p
Wstęp
WSTĘP
W tej książce opiszemy osiemnaście toksycznych postaw, które sprawiają,
że religia bardziej szkodzi, niż dodaje skrzydeł.
Wiem, że ludzie wierzący wszelkich wyznań pragną i dążą do oczyszczenia
swojej wiary, tak by każdy mógł osiągnąć zdrową duchowość, wierzyć w Boga i być dobrym, i że wszystko sprowadza się do słów Jezusa: "Będziesz
miłował Pana, Boga swego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, z całego umysłu swego i z całej swojej mocy. [...] Będziesz miłował swego
bliźniego jak siebie samego" (Mk 2, 30-31)1.
Urodziłem się i wzrastałem w chrześcijańskiej rodzinie, ale przez całe
życie spotykałem wielu ludzi, którzy zostali zranieni przez osoby
religijne rozmaitych wyznań. Przekonałem się, że problem ten jest nadal
aktualny, gdy podczas tworzenia niniejszej książki poprosiłem o nadsyłanie opisów doświadczeń związanych z toksyczną duchowością i w odpowiedzi otrzymałem ponad tysiąc pięćset e-maili w ciągu jednego dnia!
We wszystkich przykładach słowa "pastor", "ksiądz" i "rabin" zastąpiłem
określeniami "przywódca religijny" lub "przywódca duchowy", dlatego że
celem książki nie jest oskarżanie konkretnej religii, lecz wskazanie, że
toksyczne postawy występują w każdej grupie ludzkiej, czy to religijnej,
politycznej, społecznej, zawodowej czy rodzinnej.
Moim celem nie było wykazanie, że jedna religia jest lepsza lub gorsza
od innej, ponieważ wybór należy do każdego człowieka. Nie będę też
odnosić się do doświadczeń, które uznaję za toksyczne, ponieważ "nie
lubię danej grupy religijnej". Celem tej książki jest zidentyfikowanie
postaw i zachowań, które pod pretekstem wiary czynią nasze codzienne
życie gorszym, sączą do niego toksyny. Religia może zarówno leczyć, jak
i wpędzać w chorobę.
Wielka sympatia, jaką darzę ateistów i ludzi różnych wyznań, dla których
mam głęboki szacunek, była dla mnie inspiracją. Mając w pamięci
podobieństwa między nami, pragnąłbym, byśmy mogli wspólnie
zidentyfikować elementy duchowości, które sprawiają wrażenie
toksycznych.
Celem tej książki jest pokazanie, że istnieje zdrowa wiara, która
przywraca radość życia, marzenia, ducha solidarności i sprawiedliwości
oraz pozwala zawierzyć dobremu Bogu, który głęboko nas kocha. Moim
zamiarem było również przezwyciężenie wypaczonych schematów poznawczych,
które aktywują się w naszym umyśle, gdy jesteśmy zranieni, i powodują
uogólnienia typu: "wszyscy wierzący to złodzieje...", "wszyscy są tacy
sami...", "wszyscy to...", "wszyscy tamto...". Nie wynika z nich nic
korzystnego.
Możemy przekształcić nasze trudne i negatywne doświadczenia w chęć
pomagania innym, przebaczenie i zdrowszą, bardziej radosną i wypełnioną
troską o innych religijność.
Duchowość jest uniwersalnym tematem, który próbują zgłębić wszystkie
istoty ludzkie w poszukiwaniu transcendencji. Nie jestem w tym ani
oryginalny, ani pionierski. Od wielu lat, a przynajmniej w ciągu
ostatnich dekad, temat religii, która leczy lub doprowadza do choroby,
był badany w różnych aspektach. Wielu autorów rozwinęło swoje poglądy i przemyślenia na temat tego, co szkodzi człowiekowi. Ci, którzy
pragnęliby bardziej zgłębić temat, na ostatnich stronach znajdą pełną
bibliografię.
Pragnę ponownie podkreślić, że niniejsza książka ma na celu wzbogacanie
wnętrza i poszerzanie perspektywy, a nie umniejszanie bądź krytykowanie
jakiejkolwiek religii, ponieważ wszystkie są godne szacunku, a także
przemyślenie tych powszechnych postaw, które mogą nam zaszkodzić -
wszystko po to, by oczyścić naszą wiarę tak, by niosła nam ona radość
życia i dawała połączenie ze Stwórcą w zdrowy sposób. Pochylę się nad
najczęściej występującymi zjawiskami, takimi jak: poczucie winy,
osądzanie, upokarzanie i tym podobne. Najbliższy jest mi kontekst
Ameryki Łacińskiej, ponieważ znam go z własnego doświadczenia, jednak
zjawiska te występują w podobnej formie w innych miejscach na świecie.
Strzała wypuszczona w powietrze
Strzała wypuszczona w powietrze
Dorastałem w rodzinie o szczerych katolickich przekonaniach, w której
królowała koncepcja Boga karzącego, czujnego, wyczulonego na nasze
przewinienia, surowego i nieubłaganego sędziego, który widzi wszystko i któremu nic nie umknie. Który, w przerażającej chwili Sądu Ostatecznego,
dokona przeglądu naszych licznych i niewątpliwie poważnych słabości,
wydając łatwy do przewidzenia werdykt: wieczne potępienie. Bardzo
wstrząsnęła mną scena z hiszpańskiego filmu ?Viva Aza?a!, w której
ksiądz katecheta, zapytany przez jednego ze swoich uczniów, czym jest
wieczne potępienie, napisał jedynkę, a po niej zera, mnóstwo zer, aż
pokrył nimi całą tablicę...
Niezwykle trudno było mi być grzecznym "dzieckiem", ponieważ lista
grzechów była bardzo długa i wszystkie wydawały się bardzo łatwe do
popełnienia. Na przykład te "brzydkie myśli", o które za każdym razem
nieubłaganie pytał spowiednik... Czy można było nie mieć "brzydkich
myśli"?
Właśnie tym zajmuje się Bernardo Stamateas w niniejszej książce -
toksyczną naturą opresyjnej, zastraszającej religijności, która nie
wyzwala, a niszczy, która nie opiera się na miłości, ale na strachu.
Autor zachęca nas, byśmy nosili w sobie Boga, który nas kocha i dąży do
uczynienia nas takimi, jakimi powinniśmy być, a nie takimi, jakimi
pragnie nas widzieć biurokratyczna i formalistyczna religijność. Być
może pytanie, które zostanie nam zadane pod koniec naszych dni, nie
będzie brzmiało: "Dlaczego popełniłeś tyle grzechów?", tylko: "Dlaczego
nie byłeś tym, kim powinieneś był być?".
Bo o to właśnie chodzi: mieć odwagę, by być w kontakcie z samym sobą, z naszym pragnieniem, by szukać i znajdować Boga nie w formalnościach
religijnej biurokracji, ale w miłości i radości ze wspaniałego daru
życia, które powinniśmy poświęcić dwóm podstawowym boskim prawom:
kochania Boga ponad wszystko i kochania bliźniego jak siebie samego.
Wszystko inne jest zbędne. "Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga
twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy,
abyś żył [...]. Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię,
kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo.
Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo" (Pwt
30,15-19).
To kolejny tekst, w którym Stamateas ostrzega nas przed toksycznymi
zjawiskami zagrażającymi naszej egzystencji. Dokonuje tego swym
pisarstwem, które wnika głęboko w nasze sumienia i uczucia, poruszając z godną podziwu i ujmującą prostotą złożone i trudne tematy, co czyni go
jednym z ulubionych autorów niezależnie od ideologii, kondycji
społecznej czy religii czytelników.
Jego książki są jak strzały wypuszczone w powietrze w wierszu
Longfellowa:
Raz wypuściłem strzałę w powietrze:
Szparko świsnęła w porannym wietrze,
Lecz wzrok mój bystry próżno ją goni:
Któż kiedy strzałę dościgł w pogoni?
Raz zanuciłem zwrotkę piosenki...
W świat popłynęły słodkie jej dźwięki,
Daremnie słucham, bo któż dosłyszy
Echo piosenki przebrzmiałe w ciszy.
Wiele lat przeszło od tej godziny,
Strzałę odkryłem w korze dębiny,
A w przyjaciela piersi gorącej,
Znalazłem piosnkę moją niechcący!2
Witamy zatem tę energetyczną dawkę uzdrawiającej duchowości, którą
Bernardo Stamateas wnosi do społeczeństwa chorego na pragmatyzm,
sceptycyzm, relatywizm i materializm.
Pacho O'Donnell
Bernardo jest wszędzie
Bernardo jest wszędzie
To zabawne, że Bernardo poprosił mnie, ateistycznego myśliciela, o prolog. Ale jesteśmy przyjaciółmi i za każdym razem, gdy widzę na ulicy
kogoś niosącego pod pachą książkę Stamateasa, jestem szczęśliwy. Czuję,
że mój przyjaciel pastor jest w stanie przekazać własną pełnię i odwagę
moralną innym - tym, którzy próbują zmienić swoje życie. Cieszę się, że
jego książki mają tak licznych czytelników, ponieważ oznacza to, że jest
wielu ludzi, którzy przeżywają swoje życie jako przygodę, czyli tak, jak
moim zdaniem warto żyć. Starają się być bohaterami własnych poszukiwań,
odmawiają podążania utartymi ścieżkami przyzwyczajeń, przeciwstawiają
się automatyzmom i pragną zobaczyć na własne oczy. Decydować i się
rozwijać.
Tak, jestem ateistą. Ateistą i jeszcze raz ateistą; to znaczy, że nie
tylko jestem pewien, że Bóg nie istnieje. Nie uważam tego nawet za
pytanie czy problem. Jego jedyną rzeczywistością jest dla mnie bycie
ideą w umysłach większości ludzi. Tylko ideą. Ale mam religijnych
przyjaciół, ponieważ nie trzeba myśleć i czuć tak samo jak ludzie,
których się kocha (w końcu nawet ożeniłem się z kobietą, istotą tak
różną ode mnie, a z niej wyłonili się nowi, mali ludzie)!
Szacunek dla odmienności, jak sądzę, nie jest czymś, co miałoby nas
ograniczać. Nie powinniśmy milczeć z szacunku dla drugiej osoby: co
warto zrobić, to wyrazić naszą pełną odmienność, by następnie pozostać
przyjaciółmi. Czasami jest to możliwe i bardzo przyjemne - z niejednego
pieca jadałem, nawet z peronistami, albo ze związkowcami, i bardzo to
sobie chwaliłem!
O wartości Stamateasa jako człowieka decyduje to, że będąc osobą
wierzącą, potrafi być równocześnie otwarty i nowoczesny. W jego pojęciu
wiara nie oznacza pełnego lęku i konserwatywnego stanowiska, wręcz
przeciwnie. Nie neguje indywidualności, nie potępia przyjemności, nie
opowiada się za zacofaną i nacechowaną smutkiem perspektywą. Jego wiara
to rozwój i radość życia. Wola życia: pierwotne pojęcie wśród wszystkich
pojęć, emocjonalna podstawa wszelkiej żywotnej egzystencji, wszelkiej
afirmacji życia.
Podoba mi się żart, że grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne
tam, gdzie chcą. Moglibyśmy powiedzieć, że dobrzy religijni ludzie idą
do nieba, ale Stamateas idzie wszędzie: angażuje się w media, podróżuje,
ma przyjaciół ateistów, takich jak ja, z którymi dobrze się bawi i wymienia poglądy. Nie boi się. A jego postawa pomaga reszcie z nas
również się nie bać.
Jest rzeczą bardzo cenną, że to właśnie duchowny mówi, że wiara może być
toksyczna. To prawda: w świątyniach wszystkich religii króluje zbyt
wiele sprzecznych z życiem tradycji. Panuje za dużo strachu, zbyt wiele
uprzedzeń oraz patologicznego umiłowania ubóstwa i słabości, które
zamiast być postrzegane jako problemy do rozwiązania, są podnoszone do
rangi rzeczy świętych. Ubóstwo i cierpienie nie są żadną świętością. Tym
co jest święte, jest samo życie, które nie powinno być nimi ograniczane
i które trzeba wspomagać w przekraczaniu podobnych barier.
Wiara nie musi oznaczać zniechęcenia lub zajmowania przegranej pozycji.
Miłość do Boga powinna być świętem, wyrazem zdolności do kochania
świata, a nie krytycznym wezwaniem do odrzucania wszystkiego innego.
Wierzę, że autorzy tacy jak Stamateas pomagają uczynić naszą
rzeczywistość pełniejszą i bogatszą. Pomagają zaktualizować postawę
religijności, stworzyć taki sposób wierzenia, który byłby również
sposobem, w jaki chcemy żyć.
Przeczytajmy dokładnie tę książkę, zobaczmy, co autor chciał nam
przekazać. Miłej lektury!
Alejandro Rozitchner
Tyle ludzcy, co boscy
Tyle ludzcy, co boscy
Bernardo Stamateas pokazuje, że wiara może być zarówno ścieżką do
odzyskiwania sensu, jak i drogą, na której zatraca się wszelki sens, a my zostajemy uwięzieni w opresji polegającej na rezygnacji z własnej
autonomii i duchowej wolności na rzecz jakichś przekonań. Nie jest to
tylko kwestia autentycznego życia w wolności sumienia, zgodnie z tym, w co się wierzy. To większe wyzwanie: doświadczanie życia w sposób
integralny i spójny, gdy to, w co wierzymy, stanowi jedność z tym, czym
jesteśmy i co robimy.
Taka wiara wyzwala, inspiruje, rozwija, czyni nas silniejszymi,
uskrzydla. Warto jednak zachować czujność, ponieważ jednocześnie w imię
tej wiary możemy wpadać w pułapki: zarówno wewnętrzne, spowodowane
słabością naszego charakteru lub ducha, jak i zewnętrzne, zastawiane na
nas przez pozbawionych skrupułów manipulatorów, którzy dręczą innych w imię czystości niebiańskiej wiary. Dzieje się tak, kiedy posłusznie
poddajemy się najbardziej ziemskiej rzeczy, jaką znamy: zepsuciu
szlachetnej idei dla najgorszych celów. Zawładnięcie duchową sferą
drugiego człowieka dla jakiegoś ziemskiego celu, przy poświęceniu
świętości wnętrza każdej ludzkiej istoty jako autonomii,
odpowiedzialności i niedelegowalnej wolności, jest działaniem
toksycznym.
Zatruwamy samych siebie w imię wiary, która nią tak naprawdę nie jest,
podporządkowując się woli innych i ich interesom, podobnie jak mrocznym
aspektom naszego własnego wnętrza, które dają o sobie znać, gdy człowiek
w rozpaczy, z powodu niewiedzy lub zwątpienia traci rozeznanie i przestaje krytycznie myśleć. Wiara ustanawia sferę idei i przekonań
osadzonych w społecznej konstrukcji sensu, którą kultura ustanawia jako
ludzką przestrzeń do kwestionowania i interpretowania rzeczywistości.
Nawet absolutne prawdy naszej wiary są częścią konstruktu
społeczno-kulturowego; ci z nas, którzy wierzą w pochodzenie Stwórcy,
wiedzą, jak odróżnić Go w Jego istocie od wszystkiego, co w prawdach
teologicznych nie może umknąć naszej ludzkiej, skończonej, ziemskiej i kulturowej naturze.
Prawda ta oznacza, że On jest Jeden i Jedyny, a my, Jego dzieci,
jesteśmy zgromadzeni w ludzkiej rodzinie braci i sióstr i nawet jeśli
podążamy osobnymi ścieżkami naszych jednostkowych prawd, to nie są one
względne, ponieważ współistnieją z innymi prawdami, równie autentycznymi
jak nasze własne. Jednak tylko On stanowi naszą gwarancję, tylko w Nim
upatrujemy prawdy absolutnej, do której wszyscy dążymy poprzez prawdę
Jego wyboru, nie zakładając, że jest ona wyłączna lub wykluczająca.
Duchowość jest zatem uniwersalna, stanowi szeroką przestrzeń, w której
każda istota ludzka jest bytem duchowym tylko dlatego, że jest
człowiekiem, niezależnie od przekonań, rasy, kultury, narodowości,
pochodzenia czy losu. Posiadanie duchowości jest równoznaczne z byciem
człowiekiem i to właśnie w tym mieści się zdrowa wiara. Odkupienie całej
ludzkości jako rodziny jest zatem przejawem duchowości. Duchowość, która
zaprzecza temu paradygmatowi, okalecza nas.
Religijność jest intymnym, subiektywnym doświadczeniem, w którym każda
jednostka na swój sposób tłumaczy to, co religia ustanawia w sferze
normatywnej, i autonomicznie przenosi na obszar własnej suwerennej
egzystencji przekonania i praktyki wyuczone w sferze instytucjonalnej.
Religia uczy nas, jak żyć w wierze, podczas gdy odpowiedzialna wolność
naszej religijności pozwala nam żyć w wierze, którą wyznajemy już nie na
zasadzie denominacji czy dominacji, ale wolnego i odpowiedzialnego
wyboru.
Religia jest instytucjonalnym wyrazem wiary i jedną z wielu możliwych
ścieżek duchowych. Ci z nas, którzy żyją i reprezentują instytucje
religii w inwestyturze, nie powinni zaprzeczać autentyczności innych
duchowych ekspresji, które oferują sposoby rozwijania człowieczeństwa.
Jednak religia jako instytucja ma pierwszeństwo w zachowaniu samej
siebie i utrwalaniu siebie w czasie poprzez atrybuty autorytetu i władzy. W imię religii jako instytucji można podejmować działania, które
są tak samo zdrowe jak inne, które jednak, odbiegając od swej pierwotnej
misji, zaczynają przynosić szkodliwe konsekwencje.
Można zatem powiedzieć, że autor tej książki zastanawia się nad
możliwościami detoksykacji, jakie oferuje nam duchowość w zakresie
rozwijania ludzkiego potencjału, i nad religijnością jako antidotum
poprzez przyjęcie krytycznego myślenia i autonomii egzystencjalnej.
Jesteśmy określonego wyznania religijnego, a religia jako instytucja o tysiącletniej tradycji oferuje przestrzenie i praktyki formacyjne o wiecznych wartościach wyrażonych w tekstach, kształtowanych przez
nauczycieli, rytuały i praktyki, którym hołdujemy od pokoleń.
Co do ewentualnego szkodliwego oddziaływania wiary, można powiedzieć, że
wszystko, co odciąga nas od wewnętrznego "ja", aby służyć innym ze
szkodą dla nas samych, co eliminuje nasze krytyczne myślenie i uniemożliwia duchowy rozwój, wpychając nas w zależność, ucisk,
cierpienie, ból lub podporządkowanie, jest ewidentnie wypaczeniem samej
wiary i dlatego może wyrządzić nam krzywdę.
Chciałbym wyrazić wdzięczność i uznanie dla Bernarda Stamateasa, autora,
który - poza kazuistyką, pouczającymi historiami i cytatami oraz
dogłębną analizą koncepcji toksyczności w dziedzinie duchowości -
oferuje nam ścieżkę definicji i praktyki, aby ukazać wyzwalające
działanie zdrowej wiary.
Z błogosławieństwem zdrowej wiary, czyli dobrem, które sam
reprezentujesz - wiary, która z powodzeniem odtruwa nas duchowo i uzdrawia z wszelkiej toksyczności, jaka mogłaby naruszyć naszą
autentyczność i integralność i w której, stworzeni na obraz i podobieństwo Stwórcy, moglibyśmy rozpoznać w sobie zarówno
człowieczeństwo, jak i boskość.
Sergio Bergman
Wiara, która nie czyni cię szczęśliwym, nie jest autentyczna
Wiara, która nie czyni cię szczęśliwym, nie jest autentyczna
My, kapłani, jesteśmy ludźmi; ludźmi, którzy poświęcają się powołaniu
Bożemu i jako tacy ponosimy wielką odpowiedzialność, ponieważ
przesłanie, które głosimy, jest większe niż urząd, który sprawujemy.
Kiedy my, kapłani, odprawiamy mszę, musimy to robić nie tylko za grzechy
naszych parafian, ale także za nasze własne. Jesteśmy ludźmi z krwi i kości, więc kiedy kapłan spowiada, musi również okazać miłosierdzie,
ponieważ on sam, będąc człowiekiem, również ulega słabościom.
Zgromadzenie musi pomóc kapłanowi wypełnić to, czego Jezus od niego
oczekuje.
Kto nie jest grzesznikiem? Nie możemy nikogo osądzać, wszyscy jesteśmy
grzesznikami. Dlatego gdy ktoś odwraca się od wiary, ponieważ został
zraniony, radzę mu zwrócić oczy z powrotem ku Bogu. On nigdy go nie
zawiedzie; Bóg i Jego przesłanie są o wiele, wiele potężniejsze niż
słowa ludzi.
Przywódcy religijni nieustannie walczą o to, by być lepszymi ludźmi, ale
zawsze jest w nas stary Adam: musimy walczyć z rzeczami dobrymi i z rzeczami przeszłymi.
Możemy ową walkę rozszerzyć na nas wszystkich, obarczonych wielką
odpowiedzialnością - księży, pastorów, rabinów - którzy codziennie
przekazują przesłanie Boga.
Dobrze, by kapłan mógł wyspowiadać się przed wspólnotą, wyrazić przed
nią to, co przeżywa, uświadomić jej, że człowiek stojący przed nią
walczy tak samo jak ona, by przezwyciężyć własne ograniczenia. Wszyscy
mamy słabości, ułomności, lęki, dlatego nie warto udawać, że jesteśmy
ponad problemami, które spotykają zwykłych ludzi. Jestem księdzem
urodzonym z Eleny, niepiśmiennej kobiety, i ojca, który był ogrodnikiem;
staram się, aby ludzie, wchodząc do kościoła, nie widzieli księdza na
piedestale, lecz zwykłego człowieka, przed którym czują się swobodnie i nie obawiają się pójść do spowiedzi i opowiedzieć o swoich potrzebach.
Jak mówi Stamateas, religia może służyć do opresji lub do odkupienia
duszy. Czy możemy używać imienia Boga do zabijania, gnębienia innych,
wzbudzania strachu, napełniania ludzi poczuciem winy? Religia nie
pozwala nam prowadzić świętej wojny, powinna być wyzwalająca - tak
rozumiał ją Jezus Chrystus. Wszystko jest łaską, czułością Boga. W zdrowej wierze uwalniasz się, postrzegasz drugiego jako swojego brata,
jako dziecko tego samego Boga, które walczy jak ty każdego dnia.
"Jeśli wiara nie czyni cię szczęśliwym, nie jest autentyczna". Bóg daje
ci łaskę, pokój, szczęście, czułość, jak więc nie śpiewać, jak nie
tańczyć z Bogiem miłości, odnowy i pokoju?
Luis Farinello
Rozdział 1. Syndrom grzecznego chłopca i grzecznej dziewczynki
Rozdział 1
Syndrom grzecznego chłopca i grzecznej dziewczynki
1. Muszę być dobry, bo inaczej...
Jakiś czas temu przyszła do mnie młoda kobieta, która została oszukana
emocjonalnie i finansowo. Powiedziała mi, że kiedy zdecydowała się
zgłosić to na policję, komisarz powiedział jej: "Słuchaj, kochanie,
oszuści tylko czyhają na takie dobre religijne dziewczęta, aby je
oszukać, to wprost powszechne".
Czyżby więc było prawdą, że religia czyni ludzi bardziej podatnymi na
uleganie oszustwom, sprawia, że mają opuszczoną emocjonalną gardę? Czy
naprawdę wiara służy jedynie do tworzenia dobrych ludzi, a nie
sprawiedliwych, silnych i mądrych?
To możliwe! W psychologii nazywa się to syndromem grzecznej dziewczynki
lub grzecznego chłopca. Zjawisko owo nasila się i jest identyfikowane
jako jedna z głównych przyczyn, dla których wiele osób, zwłaszcza
kobiet, daje się zwodzić, oszukiwać i wykorzystywać.
Złe nauczanie i niewłaściwe stosowanie religii ma swoje konsekwencje.
Może wpływać na nasze życie i to w nie do końca pozytywny sposób.
Przyjrzyjmy się bliżej osobistym doświadczeniom Sandry:
Kiedy byłam dzieckiem, ciągle przypominano mi, że wszystko jest
grzechem: zakładanie nowych bucików, mówienie "nie chcę", płacz,
domaganie się zabawek, sprzeciwianie się obraźliwemu traktowaniu czy
niechodzenie do kościoła - wszystko było sprzeczne z małą książeczką
przykazań, której musieliśmy nauczyć się na pamięć. Najwyraźniej nie
miało znaczenia, czy jesteś wykorzystywany czy maltretowany - nie było
to uważane za grzech, lecz za naukę bycia dobrym człowiekiem; to błąd,
który naznaczył mnie na zawsze, takie myślenie tkwi we mnie do dziś.
W wielu religijnych rodzinach wychowywane w ten sposób dzieci, zamiast
wyrastać na osoby mające rozwinięte poczucie własnej wartości,
potrafiące dochodzić swoich praw i niedające nikomu sobą pomiatać, a także silne w obliczu kryzysu, nabawiają się "syndromu zadowalacza" -
próbują przypodobać się każdemu, nie myśląc o sobie. Rodzice wychowują
dobrych synów i grzeczne córki, ale nie uczą ich dbać o siebie,
wyznaczać granice i walczyć o swoje. Z tego powodu setki religijnych
osób zastanawiają się, dlaczego nie wiedzie im się w życiu, choć robią
wszystko dobrze i służą Bogu.
W tym miejscu jedna kwestia wymaga bliższego zbadania: co rozumieją
przez określenie: "dobrze służyć Bogu"? Natychmiast zauważymy, że
pierwszą rzeczą, jaką skutkuje toksyczna wiara, jest wpojenie nam
poczucia winy. Trenuje nas tak, byśmy ulegali temu "opium dla ludu",
usypia nas, a także skutecznie wpływa na obniżenie naszych emocjonalnych
mechanizmów obronnych.
I, jak Sandra wspomniała, mówiąc o swym doświadczeniu, jest to wynikiem
nie tylko nauczania kościelnego, ale i postępowania religijnych
rodziców, którzy ze swej wiary czynią sposób na życie i fundament
wychowywania dzieci.
2. Cechy "grzecznej dziewczynki"
Po pierwsze ma wszystkim ufać. Naucza się, że dobry wierzący wierzy, że
wszyscy ludzie są dobrzy, są stworzeniami bożymi, które go kochają, i on
też powinien ich kochać i nigdy nie przestawać im ufać, ponieważ Bóg
troszczy się o niego, a dobry człowiek jest zawsze uśmiechnięty i otwarty na wszystkich.
Słysząc te nauki, mówi sobie: "Wszyscy są tacy jak ja", "Ludzie są
dobrzy", "Któż chciałby zrobić coś złego mnie, skoro jestem wobec nich w porządku", "Jeśli jestem dobry, wszyscy będą dla mnie dobrzy", "Świat
jest sprawiedliwy", "Mogę ufać każdemu, zwłaszcza jeśli wyznaje moją
wiarę". W ten sposób kształtuje się osoba łatwowierna, osoba, która
wierzy wszystkim i we wszystko.
Dlatego nawet jeśli przydarzy się jej coś złego lub ktoś ją oszuka, nie
zmienia swoich przekonań; dochodzi do wniosku, że to przez jej brak
wiary, że to jej wina albo test, którego przejście ma ją wzmocnić.
Grzeczna dziewczynka uważa, że wszyscy są dobrzy, jest przekonana, że
nikt nie jest zły, że nie ma ludzi o złych intencjach, a jeśli są, to
należy im pomóc.
Grzeczną dziewczynkę możemy zobaczyć w kobiecie, która jest uległa w domu lub niezwykle odpowiedzialna w pracy. Zazwyczaj wszystkim ufa i jest bardzo naiwna. Jej myślenie jest następujące: "Jeśli powiedział
mi, że zwróci mi pieniądze, które mu pożyczyłam, to z pewnością tak
właśnie będzie", "Skoro powiedział mi, że zatrzyma się u mnie dosłownie
na kilka dni, to dotrzyma słowa i niedługo odejdzie" i tak dalej.
Po drugie idealizuje. Należy zdać sobie sprawę, że docenianie cnót
drugiego człowieka jest inspirujące i że pragnienie dowiedzenia się, jak
ten ktoś to robi, by móc też tak postępować, jest zdrowym i normalnym
mechanizmem.
Natomiast idealizowanie to stawianie drugiej osoby na piedestale i projektowanie na nią wszystkiego, co dobre. Taki mechanizm jest
toksyczny.
Grzeczna dziewczynka idealizuje i im bardziej to robi, tym więcej władzy
daje tym, których nadmiernie podziwia.
Idealizowanie niszczy jej pewność siebie. Próbuje zadowolić osobę, którą
podziwia, i robi to kosztem poczucia własnej wartości: "Jesteś naprawdę
wspaniały", "Jaki jesteś inteligentny!", "Nigdy nie będę wiedzieć tyle
co ty".
Kiedy ktoś idealizuje, przypisuje całe dobro drugiej osobie, a całe zło
sobie, tracąc w ten sposób obiektywizm, ponieważ idealizacja nigdy nie
jest użyteczna - jest jedynie iluzją wynikającą z chęci uniknięcia
niepokoju związanego z postrzeganiem drugiej osoby taką, jaka jest
naprawdę.
Wszyscy mamy w sobie Kaina i Abla, ale jak mówi Alicia Schmoller w swojej książce La sombra (Cień): "Różnica między dobrem i złem polega
na tym, że dobro również jest złem, ale niepraktykującym".
3. Grzeczne dziewczynki poświęcają własne szczęście, aby dać szczęście innym
Są to kobiety, które dają z siebie wszystko, bez zastrzeżeń. Pamiętajmy,
że dobrze jest pomagać, ale jest różnica między pomaganiem a poświęcaniem własnej radości, aby ktoś inny mógł być szczęśliwy.
Toksyczna wiara mówi: "Pamiętaj, że twoją najważniejszą wartością jest
bycie dobrym i nic więcej; dobry wierzący nie odmawia prośbom innych".
Jedną z zalet dobrych uczynków jest uszlachetnienie duszy. I przygotowanie jej do czynienia jeszcze lepszych uczynków.
Jean-Jacques Rousseau
Przywołajmy świadectwo Marianny:
Jako dziecko uczyłam się w katolickiej szkole i wyniosłam z niej wiele
przekonań, które później musiałam nauczyć się odwracać. Wszystko było
grzechem; jeśli nie podzielałam poglądów ówczesnej przywódczyni,
musiałam odbyć pokutę i byłam uznawana za złego człowieka. Bardzo się
starałam, żeby mieć dobre stopnie, być dobrą koleżanką w klasie, ale
ponieważ byłam niespokojna, zawsze byłam tą złą.
Myślę, że najpoważniejsza konsekwencja, jaką poniosłam, jest związana z walką o osiągnięcie moich celów... których nigdy nie osiągnęłam.
4. Co się stanie, jeśli nie będę dobry?
Co sprawia, że dana osoba żyje, pragnąc nieustannie aprobaty innych -
partnera, szefa i tak dalej? Z jakiego powodu drży przed autorytetem lub
ma trudności z komunikowaniem się czy nawiązywaniem relacji z innymi?
Skąd bierze się chęć pytania bliskich o zdanie?
Odrzucenie. Strach przed odrzuceniem stanowi sedno syndromu grzecznego
chłopca i grzecznej dziewczynki.
Kiedy dana osoba zostaje przez kogoś odrzucona, natychmiast aktywuje się
w niej poszukiwanie aprobaty u innych.
Szczęście jest wewnętrzne, a nie zewnętrzne; dlatego nie zależy od tego,
co mamy, ale od tego, kim jesteśmy.
Henry Van Dyke
Istnieją dwa rodzaje odrzucenia:
Bezpośrednie: "Jesteś do niczego", "Nie jesteś tego wart", "Nie kocham
cię", "Mam nadzieję, że umrzesz".
Pośrednie: bardziej subtelne. Na przykład: gdy ojciec spodziewa się
chłopca, a pojawia się dziewczynka, lub gdy nigdy w domu nie pytają
cię o zdanie, kiedy ktoś patrzy na ciebie z drwiącym uśmiechem lub cię
dyskwalifikuje, jeśli twoje rodzeństwo dostaje na urodziny lepsze
prezenty niż ty; może to być także karzące milczenie czy niedocenianie
twoich starań.
Serce pełne strachu musi być pozbawione nadziei.
Antonio de Guevara
Naukowcy twierdzą, że zatrzymujemy się emocjonalnie w wieku, w którym
zostaliśmy odrzuceni. Jeśli na przykład zostałeś odrzucony w wieku lat
ośmiu, emocjonalnie zatrzymałeś się w wieku ośmiu lat. Jest stwierdzonym
faktem, że odrzucenie hamuje rozwój.
Wszyscy znamy ludzi, którzy są błyskotliwi, kończyli studia, robili
doktoraty, zrobili błyskotliwą karierę, ale są niedojrzali i nie
potrafią utrzymać związku ani wychować dzieci, nie mogą osiągnąć
stabilności emocjonalnej. Zastanawiamy się: "Jak to możliwe, że tak
inteligentna osoba, odnosząca takie sukcesy, tak dobra w rachunkach,
jest tak niedojrzała w dziedzinie emocji?".
Rzecz w tym, że obszary intelektualne nadal się rozwijają, ale obszary
afektywne utknęły na etapie, na którym dana osoba została odrzucona.
Osoby odrzucone przejawiają infantylne zachowania właściwe dla wieku
odrzucenia. Wchodzą w życie obarczone znaczną nadwrażliwością,
interpretują wszystko, co im się przydarza, jako odrzucenie. Jeśli ktoś
opowiada dowcip, myślą, że to z nich się nabija; kiedy ktoś się z nimi
nie przywita, czują się obrażone; jeśli ktoś nie bierze ich pod uwagę,
uznają, że zostały zlekceważone.
Są tak nadwrażliwe, że odczytują wszystko, co im się przydarza, jako
kolejne odrzucenie, więc nie angażują się, odwracają wzrok, analizują,
obserwują, ale nie chcą się zbliżyć ani dołączyć do grupy, nie lubią
działać wspólnie ani nawiązywać relacji z innymi ludźmi, a wszystko to z obawy przed ponownym odtrąceniem.
Odrzuceni ludzie rozwijają krytycznego ducha: osądzają, analizują,
dyskwalifikują, kwestionują, wyrażają swoją opinię - zawsze negatywną -
na temat wszystkiego, co się dzieje; są ludźmi, którzy muszą poniżać
innych, bo w takich sytuacjach czują, że są lepsi.
Atakują, ponieważ tak bardzo boją się ponownego odrzucenia, że zanim
ktoś się im sprzeciwi, sami się sprzeciwiają.
Zakwestionują wszystko, co dobrego zrobiłeś: pomoc, uwagę, którą im
poświęciłeś, miłość, jaką im okazałeś. Będą to podważać, aby cię
zdenerwować, ponieważ czym innym jest bycie krytykowanym za coś
rzeczywiście złego, a czym innym za coś, co zrobiłeś dobrze.
Z tego powodu odrzuceni zawsze będą zmierzać ku ponownemu odrzuceniu;
będą prowokować drugą osobę, by zostali ponownie odrzuceni.
Są to osoby, które zapamiętują błędy innych; mają genialną pamięć i pamiętają nie tylko samo wydarzenie, ale także dzień i godzinę, kiedy
powiedziano im to, co im powiedziano, lub zrobiono im to, co im
zrobiono.
Osoba odrzucona będzie obsesyjnie poszukiwać aprobaty innych;
charakteryzuje się:
cyklicznością emocjonalną - kiedy otrzyma gratulacje lub dowód
uznania, jest w dobrym nastroju, ale gdy nie jest chwalona, wpada w przygnębienie. Ponieważ żyje, nieustannie szukając aprobaty i prosząc
innych o opinię, jednego dnia jest w świetnym humorze, a następnego -
zdołowana;
skłonnością do bólu emocjonalnego - dziś czuje się dobrze, jutro źle;
akceptacja uzależnia jak narkotyk;
ogromnym strachem przed porażką - popełnienie błędu oznacza: "Nie
zostanę zaakceptowany", "Jestem do niczego", "Zostałem odrzucony". Nie
pozwalają sobie na błędy ani nie tolerują potknięć innych;
potrzebą tytułowania - pragnienie uznania, uzyskania odznaczeń,
zyskania pozycji, które sprawiają, że nie czują się już odrzucani
(choć jest to iluzoryczne).
Wszystko, co osiągniesz, zadowalając innych, będzie wymagało od ciebie
życia w taki sposób, aby ten stan utrzymać.
5. Ból związany z rozczarowaniem: jestem dobry, ale ludzie sprawiają mi zawód
Wszyscy przeżywamy rozczarowania. Jest to jedna z najtrudniejszych
emocji, jakich może doświadczyć człowiek, i pojawia się, gdy dochodzi do
zdrady.
Zdrada to wina poniesiona przez złamanie wierności lub lojalności. W relacjach z innymi zawsze tworzymy sobie jakiś ideał, a jeśli ów ideał
się nie sprawdzi, czujemy się rozczarowani. Istnieją ideały jawne i ukryte. Kiedy jestem z przyjacielem, uważam go za ideał, oczekuję, że
pomoże mi w trudnych chwilach lub będzie dzielił ze mną radości.
W związku lub w pracy ustanawiamy ideały, które gdy zawiodą, wywołują
naszą rozpacz.
Oto historia Maríi Pauli:
Myślę, że ze wszystkich przykazań, które mi wpajano, szczególnie
zapamiętałam jedno: "Czcij ojca swego i matkę swoją (inaczej Bóg cię
ukarze)". W dzieciństwie byłam maltretowana przez rodziców,
wykorzystywana i fatalnie traktowana, a mimo to dziś mam z nimi dobre
relacje, chociaż nigdy nie rozmawialiśmy o tym, czego od nich
doświadczyłam. Wyrosłam na dobrego człowieka, ale dzieciństwo nadal
boli.
Wykorzystana osoba, wchodząc w kolejną relację, wybiera jeden z poniższych schematów.
Iluzja, rozczarowanie, nowa iluzja - jesteśmy wobec kogoś
entuzjastycznie nastawieni, rozczarowujemy się, a następnie ponownie
ogarnia nas euforia w stosunku do tej samej lub innej osoby. Na
przykład rozwijamy przekonanie: "Mam nadzieję, że mój przyjaciel
pomoże mi, gdy nie będzie mi się wiodło
". To iluzja lub ideał. Gdy
sprawy układają się nie po mojej myśli, a przyjaciel nie odzywa się do
mnie, by mnie wesprzeć, jestem rozczarowany i powtarzam sobie: "To nie
jest osoba, za jaką ją miałem"
. I buduję nową iluzję dotyczącą tej
samej lub innej osoby. Wielu z nas przechodzi przez te etapy po kilka
razy.
Iluzja, rozczarowanie - ktoś miał nadzieję, rozczarował się i już
nigdy tej nadziei nie odzyskał. Tacy ludzie nikomu nie ufają, nie mają
przyjaciół, nie potrafią się porozumieć z innymi, zostali oszukani,
wykorzystani, a zawód okazał się tak duży, że uniemożliwia im
nawiązywanie nowych znajomości z nadzieją na szczęśliwe zakończenie. W tym przypadku jestem rozczarowany, ponieważ mój przyjaciel nie
towarzyszył mi w trudnym momencie, zostałem zraniony i już nigdy nie
będę miał złudzeń co do nikogo: "Nigdy więcej nikt mnie już nie
zawiedzie", "Już nikt mnie nigdy nie skrzywdzi". Ci ludzie izolują się
w fazie nieufności, nie potrafią tworzyć więzi.
Kiedy rozczarowuje cię inna osoba, praca lub sytuacja, oznacza to, że
wchodzisz na nowy poziom dojrzałości.
Problemem jest nie tyle sama iluzja, ile to, w stosunku do kogo ją
tworzymy: rozczarowanie pokazuje, że źle wybraliśmy.
Rozczarowanie zniknie na zawsze z twojego życia, gdy nauczysz się,
kiedy, w jakich okolicznościach i z kim możesz wiązać swoje nadzieje.
6. Ku zdrowej wierze
Moja iluzja nie polega na tym, co widzą ludzie, ale na mojej własnej
wizji.
Twoja wizja nie powinna opierać się na tym, co widzą inni ("Coś z tobą
nie tak", "Wyrzucili cię z pracy", "Nic ci nie wychodzi", "Jesteś
chory").
Wizja to sztuka dostrzegania rzeczy niewidzialnych.
Jonathan Swift
Twoja wizja nie powinna tkwić w ludziach, ale w tobie, w twoich
marzeniach. Nie wierz w to, co ludzie mówią lub co im się wydaje na twój
temat. Miej przed oczami swoją wizję spełnionego marzenia i myśl tylko o zasobach, jakimi dysponujesz, aby je zrealizować.
Wyobraź sobie największe marzenie swego życia, wybiegnij myślami
dziesięć lat naprzód i zwizualizuj sobie spełnienie owego marzenia i siebie samego - jaki wtedy będziesz? Nigdy nie przerośniesz swojej
wizji.
Nigdy nie rezygnuj z marzeń. Po prostu staraj się dostrzec znaki, które
cię do nich prowadzą.
Paulo Coelho
Ostateczną konsekwencją postawy "grzecznej dziewczynki" jest to, że
doznaje ona w końcu wielkich rozczarowań ze strony ludzi, którym ufała,
których tak bardzo idealizowała.
Dlatego wyjścia należy szukać w kierunku przeciwnym do postaw
wspomnianych powyżej. Po pierwsze, należy sobie uświadomić, że nie
wszyscy są dobrzy i że bycie miłym dla innych nie oznacza, że oni
odwdzięczą się tym samym.
Po drugie, musimy zmienić naszą perspektywę i przestać idealizować
pozostałych: jeśli ktoś coś osiągnął i nam imponuje, możemy wyrazić
uznanie i się nim inspirować, mając świadomość, że jego sukces oznacza,
iż ów cel jest osiągalny.
Wreszcie trzeba zdać sobie sprawę, że nikt nie może dać tego, czego sam
nie ma, nie możemy więc docenić innych, nie mając poczucia własnej
wartości, na które zasługujemy. Oznacza to, że najpierw należy postawić
na własne szczęście, a następnie dzielić się nim z innymi.
Zdrowa wiara to wiara, która aktywuje życzliwość wobec innych i miłość
do nich, ale bez krzywdzenia siebie, a także bez potrzeby stałego
szukania aprobaty innych i ciągłego udowadniania, jakim się jest dobrym.
Jeśli już nie szukasz aprobaty u każdego napotkanego człowieka, to
znaczy, że zrozumiałeś, że "zostałeś zaakceptowany", wyszedłeś poza
układ. Zaprzestanie szukania uznania oznacza, iż Bóg cię zaakceptował,
znalazłeś się poza systemem i ludzie nie mają już nad tobą żadnej
władzy, więc nie mogą cię skrzywdzić.
Im większa jest wiedza człowieka, tym większa musi być jego wiara; a im
bardziej zbliża się on do Boga, tym wyraźniejsza jest jego wizja Boga.
Victor Hugo
Głowa do góry! Nie ma znaczenia, czy się z ciebie śmieją. Jeśli Bóg dał
ci marzenie, to musi się ono spełnić. Nie szukaj aprobaty ludzi, już
jesteś zaakceptowany.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki