5
Dion
Rozpaczliwe łkanie Faye wypełnia sypialnię w moim apartamencie hotelowym. Każdy jej szloch jest jak cios w moje serce. Zawsze wiedziałem, że nie raz doprowadzę ją do płaczu, ale nie zdawałem sobie sprawy, że tak bardzo mnie dotkną jej łzy.
Taksuję wzrokiem kobietę siedzącą na brzegu mojego łóżka - jej nienaganny dotąd makijaż jest teraz rozmazany, a złocisty odcień skóry o kilka tonów bledszy niż zwykle. Faye ma najpiękniejsze błękitne oczy, jakie kiedykolwiek widziałem, ale dziś maluje się w nich tylko smutek i poczucie winy.
Przeczesuje raz po raz palcami swoje długie, ciemne włosy, rozwichrzając je na wszystkie strony. Jeszcze nigdy nie widziałem jej tak rozbitej. Żal na nią patrzeć, a mimo to nie potrafię oderwać od niej oczu. Jest olśniewająca, nawet w takim stanie.
Najwyraźniej nie ja jeden jestem tego zdania.
Eric pewnie w tej chwili krąży nerwowo po salonie mojego apartamentu, czekając na wyjaśnienie, którego Faye mu odmówiła. Sam nie wiem, czego od niej oczekiwałem, skoro jak dotąd prawie ze sobą nie rozmawialiśmy, ale na pewno się po niej nie spodziewałem, że będzie się spotykać z innym mężczyzną zaledwie parę miesięcy przed naszym ślubem.
Podchodzę bliżej. Faye podrywa głowę i jej zalane łzami oczy odnajdują moje spojrzenie.
- Faye - szepczę, czując, jak ściska mi się serce. Jak dotąd ani razu nie okazała przy mnie autentycznych, nietłumionych emocji. Co za chichot losu, że gdy widzę je pierwszy raz, okazuje się, że ich powodem jest inny facet. Zupełnie jakby wszechświat próbował mi powiedzieć, że nie zasługuję nawet na jej łzy, nie mówiąc już o uśmiechach. Jakbym tego, cholera jasna, sam nie wiedział! Na ironię zakrawa też fakt, że zatrzymałem się w tym hotelu dlatego, że u mnie trwa remont ze względu na nasz ślub. Mój dom jest przygotowywany dla niej. Cała ta sytuacja przepełnia mnie goryczą i omal nie powala na łopatki.
Klękam przed Faye i opieram dłonie na łóżku po jej bokach. Wciąga nerwowo powietrze i gdy unosi głowę, w jej spojrzeniu widzę absolutną, bezdenną rozpacz.
Kurczę, chwila nieuwagi i mógłbym w tych oczach utonąć.
Po policzku Faye spływa kolejna łza. Zaciska powieki, a ja głośno wzdycham i wyciągam rękę do jej twarzy. Cała się napina, gdy delikatnie ujmuję w dłoń jej policzek i ocieram wilgoć kciukiem.
- Spójrz na mnie - proszę.
Robi to, ukazując wypisane na twarzy bezbronność i ból.
- Dion - szepcze drżącym głosem. Szlag. - B-bardzo cię przepraszam.
Odgarniam wolną ręką włosy z jej twarzy. Nie potrafię się powstrzymać, żeby jej nie dotykać i nie pocieszać.
- Nie masz za co mnie przepraszać - zapewniam, choć czuję, że te słowa palą mnie w gardle. - Nie jesteśmy jeszcze małżeństwem i nasze zaręczyny to tylko umowa. Nie jesteś mi nic winna. Na razie.
Znów nabiera ze świstem powietrza i do jej oczu napływa nowa fala łez. Ich widok rozdziera mi serce i kierowany odruchem ostrożnie wplatam palce w jej włosy, po czym przygarniam ją do siebie. Faye zupełnie się rozkleja w moich ramionach, przyciskając mi kolana do torsu i wtulając twarz w szyję.
- T-tak głu-głupio p-postąpiłam - łka.
Czuję, jak dygocze z niekontrolowanych emocji, i ze wszystkich sił próbuję dodać jej otuchy. Nigdy nie zakładałem, że ta kobieta będzie budzić we mnie jakiekolwiek uczucia, a mimo to klęczę dziś przed nią i usilnie próbuję złagodzić jej ból.
Przytulam ją, aż w końcu jej łkania stopniowo milkną, a oddech nieco się uspokaja. Wtedy chwytam ją za ramiona i delikatnie popycham do tyłu, by usiadła prosto, ogarnięty nagłą potrzebą spojrzenia jej prosto w oczy - silniejszą od tej, by trzymać ją w objęciach.
- Jak długo to trwa? - dopytuję, nie mogąc dłużej unikać tego tematu. Jej odpowiedź niczego nie zmieni, ale chcę ją poznać. Dlaczego? Sam do końca nie wiem.
Faye wzdryga się i ucieka spojrzeniem w bok, jakby nie mogła znieść mojego wzroku.
- To nie jest tak, jak myślisz. - Głos załamuje się jej na ostatnim słowie. Otacza się ramionami, przyprawiając mnie tym o drżenie serca, chociaż mój gniew ani trochę nie osłabł.
- Nie jest tak, jak myślę? - powtarzam. - Czyli nie umawiasz się z jednym z naszych prawników?
Eric i ja nie jesteśmy teraz ze sobą tak blisko jak w młodości, ale dawniej uważałem go za przyjaciela.
Otwiera usta, żeby mi odpowiedzieć, a ja zatrzymuję wzrok na jej cudownie pełnych wargach. Sama myśl, że Eric je całował, a ja nie... Jasny szlag! Dlaczego, do cholery, musiała się spotykać z kimś, kogo znam?
- Twój ojciec o tym wie? - pytam, czując na plecach dreszcz niepokoju. Jakim cudem mogło do tego dojść bez mojej wiedzy? Może nie znam Faye tak dobrze, jak powinienem, ale doskonale pamiętam, że zawsze była cicha i uległa wobec ojca. Najwyraźniej jej nie doceniałem.
W jej oczach błyska strach i prędko zaprzecza. Już sama jej obecność w hotelu, za jego plecami oznacza, że jest gotowa wiele zrobić dla Erica. Tej myśli towarzyszy nieznany mi dotąd ból, który bardzo przypomina... zazdrość.
- Planowałaś z nim uciec? - Od tych słów krew wrze mi w żyłach. Odkąd pamiętam, wmawiałem sobie, że nie chcę się ożenić z Faye, ale chyba nie zdawałem sobie w pełni sprawy, jak często o niej myślę.
- Nie - mówi dziewczyna i kładzie dłoń na moim ramieniu. Ciekawe, czy sobie uświadamia, że chyba po raz pierwszy w życiu dotknęła mnie z własnej inicjatywy. - To nie... to nie jest... Zamierzałam dzisiaj z nim zerwać. Wiedziałam, że niedługo wrócisz do kraju, więc...
Wpatruję się w nią, próbując ocenić, czy jest ze mną szczera. Ta udręka w jej oczach, ta autentyczna szczerość na twarzy... Wątpię, żeby potrafiła tak świetnie udawać, ale jej słowa przeczą logice.
- Na pewno nie chciałaś z nim zerwać - cedzę przez zęby, starając się panować nad furią. - Wręcz przeciwnie, wszystko wskazywało, że jedziesz na górę zrobić coś zupełnie innego.
Ściska mnie w żołądku, gdy przed oczami staje mi obraz Faye w łóżku z Erikiem. Ile razy już się z nią przespał? Zaciskam zęby i odpycham od siebie tę wizję, żeby zupełnie nie zatruła mi umysłu.
- To naprawdę nie tak. My... - Urywa, jakby nie potrafiła znaleźć właściwych słów.
Wyciągam ręce i obejmuję dłońmi jej talię, wyraźnie ją tym zaskakując. Robi wielkie oczy, a ja z cierpkim uśmiechem zsuwam ręce na jej uda. Rozchylam je i się przyglądam, jak czarna spódnica Faye podjeżdża do góry, po czym przygarniam ją do siebie. Siedzi teraz na samym brzegu łóżka, obejmując mnie udami w pasie, a nasze twarze dzieli zaledwie parę centymetrów. Nigdy jeszcze nie byłem tak blisko niej, w tak intymnej sytuacji, ale sprawia mi to przyjemność. Łagodzi nieco mój niepokój, ale niewystarczająco.
- Faye, chciałaś się z nim przespać czy nie? - pytam szorstkim, pełnym napięcia głosem. Zaglądam jej ponownie w oczy i dostrzegam w nich skruchę, która jest dla mnie jak tortura. - Odpowiedz mi.
Faye przełyka ciężko ślinę przez ściśnięte gardło i jej oddech ponownie przyśpiesza, jeszcze bardziej niż przed chwilą.
- Tak. Tak, chciałam.
To wyznanie jest dla mnie ciosem i z jej spojrzenia wyczytuję, że zdaje sobie z tego sprawę. Czy mój ból byłby mniejszy, gdyby związała się z kimś, kogo nie znam? Gdybym ich razem nie zobaczył? To prawda, że wolałbym uniknąć tego małżeństwa, ale nie dlatego, że nie chcę Faye. Kurde, przecież nawet nie chodziłem na randki, a już na pewno nie wyobrażałem sobie, że moją żoną mogłaby zostać inna kobieta niż ona. Byłem do tego stopnia pochłonięty poczuciem winy i wstydem, że w ogóle nie przyszło mi do głowy, że moja oziębłość może ją popchnąć w ramiona innego mężczyzny.
- Dion - szepcze Faye, opierając dłoń na mojej klatce piersiowej. Zerkam na jej serdeczny palec, pusty, bez pierścionka, i wtedy ogarnia mnie coś w rodzaju skruchy. Włożyłem tyle energii w unikanie Faye, że nie zastanowiłem się, jakie skutki może mieć moja wieczna nieobecność. Prawie nikt nie wie, że jestem zaręczony, a tym bardziej z kim. Trzeba było podarować Faye okazały, rzucający się od razu w oczy pierścionek zaręczynowy, tak jak radziła mi babka.
Przyglądam się, jak Faye próbuje się zebrać na odwagę. Prostuje nieco plecy i jej oczy lekko się rozświetlają. Czy ma pojęcie, jaka jest w tym momencie seksowna? Jakoś mi się nie wydaje.
- Czytałam o tobie w brytyjskich tabloidach - odzywa się w końcu cicho, zaciskając na chwilę zęby. Cały się napinam i w pierwszym odruchu chcę zaprzeczyć plotkom. Nie byłem z żadną kobietą, odkąd Faye skończyła osiemnaście lat, ale przyznanie się do tego sprowokowałoby zbyt wiele pytań, na które nie mam odpowiedzi. - Nigdy nie przyrzekaliśmy sobie wierności - dodaje. - W zasadzie niczego sobie nie przyrzekaliśmy. - Jest taka drobniutka, ale wcale nie wygląda na przestraszoną. Gdzie krył się ten jej ogień przez wszystkie te lata?
Faye zawsze kojarzyła mi się z porcelanową lalką - piękną, ale pozbawioną emocji. Wszystkie nasze dotychczasowe kontakty i rozmowy wydawały się sztywne i wystudiowane, wręcz automatyczne. Dopiero teraz do mnie dociera, że pozowała przede mną na kogoś innego, ukrywając swoje drugie, ciekawsze oblicze. Nie rozumiem tylko dlaczego.
- Tak mówisz? - mamroczę, błądząc wzrokiem po jej twarzy. Potem obejmuję ją wpół i zataczam kciukami kółka na śliskim materiale jej bluzki. Nigdy dotąd nie dotykałem jej w tak intymny sposób. Nawet gdy tańczyliśmy ze sobą na imprezach, na których pokazywaliśmy się razem w ostatnich latach, zawsze byliśmy zdystansowani niczym aktorzy odgrywający swoje role. Ta chwila jest... inna i oboje o tym wiemy. - O ile dobrze pamiętam, przyrzekłaś mi, że zostaniesz moją żoną.
Wzdycha nerwowo, otwierając nieco szerzej swoje niesamowicie piękne oczy.
- Nic podobnego. - Jej głos jest cichy i przesiąknięty bólem. - To małżeństwo zaaranżowały nasze rodziny. Żadne z nas nie miało w tej kwestii nic do powiedzenia i mogę się założyć, że żadne z nas go nie chce.
Wpatruje się we mnie, a ja czuję się, jakby rzuciła na mnie czar. Moje zazwyczaj odrętwiałe serce ściska się z bólu, jakiego dotąd nie doświadczyłem, mimo to nie potrafię oderwać od niej wzroku. Więc tak wygląda moja przyszła żona, kiedy nie udaje.
- Naprawdę sądzisz, że chcę poślubić mężczyznę, którego w ogóle nie obchodzę? - pyta z wypisanym na twarzy oburzeniem. - Domyślam się, że od dawna masz nowy numer telefonu, ale nie zadałeś sobie trudu, żeby mnie o tym zawiadomić. Wytyczyłeś między nami granicę, Dion, więc ani razu się do niej nie zbliżyłam.
Mimowolnie się wzdrygam, ale nie mogę odmówić Faye słuszności. Ma rację, jakiś czas temu zmieniłem swój brytyjski numer telefonu na amerykański i jej o tym nie wspomniałem. To mi po prostu... w ogóle nie przyszło do głowy. W końcu prawie wcale ze sobą nie rozmawialiśmy. Mógłbym policzyć na palcach jednej ręki, ile razy do tej pory Faye do mnie zadzwoniła.
- Okej, jeśli o to chodzi, faktycznie nawaliłem - przyznaję. - Myślisz, że nie zdaję sobie sprawy, że nie mam nic na swoją obronę? Zgoda, kiedyś prawie w ogóle nie poświęcałem ci uwagi, ale to nie znaczy, że będę patrzył przez palce na to, co się tu, do cholery, wyprawia!
Badam wzrokiem jej twarz. Faye wciąga gwałtownie powietrze, kiedy mój kciuk prześlizguje się po jej dolnej wardze, zaskakująco gładkiej i miękkiej. Jaki smak będą miały jej usta, kiedy w końcu stanie się tylko moja? Jestem ostatnią osobą, która zasługuje na Faye, a mimo to mam zamiar odebrać jej jeszcze więcej, niż to zrobiłem do tej pory.
- To, co jest między wami, musi się natychmiast zakończyć. - Desperacja widoczna w jej oczach mnie dobija, ale ciągnę: - Nie mogę się tobą dzielić, Faye. I nie będę. Albo zrywasz nasze zaręczyny, albo zrywasz z nim, tu i teraz. Jaka jest twoja decyzja?
Faye ma takie same szanse przeciwstawić się naszym rodzinom jak ja - czyli żadne. Postawiłem jej puste ultimatum, z czystej złości i chęci zadania bólu. To tego zawsze się obawiałem. Moje poczucie winy względem Faye blednie wobec pragnienia, żeby należała do mnie. Tak nie powinno być. Zdecydowanie.
Faye przymyka oczy i tłumi w gardle szloch. To mnie rozbraja i moja stanowczość chwilowo słabnie. Czy potrafiłbym tak żyć? Przymykać oko na jej zdrady, wiedząc, że to ją uszczęśliwi?
Taksuję spojrzeniem jej ciało i zaciskam szczęki. Nie. Nie mogę znieść myśli, że mogłaby wracać do mnie po przespaniu się z innym facetem. Chciałbym być lepszym człowiekiem, ale nie jestem i nigdy nie będę. Wiem, że na to nie zasłużyłem, ale jeśli Faye ma zostać moją żoną, musi być tylko moja. To mój odwieczny problem: jestem pieprzonym egoistycznym potworem.
Faye spogląda mi w oczy i bierze głęboki oddech.
- Zerwę z nim - szepcze, a mnie zalewa fala ulgi.
- Świetnie - rzucam ostro. - Pozwól, że się wyrażę jasno, Faye. Od tej chwili należysz do mnie, tak samo jak ja do ciebie. Nie odważ się nawet pomyśleć, żeby znów wywinąć mi taki numer.
Wyraz jej twarzy zmienia się w coś, czego nie jestem w stanie zinterpretować. Nagle zaczyna mi zależeć, żeby lepiej ją poznać i odkryć jej drugie oblicze, które przede mną ukrywa.
- Jedna szansa - oznajmiam cicho. - Daję ci tylko jedną szansę. Zapomnę, co się dzisiaj wydarzyło, i nie powiem o tym twojemu ojcu, a ty za to od jutra nie odezwiesz się więcej do Erica. Umowa stoi?
Potwierdza i odwraca wzrok, ale nie udaje się jej ukryć wypisanego na twarzy żalu. Nie musi mówić tego na głos, żebym wiedział, że go kocha. Zostawi go, bo nie ma innego wyjścia, ale mnie za to znienawidzi. Stanę się kolejnym punktem na jej liście pretensji do losu, która bez wątpienia będzie się wydłużała w trakcie naszego wspólnego życia.