p

Teraz ja! Ginekolożka z psycholożką o menopauzie - Monika Łukasiewicz, Jagna Kaczanowska

Kup ebooka

44.99 zł
40.49 zł (40,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
 
WSTĘP

Hej! Tak, do ciebie mówimy! Piszemy do ciebie.

 

Monika: Serwus!

Jagna: Cześć!

 

Jesteśmy dwiema fajnymi kobietami, które w pewnym momencie zdały sobie sprawę, że... się starzeją.

Dzień dobry, menopauzo. Nie spodziewałyśmy się ciebie tak wcześnie.

To niesamowite, bo kiedy myślimy o sobie, wydaje nam się, że jesteśmy młode, pełne energii i planów. A tu to straszne słowo: menopauza. Klimakterium. Przekwitanie. Słowa, które w ogóle nie pasują do tego, co o sobie myślimy. Do nas.

Na pewno nas rozumiesz!

Nie możesz zmienić rzeczywistości, nie możesz zmienić faktów. Ale możesz zmienić to, co o tej rzeczywistości myślisz - przyglądając się faktom i poznając nowe. I właśnie to postanowiłyśmy zrobić z tym "potworem", czyli menopauzą. Przyjrzeć się temu owianemu złą sławą, ale nieuchronnemu okresowi życia kobiety.

Czujemy, że umiemy to zrobić, bo...

 

Monika: Ja jestem ginekolożką, endokrynolożką i seksuolożką.

Jagna: A ja jestem psycholożką i pisarką.

 

Kobieto, fajna kobieto, która nas czytasz, proponujemy ci zatem podróż bohaterki. Każda z nas przejdzie tę drogę odmiennie. Symbole, mity, przeprawy przez ocean - albo kałużę. Jednak szkielet naszej podróży menopauzalnej będzie taki sam. Ze zwykłego świata, naszego życia, wyrwie nas burza hormonalna. To trochę wezwanie do ruszenia w drogę. Nie możemy zostać tu, gdzie zastała nas menopauza, bo... nie jesteśmy już tą samą osobą, co kilka czy kilkanaście lat temu. Estrogeny postanowiły od nas odejść.

Pa, pa! Kochałyśmy was, a teraz będziemy musiały sobie radzić bez waszej cudownej mocy - wkraczamy więc w zupełnie nowy świat. Będzie to świat bez menstruacji - rzecz oczywista. Ale nie będzie to jedyna zmiana w naszych ciałach. Będą też inne - niektóre nas zdziwią, wręcz zszokują i raczej żadnej nie będziemy postrzegać w kategorii korzyści. Jednak w czasie menopauzy zmieniamy się nie tylko fizycznie, także - psychicznie. I tu dobra wiadomość: to mogą być zmiany na lepsze, o ile oczywiście nauczysz się nimi zarządzać!

W tym nowym, menopauzalnym świecie będziesz mieć nowych wrogów, ale i sojuszników. Dzięki tym drugim możesz wyjść z transformacji zwycięska, z eliksirem życia. Czymkolwiek ten eliksir dla ciebie jest.

Pozwól nam powiedzieć, że jesteśmy dumne, że możemy być twoimi sojuszniczkami w tej podróży. My też idziemy tą drogą. Wiemy, co czeka cię za zakrętem. Dlatego teraz wcielimy się w rolę mentorek. Pomożemy ci dobrać odpowiednie sprzęty, leki i kapelusz.

Chcesz przejść menopauzę jako szamanka, wojowniczka, czarownica, księżniczka czy kowbojka? Każda odpowiedź jest dobra. Wymyśl własną. To twoja droga. Być może po raz pierwszy w życiu - tylko i wyłącznie twoja. Idź w swoim tempie, tak jak chcesz i dokąd chcesz. Jesteśmy przekonane, że na końcu na nas wszystkie czeka prawdziwe złote runo: wolność i dojrzałość. I właśnie o tym jest ta książka.

Zgoda, bardzo poetycki wyszedł nam ten wstęp. Natchniony. Ale... wiedza zawarta w książce jest rzetelna i oparta na faktach naukowych. Konkrety.

Całujemy cię.

rozdział 1
A jeśli starość nie istnieje?

Podobno starość się Panu Bogu nie udała. Ale co, jeśli tak naprawdę... wcale jej nie ma? Jeśli została w dużej mierze wymyślona, a my się do tego dostosowujemy i dlatego się starzejemy?

Podpierali się laseczkami. Byli starzy. Tak się czuli i tak ich postrzegano. Pewnie też przecierali okulary ze zdumienia. Co za dziwaczny pomysł z tym eksperymentem? I jeszcze ta nazwa: Counterclockwise, przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Przecież wszyscy wiedzą, że nie da się wrócić do przeszłości!

Do budynku po starym klasztorze w New Hampshire Ellen Langer, wówczas trzydziestoczteroletnia psycholożka, zaprosiła ośmiu śmiałków. Langer miała coś, co wyróżniało ją spośród tysięcy innych badaczy: nie wierzyła, że się nie da. Kilka lat wcześniej była świadkiem czegoś zupełnie niezwykłego: całkowitej remisji raka u własnej matki, której lekarze nie dawali szans na przeżycie. I chociaż po jakimś czasie choroba wróciła, Langer wiedziała już: niewykonalne nie istnieje. Albert Einstein powiedział: wszyscy uważali, że to jest niemożliwe, a potem przyszedł ktoś, kto o tym nie wiedział - i właśnie jemu się udało. To idealne podsumowanie kariery naukowej prof. Ellen Langer.

Uczestnicy badania, zanim weszli do domu w New Hampshire, zostali poddani wnikliwym badaniom lekarskim. A w środku czekała ich niespodzianka - powrót do 1959 roku, do czasów ich młodości. W telewizji - czarno-białej - leciał program Eda Sullivana, amerykańskiego prezentera, szalenie popularnego w latach 50. i 60. Meble oczywiście były w stylu vintage, można było słuchać muzyki - ale tylko tej z lat 50. Ubrania też były żywcem przeniesione z przeszłości. Ale najważniejsze było to, że uczestnicy badania mieli mówić tak, jakby BYLI W 1959 ROKU. "Lubię Sullivana" - zamiast: "Lubiłem Sullivana". Nie wolno było im rozmawiać o niczym, co stało się po 1959 roku. Jakby tych kolejnych lat w ogóle nie było.

Eksperyment trwał tydzień. Wyniki były szokujące: badani czuli się młodziej, mieli mniej problemów z poruszaniem się, okazało się, że laski nie są im już potrzebne. Co najciekawsze, lekarze stwierdzili, że uczestnikom eksperymentu poprawiły się parametry fizyczne, w tym - wzrok. To było niezwykłe, zaskakujące: czyżby nasze ciało podążało za tym, co uważa nasz mózg? Czy nasze ciała mogą mieć nie tyle lat, ile wynika z naszej metryki, ale tyle, na ile MY SIĘ CZUJEMY?

To szokująca teza. Wydaje się, że jest nielogiczna i absurdalna. Przecież wszyscy wiemy, że starość istnieje, widzimy ją na ulicach. Jak uwierzyć, że wiek może być tylko w naszej głowie?

Zadaj sobie pytanie: ile masz lat? Obie przyznajemy szczerze, że osobiście mamy coraz większy kłopot, żeby na nie odpowiadać. Od dłuższego czasu straszliwie się plączemy, usiłując sobie przypomnieć, ileż to mamy tak naprawdę lat.

 

Monika: Wydaje mi się, że jestem po trzydziestce, na pewno - przed czterdziestką. A mam skończone pięćdziesiąt.

Jagna: Ja też dobiegam pięćdziesiątki!!! No nie, na tyle to się na pewno nie czuję!

 

Jak zresztą 70 proc. z nas. Pozostali czują się albo starzej, albo zgodnie z metryką. Naukowcy bardzo się tym zainteresowali i postanowili ten fenomen przebadać. Odkryli ciekawą prawidłowość: większości ludzi między dwudziestym a dwudziestym piątym rokiem życia wiek realny zaczyna się rozjeżdżać z tym odczuwanym, a z biegiem lat ten proces coraz bardziej postępuje. Podobnie jak z upływem czasu przesuwa się granica wieku, w którym zaczyna się "starość". Zgodnie z wynikami badania przeprowadzonego przez naukowców z Uniwersytetu Stanowego Michigan dla większości ludzi wiek dojrzały zaczyna się w okolicach trzydziestki, a starość - Boże, zmiłuj się! - właśnie w okolicach pięćdziesiątki. Ale uwaga: zapewne tę średnią zaniżają opinie osób bardzo młodych.

 

Jagna: Wcale się temu nie dziwię. W trzeciej klasie ogólniaka zawiązaliśmy pakt z kolegami ze szkoły: ponieważ mieszkałam wtedy w bloku na piętnastym piętrze, umówiliśmy się, że każdy z pozostałych uczestników paktu w dniu swoich trzydziestych urodzin przyjdzie do mnie w odwiedziny i rzuci się z balkonu na parking. Ja, urodzona w październiku, miałam się pożegnać z tym światem ostatnia - w naszym ówczesnym mniemaniu życie po trzydziestych urodzinach nie miało sensu, było powolnym konaniem, upokarzającym procesem odchodzenia ze świata w ciele pooranym zmarszczkami, pozbawionym zębów, libido i resztek wigoru.

Wyprowadziłam się z tego mieszkania długo przed trzydziestką, więc nie wiem, czy ktokolwiek zapukał do drzwi z zamiarem skończenia swojego życia przed czwartą dekadą. Ale chyba nie - jedno z nas jest podróżnikiem, drugie ma stację benzynową i wąsy, trzecie ma dwoje dzieci i nową miłość, a czwarte, czyli ja - cóż, przyznam, że większość fantastycznych rzeczy wydarzyła się w moim życiu po trzydziestce. Na wypadek jednak, gdyby kiedyś przyszło mi do głowy, że życie po jakiejś cezurze czasowej nie ma sensu, mieszkam na parterze.

 

Najciekawsze jednak naukowcy zgłębiający zagadnienie percepcji wieku odkryli później: otóż ci, którym towarzyszyło poczucie, że mają 8-13 lat mniej niż naprawdę, byli średnio o dziesięć lat młodsi biologicznie, czyli - ich ciała podążały nie za datą urodzenia, wpisaną w metryce, ale subiektywnym wrażeniem wieku. Ciśnienie było niższe, serce biło równym tempem, osoby te statystycznie żyły też dłużej.

Dlaczego? Był taki program: Miliard w rozumie. W naszych umysłach kryje się nie tylko potencjalny miliard czy milion, które możemy wygrać w teleturnieju, lecz i programy działania. Nie tylko te proste, związane z zarządzaniem oddychaniem, krążeniem krwi, odczuwaniem bólu. Także bardziej skomplikowane. To się nazywa psychoneuroimmunologia - połączenie medycyny i psychologii. Istnieje już wiele dowodów na to, że psychika wpływa na funkcjonowanie naszego ciała. Nikt nie ma wątpliwości, że stres może się znacząco przyczynić do obniżenia odporności i powstania wielu chorób. Chorzy na AIDS, którzy czuli się samotni i byli pozbawieni wsparcia, żyli krócej od tych, którzy czuli się kochani i otoczeni troską. Mózg steruje naszymi ciałami, być może też... pozwala nam się zestarzeć. Lub utrzymuje nas w dobrej kondycji.

 

MENOPAUZA, CZYLI CO?

Perimenopauza - okres, w którym u kobiet zaczynają występować zmiany endokrynologiczne (hormonalne), biologiczne i kliniczne związane z menopauzą. Trwają od około czterech lat przed ostatnią miesiączką do roku po niej. Objawy: nieregularne miesiączki (najpierw częste, potem rzadkie), uderzenia gorąca, wahania nastroju.

Menopauza - ostatnia miesiączka, po której przez dwanaście miesięcy nie pojawia się krwawienie. Średni wiek: 50-52 lata.

Postmenopauza - czas po menopauzie. Niektóre objawy (uderzenia gorąca) mogą ustąpić, inne (osteoporoza, zmiany metaboliczne) zostają dłużej.

 

JAK ROZPOZNAĆ MENOPAUZĘ?

- Testy hormonalne (FSH, LH, estradiol, progesteron)

- Objawy kliniczne (na przykład nieregularne miesiączki, suchość pochwy, zmiany nastroju, uderzenia gorąca, problemy ze snem, zaburzenia rytmu serca, drętwienie rąk)

 

Wspomniana już prof. Ellen Langer udowodniła, że kobietom, które po wizycie u fryzjera miały poczucie, że w nowej fryzurze wyglądają młodziej, obniżało się ciśnienie krwi. W innym eksperymencie wykazano, że seniorzy lepiej radzili sobie w testach na zapamiętywanie, jeśli wcześniej czytali słowa, które dobrze się kojarzą ze starszym wiekiem (doświadczony, mądry, dojrzały), gorzej natomiast, gdy pokazywano im takie wyrazy jak: niedołężny, schorowany. Nasz mózg kocha szufladki. Czyli uproszczone techniki rozumowania: ma siwe włosy = jest stara, jest stara = jest niedołężna. Chodzi o to, żeby umieć z tych szufladek wyskoczyć. A najlepiej odnaleźć te, w których siedzą przekonania na temat wieku, wybebeszyć je i wyrzucić wszystko, co jest negatywnym stereotypem na temat dojrzałego wieku. Bo w przeciwnym wypadku te koszmarne etykietki zaczną wychodzić w rozmaitych sytuacjach, najczęściej wtedy, kiedy będą najmniej potrzebne, i zepsują nam życie. Dobre życie, udane życie, dorosłe życie, złoty wiek życia!

Niektóre z tych stereotypów wynosimy z domu ("Życie kończy się po sześćdziesiątce. Potem już tylko starość..."), ale też, niestety, z kultury masowej i postów celebrytek na Instagramie. Na tej podstawie tworzymy etykiety: "stara, po siedemdziesiątce", "stary, siwy". Prof. Katarzyna Popiołek, wybitna psycholożka, jedna z najbardziej wpływowych kobiet na Śląsku, opowiadała w wywiadzie, że poszła do ortopedy, bolało ją kolano. Lekarz spojrzał na nią - burza rudych włosów, zawadiacki kapelusz - i zaczął proponować: a może nowa terapia, a może operacja, a może... wtedy jego wzrok padł na kartę i PESEL pacjentki. "Ale wie pani? Może już nie warto".

 

NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO!

BY KONNO JECHAĆ W STRONĘ OCEANU

I w drogę, w szeroki świat. To marzenie zapewne towarzyszyło Annie Wilkins z Maine w USA od zawsze - ale gdy się dowiedziała, że lekarze dają jej najwyżej dwa lata życia (podejrzewali gruźlicę lub raka), pomyślała, że nie ma czasu do stracenia. Postanowiła, że zobaczy Kalifornię i ocean, zanim umrze. Problemem było to, że była biedna jak mysz kościelna - robiła domowe pikle i sprzedawała je. Za zarobione trzydzieści dwa dolary mogła kupić konie i zapasy na drogę.

Wzięła konie - Tarzana i Reksa - i psa o imieniu Depeche Toi (z francuskiego: pospiesz się). I ruszyła.

Miała wtedy sześćdziesiąt trzy lata.

Był rok 1954, Annie nie miała kart kredytowych, telefonu z GPS, nie miała żadnych rezerwacji hotelowych po drodze, po prostu uznała, że jakoś to będzie. Wszystko, co zabrała w podróż, mieściło się w niewielkich sakwach przytroczonych do siodła. Wyruszyła w listopadzie, licząc, że na południu będzie cieplej. Zanim tam jednak dotarła, musiała się zmierzyć z ostrą zimą, lodem i zaspami, jazdą na mrozie. Wieść o jej podróży ją wyprzedzała: bogaci ranczerzy na trasie zapraszali do swoich domów, szeryfowie w małych miasteczkach pozwalali spać w... więzieniach. Ledwo uniknęła śmierci w powodzi błyskawicznej, stratowania przez bydło, dostała też co najmniej jedną propozycję małżeństwa. Mimo to niepowstrzymanie kontynuowała podróż w stronę oceanu. Kilkaset kilometrów od celu Rex, jej zapasowy koń, padł. Na brzeg dotarła więc z Tarzanem, Depeche Toi i nowym wierzchowcem. Podróż trwała prawie dwa lata. Według różnych szacunków Wilkins przejechała od czterech do siedmiu tysięcy mil - ona sama nie była w stanie dokładnie odtworzyć trasy, podróżowała bez żadnego planu.

I choć zgodnie z szacunkami lekarzy powinna była umrzeć u celu, dożyła pięknego wieku osiemdziesięciu ośmiu lat.

 

Jak to: już nie warto? Mamy się położyć i czekać na śmierć, bo nie mamy już dwudziestu lat? Prof. Popiołek ma inne zdanie, bo uważa, że starość - z psychologicznego punktu widzenia - nie istnieje. Jest dzieciństwo, kiedy gaworzymy i uczymy się wiązać kokardki na butach, jest adolescencja - wiek nastoletni, kiedy szaleją nam hormony, dostajemy trądziku i zakochujemy się po raz pierwszy - która oddziela dzieciństwo od wieku dorosłego. A potem jest wiek dorosły. To może być wczesna dorosłość, późna dorosłość - nie ma jednak psychologicznego portretu człowieka starego. Można odmalować taki obraz dziecka, nastolatka, dorosłego - ale już nie ma różnic pomiędzy kimś, kto ma trzydzieści lat, a kimś, kto ma siedemdziesiąt. Jedyne różnice wynikają z nagromadzonej wiedzy i doświadczenia oraz ewentualnie z procesów chorobowych - ale nie z racji wieku jako takiego.

W latach 60. opracowano koncepcję adaptacji do starości - na rynek pracy wchodziły pokolenia powojennego baby boomu i dojrzali musieli zrobić im miejsce, inaczej rządy miałyby problem. Zaczęto więc wypychać osoby 50+ w smugę cienia. Że już nie dają rady, że muszą ustąpić młodszym - sprawniejszym intelektualnie, bardziej kreatywnym. Mniej więcej wtedy zaczęła się ta "moda na młodość".

Niestety, ten stereotyp przetrwał i nadal ma się świetnie. "To idzie młodość!", prawie krzyczeli wizjonerzy z Doliny Krzemowej, eksperci nowych technologii. "Młodzi ludzie są po prostu mądrzejsi", oświadczył Mark Zuckerberg. Jeden z szefów Pay-Pala ufundował nawet sto tysięcy dolarów nagrody dla "błyskotliwych i młodych", którzy rzucą szkołę, żeby zacząć robić dochodowe biznesy. Wydawało się, że faktycznie - osoby w późnej dorosłości są stracone dla świata nauki, techniki, a nawet sztuki. Przecież już Albert Einstein powiedział, że człowiek albo dokona ważnego odkrycia przed czterdziestym rokiem życia, albo nie dokona go wcale.

Przyjrzyjmy się jednak faktom. W latach 80. średni wiek laureatów Nagrody Nobla z fizyki wynosił pięćdziesiąt lat - i od tamtej pory nie przestaje rosnąć. Tak samo jak wiek założycieli najprężniej rozwijających się firm. Co zaskakujące, firma założona przez pięćdziesięciolatka ma dwukrotnie większe szanse na to, że się rozwinie, umocni swoją pozycję i zarobi dla inwestorów. Jak to możliwe? Otóż okazuje się, że dojrzali dorośli, w wieku 50+, są lepsi w podejmowaniu decyzji, jeśli decyzja ta jest powiązana z przeszłymi wyborami. Po prostu lepiej łączą fakty, korzystając ze swojego doświadczenia. Młodsi są lepsi w podejmowaniu szybkich decyzji, porównywaniu różnych opcji. Ale w życiu najczęściej jednak spotykamy się z sytuacją, w której musimy skorzystać z doświadczeń. Ta umiejętność przychodzi z wiekiem.

Jest tylko jedno "ale". Musisz w to naprawdę UWIERZYĆ. A nie jest to łatwe, bo nasz świat nie lubi ludzi dojrzałych. Zwłaszcza kobiet, niestety. Starzec - to mędrzec, ktoś, do kogo można się zgłosić o poradę; starucha to w najlepszym wypadku wiedźma, w najgorszym - niedołęga, niemądra, stara i godna politowania. Gdzieś w okolicach czterdziestki wiele z nas nabiera przekonania, że nic nas dobrego już nie czeka. Na udach cellulit, pod oczami wory, na schodach zadyszka, a na ulicy wołają: "Z tyłu liceum, z przodu muzeum". "Na co ja mogę jeszcze liczyć? Wszyscy faceci wolą młodsze, nawet mój były wyprowadził się do kobiety młodszej ode mnie o dziesięć lat", płacze Alicja (pięćdziesiąt dwa lata). "Przecież jest jasne, że ja już niczego nie osiągnę w instytucie, ostatnio moim szefem został facet tuż po trzydziestce!", narzeka Ilona (czterdzieści siedem lat), naukowczyni. Został, został, bo chociaż Ilona zajmuje się edukacją, dziedziną opanowaną przez kobiety, na nielicznych mężczyzn w tej działce czekają szklane ruchome schody, które wiozą ich szybciutko na dyrektorów instytutów, dziekanów, rektorów, a nawet - ministrów.

Alicja i Ilona uważają, że przed nimi nie ma żadnej przyszłości. I teraz zadanie dla ciebie. Odpowiedz jednym zdaniem:

CO TO ZNACZY: MŁODA?

Gdy chwilę nad tym pomyślisz, dojdziesz do wniosku, że nie chodzi wcale o brak cellulitu, siwych włosów czy o młodszego partnera, tylko - o przyszłość. Uważamy, że młodzi są przyszłością, mają przed sobą przyszłość, a my JUŻ NIE. I tu tkwi problem, tu popełniamy podstawowy błąd, ponieważ myśląc tak, że nie ma przed nami przyszłości, nic już na nas nie czeka, na własne życzenie fundujemy sobie starość w najgorszym wydaniu, mentalny koniec, intelektualne, psychiczne i fizyczne kurczenie się zasobów.

Nasza wspólna znajoma kiedyś pojechała do schroniska po psa. Na trawniku przed głównym wejściem na Paluch spotkała sympatyczne małżeństwo: rozłożyli stolik z parasolem, dwa krzesła, czytali sobie książki, a na trawie obok leżał kundelek. "Przepraszam, czy nie chciałaby pani wziąć tego psa?", zagaiła kobieta. Znajoma przystanęła zaskoczona, zaczęła wypytywać, o co chodzi. Otóż śliczna, srebrzysta suczka przyplątała się do sympatycznego małżeństwa na spacerze. Wzięli ją do mieszkania, umyli, nakarmili i napoili, a potem zaczęli szukać jej nowego domu. "Ale dlaczego państwo jej sobie nie zostawią?", zapytała znajoma, bo uznała, że jeśli ktoś wkłada tyle emocji i energii w znalezienie psu domu, to musi tego psa bardzo lubić. "Bo weterynarz powiedział, że ona pożyje jeszcze z dziesięć lat, a my jesteśmy STARZY", odparła pani z uśmiechem na ustach. Ci ludzie byli po sześćdziesiątce. Założyli, że nie przeżyją kolejnej dekady.

Nie byli chorzy. Wyglądali na zdrowych, byli szczupli i uśmiechnięci. Ale uznali, że zaczęli już proces odchodzenia. Oto adaptacja do starości w całej krasie: dobrowolne wycofanie się z życia na znak zbliżającej się śmierci.

Szkoda, że ci mili państwo nie uznali, że mogą być jak Jeanne Calment, Francuzka, która wiele lat była uznawana za najdłużej żyjącą kobietę na świecie i która zmarła w wieku stu dwudziestu dwóch lat (choć pojawiały się wątpliwości dotyczące jej faktycznego wieku). Calment do sto siedemnastego roku życia paliła papierosy, jadła kilogram gorzkiej czekolady tygodniowo, piła szklaneczkę porto i jeździła na rowerze. Była autorką serii wspaniałych bon motów, takich jak: "Mam tylko jedną zmarszczkę i właśnie na niej siedzę". Ale jej najbardziej znany cytat brzmi: "Młodość to stan umysłu. Nadal jestem młodą dziewczyną, tylko od siedemdziesięciu lat nie wyglądam już tak dobrze jak kiedyś".

Młodość to stan umysłu. Warte zapamiętania.

Brak przyszłości jest dla nas zabójczy. Podobno przedstawiciele Pierwszych Narodów w USA pojmani umierali w więziennych celach - nie znając pojęcia czasu, nie rozumieli, kiedy odzyskają wolność, a bez niej nie umieli i nie chcieli żyć. Bo nie da się żyć z poczuciem, że nic cię już nie czeka. Nie sądzisz?

No, to teraz się zastanów, ile razy powiedziałaś:

- Studia? No skąd, jestem na to za stara!

- Randki? No co wy, w moim wieku...

- Topless na plaży? Nieeee, to dobre dla młodych.

- Szkoda, że kiedyś, gdy byłam młodsza...

 

Monika: Właśnie, przyszłość, marzenia! Zawsze chciałam napisać książkę nad Lago Maggiore - to przepiękne jezioro polodowcowe na pograniczu Włoch i Szwajcarii. Moje ulubione miejsce na świecie, marzyłam o tym od dekady. Pamiętam dzień, kiedy to marzenie się we mnie zrodziło: byłam w Warszawie, w tłumie ludzi, pacjentek, i całkowitym chaosie życia. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że kiedyś, za wiele lat, tu przyjadę do domu z widokiem na góry, jezioro, palmy i będę pisać, pisać. Znalazłam dom. Postanowiłam spędzić w nim moje pięćdziesiąte urodziny. Sama z Winstonem. Nie, nie chodzi o Churchilla, chociaż są pewne cechy wspólne. Winston to mój malutki charcik włoski. Inteligencja i urok osobisty. Cały sir.

I oto jestem. Królik z kapelusza. Marzysz, planujesz, realizujesz i oczekujesz... zmian, inspiracji i przełomów. Tylko pamiętasz, co ci mówiłam? Ja się boję sama spać!

Winston nie jest psem obronnym, więc w wymarzonym domu nad jeziorem co noc boimy się wspólnie. On zawija się wokół moich nóg i śpi. Ja słucham i patrzę, czy jest bezpiecznie. Ten dom jest naprawdę dość odizolowany od innych. Wjeżdża się do niego po wielu serpentynach, jak do zamku księżniczki. De facto jestem tu sama. Pięknie nie? Tylko... ja się boję sama spać na odludziu. Ale menopauzy boję się bardziej. O trzeciej w nocy sama ze sobą rozmawiam. Jestem tutaj już dwa tygodnie, piszę książkę - że menopauzy nie trzeba się bać. Ja też się boję jej trochę mniej. Starzenie się i ciemność nie są już takie przerażające. Mierzę się z nimi. Nawet zaczęłam gasić światło w nocy. No dobra. Przypomina mi się, jak kiedyś bardzo, ale to bardzo bałam się wysokości. Uparłam się, żeby przejść kamiennym mostem nad przepaścią. Najpierw stałam dwadzieścia minut i zbierałam się w sobie. Weszłam trzy kroki i wracałam. Potem dalej. Tłumaczyłam sobie, że wszystko jest w mojej głowie. Bariery. Lęki. Wpadło mi do głowy, że przejdę... na czworakach. I tak zrobiłam. A co na to inni ludzie? A co mnie to obchodzi! Ciebie też nie powinno. Czasem warto zejść do parteru i ruszyć do przodu, choćby - na czworakach. Przeszłam ten most. A wróciłam już normalnie, na dwóch nogach. W ogóle nie było strasznie. Byłam taka dumna! Zawsze istnieje coś, co można zrobić, żeby być bohaterką, bohaterem. Choćby... pełzającą bohaterką. Czasem tylko pełzając, można spełnić marzenia!

 

Widzisz? W życiu trzeba mieć pasję, która pcha cię do przodu i sprawia, że masz przed sobą przyszłość - bo na coś czekasz. Ważny jest cel, który z tej pasji wynika. W psychologii istnieje fascynujące zjawisko, nazywane efektem Zeigarnik (od nazwiska radzieckiej badaczki Blumy Zeigarnik). Odkryła ona, że ludzki mózg ma zakodowaną skłonność kończenia zadań, domykania. Najlepiej pamiętamy to, co wydawało się niezakończone - chociażby jak ostatnia scena Przeminęło z wiatrem. "Pomyślę o tym jutro", powiedziała zapłakana Scarlett O'Hara, a potem były już tylko napisy końcowe. I? I? I co się stało jutro, do cholery? Do dziś wiele kinomanek zadaje sobie to pytanie, powstały niezliczone wersje dalszych losów Scarlett właśnie dlatego, że męczy nas ten ciąg dalszy, a raczej jego brak - a więc potencjał PRZYSZŁOŚCI.

Scenarzyści doskonale znają tę sztuczkę i wykorzystują efekt Zeigarnik jako tzw. zawieszenie na krawędzi klifu. Akcja wartkiego odcinka serialu musi się kończyć takim zawieszeniem. Przed napisami końcowymi widz musi zapytać: I? I?

Dlatego nie pozwalaj, żeby w twoim życiu pojawiały się napisy końcowe bez tego pytania: co dalej? Co jutro, co za miesiąc, za dziesięć, dwadzieścia lat? Nie, to wcale nie jest abstrakcyjne, wcale nie jest bez sensu. Nie możesz wykluczyć, że będziesz żyć dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści lat, a nawet i nieskończoność - nie możesz wykluczyć, że ludzkość po prostu opracuje lek pozwalający na wieczne życie. To nie jest prawdopodobne i zapewne nie byłoby dobre, ale nie możesz być pewna, że tak się nie stanie.

Dbaj o to, by często zawieszać akcję swojego życia na krawędzi klifu. Wtedy nigdy, nigdy nie będziesz stara, choćbyś nawet przeżyła Jeanne Calment.

 

ILE DASZ ZA... DODATKOWE SIEDEM I PÓŁ ROKU ŻYCIA?

Miliarderzy płacą tysiące dolarów za rozmaite eliksiry młodości, które mają im zapewnić młody wygląd i długie życie. A jest taki eliksir, który jest dostępny zupełnie za darmo, co więcej - jego działania dowiedziono naukowo. Becca Levy z Yale School of Public Health przeprowadziła fascynujące badanie: przeanalizowała powtórnie wyniki Ohio Longitudinal Study of Aging and Retirement, w którym od 1975 roku wzięło udział ponad tysiąc osób. Średni wiek badanych wynosił na początku około sześćdziesięciu lat. Zapytano ich, jakie są ich poglądy na temat starzenia się. Niektórzy mówili: "Starość jest zła... człowiek stary staje się bezużyteczny". Inni mieli pozytywne nastawienie: że starość nie jest końcem aktywności, że starzy ludzie mogą kochać, być kochani i realizować pasje i marzenia. Okazało się, że osoby z pierwszej grupy - z negatywnym nastawieniem - przeżyły średnio od 1975 roku piętnaście lat, natomiast "wiekowi optymiści" żyli jeszcze dwadzieścia dwa lata i sześć miesięcy.

rozdział 2
Umrzyj młodo najpóźniej jak się da. Jak zachować rześki umysł na wiele dekad?

Monika: Zawieszanie na krawędzi klifu - super. Często staram się tak robić. Mówiłam wam, że lubię wyścigi samochodowe, takie po torze? Idealne zawieszenie na krawędzi klifu. Ale przemawia do mnie też to, co powiedziała Jeanne Calment: młodość to stan umysłu. I tu dochodzimy do mózgu, kobiecego mózgu, któremu menopauza jednak nie służy.

Jagna: "Co? Stary człowiek nie może?", krzyknął z ostatniej ławki Grzesiek, a cała klasa ryknęła śmiechem. "Stary człowiek i morze! Nie popisuj się, Grzegorz, pała!", wrzasnęła polonistka. I tak chichotaliśmy z tego powodu do końca lekcji. Byliśmy przerażająco młodzi, płynęła w nas gorąca krew, a świat kipiał możliwościami. Tymczasem w przypadku starych ludzi wiadomo - sądziliśmy, że nie mogą. Chwilunia - co mówiłaś o tym mózgu? Że robi mu się gorzej?

 

Faktycznie, często uważamy, że starzy ludzie nie mogą. Czego? No przede wszystkim myśleć sprawnie nie mogą. Prawdą jest, że dość długo naukowcy przychylali się do takiego stanowiska.

Rozprawmy się więc z kilkoma mitami, by się przekonać, że mózg dorosłej, dojrzałej, starej kobiety może - i jest! - mózgiem w pełni sprawnym.

MIT 1. MÓZG SIĘ NIE ROZWIJA

Gdy się urodziłyśmy, w naszych mózgach iskrzyło prawie sto miliardów neuronów, czyli kilkanaście procent więcej, niż ma człowiek dorosły. Nie, nie jest wcale tak, że wszystkie są potrzebne! Prof. Jerzy Vetulani uważał, że mniej więcej w okresie szkoły podstawowej neurony zaczynają na potęgę umierać. Działa to tak: wyobraź sobie, że mózg podzielony jest na obszary odpowiadające za rozmaite funkcje i czynności, które wykonujemy. Miałaś być może specjalnie ukształtowaną sieć neuronalną służącą ubieraniu lalek. I taką do czytania książek. Z czasem, im rzadziej bawiłaś się lalkami, tym mniej pracy miały neurony, które za tę czynność odpowiadały. Inaczej w przypadku czytania: czytałaś coraz więcej. Twój mózg wyeliminował więc synapsy od lalek, żeby te od czytania zyskały więcej energii do pracy. Bo są bardziej potrzebne. Logiczne i proste.

Problem w tym - jak do niedawna sądzono - że wygaszając aktywność neuronów, mózg nie miał równocześnie możliwości produkowania nowych synaps. A przecież, gdy minie dzieciństwo, też chcemy się uczyć. "Za późno", mówiono nam. Już się nie nauczysz: angielskiego, prowadzenia samochodu, szycia na maszynie, jazdy na nartach i tak dalej. Bo mózg nie ma gdzie "upchnąć" instrukcji obsługi tych czynności.

Wiele odkryć zdawało się potwierdzać tę tezę. Na przykład Oliver Sacks, neurolog, autor wielu światowych bestsellerów, opisywał dramat niewidomego od urodzenia pacjenta, któremu przywrócono operacyjnie wzrok. Niestety, choć patrzył, nie umiał widzieć. Między innymi okrążał cienie na ulicy, bo wydawało mu się, że cień to przedmiot, który leży na drodze. Wpadł w depresję, prosił nawet o odwrócenie efektu operacji, w końcu zaczął nosić czarne okulary, bo bez wzroku umiał żyć, jego mózg świetnie radził sobie z ciemnością.

Z mózgiem jest więc jak ze starym psem - nowych sztuczek go nie nauczysz, sądzono.

Ale wcale tak nie jest! To stosunkowo nowe odkrycie, bo dopiero w 1998 roku naukowcy zaobserwowali w mózgu dorosłego człowieka obszary, w których dochodziło do neurogenezy, a więc - rodziły się nowe neurony. Tak naprawdę to logiczne. Wszyscy znamy osoby po udarach czy wypadkach, które początkowo radziły sobie bardzo źle, a z czasem, na skutek rehabilitacji, zaczęły odzyskiwać utracone kompetencje: mowy, chodzenia, pisania. Niektórzy wrócili do pełnej sprawności, inni do częściowej, ale faktem jest, że ich mózgi się zregenerowały.

MIT 2. SPRAWNOŚĆ MÓZGU KOŃCZY SIĘ PO CZTERDZIESTCE

Nieprawda. Problem ten zgłębił dr Warner Schaie, psycholog i kognitywista. Zaprojektował The Seattle Longitudinal Study, trwające wiele lat badania, które zaczęły się w 1956 roku. Odkrył, że pełnię sprawności nasze umysły osiągają około czterdziestego roku życia, a potem mniej więcej do sześćdziesiątego roku życia niewiele się zmienia. Statystycznie - nic. Dopiero w okolicach siedemdziesiątki lub kilka lat później naszej mózgi zaczynają sprawiać wrażenie zmęczonych.

Powinnyśmy dalszą część tego punktu napisać drobnym druczkiem. Otóż mózgi kobiet różnią się troszkę od mózgów mężczyzn - nie tak jak w tych obleśnych, seksistowskich dowcipach. Tę różnicę można opisać jednym słowem: estrogen. No i niestety, jako że menopauza dokonuje w nas hormonalnej rewolucji, rykoszetem obrywają nasze mózgi.

W ośrodkowym układzie nerwowym receptory estrogenowe występują w obszarach mózgu odpowiedzialnych za pamięć, funkcje wykonawcze i emocje (hipokamp, ciało migdałowate, brzuszny obszar nakrywki, kora czołowa, móżdżek, jądra szwu śródmózgowia).

Zatrzymajmy się na hipokampie, ze względu na kształt pieszczotliwie nazywanym konikiem morskim. W mózgu hipokamp występuje obustronnie w płatach skroniowych, a nazwa pochodzi od tego, że po przecięciu zwinięta biała i szara istota przypomina konika morskiego. Hipokamp to takie centrum pamięci krótkotrwałej, odbiera informacje z zewnątrz i z głębszych struktur mózgu. Następnie informacje te są przekazywane do włączenia do pamięci długoterminowej. Jeśli oglądałaś fantastyczną kreskówkę Pixara W głowie się nie mieści, mniej więcej wiesz, jak to wygląda. Jeśli nie oglądałaś - obejrzyj, to świetna rozrywka!

Estradiol - jeden z estrogenów - przenika przez barierę krew-mózg, dociera do mózgu i działa na receptory estrogenowe. Hormon ten reguluje różne procesy związane z rozwojem, reprodukcją, emocjami i funkcjami poznawczymi. Niedawno wykazano, że estradiol może również powstawać w mózgu poprzez metabolizm cholesterolu, z testosteronu, a także ma właściwości neuroprotekcyjne.

Co to znaczy? W prostych słowach: ochrania mózg przed czynnikami mogącymi działać na niego destrukcyjnie. Szczególnie widoczne jest to w przypadku udaru mózgu u obu płci w wieku reprodukcyjnym. Okazuje się, że w tym przypadku przeżywa więcej kobiet niż mężczyzn, bo to właśnie ich mózg chroniony jest przez estrogeny! Po menopauzie udar mózgu dotyka jednak bardziej nas, płeć żeńską niż męską. Estradiol i androgeny wpływają też na kilka szlaków neuroprotekcyjnych (ochronnych), w tym odpowiedź immunologiczną, tworzenie nowych komórek nerwowych oraz funkcje komórek glejowych. Estrogeny są induktorem neuroplastyczności w mózgu oraz zapobiegają nadmiernej fosforylacji białka tau, które odpowiada za rozwój choroby Alzheimera.

Zaburzenia w strukturze i funkcjonowaniu hipokampu, związane z obniżeniem stężenia estrogenów, mogą niestety skutkować obniżeniem sprawności pamięci krótko- i długotrwałej oraz zaburzeniami funkcji autonomicznych.

Zgodnie z tzw. hipotezą krytycznego okresu czasu leczenie estrogenami, czyli HTM (hormonalna terapia menopauzalna), należy rozpocząć jak najwcześniej w przypadku wystąpienia menopauzy, aby zapewnić właściwą neuroprotekcję. Wykazano, że leczenie obejmujące zarówno estrogeny, jak i progestageny wydaje się nie wywoływać takiego samego korzystnego neuroprotekcyjnego efektu jak w przypadku stosowania samych estrogenów.

Naturalnie teraz wpada wam do głowy pomysł na trzeci mit, czyli...

MIT 3. SPRAWNOŚĆ KOBIECEGO MÓZGU KOŃCZY SIĘ PO CZTERDZIESTCE. BO MAMY MENOPAUZĘ, A MĘŻCZYŹNI - NIE

Jak by  to powiedzieć... To nieprawda. Ale w tej nieprawdzie jest ziarnko prawdy, niestety. Tym ziarnkiem jest zjawisko znane jako "brain fog", czyli "mgła mózgowa".

Coraz więcej badań wskazuje na związek między menopauzą a ryzykiem pogorszenia funkcji poznawczych w okresie menopauzy. Podkreślmy to wyraźnie: RYZYKIEM. To nie znaczy, że gdy wchodzisz w okres menopauzy, automatycznie odcina ci pamięć i inteligencję. Ale...

Niedawne badania wykazały, że okres menopauzy wiąże się z negatywnym wpływem na uwagę oraz na pamięć werbalną i roboczą. Już w zasadzie w okresie perimenopauzy wiele kobiet skarży się na problemy ze znalezieniem odpowiednich słów, zapominanie i tzw. mgłę mózgową.

Wykazano, że u kobiet, które przeszły przedwczesną menopauzę z powodu wycięcia jajników i przez to nagle straciły estrogeny, występuje zwiększone ryzyko rozwoju depresji, demencji oraz choroby Alzheimera w późniejszym wieku. Choroba Alzheimera (Alzheimer Disease - AD) jest najczęstszą chorobą neurodegeneracyjną i występuje właśnie u kobiet w średnim wieku. Ryzyko jej wystąpienia jest dwa-trzy razy większe u kobiet w porównaniu z mężczyznami. Choroba ta charakteryzuje się występowaniem płytek amyloidowych, splotów neurofibrylarnych białka tau oraz zapaleniem układu nerwowego. W konsekwencji prowadzi do postępującego zaniku neuronów, demencji i w końcu do śmierci. Do zwiększonego ryzyka choroby Alzheimera u kobiet przyczyniają się również geny i czynniki środowiskowe. Faktem jest, że coraz więcej dowodów wskazuje na działanie neuroprotekcyjne estrogenów w przypadku wystąpienia AD.

Tak, to zła wiadomość. Jesteśmy z tobą szczere.

 

[...]

Redakcja: Agnieszka Passendorfer

Korekta: Hanna Jagodzińska

Projekt okładki: Beata Kamińska

Opracowanie graficzne i skład: Maciej Trzebiecki

Redaktor prowadząca: Magdalena Kosińska

 

Producent: Agora Książka i Muzyka sp. z o.o.

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

[email protected]

www.wydawnictwoagora.pl

 

Copyright ? by Agora Książka i Muzyka sp. z o.o., 2025

Copyright ? Jagna Kaczanowska, Monika Łukasiewicz 2025

 

Wszelkie prawa zastrzeżone

 

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA)

 

Niniejsza publikacja jest chroniona prawem autorskim. Publikacja może być zwielokrotniona i wykorzystywana wyłączenie w zakresie dozwolonym przez prawo lub umowę zawartą z Wydawcą. Zwielokrotnianie i wykorzystywanie treści publikacji w jakiejkolwiek formie do eksploracji tekstów i danych (text and data mining) lub do trenowania modeli sztucznej inteligencji, bez uprzedniej, wyraźnej zgody Wydawcy jest zabronione.

 

Warszawa 2026

 

ISBN: 978-83-8380-478-1

Wydanie pierwsze

 

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

 

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej