
ale nie to mnie teraz powstrzymuje.
Nie ufam już, że mogę przełknąć cokolwiek w tym mieszkaniu, nie po
tamtej nocy u Ramina. Mogę popełnić wiele okropnych rzeczy, ale zdrada
do nich nie należy. Monogamia i wierność to dla mnie dwie podstawowe
wartości. Nigdy nie złamałabym tych zasad, nawet będąc pijana w sztok.
Coś jest cholernie nie tak!
Muszę zainstalować kamery, które kupiłam dawno temu, i dobrze je ukryć.
Początkowo planowałam monitorować, co się dzieje, gdy tracę przytomność,
ale teraz chcę obserwować wszystkich innych. Moją gospodynię, gości, a nawet męża - mężczyznę, który właśnie skłamał mi prosto w twarz tak
przekonująco, że trudno mu nie wierzyć, nawet gdy znam treść umowy o fuzji tak dobrze, jak teraz.
Moje utraty pamięci i niewytłumaczalne zachowanie nie są wywołane
alkoholem. Pamiętam, jak stałam w mieszkaniu Ramina i czułam się jak
pasażerka w czyimś ciele... czyimś życiu. Wtedy pomyślałam, że oni muszą
jakoś wypaczać mój umysł, a im dłużej to trwa w ciągu ostatnich kilku
lat, tym bardziej jestem pewna, że albo jestem odurzana, albo poddawana
gaslightingowi, a może jedno i drugie, i dopóki nie przestanę pić, nie
mogę niczego wykluczyć.
Zanim zmienię zdanie, odkręcam nakrętkę i wylewam pozostałości z butelki
do odpływu. Zapach jest jednocześnie odpychający i kuszący. Opary zdają
się zalewać moje zmysły, przebiegając wnętrzności gwałtownym dreszczem.
Płuczę butelkę i chowam z powrotem. Muszę pamiętać, żeby ją wyrzucić,
kiedy będę mogła podejść do kosza na śmieci niezauważona. To mój
cholerny dom, ale zawsze czułam się tu jak gość.
Prostując się, znów widzę siebie w lustrze. Odchylam ramiona w tył i unoszę głowę. Zieleń moich oczu jest ciemniejsza niż u Lily, bardziej
szmaragdowa, mniej jadeitowa. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam jej
fotografię wiszącą na ścianie u Kane'a, pomyślałam, że młodość i orgazmiczny blask dały jej lekką przewagę nade mną. Potem spotkałam ją
osobiście i zdałam sobie sprawę, że ta przewaga jest ogromna. Blask,
którym ona lśni, wyraża bogactwo i klasę.
Pracuję nad swoimi niedoskonałościami. Zmniejszyłam przewagę Lily.
Przedtem byłam jej bladą imitacją, ale wkrótce będę w stanie jej
dorównać.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki