2
luca
- Poczęstuj się jeszcze, Val.
Głos babki wybija się ponad gwar panujący przy zatłoczonym stole. Zawsze traktuje Valentinę równie ciepło jak mnie i pięcioro mojego rodzeństwa. Widząc jej surowe spojrzenie, zaciskam zęby i z ociąganiem nakładam dodatkową porcję glazurowanej marchewki na talerz sekretarki.
Nie mam zielonego pojęcia, za co babka tak bardzo ceni Valentinę. Urządzane u niej co tydzień kolacje są przeznaczone wyłącznie dla rodziny. Od tej żelaznej reguły robi tylko dwa wyjątki: dla Raven, najlepszej przyjaciółki mojej siostry, oraz Valentiny.
Jeszcze bym zrozmiał, gdyby zapraszała ją do nas raz na jakiś czas, po kilku latach współpracy mógłby to być naturalny odruch, ale nie. Valentina bywa na kolacji regularnie, odkąd zaczęła u mnie pracować. Co prawda, ona sama twierdzi, że nie wie, skąd bierze się ta sympatia, którą obdarza ją nasza babka, ale według mnie to bzdura.
Próbowałem wywęszyć, czy babka przypadkiem nie płaci Valentinie, aby donosiła jej o każdym moim kroku, jednak nie znalazłem na to żadnych dowodów. Ale szczerze powiedziawszy, niepotrzebnie się trudziłem, bo nasza nestorka nigdy w życiu nie popełniłaby takiego błędu.
Valentina się do niej uśmiecha, co wywołuje we mnie zdumienie. Dlaczego nigdy nie zachowuje się tak swobodnie wobec mnie? Nie chodzi mi tylko o szczery śmiech wyrywający się z jej karminowych ust, ale o wesołe pogawędki z moimi braćmi i żarty wymieniane z moją siostrą, Sierrą, zrozumiałe tylko dla nich dwóch.
Widzę, jak Valentina, Sierra i Raven chichoczą z czegoś, czego nawet nie staram się ogarnąć rozumem, więc odrywam od nich wzrok i skupiam się na jedzeniu.
Valentina jest w doskonałej komitywie z całą moją rodziną z wyjątkiem mnie - faceta, który bądź co bądź wypłaca jej horrendalnie wysoką pensję. Nie potrafię rozpoznać, które jej oblicze jest prawdziwe. Kiedy przebywa w naszym gronie, staje się tak absurdalnie miła i serdeczna, że nawet ja, o mały włos, dałbym się nabrać. Szkoda, że moi bliscy nie mogą jej zobaczyć w pracy. Iluzja, którą ich karmi, momentalnie by się rozwiała.
Biorę łyk wina i przenoszę wzrok na Aresa, mojego starszego brata. Przy naszym gwarnym stole tylko my dwaj siedzimy w milczeniu. Podążam za jego spojrzeniem i zauważam, że wpatruje się w Raven, która śmieje się z czegoś, co powiedziała Valentina. Od razu widać, że Ares nie może oderwać od niej wzroku.
Odwracam głowę, usilnie starając się ukryć lekki niepokój, który poczułem na widok brata. Raven to nie tylko najlepsza przyjaciółka naszej siostry, ale zarazem młodsza siostra narzeczonej Aresa. Czyli bez dwóch zdań ostatnia kobieta na świecie, na którą wolno mu się w ten sposób gapić. Kręcę głową, opróżniając kieliszek z winem. Każdego z nas czeka małżeństwo zaaranżowane przez babkę, ale ja przynajmniej nie podkochuję się skrycie w kimś, kto nigdy nie będzie należał do mnie.
- W ogóle się nie odzywasz - zauważa Valentina po skończonej kolacji. - Wszystko w porządku? Jest coś pilnego, nad czym musimy jeszcze popracować?
Spoglądam na nią ze zdumieniem, kręcąc głową. Przechodzimy przez główną część rezydencji, w której mieszka babka, i kierujemy się do mojego mieszkania.
- Czy ty kiedykolwiek myślisz o czymś innym niż praca?
Uśmiecha się w sposób, który mnie wyjątkowo drażni.
- A ty?
Kąciki moich ust unoszą się w nikłym uśmiechu.
- Masz mnie.
Valentina przyciska kciuk do czytnika przy wejściu i otwiera drzwi. Z lekkim westchnieniem zsuwa szpilki, zostawia je w korytarzu i przechodzi boso do mojego salonu.
Bez wysokich obcasów wydaje się zaskakująco drobna. Z łatwością mógłbym ją unieść i przycisnąć plecami do ściany. Czy jej usta miałyby smak jadu, którym zwykle ociekają jej słowa?
Przeczesuję ręką włosy, potrząsając głową. Co mi w ogóle strzeliło do łba? Valentina jest przepiękna, to oczywiste, ale nie mam cienia wątpliwości, że w łóżku byłaby równie zimna i nieprzyjemna jak na co dzień. Gdybym ją przeleciał, na sto procent odmroziłbym sobie kutasa. Wzdrygam się, zły na siebie, że taka myśl w ogóle powstała mi w głowie.
- Ciekawe - odzywa się Valentina, siadając na kanapie, wpatrzona w swoją komórkę. Zajmuję miejsce obok i nachylam się, żeby zajrzeć jej przez ramię. Towarzyszący jej zawsze zapach lawendy sprawia, że odruchowo zaciągam się powietrzem. - Jednak kazał synowi ustąpić. Jestem zaskoczona - dodaje po chwili.
Odwraca głowę w moją stronę i prawie ociera się o mnie nosem, tak blisko są w tym momencie nasze twarze. Opuszczam wzrok na jej idealnie wykrojone, pełne usta i wbrew sobie czuję ukłucie pożądania.
- Dlaczego? - szepczę.
Nie odsuwa się i ja również się nie cofam.
- Co: dlaczego? - Jej głos drży.
- Dlaczego jesteś zaskoczona?
Mruga kilka razy i przesiada się nieco dalej, z powrotem przybierając tę irytującą profesjonalną maskę. Valentina Diaz - jedna z nielicznych znanych mi kobiet, które nigdy nie miały na mnie ochoty. Pewnie dlatego wytrzymaliśmy ze sobą w pracy już tyle lat. Żadne z nas ani razu nie przekroczyło wyznaczonych granic. Od początku właśnie tego od niej oczekiwałem, ale dziwnym trafem dziś wieczorem ta obojętność mnie frustruje.
- Nie sądziłam, że poprosi syna, żeby zrezygnował z funkcji prezesa. Ale jeszcze bardziej zdumiewa mnie, że zostawiłeś mu furtkę do uratowania firmy. Przez te wszystkie lata, odkąd razem pracujemy, nikt nie dostał od ciebie drugiej szansy. Zawsze byłeś twardy i bezwzględny. Co się stało tym razem?
Wpatruje się we mnie krytycznym wzrokiem. Ciekawe, czy zdaje sobie sprawę, że do tej pory nikt oprócz niej nie odważył się żądać ode mnie jakichkolwiek wyjaśnień. I nikt inny by się ich nie doczekał.
Waham się przez chwilę z odpowiedzią, sięgając bezwiednie do kieszeni i gładząc opuszkami palców herb Windsorów wygrawerowany na zegarku taty.
- Jackson przyjaźnił się z moim ojcem. To tata podjął decyzję, żeby zainwestować w jego firmę.
Każde wspomnienie o rodzicach dziś boli już mniej niż kiedyś, ale żal jest wciąż taki sam. I podejrzewam, że tak już będzie zawsze. Niektóre rany nigdy się nie goją. A to jest jedna z nich.
Valentina opuszcza głowę, ukrywając przede mną wyraz twarzy.
- Rozumiem - mówi tonem pozbawionym emocji.
Przez ułamek sekundy mam obawy, że zapyta mnie o rodziców, ale przecież dobrze ją znam. Nigdy nie wtrąca się do mojego życia. Kiedyś myślałem, że się pilnuje, bo nie chce stracić pracy, ale z czasem doszedłem do wniosku, że to ją po prostu w ogóle nie interesuje. Ta kobieta naprawdę jest jak wykuta z lodu.
- No to chyba mamy jasność, dlaczego jeszcze nie pogoniłeś Jacksona, skoro jego firma od pięciu lat ma coraz gorsze wyniki. - Podnosi głowę i uśmiecha się złośliwie. - Może ty faktycznie gdzieś tam masz jakieś serce.
Z błyszczącymi oczami dotyka palcem wskazującym mojej klatki piersiowej. Wtedy moje głupie serce, którego jej zdaniem jestem pobawiony, nagle przyśpiesza. Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio widziałem u niej szczery uśmiech. A już z całą pewnością nie pamiętam, żeby kiedykolwiek mnie dotykała.
Zanim zdążę pomyśleć, chwytam ją za nadgarstek i przyciskam jej dłoń do swojego torsu. Oczy Valentiny otwierają się nieco szerzej, ale oprócz tego pozostaje niewzruszona. Nie wydaje się ani odrobinę poruszona, w przeciwieństwie do mnie.
- Ty mi to powiedz. Mam?
Ciekawe, czy się zorientowała, że mój puls jest odrobinę szybszy, niż powinien.
- Nie - odpowiada, szczerząc zęby w uśmiechu. - Przyznaję się do błędu. Ty nie masz serca, to jasne jak słońce.
Uśmiecham się samymi kącikami ust i rozluźniam uścisk, cofając rękę.
Valentina z uśmiechem bierze mój laptop ze stolika, a ja nie mogę oderwać od niej oczu. Chyba nigdy nie miała takiej zadowolonej miny, gdy byliśmy tylko we dwoje. Obdarza uśmiechem każdego z moich braci, ale nigdy nie mnie.
- Musimy dopracować plany restrukturyzacji, a poza tym nie zapomnij, że czeka cię ostatnia przymiarka garnituru. Ślub Aresa i Hannah nadejdzie szybciej, niż ci się wydaje.
Odchylam się na oparcie kanapy, rozmyślając o sprawach, które mamy do załatwienia w ciągu najbliższych miesięcy. Gdyby udało się zrealizować moje plany, nareszcie mógłbym spełnić marzenie ojca. Jestem już tak blisko.
Każde z naszego rodzeństwa zajmuje się innym wycinkiem imperium Windsorów: finansami, mediami i PR-em, hotelarstwem, motoryzacją oraz branżą technologiczną, nieruchomościami, a także zagranicznymi holdingami.
Rodzina Windsorów weszła na te rynki w ciągu ostatniego półwiecza wyłącznie dzięki naszej babce. Na każdym z nich odnieśliśmy ogromny sukces, ale pierwotnym celem był sektor finansowy. Windsor Finance i Windsor Bank to dwie organizacje, z którymi jesteśmy najczęściej kojarzeni.
Firmą, którą kieruję, wcześniej zarządzał mój ojciec. Nie ma go już niestety z nami i nie może ocenić wyznaczonego przeze mnie kierunku jej rozwoju, ale i tak bardzo mi zależy, żeby był ze mnie dumny. Wizja, której nie zdążył zrealizować, jest prawie identyczna jak ta, którą sam zamierzam wcielić w życie.
Valentina loguje się do mojego laptopa odciskiem palca. Wtedy znienacka uderza mnie myśl, jak wielkim zaufaniem obdarzyłem ją przez ostatnie lata. Tylko ona wie o moich planach rozwoju firmy. Może nie należy do moich ulubienic, ale mogę śmiało powiedzieć, że bez niej Windsor Finance nie byłaby w tym miejscu, w którym jest dzisiaj.
Skąd we mnie ta przemiana? Byłem wściekły, kiedy babka nakazała mi wziąć Valentinę pod swoje skrzydła. Ponieważ zatrudniła ją osobiście, nie mogłem jej zwolnić, nieważne, jak bardzo tego chciałem - i jak bardzo bym się starał. Próbowałem wszystkiego, żeby odeszła z pracy, ale nic nie wskórałem. W którym momencie zaprzestałem prób pozbycia się jej?
- Pójdziesz ze mną na wesele Aresa jako moja osoba towarzysząca - oznajmiam, taksując ją wzrokiem. - Wiesz, co masz robić. Odstraszać ode mnie te wszystkie głupie lwice salonowe i wskazywać tych, z którymi powinienem nawiązać kontakty. Dam ci listę gości i oczekuję, że dowiesz się wszystkiego o wszystkich. To nie jest zwykły ślub.
Przytakuje z przyklejonym do twarzy sztucznym uśmiechem.
- Naturalnie. Pokażę się tam z tobą i będę miała w głowie komplet informacji na temat tych ludzi, włącznie z imionami ich psów, dzieci i kochanek.
Odpowiadam jej skinieniem i z powrotem opadam na oparcie, prześlizgując się spojrzeniem po jej ciele. Kiedy ta kobieta, której dawniej serdecznie nie znosiłem, stała się dla mnie najbardziej zaufaną osobą na świecie?