p
Wstęp
Czy twój szef to psychopata? A kolega z biura obok? A może właścicielka
firmy, w której pracujesz? Czy wśród twoich klientów mogą być
psychopaci? Albo dostawców? Istnieje szansa co najmniej 1 do 20, że w twoim miejscu pracy jest psychopata. Możesz uważać, że praca w zawodzie
opiekuńczym (na przykład pielęgniarstwie czy edukacji), w organizacji
non profit albo w firmie z misją "zbawiania świata" daje ci przed nimi
ochronę. Niestety nie. Psychopaci są wszędzie.
Nie mówię o osobach z psychozą, czyli zaburzeniem psychicznym
powodującym urojenia i paranoję. Mam na myśli psychopatów, ludzi
pozbawionych empatii, których nie obchodzi, czy żyjesz czy umrzesz, o ile tylko mogą coś na tobie zyskać. Słowo "psychopata" może się kojarzyć
z seryjnymi mordercami albo brutalnymi przestępcami, ale rzeczywistość
bywa o wiele subtelniejsza i bardziej podstępna.
Psychopata może zajmować w pracy właściwie każde stanowisko. Może być
twoim szefem, kolegą z zespołu, dostawcą albo klientem. Trudno go
rozpoznać, a jego obecność potrafi mieć poważne konsekwencje zarówno dla
twojego życia zawodowego i prywatnego, jak i dla całej firmy, w której
pracujesz.
Możesz mieć naturalny opór przed nazwaniem kogoś psychopatą. Nie chcesz
używać tego słowa, bo kojarzy ci się z mordercami czy gwałcicielami.
Poza tym skoro sięgnąłeś po tę książkę, jesteś normalną osobą (kimś, kto
ma empatię), a osoby empatyczne z natury chcą ufać innym. I właśnie ta
niechęć do przypinania etykiet staje się słabością, którą psychopaci
umieją znakomicie wykorzystać.
Nie rozpoznasz ich jako psychopatów, bo mają wiele cech wspólnych z ludźmi, których podziwiamy -?gwiazdami rocka, celebrytami z Instagrama,
osobami, które w świetle reflektorów zdobyły majątek i sukces. Nie
rozpoznasz ich także dlatego, że działy HR, psychologowie i różni
"specjaliści od samopomocy" posługują się całą lawiną określeń na to, co
w gruncie rzeczy jest zachowaniem typowym dla psychopatów. Mówi się o mobberach, narcyzach, socjopatach, manipulatorach, mrocznych empatach
albo po prostu złych szefach. Ale wszystkie te etykiety opisują jedną i tę samą cechę, która jest źródłem problemu: brak empatii.
Nie rozpoznasz ich też jako psychopatów, bo na początku potrafią cię
całkowicie oczarować. Z czasem jednak ich prawdziwa natura może się
ujawnić poprzez szereg destrukcyjnych zachowań. Zaczynają kontrolować
każdy aspekt twojej pracy. Przypisują sobie zasługi za twoje sukcesy, a winą obarczają cię przy swoich porażkach. Wprowadzają atmosferę
tajemniczości -?nikt nie zna całej prawdy o żadnej sprawie. Tworzą grupy
wybrańców i outsiderów, które wykorzystują do zastraszania i upokarzania
jednostek, podczas gdy reszta grupy odwraca wzrok. Wszystko to podkopuje
twoją pewność siebie i niszczy zaufanie do współpracowników. Na początku
możesz tłumaczyć ich zachowanie stresem, natłokiem obowiązków czy
lękiem. Możesz nawet obwiniać siebie, nieustannie próbując się poprawić
w nadziei, że w ten sposób ich zadowolisz. Tymczasem szkody, jakie
wyrządzają, mogą być zarówno osobiste, jak i katastrofalne dla zespołu,
organizacji czy firmy, w której pracujesz, ponieważ podważają zaufanie i niszczą współpracę -?dwa kluczowe filary sukcesu i przetrwania grupy.
W tej książce wyruszymy w podróż po ukrytym świecie psychopatów w miejscu pracy. Przyjrzymy się ich taktykom, sposobom, w jakie osiągają
sukces, oraz strategiom, które pozwolą ci chronić siebie i swoją
organizację. Przeanalizujemy typowe zachowania psychopatów i pokażemy,
jak je rozpoznać oraz jak skutecznie radzić sobie z ich wpływem.
Przyjrzymy się bliżej życiu niektórych znanych liderów, takich jak
"Chainsaw" (Piła Łańcuchowa) Al Dunlap, Donald Trump czy Steve Jobs, aby
pokazać, jak brak empatii staje się oczywisty, gdy wiadomo, na co
zwracać uwagę. Zobaczymy też świat oczami psychopaty dzięki filmom
Ricky'ego Gervaisa, by przekonać się, jak naiwny może on się im wydawać.
Przedstawię ci także tezy Kenta Kiehla, psychologa, który poświęcił
życie badaniu mózgów psychopatów i udowodnił, dlaczego nie da się ich
zastraszyć. Odwiedzimy Mendota Juvenile Treatment Center w Wisconsin -
więzienie, w którym "strażnikami" są psychologowie i które pokazuje, że
psychopatów można kontrolować. Wreszcie zajrzymy do nietypowego świata
teorii gier, by sprawdzić, czy psychopaci podejmują inne decyzje niż
reszta z nas, gdy stają przed scenariuszem życia i śmierci.
Choć wszystko to daje nam pewne wyobrażenie o ich zachowaniu, aby
naprawdę zrozumieć psychopatę, musimy spojrzeć na świat jego oczami. W tym celu przeniesiemy się do fikcyjnego uniwersum Stephanie, Alice,
Scotta i Jasmine, aby zobaczyć typowe miejsce pracy z punktu widzenia
psychopaty oraz osób go otaczających. Przyjrzymy się tym samym
wydarzeniom z perspektywy psychopaty, jego głównej ofiary, obserwatorów
oraz pracodawców. Dzięki temu lepiej zrozumiemy, jak wygląda świat dla
kogoś całkowicie pozbawionego empatii, i zobaczymy, jakie ogromne szkody
taka perspektywa wyrządza innym. Zobaczymy, jak psychopata niszczy życie
niemal wszystkich, których spotyka, nie mając przy tym żadnego wielkiego
planu -?poza tym, by dziś było mu choć trochę lepiej niż wczoraj.
Przekonamy się też, jak niektórzy współpracownicy stają się jego
ofiarami, jak inni potrafią się przed tym uchronić oraz jak całkowicie
nieświadomy jest tego szef.
W gruncie rzeczy najlepszą obroną przed psychopatą w pracy jest dobrze
zarządzana firma, która potrafi skutecznie go ograniczyć albo usunąć.
Jeśli zrozumiesz zagrożenia, jakie niosą psychopaci, i nauczysz się na
nie reagować, możesz nie tylko chronić własne dobro, ale też zapewnić
długotrwały sukces i stabilność organizacji, w której pracujesz.
Wyruszmy więc razem w tę podróż, odkrywając skomplikowany świat
kameleonów wśród nas -?ukrytych psychopatów w twoim miejscu pracy.
1. Kameleony wśród nas
1
Kameleony wśród nas
Psychopaci w historii
W sierpniu 1941 roku J. Edgar Hoover, pierwszy dyrektor Federalnego
Biura Śledczego (FBI), został poinformowany, że Japończycy planują atak
na Pearl Harbor jeszcze w tym samym roku. Otrzymał dwie wiarygodne
informacje, które dokładnie wskazywały, jak miał się odbyć atak. Jednak
Hoover nie ufał osobie, która mu je przekazała, i zamiast natychmiast
powiadomić amerykańskie wojsko, postanowił pochwalić się swoimi
zdolnościami śledczymi, udostępniając tylko część danych. Niestety
pominął informacje dotyczące Pearl Harbor.
Cztery miesiące później, w niedzielę 7 grudnia o godzinie 7.48, 353
samoloty wystartowały z sześciu lotniskowców japońskiej marynarki
wojennej i zaatakowały amerykańską flotę zakotwiczoną w Pearl Harbor na
Hawajach. W ciągu 90 minut zginęło 2403 amerykańskich żołnierzy, 21
okrętów US Navy zostało zatopionych lub poważnie uszkodzonych, a ponad
300 samolotów bojowych zniszczono lub uszkodzono.
Osobą, która dostarczyła Hooverowi kluczowe informacje, był Duško Popov,
urodzony w Jugosławii podwójny agent pracujący zarówno dla brytyjskiego,
jak i niemieckiego wywiadu. Popov zdołał przeniknąć do najwyższych
szczebli Abwehry, niemieckiego wywiadu wojskowego, i przez całą wojnę
dostarczał cenne informacje Brytyjczykom. Otrzymał kryptonim "Tricycle"
("Trójkołowiec") ze względu na swoje zaangażowanie w trójstronny
szpiegowski układ.
Popov dostał zadanie gromadzenia informacji o możliwościach i systemach
obronnych US Navy, szczególnie na Hawajach. Niemcy dzielili się tymi
danymi ze swoimi japońskimi sojusznikami, którzy przygotowywali się do
niespodziewanego ataku na amerykańską Flotę Pacyfiku. Popov przekazał
zebrane informacje swoim brytyjskim przełożonym, którzy natychmiast
powiadomili Amerykanów, a następnie zaaranżowano tajne spotkanie z FBI.
Jedną z pierwszych rzeczy, które Popov powiedział FBI, było to, że Pearl
Harbor zostanie zaatakowane przed końcem roku. Miał dwa dowody
potwierdzające tę informację. Pierwszym był komunikat niemieckiego
attaché lotniczego w Tokio, raportujący o podróży, którą odbył wraz z japońskimi oficerami marynarki wojennej do Tarentu we Włoszech.
Raport pokazywał, że japońscy oficerowie byli niezwykle zainteresowani
każdym szczegółem dotyczącym brytyjskiego ataku z listopada 1940 roku,
który praktycznie wyłączył z walki włoską marynarkę. Brytyjski
lotniskowiec "Illustrious", wyposażony w zaledwie 21 przestarzałych
dwupłatowych samolotów torpedowych Swordfish, zadał włoskiej flocie
druzgocący cios, gdy ta stała zacumowana w zatoce Tarentu. Do tamtego
czasu uważano, że torpedy zrzucane z samolotów nie nadają się do użycia
na płytkiej wodzie. Brytyjczycy znaleźli jednak sposób, by je
zastosować, i efekt okazał się spektakularny. W praktyce usunęli włoską
marynarkę jako zagrożenie na Morzu Śródziemnym.
Atak na Tarent trafił w listopadzie 1940 roku na pierwsze strony
amerykańskich gazet. Zarówno "New York Times", jak i "Washington Post"
publikowały obszerne analizy pokazujące, jak potężne straty włoska flota
poniosła od uderzenia z powietrza, stojąc bezbronnie w porcie. Szef
Operacji Morskich USA potraktował to ostrzeżenie poważnie i napisał do
dowódcy w Pearl Harbor, admirała Richardsona, wspominając o Tarencie i prosząc o zamontowanie sieci przeciwtorpedowych. Richardson odmówił,
uznając atak za mało realny, i twierdził, że płytka zatoka sama w sobie
stanowi wystarczającą ochronę1. W kolejnych miesiącach
amerykańscy attaché morscy na brytyjskich okrętach wciąż raportowali o nowych udoskonaleniach torped, które sprawiały, że płytkie wody
przestawały być skuteczną barierą. Te raporty trafiały do Biura Wywiadu
Marynarki Wojennej USA, ale żadnych zaleceń wynikających z tych
informacji nigdy nie wprowadzono w życie.
Drugim dowodem był zestaw pytań od japońskiego wywiadu dotyczących Pearl
Harbor, które Popov otrzymał za pośrednictwem Abwehry2.
Japończycy chcieli poznać szczegóły na temat pogłębiania dna, głębokości
wody, istnienia i rozmieszczenia sieci przeciwtorpedowych, a także
lokalizacji i możliwości trzech lotnisk w pobliżu amerykańskiej bazy
marynarki. Niemcy uznali i przekazali Popovowi, że Japonia planuje
powtórzyć atak torpedowy na płytkich wodach, podobny do tego, który
Brytyjczycy przeprowadzili w Tarencie, tyle że wymierzony w zakotwiczoną
flotę USA w Pearl Harbor.
Popov był znany z życia w stylu playboya, co paradoksalnie pomagało mu w pracy podwójnego agenta. Pochodził z bogatej i wpływowej
jugosłowiańskiej rodziny, lubił luksus, szybkie samochody i jeszcze
szybsze kobiety. Jego urok osobisty i charyzma sprawiały, że swobodnie
obracał się w towarzystwie elit i wyższych sfer, to z kolei czyniło go
wyjątkowo skutecznym szpiegiem.
Styl życia Popova jako playboya przyczynił się także do powstania jednej
z najsłynniejszych postaci literackich XX wieku -?Jamesa Bonda. Na
początku 1941 roku Ian Fleming, wówczas pracownik brytyjskiego wywiadu,
obserwował Popova w kasynie w neutralnej Portugalii. Widział, jak z wprawą gra przy stole ruletki, rozmawia z informatorami i bez wysiłku
zdobywa sympatię eleganckich kobiet. Owo spotkanie prawdopodobnie
wpłynęło na to, jak Fleming sportretował Bonda w swojej powieści Casino
Royale.
Tymczasem Hoover nie znosił tego "bondowskiego" stylu bycia Popova i po
prostu mu nie ufał, mimo że MI6 potwierdzało jego wiarygodność. W rezultacie nie przekazał ostrzeżenia dalej. Owszem, poinformował wojsko,
że przesłuchał Popova, ale skupił się wyłącznie na tym, że agent
wykorzystał niemiecką technologię mikrokropek do zapisania japońskich
pytań. Nie wspomniał natomiast o samych pytaniach ani o tym, co Popov
faktycznie powiedział. Nie powiedział też o tym, że Japończycy prosili o szczegółowe informacje o obronie Pearl Harbor.
Gdyby Hoover przekazał tę wiedzę, mogłaby ona zamienić niejasne
podejrzenia w pewność wśród decydentów marynarki wojennej. Była to
tragiczna i bardzo kosztowna porażka wynikająca z braku zaufania.
Dlaczego ktoś miałby tak bardzo nie ufać drugiemu człowiekowi, że
zaryzykował zniszczenie amerykańskiej floty i śmierć tysięcy żołnierzy?
Dlaczego miał kontrolować przepływ informacji? I dlaczego ważniejsze
było dla niego pochwalenie się własnymi osiągnięciami niż ostrzeżenie
marynarki?
1
Po wyzdrowieniu z raka jądra ówcześnie niemal nieznany amerykański
kolarz szosowy Lance Armstrong wygrał siedem kolejnych Tour de France w latach 1999-2005. Wcześniej odnosił jedynie pojedyncze zwycięstwa
etapowe w tym 21-etapowym wyścigu; raz w 1993 roku, kiedy go nie
ukończył, i ponownie w 1995 roku, kiedy zajął 36. miejsce w klasyfikacji
generalnej. Sam fakt zwycięstwa, nie mówiąc już o wygranej siedem razy z rzędu, przyciągnął ogromną uwagę. Armstrong stał się amerykańskim
bohaterem. Wygrał z nowotworem, założył fundację wspierającą osoby chore
na raka i był charyzmatycznym, pełnym uroku ambasadorem kolarstwa.
Jednak z czasem ta maska zaczęła opadać.
W październiku 2012 roku Amerykańska Agencja Antydopingowa (USADA)
oskarżyła Armstronga o prowadzenie rozległego systemu dopingowego oraz
stosowanie środków zwiększających wydolność organizmu. W raporcie
stwierdzono, że Armstrong uczestniczył w "najbardziej wyrafinowanym,
profesjonalnym i skutecznym programie dopingowym, jaki sport
kiedykolwiek widział"3. Armstrong zaprzeczał zarzutom, ale nie
kwestionował postawionych mu oskarżeń. Po ich potwierdzeniu przez
Międzynarodową Unię Kolarską został pozbawiony wszystkich zwycięstw od
1998 roku, w tym brązowego medalu zdobytego na igrzyskach w Sydney w 2000 roku, i na stałe wykluczony ze sportu. W wywiadzie udzielonym Oprah
Winfrey w 2013 roku Armstrong przyznał się do dopingu. Tymczasem przez
większość z poprzednich 15 lat poświęcał czas na niszczenie życia
każdemu, kto sugerował, że stosuje niedozwolone środki.
W 2003 roku, gdy masażystka zespołu Emma O'Reilly powiedziała
dziennikarzowi Davidowi Walshowi, że Armstrong stosuje doping, ten
publicznie nazwał ją "alkoholową dziwką" i pozwał do sądu4. Presja
związana z procesem oraz rozgłos medialny doprowadziły do rozpadu jej
małżeństwa. Wcześniej, w 2001 roku, gdy były zwycięzca Tour de France
Greg LeMond wyraził wątpliwości co do uczciwości Armstronga, ten
odpowiedział mu, że znajdzie 10 osób, które zeznają, że to LeMond
stosował doping. Żona LeMonda później zeznała w sądzie, że Armstrong
zaoferował jednemu z jego kolegów z drużyny 300 tysięcy dolarów, by ten
potwierdził, że widział LeMonda używającego niedozwolonych środków.
Według Frankiego Andreu, przyjaciela Armstronga i byłego kolarza, oraz
jego żony Betsy Armstrong przyznał swojemu onkologowi, że stosował
doping podczas leczenia nowotworu. Betsy twierdzi, że była przy tym
obecna. Kiedy przekazała tę informację Davidowi Walshowi do jego książki
L.A. Confidential z 2004 roku, stała się celem publicznych ataków ze
strony Armstronga, który nazywał ją "zwariowaną suką" i "psycholką", a nawet pozwał za zniesławienie.
W 2011 roku olimpijski mistrz i były kolega Armstronga z drużyny Tyler
Hamilton przyznał się do stosowania dopingu i oskarżył Armstronga o to
samo. Kiedy Hamilton został świadkiem w federalnej sprawie przeciwko
Armstrongowi dotyczącej oszustw wobec sponsora jego zespołu,
amerykańskiej poczty, zeznał, że Armstrong zaatakował go w barze i zagroził mu: "Kiedy staniesz na mównicy, całkowicie cię
rozpierdolimy5. Będziesz wyglądał jak idiota. Uczynię
twoje życie istnym piekłem".
Kiedy Winfrey poruszyła temat jego długiej historii procesów,
publicznych ataków i zastraszania, Armstrong wyjaśnił, że wszystkie te
groźby, przemoc psychiczna i próby dominacji były jedynie sposobem na
kontrolowanie narracji6. Chciał po prostu "podtrzymać historię
i ukryć prawdę". Wygląda na to, że w ogóle nie myślał o tym, jak bardzo
krzywdzi innych. W wywiadzie dla BBC w 2015 roku przyznał, że gdyby
nadarzyła się okazja, "prawdopodobnie zrobiłby to jeszcze raz"7.
Przez niemal całą swoją karierę Armstrong kłamał w sprawie dopingu. Gdy
jego kłamstwa były podważane, bezwzględnie atakował i często niszczył
tych, którzy mówili prawdę. I najwyraźniej nie odczuwał przy tym żadnej
skruchy. Dlaczego ktoś może mieć tak bezduszny stosunek do prawdy?
Dlaczego nie obchodzi go, jak bardzo rani innych? I jak można nie poczuć
żadnej winy za niszczenie tylu ludzkich żyć i reputacji?
2
Ta książka opowiada o ewolucyjnym relikcie, który wciąż żyje wśród nas.
Możecie znać ich jako mikrozarządców, prześladowców, narcyzów,
makiawelicznych manipulatorów, osoby aspołeczne, toksycznych ludzi czy
socjopatów. Ja wolę nazywać ich psychopatami. Ale bez względu na to, jak
ich nazwiemy, nie są tacy jak my -?przynajmniej nie w tym sensie.
Ewolucja ich ominęła. Brakuje im kluczowego połączenia w mózgu. Są
ludźmi w wersji 1.0 żyjącymi wśród ludzi wersji 2.0. Ci drudzy mają
wbudowaną empatię. Psychopaci jej nie mają.
Historie Hoovera i Armstronga pokazują, czym jest brak empatii. Warto
wyjaśnić, że empatia to nie to samo co współczucie i nie ewoluowaliśmy
po to, by być mili -?to jedynie przyjemny efekt uboczny. Empatia pozwala
nam ufać innym i troszczyć się o nich. Dzięki niej potrafimy
współpracować. A kiedy współpracujemy, zamiast samotnie walczyć z tygrysem w dżungli, stajemy się zespołem wyspecjalizowanych jednostek
działających razem. Nie jesteśmy już tylko "chodzącym mięsem", stajemy
się drapieżnikiem na szczycie łańcucha pokarmowego. Ludzie obdarzeni
empatią z natury ufają innym i biorą pod uwagę skutki swoich działań
wobec nich.
Znany amerykański miliarder i guru inwestycyjny Warren Buffett
powiedział kiedyś: "Zaufanie jest jak powietrze, którym oddychamy. Kiedy
jest obecne, nikt go nie zauważa. Ale gdy go brakuje, wszyscy to
odczuwają". Na przykład jeśli współpracownik odmawia podania ci kontaktu
do potencjalnego klienta, w rzeczywistości mówi ci, że nie ufa ani
tobie, ani organizacji. Może się obawiać, że przypiszesz sobie zasługi
za jego pracę albo przejmiesz całą relację, wykluczając go z procesu.
Taki brak zaufania szkodzi zarówno tobie, jak i współpracownikowi, a także całej organizacji. A gdy tego typu sytuacje powtarzają się setki,
a nawet tysiące razy w codziennych kontaktach, zdolność organizacji do
skutecznego działania zostaje poważnie osłabiona.
Jeśli możesz zaufać swojemu zespołowi, że przypisze zasługi tam, gdzie
trzeba, będziesz chętniej dzielić się wartościowymi informacjami, a nikt
nie będzie tracił czasu na szukanie rozgłosu. Zespół oparty na wzajemnym
zaufaniu potrafi rozwiązywać nieuniknione konflikty, zanim przerodzą się
one w trwałe źródło podejrzeń i napięć. W organizacjach, w których
panuje wysoki poziom zaufania, pracownicy mają dużą autonomię, a badania
pokazują, że przekłada się to zarówno na większą motywację, jak i efektywność8. I trudno się temu dziwić: jeśli wiesz, że
szef ufa, że wykonasz swoje zadania, nie tracisz czasu na ciągłe
uzasadnianie swoich decyzji. Zespół, któremu się ufa, sam wskaże obszary
wymagające poprawy. Natomiast zespół pod ciągłą mikrokontrolą zachowuje
swoje pomysły dla siebie z obawy, że zostanie uznany za sprawiający
problemy. Gdy ufasz innym członkom zespołu, że wykonają swoją część
pracy, nie musisz nieustannie sprawdzać, czy wywiązują się ze swoich
obowiązków. Zaufanie pozwala po prostu skupić się na zadaniach.
Osoba, której empatia działa prawidłowo, zaufałaby Dušce Popovowi.
Owszem, był podwójnym agentem, ale MI6 tego nie ukrywało -?przedstawiono
go FBI i liczono się z nim. Dostarczył Hooverowi ważne informacje, które
potwierdzały dane, jakie marynarka USA już posiadała. Gdyby te
informacje zostały przekazane dalej, amerykańska flota mogłaby wypłynąć
w morze albo zabezpieczyć się sieciami przeciwtorpedowymi. Japończycy
mogli nawet zrezygnować z ataku, a przynajmniej jego skutki byłyby o wiele mniej dotkliwe. Tymczasem Hoover bardziej dbał o to, by wszystkim
opowiadać, jak błyskotliwie rozszyfrował nową niemiecką technologię
mikrofilmów, niż o przekazanie informacji zdobytych przez Popova.
Normalna osoba nie wybrałaby własnej drobnej korzyści kosztem ryzyka
śmierci tysięcy ludzi. Hoover jednak nie był człowiekiem normalnym. Był
paranoicznym narcyzem, uzależnionym od pochlebnej uwagi opinii
publicznej. Co kluczowe -?nie wierzył w zaufanie. Jak zauważył jeden z jego współpracowników: "Hoover nie ufał nikomu, na kogo nie miał
haka"9.
Hoover wierzył, że jedynym powodem, dla którego ludzie cokolwiek robią,
jest przymus. Słynął z tego, że miał teczki na każdą wpływową
osobę10. To właśnie ta siła nacisku pozwoliła mu utrzymać
stanowisko dyrektora FBI od momentu powstania Biura w 1924 roku aż do
śmierci w 1972 roku, kiedy miał 77 lat. Nawet John F. Kennedy, który
szczerze nienawidził Hoovera, mianował go ponownie dyrektorem, bo
wiedział, że Hoover zebrał szczegółowe materiały na temat jego
seksualnych wybryków11. Kiedy Richard Nixon próbował pozbyć się
Hoovera podczas prywatnego spotkania, ten drugi wyszedł z niego nie
tylko z zachowanym stanowiskiem, ale także podwyższonym budżetem dla
FBI12. Jednocześnie Edgar nie miał żadnych haków na Popova, nie
miał jak nim manipulować, więc automatycznie założył, że Popov robi
dokładnie to, co sam zrobiłby na jego miejscu -?czyli kłamie.
W dokumencie ESPN z 2020 roku Betsy Andreu powiedziała o Lansie
Armstrongu: "Myślę, że do dziś nie rozumie, jak bardzo skrzywdził
ludzi13. Myślę, że po prostu go to nie obchodzi". Osoba z normalnie działającą empatią nie zniszczyłaby życia swoim przyjaciołom
tylko po to, żeby podtrzymać kłamstwo, o którym sama wie, że jest
kłamstwem. A nawet gdyby tak się stało, ktoś empatyczny odczuwałby żal,
poczucie winy i próbowałby naprawić wyrządzone szkody. Brak empatii
sprawia, że człowiek nie jest w stanie naprawdę się wczuć w sytuację
drugiej osoby. Nie potrafi poczuć bólu, jaki powoduje. To nie kwestia
tego, że mu nie zależy, on po prostu nie jest do tego zdolny.
Hoover trzymał cały kraj w szachu, byle tylko utrzymać swoją pozycję.
Żaden koszt, nawet Pearl Harbor, nie był dla niego zbyt duży. Armstrong
wyrządził brutalne i trwałe szkody ludziom wokół siebie, by utrzymać
status najlepszego kolarza świata. Wiele osób uznałoby takie zachowania
za czyste zło. Ale jeśli naprawdę chcemy przetrwać kontakt z psychopatą,
musimy spojrzeć na jego działania z innej perspektywy.
3
Chcę, żebyś zajrzał do głowy psychopaty. Żebyś zobaczył świat tak, jak
on go widzi. Wyobraź sobie, że inni ludzie są jak tanie krzesło.
Istnieją tylko po to, żeby ci służyć. W ogóle nie interesuje cię, w jakim są stanie. Nie obchodzi cię, co "o tobie myślą". Kiedy krzesło
przestaje spełniać swoją funkcję, po prostu je wyrzucasz i bierzesz
kolejne. A jeśli akurat potrzebujesz drewna na opał, bez zastanowienia
rozkładasz je na części. Nie ma tu wyjątków. Matka, żona, przyjaciele,
przypadkowi ludzie -?wszyscy są traktowani tak samo. Trzymasz ich przy
sobie tylko tak długo, jak są ci do czegoś potrzebni. A gdy przestają
być użyteczni, pozbywasz się ich bez skrupułów.
Nie uważasz się za złego człowieka tylko dlatego, że tak myślisz. Nie
masz w sobie żadnego wewnętrznego głosu, który by cię powstrzymywał. Nie
czujesz wyrzutów sumienia ani wstydu. Działasz wyłącznie we własnym
interesie i robisz wszystko, co może przynieść ci korzyść. Szkody
wyrządzone innym obchodzą cię tylko wtedy, gdy jakoś utrudniają ci
życie. Wiesz, że inni ludzie nie patrzą na świat w ten sposób, ale ich
altruizm postrzegasz jako słabość, którą można wykorzystać. Żyjesz w świecie rządzonym prawem dżungli, tyle że większość innych "zwierząt" ma
na sobie moralną smycz. To daje ci wyraźną przewagę.
Kiedy psychopata zostaje przyłapany na czymś złym, nie da się wzbudzić w nim poczucia winy. On po prostu go nie odczuwa i w takich samych
okolicznościach zrobiłby to ponownie. Trudno nam zrozumieć taki tok
myślenia, ponieważ mamy w sobie automatyczną troskę o innych ludzi.
Potrafimy wyrządzić zło, lecz przekroczenie tej granicy jest dla nas
świadomą decyzją, a jeśli już to zrobimy, pojawia się poczucie winy. Dla
psychopaty żadnych granic nie ma. Wszystko uznaje za możliwe do
zrobienia, zaś proszenie go o wstyd czy skruchę przypomina proszenie
niewidomego, aby zobaczył kolor niebieski.
Brak zdolności do empatii oznacza nie tylko, że psychopaci działają bez
względu na innych. Powoduje też, że nie potrafią uczyć się na własnych
błędach. To pewnie dlatego Lance Armstrong przyznał, że zrobiłby
wszystko jeszcze raz, gdyby miał taką okazję. A gdyby zapytano Hoovera,
wątpię, by cokolwiek zmienił. Empatia jest bowiem zakorzeniona w naszej
biochemii, a odpowiednie połączenia w mózgu odpowiadają za wiele jego
funkcji, w tym pamięć, kontrolę impulsów, reakcje emocjonalne, a nawet
zdolność dostrzegania subtelnych różnic w zapachach, dźwiękach czy
kolorach.
Przynajmniej 1 na 20 osób to psychopaci. Spotkasz ich w pracy, w związkach zawodowych, w lokalnym klubie sportowym, a nawet w rodzinie.
Ta książka ma ci pomóc zrozumieć, jak działa umysł psychopaty i jak
wykorzystać tę wiedzę, by przetrwać spotkanie z taką osobą. W pracy
przetrwanie często bywa jedynym wyborem. Większość z nas potrzebuje
swojego zatrudnienia. Nie możemy po prostu rzucić wszystkiego, bo szef
albo kolega jest psychopatą -?przynajmniej nie od razu. Musimy wydostać
się z takiej sytuacji rozważnie, minimalizując szkody dla siebie i swojej kariery.
Nie ma sensu myśleć o psychopacie jak o kimś złym. Wtedy nakładamy na
jego zachowanie warstwę moralności, której tam po prostu nie ma.
Zakładamy istnienie granic, których w rzeczywistości nie ma. Wymyślamy
motywacje i przewidujemy zachowania, które mogą być całkowicie mylne.
Kiedy psychopata nie przekazuje informacji, które mogłyby uratować
tysiące ludzi, szukamy skomplikowanych wyjaśnień, zamiast przyjąć proste
-?Hoover nie ufał komuś, kogo nie mógł szantażować. Kiedy psychopata
poświęca czyjeś życie dla minimalnej korzyści własnej, po prostu wybiera
to, co w danym momencie jest dla niego najlepsze. Nie ma w tym żadnego
wielkiego planu, to tylko zwykły wybór.
Spóźniasz się do pracy, bo dzieci nie chciały się ubrać. Janice mówi, że
będzie cię kryła, a potem opowiada szefowi, że się spóźniłeś, bo byłeś
pijany. Robi to tylko dlatego, że dostrzegła okazję, by ukazać siebie w lepszym świetle, a ciebie w gorszym. Nie było w tym żadnej większej
intrygi, tylko drobna przewaga dla niej. Tak, możesz jej za to
nienawidzić, ale jej to nie obchodzi. To tak jakbyś oczekiwał, że
przejmie się tym, co myśli jej biurowe krzesło o jej ostatnim przybraniu
na wadze. Twoje uczucia po prostu nie mają znaczenia.
Abyś lepiej zrozumiał tę zasadniczą różnicę w sposobie myślenia
psychopatów, pokażę ci umysły dwóch olimpijskich trenerów, którzy
zupełnie odmiennie podchodzili do swoich zespołów, i zobaczysz, jak
empatia wpływała na ich decyzje i działania. Przyjrzymy się też temu,
dlaczego większość z nas w ogóle empatia cechuje i dlaczego mimo to nie
powstrzymała ona paniki związanej z papierem toaletowym podczas pandemii
COVID, choć powinna. Zanurzymy się w nieco dziwny świat teorii gier i tak zwanych dylematów więźnia, żeby pokazać, jak naukowcy sprowadzili
sposób myślenia większości ludzi do prostej gry zwanej wet za wet. Razem
odkryjemy, że ta prosta zasada trafnie opisuje, jak funkcjonujemy w świecie, w którym zaufanie jest podstawą współpracy.
Przedstawię ci Lee Hollowaya, człowieka odpowiedzialnego za znaczną
część oprogramowania zabezpieczającego internet, który cierpiał na
rodzaj demencji pozbawiającej go zdolności do empatii. Zastanowimy się
też, jak regularne przyjmowanie paracetamolu może osłabiać empatię u każdego, kto go stosuje. Wyjaśnię także, jak badania nad osobami takimi
jak Lee pozwoliły lepiej zrozumieć, co w mózgach psychopatów różni się
od mózgów przeciętnych ludzi. Poznasz też Herveya Cleckleya, psychiatrę,
który w 1941 roku jako pierwszy opisał psychopatię jako maskę zdrowego
rozsądku, używając postaci Scarlett O'Hary z Przeminęło z wiatrem jako
przykładu.
Wszystko to ma pomóc odpowiedzieć na cztery podstawowe pytania, które
pojawiają się przy każdej interakcji z psychopatą. Co jest z tą osobą
nie tak? Dlaczego mi to robi? Jak sprawić, by to się skończyło? I jak
uniknąć powtórki z czegoś takiego?
2. Ewolucja empatii
2
Ewolucja empatii
Zaufanie, współpraca i wyzwania związane z dobrem wspólnym
Człowiek jest łatwym celem w świecie pełnym znacznie silniejszych
drapieżników. Mamy jednak większe szanse na przetrwanie, jeśli trzymamy
się razem. Grupy, które współpracują, radzą sobie lepiej niż te, które
tego nie robią. Możemy współpracować tylko wtedy, gdy ufamy innym
członkom naszej grupy. A ufać możemy tylko wtedy, gdy bierzemy pod uwagę
ich potrzeby i jesteśmy pewni, że oni zrobią to samo dla nas. Współpraca
oparta na zaufaniu jest kluczowa dla przetrwania naszego gatunku,
dlatego wyewoluował w nas wbudowany mechanizm, który pozwala nam sobie
ufać. Nazywamy go empatią.
Pewnego piątkowego popołudnia pod koniec lutego 1980 roku 20
anonimowych, zwyczajnych chłopaków zdobyło złoty medal olimpijski w hokeju na lodzie, pokonując ówczesnych mistrzów olimpijskich i świata.
To był współczesny moment Dawida i Goliata, na zawsze zapamiętany jako
"cud na lodzie". 24 lata później amerykańska reprezentacja koszykówki
mężczyzn przegrała złoto, które powinna była zdobyć bez problemu.
Dlaczego anonimowi hokeiści odnieśli sukces, a koszykarski dream team
zawiódł? Odpowiedź jest prosta: prawdziwy zespół, który działa razem,
zawsze pokona grupę indywidualnych mistrzów.
Radziecka drużyna hokejowa była zdecydowanym faworytem do złota w 1980
roku. Wygrała 5 z 6 poprzednich zimowych igrzysk olimpijskich i 27 z 29
meczów olimpijskich rozegranych od 1960 roku. Od 1968 roku nie poniosła
ani jednej porażki na igrzyskach.
W drużynie grali między innymi 28-letni Władisław Trietjak, uważany za
jednego z najlepszych bramkarzy w historii hokeja, który zdobywał złoto
w 1972 i 1976 roku, oraz 35-letni Borys Michajłow, kapitan tych złotych
drużyn. Michajłow w latach 1969-1979 zdobył osiem tytułów mistrza
świata. Obok nich grali 32-letni Walerij Charłamow, jeden z najwybitniejszych napastników w historii hokeja, i 33-letni środkowy
Władimir Pietrow, także złoty medalista z 1972 i 1976, z wieloma innymi
międzynarodowymi zwycięstwami na koncie.
Nawet młodsi zawodnicy mogli pochwalić się imponującymi osiągnięciami.
Obrońca Wiaczesław Fietisow miał zaledwie 21 lat, a już zdobył dwa złote
medale mistrzostw świata juniorów oraz jeden złoty medal mistrzostw
świata w 1978 roku. Dwudziestoletni lewoskrzydłowy Władimir "Czołg"
Krutow uchodził za jednego z najlepszych skrzydłowych lat 80. W kolejnych latach zdobył złoto na igrzyskach w 1984 i 1988 roku oraz pięć
złotych medali mistrzostw świata w latach 1981-1989. Podobnie 21-letni
prawoskrzydłowy Siergiej Makarow zjawił się na igrzyskach w 1980 roku z pokaźną kolekcją złotych medali juniorskich i później stał się jednym z najwybitniejszych zawodników w historii hokeja. To była prawdziwa
drużyna gwiazd. Nic dziwnego, że spodziewano się, iż sięgnie po złoto i to bez większego wysiłku.
Średnia wieku amerykańskiej drużyny, która miała zmierzyć się z tym
zespołem radzieckich legend, wynosiła zaledwie 21 lat. Byli najmłodszą
drużyną na igrzyskach i najmłodszą w historii amerykańskiej
reprezentacji narodowej. W składzie z 1980 roku znalazł się tylko jeden
zawodnik z piątej drużyny z 1976 roku -?25-letni lewoskrzydłowy Buzz
Schneider. Reszta to były dzieciaki. Zdecydowana większość -?gwiazdy
uniwersyteckie, a przynajmniej 15 z 20 już miało zagwarantowane
kontrakty w National Hockey League. I nadal byli to młodzi zawodnicy.
Trenerem drużyny był 42-letni były reprezentant narodowy Herb Brooks.
Urodzony i wychowany w St. Paul w Minnesocie Brooks w 1955 roku zdobył
mistrzostwo stanu w barwach swojej drużyny licealnej, a następnie grał
dla Uniwersytetu Minnesoty w latach 1955-1959. Tydzień przed igrzyskami
olimpijskimi w 1960 został skreślony z drużyny USA, która zdobyła złoto,
ale później znalazł się w składach olimpijskich w 1964 i 1968 roku,
zajmując odpowiednio piąte i szóste miejsce. W 1970 roku zakończył
karierę zawodniczą i podjął pracę trenera na swoim macierzystym
uniwersytecie, prowadząc drużynę Gophers do mistrzostwa kraju w latach
1974, 1975 i 1979. Niedługo po zwycięstwie w 1979 otrzymał propozycję
objęcia stanowiska trenera olimpijskiego.
Dziewięciu zawodników z ostatecznego, 20-osobowego składu grało
wcześniej pod wodzą Brooksa na Uniwersytecie Minnesoty, a czterech
pochodziło z odwiecznego rywala Minnesoty, Boston University. Byli
schludni -?Brooks nalegał na brak zarostu -?i według komentatorów z tamtego czasu drużyna wyglądała jak grupa 15-latków stających do walki z doświadczonymi zawodnikami z reszty świata.
Sześć miesięcy wcześniej, podczas obozu selekcyjnego do amerykańskiej
drużyny olimpijskiej w Colorado Springs, Brooks z 68 kandydatów wybrał
26, korzystając z pomocy specjalnie opracowanego testu psychologicznego
składającego się z 300 pytań. Wiedział, że każdy z tych 68 zawodników
potrafi grać w hokeja i to dobrze. Test miał wyłonić osoby otwarte i gotowe do nauki. Brooks nie chciał "ignorantów, egoistów ani ludzi,
którzy nie chcą myśleć szerzej14". Innymi słowy, nie szukał
zawodników, którzy w tamtym czasie stanowili 90 procent graczy NHL. Nie
zależało mu na tych, których jedynym celem było przyciągnięcie uwagi
skautów NHL poprzez olimpijską selekcję. Szukał ludzi, którzy potrafią
uczyć się współpracy w drużynie, a nie dzieciaków goniących za wielkimi
kontraktami i indywidualną sławą.
Ta filozofia przenikała wszystko, co robił z drużyną. Zawodnicy przez
siedem miesięcy żyli, trenowali i grali razem. Choć Brooks dobrze znał
wielu młodych zawodników -?w końcu przez lata był trenerem połowy
zespołu -?celowo trzymał się od nich na dystans. W ćwiczeniach
kondycyjnych był bezwzględny.
Słynna scena z filmu Cud na lodzie z 1981 roku doskonale pokazuje, jak
Herb podchodził do treningów15. Według wszystkich relacji
wiernie oddaje ona jego styl pracy16. Przyjacielski mecz przeciwko
drużynie Junior A z Norwegii był jednym z pierwszych w serii 63 spotkań
przygotowujących zespół do igrzysk olimpijskich. Mecz zakończył się
remisem 3 : 3, ale Herb był bardzo niezadowolony.
Gdy drużyna zeszła z lodu, kazał im wrócić i ustawić się na linii
bramkowej. Czekały ich okrutne sprinty, później ochrzczone mianem
herbies. Siatkarki znają podobne ćwiczenie jako suicides. Herbie
polega na biegu od linii bramkowej do niebieskiej linii i z powrotem,
potem do linii środkowej i z powrotem, dalej do dalszej niebieskiej
linii i z powrotem, a na końcu przez całą długość lodowiska. W filmie
Kurt Russell, grający Herbsa, mówi pamiętne słowa: "Myślicie, że można
wygrać samym talentem? Panowie, nie macie tyle talentu, żeby wygrać
samym talentem". Po kilku kolejnych herbies dodaje: "Kiedy zakładacie
ten trykot, reprezentujecie siebie i swoich kolegów z drużyny. Nazwa z przodu [USA] jest o wiele ważniejsza niż ta z tyłu. Wbijcie to sobie
do głowy".
Brooks kazał im robić herbies przez ponad godzinę, ku zdumieniu coraz
bardziej pustoszejących trybun. Zawodnicy byli na granicy wyczerpania,
zanim w końcu odpuścił. Następnego wieczora zagrali ponownie z tym samym
zespołem z Norwegii i tym razem USA wygrały 9 : 0.
Kolejny przykład podejścia Herba: tuż przed rozpoczęciem igrzysk
olimpijskich Brooks zagroził wyrzuceniem kapitana, bo ten w meczach
przygotowawczych zaczął się zbytnio rozluźniać. Drużyna zrozumiała
przesłanie: nikt nie jest gwiazdą, nikt nie jest niezastąpiony.
Zawodnicy zżyli się jak żołnierze w ogniu walki. Na igrzyskach
przyjechali jako zjednoczona drużyna, zdeterminowani, by pokazać
Herbowi, że potrafią wygrać. Brooks był surowy w treningach
kondycyjnych, ale pewien, że jedyną drogą do zwycięstwa nad najlepszymi
jest gra zespołowa -?gra dla drużyny, a nie dla własnej chwały.
Drużyna wchodziła do turnieju jako siódma wśród ośmiu startujących
państw. Pierwszy mecz rozegrali ze Szwedami, którzy zajmowali drugie
miejsce w rankingu. Po pierwszej tercji Szwedzi prowadzili 1 : 0. W przerwie Brooks był wściekły. Byli dopiero na początku olimpijskiej
rywalizacji, przegrywali jedną bramką, a trener szalał. Sytuacja zrobiła
się tak napięta, że kapitan, 23-letni Mike Eruzione, wyrzucił Herba z szatni, żeby drużyna mogła się skoncentrować. Zawodnicy byli
zdeterminowani, by udowodnić Brooksowi, że mają to, czego potrzeba.
Udało im się zremisować, co na tym etapie turnieju wystarczyło. Dwa dni
później rozbili trzecią drużynę w rankingu, Czechosłowację, 7 : 3 i świat zaczął na nich zwracać uwagę. Następnie przyszły mecze z Norwegią,
Rumunią i Niemcami Zachodnimi. Najwięksi faworyci hokeja przewracali się
jak kręgle przed tą grupą nieznanych zawodników. Brooks później
tłumaczył, że ich częste zwycięstwa po odrabianiu strat wynikały z utrzymania dyscypliny i gry zespołowej17.
Brooks rozwścieczył MKOl, odmawiając obecności zawodników na
konferencjach prasowych po meczach. Obowiązkowo trzeba było wysłać
trzech graczy, ale Herb nie chciał, żeby w jego drużynie były
jakiekolwiek gwiazdy. Kiedy dziennikarze zaczęli narzekać, twierdząc, że
Brooks przywłaszcza sobie całą uwagę mediów, wysłał zamiast tego swojego
asystenta. Zawodników wciąż nie było. Nie było nazwisk. Nie było gwiazd.
Zawodnicy pozostawali anonimowi, a mimo to wciąż wygrywali, zaprzeczając
wszelkim przewidywaniom.
Mecz z radzieckimi gwiazdami budził ogromne emocje, ale nikt nie śmiał
wierzyć, że ci nieprawdopodobni "anonimowi" mają realne szanse -?nawet
sami zawodnicy. Spotkanie odbywało się w czasie wielkich napięć
międzynarodowych między USA a ZSRR. Zimna wojna była w pełni, pracownicy
amerykańskiej ambasady przetrzymywani byli jako zakładnicy w Iranie,
Rosja właśnie dokonała inwazji na Afganistan, a USA ogłosiły bojkot
letnich igrzysk w Moskwie w ramach protestu. Oba państwa potrzebowały
zwycięstwa.
Mecz okazał się niespodziewanie emocjonujący. Radziecka drużyna
dwukrotnie zdobywała bramkę, ale Amerykanie za każdym razem wyrównywali.
Gdy do końca pozostało 11 minut i 21 sekund, USA doprowadziły do remisu
3 : 3. I wtedy wydarzyło się coś nieprawdopodobnego. Dokładnie przy 10
minutach do końca kapitan amerykańskiej drużyny Mike Eruzione zdobył
decydującego gola. Wynik już się nie zmienił. 10 minut później chłopcy z sąsiedztwa dokonali najbardziej zaskakującego zwycięstwa w historii
hokeja. Jak pisał dziennikarz "Sports Illustrated" Ed Swift, gdy drużyna
została wyróżniona tytułem Sportowca Roku 1980: "całość przewyższała
sumę swoich części"18.
Jak udało im się pokonać Sowietów? Cenili grę zespołową bardziej niż
indywidualną chwałę. Wbrew wszelkim przeciwnościom odkryli prawdziwą moc
współpracy.
1
Amerykańską koszykarską reprezentację na igrzyska w 2004 roku prowadził
63-letni Larry Brown, świeżo po mistrzostwie NBA zdobytym z Detroit
Pistons. Drużyna była naszpikowana gwiazdami i przyszłymi legendami
zawodowego basketu. Na ławce obok siebie siedzieli młodzi, przebojowi
LeBron James, Dwyane Wade i Carmelo Anthony oraz uznani już gracze, tacy
jak Stephon Marbury, Tim Duncan czy Allen Iverson.
Od momentu dopuszczenia zawodowców do igrzysk w 1992 roku Amerykanie nie
przegrali ani jednego meczu olimpijskiego. Trzykrotnie z rzędu
przywozili złoty medal. USA były zdecydowanym faworytem, reszta świata
zostawała daleko w tyle. Dlatego kiedy ogłoszono skład pełen
największych gwiazd NBA, wynik wydawał się przesądzony. Amerykanie
wybrali przecież 12 najlepszych koszykarzy najlepszej ligi świata -?kto
miałby z nimi jakiekolwiek szanse?
Trener Brown znał już kapitana drużyny Allena Iversona z czasów wspólnej
pracy w Philadelphia 76ers i ich relacje od początku były napięte.
Iverson nie należał do zawodników, którym ktoś mówi, jak mają grać i czy
mają pojawiać się na treningach. Obaj uważali się za najważniejszych w zespole i żaden nie miał zamiaru ustąpić. Brown często publicznie
narzekał na Iversona, a ten odwdzięczał się równie ostro. W efekcie ich
konflikt regularnie trafiał na pierwsze strony gazet, a 76ers radzili
sobie coraz gorzej. W końcu Brown zrezygnował i przeniósł się do
rozwijającej się drużyny Detroit Pistons.
Stephon Marbury, gwiazda All-Star i All-NBA, także nie przepadał za
Brownem. Uważał jego podejście za sztywne, przestarzałe i zbyt
ograniczające. Podczas igrzysk powiedział dziennikarzom, że trener nie
pozwala drużynie po prostu grać. Gdy Brown dowiedział się o tej
wypowiedzi, próbował wyrzucić Marbury'ego z zespołu.
Marbury później określił olimpijską przygodę jako "najgorsze 38 dni"
swojego życia. Mówił, że atmosfera w drużynie była nie do wytrzymania.
Nikt nie chciał grać dla Browna, a energia w zespole była
fatalna19.
Ta "drużyna" była w rzeczywistości zbiorem bardzo utalentowanych
zawodników, ale na pewno nie zespołem. Zawodnicy wybrani do
olimpijskiego dream team zarabiali fortuny dzięki efektownym akcjom,
które trafiały do telewizyjnych skrótów ESPN. Żeby stać się bohaterem
takich highlightów, trzeba było błyszczeć indywidualnie. Za spokojną,
zespołową akcję, która po prostu utrzymuje piłkę i kończy się skutecznym
rzutem, nikt nie zyskuje uznania.
Grali więc przede wszystkim pod siebie, a na dodatek mieli trenera,
który otwarcie ich krytykował. Nic dziwnego, że było to widać na boisku.
Gdy Argentyna odebrała Amerykanom szansę na walkę o złoto, komentator
NBC Mike Breen podsumował to trafnie: "W koszykówkę najlepiej gra się
wtedy, gdy pięciu zawodników działa jak jeden20. Amerykanie mieli
takich momentów zdecydowanie za mało, za to Argentyna grała jak pięciu
ludzi połączonych jedną liną".
Dlaczego więc hokeiści mogli odnieść sukces, a koszykarze nie? Bo w sporcie zespołowym wygrana często zależy od tego, czy zawodnicy potrafią
zrezygnować z własnego gwiazdorstwa dla dobra drużyny.
2
Sukces zespołu polega na unikaniu tego, co ekonomiści nazywają tragedią
wspólnego dobra. Teoria ta pojawiła się na początku XIX wieku, gdy
angielski ekonomista William Lloyd zaczął obserwować, jak rolnicy
korzystają ze wspólnego pastwiska w Wielkiej Brytanii, znanego jako
Common. Napisał, że jeśli pasterze nie będą współpracować, żeby chronić
to wspólne dobro, to każdy z nich, myśląc tylko o sobie, doprowadzi do
nadmiernego wypasu bydła i zniszczy zasób. Choć mogą zdobyć korzyści w krótkim czasie, w dłuższej perspektywie wszyscy będą cierpieć, gdy zasób
zostanie zrujnowany. Ostatnio mogliśmy zobaczyć, jak tragedia wspólnego
dobra objawia się w naszym lokalnym supermarkecie.
Kiedy w 2020 roku kraje dotknęły lockdowny związane z COVID-19, wielu z nas zauważyło, że w lokalnych supermarketach zabrakło papieru
toaletowego. Ludzie zaczęli go kupować na zapas, myśląc, że to kluczowy
zasób. Gdy pierwsze braki zaistniały, ci, którzy wcześniej oszczędzali w trosce o wspólne dobro, szybko zmienili zdanie, żeby nie zostać bez
papieru. Kiedy tragedia wspólnego dobra zaczyna się rozwijać, sytuacja
może szybko wymknąć się spod kontroli -?początkowy szał zakupowy
zamienia się w ogromne zakupy. Nikt nie wiedział, jak długo potrwają
lockdowny, a papier toaletowy stał się czymś, bez czego ludzie nie
chcieli się obejść. Władze nie przewidziały tego popytu, a rynek nie był
regulowany. Nie było żadnych ograniczeń, więc każdy mógł kupić tyle, ile
chciał -?i tak właśnie zrobili.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. O'Connor P.C., A Taranto-Pearl Harbor Connection, U.S. Naval Institute, 2016, [online:] www.usni.org/magazines/naval-history-magazine/2016/december/taranto-pearl-harbor-connection [wróć]
2. Koster J., Dusko Popov: The Triple-Agent, Real-Life James Bond Who Warned the U.S. About Pearl Harbor, History on the Net, [online:] www.historyonthenet.com/dusko-popov-the-triple-agent-real-life-james-bond-who-warned-the-u-s-about-pearl-harbor [wróć]
3. U.S. Anti-Doping Agency, Report on Proceedings: United States Anti-Doping Agency v. Lance Armstrong, 2012, [online:] www.usada.org/athletes/results/u-s-postal- service-pro-cycling-team-investigation [wróć]
4. Fotheringham W., Emma O'Reilly: "My Relationship with Lance Armstrong Was and Still Is a Human One", The Guardian, 2014, [online:] www.theguardian.com/sport/2014/jul/02/emma-o-reilly-lance-armstrong-cyclist-doping [wróć]
5. Macur J., Armstrong Encounter Draws Scrutiny by F.B.I., The New York Times, 2011, [online:] www.nytimes.com/2011/06/15/sports/cycling/altercation-between-lance-armstrong-and-tyler-hamilton-interests-fbi ; Saletan W., One Big Lie, Slate, 2013, [online:] slate.com/news-and-politics/2013/01/lance-armstrongs-oprah-interview-his-threats-and-bullying-are-the-real-story [wróć]
6. Lance Armstrong's Confession, YouTube, Oprah Winfrey Network, 17.01.2013, [online:] www.youtube.com/watch?v=N_0PSZ59Aws [wróć]
7. Roan D., Lance Armstrong on Drugs, History and the Future, BBC, 2015, [online:] www.bbc.com/sport/av/cycling/30984312 [wróć]
8. Feintzeig R., Flexibility at Work: Worth Skipping a Raise?, The Wall Street Journal, 2014, [online:] www.wsj.com/articles/BL-ATWORKB-2141 [wróć]
9. Kutler S., Hoover's Abuse of Power, Chicago Tribune, 1991, [online:] www.chicagotribune.com/news/ct-xpm-1991-09-08-9103070622-story [wróć]
10. Talbot M., J. Edgar Hoover, Public Enemy No. 1, The New Yorker, 2022, [online:] www.newyorker.com/magazine/2022/11/21/j-edgar- hoover-public-enemy-no-1 [wróć]
11. Guariglia M., What Happened Between John F. Kennedy and J. Edgar Hoover?, Visions of Red, 2012, [online:] blogs.dickinson.edu/hist-fbi [wróć]
12. Talbot M., J. Edgar Hoover, Public Enemy No. 1, The New Yorker, 2022, [online:] www.newyorker.com/magazine/2022/11/21/j-edgar-hoover-public-enemy-no-1 [wróć]
13. Zenovich M. (reż.), Lance: Part 1 (ESPN 30 for 30), 2020, [online:] www.espn.com.au/olympics/story/_/id/29209116/lance-part-1-how-watch-stream-espn-lance-armstrong-documentary [wróć]
14. Swift E.M., A Reminder of What We Can Be, Sports Illustrated, 1980, [online:] vault.si.com/vault/1980/12/22/a-reminder-of-what-we-can-be [wróć]
15. O'Connor G. (reż.), Miracle -?The Name on the Front More Important than the Name on the Back, fragment filmu Miracle, YouTube, 2004 (opubl. 4.02.2012), [online:] www.youtube.com/watch?v=2nR3reKPESY [wróć]
16. Mizutani D., "Again!" An oral history of Herb Brooks' (in)famous bag skate in Norway, Pioneer Press, 2020, [online:] www.twincities.com/2020/02/20/again-an-oral-history-of-the-infamous-herb-brooks-bag-skate-in-norway [wróć]
17. About Coach Brooks, Herb Brooks Foundation, [online:] www.herbbrooksfoundation.com/coachbrooks [wróć]
18. Swift E.M., A Reminder of What We Can Be, Sports Illustrated, 1980, [online:] vault.si.com/vault/1980/12/22/a-reminder-of-what-we-can-be [wróć]
19. Matthews W., Stephon Marbury Calls 2004 Olympics Experience the "Worst 38 Days of My Life", Complex, 2017, [online:] www.complex.com/sports/2017/07/stephon-marbury-calls-2004-olympics-experience-worst-38-days-of-my-life [wróć]
20. Helin K., Remembering what went wrong in 2000-2004 Olympics for Team USA, NBC Sports, 2016, [online:] nba.nbcsports.com/2016/08/02/remembering-what-went-wrong-in-2000-2004-olympics-for-team-usa [wróć]