Wstęp, 2024
Wstęp
Radość
Przyjemności traktuję poważnie. Ciężko pracuję i dobrze się bawię.
Wierzę w jin i jang życia. Niewiele trzeba, by mnie uszczęśliwić, bo
robię mnóstwo rzeczy, które dają mi satysfakcję. Oczywiście czasem jest
ona większa, czasem mniejsza. A ponieważ staram się stosować w praktyce
to, co głoszę, i żyć chwilą bieżącą, przeważnie jestem w pełni świadoma
tego, ile przyjemności otrzymuję.
Jakże często podczas rozmowy telefonicznej z najlepszą przyjaciółką
Gayle King śmieję się do rozpuku, aż zaczyna mnie boleć głowa! Z trudem
łapiąc powietrze, myślę wtedy: "Czy to nie dar -?po tylu latach nocnych
telefonów nadal mam kogoś, kto mówi mi prawdę i pękam ze śmiechu, gdy ją
słyszę?". Nazywam to pięciogwiazdkową przyjemnością.
Świadomość (i tworzenie) cztero- i pięciogwiazdkowych przeżyć
uszczęśliwia. Sam fakt, że budzę się "ubrana i przy zdrowych
zmysłach"1, że mogę postawić stopy na podłodze, przejść do
łazienki i zrobić tam wszystko, co trzeba, dostaje ode mnie pięć
gwiazdek. Znam wiele opowieści o ludziach, którym stan zdrowia na to nie
pozwala.
Filiżanka mocnej kawy z doskonałą śmietanką orzechową: cztery gwiazdki.
Spacer przez las z psami spuszczonym ze smyczy: pięć gwiazdek. Ćwiczenia
fizyczne: wciąż jedna gwiazdka. Lektura niedzielnych gazet pod moimi
dębami: cztery gwiazdki. Dobra książka: pięć. Czas spędzony na rozmowie
o wszystkim i o niczym przy stole w kuchni Quincy'ego Jonesa: pięć
gwiazdek. Możliwość zrobienia czegoś dobrego dla innych: pięć z plusem.
Przyjemność płynie z wiedzy, że adresat rozumie ducha daru. Podejmuję
wysiłek, by codziennie wyświadczyć jakieś dobro komuś, kogo znam lub
nie.
Wiem na pewno, że ta przyjemność jest energią odwzajemnianą. To, co
dajesz, wraca. Twój podstawowy poziom przyjemności określony jest tym,
jak postrzegasz całe swoje życie.
Ważniejsze od sokolego wzroku są twoja wewnętrzna wizja i twój własny
dobry duch, które z miłością prowadzą cię przez życie, szepcząc: "o, to
jest przyjemność".
W miarę jak zbliżał się ten dzień, nie mogłam w głębi ducha przestać się
cieszyć. Powtarzałam sobie: "Kończę sześćdziesiąt lat!". Byłam taka
szczęśliwa, że dożyłam chwili, by wypowiedzieć te słowa i świętować to,
co oznaczają.
Kończę sześćdziesiąt lat. Żyję. Jestem zdrowa. W pełni sił.
Kończę sześćdziesiąt lat i -?proszę się nie obrażać -?nie muszę się
dłużej przejmować tym, co inni o mnie myślą. (Wiesz o co chodzi, te
wieczne wątpliwości: "Czy robię to właściwie?", "Czy dobrze to mówię?",
"Czy jestem tym, czym lub kim być powinnam?").
Gdy skończyłam sześćdziesiąt lat, wiedziałam na pewno, że zyskałam prawo
do bycia taką, jaka jestem. We własnej skórze czuję się bezpieczniej niż
kiedykolwiek.
Osiągnęłam punkt, który Derek Walcott opisuje w pięknym wierszu Miłość
po miłości: "...z uniesieniem / siebie powitasz, stojącego / u swego
progu, w swoim lustrze / i uśmiechniecie się na powitanie"2.
Podziwiam sposób, w jaki nieustannie rozwija się moja ziemska podróż.
Odkąd sięgam pamięcią, doświadczam w życiu wielu cudów (a nawet dłużej,
biorąc pod uwagę, że zaistniałam w wyniku jednorazowych igraszek pod
dębem). Jako dziecko przemawiałam w kościele metodystycznym w Missisipi
-?z inklinacjami do baptystów, okrzyków i Ducha Świętego -?co mnie
przygotowało na przyszłe publiczne występy, o jakich wtedy mi się nie
śniło.
Teraz chcę tylko dzielić się tym, co otrzymałam. Pragnę wciąż zachęcać
ludzi, ilu tylko zdołam, by otwierali serca na życie. Bo jeśli wiem coś
na pewno, to właśnie to, że otwarte serce przyniosło mi największy
sukces i radość.
Za swoje wielkie osiągnięcie uważam fakt, że nigdy nie zamykam serca.
Nawet w najtrudniejszych chwilach -?gdy byłam wykorzystywana seksualnie,
podczas ciąży w wieku czternastu lat, okłamywana i zdradzana -?nie
traciłam wiary, nadziei i chęci, by widzieć w ludziach to, co w nich
najlepsze, nawet jeśli pokazywali mi się z najgorszej strony. Nie
przestawałam wierzyć, że bez względu na to, jak trudna jest wspinaczka,
zawsze mogę wpuścić srebrny promyk, który oświetli ścieżkę przede mną.
Idziemy przez życie, odkrywając prawdę o sobie i decydując o tym, kto
zdobył prawo do zajęcia miejsca w naszym sercu.
To także wiem na pewno: Bóg -?wszystko jedno, czy dla ciebie będzie to
On, Ona czy Ono -?jest z nami. Z nami są także siły przyrody, dające nam
życie w obfitości. My, ludzie, zawężamy coś, co jest rozległą
przestrzenią cudu i majestatu do krótkowzrocznej rzeczywistości
codziennych doświadczeń. Ale w tym, co zwyczajne, kryje się to, co
nadzwyczajne.
Bywają dni, gdy świadomość świętości i sakralności życia zgina mi kolana
w dziękczynieniu. Wciąż nie do końca pojmuję, że mała dziewczynka z Missisipi, która w dzieciństwie zatykała sobie nos w latrynie, teraz
lata swoim prywatnym samolotem -?moim prywatnym samolotem! -?do Afryki,
pomagać dziewczętom żyjącym w takich warunkach, jak kiedyś ona. "Cudowna
Boża Łaska ta!".
Milowy kamień sześćdziesiątych urodzin minęłam z pokorą, najwyższym
dziękczynieniem i radością. Wiem to na pewno, że "Łaska podźwignęła mnie
i naprzód wiedzie wciąż"3.