4
Ares
Zaciskam kurczowo palce na telefonie i biorę głęboki oddech, próbując się uspokoić.
- Hannah, obiecałaś, że pójdziemy tam razem. Już trzeci raz w tym miesiącu odwołujesz nasze spotkanie dosłownie w ostatniej chwili. Nie mogłaś mnie przynajmniej uprzedzić nieco wcześniej?
W słuchawce rozlega się szelest i westchnienie Hannah.
- Przepraszam, Ares. Naprawdę planowałam być z tobą dziś wieczorem, przecież wiesz. Chciałabym wspierać Raven, tak samo jak chciałabym spotkać się z tobą, ale po prostu nie dam rady się wyrwać. Muszę nakręcić kilka dubli i w ogóle nie idzie nam tu zbyt dobrze.
- Ciągle masz to samo wytłumaczenie, Hannah. Próbuję cię wspierać, jak tylko mogę, ale naprawdę mi tego nie ułatwiasz. Nie może być tak, że zawsze to ja idę na kompromis.
- Wiem - przyznaje, zniżając głos. - Wynagrodzę ci to.
- Robisz to, bo nie chcesz być ze mną widziana ani fotografowana? Hannah, przecież my za miesiąc bierzemy ślub. Nie zapominaj o naszej umowie. Od razu gdy zostaniemy małżeństwem, upubliczniamy nasz związek. Cóż by się takiego wielkiego stało, gdybyśmy dziś wieczorem pokazali się razem?
- Ares, nie o to chodzi. Uwierz mi, naprawdę nie o to. Wezmę po ślubie sporo wolnego, więc muszę teraz więcej pracować, żeby to nadrobić. Nie chcę, żebyśmy przeze mnie mieli opóźnienia w harmonogramie.
Wznoszę oczy do sufitu, przeciągając ręką po włosach.
- Rozumiem - kapituluję.
W rzeczywistości wcale tak nie myślę i powoli zaczynam tracić nadzieję, że ta sytuacja kiedykolwiek się zmieni. Dawniej uważałem się za największego szczęściarza wśród rodzeństwa. Dion prawie wcale nie interesuje się swoją narzeczoną, reszta nadal nie wie, z kim będzie musiała zawrzeć małżeństwo. Tylko mnie jednemu udało się zakochać w dziewczynie, którą babka wyznaczyła mi na żonę, i to jeszcze na długo przed ślubem.
Jednak ostatnio coraz bardziej mam wrażenie, że to nie będzie małżeństwo z miłości. Nie uważam już, że wygrałem los na loterii. Wydaje mi się, że mój związek z Hannah jest w pewnym sensie na siłę. Gdzieś ulotniła się ekscytacja, którą odczuwałem na myśl o zbliżającym się ślubie.
- Nie będzie jej, prawda?
Unoszę głowę i napotykam wzrokiem jednego z młodszych braci, Lexa, opartego o futrynę drzwi. Ma wystudiowanie obojętną minę, ale wyraz jego oczu zdradza poirytowanie. W pierwszym odruchu chcę stanąć w obronie Hannah, ale nie znajduję dziś w sobie na to siły.
- No nie.
- Będziesz miał przechlapane, jeśli pójdziesz tam bez osoby towarzyszącej. Wiesz, jakie są kobiety na tego typu imprezach. Nie dadzą ci żyć przez cały wieczór. Szkoda, że mnie tam nie będzie.
Potrząsam lekceważąco głową.
- Daj spokój. Masz z samego rana samolot, prawda? Poza tym przecież nie znosisz show-biznesu.
Lex stoi na czele Windsor Motors i jeśli mnie pamięć nie myli, niedługo wypuszcza na rynek najnowszy model auta elektrycznego. Każde z nas zajmuje się innym wycinkiem imperium Windsorów: Lexington samochodami, Sierra nieruchomościami, Zane zarządza naszymi hotelami, Luca aktywami, a Dion naszymi zagranicznymi holdingami. Całą szóstką kierujemy Windsor Corp, kontrolując o wiele więcej rynku, niż się powszechnie wydaje.
- Dam sobie radę - zapewniam brata. - To tylko pokaz mody, tyle ich już sponsorowałem. Wpadnę na chwilę i się ulotnię.
Lex posyła mi uśmiech.
- Będzie Raven, więc jakoś sobie poradzisz. Jest gwiazdą dzisiejszego wieczoru. Nie wiem, jak ona to robi, ale co dzień jest piękniejsza. Bardzo żałuję, że nie dam rady pójść z tobą.
Odruchowo cały się napinam i mierzę wzrokiem Lexingtona spod zmrużonych powiek. Od kiedy to mój brat uważa Raven za piękność? Odkąd pamiętam, zawsze traktowaliśmy ją jak młodszą siostrę. Czyżby coś się zmieniło i nagle dostrzegł w niej kobietę?
- Skąd wiesz, że Raven tam będzie?
Kiedy o tym pomyślę, przypominam sobie, że całkiem niedawno wybrali się razem do galerii sztuki, tylko we dwoje. Czyżby coś między nimi było?
Uśmiecha się do mnie szelmowsko, unosząc komórkę.
- Rozmawiałem z nią dzisiaj.
Co takiego? Raven prawie zawsze odrzuca połączenia ode mnie, a znajduje czas na rozmowy z Lexem?
Brat parska śmiechem z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
- Pozdrów Raven ode mnie, dobra?
Kiwam głową na znak zgody, chociaż nie mam najmniejszego zamiaru tego zrobić. Na samą myśl o Lexingtonie i Raven robi mi się nieswojo, i to nie tylko z powodu moich nawracających snów z nią w roli głównej. Snów, o których powinienem jak najszybciej zapomnieć.
Jadę na pokaz mody w podłym humorze, ale nie byłbym w stanie podać powodu swojej irytacji. Miałem czas przywyknąć, że Hannah często wystawia mnie do wiatru, ale to nie znaczy, że jest mi łatwiej. Od kilku lat ukrywamy nasz związek, żeby uniknąć nagonki mediów. Hannah boi się oskarżeń o nepotyzm, gdyby wyszło na jaw, że jesteśmy razem, i to jest dla mnie zrozumiałe. Wiem, jak ciężko pracuje, a szum medialny jedynie przysporzyłby jej problemów. Rozumiem jej obawy, ale jestem już tą całą sytuacją zmęczony.
Wchodzę do sali, w której panuje głośny gwar. Przystaję w kącie i kieruję wzrok na wybieg. Rzadko oglądam pokazy - wszystkie wyglądają mniej więcej tak samo, a poza tym kompletnie nie interesuje mnie moda. Mimo to dzisiaj nie potrafię oderwać oczu od kobiety, która jest królową wieczoru.
Raven spaceruje po wybiegu ubrana w obcisłą sukienkę, która nie pozostawia zbyt wiele dla wyobraźni. Przez dłuższą chwilę przyglądam się jej z podziwem. Pracuje równie ciężko jak Hannah, a może nawet i ciężej, a mimo to nigdy nikogo nie zawiodła. Wiem, że moja siostra często wpada do jej biura bez zapowiedzi, tak samo jak nasza babka. Przez sekundę przemyka mi przez głowę myśl, dlaczego Hannah nie jest taka jak Raven. Są siostrami, ale mają zupełnie różne charaktery.
Wracam myślami do dnia, w którym babka po raz pierwszy wspomniała mi, że zamierza połączyć małżeństwem Windsorów i Du Pontów. Wtedy życzyła sobie, żebym poślubił Raven. Wzdycham, kiedy Raven się odwraca i przechodzi z powrotem po wybiegu, i nagle ogarnia mnie niewytłumaczalne poczucie straty.
- Panie Windsor!
Przywołuję uśmiech na twarz i się odwracam. Stoi przede mną organizator dzisiejszego pokazu, więc czeka mnie zwyczajowa pogawędka. W show-biznesie bardzo dużo zależy od tego, kogo się zna i gdzie się bywa, a ja tego nie znoszę. Mam dosyć całej tej pretensjonalności, sztuczności, życia w świecie iluzji. Tęsknię za autentycznością.
- Mieliśmy dzisiaj na wybiegu kilka modelek od was - stwierdza z dumą w głosie pan Jonas. - Windsor Media to prawdziwa potęga. Czy zostało jeszcze coś, co nie jest waszą własnością? Przejęliście kilka popularnych magazynów i jedną gazetę, zdominowaliście branżę modową, no i oczywiście dysponujecie własną wytwórnią filmową. Nie mam pojęcia, jak pan daje radę nimi wszystkimi zarządzać. To dla mnie zaszczyt, że znalazł pan czas, by wpaść na nasz pokaz.
Odpowiadam mu skinieniem i chociaż wkładam wiele wysiłku, by się skupić na jego słowach, wciąż chodzi mi po głowie Lexington. Czyżby naprawdę coś go łączyło z Raven? Próbuję wymyślić jakiś pretekst, żeby przerwać nachalne wazeliniarstwo Jonasa, gdy nagle dolatują mnie strzępki rozmowy za moimi plecami.
- Przykro mi, ale nie mogę.
Sztywnieję na dźwięk głosu Raven i się odwracam. Widzę po niej, że jest zdenerwowana, a mimo to uśmiecha się promiennie do stojącego przed nią mężczyzny.
- Przepraszam - zwracam się do Jonasa z uprzejmą miną, pod którą skrywa się nuta rozdrażnienia, zastanawiając się, co mogło wyprowadzić z równowagi Raven.
- Tylko jedna randka - prosi jej towarzysz. - Zapłacę ci za nią więcej, niż zarobisz przez cały rok.
Moje szczęki mimowolnie się zaciskają, a dłonie zwijają w pięści ze złości. Zmuszam się jednak do opanowania, gdy napotykam spojrzenie Raven i dostrzegam w jej oczach błysk ulgi. Uśmiecham się i nie spuszczając z niej oczu, obejmuję ją w talii i przygarniam do siebie.
- Tu jesteś, Raven - mruczę pod nosem, po czym odwracam się do stojącego naprzeciwko mężczyzny.
Przez moment wygląda na poirytowanego, ale zaraz mnie rozpoznaje i natychmiast opuszcza wzrok.
- Pan Windsor - odzywa się o wiele łagodniejszym tonem, niż zwracał się przed chwilą do Raven.
Wiem doskonale, kim jest, ale niech mnie diabli, jeśli dam mu satysfakcję i się do tego przyznam. Mierzę go przez sekundę obojętnym wzrokiem, po czym odwracam się do Raven.
- Pamięta mnie pan? Rozmawialiśmy niedawno o scenariuszu, który wysłałem do Windsor Media - próbuje mi się przypomnieć.
To jeden z najbardziej znanych reżyserów. Moja firma niedługo miała sfinansować jego najnowszy film, w którym Hannah bardzo chce zagrać główną rolę. No ale cóż, mówi się trudno.
Zataczam kciukiem kółka na talii Raven, która przybliża się i wtula we mnie całym ciałem. Jest jedną z najsilniejszych kobiet, jakie znam, ale skoro moja obecność przyniosła jej aż taką ulgę, można podejrzewać tylko jedno: to nie jest pierwszy raz, gdy ten sukinsyn ją napastuje.
- Jedyne, co pamiętam, to propozycja, którą chwilę temu złożyłeś Raven. Trochę dziwna, bo cię na nią nie stać, a poza tym próbujesz obrazić Raven. - Śmieję się sucho. - Chcesz jej zapłacić za randkę więcej, niż zarabia w rok? Przecież to najlepiej opłacana modelka na świecie. A ty kim jesteś? W zasadzie to nie wiem. Ale wiem jedno: taki ktoś nie powinien nawet się zbliżać do Raven i jeśli jeszcze raz to zrobisz... słono za to zapłacisz, nie jej tylko mnie.
Reżyser robi wielkie oczy i spogląda z żalem na Raven. Mierzi mnie już samo to, jak się na nią gapi. Ona nie zasługuje na wysłuchiwanie tego typu bredni.
- Nie wiedziałem - przyznaje słabym głosem.
Obejmuję Raven mocniej i spoglądam na niego z uśmiechem.
- No to już wiesz. A teraz spadaj.
Żegna mnie skinieniem i się oddala, zaciskając gniewnie szczęki, ale nic sobie z tego nie robię. Jedyne, co mnie w tym momencie interesuje, to rozpromieniona twarz Raven.
- Nadal jesteś pewna, że nie potrzebujesz ochroniarza?
Spogląda na mnie z lekką irytacją w oczach.
- Ares. Nic mi nie groziło, więc po co?
Opuszczam rękę, kręcąc głową.
- Jak często zdarzają ci się takie rzeczy?
- Bardzo, bardzo rzadko - zapewnia mnie, jednocześnie uciekając spojrzeniem, co od razu zdradza, że kłamie. Znam ją od dawna i dobrze wiem, że robi to, gdy mija się z prawdą.
- Nie powinnaś bywać sama na tego typu imprezach. Nie zabrałaś żadnego faceta?
Przypominam sobie tylko jednego, z którym widywano ją w ostatnich latach, ale on niedawno się ożenił - ku mojej ogromnej uldze. Silas Sinclair. Facet ma w sobie coś, co mnie odrzuca, i nie chodzi jedynie o to, że należy do tych nielicznych osób, które są dla mnie nietykalne. Nieraz próbowałem namówić babkę na zerwanie współpracy z jego firmą, która dba o nasze bezpieczeństwo, ale ona nie chce o tym słyszeć. Sam do końca nie wiem, co mnie drażni w Sinclairze, możliwe, że sposób, w jaki traktował - czy raczej nie traktował - Raven. Ta kobieta zasługuje, by być dla drugiej osoby centrum świata, a on ledwo ją zauważał. Na pierwszy rzut oka było jasne, że jego serce należy do innej.
- Nie. Przyszłam sama. Zaraz dołączy do mnie mój agent, ale jeszcze jest za kulisami.
Prześlizguję się wzrokiem po jej ciele, potrząsając z niedowierzaniem głową.
- Nigdy nie potrafiłem cię zrozumieć, wiesz? Jak to możliwe, że jak dotąd nie byłaś w stałym związku? Jakim cudem kobieta taka ja ty nadal jest singielką?
Sięga po kieliszek szampana z tacy mijającego nas kelnera i spogląda na mnie z uśmiechem.
- Po prostu nigdy nie spotkałam mężczyzny, który by mnie zafascynował. A nie mam ochoty wiązać się z kimś, kto nie będzie mi całkowicie oddany. Marzę o wielkiej miłości jak z bajki i chcę na nią poczekać.
Całkowicie oddany? No, no, no! Ale ma rację, właśnie na takie uczucie zasługuje. Jestem ciekaw, jaki będzie mężczyzna, który zdoła ją zdobyć. Na sekundę staje mi przed oczami Raven z Lexingtonem i ta wizja mrozi mi krew w żyłach.
- Raven!
Odwraca się w stronę męskiego głosu i się uśmiecha, po czym ponownie przenosi wzrok na mnie.
- To mój agent - wyjaśnia. - Co oznacza, że pora na nudne, ale podobno konieczne gadki szmatki. Zobaczymy się później, dobrze?
Kiwam głową na znak zgody i odchodzę, zerkając kątem oka na zbliżającego się do Raven mężczyznę. Podobno to jej agent, a wpatruje się w nią w mało profesjonalny sposób. Od razu widać, że jest nią oczarowany. Przestępuję nerwowo z nogi na nogę. Bardzo, ale to bardzo zależy mi na szczęściu Raven, jednak przeraża mnie myśl, że mogłaby się w kimś zakochać.
Założę się, że tak samo czuje się każdy starszy brat. Może nie jest to do końca to samo uczucie, które ogarnia mnie na myśl o facetach Sierry, ale coś bardzo zbliżonego. Nie może być inaczej.